<?xml version="1.0" encoding="utf-8" standalone="yes"?><rss version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"><channel><title>Nowopolski: jedna głoska, jedna litera on nowypolski.pl</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/</link><description>Recent content in Nowopolski: jedna głoska, jedna litera on nowypolski.pl</description><generator>Hugo</generator><language>pl</language><atom:link href="https://nowypolski.pl/tradycyjna/index.xml" rel="self" type="application/rss+xml"/><item><title>1. Diabeł wyskakuje z pudełka</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/makuszynski-szatan-z-siodmej-klasy/01/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/makuszynski-szatan-z-siodmej-klasy/01/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Szatan z siódmej klasy&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;1. &lt;br/&gt;Diabeł wyskakuje z pudełka&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Pan profesor Gąsowski nauczał historii wedle własnej, nieco rozwichrzonej metody. Niektóre wielkie postacie, błąkające się po Elizejskich Polach albo krążące pośród gwiazd, bardzo miłował, o niektórych rozprawiał z drwiącym lekceważeniem, a w licznym, nieśmiertelnym tłumie były i takie, o których nie chciał mówić wcale. Omijał je przy spotkaniu, udawał, że ich nie dostrzega, nie kłaniał im się. O ukochanych osobistościach mówił z gorącym zapałem, piejąc na ich cześć górne hymny, po każdym zdaniu zasadzając wykrzyknik jak cyprys na grobie. O Napoleonie, z ukochanych najukochańszym, rozprawiał jak natchniony poeta. Zdawało się, że w każdej chwili zakrzyknie gromko: „Niech żyje Cesarz!” — i rzuci się w bój, krwawy szatan. Napoleon, siedząc okrakiem na komecie jak na ognistym koniu, z wielką przyjemnością przysłuchiwał się panu profesorowi Gąsowskiemu. Gdyby mógł sięgnąć z nieba, przypiąłby na jego piersi Krzyż Legii Honorowej. Mniej zadowolony z tych wykładów był piękny Alcybiades, o którym pan profesor mówił z lekceważeniem, że „był to fircyk, elegancik i w ogóle wydmuchana osobistość”. Nie można było dojść, czym sobie szlachetny Ateńczyk zasłużył na tę opinię. To go jedynie mogło pocieszyć, że o innych nieśmiertelnych pan profesor szerzył zgoła oszczerstwa. Cezar miał zamazaną hipotekę i gdyby to zależało od pana profesora Gąsowskiego, nieśmiertelność pozbawiałaby go prawa korzystania z niezmiernej chwały. Tym, o którym pan profesor wcale nie chciał mówić, któremu by się nie ukłonił i któremu nie podałby ręki, był Hannibal. Dlaczego? O tym wiedzą jedynie kartagińscy bogowie, jeżeli w ogóle o czymś wiedzą, bałwany opasłe. Hannibal miał wielu wrogów, straszliwych wrogów, śmiertelnych wrogów, ale nigdy i przenigdy nie miał takiego, jakim był twardy, zawzięty i nieustępliwy pan profesor Gąsowski. Od wielu lat mieli ze sobą na pieńku. Nieszczęsny Hannibal, łypiąc jednym okiem, chwytał się za głowę i jęczał: „Co ja takiego mogłem uczynić, że mnie pan profesor Gąsowski tak nie znosi?”. Nikt tego nie wiedział. Wiedział tylko pan profesor.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Akt I</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/wesele/01/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/wesele/01/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Wesele&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="insubtitle"&gt;Dramat w trzech aktach&lt;/h2&gt;
&lt;div class="h3"&gt;OSOBY:&lt;/div&gt;
&lt;ol&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;GOSPODARZ&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;GOSPODYNI&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;PAN MŁODY&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;PANNA MŁODA&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;MARYSIA&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;WOJTEK&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;OJCIEC&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;DZIAD&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;JASIEK&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;KASPER&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;POETA&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;NOS&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;KSIĄDZ&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;MARYNA&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;ZOSIA&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;RADCZYNI&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;HANECZKA&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;CZEPIEC&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;CZEPCOWA&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;KLIMINA&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;KASIA&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;STASZEK&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;KUBA&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;ŻYD&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;RACHEL&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;MUZYKANT&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;ISIA&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;
&lt;div class="h3"&gt;OSOBY DRAMATU:&lt;/div&gt;
&lt;ol&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;CHOCHOŁ&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;WIDMO&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;STAŃCZYK&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;HETMAN&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;RYCERZ CZARNY&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;UPIÓR&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;WERNYHORA&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub0"&gt;DEKORACJA:&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Noc listopadowa; w chacie, w świetlicy. Izba wybielona siwo, prawie błękitna, jednym szarawym tonem półbłękitu obejmująca i sprzęty, i ludzi, którzy się przez nią przesuną.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Przez drzwi otwarte z boku, ku sieni, słychać huczne weselisko, buczące basy, piskanie skrzypiec, niesforny klarnet, hukania chłopów i bab i przygłuszający wszystką nutę jeden melodyjny szum i rumot tupotających tancerzy, co się tam kręcą w zbitej masie w takt jakiejś ginącej we wrzawie piosenki....&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Akt pierwszy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/balladyna/01/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/balladyna/01/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Balladyna&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="insubtitle"&gt;Tragedia w pięciu aktach&lt;/h2&gt;
&lt;div class="dedication"&gt;&lt;p class="paragraph"&gt;KOCHANY POETO RUIN!&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Pozwól, że pisząc do ciebie, zacznę od apologu, który mi opowiedziano nad Salaminy zatoką.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Stary i ślepy harfiarz z wyspy Scio przyszedł nad brzegi Morza Egejskiego, a usłyszawszy z wielkim hukiem łamiące się fale, myślał, że szum ów pochodził od zgiełku ludzi, którzy się zbiegli pieśni rycerskich posłuchać. — Oparł się więc na harfie i śpiewał pustemu morza brzegowi: a kiedy skończył, zadziwił się, że żadnego ludzkiego głosu, żadnego westchnienia, żadnego pieśń nie zyskała oklasku. Rzucił więc harfę precz daleko od siebie, a te fale, które śpiewak mniemał tłumem ludzkim, odniosły złote pieśni narzędzie i położyły mu je przy stopach. I odszedł od harfy swojej smutny Greczyn, nie wiedząc, że najpiękniejszy rapsod nie w sercach ludzi, ale w głębi fal Egejskiego Morza utonął.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Akt pierwszy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/szewcy/01/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/szewcy/01/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Szewcy&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="insubtitle"&gt;Naukowa sztuka ze „śpiewkami” w trzech aktach &lt;/h2&gt;&lt;h2 class="insubtitle"&gt;1934&lt;/h2&gt;&lt;div class="dedication"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Poświęcone Stefanowi Szumanowi&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="h3"&gt;OSOBY&lt;/div&gt;
&lt;ol&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;Sajetan Tempe&lt;/em&gt; — majster szewski; rzadka bródka „dzika” i wąsy. Blondyn siwiejący. Ubrany w normalny strój szewski z fartuchem. Około 60 lat.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;Czeladnicy&lt;/em&gt;: I (&lt;em class="person"&gt;Józek&lt;/em&gt;) i II (&lt;em class="person"&gt;Jędrek&lt;/em&gt;). Bardzo przystojne, morowe, młode szewskie chłopy. Ubrane w normalne szewskie stroje z fartuchami. Lat około 20.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;Księżna Irina Wsiewołodowna Zbereźnicka-Podberezka&lt;/em&gt; — bardzo piękna szatynka, niezwykle miła i ponętna. Lat 27–28.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;Prokurator Robert Scurvy&lt;/em&gt; — twarz szeroka, zrobiona jakby z czerwonego salcesonu, w którym tkwią inkrustowane, błękitne jak guziki od majtek oczy. Szczęki szerokie — pogryzłyby na proszek (zdawałoby się) kawałek granitu. Strój żakietowy, melonik. Laska ze złotą gałką (&lt;em class="foreign-word"&gt;très démodé&lt;/em&gt;). Biały halsztuk zawinięty i ogromna w nim perła.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;Lokaj Księżnej, Fierdusieńko&lt;/em&gt; — zrobiony trochę na manekina. Strój czerwony, ze złotym szamerowaniem. Czerwona króciutka pelerynka. Kapelusz stosowany.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;Hiper-Robociarz&lt;/em&gt; — ubrany w bluzę i kaszkiet. Ogolony, szerokie szczęki. W ręku kolosalny, miedziany termos.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;Dwóch dygnitarzy&lt;/em&gt; — towarzysz &lt;em class="person"&gt;Abramowski&lt;/em&gt; i &lt;em class="person"&gt;towarzysz X&lt;/em&gt;. Wspaniale ubrani cywile, wysokiej inteligencji i w ogóle pierwszej marki. &lt;em class="person"&gt;X&lt;/em&gt; ogolony — &lt;em class="person"&gt;Abramowski&lt;/em&gt; z brodą i wąsami.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;Józef Tempe&lt;/em&gt; — syn &lt;em class="person"&gt;Sajetana&lt;/em&gt;, lat 20.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;Chłopi&lt;/em&gt; — stary chłop, młody chłop i dziwka. Stroje krakowskie.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;Strażniczka&lt;/em&gt; — młoda ładna dziewczynka. Fartuszek na mundurku.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;Chochoł&lt;/em&gt; — z &lt;em class="book-title"&gt;Wesela&lt;/em&gt; Wyspiańskiego.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;Strażnik&lt;/em&gt; — normalny byczy chłopak, mundur zielony.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;Gnębon Puczymorda&lt;/em&gt; i &lt;em class="person"&gt;Dziarscy chłopcy&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;AKT PIERWSZY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="place-and-time"&gt;Scena przedstawia warsztat szewski (może być dowolnie fantastycznie urządzony) na niewielkiej przestrzeni półkolistej. Na lewo trójkąt zapełniony kotarą wiśniowego koloru. W środku trójkąt ściany szarej z okrągławym okienkiem. Na prawo pień wyschłego pokręconego drzewa — między nim a ścianą trójkąt nieba. Dalej na prawo daleki krajobraz z miasteczkami na płaszczyźnie. Warsztat umieszczony jest wysoko ponad doliną w głębi, jakby na górach wysokich był postawiony. &lt;em class="person"&gt;Sajetan&lt;/em&gt; w środku, dwaj &lt;em class="person"&gt;Czeladnicy&lt;/em&gt; po bokach, I na lewo, II na prawo, pracują przy warsztacie. Z daleka dochodzi huk samochodów czy czort wie czego zresztą i ryki syren fabrycznych.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SAJETAN &lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;kując młotem jakieś buty&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Nie będziemy gadać niepotrzebnych rzeczy. Hej! Hej! Kuj podeszwy! Kuj podeszwy! Skręcaj twardą skórę, łam sobie palce! A, do diabła — nie będziemy gadać niepotrzebnych rzeczy! Książęce buciki! Tylko ja, wieczny tułacz, tym się tułający, że do miejsca zawsze przykuty. Hej! Kuj podeszwy dla tych ścierw! Nie będziemy gadać niepotrzebnych rzeczy — nie!&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Akt pierwszy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/zemsta/01/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/zemsta/01/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Zemsta&lt;/h2&gt;
&lt;div class="motto"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Nie masz nic tak złego, żeby się na dobre nie przydało. Bywa z węża dryjakiew, złe często dobremu okazyją daje.&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="motto_podpis"&gt;
Andrzej Maksymilian Fredro
&lt;/div&gt;
&lt;div class="h3"&gt;OSOBY:&lt;/div&gt;
&lt;ol&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;Cześnik Raptusiewicz&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;Klara&lt;/em&gt; — jego synowica&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;Rejent Milczek&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;Wacław&lt;/em&gt; — syn Rejenta&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;Podstolina&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;Dyndalski&lt;/em&gt; — marszałek Cześnika&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;Śmigalski&lt;/em&gt; — dworzanin Cześnika&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;Perełka&lt;/em&gt; — kuchmistrz Cześnika&lt;/li&gt;&lt;li&gt;&lt;em class="person"&gt;Mularze, hajduki, pachołki etc.&lt;/em&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;
&lt;div class="place-and-time"&gt;Scena na wsi.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;AKT PIERWSZY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Pokój w zamku &lt;em class="person"&gt;Cześnika&lt;/em&gt;, drzwi na prawo, lewo i w środku, stoły, krzesła etc., gitara angielska na ścianie.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub0"&gt;SCENA PIERWSZA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Cześnik&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Dyndalski&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Cześnik&lt;/em&gt; w białym żupanie, bez pasa i w szlafmycy siedzi przy stole po prawej od aktorów stronie, okulary na nosie, czyta papiery — za stołem, trochę w głębi, stoi &lt;em class="person"&gt;Dyndalski&lt;/em&gt;, ręce w tył założone.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;jakby do siebie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Piękne dobra w każdym względzie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lasy — gleba wyśmienita — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrą żoną pewnie będzie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co za czynsze! — To kobiéta!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzy folwarki!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Miła wdowa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Arcymiła, ani słowa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;kładzie papiery&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Cóż, polewki dziś nie dacie?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Dyndalski&lt;/em&gt; wychodzi.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Długoż na czczo będę czekać? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;po krótkim milczeniu&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie — nie trzeba rzeczy zwlekać — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Dyndalski&lt;/em&gt;, spotkawszy we drzwiach hajduka niosącego na tacy wazkę, talerz, chleb itd., odbiera od niego i wraca, zawiązuje serwetę pod szyją &lt;em class="person"&gt;Cześnikowi&lt;/em&gt;, potem podaje talerz z polewką, co wszystko nie tamuje rozmowy.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
&lt;em class="foreign-word"&gt;Qua&lt;/em&gt; opiekun i &lt;em class="foreign-word"&gt;qua&lt;/em&gt; krewny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miałbym z Klarą sukces pewny; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale Klara młoda, płocha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chociaż dzisiaj i pokocha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż za jutro mi zaręczy!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;nabierając na talerz&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nikt rozumny, jaśnie panie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzecz to śliska.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;obracając się ku niemu&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tu sęk właśnie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na toż bym się, mocium panie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kawalerstwa dziś wyrzekał,
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;uderzając w stół&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
By kto... niech go piorun trzaśnie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Długo będzie na to czekał,
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;po krótkim milczeniu, biorąc talerz&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ma dochody wprawdzie znaczne — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podstolina ma znaczniejsze; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z wdówką zatem działać zacznę.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;po krótkim milczeniu&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bawi z nami — w domu Klary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo krewniaczka jej daleka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale mnie się wszystko zdaje...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ona czegoś więcej czeka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;parskając śmiechem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ona czegoś... więcej... czeka... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A bodajże cię, Dyndalu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z tym konceptem! — Czegoś czeka!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;śmieje się&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tfy!... jakżem się uśmiał szczerze! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czeka! — bardzo temu wierzę.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;jedząc i po krótkiej chwili&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jeszczeć młoda jest i ona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ależ wdowa — doświadczona — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zna proporcją, mocium panie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nie każe fircykować, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po kulikach balansować. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;po krótkiej chwili&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
No — nie sekret, żem niemłody, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Alem także i niestary. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;niekoniecznie przystając&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tać... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;urażony&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Możeś młodszy? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Miary &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z mego wieku...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;kończąc rozmowę&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dam dowody. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Chwila milczenia.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;skrobiąc się poza uszy&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko że to, jaśnie panie — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hę? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;W małżeńskim ciężko stanie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan zaś, mówiąc między nami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Masz pedogrę.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;niekontent&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ej, czasami. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kurcz żołądka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Po przepiciu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rumatyzmy jakieś łupią. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;zniecierpliwiony&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ot, co powiesz, wszystko głupio. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten mankament nic nie znaczy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak i u niej co w ukryciu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bóg to tylko wiedzieć raczy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nikt pewnie się nie spyta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byle tylko w dalszym życiu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Między nami była kwita.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub1"&gt;SCENA DRUGA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Cześnik&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Dyndalski&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt; po francusku ubrany, przy szpadzie, krótkie spodnie, buty okrągłe do pół łydki; tupet i harcopf, kapelusz stosowany, pod pachą para pistoletów; zawsze prędko mówi.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bóg z waszmością, mój Cześniku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pędząc cwałem na rozkazy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamęczyłem szkap bez liku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wywróciłem się sto razy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak że z nowej mej kolaski &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzieś po drodze tylko trzaski.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A ja za to ręczyć mogę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że mój Papkin tu piechotą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przywędrował całą drogę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A na podróż dane złoto &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzieś zostawił przy labecie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;pokazując pistolet&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz, Cześniku — poznasz przecie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż mam poznać? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wystrzelony. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wypalony!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;na stronie, odchodząc&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Gdzieś na wrony. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gdzie, do kogo, milczeć muszę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz nie karty są przyczyną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żem się w drodze spóźnił nieco. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani ziewnął, na mą duszę! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak z mej ręki wszyscy giną!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;poprawiając w mowie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystkie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wszystkie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ćmy, komary. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Waszmość nigdy nie dasz wiary. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bom niegłupi, mocium panie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach! co widzę, tu śniadanie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ha, śniadanie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ach! Cześniku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już to sześć dni i sześć nocy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic nie miałem na języku.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedz i słuchaj! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tak się stanie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;siada po drugiej stronie stołu, jak do siebie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Strzelam gracko, rzecz to znana. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Rzecz to znana, iż w mej mocy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kazać zamknąć waszmość pana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za wiadome dawne sprawki.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;zastraszony&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamknąć! po co? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dla zabawki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyż nie znajdziesz lepszej sobie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Cicho! ciszej! Ja to mówię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;By odświeżyć w twej pamięci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim powierzę moje chęci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coś mnie winien, a ja tobie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ach, co każesz, wszystko zrobię. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byłbym zaraz dopadł konia... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bom jest jeździec doskonały: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj będzie wzięty z błonia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzik to dziki, lew to śmiały — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W moim ręku jak owieczka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bom jest jeździec doskonały.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A bodajżeś!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tylko pozwól... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kładłem nawet w strzemię nogę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy nagle wielka sprzeczka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przedsięwziętą spaźnia drogę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ta była w tym sposobie:
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słuchaj!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zaraz... Szedłem sobie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mina tęga, włos w pierścienie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głowa w górę — a wejrzenie! — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech truchleje płeć zdradziecka!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słuchaj!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zaraz... Idę sobie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wtem jakaś księżna grecka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Anioł! bóstwo! zerk z karety — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Giną za mną te kobiety! — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zerk więc na mnie — zerk ja na nią, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Koniec końcem pokochała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawołała &lt;em class="foreign-word"&gt;et caetera&lt;/em&gt;... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Książę, tygrys, ludzi zbiera...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;uderzając w stół, aż &lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt; podskoczył w krześle&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ależ cicho! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nadtoś żywy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A bezbożny ty języku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tyrkotny, i kłamliwy.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nadtoś żywy, mój Cześniku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdybym także, równie tobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Namiętności nie brał w ryzy,
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;uderzając w rękojeść szpady&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ostrze mojej Artemizy... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;uprzedzając uderzenie w stół &lt;em class="person"&gt;Cześnika&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Proszę mówić. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;po krótkiej chwili&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ojciec Klary &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kupił ze wsią zamek stary...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Fiu! — mój ojciec miał ich dziesięć. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;uderza w stół i mówi dalej&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tu mieszkamy, jakby sowy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz co gorsza, że połowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drugiej zamku — czart dziedzicem.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Przestrach &lt;em class="person"&gt;Papkina&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Czy inaczej? — Rejent Milczek — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słodki, cichy, z kornym licem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale z diabłem, z diabłem w duszy!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jednak zgodnie, jak sąsiady... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jeśli nie ja mymi psoty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nikt go stąd już nie wyruszy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie ma dnia bez sprzeczki, zwady — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz potrzebne i układy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pisać? — nie chcę do niecnoty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Iść tam? — ślisko, mocium panie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mógłby otruć, zabić skrycie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A mnie jeszcze miłe życie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc dlategom wybrał ciebie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będziesz posłem tam w potrzebie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Za ten honor ściskam nogi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wielki czynisz swemu słudze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale nazbyt jestem srogi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamiast zgody, wojnę wzbudzę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo do rycerskiego dzieła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Matka w łonie mnie poczęła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A z powicia ślub uniosłem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nigdy w życiu nie być posłem.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Czym ja zechcę, Papkin będzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo mnie Papkin słuchać musi.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lecz porywczy w każdym względzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak sąsiada Papkin zdusi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak mu kulą łeb przewierci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak na bigos go posieka — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż natenczas sprawcą śmierci? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kogóż za to kara czeka?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biorę wszystko na sumienie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciej rozważyć. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Już się stało. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz inne dam zlecenie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mości Papkin — ja się żenię.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ba! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;przedrzeźniając&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cóż to: ba? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tak się cieszę! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I w tę sprawę chętnie spieszę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiedz, gdzie mam błysnąć chwałą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mamże zostać dziewosłębem? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mamże zmusić zbyt zuchwałą? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mamże skłonić zbyt nieśmiałą? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mamże, jeśli cudzą żoną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jej tyrana przeszyć łono?...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż, u diabła, za szaleństwo! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znasz, Cześniku, moje męstwo. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Słuchaj: mówiąc między nami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bez mej chluby, twej urazy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więcej niż ty, mój Papkinie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mam rozumu tysiąc razy.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt; chce przerwać, co &lt;em class="person"&gt;Cześnik&lt;/em&gt; znakiem wstrzymuje.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lecz rozprawiać z niewiastami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Owe jakieś bałamutnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Afektowe świegotanie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech mi zaraz łeb kto utnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie potrafię, mocium panie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty więc musisz swą wymową...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jest już twoją — daję słowo — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcesz, przysięgnę — masz już żonę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo ja szczęście mam szalone: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko spojrzę, każda moja, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A na każdą spojrzeć umiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idę.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dokąd? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Prawda, nie wiem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podstolina... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Już rozumiem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;zatrzymując go&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu ją czekaj. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ani słowa! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za godzinę jest gotowa.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;odchodząc&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja potrafię ci odwdzięczyć. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za Cześnika można ręczyć. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub2"&gt;SCENA TRZECIA&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;sam&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Cześnik wulkan — aż niemiło. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdybym krótko go nie trzymał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wiem, co by z światem było.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;po krótkim myśleniu&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lecz nie będę ja tu drzymał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I w podziele tak się zwinę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jemu oddam Podstolinę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Malowidło nieco stare; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sobie wezmę śliczną Klarę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już od dawna mam nadzieję, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że jej serce mnie się śmieje. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już by para z nas dobrana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaludniała Papkinami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyby Cześnik, jakby ściana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie stał zawsze między nami.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;po chwili&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Znak dać muszę, że tu jestem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj lubym śpiew szelestem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W lube, drogie uszko wpadnie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, jak anioł śpiewam ładnie!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;śpiewa przy angielskiej gitarze&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
«Córuś moja, dziecię moje, co u ciebie szepce? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pani matko dobrodziejko, kotek mleko chłepce; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Oj kot, pani matko, kot, kot, &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Narobił mi w pokoiku łoskot. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Córuś moja, dziecię moje, co u ciebie stuka? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pani matko dobrodziejko, kotek myszki szuka; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Oj kot, pani matko, kot, kot, &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Narobił mi w pokoiku łoskot. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Córuś moja, dziecię moje, czy ma ten kot nogi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pani matko dobrodziejko, i srebrne ostrogi; &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Oj kot, pani matko, kot, kot, &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;
Narobił mi w pokoiku łoskot».
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub3"&gt;SCENA CZWARTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Podstolina&lt;/em&gt; ze drzwi prawych.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wszak mówiłam — albo koty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo Papkin nam się zjawił.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Żartobliwej pełna weny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podstolino! pół anioła! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kolosalny wzorze cnoty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pośród hemisfernej sceny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Strojny w miłość, lubość, wdzięki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pozwól kornie ugiąć czoła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I na śniegu twojej ręki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złożyć ustek wyciśnienie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;całuje w rękę&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sługa, służka uniżony. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż sprowadza w nasze strony? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miłe wszystkim nam zdarzenie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tym zdarzeniem? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Twe zamęście. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moje? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Właśnie miałem szczęście &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mieć u siebie na wieczerzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lorda Pembrok, kilku panów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cały tuzin szambelanów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dam niewiele, ale jakich!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż z kim swata?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Szmer się szerzy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za mąż idzie piękna Hanna. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten zapewnia, ów nie wierzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale każdy z ócz mych czyta. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem miledi, bóg-kobieta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz w zazdrości diablik mały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wciąż mnie szczypiąc pod serwetą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na pół z płaczem dwakroć pyta: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Skąd masz styczność z Hanny losem?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, spokojną bądź w tej mierze — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szepnę w uszko wdzięcznym głosem — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjaciela Hanna bierze.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ależ kogo? powiedz, kogo? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wszyscy wybór chwalą zgodnie... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo nie chwalić jakże mogą!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;na stronie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ha, rozumiem... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Człowiek grzeczny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I majętny, i stateczny.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;na stronie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Od Cześnika ma zlecenie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zachodzi tak z daleka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam, gdzie go się dawno czeka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głupi mędrek.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;na stronie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tam do licha! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ona zerka, ona wzdycha — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy nie myli się w osobie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może we mnie... dałżem sobie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A to plaga, boska kara: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do mnie młoda, do mnie stara. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze zerka... czy szalona! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu żartować nie ma czego — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zjadłbym śledzia z rąk patrona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A mnie po co, na co tego! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To już dłużej trwać nie może.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Podstoliny&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pozwól pani: Cześnikowi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gratulacje niechaj złożę.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc to jego mam być żoną? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jakież czynisz zapytanie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bajkęż by to rozgłoszono?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bajkę dotąd... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Lecz się stanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wkrótce prawdą — czy się mylę?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciekawości skądże tyle?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gdyby Cześnik rozogniony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wskroś przejęty twymi wdzięki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drgnął miłością i rzucony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do nóg twoich, błagał ręki?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cieszyłby się z odpowiedzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;odchodzi w drzwi prawe&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;sam&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A że w każdej diablik siedzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co pustoty rozpoczyna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeno wspomnisz zapowiedzi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo kto mądry, niech mi powié: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po kaduka Podstolina &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daje rękę Cześnikowi?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub4"&gt;SCENA PIĄTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Cześnik&lt;/em&gt; wychodzi ze drzwi lewych już ubrany.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Cóż u czarta! ty spokojny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy Rejent mnie napada &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I otwartej żąda wojny? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz godnego ma sąsiada! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dalej żwawo! — niech, kto żyje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biegnie, pędzi, zgania, bije!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż się stało? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Mur naprawia! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mur graniczny, trzech murarzy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On rozkazał! on się waży! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mur graniczny! — Trzech na murze! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzech wybiję, a mur zburzę! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zburzę, zniszczę, aż do ziemi. —
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;zmieszany, niechcący powtarza&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zburzę, zniszczę... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dajesz słowo? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbierz więc ludzi — ruszaj z niemi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I jeżeli nie namową, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To przemocą spędź z roboty — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty się trzęsiesz?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;To z ochoty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale czekaj — słuchaj wprzody &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mojej szczytnej, pięknej ody.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tak, ody do pokoju — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A jeżeli żądza boju &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie umilknie na głos Muzy...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;grożąc&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zostań. — Ale!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;odchodzi&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;idzie za nim ze spuszczoną głową&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Pewne guzy! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub5"&gt;SCENA SZÓSTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Odmiana sceny. Ogród, kawał muru całego, od lewej strony ku środkowi prosty, od środka w głąb sceny załamany i w połowie zburzony, przy tej części mularze pracują. Po lewej stronie zupełnie w głębi za częścią całego muru baszta albo róg mieszkania &lt;em class="person"&gt;Rejenta&lt;/em&gt;, z oknem. Nieco na przodzie po prawej stronie podobny róg mieszkania &lt;em class="person"&gt;Cześnika&lt;/em&gt;. Altana po lewej stronie na przodzie. &lt;em class="person"&gt;Klara&lt;/em&gt; przechodzi scenę. &lt;em class="person"&gt;Wacław&lt;/em&gt;, wszedłszy wyłomem, skrada się wzdłuż muru i pokazuje się powtórnie w altanie przy &lt;em class="person"&gt;Klarze&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Klara&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Wacław&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bliskie nasze pomieszkania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bliższe serca — ach, a przecie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak daleko na tym świecie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jakież nowe dziś żądania &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chmurzą jasność twego czoła? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nigdyż granic, nigdyż miary — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nicże wstrzymać cię nie zdoła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nawet miłość twojej Klary?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Widzieć ciebie jedną chwilę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem spędzić godzin tyle &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bez twych oczu, twego głosu — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I mam chwalić hojność losu?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wspomnij, wspomnij, mój kochanku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakie były twe wyrazy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy zaledwie parę razy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zeszliśmy się na krużganku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Pozwól, droga, kochać siebie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O nic więcej łzy nie proszą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z mą miłością stanę w niebie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bogiem, będę żył rozkoszą!»
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co mówiłem, nie wiedziałem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kochaj — rzekłam — ja nie bronię; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale wkrótce, gdyś z zapałem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cisnął w swoich moje dłonie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Kochasz ty mnie, droga Klaro?» — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawsześ mnie się, zawsze pytał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chocieś w oczach dobrze czytał.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Któż by nie chciał dać pół życia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;By mógł wyssać do upicia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyssać duszą z ust twych słowa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które jeszcze uśmiech chowa!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Niech tak będzie — rzekłam w końcu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kocham — bom też i kochała.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;udając jego zapał&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
«Co za szczęście, rozkosz, radość! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzięki niebu, ziemi, słońcu!...» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tym życzeniom czyniąc zadość, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już natura zubożała &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więcej dla cię nic nie miała.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Prawda, wyznać się nie boję, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dopełniła wtenczas miary; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz gdy zwiększa miłość moję, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyż nie winna zwiększać dary?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Za dni parę rzekłeś luby: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Ach, to okno, ach, ta krata &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będą źródłem mojej zguby. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz, jak różdżka różdżkę splata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak ku sobie kwiat się skłania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż nam, Klaro, tego wzbrania?»
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Miałżem w myśli mych zamęcie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zimną kratę brać w objęcie?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Usłuchałam cię, Wacławie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzień w dzień schodzim się w altanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz i razem co dzień prawie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nowe od cię mam żądanie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tobiem szczęście życia winna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty nawzajem — chętnie wierzę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czemuż twoja miłość inna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coraz nową postać bierze? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy rozkosz być przy tobie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż przepełnia serce moje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty, niewdzięczny, w tejże dobie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tłumisz tylko niepokoje.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ach, obecność mnie zastrasza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo tak dotąd czynim mało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;By zapewnić przyszłość całą — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A przyszłością miłość nasza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z twoim stryjem ojca mego &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciągłe sprawy, sprzeczki, kłótnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic nie wróżą nam dobrego; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Raczej mówią, iż okrutnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będziem kiedyś rozdzieleni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dokończ — pokaż drogę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty czy ja tu pomóc mogę?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tylko twoja wola zmieni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co się zdaje nie do zmiany.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówże, słucham. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Żem kochany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że cię kocham nad te nieba, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że przy sobie żyć pragniemy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To oboje dobrze wiemy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie oboje, czego trzeba, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby zniszczyć to ukrycie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W którym pełza nasze życie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nie truchleć, czy dzień szczęścia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie poprzedza dnia żałoby.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czegóż trzeba? mów! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zamęścia. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O szalony, gdzież sposoby? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W twojej woli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;W woli stryja, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W woli ojca, powiedz raczej.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Co zawadza, to się mija, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy nie może być inaczej.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A, rozumiem! — Nie, Wacławie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie mnie zechcesz, znajdziesz wszędzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawsze twoją — prócz w niesławie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ależ, Klaro, moją żoną... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Któż to, powiedz, wiedzieć będzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyś poślubił wykradzioną... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co za hałas? — Słyszę kroki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coraz bliżej!... idź bez zwłoki!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedno słowo. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Już ci dane. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak nie zmienisz, żyć przestanę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;z czułością, jakby poprawiając&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przestaniemy — jeśli zechcesz. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pomyśl tylko, Klaro droga... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wytrącając go prawie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale idźże, idź, dla Boga! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;przechodzi scenę&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub6"&gt;SCENA SIÓDMA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Śmigalski&lt;/em&gt;, kilku służących z kijami, później &lt;em class="person"&gt;Rejent&lt;/em&gt; i &lt;em class="person"&gt;Cześnik&lt;/em&gt; w oknach.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Panie majster, proszę waści &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyzwoicie, grzecznie, ładnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie murować tu z napaści, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo mu na grzbiet co upadnie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;po krótkim milczeniu&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wy zaś drudzy, dobrzy ludzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którzy młotki, piony, kielnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W niepotrzebnym dzisiaj trudzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Używacie arcydzielnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idźcie wszyscy precz, do czarta!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;po krótkim milczeniu&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Będzie, widzę, rzecz uparta! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta hołota, jakby głucha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mego słowa ani słucha. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;No, Śmigalski! Nie trać czasu — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ściągnij za kark! weź narzędzie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grzecznie, ładnie, bez hałasu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech wszystkiemu koniec będzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic się nie bój — ja za tobą.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Śmigalski&lt;/em&gt; posuwa się ze służącymi ku mularzom, &lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt; cofa się za róg domu.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŚMIGALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Precz! precz! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;w oknie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Stójcie! co to znaczy? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŚMIGALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Cześnik, pan mój, kazać raczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby muru nie kończono.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;w oknie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tak jest, każę, bo mam prawo. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dalej naprzód, dalej żwawo!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Śmigalski&lt;/em&gt; posuwa się naprzód, &lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt;, który był wyszedł, znowu się cofa za róg domu.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakie prawo? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jak kupiono &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mur graniczny, tak zostanie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ależ luby, miły panie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To szaleństwo z waszej strony — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I mur będzie naprawiony.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wprzódy trupem go zaścielę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do mularzy&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kończcie śmiało, przyjaciele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gardźcie ze mną próżnym krzykiem.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcesz więc bójki? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Mój Cześniku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mój sąsiedzie, luby, miły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przestań też być rozbójnikiem.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co! jak! — Żwawo! bij, co siły! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Śmigalski&lt;/em&gt; ze swoimi ludźmi wstępuje na mur, mularze cofają się tak, że bójka zostaje zakryta częścią muru całego.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Panie majster — ja w obronie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic się nie bój — niechaj bije, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy go tam swędzą dłonie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrze! dobrze! — po czuprynie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ot-tak — lepiej! — co się wlezie! — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic się nie bój! — niechaj bije, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj bije! świat nie zginie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja Cześnika za to skryję, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie nie widać ziemi, nieba!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wołając za siebie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Hej! Serwacy! daj gwintówkę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj strącę tę makówkę — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prędko!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Rejent&lt;/em&gt; zamyka okno.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ha, ha! fugas chrustas. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;No, Śmigalski! dosyć będzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daj półzłotka albo złoty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Baserunku dla hołoty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale zabierz im narzędzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dosyć, dosyć na dziś będzie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;zamyka okno&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Po odejściu wszystkich &lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt; obejrzawszy się, że już nie ma nikogo, mówi ku murowi.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;sam&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ha! hultaje, precz mi z drogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo na miazgę was rozgniotę — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie zostanie jednej nogi — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A mam diablą dziś ochotę! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wielu was tam? chodź tu który! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wylezie żaden z dziury? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O wy łotry! o wy tchórze! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jutro cały zamek zburzę.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub7"&gt;SCENA ÓSMA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Wacław&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;stanąwszy tuż za nim&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jutro? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt; zdejmuje kapelusz.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Mamże wracać w progi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które pewnie z przyszłą dobą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zrówna z ziemią wyrok srogi? — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wolę jeńcem iść za tobą!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wkładając kapelusz na bakier&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Pardon&lt;/em&gt; mówisz? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Pardon&lt;/em&gt;, panie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znasz me męstwo? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jak zły szeląg. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Boisz mnie się! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Niesłychanie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pójdziesz za mną? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Pójdę, panie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż ty jesteś? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jestem, panie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz czym jesteś? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Czym ja jestem? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jestem... jestem...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;chwytając za broń&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cóż to znaczy! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;...Komisarzem mego pana. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co? Rejenta? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie inaczéj. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Czy to, proszę, rzecz słychana! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ledwie szlachcic na wioszczynę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z pękiem długów się wydrapie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już mieć musi komisarza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziw się potem, gdy się zdarza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że wołają: «Sto tysięcy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto da więcéj!»
A jak krzykną po raz trzeci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakby z procy szlachcic leci &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I do swego komisarza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idzie w służbę za szafarza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale chodźmy.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;na stronie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cześnikowi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wielką radość jeńcem sprawię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zapewne do mnie powié, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy mu zdobycz mą przedstawię: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Niechaj Klara twą zostanie». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chodź, mój jeńcze.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Idę, panie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/zemsta/"&gt;Aleksander Fredro, „Zemsta”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Część 1</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krol-macius-pierwszy/01/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krol-macius-pierwszy/01/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Król Maciuś Pierwszy&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="insubtitle"&gt;Powieść&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Więc kiedy byłem taki, jak na tej fotografii, sam chciałem zrobić to wszystko, co tu napisane. A potem zapomniałem, i teraz jestem stary. I już nie mam ani czasu, ani sił, żeby wojny prowadzić i do ludożerców jeździć. A fotografię taką dałem, bo ważne jest, kiedy naprawdę chciałem być królem, a nie — kiedy o królu Maciusiu piszę. I myślę, że lepiej dawać fotografię królów, podróżników i pisarzy, kiedy nie byli jeszcze dorośli i starzy, bo tak — to się zdaje, że oni od razu byli mądrzy i nigdy nie byli mali. I dzieci myślą, że nie mogą być ministrami, podróżnikami i pisarzami, a to nieprawda.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>I. Jak wygląda firma J. Mincel i S. Wokulski przez szkło butelek?</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/01/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/01/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;div class="title-page"&gt;&lt;h1 class="title"&gt;Lalka&lt;/h1&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Lalka&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h2"&gt;Tom I&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;I. Jak wygląda firma J. Mincel i S. Wokulski przez szkło butelek?&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W początkach roku 1878, kiedy świat polityczny zajmował się pokojem san-stefańskim, wyborem nowego papieża albo szansami europejskiej wojny, warszawscy kupcy tudzież inteligencja pewnej okolicy Krakowskiego Przedmieścia niemniej gorąco interesowała się przyszłością galanteryjnego sklepu pod firmą J. Mincel i S. Wokulski.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W renomowanej jadłodajni, gdzie na wieczorną przekąskę zbierali się właściciele składów bielizny i składów win, fabrykanci powozów i kapeluszy, poważni ojcowie rodzin, utrzymujący się z własnych funduszów, i posiadacze kamienic bez zajęcia, równie dużo mówiono o uzbrojeniach Anglii, jak o firmie J. Mincel i S. Wokulski. Zatopieni w kłębach dymu cygar i pochyleni nad butelkami z ciemnego szkła obywatele tej dzielnicy, jedni zakładali się o wygranę lub przegranę Anglii, drudzy o bankructwo Wokulskiego; jedni nazywali geniuszem Bismarcka, drudzy — awanturnikiem Wokulskiego; jedni krytykowali postępowanie prezydenta MacMahona, inni twierdzili, że Wokulski jest zdecydowanym wariatem, jeżeli nie czymś gorszym...&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Janko Muzykant</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/janko-muzykant/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/janko-muzykant/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Janko Muzykant&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Przyszło to na świat wątłe, słabe. Kumy, co się były zebrały przy tapczanie położnicy, kręciły głowami i nad matką, i nad dzieckiem. Kowalka Szymonowa, która była najmądrzejsza, poczęła chorą pocieszać:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Dajta — powiada — to zapalę nad wami gromnicę, juże z was nic nie będzie, moja kumo; już wam na tamten świat się wybierać i po dobrodzieja by posłać, żeby wam grzechy wasze odpuścił.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Ba! — powiada druga. — A chłopaka to zara trza ochrzcić; on i dobrodzieja nie doczeka, a — powiada — błogo będzie, co choć i strzygą się nie ostanie.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Jesień, rozdział I</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/01/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/01/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;div class="title-page"&gt;&lt;h1 class="title"&gt;Chłopi&lt;/h1&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Część pierwsza. Jesień&lt;/h2&gt;
&lt;div class="dedication"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miriamowi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(Zenonowi Przesmyckiemu) &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;I&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Na wieki wieków, moja Agato, a dokąd to wędrujecie, co?&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— We świat, do ludzi, dobrodzieju kochany — w tyli świat!... — zakreśliła kijaszkiem łuk od wschodu do zachodu.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ksiądz spojrzał bezwiednie w tę dal i rychło przywarł oczy, bo nad zachodem wisiało oślepiające słońce; a potem spytał ciszej, lękliwiej jakby...&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Wypędzili was Kłębowie, co? A może to ino niezgoda?... może...&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Księga pierwsza</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/01/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/01/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Pan Tadeusz&lt;/h2&gt; &lt;h2 class="insubtitle"&gt;czyli ostatni zajazd na Litwie&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;Księga pierwsza&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3"&gt;Gospodarstwo&lt;/h2&gt;
&lt;div class="note"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Powrót panicza — Spotkanie się pierwsze w pokoiku, drugie u stołu — Ważna Sędziego nauka o grzeczności — Podkomorzego uwagi polityczne nad modami — Początek sporu o Kusego i Sokoła — Żale Wojskiego — Ostatni Woźny Trybunału — Rzut oka na ówczesny stan polityczny Litwy i Europy&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Litwo! Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Panno święta, co Jasnej bronisz Częstochowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I w Ostrej świecisz Bramie! Ty, co gród zamkowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nowogródzki ochraniasz z jego wiernym ludem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jak mnie dziecko do zdrowia powróciłaś cudem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
(Gdy od płaczącej matki, pod Twoją opiekę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ofiarowany, martwą podniosłem powiekę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I zaraz mogłem pieszo, do Twych świątyń progu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Iść za wrócone życie podziękować Bogu), &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tak nas powrócisz cudem na Ojczyzny łono. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tymczasem przenoś moją duszę utęsknioną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Szeroko nad błękitnym Niemnem rozciągnionych; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Do tych pól malowanych zbożem rozmaitem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A wszystko przepasane jakby wstęgą, miedzą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zieloną, na niej z rzadka ciche grusze siedzą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Śród takich pól przed laty, nad brzegiem ruczaju, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Na pagórku niewielkim, we brzozowym gaju, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Stał dwór szlachecki, z drzewa, lecz podmurowany; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Świeciły się z daleka pobielane ściany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tym bielsze, że odbite od ciemnej zieleni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Topoli, co go bronią od wiatrów jesieni. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dom mieszkalny niewielki, lecz zewsząd chędogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I stodołę miał wielką, i przy niej trzy stogi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Użątku, co pod strzechą zmieścić się nie może. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Widać, że okolica obfita we zboże, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I widać z liczby kopic, co wzdłuż i wszerz smugów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Świecą gęsto jak gwiazdy, widać z liczby pługów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Orzących wcześnie łany ogromne ugoru, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Czarnoziemne, zapewne należne do dworu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Uprawne dobrze na kształt ogrodowych grządek: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że w tym domu dostatek mieszka i porządek. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Brama na wciąż otwarta przechodniom ogłasza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że gościnna, i wszystkich w gościnę zaprasza. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Właśnie dwukonną bryką wjechał młody panek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I obiegłszy dziedziniec zawrócił przed ganek. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wysiadł z powozu; konie porzucone same, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Szczypiąc trawę ciągnęły powoli pod bramę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
We dworze pusto: bo drzwi od ganku zamknięto &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zaszczepkami i kołkiem zaszczepki przetknięto. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Podróżny do folwarku nie biegł sług zapytać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Odemknął, wbiegł do domu, pragnął go powitać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dawno domu nie widział, bo w dalekim mieście &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kończył nauki, końca doczekał nareszcie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wbiega i okiem chciwie ściany starodawne &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ogląda czule, jako swe znajome dawne. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Też same widzi sprzęty, też same obicia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z którymi się zabawiać lubił od powicia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lecz mniej wielkie, mniej piękne niż się dawniej zdały. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I też same portrety na ścianach wisiały: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tu Kościuszko w czamarce krakowskiej, z oczyma &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Podniesionymi w niebo, miecz oburącz trzyma; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Takim był, gdy przysięgał na stopniach ołtarzów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że tym mieczem wypędzi z Polski trzech mocarzów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Albo sam na nim padnie. Dalej w polskiej szacie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Siedzi Rejtan, żałośny po wolności stracie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W ręku trzyma nóż ostrzem zwrócony do łona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A przed nim leży Fedon i żywot Katona. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dalej Jasiński, młodzian piękny i posępny; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Obok Korsak, towarzysz jego nieodstępny: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Stoją na szańcach Pragi, na stosach Moskali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Siekąc wrogów, a Praga już się wkoło pali. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nawet stary stojący zegar kurantowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W drewnianej szafie poznał, u wniścia alkowy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I z dziecinną radością pociągnął za sznurek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
By stary Dąbrowskiego usłyszeć mazurek. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Biegał po całym domu i szukał komnaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gdzie mieszkał dzieckiem będąc, przed dziesięciu laty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wchodzi, cofnął się, toczył zdumione źrenice &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Po ścianach: w tej komnacie mieszkanie kobiéce! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Któż by tu mieszkał? Stary stryj nie był żonaty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A ciotka w Petersburgu mieszkała przed laty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
To nie był ochmistrzyni pokój? Fortepiano? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Na nim nuty i książki; wszystko porzucano &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Niedbale i bezładnie: nieporządek miły! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Niestare były rączki, co je tak rzuciły. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tuż i sukienka biała, świeżo z kołka zdjęta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Do ubrania, na krzesła poręczu rozpięta; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A na oknach donice z pachnącymi ziołki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Geranium, lewkonija, astry i fijołki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Podróżny stanął w jednym z okien — nowe dziwo: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W sadzie, na brzegu niegdyś zarosłym pokrzywą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Był maleńki ogródek ścieżkami porznięty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pełen bukietów trawy angielskiej i mięty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Drewniany, drobny, w cyfrę powiązany płotek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Połyskał się wstążkami jaskrawych stokrotek; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Grządki, widać, że były świeżo polewane, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tuż stało wody pełne naczynie blaszane, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ale nigdzie nie widać było ogrodniczki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tylko co wyszła: jeszcze kołyszą się drzwiczki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Świeżo trącone, blisko drzwi ślad widać nóżki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Na piasku, bez trzewika była i pończoszki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Na piasku drobnym, suchym, białym na kształt śniegu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ślad wyraźny, lecz lekki, odgadniesz, że w biegu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Chybkim był zostawiony nóżkami drobnemi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Od kogoś, co zaledwie dotykał się ziemi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Podróżny długo w oknie stał patrząc, dumając, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wonnymi powiewami kwiatów oddychając. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Oblicze aż na krzaki fijołkowe skłonił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Oczyma ciekawymi po drożynach gonił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I znowu je na drobnych śladach zatrzymywał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Myślał o nich i, czyje były, odgadywał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przypadkiem oczy podniósł, i tuż na parkanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Stała młoda dziewczyna... Białe jej ubranie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wysmukłą postać tylko aż do piersi kryje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Odsłaniając ramiona i łabędzią szyję. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W takim Litwinka tylko chodzić zwykła z rana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W takim nigdy nie bywa od mężczyzn widziana: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Więc choć świadka nie miała, założyła ręce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Na piersiach, przydawając zasłony sukience. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Włos w pukle nierozwity, lecz w węzełki małe &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pokręcony, schowany w drobne strączki białe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dziwnie ozdabiał głowę: bo od słońca blasku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Świecił się jak korona na świętych obrazku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Twarzy nie było widać; zwrócona na pole &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Szukała kogoś okiem, daleko, na dole; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ujrzała, zaśmiała się i klasnęła w dłonie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jak biały ptak zleciała z parkanu na błonie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I wionęła ogrodem, przez płotki, przez kwiaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I po desce opartej o ścianę komnaty... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nim spostrzegł się, wleciała przez okno, świecąca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nagła, cicha i lekka, jak światłość miesiąca. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nucąc chwyciła suknie, biegła do zwierciadła: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wtem ujrzała młodzieńca i z rąk jej wypadła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Suknia, a twarz od strachu i dziwu pobladła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Twarz podróżnego barwą spłonęła rumianą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jak obłok, gdy z jutrzenką napotka się raną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Skromny młodzieniec oczy zmrużył i przysłonił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Chciał coś mówić, przepraszać; tylko się ukłonił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I cofnął się. Dziewica krzyknęła boleśnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Niewyraźnie, jak dziecko przestraszone we śnie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Podróżny zląkł się, spojrzał; lecz już jej nie było. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wyszedł zmieszany i czuł, że mu serce biło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Głośno, i sam nie wiedział, czy go miało śmieszyć &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
To dziwaczne spotkanie, czy wstydzić, czy cieszyć. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Tymczasem na folwarku nie uszło baczności, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że przed ganek zajechał któryś z nowych gości. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Już konie w stajnią wzięto, już im hojnie dano, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jako w porządnym domu, i obrok, i siano: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo Sędzia nigdy nie chciał, według nowej mody, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Odsyłać koni gości Żydom do gospody. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Słudzy nie wyszli witać; ale nie myśl wcale, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Aby w domu Sędziego służono niedbale: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Słudzy czekają, nim się pan Wojski ubierze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Który teraz za domem urządzał wieczerzę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
On pana zastępuje i on, w niebytności &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pana, zwykł sam przyjmować i zabawiać gości &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
(Daleki krewny pański i przyjaciel domu). &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Widząc gościa, na folwark dążył po kryjomu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo nie mógł wyjść spotykać w tkackim pudermanie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wdział więc jak mógł najprędzej niedzielne ubranie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nagotowane z rana, bo od rana wiedział, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że u wieczerzy będzie z mnóstwem gości siedział. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Pan Wojski poznał z dala, ręce rozkrzyżował &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I z krzykiem podróżnego ściskał i całował. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zaczęła się ta prędka, zmieszana rozmowa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W której lat kilku dzieje chciano zamknąć w słowa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Krótkie i poplątane, w ciąg powieści, pytań, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wykrzykników i westchnień, i nowych powitań. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gdy się pan Wojski dosyć napytał, nabadał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Na samym końcu dzieje tego dnia powiadał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
«Dobrze mój Tadeuszu, (bo tak nazywano &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Młodzieńca, który nosił Kościuszkowskie miano &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Na pamiątkę, że w czasie wojny się urodził) &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dobrze mój Tadeuszu, żeś się dziś nagodził &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Do domu, właśnie kiedy mamy panien wiele. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Stryjaszek myśli wkrótce sprawić ci wesele; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jest z czego wybrać; u nas towarzystwo liczne &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Od dni kilku zbiera się na sądy graniczne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dla skończenia dawnego z panem Hrabią sporu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I pan Hrabia ma jutro sam zjechać do dworu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Podkomorzy już zjechał z żoną i z córkami. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Młodzież poszła do lasu bawić się strzelbami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A starzy i kobiety żniwo oglądają &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pod lasem i tam pewnie na młodzież czekają. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pójdziemy, jeśli zechcesz, i wkrótce spotkamy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Stryjaszka, Podkomorstwo i szanowne damy». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Pan Wojski z Tadeuszem idą pod las drogą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I jeszcze się do woli nagadać nie mogą.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Słońce ostatnich kresów nieba dochodziło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Mniej silnie, ale szerzej niż we dnie świeciło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Całe zaczerwienione, jak zdrowe oblicze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gospodarza, gdy prace skończywszy rolnicze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Na spoczynek powraca. Już krąg promienisty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Spuszcza się na wierzch boru i już pomrok mglisty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Napełniając wierzchołki i gałęzie drzewa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Cały las wiąże w jedno i jakoby zlewa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I bór czernił się na kształt ogromnego gmachu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Słońce nad nim czerwone jak pożar na dachu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wtem zapadło do głębi; jeszcze przez konary &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Błysnęło, jako świeca przez okiennic szpary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I zgasło. I wnet sierpy gromadnie dzwoniące &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
We zbożach, i grabliska suwane po łące, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ucichły i stanęły: tak pan Sędzia każe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
U niego ze dniem kończą pracę gospodarze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
«Pan świata wie, jak długo pracować potrzeba; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Słońce, Jego robotnik, kiedy znijdzie z nieba, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Czas i ziemianinowi ustępować z pola». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tak zwykł mawiać pan Sędzia, a Sędziego wola &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Była Ekonomowi poczciwemu świętą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo nawet wozy, w które już składać zaczęto &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kopę żyta, niepełne jadą do stodoły: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Cieszą się z niezwyczajnej ich lekkości woły. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Właśnie z lasu wracało towarzystwo całe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wesołe, lecz w porządku. Naprzód dzieci małe &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z dozorcą, potem Sędzia szedł z Podkomorzyną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Obok pan Podkomorzy otoczon rodziną; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Panny tuż za starszymi, a młodzież na boku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Panny szły przed młodzieżą o jakie pół kroku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
(Tak każe przyzwoitość). Nikt tam nie rozprawiał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
O porządku, nikt mężczyzn i dam nie ustawiał: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A każdy mimowolnie porządku pilnował; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo Sędzia w domu dawne obyczaje chował, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I nigdy nie dozwalał, by chybiano względu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dla wieku, urodzenia, rozumu, urzędu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tym ładem, mawiał, domy i narody słyną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z jego upadkiem domy i narody giną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Więc do porządku wykli domowi i słudzy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I przyjezdny gość, krewny albo człowiek cudzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gdy Sędziego nawiedził, skoro pobył mało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przyjmował zwyczaj, którym wszystko oddychało. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Krótkie były Sędziego z synowcem witania: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dał mu poważnie rękę do pocałowania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I w skroń ucałowawszy uprzejmie pozdrowił; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A choć przez wzgląd na gości niewiele z nim mówił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Widać było z łez, które wylotem kontusza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Otarł prędko, jak kochał pana Tadeusza. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
W ślad gospodarza wszystko ze żniwa i z boru, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I z łąk, i z pastwisk razem wracało do dworu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tu owiec trzoda becząc w ulice się tłoczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I wznosi chmurę pyłu; dalej z wolna kroczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Stado cielic tyrolskich z mosiężnymi dzwonki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tam konie rżące lecą ze skoszonej łąki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wszystko bieży ku studni, której ramię z drzewa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Raz wraz skrzypi i napój w koryta rozlewa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Sędzia, choć utrudzony, chociaż w gronie gości, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nie chybił gospodarskiej, ważnej powinności: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Udał się sam ku studni. Najlepiej z wieczora &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gospodarz widzi, w jakim stanie jest obora. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dozoru tego nigdy sługom nie poruczy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo Sędzia wie, że oko pańskie konia tuczy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Wojski z Woźnym Protazym ze świecami w sieni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Stali i rozprawiali, nieco poróżnieni: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo w niebytność Wojskiego Woźny po kryjomu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kazał stoły z wieczerzą powynosić z domu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I ustawić co prędzej w pośrodku zamczyska, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Którego widne były pod lasem zwaliska. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Po cóż te przenosiny? Pan Wojski się krzywił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I przepraszał Sędziego; Sędzia się zadziwił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lecz stało się: już późno i trudno zaradzić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wolał gości przeprosić i w pustki prowadzić. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Po drodze Woźny ciągle Sędziemu tłumaczył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dlaczego urządzenie pańskie przeinaczył: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
We dworze żadna izba nie ma obszerności &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dostatecznej dla tylu, tak szanownych gości, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W zamku sień wielka, jeszcze dobrze zachowana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Sklepienie całe — wprawdzie pękła jedna ściana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Okna bez szyb, lecz latem nic to nie zawadzi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bliskość piwnic wygodna służącej czeladzi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tak mówiąc na Sędziego mrugał; widać z miny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że miał i taił inne, ważniejsze przyczyny. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
O dwa tysiące kroków zamek stał za domem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Okazały budową, poważny ogromem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dziedzictwo starożytnej rodziny Horeszków; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dziedzic zginął był w czasie krajowych zamieszków. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dobra całe zniszczone sekwestrami rządu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bezładnością opieki, wyrokami sądu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W cząstce spadły dalekim krewnym po kądzieli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A resztę rozdzielono między wierzycieli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zamku żaden wziąć nie chciał, bo w szlacheckim stanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Trudno było wyłożyć koszt na utrzymanie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lecz Hrabia, sąsiad bliski, gdy wyszedł z opieki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Panicz bogaty, krewny Horeszków daleki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przyjechawszy z wojażu upodobał mury, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tłumacząc, że gotyckiej są architektury; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Choć Sędzia z dokumentów przekonywał o tem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że architekt był majstrem z Wilna, nie zaś Gotem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dość, że Hrabia chciał zamku. Właśnie i Sędziemu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przyszła nagle taż chętka, nie wiadomo czemu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zaczęli proces w ziemstwie, potem w głównym sądzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W senacie, znowu w ziemstwie i guberskim rządzie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wreszcie, po wielu kosztach i ukazach licznych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Sprawa wróciła znowu do sądów granicznych. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Słusznie Woźny powiadał, że w zamkowej sieni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zmieści się i palestra, i goście proszeni. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Sień wielka jak refektarz, z wypukłym sklepieniem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Na filarach, podłoga wysłana kamieniem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ściany bez żadnych ozdób, ale mur chędogi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Sterczały wkoło sarnie i jelenie rogi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z napisami, gdzie, kiedy te łupy zdobyte; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tuż myśliwców herbowne klejnoty wyryte, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I stoi wypisany każdy po imieniu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Herb Horeszków, Półkozic, jaśniał na sklepieniu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Goście weszli w porządku i stanęli kołem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Podkomorzy najwyższe brał miejsce za stołem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z wieku mu i z urzędu ten zaszczyt należy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Idąc kłaniał się damom, starcom i młodzieży. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przy nim stał kwestarz, Sędzia tuż przy bernardynie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bernardyn zmówił krótki pacierz po łacinie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Mężczyznom dano wódkę; wtenczas wszyscy siedli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I chołodziec litewski milcząc żwawo jedli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Pan Tadeusz, choć młodzik, ale prawem gościa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wysoko siadł przy damach obok jegomościa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Między nim i stryjaszkiem jedno pozostało &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Puste miejsce, jak gdyby na kogoś czekało. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Stryj nieraz na to miejsce i na drzwi poglądał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jakby czyjegoś przyjścia był pewny i żądał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I Tadeusz wzrok stryja ku drzwiom odprowadzał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I z nim na miejscu pustym oczy swe osadzał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dziwna rzecz! miejsca wkoło są siedzeniem dziewic, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Na które mógłby spojrzeć bez wstydu królewic, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wszystkie zacnie zrodzone, każda młoda, ładna: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tadeusz tam pogląda, gdzie nie siedzi żadna. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
To miejsce jest zagadką; młodź lubi zagadki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Roztargniony, do swojej nadobnej sąsiadki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ledwo słów kilka wyrzekł, do Podkomorzanki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nie zmienia jej talerzów, nie nalewa szklanki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I panien nie zabawia przez rozmowy grzeczne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z których by wychowanie poznano stołeczne; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
To jedno puste miejsce nęci go i mami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Już nie puste, bo on je napełnił myślami. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Po tym miejscu biegało domysłów tysiące, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jako po deszczu żabki na samotnej łące; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Śród nich jedna króluje postać, jak w pogodę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lilia jezior skroń białą wznosząca nad wodę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Dano trzecią potrawę. Wtem pan Podkomorzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wlawszy kropelkę wina w szklankę panny Róży, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A młodszej przysunąwszy z talerzem ogórki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Rzekł: «Muszę ja wam służyć, moje panny córki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Choć stary i niezgrabny». Zatem się rzuciło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kilku młodych od stołu i pannom służyło. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Sędzia, z boku rzuciwszy wzrok na Tadeusza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I poprawiwszy nieco wylotów kontusza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nalał węgrzyna i rzekł: «Dziś, nowym zwyczajem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
My na naukę młodzież do stolicy dajem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I nie przeczym, że nasi synowie i wnuki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Mają od starych więcej książkowej nauki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ale co dzień postrzegam, jak młodź cierpi na tem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że nie ma szkół uczących żyć z ludźmi i światem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dawniej na dwory pańskie jachał szlachcic młody; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ja sam lat dziesięć byłem dworskim Wojewody, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ojca Podkomorzego, mościwego pana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
(Mówiąc, Podkomorzemu ścisnął za kolana); &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
On mnie radą do usług publicznych sposobił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z opieki nie wypuścił, aż człowiekiem zrobił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W mym domu wiecznie będzie jego pamięć droga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Co dzień za duszę jego proszę Pana Boga. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jeślim tyle na jego nie korzystał dworze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jak drudzy, i wróciwszy w domu ziemię orzę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gdy inni, więcej godni Wojewody względów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Doszli potem najwyższych krajowych urzędów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przynajmniej tom skorzystał, że mi w moim domu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nikt nigdy nie zarzuci, bym uchybił komu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W uczciwości, w grzeczności; a powiem to śmiało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Grzeczność nie jest nauką łatwą ani małą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Niełatwą, bo nie na tym kończy się, jak nogą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zręcznie wierzgnąć, z uśmiechem witać lada kogo; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo taka grzeczność modna, zda mi się kupiecka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ale nie staropolska, ani też szlachecka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Grzeczność wszystkim należy, lecz każdemu inna; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo nie jest bez grzeczności i miłość dziecinna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I wzgląd męża dla żony przy ludziach, i pana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dla sług swoich, a w każdej jest pewna odmiana. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Trzeba się długo uczyć, ażeby nie zbłądzić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I każdemu powinną uczciwość wyrządzić. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I starzy się uczyli; u panów rozmowa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Była to historyja żyjąca krajowa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A między szlachtą dzieje domowe powiatu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dawano przez to poznać szlachcicowi bratu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że wszyscy o nim wiedzą, lekce go nie ważą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Więc szlachcic obyczaje swe trzymał pod strażą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dziś człowieka nie pytaj: co zacz? kto go rodzi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z kim on żył? co porabiał? Każdy gdzie chce wchodzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Byle nie szpieg rządowy i byle nie w nędzy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jak ów Wespazyjanus nie wąchał pieniędzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I nie chciał wiedzieć, skąd są, z jakich rąk i krajów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tak nie chcą znać człowieka rodu, obyczajów! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dość, że ważny i że się stempel na nim widzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Więc szanują przyjaciół jak pieniądze Żydzi». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
To mówiąc, Sędzia gości obejrzał porządkiem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo choć zawsze i płynnie mówił, i z rozsądkiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wiedział, że niecierpliwa młodzież teraźniejsza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że ją nudzi rzecz długa, choć najwymowniejsza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ale wszyscy słuchali w milczeniu głębokiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Sędzia Podkomorzego zdał się radzić okiem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Podkomorzy pochwałą rzeczy nie przerywał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ale częstym skinieniem głowy potakiwał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Sędzia milczał, on jeszcze skinieniem przyzwalał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Więc Sędzia jego puchar i swój kielich nalał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I dalej mówił: «Grzeczność nie jest rzeczą małą: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kiedy się człowiek uczy ważyć, jak przystało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Drugich wiek, urodzenie, cnoty, obyczaje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wtenczas i swoją ważność zarazem poznaje: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jak na szalach, żebyśmy nasz ciężar poznali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Musim kogoś posadzić na przeciwnej szali. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zaś godna jest waszmościów uwagi osobnej &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Grzeczność, którą powinna młodź dla płci nadobnej; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zwłaszcza gdy zacność domu, fortuny szczodroty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Objaśniają wrodzone wdzięki i przymioty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Stąd droga do afektów i stąd się kojarzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wspaniały domów sojusz. Tak myślili starzy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A zatem...» Tu Pan Sędzia nagłym zwrotem głowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Skinął na Tadeusza, rzucił wzrok surowy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Znać było, że przychodził już do wniosków mowy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Wtem brząknął w tabakierę złotą Podkomorzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I rzekł: «Mój Sędzio, dawniej było jeszcze gorzéj! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Teraz, nie wiem, czy moda i nas starych zmienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Czy młodzież lepsza, ale widzę mniej zgorszenia. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ach, ja pamiętam czasy, kiedy do ojczyzny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pierwszy raz zawitała moda francuszczyzny! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gdy raptem paniczyki młode z cudzych krajów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wtargnęli do nas hordą gorszą od Nogajów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Prześladując w ojczyźnie Boga, przodków wiarę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Prawa i obyczaje, nawet suknie stare. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Żałośnie było widzieć wyżółkłych młokosów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gadających przez nosy, a często bez nosów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Opatrzonych w broszurki i w różne gazety, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Głoszących nowe wiary, prawa, toalety. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Miała nad umysłami wielką moc ta tłuszcza; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo Pan Bóg, kiedy karę na naród przypuszcza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Odbiera naprzód rozum od obywateli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I tak, mędrsi fircykom oprzeć się nie śmieli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I zląkł ich się jak dżumy jakiej cały naród, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo już sam wewnątrz siebie czuł choroby zaród. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Krzyczano na modnisiów, a brano z nich wzory; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zmieniano wiarę, mowę, prawa i ubiory. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Była to maszkarada, zapustna swawola, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Po której miał przyjść wkrótce wielki post — niewola! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Pamiętam, chociaż byłem wtenczas małe dziecię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kiedy do ojca mego, w Oszmiańskim powiecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przyjechał pan Podczaszyc na francuskim wózku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pierwszy człowiek, co w Litwie chodził po francusku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Biegali wszyscy za nim, jakby za rarogiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zazdroszczono domowi, przed którego progiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Stanęła Podczaszyca dwukolna dryndulka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Która się po francusku zwała karyjulka: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zamiast lokajów, w kielni siedziały dwa pieski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A na kozłach Niemczysko chude na kształt deski; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nogi miał długie, cienkie jak od chmielu tyki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W pończochach, ze srebrnymi klamrami trzewiki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Peruka z harbajtelem zawiązanym w miechu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Starzy na on ekwipaż parskali ze śmiechu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A chłopi żegnali się, mówiąc: że po świecie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jeździ wenecki diabeł w niemieckiej karecie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Sam Podczaszyc jaki był, opisywać długo; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dosyć, że się nam zdawał małpą lub papugą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W wielkiej peruce, którą do złotego runa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
On lubił porównywać, a my do kołtuna. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jeśli kto i czuł wtenczas, że polskie ubranie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Piękniejsze jest niż obcej mody małpowanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Milczał; bo by krzyczała młodzież, że przeszkadza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kulturze, że tamuje progresy, że zdradza! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Taka była przesądów owoczesnych władza! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Podczaszyc zapowiedział, że nas reformować, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Cywilizować będzie i konstytuować; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ogłosił nam, że jacyś Francuzi wymówni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zrobili wynalazek: iż ludzie są równi... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Choć o tym dawno w Pańskim pisano Zakonie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I każdy ksiądz toż samo gada na ambonie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nauka dawną była, szło o jej pełnienie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lecz wtenczas panowało takie oślepienie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że nie wierzono rzeczom najdawniejszym w świecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jeśli ich nie czytano w francuskiej gazecie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Podczaszyc, mimo równość, wziął tytuł markiża; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wiadomo, że tytuły przychodzą z Paryża, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A natenczas tam w modzie był tytuł markiża. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jakoż, kiedy się moda odmieniła z laty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tenże sam markiż przybrał tytuł demokraty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wreszcie z odmienną modą, pod Napoleonem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Demokrata przyjechał z Paryża baronem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gdyby żył dłużej, może nową alternatą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z barona przechrzciłby się kiedyś demokratą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo Paryż częstą mody odmianą się chlubi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A co Francuz wymyśli, to Polak polubi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Chwała Bogu, że teraz, jeśli nasza młodzież &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wyjeżdża za granicę, to już nie po odzież, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nie szukać prawodawstwa w drukarskich kramarniach &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lub wymowy uczyć się w paryskich kawiarniach. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo teraz Napoleon, człek mądry a prędki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nie daje czasu szukać mody i gawędki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Teraz grzmi oręż, a nam starym serca rosną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że znowu o Polakach tak na świecie głośno; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jest sława, a więc będzie i Rzeczpospolita! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zawżdy z wawrzynów drzewo wolności wykwita. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tylko smutno, że nam, ach, tak się lata wleką &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W nieczynności! a oni tak zawsze daleko! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tak długo czekać! nawet tak rzadka nowina — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ojcze Robaku (ciszej rzekł do bernardyna), &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Słyszałem, żeś zza Niemna odebrał wiadomość; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Może też co o naszym wojsku wie Jegomość?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
— «Nic a nic» odpowiedział Robak obojętnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
(Widać było, że słuchał rozmowy niechętnie) &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
«Mnie polityka nudzi; jeżeli z Warszawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Mam list, to rzecz zakonna, to są nasze sprawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bernardyńskie: cóż o tym gadać u wieczerzy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Są tu świeccy, do których nic to nie należy». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Tak mówiąc, spojrzał zyzem, gdzie śród biesiadników &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Siedział gość, Moskal; był to pan kapitan Ryków, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Stary żołnierz, stał w bliskiej wiosce na kwaterze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pan Sędzia go przez grzeczność prosił na wieczerzę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ryków jadł smaczno, mało wdawał się w rozmowę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lecz na wzmiankę Warszawy, rzekł podniósłszy głowę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
«Pan Podkomorzy! Oj wy! Pan zawsze ciekawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
O Bonaparta, zawsze wam tam do Warszawy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
He! Ojczyzna! Ja nie szpieg, a po polsku umiem, — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ojczyzna! ja to czuję wszystko, ja rozumiem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wy Polaki, ja Ruski: teraz się nie bijem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jest armistycjum, to my razem jemy, pijem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Często na awanpostach nasz z Francuzem gada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pije wódkę; jak krzykną ura! — kanonada. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ruskie przysłowie: z kim się biję, tego lubię; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gładź drużkę jak po duszy, a bij jak po szubie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ja mówię, będzie wojna u nas. Do Majora &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Płuta, adiutant sztabu przyjechał zawczora: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gotować się do marszu! Pójdziem, czy pod Turka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Czy na Francuza; oj ten Bonapart figurka! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bez Suwarowa to on może nas wytuza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
U nas w pułku gadano, jak szli na Francuza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że Bonapart czarował: no, tak i Suwarów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Czarował; tak były czary przeciw czarów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Raz w bitwie, gdzie podział się? szukać Bonaparta,— &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A on zmienił się w lisa, tak Suwarów w charta; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tak Bonaparte znowu w kota się przerzuca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dalej drzeć pazurami, a Suwarów w kuca. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Obaczcież, co się stało w końcu z Bonapartą...» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tu Ryków przerwał i jadł; wtem, z potrawą czwartą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wszedł służący i raptem boczne drzwi otwarto. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Weszła nowa osoba przystojna i młoda. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jej zjawienie się nagłe, jej wzrost i uroda, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jej ubiór zwrócił oczy; wszyscy ją witali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Prócz Tadeusza widać, że ją wszyscy znali. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kibić miała wysmukłą, kształtną, pierś powabną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Suknię materyjalną, różową, jedwabną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gors wycięty, kołnierzyk z koronek, rękawki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Krótkie; w ręku kręciła wachlarz dla zabawki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
(Bo nie było gorąco); wachlarz pozłocisty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Powiewając rozlewał deszcz iskier rzęsisty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Głowa do włosów, włosy pozwijane w kręgi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W pukle, i przeplatane różowymi wstęgi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pośród nich brylant, niby zakryty od oczu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Świecił się jako gwiazda w komety warkoczu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Słowem, ubiór galowy; szeptali niejedni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że zbyt wykwintny na wieś i na dzień powszedni. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nóżek, choć suknia krótka, oko nie zobaczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo biegła bardzo szybko, suwała się raczéj &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jako osóbki, które na trzykrólskie święta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przesuwają w jasełkach ukryte chłopięta. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Biegła i wszystkich lekkim witając ukłonem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Chciała usieść na miejscu sobie zostawionem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Trudno było; bo krzeseł dla gości nie stało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Na czterech ławach cztery ich rzędy siedziało: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Trzeba było rzęd ruszyć lub ławę przeskoczyć; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zręcznie między dwie ławy umiała się wtłoczyć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A potem, między rzędem siedzących i stołem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jak bilardowa kula toczyła się kołem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W biegu dotknęła blisko naszego młodziana; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Uczepiwszy falbaną o czyjeś kolana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pośliznęła się nieco i w tym roztargnieniu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Na pana Tadeusza wsparła się ramieniu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przeprosiwszy go grzecznie, na miejscu swym siadła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pomiędzy nim i stryjem, ale nic nie jadła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tylko się wachlowała, to wachlarza trzonek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kręciła, to kołnierzyk z brabanckich koronek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Poprawiała, to lekkim dotknięciem się ręki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Muskała włosów pukle i wstąg jasnych pęki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Ta przerwa rozmów trwała już minut ze cztery. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tymczasem, w końcu stoła, naprzód ciche szmery, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A potem się zaczęły wpół głośne rozmowy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Mężczyźni rozsądzali swe dzisiejsze łowy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Asesora z Rejentem wzmogła się uparta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Coraz głośniejsza kłótnia o kusego charta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Którego posiadaniem pan Rejent się szczycił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I utrzymywał, że on zająca pochwycił; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Asesor zaś dowodził na złość Rejentowi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że ta chwała należy chartu Sokołowi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pytano zdania innych; więc wszyscy dokoła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Brali stronę Kusego albo też Sokoła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ci jak znawcy, ci znowu jak naoczne świadki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Sędzia na drugim końcu do nowej sąsiadki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Rzekł półgłosem: «Przepraszam, musieliśmy siadać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nie podobna wieczerzy na później odkładać: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Goście głodni, chodzili daleko na pole; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Myśliłem, że dziś z nami nie będziesz przy stole». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
To rzekłszy, z Podkomorzym przy pełnym kielichu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
O politycznych sprawach rozmawiał po cichu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Gdy tak były zajęte stołu strony obie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tadeusz przyglądał się nieznanej osobie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przypomniał, że za pierwszym na miejsce wejrzeniem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Odgadnął zaraz, czyim miało być siedzeniem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Rumienił się, serce mu biło nadzwyczajnie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Więc rozwiązane widział swych domysłów tajnie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Więc było przeznaczono, by przy jego boku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Usiadła owa piękność widziana w pomroku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wprawdzie zdała się teraz wzrostem dorodniejsza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo ubrana, a ubiór powiększa i zmniejsza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I włos u tamtej widział krótki, jasnozłoty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A u tej krucze długie zwijały się sploty? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kolor musiał pochodzić od słońca promieni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Którymi przy zachodzie wszystko się czerwieni. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Twarzy wówczas nie dostrzegł, nazbyt rychło znikła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ale myśl twarz nadobną odgadywać zwykła: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Myślił, że pewnie miała czarniutkie oczęta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Białą twarz, usta kraśne jak wiśnie bliźnięta; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
U tej znalazł podobne oczy, usta, lica. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W wieku może by była największa różnica: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ogrodniczka dziewczynką zdawała się małą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A pani ta niewiastą już w latach dojrzałą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lecz młodzież o piękności metrykę nie pyta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo młodzieńcowi młodą jest każda kobiéta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Chłopcowi każda piękność zda się rówiennicą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A niewinnemu każda kochanka dziewicą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Tadeusz, chociaż liczył lat blisko dwadzieście, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I od dzieciństwa mieszkał w Wilnie, wielkim mieście, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Miał za dozorcę księdza, który go pilnował &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I w dawnej surowości prawidłach wychował. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tadeusz zatem przywiózł w strony swe rodzinne &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Duszę czystą, myśl żywą i serce niewinne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ale razem niemałą chętkę do swawoli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z góry już robił projekt, że sobie pozwoli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Używać na wsi długo wzbronionej swobody; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wiedział, że był przystojny, czuł się rześki, młody, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A w spadku po rodzicach wziął czerstwość i zdrowie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nazywał się Soplica: wszyscy Soplicowie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Są, jak wiadomo, krzepcy, otyli i silni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Do żołnierki jedyni, w naukach mniej pilni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Tadeusz się od przodków swoich nie odrodził: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dobrze na koniu jeździł, pieszo dzielnie chodził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tępy nie był, lecz mało w naukach postąpił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Choć stryj na wychowanie niczego nie skąpił; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
On wolał z flinty strzelać albo szablą robić. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wiedział, że go myślano do wojska sposobić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że ojciec w testamencie wyrzekł taką wolę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ustawicznie do bębna tęsknił, siedząc w szkole. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ale stryj nagle pierwsze zamiary odmienił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kazał, aby przyjechał i aby się żenił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I objął gospodarstwo; przyrzekł na początek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dać małą wieś, a potem cały swój majątek. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Te wszystkie Tadeusza cnoty i zalety &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ściągnęły wzrok sąsiadki, uważnej kobiety. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zmierzyła jego postać kształtną i wysoką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jego ramiona silne, jego pierś szeroką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I w twarz spojrzała, z której wytryskał rumieniec, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ilekroć z jej oczyma spotkał się młodzieniec: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo z pierwszej lękliwości całkiem już ochłonął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I patrzył wzrokiem śmiałym, w którym ogień płonął. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Również patrzyła ona: i cztery źrenice &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gorzały przeciw sobie jak roratne świéce. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Pierwsza z nim po francusku zaczęła rozmowę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wracał z miasta, ze szkoły: więc o książki nowe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
O autorów pytała Tadeusza zdania &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I ze zdań wyciągała na nowo pytania. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Cóż, gdy potem zaczęła mówić o malarstwie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
O muzyce, o tańcach, nawet o rzeźbiarstwie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dowiodła, że zna równie pędzel, nuty, druki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Aż osłupiał Tadeusz na tyle nauki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lękał się, by nie został pośmiewiska celem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I jąkał się jak żaczek przed nauczycielem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Szczęściem, że nauczyciel ładny i niesrogi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Odgadnęła sąsiadka powód jego trwogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wszczęła rzecz o mniej trudnych i mądrych przedmiotach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
O wiejskiego pożycia nudach i kłopotach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I jak bawić się trzeba, i jak czas podzielić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
By życie uprzyjemnić i wieś rozweselić. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tadeusz odpowiadał śmielej, szła rzecz daléj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W pół godziny już byli z sobą poufali; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zaczęli nawet małe żarciki i sprzeczki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W końcu, stawiła przed nim trzy z chleba gałeczki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Trzy osoby na wybór; wziął najbliższą sobie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Podkomorzanki na to zmarszczyły się obie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Sąsiadka zaśmiała się, lecz nie powiedziała &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kogo owa szczęśliwsza gałka oznaczała. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Inaczej bawiono się w drugim końcu stoła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo tam, wzmogłszy się nagle, stronnicy Sokoła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Na partyję Kusego bez litości wsiedli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Spór był wielki, już potraw ostatnich nie jedli; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Stojąc i pijąc obie kłóciły się strony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A najstraszniej pan Rejent był zacietrzewiony: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jak raz zaczął, bez przerwy rzecz swoją tokował, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I gestami ją bardzo dobitnie malował. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
(Był dawniej adwokatem pan Rejent Bolesta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zwano go kaznodzieją, że zbyt lubił gesta). &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Teraz ręce przy boku miał, w tył wygiął łokcie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Spod ramion wytknął palce i długie paznokcie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przedstawiając dwa smycze chartów tym obrazem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Właśnie rzecz kończył. «Wyczha! puściliśmy razem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ja i Asesor, razem, jakoby dwa kurki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jednym palcem spuszczone u jednej dwururki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wyczha! poszli, a zając jak struna, smyk w pole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Psy tuż (to mówiąc, ręce ciągnął wzdłuż po stole &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I palcami ruch chartów przedziwnie udawał) &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Psy tuż, i hec od lasu odsadzili kawał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Sokół smyk naprzód; rączy pies, lecz zagorzalec, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wysadził się przed Kusym, o tyle, o palec: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wiedziałem, że spudłuje. Szarak, gracz nie lada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Czchał niby prosto w pole, za nim psów gromada; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gracz szarak! Skoro poczuł wszystkie charty w kupie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pstręk na prawo, koziołka, z nim w prawo psy głupie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A on znowu fajt w lewo, jak wytnie dwa susy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Psy za nim fajt na lewo: on w las, a mój Kusy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Cap!» Tak krzycząc, pan Rejent na stół pochylony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z palcami swymi zabiegł aż do drugiej strony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I «cap!» Tadeuszowi wrzasnął tuż nad uchem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tadeusz i sąsiadka, tym głosu wybuchem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Znienacka przestraszeni właśnie w pół rozmowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Odstrychnęli od siebie mimowolnie głowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jako wierzchołki drzewa powiązane społem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gdy je wicher rozerwie; i ręce pod stołem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Blisko siebie leżące wstecz nagle uciekły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I dwie twarze w jeden się rumieniec oblekły. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Tadeusz, by nie zdradzić swego roztargnienia: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
«Prawda — rzekł — mój Rejencie, prawda bez wątpienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kusy piękny chart z kształtu, jeśli równie chwytny...» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
«Chwytny? — krzyknął pan Rejent — mój pies faworytny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Żeby nie miał być chwytny?...» Więc Tadeusz znowu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Cieszył się, że tak piękny pies nie ma narowu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Żałował, że go tylko widział idąc z lasu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I że przymiotów jego poznać nie miał czasu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Na to zadrżał Asesor, puścił z rąk kieliszek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Utopił w Tadeusza wzrok jak bazyliszek. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Asesor mniej krzykliwy i mniej był ruchawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Od Rejenta, szczuplejszy i mały z postawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lecz straszny na reducie, balu i sejmiku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo powiadano o nim: ma żądło w języku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tak dowcipne żarciki umiał komponować, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Iżby je w kalendarzu można wydrukować, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wszystkie złośliwe, ostre. Dawniej człek dostatni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Schedę ojca swojego i majątek bratni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wszystko strwonił na wielkim figurując świecie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Teraz wszedł w służbę rządu, by znaczyć w powiecie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lubił bardzo myślistwo, już to dla zabawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Już to że odgłos trąbki i widok obławy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przypominał mu jego lata młodociane, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kiedy miał strzelców licznych i psy zawołane: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Teraz mu z całej psiarni dwa charty zostały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I jeszcze z tych jednemu chciano przeczyć chwały! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Więc zbliżył się i z wolna gładząc faworyty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Rzekł z uśmiechem, a był to uśmiech jadowity: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
«Chart bez ogona jest jak szlachcic bez urzędu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ogon też znacznie chartom pomaga do pędu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A pan kusość uważasz za dowód dobroci? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zresztą zdać się możemy na sąd pańskiej cioci. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Choć pani Telimena mieszkała w stolicy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I bawi się niedawno w naszej okolicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lepiej zna się na łowach niż myśliwi młodzi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tak to nauka sama z latami przychodzi». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Tadeusz, na którego niespodzianie spadał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Grom taki, wstał zmieszany, chwilę nic nie gadał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lecz patrzał na rywala coraz straszniej, srożej... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wtem, wielkim szczęściem, dwakroć kichnął Podkomorzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
«Wiwat!» krzyknęli wszyscy; on się wszystkim skłonił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I z wolna w tabakierę palcami zadzwonił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tabakiera ze złota, z brylantów oprawa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A w środku jej był portret króla Stanisława. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ojcu Podkomorzego sam król ją darował, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Po ojcu Podkomorzy godnie ją piastował; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gdy w nią dzwonił, znak dawał, że miał głos zabierać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Umilkli wszyscy i ust nie śmieli otwierać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
On rzekł: «Wielmożni szlachta bracia dobrodzieje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Forum myśliwskim tylko są łąki i knieje; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Więc ja w domu podobnych spraw nie decyduję, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I posiedzenie nasze na jutro solwuję, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I dalszych replik stronom dzisiaj nie dozwolę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Woźny! odwołaj sprawę, na jutro na pole. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jutro i Hrabia z całym myślistwem tu zjedzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I waszeć z nami ruszysz, Sędzio mój sąsiedzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I pani Telimena, i panny, i panie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Słowem, zrobim na urząd wielkie polowanie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I Wojski towarzystwa nam też nie odmówi». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
To mówiąc, tabakierę podawał starcowi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Wojski na ostrym końcu śród myśliwych siedział, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Słuchał zmrużywszy oczy, słowa nie powiedział, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Choć młodzież nieraz jego zasięgała zdania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo nikt lepiej nad niego nie znał polowania. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
On milczał, szczyptę wziętą z tabakiery ważył &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W palcach i długo dumał, nim ją w końcu zażył; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kichnął, aż cała izba rozległa się echem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I potrząsając głową, rzekł z gorzkim uśmiechem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
«O, jak mnie to starego i smuci, i dziwi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Cóż by to o tym starzy mówili myśliwi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Widząc że w tylu szlachty, w tylu panów gronie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Mają sądzić się spory o charcim ogonie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Cóż by rzekł na to stary Rejtan, gdyby ożył? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wróciłby do Lachowicz i w grób się położył! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Co by rzekł wojewoda Niesiołowski stary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Który ma dotąd pierwsze na świecie ogary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I dwiestu strzelców trzyma obyczajem pańskim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I ma sto wozów sieci w zamku Worończańskim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A od tylu lat siedzi jak mnich na swym dworze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nikt go na polowanie uprosić nie może, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Białopiotrowiczowi samemu odmówił! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo cóż by on na waszych polowaniach łowił? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Piękna byłaby sława, ażeby pan taki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wedle dzisiejszej mody jeździł na szaraki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Za moich, panie, czasów, w języku strzeleckim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dzik, niedźwiedź, łoś, wilk, zwany był zwierzem szlacheckim &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A zwierzę niemające kłów, rogów, pazurów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zostawiano dla płatnych sług i dworskich ciurów; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Żaden pan nigdy przyjąć nie chciałby do ręki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Strzelby, którą zhańbiono sypiąc w nią śrut cienki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Trzymano wprawdzie chartów: bo z łowów wracając, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Trafia się, że spod konia mknie się biedak zając: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Puszczano wtenczas za nim dla zabawki smycze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I na konikach małe goniły panicze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przed oczyma rodziców, którzy te pogonie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ledwie raczyli widzieć, cóż kłócić się o nie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Więc niech jaśnie wielmożny Podkomorzy raczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Odwołać swe rozkazy i niech mi wybaczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że nie mogę na takie jechać polowanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I nigdy na nim noga moja nie postanie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nazywam się Hreczecha, a od króla Lecha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Żaden za zającami nie jeździł Hreczecha». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Tu śmiech młodzieży mowę Wojskiego zagłuszył. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wstano od stołu, pierwszy Podkomorzy ruszył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z wieku mu i z urzędu ten zaszczyt należy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Idąc kłaniał się damom, starcom i młodzieży; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Za nim szedł kwestarz, Sędzia tuż przy bernardynie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Sędzia u progu rękę dał Podkomorzynie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tadeusz Telimenie, Asesor Krajczance, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A pan Rejent na końcu Wojskiej Hreczeszance. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Tadeusz z kilku gośćmi poszedł do stodoły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A czuł się pomieszany, zły i niewesoły. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Rozbierał myślą wszystkie dzisiejsze wypadki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Spotkanie się, wieczerzę przy boku sąsiadki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A szczególniej mu słowo «ciocia» koło ucha &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Brzęczało ciągle jako naprzykrzona mucha. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pragnąłby u Woźnego lepiej się wypytać &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
O pani Telimenie, lecz go nie mógł schwytać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wojskiego też nie widział, bo zaraz z wieczerzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wszyscy poszli za gośćmi, jak sługom należy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Urządzając we dworze izby do spoczynku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Starsi i damy spały we dworskim budynku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Młodzież Tadeuszowi prowadzić kazano, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W zastępstwie gospodarza, w stodołę na siano. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
W pół godziny tak było głucho w całym dworze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
jako po zadzwonieniu na pacierz w klasztorze; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ciszę przerywał tylko głos nocnego stróża. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Usnęli wszyscy. Sędzia sam oczu nie zmruża; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jako wódz gospodarstwa obmyśla wyprawę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W pole i w domu przyszłą urządza zabawę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dał rozkaz ekonomom, wójtom i gumiennym, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pisarzom, ochmistrzyni, strzelcom i stajennym &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I musiał wszystkie dzienne rachunki przezierać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nareszcie rzekł Woźnemu, że się chce rozbierać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Woźny pas mu odwiązał, pas słucki, pas lity, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przy którym świecą gęste kutasy jak kity, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z jednej strony złotogłów w purpurowe kwiaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Na wywrót jedwab czarny posrebrzany w kraty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pas taki można równie kłaść na strony obie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Złotą na dzień galowy, a czarną w żałobie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Sam Woźny umiał pas ten odwiązywać, składać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Właśnie tym się zatrudniał i kończył tak gadać: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
«Cóż złego, że przeniosłem stoły do zamczyska? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nikt na tym nic nie stracił, a pan może zyska. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo przecież o ten zamek dziś toczy się sprawa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
My od dzisiaj do zamku nabyliśmy prawa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I mimo całą strony przeciwnej zajadłość &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dowiodę, że zamczysko wzięliśmy w posiadłość. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wszakże kto gości prosi w zamek na wieczerzę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dowodzi, że posiadłość tam ma albo bierze; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nawet strony przeciwne weźmiemy na świadki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pamiętam za mych czasów podobne wypadki». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Już Sędzia spał. Więc Woźny cicho wszedł do sieni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Siadł przy świecy i dobył książeczkę z kieszeni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Która mu jak &lt;em class="book-title"&gt;Ołtarzyk Złoty&lt;/em&gt; zawsze służy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Której nigdy nie rzuca w domu i w podróży. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Była to trybunalska wokanda: tam rzędem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Stały spisane sprawy, które przed urzędem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Woźny sam głosem swoim przed laty wywołał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Albo o których później dowiedzieć się zdołał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Prostym ludziom wokanda zda się imion spisem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Woźnemu jest obrazów wspaniałych zarysem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Czytał więc i rozmyślał: Ogiński z Wizgirdem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dominikanie z Rymszą, Rymsza z Wysogirdem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Radziwił z Wereszczaką, Giedroić z Rdułtowskim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Obuchowicz z kahałem, Juraha z Piotrowskim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Maleski z Mickiewiczem, a na koniec Hrabia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z Soplicą; i czytając, z tych imion wywabia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pamięć spraw wielkich, wszystkie procesu wypadki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I stają mu przed oczy sąd, strony i świadki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I ogląda sam siebie, jak w żupanie białym, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W granatowym kontuszu stał przed trybunałem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jedna ręka na szabli, a druga do stoła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przywoławszy dwie strony, «Uciszcie się!» woła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Marząc i kończąc pacierz wieczorny, pomału &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Usnął ostatni w Litwie woźny trybunału. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Takie były zabawy, spory w one lata &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Śród cichej wsi litewskiej, kiedy reszta świata &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
We łzach i krwi tonęła; gdy ów mąż, bóg wojny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Otoczon chmurą pułków, tysiącem dział zbrojny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wprzągłszy w swój rydwan orły złote obok srebrnych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Od puszcz Libijskich łatał do Alpów podniebnych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ciskając grom po gromie, w Piramidy, w Tabor, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W Marengo, w Ulm, w Austerlitz. Zwycięstwo i Zabor &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Biegły przed nim i za nim. Sława czynów tylu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Brzemienna imionami rycerzy, od Nilu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Szła hucząc ku północy, aż u Niemna brzegów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Odbiła się, jak od skał, od Moskwy szeregów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Które broniły Litwę murami żelaza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przed wieścią dla Rosyi straszną jak zaraza. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Przecież nieraz nowina niby kamień z nieba &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Spadała w Litwę. Nieraz dziad żebrzący chleba, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bez ręki lub bez nogi, przyjąwszy jałmużnę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Stanął i oczy wkoło obracał ostróżne. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gdy nie widział we dworze rosyjskich żołnierzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ani jarmułek, ani czerwonych kołnierzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wtenczas kim był, wyznawał: był legijonistą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przynosi kości stare na ziemię ojczystą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Której już bronić nie mógł... Jak go wtenczas cała &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Rodzina pańska, jak go czeladka ściskała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zanosząc się od płaczu! On za stołem siadał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I dziwniejsze od baśni historyje gadał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
On opowiadał, jako jenerał Dąbrowski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z ziemi włoskiej stara się przyciągnąć do Polski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jak on rodaków zbiera na lombardzkim polu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jak Kniaziewicz rozkazy daje z Kapitolu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I zwycięzca, wydartych potomkom cezarów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Rzucił w oczy Francuzów sto krwawych sztandarów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jak Jabłonowski zabiegł, aż kędy pieprz rośnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gdzie się cukier wytapia i gdzie w wiecznej wiośnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pachnące kwitną lasy; z legiją Dunaju &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tam wódz Murzyny gromi, a wzdycha do kraju. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Mowy starca krążyły we wsi po kryjomu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Chłopiec, co je posłyszał, znikał nagle z domu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lasami i bagnami skradał się tajemnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ścigany od Moskali, skakał kryć się w Niemnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I nurkiem płynął na brzeg Księstwa Warszawskiego, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gdzie usłyszał głos miły: «Witaj nam kolego!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lecz nim odszedł, wyskoczył na wzgórek z kamienia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I Moskalom przez Niemen rzekł: «Do zobaczenia!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tak przekradł się Gorecki, Pac i Obuchowicz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Piotrowski, Obolewski, Rożycki, Janowicz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Mierzejewscy, Brochocki i Bernatowicze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kupść, Gedymin i inni, których nie policzę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Opuszczali rodziców i ziemię kochaną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I dobra, które na skarb carski zabierano. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Czasem do Litwy kwestarz z obcego klasztoru &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przyszedł, i kiedy bliżej poznał panów dworu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gazetę im pokazał, wyprutą z szkaplerza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tam stała wypisana i liczba żołnierza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I nazwisko każdego wodza legijonu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I każdego z nich opis zwycięstwa lub zgonu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Po wielu latach pierwszy raz miała rodzina &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wieść o życiu, o chwale i o śmierci syna; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Brał dom żałobę, ale powiedzieć nie śmiano &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Po kim była żałoba, tylko zgadywano &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W okolicy; i tylko cichy smutek panów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lub cicha radość, była gazetą ziemianów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Takim kwestarzem tajnym był Robak podobno: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Często on z panem Sędzią rozmawiał osobno; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Po tych rozmowach zawsze jakowaś nowina &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Rozeszła się w sąsiedztwie. Postać bernardyna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wydawała, że mnich ten nie zawsze w kapturze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Chodził i nie w klasztornym zestarzał się murze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Miał on nad prawym uchem, nieco wyżej skroni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bliznę, wyciętej skóry na szerokość dłoni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I w brodzie ślad niedawny lancy lub postrzału; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ran tych nie dostał pewnie przy czytaniu mszału. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ale nie tylko groźne wejrzenie i blizny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lecz sam ruch i głos jego miał coś żołnierszczyzny. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Przy mszy, gdy z wzniesionymi zwracał się rękami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Od ołtarza do ludu, by mówić: «Pan z wami», &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
To nieraz tak się zręcznie skręcił jednym razem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jakby prawo w tył robił za wodza rozkazem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I słowa liturgii takim wyrzekł tonem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Do ludu, jak oficer stojąc przed szwadronem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Postrzegali to chłopcy służący mu do mszy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Spraw także politycznych był Robak świadomszy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Niźli żywotów świętych; a jeżdżąc po kweście, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Często zastanawiał się w powiatowym mieście. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Miał pełno interesów: to listy odbierał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Których nigdy przy obcych ludziach nie otwierał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
To wysyłał posłańców, ale gdzie i po co &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nie powiadał; częstokroć wymykał się nocą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Do dworów pańskich, z szlachtą ustawicznie szeptał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I okoliczne wioski dokoła wydeptał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I w karczmach z wieśniakami rozprawiał niemało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A zawsze o tym, co się w cudzych krajach działo. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Teraz Sędziego, który już spał od godziny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przychodzi budzić; pewnie ma jakieś nowiny. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/pan-tadeusz/"&gt;Adam Mickiewicz, „Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Pierwiosnek</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/ballady-i-romanse/01/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/ballady-i-romanse/01/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;div class="title-page"&gt;&lt;h1 class="title"&gt;Ballady i romanse&lt;/h1&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Pierwiosnek&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z niebieskich najrańszą piosnek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ledwie zadzwonił skowronek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Najrańszy kwiatek pierwiosnek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błysnął ze złotych obsłonek.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;Ja&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Za wcześnie, kwiatku, za wcześnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze północ mrozem dmucha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z gór białe nie zeszły pleśnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dąbrowa jeszcze nie sucha.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przymruż złociste światełka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ukryj się pod matki rąbek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim cię zgubi śronu ząbek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub chłodnej rosy perełka.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;Kwiatek&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dni nasze jak dni motylka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Życiem wschód, śmiercią południe; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lepsza w kwietniu jedna chwilka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niż w jesieni całe grudnie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Czy dla bogów szukasz datku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy dla druha lub kochanki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Upleć wianek z mego kwiatku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wianek to będzie nad wianki.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;Ja&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W podlej trawce, w dzikim lasku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Urosleś, o kwiatku luby! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mało wzrostu, mało blasku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż ci daje tyle chluby?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ni to kolory jutrzenki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ni zawoje tulipana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ni lilijowe sukienki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ni róży pierś malowana.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Uplatam ciebie do wianka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz skądże ufności tyle! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjaciele i kochanka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy cię powitają mile?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;Kwiatek&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Powitają przyjaciele &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnie, wiosny młodej aniołka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjaźń ma blasku niewiele &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I cień lubi jak me ziołka.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Czym kochanki godzien rączek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiedz, niebieska Marylko! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za pierwszy młodości pączek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zyskam pierwszą... ach! łzę tylko.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Romantyczność&lt;/h2&gt;
&lt;div class="motto"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Methinks, I see... Where? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— In my mind’s eyes. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="motto"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdaje mi się, że widzę... Gdzie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przed oczyma duszy mojej. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="motto_podpis"&gt;Shakespeare&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Słuchaj dzieweczko! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— Ona nie słucha. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To dzień biały! to miasteczko! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przy tobie nie ma żywego ducha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co tam wkoło siebie chwytasz? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kogo wołasz, z kim się witasz? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— Ona nie słucha. — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;To jak martwa opoka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie zwróci w stronę oka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To strzela wkoło oczyma, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To się łzami zaleje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coś niby chwyta, coś niby trzyma, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozpłacze się i zaśmieje. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;— „Tyżeś to w nocy? to ty Jasieńku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach! i po śmierci kocha! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tutaj, tutaj, pomaleńku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czasem usłyszy macocha!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Niech sobie słyszy... już nie ma ciebie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już po twoim pogrzebie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty już umarłeś? Ach! ja się boję!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czego się boję mego Jasieńka? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, to on! lica twoje, oczki twoje! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twoja biała sukienka! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;I sam ty biały jak chusta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zimny... jakie zimne dłonie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tutaj połóż, tu na łonie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyciśnij mnie, do ust usta!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Ach, jak tam zimno musi być w grobie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Umarłeś, tak, dwa lata! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Weź mię, ja umrę przy tobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie lubię świata. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Źle mnie w złych ludzi tłumie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płaczę, a oni szydzą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówię, nikt nie rozumie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzę, oni nie widzą! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Śród dnia przyjdź kiedy... To może we śnie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie, nie... trzymam ciebie w ręku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie znikasz, gdzie mój Jasieńku? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze wcześnie, jeszcze wcześnie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Mój Boże! kur się odzywa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zorza błyska w okienku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie znikłeś! ach! stój Jasieńku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja nieszczęśliwa!” — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Tak się dziewczyna z kochankiem pieści, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bieży za nim, krzyczy, pada; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na ten upadek, na krzyk boleści, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skupia się ludzi gromada. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;„Mówcie pacierze! — krzyczy prostota — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu jego dusza być musi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jasio być musi przy swej Karusi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On ją kochał za żywota!” &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;I ja to słyszę, i ja tak wierzę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płaczę i mówię pacierze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— „Słuchaj dzieweczko!” — krzyknie śród zgiełku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Starzec, i na lud zawoła: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;„Ufajcie memu oku i szkiełku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic tu nie widzę dokoła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;— Duchy karczemnej tworem gawiedzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W głupstwa wywarzone kuźni; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziewczyna duby smalone bredzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gmin rozumowi bluźni”. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;„Dziewczyna czuje, — odpowiadam skromnie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gawiedź wierzy głęboko: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czucie i wiara silniej mówi do mnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niż mędrca szkiełko i oko. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Martwe znasz prawdy, nieznane dla ludu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzisz świat w proszku, w każdej gwiazd iskierce; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie znasz prawd żywych, nie obaczysz cudu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miej serce i patrzaj w serce!” &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/ballady-i-romanse/"&gt;Adam Mickiewicz, „Ballady i romanse”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Przedmowa</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/dziady-dziady-poema-dziady-czesc-iii/01/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/dziady-dziady-poema-dziady-czesc-iii/01/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Dziadów część III&lt;/h2&gt;
&lt;div class="dedication"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Świętej pamięci&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;p class="spacer"&gt; &lt;/p&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;JANOWI SOBOLEWSKIEMU &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;CYPRIANOWI DASZKIEWICZOWI &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;FELIKSOWI KÓŁAKOWSKIEMU &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;p class="spacer"&gt; &lt;/p&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;spółuczniom, spółwięźniom, spółwygnańcom &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;za miłość ku ojczyźnie prześladowanym, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;z tęsknoty ku ojczyźnie zmarłym &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;w Archangielsku, na Moskwie, w Petersburgu — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;narodowej sprawy męczennikom &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p class="spacer"&gt; &lt;/p&gt;
&lt;div class="motto_podpis"&gt;poświęca Autor&lt;/div&gt;
&lt;p class="spacer"&gt; &lt;/p&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;[PRZEDMOWA]&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Polska od pół wieku przedstawia widok z jednej strony tak ciągłego, niezmordowanego i niezbłaganego okrucieństwa tyranów, z drugiej tak nieograniczonego poświęcenia się ludu i tak uporczywej wytrwałości, jakich nie było przykładu od czasu prześladowania chrześcijaństwa. Zdaje się, że królowie mają przeczucie Herodowe o zjawieniu się nowego światła na ziemi i o bliskim swoim upadku, a lud coraz mocniej wierzy w swoje odrodzenie się i zmartwychwstanie.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Przygotowanie</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/kordian/01/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/kordian/01/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Kordian&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="insubtitle"&gt;Część pierwsza trylogii&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="insubtitle"&gt;Spisek koronacyjny&lt;/h2&gt;
&lt;div class="motto"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc będę śpiewał i dążył do kresu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ożywię ogień, jeśli jest w iskierce. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak Egipcjanin w liście z aloesu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obwija zwiędłe umarłego serce; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na liściu pisze zmartwychwstania słowa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chociaż w tym liściu serce nie ożyje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz od zepsucia wiecznie się zachowa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W proch nie rozsypie... Godzina wybije, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy myśl słowa tajemną odgadnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtenczas odpowiedź będzie w sercu — na dnie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="motto_podpis"&gt;Juliusza Słowackiego — &lt;em class="book-title"&gt;Lambro&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;PRZYGOTOWANIE&lt;/h2&gt;
&lt;div class="place-and-time"&gt;Roku 1799 dnia 31 grudnia w nocy&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Chata sławnego niegdyś czarnoksiężnika Twardowskiego w górach Karpackich — przy chacie obszerny dziedziniec — dalej skały — w dole bezlistne bukowe lasy. Ciemność przerwana błyskawicami.&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Czarownica&lt;/em&gt; czesze włosy i śpiewa...&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZAROWNICA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Z gwiazd obłąkanych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Z włosów czesanych &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Iskry padają &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jak z polskiej szabli; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Widzą je diabli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Odpowiadają &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Błyskami chmur. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Lecą — świst piór &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Buki ugina. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Szatan&lt;/em&gt; zlatuje w postaci pięknego anioła&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZATAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ha, czarownico! czy biła godzina? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZAROWNICA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Która? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZATAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Godzina, której żaden człowiek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwa razy w życiu nie słyszy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZAROWNICA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Uderzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Za dziesiątym mgnieniem powiek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Z babilońskiej ludów wieży. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;A gdy bić będzie, choć głucha, usłyszę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Lecz gdzież są, panie, twoi towarzysze? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Leniwo śpieszą z błękitu podniebień; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Żółw, z którego to zgrzebło utoczył mi tokarz &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Prędzej chodził... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZATAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;To zgrzebło, pokaż mi je — pokaż!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łzy mi płyną... poznaję Twardowskiego grzebień, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On mię zgrzebłem tym czesał, gdy w psa wlazłszy skórę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U nóg mu się łasiłem. Odejdź, moja pani; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Goście sproszeni zlecą się na Łysą Górę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Czarownica&lt;/em&gt; odchodzi&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Szatan&lt;/em&gt; woła:&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Szatani! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Błyska dziesięć razy i dziesięć tysięcy szatanów spada&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spadł z nieba deszcz szatanów, niech ziemię polewa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli jeszcze na ziemi są edeńskie drzewa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech rosną, to jesienią człowiek owoc zbierze... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Siadajcie! cóż między wami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Nie widać Mefistofela? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ASTAROTH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Zaszedł na grób przyjaciela. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na grobie Twardowskiego odmawia pacierze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZATAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Taki się teraz zrobił czuły i pobożny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak poeta... Lecz księżyc zabłysnął dwurożny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czas przystąpić do dzieła... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DIABLI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co nam król rozkaże? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZATAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obejrzeć trzeba koła w wiekowym zegarze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krwią dziecięcia namaścić gwichty i sprężyny; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech nam bije wyraźnie lata, dnie, godziny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przynieście go, postawcie... Co? czy nie zepsuty? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ASTAROTH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Wszystkie koła, wszystkie druty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Całe, rdza wieków nie trawi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Godzinnik z hostii, co dławi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Po nim żądło Lewiatana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Przez wieki wieków się toczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Na dnie wskazuje ząb smoczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Na godziny żądło osy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I dotąd trwa nieprzerwana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Włosień siwa z kós szatana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Któremu zbielały włosy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Od strachu, gdy grom z obłoku... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Pamiętacie?.. A sprężyna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Z ojczyzny Tella, Kalwina, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Na ludzkim wsadzona oku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Chodzi jak na dyjamencie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;W kołek i sprężyn zamęcie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Zamknięta grzesznika dusza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Kurant po kurancie jąka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Noga kossacza pająka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Wszystkie sprężyny porusza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jak wahadło... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZATAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dość opisów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gehenno, Astarocie, najstraszliwsi z bisów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak asesory sądu, gdy zegar bić zacznie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Liczcie wieki, dnie, lata... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Zegar bije, szatani liczą&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Świecie! świecie! świecie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wąż wieczności łuskami w okrąg ciebie gniecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zębem zatrutym boki ogryza nieznacznie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wieki mrą nad tobą, zasypując pyłem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 6em"&gt;Umarłych pamiątek. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ja widziałem twój początek. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta garść gliny, powietrzem opasana zgniłem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten trup chaosu, w trumnie zamknięty błękitów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Strawiony zgnilizną czasów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Okrył się rdzami kruszców i kością granitów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Porósł mchem kwiatów i lasów; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem wydał robaki, co mu łono toczą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 6em"&gt;I myślą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biada im! jeśli marzeń ziemią nie okryślą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kołem widzenia — biada, jeśli je przekroczą... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GEHENNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Królu, wiek dziewiętnasty uderzył. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZATAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Astaroth &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech liczy lata; może ten, co za obłokiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gromy ciska, chcąc wesprzeć jaki ziemski naród, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może wiek który ludziom skrócił jednym rokiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może ukradł szatanom dzień jeden, godzinę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Więc się o nią upomnę u Boga &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Lub buntowną chorągiew rozwinę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;We mnie i w przyrodzeniu zgwałconym ma wroga. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ASTAROTH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Tysiąc ośmset lat wybiło. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZATAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Więc się koło tortury całe obróciło? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każdy ząb jej rozdziera, każda szruba ciśnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Teraz, gdy niebo zabłyśnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błyskawica trwa dłużej niż te wszystkie lata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Zbiegłe męczarnią dla świata; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A każdy rok jak ślimak sunął się leniwo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dla nędzarzy, dla głupich kochanków nadziei; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdy śliną osrebrzył ślad zbiegłej kolei, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ślizgał się po niej człowiek pamiątką przerżchliwą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Obłąkani w przeszłości żeglarze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Brali imię dziejopisów; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sztuką ich było pisać wielkie kalendarze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pełne królewskich imion i dat, i napisów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Inni myślą ścigali treść myśli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Filozofy — głęboko myśleli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Aż nad ciemną przepaścią zawiśli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Obudzili się, w przepaść spojrzeli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I zawołali: «Ciemno! ciemno! ciemno!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;To hosanna dla nas szatanów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;To śpiew naszych kościelnych organów; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto myślał przez godzinę, jest lub będzie ze mną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Wiek, co przyjdzie, ucieszy szatany. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Mefistofel&lt;/em&gt; wchodzi&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MEFISTOFEL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nasz szatan prorokuje w cudotwornym stroju, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ma płaszcz cały Woltera dziełami łatany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pióro gęsie Russa sterczy na zawoju. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZATAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mefistofelu, przyszła do działania pora, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wybierz jaką igraszkę wśród ziemskiej czeredy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już nie znajdziesz cichego wśród Niemców doktora, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po szwajcarskich się górach nie snują Manfredy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I mnichy długim postem po celach nie chudną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Więc obłąkaj jakiego żołnierza. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MEFISTOFEL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Trudno!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żołnierz to ryba, która kruczkom nie dowierza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ma rozsądek zdrowy, przy takiej latarni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obaczy kurzą nogę diabła kusiciela. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZATAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Samiż tylko rycerze ujdą nam bezkarni? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Słuchaj! wśród narodów wiela &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jednemu się ludowi dzień ogromny zbliża. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idź tam, jego rycerze noszą krzywe szable &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako księżyc dwurożny, jako rogi diable; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rękojeść tych kordów nie ma kształtu krzyża. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pomóż im — oni mają walkę rozpoczynać &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Taką, jakąśmy niegdyś z panem niebios wiedli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oni się będą modlić, zabijać, przeklinać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Oni na ojców mogiłach usiedli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;I myślą o zemsty godzinie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten naród się podniesie, zwycięży i zginie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Miecze na wrogach połamie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;A potem wroga myślą zabije, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Bo myśl jego ogniste ma ramię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ona jak powróz wrogi uwiąże za szyje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I związanych postawi na takim pręgierzu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że wszystkie ludy wzrokiem dosięgną i plwaniem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MEFISTOFEL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Królu, niechaj poszukam w diabelskim psałterzu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Modlitwy na dzień, co się zowie zmartwychwstaniem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmówię ją za ów naród... Dziś pierwszy dzień wieku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś mamy prawo stwarzać królów i nędzarzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na całą rzekę stuletniego cieku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc temu narodowi stwórzmy dygnitarzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby nimi zapychał każdą rządu dziurę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;A gdy wzrośnie ich potęga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ten naród, jak piękna księga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;W starą oprawiona skórę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Pargaminowym świecić będzie czołem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZATAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Dobra rada, stańcie kołem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Stwarzajmy ludzi do rządu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Zawołajcie czarownicy... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Szatan&lt;/em&gt; daje rozkazy, diabli pracują&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Żywioły ziemi i lądu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;W atmosferowej szklennicy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Zamknięte i w jeden zlane, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Przez chemików połamane; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Kwasorody, gaz węglowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Zlewam w kocioł platynowy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Dmijcie, duchy!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Gromy biją w kocioł&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;W żywioł ziemi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Dorzucić szpilek Kaprala &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Z główkami laku, któremi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Kreśli plany, królów zwala, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Szpilek czterdzieście tysięcy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Rzućcie w kocioł... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DIABLI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;I nic więcéj? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZATAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DIABLI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Coś z rozumu Kaprala?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZATAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DIABLI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Skończony. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZATAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Niechaj leci! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Gromy biją, duch ulatuje&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Stary — jakby ojciec dzieci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Nie do boju, nie do trudu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Dajmy mu na pośmiewisko &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Sprzeczne z naturą nazwisko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Nazwijmy od słowa ludu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Kmieciów, czyli nędznych chłopów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Teraz, jak z niebieskich stropów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Rzućcie wodza ludziom biednym. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DIABLI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Panie! czy skończysz na jednym? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZATAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Wrzucić do kotła dyjament, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Dyjament w ogniu topnieje; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Wylać sekretny atrament &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Z Talleyranda kałamarza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Co w niewidzialność blednieje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Od okularów rozsądku... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I dąć w kocioł... w kotła wrzątku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Obaczemy, co się stwarza. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DIABLI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Już gotowy! mimo czary &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Wyszedł jakiś człowiek godny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Złe w tym kotle były wary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Płyn za rzadki lub za chłodny. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZATAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;To nic — to nic! takich trzeba &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Biednym ludziom rzucać z nieba; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Będą przed nim giąć kolana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jest to stara twarz Rzymiana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Na pieniądzu wpół zatarta. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Dajmy mu na pośmiewisko &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Sprzeczne z naturą nazwisko; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ochrzcijmy imieniem Czarta. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Teraz puśćcie! niechaj leci! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DIABLI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Lepszy będzie człowiek trzeci. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZATAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Teraz z konstelacji raka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Odłamać oczy i nogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Dodać kogucie ostrogi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I z trwożliwego ślimaka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Oderwane przednie rogi... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Cóż tam w kotle? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DIABLI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ktoś z rycerzy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZATAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Wódz! chodem raka przewini, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jak ślimak rogiem uderzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Sprobuje — i do skorupy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Schowa rogi, i do skrzyni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Miejskiej zniesie planów trupy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Czekając, aż kur zapieje. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Rzucić w kocioł Lachów dzieje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Słownik rymowych końcówek; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Milijon drukarskich czcionek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Sennego maku trzy główek. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Coż tam? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DIABLI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Starzec, jak skowronek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Zastygły pod wspomnień bryłą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Na pół zastygłą, przegniłą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Poeta — rycerz — starzec — nic, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Dziewięciu Feba sułtanic &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Eunuch... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZATAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Przyśpieszajmy dzieła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Bo z tamtej krakowskiej wieży &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Słyszę dzwon rannych pacierzy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;W powietrzu się rozpłynęła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Woń kadzideł katedralnych. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZAROWNICA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeklęte wasze dzieło! Wicher diablej mowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozczesał z mojej chaty włos słomianej głowy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy mi na nią dachówek dacie z hostii mszalnych? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawierucha wierzbowe gałązki obrywa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ludzie nie znajdą rószczek na kwietną niedzielę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZATAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Milcz, padalcze! — Czas upływa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Twórzmy razem wielkich wiele. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Co nakażę, rzucać w tygle. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Rdzę pozostałą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Na Omfalii igle, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od krwią wilgotnych Herkulesa palców; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Z rdzy się narodzi niemało &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Wymuskanych rycerzy — ospalców — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DIABLI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tłum, tłum, tłum poleciał na ziemię &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Jak chmura... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZATAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Spieszmy nowe tworzyć brzemię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Nim jutrznia błyśnie ponura; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Nim się żywioły ochłodzą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Rzucić język Balaama oślicy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;A ci, co się z niego wyrodzą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Narodowej się chwycą mównicy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Mówców plemię... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DIABLI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tłum! tłum! tłum poleciał na ziemię &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jak zwichrzone szpaków stado. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZATAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Widzicie tę postać bladą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Z mętów kotła już na pół urodną; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Twarz uwiędła i wzrok w czarnym kole; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Paszczę myśli otwiera wciąż głodną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Wiecznie dławi księgarnie i mole; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;I na krzywych dwóch nogach się chwieje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Jak niepewne rządowe systema. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Chce mówić; posłuchajmy, co na świat posieje?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;TWÓR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;pokazując z kotła głowę&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy lepiej, kiedy jest król? czy kiedy go nie ma?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZATAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Precz z tym sfinksem, co prawi zagadki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Sam jej diabeł rozwiązać nie umie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Niech w szkolarzów zasiewa ją tłumie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Oplątaną w dziejowe wypadki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Niech z ministerialnej ławy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Nad rozlewem żyźniącym krwi Nilu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Ze złamanych kolumien podstawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Gada hieroglifem stylu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ASTAROTH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Panie! Patrz, tam z kotła pary &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Znów się jakiś twór wylęga. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Twarz ma okropnej poczwary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Przez pierś jeneralska wstęga. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZATAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Witajcie go! oto twór &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Niszczyciel, jakby horda Nogajca. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;On w stolicy owłada dział mur, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;On z krwi na wierżch wypłynie — to zdrajca! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;A gdy zabrzmi nad miastem dział huk, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;On rycerzy ginących porzuci; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Z arki kraju wyleci jak kruk, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Strząśnie skrzydła, do arki nie wróci... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Kraj przedany on wyda pod miecz. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GŁOS W POWIETRZU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;W imię Boga! precz stąd! precz!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wszystko znika&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHÓR ANIOŁÓW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Ziemia — to plama &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Na nieskończoności błękicie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Ciemna gwiazda w słonecznych gwiazd świcie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Grób odwieczny potomków Adama. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ARCHANIOŁ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Onego czasu jedna z gwiazd wiecznego gmachu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obłąkała się w drodze, jam ją zgonił lotem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czułem w dłoni jej serce bijące z przestrachu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak serce ptaka ludzkim dotkniętego grotem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I drzącą położyłem przed tronem Jehowy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Bóg rzekł do mnie świato-tworzącymi słowy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;«Krew ludzka skrzydła twoje rumieni». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Padłem twarzą na boskie podnóże, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Na proch gwiazd, na kobierce z promieni... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;«Boże! Boże! Boże! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Skrzydeł pióry otarłem o ziemię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Krwawa była — widziałem! widziałem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za grzechy ojców w groby kładące się plemię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lud konał... gwiazda gasła... za gwiazdą leciałem — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 6em"&gt;Lud skonał... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czas, byś go podniósł, Boże, lub gromem dokonał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;A jeśli Twoja dłoń ich nie ocali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Spraw, by krwi więcej niżli łez wylali... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Zmiłuj się nad nimi, Panie!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;A Bóg rzekł: «Wola moja się stanie...» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHÓR ANIOŁÓW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Ziemia — to plama &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Na nieskończoności błękicie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Bóg ją zetrze palcem lub wleje w nią życie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jak w posąg gliniany Adama. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/kordian/"&gt;Juliusz Słowacki, „Kordian”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rodowód</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/przedwiosnie/01/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/przedwiosnie/01/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Przedwiośnie&lt;/h2&gt;
&lt;div class="dedication"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panu Konradowi Czarnockiemu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;w przyjaznym upominku ofiarowuje ten utwór &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="motto_podpis"&gt;autor&lt;/div&gt;
&lt;p class="spacer"&gt; &lt;/p&gt;
&lt;p class="spacer"&gt; &lt;/p&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;Rodowód&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Nie chodzi tutaj — u kaduka! — o herb ani o szeregi przodków podgolonych, z sarmackimi wąsami i przy karabelach — ani wydekoltowane prababki w fiokach. Ojciec i matka — otóż i cały rodowód, jak to jest u nas, w dziejach nowoczesnych ludzi bez wczoraj. Z konieczności wzmianka o jednym dziadku, z musu notatka o jednym jedynym pradziadku. Chcemy uszanować nasyconą do pełna duchem i upodobaniem semickim awersję ludzi nowoczesnych do obciążania sobie pamięci wiadomościami, w którym kościele czy na jakim cmentarzu dany dziadek spoczywa.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział I</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/01/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/01/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Syzyfowe prace&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;I&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Termin odstawienia Marcina do szkoły przypadł na dzień czwarty stycznia.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Obydwoje państwo Borowiczowie postanowili odwieźć jedynaka na miejsce. Zaprzężono konie do malowanych i kutych sanek, główne siedzenie wysłano barwnym, strzyżonym dywanem, który zazwyczaj wisiał nad łóżkiem pani, i około pierwszej z południa wśród powszechnego płaczu wyruszono.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Dzień był wietrzny i mroźny. Mimo to jednak, że szczyty wzgórz kurzyły się nieustannie od przelatującej zadymki na rozległych dolinach, między lasami, zmarznięte pustkowia leżały w spokoju i prawie w ciszy. Szedł tylko tamtędy zimny przeciąg, wiejąc sypki śnieg niby lotną plewę. Gdzieniegdzie wałęsały się nad zaspami smugi najdrobniejszego pyłu jak pyłek przyduszonego paleniska.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział I</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/01/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/01/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;W pustyni i w puszczy&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ I&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Wiesz, Nel — mówił Staś Tarkowski do swojej przyjaciółki, małej Angielki — wczoraj przyszli zabtie (policjanci) i aresztowali żonę dozorcy Smaina i jej troje dzieci — tę Fatmę, która już kilka razy przychodziła do biura do twojego ojca i do mego.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;A mała, podobna do ślicznego obrazka Nel podniosła swe zielonawe oczy na Stasia i zapytała na wpół ze zdziwieniem, a na wpół ze strachem:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział pierwszy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/01/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/01/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Quo vadis&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział pierwszy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Petroniusz obudził się zaledwie koło południa i jak zwykle, zmęczony bardzo. Poprzedniego dnia był na uczcie u Nerona, która przeciągnęła się do późna w noc. Od pewnego czasu zdrowie jego zaczęło się psuć. Sam mówił, że rankami budzi się jakby zdrętwiały i bez możności zebrania myśli. Ale poranna kąpiel i staranne wygniatanie ciała przez wprawionych do tego niewolników przyśpieszało stopniowo obieg jego leniwej krwi, rozbudzało go, cuciło, wracało mu siły, tak że z elaeothesium, to jest z ostatniego kąpielowego przedziału, wychodził jeszcze jakby wskrzeszony, z oczami błyszczącymi dowcipem i wesołością, odmłodzon, pełen życia, wykwintny, tak niedościgniony, że sam Otho nie mógł się z nim porównać, i prawdziwy, jak go nazywano: arbiter elegantiarum.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Sierpień</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/schulz-sklepy-cynamonowe/01/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/schulz-sklepy-cynamonowe/01/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;div class="title-page"&gt;&lt;h1 class="title"&gt;Sklepy cynamonowe (zbiór)&lt;/h1&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Sierpień&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3"&gt;1&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W lipcu ojciec mój wyjeżdżał do wód i zostawiał mnie z matką i starszym bratem na pastwę białych od żaru i oszałamiających dni letnich. Wertowaliśmy, odurzeni światłem, w tej wielkiej księdze wakacji, której wszystkie karty pałały od blasku i miały na dnie słodki do omdlenia miąższ złotych gruszek.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;
Adela wracała w świetliste poranki, jak Pomona z ognia dnia rozżagwionego, wysypując z koszyka barwną urodę słońca — lśniące, pełne wody pod przejrzystą skórką czereśnie, tajemnicze, czarne wiśnie, których woń przekraczała to, co ziszczało się w smaku; morele, w których miąższu złotym był rdzeń długich popołudni; a obok tej czystej poezji owoców wyładowywała nabrzmiałe siłą i pożywnością płaty mięsa z klawiaturą żeber cielęcych, wodorosty jarzyn, niby zabite głowonogi i meduzy — surowy materiał obiadu o smaku jeszcze nie uformowanym i jałowym, wegetatywne i, telluryczne ingrediencje obiadu o zapachu dzikim i polnym.
&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom I, rozdział pierwszy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/01/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/01/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;div class="title-page"&gt;&lt;h1 class="title"&gt;Krzyżacy&lt;/h1&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Tom I&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział pierwszy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W Tyńcu, w gospodzie „Pod Lutym Turem”, należącej do opactwa, siedziało kilku ludzi, słuchając opowiadania wojaka bywalca, który z dalekich stron przybywszy, prawił im o przygodach, jakich na wojnie i w czasie podróży doznał. Człek był brodaty, w sile wieku, pleczysty, prawie ogromny, ale wychudły; włosy nosił ujęte w pątlik, czyli w siatkę naszywaną paciorkami; na sobie miał skórzany kubrak z pręgami wyciśniętymi przez pancerz, na nim pas, cały z miedzianych klamr; za pasem nóż w rogowej pochwie, przy boku zaś krótki kord podróżny.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>2. Dwie awantury, a jedna gorsza od drugiej</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/makuszynski-szatan-z-siodmej-klasy/02/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/makuszynski-szatan-z-siodmej-klasy/02/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;2.&lt;br/&gt; Dwie awantury, a jedna gorsza od drugiej&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Adaś Cisowski, brat diabła i bliski kuzyn czarownicy wedle podejrzeń profesora Gąsowskiego, był jednakże najściślej spokrewniony z uczciwym rodzajem ludzkim. Ojcem jego był szanowany lekarz, dzielny wróg śmierci i tysiąca jej dziatek: chorób wewnętrznych i zewnętrznych, lekkich i ciężkich; matką przedobra kobieta, która — tak jak inni kapelusz — „miała na głowie cały dom”. Srogi i kłopotliwy był to ciężar, w domu tym bowiem chowało się, oprócz dorastającego Adasia, jeszcze czworo pędraków różnego wieku i płci. Banda ta odznaczała się przedziwną właściwością wywracania do góry nogami tego domu, co spoczywał na nieszczęsnej głowie matki, i trzeba było nie lada zręcznej cierpliwości, aby nie spadł. Czworo straszliwych istot, obawiając się zapewne, że nie zostaną przez ludzkość zauważone, dawało znać o sobie światu donośnym krzykiem o każdej porze dnia, co powoduje u starszych takie śmieszne i dziwaczne ruchy, jak podnoszenie oczu ku niebu, załamywanie rąk lub chwytanie się nimi za głowę.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Akt drugi</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/balladyna/02/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/balladyna/02/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;AKT DRUGI&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub0"&gt;SCENA I&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Las przy jeziorze Gople. — Wschód słońca. — &lt;em class="person"&gt;Chochlik&lt;/em&gt; i &lt;em class="person"&gt;Grabiec&lt;/em&gt; w czerwone błoto trzęsawic uwalany — i dobrze podpiły.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie pójdę krokiem dalej. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHLIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ale tu już blisko &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do twojego domostwa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Moje czarne psisko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wierzę tobie... bo mię błąkasz — sadzasz w błocie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wykręcasz ogonem... Nie... mój czarny kocie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciałem ciebie pogłaskać, a ogień wytrysnął... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spać chcę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHLIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zażyj tabaki... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;trzymając się dębu&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Patrz, dąb mię uścisnął... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nie dziw, dąb przyjaciel grabiny... Mój dębie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wierz mi, że cię szacuję; co w sercu, to w gębie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHLIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chodźmy dalej... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Znalazłem dęba przyjaciela; &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choćbyś mi raj pokazał, gdzie Bóg wróble strzela, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To nie porzucę dębu, co się cały chwieje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I potrzebuje wsparcia. — Patrz, biedaczek mdleje. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu, psie! tutaj z latarnią! zgubiłem dębinę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ha! dąb uciekł... nie poznał mnie... obrosłem w trzcinę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siedząc w błotach noc całą... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHLIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Chodź do karczmy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Na to &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Masz ze mnie przyjaciela — na to jak na lato... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie... to już nie przystoi... jeśli karczma dama &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kocha mię, jak ja kocham... to nadejdzie sama... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głupstwo chodzić do dziewcząt... Skąd ty masz tabakę? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHLIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od pana Lucyfera. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ty mi świecisz bakę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Psie mój miły, poszukaj zająca — a strzelę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHLIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czym?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Gromem... Cośmy z tobą dobrzy przyjaciele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przepraszam ciebie bardzo, żem cię zawiódł w błota, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siedzieliśmy w kałuży po uszy jak cnota, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I kichali — kichali... mój nos w nos waćpana. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHLIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pamiętasz, co nam trzcina mówiła? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Kochana! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyszła na pomoc... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHLIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Trzcina ratowała dudę... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja zawsze obwiniałem trzciny o obłudę... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;kładzie się&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHLIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chodź dalej... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Spać chcę... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHLIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Lepiej wleź na dąb... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;śpiewa&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Na dębie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Siedzą gołębie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Na stawku pływają kaczki... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeżeliś przyjacielem, to zanieś do praczki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moje spodnie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHLIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co? jak to? chcesz spać bez szlafmycy? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie chcesz?... to idź do diabła, kocie czarownicy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHLIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrej nocy... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dobranoc... dobranoc, psie miły. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szedłbym jeszcze do karczmy, ale nie mam siły. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobranoc... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;zasypia&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHLIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co za głupie stworzenia ci ludzie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spił się, cały w czerwonej umazgał się rudzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I śpi; niech sobie teraz nadchodzi Goplana. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Goplana&lt;/em&gt; wchodzi ze &lt;em class="person"&gt;Skierką&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie on? ach, zasnął... Niech zorza różana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pierwsze mu blaski na oblicze rzuci: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz niech się zorza na poły zasmuci &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I płaczem rosy słońce tak przesłoni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby łagodne powiek nie raziło... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ty, Chochliku, weźmij z hojnej dłoni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twoją nagrodę... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHLIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;biorąc dar&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Orzech świstun, zgniłą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pełny tabaką... dzięki ci, królowo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przez dwa dni będę częstował hiszpanką &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chłopstwo pijane... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Skierki&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Któraż jest kochanką &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kirkora?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SKIERKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Obie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;O szalona głowo! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SKIERKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjdą do lasu szukać malin obie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak ci mówiłem... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Poradź mi, co zrobię? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SKIERKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spuść się na czarne Balladyny serce; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zazdrość widziałem w maleńkiej iskierce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więcej niż zazdrość... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cóż robiły w nocy? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SKIERKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Alina boskiej wzywając pomocy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Usnęła cicho, marząc o malinach; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Balladyna zapaliła świecę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wyszła, bo ktoś zaklaskał w osinach. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Leciałem za nią śledzić tajemnicę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nocnej przechadzki... Jako mgliste mary &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szła po murawach i drżąca, i cicha: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A płomyk świecy przez różowe szpary &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Białych paluszków, jak z róży kielicha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błyskał i gasnął, to błyskał, to gasnął. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbudził się ptaszek w osinach i zasnął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak cicho przeszła wietrznymi poloty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak cicho przeszła... Ćmy wianeczek złoty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwinął się, leciał nad dziewicy głową. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stanęła... słucham... ona ciche słowo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wmieszała w szmery listeczków osiny... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ktoś odpowiedział... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Może Balladyny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drużka?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SKIERKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie, pani. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Kto? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SKIERKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Mamże powiedzieć? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;pokazując na śpiącego &lt;em class="person"&gt;Grabka&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;On? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SKIERKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tak... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Chochlika&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Chochliku!... kazałam ci śledzić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeszkodzić. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHLIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Diabeł kochankom przeszkodzi. &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamknij Chochlika, Skierko, w muszli żabiéj &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I na jezioro puść by kota w łodzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHLIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O pani! pani! lepiej ty mię zabij... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabić nie mogę, lecz mogę ukarać... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SKIERKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pójdź, panie Chochlo, o łódkę się starać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Chochlik&lt;/em&gt;, przekrzywiając się jak krnąbrne dziecko, odchodzi ze &lt;em class="person"&gt;Skierką&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;sama&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc on ją widział... on ją widział nocą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przekleństwo! wczoraj widział ją w osinie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj te gwiazdy nigdy się nie złocą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co im świeciły! Niech ten miesiąc ginie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj anielskiej drogi mleczne stopnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W proch się rozsypią!... On był tam? — okropnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeby ta dziewa jedno mi spojrzenie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przedała dzisiaj za brylanty światów... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak go ukarać?... ach ja się zamienię &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W błękitny powój i węzłami kwiatów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na śmierć uścisnę... O nie... z tego wianka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kochanek żywy wyjdzie, a kochanka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozpłomieniona miłością omdleje. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak go ukarać?... Niechaj wrośnie wszystek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W płaczącą wierzbę, korą się odzieje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech się na drzewie skłoni każdy listek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakoby smutny przewinieniem spadał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I płakał... Luby, gdy cię tak zobaczę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że będziesz płaczem na płacz odpowiadał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To będę płakać, ach! że wierzba płacze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Skierka&lt;/em&gt; wraca.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SKIERKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamknięty w muszli po strumykach skacze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I na jezioro wyjeżdża w powozie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieboszczki żaby. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wytnij rózgę w łozie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Skierka&lt;/em&gt; podaje &lt;em class="person"&gt;Goplanie&lt;/em&gt; pręcik.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obudź się teraz! obudź się, kochany! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiedz, dlaczego?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;senny&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Spię... bo jestem pjany. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiedz, dlaczego? jak miłosny słowik &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piosnką wieczora?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;śniąc na pół&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Podaj mi borowik &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I włóż pod głowę za poduszkę... a nie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To idź do stawu, rybo, koczkodanie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc poznaj władzę Goplany! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wrośnij w ziemię i z tej ziemi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyrośnij korą odziany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I liściami płaczącemi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Grabiec&lt;/em&gt; tonie w ziemię, wierzba na tym miejscu wyrasta.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rośnij, wierzbo płacząca: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skarż się, gdy ptaszek trąca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy cię strumyk podrywa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy wietrzyk rozniesie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twoje listki po lesie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skierko! przyszlij słowika, niech tej wierzbie śpiewa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słowa miłosne i niech ją nauczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kochać i płakać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale niech żaden dziób kruczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie śmie nad nią smutnie krakać &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pieśni pogrzebu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo ta wierzba nie umarła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SKIERKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O! jakże pięknie listki rozpostarła! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak się kłania kwiatom, niebu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wierzba wyrosła z człowieka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I piękniejsza, niż był człowiek. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj teraz kochanek Balladyny czeka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj sękowym okiem spod korzanych powiek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Upatruje dziewicy... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SKIERKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Widzę dwie dziewczyny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niosą na głowach czarne dzbanki z gliny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szukają malin. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Skryjmy się w gęstwiny. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Goplana&lt;/em&gt; i &lt;em class="person"&gt;Skierka&lt;/em&gt; kryją się. — &lt;em class="person"&gt;Alina&lt;/em&gt; wchodzi z dzbankiem na głowie.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ALINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach pełno malin — a jakie różowe! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A na nich perły rosy kryształowe. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Usta Kirkora takie koralowe &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak te maliny... Fijołeczki świeże, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzdychacie próżno, bo ja nie mam czasu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zrywać fijołków — bo siostrzyczka zbierze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzban pełny malin i powróci z lasu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I weźmie męża; a ja z fijołkami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zostanę panną... Choćbyście wy były, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Fijołki moje, złotymi różami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wolę maliny. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;śpiewa, szukając malin&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mój miły! mój miły! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Złoty wielki pan. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mojemu miłemu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Niosę malin dzban, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo on woli, mój kochanek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Taki pełny malin dzbanek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Niż zbożowy łan. Oh! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Niż zbożowy łan. &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;odchodzi w prawo&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wchodzi &lt;em class="person"&gt;Balladyna&lt;/em&gt; z dzbankiem na głowie.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak mało malin! a jakie czerwone &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;By krew. — Jak mało — w którą pójdę stronę? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wiem... A niebo jakie zapalone &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak krew... Czemu ty, słońce, wschodzisz krwawo? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Noc wolę ciemną niż taki poranek... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie moja siostra?... musiała na prawo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pójść i napełnić malinami dzbanek; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ja śród jagód chodzę obłąkana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakąś rozpaczą i łzy gubię w rosie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ALINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;z głębi lasu&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siostrzyczko moja! siostrzyczko kochana! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdzie ty?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jaki śmiech w Aliny głosie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Musi mieć pełny dzbanek... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Alina&lt;/em&gt; wchodzi.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ALINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cóż, siostrzyczko? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ALINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Czy masz pełny dzbanek? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ALINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Balladyno, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coż ty robiłaś? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nic... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ALINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;To źle, różyczko... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja mam dzban pełny, mniej jedną maliną. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Weź tę malinę z mego dzbanka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ALINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Miła!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siostrzyczko moja, powiedz, gdzieżeś była? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyszłyśmy razem, miałaś dosyć czasu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak ja ci, siostro, nie ukradłam lasu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dlaczegoż teraz z taką białą twarzą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z przyciętymi ustami?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wyłażą &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z twojego dzbanka maliny jak węże, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby mię kąsać żądłami wymówek. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idź i bądź panią! siostra się zaprzęże &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak wół do pługa, będzie tłoczyć olej &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z kolących siemion i z brzydkich makówek. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ALINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wstydź się, siostro... proszę cię, nie bolej &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nad moim szczęściem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cha! cha! cha! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ALINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co znaczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten śmiech okropny? siostro! czy ty chora? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeżeli wielkiej doznajesz rozpaczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To powiedz... Ale ty kochasz Kirkora? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty bardzo kochasz? Siostro! powiedz szczerze! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo widzisz, rybko, są inni rycerze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak będę panią, to ci znajdę męża... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty będziesz panią? ty! ty! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;dobywa noża&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ALINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Balladyna!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co ten nóż znaczy?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ten nóż?... to na węża &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W malinach... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ALINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Siostro, jesteś blada, sina. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kalinko moja! co tobie? co tobie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czemu ty blada? ach! jak to okropnie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przemów choć słówko! Usiądźmy tu obie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I mówmy z sobą otwarcie, roztropnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak dwie siostrzyczki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Siadają na murawie.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ja kocham Kirkora. &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach nie dlatego, że Kirkor bogaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że wielki rycerz, pan możnego dwora, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że ma karetę złotą, złote szaty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A jednak miło mi, że chodzi w złocie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że miecz ma jasny, służebników krocie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo to jak rycerz w bajce, co się rodzi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z wielkiego króla i w lesie znachodzi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakąś zaklętą królewnę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;wstając z pomięszaniem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Och!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ALINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;wstając&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Miła!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co tobie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;ze wzrastającym pomięszaniem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Gdybym cię, siostro, zabiła... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ALINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co też ty mówisz? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Daj mi te maliny!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ALINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kto wie, siostro? gdybyś poprosiła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pocałowała usteczka Aliny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może bym dała?... spróbuj, Balladynko... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prosić?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ALINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Inaczej żegnaj się z malinką. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;przystępując&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ALINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Bo też widzisz, siostro, że ten dzbanek &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To moje szczęście, mój mąż, mój kochanek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moje sny złote i mój ślubny wianek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wszystko moje... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;z wściekłością natrętną&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Oddaj mi ten dzbanek. &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ALINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siostro?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Oddaj mi... bo!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ALINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;z dziecinnym naigrawaniem się&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Bo!... i cóż będzie?.. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo?... Nie masz malin, więc suche żołędzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uzbierasz w dzbanek — czy wierzbowe liście?... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tak... ja prędzej biegam i przez miedzę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ubiegnę ciebie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ty?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ALINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A oczewiście, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że ciebie w locie, siostrzyczko, wyprzedzę... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ALINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;O! nie zbliżaj się do mnie z takiemi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oczyma... Nie wiem... ja się ciebie boję. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;zbliża się i bierze ją za rękę&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ja się boję... połóż się na ziemi... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Połóż... ha! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;zabija&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ALINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Puszczaj!... oh!... konam... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;pada&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co moje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ręce zrobiły?... O!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GŁOS Z WIERZBY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jezus Maryja... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;przerażona&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto to?... zawołał ktoś?... czy to ja sama &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za siebie samą modliłam się?... Żmija, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kobieta, siostra — nie siostra... Krwi plama &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu — i tu — i tu — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;pokazując na czoło, plami je palcem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;i tu. — Ktoż zabija &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za malin dzbanek siostrę?... Jeśli z bora &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto tak zapyta? powiem — ja. — Nie mogę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skłamać i powiem: ja! — Jak to ja?... Wczora &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mogłabym przysiąc, że nie... W las!... w las!... w drogę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wczorajsze serce niechaj się za ciebie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Modli. — Ach jam się wczoraj nie modliła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To źle! źle! — dzisiaj już nie czas... Na niebie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest Bóg... zapomnę, że jest, będę żyła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakby nie było Boga. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;odbiega w las&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Goplana&lt;/em&gt; i &lt;em class="person"&gt;Skierka&lt;/em&gt; wchodzą. — &lt;em class="person"&gt;Alina&lt;/em&gt; leży zabita.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ach okropność, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ludzie tak siebie zarzynają nożem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wiem, jak ludzka poczyna roztropność &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W takim zdarzeniu?... My duchy nie możem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znać owych ziółek, które rany leczą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ona ciepła, może jeszcze żywa? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pustelnik nieraz ziółka w lesie zrywa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc może, gdyby miał koło niej pieczą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do życia wróci... Ach Skierko mój drogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sprowadź tu pustelnika. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Skierka&lt;/em&gt; odbiega.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wy ciernie i głogi, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeżeli zabójczyni padnie na kolana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bądźcie pod jej kolanami. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech leci wiatrem ścigana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przerażona strumyka mruczącego łzami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak siostry płaczem... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;patrząc w las&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzę tego pasterza, co się zwie tułaczem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wygnanym z kraju szczęścia, i po całym świecie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szukał próżno kochanki... dziś kocha się w kwiecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W słońcu, w gwiazdach... w jutrzence... niech ujrzy te ciało... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;odchodzi w las&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wchodzi Filon, patrząc w niebo.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FILON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;z emfazą&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po co mi świecisz, małżonko Tytana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twarzą, co przeszła z różowej na białą?... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po co mi świecisz, Febie? Tyś do rana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miłością konał na Tetydy łonie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A teraz puszczasz rozhukane konie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z szat wilgotnych srebrną trzęsiesz rosę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczęśliwy Febie!... Tam blada Dyjanna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrząc na twoje czoło złotowłose, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przed Endymionem kryje się w błękicie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do głębi serca promieniami ranna... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miłość — to światło, to niebo, to życie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A jam nie kochał! o biada mi! biada! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;spostrzega ciało &lt;em class="person"&gt;Aliny&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż to za bóstwo?... Jak marmury blada! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieżywa?... Boże! a taka podobna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do nieśmiertelnych bogiń — i nieżywa — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak nad nią płacze ta wierzba żałobna! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A moja dusza na marzenia tkliwa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łez dla niej nie ma?... Samotność popsuła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Źródło łez moich!... Jaka postać cudna!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak ona wczoraj musiała być czuła! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak do niej wianek przypadał weselny! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak mogła kochać!... A dziś!... śmierć obłudna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Życie wydarła, a wdzięk pośmiertelny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na moją zgubę nieżywej nadała... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O! mój aniele! ty śmierci kochanka! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O! jak miłośnie twoja ręka biała &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ujęła czarny dzbanek... z tego dzbanka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płyną maliny, a z alabastrowej &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piersi wytryska drugi taki strumień &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piękniejszy barwą od krwi malinowej. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach! twój zabójca od dwu będzie sumień &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ścigany za te dwa strumienie krwawe... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie... to zwierz leśny musiał zabić ciebie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Człowiek by nie mógł — Boże!... oto rdzawe &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Leży żelazo — to człowiek!... Ach w niebie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szukać schronienia przed tłumem tych ludzi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spij, moja luba! ciebie nie obudzi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten pocałunek... a mnie niech zabije... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Całuje usta umarłej i podnosi nóż... &lt;em class="person"&gt;Pustelnik&lt;/em&gt; nadbiega.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stój! stój, zabójco. — On żelazo kryje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do swoich piersi... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FILON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ojcze! patrzaj na nią! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znalazłem przecie kochankę... nieżywą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyjeż to miecze takie kwiaty ranią? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż te pustynie krwią czerwieni żywą? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy tu król Popiel zawitał i plami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Białe lilije naszych lasów?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FILON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Łzami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krew tę obmyję... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wstydź się łez... &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FILON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ach ona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Umarła... patrzaj... tu! tu! tu... niebieski &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kwiatek — znak śmierci śród białego łona.. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gwiazdeczka śmierci... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ty młody i rzeźki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podnieś umarłą i weź na ramiona; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja ci pomogę dźwigać lekkie ciało. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W celi mam ziółka... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FILON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ty duszę omdlałą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzepisz nadzieją; ty podajesz ramię &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Duszy nieszczęsnej, która się już kładła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W mogiłę żalu... pozwól, że ułamię &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gałązkę z wierzby, pod którą upadła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kochanka moja okropnie zabita... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tum ją zobaczył — tu pokochał — stracił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wprzód, nim pokochał... Ach w przeszłości świta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczęście stracone; jam się nie zbogacił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A skarb znalazłem... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;urywa gałązkę z wierzby&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GŁOS Z WIERZBY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie trącaj, bom pjany... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FILON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta wierzba gada... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;W lesie są szatany. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja znam się z nimi; nieraz mi do celi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W okna stukają... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FILON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;W lesie są anieli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale umarli... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Chodź z twoim aniołem... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Filon&lt;/em&gt; bierze na ramiona ciało &lt;em class="person"&gt;Aliny&lt;/em&gt; i odchodzi z &lt;em class="person"&gt;Pustelnikiem&lt;/em&gt;. &lt;em class="person"&gt;Goplana&lt;/em&gt; i &lt;em class="person"&gt;Skierka&lt;/em&gt; wychodzą z gęstwin.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;wskazując na wierzbę&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeklęci ludzie! jakim oni czołem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śmieli ułamać gałąź z tego drzewa? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On musi cierpić... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SKIERKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ach! coś się wylewa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gorzkiego z rany... to zapewne woda &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z ziarnek pszenicy ogniem wymęczona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którą ci ludzie piją... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Łza stracona... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach każdej łezki brylantowej szkoda, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy nie dla mnie płynie ze źrennicy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jutro ty będziesz wolny, mój kochanku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jutro wymawiać będziesz okrutnicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że cię dręczyła z ranka do poranku... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ukryj się, Skierko — patrzaj! Balladyna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbłąkana w lesie tu nadchodzi, sina, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Okropnie blada, z rozpuszczonym włosem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja twarz zakryję i pod wierzbą siędę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będę mówiła do niej siostry głosem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I obłąkaną gryźć będę... gryźć będę... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Skierka&lt;/em&gt; odchodzi.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;wbiega na scenę, obłąkana&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiatr goni za mną i o siostrę pyta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzyczę: «Zabita — zabita — zabita!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drzewa wołają: «Gdzie jest siostra twoja?»... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciałam krew obmyć... z błękitnego zdroja &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzała twarz jej blada i milcząca... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O... gdzie ja przyszła?... to wierzba płacząca... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta sama... gdzie ja... — Siostra moja!... żywa!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siostro... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Okropnym wołasz mię imieniem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trup... trup... trup na mnie białą dłonią kiwa... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystkie mi włosy przesiękły sumnieniem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ciągną nazad, wstając z głowy. — Ale &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nogi przykute... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Czy ci smutne żale &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie mówią, siostro, żeś ty źle zrobiła? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I gdyby siostra twoja żyła?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Żyła? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mogłażbyś ty ją zabić po raz drugi? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;szukając koło siebie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgubiłam mój nóż. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ach nie dosyć długi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nóż twój był, siostro... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;To nie moja wina. &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siostro! lecz jeśli przebaczy Alina?... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli zapomni... i powie: «Siostrzyczko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miałam sen taki — do chaty wieczorem... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim wyszłaś w ciemne osiny ze świeczką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjechał rycerz; rycerz był upiorem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Upiór dwie siostry pokochał szalenie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I obie wysłał na maliny; ...śniłam, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że gdyśmy zaszły w głuche lasu cienie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siostra mnie nożem... Wtem się obudziłam... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chodźmy do wróżki, niech sen wytłumaczy»... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;zamyślona&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To sen... ach, prawda... i mnie się wydaje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że to sen, siostro... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ten sen nic nie znaczy... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To sen... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;I tylko matka nas połaje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeśmy się długo zabawiły w borze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A rycerz... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zniknął... to sen... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Być nie może... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co? ha okropnie, rycerz jak sen zniknął? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale ja żyję... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Bogdajbyś umarła! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To sen... to sen — ha?... rozum już przywyknął &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do twojej śmierci. Skoro bym otarła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krew z mojej ręki... byłabym szczęśliwa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;odkrywa twarz&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bądź nią, szatanie! twa siostra nieżywa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O wielki Boże! a ty co za widmo?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bańka z kryształu, którą wichry wydmą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z błękitu fali... i barwami kwiatu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Malują zorze. — Ale bądź spokojną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja nie wyjawię tajemnicy światu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zostawię ciebie przeznaczeniem spójną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z ręką rycerza i ze zbrodni ręką; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ręka zbrodni dalej zaprowadzi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Usychaj wiecznie tajemnicy męką. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każda malina może ciebie zdradzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta wierzba ciebie widziała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Korą wyśpiewa... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lękaj się drzewa! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lękaj się kwiatu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każda lilija albo róża biała &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I na ślubie, i po ślubie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będzie plamami szkarłatu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na wszystkich liściach czerwona. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idź... weź ten dzbanek... ja ciebie nie zgubię. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale natura zbrodnią pogwałcona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mścić się będzie — idź do chaty. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Balladyna&lt;/em&gt; bierze z rąk &lt;em class="person"&gt;Goplany&lt;/em&gt; dzbanek Aliny i odchodzi milcząca.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odeszła i splamione krwią obmyje szaty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale na czole plama zostanie czerwona; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie ostrzegłam jej, próżno byłoby ostrzegać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta plama nie zejdzie z czoła. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja zaś idę po fali kryształowej biegać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzucę ten ciemny obraz zbrodni w jasne koła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwierciadlanego Gopła... O blasku miesiąca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wrócę słuchać, jak szumi ta wierzba płacząca. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;odchodzi&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub1"&gt;SCENA II&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Ganek przed chatą Wdowy ocieniony lipą.&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Wdowa&lt;/em&gt; i &lt;em class="person"&gt;Kirkor&lt;/em&gt; siedzą na ławie.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KIRKOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie widać córek... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wrócą, panie! wrócą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedna za drugą jak dwie gąski białe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedna za drugą. Ach, łzy mi się rzucą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ze starych oczu, na Chrystusa chwałę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy je zobaczę... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KIRKOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Któraż pierwszą będzie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy Balladyna? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Pewnie Balladyna. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak ona pierwsza w kościele i wszędzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pierwsza... z organem piosenkę zaczyna. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Alina także pierwsza. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KIRKOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Więc Alina &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może powróci? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ha! może Alina; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bogu to wiedzieć... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KIRKOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Czy wiesz, moja stara, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żem niespokojny o twoje dziewczęta... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To i ja właśnie... jakaś niby mara &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W głowę mi wlazła. Choć nikt nie pamięta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby na wiosnę kiedy być nie było &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Malin... a gdyby się też przytrafiło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że nie ma malin... tak marzyłam wczora, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim sen przyleciał... gdyby też śród bora &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie było malin? — potem sama sobie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówiłam: «Głupiaś... wszakże koń przy żłobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy nie ma owsa, to zajada siano; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli dziewczęta malin nie dostaną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To nazbierają poziomek». — Wy, króle! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może wam w zamkach nie znać się, co ziomka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A co malina, co siano a słomka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A co są dziuple, a co pszczelne ule. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wam tylko złoto, złoto, zawsze złoto... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KIRKOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach! nie wierz temu... nieraz my zgryzotą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trapieni w zamkach dnie pędzimy liche. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po stokroć, matko, wolę twoje ciche &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wiejskie życie... Miło na tym ganku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czekać wieśniaczej małżonki, jak lubo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kołysze sercem ten powiew poranku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty taka dobra, choć masz szatę grubą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To mój świąteczny przecie ubiór — proszę! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cycowa suknia!... tylko w święto noszę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Takie ornaty... Wraca Balladyna... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KIRKOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;O! nie widać... lecz matce wiadomo. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz, panie! oto jaskółeczka sina &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamiast wylecić, kryje się pod słomą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I cicho siedzi... Gdyby zaś Alina &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wracała z gaju, tobyś to, mój panie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Usłyszał w belkach szum i świegotanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedna za drugą pyrr... pyrr... lecą z gniazdek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do tej dziewczynki i nad nią się kręcą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niby chmureczka małych, czarnych gwiazdek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nad białą gwiazdką... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KIRKOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dlaczegóż się nęcą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ptaszki do młodszej córki? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Któż to zgadnie?... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idzie Bladyna, widzisz?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KIRKOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jak jej ładnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z tym czarnym dzbankiem na głowie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Balladyna&lt;/em&gt; wchodzi ze spuszczoną głową.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dziewico! &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oddaj mi dzbanek, ja ci zaś nawzajem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daję pierścionek... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;bierze dzbanek&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Balladyna&lt;/em&gt; odwraca głowę. — &lt;em class="person"&gt;Kirkor&lt;/em&gt; kładzie na jej palec pierścionek.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Brylanciki świecą... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KIRKOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oby nam życie było słodkim rajem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idź do komnaty, starym obyczajem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj ci warkocz zaplatają swatki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj świeżymi przetykają kwiatki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A za godzinę, drżącą, uwieńczoną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wezmę z rąk matki, i będziesz mi żoną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kareta czeka, po księdza pojadę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Odchodzi &lt;em class="person"&gt;Kirkor&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Och! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Czegóż wzdychasz? i coś niby blade &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Usteczka ściskasz?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Matko moja droga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wiem, jak wyznać? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cóż, córeczko miła? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy ty już drżąca od łożnicy proga &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciałabyś uciec jak sarneczka?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Siła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złego mam donieść... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ach! nie dasz wiary. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale Alina... Ach... ta siostra młoda &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tak kochana... Ach jaka jej szkoda! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co, córko? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Bo też psułaś ją bez miary. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twoja to wina, że dziś... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Mów, bo skonam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lękam się mówić, może nie przekonam &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ślepej miłości, matki przywiązania. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz któż by myślał, że ta młoda łania &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ucieknie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Córko... Alina? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Uciekła... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie... jak? z kim? — Boże! Matki się wyrzekła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach przewidziałam dawno, że tak będzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakiś obdarty młokos chodził wszędzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za tą dziewczyną, szeptał jej do ucha. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Napominałam. — Wiesz, jak ona słucha &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kazań od siostry... I dziś... z nim uciekła... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyrodne dziecko!... Więc idź aż do piekła! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie pomyślałaś na te stare oczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że będą płakać... dobrze, bo nie będą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płakać po tobie. — Bo matka ma smoczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płód zamiast serca, można serce krajać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To się kawałki węża znowu sprzeda &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak płótna kawał... Chciałabym ją łajać... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeklinać... dręczyć... Ot, wiesz... że te oczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak noże, ot tak... wlepiłabym w łono &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak noże... tylko bez tej łzy, co mroczy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może byś ty mnie widziała szaloną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale co płakać... Nie! nie! nie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;płacze łkając&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Mój Boże! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tak zasmucić!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;O! i tak zasmucić! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zasmucić matkę starą?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;O! mój Boże! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak starą... Ale ona może wrócić. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto wie!... Nieprawdaż, ona wrócić może? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak sama kiedy siądzie przy oświatce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nocą... pomyśli: «Gdzie matka?», a już by &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Serca nie miała, żeby też o matce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie pomyślała nigdy... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Idą drużby... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Słychać weselną muzykę.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak oni grają smutnie i wesoło... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty teraz skarbem moim... daj mi czoło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech pocałuję... Cóż to! jakaś plama, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak krew czerwona? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;z przerażeniem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Krew?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;To od maliny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może... daj... zetrę... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;ścierajcąc&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Matko... zetrę sama. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze jest... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;trąc czoło&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Teraz?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jeszcze — jak rubiny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W twoim pierścionku pięknie sobie świeci. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;na nowo usiłując zetrzeć&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A teraz?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jeszcze jest... by na osieci &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Listek czerwony... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;O! o! to okropnie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daj mi tu czoło, a zetrę roztropnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może to ranka... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wspina się na palcach&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Matko! nie dotykaj &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tej plamy... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Czy cię boli?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie — nie boli... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyniosę wody spod owej topoli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie piją wróble... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Wdowa&lt;/em&gt; odchodzi.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Plamo krwawa, znikaj!... &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wchodzą &lt;em class="person"&gt;Swaty&lt;/em&gt; i &lt;em class="person"&gt;Drużki&lt;/em&gt;, ustrojeni, z muzyką; zbliżają się do &lt;em class="person"&gt;Balladyny&lt;/em&gt;, ta odwraca twarz.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SWATY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;śpiew&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Nie odwracaj czoła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Wstydliwa dziewczyno; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Mąż na ciebie woła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Młodziutka kalino. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Nie odwracaj czoła... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIEWICE&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;śpiewając&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Chcą nam ciebie wydrzeć swaty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Niech cię bronią białe kwiaty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Twego wianka... &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SWATY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;śpiew&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Kwiaty ciebie nie obronią &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Ni białością, ani wonią, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Od kochanka... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Dziewice podają &lt;em class="person"&gt;Balladynie&lt;/em&gt; kosze z kwiatami.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Precz! precz. — Odkąd zaczęły kwitnąć białe róże &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z czerwonymi plamami?... Wynieście te kosze... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Balladyna&lt;/em&gt; ucieka do chaty.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JEDNA Z DZIEWIC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pogardziła kwiatami, które ja przynoszę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja, dawna przyjaciółka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JEDEN Z MŁODZIEŃCÓW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Patrzcie, w pyłu chmurze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błyska złota kareta, jedzie Kirkor z księdzem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGI Z MŁODZIEŃCÓW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przy tej karecie słońce zdaje się mosiędzem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;KONIEC AKTU DRUGIEGO &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/balladyna/"&gt;Juliusz Słowacki, „Balladyna”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Akt drugi</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/szewcy/02/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/szewcy/02/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;AKT DRUGI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Więzienie. Sala przymusowej bezrobotności, przedzielona tzw. „balaskami” na dwie części: na lewo nie ma nic, na prawo — wspaniale urządzony warsztat szewski. W środku na podwyższeniu, odgrodzona ozdobnymi kratami od reszty sali, katedra dla prokuratora, za nią drzwi, a nad nią witraż, przedstawiający „błogosławieństwo pracy zarobkowej” — może być zupełnie niezrozumiała kubistyczna bzdura — wyjaśnia ją widzom powyższa nazwa, wypisana ogromnymi literami. W lewej części sali błądzą szewcy z I aktu jak głodne hieny. Czasem kładą się lub siadają na ziemi — w ruchach ich widać pierwotne umęczenie nudą i brakiem pracy. Często drapią się i drapią jedni drugich w plecy. Na lewo stoi u drzwi &lt;em class="person"&gt;Strażnik&lt;/em&gt;, zupełnie normalny, młody, byczy chłop w zielonym mundurze. Co chwila rzuca się na któregoś z szewców i mimo oporu wywleka go przeze drzwi, po czym zaraz prawie władowuje go na powrót.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STRAŻNIK &lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wskazując w głąb sceny ręką&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jest to sala programowego bezrobocia w celu udręczenia osobników żądnych pracy. Witraż ten &lt;em class="didaskalia"&gt;wskazuje w głąb&lt;/em&gt; przedstawia właśnie na złość błogosławieństwo pracy zarobkowej. Więcej nic do powiedzenia nie mam i do mówienia nikt mnie zmusić nie zdoła. Prostytutki miłosierdzia zostały u nas surowo zakazane. Ludzkość się rozwydrzyła — jeśli tak nie damy rady, wrócimy oficjalnie do tortur.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Akt drugi</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/zemsta/02/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/zemsta/02/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;AKT DRUGI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Pokój jak na początku aktu pierwszego. &lt;em class="person"&gt;Cześnik&lt;/em&gt; siedzi przy stoliku.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub0"&gt;SCENA PIERWSZA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Cześnik&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt; wchodzi, za nim &lt;em class="person"&gt;Wacław&lt;/em&gt;, który zostaje przy drzwiach.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;rzucając się w krzesło&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A bierz licho takie znoje! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ledwie idę, ledwie stoję — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ależ bo to było żwawo! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Diablem gromił w lewo, w prawo — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ledwie żyję. — Każ dać wina, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A starego. — Wyschła ślina — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pot strugami ciecze z czoła — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż me dzieła pojąć zdoła!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja, bom widział. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ha! widziałeś? — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gracko? —
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Gracko — z tyłu stałeś. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z tyłu, z przodu, nic nie znaczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobry rycerz wszędzie straszny.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta bezczelność... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie inaczéj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bezczelności trzeba było, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby walczyć z taką siłą.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Waszeć kłamiesz, mocium panie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tylko słuchaj, słuchać warto: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciałem zdobyć rusztowanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz skoczyłem tak zażarto, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żem się znalazł z drugiej strony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyciśnięty, otoczony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mularzami, pachołkami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hajdukami, pajukami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A — kroć kroci! Jak się zwinę! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak dwóch chwycę za czuprynę! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dalej żwawo młynka z niemi — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak cepami wkoło młócę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ile razy się obrócę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po dziesięciu ich na ziemi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak mi rosła wciąż mogiła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdy z murem równa była, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otworzyłem obie dłonie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I stanąłem na tej stronie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz co jeszcze...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tfy! do czarta!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Podziwienia rzecz jest warta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że uniosłem z sobą jeńca — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz, panie, czekam wieńca.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;spostrzegłszy &lt;em class="person"&gt;Wacława&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż to znaczy? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;ocierając czoło&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Komisarza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pana Milczka w jasyr wziąłem.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A to po co? — jakim czołem? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja zabieram, co się zdarza. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Wacława&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Waszeć z Bogiem ruszaj sobie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I uwiadom swego pana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że jak w jakim bądź sposobie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnie zaczepka będzie dana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To mu taką fimfę zrobię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Iż, nim rzuci wkoło okiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wytnie kozła pod obłokiem. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Waść się wynoś szybkim krokiem.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Poświęć się tu czyjej sprawie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Walcz jak Achil, radź jak Kato, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pozazdroszczą twojej sławie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I sto czartów dadzą za to.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Cześnika&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przebacz, panie, słów niewiele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które wyrzec się ośmielę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jesteś gniewny na sąsiada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że ci czasem na zawadzie...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czasem? — Zawsze! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;On powiada... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech nie słyszę o tym gadzie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Czy nie byłoby sposobu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ustąpiwszy ze stron obu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zapomniawszy przeszłe szkody, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do sąsiedzkiej wrócić zgody?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ja z nim w zgodzie? — Mocium panie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wprzódy słońce w miejscu stanie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wprzódy w morzu wyschnie woda, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim tu u nas będzie zgoda!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dzisiaj umysł niespokojny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za porywczo sąd wyrzeka...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Od powietrza, ognia, wojny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I do tego od człowieka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co się wszystkim nisko kłania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech nas zawsze Bóg obrania.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lepiej nisko niż nic wcale. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brednia! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ale... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie ma ale! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie broń, panie, mieć nadziei... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bronię, do kroć sto tysięcy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I niech o nim nie wiem więcej, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ni o jego
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;ironicznie zmierzając do &lt;em class="person"&gt;Wacława&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;kaznodziei, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo się obom, mocium panie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakem szlachcic, co dostanie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Odchodzi w drzwi środkowe&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub1"&gt;SCENA DRUGA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Wacław&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Diabeł pali w tym Cześniku. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcieć ich zbliżyć czasu szkoda. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mało zysku, dużo krzyku. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tych dwóch ludzi — ogień, woda. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż, paniczu, będzie z nami? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ha, zostanę tu w niewoli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Brałem jeńców tysiącami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co zawiśli od mej woli; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bom lat dziesięć toczył boje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie się lały krwawe zdroje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak, że wkoło na mil cztery &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak czerwone było morze. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam zyskałem i ordery, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tytuły, i honory; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale tego być nie może. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbyt to szczytne dla nas wzory; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś utarczka jest igraszką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A twa wolność będzie fraszką.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja w niewoli tu zostanę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Prawo wstrzymać jest mi dane, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Alem zawsze był wspaniały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjmę zatem okup mały.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja w niewoli zostać muszę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Znaj więc wielką moją duszę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jesteś wolny — idź do diaska. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A za wolność dasz, co łaska.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja zostanę tu w niewoli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale Cześnik nie pozwoli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto mnie ujął, niech mnie trzyma. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ale, bratku, sensu nié ma; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie daj grosza, a idź sobie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pół kroku stąd nie zrobię. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idź, bom gotów użyć broni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;zawsze z flegmą&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ja tylko własnej dłoni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;na stronie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Cóż za człowiek, u kaduka! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Samochcący guza szuka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I mnie jeszcze go nagoni.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Wacława&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bój się Boga — idź do czarta. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie, nie pójdę — tu zostanę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A to jakaś ćma uparta! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;pokazując na sakiewkę&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale patrz no, bratku, co to? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brzęknij tylko. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Złoto? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Złoto. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będzie twoim. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Niech pan siada. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale darmo nikt nie daje. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wielka prawda! — Cóż wypada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Abym zrobił? Gdyż zostaję &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W położeniu arcyciasnym: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za procentem moim własnym &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeba jeździć jak w konkury, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A w kieszeni, panie bracie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo pustki, albo dziury.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kocham Klarę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;na stronie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Otóż macie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I chcę zostać tu przy Klarze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To źle. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;chowając sakiewkę&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Czy źle? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;zatrzymując mu rękę&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Niekoniecznie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale Cześnik w tym zamiarze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będzie pewnie działać sprzecznie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj nie wie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jak się dowie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech mnie przyjmie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Trudno będzie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;brzęcząc złotem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu początek, koniec w głowie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A jak Cześnik na mnie wsiędzie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic nie znaczy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ba! jak komu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wzruszając głową&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dla Klary — komisarza. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jestem Wacław. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Syn Rejenta! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O dla Boga! I w tym domu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Waszmość obu nas naraża, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oba idziem na praszczęta.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Wacław&lt;/em&gt; brzęknął sakiewką.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brzęczy pięknie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Miej za dane, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli w służbie tu zostanę.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ha! spróbuję... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;chce wziąć sakiewkę&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;odsuwając&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Później nieco — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz pamiętaj, że z mej wieży &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szybko kulki na dół lecą — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Fiut z wiatrówki — Papkin leży... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyby zdradzić chęć go jęła.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W skrytym toku tego dzieła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak postąpię, jak należy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie zważając na przymówkę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale, Waciu, jak mnie kochasz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzisiaj jeszcze spal wiatrówkę.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie trać czasu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Idę, idę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;na stronie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Diabeł nadał tryumf taki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coraz głębiej włażę w biédę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W moim jeńcu mam rywala — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przykro z bliska — gorzej z dala — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tamten zamknie, ten zastrzeli — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A bodaj cię diabli wzięli!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wracając ode drzwi&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A sakiewka? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zostać może. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W samej rzeczy? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie inaczéj. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt; wychodzi środkowymi drzwiami.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub2"&gt;SCENA TRZECIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Wacław&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Klara&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Co wyrabiasz, o mój Boże! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeba by mi być w rozpaczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żebym tylko czasu miała.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co się stało? co się dzieje? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jeszcze mi się w oczy śmieje! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja wiem wszystko, bom słuchała — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcesz tu zostać.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cóż w tym złego? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miej rozsądek. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cóż mi z niego? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy już jest dowiedzione, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że rozsądku zwykłą drogą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niezawodnie połączone &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Losy nasze być nie mogą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po cóż w dawnej trwać kolei? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dalej żwawo manowcami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie zadnieje brzask nadziei, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie mniej ciemno jest przed nami! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie rzucajmy na bok okiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo przepaści pewnie wkoło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale w niebo wzniósłszy czoło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śmiałym naprzód idźmy krokiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A jeżeli stałość będzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Towarzyszyć w naszym pędzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mimo sporu, przeszkód wielu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dojdziem przecie kiedyś celu.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dobrze mówisz, idźmy śmiało! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prostą drogą zyszczym mało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przekonałeś, przyjacielu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lepiej mówisz niż dziś rano, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyś ucieczkę z sobą radził. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale nużby cię poznano? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nużby Papkin ufność zdradził?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nie patrz w przepaść, moja droga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu do serca nachyl skronie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prędko zniknie każda trwoga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy w miłości wzrok utonie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zostań zatem w imię Boże, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Masz ode mnie pozwolenie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Twoje, Klaro, nie pomoże, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lubo z życiem równie cenię.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I do stryja trafim może, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A to wolą Podstoliny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo wiedz, iż w tej właśnie chwili &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miłość sobie oświadczyli — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ona skromna, raczka spiekła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale rączkę mu przyrzekła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ująć ci ją łatwo będzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pochlebiając w każdym względzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chwal bez miary rozum, cnoty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piękność, kształtność jej osoby, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A czym zechcesz, w naszym domu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tej zostaniesz jeszcze doby.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z komisarza na pisarza! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zły coś pozór stąd wynika! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ależ znowu, wszak się zważa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Honor służby u Cześnika.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Biegnę, powiem Podstolinie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że ktoś z prośbą tu ją czeka.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;podając mu rękę&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Miej nadzieję — złe przeminie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chwila szczęścia niedaleka.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;odchodzi w drzwi prawe&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub3"&gt;SCENA CZWARTA&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przed godziną z trwogi mdleje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za godzinę — wzorem męstwa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To nie widzi podobieństwa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To ma więcej niż nadzieję. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O płci piękna, luba, droga! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twoja radość, twoje żale &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To jeziora lekkie fale: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedna drugą ciągle ściga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta się schyla, ta się dźwiga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale zawsze w blasku słońca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawsze czysta i bez końca! — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A my dumni władcy świata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mimo siebie pochwyceni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za tym cieniem, co ulata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Całe życie, z chwili w chwilę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przepędzamy jak motyle. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub4"&gt;SCENA PIĄTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Wacław&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Podstolina&lt;/em&gt; z drzwi prawych.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzież suplikant? — O cóż prosi? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;z niskim ukłonem &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu jest natręt. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ty młodzianie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;jeszcze nachylony&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zbyt się winnym może stanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Iż tak śmiało wzrok podnosi... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ha!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co widzę! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;po krótkim milczeniu&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Anna! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wacław! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;z pomieszaniem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wiem wprawdzie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;To spotkanie!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty więc jesteś Podstoliną? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wiedziałżeś? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;jak wprzódy&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Przed godziną... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;na stronie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co tu mówić! — z jakiej roli? — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nie wiedziałżeś, że podstoli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czepiersiński, mąż mój trzeci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech nad duszą Bóg mu świeci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaślubiwszy mnie na wiosnę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już w jesieni leżał w grobie?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak, tak, przypominam sobie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oddał ducha na mym łonie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;roztargniony&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oddał? — tak, tak, oddał pewnie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zapłakałam zrazu rzewnie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie mieć męża mocno boli; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz i smutek w czasie tonie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;roztargniony&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc utonął pan Podstoli... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż powiada? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie powiada? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrze. — Zatem odejść muszę.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;zatrzymując go&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Co on myśli? co on gada? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty szalejesz, na mą duszę!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To być może. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;czule&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ja cię zwiążę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja cię zamknę, drogi książę.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ach, nie powtórz tego słowa! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz, jak wstydem cały płonę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za studenckie przewinienia. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ni tytułu, ni imienia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wacław dalej nie zachowa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo te były —
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cóż? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zmyślone. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wszystko, co do joty. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nie księciem? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ani trochę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż za powód? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Myśli płoche, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szał młodości — chęć pustoty — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jednym słowem, coś bez celu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak to każde głupstwo prawie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ależ miłość twa, Wacławie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;na stronie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siedźże teraz w wilczym dole! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ten rumieniec na twym czole &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak tłumaczyć? — Ja czekałam, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W całej Litwie cię szukałam, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz o księciu Radosławie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nikt nie wiedział, nie mógł wiedzieć.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byłem... młody... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;powtarzając ironicznie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;«Byłem młody?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale biegły w swojej sztuce. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tego nie wiem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Są dowody. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A to jakie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Twoja zdrada. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Żem się zmienił, być to może; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trudnoż kochać nieustannie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz gdy karcić mnie wypada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż przystoi zmiennej Annie? — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie szukałaś zbyt daleko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie czekałaś czas zbyt długi — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podstolemu spadło wieko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już ci Cześnik na usługi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I niech dzisiaj Cześnik ziewnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jutro krajczy będzie pewnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja wyrzutów ci nie robię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Owszem, owszem, szczęść ci Boże, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz co czynić wolno tobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechże każdy czynić może. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdym więc zmieniał czucia moje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szedłem tylko w twoje ślady; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zdradzaliśmy oboje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub też wcale nie ma zdrady.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jestem wdową, mój Wacławie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja żonaty jestem prawie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż ty jesteś, ty zbyt znany? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wacław Milczek. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Syn Rejenta?! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu, w tym domu...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;kończąc&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zabłąkany. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jestem trwogą wskróś przejęta — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W oczach ciemno — serce bije — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak cię Cześnik tu odkryje!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak rywala pozna w tobie!...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, nie znajdzie go już we mnie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nie zapieraj się daremnie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak błagałeś Podstolinę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;By do ciebie wyjść raczyła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czegóż żądasz?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Niechaj zginę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli sam wiem. — Bywaj zdrowa!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;zatrzymując go&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zawsze jeszcze dawna głowa! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stój, nie odchodź!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;na stronie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ach, Papkinie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wziąłeś, wziąłeś mnie w niewolę!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tyś kochany był jedynie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nad sto książąt ciebie wolę! — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do mych komnat chodź w ukrycie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam bezpieczny będziesz, luby, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo cię broni moje życie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo z obrony szuka chluby.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub5"&gt;SCENA SZÓSTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Podstolina&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Wacław&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Klara&lt;/em&gt; z drzwi prawych.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;ujrzawszy &lt;em class="person"&gt;Klarę&lt;/em&gt;, boleśnie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wesoło&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;I cóż? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;To jest... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nic nié ma... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Podstoliny&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czegóż żąda? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;na stronie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co powiedzieć? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;na stronie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrze idzie — już z nim trzyma. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;głośno&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie powinnam może wiedzieć? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O, dlaczego! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wielkiej wagi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest interes jegomości, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Działać trudno bez rozwagi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zatem, proszę, nie mów słowa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że o jego wiesz bytności — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Później całą rzecz wyłuszczę.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;cicho do &lt;em class="person"&gt;Podstoliny&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja odejdę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;podobnież&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ja nie puszczę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;głośno&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Proszę z sobą waszmość pana! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jego sprawa zawikłana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Muszę przejrzeć dokumenta.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Klary&lt;/em&gt;, całując ją w czoło&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A Klarunia niech pamięta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie powiadać nic nikomu.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nikt się w tym nie dowie domu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo nad miarę nam zaszkodzi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Później powiem, o co chodzi.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;odchodzi kiwnąwszy na &lt;em class="person"&gt;Wacława&lt;/em&gt;, który ze spuszczoną głową odchodzi za nią w drzwi prawe&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;sama&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Śmieszniejszego cóż być może, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gdy zwodzić chce zwiedziony! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, jak Wacław w swej pokorze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdał się wzywać jej obrony! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ledwiem, ledwie śmiech wstrzymała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale hola, hola, panno! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do tryumfu nie masz prawa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć początek dobry miała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wygrana przeto sprawa.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub6"&gt;SCENA SIÓDMA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Klara&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak w dezertej Arabiji &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złotosiejny wzrok Febowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niesie skwarem śmierć liliji, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż nakłoni białej głowy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A zebrana na błękicie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płodorodna kropla rosy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wraca zwiędłej nowe życie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I unosi pod niebiosy — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Równo-władna, równo-czynna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prezencyja twoja miła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Starościanko miodopłynna, &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;z ukłonem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dla twojego sługi była. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jużem bliski był zwiędnienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy twe oko wszystko zmienia. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oby kiedyś dały bogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Abym niosąc odwet drogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim czas raźniej machnie kosą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był twym żarem, był twą rosą.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;ukłon głęboki&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;ironicznie całą tę scenę, oddając niski ukłon&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Równie z rytmu jak z oręża &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak sławnego dostać męża &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest zaszczytem białogłowy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale każdy dziś młodzieniec &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miłosnymi, czczymi słowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwykł przeplatać ślubny wieniec, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trudno zawsze dawać wiarę.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Czyż nie wierzyć, wielkie nieba! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że się kocha piękną Klarę? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyliż na to przysiąg trzeba?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że się kocha — nie potrzeba; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A że zawsze równie będzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I przysięga nic nie znaczy.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ach, na serca mego grzędzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech twe ziarnko bujać raczy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A zadatek ten twój mały &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Puści korzeń wiecznotrwały.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W dawnych czasach rycerz prawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lubo zdobion wieńcem sławy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lubo staczał krwawe boje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim oświadczył miłość swoję — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ku czci drogiej swej kochanki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W turniejowe wjeżdżał szranki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam na kopią dzielnie gonił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po dziesięciu zsadzał z koni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dopiero gdy się skłonił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wziąć nagrodę z lubej dłoni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błagał, aby sercu miła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kochać mu się pozwoliła — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;By mu wolno pod jej barwą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kruszyć kopie, miecze ścierać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dla niej tylko żyć, umierać!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z tego stroju i z tej broni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Marsowego znać piastuna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co w rycerskiej zbiegł pogoni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od bieguna do bieguna. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oby moja Artemiza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Światu groźne to żelazo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krwią jak gąbka napęczniałe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przemówiło choć tą razą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wam na wiarę, mnie na chwałę —
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;z coraz większym zapałem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gdzie na skale gród kamienny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie działami mur brzemienny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie bagnetów ostre wały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie sklepienie z dzid i szabli — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam był Papkin — lew zuchwały! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Strzelec boski! — rębacz diabli! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jęk, szczęk, krzyk, ryk, śmierć dokoła — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu bezbronny pardon woła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu dziewica ręce łamie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Matka płacze, dziecię kwili, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale spada moje ramię: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ci, co żywi, już nie żyli.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Klara&lt;/em&gt; parska śmiechem.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przebacz zapał zgrozo-krwawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rycerskiego uniesienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale widzisz: dość mam sławy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brak mi tylko pozwolenia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bym w fortunnych stanął rzędzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Których celem Klara będzie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc zezwalam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;klękając&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Przyjmij śluby... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Hola! teraz lata próby, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W nich dowody posłuszeństwa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wytrwałości i śmiałości.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
O królowo wszechpiękności! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ornamencie człowieczeństwa! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiedz: «W ogień skocz, Papkinie» — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A twój Papkin w ogniu zginie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wstaje&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nie tak srogie me żądanie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Klejnot rycerskiego stanu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pastwą ognia nie zostanie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz powtarzam waszmość panu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Posłuszeństwa, wytrwałości &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I śmiałości żądam próby.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W każdej znajdę powód chluby. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Posłuszeństwa chcąc dać miarę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Milczeć trzeba sześć miesięcy.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic nie gadać? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tak — nic więcéj. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wytrwałości zaś dam wiarę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy o chlebie i o wodzie...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko, przebóg, niezbyt długo. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rok i dni sześć. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;boleśnie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jestem w grobie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;z ukłonem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale zawsze twoim sługą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zaś śmiałości — w tym sposobie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Da mi dowód, kto dać zechce: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W oddalonej stąd krainie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jadowity potwór słynie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Najmężniejszym trwogą bywa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krokodylem się nazywa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech go schwyci i przystawi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moje oko nim zabawi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bom ciekawa jest nad miarę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzieć żywą tę poczwarę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To jest wolą niewzruszoną — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kto spełni, co ja każę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten powiedzie przed ołtarze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tego tylko będę żoną.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;ukłoniwszy się, odchodzi w drzwi prawe&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub7"&gt;SCENA ÓSMA&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;po długim milczeniu&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krrrokodyla! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;ironicznie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tylko tyle! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co za koncept, u kaduka! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pannom w głowie krokodyle, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo dziś każda zgrozy szuka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To dziś modne, wdzięczne, ładne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co zabójcze, co szkaradne! — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dawniej młoda panieneczka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mile rzekła kochankowi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Daj mi, luby, kanareczka» — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A dziś każda swemu powié: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jeśli nie chcesz mojej zguby, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krrokodyla daj mi, luby!»
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;po krótkim milczeniu&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Post, milczenie — wszystko fraszka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Straży przy mnie nie postawi. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale potwór nie igraszka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czart, nie Papkin go przystawi.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;idzie ku drzwiom prawym i spotyka się z wybiegającym &lt;em class="person"&gt;Wacławem&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ha! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nic. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;rzucając mu sakiewkę&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Masz — milcz, bo wiesz! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;chwytając sakiewkę&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wiem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Wacław&lt;/em&gt; odchodzi. Po krótkim milczeniu.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wiem? — Nic nie wiem! — Czy zostaje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy odchodzi, za co daje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wiem wcale. — Wiem, że złoto, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiem, że dając zrobił ładnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale nie wiem, od Cześnika &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy mi na kark co nie spadnie. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiem, jak zdradzę zalotnika, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że z wiatrówki dmuchnąć gotów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale nie wiem, nie wiem wcale, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy na końcu z tych obrotów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od Cześnika łeb ocalę. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiem i nie wiem — sprawa diabla: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tutaj kulka, a tu szabla — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jednak dobrze rzekł pan Benet:
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;podrzucając sakiewkę&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
&lt;em class="foreign-word"&gt;Beatus, qui tenet&lt;/em&gt;.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub8"&gt;SCENA DZIEWIĄTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Papkin, Cześnik z drzwi środkowych.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Winszuj, waszmość, mi sukcesu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzisiaj moje zrękowiny: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już finalnie, bez regresu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słowom dostał Podstoliny.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ja wiem, jak to przyszło drogo: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak ci moją to robotą.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
O! waściną! — Patrzcie no go! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnie się waszeć pytaj o to.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;oglądnąwszy się&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tak mi się tam w dobrą chwilę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nawinęła snadnie, mile, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dała zezek, umizg taki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żem posunął w koperczaki. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ona daléj w ceregiele — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ni siak, ni tak, tędy, siędy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ja sobie coraz bliżej, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śród chychotek, śród gawędy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bliżej... bliżej... cmok! nareszcie —
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;dobrodusznie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A! zrobiłem wstyd niewieście; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak alkiermes wskróś spłonęła — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnie konfuzja ogarnęła — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak że wziąwszy za pas nogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciałem drapnąć za trzy progi. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtedy ona, mocium panie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawołała: «Stój, Macieju — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech się twoja wola stanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja przyjmuję ją w pokorze — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Masz ten pierścień — szczęść nam Boże!»
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daj go kaci! wielka sztuka! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;w złości&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z rewerencją, u kaduka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wskazuje drzwi&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A zawsześ w gniewie skory. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakie by to były spory, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdybym nie miał krwi zimniejszej — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale mówmy o ważniejszej &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz rzeczy.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ja tak radzę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ów młodzieniec od Rejenta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co mnie długo popamięta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bardzo prosi, czy nie może &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przy waszmości zostać dworze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdatny, zwinny, wierny będzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz co z tego?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;tajemnie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Mówią wszędzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że za kołnierz nie wyleje.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nie wyleje czy wyleje — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miejsca u mnie nie zagrzeje: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo nie będę z ziemi zbierał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co Milczkowi z nosa spadnie... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chyba gdyby się opierał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciał zatrzymać samowładnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtedy przyjmę na przekorę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będziesz mógł to poznać snadnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo imprezę inną biorę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za dzisiejszą mą swawolę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I że w murze gdzieś tam dziura, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gotów pieniać mnie szlachciura — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc krzyżową skończyć wolę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pójdziesz wyzwać, mocium panie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Circa quartam&lt;/em&gt; i niech mi stanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U trzech kopców w Czarnym Lesie,
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do siebie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jak mu utnę jedno ucho, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A czej z drugim się wyniesie!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lepiej pisać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A, broń Boże! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam objaśnień, tam namowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam potrzeba tęgiej głowy.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Muszę przyznać się waszmości: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od ostatniej mej słabości &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak zgłupiałem!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;To być może. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zatem... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wykręt nie pomoże. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Miejże, człeku, Boga w duszy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wysyłaj nieboraka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim mu w lesie utniesz uszy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnie tam spotka hańba jaka — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszakżeś mówił dzisiaj rano: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Miłe mi jest jeszcze życie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gotów otruć, zabić skrycie».
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skrycie — nie, na boskim świecie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;niekontent&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ej tam, co tam! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tać ci przecie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnie pod nosem łba nie utnie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Diabeł nie śpi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Bałamutnie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;pokazując powieszenie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A nużby mnie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;grożąc&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Niech spróbuje! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Taką bym mu kurtę skroił!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Diabliż mi tam po tej kurcie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak zadyndam gdzie na furcie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;głaszcząc go&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wiesz co, Papciu — spraw się ładnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A w kieszonkę grubo wpadnie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;całuje go w czoło i odchodzi w drzwi lewe, &lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt;, ze skrzywioną twarzą i kiwając głową, w drzwi środkowe&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/zemsta/"&gt;Aleksander Fredro, „Zemsta”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Akt II</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/wesele/02/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/wesele/02/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;AKT II&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Świeczniki pogaszone; na stole mała lampka kuchenna&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub0"&gt;SCENA I&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Gospodyni&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Isia&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trza rozbirać dzieci spać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;już północno godzina. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ISIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnie sie nie chce spać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;pokil bedom grać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a tamte dziecka śpiom, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;niech se lezom, tak jak som. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chodź tu zaraz. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ISIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Matusiu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jesce ino w kółko raz; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przyjrzę im sie z komina. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie bedzies kcieć jutro wstać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;z łóżka trzeba wyganiać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a do łóżka trzeba gnać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ISIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie, nie póde, matusiu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zaroz bedom cepiny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;muse widzieć cepiny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;matusieńku, matusiu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ino dziś, ino dziś. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ocy ci sie przymykają, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ślipki ci sie mruzom. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ISIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciałabym być duzom: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak cepiny przypinają, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak druhny słuzom. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A przynieś tu lampę haw, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;pozakołysz dziecko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;dobrze mi sie spraw, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to pódzies w kółecko. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub1"&gt;SCENA II&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Gospodyni&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Isia&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Klimina&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLIMINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;w drugiej izbie&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Juz cepiny, juz cepiny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;podciez tam, podciez juz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;na mężatki szyćkie mus. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Obiedwie zaświecają małe łojówki i z płonącymi świeczkami w rękach idą ku Weselu, gdzie się odbywają oczepiny. Po ich odejściu chwilę Isia sama bawi się rozkręcaniem i przykręcaniem lampki i patrzy we światło. Północ bije na zegarze w izbie.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub2"&gt;SCENA III&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Isia&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Chochoł&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHOŁ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto mnie wołał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;czego chciał — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;zebrałem się, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;w com ta miał: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;jestem, jestem &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;na Wesele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;przyjedzie tu &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;gości wiele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;żeby ino wicher wiał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co się w duszy komu gra, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;co kto w swoich widzi snach: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;czy to grzech, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;czy to śmiech, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;czy to kapcan, czy to pan, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;na Wesele przyjdzie w tan. &lt;/div&gt;
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ISIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aj, aj, aj — aj, aj, aj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a cóz to za śmieć?! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHOŁ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tatusiowi powiadaj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że tu gości będzie miał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jako chciał, jako chciał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ISIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ty mi się przepadaj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;śmieciu jakiś, chochole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;huś ha, na pole! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHOŁ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tatusiowi powiadaj... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ISIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Huś ha, na pole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;głupi śmieciu, chochole! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHOŁ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szepnij w ucho mamusie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ISIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wynocha, paralusie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHOŁ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto mnie wołał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czego chciał... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ISIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A, słomiany nygusie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wynocha, paralusie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHOŁ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ubrałem sie, w com ta miał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;sam twój tatuś na mnie wdział, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bo się bał, bo się bał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak jesienny wicher dął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zaś bym zwiądł, róży krzak, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a tak, tak, a tak, tak, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;skądże bym ja sam to wziął... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ISIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idź precz, idź precz, na pole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;huś ha, hulaj, chochole! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHOŁ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto mnie wołał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czego chciał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;. . . . . . . . . . . . . . . . . . &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub3"&gt;SCENA IV&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Marysia&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Wojtek&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odpocnijze haw, Wojtecku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bo i jo tańcem zmęcona. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WOJTEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O mojaś ty, serce, zona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;moja duszo, tak mi smutno &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;o ciebie — idź ta ku muzyce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;hulaj... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak se ta znów nie zyce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;żebym wystoć nie mogła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przy tobie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WOJTEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nagle mi się zawróciło w głowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jakby twoje to wesele było, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;nuci&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;„ale nie nase, Marysiu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;ale nie nase...” &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podź hań, przy dzieciach se siądź, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;pośpij, zaśpisz bolenie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WOJTEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W głowie mi sie zamrocyło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;inom ku muzyce wszed, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i tak mi sie uwidziło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ze łazom koło nos cienie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czarno figura po ścienie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ze światła — o, patrzajże sie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;widzis, jak po wszyćkim goni — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WOJTEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;nuci&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;„Pilnuj, parobku, koni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;pon ci dziewuchę zgoni...” &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przystaw gęby, żonisiu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Smęcisz czego — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WOJTEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Marysiu! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Gdy oboje idą do alkierza w głębi, &lt;em class="person"&gt;Marysia&lt;/em&gt; zabiera lampkę ze stołu. Izba pozostaje ciemna — tylko alkierz oświetlony i od weselnych drzwi smuga światła.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub4"&gt;SCENA V&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Marysia&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Widmo&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIDMO&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miałem ci być poślubiony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;moja ślubna ty. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bywałeś mój narzeczony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przyrzekałeś mi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIDMO&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byłaś dla mnie słońce złote, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;w moim domku zimno mnie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mróz jakisi od wos wionie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zimnem ubiór dmie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIDMO&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ogniem, żarem lico płonie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zaś krew w tobie wre. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miałam ci być poślubiona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i mój ślubny ty. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIDMO&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Maryś, Maryś, narzeczona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;długie moje sny. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ka ty mieszkasz, kaś ty jest? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jechałeś do obcych miest, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czekałam cie długo, długo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i nie doczekałam sie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kaś ty jest, kajś ty jest, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;gdzie ty mieszkasz, gdzie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIDMO&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Goniłem do różnych miest, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;rozhulaniec, pędziwiatr, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ażem gdziesi w ziemię wpad, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;gdzie mnie toczy gad. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O mój Boże, Boże mój, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to juz ciebie tocy gad. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIDMO&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwabiło mnie echo z Tatr, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;otom jest, otom jest, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zwabiły mnie głosy z chat, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;do myśli mi przyszedł gest &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przypomnieć się z dawnych lat; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;domek mój, podobnoś grób, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nie jestem wymagający, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przeszedłem niejedną z prób, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ale żebym ja był trup, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nie wierz, Maryś, bo to kłam; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;żywie Duch, żywie Duch, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wytężyłem cały słuch, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zwabiły mnie głosy z chat. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ka twój grób, ka twój grób? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pono gdziesi zadaleko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nie dobiegnie, nie doleci. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Ona przesłania oczy ręką, on zaś jej, nagły, dłoń odrywa.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIDMO&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łzy mnie palą, łzy mnie pieką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;licho bierz grób mój; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;otom jest, otom twój; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czy pamiętasz jeszcze dzień, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak nas gruszy cienił cień, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tu w tym sadzie, na zieleni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;śród połednia, śród promieni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przy mnie stałaś: w dłoni dłoń — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dawno, dawno, tyle lat. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIDMO&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skłońże ku mnie główkę, skłoń. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hańśmy stoli w dłoni dłoń — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;szedł od ciebie swat. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIDMO&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dawno, dawno, tyle lat. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miałabym tylo wesele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;co jak dziś, jak to dziś. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIDMO&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potańcujmy raz dokoła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;potem zaś znów mus mnie iść. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Som tu twoi przyjaciele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ostań chwile. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIDMO&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Raz dokoła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— — — — — — — — — — — — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;potem to już mus mnie iść: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;mus mnie woła, mus mnie woła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ano dziś nasze wesele; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;raz dokoła, raz dokoła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIDMO&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Taki smutek idzie z czoła... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Takie zimno wieje z ust... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIDMO&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przytul mnie do twoich chust, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przytul mnie do piersi, rąk... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie chytaj sie moich wstąg, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;taki wieje trupi ciąg. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIDMO&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kochaj...! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Precz, nie sięgaj lic. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIDMO&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie broń mi się — nic to, nic... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zimnem dołu wieje strój, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ty nie mój, ty nie mój! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIDMO&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mus mnie woła, mus mnie woła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;raz dokoła... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Stój, ach, stój! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub5"&gt;SCENA VI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Marysia&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Wojtek&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WOJTEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Maryś — jakoześ ty blado — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To światła sie takie kładą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;po twarzy... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WOJTEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Trzęsiesz się cała. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uchyliłam drzwi i stamtąd powiała &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jakaś zawieja — to nic — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WOJTEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A to znów czerwoność do lic &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przyszła — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Z twojego patrzenia; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przytul mnie, Wojtecku, do siebie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wole ciebie, wole ciebie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WOJTEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;nuci&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;„Pójdze, Maryś, po niewoli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;na mój jeden zagon roli”. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub6"&gt;SCENA VII&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Stańczyk&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Dziennikarz&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STAŃCZYK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;idąc&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ktoś się za mną włóczy wciąż. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ktoś przede mną ciągle stąpa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STAŃCZYK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;już był usiadł&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Domek mały, chata skąpa: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Polska, swoi, własne łzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;własne trwogi, zbrodnie, sny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;własne brudy, podłość, kłam; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;znam, zanadto dobrze znam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zacz kto? — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STAŃCZYK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Błazen. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;poznając&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wielki mąż! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STAŃCZYK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wielki, bo w błazeńskiej szacie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wielki, bo wam z oczu zszedł, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;błaznów coraz więcej macie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nieomal błazeńskie wiece; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Salve&lt;/em&gt;, bracie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ojcze, &lt;em class="foreign-word"&gt;Salve&lt;/em&gt;! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szereg dobrych błaznów zrzedł, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przywdziewamy szarą barwę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;koncept narodowy gaśnie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;gasną coraz te pochodnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;które do hajduków ręku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przywiązane żarem płoną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skąpały, zżarły się świece, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a że do rąk przytroczone, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;więc jeszcze palą się ręce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;w tę samą zaklęte stronę. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeba by do służby narodu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;błaznów całego zastępu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;palą się hajduki w męce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;z własnego bólu się śmieją; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;gasną świece narodowe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;okropne rzeczy się dzieją, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;śmiechem i szyderstwem biegu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;obudzić, ośmielić zdolne &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;serce spodlone, niewolne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;które naszą krew zaprawia. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STAŃCZYK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wolicie spać — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;To jedno! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Usypiam duszę mą biedną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i usypiam brata mego; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wszystko jedno, wszystko jedno, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tyle złego, co dobrego, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;okropne rzeczy się dzieją. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzeć na przebiegi zdarzeń — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;dalekie, dalekie od marzeń, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tak odległe od wszystkiego, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;co było wielkie w kraju; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że wszystko, co było, przepadło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bezpowrotnie w mroku zbladło: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to bajki o Trzecim Maju! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Matkę do trumny się kładło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;siostry i rodzinę całą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ksiądz pokropił i poświęcił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;grabarze gruz przywalili; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;epigonów co zostało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;na stypie się weselili &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wesołością, co przeklina; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;w pijaństwie duszę zabili, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a nie mogli zabić serca. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zostało serce, co woła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;spłakane u bram kościoła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;skrwawione u wrót świątyni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i jeszcze w męce okrutnej, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;w czułej litości rozrzutnej &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;samo siebie wini. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STAŃCZYK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Asan jako spowiedź czyni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;spowiedź, widzę, cudzych grzechów; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Acan się zalewa łzami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;duszę krwawi, serce krwawi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ale znać z Acana mowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że jest — tak — przeciętnie zdrowy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jutro humor się naprawi. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gotów mi płakać najrzewniej, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;rozczulać się cudzych grzechów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;u bliskiego widzieć tramy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zbrodnie, brudy, grzechy, plamy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i za swojego bliskiego &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;uczynić publiczną spowiedź. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A! doprawdy! warte śmiechów — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może jeszcze rozgrzeszenie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wziąć kapłańskie z cudzych zbrodni — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wina ojca idzie w syna; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;niegodnych synowie niegodni; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ten przeklina, ów przeklina — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ród pamięta, brat pamięta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;kto te pozakładał pęta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i że ręka, co przeklęta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;była swoja. — Rozbrat wieczny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;duszy z ciałem, ciała z duszą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;w nim się słabi kruszą — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;miecz do walki obosieczny — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;myśmy słabi. — Wielkość gniecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przekleństwo nosi na grzbiecie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zbrodnie nosi, czarne kiry, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;szatę krwawą Dejaniry &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wielkość: Zbrodnia; Małość: podła — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakaż nasza dzisiaj Wola?! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czarodziejska dłoń ogrodła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nasze pola. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STAŃCZYK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Łzy ze źródła! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyle żalów o nieswoje!? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A cóż tobie niepokoje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tych, co w grobach leżą? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myślisz — że się trupy odświeżą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;strojem i nową odzieżą — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a ty z trupami pod rękę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;będziesz szedł na Ucztę-mękę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i jako potrawy żuł, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czym się tylko kiejś kto truł; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wsączał w siebie i pił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czym tylko kto gdzie gnił; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czy to ma być twoja krew?! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moja krew, moja krew — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czy ja wiem — okrzyk mew, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;gdy gonią ponad skały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;okrzyk mew osmętniały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;żałośliwy, straszny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;gdy od brzegu odbiegły daleko. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Morze ciche, strop się chmurzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ale burza i orkan daleko. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko głuchość i pustka bezmierna — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a tu skrzydła rozchwiane do lotu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nie pragną, nie pragną powrotu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i wiedzą, że tam, gdzie dążą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wylądu szukać daremno; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przekleństwu swojemu wierne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;lecą — i nie śmieją ustać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;aż krew do ust pocznie chlustać &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ze znużenia — wtedy padną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;łzą niepożegnane żadną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bo śmierć ulga, ulga zgon. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STAŃCZYK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaśpiewałeś kruczy ton; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tobież tylko dzwoni w głuszy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;pogrzebowych jęków dzwon? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— — — — — — — — — — — — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A słyszałżeś kiedy, z wieży &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak dźwięczy i śpiewa On? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zygmunt, Zygmunt... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STAŃCZYK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dzwon królewski: — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siedziałem u królewskich stóp, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;królewski za mną dwór: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;synaczek i kilka cór, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Włoszka — a wielki chór &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;kleru zawodził hymny; — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a dzwon wschodził. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzali wszyscy w górę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a dzwon wschodził — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zawisnął u szczytów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i z wyżyn się rozdzwonił: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;głos leciał, polatał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;kołysał się górnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wysoko, podchmurnie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a tłum się wielki pokłonił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pojrzałem na króla, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a król się zapłonił... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzwon dzwonił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— — — — — — — — — — — — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A toć on nam tętni dziś, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak grzebiemy, kto nam drogi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zwołuje nas, każąc iść &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;posłuchać kościelnych szumów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;w wielkim zamęcie rozumów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;w wielkim modlitew rozjęku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On pan, ten dzwon królewski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nieustający w brzęku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;o pękniętym sercu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nasz ton. — Nad przepaścią stoję &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i nie znam, gdzie drogi moje. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STAŃCZYK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byś serce moje rozkroił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nic w nim nie najdziesz inszego, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jako te niepokoje: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;sromota, sromota, wstyd, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;palący wstyd; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jakoweś Fata nas pędzą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;w przepaść — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ty Wid! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STAŃCZYK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ja Wstyd!! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piekło wiem gorsze niż Dante, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;piekło żywe. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Żyję w Piekle! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STAŃCZYK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Społem w przepaść! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Społeczeństwo! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oto tortury najsroższe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;śmiech, błazeństwo — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to my duchy najuboższe. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;„Społem” to jest malowanka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;„społem” to duma panka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;„społem” to jest chłopskie „w pysk”, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;„społem” to papuzia kochanka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;próżność, nadczłowieczeństwo — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i przy tym to maleństwo: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;serce pęknione, co krwawi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STAŃCZYK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Asan prawi — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jako najwalniejsi gębacze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;odrośl od tych samych pni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;z moich dni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wolałbym już stokroć razy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;policzone dni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;niż ten bieg, bieg, pęd, gonitwa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ku przepaści, otchłani, zawrotom! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, kresu, ach, kresu lotom! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stacza się sercowa bitwa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;opadam coraz na głazy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;mrze na ustach modlitwa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ach, kresu, ach, kresu lotom! — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechby się raz wszystko spali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zetrze się, na proch się zsypie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak kolumny, na gruz się rozwali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;byśmy padli potruci &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jadami w pogrzebowej stypie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;niechajby się raz wszystko spali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i te nasze polskie posty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;dusz do polskich świętych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i te nasze tęczowe mosty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czułości nad pustką rozpiętych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;malowanki Częstochowskie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;w koronach — i wszystkie Wiary! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieszczęścia wołam!! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STAŃCZYK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Puszczyku... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może by Nieszczęście nareście &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;dobyło nam z piersi krzyku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;krzyku, co by był nasz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;z tego pokolenia. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, Sumienia, Sumienia! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już było tych prawd bez liku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;dla nas — Prawdy czy Fraszki?? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stoimy u polskich granic, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a mamy obecność za nic, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;od talentów zawisłe igraszki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STAŃCZYK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Puszczyku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgrałeś się przy zielonym stoliku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czy z kobietami w gorączce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;opętałeś duszę mdłością &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i w tej momentu palączce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;oślep gnasz we własne próchno. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdy na nie wichry dmuchną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;rozleci się zgasłe próchno, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zamurują się otchłanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i krzyk i jęk, i wołanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zda ci się błazeństwem duszy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;które nikogo nie skruszy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;które zeżre siebie samo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a trzewia mu gniciem cuchną. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znam ja, co jest serce targać &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;gwoźdźmi, co się w serce wbiły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;biczem własne smagać ciało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;plwać na zbrodnie, lżyć złej woli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ale Świętości nie szargać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bo trza, żeby święte były, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ale Świętości nie szargać: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to boli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Tragediante&lt;/em&gt;... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STAŃCZYK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Commediante&lt;/em&gt;, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;dla ciebie błazeńska laska. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piastujesz ją, piastun stary; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;znasz tylko: &lt;em class="foreign-word"&gt;status quo ante&lt;/em&gt;; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;błazeństwo z tobą się zrosło. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STAŃCZYK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oto naści twoje wiosło: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;błądzący w odmętów powodzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;masz tu kaduceus polski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;mąć nim wodę, mąć. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Fatum nas w obłędy wodzi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;u rozstajnych dróg zły Duch! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu moje rozstajne drogi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ty mój Duch-zły — demon, Szatan; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;błazeństwem ja z tobą zbratan, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;byłem ci duszą poswatan, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nim dusza stała się trup; — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a teraz mi pachnie grób, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czuję trąd. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STAŃCZYK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Naści; rządź! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Masz tu kaduceus polski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;mąć nim wodę, mąć. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie chcę żadnych więcej prób. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Serce miałem kiedyś młode, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;porwałeś mi serce młode, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wlałeś jad goryczny w krew. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie widzę, nie widzę dróg, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zaćmił mi się Bóg... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STAŃCZYK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Fata pędzą, pędzą Fata — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wielkość — Nicość — pusty dzwon, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;serce strute — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;uderzyłeś błazna ton: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;moją nutę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kłam sercu, nikt nie zrozumie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;hasaj w tłumie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Masz tu kaduceus, chwyć! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rządź! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mąć nim wodę, mąć! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na Wesele! Na Wesele! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idź! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mąć tę narodową kadź, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;serce truj, głowę trać! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na Wesele! Na Wesele! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Staj na czele!!! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub7"&gt;SCENA VIII&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Dziennikarz&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Poeta&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może z mętów się dobędzie człowieka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;może minie palączka i głód; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ot, kaleka ja, ot, ja kaleka: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;każdy dzień piekielny trud. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Młodości! wyrwi mię z cieśni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;oplatają mnie grzyby i pleśni; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;o Młodości, jakożeś daleko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a to jeszcze wczora, prawie wczora... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóżeś tak się rozżalił, rozpalił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czy cię jakie przemieniły cuda? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A przeszedł tu koło mnie cień, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;cień goryczy pełen wielkoluda &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i ostawił mi laseczkę kaduczą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie przeczę, że rozmyślania uczą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ale cóż tak sobie żalisz serce? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Och, w okropnej jestem poniewierce; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;po torturach mię duchowych włóczą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;więżą mnie konwenansowe szpangi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;oto droga utarta do rangi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a ja gardzę, ja gardzę, ja plwam &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;na to wszystko, ze serca szczerego — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i nie zdołam rozerwać obroży, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a wstrętów coraz się mnoży &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i cokolwiek słyszę, to mnie drażni. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjaźń farsą, Litość: kłam, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a słyszę, że gadają o przyjaźni. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miłość farsą — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;słyszę wkoło półszepty miłości. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kłamstwo Szczerość, a widzę tu gości &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i muzyki słyszę swoje, polskie, nasze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i po ścianach złożone pałasze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;obrazeczki, sceny narodowe. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To mnie drażni i męczy, i boli: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy my mamy prawo do czego?!! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy my mamy jakie prawo żyć...? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;My motyle i świerszcze w niewoli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;puchnąć poczniemy i tyć &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;z trucizny, którą nas leczą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tę naszą dolę kaleczą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;widzieć i trupem gnić... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozżaliłeś się, działa muzyka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to się koło widzeń zamyka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i działa na nerwy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Na nerwy!? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na nerwy działa te, na te sieci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;które mają duszę w uwięzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że gdy tak mi grają bez przerwy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zdało mi się, że moja dusza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ze mnie wyszła i koło mnie świeci. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdawało ci się — sam mówisz przez to, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że o jedno złudzenie więcej. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poezjo! — tyś to jest spokojną sjestą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;chcesz mnie uśpić, znieczulić, zniewolić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;byle słówka nie wyrzec goręcej. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, nie ukrywaj — nie udawaj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ty sameś w ogniu — to maska &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ten pozorny spokój — to kłam. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A! ta muzyka tak brzęczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak z ula dzwonienie pszczół — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a my jak szerszenie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to mi się rzuca do garła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ta duża wesołość narodowa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to mi się rozszerza głowa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;szumem, gwarnością, zawrotem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i nawet mi jest wstrętny ból. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daj rękę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ech, daj mi pokój — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wyjdę za próg — jak wieje od pól... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powietrza, powietrza!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Daj dłoń... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daj mi spokój! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub8"&gt;SCENA IX&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Poeta&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Rycerz&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Otwarła się toń! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Upomina się o swoje Umarła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szumem, gwarnością, zawrotem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;idzie ku nam z powrotem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jakaś Przemoc wrotom grobu się wydarła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;oto, słyszę, woła: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RYCERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Daj dłoń!! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Puszczaj! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RYCERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ty mój! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Puszczaj! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RYCERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ty mój!! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żelazem owita ręka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;żelazem zakryta skroń. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RYCERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbieraj się, skrzydlaty ptaku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nędzarzu, na koń, na koń, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przepadnie przekleństwo, męka! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co mówisz, okropne widziadło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;na koń? — gdzie? — jak? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żelazna twoja dzwoni szczęka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;żelazna więzi mnie ręka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RYCERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koń, zbudź się, ty żak, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ty lecieć masz jak ptak! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bioręć w pętle. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Na arkan mnie wiąże! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RYCERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poznasz, ktom jest, gdy zaciążę — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ty więzień mój, mnie służ; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;biorę przemocą, Ja Moc: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;za mną, przede mną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ognia kurz; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;po drogach, po których lecę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;drzewa się palą jak świece, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ciskają się błyskawice, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak lecę, Duch: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wytężaj, wytężaj słuch! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Puszczaj, przepadaj w Noc — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;o, ręce, ręce martwieją... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RYCERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty mój! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Precz. — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RYCERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Słysz grom... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zatrzasnął się cały dom... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RYCERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A czy wiesz, czym ty masz być, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;o czym tobie marzyć, śnić? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sen, marzenie, mara, wid. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RYCERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jutro dzień! przede dniem świt! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiesz ty, czym ty mogłeś być? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słowo, Widmo gończe! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RYCERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zwiastun!! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głos jak marzeń moich piastun; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rycerz, Widmo, urojenie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przyoblekło szatę żywą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RYCERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krwi, krwi pragnę, krwawe żniwo! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wracam do dom w noc szczęśliwą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;w noc ponurych wichrów łkań. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niosę dań, orężną dań. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wracasz do dom ze snów, z dali... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RYCERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z dali, hen z zaświatów, z prochów. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeszedłem ogień, co pali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przeszedłem zapady lochów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ścigam, gonię, moc roztrwonię. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niosę dań, orężną dań. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W noc ponurych wichrów łkań &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wstajesz z lochów, z prochów, skał... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RYCERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na głos mój ty będziesz drżał: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grunwald, miecze, król Jagiełło! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hajno się po zbrojach cięło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a wichr wył i dął, i wiał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;stosy trupów, stosy ciał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a krew rzeką płynie, rzeką! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam to jest!! Olbrzymów dzieło; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Witołd, Zawisza, Jagiełło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tam to jest!! — Z pobojowiska &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zbroica się w skibach przebłyska, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;żelezce, połamane groty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;drzewce powbijane do ciał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;z trupów zapora, z trupów wał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;rycerski zgotowiony stos: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ofiarnica — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tam leć — tam chodź, tam leć!!! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;brać z tej zbrojowni zbroje. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;kopije, miecz i szczyt &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i stać tam wśród krwi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;aż na ogromny głos &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bladością się powlecze świt, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a ciała wstaną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a zbroje wzejdą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i pochwycą kopije, i przejdą!!! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spiesz, tam leżą stosy ciał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przeparłem trumniska wieko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czas, bym wstał, czas, bym wstał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łzy mnie pieką, łzy mnie pieką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czymże bym ja tam być miał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RYCERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niosę dań, orężny szał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dech twój zimny, dech grobowy... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RYCERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzaj w twarz, patrz mi w twarz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ślubuj duszę, duszę dasz. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za przyłbicą pustość, proch; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;w oczach twoich czarny loch, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;za przyłbicą Noc; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zbroja głuchym jękiem brzękła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RYCERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miecz, miecz, siła nieulękła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;patrzaj w twarz, patrzaj w twarz; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ty mnie znasz. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ktoś jest? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RYCERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Moc. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;— — Przyłbicę wznieś! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RYCERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rękę daj. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Duszę weź. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RYCERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz!! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Śmierć — — — Noc! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub9"&gt;SCENA X&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Poeta&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Pan Młody&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potęga, wieczysta Potęga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moc nieprzeparta!! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O czym mówisz — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Niedołęga &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;byłem — a dzieła to mitręga &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;próżna — mgła nic niewarta. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz naraz się koło mnie zapaliło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i gore — i piersi się palą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zdaje mi się, że słyszę gdzieś górą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak skały się padają &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i w otchłań z łoskotem się walą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będziesz sonet pisać czy oktawę? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie — przewiduję inszą zabawę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;poczułem na szyi arkan — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Polska to jest wielka rzecz: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;podłość odrzucić precz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wypisać świętą sprawę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;na tarczy, jako ideę, godło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i orle skrzydła przyprawić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;husarskie skrzydlate szelki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;założyć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a już wstanie któryś wielki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;już wstanie jakiś polski święty. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zajmujące. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ty tematem zajęty. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myślałżeś ty co więcej &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;niż poemat? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może ja to myślę goręcej &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i w tej chwili to jeszcze się pali — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jeszcze — a jutro się zawali &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;w gruz ten pożarny gmach. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A! chciałbym wstąpić w to Piekło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Rozpalony. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Piekło żywe &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;w tej chacie, w zaklętym dworze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piekło gorze! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A to coże?! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub10"&gt;SCENA XI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Pan Młody&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Hetman&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Chór&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHÓR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hej, panie, panie Branecki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nie żałuj grosika, nie żałuj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;pocałuj się z nami, pocałuj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nie żałuj dukacika, nie żałuj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;dajże go nam z tej kieski! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HETMAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ha, szatańce, sztab moskieski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;znajcie pana, bierzcie złoto, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nie stoję ja pan o złoto; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;piekielna mnie dziś gospoda: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;hulaj dusza, z wami zgoda. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHÓR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hulaj dusza, z nami w zgodzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;potańcujemy w gospodzie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;pocałuj się z nami, pocałuj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nie żałujta, hetmanie, kieski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;braliśta pieniążek moskieski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;hej, hetmanie, hetmanie Branecki!! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HETMAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bierzcie złoto, pali złoto. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHÓR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pali pieniążek moskieski? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HETMAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piekielna mnie dziś gospoda: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;diabły moją piją krew; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;szarpają mi pierś, plecyska, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;psy zjawiska, łby ogniska; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;szarpają, sięgają trzew! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wojewoda! Wojewoda! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HETMAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Puszczajcie, litości! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jezu!! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub11"&gt;SCENA XII&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Pan Młody&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Hetman&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HETMAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ha, przepadli kędyś diabli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ktoś się doli ulitował; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;rana jeno straszna boli — — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;puste żale, mnie nie szkoda, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bo ja pan, piekielny pan, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;drwię z serdecznych ran. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Setkę lat przez puszczę gnam, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przez bór gonię, gęsty las, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przez ugory, łąki, błoń — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;upałami bije skroń, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;młotami serce wali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ogień wnętrzności pali — — — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każ muzyce dla mnie grać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;mnie na Piekło stać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja pan, ćwierć kraju mam w ręku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a jak kto po cichuteńku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;powie „Jezus” — ja wolny na chwilę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;powietrzem się zasilę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;odetchnąłem piersią całą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bierz ty, ile złota zostało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;patrz, oto niecki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;diabli mi to kazali nieść; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;co noc tak świeżych nasypią, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a sztabowi, czerńcy przeklęci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;krzyczą za mną: panie Branecki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nie żałuj; — krew moją chlipią — — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Masz! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hetmaniłeś ty, hetmanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;chocia byłeś łotr, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i sam król był tobie kmotr; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przewodziłeś, przewodziłeś, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a my dzisiaj w psiej niewoli: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nie hetmany, strzęp, łachmany, gruz; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;duszę ziębi mróz; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ciebie ogień, ogień pali — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przecz już nic nas nie ocali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ani król, ani ból, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ani żale, ni płakanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;hej, hetmanie, hej, hetmanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;dzisiaj to mój dzień miłości... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HETMAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czepiłeś się chamskiej dziewki?! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Polska to wszystko hołota, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tylko im złota; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;trza było do bękartów Carycy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;iść smalić cholewki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;byłać ta we mnie cnota. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Asan mi tu Polski nie żałuj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jesteś szlachcic, to się z nami pocałuj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jesteś wolny! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bierz cię diabli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HETMAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gębuj, widzęś nie przy szabli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub12"&gt;SCENA XIII&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Pan Młody&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Hetman&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Chór&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HETMAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ścigają psy, kąsają psy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHÓR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeklęty ty, przeklęty ty. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HETMAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Sursum corda&lt;/em&gt;, serce żreją — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;serce mi wyjmują z trzew. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHÓR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaprzedałeś kraj, ty lew; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;złotem pysk ci zaleją! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złoty pan, weselny pan, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;pójdźże w tan, pójdźże w tan! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HETMAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złoto pali, złoto war; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;sursum corda&lt;/em&gt;, wiwat Car! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHÓR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lejcie mu do pyska żar, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;sięgajcie mu dłońmi trzew. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HETMAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piją krew, żłopają krew, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;cielsko drą po kawale! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHÓR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złoty pan, weselny pan, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pójdźże w tan, dalej w tan: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;na Weselu hula Śmierć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;garniec pereł, złota ćwierć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zaprzedałeś Czortu kraj. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HETMAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żłopią krew Czarty Moskale, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;sursum corda&lt;/em&gt;, wiwat Car! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHÓR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Huś ha, huś — haj go, haj! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pójdźże w tan, dalej w tan! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złoty pan! weselny pan! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub13"&gt;SCENA XIV&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Pan Młody&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Dziad&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyle się przewlekło mar &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;z okropnym śmiechem Piekła... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIAD&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż wam to? cóż wam to? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy was panna młoda urzekła? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oj, tu Diabły, ze samego Piekła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;włóczyły przede mną człowieka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ach, powietrza, tchu... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIAD&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cóż pon ucieka? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub14"&gt;SCENA XV&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Dziad&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Upiór&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIAD&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;za &lt;em class="person"&gt;Panem Młodym&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miałem rzec, cosi miałem rzec: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczęść Boże przy weselu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;UPIÓR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjacielu, przyjacielu... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIAD&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto! ty we krwi! precz, piekielny! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;UPIÓR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja weselny, ja weselny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;dajcie, bracie, kubeł wody: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ręce myć, gębe myć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;chce mi się tu na Weselu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;żyć, hulać, pić. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIAD&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Precz, przeklęty, precz, przeklęty. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;UPIÓR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dajcie, bracie, kubeł wody: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;gębe myć, ręce myć... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIAD&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krew na sukniach, krew na włosach... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;UPIÓR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie pyskuj, nie powtarzaj. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już, już wiedzą o tym w niebiosach. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;nuci&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;„A stało się to w Zapusty”. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIAD&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Precz, przeklęty, precz, przeklęty. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;UPIÓR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeno ty nie przeklinaj usty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;boś brat — drżyj! ja Szela!! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyszedłem tu do Wesela, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bo byłem ich ojcom kat, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a dzisiaj ja jestem swat!! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Umyje się, wystroje się. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dajcie, bracie, kubeł wody: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ręce myć, gębe myć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;suknie prać — nie będzie znać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;chce mi się tu na Weselu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;żyć, hulać, pić — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jeno ta plama na czole... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIAD&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cholera! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;UPIÓR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zaraza, grób. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIAD&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Precz, precz, ty trup! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;UPIÓR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzisz, w orderach chodzę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIAD&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O! plamy na podłodze od nóg. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;UPIÓR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To krew, obmyję próg, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;dajcie ino, bracie, wody, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;kubeł wody — gębe myć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;suknie prać — nie będzie znać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIAD&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeklęty! Maryjo, strać! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;UPIÓR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gadu, gadu, stary dziadu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;trza się do roboty brać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;kubeł wody, gębe myć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nie bede próżno stać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;na Wesele, na Wesele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;podź tańcować, bośma brać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;. . . . . . . . . . . . . . . . . . &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub15"&gt;SCENA XVI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Kasper&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Kasia&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Jasiek&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kasiu — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASPER&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Kasiu — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cóz ta, Jasiu? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo to widzis, Kasiu, że to — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tak mnie ciągnie bez pół. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASPER&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pódź, Kasicko, ku mnie, cosi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;mom ci sepnonć. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co, że co — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASPER&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Radź, co z nami — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiej na ogrodzie rosi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASPER&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiejbyśmy byli sami!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kasper — idze pod stodołę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po co? — Idze ty. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASPER&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wis, bracie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;idź ty pirwy — namość słomę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjdziewa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cóz sie trzymacie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;lgnies do niego — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASPER&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;To sie zeń. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do zeniacki pirsy leń, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a wpół chyci, zwyobraco. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASPER&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest ta Kasie chycić za co. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Juz bym do wos nic nie cuł — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ino ciągnie mnie bez pół. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przynieś wódki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASPER&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Naści grosz. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaros, juści racje mos, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;lece! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub16"&gt;SCENA XVII&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Kasper&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Kasia&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiedziałam tak na hece. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASPER&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kasiu, dyć to k’sobie miło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;byśwa poszli spolnie ka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na ogrodzie sie zrosiło — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak kces gęby, na — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASPER&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ino by najmilej było &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;k’sobie, Kasiu, byle ka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Juści, miło, Kaspruś — co? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;k’sobie — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASPER&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ano — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Juści... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASPER&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zaś. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Splezła mi się wstązka kaś — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASPER&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wstązka od gorseta? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie ta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przewiązka spodnicki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASPER&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kabyśwa pośli, Kasicko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;mojeś ty palące policki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;nuci&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;„Ino mi się nie broń dziś, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;jutro mozes sobie iść”. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub17"&gt;SCENA XVIII&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Kasper&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Kasia&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Nos&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;NOS&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;z flaszką i kieliszkiem&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W twoje ręce. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASPER&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Podziękować. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;NOS&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A dej Kasię pocałować. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASPER&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W twoje ręce! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Podziękować! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;NOS&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A teraz pocałuj z woli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ej ta, cóz to — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;NOS&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie zaboli — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kasiu, dziwcze, co za dąs, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i on, i ja gołowąs; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;chcesz go, to ci go nie bronię; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;niedobrze ci w tej koronie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pódzies pon, patrzcie go, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ledwo przysed, juz by kcioł. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;NOS&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Adie&lt;/em&gt;, druhna, jak nie, to nie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASPER&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cało flaszkę bestia schloł. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub18"&gt;SCENA XIX&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Panna Młoda&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Pan Młody&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA MŁODA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Och, mójeśty, juz nie mogę tańcować, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a tańce, nie chciałabym żałować &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jutro, że dzisiaj nie dosyć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak dzisiaj, że nie dość wczora, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ażem osłabła, aż prawie chora, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ino, że mi nie trza doktora, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ino tańca — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak paciorki różańca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;taniec jeden, jak drugi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jednaki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a łańcuch taneczny długi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;do rana, a od rana do nocy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA MŁODA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pokiel starcy piecywa i kołocy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;hulać, hulać w kółecko, tańcować... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A pocałuj, bo będziesz żałować. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA MŁODA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak ci mnie to granie tkliwi — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poczekaj, będziemy szczęśliwi — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA MŁODA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mój ty Boże — ! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W jakim dworze; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;postawimy se dwór modrzewiowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;brzózek przed oknami posadzę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA MŁODA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brzoza straśnie sybko pusco, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;het ściany we trzy roki ocieni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będziemy se siedzieć w zieleni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;będziemy se siedzieć w maju, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;we kwitnącym sadzie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA MŁODA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W paradzie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;nuci&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;„A jak będzie słońce i pogoda, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;słońce i pogoda...” &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA MŁODA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;nuci&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;„Pójdziemy se razem do ogroda — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;będziemy se fijołecki smykać...” &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub19"&gt;SCENA XX&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Dziennikarz&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Zosia&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ZOSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Aa! — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ZOSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Bardzo ciemno. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie widno. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ZOSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmęczonam, wciąż w kółko, w kółko... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I cóż? chłopy pani nie brzydną? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ZOSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wiem — nie; — patrzę na ludzi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak na przeróżnych ludzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A tak się serduszko budzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ZOSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzę i usypiam serce; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to ładne — to bardzo górne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ale z tego co? — ja czuję, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;muru głową nie przewiercę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a jak widzę w lichej poniewierce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;rzeczy górne i piękne, i czułe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;to mnie boli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A ten ból przechodzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ZOSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A pan ma swoją bibułę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;żeby ból każdy przeszedł. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Epidemia. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ZOSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan nie wierzy, co nieprzewidziane? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wie pan, ojczyzna to chemia; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;serce, jak się czego uczepi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to dynamit. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Coraz lepiéj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jeszcze jeden taniec w kółko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a edukacja skończona. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ZOSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie byłabym ja chłopu żona; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nikt mnie w śluby nie poprosi — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ale myślę, panie redaktorze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że tam w tej wiejskiej komorze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;w półblasku kuchennej lampy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że tam mój taniec coś znaczy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy sama to pani uznać raczy... — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ZOSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan skąd się tu bierze? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja się patrzę, lubię i nie wierzę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;za to wierzę w panią. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ZOSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Za co? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za tę minkę, oczy, gest. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ZOSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podobam się? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;W tym coś jest. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub20"&gt;SCENA XXI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Poeta&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Rachel&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To pani, o, proszę wejść. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RACHEL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idę za panem jak cień; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;pan się może śmiać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ale mnie się wymarzyło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że się tu zaczyna coś dziać — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może — a w tej chwili na dworze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;pani mi się z dala pokazała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak płomieniste widziadło. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RACHEL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byłam w ten szal owita cała &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i w świetle ode drzwi, ot tak. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Noc nasze przeinacza widzenia. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RACHEL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja prawie że jestem w trwodze — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a wie pan, że się zwróciłam w drodze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bo mi w poprzek ścieżki przeszła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jakaś osoba... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To są ludowe baśnie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RACHEL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chodzą hałaśnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;w huczącym wichrze; pan widzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jaki się huragan zrywa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak świszczy i drzewa szamoce — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zatrząsł szybami; — patrz pani, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czego nie dostrzegam w ogrodzie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RACHEL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak bardzo ciemno... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ktoś wyrwał krzew różany. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RACHEL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy ten, co był w słomę odziany? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;No ten chochoł. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RACHEL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ktoś połamał? — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a myśmy, cośmy to chcieli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;z nim — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Myśmy lecieli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;na lep poezji — i teraz &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;dwór się od poezji trzęsie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;odbywa się wielkie darcie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;piór wszelijakiego drobiu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;grunwaldzkie duchowe starcie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;lecą pióra orle, pawie, gęsie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wnet ujrzymy husarię i króla; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zatrzęsło się tu ze wszech jak do ula. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RACHEL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W powietrzu atmosferyczna zmiana: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;chata stała się rozkochana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;w polskości — właściwa skala: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;żar, co się duchem udziela, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;co się na powietrzu spala &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak garść lnu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dawno nie miałem snu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak ten wieczór, jak ta noc. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RACHEL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przedziwna, przedziwna Moc, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;te potęgi walczące, ten wiatr, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jakieś prastare siły. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Hen z Tatr &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przylatują ku mnie przypomnienia! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skrzydeł! — nad ten las z kamienia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;lecieć — w górę — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RACHEL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Na szczyty! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Walküra! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RACHEL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dzisiejsze sny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;po tej nocy nieprzespanej, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;będą cudne — bo oczy patrzące &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;stały się figurami ludne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;które się niełatwo zatrzeć dadzą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chodźmy patrzeć! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub21"&gt;SCENA XXII&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Gospodarz&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Kuba&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KUBA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakiś pon, jakiś pon &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zsiadają z siwka w podwórzu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;koń ogromniec... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Weźcie konia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;razem ze Staszkiem ku szopie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;podrzućcie co żryć. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KUBA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A pon musi wielgi być: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ubiory na nim czerwone, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;siwa broda a lira u siodła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak te dziady z Kalwaryje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;co nosą lirę u pasa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech pon wyjdą w sień. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bania się z gośćmi rozbiła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;w ten weselny dzień; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;kogóż ta ciekawość przywiodła? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Latarkę zaświeć! — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KUBA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jak żyje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jeszczem takiego Polaka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nie ujzoł — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Bo żyjesz mało; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jeszcze duża takich Polaków ostało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;co są piękni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KUBA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kaz się to wszyćko kryje? — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O, zaroz będzie latarka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ino sie przypiece siarka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub22"&gt;SCENA XXIII&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Gospodarz&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Gospodyni&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Kuba&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszysz, ponoś ktoś w gościnę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jakiś jakby wielki gość... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu drzwi zawrzes — tam se gwarzcie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jo już mom tych tańców dość; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a cóż ty mos za tęgom minę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;coś ty jakisik niepewny — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ino, matuś, zaś nie swarzcie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ja tak dziś przy Weselu rzewny; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jakiś gość nie lada jaki... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu drzwi zawrzes, tam se gwarzcie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto to taki, kto to taki — — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub23"&gt;SCENA XXIV&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Gospodarz&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Wernyhora&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sława, panie Włodzimierzu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zjechałem tu gość. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spocznij, Wasza Mość; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;żona stroi się w alkierzu... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ostań, panie Włodzimierzu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żona stroi się w alkierzu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;niespodziany gość, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;właśnie była przy pacierzu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bo się dziecka kładło spać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechajże żona w alkierzu... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo się dziecka kładło spać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a ci nie przestają grać: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak wesele, to wesele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to nie będą w miejscu stać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ot, tu żona jest w alkierzu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechajże żony w alkierzu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;niechże tańcuje Wesele. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siądźże, panie Włodzimierzu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;mam Asaństwu nowin wiele: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pomówimy o Przymierzu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ano proszę, bardzo proszę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siadaj. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Siadam — zacny gość — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bardzo proszę, bardzo proszę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ceremonii dość. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja z daleka — hen od kresów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;konia zgnałem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Podły czas. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A do wszystkich spadłych biesów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;toście tu są pierwszy raz; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;któż was zwabił w taki czas? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A do wszystkich spadłych biesów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;żeście tak niespodziewanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;w noc i na to weselisko &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zechcieli tu, Ichmość Panie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z daleka, a miałem blisko &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i wybrałem Weselisko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;boście som tu jakoś wraz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i wybrałem Ichmość Mości &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;dom, gdzie ludzie sercem prości. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wasza Mość mieliście blisko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;serceście zobligowali — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;myśmy sobie prości — mali. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z daleka, a miałem blisko; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ledwom wymienił nazwisko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a zaraz mi pokazali &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tacy chłopcy, rześcy, mali. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co to u nich serce z miską; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przybieżali, powiadali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czego nie zjęzykowali: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że pan stary, że Dziad stary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że Dziad z lirą, brodą siwą... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ot, dziadzisko z siwą brodą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dawnoż było w duszy młodo; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;żeście sobie prości, mali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;toście wielkich krzywd nie znali. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chudobę macie szczęśliwą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ot, takie złote żniwo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;złote pola — pokoszone — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wszystko błoto — zadyszczone; — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;sady ciche — kwitną, rodzą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jedne z drugich same wschodzą: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;złote żniwo, serce z miską; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nie trzeba szukać daleko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;kiedy było jakoś blisko. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pokażę waćpanu żonę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złote żniwo, serce złote: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jeszcze u was w duszy młodo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;żeście sobie prości, mali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;toście wielkich krzywd nie znali. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może żona ma robotę — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żona stroi się w alkierzu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;chce się wydać urodziwa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że to gość niespodziewany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;każe zaraz podać piwa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zostaw, panie Włodzimierzu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że to chwila osobliwa... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lepiej gwarzy się przy szklenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że to z drogi, tyle błoto; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;lepiej gada się przy wenie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiej się nie rozchodzi o to; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że to chwila osobliwa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;możemy na osobności &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;porozmawiać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Słucham Mości; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a to chwila osobliwa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wolnoć spytać o nazwisko... — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie poznałeś — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ktoś mi znany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ktoś serdeczny, ktoś kochany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ktoś, co groźny — dawny, stary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak wiek cały... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dawnej wiary. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ktoś mi znany, niespodziany... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przypominasz krwawe łuny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i jęk dzwonów, i pioruny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i rzeź krwawą, krwawe rzeki? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A sen, sen jakiś daleki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jeszcze w uszach mam te dzwony — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;mieszają weselne grajki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jakieś stare dumy, bajki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze w uszach mam te dzwony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ponad ich weselne grajki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jęk posępny, jęk męczony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tyle krwi rzezanych ciał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ja tam był, przy trupach stał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jeszcze w uszach mam te dzwony. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzyłem się na lud święty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jako upadał przeklęty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przekleństwami potępiony: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;kiedy ojce klną na synów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;kiedy syny przeklną ojce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;takie jęczące ogrojce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;łez krwawiących, łez serdecznych &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;słyszałem w tych głosach wiecznych: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;w głosach dzwonów jęk szalony — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jeszcze w uszach mam te dzwony. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dawne czasy — dawne wieki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a sen, sen jakiś daleki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jęki przygłuszają grajki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jakieś stare dumy, bajki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja stałem w pożarnej łunie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;na siwym, na siwym rumaku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czekając Bożego znaku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za mną piorun po piorunie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bije z chmur, przez niebo łyska. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzecz daleka — taka bliska, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ktoś mi znany, niespodziany; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ktoś, o którym jeszcze wczora &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tylko we śnie, tylko w marze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan-Dziad z lirą... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wernyhora. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan-Dziad z lirą — Wernyhora! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wy mnie znany — spodziewany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wy, o którym jeszcze wczora &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tylko we śnie, tylko w marze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak owi dawni mocarze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wy na koniu, siwym koniu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;poprzed dom mój, z wieścią. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Słowem! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wy ze Słowem — Wy ze Słowem! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja z Rozkazem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Rozkaz-Słowo! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dawno serce już gotowo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tem wezwaniem piorunowem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słowo-Rozkaz, Rozkaz-Słowo; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;dla serca serce gotowo. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słuchaj, panie Włodzimierzu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;oto chwila osobliwa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;pomówimy o Przymierzu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To jak ze snu prawda żywa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;chwila dziwnie osobliwa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakiż rozkaz? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Trzy zlecenia. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chwila dziwnie osobliwa: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;żem niejako jest wezwany. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Roześlesz wici przed świtem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;powołasz gromadzkie stany. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To jak ze snu prawda żywa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;prawie że są wszyscy społem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;u mnie przez to weselisko. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ma być jawne, co jest krytem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;co dalekie było — blisko. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś u Waści weselisko; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;prawie że są wszyscy społem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;roześlesz wici przed świtem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;niech jadą we cztery strony. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Porozsełam konno gońce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;roześlę wici przed świtem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zaraz się poradzę żony — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ona swoim chłopskim sprytem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech jadą we cztery strony! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bądź gotów, nim wstanie słońce. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skoro porozsełasz gońce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zgromadzisz lud przed kościołem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak są zdrowi, prości, mali; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ażeby godność poznali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bogiem powitasz ich kołem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a wtedy przykaż im ciszą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;niech żaden brzeszczot nie szczęknie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a skoro rzesza uklęknie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;niech wszyscy natężą słuch: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czy tętentu nie posłyszą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;od Krakowskiego gościńca — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wytężam, wytężam słuch. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja wiem, żeś jest Asan zuch &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od Krakowskiego gościńca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czy tętentu nie posłyszą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czy już jadę z Archaniołem — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wytężam, wytężam słuch — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;choćby i największy zuch, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak to, co to, rozpoczęcie — —? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słuchać ślepo, wierzyć święcie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ja wiem, żeś jest Asan zuch. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja mam stanąć przed kościołem? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to jak we śnie prawda żywa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż mnie darzy tym zaszczytem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;któż śle ku mnie dawne gońce: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;chwila dziwno osobliwa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bądź gotów, nim wstanie Słońce. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wstaną kosy w słońca świcie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;będę gotów! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Przysiąż Słowo. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekłem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Przysiąż. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Rośnie życie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyli marą Wy widmową, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czyliś Waść jest upiór grobów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czy ty próchno, czy ty czarem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;żeś ze słowem przyszedł starem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;żeś na mnie użył sposobów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i co we mnie tajemnicą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ty mówisz jak rzecz prawdziwą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jako żywo, jako żywo — ! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówię Słowo — rzecz prawdziwą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;chwila, chwila osobliwa: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wybrałem dziś weselisko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;twój dworek, dróżkę, zagrodę. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszysz, jaki wicher wyje! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszysz, wielki deszcz się pluszcze! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszysz, chrzęszczą wielkie drzewa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i jako trzaskają kuszcze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to tam moja drużba śpiéwa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tysiąc koni grudy bije &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ze złotymi podkowami! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jezus, zmiłuj się nad nami — — ! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Leć kto pierwszy do Warszawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;z chorągwią i hufcem sprawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;z ryngrafem Bogarodzicy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;kto zwoła sejmowe stany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;kto na sejmie się pojawi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sam w stolicy — ten nas zbawi! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako żywo, jako żywo; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Waść mi takie dziwa prawi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i to jako rzecz prawdziwą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko święte, wszystko żywo: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;z daleka, a miałem blisko; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wybrałem twój dom, zagrodę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i wybrałem Weselisko. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Waszmość rękę miej szczęśliwą: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daję Waści złoty róg. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złoty róg. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Możesz nim powołać chór. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bratni zbór. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na jego rycerny głos &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;spotężni się Duch, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;podejmie Los. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daję w twoje ręce róg. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziękuj Bóg. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Waść masz porozsełać wici, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;lud zgromadzić przed kaplicą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jutro? — skoro się zgromadzą? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;mają radzić? — co uradzą? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jutro: wielką tajemnicą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jutro skoro się zgromadzą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;niech nie radzą, nic nie radzą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jednoś niechaj w ciszy staną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jutro wielką tajemnicą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ty wstawszy bardzo rano, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;skoro zejdzie pierwsze słońce. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ku drogom natężaj słuch. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jutro?! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WERNYHORA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jutro!!! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wszelki duch!!! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub24"&gt;SCENA XXV&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Gospodarz&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Gospodyni&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żono, słuchaj no, żonisia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;pódź no, Hanuś! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cóz takiego?! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Osobliwy ten dzień dzisia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tyle naraz wiem nowego. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A złego co, cy dobrego? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wiesz, mama, tyle tego, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że mi w głowie huczy, szumi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;kto zrozumi, kto zrozumi? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóz takiego, cóz takiego? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;możeś chory, któż ten stary? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto ten stary: — Wernyhora; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jeno nie mów to nikomu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to ci mówię po kryjomu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i on był tu w tajemnicy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ka już posed — — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Precz odjechał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bardzo ważne mówił rzeczy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;trza się zbierać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A co tobie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trza się zbierać, pasy, torby, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;moja flinta, pistolety &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i te szable wezmę obie — — ! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O Jezusie, jakieś borby &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;po nocy, gdzież to, cóż znowu — — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mam być gotów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Gwałtu, rety! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ledwo stoisz, jesteś chory. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaraz konno jechać muszę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze spadniesz ka do rowu... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poprzysiągłem się na duszę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;konno muszę — — ! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cary, zmory, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jakaś siła?! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Od tej pory &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;żyć zaczniemy — coś wielkiego! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chowaj Boże czego złego. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z daleka jechał, miał blisko; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;goniec, zwiastun, Wernyhora! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam! już jakaś wielka Zgoda. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z daleka jechał, miał blisko — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;koniec i początek Sprawy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kazał. — Słowo. Słuchać muszę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zaprzysiągłem się na duszę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jego siła mnie urzekła: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Duch narodu! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Widmo z Piekła! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;gwałtu, rety, jesteś chory, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;cosi, gdziesi, kajsi, ktosi – &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;piłeś duza. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Duch ponosi! &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub25"&gt;SCENA XXVI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Gospodarz&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Jasiek&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jasiek!! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Pon co!? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Sam tu! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Juści! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siodłać konia, dosiądź szkapy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;pojedziesz zwoływać chłopy! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jechać, teraz, trzeba — — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Musi! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zagubię się w tej celuści, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wszędy straszne błotne chlapy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aleś Jasiek, co przeleci! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Konia se odwiąze z szopy! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Musi! Ważne rzeczy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nasza? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeleć, przeleć w cztery strony; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;pukaj w okna, zakrzycz „musi”; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;niech tu staną przede świtem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;niech tu staną przed kaplicą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;chłopy z ostrzem rozmaitem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chłopy z kosą — dobra nasza! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobędzie się i pałasza. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że pon wojak — dobra nasza! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobra nasza! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Lecę duchem! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tajemnica! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Chłopy z kosą! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Same wichry mnie poniosą! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech przed świtem staną. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Musi!! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A nie słuchaj, choć czart kusi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jeno prosto. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Swego nosa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim na wrzosy padnie rosa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zanim ptaki zaświergocą... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecę duchem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A leć z mocą! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hej! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wręcza &lt;em class="person"&gt;Jaśkowi&lt;/em&gt; złoty róg, który otrzymał był od &lt;em class="person"&gt;Wernyhory&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Masz w łapę, to jest dar. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczyre złoto, cóż to? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Czar! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Owiń se o szyję sznur &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i dzierż mocno cięgiem róg. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bacuj u rozstajnych dróg, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;by cię jaki czart nie zmóg. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie chylaj się nigdzie po nic, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ino leć. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Do samych granic! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wróć, nim trzeci pieje kur; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wrócisz, to se staniesz tu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wtedy zadmij tęgo w róg, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to się taki wzmoże Duch, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jaki nie był od lat stu — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bo wszyscy wytężą słuch. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ino nie zgub, bo róg złoty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bo go zseła Jasny Bóg. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wolę goreć w Piekle poty. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bez tego złotego dźwięku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wniwecz pójdzie cały ruch. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Opasę sie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie szarp w ręku! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hajże — ! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Leć, krakowski zuch! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;który był wybiegł, wraca, chylając się za czapką porzuconą na podłodze&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moja copka z pawim piórem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stawaj tu przed trzecim kurem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub26"&gt;SCENA XXVII&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Gospodarz&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Staszek&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STASZEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cy pon słyszą, co sie dzioło: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;teraz sie tak wicher wzdon, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak odjechał stary pon. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Toś ty przywodził starego, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tego pana w delii, w pąsach? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STASZEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiela tego, tela tego, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;złote iskry miał na wąsach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a ta delijo pąsowa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to jak ogień, jak płomieniec, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a koń diabeł, czart, odmieniec. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Koń siwy, czaprakiem kryty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czaprak tkany, rozmaity. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STASZEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;U siodła pistolców dwoje. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I lira przez siodło zwisła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STASZEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko jakbyście widzieli... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdziesi, kiedyś coś widziałem... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STASZEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przy samiuśkim koniu stałem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;szkapa jak ogonem świsła — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;skąd ta u niej tako siła — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to pysk Kubie osmaliła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kuba strzymał? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STASZEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A, psiawiara, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nijak strzymać się nie dała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ino het ogonem prała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;żeśmy oba sie chycili &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;uzdek — aż i dosiadł Stary. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siadł, pojechał — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STASZEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A cy cary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;koń — jak ony nań sie zwalił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jakby wągle w nim rozpalił: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ogniem piernół, ogniem łysnął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak się naroz bez płot cisnął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;mnie i Kubie pysk osmalił. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wszelki duch Pana Boga: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;na zegarze po północku. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STASZEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Została zguba u proga... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zguba!? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STASZEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;podaje &lt;em class="person"&gt;Gospodarzowi&lt;/em&gt; złotą podkowę&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Na! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Złota podkowa — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STASZEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błyskotała sie na błocku. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wymowniejsze niźli słowa: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;znak widoczny, oczywisty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że zawitał gość ognisty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;na stepowym siwym koniu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;z lirą dzwoniącą u siodła: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;orły, kosy, szable, godła! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub27"&gt;SCENA XXVIII&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Gospodarz&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Gospodyni&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Staszek&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzaj, Hanuś! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Scęście w ręku! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczęście, szczęście znalezione. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ka? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Pod progiem na przysieniu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;szczęście w ręku. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cała złota, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;o mistyrna tyz robota. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż to zgubił? — Schować trzeba. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwołać ludzi — spadło z nieba; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;trza pokazać zgromadzeniu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub28"&gt;SCENA XXIX&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Gospodarz&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Gospodyni&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ni ma cego — Scęście w ręku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tego z ręki się nie zbywa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;w tajemnicy się ukrywa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;światom się nie przekazuje: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Scęście swoje sie szanuje! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złota! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Prawda. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Rzuć do skrzyni! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawdziwieś do ręki wzięła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;szczęście swoje się szanuje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czyli Piekła dar, czy z Nieba — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;aleć jensze szczęście moje. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóz ty godos, ja sie boje. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A boś jeszcze nie pojęła: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;skończyć nędzę — zacząć dzieła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakie dzieła, co za dzieła? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;cóżem to ja nie pojęła? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Orły, kosy, szable, godła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;pany, chłopy, chłopy, pany: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;cały świat zaczarowany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wszystko była maska podła: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;chłopy, pany, pany, chłopy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;szable, godła, herby, kosy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;aż na głowie wstają włosy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wszystko była podła maska &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;farbiona — jak do obrazka: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;cały świat zaczarowany. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A cóż tobie, cy gorącka? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Snuło się to jak gorączka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak gorączka na wulkanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak szumienie na organie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;takie figury w koronie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tacy pyszni szlachta w herbie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;pałace, zamczyska, wille, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tabunami gnane konie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;sześciu paradników w tyle: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;hulaj dusza bez kontusza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;z animuszem, hulaj dusza!! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ani zbili pan w koronie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że stoimy gdzieś na szczerbie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ani zbili szlachta w herbie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ani zbili chłop przy roli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czy tam kogo gdzie co boli: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wół przy roli, świnia w ganku — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;hulajże, panie kochanku. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Połóżże sie, boś pijany. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Świat pijany, świat pijany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;cały świat zaczarowany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;puść mnie, ja mam jechać, muszę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;poprzysiągłem się na duszę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gwałtu, rety!!! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub29"&gt;SCENA XXX&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Gospodarz&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Gospodyni&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Goście z miasta&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WSZYSCY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co się dzieje?? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co się stało? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ot, szaleje! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wy a wy — co wy jesteście: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wy się wynudzicie w mieście, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to sie wam do wsi zachciało: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tam wam mało, tu wam mało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a ot, co z nas pozostało: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;lalki, szopka, podłe maski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;farbowany fałsz, obrazki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;niegdyś, gdzieś tam, tęgie pyski &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i do szabli, i do miski; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;kiedyś, gdzieś tam, tęgie dusze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;półwariackie animusze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;kogoś zbawiać, kogoś siekać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;dzisiaj nie ma na co czekać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nastrój? macie ot nastroje: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;w pysk wam mówię litość moje. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;pluje&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/wesele/"&gt;Stanisław Wyspiański, „Wesele”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Część 2</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krol-macius-pierwszy/02/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krol-macius-pierwszy/02/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Kto wie, że nie ma króla?&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Nikt nie wie.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— To dobrze.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Musimy się tylko dowiedzieć, czy Maciuś został uprowadzony, czy też zabity. Panie prefekcie policji, proszę to zbadać. Czekam za godzinę odpowiedzi.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W parku królewskim była sadzawka. Może utopili Maciusia? Sprowadzono z ministerium morskiego ubranie nurka. Ubranie nurka — to jest taki żelazny klosz z okienkami i rurą, przez którą się pompuje powietrze. Prefekt policji włożył na głowę ten klosz, spuścił się na dno sadzawki — chodzi i szuka. A z góry mu marynarze pompują powietrze. Ale Maciusia nie znalazł.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Część pierwsza — Szklane domy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/przedwiosnie/02/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/przedwiosnie/02/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;Część pierwsza — Szklane domy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Czaruś dostał był właśnie promocję z klasy czwartej do piątej i skończył czternasty rok życia, gdy Seweryna Barykę jako oficera zapasowego powołano do wojska. — Wojna wybuchła. — Szybko, w ciągu paru dni, idylla rodzinna została zdruzgotana. Cezary znalazł się sam z matką w osierociałym mieszkaniu. Gdy odprowadzał ojca na statek wojenny odchodzący do Astrachania, nie czuł żadnego zgoła żalu. Nowość! Zajmowały go tysiące szczegółów, drobiazgów, dat, nazwisk, cyfr, związanych z przebraniem się ojca w mundur oficerski. Pakował walizkę, świetną walizkę ojcowską z grubej, żółtej skóry, z metalowym okuciem, z wyciśniętym inicjałem i mnóstwem wewnątrz tajemniczych przegródek. Nie podzielał i nie rozumiał zupełnie płaczu i spazmów matki, desperującej od świtu do nocy. Dopiero gdy ojciec w gronie innych oficerów został na pokładzie, a on sam z matką na brzegu, i kładkę z hałasem odepchnięto, Cezarek doznał napadu przerażenia, jakiego jeszcze nigdy w życiu nie doświadczył. Pod naciskiem tego uczucia wyciągnął ręce i począł krzyczeć jak istny dzieciak. Lecz znaki uspakajające, które kreśliły w powietrzu białe ręce ojcowskie, uciszyły go tak nagle, jak nagle przyszła ta ślepa boleść dziecięca. Przecie to na krótko! Istne manewry! Wojna nie będzie trwała długo. Jakieś tam parę tygodni. Może miesiąc. Najwyżej dwa. Wał rosyjski przesunie się po polach wrogów, zmiażdży przeszkody jak marchew czy kukurydzę i wszystko wróci do normy. Tak mówili wszyscy i taką też opinię w spadku po ojcu odjeżdżającym otrzymał Cezary.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>II. Rządy starego subiekta</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/02/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/02/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;II. Rządy starego subiekta&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Pan Ignacy od dwudziestu pięciu lat mieszkał w pokoiku przy sklepie. W ciągu tego czasu sklep zmieniał właścicieli i podłogę, szafy i szyby w oknach, zakres swojej działalności i subiektów; ale pokój pana Rzeckiego pozostał zawsze taki sam. Było w nim to samo smutne okno, wychodzące na to samo podwórze, z tą samą kratą, na której szczeblach zwieszała się, być może, ćwierćwiekowa pajęczyna, a z pewnością ćwierćwiekowa firanka, niegdyś zielona, obecnie wypłowiała z tęsknoty za słońcem.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Jesień, rozdział II</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/02/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/02/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;II&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Na borynowym podworcu obstawionym z trzech stron budowlami gospodarskimi, a z czwartej sadem, który go oddzielał od drogi, już się zebrało dość narodu; kilka kobiet radziło i wydziwiało nad ogromną czerwono–białą krową, leżącą przed oborą na kupie nawozu.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Stary pies, kulawy nieco i z oblazłą na bokach sierścią, oganiał graniastą, obwąchiwał ją, szczekał, to wypadał w opłotki i gnał dzieci na drogę, co się były wieszały na płotach i zazierały ciekawie w obejście, albo docierał do maciory, co legła pod chałupą i rozwalona jęczała cicho, bo ssały ją białe, młode prosięta.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Katarynka</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/katarynka/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/katarynka/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Katarynka&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Na ulicy Miodowej co dzień około południa można było spotkać jegomościa w pewnym wieku, który chodził z placu Krasińskich ku ulicy Senatorskiej. Latem nosił on wykwintne, ciemnogranatowe palto, popielate spodnie od pierwszorzędnego krawca, buty połyskujące jak zwierciadła — i — nieco wyszarzany cylinder.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jegomość miał twarz rumianą, szpakowate faworyty i siwe, łagodne oczy. Chodził pochylony, trzymając ręce w kieszeniach. W dzień pogodny nosił pod pachą laskę; w pochmurny — dźwigał jedwabny parasol angielski.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Księga druga</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/02/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/02/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;Księga druga&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3"&gt;Zamek&lt;/h2&gt;
&lt;div class="note"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Polowanie z chartami na upatrzonego — Gość w zamku — Ostatni z dworzan opowiada historię ostatniego z Horeszków — Rzut oka w sad — Dziewczyna w ogórkach — Śniadanie — Pani Telimeny anegdota petersburska — Nowy wybuch sporów o Kusego i Sokoła — Interwencja Robaka — Rzecz Wojskiego — Zakład — Dalej w grzyby!&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto z nas tych lat nie pomni, gdy, młode pacholę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ze strzelbą na ramieniu świszcząc szedł na pole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie żaden wał, płot żaden nogi nie utrudza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie, przestępując miedzę, nie poznasz, że cudza! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo na Litwie myśliwiec jak okręt na morzu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie chcesz, jaką chcesz drogą, buja po przestworzu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyli jak prorok patrzy w niebo, gdzie w obłoku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiele jest znaków widnych strzeleckiemu oku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy jak czarownik gada z ziemią, która, głucha &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dla mieszczan, mnóstwem głosów szepce mu do ucha. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam derkacz wrzasnął z łąki, szukać go daremnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo on szybuje w trawie jako szczupak w Niemnie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam ozwał się nad głową ranny wiosny dzwonek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Również głęboko w niebie schowany skowronek; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ówdzie orzeł szerokim skrzydłem przez obszary &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaszumiał, strasząc wróble, jak kometa cary; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaś jastrząb, pod jasnymi wiszący błękity, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzepie skrzydłem jak motyl na szpilce przybity, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż ujrzawszy wśród łąki ptaka lub zająca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Runie nań z góry jako gwiazda spadająca. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Kiedyż nam Pan Bóg wrócić z wędrówki dozwoli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I znowu dom zamieszkać na ojczystej roli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I służyć w jeździe, która wojuje szaraki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo w piechocie, która nosi broń na ptaki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie znać innych prócz kosy i sierpa rynsztunków, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I innych gazet, oprócz domowych rachunków! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Nad Soplicowem słońce weszło i już padło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na strzechy i przez szpary w stodołę się wkradło; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I po ciemnozielonym, świeżym, wonnym sianie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z którego młodzież sobie zrobiła posłanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozpływały się złote, migające pręgi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z otworu czarnej strzechy jak z warkocza wstęgi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I słońce usta sennych promykiem poranka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drażni jak dziewczę kłosem budzące kochanka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już wróble skacząc, świerkać zaczęły pod strzechą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już trzykroć gęgnął gąsior, a za nim jak echo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odezwały się chórem kaczki i indyki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I słychać bydła w pole idącego ryki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wstała młodzież. Tadeusz jeszcze senny leży; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo też najpóźniej zasnął. Z wczorajszej wieczerzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wrócił tak niespokojny, że o kurów pianiu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze oczu nie zmrużył, a na swym posłaniu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak kręcił się, że w siano jak w wodę utonął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I spał twardo, aż zimny wiatr w oczy mu wionął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy skrzypiące stodoły drzwi otwarto z trzaskiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I bernardyn, ksiądz Robak, wszedł z węzlastym paskiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«&lt;em class="foreign-word"&gt;Surge puer&lt;/em&gt;!» wołając i ponad barkami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rubasznie wywijając pasek z ogórkami. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Już na dziedzińcu słychać myśliwskie okrzyki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyprowadzają konie, zajeżdżają bryki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ledwie dziedziniec taką gromadę ogarnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odezwały się trąby, otworzono psiarnie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgraja chartów, wypadłszy, wesoło skowycze; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widząc rumaki szczwaczów, dojeżdżaczów smycze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Psy jak szalone cwałem śmigają po dworze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem biegną i kładą szyje na obroże: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko to bardzo dobre polowanie wróży; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nareszcie Podkomorzy dał rozkaz podróży. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ruszyli szczwacze z wolna, jeden tuż za drugim; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale za bramą rzędem rozbiegli się długim. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W środku jechali obok Asesor z Rejentem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A choć na siebie czasem patrzyli ze wstrętem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozmawiali przyjaźnie, jak ludzie honoru &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idąc na rozstrzygnienie śmiertelnego sporu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nikt ze słów zawziętości ich poznać nie zdoła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan Rejent wiódł Kusego, Asesor Sokoła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z tyłu damy w pojazdach; młodzieńcy, stronami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cwałując tuż przy kołach, gadali z damami. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ksiądz Robak po dziedzińcu wolnym chodził krokiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kończąc ranne pacierze; ale rzucał okiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na pana Tadeusza, marszczył się, uśmiechał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wreszcie kiwnął nań palcem, Tadeusz podjechał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Robak palcem po nosie dawał mu znak groźby: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz mimo Tadeusza pytania i prośby, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ażeby mu wyraźnie, co chce, wytłumaczył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bernardyn odpowiedzieć ni spojrzeć nie raczył; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kaptur tylko nasunął i pacierz swój kończył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc Tadeusz odjechał i z gośćmi się złączył. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Właśnie wtenczas myśliwi smycze zatrzymali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wszyscy nieruchomi w miejscach swoich stali; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeden drugiemu ręką dawał znak milczenia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wszyscy obrócili oczy do kamienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nad którym stał pan Sędzia. On zwierza obaczył &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rąk skinieniem swoje rozkazy tłumaczył. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pojęli wszyscy: stoją, a środkiem po roli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Asesor i pan Rejent kłusują powoli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusz, będąc bliższy, obydwu wyprzedził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stanął obok Sędziego i oczyma śledził. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dawno już nie był w polu; na szarej przestrzeni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trudno dojrzeć szaraka, zwłaszcza śród kamieni. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pokazał mu pan Sędzia; siedział biedny zając, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płaszcząc się pod kamieniem, uszy nadstawiając, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Okiem czerwonym spotkał myśliwców wejrzenie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I jakby urzeczony, czując przeznaczenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ze strachu od ich oczu nie mógł zwrócić oka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pod opoką siedział martwy jak opoka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tymczasem kurz na roli rośnie coraz bliżéj; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pędzi na smyczy Kusy, za nim Sokół chyży, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tuż Asesor z Rejentem razem wrzaśli z tyłu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Wyczha, wyczha!» i z psami znikli w kłębach pyłu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Kiedy tak za szarakiem goniono, tymczasem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ukazał się pan Hrabia pod zamkowym lasem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiedziano w okolicy, że ten pan nie może &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nigdy nigdzie stawić się w naznaczonej porze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dziś zaspał poranek; więc na sługi zrzędził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widząc myśliwców w polu cwałem do nich pędził. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Surdut swój angielskiego kroju, biały, długi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Połami na wiatr puścił; z tyłu konno sługi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W kapeluszach jak grzybki, czarnych, lśniących, małych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W kurtkach, w butach stryflastych, w pantalonach białych: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sługi, które pan Hrabia tym kształtem odzieje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nazywają się w jego pałacu dżokeje. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Cwałująca czereda zleciała na błonia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy Hrabia ujrzał zamek i zatrzymał konia. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pierwszy raz widział zamek z rana i nie wierzył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że to były też same mury; tak odświeżył &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I upięknił poranek zarysy budowy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zadziwił się pan Hrabia na widok tak nowy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wieża zdała się dwakroć wyższa, bo stercząca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nad mgłą ranną; dach z blachy złocił się od słońca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod nim błyszczała w kratach reszta szyb wybitych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łamiąc promienie wschodu w tęczach rozmaitych; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niższe piętra oblała tumanu powłoka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozpadliny i szczerby zakryła od oka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzyk dalekich myśliwców wiatrami przygnany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odbijał się kilkakroć o zamkowe ściany: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przysiągłbyś, że krzyk z zamku, że pod mgły zasłoną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mury odbudowano i znów zaludniono. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Hrabia lubił widoki niezwykłe i nowe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwał je romansowymi; mawiał, że ma głowę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Romansową: w istocie był wielkim dziwakiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieraz, pędząc za lisem albo za szarakiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nagle stawał i w niebo poglądał żałośnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak kot, gdy ujrzy wróble na wysokiej sośnie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Często bez psa, bez strzelby, błąkał się po gaju &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak rekrut zbiegły; często siadał przy ruczaju &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieruchomy, schyliwszy głowę nad potokiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak czapla wszystkie ryby chcąca pozrzeć okiem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Takie były Hrabiego dziwne obyczaje. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszyscy mówili, że mu czegoś nie dostaje; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szanowano go przecież, bo pan z prapradziadów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bogacz, dobry dla chłopów, ludzki dla sąsiadów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nawet dla Żydów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Hrabski koń, zwrócony z drogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prosto kłusował polem aż pod zamku progi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabia samotny wzdychał, poglądał na mury, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyjął papier, ołówek i kreślił figury. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem, spojrzawszy w bok — ujrzał o dwadzieścia kroków &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Człowieka, który, równie miłośnik widoków, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z głową zadartą, ręce włożywszy w kieszenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdawało się, że liczył oczyma kamienie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poznał go zaraz, ale musiał kilka razy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzyknąć, nim głos Hrabiego usłyszał Gerwazy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szlachcic to był, służący dawnych zamku panów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pozostały ostatni z Horeszki dworzanów; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Starzec wysoki, siwy, twarz miał czerstwą, zdrową, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmarszczkami pooraną, posępną, surową. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dawniej pomiędzy szlachtą z wesołości słynął; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale od bitwy, w której dziedzic zamku zginął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gerwazy się odmienił i już od lat wielu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani był na kiermaszu, ani na weselu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odtąd jego dowcipnych żartów nie słyszano, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I uśmiechu na jego twarzy nie widziano. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawsze nosił Horeszków liberyją dawną; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kurtę z połami żółtą, galonem oprawną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który dziś żółty, dawniej zapewne był złoty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wkoło szyte jedwabiem herbowe klejnoty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Półkozice: i stąd też cała okolica &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Półkozicem przezwała starego szlachcica. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czasem też od przysłowia, które bez ustanku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powtarzał, nazywano go także Mopanku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czasem Szczerbcem, że całą łysinę miał w szczerbach; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz on zwał się Rębajło, a o jego herbach &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wiadomo. Klucznikiem siebie tytułował, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Iż ten urząd na zamku przed laty piastował. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dotąd nosił wielki pęk kluczy za pasem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uwiązany na taśmie ze srebrnym kutasem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć nie miał co otwierać, bo zamku podwoje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stały otworem. Przecież, wynalazł drzwi dwoje; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sam je własnym nakładem naprawił i wstawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I drzwi tych odmykaniem codziennie się bawił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W jednej z izb pustych, obrał mieszkanie dla siebie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mogąc żyć u Hrabiego na łaskawym chlebie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie chciał, bo wszędzie tęsknił i czuł się niezdrowym, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeżeli nie oddychał powietrzem zamkowym. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Skoro ujrzał Hrabiego, czapkę z głowy schwycił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I krewnego swych panów ukłonem zaszczycił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chyląc łysinę wielką, świecącą z daleka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I naciętą od licznych kordów jak nasieka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gładził ją ręką, podszedł, i jeszcze raz nisko &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skłoniwszy się, rzekł smutnie: «Mopanku, panisko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daruj mnie, że tak mówię, jaśnie grafie panie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To jest mój zwyczaj, nie zaś nieuszanowanie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;»mopanku« powiadali wszyscy Horeszkowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ostatni Stolnik, pan mój, miał takie przysłowie... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyż to prawda, mopanku, że pan grosza skąpisz &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na proces i ten zamek Soplicom ustąpisz? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wierzyłem, lecz w całym powiecie tak słychać». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu, poglądając w zamek, nie przestawał wzdychać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Cóż dziwnego — rzekł Hrabia — koszt wielki, a nuda &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze większa; chcę skończyć, lecz szlachcic maruda &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Upiera się; przewidział, że mię znudzić może: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dłużej też nie wytrzymam i dzisiaj broń złożę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjmę warunki zgody, jakie mi sąd poda...» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Zgody? — krzyknął Gerwazy — z Soplicami zgoda? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z Soplicami, mopanku?» — To mówiąc wykrzywił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Usta, jakby nad własną mową się zadziwił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Zgoda i Soplicowie! Mopanku, panisko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan żartuje, co? Zamek, Horeszków siedlisko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ma pójść w ręce Sopliców? Niech pan tylko raczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zsiąść z konia. Pójdźmy w zamek. Niech no pan obaczy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan sam nie wie, co robi. Niech się pan nie wzbrania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zsiadaj pan» — i przytrzymał strzemię do zsiadania. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Weszli w zamek; Gerwazy stanął w progu sieni: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Tu — rzekł — dawni panowie dworem otoczeni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Często siadali w krzesłach w poobiedniej porze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan godził spory włościan lub w dobrym humorze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gościom różne ciekawe historyje prawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo ich powieściami i żarty się bawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A młodzież na dziedzińcu biła się w palcaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub ujeżdżała pańskie tureckie bachmaty». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Weszli w sień. Rzekł Gerwazy: «W tej ogromnej sieni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brukowanej nie znajdziesz pan tyle kamieni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ile tu pękło beczek wina w dobrych czasach; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szlachta ciągnęła kufy z piwnicy na pasach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sproszona na sejm albo sejmik powiatowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo na imieniny pańskie, lub na łowy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podczas uczty na chorze tym kapela stała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I w organ, i w rozliczne instrumenty grała; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdy wnoszono zdrowie, trąby jak w dniu sądnym &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grzmiały z choru; wiwaty szły ciągiem porządnym: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pierwszy wiwat za zdrowie Króla Jegomości, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem prymasa, potem Królowej Jejmości, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem szlachty i całej Rzeczypospolitej, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A na koniec po piątej szklanicy wypitej, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wnoszono: »Kochajmy się«. Wiwat bez przestanku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który dniem okrzykniony, brzmiał aż do poranku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A już gotowe stały cugi i podwody, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby każdego odwieźć do jego gospody». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Przeszli już kilka komnat. Gerwazy w milczeniu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu wzrok na ścianie wstrzymał, ówdzie na sklepieniu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przywołując pamiątkę tu smutną, tam miłą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czasem, jakby chciał mówić: «Wszystko się skończyło», &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiwnął żałośnie głową; czasem machnął ręką: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widać, że mu wspomnienie samo było męką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I że je chciał odpędzić. Aż się zatrzymali &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na górze, w wielkiej, niegdyś zwierciadlanej sali. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś wydartych zwierciadeł stały puste ramy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Okna bez szyb, z krużgankiem wprost naprzeciw bramy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu wszedłszy, starzec głowę zadumaną skłonił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I twarz zakrył rękami; a gdy ją odsłonił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miała wyraz żałości wielkiej i rozpaczy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabia, chociaż nie wiedział, co to wszystko znaczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poglądając w twarz starca czuł jakieś wzruszenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rękę mu ścisnął; chwilę trwało to milczenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przerwał je starzec, trzęsąc wzniesioną prawicą: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Nie masz zgody, mopanku, pomiędzy Soplicą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I krwią Horeszków; w panu krew Horeszków płynie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jesteś krewnym Stolnika, po matce łowczynie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Która się rodzi z drugiej córki kasztelana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który był, jak wiadomo, wujem mego pana. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słuchaj pan historyi swej własnej rodzinnej, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Która się stała właśnie w tej izbie, nie innej. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Nieboszczyk pan mój, Stolnik, pierwszy pan w powiecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bogacz i familiant, miał jedyne dziecię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Córkę piękną jak anioł; więc się zalecało &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stolnikównie i szlachty, i paniąt niemało. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Między szlachtą był jeden wielki paliwoda, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kłótnik, Jacek Soplica, zwany Wojewoda &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przez żart; w istocie wiele znaczył w województwie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo rodzinę Sopliców miał jakby w dowództwie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I trzystu ich kreskami rządził wedle woli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć sam nic nie posiadał prócz kawałka roli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szabli i wielkich wąsów od ucha do ucha. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Owoż pan Stolnik nieraz wzywał tego zucha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ugaszczał w pałacu, zwłaszcza w czas sejmików, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Popularny dla jego krewnych i stronników. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wąsal tak wzbił się w dumę łaskawym przyjęciem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że mu się uroiło zostać pańskim zięciem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do zamku nieproszony coraz częściej jeździł, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W końcu u nas jak w swoim domu się zagnieździł. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I już miał się oświadczać: lecz pomiarkowano, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I czarną mu polewkę do stołu podano. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podobno Stolnikównie wpadł Soplica w oko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale przed rodzicami taiła głęboko. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Było to za Kościuszki czasów; pan popierał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawo trzeciego maja i już szlachtę zbierał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby konfederatom ciągnąć ku pomocy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy nagle Moskwa zamek opasała w nocy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ledwie był czas z moździerza na trwogę wypalić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podwoje dolne zamknąć i ryglem zawalić. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W zamku całym był tylko: pan Stolnik, ja, pani, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kuchmistrz i dwóch kuchcików, wszyscy trzej pijani, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Proboszcz, lokaj, hajducy czterej, ludzie śmiali. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc za strzelby, do okien. Aż tu tłum Moskali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzycząc: »Ura!«, od bramy wali po tarasie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;My im ze strzelb dziesięciu palnęli »A zasie«. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic tam nie było widać; słudzy bez ustanku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Strzelali z dolnych pięter, a ja i pan z ganku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko szło pięknym ładem, choć w tak wielkiej trwodze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwadzieścia strzelb leżało tu na tej podłodze; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wystrzeliliśmy jedną, podawano drugą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ksiądz proboszcz zatrudniał się czynnie tą usługą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pani, i panienka, i nadworne panny: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzech było strzelców, a szedł ogień nieustanny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grad kul sypały z dołu moskiewskie piechury; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;My z rzadka, ale celniej dogrzewali z góry. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzy razy aż pode drzwi to chłopstwo się wparło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale za każdym razem trzech nogi zadarło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc uciekli pod lamus; a już był poranek. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan Stolnik wesół wyszedł ze strzelbą na ganek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I skoro spod lamusa Moskal łeb wychylił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On dawał zaraz ognia, a nigdy nie mylił; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za każdym razem czarny kaszkiet w trawę padał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I już się rzadko który zza ściany wykradał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stolnik, widząc strwożone swe nieprzyjaciele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myślił zrobić wycieczkę, porwał karabelę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z ganku krzycząc sługom wydawał rozkazy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obróciwszy się do mnie, rzekł: »Za mną Gerwazy!« &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem strzelono spod bramy... Stolnik się zająknął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaczerwienił się, zbladnął, chciał mówić, krwią chrząknął: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Postrzegłem wtenczas kulę, wpadła w piersi same. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan słaniając się, palcem ukazał na bramę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poznałem tego łotra Soplicę! poznałem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po wzroście i po wąsach! Jego to postrzałem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zginął Stolnik, widziałem! Łotr jeszcze do góry &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzniesioną trzymał strzelbę, jeszcze dym szedł z rury! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wziąłem go na cel; zbójca stał jak skamieniały! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwa razy dałem ognia, i oba wystrzały &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chybiły: czym ze złości, czy z żalu źle mierzył... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Usłyszałem wrzask kobiet, spojrzałem — pan nie żył». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tu Gerwazy umilknął i łzami się zalał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem rzekł kończąc: «Moskal już wrota wywalał: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo po śmierci Stolnika stałem bezprzytomnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nie widziałem, co się działo wokoło mnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczęściem, na odsiecz przyszedł nam Parafianowicz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przywiódłszy Mickiewiczów dwiestu z Horbatowicz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którzy są szlachta liczna i dzielna, człek w człeka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A nienawidzą rodu Sopliców od wieka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tak zginął pan potężny, pobożny i prawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który miał w domu krzesła, wstęgi i buławy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ojciec włościan, brat szlachty; i nie miał po sobie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Syna, który by zemstę poprzysiągł na grobie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale miał sługi wierne. Ja w krew jego rany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obmoczyłem mój rapier Scyzorykiem zwany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(Zapewne pan o moim słyszał Scyzoryku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sławnym na każdym sejmie, targu i sejmiku). &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przysiągłem wyszczerbić go na Sopliców karkach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ścigałem ich na sejmach, zajazdach, jarmarkach. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwóch zarąbałem w kłótni, dwóch na pojedynku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jednego podpaliłem w drewnianym budynku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedyśmy zajeżdżali z Rymszą Korelicze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Upiekł się tam jak piskorz; a tych nie policzę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którym uszy obciąłem. Jeden tylko został, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który dotąd ode mnie pamiątki nie dostał: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rodzoniutki braciszek owego wąsala! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żyje dotąd i z swoich bogactw się przechwala, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamku Horeszków tyka swych kopców krawędzią, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szanowany w powiecie, ma urząd, jest Sędzią! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pan mu zamek oddasz? Niecne jego nogi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mają krew pana mego zetrzeć z tej podłogi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O nie! Póki Gerwazy ma choć za grosz duszy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tyle sił, że jednym małym palcem ruszy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Scyzoryk swój wiszący dotychczas na ścianie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Póty Soplica tego zamku nie dostanie!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«O! — krzyknął Hrabia, ręce podnosząc do góry — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobre miałem przeczucie, żem lubił te mury! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć nie wiedziałem, że w nich taki skarb się mieści, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyle scen dramatycznych i tyle powieści! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skoro zamek mych przodków Soplicom zagrabię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciebie osadzę w murach jak mego burgrabię. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twoja powieść, Gerwazy, zajęła mię mocno. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szkoda, żeś mię nie przywiódł tu w godzinę nocną; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Udrapowany płaszczem, siadłbym na ruinach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ty byś mi o krwawych rozpowiadał czynach. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szkoda, że masz niewielki dar opowiadania! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieraz takie słyszałem i czytam podania; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W Anglii i w Szkocyi każdy zamek lordów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W Niemczech każdy dwór grafów był teatrem mordów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W każdej dawnej, szlachetnej, potężnej rodzinie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest wieść o jakimś krwawym lub zdradzieckim czynie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po którym zemsta spływa na dziedziców w spadku: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W Polsce pierwszy raz słyszę o takim wypadku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czuję, że we mnie mężnych krew Horeszków płynie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiem, co winienem sławie i mojej rodzinie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak, muszę zerwać wszelkie z Soplicą układy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choćby do pistoletów przyszło lub do szpady! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Honor każe». Rzekł, ruszył uroczystym krokiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Gerwazy szedł z tyłu w milczeniu głębokiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przed bramą stanął Hrabia, sam do siebie gadał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poglądając na zamek prędko na koń wsiadał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak samotną rozmowę kończąc roztargniony: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Szkoda, że ten Soplica stary nie ma żony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub córki pięknej, której ubóstwiałbym wdzięki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kochając i nie mogąc otrzymać jej ręki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nowa by się w powieści zrobiła zawiłość: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu serce, tam powinność — tu zemsta, tam miłość!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tak szepcąc spiął ostrogi; koń leciał do dworu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy z drugiej strony strzelcy wyjeżdżali z boru. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabia lubił myślistwo, ledwie strzelców zoczył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zapomniawszy o wszystkim, prosto ku nim skoczył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mijając bramę, ogród, płoty: gdy w zawrocie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obejrzał się, i konia zatrzymał przy płocie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był sad. — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Drzewa owocne, zasadzone w rzędy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ocieniały szerokie pole; spodem grzędy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu kapusta, sędziwe schylając łysiny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siedzi i zda się dumać o losach jarzyny; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam, plącząc stronki w marchwi zielonej warkoczu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wysmukły bób obraca na nią tysiąc oczu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Owdzie podnosi złotą kitę kukuruza; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzieniegdzie otyłego widać brzuch harbuza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który od swej łodygi aż w daleką stronę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtoczył się jak gość między buraki czerwone. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Grzędy rozcięte miedzą; na każdym przykopie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stoją jakby na straży w szeregach konopie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cyprysy jarzyn; ciche, proste i zielone, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ich liście i woń służą grzędom za obronę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo przez ich liście nie śmie przecisnąć się żmija, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ich woń gąsienice i owad zabija. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dalej maków białawe górują badyle; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na nich, myślisz, iż rojem usiadły motyle &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzepiotąc skrzydełkami, na których się mieni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z rozmaitością tęczy blask drogich kamieni: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylą farb żywych, różnych, mak źrenicę mami. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W środku kwiatów, jak pełnia pomiędzy gwiazdami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krągły słonecznik licem wielkim, gorejącem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od wschodu do zachodu kręci się za słońcem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Pod płotem wąskie, długie, wypukłe pagórki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bez drzew, krzewów i kwiatów: ogród na ogórki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pięknie wyrosły; liściem wielkim, rozłożystym, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Okryły grzędy jakby kobiercem fałdzistym. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pośrodku szła dziewczyna w bieliznę ubrana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W majowej zieloności tonąc po kolana; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z grzęd zniżając się w bruzdy, zdała się nie stąpać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale pływać po liściach, w ich barwie się kąpać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słomianym kapeluszem osłoniła głowę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od skroni powiewały dwie wstążki różowe &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I kilka puklów światłych, rozwitych warkoczy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na ręku miała koszyk, w dół spuściła oczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawą rękę podniosła niby do chwytania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako dziewczę, gdy rybki w kąpieli ugania &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bawiące się z jej nóżką, tak ona co chwila &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z rękami i koszykiem po owoc się schyla, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który stopą nadtrąci lub dostrzeże okiem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Pan Hrabia zachwycony tak cudnym widokiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stał cicho. Słysząc tętent towarzyszów w dali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ręką dał znak, ażeby wstrzymać konie; stali. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On patrzył z wyciągniętą szyją, jak dziobaty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żuraw z dala od stada gdy odprawia czaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stojąc na jednej nodze, z czujnymi oczyma, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I by nie zasnąć, kamień w drugiej nodze trzyma. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Zbudził Hrabiego szelest na plecach i skroni; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był to bernardyn, kwestarz Robak, a miał w dłoni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podniesione do góry węzłowate sznurki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Ogórków chcesz Waść — krzyknął — oto masz ogórki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wara, panie, od szkody; na tutejszej grzędzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie dla Waszeci owoc, nic z tego nie będzie». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem palcem pogroził, kaptura poprawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I odszedł. Hrabia jeszcze chwilę w miejscu bawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śmiejąc się i klnąc razem tej nagłej przeszkodzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Okiem powrócił w ogród, ale już w ogrodzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie było jej; mignęła tylko śród okienka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jej różowa wstążeczka i biała sukienka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widać na grzędach, jaką przeleciała drogą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo liść zielony, w biegu potrącony nogą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podnosił się, drżał chwilę, aż się uspokoił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak woda, którą ptaszek skrzydłami rozkroił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A na miejscu, gdzie stała, tylko porzucony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Koszyk mały z rokity, denkiem wywrócony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pogubiwszy owoce na liściach zawisał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wśród fali zielonej jeszcze się kołysał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Po chwili wszędzie było samotnie i głucho. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabia oczy w dom utkwił i natężył ucho; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawsze dumał, a strzelcy zawsze nieruchomie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za nim stali. Aż w cichym i samotnym domie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszczął się naprzód szmer, potem gwar i krzyk wesoły &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak w ulu pustym, kiedy weń wlatują pszczoły. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był to znak, że wracali goście z polowania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I krzątała się służba około śniadania.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jakoż po wszystkich izbach panował ruch wielki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Roznoszono potrawy, sztućce i butelki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mężczyźni tak jak weszli, w swych zielonych strojach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z talerzami, z szklankami, chodząc po pokojach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedli, pili lub wsparci na okien uszakach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozprawiali o flintach, chartach i szarakach. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podkomorstwo i Sędzia przy stole; a w kątku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panny szeptały z sobą. Nie było porządku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaki się przy obiadach i wieczerzach chowa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Była to w staropolskim domu moda nowa: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przy śniadaniach pan Sędzia, choć nierad, pozwalał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na taki nieporządek, lecz go nie pochwalał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Różne też były dla dam i mężczyzn potrawy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu roznoszono tace z całą służbą kawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tace ogromne, w kwiaty ślicznie malowane, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na nich kurzące wonnie imbryki blaszane &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z porcelany saskiej złote filiżanki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przy każdej garnuszeczek mały do śmietanki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Takiej kawy, jak w Polszcze, nie ma w żadnym kraju: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W Polszcze, w domu porządnym, z dawnego zwyczaju, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest do robienia kawy osobna niewiasta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nazywa się kawiarka; ta sprowadza z miasta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub z wicin bierze ziarna w najlepszym gatunku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zna tajne sposoby gotowania trunku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który ma czarność węgla, przejrzystość bursztynu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zapach moki i gęstość miodowego płynu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiadomo, czym dla kawy jest dobra śmietana; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na wsi nietrudno o nią: bo kawiarka z rana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przystawiwszy imbryki, odwiedza mleczarnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I sama lekko świeży nabiału kwiat garnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do każdej filiżanki w osobny garnuszek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby każdą z nich ubrać w osobny kożuszek. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Panie starsze, już wcześniej wstawszy, piły kawę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz drugą dla siebie zrobiły potrawę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z gorącego, śmietaną bielonego piwa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W którym twaróg gruzłami posiekany pływa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Zaś dla mężczyzn wędliny leżą do wyboru: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Półgęski tłuste, kumpie, skrzydliki ozoru, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystkie wyborne, wszystkie sposobem domowym &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uwędzone w kominie dymem jałowcowym; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W końcu wniesiono zrazy na ostatnie danie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Takie bywało w domu Sędziego śniadanie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;We dwóch izbach dwa różne skupiły się grona: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Starszyzna przy stoliku małym zgromadzona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówiła o sposobach nowych gospodarskich, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O nowych coraz sroższych ukazach cesarskich; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podkomorzy krążące o wojnie pogłoski &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oceniał i wyciągał polityczne wnioski. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panna Wojska, włożywszy okulary sine, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabawiała kabałą z kart Podkomorzynę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W drugiej izbie toczyła młodzież rzecz o łowach &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W spokojniejszych i cichszych niż zwykle rozmowach: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo Asesor i Rejent, oba mówcy wielcy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pierwsi znawcy myślistwa i najlepsi strzelcy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siedzieli przeciw sobie mrukliwi i gniewni. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oba dobrze poszczuli, oba byli pewni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwycięstwa swoich chartów: gdy pośród równiny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znalazł się zagon chłopskiej niezżętej jarzyny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam wpadł zając; już Kusy, już go Sokół imał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy Sędzia dojeżdżaczy na miedzy zatrzymał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Musieli być posłuszni, chociaż w wielkim gniewie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Psy powróciły same i nikt pewnie nie wie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy zwierz uszedł, czy wzięty; nikt zgadnąć nie zdoła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy wpadł w paszczę Kusego, czyli też Sokoła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyli obydwu razem: różnie sądzą strony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I spór na dalsze czasy trwał nierozstrzygniony. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wojski stary od izby do izby przechodził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po obu stronach oczy roztargnione wodził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie mieszał się w myśliwych ni w starców rozmowę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I widać, że czym innym zajętą miał głowę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nosił skórzaną plackę: czasem w miejscu stanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Duma długo i — muchę zabije na ścianie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tadeusz z Telimeną, pomiędzy izbami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stojąc we drzwiach na progu, rozmawiali sami. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niewielki oddzielał ich od słuchaczów przedział, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc szeptali. Tadeusz teraz się dowiedział: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że ciocia Telimena jest bogata pani, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że nie są kanonicznie z sobą powiązani &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbyt bliskim pokrewieństwem; i nawet niepewno, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy ciocia Telimena jest synowca krewną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć ją stryj zowie siostrą, bo wspólni rodzice &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak ich kiedyś nazwali mimo lat różnicę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że potem ona żyjąc w stolicy czas długi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyrządziła niezmierne Sędziemu usługi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stąd ją Sędzia szanował bardzo i przed światem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lubił, może z próżności, nazywać się bratem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czego mu Telimena przez przyjaźń nie wzbrania. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ulżyły Tadeusza sercu te wyznania. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiele też innych rzeczy sobie oświadczyli; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wszystko to się stało w jednej krótkiej chwili. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ale w izbie na prawo, kusząc Asesora, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł Rejent mimojazdem: «Ja mówiłem wczora, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że polowanie nasze udać się nie może: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze zbyt wcześnie, jeszcze na pniu stoi zboże &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I mnóstwo sznurów chłopskiej niezżętej jarzyny: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stąd i Hrabia nie przybył mimo zaprosiny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabia na polowaniu bardzo dobrze zna się, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieraz gadał o łowów i miejscu, i czasie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabia chował się w obcych krajach od dzieciństwa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I powiada, że to jest znakiem barbarzyństwa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Polować, tak jak u nas, bez żadnego względu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na artykuły ustaw, przepisy urzędu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie szanując niczyich kopców ani miedzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeździć po cudzym gruncie, bez dziedzica wiedzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiosną równie jak latem zbiegać pola, knieje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabijać nieraz lisa, właśnie gdy linieje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo cierpieć, iż kotną samicę zajęczą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Charty w runi uszczują, a raczej zamęczą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z wielką szkodą zwierzyny. Stąd się Hrabia żali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że cywilizacyja większa u Moskali; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo tam o polowaniu są ukazy cara &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dozór policyi, i na winnych kara». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Telimena ku lewej izbie obrócona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wachlując batystową chusteczką ramiona: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jak mamę kocham — rzekła — Hrabia się nie myli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znam ja dobrze Rosyją. Państwo nie wierzyli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy im nieraz mówiłam, jak tam z wielu względów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Godna pochwały czujność i srogość urzędów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byłam ja w Petersburku, nie raz, nie dwa razy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miłe wspomnienia! wdzięczne przeszłości obrazy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co za miasto! Nikt z panów nie był w Petersburku? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcecie może plan widzieć? Mam plan miasta w biurku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Latem świat petersburski zwykł mieszkać na daczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To jest w pałacach wiejskich (dacza wioskę znaczy). &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mieszkałam w pałacyku, tuż nad Newą rzeką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niezbyt blisko od miasta i niezbyt daleko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na niewielkim, umyślnie sypanym pagórku: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, co to był za domek! Plan mam dotąd w biurku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otóż, na me nieszczęście, najął dom w sąsiedztwie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakiś mały czynownik siedzący na śledztwie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzymał kilkoro chartów: co to za męczarnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy blisko mieszka mały czynownik i psiarnie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ilekroć z książką wyszłam sobie do ogrodu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Użyć księżyca blasku, wieczornego chłodu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaraz i pies przyleciał, i kręcił ogonem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I strzygł uszami, właśnie jakby był szalonym. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieraz się nalękałam. Serce mi wróżyło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z tych psów jakieś nieszczęście: tak się też zdarzyło. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo gdym szła do ogrodu pewnego poranka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chart u nóg mych zadławił mojego kochanka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bonończyka! Ach, była to rozkoszna psina, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miałam ją w podarunku od księcia Sukina &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na pamiątkę; rozumna, żywa jak wiewiórka: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mam jej portrecik, tylko nie chcę iść do biurka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widząc ją zadławioną, z wielkiej alteracji &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dostałam mdłości, spazmów, serca palpitacji. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może by gorzej jeszcze z moim zdrowiem było; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczęściem, nadjechał właśnie z wizytą Kiryło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gawrylicz Kozodusin, wielki łowczy dworu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pyta się o przyczynę tak złego humoru, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każe wnet urzędnika przyciągnąć za uszy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Staje pobladły, drżący i prawie bez duszy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;»Jak śmiesz — krzyknął Kiryło piorunowym głosem — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczuć wiosną łanię kotną tuż pod carskim nosem?« &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Osłupiały czynownik darmo się zaklinał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że polowania dotąd jeszcze nie zaczynał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że z wielkiego łowczego wielkim pozwoleniem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwierz uszczuty zda mu się być psem, nie jeleniem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;»Jak to? — krzyknął Kiryło — to śmiałbyś, hultaju, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znać się lepiej na łowach i zwierząt rodzaju &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niźli ja, Kozodusin, carski jegermajster? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechajże nas rozsądzi zaraz policmajster!« &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wołają policmajstra, każą spisać śledztwo. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;»Ja — rzecze Kozodusin — wydaję świadectwo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że to łania; on plecie, że to pies domowy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozsądź nas, kto zna lepiej zwierzynę i łowy!« &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Policmajster powinność służby swej rozumiał: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bardzo się nad zuchwalstwem czynownika zdumiał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I odwiódłszy na stronę po bratersku radził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;By przyznał się do winy i tym grzech swój zgładził. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łowczy udobruchany przyrzekł, że się wstawi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do cesarza i wyrok nieco ułaskawi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skończyło się, że charty poszły na powrozy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A czynownik na cztery tygodnie do kozy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabawiła nas cały wieczór ta pustota; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zrobiła się nazajutrz z tego anegdota, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że w sądy o mym piesku wielki łowczy wdał się: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nawet wiem z pewnością, że sam cesarz śmiał się». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Śmiech powstał w obu izbach. Sędzia z bernardynem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grał w mariasza i właśnie z wyświeconym winem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miał coś ważnego zadać: już ksiądz ledwo dyszał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy Sędzia początek powieści posłyszał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tak nią był zajęty, że z zadartą głową, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z kartą podniesioną, do bicia gotową, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siedział cicho i tylko bernardyna trwożył. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż gdy skończono powieść, pamfila położył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rzekł śmiejąc się: «Niech tam sobie kto chce chwali &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niemców cywilizcją, porządek Moskali; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj Wielkopolanie uczą się od Szwabów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawować się o lisa i przyzywać drabów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;By wziąć w areszt ogara, że wpadł w cudze gaje: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na Litwie, chwała Bogu, stare obyczaje. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mamy dosyć zwierzyny dla nas i sąsiedztwa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nie będziemy nigdy o to robić śledztwa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zboża mamy dosyć, psy nas nie ogłodzą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że po jarzynach albo po życie pochodzą: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na morgach chłopskich bronię robić polowanie». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ekonom z lewej izby rzekł: «Nie dziw, mospanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo też pan tak drogo płaci za taką zwierzynę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chłopy i radzi temu, kiedy w ich jarzynę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wskoczy chart; niech otrząśnie dziesięć kłosów żyta: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To pan mu kopę oddasz i jeszcze nie kwita: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Często chłopi talara w przydatku dostali. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wierz mi pan, że się chłopstwo bardzo rozzuchwali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli...» — Reszty dowodów pana Ekonoma &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie mógł usłyszeć Sędzia; bo pomiędzy dwoma &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozprawami, wszczęło się dziesięć rozgoworów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Anegdot, opowiadań i na koniec sporów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tadeusz z Telimeną, całkiem zapomniani, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pamiętali o sobie. Rada była pani, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że jej dowcip tak bardzo Tadeusza bawił; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Młodzieniec jej nawzajem komplementy prawił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Telimena mówiła coraz wolniej, ciszéj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I Tadeusz udawał, że jej nie dosłyszy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W tłumie rozmów: więc szepcąc tak zbliżył się do niéj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że uczuł twarzą lubą gorącość jej skroni; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wstrzymując oddech, usty chwytał jej westchnienie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I okiem łowił wszystkie jej wzroku promienie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wtem pomiędzy ich usta mignęła znienacka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Naprzód mucha, a za nią tuż Wojskiego placka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Na Litwie much dostatek. Jest pomiędzy nimi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gatunek much osobny, zwanych szlacheckimi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Barwą i kształtem całkiem podobne do innych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale pierś mają szerszą, brzuch większy od gminnych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Latając bardzo huczą i nieznośnie brzęczą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A tak silne, że tkankę przebiją pajęczą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub jeśli która wpadnie, trzy dni będzie bzykać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo z pająkiem sam na sam może się borykać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko to Wojski zbadał i jeszcze dowodził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że się z tych much szlacheckich pomniejszy lud rodził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że one tym są muchom, czym dla roju matki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że z ich wybiciem zginą owadów ostatki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawda, że ochmistrzyni ani pleban wioski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie uwierzyli nigdy w te Wojskiego wnioski &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I trzymali inaczej o muszym rodzaju; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz Wojski nie odstąpił dawnego zwyczaju: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ledwo dostrzegł takową muchę, wnet ją gonił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Właśnie mu teraz szlachcic nad uchem zadzwonił; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po dwakroć Wojski machnął, zdziwił się, że chybił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeci raz machnął, tylko co okna nie wybił; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż mucha, odurzona od tyla łoskotu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widząc dwóch ludzi w progu broniących odwrotu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzuciła się z rozpaczą pomiędzy ich lica; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tam za nią mignęła Wojskiego prawica. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Raz tak był tęgi, że dwie odskoczyły głowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak rozdarte piorunem dwie drzewa połowy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uderzyły się mocno oboje w uszaki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak, że obojgu sine zostały się znaki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Szczęściem, nikt nie uważał; bo dotychczasowa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żywa, głośna, lecz dosyć porządna rozmowa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zakończyła się nagłym wybuchem hałasu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak strzelcy, gdy na lisa zaciągną do lasu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słychać gdzieniegdzie trzask drzew, strzały, psiarni granie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wtem dojeżdżacz dzika ruszył niespodzianie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dał znak i wrzask powstaje w strzelców i psów tłuszczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gdyby się ozwały wszystkie drzewa puszczy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak dzieje się z rozmową. Z wolna się pomyka: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż natrafi na przedmiot wielki, jak na dzika. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzikiem rozmów strzeleckich, był ów spór zażarty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rejenta z Asesorem o sławne ich charty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krótko trwał, lecz zrobili wiele w jedną chwilę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo razem wyrzucili słów i obelg tyle, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że wyczerpnęli sporu zwyczajne trzy części, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przycinki, gniew, wyzwanie — i szło już do pięści. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Więc ku nim z drugiej izby wszyscy się porwali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tocząc się przeze drzwi na kształt bystrej fali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Unieśli młodą parę stojącą na progu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podobną Janusowi, dwulicemu bogu.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tadeusz z Telimeną nim na skroniach włosy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poprawili, już groźne ucichły odgłosy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szmer zmieszany ze śmiechem śród ciżby się szerzył; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nastąpił rozejm kłótni, kwestarz ją uśmierzył: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Człowiek stary, lecz krępy i bardzo pleczysty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Właśnie kiedy Asesor podbiegł do jurysty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy już sobie gestami grozili szermierze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On raptem porwał obu z tyłu za kołnierze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dwakroć uderzywszy głowy obie mocne &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedną o drugą, jako jaja wielkanocne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozkrzyżował ramiona na kształt drogowskazu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I we dwa kąty izby rzucił ich od razu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chwilę z rozciągnionymi stał w miejscu rękami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I «&lt;em class="foreign-word"&gt;Pax, pax, pax vobiscum&lt;/em&gt; — krzyczał — pokój z wami!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Zdziwiły się, zaśmiały nawet strony obie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przez szacunek, należny duchownej osobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie śmiano łajać mnicha; a po takiej probie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nikt też nie miał ochoty zaczynać z nim zwadę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaś kwestarz Robak, skoro uciszył gromadę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widać było, że wcale tryumfu nie szukał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani groził kłótnikom więcej, ani fukał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko poprawił kaptur, i ręce za pasem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zatknąwszy, wyszedł cicho z pokoju. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tymczasem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podkomorzy i Sędzia między dwiema strony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Plac zajęli. Pan Wojski, jakby przebudzony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z głębokiego dumania, w środku się postawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wąsy siwe pokręcił, kapoty poprawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Iskrzyły mu się oczy (zawżdy postrzegano &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten blask niezwykły, kiedy o łowach gadano), &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obiegał zgromadzenie ognistą źrenicą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I gdzie szmer jeszcze słyszał, jak ksiądz kropielnicą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam uciszając machał swą placką ze skóry; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wreszcie podniósłszy trzonek z powagą do góry, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak laskę marszałkowską, nakazał milczenie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Uciszcie się! — powtarzał — miejcie też baczenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wy, co jesteście pierwsi myśliwi w powiecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z gorszącej kłótni waszej co będzie? czy wiecie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oto młodzież, na której Ojczyzny nadzieje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Która ma wsławiać nasze ostępy i knieje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Która niestety, i tak zaniedbuje łowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może do ich wzgardzenia weźmie pochop nowy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widząc, że ci, co innym mają dać przykłady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z łowów przynoszą tylko poswarki i zwady! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miejcie też wzgląd powinny dla mych włosów siwych; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo znałem większych dawniej niźli wy myśliwych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A sądziłem ich nieraz sądem polubownym. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż był w lasach litewskich Rejtanowi równym? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy obławę zaciągnąć, czy spotkać się z zwierzem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto z Białopiotrowiczem porówna się Jerzym? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie jest dziś taki strzelec jak szlachcic Żegota, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co kulą z pistoletu w biegu trafiał kota? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Terajewicza znałem, co idąc na dziki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie brał nigdy innego oręża prócz piki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Budrewicza, co chodził z niedźwiedziem w zapasy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Takich mężów widziały niegdyś nasze lasy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli do sporu przyszło, jakże spór godzili? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oto obrali sędziów i zakład stawili. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ogiński sto włók lasu raz przegrał o wilka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niesiołowskiemu borsuk kosztował wsi kilka! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wy, panowie, pójdźcie za starych przykładem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rozstrzygnijcie spór wasz choć mniejszym zakładem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słowo wiatr, w sporach słownych nigdy nie masz końca; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szkoda ust dłużej suszyć kłótnią o zająca. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc polubownych sędziów najpierwej obierzcie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A co wyrzekną, temu sumiennie zawierzcie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja uproszę Sędziego, ażeby nie bronił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dojeżdżaczowi, choćby po pszenicy gonił; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tuszę, że tę łaskę otrzymam od pana». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To wyrzekłszy, Sędziego ścisnął za kolana. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Konia — zawołał Rejent — stawię konia z rzędem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I opiszę się jeszcze przed ziemskim urzędem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Iż ten pierścień Sędziemu w salarijum złożę». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Ja — rzekł Asesor — stawię me złote obroże, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaszczurem wykładane, z kółkami ze złota, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I smycz tkany jedwabny, którego robota &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Równie cudna jak kamień, co się na nim świeci. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciałem ten sprzęt zostawić w dziedzictwie dla dzieci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeślibym się ożenił: ten sprzęt mnie darował &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Książę Dominik, kiedym z nim razem polował &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z marszałkiem Sanguszką księciem, z jenerałem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mejenem, i gdy wszystkich na charty wyzwałem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam, bezprzykładną w dziejach polowania sztuką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uszczułem sześć zajęcy pojedynczą suką. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Polowaliśmy wtenczas na Kupiskim błoniu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Książę Radziwiłł nie mógł dosiedzieć na koniu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zsiadł i, objąwszy sławną mą charcicę Kanię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzykroć jej w samą głowę dał pocałowanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A potem trzykroć ręką klasnąwszy po pysku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł: »Mianuję cię odtąd księżną na Kupisku«. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak Napoleon daje wodzom swoim księstwa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od miejsc, na których wielkie odnieśli zwycięstwa». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Telimena, znudzona zbyt długimi swary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciała wyjść na dziedziniec, lecz szukała pary; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzięła koszyczek z kołka: «Panowie, jak widzę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcecie zostać w pokoju, ja idę na rydze; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto łaska, proszę za mną» — rzekła, koło głowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obwijając czerwony szal kaszemirowy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Córeczkę Podkomorstwa wzięła w jedną rękę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A drugą podchyliła do kostek sukienkę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusz milczkiem za nią na grzyby pośpieszył. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Zamiar przechadzki bardzo Sędziego ucieszył; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widział sposób rozjęcia krzykliwego sporu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A więc krzyknął: «Panowie, po grzyby do boru! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto z najpiękniejszym rydzem do stołu przybędzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten obok najpiękniejszej panienki usiędzie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sam ją sobie wybierze. Jeśli znajdzie dama, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Najpiękniejszego chłopca weźmie sobie sama». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/pan-tadeusz/"&gt;Adam Mickiewicz, „Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Nawiedzenie</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/schulz-sklepy-cynamonowe/02/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/schulz-sklepy-cynamonowe/02/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Nawiedzenie&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3"&gt;1&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;
Już wówczas miasto nasze popadało coraz bardziej w chroniczną szarość zmierzchu, porastało na krawędziach liszajem cienia, puszystą pleśnią i mchem koloru żelaza.
&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ledwo rozpowity z brunatnych dymów i mgieł poranka — przechylał się dzień od razu w niskie bursztynowe popołudnie, stawał się przez chwilę przezroczysty i złoty jak ciemne piwo, ażeby potem zejść pod wielokrotnie rozczłonkowane, fantastyczne sklepienie kolorowych i rozległych nocy.
&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Mieszkaliśmy w rynku, w jednym z tych ciemnych domów o pustych i ślepych fasadach, które tak trudno od siebie odróżnić.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Prolog</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/dziady-dziady-poema-dziady-czesc-iii/02/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/dziady-dziady-poema-dziady-czesc-iii/02/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2"&gt;LITWA&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title" id="sub0"&gt;PROLOG&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;W Wilnie przy ulicy Ostrobramskiej, w klasztorze ks. ks. Bazylianów, przerobionym na więzienie stanu — cela więźnia.&lt;/div&gt;
&lt;p class="spacer"&gt; &lt;/p&gt;
&lt;div class="motto"&gt;&lt;p class="paragraph"&gt;A strzeżcie się ludzi, albowiem was będą wydawać do siedzącej rady i w bożnicach swoich was biczować będą.&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="motto_podpis"&gt;Mat. R. X w. 17&lt;/div&gt;
&lt;div class="motto"&gt;&lt;p class="paragraph"&gt;I do Starostów i do Królów będziecie wodzeni na świadectwo im i poganom.&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="motto_podpis"&gt;w. 18&lt;/div&gt;
&lt;div class="motto"&gt;&lt;p class="paragraph"&gt;I będziecie w nienawiści u wszystkich dla imienia mego. Ale kto wytrwa aż do końca, ten będzie zbawion.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Prolog</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/kordian/02/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/kordian/02/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;PROLOG&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZA OSOBA PROLOGU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Boże! zeszlij na lud twój, wyniszczony bojem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sen cichy, sen przespany, z pociech jasnym zdrojem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj widmo rozpaczy we śnie go nie dręczy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozwieś nad nim kotarę z rąbka niebios tęczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech się we łzach nie budzi przed dniem zmartwychwstania; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A mnie daj łzy ogromne i męki niespania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po mękach wręcz mi trąbę sądnego anioła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kogo przed tron Boga ta trąba zawoła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj stanie przed Tobą. Daj mi siłę, Boże, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A komu palec przekleństw na czoło położę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech nosi znak na czole... Pozwól, Panie, tuszyć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że słowem zdołam cielce złote giąć i kruszyć... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z brązu wzniosę posągi, gdzie pokruszę gipsy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kto ja jestem? — Jestem duch Apokalipsy — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obróćcie ku mnie oczu zamglonych i twarzy... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oto stoję wśród siedmiu złocistych lichtarzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podobny do człowieka... szata w długość szczodra &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spływa do stóp; pas złoty przewiązał mi biodra, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głowę kryje włos biały, jak śniegi, jak wełna; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z oczu skra leci ogniów dyjamentu pełna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nogi mam jak miedź świeżym ogniskiem czerwona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głos huczy jako woda wezbraniem szalona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W ręku siedem gwiazd niosę, a z ust mi wytryska &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miecz ostry obosieczny, a twarz moja błyska &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak słońce w całej mocy wyświecone kołem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdy przede mną na twarz upadniecie czołem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiem wam: «Jestem pierwszy... i ostatnim będę...» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGA OSOBA PROLOGU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja wam zapał poety na nici rozprzędę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wy śmiejcie się z zapału mego towarzysza... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto on? — do tureckiego podobny derwisza; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Owe siedem lichtarzy, jest to siedem grodów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stoi wśród siedmiu złotem nalanych narodów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wygnaniec. — A włos czarny w siwość mu zamienia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wiek, ale zgryzota... W oczach blask natchnienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W ręku gwiazdy... to myśli, z których jasność dniowa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miecz w ustach obosieczny, jest to sztylet słowa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którym zabija ludzi głupich... albo wrogów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;TRZECIA OSOBA PROLOGU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwaśnionych obu spędzam ze scenicznych progów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dajcie mi proch zamknięty w narodowej urnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z prochu lud wskrzeszę, stawiam na mogił koturnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I mam aktorów wyższych o całe mogiły. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z przebudzonych rycerzy zerwę całun zgniły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystkich obwieję nieba polskiego błękitem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystkich oświecę duszy promieniem i świtem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Urodzonych nadziei — aż przejdą przed wami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pozdrowieni uśmiechem, pożegnani łzami. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/kordian/"&gt;Juliusz Słowacki, „Kordian”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział drugi</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/02/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/02/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział drugi&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Po posiłku, który zwał się śniadaniem, a do którego dwaj towarzysze zasiedli wówczas, gdy zwykli śmiertelni byli już dawno po południowym prandium, Petroniusz zaproponował lekką drzemkę. Według niego pora była jeszcze za wczesna na odwiedziny. Są wprawdzie ludzie, którzy poczynają odwiedzać znajomych o wschodzie słońca, uważając w dodatku zwyczaj ten za stary, rzymski. Ale on, Petroniusz, uważa go za barbarzyński. Godziny popołudniowe są najwłaściwsze, nie wcześniej jednak, zanim słońce nie przejdzie w stronę świątyni Jowisza Kapitolińskiego i nie pocznie patrzeć z ukosa na Forum. Jesienią bywa jeszcze gorąco i ludzie radzi śpią po jedzeniu. Tymczasem miło jest posłuchać szumu fontanny w atrium i po obowiązkowym tysiącu kroków zdrzemnąć się w czerwonym świetle, przecedzonym przez purpurowe, na wpół zaciągnięte velarium.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział II</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/02/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/02/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;II&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W ciągu dwumiesięcznej bytności w szkole Marcinek „zdumiewające uczynił w naukach postępy”.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Tak donosiła listownie rodzicom chłopca pani nauczycielowa.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W istocie Marcinek umiał już czytać (rzecz prosta — po rosyjsku), pisać dyktanda, robić &lt;em class="foreign-word"&gt;zadaczki&lt;/em&gt; na cztery działania i począł nawet ćwiczyć się w obu rozbiorach: etymologicznym i syntaktycznym.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Pan Wiechowski szczególniejszą uwagę zwracał na owe rozbiory. Codziennie o godzinie drugiej po południu rozpoczynał z Marcinkiem lekcję. Chłopiec czytał jakiś urywek, później opowiadał treść tego, co przeczytał, w sposób tak śmieszny i tak zabawnie barbarzyńskimi wyrazami, że samego profesora rozweselała ta nauka.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział II</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/02/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/02/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ II&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Tymczasem w domu czekała ich podczas obiadu dobra nowina. Panowie Tarkowski i Rawlison byli zaproszeni przed kilku tygodniami, jako biegli inżynierowie, do obejrzenia i oceny robót prowadzonych przy całej sieci kanałów w prowincji El-Fajum, w okolicach miasta Medinet, blisko jeziora Karoun oraz wzdłuż rzeki Jussef i Nilu. Mieli tam zabawić koło miesiąca i uzyskali na to urlopy od własnej kompanii. Ponieważ zbliżały się święta Bożego Narodzenia, więc obaj nie chcąc rozstawać się z dziećmi postanowili, że Staś i Nel pojadą także do Medinet. Po usłyszeniu tej nowiny dzieci omal nie wyskoczyły ze skóry z radości. Dotychczas znały miasta leżące wzdłuż kanału, a mianowicie Izmailę i Suez, poza kanałem zaś — Aleksandrię i Kair, pod którym oglądały wielkie piramidy i Sfinksa. Ale były to krótkie wycieczki, gdy wyprawa do Medinet-el-Fajum wymagała całego dnia jazdy koleją wzdłuż Nilu na południe, a potem od El-Wasta na zachód, ku Pustyni Libijskiej. Staś znał Medinet z opowiadań młodszych inżynierów i podróżników, którzy jeździli tam na polowanie na wszelkiego rodzaju ptactwo wodne oraz na wilki z pustyni i hieny. Wiedział, że jest to osobna wielka oaza leżąca po lewym brzegu Nilu, ale niezależna od jego wylewów i mająca swój własny system wodny, utworzony przez jezioro Karoun, przez Bahr-Jussef i przez całą więź drobnych kanałów. Ci, którzy oazę tę widzieli, mówili, że jakkolwiek kraina ta należy do Egiptu, jednakże, oddzielona od niego pustynią, tworzy odrębną całość. Tylko rzeka Jussef wiąże, rzekłbyś, niebieskim cienkim sznurkiem tę okolicę z doliną Nilu. Wielka obfitość wód, żyzność gleby i wspaniała roślinność tworzą z niej jakby raj ziemski, a rozległe ruiny miasta Krokodilopolis ściągają tam setki ciekawych podróżników. Stasiowi jednak uśmiechały się głównie brzegi jeziora Karoun z rojami ptactwa i wyprawy na wilki do pustynnych wzgórz Gue-bel-el-Sedment.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Świteź</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/ballady-i-romanse/02/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/ballady-i-romanse/02/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Świteź&lt;/h2&gt;
&lt;div class="dedication"&gt;&lt;p class="paragraph"&gt;Do Michała Wereszczaki&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Ktokolwiek będziesz w Nowogródzkiej stronie, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do Płużyn ciemnego boru &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wjechawszy, pomnij zatrzymać twe konie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;By się przypatrzyć jezioru. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Świteź tam jasne rozprzestrzenia łona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W wielkiego kształcie obwodu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gęstą po bokach puszczą oczerniona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gładka jak szyba lodu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Jeżeli nocną przybliżysz się dobą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zwrócisz ku wodom lice: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gwiazdy nad tobą i gwiazdy pod tobą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dwa obaczysz księżyce. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Niepewny, czyli szklanna spod twej stopy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod niebo idzie równina, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyli też niebo swoje szklanne stropy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż do nóg twoich ugina; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Gdy oko brzegów przeciwnych nie sięga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dna nie odróżnia od szczytu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdajesz się wisieć w środku niebokręga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W jakiejś otchłani błękitu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Tak w noc, pogodna jeśli służy pora, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzrok się przyjemnie ułudzi... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz, żeby w nocy jechać do jeziora, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeba być najśmielszym z ludzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Bo jakie szatan wyprawia tam harce! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakie się larwy szamocą! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drżę cały, kiedy bają o tém starce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I strach wspominać przed nocą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Nieraz śród wody gwar jakoby w mieście, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ogień i dym bucha gęsty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zgiełk walczących i wrzaski niewieście &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dzwonów gwałt i zbrój chrzęsty. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Nagle dym spada, hałas się uśmierza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na brzegach tylko szum jodły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W wodach gadanie cichego pacierza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dziewic żałośne modły. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Co to ma znaczyć? różni różnie plotą: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż, kiedy nie był nikt na dnie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biegają wieści pomiędzy prostotą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz któż z nich prawdę odgadnie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Pan na Płużynach, którego pradziady &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Były Świtezi dziedzice, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z dawna przemyślał i zasięgał rady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak te zbadać tajemnice. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Kazał przybory w bliskiem robić mieście, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wielkie sypał wydatki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Związano niewód, głęboki stóp dwieście, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Budują czółny i statki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Ja ostrzegałem: że w tak wielkiem dziele &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrze, kto z Bogiem poczyna; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dano więc na mszę w niejednym kościele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ksiądz przyjechał z Cyryna. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Stanął na brzegu, ubrał się w ornaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeżegnał, pracę pokropił; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan daje hasło: odbijają baty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niewód się z szumem zatopił. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Topi się, pławki na dół z sobą spycha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak przepaść wody głęboka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prężą się liny, niewód idzie z cicha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pewnie nie złowią ni oka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Na brzeg oboje wyjęto już skrzydło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciągną ostatek więcierzy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiemże jakie złowiono straszydło? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć powiem, nikt nie uwierzy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Powiem jednakże. Nie straszydło wcale, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żywa kobieta w niewodzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twarz miała jasną, usta jak korale, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Włos biały skąpany w wodzie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Do brzegu dąży. A gdy jedni z trwogi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na miejscu stanęli głazem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drudzy zwracają ku ucieczce nogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łagodnym rzecze wyrazem: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;«Młodzieńcy! wiecie, że tutaj bezkarnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dotąd nikt statku nie spuści: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każdego śmiałka jezioro zagarnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do nieprzebrnionych czeluści. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;I ty, zuchwały, i twoja gromada &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wraz byście poszli w głębinie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz, że to kraj był twojego pradziada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że w tobie nasza krew płynie; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Choć godna kary jest ciekawość pusta, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz, żeście z Bogiem poczęli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bóg wam przez moje opowiada usta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzieje tej cudnej topieli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Na miejscach, które dziś piaskiem zaniosło, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie car i trzcina zarasta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po których teraz wasze biega wiosło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stał okrąg pięknego miasta. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Świteź, i w sławne orężem ramiona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I w kraśne twarze bogata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niegdyś od książąt Tuhanów rządzona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kwitnęła przez długie lata. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Nie ćmił widoku ten ostęp ponury: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przez żyzne wskroś okolice &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widać stąd było Nowogródzkie mury, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Litwy naówczas stolicę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Raz niespodzianie obiegł tam Mendoga &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potężnem wojskiem car z Rusi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na całą Litwę wielka padła trwoga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że Mendog poddać się musi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Nim ściągnął wojsko z odległej granicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do ojca mego napisze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— »Tuhanie! w tobie obrona stolicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śpiesz, zwołaj twe towarzysze«. — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Skoro przeczytał Tuhan list książęcy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wydał rozkaz do wojny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stanęło zaraz mężów pięć tysięcy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A każdy konny i zbrojny. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Uderzą w trąby, rusza młódź, już w bramie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błyska Tuhana proporzec, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz Tuhan stanie i ręce załamie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I znowu jedzie na dworzec. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;I mówi do mnie: — »Jaż własnych mieszkańców &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dla obcej zgubię odsieczy? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak wiesz, że Świteź nie ma innych szańców, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prócz naszych piersi i mieczy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Jeśli rozdzielę szczupłe wojsko moje, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krewnemu nie dam obrony; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A jeśli wszyscy pociągniem na boje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak będą córy i żony?« &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;— Ojcze, odpowiem, lękasz się niewcześnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idź, kędy sława cię woła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bóg nas obroni: dziś nad miastem we śnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widziałam jego anioła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Okrążył Świteź miecza błyskawicą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nakrył złotemi pióry, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rzekł mi: póki męże za granicą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja bronię żony i córy. — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Usłuchał Tuhan, i za wojskiem goni; &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz gdy noc spada ponura, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słychać gwar z dala, szczęk i tętent koni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zewsząd straszny wrzask: ura! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Zagrzmią tarany, padły bram ostatki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zewsząd pocisków grad leci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biegą na dworzec starce, nędzne matki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziewice i drobne dzieci. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;»Gwałtu! wołają, zamykajcie bramę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tuż, tuż, za nami Ruś wali. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach! zgińmy lepiej, zabijmy się same, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śmierć nas od hańby ocali«. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Natychmiast wściekłość bierze miejsce strachu; &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miecą bogactwa na stosy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przynoszą żagwie i płomień do gmachu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I krzyczą strasznemi głosy: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;»Przeklęty będzie, kto się nie dobije!« &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Broniłam, lecz próżny opór: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Klęczą, na progach wyciągają szyje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A drugie przynoszą topór. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Gotowa zbrodnia... Czyli wezwać hordy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I podłe przyjąć kajdany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy bezbożnemi wytępić się mordy?... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panie, zawołam, nad pany: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Jeśli nie możem ujść nieprzyjaciela, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O śmierć błagamy u Ciebie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj nas lepiej Twój piorun wystrzela, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub żywych ziemia pogrzebie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Wtem, jakaś białość nagle mnie otoczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzień zda się spędzać noc ciemną: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spuszczam ku ziemi przerażone oczy... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już ziemi nie ma pode mną!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Takeśmy uszły zhańbienia i rzezi. &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzisz to ziele dokoła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To są małżonki i córki Świtezi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które Bóg przemienił w zioła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Białawem kwieciem, jak białe motylki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Unoszą się nad topielą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;List ich zielony, jak jodłowe szpilki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy je śniegi pobielą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Za życia cnoty niewinnej obrazy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jej barwę mają po zgonie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W ukryciu żyją i nie cierpią skazy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śmiertelne nie tkną ich dłonie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Doświadczył tego car i ruska zgraja, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy piękne ujrzawszy kwiecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten rwie i szyszak stalony umaja, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten wianki na skronie plecie: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Kto tylko ściągnął do głębini ramie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak straszna jest kwiatów władza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że go natychmiast choroba wyłamie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I śmierć gwałtowna ugadza. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Choć czas te dzieje wymazał z pamięci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pozostał sam odgłos kary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dotąd w swych baśniach prostota go święci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I kwiaty nazywa Cary». — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;To mówiąc, pani z wolna się oddala, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Topią się statki i sieci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szum słychać w puszczy, poburzona fala &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z łoskotem na brzegi leci. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Jezioro do dna pękło na kształt rowu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz próżno za nią wzrok goni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wpadła i falą nakryła się znowu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I więcej nie słychać o niéj. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/ballady-i-romanse/"&gt;Adam Mickiewicz, „Ballady i romanse”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom I, rozdział drugi</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/02/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/02/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział drugi&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;A wtem przez drzwi weszła księżna — pani średnich lat, ze śmiejącą się twarzą, przybrana w czerwony płaszcz i szatę zieloną, obcisłą, z pozłoconym pasem na biodrach, idącym wzdłuż pachwin i zapiętym nisko wielką klamrą. Za panią szły panny dworskie, niektóre starsze, niektóre jeszcze niedorosłe, w różowych i liliowych wianuszkach na głowach, po większej części z lutniami w ręku. Były i takie, które niosły całe pęki kwiatów świeżych, widocznie uzbieranych po drodze. Zaroiła się izba, bo za pannami ukazało się kilku dworzan i małych pacholików. Weszli wszyscy raźno, z wesołością w twarzach, rozmawiając głośno lub podśpiewując, jakoby upojeni pogodną nocą i jasnym blaskiem księżyca. Między dworzanami dwóch było rybałtów, jeden z lutnią, drugi z gęślikami u pasa. Jedna z dziewcząt, młódka jeszcze, może dwunastolatka, niosła też za księżną małą luteńkę, nabijaną miedzianymi ćwiekami.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>3. Piękne są oczy fiołkowe, ale kto ukradł drzwi?</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/makuszynski-szatan-z-siodmej-klasy/03/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/makuszynski-szatan-z-siodmej-klasy/03/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;3. &lt;br/&gt;Piękne są oczy fiołkowe, ale kto ukradł drzwi?&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Sprawa zbrodniczej nitki, którą Adasiowi udało się... zszyć „pęknięte serce” dobrego chłopaczyny, narobiła wiele hałasu; gdy wiadomość o niej dotarła do pana profesora Gąsowskiego, zacny ten mąż zadumał się głęboko i znieruchomiał w pozie, w jakiej zwykle Mickiewicz kamienieje na posągach: kamienną ręką przyciska kamienną książkę do kamiennej piersi, jak gdyby zatrwożony, że mu ją chcą przemocą odebrać. Tym się jednak odróżniał od wieszcza, że chociaż zakrzepły w kamiennej zadumie, westchnął głęboko w pewnej chwili, czego — jako żywo — wieszcz nie może uczynić, a co uczyniłby chętnie, gorzkimi tknięty myślami i przepełniony rozżaleniem nad losem wyświeconej z życia poezji. Pan profesor powróciwszy do życia, wyrzekł sam do siebie tajemnicze słowa:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Akt III</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/wesele/03/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/wesele/03/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;AKT III&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub0"&gt;SCENA I&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Gospodarz&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Chodzi tam i sam; zatrzaskując zamyka to jedne, to drugie drzwi, które ktoś od zewnątrz otworzy; wreszcie znużony położył się na zestawionych krzesłach, drzemiący. Pokój jest ciemny.&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wszystko już odtąd mówione półgłosem.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub1"&gt;SCENA II&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Gospodarz&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Poeta&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Nos&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Pan Młody&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Gospodyni&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Panna Młoda&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spił sie, no! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zwyczajna rzecz: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;powinien mieć polski łeb &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i do szabli, i do szklanki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— a tymczasem usnął kiep. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;NOS&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do szklanki i do kochanki — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— chociaż nie — chociaż nie; — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;rzecz mi się inaczej widzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;coś mnie tak pod sercem rwie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;może z tego będzie co; — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wino, wódka — to nie to, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czynnik główny: ...miecz. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miecz — miecz, czynnik główny miecz. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziwna rzecz — dziwna rzecz; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;połóżcie go spać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Szarpie sie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;NOS&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzi mi się, jestem w lesie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;uciekają drzewa precz.... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy cię nudzi? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;NOS&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wszystko nudzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wszystko mi się przykrzy już; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;koło serca mi się studzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;odleciał mnie Anioł stróż; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ino mi się widzi las &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i te drzewa lecą precz: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wszystko hula: has, has, has. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA MŁODA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To sie spił. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ciekawa rzecz. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko zawsze jest ciekawe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wszystko interesujące. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Własny ton, muzyka duszy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ton, przez który dusza krzyczy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciszej — czegoś sobie życzy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;NOS&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kapkę wina, w gardle suszy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Masz — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;NOS&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Poety&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Znam, znam: &lt;em class="foreign-word"&gt;evviva l’arte&lt;/em&gt;, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;życie nasze nic niewarte: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;kult Bachusa i Astarte. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ha! trza znosić Fata, Los, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;konsekwentnie próżny trzos; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;o Wielkościach darmo śnić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;trzeba żyć, trzeba żyć. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bonaparte, ten miał nos. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;ze swego miejsca&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzieżeś ty się tak uwinoł, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ledwo drugi dzień wesela, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jużeś powalony z nóg. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;NOS&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciałem, żebym w tłumie zginął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;żeby się tak zniwelować, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zanurzyć się po szczyt głowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;w ten świat zdrowy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;indywidualność zdusić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;do prostoty się przymusić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ale cóż, kiedy natura &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;rozśpiewała moją duszę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;mimo żem chciał się pogłębić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;na plan pierwszy wstąpić muszę — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czuję! psiakrew, serce czuję... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie żarty, choroba serca; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;po cóż pijesz? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Niebezpieczno, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ach, to już prawie szaleństwo. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;mrucząc&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;...A jednak i to... męczeństwo: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;żyć z tą pustką w duszy wieczną. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;NOS&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piję, piję, bo ja muszę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bo jak piję, to mnie kłuje; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wtedy w piersi serce czuję, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;strasznie wiele odgaduję: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tak po polsku coś miarkuję &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;szumi las, huczy las: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;has, has, has. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chopin gdyby jeszcze żył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;toby pił — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;has, has, has, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;szumi las, huczy las. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Połóżże się na kanapie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak się wyśpisz, pójdziesz w tan. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;NOS&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tańcowałem z Morawianką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nikt jej nie chciał w taniec brać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przecie mnie na litość stać: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ona chłopka, a ja pan, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak się prześpię, niech poczeka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;majacząc&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sen — sen: — niech poczeka tam;... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;długa droga i daleka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jedzie drogą wielki pan... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do brata&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coś się marzy — — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;I ja śpiący. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do męża&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podź na łóżko, zgotowione. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie — zostanę tu w fotelu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;ku &lt;em class="person"&gt;Nosowi&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;He, dobranoc, przyjacielu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tych prawdziwych już niewielu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;NOS&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;układa się na sofie; do &lt;em class="person"&gt;Pana Młodego&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Całowałem Morawiankę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a trzymałem flaszkę w łapie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;flaszka mi się przechyliła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i czuję, że wino kapie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;szkoda wina; — w tym przyczyna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że trzymałem flaszkę w łapie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;chciałem wyjąć korek, a tu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;korek coraz na spód idzie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;myślę sobie, daj go katu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wyciągnę korek za włos, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;za włos długi Morawianki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a ona poszła po szklanki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;no, ale się jakoś stało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że wypiłem flaszkę całą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i... musiałem wypić włos! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i to mnie tak rozmarzyło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;żem się kochać począł naraz — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;chcę całować drugi raz &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i tutaj nowy ambaras, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bom runął jak, jak — jak głaz. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pamiętaj na drugi raz: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wprzód całować, potem pić. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wprzódy zmarnieć, potem żyć. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A podźcie juz, niechże śpiom. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;NOS&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tom te rom tom, tom, tom, tom... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA MŁODA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ostawcie ich, podźcie już. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciekawy stan takich dusz. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;My jeno znamy połowę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;o sobie — któż resztę wie — — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie to człowiek chadza w śnie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;straszno tam, tutaj źle; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;prawie co dzień myślę o tem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak to długo może trwać — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;NOS&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na ten temat myślę co dzień; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak się wyśpię, powiem mowę — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;chce mi się okrutnie spać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;najlepiej na ten temat śpię. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Całe ciało zlane potem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trza mu suknie insze wdziać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;NOS&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wieczność — czy tak rozumiecie — ? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieskończoność — hej, gdzieś, hej — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ty mi, panno, wina lej; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;spłyniem, inni po nas przyjdą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy oni już raz stąd wyjdą! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie tłuczcie się — ruszaj tam, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;chcę mieć spokój, chcę być sam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;NOS&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spłyniem, inni po nas przyjdą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;uciekajcie, kysz, a kysz — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;après nous le déluge&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Nos&lt;/em&gt; zasypia na sofie, &lt;em class="person"&gt;Gospodarz&lt;/em&gt; na fotelu i krzesłach i tak już śpiący obaj pozostają.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub2"&gt;SCENA III&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Czepiec&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Muzykant&lt;/em&gt; we drzwiach wejściowych&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Durny gajdusie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;piniądze tobyś chcioł brać?! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MUZYKANT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie gawędźcie, gospodorzu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;połóżcie się spać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;niech se potańcują inni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Psiekwie — mieście grać powinni; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to mnie kazujecie leżeć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jagem wom zesypoł piniądze. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzyć! — jak wom pyski spiere. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będziecie czy nie będziecie grać — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MUZYKANT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie gawędźcie, gospodorzu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;połóżcie się spać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;niech se potańcują inni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Psiekwie — mieście grać powinni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MUZYKANT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szóstkeście dali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;juześmy wom przegrali; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;niech se potańcują inni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Psiekwie — mieście grać powinni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub3"&gt;SCENA IV&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Czepiec&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Czepcowa&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPCOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dejze pokój — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;cóz ci ta o głupie granie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zastępujesz ta komu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Następ — jo im sprawie lanie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPCOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pojdze do dom, boś ochlany. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Caf się, babo — jo pijany? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szuruj do domu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skrzypkowie, jo mom rękę silno, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;moze wicie — po dobroci. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPCOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O cóz to ci — o cóz to ci? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Następ, ja im sprawie lanie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPCOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dejze pokój. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Psie gazdonie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;pokil mówię po dobroci. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub4"&gt;SCENA V&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Czepcowa&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Gospodyni&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPCOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Was ta śpi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Mój ta śpi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPCOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Telo z tym Weselem zachodu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech sie ta pocieszom z młodu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPCOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Juści, ino tylecka człowieka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;co sie nawesołuje z młodu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;późni ino cięgiem narzeka: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tego szkoda, tego szkoda... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak ta, jak ta, jak sie co da. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPCOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale piknie sie odbywo. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ino to miastowe państwo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;patrzy sie, patrzy, a poziwo; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;widać to niewyspane cy jakie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;poziwo, a nie odydzie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;widać im sie szyćko udało; — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a naprzyjezdzało niemało. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylo ozrywki w cały bidzie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub5"&gt;SCENA VI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Rachel&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Poeta&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RACHEL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, panie, jak to piękna dla pana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;chwila — ja panu oddana; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a że to tak przemija &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i ani się pan coraz zbliża, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ani ja, bo ja wciąż nieśmiała. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pani by tam stała i stała &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;na tym wichrze... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RACHEL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A, ten pęd; a potem te głosy coraz cichsze — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;coraz dalsze — i ta muzyka bliska, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i te wszystkie na sadzie zjawiska, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;którem ja widziała — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a że to tak przemija; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że my się rozejdziemy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że się wzajem zapomniemy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to jest, pan mnie zapomni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i jak się Rachel oprzytomni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to będzie marzyć &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i może będzie smutna. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To będzie pani kontenta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że myśl tak upornie zajęta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;smutkiem — a Smutek to Piękno. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RACHEL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A jak struny sie jakie rozpękną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i zacznie grać ten żal. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtedy pani weźmie szal &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i przystanie jak Polymnia w ogrodzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i pomyśli — — jaki krój jest w modzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak się ubrać, mając pójść na bal &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;lub do koncertowych sal, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a tam — to się spotkamy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RACHEL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;No a cóż ten serdeczny żal &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i ta na moim czole chmura — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A od czegóż jest literatura ? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to wejdzie w sztukę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;w jakiejkolwiek formie, ale wejdzie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czy jako sonet, czy liryka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czy feleton powieści. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RACHEL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A moja muzyka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;serca — prawie miłość do pana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;najszczersza — — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta będzie najszczerzej oddana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;co do wiersza. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub6"&gt;SCENA VII&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Haneczka&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Pan Młody&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HANECZKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziękuję ci, panie bratku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tak mi dobrze było tańcować. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrze, kwiatku? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HANECZKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakem sie zaczęła kręcić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tak w kółeczko, tak w kółeczko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;takem i chciała pocałować &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;drużbę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dziecko?! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HANECZKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;No a wy, to sie całujecie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nie jak dzieci. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;My jako poeci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to nam, to niby uchodzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to się inaczej rozumie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HANECZKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ja to w sobie zatłumię? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechże przecie sie wyszumię &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;w czułości dla tych Krakusów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko dobrze, prócz całusów &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HANECZKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Całus nie jest żadną stratą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drużbowie za głupi na to. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HANECZKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To tak mówisz na ostatku! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie trza, kwiatku! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub7"&gt;SCENA VIII&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Poeta&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Maryna&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coraz piękniej — pani sama. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pięknieję w tej samotności; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;pan już, widzę, przypiął skrzydła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;pan już upoetyzował chwilę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i dom cały, wesele i gości. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak — już wszelakie straszydła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;cały raj fantastyczności &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zimaginowałem żywy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;No i stał się pan szczęśliwy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;miarkując talentu tyle; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a my co — my nie poeci; — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czy nie uważa pan, że nad nas leci &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jakaś kaskada czułości, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że się nam na oczach świeci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jakbyśmy już coś widzieli — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może, to może być, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że staliście się anieli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przez tę noc nieprzespaną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przetańczoną, przegraną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a dalej co — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Myślę właśnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;co dalej z anielstwem począć — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że do wozu się koniki zaprzągnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;my siądziemy — lokaj trzaśnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;z bicza — i wszystko... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jak z bicza trzask zgaśnie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;No ale któż &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ten ton tak wysoki uciągnie?? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam poza mną, jak stałam &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przy skrzypku — wysłuchałam: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;mówili o Polsce chłopi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i mówili wcale rozsądnie i szczerze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że tego, tamtego trzeba bić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że się nie trzeba dać, że trzeba jakoś żyć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że dłużej tak nie może trwać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i, wie pan — jakoś temu wierzę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że to było rozsądnie i szczerze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że jakby przyszło do czego... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Kiedy!? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo po co się to ciągle skarżyć biedy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;po co myśleć. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Rzeczywiście, po co — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A za popędem idąc... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jak kto! — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oni i my — my i oni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;na wyścigi — kto kogo przegoni! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A pan na Pegazie na chmurze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnie się zdaje — że coś jest... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam?! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam — tu! — w całej polskiej naturze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przemiana. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Obserwacja? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ja wróżę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, wierzę pani, i ja też przemieniony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a jeszcze sobie nie wierzę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i choć wszystko pani mówię szczerze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to przed sobą prawdę własną kryję &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i we mgle jakowejś żyję. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyle się podłości i głupoty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;koło mnie wlokło jak psów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czepiało się moich rąk, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czepiało się moich nóg; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;z tylum już zawracał dróg &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;dla mgieł, dla nocy, ciemności! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oszaleć — bo wszędy czuję &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ten ustrój poetyczności &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i wszystko we mnie tańcuje: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;mgły i smutek, i podłości — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i na skrzydłach mi cięży &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ciężar jakby cudzych łez: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ktoś płacze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i łzy się do mojej duszy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czepiły — skrzydeł nie ruszy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;mój Duch, bo spętany. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszałem, jakby gdzieś nad nami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;w górze, czy u stropów, czy chmur, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ktoś rzewnymi płakał łzami. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co panu jest, co panu jest, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;niech pan idzie ochłonąć na dworze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;na wichrze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tam! tam gorze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jeszcze więcej — tam mnie porywa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ten sad, gdzie drzewa ogromnieją &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i ponurość się rodzi straszliwa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;z krzewów i pni, i liści — co rdzewieją &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;w ciemni, jak majaki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;spokojnych Słowiańskich Bogów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;— A, prawda się jak oliwa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zbiera; — cóż to pana boli? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;myśl — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ta myśl mnie boli: — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jest ktoś, co mnie wiąże do roli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i ktoś, co mnie od roli odrywa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jest ktoś, co mi skrzydła rozwija, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i ktoś, co mi skrzydła pęta; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jest ktoś, co mi oczy zakrywa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i ktoś, co światło ciska; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jest jakaś ręka święta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i jest dłoń inna, przeklęta; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jest Szczęście, co się ze mną mija, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i Nieszczęście, które mnie tuli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że to pan wszystko tak pamięta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że pan tym wszystkim tak się czuli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub8"&gt;SCENA IX&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Czepiec&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Kuba&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pódzies, smyku! pódzies, zdybiu! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KUBA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dejciez pokój, panie wójcie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie kręć się tu pod nogami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tu starszeństwo ino sami. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KUBA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A jo coś wim i pedziołbym, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;żebyście się nie ciskali. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co...? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KUBA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wy macie pójść kajś z nim. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;tu wskazuje &lt;em class="person"&gt;Gospodarza&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wskazując&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z tym... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KUBA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wskazując&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co śpi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ka? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KUBA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Na Moskali! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co, ja z nim, z tym, co śpi — — ?! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KUBA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cyt, jemu sie cosik śni; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;był u niego jakiś pon, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bary mioł jak chlebny piec. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakiś bardzo znakomity pon, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jeźli bary mioł jak piec. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KUBA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zajechał konno w podwórze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a potem, jak se pogadali &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;z tym, co śpi — pon Jaśka wzion; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jasiek zaraz konia spion &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i zakrzyknął: bić Moskali! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myśmy dwa ze Staskiem stali. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jesce wam i to powtórzę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak oni tu sie zgodali... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ten pon — — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KUBA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Gość z Ukrainy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jakiś okropnie bogaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;straśnie polskie robił miny. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stary — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KUBA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Pono setne laty. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówili o jakisi rzezi, krwi — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że trza objezdzywać dwory; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;pon był do szyćkiego skory, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tak się prędziuśko zmówili, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że jak stary już skońcyli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tośmy ledwo odskocyli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ze Staskiem ode drzwi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i niby to, ze trzymomy siwka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Koń był siwy — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KUBA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jak śnig, mliko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a czaprak pozłocisty. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy to nie jakosi podrywka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czy Czart może ze mnie drwi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto go więcej widzioł? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KUBA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nik. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Staszek: bajok, a ty: śpik. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KUBA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wierzycie? — jest podkowa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bo koń złotem był podkuty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;oddarła sie i jo naloz. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie jest? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KUBA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A oddałem zaroz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a matuś schowali do skrzynie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Schowali podkowę do skrzyni — ? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nikomu nie pokazali; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak na dobrom gospodynie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;dobrze — to sie nawet chwali. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale Szczęście! — Jo już wim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;trza, żebyśmy poszli z nim. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słuchaj, Kuba, pódź ty ze mną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bo jest ciemno. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bedzies świciuł, zbierema się! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;z gestem w stronę &lt;em class="person"&gt;Gospodarza&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czekajcie! Rozmówiewa sie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub9"&gt;SCENA X&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Czepiec&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Dziad&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;nastąpił we drzwiach na wchodzącego&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A cóżeś za...! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIAD&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Panie wójcie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ni mocie ka? W drodze stójcie?! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIAD&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A strzeżcie sie — zmiłujcie sie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tak sie rozpytujom chłopy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jakby się co miało dziać: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;chcom sie do żelastwa brać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stanie sie, co ma sie stać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIAD&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jasiek cosi po wsi gonił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;konno — w okna wszystkim dzwonił. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy ja spał, gdziem ja był! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIAD&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyście, panie wójcie, pił. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub10"&gt;SCENA XI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Czepiec&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Gospodyni&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mój ta śpi... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wasz ta śpi... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyla sie naciskoł, szumioł, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zwymyśloł het dookoła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówił co i ciekawego? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kto by ta co rozumioł? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To może co będzie — hę? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylo z tego, co z niczego; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;kajś sie zbiroł, kajś sie broł, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;moze by był kogo proł. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moze by nie było źle? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moze byście chcieli ś nim &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;konno lecieć? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Konno, gdzie — !? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jo to wim? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A mówił tyz więcy co? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jo to wim? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto jak kto — ale jo! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub11"&gt;SCENA XII&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Radczyni&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Dziennikarz&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RADCZYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panowie macie tak wiele &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;absorbującej pracy — a Wesele &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zwabiło pana. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Rad jestem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;od głupstwa oderwać się chwilę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RADCZYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pańska praca: rzecz serio, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a pan takim przekreśla ją gestem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tak ją wspomina niemile, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tę rzecz serio. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Rzeczy serio nie ma; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wszystko jest prowizoryczne: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przekonania, opinie, twierdzenia. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RADCZYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jednak Prawda — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nawet Prawdy cienia! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RADCZYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To tak zależy od człowieka: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ale gdy pan sam ucieka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;z posterunku — —? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Pani, to akcyza: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;„Placówka” — imaginacja; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Danaid zbyteczne trudy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RADCZYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;— — A to pan bywa wiele — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIENNIKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tak z nudy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Człowiek się tak w młyn zamiele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że bywam, i bywam wiele; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wist, partyjka, kolacyjka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bliscy, dalsi przyjaciele. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z biegiem lat, z biegiem dni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ten umarł, tamtego brak; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;człowiek sobie marzy, śni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a z nudów przywdziewa frak — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przyjechałem na wesele &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i choć mi niejedno wspak, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jakoś, jakoś dobrze mi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub12"&gt;SCENA XIII&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Radczyni&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Panna Młoda&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RADCZYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;No, moja ty urocza panno młoda, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jakże wy sobie będziecie żyli? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA MŁODA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A tak-ta, tak-ta, co jo wim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jescem sie nie zgodała ś nim. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RADCZYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja wiem, że twoja uroda &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;niejedną trudność przesili, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;żeś sobie młoda; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;no, ale o czym wy będziecie mówili, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak tak nadejdzie wieczór długi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;mówić się nie chce, trza przesiedzieć; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;on wykształcony, ty bez szkół — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA MŁODA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po cóz by, prose pani, godoł, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jakby mi nie mioł nic powiedzieć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;po cóż by sobie gębę psuł? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub13"&gt;SCENA XIV&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Panna Młoda&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Marysia&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cieszę się, a myślę sobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że ci będzie, siostro, żal. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA MŁODA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czego żal? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakeś do pola ganiała &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;krasą i siemieniatke; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jageś jesce była mała &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i ty, i Hanusia, i ja, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;byłyśmy razem doma, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że ci sie zacnie bez stajnie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;żeś kole niej wyrosła zwycajnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i bez cały ty wsioski roboty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bez tego harowanio; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że jak ty bedzies panią, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;cieszę sie, a myślę sobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że ci będzie, siostro, żal. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA MŁODA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czego żal — —? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że ci sie będzie cnieło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bez tatusia, bez nos, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bez tych płotów, bez ogroda; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że choć sie chłopem uciesys, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jesce tu płacząca przylecis, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bo tutok duszę mos, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bo tu sie serce przyjęło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a tam ci będzie samotno &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i bez to ci będzie markotno, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i bez to ci będzie żal. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA MŁODA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mało szkoda, krótki żal. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A teraz ty sobie chwal, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;rumień się teraz i pal; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ale tutok dusza sie ostanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i tutok twoje kochanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a tam ci będzie samotno &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i bez to ci będzie markotno, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i bez to ci będzie żal. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub14"&gt;SCENA XV&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Marysia&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Ojciec&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tatuś sie Weselem cieszą... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;OJCIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech sie bawią, niech sie weselą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tela tego, co te parę dni — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a potem, jak sie pobierą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to już mnie do nich nic, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;niech se ta na swoich żarnach mielą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jako chcą — nie moje prawo. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale tatuś nam pomogą z tą sprawą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;grontów — do tej upłaty — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;OJCIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jo patrzę swego — jo niebogaty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;posłaś, toś posła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;cy tam za tego, cy za insego: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;telo, co byś sie wyniosła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;na tamten świat. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może byście byli więcej rad, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;żebym za pana sie wydała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak mię to przed laty chcioł — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;OJCIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten, co umarł; — ostał swat, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;boś sie przez Wojtka swatała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i swat ciebie wzioł. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ja swata pokochała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a dzisiok, jak sie Jaga wydała &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i ja sobie moje przypomniała &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;o tym zmarłym przyjacielu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jakem sie to ś nim poznała &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;na Hanusinym weselu — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zrobiło mi sie markotno, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nie wiem czego — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przecie wolałam mego — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;chyba, że onemu samotno. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;OJCIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ka twój mąż? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Już legnoł, śpi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zmęcony — a kazał mi tu być, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tom przyszła — a nie wiem, po co; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nic tu dla mnie, a tu ide, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że tu tańczą — jak przed laty: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;kiedy do mnie przyszły swaty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i od chłopa, i od pana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a ja byłam zakochana. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;OJCIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idze ku nim. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ino patrze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak te druhny coraz bladsze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;z umęcenia, a kręcom sie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nie ustanom, radujom sie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;OJCIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potańcuj se. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ino patrzę... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;OJCIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płaczesz — — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARYSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tak się w oczach mgli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wszystko widzę coraz bladsze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub15"&gt;SCENA XVI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Poeta&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Panna Młoda&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panna młoda — ze snu, z nocy? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA MŁODA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A sen to miałam, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;choć nie spałam, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ino w taki ległam niemocy... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od miłości panna młoda osłabła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA MŁODA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;— — — — — — — — — — — — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;We złotej ogromnej karocy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;napotkałam na śnie diabła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;takie mi sie głupstwo śniło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tak sie ta pletło, baiło. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I od razu diabeł jak z procy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i od razu kareta złota? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA MŁODA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A tak-ta na śnie, nie dziwota, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że sie jakie byle co zwidzi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;niech ino pon nie szydzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bo pon, to po dniu zdziwuje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jesce wsady rozgaduje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jakby cejco — choć ni ma co. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Są tacy, co za to płacą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że z jednego takiego bajania &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;można sobie powóz sprawić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i zestrojonego diabła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i ogromnie wielu gapiów zabawić. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA MŁODA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od tańcenia takem osłabła... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śniło mi się, że siadam do karety, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a oczy mi sie kleją — o rety. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śniło mi sie, że siedzę w karecie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i pytam sie, bo mnie wiezą przez lasy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przez jakiesi murowane miasta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;„a gdzież mnie, biesy, wieziecie?” &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a oni mówią: „do Polski” — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kaz tyz ta Polska, a kaz ta? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pon wiedzą? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Po całym świecie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;możesz szukać Polski, panno młoda, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i nigdzie jej nie najdziecie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA MŁODA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To może i szukać szkoda. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A jest jedna mała klatka — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;o, niech tak Jagusia przymknie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;rękę pod pierś. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA MŁODA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;To zakładka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;gorseta, zeszyta trochę przyciaśnie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;— — — A tam puka? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA MŁODA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I cóz za tako nauka? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Serce — ! — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A to Polska właśnie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub16"&gt;SCENA XVII&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Poeta&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Pan Młody&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Takie zimno bardzo rano; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;noc tę dzisiaj nieprzespaną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zapamiętam długie czasy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zapewne, noc to poślubna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ta jest zawsze siłopróbna. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trochę to, co inne jeszcze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ujęły mnie jakieś kleszcze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przestrachu, ogromne grozy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uląkłem się nagle prozy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jaka jest we fantastycznym świecie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że to, co jest tu przed nami żywe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tak się nagle wiatrem zmiecie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że my próżno wyciągamy ręce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;do widziadeł — bo to są widziadła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i tak mi fantazja zbladła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bo już się była układła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;do snu we widziadeł lesie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A mnie to znowu teraz niesie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ten wicher z nocy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Określiłbym to tak, że dusza pnie się &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;po skale stromej w górę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i wie — wie, że stanie tam! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Taka pewność sił, tę teraz mam! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I to wszystko na żart — — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ot tak, jak leci czart &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;po nocy — nie zeszła jeszcze noc. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A trafiaj ty orły z proc, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ja wolę gaik spokojny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;sad cichy, woniami upojny: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;żeby mi się kwieciły jabłonie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i mlecze w puchów koronie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i trawa schodziła zielona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;kręciła się przy mnie żona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;żebym miał kąt z bożej łaski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;maleńki, jak te obrazki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;co maluje Stanisławski &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;z jabłoniami i z bodiakiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;we złotawem słońcu takiem... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;żeby mi tam było cicho, spokojnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a jeśli gwarno i rojnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to od brzęczących pszczół, błyszczących much. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;. . . . . . . . . . . . . . . . . . &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub17"&gt;SCENA XVIII&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Poprzedni, &lt;em class="person"&gt;Czepiec&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;w kożuchu, z wielką kosą w ręku&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A moi panowie tu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Kosa! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaka piękna. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A bo nastawiona. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawda, ostro najeżona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak do bicia — cóż to będzie z tego? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ano nastawiona do użycia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ale to wy, panowie, nie wicie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak widzę — co sie gotuje. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż to Czepiec mówią — czy do brata &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jaka sprawa? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ano właśnie: Sprawa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzecz ciekawa — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Rzecz ciekawa, &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóżeście to niby mieli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;żeście tak nagle wlecieli — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ej, pon jakby ślepy, ślepiec; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nie do panam szedł. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;No, Czepiec; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;brat drzymie, budzić nie trzeba; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czy co ważne — — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ważno kosa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli potrzebował do obrazu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;kosy — postawcie ją w kącie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak się zbudzi... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Aha, bratku, mom cie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Juz sie obrazy skońcyły; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;panom ino obrazy, płótna. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coś dziś u Czepca mina butna. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pańska ta za rezolutna; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;pon sie na mnie skrzywiom, jak rzekę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że my sie nie rozumiewa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i na nic rozmowa nasa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;No pewnie, my do Sasa, wy do lasa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub18"&gt;SCENA XIX&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Poprzedni, &lt;em class="person"&gt;Gospodarz&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;podszedł ku śpiącemu i szarpie go za ramię&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hej, hej, panie — — — ! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóz to pon śpią, trzeba wstać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;trzeba się do czego brać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;rozbudzony, z fotelu i z krzeseł, na których leży&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż — wyście tu — któż hałasi!? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzież Hanusia? Hanuś! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;przywierając drzwi do izby&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cicho, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nie potrza jej tu do rzeczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;co chcę panu powiadać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż mi kum do ucha skrzeczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;o czym? — cóż z tą kosą, po co? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A tam ludzie sie szamocą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;we wsi — tam sie garną, kupią; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;może idą już — pon śpią!! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaspane ślipia. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co ty mnie tu — co wy, co to? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A spieszy mi sie z robotą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;juzem sie wycniół ze spania &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i jestem gotów, i czekam &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;dalszego rozkazowania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a pon sie nie wycniół i śpi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wam co się z kosą śni — — ?! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnie sie nie śni, wstawaj pon; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;boć kum pono rozkaz wzion &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jakiś ważny, najważniejszy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i papiry, czy tam co. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja, papiery, rozkaz, czyj? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myjze sie pon prędzej, myj — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;niech po próżności nie stoję, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bo mi próżno mitręga i wstyd. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pon mają pójść razem z chłopami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a chłopi tu wsioscy już som &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;gotowi — i stoją tam! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbierają się kole studnie z gościeńca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i przywalą się tu do dziedzieńca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak się poszarzeje świt. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zachodzę, zachodzę w głowę... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam w Krakowie już wszystko gotowe. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coście, kumie, coście, chłopie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zbajczyli przez długą noc? — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja z Wami? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wy z nami! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wy wszyscy z kosami...? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak się patrzy, ostrzem tak. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakiś znak? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;— — Jakiś znak? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbierajcie się, póki czas, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;byśwa byli radzi z was, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a nie stójcie jak te ćmy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;albo kpy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;co kto ma, do ręki brać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;na podwórze wyjść i stać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tam już ludzie som, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;co sie sami rwiom: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;chłopi, tak! A chłopi, tak! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;— Jakiś znak. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jakiś znak! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panowie, jakeście som, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jeźli nie pójdziecie z nami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to my na was — i z kosami! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wy, a jako — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wiecież, kto my!? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co wy o nas wiecie — nic. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O, pon, widno, niewidomy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;widać, że nie znacie nas. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzę, żeście krwi łakomy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jeno że na krew nie czas. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hej, pan młody, hej, pan młody, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wyszczezyły mu się gody, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to mu ino w myśli wczas. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A! wstydzę się waszych słów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;choć mi radość z waszych lic. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyście bo to żarnych świc &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;rozpalili z naszych lic. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panie, a cy pon pamięta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak pon szeptoł nieraz w noc, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;co mówiła Panna Święta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jako w nas jest wielga moc, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jako że moc jest zaklęta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że sie kiedyś opamięta... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyście to pożarnych świc &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;rozpalili z naszych lic. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wy zaraz w rękę nóż. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A cóż czekać, cy jo tchórz? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kumie, miarkujcie się w słowie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kiej słucho, niech sie dowie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gębą toście bardzo harny. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kręć pon ino próżne żarny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;poezyje, wirse, książki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;podobajom ci sie wstążki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;stroisz sie w te karazyje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a jak trza sie mirzać z czego, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to pon w sobie szyćko skryje. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A przecież się nic nie dzieje. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A toć przecie wciąż mówicie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jeśli rozumiem co z tego; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ponoć nawet pierwsi wicie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to rzecz wielka? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jaka?! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dnieje!!! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dnieje, tak, to tam szaleje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ta majaka z chmur i mgły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ta majaka, co sie wieje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ponad łan. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;ku oknu&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Na liściach skry. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Opalowa rosa spływa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przesiewa się w dyjamentach &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;z drzew, jak wiszar w skalnych pętach. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cud! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Pon ino widzisz pchły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;pchły, świecidła, rosę, ćmy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a nie chcesz znać, co som my: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że w nas dnieje, dusa świci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że zarucko kur zapieje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że na nas czekają w mieście, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że nas tu jest ze dwiedzieście &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;z kosom, cepem, żelaziwem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i że to, to nie som sny. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co on mówi? A to dziwne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bo mi się to dziś marzyło: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jako dramat, jako sen. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co za temat! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Chłopska krew &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i ten jego pański gniew. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nas czekają? — Was czekają? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaraz — coś to — coś tu było, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;co już o tym mnie mówiło — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;lecz kto, jaki... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ktoś tu był, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;co przejechał duże światy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ponoś kajsi z Ukrainy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przywiózł hasło cy papiry, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;rozesłać kazał wiciny — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a są tu za progiem ludzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;mogą świadczyć, jak z północka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;słyszeli brząkanie liry. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do brata&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Liry brzęki po północy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jakeś ty leżał w niemocy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ja słyszałem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ja słyszałem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;od podwórza, z tego sadu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z tego sadu, spod jabłonki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ale sobie myślę: mrzonki — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;może ktoś się ubrał w dzwonki? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A był także jakiś taki — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;był też inny — nie pamiętam — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ale mi coś świta — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Pany — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wyście ino do majaki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;niechże który wyjrzy w pole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;co sie widzi hań na dole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;kandy jest krakowsko ścizka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wychodzi&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I stąd widzieć, bo to z bliska; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;trza zobaczyć. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub19"&gt;SCENA XX&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Pan Młody&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Czepiec&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Gospodarz&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Po cóż gniewy? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;takiście są rozpaleni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A tam, panie, się rumieni; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;na powietrzu słychać śpiewy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyście, Czepiec, w gorącości, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to wam się coś marzy, dzwoni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panie młody, tam ktoś goni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tyle chłopa, tyle koni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;idź pon ujrzyć. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wybiega&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co tam znowu? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub20"&gt;SCENA XXI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Gospodarz&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Czepiec&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kum pijany — ja pijany. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ładnie wam tak z kosą w dłoni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Psiakrew — — jo mom stać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a tu ludzie chcom się rwać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podźcie, chłopcy — Kasper, podź! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stańcie se tu kole proga. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Uchylił był drzwi nawołując; wchodzi dwóch parobków z nastawionymi kosami; z tych &lt;em class="person"&gt;Kasper&lt;/em&gt; w stroju drużby. Stają na warcie: jeden przy drzwiach w głębi, drugi u drzwi weselnych.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub21"&gt;SCENA XXII&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;&lt;em class="person"&gt;Gospodarz&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Czepiec&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Parobcy&lt;/em&gt;&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Kaspra&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamknij, niech nie lazom baby. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A więc co to — co to, co — ?! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż to u was był — no kto? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeźli mos pon w sercu Boga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to sie z nami zgódź. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czekaj, czekaj, coś mi świta: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ktoś był u mnie, mówisz kum &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;taki w głowie słyszę szum — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nie pamiętam, myśl ukryta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nie może się dobyć z głębi — — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;coraz innych myśli tłum... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pon se ino serce ziębi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tym myśleniem, sumowaniem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;boby sie pon usroł na niem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub22"&gt;SCENA XXIII&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Poprzedni, &lt;em class="person"&gt;Pan Młody&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;we drzwiach&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stado mi białych gołębi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wyfurknęło przed sam nos, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że aż Jaga krzykła w głos; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;powietrze się od nich kłębi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaga, podź no! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASPER&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;u drzwi weselnych&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie trza Jagi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu sie ważne grajom sprawy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;podź ta pon, boś tu ciekawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ino nie trza żadnych bab. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub23"&gt;SCENA XXIV&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Poprzedni, &lt;em class="person"&gt;Panna Młoda&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA MŁODA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;szarpła drzwi silnie i wchodząc odpycha &lt;em class="person"&gt;Kaspra&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pódzies, selmo, jakiś drab! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bedzies mi tu groził wniść, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;żeś se wraził w rękę żyrdź, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;kces kim rządzić, taki cap — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wraź se jeszcze na łeb ćwirć! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż ci o to? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASPER&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jasna pani! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poszłabyś sie przespać ś nim. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA MŁODA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyście wszyscy niewyspani, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;w izbach swąd, a we łbie dym. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub24"&gt;SCENA XXV&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Poprzedni, &lt;em class="person"&gt;Poeta&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wbiegając&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Huragan się czarnych wron &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zerwał z pola, gdzieś z tych stron, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i z krakaniem wielkim goni; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;taki był głęboki ton &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;w tym krakaniu czarnych wron, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jakby jakiś niosły plon &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;we łbach. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Bracie — nie to. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na chmurach się dziwy stroją. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;ku oknu&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z daleka już widać róż; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przypatrz się, tak oczy zmruż: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;co za gra tych pierwszych zórz! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z chmur się stawia jakby tron &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i jakieś zjawiska skrzydeł &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;koło tronu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Widzioł pon! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub25"&gt;SCENA XXVI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Poprzedni, &lt;em class="person"&gt;Gospodyni&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wchodząc żywo&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszcie, chłopy, podźcie patrzeć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jakieś wojsko w ogniu stoi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Całe pole pod Krakowem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;od tych kosisków się roi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ha! — już stoją! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tyś widziała — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;muszę widzieć! płoniesz cała! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;odbiegł, wiodąc za sobą &lt;em class="person"&gt;Gospodynię&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub26"&gt;SCENA XXVII&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Poprzedni, prócz Gospodyni i Poety&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż wy tutaj? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA MŁODA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;ciągnie go ze sobą&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Podź sie patrz: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;dają znaki, dają znaki! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A cóż za świat jakiś taki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to ciekawe, to ciekawe. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wybiegają obydwoje.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub27"&gt;SCENA XXVIII&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Poprzedni, prócz Państwa Młodych, &lt;em class="person"&gt;Poeta&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wraca szybko&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszałem w powietrzu wrzawę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;coś jakoby głosy, śpiew, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ale wiatru zimny wiew &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;w coraz inną dmucha stronę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i co było już widome, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;już, zdaje się, pojawione, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;staje się nagle znikome; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;umilka i cichnie śpiew, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przestaje się chylić krzew... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub28"&gt;SCENA XXIX&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Poprzedni, &lt;em class="person"&gt;Pan Młody&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wraca pędem&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ze Zorzy się zrobiła krew: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;taki sznur krwi wydłużony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ponad Kraków — krwawy pąs, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jakby wieża Zygmuntowska &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;miała we dwie strony wąs. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub29"&gt;SCENA XXX&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Poprzedni, &lt;em class="person"&gt;Panna Młoda&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA MŁODA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wraca pędem&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ogromny przyleciał ptak, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;hań se na ganecku siad, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;taki ci ogromiec kruk. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem sie ze skrzydlich wag &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;uniósł, wzleciał, znowu spad, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;potrzaskał gałązki brzóz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;strącił rosy gęsty deszcz &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i posed — ! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub30"&gt;SCENA XXXI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Poprzedni, &lt;em class="person"&gt;Gospodyni&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wpada&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Niech broni Bóg!!! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóz wy chcecie, co wy chcecie!? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cózeście sie kosów jeni; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Czepca&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;idźcież, kumie, haw do sieni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;boście całom noc nie spali. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASPER&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coroz wiency nas sie wali. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub31"&gt;SCENA XXXII&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Poprzedni, wielu Chłopów z kosami i różną bronią, poubieranych jak do drogi&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gwałtu rety, Boże chroń! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto wam wraził kosy!? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Broń!! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dejcie, matka, spokój dziś, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;trza nam iść. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Trza nam iść. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coś mi świta; — świta w polu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszyscy widzą jakieś cuda. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sen — sny: bajki — Myśl: kąkolu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Precz, kąkolu, chwaście, precz. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechże wymiarkuję rzecz: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ktoś był — kazał — co — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Gospodarza&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co, bracie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;w tobie się szamoce ból. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Panny Młodej&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mgły się już rozwłóczą z pól; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;będzie ranek śliczny — Jaga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wczoraj były wichry, burza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;dzisiaj wszystko się rozchmurza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;moja duszo, jużeś moja. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Gospodarza&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnie się w nocy zjawił duch: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;na nim była czarna zbroja; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;napadł na mnie tak obcesem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;krzyczał słowa, takie słowa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wytężałem cały słuch. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Poety&lt;/em&gt;, a słuchany przez wszystkich&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak mi cięży, cięży głowa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To powietrza ranny wiew. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy to prawda, bracie drogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że oni tam jakiś śpiew &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;napowietrzny słyszą gdziesi? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A może we wichrach biesi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;śpiewają i pryszczą krew &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;na chmury — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Na niebie ruch. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Poety&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówisz, żeś wytężył słuch — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bracie — skądś te słowa znam: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;„wytężać — wytężać słuch”. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub32"&gt;SCENA XXXIII&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Poprzedni, &lt;em class="person"&gt;Haneczka&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Zosia&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HANECZKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Pana Młodego&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bratku, w niebie jakiś ruch, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jakieś wojny, jakieś dziwy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;gonitwy po chmurach konne. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ZOSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A powietrze takie wonne... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HANECZKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gonitwy po niebie konne; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;rycerze jacyś ogromni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;stoją równo w dwa szeregi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i dalekim łanem drzewców &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;godzą na się wielkim pędem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A to graniczy z obłędem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tyle zwidzeń, dziwów tyle; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak to człowiek z czego byle &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wysnuje znaczące rzeczy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HANECZKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Czepca&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, jaka to wielka kosa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;moiściewy, taka szczytna; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;można by nią ciąć niebiosa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;na płaty, jak sztukę płótna. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie daj Boże ciąć po niebie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;mowa jakaś bałamutna; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zjawi się w naszy potrzebie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nie bluźniercza, ale bitna; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;panienka se rezolutna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jesce nic o kosach nie wi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HANECZKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jacyście wy, moiściewi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;dajcie no mi ją do ręki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A to juz nie lo panienki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sprawa inso. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Poety&lt;/em&gt;, a słuchany przez wszystkich&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Sprawa, Sprawa! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Duch! — przez Boga — Duch — miarkuję: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta noc była: dziwna jawa — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;miałem gościa — kto przeczuje? — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Była na dusze obława. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widziałem rycerza w zbroi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bracie, mówisz: Duch! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Mój bracie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przyleciał Duch — ludzie moi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze w oczach, jak cień, stoi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przypominam, przypominam: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;człowiek stary, z brodą siwą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;twarz owita w siwy włos, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;w kożuchu ogromnym czerwonym &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przyszedł tu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STASZEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;który się przecisnął ku &lt;em class="person"&gt;Gospodarzowi&lt;/em&gt; przez gromadę chłopów i bab w natłoku zebraną na izbie&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Przyjechał, wim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;trzymaliśmy konia razem z nim; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;koń był biały. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KUBA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;tuż za &lt;em class="person"&gt;Staszkiem&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;W siodle lira. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myśli zbieram, słuch naginam... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W siodle lira... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STASZEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dwa pistolce. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W mózgu kłuje — jakby kolce: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;myśli zbieram... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do gromady otaczającej &lt;em class="person"&gt;Gospodarza&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Myśli zbira. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O mój Boże, jakiś chory — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lżej, opadła z piersi zmora. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słuchajcie — wytężcie słuch: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;był u mnie Duch: Wernyhora! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WSZYSCY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co ty mówisz, wszelki duch?! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oblatywał nocą dwory, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;był spokojny, dziwnie silny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;dawał mi rozkazy, hasła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a był w sprawach takich pilny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nic w nim Siła, Moc nie gasła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spieszył się, wyleciał zara, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;miał objechać liczne dwory &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i miał wrócić do tej pory. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WSZYSCY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tego rana?! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tego rana. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WSZYSCY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I cóż rozkaz — — ?! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wić posłana. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;ku kosynierom&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Boże, toście wy są z Wici? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A som ludzie rozmaici; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;my ta wiemy od chłopaków, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;co sie trzymali czapraków, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak ta śkapa w dworcu stała. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STASZEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co sie szarpią, to kopała; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;trzymaliśmy uzdki w łapach; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;mnie i Kubie pyski sprała; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;co za pon na takich śkapach! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wernyhora! — Wernyhora! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obudziłem się ze snu — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;kazał broń — broń kazał brać! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecieć?! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie — tu w miejscu stać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czekać, jak zapieje kur, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wytężać, wytężać słuch, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;aż się pocznie słyszeć ruch &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;od Krakowa na gościńcu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;z drugiej izby&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyle luda na dziedzińcu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA MŁODA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;we drzwiach&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sami swoi! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;z drugiej izby&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Som i z Toń. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cała pod Krakowem błoń &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;pełna ludu, pełna kos! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakaś złuda. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jakiś los. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakoweś wołanie duszy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;w tak długiej żyjemy głuszy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakiś błysk, jakiś dźwięk. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakieś serce krzyczy w głos. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A! pon słucho! A! pon zmięk! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słuchać, słuchać, co to być ma — — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ma być słychać tętent, pęd. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tętent konia. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HANECZKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Kto przyjedzie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie tu, ale na gościniec &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wjedzie stary lirnik siwy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HANECZKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wjedzie stary Wernyhora!?! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I przeżegna lirą niwy — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wtedy trzeba się pokłonić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;potem siąść na koń. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;I gonić! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wiem — potem co — tajemno &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;potem świt... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jeszcze mrok, ciemno. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze świt daleki, z dala &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;łuna zorna się zapala, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;świt... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ma zapiać trzeci kur. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak, na znak. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Te widma chmur &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;znaczą? — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Znaczą! Widma! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzdęła się na chmurach wydma; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ucichło się, szumy zaszły. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słuchać! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Słuchać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HANECZKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Słuchać — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cóż...? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;u okna zasłuchany&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakiś pęd, ile mój słuch — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;szedł, lecz wplątał się w sad grusz; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;drzewa go więżą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wśród ogólnej ciszy&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Brzęk much, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;nad malw badyle suche &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;brzęczy przedranny szum. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;szepce&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poklękali, luda tłum, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;patrzajcie hań ku dworcowi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA MŁODA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;z wykrzykiem&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coraz nowi, coraz nowi!! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HANECZKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;między &lt;em class="person"&gt;Gospodarzem&lt;/em&gt; a &lt;em class="person"&gt;Czepcem&lt;/em&gt;; przez łzy&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy on sam, czy jedzie społem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;z kim — czy jest kto z nim? — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pokłońcie się o ziem czołem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ma przyjechać z ARCHANIOŁEM, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;od gościńca, od Krakowa... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na Zamku czeka KRÓLOWA &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;z Częstochowy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Bracie, Duch! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Natężać, natężać słuch. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HANECZKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rany Boskie, słyszę! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Kaj? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA MŁODA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hań, daleko, słyszę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Gdzie?! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;półgłosem&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spadły liście suche z drzew. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;szeptem&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ustał przecie wiatru wiew. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zerwały się wrony dwie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ze sadu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Z ogrodu w sad. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA MŁODA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zajść do pola! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cicho! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HANECZKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cyt! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;śród milczenia&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może i słychać co — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;rękę stulił przy uchu, głowę pochylił ku piersiom brata&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Świt! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słychać, słychać... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;pewny, z dłonią przy uchu&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wielki Duch! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wytężać, wytężać słuch. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słychać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cicho! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;z uchem przy szybie okienka&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Pędzi ktoś. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HANECZKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;zapatrzona przed siebie, osłaniając dłońmi twarz&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zosiu, Zosiu, Boga proś, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jedzie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ZOSIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tętni! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jedzie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Goni! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;cały w słuchu&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będzie ze sta, do sta koni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tętni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KASPER&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jedzie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA MŁODA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dudni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Pędzi! — — — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cicho — świta, świta, zorze! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawie widno — to On — Boże! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On, On — cicho — Wernyhora. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W pokłon głowy, prawda żywa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widmo, Duch, Mara prawdziwa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Świtanie na lutniach gędzi... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tętni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA MŁODA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jedzie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODYNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tętni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;— Pędzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wszyscy w nasłuchiwaniu, pochyleni ku drzwiom i oknu — w ogromnej ciszy, w przejęciu.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;— — — — — — — — — — — — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słuchajcie, kochani, dzieci — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ażeby to była prawda: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że Wernyhora tam leci &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;z Aniołem, Archaniołem na czele; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że tej nocy, gdy my przy muzyce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przy weselu, gdy my w tańcowaniu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tam, kędyś, stało się tak wiele: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że Kraków ogniami płonie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a MATKA BOŻA w koronie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;na Wawelskim zamkowym tronie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;siedząca, manifest pisze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;skrypt, co przez cały kraj poleci &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i tysiące obudzi i wznieci. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słuchajcie, serce mi dysze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ażeby to prawda była: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;że Wernyhora tam leci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a za nim tabunem konie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAN MŁODY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coraz bliżej? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Klęknąć!! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEPIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;— — — Stanął, wrył. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOSPODARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Strzymał, widać, z całych sił. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HANECZKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;w zachwyceniu&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyby to Archanioł był. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;. . . . . . . . . . . . . . . . . . &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wszyscy pochyleni, półklęczący, zasłuchani; silnie dzierżąc w prawicach kosy; to imając szable, ze ściany pochwycone; to znów jakieś flinty i pistolety; w tym zasłuchaniu jak w zachwycie duszy; dłoń do ucha przychylona. — Słychać było rzeczywiście tętent, który nagle bliski, coraz bliższy — tuż ustał — — słychać po chwili ciężkie kroki szybkie, gwałtowne, w sień, w drugą izbę, aże we drzwiach w głębi staje pierwszy drużba:&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub33"&gt;SCENA XXXIV&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Maryś, panie, panie — Jezu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;koń w podwórcu padł. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;rozglądając się&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż wy — Hanka — Jaga — hej, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;cóż wy — cóż to, Jaga — ej &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— — — — — — — — — — — — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż to, co to, czy zaklęci: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;stoją wsyscy jak pośnięci; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;słysta, Hanuś, Błażek, matuś, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;panie młody, Czepiec, tatuś, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;panie, cóż to — czy zaklęci; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;stoją syscy jak pośnięci; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— — — — — — — — — — — — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aha; prawda, żywy Bóg, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przecie miałem trąbić w róg; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;kaz ta, zaś ta, cyli zginoł, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;cyli mi sie ka odwinoł — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;kajsim zabył złoty róg, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ostał mi sie ino sznur. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— — — — — — — — — — — — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Z izby głębnej, od chwili, wszedł był, w tropy za &lt;em class="person"&gt;Jaśkiem&lt;/em&gt;, kołyszący się słomiany &lt;em class="person"&gt;Chochoł&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub34"&gt;SCENA XXXV&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHOŁ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;. . . . . . . . . . . . . . . . . . &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak ci spadła czapka z piór. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tom sie chyloł po te copke, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;to mi może sie odwinoł. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHOŁ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miałeś, chłopie, złoty róg, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;miałeś, chłopie, czapkę z piór: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czapkę ze łba wicher zmiótł. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bez tom wiechę z pawich piór. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHOŁ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ostał ci sie ino sznur. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Najdę ka gdzie przy figurze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHOŁ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod figurą ktosik stał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Strasy u rozstajnych dróg — — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;cy to pioł, cy nie pioł kur? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wybiega przez drzwi weselne, przeciskając się przez gromadę znieruchomioną; — słychać tupot jego kroków w sieni — to raz się zastanowi, to dalej biegnie; ...w trop za nim kołysze się &lt;em class="person"&gt;Chochoł&lt;/em&gt;, szeleszcząc słomą po potrącanych ludziach.&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Od sadu, od pola, we świetle szafiru, co idzie jak łuna błękitna — głosy się cisną przedrannych ptasich świergotań; niebieskie to Światło wypełnia jakby Czarem izbę i gra kolorami na ludziach pochylonych w pół-śnie, pół-zachwycie. — Przeze drzwi w głębi wraca &lt;em class="person"&gt;Jasiek&lt;/em&gt; i patrzy dokoła, i oczom nie wierzy, i coraz się słania od grozy.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub35"&gt;SCENA XXXVI&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Juz świtanie, juz świtanie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tu trza bydłu paszę nieść, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;trza rżnąć sieczki, warzyć jeść; — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jakże ja se rade dam, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;oni w śnie — ja ino sam — ? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— — — — — — — — — — — — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Syćko tak porozwierane — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;syćko z rękami na usach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;dech im zaparło w dusach; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jako drzewa wrośli w ziem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak tu, co tu radzić jem — ? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— — — — — — — — — — — — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kajsim zabył złoty róg, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;u rozstajnych może dróg, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;copke strasny wicher zwiał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bez tom wiechę z pawich piór; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;żebym chocia róg ten miał — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ostał mi sie ino sznur. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— — — — — — — — — — — — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Straśnie sie zasumowali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tak im czoła zmarszczek spion, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jakby ciężko pracowali... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub36"&gt;SCENA XXXVII&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Przez drzwi głębne od chwili wsunął się był za &lt;em class="person"&gt;Jaśkiem&lt;/em&gt; tropiący &lt;em class="person"&gt;Chochoł&lt;/em&gt;; a teraz na skrzynię malowaną się wygramolił i ze skrzyni tak do drużby poczyna:&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHOŁ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To ich Lęk i Strach tak wzion, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;posłyszeli Ducha głos: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;rozpion sie nad nimi Los. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak sie męcą, pot z nich ścieko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;bladość lica przyobleko; — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jak ich zwolnić od tych mąk? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHOŁ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powyjmuj im kosy z rąk, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;poodpasuj szable z pęt, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zaraz ich odejdzie Smęt. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na czołach im kółka zrób, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;skrzypki mi do ręki daj; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ja muzykę zacznę sam, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tęgo gram, tęgo gram. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;który był uczynił rzecz&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ka te kosy złożyć — — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHOŁ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;W kąt. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;ciska za piec drzewca&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nik ich ta nie najdzie stąd. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHOŁ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ze skałek postrzepuj proch &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;i ciś je w piwniczny loch. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lewą nogę wyciąg w zad, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;zakreśl butem wielki krąg; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ręce im pozałóż tak: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;niech się po dwóch chycą w bok; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;odmów pacierz, ale wspak. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja muzykę zacznę sam, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;tęgo gram, tęgo gram: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;będą tańczyć cały rok. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;który był uczynił wszystką rzecz&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już ni majom kos. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHOŁ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozśmiej im się w nos. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już ich odszedł Smęt. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHOŁ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już nie mają pęt. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chytajom sie w tan. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHOŁ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już nie czują ran. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zniknoł czar! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHOŁ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;To drugi CZAR! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;A zaklęte słomiane straszydło, ująwszy w niezgrabne racie podane przez drużbę patyki — poczyna sobie jak grajek-skrzypek — i — słyszeć się daje jakby z atmosfery błękitnej idąca muzyka weselna, cicha a skoczna, swoja a pociągająca serce i duszę usypiająca, leniwa, w omdleniu a jak źródło krwi żywa, taktem w pulsach nierówna, krwawiąca jak rana świeża: — melodyjny dźwięk z polskiej gleby bólem i rozkoszą wykołysany.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;jest teraz kontent a dziwuje się&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyle par, tyle par! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHOŁ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tańcuj, tańczy cała szopka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a cyś to ty za parobka? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;z ręką do czoła, jakby se chciał na ucho nasunąć czapki&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kajsi mi sie zbyła copka — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;przeciem drużba, przeciem drużba, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;a drużbie to w copce służba. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHOŁ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;w takt się chyla a przygrywa&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miałeś, chamie, złoty róg, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;miałeś, chamie, czapkę z piór: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czapkę wicher niesie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;róg huka po lesie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ostał ci sie ino sznur, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ostał ci sie ino sznur. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Kogut pieje.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;jakby tknięty, przytomniejąc&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jezu! Jezu! zapioł kur! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hej, hej, bracia, chyćcie koni! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;chyćcie broni, chyćcie broni!! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czeka was WAWELSKI DWÓR!!!!! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHOŁ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;w takt się chyla a przygrywa&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ostał ci sie ino sznur. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— — — — — — — — — — — — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miałeś, chamie, złoty róg. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;aże ochrypły od krzyku&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chyćcie broni, chyćcie koni!!!! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;A za dziwnym dźwiękiem weselnej muzyki wodzą się liczne, przeliczne pary, w tan powolny, poważny, spokojny, pogodny, półcichy — że ledwo szumią spódnice sztywno krochmalne, szeleszczą długie wstęgi i stroiki ze świecidełek podzwaniają — głucho tupocą buty ciężkie — taniec ich tłumny, że zwartym kołem stół okrążają, ocierając o się w ścisku, natłoczeni.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic nie słysom, nic nie słysom, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;ino granie, ino granie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;jakieś ich chyciło spanie...?! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Dech mu zapiera Rozpacz, a przestrach i groza obejmują go martwotą; słania się, chyla ku ziemi, potrącany przez zbity krąg taneczników, który daremno chciał rozerwać; — a za głuchym dźwiękiem wodzą się sztywno pary taneczne we wieniec uroczysty, powolny, pogodny — zwartym kołem, weselnym —&lt;/div&gt;
&lt;hr class="spacer-line"/&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Kogut pieje.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JASIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;nieprzytomny&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pieje kur; ha, pieje kur... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHOŁ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;nieustawną muzyką przemożny&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miałeś, chamie, złoty róg.... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— — — — — — — — — — — — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/wesele/"&gt;Stanisław Wyspiański, „Wesele”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Akt pierwszy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/kordian/03/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/kordian/03/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2"&gt;CZĘŚĆ PIERWSZA&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;AKT PIERWSZY&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub0"&gt;SCENA I&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Kordian&lt;/em&gt;, młody 15-letni chłopiec, leży pod wielką lipą na wiejskim dziedzińcu, &lt;em class="person"&gt;Grzegorz&lt;/em&gt;, stary sługa, nieco opodal czyści broń myśliwską. Z jednej strony widać dóm wiejski, z drugiej ogród... za ogrodzeniem dziedzińca staw, pola — i lasy sosnowe&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;zadumany&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Zabił się — młody... Zrazu jakaś trwoga &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Kładła mi w usta potępienie czynu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Była to dla mnie posępna przestroga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Abym wnet gasił myśli zapalone; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Dziś gardzę głupią ostrożnością gminu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Gardzę przestrogą, zapalam się, płonę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Jak kwiat liściami w niebo otwartemi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Chwytam powietrze, pożeram wrażenia. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Myśl Boga z tworów wyczytuję ziemi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;I głazy pytam o iskrę płomienia. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Ten staw odbite niebo w sobie czuje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;I myśli nieba błękitem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Ta cicha jesień, co drzew trzęsie szczytem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Co na drzewach liście truje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;I różom rozwiewa czoła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Podobna do śmierci anioła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciche wyrzekła słowa do drzew: Gińcie drzewa! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Zwiędły — opadły. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myśl śmierci z przyrodzenia w duszę się przelewa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Posępny, tęskny, pobladły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Patrzę na kwiatów skonanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zdaje mi się, że mię wiatr rozwiewa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cicho. Słyszę po łąkach trzód błędnych wołanie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idą trzody po trawie chrzęszczącej od szronu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I obracają głowy na niebo pobladłe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakby pytały nieba: «Gdzie kwiaty opadłe? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie są kwitnące maki po wstęgach zagonu?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cicho, odludnie, zimno... Z wiejskiego kościoła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzwon wieczornych pacierzy dźwiękiem szklannym bije, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ze skrzepłych traw modlitwy żadnej nie wywoła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ziemia się modlić będzie, gdy słońcem ożyje... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otom ja sam, jak drzewo zwarzone od kiści, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sto we mnie żądz, sto uczuć, sto uwiędłych liści; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ilekroć wiatr silniejszy wionie, zrywa tłumy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Celem uczuć — zwiędnienie; głosem uczuć — szumy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bez harmonii wyrazów... Niech grom we mnie wali! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech w tłumie myśli jaką myśl wielką zapali... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Boże! zdejm z mego serca jaskółczy niepokój, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daj życiu duszę i cel duszy wyprorokuj... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedną myśl wielką roznieć, niechaj pali żarem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A stanę się tej myśli narzędziem, zegarem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na twarzy ją pokażę, popchnę serca biciem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozdzwonię wyrazami i dokończę życiem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;po chwili&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jam się w miłość nieszczęsną całym sercem wsączył... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;myśli — potem nagle obraca się do &lt;em class="person"&gt;Grzegorza&lt;/em&gt;:&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grzegorzu, porzuć strzelbę czyścić... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRZEGORZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jużem skończył. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co mi panicz rozkaże? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Chodź tutaj, mój stary... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nudzę się... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRZEGORZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Nie nowina; cóż ja pocznę na to? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcesz panicz, powiem bajkę, szlachetnie bogatą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mam ja w szkatule mózgu dykteryjki, czary &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po babce mojej starej, co w Bogu spoczywa. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcesz pan tej, co się gada? czy tej, co się śpiéwa?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Kordian&lt;/em&gt; milczy; &lt;em class="person"&gt;Grzegorz&lt;/em&gt; mówi następującą bajkę:&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Było sobie niegdyś w szkole &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Piękne dziecię, zwał się Janek. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Czuł zawczasu bożą wolę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Ze starymi suszył dzbanek. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Dobry z niego byłby wiarus, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Bo w literach nie czuł smaku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Co dzień stary bakalarus &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Łamał wierzby na biedaku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;I po setnej, setnej próbie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Rzekł do matki: «Oj, kobiéto! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Twego Janka w ciemię bito, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Nic nie wbito — weź go sobie!...» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Biedna matka wzięła Jana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Szła po radę do plebana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Przed plebanem w płacz na nowo; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;A księżulo słuchał skargi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;I poważnie nadął wargi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Po ojcowsku ruszał głową. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Wysłuchawszy pacierz złego: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;«Patrz mi w oczy» — rzekł do żaka — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;«Nic dobrego! nic dobrego!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Potem hożą twarz pogładził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Dał opłatek i piętaka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;I do szewca oddać radził... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jak poradził, tak matczysko &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;I zrobiło... Szewc był blisko... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Lecz Jankowi nie do smaku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Przy szewieckiej ślipać igle. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Diabeł mięszał żółć w biedaku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Śniły mu się dziwy, figle; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Zwyciężyła wilcza cnota, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Rzekł: «W świat pójdę o piętaku!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;A więc tak jak był — hołota, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Przed terminem rzucił szewca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;I na strudze do Królewca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Popłynął... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Jak do wody wpadł i zginął... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Matka w płacz, łamała dłonie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;A ksiądz pleban na odpuście &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Przeciw dziatkom i rozpuście &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Grzmiał jak piorun na ambonie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;W końcu dodał: «Bogobojna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Trzódko moja, bądź spokojna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Co ma wisieć, nie utonie». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Mały Janek gdzie się chował &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Przez rok cały, zgadnąć trudno. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Wsiadł na okręt i żeglował, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;I na jakąś wyspę ludną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Przypłynąwszy — wylądował... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Owdzie król przechodził drogą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Jaś pokłonił się królowi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;I dworzanom, i ludowi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;A kłaniając szastał nogą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Tak układnie, że król stary &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Włożył na nos okulary. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;I wnet tymże samym torem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Dwór za królem, lud za dworem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Powkładali szkła na oczy... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Owoż król ten posiadł sławę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Jakoby miał wzrok proroczy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;I choć stracił oko prawe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Tak kunsztownie lewym władał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Że człowieka zaraz zbadał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Na co mierzy, na co zdatny: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Czy zeń ma być rządca kraju, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Czy podstoli, czy też szatny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Lecz tą razą, wbrew zwyczaju... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Król pan oczom nie dowierza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Czy żak Janek na tancerza? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Czy na rządcę dobry kraju? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Więc zapytał: «Mój kochanku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Jak masz imię?» &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;«Janek». &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;«Janku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Coż ty umiesz?» &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;«Psom szyć buty». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;«A czy dobrze?» &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;«Oj tatulu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Czyli raczej, panie królu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Jak szacuję, ręczyć mogę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Że but każdy ostro kuty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;I na jedną zrobię nogę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Czyli raczej na łap dwoje... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;To na zimę. — Z letnich czasów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;But o jednym szwie wystroję. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Na opłatku, bez obcasów; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;A robota takiej wiary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Że psy puszczaj na moczary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Suchą nogą przejdą stawy». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;«Masz więc służbę, złotem płacę» — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Rzekł do Janka pan łaskawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;I za sobą wiódł w pałace. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;A gdy dzień zaświtał czwarty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Szły na łowy w butach charty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;A szewc chartów w aksamicie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Przy królewskiej jechał świcie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Złoty order miał na szyi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;W trzy dni został szambelanem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;W sześć dni rządcą prowincyji, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;W dni dwanaście został panem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Starą matkę wziął z chałupy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Król frejliną ją mianował. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;A plebana pożałował &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;W biskupy... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cha! cha! cha! przednia powieść. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRZEGORZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A widzi pan, widzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak zabawiłem gadką... Niech się pan nie wstydzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W tej powieści moralna kryje się nauka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaka? Powiedz mi, stary. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRZEGORZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A któż jej wyszuka? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dość, że jest sens, powiadam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wierzę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRZEGORZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Trzeba wiary. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo widzi panicz, kiedy gada sługa stary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To w słowach dziecku dawać nie będzie trucizny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błąkałem się ja długo z dala od ojczyzny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tak mi było ciężko od tęsknego żalu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że żołnierze ciesali kołki na wąsalu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odcinając się szablą, nie brałem pociechy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo żadnych kłosów ludziom nie wysieją śmiechy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A smutek niby mądra książka w sercu żyje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I mówi wiele rzeczy, i człowiek nie gnije &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak muchomor pod sosną, lecz zbiera po szczypcie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przestrogę do przestrogi... Byłem ja w Egipcie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ponoś no o tej walce nie mówiłem panu? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy wolno? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Mów! mów, stary. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRZEGORZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;kręcąc wąsa&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Daj go tam szatanu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kaprala... tęgi człowiek!... Wywiódł wojsko w pole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie w pole, w piaski raczej; równo jak po stole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otwarto na wsze strony, kędyś wzrok obrócił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oko biegnąc po piaskach Boga szuka w niebie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wódz szyki w pięć kwadratów sprawił ku potrzebie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I niby pięć gwiazd jasnych na pustynię rzucił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnie, świecącemu w jednej, widać było cztery. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przed walką, przypominam, śmiech nas ruszył szczery; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo, trzeba panu wiedzieć, na wojska ogonie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Snuły się z bagażami osły... przy bagażach &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przywlekli się z Francyji w bagnetów zachronie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mędrkowie, co to baśnie piszą w kalendarzach. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gardziliśmy jak Niemcem tą chmurą komorów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tą psiarnią, co jak truflów wietrzyła kamieni; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc gdy do walki wiele stanęło pozorów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawołaliśmy głośno: «Osły i uczeni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chowajcie się w kwadraty! dalej za pas nogi!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dalibóg, korzystali z łagodnej przestrogi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyznam się jednak panu, że choć żołnierz bitny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przed walką byłem nieco nad zwyczaj ponury. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak dziś pamiętam, z dala lał się Nil błękitny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dalej jakiegoś miasta widać było mury; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nad głowami niebo czyste, bez obłoku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A powietrze, choć bardzo jasne, grało w oku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nad katafalkiem niby od gromnic płomyki... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz co najbardziej ludu zadziwiło szyki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To były owe wielkie, murowane góry; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stąd by je było widzieć, gdyby nie Karpaty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I gdyby z nieba można zetrzeć wszystkie chmury. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem wódz przyjechał konno... zagrzmiały wiwaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Acz bez winnych kielichów. Wódz wskazał na wieże &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rzekł: «&lt;em class="foreign-word"&gt;Soldats&lt;/em&gt;!», co znaczy, powiedział: «Żołnierze!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszałem wszystko; wódz rzekł: «Patrzcie, wojownicy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ze szczytu piramidy — co znaczy: z dzwonnicy — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ze szczytu tych piramid sto wieków was widzi». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc spojrzałem, gdzie wskazał po nieba błękicie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż tu patrz... niech kto ze mnie jak z prostaka szydzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Opowiem... Klnę się panu, na piramid szczycie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak w kościołach sławnego malują Michała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Taki stał rycerz w zbroi, promiennego ciała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I płomienistą dzidą przebijał z wysoka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wijącego się z dala na pustyni smoka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co ku nam leciał w chmurze kurzawy i piasku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sto dział zagrzmiało, oczy zgubiłem od blasku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kiedym wzrok odpytał, aż tu mameluki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzywymi nas szablami dziobią gdyby kruki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To końmi do ucieczki obróceni wrzkomo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siadają na bagnetach jak małpy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Coż daléj?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRZEGORZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wstydźże się pan pytać, każdemu wiadomo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeśmy zawsze łamane parole wygrali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I gdyby nie ta dżuma... Ale pan nie słucha!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;zamyślony, mówi sam do siebie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wstyd mi! Starzec zapala we mnie iskrę ducha. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieraz z myślą zburzoną w ciemne idę lasy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczęk broni rzucam w sosen rozchwianych hałasy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzę siebie wśród świateł czarodziejskich sławy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wśród promienistych szyków; szyki wstają z ziemi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ziemia wstaje jak miasto odgrzebane z lawy... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głupstwo... dzieciństwo marzeń... myślami takiemi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie śmiałbym się wynurzyć przed starców rozsądkiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc szukam — kogo? — sługi, co rozwlekłym wątkiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Snuje głupie powieści. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;myśli... potem nagle do &lt;em class="person"&gt;Grzegorza&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Idź sobie, Grzegorzu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak się panna na konną przechadzkę wybierze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dasz mi znać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRZEGORZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Panicz może dziś nie dospał w łożu? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo starego odpędza jak natrętne zwierzę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bywszy niegdyś w niewoli, znałem ja młodziana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co miał wiele nauki, nie gardził mną przecie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dziękował za powieść, gdy dobrze dobrana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Było to piękne wcale i szlachetne dziecię! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Smutno skończył! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cóż, umarł? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRZEGORZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A gdzie tam, mój panie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc żyje! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRZEGORZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Oj nie żyje! Gdy nas Rosyjanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzięli w dwunastym roku, spędzili jak trzodę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I na Sybir zawiedli... Dwóchset naszych było. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiarusy kęs nadpsute, oficerstwo młode; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A jak wzajem sprzyjali, wspomnieć starcu miło; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeden drugiemu nigdy nie powie jak «Bracie», &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chleb łamią jak opłatki, w jednej chodzą szacie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten, o którym rzecz wiodę, zwał się Kazimierzem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otóż kiedy się Moskal pastwił nad żołnierzem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan Kazimierz za wszystkich cierpiał, potem z głowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobył myśli — zawołał na tajemne zmowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I odkrył zamiar wcale dostojny, bo śmiały. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie szydź, panie, kto kupi niewolą włos biały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten rozpaczy szalonej w ludziach nie potępi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc on myślał, że straże kozackie wytępi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmarłym wydrze żelazo i polskie wiarusy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do Polski odprowadzi... Poznali się Rusy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na malowanych lisach; wywiedli na pole; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cały nas pułk Baszkirów ostąpił w półkole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wołga stała za nami... pułkownik tatarski &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeczytał głośno niby jakiś dekret carski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A w tym dekrecie stało, aby polskie jeńce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozdzielić na dziesiątki i w pułki powcielać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtenczas nasze wiarusy wziąwszy się za ręce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzyknęli: «Nie pójdziemy!...» — Zamiast nas wystrzelać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy wierzysz pan, że owe tatarskie szatany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzucali nam na szyje rzemienne arkany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Właśnie jakby na koni zdziczałych tabuny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oh! co czułem, to z sobą poniosę do truny! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Związaliśmy się wszyscy rękoma co siły... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pamiętam, z prawej strony — nie, z lewej, od serca — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stał przy mnie żołnierz wiekiem, ranami pochyły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ku niemu zwinął koniem baszkirski morderca; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc biedak rękę moją na kształt szabli ścisnął. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem ociężał na niej, bezwładny obwisnął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzę mu w twarz, posiniał cały na kształt trupa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oczy wybiegły, szyja związana powrozem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu Baszkir zaciął konia, koń spięty dał słupa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skoczył — a starzec jak koń uwiązany lozem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pociągnął się po piasku, po krzemiennej warście. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widziałem na krzemieniach włosów siwych garście, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z krwi wyrwane kroplami... Koń leciał jak strzała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już trup zniknął — a jeszcze widać było konia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I myśl przy koniu starca krwawego widziała. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Staliśmy jak garść kłosów pożółkłych śród błonia; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głuche było milczenie, zgroza, obłąkanie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piszcząc, kołem jak krucy krążyli poganie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wybierali oczyma, gdzie powrozem skiną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śmierć dając, chcieli zabić przedśmiertną godziną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem, panie! nasz Kazimierz! ów Kazimierz młody! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skoczył w tłumy Baszkirów i z tłumu wyskoczył &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z pułkownikiem tatarskim, rzucił się do wody; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak ujętego wroga między dwie kry wtłoczył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kry się zbiegły, głowa z Baszkira odpadła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak mieczem odrąbana i na krze usiadła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z otwartymi oczyma... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A Kazimierz? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRZEGORZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zginął... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grzegorzu, czy nie pomnisz zmarłego nazwiska? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRZEGORZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wiem: On pod imieniem Kazimierza słynął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co mu tam dziś nazwisko po śmierci? Pan ściska &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rękę starego sługi... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Boże! jak ten stary &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rósł zapałem w olbrzyma; lecz ja nie mam wiary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie ludzie oddychają, ja oddech utracam. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z wyniosłych myśli ludzkich niedowiarka okiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wsteczną drogą do źródła mętnego powracam. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dróg zawartych przesądem nie przestąpię krokiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz czas świat młodzieńca zapałem przemierzyć &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rozwiązać pytanie: żyć? alboli nie żyć? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jam bezsilny! nie mogę, jak Edyp zabójca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozwiązać wszystkich sfinksów zagadki na świecie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozmnożyły się sfinksy, dziś tajemnic trójca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Liczna jak ziarna piasku, jak łąkowe kwiecie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszędzie pełno tajemnic, świat się nie rozszerzył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale zyskał na głębi... wierzchem człowiek płynie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz jeśli drogi węzłem żeglarskim nie mierzył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wie, czy bieg jest biegiem, gdy brzeg z oczu ginie... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chyba, że w owej drodze jak milowe słupy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mija stare przesądy — zbladłe wieków trupy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie, to są raczej krzyże przy ubitej drodze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prostak przy nich koniowi zatrzymuje wodze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I żegna się, i pokłon oddaje — gdy mija... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem mędrkowie prostsze wytkną ludziom szlaki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z wolna na drogę nową zjeżdżają prostaki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na zapomnianym krzyżu bocian gniazdo zwija, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mech rośnie, pod nim dzieci w piasku sadzą kwiaty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieraz krzyż, u stóp samych podgryziony laty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pada, zabija dzieci z sielskiego pobliża, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A lud płacze, że zwalić nie pamiętał krzyża. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc idę na świat rąbać nadpróchniałe drewna. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miłość? zapomnę o niej — wśród światowej burzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pozostanie głos wspomnień... jak pieśń dzika, rzewna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak pieśń żurawia, co się opóźnił w podróży &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I samotny szybuje po błękicie nieba. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ostatni, z licznych szczęsnych tłumów odbłąkany. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeba mi nowych skrzydeł, nowych dróg potrzeba. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak Kolumb na nieznane wpływam oceany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z myślą smutną i z sercem rozbitym... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LAURA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;wołając z ganka&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Kordianie!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten głos rozwiewa złote zapału świtanie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamknięty jestem w kole czarów tajemniczem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wyjdę z niego... Mogłem być czymś... będę niczem... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub1"&gt;SCENA II&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Ogród. — Lipowe aleje krzyżują się w różne strony — wśród drzew widać dom opuszczony z wybitymi oknami... Jesień — liście opadają — wietrzno... &lt;em class="person"&gt;Kordian&lt;/em&gt; i &lt;em class="person"&gt;Laura&lt;/em&gt; zsiadają z koni, przy których &lt;em class="person"&gt;Grzegorz&lt;/em&gt; zostaje, i wchodzą do alei... Długo nic do siebie nie mówią&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LAURA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;z uśmiechem na pół szyderczym&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czemu Kordian tak smutny? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Kordian&lt;/em&gt; patrzy na nią oczyma zamglonymi — i milczy&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Znalazłam dziś rano &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W imionniku wierszami kartę zapisaną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poznałam rękę, pióro — o! nie, raczej duszę... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Kordian&lt;/em&gt; zarumieniony schyla się ku ziemi&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czemu się pan mój schyla? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Odmiatam i kruszę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gałązki, ciernie, chwasty spod stóp twoich, pani. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cierń, co mi zrani rękę, nikogo nie zrani! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LAURA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kordian zapomniał, że ma matkę, matkę wdowę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż to? Kordian brwi zmarszczył, chmurzy się, rumieni? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zapytaj się drzew, pani, dlaczego w jesieni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szronem dotknięte, noszą liście purpurowe? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To tajemnica szronu... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LAURA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Usiądźmy w alei. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż z nas pierwszy obaczy gwiazdę dobrze znaną?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie ujrzę jej, jeżeli to gwiazda nadziei!.... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LAURA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A jeśli gwiazda wspomnień? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;O! dla mnie za rano &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na bladą gwiazdę wspomnień!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LAURA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Gdzież gwiazda Kordiana? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Kordian&lt;/em&gt; wznosi oczy na twarz &lt;em class="person"&gt;Laury&lt;/em&gt; i odwraca się&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak się nazywa? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Przyszłość. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LAURA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;z uśmiechem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;W której stronie nieba? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O! nie wiem! nie wiem — jest to gwiazda obłąkana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co dnia ją trzeba tracić, co dnia szukać trzeba... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LAURA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kordian ma piękną przyszłość, talenta, zdolności... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak, gdy mię spalą męczarnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To będę świecił ludziom próchnem moich kości. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Talenta są to w ręku szalonych latarnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ze światłem idą prosto topić się do rzeki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lepiej światło zagasić i zamknąć powieki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo kupić rozsądku, zimnych wyobrażeń, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zapłacić za ten towar całym skarbem marzeń... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LAURA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaki dziś Kordian gorzki? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Usiada na ławce darniowej — &lt;em class="person"&gt;Kordian&lt;/em&gt; u nóg jej się kładzie i mówi, patrząc na niebo&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Czarowna natura! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak koń Apokalipsy szara leci chmura, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jesiennym gnana wiatrem; a w chmurze myśl gromu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Omdlała zimnem, iskry wydobyć nie może; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc co ma w łonie gniewu, nie powie nikomu? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I przepłynie nad światem... Z gromem myśli złożę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj płyną nad światem zimne i bez głosu... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;zrywa kwiat — i obraca się z uśmiechem do &lt;em class="person"&gt;Laury&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pani, weź tę gałązkę purpurową wrzosu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale jej nie otrząsaj ze szronu brylanta... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;zamyślony patrzy na niebo&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pani — patrz tam na niebo... oto duchy Danta. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam się na starym drzewie wichrzy szpaków stado, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaleciały przelotem i do snu się kładą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiatr przez noc będzie liście zbijał — one prześnią &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Noc całą, drzew ginących kołysane pieśnią; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Anioł przeczucia śpiącym wskaże lotu szlaki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdy się zbudzą, drzewo powie: «Lećcie, ptaki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie mam już dla was liści, jam się zestarzało &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przez noc, kiedyście spały...» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LAURA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cóż stąd za nauka?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cha! cha! nauka smutku, że drzewo nie spało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ptaki spały... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LAURA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Kordian, co przyszłości szuka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powinien spać jak ptaki... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Gdzież anioł przeczucia? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy przyjdzie? poprowadzi? Więc myśli i czucia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeba skąpca przykładem na lata rozłożyć &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nigdy zmysłów w jednej nie utracić burzy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeba się dziś zwyciężyć, aby jutra dożyć. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziwna ciekawość życia prowadzi w podróży, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A za ciekawość trzeba nieszczęściami płacić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nigdy zmysłów w jednej burzy nie utracić... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;gwałtownie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jam je utracił! Boże! zmiłuj się nade mną! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LAURA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kordianie!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Kordian&lt;/em&gt; milczy&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Czas powracać, już wietrzno i ciemno... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O pani! zostań jeszcze... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LAURA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Więc pan mi przyrzeka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że będzie spokojniejszy? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;z obłąkaniem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tak... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LAURA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Przyszłość daleka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Póki jesteśmy młodzi, wszystko jest przed nami... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;zamyślony, patrząc na niebo&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciemny się błękit nieba wyświeca za mgłami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach księżyc! patrz tam, pani! księżyc srebrny, pełny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stanął i patrzy na nas, chmur srebrzyste wełny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spadły nań — leci, jakby wyrywał się z chmury; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz go na pół gałąź rozcina spróchniała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz śród czarnych liści krąg chowa ponury... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pani! gdy kiedyś! kiedyś! twarz księżyca biała &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błyśnie wśród chmur lecących na jesiennym niebie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będziesz mój cień natrętny odpędzać od siebie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;po chwili&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bóg promień duszy wcielił w nieskończone twory, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dusza się rozprysnęła na uczuć kolory, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z których pięć wzięło zmysły cielesne za sługi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Inne zagasły w nicość... ale jest świat drugi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam z uczuć razem zlanych wstanie anioł biały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mniejszy może niż człowiek, atom, środek koła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozpryśnionych promieni; ale jasny cały &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I plam ludzkich nie będzie na sercu anioła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieskończoności zmysłem dusza się pomnoży, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bóg aniołowi oczy na przyszłość otworzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż przestanie zaglądać w ciemną wspomnień trumnę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bóg mu pod nogi światła wywróci kolumnę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po niej gwiazd mirijady zapali i słońca; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Anioł je przejrzy wzrokiem nadziei do końca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I do gwiazdy podobny będzie w przyszłość płynął... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O! duch mój chce się wyrwać! już pióra rozwinął. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dusza z ust zapalonych leci w błękit nieba... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;opuszcza ręce i z rozpaczą&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na jednego anioła dwóch dusz ziemskich trzeba!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LAURA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Źle, jeśli się pan będzie marzeniem zapalał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawdziwie nie pojmuję, co mu jest?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;ze wzgardą&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Oszalał!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Laura&lt;/em&gt; odchodzi ku drzwiom ogrodu, siada na koń... i odjeżdża z &lt;em class="person"&gt;Grzegorzem&lt;/em&gt;. &lt;em class="person"&gt;Kordian&lt;/em&gt; zostaje sam w ogrodzie nieruchomy&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;sam&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Światła nocy błyskają na nieba szafirze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myśl zbłąkana w błękity niebieskie upadła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oto ją gwiazdy w kręgi porywają chyże &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I kręcą, aż zmęczona, posępna, pobladła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powróci z tańcu niebios w nudne serce moje... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czekam — nad otchłaniami niebieskimi stoję, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zalękniony o myśli w gwiazd tonące wirze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gwiazdy! wy gdzieś lecicie jak żurawi stada! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gwiazdy! polecę z wami po niebios szafirze! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;dobywa pistoletu&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nabity — niechaj krzemień na żelazo pada... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ból, chwila jedna, ciemno — potem jasność błyśnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz jeśli nie zaświeci nic?... i ból przeminie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli się wszystko z chwilą boleści rozpryśnie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A potem ciemność... potem nawet ciemność ginie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic — nic — i sobie nawet nie powiem samemu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że nic nie ma — i Boga nie zapytam, czemu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic nie ma?... Ha! więc będę zwyciężony niczem?... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śmierć patrzy w oczy moje dwustronnym obliczem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak niebo nad głowami i odbite w wodzie... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawda lub omamienie — lecz wybierać trudno, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie nie można zrozumieć... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;przykłada broń do czoła&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie... nie w tym ogrodzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znajdę śród lasów łąkę kwietną i odludną. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wychodzi z ogrodu&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub2"&gt;SCENA III&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Noc. &lt;em class="person"&gt;Laura&lt;/em&gt; sama w pokoju przy lampie&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LAURA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dotąd Kordian nie wrócił, jedynasta biła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Natrętna niespokojność w serce się zakrada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdybym też dziecię płochym szyderstwem zabiła? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dmucham w różę, co słońcem palona opada? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A jeśli jego serce z takich kruszców lane, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że co na nim napiszę, przetrwa napisane &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na wieki wieków? Boże! jeśli jego oczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przywykną do ciemności i do łez? Co gorsza! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli miasto łez, w dzieciach zapalonych skorsza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Duma gorzkie uśmiechy na twarz mu wytłoczy?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;zamyśla się, potem bierze sztambuch i przewraca&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nudnymi grzecznościami zapisane karty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten mię równa do kwiatu, ci do gwiazd — a czwarty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do Dyjanny bogini — on sam jak bóg Apis &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwierzęcą nosi głowę. — Ten kwiat chce rozkwitać... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rysunek siostry mojej. — Ach! Kordiana napis; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spojrzałam mimowolnie, muszę raz odczytać... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;czyta wiersz Kordiana&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;«O! przypłynę ja kiedyś we wspomnień łańcuchu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zatrzymam się... wspomnienia krokiem się nie ruszą... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Aż powiesz: »Natrętny duchu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciężysz na duszy mojej twoją cichą duszą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak księżyc, mórz oczyma podnoszący ciemnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jesteś wszędzie, koło mnie, nade mną i we mnie...« &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Luba, jam koło ciebie i z tobą i w tobie... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie przychodzę wyrzucać ani przypominać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani śmiem błogosławić, ani chcę przeklinać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyśniło mi się tylko kilka pytań w grobie... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słuchaj, niegdyś ze szczęściem brałaś zaręczyny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Pokaż mi ów pierścień złoty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ha! szczerniał? szczerniał pierścień? — to nie z mojej winy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dlaczego na twarz włosów rozpuszczasz uploty?... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Spostrzegłem we włosów chmurze... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Bladość twarzy i coś błyska!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Może to blask w pereł sznurze? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może światło brylanta? albo kornaliny? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może rozgrane słońcem topazu ogniska? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może to łzy? — ty płaczesz? — to nie z mojej winy!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Mój aniele! mój aniele! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Kwiat ci niegdyś wieńczył głowę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;A było kwiatów tak wiele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Że nim zwiędły, brałaś nowe. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dlaczegóż dzisiaj w stroju zmianę widzę jawną? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak kwiaty przeżyć burze musiały i spieki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prócz jednej bladej róży, która dawno! dawno! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Nie pomnę, z jakiej przyczyny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Zwiędła na wieki... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli tak wszystkie zwiędły? — to nie z mojej winy!...» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;przestaje czytać&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszę tętent... to Kordian! — więc okno otworzę — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie, może bym za zbytnią troskliwość wydała... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co nikt drzwi nie odmyka? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;otwiera okno&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Boże! wielki Boże! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Koń przeleciał bez jezdca... Co to jest? Drżę cała! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;dzwoni, &lt;em class="person"&gt;Panna pokojowa&lt;/em&gt; wchodzi&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie Grzegorz? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie wiem, pani, nie siadł do wieczerzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widać było, bo dzbankiem z nami się nie dzielił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak Żyd płaszczem Chrystusa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LAURA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Szukaj go! niech bieży! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRZEGORZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;wchodząc&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieszczęście! Oh nieszczęście! panicz się zastrzelił!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/kordian/"&gt;Juliusz Słowacki, „Kordian”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Akt trzeci</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/balladyna/03/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/balladyna/03/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;AKT TRZECI&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub0"&gt;SCENA I&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Dom Wdowy dopalający się — przed pogorzeliskiem garstka wieśniaczego ludu.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZA KOBIETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oj widzicie, jak diabły ludziom szczęście noszą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta nędzarka, ta wdowa ze swoją kokoszą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W złotej karecie błotem na nas biednych bryzga. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGA KOBIETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oj prawda, że to gorzko, nam się to wyślizga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co się drugim dostało. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STARZEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A ja wam powiadam, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że staruszka podczciwa, sam nasz ojciec Adam &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mógłby ją wziąć za żonę, lepiej mu przypadła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niż Ewa... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZA KOBIETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Bo bez zębów, jabłek by nie jadła. &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STARZEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pamiętajcie, że ona ubogie leczyła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty sama, co tu wrzeszczysz, moja pani miła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już by cię dawno szatan pojął do swej chwały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyby nie ta staruszka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGA KOBIETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;I mój Stasiek mały &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Także jej winien życie, więc jej nie zazdroszczę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dalibóg nie zazdroszczę; wóz sianem wymoszczę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pojadę w zamczysku odwiedzić staruszkę... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIEWCZYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I Balladynie miło będzie widzieć drużkę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pojadę z tobą, matko. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGA KOBIETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jak chcesz, moje dziecię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To narwijże róż polnych i bławatków w życie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na wianek dla tej pani. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STARZEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Oj, nie jedź, kobiéto! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzisz ten pożar? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGA KOBIETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cóż stąd — że słomą podbitą &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chatę spalili — cóż stąd? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STARZEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Widać, że się wstydzą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chaty, słomy, bławatków i nas... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZA KOBIETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Na to zgoda, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A mówiłam, że oni z biednych chłopków szydzą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STARZEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dajcie im święty pokój. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIEWCZYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A ta panna młoda &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To zadzierała nosa!... Widzieliście wczora. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wstążkę czarną na czole miała zamiast wianka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko, by się odróżnić... a w kosach równianka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie z białych róż, ze złotych... Twarz niby upiora &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Blada... a uśmiech hardy; a kiedy się śmieje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To ząbków ani widać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGA KOBIETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nim słońce dogrzeje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedźmy, dziewczyno, wozem do zamku Kirkora... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGA DZIEWCZYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie jedź! nie jedź!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIEWCZYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie jadę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGA KOBIETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Stara wóz wymości &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pojedzie... Jak do nich mówić po godności? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STARZEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grzecznie mówić. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGA KOBIETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Pojadę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIEWCZYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tego im i trzeba; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każą ci na dziedziniec wynieść kawał chleba, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ty się kłaniasz nisko jak wieko u skrzyni; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A pani z okna plunie. — Ha! mościa grabini, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyniosłam ci kosz jajek. — Wiecie wy, że ona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Była już na grabinię z dawna przeznaczona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo miała wziąć za męża Grabka pijanicę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiecie o tym? na Boga... to nie tajemnice, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwąchali się z Grabiczem — to dziw, gdzie on siedział? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie było go na ślubie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZA KOBIETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Może się dowiedział... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I poszedł do jeziora z rozpaczy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIEWCZYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Niełatwo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wisusowi utonąć... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZA KOBIETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Otóż Grabiec pędzi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z lasu, jak zwykle wiejską otoczony dziatwą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niby kania od wróblów... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Grabiec&lt;/em&gt; wpada na scenę, za nim tłum dzieci.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIEWCZYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Niech z wami gawędzi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli dotąd nic nie wie, nie mówcie o niczem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Narwę grochu na wianek. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;odchodzi&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIECI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Z Grabiczem! z Grabiczem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tańcujmy! tańcuj, Grabku! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Precz, bachury! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STARZEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzieżeś to bywał? czemu tak ponury? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co? gdziem ja bywał? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIEWCZĘTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;I coś robił? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Rosłem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIEWCZĘTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co ty powiadasz? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Rosłem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIECI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;On był osłem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grabiec był osłem... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Milcz, przeklęty tłumie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo mi się zdaje, że liściami szumię. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdybym przynajmniej miał tyle gałązek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co miałem wczora; nie szczędziłbym wiązek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na wasze plecy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIECI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co pan Grabek plecie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do starca&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiedz mi, starcze! czy to można w lecie?... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy można to być? — dotąd korą świerzbię! — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Być wierzbą?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STARZEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wierzbą można zostać wierzbie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale grabinie to nie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A ja byłem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wierzbą... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STARZEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co mówisz?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Mówię, co mówiłem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bogdaj was diabeł pozamieniał w łozy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Córki tej wierzby, i piekielne kozy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wypuścił na was... Ale ja w rozpaczy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja byłem wierzbą... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STARZEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jednak to coś znaczy... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A byłeś w karczmie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wprzód nim wierzbą byłem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To byłem w karczmie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STARZEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;I piłeś?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A piłem... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STARZEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;śmiejąc się&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc to sen, panie Grabku, wierzba owa!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;pokazując na pogorzelisko&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdzie ta chata? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIEWCZYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jaka?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ta, gdzie wdowa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żyła z córkami?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIEWCZYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A toż chata stoi... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIEWCZYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ty pijany!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Gdzie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIEWCZYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tu!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Niech was poi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rosą diablica, jak mnie napoiła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli tu chata... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIEWCZYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Chata się zmieniła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W twój nos czerwony, kiedyś ty się zmienił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W płaczącą wierzbę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Bogdaj cię ożenił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sztokfisz w habicie z diabłem — a gdzie ona?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIEWCZYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Balladyna? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGA DZIEWCZYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;wchodzi z grochowym wiankiem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Także przemieniona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W ten grochowy wianuszek, w grochowy wianuszek... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;rzuca na głowę &lt;em class="person"&gt;Grabkowi&lt;/em&gt; wianek&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIECI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cha! cha! cha! groch na wierzbie rośnie zamiast gruszek! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cha! cha! cha! panie Grabku! Grabku, gdzieś ty bywał? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A tu słowik kochance mężulka wyśpiéwał... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIEWCZYNY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A pan Grabek był wierzbą! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIECI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Grabek rosnął w lesie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIEWCZYNY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A żoneczka w złocistej smyknęła kolesie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cha! cha! cha! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIECI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Żeń się, Grabku, z miotłą czarownicy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cha! cha! cha! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STARZEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;bierze &lt;em class="person"&gt;Grabka&lt;/em&gt; za rękę&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Chodź do karczmy, przy miodu szklanicy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja ci wszystko opowiem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wyprowadza &lt;em class="person"&gt;Grabka&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DZIECI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;lecąc za &lt;em class="person"&gt;Grabkiem&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Gil, wróbel i dzierzba &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śpiewały na grabinie — a on rzekł: «Jam wierzba». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nuż z niego kręcić dudy... Smyknęła dziewczyna! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cha! cha! cha! wierzba, wierzbie, wierzbiątko, wierzbina. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Dzieci&lt;/em&gt; i cały tłum wychodzą za &lt;em class="person"&gt;Grabkiem&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SCENA II&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Sala pyszna w zamku Kirkora.&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Balladyna&lt;/em&gt; wchodzi zamyślona w bogatej szacie — z wstążką czarną na czole.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;sama&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc mam już wszystko... wszystko... teraz trzeba &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Używać... pańskich uczyć się uśmiechów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I być jak ludzie, którym spadło z nieba &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ogromne szczęście... Wszakże tylu ludzi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Większych się nad mój dopuścili grzechów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I żyją. — Rankiem głos sumnienia nudzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nad wieczorami dręczy i przeraża, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A nocą ze snu okropnego budzi... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O! gdyby nie to!... Cicho. — Mur powtarza: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«O! gdyby nie to...» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wchodzi &lt;em class="person"&gt;Kirkor&lt;/em&gt; zbrojny z rycerstwem.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KIRKOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Moja młoda żono! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakże ci w moim zamczysku?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Spokojnie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wchodzi &lt;em class="person"&gt;Fon Kostryn&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rycerze zbrojni czekają przed broną. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grabio! dlaczego tak rano i zbrojnie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KIRKOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kochanie moje, odjeżdżam... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Gdzie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KIRKOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Droga! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przysiągłem święcie taić cel wyprawy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odjeżdżasz! ach, ja nieszczęsna! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KIRKOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Na Boga! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie płacz, najmilsza... bo ci będzie łzawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głos odpowiadał nierycerskim echem... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani mię trzymaj przymileń uśmiechem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo moje oczy olśnione po słońcu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drogi nie znajdą... Niech pierś uniesiona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciężkim westchnieniem z krągłego robrońcu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czarów nie rzuca, niech twoje ramiona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiszą ku ziemi jak uwiędłe bluszcze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;rzucając się na szyję&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie jedziesz? Mężu... ja ciebie nie puszczę! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dlaczego jedziesz? czyś poprzysiągł komu? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KIRKOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sobie przysiągłem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Bogdaj ogień gromu &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bóg rzucał tobie przed konia podkową; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może piorunem twój koń przerażony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piorunem w bramę powróci zamkową. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc ty na długo chcesz zaniechać żony? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KIRKOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za trzy dni wrócę... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Czyś ty kiedy liczył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ile w dniu godzin? ile chwil w godzinach? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KIRKOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj wie człowiek, że mu Bóg pożyczył &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Życia na krótko, niechaj odda w czynach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co winien Bogu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Lecz ty winien żonie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pozostać z żoną... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KIRKOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nic mię nie zatrzyma, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Muszę odjechać — daj mi białe skronie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;całuje w czoło&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przed ludzi okiem ty wiesz, że prawdziwe &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pocałowania dają się oczyma, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A biedne usta, tak jako pierzchliwe &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaskółki, muszą w lot z białego kwiatka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chwytać miodową pocałunku muszkę — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bądź zdrowa, żono... Gdzie jest nasza matka? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może spi jeszcze, pożegnaj staruszkę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie mogę czekać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;odprowadzając na stronę&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;W skarbcu masz pieniążki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szafuj... i baw się... — daj mi czoło białe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze raz... — żono! nie lubię tej wstążki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czoło należy do mnie, czoło całe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozwiąż tę wstążkę... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Mężu, uczyniłam &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ślub... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KIRKOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ślub po siostrze... tak... lecz gdy powrócę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To wiedz się z Bogiem, ale mi się wyłam &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z takiego ślubu... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tak... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KIRKOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Bo się pokłócę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z tobą, kochanko... i to nie na żarty. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bądź zdrowa. — Chamy na koń! — niechaj warty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czuwają w zamku... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Balladyny&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wspominaj mnie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Odchodzi &lt;em class="person"&gt;Kirkor&lt;/em&gt; i wszyscy prócz &lt;em class="person"&gt;Balladyny&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;sama&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Mężu!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odjechał. Po co? Gdzie? — Sumnienia wężu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty mi powiadasz: «Oto mąż odjechał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szukać Aliny»... ona w grobie — w grobie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz jeśli znajdzie grób? — Tak się uśmiechał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakby chciał mówić: «Przywiozę ją tobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A zdejmiesz wstążkę, jak przywiozę». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Fon Kostryn&lt;/em&gt; wchodzi.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Pani!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabia zaklina, abyś mu przez okno &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Posłała uśmiech... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Balladyna&lt;/em&gt; staje w oknie i uśmiecha się. &lt;em class="person"&gt;Kostryn&lt;/em&gt; na stronie.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Mężowie, żegnani &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żon uśmiechami, sami we łzach mokną. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;odchodząc od okna&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pojechał... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Kostryna&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ktoś ty, rycerzu?... &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dowodźca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Warty zamkowej. — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nagrodzę ci hojnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czujność i wierność... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie potrzeba bodźca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Temu, kto służy rycersko i zbrojnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tobie, grafini... Otośmy dostali &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamkowi temu obronę tajemną; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach! my oboje będziemy czuwali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja nad aniołem — ty, anioł, nade mną. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak się nazywasz? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Fon Kostryn... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie z Lachów? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z niemieckich książąt rodzę się. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wygnany? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak biedny ptaszek spod płonących dachów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W lot się puściłem... dziś obcy... nieznany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Własnej ojczyźnie, sługa w obcym kraju; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech to nie będzie moim potępieniem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty także obca... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ty jesteś z raju. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;odchodzi&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;sama&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak się ja prędko poznałam spojrzeniem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z tym cudzoziemcem. — Ja mu nic nie winna — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szukałam okiem przerażonym w tłumie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kogoś. — Wierzyłam, że tu być powinna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bratnia mi dusza... dusza moja... z moją... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zacząć — jak? Spojrzeć — jeżeli zrozumie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przemówić. – Dziwnie, że się ludzie boją &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ludzi jak Boga i więcej niż Boga. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będę odważną z ludźmi... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wchodzi &lt;em class="person"&gt;Wdowa&lt;/em&gt; ubrana jak w drugim akcie, w świątecznym ubiorze.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Córko droga! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co to się stało? Królewic odjechał? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż stąd? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nazajutrz po ślubie zaniechał &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żoneczki młodej... czyś go zagniewała? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To by źle było! Jakże ty dziś spała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gołąbko moja? wszak mówią, że trzeba &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pamiętać zawsze sen na nowym łożu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otóż ja śniłam, że do mnie aż z nieba &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyszła Alina, ot tak niby w morzu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płynąc w obłoczkach... i rzekła... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Różaniec &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mów lepiej, matko. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Czy ty chcesz kaganiec &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Włożyć na usta matce? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Matko stara, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamek nie chata, tu zatrudnień chmara, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu nie snów słuchać... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wchodzi &lt;em class="person"&gt;Sługa&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SŁUGA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jakaś tam hołota &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stoi przed bramą i wykrzyka hardo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby ją puścić przez zamkowe wrota. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A straż złożoną na krzyż halabardą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamknęła bramy... Ta chłopianka stara &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z drabiniastego woza bez ustanku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzyczy żołnierzom: «Powiedz, mój kochanku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Matce Kirkora żony, że Barbara, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jej przyjaciółka, zjeżdża w odwiedziny». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To moja kuma... jakie tam nowiny?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odprawić ten wóz. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Balladyno?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Matko! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy ci się sprzykrzył zamek?... dobra droga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Możesz odjechać z tą starą... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co?... klatką? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tym drabiniastym wozem? — A! na Boga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Córko, co mówisz? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;O! to żarty... żarty... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każ, matko, wóz ten wyprawić... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;z westchnieniem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wyprawcie. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiedzcie, że śpię. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Sługi&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A jeśli uparty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wóz nie odjedzie, rozumiecie — warty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czuwają w zamku... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Sługi&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tylko nie nabawcie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biedy... to stara. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Sługa&lt;/em&gt; odchodzi.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Prawda, córko moja, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyby przyjmować, toby tu jak z roja &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sypało chłopstwo. — Niechaj nas kochają &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z daleka — prawda? Córki rozum mają, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty nie głupiutka; kiedy zaczniesz prawić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To księdza nawet nie zrozumie głowa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moja córuniu! każ ty przecie sprawić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sukienkę matce, bo już ta cycowa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ma blade kwiatki, a jak tu kobiécie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W szarak się ubrać? Córko! moje życie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To jutro, matko, przypomnij. — A tobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Starej kobiecie, lepiej nie wychodzić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z ciepłej komnaty... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ach nudno jak w grobie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak samej siedzieć... Czy ty chcesz zagrodzić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamek matuli?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie — nie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Balladyna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kocha mię?... prawda, córko? A malina &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na twoim czole? ta plama... o! pokaż... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy boli ciebie? Ty nigdy nie kwokasz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kurko, choć boli... a to może boli?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dosyć już, matko... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Woda spod topoli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obmyć nie mogła... o! córko kochana... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To jakaś dziwna i okropna rana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bladniesz, by o niej wspomnieć... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Więc dlaczego &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wspominasz, matko?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;To z serca dobrego... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z dobrego serca... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wierzę! wierzę! wierzę! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Matko, idź teraz do siebie na wieżę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do mojej ciupy?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tam ci jeść przyniosą... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pić przyniosą... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;I pić jak ptaszkowi?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idź, matko! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;To już z moją siwą kosą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będę się bawić... Tylko służalcowi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każ mi jeść przynieść... nie zapomnij... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;odchodzi&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;sama&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Piekło! &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mieszam się — bladnę... Ja się kiedyś zdradzę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przed matką, mężem... Wszystko się urzekło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na moją zgubę. Ludzie jako szpaki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uczone mowy, przez okropną władzę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sprawiedliwości, nie myśląc o mowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak mówią, jakoby tajnymi szlaki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dążyli ciągle w głąb serca. Surowie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kładą sędziego pytanie: czyś winna? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krętymi słowy... Matka, mąż, oboje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I mąż, i matka — ta kobieta gminna... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeba ją kochać, to matka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Kostryn&lt;/em&gt; wchodzi na scenę.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Pokoje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kazałem suto osnuć w złotogłowy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś dzień poślubny... dziś na dwór zamkowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zjadą się liczne pany i rycerze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wasale twoi... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Trzeba zamknąć wieżę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie mieszka moja — mamka — ona chora, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Snu potrzebuje. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jak to — ta potwora &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mlekiem poiła twoje usta śliczne? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach nie!... Ta chyba bogini niebieska, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co na błękity lała drogi mleczne &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak, że się każda białych piersi łezka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W gwiazdę mieniła i dziś ludziom płonie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta sama chyba na śnieżystym łonie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ukołysała ciebie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Mój rycerzu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złote masz usta... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ty dyjamentowe &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Serce. — Kazałem na Gopła pobrzeżu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zapalić smolne beczki i ogniowe &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słupy; do ognia weselnego lecą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Weseli goście. Czy pochwalasz, pani? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyń, jak przystoi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wieże się oświecą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jasnym kagańcem i tylko wybrani &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Goście do zamku mają być przyjęci. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Właśnie dziś jakiś prostak bez pamięci &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wdzierał się tutaj, kazałem go psami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poszczwać za wrota... Śmiałek nad śmiałkami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Psom odszczekiwał ciągle, że znał ciebie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A w takich ustach to bluźnierstwo srogie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż by to mógł być? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ktoś z tych, co po chlebie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pańskim się włóczą, i szaty ubogie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łatają nitką wyskubaną z płaszcza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panów, gdy nadto blisko przypuszczają &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Taką hołotę... wyszczekana paszcza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O! ty go nie znasz... twe usta nie mają &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgłosek na takie imię — jakiś gbura — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grabiec... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co? Grabiec? Tego chłopstwa chmura &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To jak szarańcza. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Przebacz im, grabini. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Królowa kwiatów na próżno obwini &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chłopianki ułów, że koło niej brzęczą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo się obwiń niewidzialną tęczą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przed ludzi okiem; albo znoś cierpliwie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nasze wejrzenia... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;O! ty, syn książęcy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mieszasz się próżno z tymi, co na niwie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiejskiej wyrośli... z tysiąca tysięcy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Możesz być pierwszym, byleś tajemnicy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Umiał dochować. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Kostryn&lt;/em&gt; przyklęka i całuje kraj szaty.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Chodźmy do skarbnicy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaczerpnąć nieco złota, aby godnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gości przyjmować... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Poniosę pochodnie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Kostryn&lt;/em&gt; poprzedza z pochodniami &lt;em class="person"&gt;Balladynę&lt;/em&gt; — wychodzą.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub1"&gt;SCENA III&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Las przed chatą pustelnika.&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Kirkor&lt;/em&gt; zbrojny. — &lt;em class="person"&gt;Pustelnik&lt;/em&gt; z koroną w ręku.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kirkorze, oto złocista korona. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc może kiedyś za twoją pomocą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wróci na Gnezno i niezakrwawiona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błyśnie ludowi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KIRKOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Widzisz, jak ją złocą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Promienie słońca; dobra wróżba. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Boże, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Świeć naszej sprawie... Dam ci jedną radę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Młodziutką żonę pojąłeś, Kirkorze? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KIRKOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pełna prostoty, spokojny odjadę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtenczas w kobiecie całą ufność kładę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeżeli wolna od wad matki Ewy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Doświadcz ją. Poszlij zapieczętowaną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skrzynię małżonce i srogimi gniewy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zagroź, jeżeli znajdziesz rozłamaną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pieczęć małżeńską. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wynosi żelazną skrzynkę&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KIRKOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dobrze, niech tak będzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To moja pieczęć, dwie złote żołędzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W paszczy dzikowej. Pójdź sam, wierny sługo. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wchodzi &lt;em class="person"&gt;Sługa&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zanieś to żonie, a jakkolwiek długo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będę się bawił, niechaj nie otwiera, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo ja tak każę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Sługa&lt;/em&gt; odchodzi.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ona taka szczera! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach ty mi szczęścia pokazałeś drogę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czynami tylko zawdzięczyć ci mogę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żegnaj mi, starcze... Królem cię powitam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na twoim czole już zwycięstwo czytam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KIRKOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koń, rycerze! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Odchodzi &lt;em class="person"&gt;Kirkor&lt;/em&gt;. — Słychać tętent oddalających się koni.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Czemu się ten rycerz &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwudziestą laty pierwej nie urodził?... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byłem na tronie, to kraj cały płodził &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Same poczwary; jak niezdatny snycerz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który w kamieniach szuka ludzkiej twarzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I czyni ludziom podobne kamienie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale bez duszy... Czyliż przyrodzenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim stworzy, długo o stworzeniu marzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Długo próbuje, naprzód tworząc karcze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A potem ludzi jak Kirkor. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wchodzi &lt;em class="person"&gt;Filon&lt;/em&gt; — fantastycznie ubrany.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FILON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O! starcze! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie jest kochanka moja? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie ożyła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FILON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach to mi pokaż, gdzie leży mogiła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Serca mojego?... Niechaj widzę, jakie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kwiaty wyrosły z posianej nadziei. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Blade być muszą... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;O! wieczna płacznico! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czemu bezczynny błądzisz w leśnej kniei? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biegnij z Kirkorem, twoje złote włosy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odziej żelazną rycerza przyłbicą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I na tę szalę, która ludzkie losy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Waży na ziemi, rzuć ziarko makowe &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twojego życia... może los przeważy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FILON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie jej mogiła?... gdzie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Gliny surowe &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pierś już wyjadły, a po białej twarzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Robactwo łazi... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FILON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;O nie! ona w ziemi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako rzek nimfa, na glinianym dzbanku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dłonią oparta, dzban malinowemi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Leje gwiazdami i w różowym wianku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzyma zaklętą na malin ruczajek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Białą jej postać... zbudzić się nie może; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oczki, aż listkiem niezapominajek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z grobu wyrosną, w rubinowe zorze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mogiły patrzą gwiazdami błękitu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W grobie się błyszczy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;W grobie tyle świtu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co nad kołyską marzeń. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FILON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A cień blady &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieraz tam błądzi, gdzie zwieszone smutnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nad grobowcami brzozy, jako lutnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od słowikowej trącane gromady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płaczą i szumią listkowymi struny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieraz ją srebrne uplączą piołuny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieraz rozkwitły zatrzyma bławatek; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieraz jak dziecko staje — i westchnieniem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdmucha cykorii opuszony kwiatek. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciało jej leży pod zimnym kamieniem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Duch na promykach księżycowych pływa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nieraz płocho te kwiatki obrywa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co każdym listkiem liczą szczęścia chwile. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach powiedz, starcze... więc ludzie w mogile &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Marzą o szczęściu?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Umrzyj, to się dowiesz. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A jeśli wrócisz z grobu, to opowiesz &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O tych marzeniach sumnieniom zbrodniarzy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A może będą spali cicho w łożu... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FILON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pójdę... i stanę na leśnym rozdrożu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeżeli jaka jaszczurka zielona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pobiegnie w prawo, to w grobie się marzy... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli na lewo... to człowiek — nic — kona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nie śni... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Odchodzi &lt;em class="person"&gt;Filon&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ileż rodzajów nędzarzy &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na biednym świecie — ziemia, to szalona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Matka szalonych — któż to znowu? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;wbiega prędko&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Kto ty? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pani z bliskiego zamku. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Czego żądasz? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiem, że znasz ziółek lekarskie przymioty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że leczysz rany. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zdrowo mi wyglądasz. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pokaż zranione miejsce. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Starcze! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Lekarz &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powinien widzieć... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Czy ty mi przyrzekasz &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyleczyć? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Pokaż tę ranę! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Na czole. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz! ha... co? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Niby miesiąc w mglistym kole &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krwi... twoja rana... czerwona i sina. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiedz mi, jaka, jaka straszna wina &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyczyną? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Żadna. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Lekarz musi wiedzieć &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wprzód, nim wyleczy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Czerwona malina &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Splamiła czoło. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Musisz mi powiedzieć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy to było? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wczora. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wczora rano? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Daj mi ręką posłuchać uderzeń &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twojego serca. — Czy pod zapłakaną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wierzbą nie rosły maliny? Mów śmiało; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żądam od ciebie spowiedniczych zwierzeń. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy ta malina była kiedyś białą? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A tyś ją może sama sczerwieniła? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyłóż do serca tę, co cię zraniła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Malinę... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;odpycha ją gwałtownie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Biada tobie! serce twoje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wydało... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Starcze! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tyś siostrę zabiła! &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie — nie — masz złoto — jeszcze tyle troje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyniosę... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Słuchaj! za co płacisz? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie wiem... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta rana ciebie piekielnym zarzewiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pali... ha?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Pali... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;I spałaś dziś? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Spałam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z tą raną?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Starcze, ja nic nie wyznałam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic! o przeklęta! a za coś płaciła? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za twoje leki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Bogdaj rana gniła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż cienie śmierci na całą twarz padną; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A moje zioła piekłu nie ukradną i bólu... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Starcze biada tobie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;z ironią&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co ty mi grozisz, kiedy ja chorobie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obmyślam leki? czary piekieł trudzę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby tę ranę zmazać z twego czoła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcesz? siostrę twoją umarłą obudzę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obudzisz? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Siostra niech siostry zawoła! &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Umarła wstanie i tę ranę zmaże. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcesz? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Gdybym miała trzy wybladłe twarze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na każdej twarzy trzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Straszniejsze plamy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wolę je nosić aż do Boga sądu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niż... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Milcz, zbrodniarko! teraz my się znamy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do głębi serca... Niechaj z tego trądu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lęgną się w mózgu gryzące robaki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W sumnieniu węże; niech kąsają wiecznie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż umrzesz wewnątrz, a zgniłymi znaki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Okryta, chodzić będziesz jako żywe &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trupy... precz! precz! precz! ty musisz koniecznie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czekać, co Boga sądy sprawiedliwe &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uczynią z tobą... A coś okropnego &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bóg już przeznaczył, może jutro spełni. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może odmówi chleba powszednego, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może ci włosy kołtunami zwełni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem zabije nie wyspowiadaną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ogniem niebieskim... Biada! jutro rano &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na murach zamku ujrzysz Boga palec. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty jesteś jako zjadliwy padalec, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A jeszcze gorszą plamę masz wyrytą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na twoim sercu niż na twoim czole. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co... czyś ty martwa?... Obudź się, kobiéto... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obudź się... słuchaj. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;jak ze snu&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co to? ha! wyrzekłeś, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że siostra moja zbudzi się?... ja wolę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Umrzeć. — Dlaczego ty się, starcze, wściekłeś? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biada ci! Biada! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;ucieka&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;sam&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;W smutnej lasów ciszy &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbrodnia jak dzięcioł w drzewa bije suche; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A cięcie noża daje takie głuche; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Echo jak topor kata, kiedy rąbie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głowy na pniaku. Bóg to wszystko słyszy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko zamyka w tej okropnej trąbie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co kiedyś będzie na sąd wołać ludzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Słychać śmiech w lesie.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszelki duch! W lesie śmieją się szatani! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiedźma goplańska z diablików orszakiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śmieszy ponure dęby, a z płaczących &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brzóz się najgrawa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Słychać odgłos łowów i psów łajanie.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;To łowiec umarły &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mglistymi psami mgliste pędzi tury &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błyskawicowym wichrem oślepione. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pójdę... i łowy przeżegnam, niech giną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na wieki wieków... Lecz to nierozsądek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sąsiedztwo diabłów mienić w nieprzyjaciół. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Słychać dzwony podziemne.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż to? zalane przed wiekami miasta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wołają z Gopła do Boga o litość &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płaczem wieżowym... Może jaki krzyżyk &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wieży sodomskiej między lilijami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widać na fali?... Pójdę — nie wytrzymam — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pójdę przeżegnać miasto potępione; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może spokojne pod modlitwą starca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Snem cichym zaśnie w pogrobowej fali; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak potępiony człowiek, za którego &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziecię się modli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub2"&gt;SCENA IV&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Las jak poprzednio. — &lt;em class="person"&gt;Skierka&lt;/em&gt; i &lt;em class="person"&gt;Chochlik&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHLIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poleciał... głupi jak wrona. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SKIERKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;bierze porzuconą na kamieniu koronę&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz, oto starca korona. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj na włosach Goplany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od księżycowych promyków &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błyska jak wianek ogników &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Związany włosem i wlany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W gniazdeczko złotych warkoczy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHLIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz, nasza pani tu kroczy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Grabiec&lt;/em&gt; i &lt;em class="person"&gt;Goplana&lt;/em&gt; wchodzą na scenę.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moja najmilsza wiedźmo, deszczowa panienko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tobie jezioro łożem, a chmura sukienką; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy po lesie przechodzisz, każdy kwiat i drzewo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wołać by cię powinien: «Chodź, panno ulewo!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oraczowi by ciebie mieć nad suchą niwą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdybym ja był kwiatkiem, gorczycą, pokrzywą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo rumiankiem, wtenczas wieczną tobie miłość &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przysiągłbym i w małżeńską wstąpiłbym zażyłość. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale ja na nieszczęście nie kwiat ani ziele; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Człowiek mięsny, panienko; a moje piszczele &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skórę wychudłą podrą jak ostre nożyce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli je mgłą napoję, gwiazdami nasycę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc kłaniam uniżenie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;O! biada mi, biada! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś moja róża na pieńku opada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś jakiś rybak otruł złotą stynkę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pieszczotę moję; dziś miłą ptaszynkę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co mi śpiewała nocą nad jeziorem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na srebrnej brzozie, chłop zabił toporem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I drzewo zrąbał... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dzisiaj mnie sowito &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wierzbami pod zamczyskiem Kirkora obito; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To prawdziwe nieszczęście, plecy świerzbią. — Ale &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skoro w tym zamku biją, a karmią wspaniale, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy z odkręconych dziobków u rynien w rynsztoki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płynie jasna gorzałka; więc każą wyroki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Abym przystał na służbę do kuchni Kirkora. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co? zawsze do niej! do niej!... Jeszcze wczora &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widziałeś serce tej kobiety. Miły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czego zażądasz? władzy, bogactw, siły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmienionej twarzy; chociażby kamyka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co sprawia cudem, że przed ludźmi znika &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Człowiek, jak widmo rozpłynione we śnie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko mieć będziesz. Jakże mi boleśnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czarami twoje zakupować serce! — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chceszli mieć owe skrzydlate kobierce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co noszą ludzi, gdzie myślą zażądać? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O! miły, powiedz?... Czy pragniesz wyglądać &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako ów rycerz zjawiony na chmurze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szykom Lechitów? w złocie i lazurze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od stóp do głowy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Więc od stóp do głowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miło by mi wyglądać jako król dzwonkowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W koronie, z jabłkiem w lewej, z berłem na prawicy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;na stronie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak się teraz wywikła wiedźma z obietnicy? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;głośno&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech mam berło, koronę, płaszcz, złote trzewiki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od stopy aż do głowy, jak pan król... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Diabliki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Lećcie u zorzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Prosić purpury, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Pereł u róży, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Szafiru u chmury, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;U nieba błękitu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;A złota u świtu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;A może gdzie zawieszona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Na niebie tęczowa nić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;To tęczę wziąć na wrzeciona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;I wić, i wić, i wić! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Odbiegają &lt;em class="person"&gt;Skierka&lt;/em&gt; i &lt;em class="person"&gt;Chochlik&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Grabka&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;O jakiej zamarzysz postaci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Zakreślony w czarów kole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Taką moc Goplany da ci &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Postać, szaty, rysy, dolę... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W mojej myśli dzwonkowe szastają się krole. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;zakreśla koło&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stój cicho, nie wychodź z koła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszysz, jak szumi puszcza wesoła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak po gałązkach sosen, leszczyny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zlatują na dół śpiewne ptaszyny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złociste wilgi, gile, słowiki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z nimi ciekawe słońca promyki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spływają do nas przez listki drżące. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale się wkrótce niebo zachmurzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;We mgle przelecą złote miesiące &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I gwiazdy blade, jak tuman burzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z błyskawicami! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Skierka&lt;/em&gt; i &lt;em class="person"&gt;Chochlik&lt;/em&gt; niosą szaty i koronę.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SKIERKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wszystko gotowe. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;poziewa&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A! a! spać chcę... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Pochyl głowę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaśnij — obudzisz się skoro. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;We śnie cię duchy ubiorą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na marę twego marzenia. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;kładnąc się&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cudy... Dobranoc, panie Grabku... do widzenia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na tronie... dobrej nocy, synu organisty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Polecam się pamięci i afekt strzelisty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łączę... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;poziewa&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A! a! a! cudy... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;zasypia&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Czuwajcie nad sennym, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja czary piekieł zamówię. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Ściemnia się — czerwone chmury przechodzą i widma otaczają &lt;em class="person"&gt;Goplanę&lt;/em&gt; odwróconą.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SKIERKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Okryj go płaszczem promiennym, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wdziej mu złociste obuwie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Ściemnia się zupełnie. — Na głowie &lt;em class="person"&gt;Goplany&lt;/em&gt; pokazuje się półksiężyc.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Perła rosy z płaszcza kapie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbierz te perełki po trawie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I znów przyszyj na rękawie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHLIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Król dobrodziej w dobre chrapie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na drugi bok się przewraca. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SKIERKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Goplano, niech światło wraca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już się twój miły przetwarzył. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Goplana&lt;/em&gt; daje znak — księżyc z jej czoła znika — i światło wraca.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;patrząc na śpiącego&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaką on sobie dziwną postawę wymarzył. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Grabek&lt;/em&gt; wstaje z ziemi jak król dzwonkowy.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;poziewając&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A — a — a — a — dobry dzień... a — piękna pogoda. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co to? włosy na brodzie? — diabła! — siwa broda, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co to znaczy? w co znowu przewierzgnęły biesy? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaki płaszcz! — jakie dziwne na piersiach floresy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śniło mi się... Dalibóg, nie wiem, co się śniło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Karczma podobno, piwo z beczek się toczyło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I był potop, w potopie pływałem jak ryba. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sztuczka diabla! zrobili ze mnie wieloryba, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lewiatana w złocistym płaszczu, z brodą siwą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ha! chodź tu, moja wiedźmo, moje szklanne dziwo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiedz, kto mnie tak złotem i brodą ozdobił? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiedz, co się zrobiło ze mnie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Król się zrobił. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;sięga do głowy i znajduje koronę&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc niech się nie odrabia to, co już zrobione. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sięgnęła ręka głowy, znalazła koronę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cudy... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nosisz prawdziwą koronę Popielów... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzę, że służy ludziom do tych samych celów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co czapka: kryje uszy. A to? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;pokazuje berło drewniane&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Berło twoje. &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak chcesz, miły węgorzu, ja sobie uroję, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że to berło; niech oko rozumowi sprzyja &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I powie, że to berło... Skąd wy tego kija &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzięli, diabliki moje? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHLIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Gdy cię Grabkiem zwano... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;ze wzgardą&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie mów mi o tym Grabku. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHLIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Gdyś był wczora rano &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obywatelem lasu, wierzbą: z królo-drzewa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Filon ułamał gałąź. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;I ta ręka lewa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nosi tę samą korę, którąm ja porastał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ta kora jest berłem... Ha! to będę szastał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tym berłem po grzbiecinach. — Ach wielka mi szkoda, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że się do nieba dostał ojciec golibroda, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wraz by oszastał długie kędziory na brodzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moja wiedźmo, co chodzisz jak święta po wodzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie możesz ty mię z łaski swojej brody zbawić? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie?... basta... jaki balwierz potrafi się wsławić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na tej królewskiej brodzie. — Ha... a jeszcze warto &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dać mi jabłko do ręki, a z dzwonkową kartą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będę chodził po świecie jako ze zwierciadłem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SKIERKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Na jabłko królewskie skradłem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Chłopakom z bliskiego sioła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Bańkę z mydła; a dokoła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Tak piekło słońce, że z głową &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;I z nogami w kryształową &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Siadłem kulkę. — Lecę, lecę... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Wtem banieczka moja złota &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Na błękitnej siadła rzece; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;I konik polny — niecnota! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Kiedy pod tęczowym szkiełkiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Usnąłem spokojnie w łódce: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Zbił ją gazowym skrzydełkiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;I uciekł... a ja rozespan, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Na niebieskiej nezabudce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Ocknąłem się... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Diabliku, to znaczy, że jespan &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głupi jak but... bo jabłko, choć jabłko królewskie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To jabłko, nie zaś żadne migdały niebieskie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Chochlik&lt;/em&gt; daje mu jabłko.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzięki składam waszeci — dobre... a czy winne? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;kosztuje&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc mam wszystko, co król ma. Ach! ach! A gdzie gminne &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szołdry? poddani moi, którym ja panuję?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko, co na tej ziemi moją władzę czuje: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ptaszyny, drzewa, rosy, tęcze, każdy kwiatek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest twoim... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Trzeba zaraz nałożyć podatek. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słuchajcie mnie... a kodeks niech będzie wykuty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W spróchniałej jakiej wierzbie. Odtąd brać w rekruty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I żubry, i zające, i dziki, i łosie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kwiaty, jeżeli zechcą kąpać listki w rosie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech płacą, rosę puszczam w odkupy Żydowi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech mi wódką zapłaci. Każdemu szpakowi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kazać nie myśleć wtenczas, kiedy będzie gadał... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabronić, aby sejmik jaskółczy usiadał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na trzcinach i o sprawie politycznej sądził. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wróblów sejmy rozpędzić; ja sam będę rządził &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wieszał, i nagradzał... Jaskółkom na drogę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dawać paszporta, w takich opisywać nogę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziób, ogonek i skrzydła, i rodzime znaki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odtąd nie będą dzieci swych posyłać ptaki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do niemieckich zakładów, gdzie uczą papugi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyjęte sroki, które oddają usługi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ważne mowie ojczystej. Z cudzych stron osoby, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak to: kanarki... śledzić. Na obce wyroby &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nakładam cło... od łokcia tęczy wyrobionej &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W kraju słońca, księżyca, białej lub czerwonej &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo fijoletowej, byleby jedwabnej, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płacić po trzy złotniki... a od sztuki szwabnej &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płótna z białych pajęczyn... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;O czym gadasz, drogi? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co? króluję... króluję — skarb łatam ubogi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Róża płaci od pączka, od kalin kalina, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od każdego orzecha zapłaci leszczyna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy to pusty, czy pełny... mak od ziarek maku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie od makówek. Głowa na mnie nie dla znaku... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zostawiam ci Chochlika, Skierkę — niechaj służą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj zrywają kwiaty, a strzęsioną różą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Osypią, kiedy zaśniesz. Bądź zdrów — do wieczora. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będę ciebie czekała nad brzegiem jeziora &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I płacząc, piosnką płaczu wabiła słowika. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Odchodzi &lt;em class="person"&gt;Goplana&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż mi lżej, że ta rybia galareta znika. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hej, poddani! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Chochlika&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ty jesteś królewskim ministrem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Boś głupi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Skierki&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A ty, drugi diable z oczkiem bystrem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błaznem; śmiesz mię, łajdaku, aż z radości pęknę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ministrze, gdzie mój powóz? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHLIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cztery konie piękne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czarne — księżycowymi wierzgają podkowy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wóz na ciebie czeka Mefistofelowy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale nie mów Goplanie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dlaczego? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHLIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Bo ona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie chce pożyczać z piekła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Szalona! szalona! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli diabeł pożycza, bierz, bo takie wozy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oszczędzają ci butów... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Skierki&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ty będziesz wiózł z kozy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Minister za forysia... teraz jechać pora. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SKIERKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie król jedzie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Na ucztę ślubną do Kirkora. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Odchodzą wszyscy.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SCENA V&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Sala w zamku Kirkora.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;sam&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za pustelnika celą drzewami ukryty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszałem tajemniczą spowiedź tej kobiéty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O! szczęście! — teraz pan-em złotej tajemnicy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mógłbym ją z pałacowej rozkrzyczeć wieżycy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo mojemu panu wiernie opowiedzieć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo okropną powieść wyrazami cedzić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako piasek klepsydry, w pani trwożne ucho, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż zobaczę skarbnicę tego zamku suchą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak czoło Araratu... Wraca Balladyna. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mogę mieć ją i skarby. — Szczęśliwa godzina. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;staje na stronie&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;wchodzi głęboko zamyślona&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O wszystkim wie ten człowiek stary... powie drzewom, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drzewa będą rozmawiać o tym w głuche noce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż straszna wieść urośnie. — O! biedneż wy myśli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak dzieci nierozumne cieniów się lękacie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten starzec słowa moje łączy, składa, zbiera, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I mówi: «Być nie może... ta kobieta młoda &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie zabiła». A jeśli wie? jeżeli pewny? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A któż w taką rzecz może uwierzyć jak w pacierz?... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale jeśli uwierzył — jeśli przechodniowi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbłąkanemu opowie straszną zbrodnię pani, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim wymówi nazwisko, zlęknie się jak prostak &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zemsty możnego pana. — A może — jeżeli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobre ma serce starzec; na końcu języka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znajdzie litośną radę: Na co ludziom szkodzić? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A może już zapomniał, a ja nierozsądna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myślę, o czym ten starzec myśleć już poprzestał... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo i czymże ja jestem, aby mną się ludzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zajmowali, śledzili, chcieli gubić? — Piekło! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tysiącem słów nie mogę zabić tego słowa: «On wie». — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na cóżem poszła do tego człowieka? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Straciłam się; szatańska ręka mnie zawiodła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pomyśleć? że gdyby nie te odwiedziny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Starzec byłby jak owe ludzi milijony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Których nigdy na świecie nie spotkałam. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myśleć, że ta sama godzina trwożnych myśli pełna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byłaby jak wczorajsze godziny, i może &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spokojniejsza; bo wszakże wiele by się strachu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przez jeden dzień zatarło tajemniczą ciszą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz wszystko na nowo odradza się z twarzą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Okropniejszą. — Zazdroszczę tej, co dzisiaj rano &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mną była. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Kostryn&lt;/em&gt; zbliża się.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Pani! od grafa przysłany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z darami goniec — na rozkazy czeka... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dary od męża? zawołaj człowieka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech je tu złoży. Stój... czy tobie znany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ów żebrak, który mieszka w lesie, stary? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pustelnik? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie wiem, czemu się nawinął &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na myśl... gdzie goniec z przysłanymi dary? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zapewne drogie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Graf pan zawsze słynął &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczodrobliwością... i był na kształt słońca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co wszędy żywne rozsypuje blaski... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciekawa jestem nowej męża łaski. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawołaj zaraz... zawołaj tu gońca. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Kostryn&lt;/em&gt; odchodzi.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyby te dary, gdy nie przerażona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myśl... Na co było pytać się Kostryna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O tego starca? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wchodzi &lt;em class="person"&gt;Kostryn&lt;/em&gt; i &lt;em class="person"&gt;Gralon&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRALON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Przeze mnie, Gralona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kirkor pozdrawia... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zdrów? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRALON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zdrów jak malina. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy mąż ci kazał taką osłodzoną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przynieść odpowiedź?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRALON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Graf dał polecenie, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Abym tę skrzynię z pieczęcią czerwoną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyniósł do zamku, i nakazał żenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tobie, grafini, abyś nie ruszała &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pieczęci jego ni kłódek u wieka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż sam powróci... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Bogdajbym skonała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli rozumiem głos tego człowieka! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powtórz. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRALON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Graf Kirkor... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wiem. — Ale dlaczego &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skrzynię okutą i przysłaną w darze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kazał mi chować aż do dnia sądnego &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamkniętą?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRALON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Mówił pan: «Bo ja tak każę...» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic więcej... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Głupcze! Twoją głowę ciasną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nosisz na karku w skorupie blaszanej, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby w niej wróble, jak w dziurawym garku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gniazda winęły. — Skrzyni okowanej &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie ruszać? Ha! ha! w Kirkora podarku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzę nieufność, nie zaś wierną miłość. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty podły chłopie, &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Gralona&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;choć długa zażyłość &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łączy cię z panem, nie miałbyś odwagi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ruszyć tej skrzyni? bo ty chłosty, plagi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czujesz na grzbiecie... Ale ja! małżonka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeżeli zechcę... Gdyby mi szepnęła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mucha... ha, gdyby cichego skowronka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głosek podszepnął: «Otwórz», a od dzieła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szatan odpędzał ognistymi skrzydły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To wiesz ty, podły służalcze obrzydły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że wola moja? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Grafini... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ty może &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcesz przypominać, że mój mąż ma prawo? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc niech doświadcza! co mi tam... Mój Boże, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdybym ja była jak inne ciekawą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To... Ale wy mnie nie znacie, przysięgam! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja tak trwożliwa, że nawet w ogrodzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po jabłko z drzewa upadłe nie sięgam. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli mąż zechce, o chlebie i wodzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żyć będę, zawsze wesoła, jak wrona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na cudzym płocie. Anim teraz w złości. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Masz, stary, &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Gralona&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;oto złotówka czerwona, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Weź ją i przepij albo przegraj w kości, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I goń za panem; powiedz, że go czekam &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z niecierpliwością, że łzy po nim ronię; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że jedwabiami złotymi wywlekam &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szarfę dla niego. Gdzieżeś ty, Gralonie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odjechał pana? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRALON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;W nadgoplańskim borze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie zatrzymywał się nigdzie po drodze? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRALON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;U pustelnika stanął w celi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Boże! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U pustelnika... Mów — ja ci nagrodzę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za każde słowo garścią złota — ale &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcę wiedzieć wszystko... rozumiesz? Wspaniale &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nagrodzę ciebie, ale mów otwarcie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choćby co było okropnego — powiedz... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRALON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W borze przez głucho zarosły manowiec &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan jechał przodem na koniu lamparcie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A my gęsiora jechali za panem... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem nagle pański koń dał w górę słupa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakby się spotkał z ognistym szatanem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A pan graf z konia rzekł: «Czuć w lesie trupa...» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;z przerażeniem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z konia zsiadł... i... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRALON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Krzyknął: «Za mną służba!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pieszo z mieczem pod wierzbę poskoczył. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na mchu trup leżał — a piersi mu toczył &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wianek żelaznych gadzin... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;O!!! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRALON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;«To wróżba &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Naszej wyprawy — rzekł graf. — Oto leży &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przed nami ścierwo zabitego tura». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;oddychając&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRALON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;«Dobra wróżba dla mężnych rycerzy» — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówił graf Kirkor... my krzyknęli: «Hurra!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I znowu na koń... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Mówiłeś, Gralonie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że trup pod wierzbą? a na białym łonie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trupa żelazne leżały gadziny? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRALON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na ścierwie tura. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nieszczęśliwa łania! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRALON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To był tur samiec. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Gdzie wierzba się kłania? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ponad strumieniem? gdzie rosną maliny? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak tak?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRALON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tak, panie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Blisko starca chaty? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRALON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;I ty mówisz, że tur rosochaty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Leżał pod wierzbą? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRALON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tak. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Przysiąż! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRALON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dlaczego? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo ja przysięgnę na szatana złego, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że nie tur... ale... Broń kłamstwa żelazem! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Balladyny&lt;/em&gt;, dobywając miecza&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tego człowieka trzeba zabić. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;z pomięszaniem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Trzeba. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;napadając&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Broń się! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRALON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;broniąc się&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co znaczy? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Biją się — &lt;em class="person"&gt;Balladyna&lt;/em&gt; zdejmuje miecz ze ściany i zachodząc z tyłu, zabija &lt;em class="person"&gt;Gralona&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Masz! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRALON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;O jasne nieba! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbrodnia!!! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;kona&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Grafini, napadliśmy razem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na tego starca: czy wiesz, co to znaczy? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiem! o mój Boże! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ja biorę połowę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twojego strachu, tajemnic, rozpaczy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co teraz robić, Kostrynie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Mieć głowę... &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;KONIEC AKTU TRZECIEGO &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/balladyna/"&gt;Juliusz Słowacki, „Balladyna”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Akt trzeci</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/szewcy/03/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/szewcy/03/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;AKT TRZECI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Scena z I aktu, tylko bez kotary i okienka. Półkoliste zakończenie pierwszego planu, jakieś jakby planetarne. Został tylko Pień, na którym palą się latarki sygnałowe (?) czerwone i zielone. Podłoga wysłana wspaniałym dywanem. W głębi, w dole, nocny pejzaż daleki — światełka ludzkie i księżyc w pełni. &lt;em class="person"&gt;Sajetan&lt;/em&gt; we wspaniałym kolorowym szlafroku (broda ufryzowana, włosy uczesane), stoi na środku sceny, podtrzymywany przez &lt;em class="person"&gt;Czeladników&lt;/em&gt;, ubranych w kwieciste Pidżamy i uczesanych z rozdziałkami na glanc. Na prawo, ubrany w skórkę psią czy kocią (ale cały, z wyjątkiem głowy, jest w skórze, a na głowie ma kapturek z różowej włóczki z dzwoneczkiem), do pnia na łańcuchu przywiązany, śpi, zwinięty w kłębek jak pies, prokurator &lt;em class="person"&gt;Scurvy&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;I CZELADNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;śpiewa ohydnym samczym głosem&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszę w sobie dziwny śpiew. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To tak śpiewa nasza krew.  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chamska, dzika i śmierdząca,  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale za to tak gorąca.  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że jej wszystko, ach, przebaczą,  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze po niej, ach, zapłaczą!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;II CZELADNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;śpiewa tak jak &lt;em class="person"&gt;I Czeladnik&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Czerwień się pieni w chmur przezroczu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wśród wichrów nagie tańczą drzewa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coś w mojej duszy samo śpiewa  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nie pamiętam już twych oczu.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;I CZELADNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Czyich, czyich?&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Akt trzeci</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/zemsta/03/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/zemsta/03/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;AKT TRZECI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Pokój &lt;em class="person"&gt;Rejenta&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub0"&gt;SCENA PIERWSZA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Rejent&lt;/em&gt; siedzi przy stoliku i pisze. Dwóch mularzy przy drzwiach stoi.&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Rejent&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;MULARZE&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Mój majstruniu, mówcie śmiało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Opiszemy sprawę całą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na te ciężkie nasze czasy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Boskim darem takie basy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każdy kułak spieniężymy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że was bito, wszyscy wiémy.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MULARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niekoniecznie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Bili przecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mój majstruniu.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MULARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Niewyraźnie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Czegóż jeszcze wam nie stało? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo machano dosyć raźnie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MULARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ot, szturknięto tam coś mało. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGI MULARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż tam za to skarżyć zechce! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz kto szturka, ten nie łechce? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MULARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ha! Zapewne. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A więc bije? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MULARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oczywiście. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Komu kije &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Porachują kości w grzbiecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten jest bity — wszak to wiecie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kto bity, ten jest zbity? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MULARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ha! dobrze pan powiada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten jest zbity.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Więc was zbili, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To rzecz jasna, moi mili.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MULARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta, już jakoś tak wypada. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;napisawszy&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skaleczyli? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MULARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A, broń Boże! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie, serdeńko? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MULARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ach, nie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Przecie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znak, drapnięcie?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MULARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;pomówiwszy z drugim&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Znajdziem może. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A drapnięcie, pewnie wiecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mała ranka, nic innego.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MULARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tać, tak niby. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Mała, wielka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jednym słowem, rana wszelka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skąd pochodzi?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MULARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Niby... z tego... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z skaleczenia. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MULARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie inaczej. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Mieć więc ranę tyle znaczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co mieć ciało skaleczone: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że zaś raną jest drapnięcie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc zapewnić możem święcie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że jesteście skaleczeni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przez to chleba pozbawieni.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MULARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O! to znowu... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Pozbawiony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jesteś, bratku, i z przyczyny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że ci nie dam okruszyny —
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;pisze&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zatem, zatem skaleczeni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przez to chleba pozbawieni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z matką — żoną — czworgiem dzieci.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MULARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie mam dzieci. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGI MULARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie mam żony. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Co? nie macie? — nic nie szkodzi — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mieć możecie — tacy młodzi.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MULARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ha! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGI MULARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tać prawda. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;napisawszy&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Akt skończony. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz jeszcze zaświadczycie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że nastawał na me życie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stary Cześnik, jęty szałem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Strzelał do mnie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MULARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie widziałem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wołał strzelby. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGI MULARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie słyszałem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MULARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wołał wprawdzie: «Daj gwintówki!» — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz chciał strzelać do makówki.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Do makówki... do makówki... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;No, no, dosyć tego będzie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Świadków na to znajdę wszędzie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie brak świadków na tym świecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz chodźcie — bliżej! bliżej! — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znakiem krzyża podpiszecie. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Michał Kafar trochę niżej — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak, tak — Maciej Miętus — pięknie! — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za ten krzyżyk będą grosze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Cześniczek z żółci pęknie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MULARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Najpokorniej teraz proszę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coś z dawnego nam przypadnie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cześnik wszystko będzie płacił. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MULARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakoś, panie, to nieładnie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byleś wasze nic nie stracił. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MULARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tum pracował... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;popychając ich ku drzwiom&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Idźże z Bogiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo się poznasz z moim progiem.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MULARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu zapłata, każdy powie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;popychając ku drzwiom&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idź, serdeńko, bo cię trzepnę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MULARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;we drzwiach&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ależ przecie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;zamykając drzwi&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Bądźcie zdrowi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrzy ludzie, bądźcie zdrowi!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wracając&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Czapkę przedam, pas zastawię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Cześnika stąd wykurzę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będzie potem o tej sprawie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na wołowej pisał skórze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz tajemne moje wieści, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli wszystkie z prawdą zgodne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tym, czym teraz serce pieści, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Najboleśniej go ubodnę.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub1"&gt;SCENA DRUGA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Rejent&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Wacław&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W czas przychodzisz, drogi synu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pomówimy słówek parę. —
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;siada i daje znak synowi, aby usiadł&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z niejednego twego czynu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niezachwianą wziąłem wiarę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Iż wstępując w moje ślady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pobożności kroczysz drogą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że złe myśli, podłe rady &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nigdy zwieść cię z niej nie mogą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rade temu serce moje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Quandoquidem&lt;/em&gt; już przy grobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żyję tylko jeszcze w tobie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;ociera łzy&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Sekatury — gorzkie znoje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W nieustannej alternacie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Składam kornie ciebie gwoli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przy Najwyższym Majestacie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo ja tylko, moje dziecię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do fortunnej twojej doli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aspiruję jeszcze w świecie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Łaski ojca dobrodzieja, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Acz nieczęsty, dowód drogi.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W tobie jedna ma nadzieja, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz zazdroszczą mi jej wrogi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Syna z ojcem chcą rozdzielić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcą się smutkiem mym weselić. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złego ducha pną mamidła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twej młodości stawią sidła.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie rozumiem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie rozumiesz? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Starościanka...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cna dziewica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tę ubóstwiać...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Skrycie umiesz... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jeśli była tajemnica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To dlatego, żem chciał wprzody &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do sąsiedzkiej skłonić zgody.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Mnie z Cześnikiem? — O mój Boże! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż jej więcej pragnąć może &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niż ja, człowiek bogobojny.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zezwól zatem, abym z Klarą... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Być nie może żadną miarą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cześnik burda, ja spokojny.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lecz cóż Klara temu winna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że czasami stryj szalony?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Czy tam winna, czy niewinna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Innej waści trzeba żony; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I, serdeńko, będzie inna.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, mój ojcze, wyrok srogi... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieodmienny, synku drogi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Moja dola, rzekłeś przecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jednym celem na tym świecie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bóg to widzi i ocenia. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja ją kocham. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;z uśmiechem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;To się zdaje. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie przeżyję rozłączenia. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja się tego nie przestraszę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I przysięgam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;surowo&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zamilcz wasze! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;ze słodyczą&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co los spuści, przyjąć trzeba: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech się dzieje wola nieba. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz, serdeńko, gdyś tak stały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzież dawniejsze twe zapały? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Milczysz — jakże? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;ironicznie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie do wiary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak o wszystkim wie ten stary!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Młodość... może... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Podstolina &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Była &lt;em class="foreign-word"&gt;quondam&lt;/em&gt; ta jedyna! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta wybrana! Ta kochana! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz bawi u Cześnika.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;z pośpiechem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaręczona Cześnikowi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Póty temu nie uwierzę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Póki sama nie odpowié.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie odpowié? Podstolina? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zapytałem ją w tej mierze; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A jeżeli Bóg dozwoli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjmie rękę mego syna.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz nie przyjmie syn jej ręki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Syn posłuszny, Bogu dzięki. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Intercyzę przyłączyłem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie dokładnie wyraziłem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Która zerwać zechce strona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta zapłaci sto tysięcy.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moje szczęście warte więcéj. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczęściem będzie taka żona. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wprzód mogiła mnie przykryje... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz i Cześnik jeszcze żyje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On nas spali w pierwszym pędzie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;z flegmą, jak zawsze&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ha! — to Cześnik wisieć będzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech się dzieje wola nieba, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z nią się zawsze zgadzać trzeba. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ojcze! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Synu! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ostre noże &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Topisz w sercu syna twego.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie ma złego bez dobrego. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmień twój rozkaz. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Być nie może. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;rzucając mu się do nóg&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, litości! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tę zyskałeś! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz, ja płaczę.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wstając&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Mieć nadzieję? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie, serdeńko, być nie może. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WACŁAW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja z rozpaczy oszaleję. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz, ja płaczę... ani słowa! — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cnota, synu, jest budowa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest to ziarno, które sieje... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Wacław&lt;/em&gt; odchodzi. Po krótkim milczeniu.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze diable młoda głowa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub2"&gt;SCENA TRZECIA&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Co skłoniło Podstolinę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wdówkę tantną, wdówkę gładką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za takową iść gadzinę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To dotychczas jest zagadką; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale wątpić nie wypada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Iż zamienić będzie rada.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;prostując się&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Acz i starość bywa żwawa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wżdy wiek młody ma swe prawa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale Cześnik, gdy postrzeże, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Iż na dudka wystrychnięty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może... może... strach mnie bierze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Apopleksją będzie tknięty... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech się dzieje wola nieba, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z nią się zawsze zgadzać trzeba.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub3"&gt;SCENA CZWARTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Rejent&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wsuwając się trwożliwie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wolnoż wstąpić? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Bardzo proszę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;z najniższym ukłonem i nieśmiało&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pana w domu i Rejenta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzieć w godnej tej osobie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chluba wielka, niepojęta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spada na mnie w tejże dobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak niemylnie pewnie wnoszę?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;pokornie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tak jest — sługa uniżony. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wolnoż mi się w odwet spytać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kogom zyskał honor witać?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;na stronie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Hm! pokorna coś szlachciurka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z każdym słowem daje nurka — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niepotrzebne miałem względy.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;śmielej&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jestem Papkin. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;
&lt;em class="person"&gt;Rejent&lt;/em&gt; wskazuje z ukłonem krzesło na środku stojące. &lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt; przypatruje się z uwagą &lt;em class="person"&gt;Rejentowi&lt;/em&gt;, który jak zawsze z założonymi na piersiach rękoma, nieporuszenie w miejscu stoi. &lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt; mówi dalej na stronie.
&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jak uważam, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skończę wszystko bez pomocy.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;głośno, wyciągając się na krześle&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jestem Papkin — lew północy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rotmistrz sławny i kawaler —
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;okazując gestem wstęgi orderowe&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tak, siak, tedy i owędy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mądry w radzie, dzielny w boju, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dusza wojny, wróg pokoju. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znają Szwedy, muzułmany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sasy, Włochy i Hiszpany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Artemizy ostrze sławne &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nim władać ramię wprawne. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jednym słowem, krótko mówiąc, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kula ziemska zna Papkina — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz, bratku, daj mi wina.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;po krótkim wahaniu, na stronie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Nemo sapiens, nisi patiens&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;
Dostaje butelkę spod stolika kilimkiem nakrytego, patrzy w nią do światła, nalewa lampeczkę i podaje &lt;em class="person"&gt;Papkinowi&lt;/em&gt;, który mówi, co następuje.
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;na stronie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
O! Brat szlachcic tchórzem podszyt! — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po zleceniu od Cześnika &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może sobie udrę łyka.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;nakrywa głowę — pije&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cienkusz! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;pije&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;deresz! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;pije&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;na stronie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nadto śmiało. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Istna lura, panie bracie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż, lepszego tu nie macie?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wybacz, waszmość, lecz nie stało. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otóż to jest szlachta nasza! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;ze wzgardą&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Siedzi na wsi — sieje, wieje — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zrzędzi, nudzi, gdera, łaje. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A dać wina — to nie staje.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;idzie do stolika, nalewa sobie. &lt;em class="person"&gt;Rejent&lt;/em&gt; nieporuszony prowadzi go oczyma&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Albo jeśli przyjdzie flasza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Samą maścią już przestrasza; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem prosi: «Jeśli łaska» — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie proś, nie nudź, hreczkosieju, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A lepszego daj, u diaska!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ależ mości dobrodzieju... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;pijąc&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Mętne, kwaśne nad pojęcie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Istna lura, mój Rejencie!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;na stronie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Cierpliwości wiele trzeba; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech się dzieje wola nieba.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zwiedź piwnice wszystkie moje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie z pół świata masz napoje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie sto beczek stoi rzędem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli znajdziesz co takiego, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dam ci, bratku, konia z rzędem.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;z ukłonem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pozwól spytać, panie drogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyż nie znana mi przyczyna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co w nikczemne moje progi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Marsowego wiedzie syna?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;rozpierając się na krześle przy stoliku&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co? Chcesz wiedzieć? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Proszę o to. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Więc staję tu, wiedz, niecnoto, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z strony jaśnie wielmożnego &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cześnika Raptusiewicza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co go ranka dzisiejszego &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twych służalców sprośna dzicza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Godna jednak pryncypała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W jego zamku napaść śmiała.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Mówże, waszmość, trochę ciszéj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jego sługa dobrze słyszy.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówię zawsze podług woli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ależ bo mnie głowa boli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;jeszcze głośniej&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że tam komu w uszach strzyka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo że tam czyj łeb chory, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przez to nigdy w pieśń słowika &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie odmienią głos stentory.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;słodko&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ależ bo ja mam i ludzi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każę oknem cię wyrzucić.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt; w miarę słów &lt;em class="person"&gt;Rejenta&lt;/em&gt; wstaje z wolna, zdejmując kapelusz.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A tam dobry kawał z góry. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O, nie trzeba. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jest tam który! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hola!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Niech się pan nie trudzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan jak piórko stąd wyjedzie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do służących&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czekać w czterech tam za drzwiami! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ale na cóż to, sąsiedzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tej parady między nami?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz słucham waszmość pana. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;sadzając go prawie gwałtem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bardzo proszę — bardzo proszę — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;siada blisko i naprzeciwko&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakaż czynność jest mu dana? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;nie spuszcza z oka &lt;em class="person"&gt;Papkina&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jesteś trochę nadto żywy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wiedziałem, Bóg mi świadkiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że tak bardzo masz słuch tkliwy — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przestrzeż, proszę, gdy przypadkiem — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakieś słówko głośniej powiem.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy się prędko rzeczy dowiem? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;bardzo cicho&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaraz — Cześnik bardzo prosi... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hę! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Czy głośniej? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;na znak potakujący &lt;em class="person"&gt;Rejenta&lt;/em&gt; mówi dalej&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cześnik prosi... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To jest... raczej Cześnik wnosi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że, by skończyć w jednej chwili &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kontrowersją, co... zrobili...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;nie mogąc uniknąć wzroku &lt;em class="person"&gt;Rejenta&lt;/em&gt;, miesza się coraz więcej&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dobrze mówię... co zrobili... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kontrowersją... jak rzecz znana... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że tak... to jest... że... sprzy... sprzyja...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;odwracając się, na stronie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A to jakiś wzrok szatana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cały język w trąbkę zwija.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ja nie jestem pojąć w stanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Waszmość prawisz zbyt zawiło.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wstając&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo to... bo te... wybacz, panie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wino trochę mocne było. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A nie jestem zbyt wymowny...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;ciszej&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy tych czterech jeszcze stoi? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jednym słowem — mój szanowny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobry sąsiad czego żąda?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz się poseł trochę — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;kończąc&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;...Boi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bądź, serdeńko, bez obawy.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Więc Cześnika prośba niesie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Abyś waszmość &lt;em class="foreign-word"&gt;circa quartam&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U trzech kopców w Czarnym Lesie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stanął z szablą do rozprawy.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;ironicznie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stary Cześnik jeszcze żwawy! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;ośmielając się&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ba! To wszyscy wiedzą przecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że niemylne jego ciosy — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszakże w całym już powiecie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pokarbował szlachcie nosy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko jeszcze...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ciszej, proszę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;oglądając się na drzwi&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Prawda, ciszej. — Cicho zatem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jego grzeczną prośbę wnoszę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dołączam moją własną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O odpowiedź krótką, jasną.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tę listownie mu udzielę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale jakże się to zgadza: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak ci jutro ma wesele.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;śmielej&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tamto temu nie przeszkadza: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rano pierścień — w pół dnia szabla — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wieczór kielich — w nocy...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;słodko&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cicho. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawda, cicho. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;na stronie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Sprawa diabla, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani mrumru. — Czy mnie licho &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu przyniosło w takie szpony!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;ironicznie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wielkiż afekt przyszłej żony? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Fiu! fiu! fiu! — Taż z miłości &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzykroć na dzień wpada w mdłości — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cześnik, także rozogniony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gromnica ku niej pała — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będzie para doskonała. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A że wierna w każdej sprawie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ręce, nogi w zakład stawię.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub4"&gt;SCENA PIĄTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Rejent&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Podstolina&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otóż jestem na wezwanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W twoim domu, mój Rejencie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co dowodem niech się stanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żem zmieniła przedsięwzięcie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie straciłam na namyśle &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niepotrzebnym czasu wiele — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo ja rzadko kiedy myślę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Alem za to chyża w dziele — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nie mówiąc Cześnikowi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mój staruszku, bądźcie zdrowi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Milsze od was są sąsiady — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podpisuję twe układy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I w minucie tutaj staję. — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;oddając papier złożony&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Waszmość panu jeden daję, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drugi odpis u mnie będzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy więc pewność w każdym względzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wzajemnie dane słowa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Witam ciebie jak synowa.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wielki splendor na mnie spływa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moja pani miłościwa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I fortuna w złotej nawie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żagiel dla mnie swój rozpięła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyś chętliwie i łaskawie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W twoje skarbne serce wzięła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Najkorniejsze prośby moje. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak jest, pani miłościwa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wielki splendor na mnie spływa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A na szczepu mego trzaski &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze większy spłynąć może, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo chcesz z arcywielkiej łaski &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mego syna dzielić łoże. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechże mi tu wolno będzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na tej lichej, własnej grzędzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Polecając waszmość pani &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trwałej przychylności zdroje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I powolne służby moje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do maluczkich upaść nóżek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako sługa i podnóżek.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;całuje ją w rękę&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;na stronie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Co ja słyszę! Co, u kata! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdmuchnął żonę Cześnikowi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z nią syna swego swata! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak ci Cześnik, gdy się dowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak szczupaka go rozpłata.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nie myśl jednak, mój Rejencie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że to z gustu do odmiany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzięłam inne przedsięwzięcie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Syn twój, Wacław, był mi znany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bardzo znany — jednym słowem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na cóż mam się kryć w tej mierze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był kochany — kochał szczerze.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;klaskając w palce&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tędy droga! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cóż to znaczy? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Papkin tu?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tak, Papkin czeka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż go Anna zoczyć raczy.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Rejenta&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Waszmość cierpisz tego człeka? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Papkina&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Precz mi z oczu! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;z pośpiechem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Idę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Czekaj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wasze!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Czekam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Odpis przecie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
On to zdradną swą wymową &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnie, zbyt słabej, mnie, kobiecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Opłakane wyrwał słowo.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;I gdyby nie ta zmiana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szłabym biedna w moc tyrana.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do siebie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dzień feralny!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Podstoliny&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wola nieba, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z nią się zawsze zgadzać trzeba. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale teraz moje zdanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że gdy Cześnik nie wie jeszcze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O nam chlubnie zaszłej zmianie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lubo w piśmie rzecz umieszczę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrze będzie, gdy z twej strony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Papkin weźmie zapewnienie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I powtórzy to, co w liście.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;na stronie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chce mnie zgubić, oczywiście! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Daj mu, pani, twe zlecenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ja skreślę słówek parę.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;odchodzi&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub5"&gt;SCENA SZÓSTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Podstolina, Papkin&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;odprowadzając go oczyma&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Podstolino! mam dać wiarę? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co to znaczy? gdzie sumienie?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;ukazując głowę w drzwiach&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Proszę ciszéj. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Prawda, ciszéj. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;na stronie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I przez mury czart ten słyszy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;cicho do &lt;em class="person"&gt;Podstoliny&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ach, co robisz, Podstolino? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z twej przyczyny wszyscy zginą — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyliż Cześnik ci nie znany? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On nie zniesie tego sromu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On pochodnią i żelazem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śmierć wyrzuci w wasze ściany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gruz zostawi z tego domu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bój się Boga, chodźmy razem
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;oglądając się i odprowadzając coraz dalej na stronę&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ach, ty nie wiesz, gdzieś przybyła... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W jakiej strasznej jesteś toni... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cicho!... Gdyby nie w tej dłoni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Artemizy groźna siła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już by... sza!... Niech Bóg nas broni!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dalej we drzwi i na schody.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wyrywając się&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wolna droga. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Niekoniecznie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czterech stoi.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODSTOLINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Lecz weź wprzody &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pożegnanie dla Cześnika: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kłaniaj mu się bardzo grzecznie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiedz oraz, jak mą duszę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbyt boleśnie żal przenika, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że się tak z nim rozstać muszę — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech porywczo mnie nie gani...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Banialuki, moja pani, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tych ode mnie nie usłyszy.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub6"&gt;SCENA SIÓDMA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Podstolina&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Rejent&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciszéj z łaski. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Prawda, ciszéj. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oto jest list do sąsiada... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ambasada diable śliska! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żegnam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;w ukłonach&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Papkin nóżki ściska. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za przyjęcie dzięki składa.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Ukłony i ceremonie aż do końca sceny.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie ma za co. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;O, i owszem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;odprowadzając go&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sługa, sługa uniżony. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Proszę wrócić. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie wypada. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Suplikuję. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tylko z góry. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie pozwolę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Drzwi otwierają się i widać czterech pachołków.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jest tam który! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O, bez wszelkich ceremonii. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do pachołków&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panu temu wskazać drogę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ściskam nóżki — trafić mogę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wziąć pod ręce — nie bez laski — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Schody ciemne — macać trzeba —
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ściskam nóżki — zbytek łaski. — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;z ukłonem, jednym susem za drzwiami się znajduje, drzwi się zamykają, słychać łoskot, jak gdyby kto zleciał ze schodów.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Podstolina&lt;/em&gt; idzie ku &lt;em class="person"&gt;Rejentowi&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REJENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wracając&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Niech się dzieje wola nieba, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z nią się zawsze zgadzać trzeba!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/zemsta/"&gt;Aleksander Fredro, „Zemsta”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Antek</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/antek/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/antek/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Antek&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Antek urodził się we wsi nad Wisłą.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wieś leżała w niewielkiej dolinie. Od północy otaczały ją wzgórza spadziste, porosłe sosnowym lasem, a od południa wzgórza garbate, zasypane leszczyną, tarniną i głogiem. Tam najgłośniej śpiewały ptaki i najczęściej chodziły wiejskie dzieci rwać orzechy albo wybierać gniazda.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Kiedyś stanął na środku wsi, zdawało ci się, że oba pasma gór biegną ku sobie, ażeby zetknąć się tam, gdzie z rana wstaje czerwone słońce. Ale było to złudzenie.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Część 3</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krol-macius-pierwszy/03/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krol-macius-pierwszy/03/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Maciuś bardzo rzadko chodził teraz na narady:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Szkoda czasu — mówił — nudzi się i niewiele z nich rozumiem.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Do królewskiego ogrodu przychodziły chętnie dzieci. Ojciec Felka, który przed wstąpieniem do wojska był cieślą — zrobił im huśtawkę. Więc się huśtali, bawili się w berka, w piłkę, straż ogniową, wiosłowali na królewskiej sadzawce, łowili ryby. Troszkę gniewał się na te porządki królewski ogrodnik i chodził na skargę do pałacowego zarządu. Już nawet parę szyb przez nieostrożność stłuczono. Ale nikt nic nie mógł mówić, bo Maciuś był teraz królem-reformatorem i sam wprowadzał własne porządki.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Część druga — Nawłoć (1/2)</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/przedwiosnie/03/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/przedwiosnie/03/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;Część druga — Nawłoć&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Dotarłszy do najrdzenniejszej Polski, bo do stolicy — Warszawy — ani po drodze, ani w tym mieście Cezary Baryka nie znalazł szklanych domów. Nie śmiał o nie nawet nikogo zapytać. Zrozumiał, że zmarły ojciec boleśnie zeń przede śmiercią zażartował sobie. Jednak — być może pod wpływem tej tak naiwnej legendy, a być może pod wpływem głównego jej bohatera, „kuzyna Baryki”, Cezary postanowił wstąpić na medycynę w Warszawie. Nie miał swych bakińskich papierów, lecz po egzaminie dość pobieżnym został przyjęty i począł chodzić na wykłady. Z zapałem krajał truposze, uczył się osteologii, chemii, botaniki itp. Zawarł nowe znajomości z „Polakami” i dość sobie w tych nowych ludziach podobał, choć go nieraz swą „nieszczerością” ranili. Pod względem materialnym wiele mu pomógł znajomy ojca nieboszczyka, pan Szymon Gajowiec, bardzo wysoki urzędnik w nowo kreowanym Ministerium Skarbu, dał mu bowiem nieetatową posadę w swym biurze i nastręczył bardzo korzystne lekcje języka rosyjskiego w sferach wyższej oficerii, pochodzącej z „Galicji”. Ów pan Gajowiec szczególnie rozpytywał się o matkę Cezarego, którą znał był bardzo dawno w mieście Siedlcach. Po wielekroć kazał sobie powtarzać o niej wszelkie szczegóły, wszystkie perypetie jej niedoli i śmierci.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>III. Pamiętnik starego subiekta</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/03/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/03/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;III. Pamiętnik starego subiekta&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;...Ze smutkiem od kilku lat uważam, że na świecie jest coraz mniej dobrych subiektów i rozumnych polityków, bo wszyscy stosują się do mody. Skromny subiekt co kwartał ubiera się w spodnie nowego fasonu, w coraz dziwniejszy kapelusz i coraz inaczej wykładany kołnierzyk. Podobnież dzisiejsi politycy co kwartał zmieniają wiarę: onegdaj wierzyli w Bismarcka, wczoraj w Gambettę, a dziś w Beaconsfielda, który niedawno był Żydkiem.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Już widać zapomniano, że w sklepie nie można stroić się w modne kołnierzyki, tylko je sprzedawać, bo w przeciwnym razie gościom zabraknie towaru, a sklepowi gości. Zaś polityki nie należy opierać na szczęśliwych osobach, tylko na wielkich dynastiach. Metternich był taki sławny jak Bismarck, a Palmerston sławniejszy od Beaconsfielda i — któż dziś o nich pamięta? Tymczasem ród Bonapartych trząsł Europą za Napoleona I, potem za Napoleona III, a i dzisiaj, choć niektórzy nazywają go bankrutem, wpływa na losy Francji przez wierne swoje sługi, MacMahona i Ducrota.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Jesień, rozdział III</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/03/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/03/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;III&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Już świt ubielił dachy i zgrzebną, szarą płachtą przysłonił noc i gwiazdy pobladłe, gdy ruch się uczynił w Borynowym obejściu.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Kuba zwlókł się z wyrka i wyjrzał przed stajnię — szron leżał na ziemi i szaro było jeszcze, ale już zorze rozpalały się na wschodniej stronie i czerwieniły czuby drzew oszroniałych — przeciągnął się z lubością, ziewnął parę razy i poszedł do obory, aby krzyknąć na Witka, że czas wstawać, ale chłopak uniósł nieco senną głowę i szepnął:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Księga trzecia</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/03/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/03/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;Księga trzecia&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3"&gt;Umizgi&lt;/h2&gt;
&lt;div class="note"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wyprawa Hrabiego na sad — Tajemnicza nimfa gęsi pasie — Podobieństwo grzybobrania do przechadzki cieniów elizejskich — Gatunki grzybów — Telimena w świątyni dumania — Narady tyczące się postanowienia Tadeusza — Hrabia pejzażysta — Tadeusza uwagi malarskie nad drzewami i obłokami — Hrabiego myśl o sztuce — Dzwon — Bilecik — Niedźwiedź, mospanie!&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Hrabia wracał do siebie; lecz konia wstrzymywał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głową coraz w tył kręcił, w ogród się wpatrywał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I raz mu się zdawało, że znowu z okienka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błysnęła tajemnicza, bieluchna sukienka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I coś lekkiego znowu upadło z wysoka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I przeleciawszy cały ogród w mgnieniu oka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pomiędzy zielonymi świeciło ogórki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako promień słoneczny, wykradłszy się z chmurki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy śród roli padnie na krzemienia skibę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub śród zielonej łąki w drobną wody szybę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Hrabia zsiadł z konia, sługi odprawił do domu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A sam ku ogrodowi ruszył po kryjomu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobiegł wkrótce parkanu, znalazł w nim otwory &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wcisnął się po cichu, jak wilk do obory. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieszczęściem, trącił krzaki suchego agrestu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ogrodniczka, jak gdyby zlękła się szelestu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oglądała się wkoło, lecz nic nie spostrzegła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przecież ku drugiej stronie ogrodu pobiegła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Hrabia bokiem, między wielkie końskie szczawie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Między liście łopuchu, na rękach, po trawie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skacząc jak żaba, cicho przyczołgał się blisko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wytknął głowę i ujrzał cudne widowisko. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;W tej części sadu rosły tu i ówdzie wiśnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śród nich zboże w gatunkach zmieszanych umyślnie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pszenica, kukuruza, bób, jęczmień wąsaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Proso, groszek, a nawet krzewiny i kwiaty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Domowemu to ptactwu taki ochmistrzyni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wymyśliła ogródek: sławna gospodyni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwała się Kokosznicka, z domu Jendykowi- &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czówna. Jej wynalazek epokę stanowi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W domowym gospodarstwie; dziś powszechnie znany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz w owych czasach jeszcze za nowość podany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjęty pod sekretem od niewielu osób, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim go wydał kalendarz, pod tytułem: &lt;em class="book-title"&gt;Sposób&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="book-title"&gt;Na jastrzębie i kanie, albo nowy środek&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="book-title"&gt;Wychowywania drobiu&lt;/em&gt; — był to ów ogrodek. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jakoż, zaledwie kogut, co odprawia warty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stanie i nieruchomie dzierżąc dziób zadarty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I głowę grzebieniastą pochyliwszy bokiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby tym łacniej w niebo mógł celować okiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dostrzeże wiszącego jastrzębia śród chmury, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzyknie: zaraz w ten ogród chowają się kury, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nawet gęsi i pawie, i w nagłym przestrachu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gołębie, gdy nie mogą schronić się na dachu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Teraz w niebie żadnego nie widziano wroga; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko skwarzyła słońca letniego pożoga. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od niej ptaki w zbożowym ukryły się lasku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tamte leżą w murawie, te kąpią się w piasku. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Śród ptaszych głów sterczały główki ludzkie małe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odkryte; włosy na nich krótkie, jak len białe; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szyje nagie do ramion; a pomiędzy nimi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziewczyna głową wyższa, z włosami dłuższymi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tuż za dziećmi paw siedział i piór swych obręcze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szeroko rozprzestrzenił w różnofarbną tęczę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na której główki białe, jak na tle obrazku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzucone w ciemny błękit, nabierały blasku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obrysowane wkoło kręgiem pawich oczu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak wiankiem gwiazd, świeciły w zbożu jak w przezroczu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pomiędzy kukuruzy złocistymi laski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I angielską trawicą posrebrzaną w paski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I szczyrem koralowym, i zielonym ślazem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Których kształty i barwy mieszały się razem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niby krata ze srebra i złota pleciona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A powiewna od wiatru jak lekka zasłona. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Nad gęstwą różnofarbnych kłosów i badylów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wisiała jak baldachim jasna mgła motylów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwanych babkami, których poczwórne skrzydełka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lekkie jak pajęczyna, przejrzyste jak szkiełka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy w powietrzu zawisną, zaledwo widome, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I chociaż brzęczą, myślisz, że są nieruchome. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Dziewczyna powiewała podniesioną w ręku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szarą kitką, podobną do piór strusich pęku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nią zdała się oganiać główki niemowlęce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od złotego motylów deszczu. W drugiej ręce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coś u niej rogatego, złocistego świeci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdaje się, że naczynie do karmienia dzieci: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo je zbliżała dzieciom do ust po kolei; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miało zaś kształt złotego rogu Amaltei. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tak zatrudniona, przecież obracała głowę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na pamiętne szelestem krzaki agrestowe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wiedząc, że napastnik już z przeciwnej strony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przybliżył się, czołgając jak wąż przez zagony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż wyskoczył z łopuchu. Spojrzała — stał blisko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O cztery grzędy od niej, i kłaniał się nisko. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już głowę odwróciła i wzniosła ramiona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zrywała się lecieć jak kraska spłoszona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I już lekkie jej stopy wionęły nad liściem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy dzieci, przelękłe podróżnego wniściem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ucieczką dziewczyny, wrzasnęły okropnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Posłyszała, uczuła, że jest nieroztropnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziatwę małą, przelękłą i samą porzucić: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wracała, wstrzymując się, lecz musiała wrócić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak niechętny duch, wróżka przyzwany zaklęciem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przybiegła z najkrzykliwszym bawić się dziecięciem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siadła przy nim na ziemi, wzięła je na łono; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drugie głaskała ręką i mową pieszczoną; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż się uspokoiły, objąwszy w rączęta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jej kolana i tuląc główki jak pisklęta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;pod skrzydło matki. Ona rzekła: «Czy to pięknie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak krzyczeć? Czy to grzecznie? Ten pan się zalęknie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten pan nie przyszedł straszyć; to nie dziad szkaradny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To gość, dobry pan, patrzcie tylko jaki ładny». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Sama spojrzała: Hrabia uśmiechnął się mile, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I widocznie był wdzięczny jej za pochwał tyle; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Postrzegła się, umilkła, oczy opuściła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I jako róży pączek cała się spłoniła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;W istocie był to piękny pan: słusznej urody, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twarz miał pociągłą, blade lecz świeże jagody, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oczy modre, łagodne, włos długi, białawy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na włosach listki ziela i kosmyki trawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które Hrabia oberwał pełznąc przez zagony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zieleniły się jako wieniec rozpleciony. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«O ty — rzekł — jakimkolwiek uczczę cię imieniem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bóstwem jesteś czy nimfą, duchem czy widzeniem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mów: własna li cię wola na ziemię sprowadza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obca li więzi ciebie na padole władza? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, domyślam się, — pewnie wzgardzony miłośnik, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaki pan możny, albo opiekun zazdrośnik, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W tym cię parku zamkowym jak zaklętą strzeże! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Godna, by o cię bronią walczyli rycerze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byś została romansów heroiną smutnych! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odkryj mi, piękna, tajnie twych losów okrutnych! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znajdziesz wybawiciela. Odtąd twym skinieniem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak rządzisz sercem moim, tak rządź mym ramieniem». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyciągnął ramię. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ona z rumieńcem dziewiczym, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale z rozweselonym słuchała obliczem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak dziecię lubi widzieć obrazki jaskrawe &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I w liczmanach błyszczących znajduje zabawę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim rozezna ich wartość: tak się słuch jej pieści &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z dźwięcznymi słowy, których nie pojęła treści. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec zapytała: «Skąd tu pan przychodzi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I czego tu po grzędach szuka pan dobrodziéj?» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Hrabia oczy roztworzył. Zmieszany, zdziwiony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Milczał; wreszcie, zniżając swej rozmowy tony: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Przepraszam — rzekł — panienko! Widzę, żem pomieszał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabawy! Ach, przepraszam: jam właśnie pośpieszał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na śniadanie: już późno, chciałem na czas zdążyć; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panienka wie, że drogą trzeba wkoło krążyć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przez ogród zdaje mi się jest do dworu prościéj». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziewczyna rzekła: «Tędy droga jegomości; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko grząd psuć nie trzeba. Tam, między murawą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ścieżka». — «W lewo — zapytał Hrabia — czy na prawo?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ogrodniczka, podniósłszy błękitne oczęta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdawała się go badać ciekawością zdjęta: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo dom o tysiąc kroków widny jak na dłoni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Hrabia drogi pyta? Ale Hrabia do niéj &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciał koniecznie coś mówić i szukał powodu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozmowy: «Panna mieszka tu? blisko ogrodu? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy na wsi? Jak to było, żem panny we dworze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie widział? czy niedawno tu? przyjezdna może?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziewczę wstrząsnęło głową. — «Przepraszam, panienko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy nie tam pokój panny, gdzie owe okienko?» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Myślił zaś w duchu: jeśli nie jest heroiną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Romansów, jest młodziuchną, prześliczną dziewczyną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbyt często wielka dusza, myśl wielka ukryta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W samotności, jak róża śród lasów rozkwita; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dosyć ją wynieść na świat, postawić przed słońcem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby widzów zdziwiła jasnych barw tysiącem!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ogrodniczka tymczasem powstała w milczeniu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podniosła jedno dziecię zwisłe na ramieniu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drugie wzięła za rękę, a kilkoro przodem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaganiając jak gąski, szła dalej ogrodem.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Odwróciwszy się rzekła: «Czy też pan nie może &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozbiegłe moje ptastwo wpędzić nazad w zboże?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Ja, ptastwo pędzać?» krzyknął Hrabia z zadziwieniem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ona tymczasem znikła, zakryta drzew cieniem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chwilę jeszcze z szpaleru, przez majowe zwoje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeświecało coś na wskroś jakby oczu dwoje. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Samotny Hrabia długo jeszcze stał w ogrodzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dusza jego, jak ziemia po słońca zachodzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ostygała powoli, barwy brała ciemne; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaczął marzyć, lecz sny miał bardzo nieprzyjemne. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbudził się, sam nie wiedząc, na kogo się gniewał: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niestety, mało znalazł! nadto się spodziewał! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo gdy zagonem pełzał ku owej pasterce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Paliło mu się w głowie, skakało w nim serce; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyle wdzięków w tajemnej nimfie upatrywał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W tyle ją cudów ubrał, tyle odgadywał! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko znalazł inaczej: prawda, że twarz ładną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kibić miała wysmukłą, ale jak nieskładną! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A owa pulchność liców i rumieńca żywość, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Malująca zbyteczną, prostacką szczęśliwość! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znak, że myśl jeszcze drzemie, że serce nieczynne! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I owe odpowiedzi, tak wiejskie, tak gminne! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Po cóż się łudzić — krzyknął — zgaduję po czasie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moja nimfa tajemna pono gęsi pasie!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Z nimfy zniknieniem, całe czarowne przezrocze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmieniło się. Te wstęgi, te kraty urocze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złote, srebrne: niestety! więc to była słoma?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Hrabia z załamanymi poglądał rękoma &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na snopek uwiązanej trawami mietlicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którą brał za pęk strusich piór w ręku dziewicy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie zapomniał naczynia: złocista konewka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ów rożek Amaltei, była to marchewka! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widział ją w ustach dziecka pożeraną chciwie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc było po uroku! po czarach! po dziwie!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tak chłopiec, kiedy ujrzy cykoryi kwiaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wabiące dłoń miękkimi, lekkimi bławaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chce je pieścić, zbliża się, dmuchnie: i z podmuchem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cały kwiat na powietrzu rozleci się puchem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A w ręku widzi tylko badacz zbyt ciekawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nagą łodygę szarozielonawej trawy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Hrabia wcisnął na oczy kapelusz i wracał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tamtędy, kędy przyszedł; ale drogę skracał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stąpając po jarzynach, kwiatach i agreście, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż, przeskoczywszy parkan, odetchnął nareście! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przypomniał, że dziewczynie mówił o śniadaniu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może już wszyscy wiedzą o jego spotkaniu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W ogrodzie, blisko domu? może szukać wyślą? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Postrzegli, że uciekał? kto wie, co pomyślą? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc wypadało wrócić. Chyląc się u płotów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Około miedz i zielska, po tysiącach zwrotów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rad był przecież, że wyszedł w końcu na gościniec, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który prosto prowadził na dworski dziedziniec. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szedł przy płocie, a głowę odwracał od sadu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak złodziej od spichlerza, aby nie dać śladu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że go myśli nawiedzić albo już nawiedził: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak Hrabia był ostrożny, choć go nikt nie śledził; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzył w stronę przeciwną ogrodu, na prawo.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Był gaj z rzadka zarosły, wysłany murawą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po jej kobiercach, na wskroś białych pniów brzozowych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod namiotem obwisłych gałęzi majowych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Snuło się mnóstwo kształtów, których dziwne ruchy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niby tańce, i dziwny ubiór: istne duchy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błądzące po księżycu. Tamci w czarnych, ciasnych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ci w długich, rozpuszczonych szatach jak śnieg jasnych; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tamten pod kapeluszem jak obręcz szerokim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten z gołą głową; inni jak gdyby obłokiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obwiani, idąc, na wiatr puszczają zasłony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciągnące się za głową, jak komet ogony. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każdy w innej postawie: ten przyrósł do ziemi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko oczyma kręci na dół spuszczonemi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ów, patrząc wprost przed siebie, niby senny kroczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak po linie, ni w prawo, ni w lewo nie zboczy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszyscy zaś ciągle w różne schylają się strony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż do ziemi, jak gdyby wybijać pokłony. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeżeli się przybliżą albo się spotkają, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani mówią do siebie, ani się witają, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głęboko zadumani, w sobie pogrążeni. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabia widział w nich obraz elizejskich cieni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które, chociaż boleściom, troskom niedostępne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błąkają się spokojne, ciche, lecz posępne.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Któż by zgadnął, że owi tak mało ruchomi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Owi milczący ludzie — są nasi znajomi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędziowscy towarzysze? Z hucznego śniadania &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyszli na uroczysty obrzęd grzybobrania. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako ludzie rozsądni, umieją miarkować &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mowy i ruchy swoje, aby je stosować &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W każdej okoliczności do miejsca i czasu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dlatego, nim ruszyli za Sędzią do lasu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzięli postawy tudzież ubiory odmienne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Służące do przechadzki opończe płócienne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którymi osłaniają po wierzchu kontusze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A na głowy słomiane wdziali kapelusze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stąd biali wyglądają jak czyśćcowe dusze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Młodzież także przebrana, oprócz Telimeny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I kilku po francusku chodzących. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tej sceny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabia nie pojął; nie znał wiejskiego zwyczaju: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc zdziwiony niezmiernie biegł pędem do gaju. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grzybów było w bród. Chłopcy biorą krasnolice, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyle w pieśniach litewskich sławione &lt;em class="author-emphasis"&gt;lisice&lt;/em&gt;, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co są godłem panieństwa: bo czerw ich nie zjada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dziwna, żaden owad na nich nie usiada. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panienki za wysmukłym gonią &lt;em class="author-emphasis"&gt;borowikiem&lt;/em&gt;, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którego pieśń nazywa grzybów pułkownikiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszyscy dybią na &lt;em class="author-emphasis"&gt;rydza&lt;/em&gt;; ten wzrostem skromniejszy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I mniej sławny w piosenkach, za to najsmaczniejszy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy świeży, czy solony, czy jesiennej pory, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy zimą. Ale Wojski zbierał &lt;em class="author-emphasis"&gt;muchomory&lt;/em&gt;.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Inne pospólstwo grzybów, pogardzone w braku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dla szkodliwości albo niedobrego smaku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz nie są bez użytku: one zwierza pasą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I gniazdem są owadów i gajów okrasą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na zielonym obrusie łąk, jako szeregi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Naczyń stołowych sterczą: tu z krągłymi brzegi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Surojadki&lt;/em&gt; srebrzyste, żółte i czerwone, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niby czareczki różnym winem napełnione; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Koźlak&lt;/em&gt;, jak przewrócone kubka dno wypukłe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Lejki&lt;/em&gt;, jako szampańskie kieliszki wysmukłe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Bielaki&lt;/em&gt; krągłe, białe, szerokie i płaskie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakby mlekiem nalane filiżanki saskie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I kulista, czarniawym pyłkiem napełniona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Purchawka&lt;/em&gt;, jak pieprzniczka; zaś innych imiona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znane tylko w zajęczym lub wilczym języku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od ludzi nieochrzczone; a jest ich bez liku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ni wilczych, ni zajęczych nikt dotknąć nie raczy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kto schyla się ku nim, gdy błąd swój obaczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zagniewany, grzyb złamie albo nogą kopnie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak szpecąc trawę, czyni bardzo nieroztropnie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Telimena ni wilczych, ni ludzkich nie zbiera. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Roztargniona, znudzona, dokoła spoziera, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z głową w górę zadartą. Więc pan Rejent w gniewie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówił o niej, że grzybów szukała na drzewie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Asesor ją złośliwiej równał do samicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Która miejsca na gniazdo szuka w okolicy.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jakoż zdała się szukać samotności, ciszy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oddalała się z wolna od swych towarzyszy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I szła lasem na wzgórek pochyło wyniosły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ocieniony, bo drzewa gęściej na nim rosły. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W środku szarzał się kamień; strumień spod kamienia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szumiał, tryskał i zaraz, jakby szukał cienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chował się między gęste i wysokie zioła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które wodą pojone bujały dokoła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam ów bystry swawolnik, spowijany w trawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I liściem podesłany, bez ruchu, bez wrzawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niewidzialny i ledwie dosłyszany szepce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako dziecię krzykliwe złożone w kolebce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy matka nad nim zwiąże firanki majowe &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I liścia makowego nasypie pod głowę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miejsce piękne i ciche: tu się często schrania &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Telimena, zowiąc je &lt;em class="author-emphasis"&gt;Świątynią dumania&lt;/em&gt;.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Stanąwszy nad strumieniem, rzuciła na trawnik &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z ramion swój szal powiewny, czerwony jak krwawnik; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I podobna pływaczce, która do kąpieli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zimnej schyla się, nim się zanurzyć ośmieli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Klęknęła i powoli chyliła się bokiem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wreszcie, jakby porwana koralu potokiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Upadła nań i cała wzdłuż się rozpostarła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łokcie na trawie, skronie na dłoniach oparła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z głową na dół skłonioną; na dole u głowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błysnął francuskiej książki papier welinowy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nad alabastrowymi stronicami księgi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiły się czarne pukle i różowe wstęgi.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;W szmaragdzie bujnych traw, na krwawnikowym szalu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W sukni długiej, jak gdyby w powłoce koralu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od której odbijał się włos z jednego końca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z drugiego czarny trzewik; po bokach błyszcząca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śnieżną pończoszką, chustką, białością rąk, lica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wydawała się z dala jak pstra gąsienica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy wpełźnie na zielony liść klonu.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Niestety! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystkie tego obrazu wdzięki i zalety &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Darmo czekały znawców, nikt nie zważał na nie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak mocno zajmowało wszystkich grzybobranie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusz przecież zważał i w bok strzelał okiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nie śmiejąc iść prosto, przysuwał się bokiem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak strzelec, gdy w ruchomej gałęzistej szopie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Usiadłszy na dwóch kołach, podjeżdża na dropie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo na siewki idąc, przy koniu się kryje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Strzelbę złoży na siodle lub pod końską szyję, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niby to bronę włóczy, niby jedzie miedzą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A coraz się przybliża, kędy ptaki siedzą: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak skradał się Tadeusz.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Sędzia czaty zmieszał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I przeciąwszy mu drogę, do źródła pośpieszał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z wiatrem igrały białe poły sarafana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wielka chustka w pasie końcem uwiązana; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słomiany, podwiązany kapelusz od ruchu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nagłego chwiał się z wiatrem jako liść łopuchu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spadając to na barki, to znowu na oczy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W ręku ogromna laska: tak pan Sędzia kroczy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Schyliwszy się i ręce obmywszy w strumieniu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Usiadł przed Telimeną na wielkim kamieniu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I, wsparłszy się oburącz na gałkę słoniową &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzciny ogromnej, z taką ozwał się przemową: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Widzi aśćka, od czasu jak tu u nas gości &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeuszek, niemało mam niespokojności. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jestem bezdzietny, stary; ten dobry chłopczyna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak to moja na świecie pociecha jedyna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyszły dziedzic fortunki mojej. Z łaski nieba, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zostawię mu kęs niezły szlacheckiego chleba; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już mu też czas obmyśleć los, postanowienie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale zważaj no, aśćka, moje utrapienie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiesz, że pan Jacek, brat mój, Tadeusza ociec, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziwny człowiek, zamiarów jego trudno dociec, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie chce wracać do kraju, Bóg wie gdzie się kryje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nawet nie chce synowi oznajmić, że żyje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ciągle nim zarządza. Naprzód w legijony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciał go posyłać; byłem okropnie zmartwiony. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem zgodził się przecie, by w domu pozostał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I żeby się ożenił. Jużbyć żony dostał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Partyję upatrzyłem. Nikt z obywateli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wyrówna z imienia ani z parenteli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podkomorzemu; jego starsza córka Anna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest na wydaniu, piękna i posażna panna; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciałem zagaić». Na to Telimena zbladła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złożyła książkę, wstała nieco i usiadła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Jak mamę kocham — rzekła — czy to, panie bracie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest w tym sens jaki, czy wy Boga w sercu macie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To myślisz Tadeusza zostać dobrodziejem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli młodego chłopca zrobisz grykosiejem? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Świat mu zawiążesz! wierz mi, kląć was kiedyś będzie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zakopać taki talent w lasach i na grzędzie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wierz mi, ile poznałam, pojętne to dziecię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Warto, żeby na wielkim przetarło się świecie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrze brat zrobi, gdy go do stolicy wyśle, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na przykład do Warszawy? Lub wie brat, co myślę... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeby do Peterburka? Ja pewnie tej zimy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pojadę tam dla sprawy; razem ułożymy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co zrobić z Tadeuszem. Znam tam wiele osób, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mam wpływy: to najlepszy kreacyi sposób. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za mą pomocą, znajdzie wstęp w najpierwsze domy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kiedy będzie ważnym osobom znajomy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dostanie urząd, order; wtenczas niech porzuci &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Służbę, jeżeli zechce, niech do domu wróci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mając już i znaczenie, i znajomość świata. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I cóż brat myśli o tym?» — «Jużci, w młode lata — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł Sędzia — nieźle chłopcu trochę się przewietrzyć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obejrzeć się na świecie, między ludźmi przetrzéć; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja za młodu niemało świata objechałem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byłem w Piotrkowie, w Dubnie, to za trybunałem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jadąc jako palestrant, to własne swe sprawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Forytując, jeździłem nawet do Warszawy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Człek niemało skorzystał! Chciałbym i synowca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wysłać pomiędzy ludzi, prosto jak wędrowca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak czeladnika, który terminuje lata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ażeby nabył trochę znajomości świata. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie dla rang ni orderów! Proszę uniżenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ranga moskiewska, order: cóż to za znaczenie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któryż to z dawnych panów, ba, nawet dzisiejszych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Między szlachtą w powiecie nieco zamożniejszych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dba o podobne fraszki? Przecież są w estymie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U ludzi; bo szanujem w nich ród, dobre imię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo urząd, lecz ziemski, przyznany wyborem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obywatelskim, nie zaś czyimś tam faworem». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Telimena przerwała: «Jeśli brat tak myśli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tym lepiej, więc go jako wojażera wyślij». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Widzi siostra — rzekł Sędzia, skrobiąc smutnie głowę — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciałbym bardzo: cóż, kiedy mam trudności nowe! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan Jacek nie wypuszcza z opieki swej syna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I przysłał mi tu właśnie na kark bernardyna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Robaka, który przybył z tamtej strony Wisły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjaciel brata, wszystkie wie jego zamysły; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A więc o Tadeusza już wyrzekli losie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I chcą, by się ożenił, aby pojął Zosię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wychowankę waćpani. Oboje dostaną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oprócz fortunki mojej, z łaski Jacka wiano &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W kapitałach; wiesz aśćka, że ma kapitały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z łaski jego mam też fundusz prawie cały: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ma więc prawo rozrządzać... aśćka pomyśl o tem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeby się to zrobiło najmniejszym kłopotem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeba ich z sobą poznać. Prawda, bardzo młodzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczególnie Zosia mała, lecz to nic nie szkodzi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czas by już Zośkę wreszcie wydobyć z zamknięcia. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo wszakci to już pono wyrasta z dziecięcia». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Telimena zdziwiona i prawie wylękła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podnosiła się coraz, na szalu uklękła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zrazu słuchała pilnie, potem dłoni ruchem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeczyła, ręką żwawo wstrząsając nad uchem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odpędzając jak owad nieprzyjemne słowa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na powrót w usta mówcy — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;«A! a! to rzecz nowa! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy to Tadeuszowi szkodzi, czy nie szkodzi — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekła z gniewem — sądź o tym sam waćpan dobrodziéj! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnie nic do Tadeusza; sami o nim radźcie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zróbcie go ekonomem lub w karczmie posadźcie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech szynkuje lub z lasu niech zwierzynę znosi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z nim sobie, co zechcecie, zróbcie. Lecz do Zosi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co waćpaństwu do Zosi? Ja jej ręką rządzę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja sama! Że pan Jacek dawał był pieniądze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na wychowanie Zosi, i że jej wyznaczył &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Małą pensyjkę roczną, więcej przyrzec raczył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Toć jej jeszcze nie kupił. Zresztą, państwo wiecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dotąd jeszcze o tym wiadomo na świecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że hojność państwa dla nas nie jest bez powodu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Winni coś Soplicowie dla Horeszków rodu». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(Tej części mowy Sędzia słuchał z niepojętem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pomieszaniem, żałością i widocznym wstrętem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakby lękał się reszty mowy, głowę skłonił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ręką potakując, mocno się zapłonił.) &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Telimena kończyła: «Byłam jej piastunką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jestem krewną, jedyną Zosi opiekunką. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nikt oprócz mnie nie będzie myślił o jej szczęściu». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«A jeśli ona szczęście znajdzie w tym zamęściu? — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł Sędzia wzrok podnosząc. — Jeśli Tadeuszka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podoba?» — «Czy podoba? to na wierzbie gruszka! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podoba, nie podoba: a to mi rzecz ważna! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zosia nie będzie, prawda, partyja posażna; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale też nie jest z lada wsi, lada szlachcianka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idzie z jaśnie wielmożnych, jest wojewodzianka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rodzi się z Horeszkówny; małżonka dostanie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Staraliśmy się tyle o jej wychowanie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chybaby tu zdziczała». Sędzia pilnie słuchał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrząc w oczy; zdało się, że się udobruchał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo rzekł dosyć wesoło: «No, to i cóż robić! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bóg widzi, szczerze chciałem interesu dobić; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko bez gniewu. Jeśli aśćka się nie zgodzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aśćka ma prawo; smutno: gniewać się nie godzi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Radziłem, bo brat kazał; nikt tu nie przymusza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy aśćka rekuzuje pana Tadeusza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odpisuję Jackowi, że nie z mojej winy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie dojdą Tadeusza z Zosią zaręczyny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz sam będę radzić. Pono z Podkomorzym &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zagaimy swatowstwo i resztę ułożym». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Przez ten czas Telimena ostygła z zapału: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Ja nic nie rekuzuję, braciszku, pomału! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sam mówiłeś, że jeszcze za wcześnie — zbyt młodzi, — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozpatrzmy się, czekajmy, nic to nie zaszkodzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poznajmy z sobą państwo młodych, będziem zważać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie można szczęścia drugich tak na traf narażać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ostrzegam tylko wcześnie: niech brat Tadeusza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie namawia, kochać się w Zosi nie przymusza; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo serce nie jest sługa, nie zna co to pany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nie da się przemocą okuwać w kajdany». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Za czym Sędzia, powstawszy, odszedł zamyślony. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan Tadeusz z przeciwnej przybliżył się strony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Udając, że szukanie grzybów tam go zwabia. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W tymże kierunku z wolna posuwa się Hrabia. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Hrabia podczas Sędziego sporów z Telimeną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stał za drzewami, mocno zdziwiony tą sceną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobył z kieszeni papier i ołówek, sprzęty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które zawsze miał z sobą, i na pień wygięty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozpiąwszy kartkę, widać, że obraz malował, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówiąc sam z sobą: «Jakbyś umyślnie grupował: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten na głazie, ta w trawie; grupa malownicza! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głowy charakterowe! z kontrastem oblicza!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Podchodził, wstrzymywał się, lornetkę przecierał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oczy chustką obwiewał i coraz spozierał: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Miałożby to cudowne, śliczne widowisko &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zginąć albo zmienić się, gdy podejdę blisko? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten aksamit traw, będzież to mak i botwinie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W nimfie tej czyż obaczę jaką ochmistrzynię?» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Choć Hrabia Telimenę już dawniej widywał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W domu Sędziego, w którym dosyć często bywał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz mało ją uważał: zadziwił się zrazu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozeznając w niej model swojego obrazu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miejsca piękność, postawy wdzięk i gust ubrania &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmieniły ją, zaledwo była do poznania. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W oczach świeciły jeszcze niezagasłe gniewy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twarz, ożywiona wiatru świeżymi powiewy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sporem z Sędzią i nagłym przybyciem młodzieńców, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nabrała mocnych, żywszych niż zwykle rumieńców. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Pani — rzekł Hrabia — racz mej śmiałości darować; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przychodzę i przepraszać, i razem dziękować. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przepraszać, że jej kroków śledziłem ukradkiem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dziękować, że byłem jej dumania świadkiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyle ją obraziłem! winienem jej tyle! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przerwałem chwilę dumań; winienem ci chwile &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Natchnienia, chwile błogie! Potępiaj człowieka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale sztukmistrz twojego przebaczenia czeka! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na wielem się odważył, na więcej odważę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sądź!» — tu ukląkł i podał swoje pejzaże. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Telimena sądziła malowania proby &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tonem grzecznej, lecz sztukę znającej osoby; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skąpa w pochwały, lecz nie szczędziła zachętu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Brawo — rzekła — winszuję, niemało talentu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko pan nie zaniedbuj; szczególniej potrzeba &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szukać pięknej natury! O, szczęśliwe nieba &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krajów włoskich! różowe cezarów ogrody! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wy, klasyczne Tyburu spadające wody! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I straszne Pauzylipu skaliste wydroże! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To, Hrabio, kraj malarzów! U nas, żal się Boże!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziecko muz, w Soplicowie oddane na mamki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Umrze pewnie. Mój Hrabio, oprawię to w ramki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo w album umieszczę, do rysunków zbiorku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które zewsząd skupiałam: mam ich dosyć w biurku». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Zaczęli więc rozmowę o niebios błękitach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Morskich szumach i wiatrach wonnych, i skał szczytach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mieszając tu i ówdzie, podróżnych zwyczajem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śmiech i urąganie się nad ojczystym krajem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;A przecież wokoło nich ciągnęły się lasy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Litewskie, tak poważne i tak pełne krasy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czeremchy oplatane dzikich chmielów wieńcem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jarzębiny ze świeżym pasterskim rumieńcem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Leszczyna jak menada z zielonymi berły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ubranymi jak w grona, w orzechowe perły; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A niżej dziatwa leśna: głóg w objęciu kalin, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ożyna czarne usta tuląca do malin. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drzewa i krzewy liśćmi wzięły się za ręce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak do tańca stające panny i młodzieńce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wkoło pary małżonków. Stoi pośród grona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Para, nad całą leśną gromadą wzniesiona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wysmukłością kibici i barwy powabem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brzoza biała, kochanka, z małżonkiem swym grabem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A dalej, jakby starce na dzieci i wnuki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzą, siedząc w milczeniu, tu sędziwe buki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam matrony topole i mchami brodaty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dąb, włożywszy pięć wieków na swój kark garbaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wspiera się, jak na grobów połamanych słupach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na dębów, przodków swoich, skamieniałych trupach. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Pan Tadeusz kręcił się, nudząc niepomału &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Długą rozmową, w której nie mógł brać udziału. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż, gdy zaczęto sławić cudzoziemskie gaje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wyliczać z kolei wszystkich drzew rodzaje: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pomarańcze, cyprysy, oliwki, migdały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kaktusy, aloesy, mahonie, sandały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cytryny, bluszcz, orzechy włoskie, nawet figi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wysławiając ich kształty, kwiaty i łodygi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusz nie przestawał dąsać się i zżymać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec nie mógł dłużej od gniewu wytrzymać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Był on prostak, lecz umiał czuć wdzięk przyrodzenia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I patrząc w las ojczysty, rzekł pełen natchnienia: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Widziałem w botanicznym wileńskim ogrodzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Owe sławione drzewa rosnące na wschodzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I na południu, w owej pięknej włoskiej ziemi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któreż równać się może z drzewami naszemi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy aloes z długimi jak konduktor pałki? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy cytryna, karlica z złocistymi gałki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z liściem lakierowanym, krótka i pękata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako kobieta mała, brzydka, lecz bogata? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy zachwalony cyprys długi, cienki, chudy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co zdaje się być drzewem nie smutku, lecz nudy? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówią, że bardzo smutnie wygląda na grobie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest to jak lokaj Niemiec we dworskiej żałobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieśmiejący rąk podnieść ani głowy skrzywić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby się etykiecie niczym nie sprzeciwić. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Czyż nie piękniejsza nasza poczciwa brzezina, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Która jako wieśniaczka, kiedy płacze syna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub wdowa męża, ręce załamie, roztoczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po ramionach do ziemi strumienie warkoczy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niema z żalu, postawą jak wymownie szlocha! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czemuż pan Hrabia, jeśli w malarstwie się kocha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie maluje drzew naszych, pośród których siedzi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawdziwie, będą z pana żartować sąsiedzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że mieszkając na żyznej litewskiej równinie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Malujesz tylko jakieś skały i pustynie».
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Przyjacielu — rzekł Hrabia — piękne przyrodzenie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest formą, tłem, materią; a duszą — natchnienie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które na wyobraźni unosi się skrzydłach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poleruje się gustem, wspiera na prawidłach. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie dość jest przyrodzenia, nie dosyć zapału: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sztukmistrz musi ulecieć w sfery ideału! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wszystko, co jest piękne, wymalować da się! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dowiesz się o tym wszystkim z książek w swoim czasie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co się tyczy malarstwa: do obrazu trzeba &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Punktów widzenia, grupy, ansamblu i nieba, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieba włoskiego! Stąd też w kunszcie pejzażów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Włochy były, są, będą, ojczyzną malarzów! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stąd też, oprócz Brejgela (lecz nie van der Helle, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale pejzażysty: bo są dwaj Brejgele) &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I oprócz Ruisdala, na całej północy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzież był pejzażysta który pierwszej mocy? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niebios, niebios potrzeba». — «Nasz malarz Orłowski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przerwała Telimena — miał gust soplicowski. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(Trzeba wiedzieć, że to jest Sopliców choroba, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że im oprócz ojczyzny nic się nie podoba). &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Orłowski, który życie strawił w Peterburku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sławny malarz (mam jego kilka szkiców w biurku) &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mieszkał tuż przy cesarzu, na dworze, jak w raju: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A nie uwierzy Hrabia, jak tęsknił po kraju! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lubił ciągle wspominać swej młodości czasy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wystawiał wszystko w Polszcze: ziemię, niebo, lasy...» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«I miał rozum! — zawołał Tadeusz z zapałem. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To państwa niebo włoskie, jak o nim słyszałem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błękitne, czyste: wszak to jak zamarzła woda; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyż nie piękniejsze stokroć wiatr i niepogoda? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U nas dość głowę podnieść: ileż to widoków! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ileż scen i obrazów z samej gry obłoków! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo każda chmura inna: na przykład jesienna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pełznie jak żółw leniwa, ulewą brzemienna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z nieba aż do ziemi spuszcza długie smugi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak rozwite warkocze, to są deszczu strugi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chmura z gradem, jak balon szybko z wiatrem leci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krągła, ciemnobłękitna, w środku żółto świeci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szum wielki słychać wkoło; nawet te codzienne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzcie państwo, te białe chmurki, jak odmienne! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zrazu jak stada dzikich gęsi lub łabędzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A z tyłu wiatr jak sokół do kupy je pędzi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ściskają się, grubieją, rosną — nowe dziwy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dostają krzywych karków, rozpuszczają grzywy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wysuwają nóg rzędy i po niebios sklepie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przelatują jak tabun rumaków po stepie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystkie białe jak srebro, zmieszały się... nagle &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z ich karków rosną maszty, z grzyw szerokie żagle, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tabun zmienia się w okręt i wspaniale płynie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cicho, z wolna po niebios błękitnej równinie!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Hrabia i Telimena poglądali w górę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusz jedną ręką pokazał im chmurę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A drugą ścisnął z lekka rączkę Telimeny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kilka już upłynęło minut cichej sceny; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabia rozłożył papier na swym kapeluszu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wydobył ołówek. Wtem przykry dla uszu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odezwał się dzwon dworski i zaraz śród lasu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cichego pełno było krzyku i hałasu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Hrabia, kiwnąwszy głową, rzekł poważnym tonem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Tak to na świecie wszystko los zwykł kończyć dzwonem!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rachunki myśli wielkiej, plany wyobraźni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabawki niewinności, uciechy przyjaźni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wylania się serc czułych: gdy spiż z dala ryknie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko miesza się, zrywa, mąci się i niknie!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu, obróciwszy czuły wzrok ku Telimenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Cóż zostaje?» A ona mu rzekła: «Wspomnienie!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I chcąc Hrabiego nieco ułagodzić smutek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podała mu urwany kwiatek niezabudek. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabia go ucałował i na pierś przyszpilał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusz z drugiej strony krzak ziela rozchylał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widząc, że się ku niemu tym zielem przewija &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coś białego: była to rączka jak lilija; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pochwycił ją, całował i usty po cichu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Utonął w niej jak pszczoła w liliji kielichu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uczuł na ustach zimno; znalazł klucz i biały &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Papier w trąbkę zwiniony; był to listek mały. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Porwał, schował w kieszenie; nie wie, co klucz znaczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz mu to owa biała kartka wytłumaczy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Dzwon wciąż dzwonił i echem z głębi cichych lasów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odezwało się tysiąc krzyków i hałasów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odgłos to był szukania i nawoływania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hasło zakończonego na dziś grzybobrania; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odgłos nie smutny wcale ani pogrzebowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak się Hrabiemu zdało: owszem, obiadowy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzwon ten, w każde południe krzyczący z poddasza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gości i czeladź domu na obiad zaprasza: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak było w dawnych licznych dworach we zwyczaju &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zostało się w domu Sędziego. Więc z gaju &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wychodziła gromada, niosąca krobeczki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Koszyki uwiązane końcami chusteczki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pełne grzybów; a panny w jednym ręku niosły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako wachlarz zwiniony, &lt;em class="author-emphasis"&gt;borowik&lt;/em&gt; rozrosły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W drugim związane razem jakby polne kwiatki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Opieńki&lt;/em&gt; i rozlicznej barwy &lt;em class="author-emphasis"&gt;surojadki&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wojski miał &lt;em class="author-emphasis"&gt;muchomora&lt;/em&gt;. Z próżnymi przychodzi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rękami Telimena; z nią panicze młodzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Goście weszli w porządku i stanęli kołem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podkomorzy najwyższe brał miejsce za stołem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z wieku mu i z urzędu ten zaszczyt należy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idąc kłaniał się starcom, damom i młodzieży; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obok stał kwestarz; Sędzia tuż przy bernardynie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bernardyn zmówił krótki pacierz po łacinie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podano w kolej wódkę: za czym wszyscy siedli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I chołodziec litewski milczkiem żwawo jedli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Obiadowano ciszej, niż się zwykle zdarza; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nikt nie gadał, pomimo wezwań gospodarza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Strony biorące udział w wielkiej o psów zwadzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myśliły o jutrzejszej walce i zakładzie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myśl wielka zwykle usta do milczenia zmusza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Telimena, mówiąca wciąż do Tadeusza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Musiała ku Hrabiemu nieraz się odwrócić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nawet na Asesora nieraz okiem rzucić: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak ptasznik patrzy w sidło, kędy szczygły zwabia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I razem w pastkę wróblą. Tadeusz i Hrabia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obadwa radzi z siebie, obadwa szczęśliwi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obaj pełni nadziei, więc niegadatliwi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabia na kwiatek dumne opuszczał wejrzenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Tadeusz ukradkiem spozierał w kieszenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy ów kluczyk nie uciekł? Ręką nawet chwytał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I kręcił kartkę, której dotąd nie przeczytał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędzia Podkomorzemu węgrzyna, szampana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dolewał, służył pilnie, ściskał za kolana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale do rozmawiania z nim nie miał ochoty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I widać, że czuł jakieś tajemne kłopoty.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Przemijały w milczeniu talerze i dania; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przerwał nareszcie nudny tok obiadowania &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gość niespodziany, szybko wpadając, gajowy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie zważał nawet, że czas właśnie obiadowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pobiegł do pana; widać z postawy i z miny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że ważnej i niezwykłej jest posłem nowiny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ku niemu oczy całe zwróciło zebranie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On, odetchnąwszy nieco, rzekł: «Niedźwiedź, mospanie!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Resztę wszyscy odgadli: że źwierz z &lt;em class="author-emphasis"&gt;matecznika&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyszedł, że w zaniemeńską puszczę się przemyka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że go trzeba wnet ścigać, wszyscy wraz uznali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć ani się radzili, ani namyślali; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spólną myśl widać było z uciętych wyrazów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z gestów żywych, z wydanych rozlicznych rozkazów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które, wychodząc tłumnie, razem z ust tak wielu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dążyły przecież wszystkie do jednego celu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Na wieś! — zawołał Sędzia — hej! konno, setnika! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jutro na brzask obława, lecz na ochotnika; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto wystąpi z oszczepem, temu z robocizny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wytrącić dwa szarwarki i pięć dni pańszczyzny».
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«W skok — krzyknął Podkomorzy — okulbaczyć siwą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobiec w cwał do mojego dworu; wziąć co żywo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwie pjawki, które w całej okolicy słyną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pies zowie się Sprawnikiem, a suka Strapczyną; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zakneblować im pyski, zawiązać je w miechu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I przystawić je tutaj konno dla pośpiechu». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Wańka! — krzyknął na chłopca Asesor po rusku — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tasak mój sanguszkowski pociągnąć na brusku: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiesz, tasak co od księcia miałem w podarunku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pas opatrzyć, czy kula jest w każdym ładunku». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Strzelby — krzyknęli wszyscy — mieć na pogotowiu!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Asesor wołał ciągle: «Ołowiu, ołowiu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Formę do kul mam w torbie». — «Do księdza plebana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dać znać — dodał pan Sędzia — żeby jutro z rana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mszę miał w kaplicy leśnej: króciuchna oferta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za myśliwych, msza zwykła świętego Huberta». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Po wydanych rozkazach nastało milczenie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każdy dumał i rzucał dokoła wejrzenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gdyby kogoś szukał; z wolna wszystkich oczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędziwa twarz Wojskiego ciągnie i jednoczy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znak to był, że szukają na przyszłą wyprawę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wodza i że Wojskiemu oddają buławę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wojski powstał, zrozumiał towarzyszów wolę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I uderzywszy ręką poważnie po stole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pociągnął złocistego z zanadrza łańcuszka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na którym wisiał gruby zegarek jak gruszka: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jutro — rzekł — pół do piątej, przy leśnej kaplicy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stawią się bracia strzelcy, wiara obławnicy».
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Rzekł i ruszył od stołu, za nim szedł gajowy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oni obmyślić mają i urządzić łowy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tak wodze, gdy na jutro bitwę zapowiedzą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żołnierze po obozie broń czyszczą i jedzą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub na płaszczach i siodłach śpią próżni kłopotu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wodze śród cichego dumają namiotu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Przerwał się obiad, dzień zszedł na kowaniu koni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Karmieniu psów, zbieraniu i czyszczeniu broni; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U wieczerzy, zaledwo kto przysiadł do stoła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nawet strona Kusego z partyją Sokoła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przestała dawnym wielkim zatrudniać się sporem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pobrawszy się pod ręce, Rejent z Asesorem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyszukują ołowiu. Reszta spracowana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szła spać wcześnie, ażeby przebudzić się z rana. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/pan-tadeusz/"&gt;Adam Mickiewicz, „Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Ptaki</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/schulz-sklepy-cynamonowe/03/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/schulz-sklepy-cynamonowe/03/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Ptaki&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Nadeszły żółte, pełne nudy dni zimowe. Zrudziałą ziemię okrywał dziurawy, przetarty, za krótki obrus śniegu. Na wiele dachów nie starczyło go i stały czarne lub rdzawe, gontowe strzechy i arki, kryjące w sobie zakopcone przestrzenie strychów — czarne, zwęglone katedry, najeżone żebrami krokwi, płatwi i bantów — ciemne płuca wieczorów zimowych. Każdy świt odkrywał nowe kominy i dymniki wyrosłe w nocy, wydęte przez wicher nocny, czarne piszczałki organów diabelskich. Kominiarze nie mogli opędzić się od wron, które na kształt żywych czarnych liści obsiadały wieczorem gałęzie drzew pod kościołem, odrywały się znów, trzepocąc, by wreszcie przylgnąć, każda do właściwego miejsca na właściwej gałęzi, a o świcie ulatywać wielkimi stadami — tumany sadzy, płatki kopciu, falujące i fantastyczne, plamiąc migotliwym krakraniem mętnożółte smugi świtu. Dni stwardniały od zimna i nudy, jak zeszłoroczne bochenki chleba. Napoczynano je tępymi nożami, bez apetytu, z leniwą sennością.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział III</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/03/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/03/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;III&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Na dolnym korytarzu gimnazjum klasycznego w Klerykowie znajdowało się mnóstwo osób. Byli tam urzędnicy, szlachta, księża, przemysłowcy, a nawet zamożniejsi chłopi. Cały ten tłum stanowił w owej chwili jedną kategorię: rodziców.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Korytarz był długi, wyłożony posadzką z piaskowca i bardzo dobrze przypominał pierwotną swoją fizjonomię: korytarz klasztorny. Wąskie okna wpuszczone były w mury bardzo grube i chłodne; panował tam jeszcze dawny cień i smutek.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Przez zestarzałe, zielonawoniebieskie szyby padały ukradkiem promienie rannego słońca i złociły świeżo wybielone ściany i żółtawą, wydeptaną posadzkę. Z prawej i lewej strony był szereg drzwi prowadzących do sal szkolnych. Drzwi te równie jak okna były poroztwierane, gdyż właśnie świeżo pociągnięto ściany klas na kolor szaroniebieski, z wielkimi lamperiami, i wymalowano podłogi żółtą farbą olejną. Srogi zapach terpentyny i lakierów napełniał cały korytarz.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział III</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/03/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/03/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ III&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Obaj inżynierowie wyjechali nazajutrz na noc do Kairu, gdzie mieli odwiedzić rezydenta angielskiego i być na posłuchaniu u wicekróla. Staś obliczał, że może im to zająć dwa dni, i pokazało się, że obliczenia jego były trafne, gdyż trzeciego dnia wieczorem otrzymał od ojca, już z Medinet, następującą depeszę: „Namioty przygotowane. Macie wyruszyć z chwilą rozpoczęcia twoich wakacji. Fatmie daj znać przez Chadigiego, że nie mogliśmy dla niej nic zrobić...” Podobną depeszę otrzymała również pani Olivier, która też zaraz rozpoczęła przy pomocy Murzynki Dinah przygotowania podróżne.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział trzeci</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/03/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/03/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział trzeci&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wierzy w Boga, który jest jeden, wszechmocny i sprawiedliwy — powtórzył Petroniusz, w chwili gdy znów znalazł się w lektyce sam na sam z Winicjuszem. — Jeśli jej Bóg jest wszechmocny, tedy rządzi życiem i śmiercią; a jeśli jest sprawiedliwy, tedy słusznie zsyła śmierć. Czemu więc Pomponia nosi żałobę po Julii? Żałując Julii przygania swemu Bogu. Muszę to rozumowanie powtórzyć naszej miedzianobrodej małpie, uważam bowiem, że w dialektyce dorównywam Sokratesowi. Co do kobiet, zgadzam się, że każda posiada trzy lub cztery dusze, ale żadna nie ma duszy rozumnej. Niechby Pomponia rozmyślała sobie z Seneką lub z Kornutusem nad tym, czym jest ich wielki Logos... Niechby razem wywoływali cienie Ksenofanesa, Parmenida, Zenona i Platona, które nudzą się tam w kimeryjskich krainach jak czyże w klatce. Ja chciałem mówić z nią i z Plaucjuszem o czym innym. Na święty brzuch egipskiej Izys! Gdybym im tak po prostu powiedział, po cośmy przyszli, przypuszczam, że cnota ich zadźwięczałaby jak miedziana tarcza, w którą ktoś pałką uderzy. I nie śmiałem! Dasz wiarę, Winicjuszu, żem nie śmiał! Pawie są piękne ptaki, ale krzyczą zbyt przeraźliwie. Zląkłem się krzyku. Muszę jednak pochwalić twój wybór. Istna „różanopalca Jutrzenka”... i wiesz, co mi także przypomniała? Wiosnę! — i to nie naszą w Italii, gdzie ledwie tu i ówdzie jabłoń pokryje się kwiatem, a oliwki szarzeją, jak szarzały, ale tę wiosnę, którą niegdyś widziałem w Helwecji, młodą, świeżą, jasnozieloną... Na tę bladą Selenę — nie dziwię ci się, Marku — wiedz jednak, że Dianę miłujesz i że Aulus i Pomponia gotowi cię rozszarpać, jak niegdyś psy rozszarpały Akteona.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Scena I</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/dziady-dziady-poema-dziady-czesc-iii/03/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/dziady-dziady-poema-dziady-czesc-iii/03/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2"&gt;AKT I&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title" id="sub0"&gt;SCENA I&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Korytarz — straż z karabinami stoi opodal — kilku więźniów młodych ze świecami wychodzą z cel swoich — północ&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JAKUB&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy można? — obaczym się? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ADOLF&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Straż gorzałkę pije: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kapral nasz. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JAKUB&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Która biła? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ADOLF&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Północ niedaleko. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JAKUB&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale jak nas runt złowi, kaprala zasieka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ADOLF&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko zgaś świecę; — widzisz — ogień w okna bije. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;gaszą świecę&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Runt dzieciństwo! runt musi do wrót długo pukać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dać hasło i odebrać, musi kluczów szukać: — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem — długi korytarz, — nim nas runt zacapi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozbieżym się, drzwi zamkną, każdy padł i chrapi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Inni więźniowie, wywołani z celi, wychodzą&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŻEGOTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobry wieczór. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KONRAD&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;I ty tu! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. LWOWICZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;I wy tu? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SOBOLEWSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;I ja tu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FREJEND&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wiecie co, Żegoto, idziem do twej celi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Świeży więzień dziś wstąpił do nowicyjatu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ma komin; tam dobry ogień będziem mieli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A przy tym nowość, — dobrze widzieć nowe ściany. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SOBOLEWSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żegoto! a, jak się masz; — i ty tu, kochany! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŻEGOTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;U mnie cela trzy kroki; was taka gromada. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FREJEND&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiecie co, pójdźmy lepiej do celi Konrada. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Najdalsza jest, przytyka do muru kościoła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie słychać stamtąd, choć kto śpiewa albo woła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myślę dziś głośno gadać i chcę śpiewać wiele; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W mieście pomyślą, że to śpiewają w kościele. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jutro jest Narodzenie Boże. — Eh — koledzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mam i kilka butelek. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JAKUB&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Bez kaprala wiedzy? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FREJEND&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kapral poczciwy, i sam z butelek skorzysta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przy tym jest Polak, dawny nasz legijonista, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którego car przerobił gwałtem na Moskala. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kapral dobry katolik, i więźniom pozwala &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przepędzić wieczór świętej Wigiliji razem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JAKUB&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyby się dowiedzieli, nie uszłoby płazem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wchodzą do celi Konrada, nakładają ogień w kominie i zapalają świecę. — Cela Konrada jak w Prologu&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. LWOWICZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I skądże się tu wziąłeś, Żegoto kochany? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŻEGOTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dziś mię porwali z domu, ze stodoły. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. LWOWICZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ty byłeś gospodarz? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŻEGOTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jaki! zawołany. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żebyś ty widział moje merynosy, woły! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja, co pierwej nie znałem, co owies, co słoma, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mam sławę najlepszego w Litwie ekonoma. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JAKUB&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzięto cię niespodzianie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŻEGOTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Od dawna słyszałem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O jakimś w Wilnie śledztwie; dom mój blisko drogi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widać było kibitki latające czwałem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I co noc nas przerażał poczty dźwięk złowrogi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieraz gdyśmy wieczorem do stołu zasiedli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ktoś żartem uderzył w szklankę noża trzonkiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drżały kobiety nasze, staruszkowie bledli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myśląc, że już zajeżdża feldjeger ze dzwonkiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz nie wiedziałem, kogo szukają i za co, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie należałem dotąd do żadnego spisku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sądzę, że rząd to śledztwo wynalazł dla zysku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że się więźniowie nasi porządnie opłacą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I powrócą do domu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;TOMASZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Taką masz nadzieję? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŻEGOTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jużci przecież bez winy w Sybir nas nie wyślą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A jakąż winę naszą znajdą lub wymyślą? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Milczycie, — wytłumaczcież, co się tutaj dzieje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O co nas oskarżono, jaki powód sprawy? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;TOMASZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powód — że Nowosilcow przybył tu z Warszawy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znasz zapewne charakter pana Senatora. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiesz, że już był w niełasce u imperatora, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że zysk dawniejszych łupiestw przepił i roztrwonił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stracił u kupców kredyt i ostatkiem gonił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo pomimo największych starań i zabiegów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie może w Polsce spisku żadnego wyśledzić; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc postanowił świeży kraj, Litwę, nawiedzić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tu przeniósł się z całym głównym sztabem szpiegów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeby zaś mógł bezkarnie po Litwie plądrować &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I na nowo się w łaskę samodzierżcy wkręcić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Musi z towarzystw naszych wielką rzecz wysnuwać &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nowych wiele ofiar carowi poświęcić. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŻEGOTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz my się uniewinnim — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;TOMASZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Bronić się daremnie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I śledztwo, i sąd cały toczy się tajemnie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nikomu nie powiedzą, za co oskarżony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten, co nas skarży, naszej ma słuchać obrony; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On gwałtem chce nas karać — nie unikniem kary. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Został nam jeszcze środek smutny — lecz jedyny: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kilku z nas poświęcimy wrogom na ofiary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ci na siebie muszą przyjąć wszystkich winy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja stałem na waszego towarzystwa czele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mam obowiązek cierpieć za was, przyjaciele; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dodajcie mi wybranych jeszcze kilku braci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z takich, co są sieroty, starsi, nieżonaci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Których zguba niewiele serc w Litwie zakrwawi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A młodszych, potrzebniejszych z rąk wroga wybawi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŻEGOTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc aż do tego przyszło? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JAKUB&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Patrz, jak się zasmucił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wiedział, że dom może na zawsze porzucił. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FREJEND&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nasz Jacek musiał żonę zostawić w połogu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A nie płacze — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FELIKS KOŁAKOWSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ma płakać? owszem — chwała Bogu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli powije syna, przyszłość mu wywieszczę — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daj mi no rękę — jestem trochę chiromanta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wywróżę tobie przyszłość twojego infanta. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;patrząc na rękę&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli będzie poczciwy, pod moskiewskim rządem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spotka się niezawodnie z kibitką i sądem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kto wie, może wszystkich nas znajdzie tu jeszcze — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lubię synów, to nasi przyszli towarzysze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŻEGOTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wy tu długo siedzicie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FREJEND&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Skądże datę wiedzieć? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kalendarza nie mamy, nikt listów nie pisze; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To gorsza, że nie wiemy, póki mamy siedzieć. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SUZIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja mam u okna parę drewnianych firanek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nie wiem nawet, kiedy mrok, a kiedy ranek. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FREJEND&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale pytaj Tomasza, patryjarchę biedy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Największy szczupak, on też pierwszy wpadł do matni; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On nas tu wszystkich przyjął i wyjdzie ostatni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wie o wszystkich, kto przybył, skąd przybył i kiedy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SUZIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To pan Tomasz! ja poznać nie mogłem Tomasza; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daj mi rękę, znałeś mię krótko i niewiele: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtenczas tak była droga wszystkim przyjaźń wasza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otaczali was liczni, bliżsi przyjaciele; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie dojrzałeś mię w tłumie, lecz ja ciebie znałem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiem, coś zrobił, coś cierpiał, żebyś nas ocalił; — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odtąd będę się z twojej znajomości chwalił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I w dzień zgonu przypomnę — z Tomaszem płakałem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FREJEND&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale dla Boga, po co te łzy, płacze, zgroza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz — Tomasz, gdy był wolny, miał na swoim czole &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wypisano wielkimi literami: «koza». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś w więzieniu jak w domu, jak w swoim żywiole. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On był na świecie jako grzyby kryptogamy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więdniał i schnął od słońca; — wsadzony do lochu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy my, słoneczniki, bledniejem, zdychamy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On rozwija się, kwitnie i tyje po trochu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale też wziął pan Tomasz kuracyją modną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sławną teraz na świecie kuracyją głodną. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŻEGOTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Tomasza&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głodem ciebie morzono? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FREJEND&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dodawano strawy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale gdybyś ją widział, — widok to ciekawy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dość było taką strawą w pokoju zakadzić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ażeby myszy wytruć i świerszcze wygładzić. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŻEGOTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I jakże ty jeść mogłeś! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;TOMASZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tydzień nic nie jadłem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem jeść próbowałem, potem z sił opadłem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem jak po truciźnie czułem bole, kłucia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem kilka tygodni leżałem bez czucia. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wiem, ile i jakiem choroby przebywał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo nie było doktora, co by je nazywał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wreszcie jam wstał jadł znowu i do sił przychodził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zdaje mi się, żem się do tej strawy zrodził. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FREJEND&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;z wymuszoną wesołością&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wierzcie mi, tam za kozą same urojenia; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto tu był, sekret kuchni i mieszkań przeniknął: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeść, mieszkać, źle czy dobrze — skutek przywyknienia. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pytał raz Litwin, nie wiem, diabła czy Pińczuka: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Dlaczego siedzisz w błocie?» — «Siedzę, bom przywyknął». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JAKUB&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ależ przywyknąć, bracie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FREJEND&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Na tym cała sztuka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JAKUB&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja tu siedzę podobno od ośmiu miesięcy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A tak tęsknię jak pierwej, nie mniej — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FREJEND&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;I nie więcéj? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan Tomasz tak przywyknął, że mu powiew zdrowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaraz piersi obciąża, robi zawrót głowy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On odwyknął oddychać, nie wychodzi z celi — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli go stąd wypędzą, koza się opłaci: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo on potem ni grosza na wino nie straci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko łyknie powietrza i wnet się podchmieli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;TOMASZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wolałbym być pod ziemią, w głodzie i chorobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znosić kije i gorsze niźli kije — śledztwo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niż tu, w lepszym więzieniu, mieć was za sąsiedztwo. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łotry! wszystkich nas w jednym chcą zakopać grobie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FREJEND&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak to? więc płaczesz po nas — masz kogo żałować. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy nie mnie? pytam, jaka korzyść z mego życia? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze w wojnie — mam jakiś talencik do bicia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I mógłbym kilku dońcom grzbiety naszpikować. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale w pokoju — cóż stąd, że lat sto przeżyję &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I będę klął Moskalów, i umrę — i zgniję. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na wolności wiek cały byłbym mizerakiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak proch, albo jak wino miernego gatunku; — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś, gdy wino zatknięto, proch przybito kłakiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W kozie mam całą wartość butli i ładunku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wytchnąłbym się jak wino z otwartej konewki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spaliłbym jak proch lekko z otwartej panewki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz jeśli mię w łańcuchach stąd na Sybir wyślą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obaczą mię Litwini bracia i pomyślą: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszakci to krew szlachecka, to młódź nasza ginie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poczekaj, zbójco caru, czekaj, Moskwicinie! — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Taki jak ja, Tomaszu, dałby się powiesić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żebyś ty jednę chwilę żył na świecie dłużéj: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Taki jak ja — ojczyźnie tylko śmiercią służy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Umarłbym dziesięć razy, byle cię raz wskrzesić, — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciebie, lub ponurego poetę Konrada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który nam o przyszłości, jak Cygan, powiada. — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Konrada&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wierzę, bo Tomasz mówił, żeś ty śpiewak wielki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kocham cię, boś podobny także do butelki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozlewasz pieśń, uczuciem, zapałem oddychasz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pijem, czujem, a ciebie ubywa — usychasz. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;bierze za rękę &lt;em class="person"&gt;Konrada&lt;/em&gt; i łzy sobie ociera&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Tomasza&lt;/em&gt; i &lt;em class="person"&gt;Konrada&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wy wiecie, że was kocham, ale można kochać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie płakać. Otóż, bracia, osuszcie łzy wasze; — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo jak się raz rozczulę i jak zacznę szlochać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I herbaty nie zrobię, i ogień zagaszę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;robi herbatę&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Chwila milczenia&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. LWOWICZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawda, źle przyjmujemy nowego przybysza; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;pokazując &lt;em class="person"&gt;Żegotę&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W Litwie zły to znak płakać we dniu inkrutowin — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy nie dosyć w dzień milczym! — he? — jak długa cisza. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JAKUB&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy nie ma nowin z miasta? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WSZYSCY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nowin? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. LWOWICZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Żadnych nowin? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ADOLF&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jan dziś chodził na śledztwo, był godzinę w mieście, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale milczy i smutny; — i jak widać z miny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie ma ochoty gadać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KILKU Z WIĘŹNIÓW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;No, Janie! Nowiny? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JAN SOBOLEWSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;ponuro&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niedobre — dziś — na Sybir — kibitek dwadzieście &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wywieźli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŻEGOTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Kogo? — naszych? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Studentów ze Żmudzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WSZYSCY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na Sybir? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;I paradnie! — było mnóstwo ludzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KILKU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wywieźli! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Sam widziałem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JACEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Widziałeś! — i mego &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brata wywieźli? — wszystkich? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wszystkich, — do jednego &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sam widziałem. — Wracając, prosiłem kaprala &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zatrzymać się; pozwolił chwilkę. Stałem z dala, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skryłem się za słupami kościoła. W kościele &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Właśnie msza była; — ludu zebrało się wiele. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nagle lud cały runął przeze drzwi nawałem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z kościoła ku więzieniu. Stałem pod przysionkiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I kościół tak był pusty, że w głębi widziałem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Księdza z kielichem w ręku i chłopca ze dzwonkiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lud otoczył więzienie nieruchomym wałem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od bram więzienia na plac, jak w wielkie obrzędy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wojsko z bronią, z bębnami stało we dwa rzędy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W pośrodku nich kibitki. — Patrzę, z placu sadzi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Policmejster na koniu; — z miny zgadłbyś łatwo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że wielki człowiek, wielki tryumf poprowadzi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tryumf Cara północy, zwycięzcy — nad dziatwą. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wkrótce znak dano bębnem i ratusz otwarty — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widziałem ich: — za każdym z bagnetem szły warty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Małe chłopcy, znędzniałe, wszyscy jak rekruci &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z golonymi głowami; — na nogach okuci. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biedne chłopcy — najmłodszy, dziesięć lat, niebożę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skarżył się, że łańcucha podźwignąć nie może; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pokazywał nogę skrwawioną i nagą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Policmejster przejeżdża, pyta, czego żądał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Policmejster człek ludzki, sam łańcuch oglądał: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Dziesięć funtów, zgadza się z przepisaną wagą». — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wywiedli Janczewskiego; — poznałem, oszpetniał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sczerniał, schudł, ale jakoś dziwnie wyszlachetniał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten przed rokiem swawolny, ładny chłopczyk mały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś poglądał z kibitki, jak z odludnej skały &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ów Cesarz! — okiem dumnym, suchym i pogodnym; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To zdawał się pocieszać spólników niewoli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To lud żegnał uśmiechem, gorzkim, lecz łagodnym, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gdyby im chciał mówić: nie bardzo mię boli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem zdało mi się, że mnie napotkał oczyma, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nie widząc, że kapral za suknią mię trzyma, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myślił, żem uwolniony; — dłoń swą ucałował, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I skinął ku mnie, jakby żegnał i winszował; — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wszystkich oczy nagle zwróciły się ku mnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kapral ciągnął gwałtem, ażebym się schował; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie chciałem, tylkom stanął bliżej przy kolumnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uważałem na więźnia postawę i ruchy: — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On postrzegł, że lud płacze patrząc na łańcuchy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wstrząsł nogą łańcuch, na znak, że mu niezbyt ciężył. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wtem zacięto konia, — kibitka runęła — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On zdjął z głowy kapelusz, wstał i głos natężył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I trzykroć krzyknął: «Jeszcze Polska nie zginęła». — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wpadli w tłum; — ale długo ta ręka ku niebu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kapelusz czarny jako chorągiew pogrzebu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głowa, z której włos przemoc odarła bezwstydna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głowa niezawstydzona, dumna, z dala widna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co wszystkim swą niewinność i hańbę obwieszcza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wystaje z czarnego tylu głów natłoku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak z morza łeb delfina, nawałnicy wieszcza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta ręka i ta głowa zostały mi w oku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zostaną w mej myśli, — i w drodze żywota &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak kompas pokażą mi, powiodą, gdzie cnota: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zapomnij o mnie. — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. LWOWICZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Amen za was. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KAŻDY Z WIĘŹNIÓW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;I za siebie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JAN SOBOLEWSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tymczasem zajeżdżały inne rzędem długim &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kibitki; — ich wsadzano jednego po drugim. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzuciłem wzrok po ludu ściśnionego kupie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po wojsku, — wszystkie twarze pobladły jak trupie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A w takim tłumie taka była cichość głucha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żem słyszał każdy krok ich, każdy dźwięk łańcucha. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziwna rzecz! wszyscy czuli, jak nieludzka kara: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lud, wojsko czuje, — milczy, — tak boją się cara. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wywiedli ostatniego; — zdało się, że wzbraniał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz on biedny iść nie mógł, co chwila się słaniał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z wolna schodził ze schodów i ledwie na drugi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczebel stąpił, stoczył się i upadł jak długi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To Wasilewski, siedział tu w naszym sąsiedztwie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dano mu tyle kijów onegdaj na śledztwie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że mu odtąd krwi kropli w twarzy nie zostało. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żołnierz przyszedł i podjął z ziemi jego ciało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niósł w kibitkę na ręku, ale ręką drugą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tajemnie łzy ocierał; — niósł powoli, długo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wasilewski nie zemdlał, nie zwisnął, nie ciężał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale jak padł na ziemię prosto, tak otężał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niesiony, jak słup sterczał i jak z krzyża zdjęte &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ręce miał nad barkami żołnierza rozpięte; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oczy straszne, zbielałe, szeroko rozwarte; — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I lud oczy i usta otworzył; — i razem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedno westchnienie z piersi tysiąca wydarte, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głębokie i podziemne jęknęło dokoła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gdyby jękły wszystkie groby spod kościoła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Komenda je zgłuszyła bębnem i rozkazem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Do broni — marsz!» — ruszono, a środkiem ulicy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Puściła się kibitka lotem błyskawicy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedna pusta; — był więzień, ale niewidomy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rękę tylko do ludu wyciągnął spod słomy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siną, rozwartą, trupią; trząsł nią, jakby żegnał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kibitka w tłum wjechała; — nim bicz tłumy przegnał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stanęli przed kościołem; i właśnie w tej chwili &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszałem dzwonek, kiedy trupa przewozili. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spojrzałem w kościół pusty i rękę kapłańską &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widziałem, podnoszącą ciało i krew Pańską, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rzekłem: Panie! Ty, co sądami Piłata &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przelałeś krew niewinną dla zbawienia świata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjm tę spod sądów cara ofiarę dziecinną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie tak świętą ni wielką, lecz równie niewinną. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Długie milczenie&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JÓZEF&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czytałem ja o wojnach; — w dawnych, dzikich czasach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piszą, że tak okropne wojny prowadzono, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że nieprzyjaciel drzewom nie przepuszczał w lasach &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I że z drzewami na pniu zasiewy palono. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale car mędrszy, srożej, głębiej Polskę krwawi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On nawet ziarna zboża zabiera i dławi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sam szatan mu metodę zniszczenia tłumaczy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOŁAKOWSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I uczniowi najlepszą nagrodę wyznaczy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Chwila milczenia&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. LWOWICZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bracia, kto wie, ów więzień może jeszcze żyje; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan Bóg to sam wie tylko i kiedyś odkryje. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja, jak ksiądz, pomodlę się, i wam radzę szczerze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmówić za męczennika spoczynek pacierze. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto wie, jaka nas wszystkich czeka jutro dola. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ADOLF&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmówże i po Ksawerym pacierz, jeśli wola; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiesz, że on, nim go wzięli, w łeb sobie wystrzelił. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FREJEND&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łebski! — To z nami uczty wesołe on dzielił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak przyszło dzielić biedę, on w nogi ze świata. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. LWOWICZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieźle by i za tego pomodlić się brata. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JANKOWSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiesz, księże: dalibógże, drwię ja z twojej wiary: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż stąd, choćbym był gorszym niż Turki, Tatary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choćbym został złodziejem, szpiegiem, rozbójnikiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Austryjakiem, Prusakiem, carskim urzędnikiem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze tak prędko bożej nie lękam się kary; — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wasilewski zabity, my tu — a są cary. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FREJEND&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Toż chciałem mówić, dobrze, żeś ty za mnie zgrzeszył; — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale pozwól odetchnąć, bom całkiem osłupiał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słuchając tych powieści — człek spłakał się, zgłupiał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ej, Feliksie, żebyś ty nas trochę pocieszył! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty, jeśli zechcesz, w piekle diabła byś rozśmieszył. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KILKU WIĘŹNIÓW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgoda, zgoda, Feliksie, musisz gadać, śpiewać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Feliks ma głos, hej, Frejend, hej, wina nalewać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŻEGOTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stójcie na chwilę — ja też szlachcic sejmikowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć ostatni przybyłem, nie chcę cicho siedzieć; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Józef nam coś o ziarnkach mówił, — na te mowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gospodarz winien z miejsca swego odpowiedzieć. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lubo car wszystkie ziarna naszego ogrodu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chce zabrać i zakopać w ziemię w swoim carstwie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będzie drożyzna, ale nie bójcie się głodu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan Antoni już pisał o tym gospodarstwie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JEDEN Z WIĘŹNIÓW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaki Antoni? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŻEGOTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Znacie bajkę Goreckiego? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A raczej prawdę? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KILKU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jaką? Powiedz nam, kolego. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŻEGOTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy Bóg wygnał grzesznika z rajskiego ogrodu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie chciał przecie, ażeby człowiek umarł z głodu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rozkazał aniołom zboże przysposobić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rozsypać ziarnami po drodze człowieka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyszedł Adam, znalazł je, obejrzał z daleka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I odszedł; bo nie wiedział, co ze zbożem robić. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż w nocy przyszedł diabeł mądry i tak rzecze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Niedaremnie tu Pan Bóg rozsypał garść żyta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Musi tu być w tych ziarnach jakaś moc ukryta; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Schowajmy je, nim człowiek ich wartość dociecze». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zrobił rogiem rów w ziemi i nasypał żytem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Naplwał i ziemią nakrył, i przybił kopytem; — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dumny i rad, że boże zamiary przeniknął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Całym gardłem rozśmiał się i ryknął, i zniknął. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż tu wiosną, na wielkie diabła zadziwienie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyrasta trawa, kwiecie, kłosy i nasienie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O wy! co tylko na świat idziecie z północą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chytrość rozumem, a złość nazywacie mocą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto z was wiarę i wolność znajdzie i zagrzebie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myśli Boga oszukać — oszuka sam siebie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JAKUB&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brawo, Antoni! pewnie Warszawę nawiedzi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I za tę bajkę znowu z rok w kozie posiedzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FREJEND&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobre to — lecz ja znowu do Feliksa wracam. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wasze bajki — i co mi to za poezyje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie muszę głowę trudnić, niźli sens namacam; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nasz Feliks z piosenkami niech żyje i pije! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;nalewa mu wino&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JANKOWSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Lwowicz co? — on pacierz po umarłych mówi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Posłuchajcie, zaśpiewam piosnkę Lwowiczowi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;śpiewa&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Mówcie, jeśli wola czyja, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Jezus Maryja. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Nim uwierzę że nam sprzyja &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Jezus Maryja: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Niech wprzód łotrów powybija &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Jezus Maryja. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Tam car jak dzika bestyja, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Jezus Maryja! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Tu Nowosilcow jak żmija, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Jezus Maryja! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Póki cała carska szyja, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Jezus Maryja, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Póki Nowosilcow pija, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Jezus Maryja, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Nie uwierzę, że nam sprzyja &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Jezus Maryja. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KONRAD&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słuchaj, ty! — tych mnie imion przy kielichach wara. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dawno nie wiem, gdzie moja podziała się wiara, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie mieszam się do wszystkich świętych z litaniji, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz nie dozwolę bluźnić imienia Maryi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KAPRAL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;podchodząc do &lt;em class="person"&gt;Konrada&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrze, że Panu jedno to zostało imię — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć szuler zgrany wszystko wyrzuci z kalety, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie zgrał się, póki jedną ma sztukę monety. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znajdzie ją w dzień szczęśliwy, więc z kalety wyjmie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc da w handel na procent, Bóg pobłogosławi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I większy skarb przed śmiercią, niźli miał, zostawi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To imię, Panie, nie żart — więc mnie się zdarzyło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W Hiszpaniji, lat temu — o, to dawno było, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim car mię tym oszpecił mundurem szelmowskim — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc byłem w legijonach, naprzód pod Dąbrowskim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A potem wszedłem w sławny pułk Sobolewskiego. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SOBOLEWSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To mój brat! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KAPRAL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;O mój Boże! pokój duszy jego! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Walny żołnierz — tak — zginął od pięciu kul razem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nawet podobny Panu. — Otóż — więc z rozkazem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brata Pana jechałem w miasteczko Lamego — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak dziś pamiętam — więc tam byli Francuziska: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten gra w kości, ten w karty, ten dziewczęta ściska — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nuż beczeć; — Każdy Francuz, jak podpije, beczy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak zaczną tedy śpiewać wszyscy nic do rzeczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siwobrode wąsale takie pieśni tłuste! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż był wstyd mnie młodemu. — Z rozpusty w rozpustę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dalej bredzić na świętych; — otóż z większych w większe &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grzechy laząc, nuż bluźnić na Pannę Najświętszę — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A trzeba wiedzieć, że mam patent sodalisa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z powinności bronię Maryi imienia — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc ja im perswadować: — Stulcie pysk, do bisa! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc umilkli, nie chcąc mieć ze mną do czynienia. — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Konrad&lt;/em&gt; zamyśla się, inni zaczynają, rozmowę&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale no Pan posłuchaj, co się stąd wyświęci. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po zwadzie poszliśmy spać, wszyscy dobrze cięci — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż w nocy trąbią na koń — zaczną obóz trwożyć — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Francuzi nuż do czapek, i nie mogą włożyć: — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo nie było na co wdziać, — bo każdego główka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Była ślicznie odcięta nożem jak makówka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szelma gospodarz porznął jak kury w folwarku; — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzę, więc moja głowa została na karku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W czapce kartka łacińska, pismo nie wiem czyje: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«&lt;em class="foreign-word"&gt;Vivat Polonus, unus defonsor Mariae&lt;/em&gt;». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otóż widzisz Pan, że ja tym imieniem żyję. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JEDEN Z WIĘŹNIÓW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Feliksie, musisz śpiewać; nalać mu herbaty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy wina. — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FELIKS&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jednogłośnie decydują braty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że muszę być wesoły. Chociaż serce pęka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Feliks będzie wesoły i będzie piosenka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;śpiewa&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Nie dbam, jaka spadnie kara, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Mina, Sybir czy kajdany. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Zawsze ja wierny poddany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Pracować będę dla cara; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;W minach kruszec kując młotem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Pomyślę: ta mina szara &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;To żelazo, — z niego potem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Zrobi ktoś topór na cara. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Gdy będę na zaludnieniu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Pojmę córeczkę Tatara; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Może w moim pokoleniu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Zrodzi się Paleń dla cara. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Gdy w kolonijach osiędę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Ogród zorzę, grzędy skopię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;A na nich co rok siać będę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Same lny, same konopie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Z konopi ktoś zrobi nici — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Srebrem obwita nić szara &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Może się kiedyś poszczyci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Że będzie szarfą dla cara. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHÓR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;śpiewa&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Zrodzi się Paleń dla cara &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;ra — ra — ra — ra — ra — ra — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SUZIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz cóż to Konrad cicho zasępiony siedzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakby obliczał swoje grzechy do spowiedzi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Feliksie, on nie słyszał zgoła twoich pieni; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Konradzie! — patrzcie — zbladnął, znowu się czerwieni. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy on słaby? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FELIKS&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Stój, cicho — zgadłem, że tak będzie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O, my znamy Konrada, co to znaczy, wiemy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Północ jego godzina. — Teraz Feliks niemy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz, bracia, piosenkę lepszą posłyszemy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale muzyki trzeba; — ty masz flet, Frejendzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Graj dawną jego nutę, a my cicho stójmy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I kiedy trzeba, głosy do chóru nastrójmy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JÓZEF&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;patrząc na &lt;em class="person"&gt;Konrada&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bracia! duch jego uszedł i błądzi daleko: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze nie wrócił — może przyszłość w gwiazdach czyta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może się tam z duchami znajomymi wita, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I one mu powiedzą, czego z gwiazd docieką. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak dziwne oczy — błyszczy ogień pod powieką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A oko nic nie mówi i o nic nie pyta; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Duszy teraz w nich nie ma; błyszczą jak ogniska &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zostawione od wojska, które w nocy cieniu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na daleką wyprawę ruszyło w milczeniu — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim zgasną, wojsko wróci na swe stanowiska. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Frejend&lt;/em&gt; próbuje różnych nut&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KONRAD&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;śpiewa&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Pieśń ma była już w grobie, już chłodna, — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Krew poczuła — spod ziemi wygląda — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;I jak upiór powstaje krwi głodna: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;I krwi żąda, krwi żąda, krwi żąda. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Tak! zemsta, zemsta, zemsta na wroga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Z Bogiem i choćby mimo Boga! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Chór powtarza&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;I Pieśń mówi: ja pójdę wieczorem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Naprzód braci rodaków gryźć muszę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Komu tylko zapuszczę kły w duszę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Ten jak ja musi zostać upiorem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Tak! zemsta, zemsta, etc. etc. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Potem pójdziem, krew wroga wypijem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Ciało jego rozrąbiem toporem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ręce, nogi goździami przybijem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;By nie powstał i nie był upiorem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Z duszą jego do piekła iść musim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Wszyscy razem na duszy usiędziem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Póki z niej nieśmiertelność wydusim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Póki ona czuć będzie, gryźć będziem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Tak! zemsta, zemsta, etc. etc. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. LWOWICZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Konradzie, stój, dla Boga, to jest pieśń pogańska. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KAPRAL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak on okropnie patrzy, — to jest pieśń szatańska. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;przestają śpiewać&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KONRAD&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;z towarzyszeniem fletu&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wznoszę się! lecę! tam, na szczyt opoki — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Już nad plemieniem człowieczem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Między proroki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stąd ja przyszłości brudne obłoki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozcinam moją źrenicą jak mieczem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rękami jak wichrami mgły jej rozdzieram — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już widno — jasno — z góry na ludy spozieram — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam księga sybilińska przyszłych losów świata — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Tam, na dole! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz, patrz, przyszłe wypadki i następne lata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jak drobne ptaki, gdy orła postrzegą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Mnie, orła na niebie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Patrz, jak do ziemi przypadają, biegą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Jak się stado w piasek grzebie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Za nimi, hej, za nimi oczy me sokole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Oczy błyskawice, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za nimi szpony moje! — dostrzegę je, schwycę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż to? jaki ptak powstał i roztacza pióra, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Zasłania wszystkich, okiem mię wyzywa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skrzydła ma czarne jak burzliwa chmura, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A szerokie i długie na kształt tęczy łuku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;I niebo całe zakrywa — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To kruk olbrzymi — ktoś ty? — ktoś ty, kruku? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ktoś ty? — jam orzeł! — patrzy kruk — myśl moję plącze! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ktoś ty? — jam gromowłady! — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spojrzał na mnie — w oczy mię jak dymem uderzył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Myśli moje miesza — plącze — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KILKU WIĘŹNIÓW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co on mówi! — co — co to — patrz, patrz, jaki blady! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;porywają &lt;em class="person"&gt;Konrada&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uspokój się... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KONRAD&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Stój! stójcie! — jam się z krukiem zmierzył — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stójcie — myśli rozplączę — &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Pieśń skończę — skończę — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;słania się&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. LWOWICZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dosyć tych pieśni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;INNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dosyć. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KAPRAL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dosyć — Pan Bóg z nami — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzwonek! — słyszycie dzwonek? — runt, runt pod bramami! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gaście ogień — do siebie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JEDEN Z WIĘŹNIÓW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;patrząc w okno&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Bramę odemknęli — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Konrad osłabł — zostawcie — sam, sam jeden w celi! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Uciekają wszyscy&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/dziady-dziady-poema-dziady-czesc-iii/"&gt;Adam Mickiewicz, „Dziady, część III”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Świtezianka</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/ballady-i-romanse/03/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/ballady-i-romanse/03/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Świtezianka&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Jakiż to chłopiec piękny i młody? &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaka to obok dziewica? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brzegami sinej Świtezi wody &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idą przy świetle księżyca. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Ona mu z kosza daje maliny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A on jej kwiatki do wianka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pewnie kochankiem jest tej dziewczyny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pewnie to jego kochanka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Każdą noc prawie, o jednej porze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod tym się widzą modrzewiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Młody jest strzelcem w tutejszym borze; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto jest dziewczyna? ja nie wiem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Skąd przyszła? darmo śledzić kto pragnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie uszła? nikt jej nie zbada. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak mokry jaskier wschodzi na bagnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak ognik nocny przepada. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;— „Powiedz mi piękna, luba dziewczyno, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na co nam te tajemnice — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaką przybiegłaś do mnie drożyną? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie dom twój, gdzie są rodzice? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Minęło lato, zżółkniały liścia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dżdżysta nadchodzi pora: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawsze mam czekać twojego przyścia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na dzikich brzegach jeziora? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Zawszeż po kniejach jak sarna płocha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak upiór błądzisz w noc ciemną? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zostań się lepiej z tym, kto cię kocha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zostań się, o luba, ze mną! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Chateczka moja stąd niedaleka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pośrodku gęstej leszczyny; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest tam dostatkiem owoców, mleka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest tam dostatkiem źwierzyny”. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;— „Stój, stój, odpowie, hardy młokosie, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pomnę, co ojciec rzekł stary; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słowicze wdzięki w mężczyzny głosie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A w sercu lisie zamiary. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Więcej się waszej obłudy boję, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niż w zmienne ufam zapały; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Możebym prośby przyjęła twoje: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale czy będziesz mnie stały?” — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Chłopiec przyklęknął, chwycił w dłoń piasku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piekielne wzywał potęgi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Klął się przy świętym księżyca blasku... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz czy dochowa przysięgi? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;„Dochowaj, strzelcze, to moja rada: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo kto przysięgę naruszy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, biada jemu, za życia biada! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I biada jego złej duszy!” — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;To mówiąc, dziewka więcej nie czeka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wieniec włożyła na skronie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pożegnawszy strzelca z daleka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na zwykłe uchodzi błonie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Próżno się za nią strzelec pomyka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rączym wybiegom nie sprostał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znikła jak lekki powiew wietrzyka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A on sam jeden pozostał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Sam został, dziką powraca drogą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ziemia uchyla się grząska. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cisza wokoło, tylko pod nogą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwiędła szeleszcze gałązka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Idzie nad wodą, błędny krok niesie, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błędnemi strzela oczyma: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem wiatr zaszumiał po gęstym lesie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Woda się burzy i wzdyma. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Burzy się, wzdyma, pękają tonie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O niesłychane zjawiska! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ponad srebrzyste Świtezi błonie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziewicza piękność wytryska. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Jej twarz, jak róży bladej zawoje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skropione jutrzenki łezką: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako mgła lekka, tak lekkie stroje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obwiały postać niebieską. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;— „Chłopcze mój piękny, chłopcze mój młody, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zanuci czule dziewica — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po co wokoło Świteziu wody &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błądzisz przy świetle księżyca? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Po co żałujesz dzikiej wietrznicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Która cię zwabia w te knieje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawraca głowę, rzuca w tęsknicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I może jeszcze się śmieje? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Daj się namówić czułym wyrazem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Porzuć wzdychania i żale, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do mnie tu, do mnie, tu będziem razem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po wodnym pląsać krysztale. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Czy zechcesz, niby jaskółka chybka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oblicze tylko wód muskać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy zdrów jak rybka, wesół jak rybka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cały dzień ze mną się pluskać, &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;A na noc w łożu srebrnej topieli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod namiotami źwierciadeł, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na miękkiej wodnych lilijek bieli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śród boskich usnąć widziadeł”. — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Wtem z zasłon błysną piersi łabędzie... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Strzelec w ziemię patrzy skromnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziewica w lekkim zbliża się pędzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I — „do mnie, woła, pójdź do mnie!” &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;I na wiatr lotne rzuciwszy stopy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak tęcza śmiga w krąg wielki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To znowu siekąc wodne zatopy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Srebrnemi pryska kropelki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Podbiega strzelec... i staje w biegu... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I chciałby skoczyć i nie chce; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem modra fala, prysnąwszy z brzegu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z lekka mu w stopy załechce. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;I tak go łechce i tak go znęca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak się w nim serce rozpływa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gdy tajemnie rękę młodzieńca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ściśnie kochanka wstydliwa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Zapomniał strzelec o swej dziewczynie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przysięgą pogardził świętą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na zgubę oślep bieży w głębinie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nową zwabiony ponętą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Bieży i patrzy, patrzy i bieży, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niesie go wodne przestworze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już z dala suchych odbiegł wybrzeży, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na średnim igra jeziorze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;I już dłoń śnieżną w swej ciśnie dłoni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W pięknych licach topi oczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ustami usta różane goni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I skoczne okręgi toczy: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Wtem wietrzyk świsnął, obłoczek pryska, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co ją w łudzącym krył blasku... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poznaje strzelec dziewczynę z bliska... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, to dziewczyna spod lasku! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;— „A gdzie przysięga? gdzie moja rada? &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak kto przysięgę naruszy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, biada jemu, za życia biada! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I biada jego złej duszy! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Nie tobie igrać przez srebrne tonie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub nurkiem pluskać w głąb jasną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Surowa ziemia ciało pochłonie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oczy twe żwirem zagasną. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;A dusza przy tem świadomem drzewie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech lat doczeka tysiąca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiecznie piekielne cierpiąc zarzewie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie ma czem zgasić gorąca”. — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Słyszy to strzelec, błędny krok niesie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błędnemi rzuca oczyma; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wicher szumi po gęstym lesie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Woda się burzy i wzdyma. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Burzy się, wzdyma i wre aż do dna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kręconym nurtem pochwyca. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Roztwiera paszczę otchłań podwodna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ginie z młodzieńcem dziewica. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Woda się dotąd burzy i pieni; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dotąd przy świetle księżyca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Snuje się para znikomych cieni: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest to z młodzieńcem dziewica. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Ona po srebrnym pląsa jeziorze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On pod tym jęczy modrzewiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż jest młodzieniec? Strzelcem był w borze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;A kto dziewczyna? Ja nie wiem. &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/ballady-i-romanse/"&gt;Adam Mickiewicz, „Ballady i romanse”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom I, rozdział trzeci</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/03/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/03/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział trzeci&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Księżna Danuta, Maćko i Zbyszko bywali już poprzednio w Tyńcu, ale w orszaku byli dworzanie, którzy widzieli go po raz pierwszy — i ci, podnosząc oczy, patrzyli ze zdumieniem na wspaniałe opactwo, na zębate mury biegnące wzdłuż skał nad urwiskami, na gmachy stojące to na zboczach góry, to wewnątrz blanków, spiętrzone, wyniosłe i jaśniejące złotem od wschodzącego słońca. Z tych okazałych murów i gmachów, z domów, z budowli przeznaczonych na rozliczne użytki, z ogrodów leżących u stóp góry i ze starannie uprawnych pól, które wzrok z wysoka ogarniał, można było na pierwszy rzut oka poznać bogactwo odwieczne, nieprzebrane, do którego nie przywykli i którym zdumiewać się musieli ludzie z ubogiego Mazowsza. Istniały wprawdzie starożytne a możne opactwa benedyktyńskie i w innych częściach kraju, jak na przykład w Lubuszu nad Odrą, w Płocku, w Wielkopolsce w Mogilnie i w innych miejscach, żadne wszelako nie mogło porównać się z tynieckim, którego posiadłości przewyższały niejedno księstwo udzielne, a dochody mogły budzić zazdrość nawet ówczesnych królów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>4. Dwie brody i człowiek-widmo</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/makuszynski-szatan-z-siodmej-klasy/04/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/makuszynski-szatan-z-siodmej-klasy/04/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;4. &lt;br/&gt;Dwie brody i człowiek-widmo&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Młodszy brat pana profesora Gąsowskiego nosił lekkie i rzadkie imię Iwo; był to mąż postaci wielce niepozornej, toteż trwożne zdumienie ogarniało każdego, do którego z nagła przemówił: z małej figurki lał się ogromny, ciężki bas, niemal czarny, huczący i dudniący jak głos armaty. Brat profesor, używający przyzwoicie cienkiego ludzkiego głosu, brał mu to za złe, uważając za brak smaku wydawanie z siebie nieoczekiwanego ryku, płoszącego trwożliwe konie. Był to „głos ponad stan”. Taką samą oznaką pychy mizernej ludzkiej figurki była czarna zbójecka broda w kształcie łopaty, mająca budzić grozę w każdym, co by śmiał szyderczym spojrzeniem dotknąć jej właściciela. Potężny bas spływał po potężnej brodzie jak wodospad po czarnych bazaltowych skałach. Można było rzec śmiało, że nie broda była dodatkiem do człowieka, lecz człowiek był dodatkiem do brody. Miała ona wszelkie cechy prawdziwości, pomimo zbójeckiej przesady w ogromie, pilne jednakże badania odkryłyby snadnie, że barwa jej, owa czarność kruczo-lśniąca i piekielnie smolista, była produktem chemicznym: broda, za której czarność sam Herodes byłby dostał złoty medal, była farbowana! Pan Iwo Gąsowski był o kilka lat młodszy od brata historyka, który srebrną swoją sędziwość ukazywał całemu światu. Pan Iwo nadrabiał sztuką, czernił swoją mizerną powagę i oblewał ją czarną smołą basowego głosu. Władał majątkiem, będącym wspólną własnością braterską, i z pysznym gestem przywodził go do ruiny. Zajmował się wszystkim, byle nie gospodarstwem. Lepiej uprawiał brodę niż ziemię. Wieczysty dyletant, uczony z nieprawdziwego zdarzenia, zajmował się matematyką i od wielu lat łudził się nadzieją, że zdobędzie wielotysięczną nagrodę jednego z niemieckich uniwersytetów, przeznaczoną dla tego, co usunie jedną ze zgryzot matematycznych. Wielki matematyk francuski z pierwszej połowy siedemnastego wieku, Piotr Fermat, pozostawił po sobie twierdzenie matematyczne z dziedziny teorii liczb, zwane w nauce „wielkim twierdzeniem Fermata”. Czy to przez roztargnienie, czy przez niedbalstwo, nie pozostawił na nie dowodu. Nikomu nie udał się dowód, że to twierdzenie jest fałszywe, &lt;em class="foreign-word"&gt;ergo&lt;/em&gt;: jest prawdziwe. Najtęższe matematyczne głowy szukają przeto dowodu na jego prawdziwość i niektórym udało się to, w drobnej jednakże części. W dalszym ciągu matematycy nie śpią, nie jedzą i wzniosłymi głowami tłuką o ściany, szukając całości dowodu „wielkiego twierdzenia”. Szukała go przeto i czarna zbójecka broda. Piotr Fermat, od dawna gwiazdy na niebiosach liczący, nie wiedział o tym, że pożera rodzinny majątek Gąsowskich. Napełniało to goryczą brata historyka i wiele przysparzało boleści żonie Czarnobrodego.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Akt czwarty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/balladyna/04/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/balladyna/04/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;AKT CZWARTY&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub0"&gt;SCENA I&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Sala w zamku Kirkora. — Uczta. — Przez okna widać błyskawice. &lt;em class="person"&gt;Grabiec&lt;/em&gt; ubrany jak król siedzi na pierwszym miejscu. — &lt;em class="person"&gt;Balladyna&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Kostryn&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Szlachta&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Służba zamkowa&lt;/em&gt;; &lt;em class="person"&gt;Chochlik&lt;/em&gt; i &lt;em class="person"&gt;Skierka&lt;/em&gt; stoją za krzesłem Grabka.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JEDEN ZE SZLACHTY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdrowie jasnego króla! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Chochlika&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Podziękuj, ministrze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHLIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;ze śmiesznym gestem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Król dziękuje. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Mój błaźnie, każ, niech pieczomistrze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przynoszą nowe danie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SKIERKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Już kuchta zamkowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie ma nic na półmisek prócz cielęcej głowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz ta, niedopieczona, na królewskim karku. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widziałem dwa chodzące pawie na folwarku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Upiec je i dać na stół, ja poczekam na nie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Służba! przed jasnym królem, na ostatnie danie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Postawcie złotnikami napełnioną tacę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;biorąc z tacy złotniki, rozdaje &lt;em class="person"&gt;Chochlikowi&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Skierce&lt;/em&gt; — a potem napełnia kieszenię&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ministrze, za rok usług z góry ci zapłacę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A nie drzyj tak poddanych; tobie, miły błaźnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za tysiąc żartów, złotnik: spraw nam śmiechu łaźnię! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sobie także za ciężkie płacę panowanie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A to — to mi schowajcie jutro na śniadanie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Honor to dla mnie, że gość tak dostojny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Raczył nawiedzić mój zamek i stoły. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pijcie, panowie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Kostryna&lt;/em&gt;, który ją za rękę ściska, mówi cicho&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Chłopcze! siedź spokojny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na Boga! patrzą — odgadną — zginiemy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do innych&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pijcie, panowie! Panie Chrząszcz z Jemioły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pij waść. — Dlaczego pan Gryf siedzi niemy? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Proszę wynaleźć wesołą rozmowę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY ZE SZLACHTY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówmy o herbach. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ja mam w herbie króla — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złote trzewiki, koronę i głowę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY ZE SZLACHTY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja mam dwie trzaski. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGI ZE SZLACHTY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A ja mam pół ula. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY ZE SZLACHTY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ty, grafini? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ja?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Pani! wszak byłaś &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Księżniczką możnej Trebizonty. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Proszę!!! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Najświętsza Panno! co ty narobiłaś &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Książąt na ziemi! Miałaś aśćka grosze? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja? — o! wspomnienie! Wuj nielitościwy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wygnał mię z państwa, zagrabił dzielnicę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przez niego bracia moi królewice &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamordowani. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Proszę! co za dziwy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto by uwierzył?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;I mnież odmówicie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiary? — nie proszę o pożałowanie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach ja szczęśliwsza, ja uniosłam życie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz matka moja! — Matkę moją, panie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamurowano w pałacu framudze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biedna starzyzna! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ale ja was nudzę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Opowiadaniem tego, co mię boli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Proszę pić! proszę! Gdzie krajczy? podstoli? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech daje wina... Wy czar dolewajcie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bądźcie weseli... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GŁOS SŁUGI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;za kulisą&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Stój, matko! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GŁOS WDOWY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;za kulisą&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Puszczajcie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie ja się skryję? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;wpada przebijając się przez służbę i staje śród sali — dygając pomięszana&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Kłaniam pięknie, moi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rycerze. — Córko! ha! to się nie godzi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zapomnieć o mnie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co się babie roi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co to za stara kobieta? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wy młodzi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hulacie? dobrze. — Ale też o matce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Warto pomyśleć. — A to mnie jak w klatce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamknięto — stara czeka, czeka, czeka — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani przysłała kawałeczka chleba. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A to głód, córko! A przynajmniej mleka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kropelkę dajcie — wszak tu manna z nieba &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Padać nie będzie dla biednej staruszki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co to się znaczy? to jakaś szalona. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A daj mi, córko, te złote dzbanuszki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Matce się pić chce. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Czemu tu wpuszczona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta stara?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wziąć ją! idź z Bogiem. — Mój królu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To obłąkana. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Balladyny&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A powiedz: matulu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do twojej matki, nie nazywaj: stara — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stara, ta stara — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wziąć ją! wyprowadzić! &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cha! cha! cha! — jaka to chłopska maszkara, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dajcie jej pokój: trzeba ją posadzić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z nami do stołu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;To mi to pan dobry!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzicie! dajcie ławkę, niech usiędę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak, tak, tak trzeba, mój rycerzu chrobry, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czcić starą matkę. — Czy to ja uprzędę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piękniejszą sobie suknię z pajęczyny? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To wina mojej kwoczki Balladyny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że ja w łachmanach, rada czy nierada. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech się nie dziwi żaden z was acanów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że ot &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;pokazując na suknie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;nie złoto, lecz kilka łachmanów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ze starych kości na proszek opada; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Proszę wybaczyć córce mojej... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Piekło! &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak tu wpuszczono tę żebraczkę wściekłą? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiedz, jak weszłaś do złotych pokoi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja ciebie nie znam... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;O! święci anieli! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie znasz?... ty matki nie znasz? matki twojej? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cha! cha! cha! — uszy królewskie weseli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Taki rozhowor... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Powtórz, córko, śmieléj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty matki nie znasz? twojej własnej matki? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy wy ją znacie, panowie? powiedzcie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co to za wiedźma? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Świećcie mi! ach świećcie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niebieskie gwiazdy! — Wy mi bądźcie świadki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli z was który ojcem?... O ty jędzo! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach okropnico córko! to ja ciebie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie znam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Kostryna&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Każ, niech ją za wrota przepędzą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczeka za głośno. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Urodziłam z siebie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trumnę dla siebie — o Boże! mój Boże!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Służalce na znak dany przez &lt;em class="person"&gt;Kostryna&lt;/em&gt; chwytają za ręce.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Puszczajcie! córko! niech pomyśli — córko!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O córko! pomyśl — ale tam na dworze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciemno, deszcz pada, a piorun pod chmurką &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czeka na siwy mój włos, by uderzył. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzaj przez okno — grom nie będzie wierzył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak mię zobaczy samą w taką burzę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że ja nie jestem jaką zabójczynią, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co się po nocy błąka... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Ciągną ją na znak gniewliwy &lt;em class="person"&gt;Balladyny&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiem chmurze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech bije w zamek gromem! Nie targajcie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja pójdę sama. — Świat teraz pustynią &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dla starej matki... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Chleba kawał dajcie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bodaj cię chleb ten zadławił! zadławił! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O! nie targajcie; bo i tak podarta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sukienka moja — wiatr się będzie bawił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z łachmanem starej matki. O! to czarta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Córka; nie moja! nie moja! nie moja! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wychodzi — wyprowadzona przez służbę&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;po długim milczeniu&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czemuście smutni? Wszak pod uczty koniec &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ludzie szczebiocą, co język przyniesie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wy milczycie jak w zamczysku zbója? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Słychać tętent.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co to za tętent? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SŁUGA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Przybył grafa goniec. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech wejdzie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Goniec&lt;/em&gt; wchodzi.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jakie od męża nowiny? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GONIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan graf pozdrawia... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A kiedy z powrotem? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GONIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Burza go w bliskim zaskoczyła lesie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Konie ognistym przerażone grzmotem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grzęzły po bagnach; sosny się jak trzciny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gięły z okropnym hukiem i łoskotem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie można było dotrzeć do zamczyska, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pan graf czeka w pustelnika celi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż się ta burza wygrzmi i wybłyska. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cożeście z panem nowego widzieli? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GONIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan graf pomyślnej dokonał wyprawy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaledwieśmy wjechali w gnezneńskie ulice, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Koło czerwonej bramy spotkaliśmy orszak &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rycerzy uzbrojonych; na ich czele Popiel &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jechał konno. Koń jego dumny piął się nieraz &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zawieszał w powietrzu żelazne kopyta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nad głowami pokornie klęczącego ludu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem Kirkor — któż by myślał? Kirkor samotrzeci &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chwyta dłonią koniowi królewskiemu cugle &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzycząc: «Srogi tyranie! trzema zabójstwami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Doszedłeś aż do tronu: idź w piekło!» To mówiąc &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mieczem rozciął przyłbicę ukoronowaną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I za szaty chwyciwszy podniósł, wstrząsnął trupa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ludowi pokazał. Lud zrazu oniemiał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem w niebo ogromnym uderzył okrzykiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie można było wiedzieć, pochwalał czy ganił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nagle się cały ku nam rzucił szumną falą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chwila — a już nas jako trzy maleńkie mrówki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zalał, strzaskał, zdruzgotał. Kirkor jedną ręką &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzymał trupa, a drugą swój miecz zakrwawiony. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;My zaś, jego rycerze, pełniąc rozkazanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mieczów nie dobywali. Wtem tłok ludu, jako &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bałwan rzucony wiatrem, zniżył się kolanem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przed olbrzymią postawą Kirkora i wołał: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Niech żyje ludu mściciel! Kirkor król niech żyje!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co mówisz? Kirkor królem? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GONIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Racz końca wysłuchać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy lud głosił go panem, Kirkor miecz błękitny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W trupiej ocierał szacie; widać, że głęboko &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dumał, jakimi słowy myśl wyrazić zdoła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec rzekł: «O! Lachy, ja nieznany rycerz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie mogę przesławnemu władać narodowi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Com uczynił, czyniłem nie dla wyniesienia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głowy mojej, czyniłem to dla szczęścia ludu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jam stworzony do ciszy wiejskiej i prostoty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dla mnie za ciężką nawet była godność grafa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zniżyłem ją szczeblem, pojąwszy w małżeństwo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamiast jakiej królewny ubogą chłopiankę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ona zamiast herbowych znaków połączyła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z herby moimi dzbanek pełny malin; ona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niepodobna królowej; ani państwa pany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zechcą chłopianki dzieciom na przyszłość podlegać». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niegodne kłamstwo! kłamstwo! to kłamstwo!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GONIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;I dalej &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kirkor tak rzecz prowadził: «Ogłoście po kraju &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bezkrólewie; a kto się na zamku pokaże &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uwieńczony prawdziwą koroną Popielów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Koroną, w której znany brylant »żmije-oko« &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Między dwoma rubiny na trzech perłach leży, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tego królem obierzcie». Lud zgodnym okrzykiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyzwolił na tę mowę i osierocony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czeka, aż się ukaże król, dziedzic korony. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;na którego wszyscy patrzą&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czemu ci ludzie patrzą na mnie jak gawrony? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZLACHTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Klękajmy wszyscy przed tym ukoronowanym, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On królem... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co? ja królem? gdybym nie był pjanym, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Upiłbym się z radości. Los głupi jak rura! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyskoczyłbym ze skóry, gdyby moja skóra &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie była teraz skórą królewską. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZLACHTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Żyj długo... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sto lat! Sto lat żyć będę; wziąłem skórę drugą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak wąż — jak wąż, panowie, mam oko z brylanta. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Puściłbym się po sali z grafinią kuranta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyby nie godność, prawda? która siedzieć każe. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak się w mój tron złocisty królowaniem wrażę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że nie oderwą ludzie od tronu człowieka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Proszę! co za dziw! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Kostryna&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Słyszysz, jak burza się wścieka? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzwonią deszczowe rynny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W tej okropnej burzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszę głosy płaczące... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;To krzyk nocnych stróży. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie, to są jakieś głosy inne, jęk ze świata &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Umarłych. — Lej mi wina. Wszystko tak się splata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że chyba się powiesić. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Teraz po obiedzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeba wymyślić wesołą zabawę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każcie tu wpuścić kuchenne niedźwiedzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co kręcą rożnem; niech tańczą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JEDEN ZE SŁUG&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Kulawe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan graf podstrzelił je... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Chochlika&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Więc ty, ministrze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Weź moje berło wierzbowe i na nim &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Graj jak na dudzie — a zatykaj bystrze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziurki palcami, jeśli pomysł nowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dążący prosto ku uszczęśliwieniu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyszłych poddanych, wypsnie ci się z głowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przez głupie wrota. Słuchajcie w milczeniu... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Graj! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHLIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co grać, panie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Kładź palce na dziury, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Te berło z mojej wykręcone skóry &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wie, co ja lubię. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SKIERKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Graj! ja do wtoru &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawołam echa ciemnego boru, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co rzecz widziały. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Chochlik&lt;/em&gt; gra na flecie smutną pieśń wiejską, a zmieszane głosy w powietrzu poczynają śpiewać.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŚPIEW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Obie kocha pan; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Obie wzięły dzban: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Która więcej malin zbierze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Tę za żonę pan wybierze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Cha!... cha!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Pieśń niknie jak echo.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co to się znaczy? kto śpiewał i taką &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pieśń skończył śmiechem? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cyt... to przywidzenie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ktoś śpiewał... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Chochlika&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Proszę, graj — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Kostryna&lt;/em&gt; na stronie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A ty, Kostrynie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz w twarze ludzi, a jeśli dostrzeżesz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z których ust wyjdzie pieśń, powiedz; obmyślę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co z tym człowiekiem stanie się... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Chochlika&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dudarzu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zagraj mi jeszcze wieśniaczą balladę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I obudź echa wiszące nade mną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W kopule sali. — Objaśnić pochodnie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Chochlik&lt;/em&gt; gra.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŚPIEW DUCHÓW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Tobie szatan stróż &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Włożył w rękę nóż; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Siostra twoja rwie maliny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;A ty? a ty? Nóż twój siny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Poczerwieniał krwią... O! &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Pieśń kończy się echowymi jękami.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przestań, grafini mdleje. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie... ja żywa... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śpiewajcie... jeszcze. — Objaśnić pochodnie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Chochlik&lt;/em&gt; gra.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŚPIEW DUCHÓW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Na twej czarnej brwi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Niby kropla krwi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Kto wie, z jakiej to przyczyny? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Od maliny? lub kaliny? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Może... cha!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Pieśń kończy się echem.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;daje znak ręką&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dalej... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JEDEN Z PANÓW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co znaczy takie obłąkanie &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W oczach grafini? Czy prosta piosenka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którą wieśniacy przy grabionym sianie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nucą na fletniach, tak ją biedną nęka?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dalej!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JEDEN Z PANÓW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Obudźcie tę kobietę bladą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ona zasnęła i śpi z otwartymi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oczyma... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do nieruchomej &lt;em class="person"&gt;Balladyny&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Pani!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JEDEN Z PANÓW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Rozkaż, niech ją kładą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W gorące łoże, skościała jak drewno... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Grom bije głośny... &lt;em class="person"&gt;Balladyna&lt;/em&gt; budzi się.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co ze mną było?... Jak ja okropnymi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sny przerażona. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Kostryna&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Słuchaj ty... ja pewno &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gadałam we śnie. Czy we śnie gadałam? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Bogu dzięki. Ale gdy ja spałam, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyście musieli rozpowiadać głośno &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O czym okropnym? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do gości&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Proszę, pijcie! — widzę, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że lepiej zrobię usiadłszy za krosno &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niż przy pucharach. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;budząc się&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Przepraszam, panowie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BIESIADNICY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za co? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Przepraszam i bardzo się wstydzę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że byłem zasnął. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;pije&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zamku pana zdrowie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BIESIADNICY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdrowie Kirkora! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Podściwy! podściwy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamiast panować woli jeść maliny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każcie, niech jaki leśnik lub myśliwy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pójdzie do boru i malin przyniesie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Straszne zachcenie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRABIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;W podzamkowym lesie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Muszą być słodkie maliny i duże, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I smakowite, skoro Kirkor woli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzban takich malin niż meszty papuże &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I płaszcz królewski. — Każ, niech nam podstoli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Malin dzban poda na pokosztowanie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odwagi!... nic się gorszego nie stanie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszałam echa grobowych rozwalin, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ujrzę, czy więcej prócz słów co wyrzucą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzruszone groby. — Malin! dajcie malin! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Pokazuje się cień biały &lt;em class="person"&gt;Aliny&lt;/em&gt; z dzbankiem malin na głowie.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czułam cię dawno w powietrzu — a teraz &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzę. — Jak błyszczą oczy twoje — biała! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja się nie lękam — widzisz — ale ty się &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie zbliżaj do mnie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY ZE SZLACHTY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;O czym ona gada? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mów ze mną przez stół. — Niech mi jaki człowiek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Da rękę — ja się boję — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY ZE SZLACHTY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Czy słyszycie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak ząb jej dzwoni o ząb z przerażenia? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idź... potępiona — odnieś, skąd przyniosłaś &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten dzbanek pełny czegoś, co się rusza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak to, co w grobie. — Czy powieszonego &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na zamku wieży przed latami trupa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cień padł do sali i stoi na nogach &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie oddychając... — O! precz... widmo białe &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zarżniętej — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Cień znika.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY ZE SZLACHTY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jaka woń malin! czujecie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGI ZE SZLACHTY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powietrze pełne malin... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;padając&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;O! umieram! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wody!... hej wody! Ja szaty rozdzieram, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lejcie tu na pierś — niech służebne wnidą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wchodzą kobiety.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wynieście panią... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wynoszą &lt;em class="person"&gt;Balladynę&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Raczcie wstać od stołu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pochodnie gasną. Napełnia ohydą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten stół splamiony, resztki chleba, wołu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy chcecie rzucać ogryzione koście &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzajem na siebie, jak czynią Duńczycy?... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Proszę do komnat. — Wy stoły wynoście; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wy z pochodniami poprzedzajcie króla, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie dlań usłano w pobocznej wieżycy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łoże puchowe. — Jutro się rozhula &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamek i będzie wesoły jak wczora. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz na dziś dosyć... Panowie, spać pora. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Proszę porzucać puchary i ławy —  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak ciężko Lachy odpędzić od strawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I od napoju; wiszą by pijawki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na uszach dzbanka, przy muzyce czkawki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Podczas tej mowy wynoszą stoły. &lt;em class="person"&gt;Grabiec&lt;/em&gt; wyprowadzony przez służbę z pochodniami, za nim wszyscy biesiadnicy i &lt;em class="person"&gt;Kostryn&lt;/em&gt; wychodzi ostatni.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SCENA II&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Las przed celą pustelnika. Burza trwa.&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Pustelnik&lt;/em&gt; i &lt;em class="person"&gt;Kirkor&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KIRKOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chroń się, starcze, do celi, burza tobie z głowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Okradnie siwe włosy. Ludzie i zdarzenia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kradną... złodziej płaszcz zedrze, a nędza koszulę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeba wszystkiemu zbrojną ręką się opierać... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz smucisz się za wcześnie — bo ja ci przysięgam, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że zginę lub skradzioną koronę odzyskam. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oto choć bliski domu, mógłbym za godzinę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z ust żony pocałunków tysiąc wziąć na drogę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I napić się jak ptaszek w różanym kielichu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziobiąc rosy perełki: wolę tej rozkoszy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaniechać, a do Gnezna zaleciawszy nocą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lud zebrać — i obwieścić wszystkiemu gminowi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakoś ty, dziedzic prawy, bezecną kradzieżą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobra twego postradał. Potem zaś trębaczom &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każę głosić po kraju i mieście, że kto się &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O tron Lachów zgłaszając pojawi na zamek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uwieńczony prawdziwą koroną Popielów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Temu ja fałsz zarzucam; takiemu na czole &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mieczem wypiszę słowo zasłużone: &lt;em class="author-emphasis"&gt;złodziej&lt;/em&gt;... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Módl się więc za mnie, starcze, aby mi Bóg żywy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dał zwyciężyć na szrankach — i czekaj z powrotem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech cię Bóg błogosławi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KIRKOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;klaszcze&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wchodzi &lt;em class="person"&gt;Żołnierz&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wsiadać na koń! lotem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeba spieszyć do Gnezna. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Rycerz&lt;/em&gt; wychodzi.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Słuchaj! ja ci radzę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wróć do zamku, odpocznij, po dalszej rozwadze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obaczysz, co przedsięwziąć. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KIRKOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ja, starcze, leniwy, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzisiaj odrobić chcę całą pańszczyznę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A odrobiwszy całą, żyć szczęśliwy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z drogą małżonką. Całą ci ojczyznę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Włożę na barki; a gdy będziesz dźwigał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzeczy i ludzi, to ja się zakopię &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W zamku spokojny... Niechby mi dościgał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sad owocowy, niechbym małe chłopię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzieciątko moje, na rękach kołysał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O to się modlę... Ty mi zaś co roku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z tronu do chaty listy będziesz pisał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj raz na rok spadnie mi z obłoku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biały gołąbek i pod skrzydełkami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyniesie powieść, pełną tych wielkości, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co budzą uśmiech i sen pod lipami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dają smaczniejszy... Król mi pozazdrości &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żony i dziecka, i lipy, i chłodu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I snów pod lipą — i złotego miodu. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żegnaj mi! żegnaj! Nim słońce zaświeci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będę w stolicy. Hop! hop! na koń, dzieci! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Kirkor&lt;/em&gt; wychodzi. Słychać tętent oddalających się.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;sam&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O Boże! Boże! Wolę, niech do Gnezna wraca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niżby miał do tych piersi szlachetnych przycisnąć &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krwawą swoją małżonkę. Bogdajbyś ty nigdy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie znał, Kirkorze, z jakiej matki się urodzą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzieci twoje. Bogdajby za pierwszą nagrodę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bóg uczynił cię wdowcem, nim ojcem uczyni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Słychać głos &lt;em class="person"&gt;Wdowy&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;za sceną&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biedna ja! biedna! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co to za wołanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak pełne płaczu? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;za sceną&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;O biedna ja! biedna! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Wdowa&lt;/em&gt; wchodzi jak ślepa, szukając drogi ręką.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakaś kobieta, jak łachman w łachmanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W noc tak okropną, ślepa, sama jedna! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Wdowy&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skąd, moja matko? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Matko? O! na Boga, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak nie nazywaj, córko niegodziwa! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Matka? psia matka! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Skąd idziesz, uboga? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja nie uboga. — Siwa, siwa, siwa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gołąbeczek. — Nie wiesz, co się stało?! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grafini, moja córka, wielka pani, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ja na wietrze z głową taką białą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówię piorunom: «Bijcie! bijcie we mnie!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nie chcą słuchać... A w zamku zebrani &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pijaki sobie winszują wzajemnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że córka moja pije, wielka pani. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy ty rozumiesz? — Ma zamek i wieże — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grafini — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jak się córka twoja zowie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zowie się córką. Ale ja nie wierzę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ażeby ona miała oczy w głowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oczy, co płaczą. — W taką zawieruchę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W takie pioruny, na deszcz wygnać matkę! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co ją karmiła, co piersi ma suche, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Starością suche — a włos taki biały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak co świętego. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Chodź pod moją chatkę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty drżysz od zimna! chodź! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;I zamek cały &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do niej należy, wielki jak pół świata... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzisz!... Grafini?! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Chodź!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tu będę czekać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy córka moja wie, gdzie twoja chata? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kto wie? może, jak pies zacznie szczekać &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na jaki łachman, to wspomni o matce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I każe szukać po świecie. — Być może! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak Bóg ma litość! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Chodź! przepłaczesz w chatce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tę noc burzliwą, a gdy błysną zorze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja cię powiodę do wielkiego króla; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do nóg się rzucisz, błagając o litość &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Powiem — jemu:... «Ja biedna matula &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do nóg się rzucam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;klęka&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Królu! złoty panie! &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każ córce, która ma złota obfitość, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj mnie kocha». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wstaje&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A król z tronu wstanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zaprowadzi mnie do serca córki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O! o! o! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;płacze&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wiesz ty, za szkaplerza sznurki &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wieszałam się na sośnie skrzypiącej, za garło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drzewo się ułamało... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głupia — ślepa, wybrałaś gałązkę umarłą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gałązkę — córkę drzewa. — Żelazna gadzino, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie zlitowałaś się ty matki wdowy? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ja by żyła chleba okruszyną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W twoich pałacach! Niechby twoja ręka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sypiąc gołąbkom w trawę żer perłowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie odganiała od pszenic ziarenka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgłodniałej matki. — Wygnać w las! na burze! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wypędzić matkę! — Upadłam w kałużę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I grom czerwony wyjadł z powiek oczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyjadł do szczętu... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Oślepłaś?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Mózg toczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Okropna ciemność. Miałam przed wieczorem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyle światłości, że mogłam za borem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozróżnić białe słońce od księżyca; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A teraz... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Błyska.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jak to? i ta błyskawica &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie świeci tobie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wzrok ludzi nie strzeże &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od Boga ręki — co mi dziś po wzroku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wiesz ty?... wiesz ty, że ja teraz wierzę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A nie wierzyłam dawniej — że co roku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ptaszki jaskółki, nim pójdą za morze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stare, zgrzybiałe, biedne matki — duszą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak, tak, tak... ludzie prawdę mówić muszą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żebrząc po świecie, piosenkę ułożę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Groszową piosnkę o jaskółkach czarnych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co duszą matki — proszę! w ptaszkach marnych &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Taka nielitość! Wygnać matkę starą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głodną, na cztery wichry, targające &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za siwe włosy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Podściwych tysiące &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Padają na tym świecie złych ofiarą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdybym ja ciebie wziął za nieszczęść świadka... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To i ty matka... i ty także matka? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie pójdę z tobą, bo się będziem kłócić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O piękność imion naszych córek — moja! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach gdybyś ty mię z grobu chciał occucić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wołaj: «Bladina». — Pójdę szukać zdroja &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pić jak wróble, zadzierając główkę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do Pana Boga — dzięki Mu, dał wody. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;śpiewa mrucząc&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Stara miała jedną krówkę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;I chacinę, i ogrody, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;I dwie córki... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;odchodzi w las&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUSTELNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Po kraju całym szukać każę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tej matki — i okropny sąd wydam na dziecko. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;odchodzi do celi&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub1"&gt;SCENA III&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Noc — błyska. — Sala bez światła w zamku Kirkora.&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Skierka&lt;/em&gt; i &lt;em class="person"&gt;Chochlik&lt;/em&gt; wychodzą z drzwi, którymi wyprowadzono po uczcie Grabka.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SKIERKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nasz pan usnął tam na wieży &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I śpi głęboko; ja lecę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim się ta burza uśmierzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kąpać się w błyskawicach. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHLIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ja wyprawiam hecę &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W stajni, gdzie nad wrotami nie przybito sroki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy wiesz, że na tej wieży puchacz jednooki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaprosił mnie na ucztę; będzie patrzał krzywo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli pogardzę udem zadziobanej myszy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SKIERKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja matkę bociana siwą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecę nakarmić; nie słyszy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na prawe ucho i ślepa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wczora od chłopskiego cepa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uratowałem niebogę... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Polecę, czekać nie mogę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W taką burzę biedna stara &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może z przestrachu umarła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHLIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co to za stuk?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SKIERKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;To burza drzwi zawarła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHLIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cyt... ktoś idzie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SKIERKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jakaś mara &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W bieli... przez okno wylecę... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wylatuje przez okno&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHLIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za nim! na koniach w zamku wyprawować hecę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wylatuje&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub2"&gt;SCENA IV&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Sala taż sama.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;sama wchodzi w nocnym ubiorze z nożem w ręku&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie mogłam spać, nóż leżał przy mnie, wzięłam... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W koszuli — wstyd! gdyby cię kto zobaczył &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W koszuli z nożem w ręku? — Jak tu ciemno!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;idzie ku wieży&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cyt!... jakiś szmer? — Wiatr mi zagasił świecę... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To przywidzenie — nic nie słychać, zamek cały &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głęboko śpi... Lecz jeśli śpi ten człowiek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z otwartą tak powieką?... to co? to co? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeżeli dziś nie zrobię rzeczy, jutro &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żałować będę, wiem, żałować będę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiatr zamknął za mną drzwi, a ja myślałam, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że jaki ciemny duch zamykał za mną; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dotąd nie spojrzałam w tamtą stronę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakbym się bała spotkać z czym okropnym. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;ogląda się&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A widzisz, nie ma nic, nic nie ma. Ciemne &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powietrze, mgła; żadnych nie widać mar. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Błyska.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszelki duch Boga chwali! Jaka to była &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błyskawica czerwona! jak wszystkie ściany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widziałam białe. — Cyt. — Nie słychać nic — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spiesz się! — Lecz jeśli żar błyskawic lunie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na moją twarz, gdy będę z nożem stała &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nad nim; to co? — Ogień pokaże tobie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miejsce, gdzie masz uderzyć. — O! błyskawice, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stwórzcie czerwony dzień na łonie nocy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bądźcie mojego czynu słońcem. — Idę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wychodzi na wieżę&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub3"&gt;SCENA V&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Sala taż sama.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;wchodzi zbrojno z dobytym mieczem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drzwi otworzone. Teraz mię, Fortuno, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prowadź i pomóż ze złotego cielca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak Jazonowi złote obciąć runo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ja przysięgam, że choć syn wisielca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będę na tronie jako syn książęcy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś sługa gorszych, jutro pan tysięcy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lepszych ode mnie. — Cyt. — To puchacz huczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na wieży zamku. — Idźmy na drabinę — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko gotowe. Mam pęk cały kluczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od bram zamkowych, płachtami obwinę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Konia podkowy — i z ową koroną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W pochmurnej nocy jak duch czarny zginę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A co nad wszystko, z cudzołożną żoną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozbrat na wieki. O! szatanie, prowadź! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;chce iść na wieżę i we drzwiach spotyka się z powracającą &lt;em class="person"&gt;Balladyną&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto to? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;cofa się z przestrachem&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ja. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Sama — w ciemnościach — co znaczy? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszałem jakiś jęk, szedłem ratować. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przynieś mi światła; niech światło zobaczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak ja okropnie muszę być czerwona. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skończyłam. — Kogo ty ratować chciałeś? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już zdaje mi się, że ta burza kona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ustało błyskać. — To i ty słyszałeś &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten jęk okropny?... aż tu było słychać?! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To dziwnie! Kiedy przestawał oddychać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Raz westchnął. — Idź ty po światło, Kostrynie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idź na dół. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Kostryn&lt;/em&gt; wychodzi.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dziwnie krew pachnie ode mnie... &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stało się — stało; teraz nadaremnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żałować rzeczy. Stało się — przeminie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z nas wszystkich kiedyś będą takie trupy. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Świecy! — mój cały zamek za błysk świecy! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Kostryn&lt;/em&gt; wchodzi bez światła.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko śpi w naszej ceglanej fortecy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nawet zagasły latarniowe słupy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przy bramie zamku. Czy służbę rozbudzić? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie budź nikogo; musiałam zabrudzić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ręce po łokieć. Dziwną pachnę wonią. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzięłaś koronę? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie... stój, pójdę po nią. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja się nie lękam. Wiem, gdzie stoi łoże. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wychodzi &lt;em class="person"&gt;Balladyna&lt;/em&gt; na wieżę.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Straszna odwaga. Omal tobie, Boże, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie podziękuję, że mi ona kradnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyn ten okropny... Chciałbym na jej czole &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zobaczyć, jaką barwą lwica bladnie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Balladyna&lt;/em&gt; wraca bez korony.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Próżno w ciemnościach macałam po stole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten stół miał jakieś rysy zimnej twarzy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może to nie był stół... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ty stój na straży, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja pójdę szukać... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Stój... Nie, idź — wszak ja się &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie lękam siebie. — Nawet nie żałuję... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Kostryn&lt;/em&gt; wychodzi na wieżę.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja wiem, że zwykle Lachom żal po czasie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawraca głowy i sen cichy truje. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może się teraz trup czerwony snuje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przed ludzi śpiących oczyma, a oni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przez sen żegnają krzyżem cichą marę. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Schodzi po wschodach; jak te szczeble stare &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeszczą... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Kostryna&lt;/em&gt;, który wchodzi z koroną&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Znalazłeś... ty coś trzymasz w dłoni? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;ponuro&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Daj. Nie! nie! nie! nie zbliżaj się do mnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo będę wołać ratunku od ludzi... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stój tam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co znaczy? mówisz nieprzytomnie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stój tam, bo krzyknę, zamek się obudzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stój tam z daleka, aż w tobie przeminie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta myśl... W powietrzu ją czuć... o! Kostrynie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciałeś mię zabić, serce twoje biło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głośno, jak moje bije, gdy zarzynam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeślim to myślał, na wieki przeklinam &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ów zakąt mózgu, gdzie się urodziło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szalone dziecko. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Chodź tam, do komnaty... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A namówiemy się po cichu razem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co jutro czynić... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Rozwidnia się trochę.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Doniosły mi czaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że Kirkor wrócił do Gnezna, żelazem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grożąc takiemu, co by się z koroną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O tron upomniał... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;To nic... będę miała &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ludzi i miecze; a za moją stroną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będzie ta tłuszcza ludzi, omal cała &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Karmiona w zamku... Kirkor nie poskromi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złotego deszczu. — Cyt. — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nic, to na dworze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wróble świegocą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jak to? już dzień? Boże! &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak biała światłość... mdło mi! mdło mi! mdło mi &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idź, prześpij szarą godzinę poranku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja sam obudzę, gdy słońce zaświeci; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Staniesz w rycerzy uzbrojonych wianku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakoś to będzie — wojsko nam się skleci. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daj klucz od skarbu, będę mierzył garcem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przekupne złoto. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Skończ także ze starcem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co mieszka w celi — a nas tylko dwoje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będzie wiedziało. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ty ciężarna; troje. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak to? i dziecko noszone w żywocie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będzie wiedziało? — Idź! — W biednej istocie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieurodzonej taka tajemnica. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty się najgrawasz? jeśliby tak było, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak ty powiadasz — czy ja szalenica &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Porodzić żywe? Lecz nie — będzie żyło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziecko nic nie wie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Niechaj moja lwica &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spać się położy — i zbudzi się świeża &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do nowych czynów, w przyłbicy rycerza. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wychodzą.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;KONIEC AKTU CZWARTEGO &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/balladyna/"&gt;Juliusz Słowacki, „Balladyna”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Akt czwarty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/zemsta/04/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/zemsta/04/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;AKT CZWARTY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Sala w domu &lt;em class="person"&gt;Cześnika&lt;/em&gt;. Oprócz drzwi bocznych jedne większe w głębi, po prawej stronie od kaplicy, stoły po obu stronach, na stole po prawej stronie kałamarz i co trzeba do pisania, butelka i para kieliszków, w głębi przybijają girlandy.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub0"&gt;SCENA PIERWSZA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Cześnik&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Dyndalski&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Przy podniesieniu kurtyny &lt;em class="person"&gt;Dyndalski&lt;/em&gt; stoi przy siedzącym &lt;em class="person"&gt;Cześniku&lt;/em&gt;, trzymając dwie karabele, trzecią &lt;em class="person"&gt;Cześnik&lt;/em&gt; ogląda podczas pierwszych wierszy. W głębi &lt;em class="person"&gt;Śmigalski&lt;/em&gt; i &lt;em class="person"&gt;Perełka&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;trzymając karabelę&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
No, Śmigalski! Czas przyspiesza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dalej, dalej na deresza: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Inwitacją nieś piorunem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I spełń gładko me rozkazy. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powtórz wszystkim po trzy razy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że na jutro, ja, pan młody, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na weselne proszę gody. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozumiesz? No! Ruszaj z Bogiem. —
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Śmigalski&lt;/em&gt; odchodzi. Po krótkim milczeniu.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Hej, Perełka! waść mi jutro &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie zaglądaj do blaszanki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bobym waści przypiekł grzanki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jutro sztukę pokaż światu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie żałować, mocium panie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cynamonu i muszkatu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wszelkiego aromatu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby było, jak należy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Masz do ryby szafran świeży &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I bakalii po dostatku — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechże będzie dobrze, bratku.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PEREŁKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jakaż cyfra, jaśnie panie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na pośrodku stołu stanie?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
M.H. — M.H. — Maciej, Hanna. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W górze serca, w dole &lt;em class="foreign-word"&gt;Vivat&lt;/em&gt;, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A z konceptem wszystko wszędzie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PEREŁKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaśnie panie, dobrze będzie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;na znak odchodzi&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;po krótkim milczeniu, oglądając karabelę&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Długo Papkin coś nie wraca. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rejent siedzi jak lis w jamie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skąd wykurzyć — ciężka praca; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz wyciągnie moje ramię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli jakie, mocium panie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Korowody robić zechce.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ba! — bo kto bądź nieuroku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z jaśnie panem w szranki stanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tego wcześnie coś w nos łechce.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;oddając jedną, a biorąc drugą karabelę&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A łechtliwej diable skóry &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ci z palestry ichmościowie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie dotrzyma żaden kroku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chociaż wyjdzie czasem który.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ba! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;dobywając szabli&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;He, he, he, Pani Barska! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod Słonimem, Podhajcami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Berdyczowem, Łomazami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrze mi się wysłużyła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Inna też to sprawa była! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Młódź, acz dzielna, w boju dziarska, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prym dawała starszym w radzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak jak w poczet Bóg nas kładzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale teraz to się staje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że od kury mędrsze jaje.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;po krótkim milczeniu&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tęga głownia, mocium panie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz demeszkę przecie wolę.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;odmieniwszy szabli&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ej, to śmiga! — jakby wrosła — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niejednego ona posła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wykrzesała z kandydata; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niejednemu &lt;em class="foreign-word"&gt;pro memoria&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzieś przy uchu napisała:
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;machając&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
«Jak się wznosi, ledwie błyśnie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oddaj się Bogu, jak świśnie!»
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub1"&gt;SCENA DRUGA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Cześnik&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Dyndalski&lt;/em&gt; pomógłszy przypasać karabelę &lt;em class="person"&gt;Cześnikowi&lt;/em&gt;, odchodzi w drzwi lewe.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jesteś przecie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;kapelusz na bakier, ale włosy i suknie trochę w nieładzie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Z suchym gardłem — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pozwól kapkę. To mi sprawa!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;nalewa sobie i pije&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Toż mu pieprzu w nos natarłem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż mu urósł na trzy piędzie!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Toż to teraz pływać będzie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lecz ten Rejent sztuczka żwawa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I szatańska przy tym postać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Omal, omal żem nie musiał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Artemizy z pochew dostać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz się bałem, mówiąc szczerze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo jak zwącha moje ramię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czart ją chyba zdzierży w mierze.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jak ten &lt;em class="foreign-word"&gt;nequam&lt;/em&gt; ostro kłamie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz cóż Rejent? będęż wiedzieć? —
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przyjął grzecznie — prosił siedzieć — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dodał wina, zieleniaka —
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;jakby do siebie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otruł pewnie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jak to? co to? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie, nie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ale... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;I cóż dalej? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otruł, mówisz? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Z tą niecnotą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie ma żartu, mocium panie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnie bez tego... coś tu pali. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jakże przyjął me wyzwanie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Milczenie.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A tam co? głuchoniemy? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt; osłupiały, nie patrząc się, oddaje list.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aha! z listu się dowiemy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;czyta&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co, co, co, co! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;prędko&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;co, co, co, co! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;postępując w największej złości ku &lt;em class="person"&gt;Papkinowi&lt;/em&gt;, za każdym krokiem krzyczy „co!”, jakby nie mógł słów znaleźć&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt; cofa się aż za stolik, po lewej stronie stojący.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co, co, co, co! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;To, to, to, to! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podstolina... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;płaczliwie sens kończąc&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nam skrewiła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do Rejenta... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;jak wyżej&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;...zabłądziła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Do Rejenta... do Rejenta? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I chce... chce pójść...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;truchlejąc&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;...za Wacława. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I tyś milczał, ćmo przeklęta!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale krótka będzie sprawa... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O płci zdradna! czci niewarta! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obyś była jak ta karta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W moim ręku teraz cała.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;mnąc list&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak, tu... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wpadając w mowę, na stronie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Z pyszna by się miała! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Utarłbym cię w proch z kretesem — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale czasu nie chcę tracić. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do weselnej sarabandy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Muszę skrzypka im zapłacić — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech im zagra, a od ucha! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż się Rejent w kółko zwinie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pozna szlachcic po festynie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak się panu w kaszę dmucha! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hola, ciury! Hej, dworzanie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dalej za mną, mocium panie!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wychodzi środkowymi drzwiami&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub2"&gt;SCENA TRZECIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt;, później &lt;em class="person"&gt;Dyndalski&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;po długim milczeniu krzywi się, potem macając się po brzuchu&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tu coś boli. — Oj! aj! piecze — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, to wino! takie męty! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O zbrodniarzu! O przeklęty! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Taką piękną niszczysz różę!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Dyndalski&lt;/em&gt; wychodzi z drzwi lewych.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ach, Dyndalsiu, cny człowiecze! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, powiedzcie, czy być może?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co, czy może? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Że ta żmija, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten w Rejenta czart wcielony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś trucizną mnie zabija?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ej, gdzie znowu! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie wierzycie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kto by się tam i łakomił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na waszmości nędzne życie!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic nie będzie zatem złego? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ej, nie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cześnik mówił przecie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ha, to znowu co innego. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaśnie panu wszystko w świecie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak jest znane, jakby komu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mój paniczu, w własnym domu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otruł! — proszę! — co za psota!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jakaż wasza teraz rada? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Robić, począć co wypada?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ha! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;zażywa&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Po księdza posłać trzeba — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wychodząc w drzwi środkowe&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Proszę, proszę, to niecnota! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub3"&gt;SCENA CZWARTA&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;rzucając się na krzesło&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Umrzeć, umrzeć! Wielkie nieba! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;po krótkim milczeniu&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lecz gdzież była moja głowa! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jam go beształ, mieszał z błotem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On traktament miał dać potem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ten pośpiech jego wielki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z jakim wziął się do butelki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z jakim nalał lampkę całą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze że mi było mało! — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak, połknąłem, mam truciznę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już się z tego nie wyśliznę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc testament mój ułożę —
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;z płaczem nieprzesadzonym&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Potem kupię wieczne łoże, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem pogrzeb swój zapłacę — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem — &lt;em class="foreign-word"&gt;Requiescat in pace&lt;/em&gt;.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt;, ocierając często z łez oczy, pisze czas jakiś.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub4"&gt;SCENA PIĄTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Cześnik&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Dyndalski&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Hola, hola, nie tak zrobię — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko to są z mydła bańki — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lepszą zemstę przysposobię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale trzeba zażyć z mańki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bylem syna dostał w siatkę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mam dla niego dobrą klatkę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A tatulem się nie straszę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem o tem...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Papkina&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Puszczaj wasze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;nie oglądając się&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja testament teraz piszę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Niechże o tym już nie słyszę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo do czubków odwieźć każę.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wstając&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy tak? — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do siebie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zaraz legat zmażę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt; przenosi się do stolika, po lewej stronie będącego.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Dyndalskiego&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Siadaj waść tu — zmaczaj pióro, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będziesz pisał po mym słowie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stawiam tytle niezbyt skoro. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Właśnie babskiej trzeba ręki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Życie w zakład, gaszka złowię — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrze będzie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;usiadłszy bokiem do widzów naprzeciwko &lt;em class="person"&gt;Cześnika&lt;/em&gt; i wkładając okulary&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Bogu dzięki! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Teraz trzeba pisać właśnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakby Klara do Wacława.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O! o! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;No, cóż: o, o — ? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;podnosząc się&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jaśnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panie, wszak to despekt dla niej.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Co się waszeć o to pyta! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Maczaj pióro — pisz i kwita.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;
&lt;em class="person"&gt;Dyndalski&lt;/em&gt; siada wyprostowany na brzeżku krzesła i macza pióro, &lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt; w ciągu tej sceny pisze, czasem wstaje, przechodzi się w głębi, macza pióro u stolika, przy którym &lt;em class="person"&gt;Cześnik&lt;/em&gt; siedzi, znowu siada, ciągle płacząc, wszakże bez przesady.
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;po krótkim myśleniu&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tylko że to, mocium panie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby udać, trzeba sztuki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Owe brednie, banialuki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To miłosne świegotanie...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;myśli&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak tu zacząć, mocium panie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;podnosząc się&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cnym afektem ulubiony... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
O... o... o... o!... Jak od żony — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A tu trzeba pół, ćwierć słowa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ni tak, ni siak — niby owa: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«I chciałabym, i boję się». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O! — już wiesz — no! — na tym sztuka... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz nie waści w tym nauka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pisz waść:
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;nuci&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zaraz. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;nuci dyktując&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Bardzo proszę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;pokazując palcem na pismo&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co to jest? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;podnosząc się, jak to za każdą razą, kiedy mówi do &lt;em class="person"&gt;Cześnika&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;«B». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;To? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;«B» duże — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;A capite&lt;/em&gt;, jaśnie panie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;przez stół patrząc&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;«B»? — to kreska — gdzież dwa brzuszki? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeden w spodzie, drugi w górze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;dostając okularów&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż u czarta. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;bierze papier&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tać jest — duże — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;
Tu &lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt; nachyla się przez &lt;em class="person"&gt;Cześnika&lt;/em&gt;, chcąc zmaczać pióro, ten go odtrąca mówiąc co niżej, potem prowadzi go oczyma aż na miejsce.
&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy go!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;
&lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt; odtrącony odchodzi, przystępując z tyłu do stolika stąpa na nogę &lt;em class="person"&gt;Dyndalskiemu&lt;/em&gt;.
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ta, bo! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;przypatrując się pismu&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;«B», «B» duże. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto pomyśli, może zgadnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;No, no — pisz waść — a dokładnie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;dyktuje&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bardzo proszę... mocium panie... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mocium panie... me wezwanie... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mocium panie, wziąć w sposobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mocium panie... wziąć w sposobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako ufność ku osobie... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mocium panie, waszmość pana; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Która, lubo mało znana... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Która, lubo mało znana...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;pokazując palcem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż to jest? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;podnosząc się&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Żyd, jaśnie panie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz w literę go przerobię.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jak mi jeszcze kropla skapie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To cię trzepnę tak po łapie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż proformę wspomnisz sobie. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czytaj waść.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Dyndalski&lt;/em&gt; obciera pot aż po karku.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;No! jak tam było? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;czyta&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bardzo proszę, mocium panie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mocium panie, me wezwanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mocium panie, wziąć w sposobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mocium...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wyrywa i drze papier&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Niech cię czarci chwycą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z taką pustą mózgownicą! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Mocium panie» — cymbał pisze!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaśnie pana własne słowo. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Milcz, waść! — przepisz to &lt;em class="foreign-word"&gt;de novo&lt;/em&gt;, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Mocium panie» opuść wszędzie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;chcąc zbierać kawałki&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z tych kawałków trudno będzie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pisz &lt;em class="foreign-word"&gt;de novo&lt;/em&gt; — pisz, powiadam — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mózgu we łbie za trzy grosze! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siadaj! — siadaj, mówię.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Siadam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I powtarzaj. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;dyktuje&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Bardzo proszę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moć...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;zatyka sobie usta&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;powtarzając napisane&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Moć. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;zrywając się&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co, moć? cóż moć znaczy? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z tym hebesem nie pomoże; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeba zrobić to inaczej. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nawet lepiej będzie może, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy wyprawię doń pacholę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z ustną prośbą. — Tak, tak wolę. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słuchaj. — Idź mi... Ależ, ale! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rejentowicz od nikogo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie jest u mnie znany wcale.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;obojętnie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wszyscy go tu poznać mogą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak był rano.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co? ów młody? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Komisarzem co się mienił?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie inaczej. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Na me szkody &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W me komnaty ćwik się wkrada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ten milczy, nie powiada!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;obojętnie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Abym milczał, dał to złoto. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;biorąc się za głowę&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O dla Boga! ty niecnoto! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kto już na pół w grobie stoi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twego gniewu się nie boi.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;rzucając sakiewkę na ziemię&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż ten kruszec w takiej porze! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Milcz mi, wasze! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Któż go ceni! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na cóż mi się przydać może? —
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Kiedy &lt;em class="person"&gt;Dyndalski&lt;/em&gt; chce podnieść sakiewkę, &lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt; go uprzedza, kończąc mowę.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chyba tylko do kieszeni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Cicho, cicho, bez hałasu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz na to nie ma czasu — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale jakem szlachcic prawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdasz mi poczet z twojej sprawy.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Dyndalskiego&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wasze idź mi — wypraw Rózię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech do Milczka wkraść się stara, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech młodemu Wacławowi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Paniczowi — no wiesz? — powié, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że go prosi panna Klara, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;By nie mówiąc nic nikomu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciał na chwilę przyjść łaskawie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby nie był wżdy w obawie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo Cześnika nie ma w domu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;No, rozumiesz?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dokumentnie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Sam tymczasem zwiń się skrzętnie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kilku ludzi u wyłomu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Postaw w krzakach. — Jeno nogą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gaszek będzie za granicą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łapes capes — niech go chwycą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A pójść nie chce — związać mogą.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYNDALSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ależ despekt, jaśnie panie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak postąpić jakby z ciurą.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wasze byłeś, jesteś rurą. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak rozkażę, tak się stanie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;chce odejść&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;zastępując drogę&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cześniku. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cóż? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;podając pióro&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jako świadek. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CZEŚNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idź do kata! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;odchodzi z &lt;em class="person"&gt;Dyndalskim&lt;/em&gt; w drzwi środkowe&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;sam, powtarzając&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
«Idź do kata!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wdzięczność ludzi, wielkość świata — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każdy siebie ma na względzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A drugiego za narzędzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Póki dobre — cacko, złoto; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak zepsute — ruszaj w błoto.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub5"&gt;SCENA SZÓSTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Papkin&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Klara&lt;/em&gt; z drzwi prawych.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
O mych myśli ty bogini! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O ty jedna litościwa! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pasmo życia jad przerywa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale serce, jakby w skrzyni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miłość k’tobie zawsze kryje.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż się stało? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Już nie żyję. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byłbym przywiózł krokodyla, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byłbym zyskał twoją rękę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz ostatnia przyszła chwila, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś rycerską kończę mękę.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KLARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;na stronie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stracił zmysły do ostatka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAPKIN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ten testament wręczę tobie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Racz posłuchać, jakby matka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zapłakać na mym grobie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;czyta, łzy często ocierając&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="block"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ja, Józef Papkin, syn mego ojca Jana Papkina...&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Akt drugi. Rok 1828. Wędrowiec</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/kordian/04/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/kordian/04/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;AKT DRUGI. ROK 1828. WĘDROWIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;James Park w Londynie — wieczór... &lt;em class="person"&gt;Kordian&lt;/em&gt; siedzi pod drzewem — wokoło łąki zielone — dalej sadzawka ocieniona drzewami, trzody — dokoła parku pałace i dwie wieże Westminsteru&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyspę łąk porzucono na pałaców stepy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uciekam tu opodal od wrącego gminu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lud woli pić dym węgli i zaglądać w sklepy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ten ogród, czarowna sielanka Londynu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak ustęp złoty w nudnym ginie poemacie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ludzie! wy się tym drzewom przypatrywać macie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak cudom Boga obok cudów waszej ręki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drzewa nietknięte, rajskie zachowały wdzięki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieraz mgły nadpłynione w kłęby czarne zwiną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I liściowym wachlarzem na miasto odwieją. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po sadzawkach łabędzie rozżaglone płyną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ludzie piaskiem Paktolu węże ścieżek sieją, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A łąki flamandzkiego aksamitu puchem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam! miasto... Zegar ludzkim kręcący się ruchem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A tu cisza — tu ludźmi nie kwitną ogrody, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale się po murawach wyperliły trzody... &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Był wiek, żem ja w dziecinnych marzeniach budował &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystkie stolice ziemskie, dziś je widzę różne; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Alem pierwszych obrazów w myśli nie zepsował, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Są dziś porównań celem jak księgi podróżne. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzeczywistości naga, wynagrodź marzenie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obym się sam ocenił, skoro świat ocenię... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto wie? może w szczęśliwych grono mię powoła... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p class="spacer"&gt; &lt;/p&gt;</description></item><item><title>Część 4</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krol-macius-pierwszy/04/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krol-macius-pierwszy/04/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Maciuś chciał się przekonać, czy sekretarz mówi prawdę i zapytał:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— A czy między wczorajszymi listami, które lokaj niósł do śmietnika, była prośba o buty?&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Nie pamiętam, ale zobaczymy.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Dwaj urzędnicy wnieśli ogromną księgę i tam rzeczywiście pod numerem 47000000000 zapisane było imię, nazwisko, adres tego chłopca i w linii: treść listu — zapisane było: prośba o buty do szkoły.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Jestem urzędnikiem od lat dwudziestu i w mojej kancelarii zawsze był porządek.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Maciuś był sprawiedliwy. Podał sekretarzowi rękę i powiedział:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Część druga — Nawłoć (2/2)</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/przedwiosnie/04/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/przedwiosnie/04/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Próbowała nieraz przełożyć, przetłumaczyć na muzykę brzmienie jego głosu radosne albo posępne i nieraz grała coś samej sobie, czego nikt nie mógł zrozumieć. Słyszała go w rozmaitych utworach muzycznych, które odtwarzała, albo zatracała go w muzyce i musiała odszukiwać. Wołały na nią wówczas przedziwne głosy muzyczne, prowadziły ją na niedosięgłe wyżyny i tam gdzieś, na wysokościach, przejmowały serce głębokim wzruszeniem. Uderzenie w materialny klawisz otwierało jakby błam wielki w błękitnej chmurze. Wpływała w zaświat i niosły ją objęcia obłoków ścierając z jej twarzy samotnych łez potoki.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>IV. Powrót</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/04/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/04/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;IV. Powrót&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jest niedziela, szkaradny dzień marcowy; zbliża się południe, lecz ulice Warszawy są prawie puste. Ludzie nie wychodzą z domów albo kryją się w bramach, albo skuleni uciekają przed siekącym ich deszczem i śniegiem. Prawie nie słychać turkotu dorożek, gdyż dorożki stoją. Dorożkarze opuściwszy kozioł wchodzą pod budy swoich powozów, a zmoczone deszczem i zasypane śniegiem konie wyglądają tak, jakby pragnęły schować się pod dyszel i nakryć własnymi uszami.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Jesień, rozdział IV</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/04/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/04/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;IV&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Była niedziela — cichy, opajęczony, przesłoneczniony dzień wrześniowy.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Na ściernisku, tuż za stodołami, pasł się dzisiaj cały inwentarz Borynowy, a pod brogiem wysokim i pękatym, okrążonym zieloną szczotką żyta, wykruszonego przy układaniu, leżał Kuba, dawał baczenie na inwentarz i uczył pacierza Witka — często pokrzykiwał na niego albo i zasie szturchał biczyskiem, bo chłopak mylił się i latał oczami po sadach.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Bacz, coć rzekłem, bo to pacierz — upominał poważnie.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Księga czwarta</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/04/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/04/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;Księga czwarta&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3"&gt;Dyplomatyka i łowy&lt;/h2&gt;
&lt;div class="note"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zjawisko w papilotach budzi Tadeusza — Za późne postrzeżenie omyłki — Karczma — Emisariusz — Zręczne użycie tabakiery zwraca dyskusję na właściwą drogę — Matecznik — Niedźwiedź — Niebezpieczeństwo Tadeusza i Hrabiego — Trzy strzały — Spór Sagalasówki z Sanguszkówką rozstrzygniony na stronę jednorurki horeszkowskiej — Bigos — Wojskiego powieść o pojedynku Doweyki z Domeyką przerwana szczuciem kota — Koniec powieści o Doweyce i Domeyce.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Manekiny</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/schulz-sklepy-cynamonowe/04/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/schulz-sklepy-cynamonowe/04/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Manekiny&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;
Ta ptasia impreza mego ojca była ostatnim wybuchem kolorowości, ostatnim i świetnym kontrmarszem fantazji, który ten niepoprawny improwizator, ten fechtmistrz wyobraźni poprowadził na szańce i okopy jałowej i pustej zimy. Dziś dopiero rozumiem samotne bohaterstwo, z jakim sam jeden wydał on wojnę bezbrzeżnemu żywiołowi nudy, drętwiącej miasto. Pozbawiony wszelkiego poparcia, bez uznania z naszej strony, bronił ten mąż przedziwny straconej sprawy poezji. Był on cudownym młynem, w którego leje sypały się otręby pustych godzin, ażeby w jego trybach zakwitnąć wszystkimi kolorami i zapachami korzeni Wschodu. Ale przywykli do świetnego kuglarstwa tego metafizycznego prestidigitatora, byliśmy skłonni zapoznawać wartość jego suwerennej magii, która nas ratowała z letargu pustych dni i nocy.
 Adeli nie spotkał żaden wyrzut za jej bezmyślny i tępy wandalizm. Przeciwnie, czuliśmy jakieś niskie zadowolenie, haniebną satysfakcję z ukrócenia tych wybujałości, których kosztowaliśmy łakomie do syta, ażeby potem uchylić się perfidnie od odpowiedzialności za nie. A może był w tej zdradzie i tajny pokłon w stronę zwycięskiej Adeli, której przypisywaliśmy niejasno jakąś misję i posłannictwo sił wyższego rzędu. Zdradzony przez wszystkich, wycofał się ojciec bez walki z miejsc swej niedawnej chwały. Bez skrzyżowania szpad oddał w ręce wroga domenę swej byłej świetności. Dobrowolny banita, usunął się do pustego pokoju na końcu sieni i oszańcował się tam samotnością.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Nasza szkapa</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/nasza-szkapa/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/nasza-szkapa/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Nasza szkapa&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zaczęło się to od starego łóżka, cośmy na nim we trzech sypiali.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Tego dnia ojciec zły czegoś z rzeki wrócił i, siadłszy na ławie, ręką głowę potarł. Pytała się matka raz i drugi, co mu, ale dopiero za trzecim razem odpowiedział, że się ta robota koło żwiru skończyła i że szkapa tylko piasek wozić będzie. Zaraz mnie Felek szturchnął w bok, a matka jęknęła z cicha.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Miał ojciec nad wieczorem po doktora iść, ale mu jakoś niesporo było. Chodził, medytował, po kątach pozierał, aż stanął przed matką i rzekł:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział czwarty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/04/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/04/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czwarty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jakoż Petroniusz dotrzymał obietnicy. Nazajutrz, po odwiedzinach u Chryzotemis, spał wprawdzie cały dzień, ale wieczorem kazał się zanieść na Palatyn i miał z Neronem poufną rozmowę, skutkiem której na trzeci dzień przed domem Plaucjusza pojawił się centurion na czele kilkunastu pretoriańskich żołnierzy.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Czasy były niepewne i straszne. Posłańcy tego rodzaju byli zarazem najczęściej zwiastunami śmierci. Toteż z chwilą, w której centurion uderzył młotkiem we drzwi Aulusa, i gdy nadzorca atrium dał znać, iż w sieni znajdują się żołnierze, przerażenie zapanowało w całym domu. Rodzina wnet otoczyła starego wodza, nikt bowiem nie wątpił, że niebezpieczeństwo przede wszystkim nad nim zawisło. Pomponia objąwszy ramionami jego szyję przytuliła się do niego ze wszystkich sił, a zsiniałe jej usta poruszały się szybko, wymawiając jakieś ciche wyrazy; Ligia, z twarzą bladą jak płótno, całowała jego rękę; mały Aulus czepiał się togi — z korytarzy, z pokoi leżących na piętrze i przeznaczonych dla służebnic, z czeladnej, z łaźni, ze sklepionych dolnych mieszkań, z całego domu poczęły się wysypywać roje niewolników i niewolnic. Dały się słyszeć okrzyki: „Heu, heu, me miserum!” — kobiety uderzyły w wielki płacz; niektóre poczęły już sobie drapać policzki lub nakrywać głowy chustkami.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział IV</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/04/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/04/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;IV&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Tylko trzy razy pani Borowiczowa zaprowadziła jedynaka z hotelu na popołudniowe lekcje do profesora, już bowiem czwartego dnia odbył się pierwszy egzamin z języka rosyjskiego. Na korytarzu gimnazjalnym panował tego dnia istny stan oblężenia. Publiczność tłoczyła się tak zapamiętale w celu podpatrywania i podsłuchiwania tego, co się odbywało w sali egzaminacyjnej, że władza zmuszona była wydelegować aż trzech asystentów gospodarzy klas i pana Pazura do wypowiadania grubiańskich uwag pod adresem rodziców, a nawet do forsownego rozpychania ich łokciami.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział IV</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/04/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/04/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ IV&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zarówno pan Tarkowski, jak pan Rawlison, który kochał nad życie swoją małą Nel, ucieszyli się bardzo z przybycia dzieci. Młoda parka powitała też z radością ojców, ale zaraz poczęła się rozglądać po namiotach, które były już zupełnie wewnątrz urządzone i gotowe na przyjęcie miłych gości. Okazało się, że są wspaniałe, podwójne, podbite jedne niebieską, drugie czerwoną flanelą, wyłożone na dole wojłokiem i obszerne jak duże pokoje. Kompania, której chodziło o opinię wysokich urzędników Towarzystwa Kanałowego, dołożyła wszelkich starań, by im było dobrze i wygodnie. Pan Rawlison obawiał się początkowo, czy dłuższy pobyt pod namiotem nie zaszkodzi zdrowiu Nel, i jeśli się na to zgodził, to tylko dlatego, że w razie niepogody zawsze można było przenieść się do hotelu. Teraz jednak rozejrzawszy się dokładnie we wszystkim na miejscu, doszedł do przekonania, że dni i noce spędzane na świeżym powietrzu stokroć będą dla jego jedynaczki korzystniejsze niż przebywanie w zatęchłych pokojach miejscowych hotelików. Sprzyjała temu i prześliczna pogoda. Medinet, czyli El-Medine, otoczone naokół piaszczystymi wzgórzami Pustyni Libijskiej, ma klimat o wiele lepszy od Kairu i nie na próżno zwie się „krainą róż”. Z powodu ochronnego położenia i obfitości wilgoci w powietrzu noce nie bywają tam wcale tak zimne jak w innych częściach Egiptu, nawet położonych daleko dalej na południe. Zima bywa wprost rozkoszna, a od listopada rozpoczyna się właśnie największy rozwój roślinności. Palmy daktylowe, oliwki, których w ogóle jest mało w Egipcie, drzewa figowe, pomarańczowe, mandarynki, olbrzymie rycynusy, granaty i rozmaite inne rośliny południowe pokrywają jednym lasem tę rozkoszną oazę. Ogrody zalane są jakby olbrzymią falą akacyj, bzów i róż, tak że w nocy każdy powiew przynosi upajający ich zapach. Oddycha się tu pełną piersią i „nie chce się umierać”, jak mówią miejscowi mieszkańcy.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rybka</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/ballady-i-romanse/04/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/ballady-i-romanse/04/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Rybka&lt;/h2&gt;
&lt;div class="note"&gt;&lt;p class="paragraph"&gt;(ze śpiewu gminnego)&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Od dworu, spod lasa, z wioski, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Smutna wybiega dziewica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozpuściła na wiatr włoski &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I łzami skropiła lica. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Przybiega na koniec łączki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie w jezioro wpada rzeka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Załamuje białe rączki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tak żałośnie narzeka: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;„O wy, co mieszkacie w wodzie, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siostry moje, Świtezianki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słuchajcie w ciężkiej przygodzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głosu zdradzonej kochanki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Kochałam pana tak szczerze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On mię przysięgał zaślubić; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś księżnę za żonę bierze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krysię ubogą chce zgubić. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Niechże sobie żyją młodzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech się z nią obłudnik pieści, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech tylko tu nie przychodzi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Urągać się z mych boleści. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Dla opuszczonej kochanki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż pozostało na świecie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjmijcie mię, Świtezianki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz moje dziecię... ach dziecię!” &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;To mówiąc rzewnie zapłacze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rączkami oczy zasłoni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z brzegu do wody skacze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I w bystrej nurza się toni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Wtem z lasu, gdzie się dwór bieli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tysiączne świecą kagańce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zjeżdżają goście weseli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Muzyka, hałas i tańce. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Lecz mimo tego hałasu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płacz dziecięcia słychać w lesie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wierny sługa wyszedł z lasu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dziecię na ręku niesie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Ku wodzie obraca kroki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie łoza gęsto spleciona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzdłuż wykręconej zatoki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Okryła rzeki ramiona. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Tam staje w ciemnym zakątku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płacze i woła: — „Niestety! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach! któż da piersi dzieciątku? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach! gdzie ty, Krysiu, ach, gdzie ty?” &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;— „Tu jestem, w rzece, u spodu, — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cichy mu głos odpowiada — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tutaj drżę cała od chłodu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A żwir mnie oczki wyjada. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Przez żwir, przez ostre kamuszki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Fale mnie gwałtowne niosą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pokarm mój koralki, muszki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A zapijam zimną rosą”. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Lecz sługa jak na początku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak wszystko woła: — „Niestety! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach! któż da piersi dzieciątku? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach! gdzież ty, Krysiu, ach, gdzie ty?” &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Wtem się coś z lekka potrąci &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śród kryształowej przeźroczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Woda się z lekka zamąci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rybka nad wodę podskoczy; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;I jak skałka płaskim bokiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy z lekkich rąk chłopca pierzchnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak nasza rybka podskokiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mokre całuje powierzchnie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Złotemi plamki nadobna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kraśne ma po bokach piórka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Główka jak naparstek drobna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oczko drobne jak paciórka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Wtem rybią łuskę odwinie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spojrzy dziewicy oczyma; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z głowy jasny włos wypłynie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szyjka cieniuchna się wzdyma. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Na licach różana krasa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piersi jak jabłuszka mleczne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rybią ma płetwę do pasa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płynie pod chrusty nadrzeczne. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;I dziecię bierze do ręki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U łona białego tuli: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— „Luli, woła, mój maleńki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Luli, mój maleńki, luli”. — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Gdy dziecię płakać przestało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawiesza kosz na gałęzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I znowu ściska swe ciało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I główkę nadobną zwęzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Znowu ją łuski powleką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od boków wyskoczą skrzelki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Plusła, i tylko nad rzeką &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kipiące pękły bąbelki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Tak co wieczora, co ranka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy sługa stanie w zakątku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wraz wypływa Świtezianka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeby dać piersi dzieciątku. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Za cóż jednego wieczora &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nikt nie przychodzi na smugi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już zwykła przemija pora: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie widać z dziecięciem sługi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Nie może on przyjść tą stroną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Musi zaczekać troszeczkę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo właśnie teraz pan z żoną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poszli przechadzką nad rzeczkę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Wrócił się, czekał z daleka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za gęstym usiadłszy krzakiem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz próżno czeka i czeka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nikt nie powracał tym szlakiem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Wstaje, i dłoń w trąbkę zwinął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I patrzył przez palców szparę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale i dzień już przeminął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I mroki padają szare. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Czekał długo po zachodzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdy noc gwiazdy zapala, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbliża się z lekka ku wodzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I śledzi oczyma z dala. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Przebóg! cudy, czy moc piekła? &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uderza go widok nowy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie pierwej rzeczułka ciekła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam suchy piasek i rowy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Na brzegach porozrzucana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wala się odzież bez ładu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani pani, ani pana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie widać nigdzie ni śladu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Tylko z zatoki połową &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sterczał wielki głazu kawał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dziwną kształtu budową, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwa ludzkie ciała udawał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Zdumiewa się wierny sługa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozpierzchłych myśli nie złowił; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeszła godzina, i druga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim wreszcie słówko przemówił. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;„Krysiu, o Krysiu!” zawoła: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Echo mu „Krysiu” odpowie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz próżno patrzy dokoła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nikt nie pokazał się w rowie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Patrzy na rów i na głazy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otrze pot na licu zbladłem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I kiwnie głową trzy razy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakby chciał mówić: już zgadłem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Dzieciątko na ręce bierze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śmieje się dzikim uśmiechem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I odmawiając pacierze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wraca do domu z pośpiechem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/ballady-i-romanse/"&gt;Adam Mickiewicz, „Ballady i romanse”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Scena II. Improwizacja</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/dziady-dziady-poema-dziady-czesc-iii/04/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/dziady-dziady-poema-dziady-czesc-iii/04/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title" id="sub1"&gt;SCENA II. IMPROWIZACJA&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KONRAD&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;po długim milczeniu&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Samotność — cóż po ludziach, czy-m śpiewak dla ludzi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie człowiek, co z mej pieśni całą myśl wysłucha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obejmie okiem wszystkie promienie jej ducha? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieszczęsny, kto dla ludzi głos i język trudzi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Język kłamie głosowi, a głos myślom kłamie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myśl z duszy leci bystro, nim się w słowach złamie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A słowa myśl pochłoną i tak drżą nad myślą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak ziemia nad połkniętą, niewidzialną rzeką. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z drżenia ziemi czyż ludzie głąb nurtów docieką. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie pędzi, czy się domyślą? — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uczucie krąży w duszy, rozpala się, żarzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak krew po swych głębokich, niewidomych cieśniach; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ile krwi tylko ludzie widzą w mojej twarzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyle tylko z mych uczuć dostrzegą w mych pieśniach. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pieśni ma, tyś jest gwiazdą za granicą świata! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wzrok ziemski, do ciebie wysłany za gońca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć szklanne weźmie skrzydła, ciebie nie dolata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko o twoję mleczną drogę się uderzy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Domyśla się, że to słońca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Lecz ich nie zliczy, nie zmierzy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wam, pieśni, ludzkie oczy, uszy, niepotrzebne; — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Płyńcie w duszy mej wnętrznościach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Świećcie na jej wysokościach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak strumienie podziemne, jak gwiazdy nadniebne. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty Boże, ty naturo! dajcie posłuchanie. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Godna to was muzyka i godne śpiewanie. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 6em"&gt;Ja mistrz! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ja mistrz wyciągam dłonie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Wyciągam aż w niebiosa i kładę me dłonie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na gwiazdach jak na szklannych harmoniki kręgach. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;To nagłym, to wolnym ruchem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Kręcę gwiazdy moim duchem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Milijon tonów płynie; w tonów milijonie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Każdy ton ja dobyłem, wiem o każdym tonie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Zgadzam je, dzielę i łączę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;I w tęcze, i w akordy, i we strofy plączę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozlewam je we dźwiękach i w błyskawic wstęgach. — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odjąłem ręce, wzniosłem nad świata krawędzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I kręgi harmoniki wstrzymały się w pędzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Sam śpiewam, słyszę me śpiewy — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Długie, przeciągłe jak wichru powiewy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Przewiewają ludzkiego rodu całe tonie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jęczą żalem, ryczą burzą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I wieki im głucho wtórzą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;A każdy dźwięk ten razem gra i płonie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Mam go w uchu, mam go w oku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jak wiatr, gdy fale kołysze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Po świstach lot jego słyszę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Widzę go w szacie obłoku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Boga, natury godne takie pienie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Pieśń to wielka, pieśń-tworzenie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Taka pieśń jest siła, dzielność, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Taka pieśń jest nieśmiertelność! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż Ty większego mogłeś zrobić — Boże? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz, jak te myśli dobywam sam z siebie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Wcielam w słowa, one lecą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Rozsypują się po niebie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Toczą się, grają i świecą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Już dalekie, czuję jeszcze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ich wdziękami się lubuję, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ich okrągłość dłonią czuję, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ich ruch myślą odgaduję: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Kocham was, me dzieci wieszcze! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Myśli moje! gwiazdy moje! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Czucia moje! wichry moje! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W pośrodku was jak ojciec wśród rodziny stoję, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Wy wszystkie moje! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Depcę was, wszyscy poeci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wszyscy mędrce i proroki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Których wielbił świat szeroki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Gdyby chodzili dotąd śród swych dusznych dzieci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Gdyby wszystkie pochwały i wszystkie oklaski &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Słyszeli, czuli i za słuszne znali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;I wszystkie sławy każdodziennej blaski &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Promieniami na wieńcach swoich zapalali; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Z całą pochwał muzyką i wieńców ozdobą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Zebraną z wieków tyla i z pokoleń tyla, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Nie czuliby własnego szczęścia, własnej mocy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jak ja dziś czuję w tej samotnej nocy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Kiedy sam śpiewam w sobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Śpiewam samemu sobie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak! — czuły jestem, silny jestem i rozumny. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Nigdym nie czuł, jak w tej chwili — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Dziś mój zenit, moc moja dzisiaj się przesili, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Dziś poznam, czym najwyższy, czylim tylko dumny; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Dziś jest chwila przeznaczona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Dziś najsilniej wytężę duszy mej ramiona — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;To jest chwila Samsona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Kiedy więzień i ślepy dumał u kolumny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zrzucę ciało i tylko jak duch wezmę pióra — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Potrzeba mi lotu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wylecę z planet i gwiazd kołowrotu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam dojdę, gdzie graniczą Stwórca i natura. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I mam je, mam je, mam — tych skrzydeł dwoje; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wystarczą: — od zachodu na wschód je rozszerzę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lewym o przeszłość, prawym o przyszłość uderzę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dojdę po promieniach uczucia — do Ciebie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I zajrzę w uczucia Twoje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;O Ty! o którym mówią, że czujesz na niebie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jam tu, jam przybył, widzisz, jaka ma potęga! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Aż tu moje skrzydło sięga. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz jestem człowiek, i tam, na ziemi me ciało; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kochałem tam, w ojczyźnie serce me zostało — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ale ta miłość moja na świecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ta miłość nie na jednym spoczęła człowieku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jak owad na róży kwiecie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Nie na jednej rodzinie, nie na jednym wieku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ja kocham cały naród! — objąłem w ramiona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wszystkie przeszłe i przyszłe jego pokolenia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Przycisnąłem tu do łona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jak przyjaciel, kochanek, małżonek, jak ojciec: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Chcę go dźwignąć, uszczęśliwić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Chcę nim cały świat zadziwić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie mam sposobu i tu przyszedłem go dociec. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Przyszedłem zbrojny całą myśli władzą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tej myśli, co niebiosom Twe gromy wydarła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śledziła chód Twych planet, głąb morza rozwarła — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Mam więcej, tę Moc, której ludzie nie nadadzą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Mam to uczucie, co się samo w sobie chowa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jak wulkan, tylko dymi niekiedy przez słowa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I Mocy tej nie wziąłem z drzewa edeńskiego, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z owocu wiadomości złego i dobrego; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie z ksiąg ani z opowiadań, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani z rozwiązania zadań, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani z czarodziejskich badań. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jam się twórcą urodził: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stamtąd przyszły siły moje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skąd do Ciebie przyszły Twoje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Boś i Ty po nie nie chodził: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Masz, nie boisz się stracić; i ja się nie boję. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyś Ty mi dał, czy wziąłem, skąd i Ty masz — oko &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bystre, potężne: w chwilach mej siły — wysoko &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy na chmur spojrzę szlaki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wędrowne słyszę ptaki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeglujące na ledwie dostrzeżonym skrzydle; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zechcę i wnet je okiem zatrzymam jak w sidle — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stado pieśń żałosną dzwoni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz póki ich nie puszczę, Twój wiatr ich nie zgoni. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy spojrzę w kometę z całą mocą duszy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dopóki na nią patrzę, z miejsca się nie ruszy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Tylko ludzie skazitelni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Marni, ale nieśmiertelni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Nie służą mi, nie znają — nie znają nas obu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 6em"&gt;Mnie i Ciebie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ja na nich szukam sposobu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 6em"&gt;Tu, w niebie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tę władzę, którą mam nad przyrodzeniem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Chcę wywrzeć na ludzkie dusze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak ptaki i jak gwiazdy rządzę mym skinieniem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Tak bliźnich rozrządzać muszę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Nie bronią — broń broń odbije, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Nie pieśniami — długo rosną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Nie nauką — prędko gnije, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Nie cudami — to zbyt głośno. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcę czuciem rządzić, które jest we mnie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rządzić jak Ty wszystkimi zawsze i tajemnie: — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Co ja zechcę, niech wnet zgadną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Spełnią, tym się uszczęśliwią, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;A jeżeli się sprzeciwią, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Niechaj cierpią i przepadną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech ludzie będą dla mnie jak myśli i słowa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z których, gdy zechcę, pieśni wiąże się budowa; — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Mówią, że Ty tak władasz! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiesz, żem myśli nie popsuł, mowy nie umorzył; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli mnie nad duszami równą władzę nadasz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja bym mój naród jak pieśń żywą stworzył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I większe niżli Ty zrobiłbym dziwo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Zanuciłbym pieśń szczęśliwą! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daj mi rząd dusz! — Tak gardzę tą martwą budową, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Która gmin światem zowie i przywykł ją chwalić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żem nie próbował dotąd, czyli moje słowo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie mogłoby jej wnet zwalić. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz czuję w sobie, że gdybym mą wolę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ścisnął, natężył i razem wyświecił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może bym sto gwiazd zgasił, a drugie sto wzniecił — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo jestem nieśmiertelny! i w stworzenia kole &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Są inni nieśmiertelni; — wyższych nie spotkałem — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Najwyższy na niebiosach! — Ciebie tu szukałem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja najwyższy z czujących na ziemnym padole. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie spotkałem Cię dotąd — żeś Ty jest, zgaduję; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech Cię spotkam i niechaj Twą wyższość uczuję — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja chcę władzy, daj mi ją, lub wskaż do niej drogę! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O prorokach, dusz władcach, że byli, słyszałem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wierzę; lecz co oni mogli, to ja mogę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja chcę mieć władzę, jaką Ty posiadasz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja chcę duszami władać, jak Ty nimi władasz. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Długie milczenie&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;z ironią&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Milczysz, milczysz! wiem teraz, jam Cię teraz zbadał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zrozumiałem, coś Ty jest i jakeś Ty władał. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kłamca, kto Ciebie nazywał miłością, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty jesteś tylko mądrością. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ludzie myślą, nie sercem, Twych dróg się dowiedzą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myślą, nie sercem, składy broni Twej wyśledzą — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ten tylko, kto się wrył w księgi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;W metal, w liczbę, w trupie ciało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Temu się tylko udało &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Przywłaszczyć część Twej potęgi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Znajdzie truciznę, proch, parę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Znajdzie blaski, dymy, huki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Znajdzie prawność, i złą wiarę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Na mędrki i na nieuki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Myślom oddałeś świata użycie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Serca zostawiasz na wiecznej pokucie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Dałeś mnie najkrótsze życie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I najmocniejsze uczucie. — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Milczenie&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czym jest me czucie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 6em"&gt;Ach, iskrą tylko! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czym jest me życie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 6em"&gt;Ach, jedną chwilką! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz te, co jutro rykną, czym są dzisiaj gromy? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 6em"&gt;Iskrą tylko. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czym jest wieków ciąg cały, mnie z dziejów wiadomy? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 6em"&gt;Jedną chwilką. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z czego wychodzi cały człowiek, mały światek? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 6em"&gt;Z iskry tylko. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czym jest śmierć, co rozprószy myśli mych dostatek? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 6em"&gt;Jedną chwilką. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czym był On, póki światy trzymał w swoim łonie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 6em"&gt;Iskrą tylko. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czym będzie wieczność świata, gdy On go pochłonie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 6em"&gt;Jedną chwilką. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p class="spacer"&gt; &lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom I, rozdział czwarty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/04/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/04/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czwarty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Było już dobrze z południa, gdy księżna wraz z orszakiem wyruszyła z gościnnego Tyńca do Krakowa. Częstokroć ówcześni rycerze, wjeżdżając do większych miast lub do zamków w odwiedziny do znakomitych osób, przywdziewali na się pełny rynsztunek bojowy. Był wprawdzie zwyczaj zdejmować go zaraz po przebyciu bram, do czego w zamkach wzywał sam gospodarz uświęconymi słowy: „Zdejmcie zbroję, szlachetny panie, albowiem przybyliście do przyjaciół” — niemniej jednak wjazd „wojenny” uważał się za okazalszy i podnosił znaczenie rycerza. Gwoli tej to okazałości tak Maćko, jak i Zbyszko przybrali się w wyborne pancerze i w naramienniki zdobyte na rycerzach fryzyjskich — jasne, błyszczące i po brzegach wpuszczoną nicią złotą ozdobne. Mikołaj z Długolasu, który dużo świata i wielu rycerzy w życiu widział, a był rzeczy wojennych znawcą niemałym, poznał zaraz, iż są to zbroje kowane przez mediolańskich, najsłynniejszych w świecie płatnerzy, takie, na jakie najbogatsi tylko rycerze wspomóc się mogą i z których każda za dobrą majętność starczy. Wnioskował z tego, że owi Fryzowie musieli być znakomitymi ludźmi w swoim narodzie i z tym większym szacunkiem począł spoglądać na Maćka i Zbyszka. Lecz hełmy ich, lubo także niepoślednie, nie były tak bogate, natomiast olbrzymie ogiery, pięknie pokryte, wzbudziły między dworzanami podziw i zazdrość.
 I Maćko, i Zbyszko, siedząc na niezmiernie wysokich kulbakach, spoglądali z góry na cały dwór. Każdy z nich dzierżył w ręku długą kopię, każdy miał miecz przy boku i topór u siodła. Tarcze oddali wprawdzie dla wygody na wozy, ale i bez nich obaj wyglądali tak, jakby ciągnęli na bitwę, nie do miasta.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>5. Po rozbitej głowie chodzi Francuz</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/makuszynski-szatan-z-siodmej-klasy/05/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/makuszynski-szatan-z-siodmej-klasy/05/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;5. &lt;br/&gt;Po rozbitej głowie chodzi Francuz&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Adaś otworzył oczy i zobaczył ponad sobą nisko zwisający pułap. Nie zdawał sobie sprawy z tego, gdzie się znajduje; jedno było pewne, że cały świat z nim razem się kręci. Gdyby nie istniały inne, bardziej ścisłe dowody na krętactwo ziemi, ten mógłby wystarczyć na jego prywatny użytek. Porwana powszechnym entuzjazmem ruchu, kręciła się opasła szafa i łóżko, i stolik. I jakaś postać pędzi w nieznane przestrzenie. Adaś zamknął szybko oczy, porażony niezwykłym zjawiskiem, drobny ten zabieg nie zdołał jednak powstrzymać zawrotnego pędu; tę jedynie mało pocieszającą poczuł odmianę, że zamiast podążyć w towarzystwie starych gratów od zachodu ku wschodowi, leci w tej chwili sam, bez martwego inwentarza, w jakąś głęboką, bezdenną otchłań. Musiał krzyknąć w nagłej trwodze i to go ocaliło przed zniknięciem w czeluściach: ktoś go chwycił za rękę i zatrzymał. Znowu otworzył oczy i ujrzał pochyloną ponad sobą twarz ludzką, lecz tak niezmiernie rozległą, olbrzymią i o zamazanych rysach, jak gdyby cały świat był tą twarzą. Zaczęła się ona jednak kurczyć powoli i przybierać wyraziste kształty, wreszcie po długich zmaganiach się, konwulsjach i piekielnych grymasach stała się dobrym, zatroskanym i bladym obliczem profesora Gąsowskiego. Adaś przyjrzał mu się upartym spojrzeniem i starał się przypomnieć, do kogo należy. Wtedy posłyszał głos rzewny i jakby pełen skargi:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Akt piąty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/balladyna/05/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/balladyna/05/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;AKT PIĄTY&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub0"&gt;SCENA I&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Poranek na leśnej łące. — &lt;em class="person"&gt;Skierka&lt;/em&gt; i &lt;em class="person"&gt;Chochlik&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SKIERKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak po burzy ranek świeży! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byłem u matki bociana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nakarmiłem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHLIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ja na zamku wieży &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ucztowałem u sowy. Gdzie pani Goplana? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SKIERKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znów polecę po rozłogach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Polecę łąką i borem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kwiatki postawię na nogach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozczeszę żyto na grzędzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zatrzymam się nad jeziorem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawołam: «Labu, labusie!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dwa Goplany łabędzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po wód błękitnym obrusie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przypłyną do mnie z ajeru; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Garsteczką złotego żeru &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śnieżne ptaszęta przysypię; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I znów lecę pod leszczynę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie łania Goplany szczypie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błyszczącą deszczem krzewinę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tęczę nad nią zawieszę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I różę nad nią rozwinę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I znowu dalej pospieszę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na skrzydłach babki konika. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Przypływa tuman mgły rannej, oświecony tęczą; spod bramy kolorów wychodzi &lt;em class="person"&gt;Goplana&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chodźcie mnie uścisnąć, aniołki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo Goplana na wieki wam znika. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O! zapłakane fijołki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Róże moje, bądźcie zdrowe. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SKIERKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co ty śpiewasz?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Niestety! niestety! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piosenkę pożegnania. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SKIERKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jeszcze oczerety &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie gną się od jaskółek, jeszcze dnie wiosnowe. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Polecę w okropną krainę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie sosny i śniegi sine, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie słońce jak gasnący żar; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie księżyc jak twarz tych mar, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co z grobu wychodzą na cmentarz. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Anioł kar ze mną popłynie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzycząc mi w duszy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Pamiętasz o róż i malin krainie». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bądźcie zdrowi! bądźcie zdrowi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poplątałam ludzkie czyny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak, że Bogu mścicielowi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeba wziąć grom i upuścić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na ludzkie dzieła i winy... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SKIERKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;My cię nie chcemy opuścić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Goplano! Goplano! Goplano! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Puszczajcie biedną wygnaną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedyś wam o mnie zaśpiewa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piosenkę obca ptaszyna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Usiadłszy na gałązce płaczącego drzewa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bądźcie zdrowi! moja wina, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że wygnana w północ lecę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHOCHLIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze ci w drodze poświecę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak hajduk biegnąc z ognikiem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś długim związane szykiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na północ lecą żurawie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uczepię się tego wianka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I w powietrzu się przepławię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak biedna dziewic równianka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W błękitne rzucona fale. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SKIERKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O biada! o biada! o biada! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOPLANA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Próżne żale! próżne żale!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;pokazuje w głąb lasu&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam szarfa żurawi spada &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na łąki błyszczące rosą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy się żurawie podniosą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uchwycę się szarfy końca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I w błękit polecę blada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Blada jak miesiąc od słońca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lekka jak liść, co opada. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz nad mury gnezneńskiemi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecąc, zaśpiewam smutne pożegnanie ziemi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wychodzi — Skierka i Chochlik lecą za nią.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub1"&gt;SCENA II&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Pod murami Gnezna wał.&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Kirkor&lt;/em&gt; z dobytym mieczem, ze skrzydłami orlimi na barkach, wchodzi na czele wojska. — Chorągwie rozwinięte — trąby grają.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KIRKOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Rycerzy&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Człowiek, co się o berło Lachów upomina, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie chciał wystąpić w szranki; jak podła gadzina &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kryje się, a zebrawszy, co mówię! ten podły &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obietnicami, złotem, zakupiwszy sobie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnogich stronników... rycerz z nieznanymi godły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Walką chce tron owładać i na moim grobie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stanąć jako na pierwszym szczeblu królowania. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnodzy rycerze nasi (niech nas Bóg ochrania &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od takiego szaleństwa i takiej ślepoty!), &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnodzy nasi rycerze przeszli pod namioty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jasnego oszukańca, lecz Bóg patrzy z nieba &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W serca ludzkie; nam zdrajców przekupnych nie trzeba. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skoro przybędzie Popiel, po którego w lasy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Posłałem trzech rycerzy, z orlimi hałasy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzucimy się na złoty obóz samozwańca. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Rycerzy&lt;/em&gt; stojących na murach&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wy zamykajcie bramy... Niech z każdego szańca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na pole walki patrzą mnogie samostrzały! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdybym ja przegrał, zginął, to jeszcze te wały &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Długo bronić się mogą... Niech wam siwe głowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przypomną w chwilę strachu, że mur południowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Najsłabszy, że tam trzeba postawić mur ludzi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale da Bóg, że miasto jutro się obudzi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wolne od zgrai łotrów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RYCERZE&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zwyciężysz, Kirkorze! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KIRKOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli Bóg da... ach! kiedyż ja przyłbicę złożę! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedyż wrócę do żony? kiedyż ujrzę koniec &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krwawym sprawom królestwa i rozbojom? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JEDEN Z RYCERZY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Goniec. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wchodzi &lt;em class="person"&gt;Goniec&lt;/em&gt; kurzawą okryty.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KIRKOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;We trzech wysłani w bory, nie przyprowadzacie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pustelnika Popiela? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GONIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Okropność! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KIRKOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Czy w chacie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie znaleźliście starca? mów... walka nas czeka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GONIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W celi nie było starego człowieka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz na skrzypiącej gałęzi przed chatą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trup jego wisiał na grubym powrozie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z białymi włosy i z podartą szatą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wicher się bawił i trupa kołysał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak stara mamka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KIRKOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Trąbić po obozie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hasło do walki! — Los jemu dopisał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do śmierci gonił nieszczęściem i zabił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieznaną ręką. — Serceś mi osłabił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twoją powieścią, spraw się dobrze w boju. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówisz, że wisiał? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GONIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;W pustelniczym stroju &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wisiał przed chatą. Na nieszczęsnym drzewie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wrona krakała... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KIRKOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Idźmy! niech w powiewie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tańczą chorągwie... idźmy! ścisnąć szyki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nadzieja w męstwie. — Niech zaczną łuczniki!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wychodzi z wojskiem&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub2"&gt;SCENA III&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Namiot &lt;em class="person"&gt;Balladyny&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Kostryn&lt;/em&gt; i &lt;em class="person"&gt;Balladyna&lt;/em&gt; w zbrojach — z hełmami zapuszczonymi wchodzą na scenę.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zostań w namiocie, nie wychodź na pole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo, jak przeczuwam, wkrótce Kirkorczycy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Walkę rozpoczną. Obóz jego w dole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A nasz na górze jak gniazdo orlicy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiele dusz stanie za chwilę przed Bogiem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie młócą żyto, tam plewy z omłotku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecą pod niebo. Stój za gumna progiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nie rozplątuj znów na kołowrotku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczero-sumiennym — zaplątanych pasem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziwnej przeszłości. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wchodzi &lt;em class="person"&gt;Żołnierz&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŻOŁNIERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Z okropnym hałasem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idą do boju szyki Kirkorowe. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Królewiczątko moje, bądź mi zdrowe! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy zwyciężymy? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Siedź, pani, w namiocie. &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj cię próżność nie prowadzi w złocie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na oczy słońca i na łuków żądła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bogdaj byś cicho śpiewała i prządła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szatę królewską lub śmierci koszulę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To albo drugie pewnie ci się przyda... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ha! ha! z proc lecą ołowiane kule, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz, jak kolczate... hej, giermku, gdzie dzida &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tarcza moja? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;bierze tarczę i dzidę z rąk giermka i wychodzi&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;sama&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jeżeli zwycięży, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak mu nagrodzę? w ziemi całej łonie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie znajdę kruszcu na zalanie gardła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Temu Niemcowi. Lecz jeżeli przegra? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeżeli przegra, to się wszystko skończy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chwilą okropną, wszystko się rozwiąże &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak straszna bajka jakiej czarownicy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przegrała, w piersi przebiła się nożem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A nóż zatruty był jadem gadziny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie ta kobieta? Obaczyłam w lesie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Babę podobną do roztrzaskanego &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piorunem dębu... kazałam potworze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z krukami śmierci gonić za obozem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I przynieść jadu czerpanego z węży. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Stara kobieta&lt;/em&gt; w łachmanach wchodzi, podnosząc zasłonę namiotu.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jesteś? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STARA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Przyniosłam rożek ludomoru. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daj... i uciekaj do ciemnego boru, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uciekaj, mówię, stara czarownico; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A spróbowawszy na kim tego jadu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zapłacę tobie... precz, bo cię pochwycą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rycerze moi i na rzece spławią. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Ucieka &lt;em class="person"&gt;Stara kobieta&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Okropna jędza... Włos by gniazdo gadu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wisi w postronkach, a oczy się krwawią &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak zęby wilcze obroczone w ścierwie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nóż ten zatruty piersi mi rozerwie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeżeli w ręce męża wpadnę żywa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I serce moje bijące ukąsi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak żądło osy. Już po jednej stronie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jadem zmazany okropnie poczerniał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zarumienił się rdzą, pozieleniał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A druga strona, jeszcze niedotknięta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śliną wężową, czysta jak tasaki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Świeżo na krętym brusie pociągnione. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wchodzi &lt;em class="person"&gt;Żołnierz&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co słychać? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŻOŁNIERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Panie! wszystko zawichrzone &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na polu walki jak w burzliwej chmurze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy przegrywamy? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŻOŁNIERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Na szańcowej górze, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie rosną brzozy nad źródłem, widziałem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grafa Kirkora; otoczony wałem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabitych ludzi, trzyma się i siecze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jasną siekierą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Z czymżeś ty, człowiecze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do mnie przysłany? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŻOŁNIERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Donoszę ci, książę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że dwiestu ludzi przekupionych wczora &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeszło na polu z szeregów Kirkora &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na stronę naszą. Jeśli się rozwiąże &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na lewym skrzydle łuczników gromada &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kupiona złotem, pole będzie nasze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze nie przeszli! opieszała zdrada &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gorsza niż wierność... Idź w bojową kaszę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z łyżką żelazną, jeżeli w nią wpadnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głowa jakiego wodza, będziesz panem... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozumiesz? można spoza góry snadnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podejść... zaskoczyć na plecy — czakanem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciąć w łeb stalowy. — Idź — bić — i zabijać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wchodzi drugi &lt;em class="person"&gt;Goniec&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GONIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lewe się skrzydło zaczęło rozwijać &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pierzchać w Gnezno... wkrótce walki koniec. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przy nas zwycięstwo... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dobrej wieści goniec &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech ma zapłatę... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;daje pieniądze&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Czy wódz wrogów wzięty? &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GONIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widziałem sztandar Kirkora zatknięty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na małym wzgórku, gdzie rosną trzy brzozy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A trupów szaniec urósł tak wysoko &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Około niego, że my pełni zgrozy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani wziąć wodza mogliśmy na oko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani przestąpić umarłego wału. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeżeliś pełny męstwa i zapału, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli chcesz kiesy po wierzch pełnej srebra; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idź na ten wzgórek, niech ci trupie żebra &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będą drabiną, postronkami włosy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idź i zabijaj... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Słychać okrzyki.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co to są za głosy? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Kostryn&lt;/em&gt; wchodzi zbrojny i krwią pomazany.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Kirkor? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zginął... &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;chowając nóż zatruty po jednej stronie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Miałam nóż gotowy... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Winnam ci życie. Naczelników głowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech kat pościna — idź, wydaj rozkazy... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Kostryn&lt;/em&gt; wychodzi.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GŁOSY ZA NAMIOTEM&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech żyje wódz nasz, Fon Kostryn! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Niech żyje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wódz wasz, Fon Kostryn... powtarzam wyrazy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak głupia sroka... rzucę się na szyję &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niemca i węzłem pocałunków zduszę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Kostryn&lt;/em&gt; wprowadza poselstwo ze stolicy — jeden z obywateli niesie na tacy złotej chleb i sól.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oto poselstwo z poddanej stolicy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kazałeś wieszać? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Pierwsi buntownicy &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już zgromadzeni pod maćkową gruszę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ta się cieszy, że do siego roku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwa razy będzie nosiła owoce. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do poselstwa miejskiego&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czego wy chcecie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Posłowie klękają.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POSEŁ MIEJSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Aniele z obłoku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do ciebie serca narodu sieroce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wznoszą się wszystkie, ty bądź kraju panem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stolica całym zniżona kolanem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czeka na ciebie z otwartymi bramy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Witaj więc! witaj, miły hospodynie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Serca i skarby, i wszystko, co mamy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod nogi twoje strumieniem popłynie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Boś już zasłużył na wdzięczność narodu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skaraniem hersztów, którzy nas uwiedli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ci nas mękami, karą miecza, głodu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W mieście trzymali; a nasze zaś serca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciebie szukały. Obyśmy dowiedli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że między nami żaden przeniewierca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na gniew twój, wielki panie, nie zasłużył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obyś żył długo, obyś skarbów użył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obyś nieszczęsną przyciśnionych dolą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tu przed tobą klęczących na prochu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjął łaskawie. Chlebem cię i solą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Witamy, panie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Kostryna&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Czy z tego motłochu &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żaden przeciwko mnie nie nosił broni? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwóch językami walczyło po mieście, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lud namawiając do boju. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Gdzie oni? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;wskazując&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan burmistrz Kurier i Pismo. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Powieście &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obu rycerzy burmistrzów na dzwonie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wieży zamkowej. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY Z POSŁÓW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Panie! w twoim łonie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kamienne serce. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;To wreście, to wreście &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na wasze prośby ułaskawiam obu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wybić im zęby i wyłamać szczęki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj nie walczą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY Z POSŁÓW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Więc nie ma sposobu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ubłagać ciebie przez łzy ani jęki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żelazny panie nasz? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jestem kobiétą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;widząc, że się cofają z przerażeniem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż to? Cofnęli się jak od zarazy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I znów jak wiatrem kołysane żyto &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biją głowami? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY Z POSŁÓW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Na twoje rozkazy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czekamy, pani, panuj z ludu wolą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bez ludu woli... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dajcie mi chleb z solą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Posłowie, ufam drożdżom tego ciasta. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chodź tu, Kostrynie. Winnam ci tak wiele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że ci połowa zdobytego miasta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Połowa kraju i chleba połowa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słusznie należy... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wyjmuje nóż zatruty po jednej stronie i rozcina na dwoje chleb&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wszystkim się podzielę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A serce weźmiesz całe. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;klękając&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;O! królowa! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;kosztując chleb, widzi, że &lt;em class="person"&gt;Kostryn&lt;/em&gt; także je podaną sobie połowę&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyń, co ja czynię. Nie lękam się jadu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W chlebie poddanych. Choćby miasto żyta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Użyli łusek żelaznego gadu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Smaczną ci będzie żelazem zdobyta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bułka... Jedz, proszę... trzeba ludziom wierzyć. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A teraz każcie z tryjumfem uderzyć &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W trąby zwycięskie. Idźmy, wojownicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do otworzonej żelazem stolicy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wychodzi oparta na &lt;em class="person"&gt;Kostrynie&lt;/em&gt;, za nią posłowie i lud&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub3"&gt;SCENA IV&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Sala królewska w Gneznie — tron w głębi — &lt;em class="person"&gt;Kanclerz&lt;/em&gt; u stóp tronu. &lt;em class="person"&gt;Panowie&lt;/em&gt; państwa. &lt;em class="person"&gt;Wawel&lt;/em&gt; dziejopis. — &lt;em class="person"&gt;Paź&lt;/em&gt;. — &lt;em class="person"&gt;Dwór&lt;/em&gt;. — &lt;em class="person"&gt;Sędziowie&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko gotowe na przyjęcie pana. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zasiądźcie teraz ławy po urzędzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przy samym tronie wodzowie i sędzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szafarze zboża, dolewacze dzbana. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech wszystkich razem nowy król powita. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wchodzi &lt;em class="person"&gt;Goniec&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GONIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Świetny urzędzie, wieść przynoszę ważną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nasz król, pan nowy — kobiéta. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Kobiéta! &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WSZYSCY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Królem kobiéta! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Niech będzie odważną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak była Wanda... niech tak dobrą będzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale szczęśliwszą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Goniec&lt;/em&gt; drugi wchodzi.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GONIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Prześwietny urzędzie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Królowa weszła już do bram stolicy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każcie, niech wszystkie serca na dzwonicy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biją dzień cały, tak jak serca ludu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY Z PANÓW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wieszczbiarz nie może wytłumaczyć cudu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co się ukazał dzisiaj narodowi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lud niespokojny. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co za cud? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY Z PANÓW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nad opis. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeżeli chcecie, to go wam opowié &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I w księgi wpisze szlachetny dziejopis &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Królów na Gneznie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Przemądry Wawelu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy sam widziałeś? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WAWEL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co widziało wielu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mogę poświadczyć jak świadek naoczny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dnia tego ranek był po stronach mroczny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz się wyjaśnił ku wschodowi słońca — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc jak widziałem prawie sam... od końca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niebios, skąd błyszczy gwiazda Oryjona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyleciał lecąc sznur żurawi biały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A na nim wisząc za śnieżne ramiona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mglista niewiasta. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;I wszystko widziały &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twe własne oczy, przemądry Wawelu? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WAWEL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie ja widziałem, lecz widziało wielu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mogę przyświadczyć na rzecz z mego czasu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PAŹ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja sam widziałem z goplańskiego lasu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za żurawiami lecącą dziewczynę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta na ostatnią orszaku ptaszynę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Padając, białe zawiązała rączki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za szyję ptaka; a głową do ziemi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sypała włosów rozwite obrączki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jasne jak słońce, i tak na warkoczu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy promieniami rozwiał się złotemi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Leżała płynąc. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Trzeba dziecka oczu, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby na szmatach niebieskiego płótna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obraz widziały. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Ściemnia się jak przed burzą.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JEDEN Z PANÓW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co to? ciemność smutna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na tron upadła i nam na oblicza: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak zaćmionego słońca tajemnicza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zieloność — bladzi staniemy przed panią. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KILKU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Okropna ciemność. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wchodzi &lt;em class="person"&gt;Strażnik&lt;/em&gt; wieży.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STRAŻNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nad blaszaną banią &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Królewskich zamków, skąd w niebo wytryska &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Igła złocona, okropne chmurzyska &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wkoło się czarnym owinęły wiankiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I coraz grubsze już wiszą nad gankiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie ustawiona muzyka króleska. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A cała nieba równina niebieska, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakby się z jednej urągała chmury. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bijcie we dzwony. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STRAŻNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Łono ma z purpury &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ognistej... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Deszczu potrzeba, niech pada. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STRAŻNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na czarnym wozie jakaś jędza blada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stu żurawiami wywieziona z piekła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wężami stado wędrujące siekła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I kierowała nad zamek do chmury. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siedzi w mgle teraz, ale jęk ponury &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piekielnych ptaków z mgły się wydobywa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszycie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Słychać jęk z wieży.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Prawda, jakiś jęk nieznany! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANOWIE&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;zrywając się z ław&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Okropność!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Niech się żaden z ław nie zrywa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ty, strażniku, musiałeś być pjany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I sam stworzyłeś wieść o czarownicy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STRAŻNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja sam widziałem i lud z okolicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I lud gnezneński... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;OKRZYKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;za sceną&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Niech żyje królowa! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Balladyna&lt;/em&gt; wchodzi w królewskim ubiorze, w koronie &lt;em class="person"&gt;Kostryn&lt;/em&gt; w zbroi — &lt;em class="person"&gt;Lud&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pani! niech będzie poświęconą głowa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co nam przynosi koronę Popielów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Witaj i panuj tak mądrze i szczodrze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ażebyś z Bogiem do najświętszych celów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lud prowadziła. Przewiąż się na biodrze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szatą czystości, czoło wznieś do nieba. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daj łaskę winnym — daj łaknącym chleba, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wszystkim niechaj rządzi sprawiedliwość. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;z tronu&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż mam uczynić? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Praw naszych gorliwość &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O dobro ludu stanowi od dawna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że król, nim siądzie do pierwszego stołu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim da spoczynek strudzonemu czołu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które uciska w dzień korona sławna: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wprzódy na ławie sądowniczej siada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rozwiązuje kryminalne sprawy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech się tak stanie, jak wasze ustawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każą... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Kostryn&lt;/em&gt; chwieje się i pada.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JEDEN Z PANÓW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co to jest? wódz blednie i pada? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Balladyna&lt;/em&gt; przystępując do leżącego &lt;em class="person"&gt;Kostryna&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co to się znaczy... słabo ci? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Umieram. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panie mój! drogi! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOSTRYN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Precz! jędzo trująca! &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zrzućcie ją z tronu — ja pierwszy otwieram &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grobowiec ciemny dla ludzi tysiąca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co będą żyli pod nią... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;On w malignie... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wynieść go! wynieść!... ciało jego stygnie... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech lekarz jaki uzdrowi go, za to &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Połową kraju zapłacę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LEKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Już skonał. &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wynoszą ciało &lt;em class="person"&gt;Kostryna&lt;/em&gt;. &lt;em class="person"&gt;Lekarz&lt;/em&gt; idzie za nim.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pani, okropną zasmucona stratą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znoś ją cierpliwie. Bóg ciebie przekonał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na samym wstępie u złotego tronu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że przy tych szczeblach stoi widmo zgonu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I czeka na nas. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do siebie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Już przeszłość zamknięta &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W grobach... Ja sama panią tajemnicy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;głośno&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każcie wojennym brańcom rozkuć pęta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zastawić stoły na rynkach stolicy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dawać co dnia dla żebraków strawę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wdzięczność i sława tobie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ja o sławę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie dbam, a wyższa teraz nad sąd ludu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będę, czym dawno byłabym, zrodzona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod inną gwiazdą. Życie pełne trudu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na dwie połowy przecięła korona. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeszłość odpadła jak od płytkiej stali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którą po stronie jednej ośliniła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żmija — połowa jabłka leci zgniła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I czarna jadem. Wyście mnie nie znali &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Taką, jak byłam — niech więc lud nie śledzi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeszłości mojej. Wiecie, com wyznała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A resztę wyznam księdzu na spowiedzi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ha! jeszcze jedno — poszukajcie ciała &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grafa Kirkora między gęste trupy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I na ten wzgórek, gdzie już tylko słupy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brzóz obrąbanych mieczami się bielą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zanieście mary z jedwabną pościelą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na tej pościeli przyniesiecie śpiące &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwłoki Kirkora... Niech ludu tysiące &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płacze przy marach tego, co z orężem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poległ mym wrogiem... a był moim mężem. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaprawdę mówię, ja — po grafie wdowa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz niech nie roi bajek tłum gawiedzi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co miała wyznać, wyznała królowa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A resztę powie księdzu na spowiedzi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz, kanclerzu, wywołaj przede mnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbrodniów — na pierwszym siedzę trybunale. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli fałsz wydam, niechaj będzie ze mnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gniazdo robaków! niech się ogniem spalę! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani mię ujmie dobroć, ani trwoga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani odwiodą ludzie, ani czarty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przysięgam sobie samej, w oczach Boga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Być sprawiedliwą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Woźni! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WOŹNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Sąd otwarty. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oto jest księga praw. — Oto Zbawiciel &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na suchym drewnie krzyża rozpostarty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ucałuj księgę i krzyż! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WOŹNY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Oskarżyciel. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Staje &lt;em class="person"&gt;Lekarz&lt;/em&gt; zamkowy.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ktoś jest?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LEKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Królewski lekarz. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;O co sprawa? &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LEKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O jadotrucie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Na kim? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LEKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Na Kostrynie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twój wódz, o pani można i łaskawa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otruty skonał; wielki rycerz ginie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od jadu, co się zowie ludomorem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na jego ciele żelaznym kolorem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyszło tysiące plam; skonał otruty. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kogóż posądzasz? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LEKARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Niech sąd szuka winnych. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbrodniarz nieznany? odłożyć do innych &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sądów tę sprawę. Niech ma czas pokuty. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwyczajem kraju jest, mościa królowo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wydawać wyrok choćby nad nieznanym &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zawieszony miecz trzymać nad głową &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tajnego zbrodnia, aż będzie schwytanym &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I da nam gardło. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Są jednak zbrodniarze &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyżsi nad wyrok, święci jak ołtarze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niedosiągnieni... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Takich Bóg ukarze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do ciebie ziemski wyrok dać należy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczero-sumienny. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cóż wyrzekły prawa? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeżeli który z szlachty i z rycerzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trucizną gorzką na życie nastawa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Równego sobie i dopełni czynu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To kara miecza. Jeśli zaś kto z gminu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otrucie spełni... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dosyć!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Sądź, królowo. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj u ciebie mniej waży praw słowo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niż głos sumnienia. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Skończmy! Otrawiciel &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Winien jest śmierci. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Na zamkowym progu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otrąbić wyrok. A jeżeli mściciel &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kat nie wypełni, zostawiamy Bogu! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Słychać trąby.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech teraz stanie drugi oskarżyciel. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wchodzi &lt;em class="person"&gt;Filon&lt;/em&gt; z nożem i z dzbankiem malin, ubrany w kwiaty.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ktoś jest?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FILON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cień tego, czym byłem. O! smutki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyście mi pamięć odjęły na wieki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dręcząc pamięcią. Jako nezabudki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trącane ciągle od płynącej rzeki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znajdują radość w ciągłym kołysaniu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błękitnej fali: tak ja, bity falą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płynących smutków, we łzach i w niespaniu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ulgę znajduję. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Prawodawczą szalą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie można ważyć tego człeka mowy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tłumacz się jaśniej. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FILON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Oto malinowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzbanek, a oto nóż. A te maliny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Były pod głową zabitej dziewczyny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nóż był w jej piersiach. Niechaj z tego dzbanka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wypłynie nowy Eurotas płaczu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech zaprowadzi smutnego kochanka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Falą przejrzystą do kochanki grobu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ja mu powiem: «Strumyku tułaczu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzięki ci wieczne, w grobie dla nas obu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będzie spoczynek i cichości morze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przebacz, Apollo! promienisty Boże! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że łzy przyszedłem przed ludźmi wylewać &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I smutek z nimi łamać jako chleby. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przychodzę ludziom smutną pieśń wyśpiewać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyszedłem jako Orfeusz w Ereby &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prosić Plutona, by mi wrócił żonę». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słuchajcie! ona żoną moją była, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żoną mej duszy; dziś jedna mogiła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamyka białe ciało, zakrwawione &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tym nożem... patrzcie! Oto na tym dzbanku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znalazłem martwą, o wiosny poranku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabitą nożem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;W tej zawiłej skardze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czuć zbrodni zapach... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Kanclerzu, ja gardzę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szalonych ludzi zaskarżeniem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Pani! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sąd winien śledzić do ostatka, ani &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pogardzać smutnym psa na kogo wyciem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więcże, pasterzu, rozstała się z życiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twoja małżonka? i znalazłeś ciało &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nożem przebite. Kiedy się to stało? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FILON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzy razy księżyc i gwiazdy pobladły &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przed Apollinem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Mów, na kogo padły &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twe podejrzenia o zabójstwo krwawe? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FILON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach! Parki! Parki! Parki niełaskawe &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przecięły srebrną nitkę jej żywota; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może też z nieba jaka gwiazda złota &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pozazdrościła mej kochance blasku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W oczach, i oczom zawrzeć się kazała. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzież ją znalazłeś? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FILON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;W dumającym lasku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod cieniem wierzby rozpłakanej, spała &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Snem nieprzespanym. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zawikłana sprawa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wydaj, królowo, wyrok na nieznanych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Radź się sumnienia. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A jak sądzą prawa? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za śmierć chcą śmierci. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Z tych pozabijanych &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie będziem mieli prochu ani ćwierci. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wydaj sumienny sąd. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Winna jest śmierci. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Winna... Więc sądzisz, że zbrodniarz niewiasta? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sądzę, jak sądzę... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Niech ludowi miasta &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otrąbią wyrok na zamkowym progu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Katowi zemsta należy lub — Bogu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Trąby.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech teraz stanie oskarżyciel trzeci. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wchodzi ślepa &lt;em class="person"&gt;Wdowa&lt;/em&gt;, matka Balladyny.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ktoś ty jest? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wdowa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Na kogo? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Na dzieci &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skargę zanoszę... Mówią, że królowa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piękna jak anioł, niechaj ona sądzi... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miałam dwie córki, stara, biedna wdowa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żywiłam obie. — Jak to często błądzi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Człowiek na ziemi, czekając pociechy — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Młodsza uciekła spod matczynej strzechy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niedobre dziecko. Lecz druga... o Boże! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Królowo moja, ty jak anioł biała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sądźże ty sama! — Druga poszła w łoże &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wielkiego grafa; bogdajbym skonała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli ja kłamię; graf ją wziął za żonę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Królowo moja, bogdaj ci koronę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bóg wiecznie trzymał na tej mądrej główce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Osądź! — W tej drugiej córce jak w makówce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Było rozumu. Graf ją kochał bardzo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale ja matka kochałam jak matka! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż tu w jej zamku już służalce gardzą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biedną staruszką — cierpię do ostatka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzgardę służalców, grób był dla mnie blisko — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż tu mnie jednej nocy te córczysko &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W obliczu ludzi zaprzało się głośno... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«A! córko», mówię, «bądźże ty litośną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dla starej matki, co już bliska truny». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Była noc straszna i deszcz, i pioruny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pioruny i deszcz, i ciemno, i burza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Córka kazała wypędzić z podwórza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnie, starą matkę, na wichry i deszcze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W noc i w pioruny, i w burzę, i jeszcze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głodną kazała — niech jej Pan Bóg Stwórca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przebaczy! — Głodną wypędzić z podwórca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do lasu... Wiatr mię poniósł za łachmany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piorun wypalił oczy. O! różany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mój królu! złoty mój panie! litości! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pani, ty milczysz? Takiej nieprawości &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mszczą się okropnie nasze mądre prawa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przecież nie śmiercią? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Lechitów ustawa &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śmierć przepisuje na niewdzięczne dzieci. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj cię księga naszych praw oświeci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czytaj... i czytaj we własnym sumnieniu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ty, staruszko, nazwij po imieniu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyrodną córkę, a kat ją ukarze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chociażby z pierwszym grafem państwa w parze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Los ją powiązał... Powiedz grafa miano &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I córki imię, a prawa dostaną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przez mury zamku jej serca i głowy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co? śmierć na córkę?... Panie, bądź mi zdrowy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żegnaj, królowo, ja wracam do boru, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będę żyć rosą... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Podług ustaw toru, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto zaniósł skargę, odstąpić nie może. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyznaj... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie! nie! nie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wziąć na tortur łoże, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wszystkie stawy jej w żelazne kleszcze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż? wyznaj, stara... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie, panie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Raz jeszcze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pytam się ciebie o imię złej córy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ona niewinna. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wziąć ją na tortury. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;wydzierając się straży&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Królowo moja, zlituj się! ja stara! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja bym być mogła matką twoją... Boże! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty nic nie mówisz? Nic?... To jakaś mara &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Straszna na tronie. Więc ja się położę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na tych żelazach i skonam, a w niebie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bóg wam odpuści. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wygadasz w boleści. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WDOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panie mój! jasny panie! i u ciebie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żelazne serce... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;odchodzi ze strażą&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Praw się trzymam treści. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A za to niech mię wielki Bóg obwini, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub uniewinni... A ty, monarchini, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiedz, że mam serce pełne łez, goryczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I przerażenia. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Słychać jęk.&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co to jest? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŻOŁNIERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;To krzyczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stara kobieta... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;I nic nie wydała? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŻOŁNIERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Poczekajmy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Z mego teraz ciała &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kat zrobił sercu torturę... rozciąga... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wody! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Podają pić.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŻOŁNIERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Już zdjęta z żelaznego drąga. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiedziała co w bolach? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŻOŁNIERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Umarła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Umarła, mówisz? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŻOŁNIERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jak ją kat położył &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na tortur kleszczach, to oczy zawarła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A patrząc na nią, kto by się pobożył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że to kościany Chrystus był bez ducha. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każda kosteczka wywiędła i sucha &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przez rozciągniętą skórę wyglądała &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prosząc o litość... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;I nic nie wydała? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŻOŁNIERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Umarła cicho... A na suchej twarzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwa wykopała dołki śmierć kościana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I w obu dołkach stoją łzy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Od rana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siedzę na sądach, a żaden z nędzarzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak nie pracuje długo i tak znojnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już noc, panowie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie... to czarna chmura &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wisi nad zamkiem. Poradź się spokojnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twego sumnienia, czego wartą córa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dla której matka taką śmiercią kona? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wy ją osądźcie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Niech twoja korona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przybierze blasku sądem sprawiedliwym. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ona zaprawdę winna ogniem żywym &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Być obrócona na węgiel piekielny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Osądź ją... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WSZYSCY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Osądź! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jak Bóg nieśmiertelny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Winna jest sądu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WSZYSCY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Pociąć ją na ćwierci. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Radź się sumnienia i sądź. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BALLADYNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;po długim milczeniu&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Winna śmierci! &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Piorun spada i zabija królowę — wszyscy przerażeni.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KANCLERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Król-kobieta piorunem boskim zastrzelony; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamiast w koronacyjne bić w pogrzebu dzwony! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;KONIEC &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/balladyna/"&gt;Juliusz Słowacki, „Balladyna”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Akt trzeci. Spisek koronacyjny</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/kordian/05/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/kordian/05/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;AKT TRZECI. SPISEK KORONACYJNY&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub0"&gt;SCENA I&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Plac przed zamkiem królewskim w Warszawie, okna dokolnych domów przystrojone kobiercami, pełne widzów. — Wielkie rusztowanie, czerwonym suknem nakryte, zalega większą część placu — na nim siedzą rzędami przystrojone kobiety... Najbliżej widza kolumna Zygmunta, na podstawie lud zasiadł... Ludzie różnego stanu stoją dokoła i patrząc na zamek rozmawiają&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;No! patrzaj, panie kumie, co przed zamkiem stoi... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To car nasz miłościwy kazał stawić w nocy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Te wielkie rusztowanie... jeśli naród zbroi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To będą ścinać głowy... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGI Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Waść rzucasz jak z procy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niepomyślane baje... na te rusztowanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wchodzą wielmożni nasi i wielmożne panie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co na koronacyją chcą patrzeć z wysoka... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY MŁODZIENIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kwiatem dam się pokrywa estrada szeroka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGI MŁODZIENIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Estrada! jakie słowo! — Ja przyswoić wolę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyraz wschodowidownia. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY MŁODZIENIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zgoda, mój purysto. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz patrzaj, pióra, kwiaty, tiule, parasole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To istna łąka. — Chciałbym zostać ziemną glistą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pełzać po tych kwiatach. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGI MŁODZIENIEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wolisz zostać carem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I chodzić po tych głowach. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZEWC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Uf! jak duszno! tłumnie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siła miejsca ubyło z grubym piwowarem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odkąd się przy Zygmunta zatoczył kolumnie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZLACHCIC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Toć ten sam, który niegdyś jak koń w taczkach chodził &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za jakieś przewinienie, z woli księcia pana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak wychudł biedak wówczas i tak się wygłodził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że, jak mówią, aż własne obaczył kolana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I łzami się rozpłakał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZEWC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Któż mu tu przyjść radził? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wstyd mu biją te kotły i wstydem gra trąba, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chyba żywot kulami i siarką nasadził &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I chce się u nóg cara rozprysnąć jak bomba. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZLACHCIC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten szewc pojął honoru i zemsty prawidła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawidła... Mój kalambur upadł — o! lud głupi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie podjął kalamburu! o! zgrajo przebrzydła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto twoje berło kupi, kij pastucha kupi... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZEWC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cha! cha! cha! jak się szlachcic czerwony jendyczy!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cicho! słuchajcie — oto pierwszy szereg krzyczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cesarz przechodzi — krzyczmy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KILKU Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Niech żyje! niech żyje! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic nie widać... Chorągiew z wiatrami się bije &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I posuwa się z wolna... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGI Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Idzie jakiś starzec, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siwy cały — oh, siwy jak srebrzysty marzec, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niesie złotą poduszkę, na niej szabla leży... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŻOŁNIERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oj, dobrze cesarzowi, że polskie szablice &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śpią sobie na poduszkach... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wielki Książę bieży &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nakazał gardłowej przegrywać muzyce. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Słychać śpiew na nutę: &lt;em class="book-title"&gt;God save the king.&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŻOŁNIERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ha! ha! dmą sobie ludzie w gardła jak w oboje. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sypnęły się zielone szambelanów roje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pożółciałe haftami, niby pszczoły z ula... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ha, idzie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KILKU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Kto? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Król. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŻOŁNIERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;śpiewa&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Boże, pochowaj nam króla! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZEWC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie w takt śpiewasz i nie w sens... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŻOŁNIERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ha! nie moja wina, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod Maciejowicami ogłuchłem od kuli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I przyznam się, że nie znam, jak w mariasza króli; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy się z nimi kozyrna połączy dziewczyna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To sobie ze czterdziestu choć na dyszlu walę... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZEWC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciszej no! waść o królach gadasz tak zuchwale, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gdyby szpiegi butów nie umieli skroić? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wierz mi, waść — co masz gadać, to wolałbyś broić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kiedy nie masz dratwy, to dziur nie kol szydłem... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KILKU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cha! cha! cha! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;To go wstrzymał skórzanym wędzidłem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GARBATY ELEGANT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pozwólcie też, panowie, spojrzeć człowiekowi... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KILKU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Garbuś! garbuś! Ustąpcie miejsca garbusiowi... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wsadzić go na ramiona... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZEWC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zgodziłby się mały! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak o nim historyja świat obiegła cały. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wracając nocą nie mógł rynsztoka przeskoczyć; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sajetowego sukna nie chciało się zmoczyć; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czeka... Aż tu przechodzi drogą pozytywek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc w prośby, by go ludzie zanieśli do domu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgodzili się, na skrzyni konno usiadł krzywek; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy go tam przywiązali jak garść suchą łomu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nuż korbą kręcić, różne muzyki wygrywać &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I do szynków zachodzić... musiał biedak śpiéwać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A nie śpiewać, to ludziom grać jak z dobrej woli... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KILKU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cha! cha! cha! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŻOŁNIERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ze starego śmiejcie się żołnierza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz wara z ułomnego przedrwiwać niedoli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie on?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;At w inną stronę poszła sobie wieża... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGI Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Car przeszedł, a my wszyscy patrzali jak głupce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na garb i nie widzieli cara... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wielka szkoda! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idźmy lepiej po bruku wybijać hołupce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówią, że z beczek wino leje się jak woda. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Lud się rozchodzi&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub1"&gt;SCENA II&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wnętrze kościoła katedralnego — ołtarz wielki rzęsiście oświecony. — Prymas z bogato przybraną asystencją odprawia mszę. — Muzyka... &lt;em class="person"&gt;Cesarz&lt;/em&gt; stoi pod szkarłatnym baldakimem, na szczeblach tronu polscy dygnitarze państwa i jenerałowie moskiewscy... Prymas lud żegna i przystępując do cesarza podaje mu koronę, cesarz kładzie ją na głowę. — Kanclerz podaje na wezgłowiu miecz państwa, cesarz mieczem robi znak krzyża na cztery strony świata. Prymas podaje księgę konstytucyjną&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CESARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;kładąc rękę na księdze&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Przysięgam!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Znów cisza głęboka... Prymas odchodzi do ołtarza i intonuje psalm &lt;em class="book-title"&gt;Te Deum&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub2"&gt;SCENA III&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Plac przed zamkiem i lud jak w scenie pierwszej. Muzyka gra pieśń &lt;em class="book-title"&gt;God save&lt;/em&gt;: Boże, zachowaj króla nam.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Car się ukoronował, wychodzi z kościoła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przysiągł konstytucyją święcić jak pacierze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGI Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wróciwszy, pewnie w zamku zasiądzie do stoła? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć królem, to jeść musi jak i każde zwierzę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZLACHCIC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wiecież, co jeść będzie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGI Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A proszę waszmości? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Toć zapewne nie będzie ogryzał tam kości, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Toż królowi na pokarm dostateczny stawa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZLACHCIC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będzie zjadał bażanty, a na wety — prawa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZEWC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Waćpan musisz zagadki słać do Kuryjera. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co to za krzyk? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zapewne żandarm tłum przeciera. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STOJĄCY NA KOLUMNIE&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O! nie, to się sam książę wdał z babami w boje. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GŁOS DALEKI KOBIECY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziecię moje! o! dziecię! dziecię! dziecię moje! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do stojącego na kolumnie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coż to za krzyk? Waszmości czoło aż pobladło. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STOJĄCY NA KOLUMNIE&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Książę uderzył starą kobietę z dziecięciem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potknęła się i dziecko do rynsztoka padło. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbiegł się tłum... teraz cały ucieka przed księciem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tylko widać starą nad dzieckiem kobiétę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciałem dziecię zakrywa... To odwaga rzadka! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GŁOS DALEKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziecko zabite... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GŁOS BLIŻSZY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dziecko zabite... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STOJĄCY NA KOLUMNIE&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do dalszych&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zabite... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LUD&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A matka?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STOJĄCY NA KOLUMNIE&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Kto wie, czy to matka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LUD&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;O! to matka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Inna by już uciekła; co się tam z nią stało!?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STOJĄCY NA KOLUMNIE&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czekajcie! Dwóch żandarmów niebogę porwało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamietli przed cesarzem krwią polane bruki... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Lud&lt;/em&gt; częścią się rozchodzi ponury... Orszak koronacyjny powraca do zamku... Lud przerzedzony milczy — muzyka gra — ściemnia się. Lud rzuca się na sukno pokrywające estradę&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LUD&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To dla nas sukno! dla nas! rozerwać je w sztuki!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Ściemnia się coraz bardziej. — Ludzie rozerwali sukno i w czerwone płachty okryci rozchodzą się po ulicach... Przy beczkach z winem, widać jeszcze garstkę pijących... Człowiek, czarnym płaszczem okryty, miesza się między nich i śpiewa&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;ŚPIEW NIEZNAJOMEGO&lt;/em&gt;&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Pijcie wino! pijcie wino! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Nie wierzycie, że to cud, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Gdy strumienie wina płyną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Choć nie sadzi winnic lud. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Pij, drużyno! pij, drużyno! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chrystus wodę mienił w wino, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Gdy weselny słyszał śpiew, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy wesele było w Kanie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;głośniej&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdy przyszło zmartwychwstanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chrystus wino mienił w krew... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Jutro błyśnie jutrznia wiary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Pijcie wino! idźcie spać! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;My weźmiemy win puchary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;By je w śklanny sztylet zlać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Niech ten sztylet silne ramię &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;W piersi wbije i załamie... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Pijcie wino! idźcie śnić! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz się będzie świt promienić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeba wino w krew przemienić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Przemienione wino pić!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Pieśń ustaje — nieznajomy odchodzi&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto to śpiewał? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGI Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Śpiew huczał we mnie i pode mną... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;TRZECI Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idźmy do domu... Jest coś strasznego... tak ciemno... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub3"&gt;SCENA IV&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Loch podziemny w kościele Św. Jana, wkoło trumny królów polskich, w głębi mały ołtarz. Przed ołtarzem stół okrągły — jedna lampa i krzesło. &lt;em class="person"&gt;Prezes&lt;/em&gt; spisku sam jeden siedzi za stołem — w czarnej masce i z siwymi jak śnieg włosami... Widać schody prowadzące na górę do korytarzów kościelnych, na schodach &lt;em class="person"&gt;Szyldwach&lt;/em&gt; widny do połowy&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PREZES&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;sam&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Ciemna jaskinio trumien, znam ja ciebie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Nieraz w te prochy iskrę myśli kładłem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Budziłem królów, serca ich odgadłem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Działali... w dziejach jak na jasnym niebie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Nigdzie czerwone nie padały plamy. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Gdybyście, króle, z trumien dziś powstali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Ludzie by rzekli: «O, znamy was! znamy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Starzec nam o was mówił, żeście biali &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Jako anieli... Tak nam starzec prawił». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaż bym tron nieskalany Polaków zakrwawił? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzuciłem się w otchłani spisków czarne cienie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zapalonej młodzieży sztyletami władam, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mam sto rąk, sto sztyletów... gdy chcę, sto ran zadam; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzrok mój przytępiał długim wiekiem, lecz sumnienie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ma bystre oczy, widzę, że światło zagasło. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lepiej przy Waszyngtonie było umrzeć... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZYLDWACH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Hasło!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GŁOS&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Winkelried! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZYLDWACH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tędy! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;schodzi do lochu zamaskowany w ubiorze księdza&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KSIĄDZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Prezes wszystkich nas ubiegłeś. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PREZES&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie dziw się, że mię w grobach pierwszego spostrzegłeś, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Starość mię prowadziła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KSIĄDZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Powiedz mi, prezesie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak się to skończy? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PREZES&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie wiem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KSIĄDZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Burza nie rozniesie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sztyletów tak jak liści... Byle się udało! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PREZES&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pomnij, że nosisz szatę Zbawiciela białą! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Splamisz ją. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KSIĄDZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Głos twój drżący... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PREZES&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zimno mi i ciemno... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KSIĄDZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A mnie krew pali... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PREZES&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Boże! zmiłuj się nade mną... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Księże! powiedz mi, wiele lat masz?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KSIĄDZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Pięćdziesiąty... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PREZES&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyś się rodził, rok miałem dwudziesty dziewiąty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I biłem się za wolność... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KSIĄDZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cóż stąd? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PREZES&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nic... wspomnienie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KSIĄDZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zachwiałeś duszą moją — zbudziłeś sumnienie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż rozkażesz? co robić? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PREZES&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;z zapałem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wstrzymać ich, na Boga! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech myśl młodych ciemnicy nie przestąpi proga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech spisek z czarną twarzą na świat nie wychodzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo tam na świecie białym błyszczy Boga słońce! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwołałem tu szalonych, bo wiatr grobów chłodzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo mogę wezwać prochy królów za obrońce. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jam niegdyś z piersi moich lał poety pienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś bym je chętnie wydarł z kart wiekowej sławy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I spaliłbym je w ogniu, gdyby z ich płomienia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myśl wydobyć głośniejszą nad młodzieńcze wrzawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myśl łamiącą sztylety. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KSIĄDZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Źle począłeś sobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oni tu miecze jasne wyostrzą na grobie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PREZES&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na grobie królów naszych? O hańbo! o wstydzie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ostrzyć miecz królobójczy? sztylety? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZYLDWACH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Kto idzie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GŁOS&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Winkelried. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZYLDWACH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tędy droga. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Schodzi zamaskowany &lt;em class="person"&gt;Podchorąży&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PREZES&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Księdza&lt;/em&gt; cicho&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wesprzyj mię, biskupie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KSIĄDZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poznany jestem... Maski zdradzają nas trupie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODCHORĄŻY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ile się w trumnach królów robactwa wypasło? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciałbym podnieść te wieka, zajrzeć w prochy... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZYLDWACH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Hasło! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GŁOS&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Winkelried! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Schodzi zamaskowany &lt;em class="person"&gt;Pierwszy z ludu&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ha, prezesa głowa, chociaż stara, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobre obrała miejsce... Bo kościół otwarty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na czterdziestogodzinne pacierze za cara, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A przy bramie kościelnej stoją szpiegów warty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I spisują pochwały dla człeka, co wchodzi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pomodlić się za cara. — Więc to nic nie szkodzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Można jednym krzesiwem dwie hubki zapalić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będzie nas i kraj kochać, i szpieg cara chwalić. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZYLDWACH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto idzie? ludzie, kto wy? hasło... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GŁOS&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Winkelriedy! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Schodzi wielu maskowych różnego stanu&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co to znaczy Winkelried? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGI Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jakieś słowo czarów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODCHORĄŻY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był to niegdyś dowodzca u wolnych Szwajcarów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śród walki w obie dłonie zgarnął wrogów dzidy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wbił we własne serce, i drogę rozgrodził. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To by się dziś ów rycerz dobrze z nami zgodził! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PREZES&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cicho! módlcie się raczej! miejsce nie do gwarów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zeszliśmy się w grobowce składać sąd na carów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzcie więc w serca wasze! patrzcie w serca wasze! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby je wiecznej ludów nie przedać ohydzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech nas Bóg wieńcem prawdy gwiaździstej opasze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech anioł cichy zejdzie pośród nas... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZYLDWACH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Kto idzie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GŁOS&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Winkelried! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Tu słychać ciągle głos szyldwacha i odpowiadanie spiskowych. Ludzie różnego ubioru zamaskowani schodzą po szczeblach i siadają w milczeniu na ławach — głosy szyldwacha, coraz rzadsze, ustają zupełnie... cisza głęboka. — Zegar na wieży kościelnej bije z wolna... godziną dziesiątą&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PREZES&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Bracia, w imię Boga sąd otwarty. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Chwila milczenia&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W imię Boga sztyletem piszę zemsty słowo... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGI Z SPISKOWYCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W imię Boga ja drugi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;INNY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ja trzeci. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;INNY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ja czwarty... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PREZES&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ludzie, stoję przed wami z osiwiałą głową &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I powiadam: czekajcie! Moje oczy stare &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widziały wielkich mężów i mówię wam święcie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeście wy niepodobni do nich! Jeśli wiarę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Boga chowacie w sercu? na Boga zaklęcie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzywam was, ludzie: stójcie! i sztylety wasze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamieńcie na święcone w kościołach pałasze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kiedyś uderzemy w zmartwychwstania dzwony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak że odgłosem królów zachwieją się trony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak drzewa podrąbane. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODCHORĄŻY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;W przeszłość patrzę ciemną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I widzę cień kobiety w żałobie — kto ona? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzę w przyszłość — i widzę tysiąc gwiazd przede mną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A cień przeszłości ku nim wyciąga ramiona; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Te gwiazdy to sztylety... Kraj nasz dawny widzę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mądrość rządców na starym zaszczepiła drzewie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kraj młody, oba kwitły na jednej łodydze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako dwie róże barwą różne w jednym krzewie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak dwaj równi rycerze w jednakowej zbroi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chodzili pierś przy piersi z wrogiem staczać bitwy... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako dwie w łonie Boga tonące modlitwy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedną natchnięte myślą — jak dwa pszczelnych roi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które pasiecznik zlewa w jednych ulów ściany... &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Onego czasu wielkie południa Tytany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powstali przeciw Bogu — królom — i niewoli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bóg uśmiechnął się tylko na tronie szafirów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz króle padły na kształt zrąbanej topoli; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gilotyna, okryta łachmanami kirów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niezmordowana, ręką wahała stalową, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ilekroć skinęła, tłum umniejszał głową. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I widzieli ją króle, bo ta gilotyna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Była tragedią ludu, a króle widzami. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc zemsta! Nierządnica i car Katarzyna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabijające oko trzymała nad nami; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Osądziła nas wartych męczeńskiego wieńca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wymyśliła męczeństwo... Wziąwszy czaszkę spadłą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z Burbońskiego tułowu — krwawą i pobladłą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wsadziła ją na tułów swego oblubieńca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dała nam za króla, króla z trupią głową. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem spod niego kradła dziedzinę grobową, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A on ręką nie ruszył... I nie stało kiru &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na szatę matki naszej, więc w troje pocięto. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A dziś — zapytaj mewy lecącej z Sybiru, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ilu w kopalniach jęczy? a ilu wyrżnięto? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ilu przedzierżgniono w zdrajców i skalano? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wszystkich nas łańcuchem z trupem powiązano, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo ta ziemia jest trupem. Brat się wściekł carowi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc go rzucił na Polskę, niech pianą zaraża! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zębem wściekłym rozrywa. Mściciele! spiskowi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy car wkładał koronę u stopni ołtarza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeba go było jasnym państwa mieczem zgładzić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pogrzebać w kościele, i kościół wykadzić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak od dżumy tureckiej, i drzwi zamurować, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rzec: O Boże! racz się nad grzesznym zmiłować!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To wszystko — i nic więcej... Teraz car za stołem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Satrapy nasze korni pokładli się czołem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Win tryskają brylanty z kielichów tysiąca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I palą się pochodnie, a muzyka grzmiąca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gipsy ze ścian oprósza. Kobiety dokoła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozkwitłe, świeże, wonne jak Saronu róże, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na rosyjskich ramionach opierają czoła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;silnie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idźmy tam... i wypalmy ogniami na murze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyrok zemsty, zniszczenia, wyrok Baltazara. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Carowi niedopita z rąk wypadnie czara, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błękitnym blaskiem mieczów napisane słowa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wytłumaczy śmierć mędrsza niż głos Danijela. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A potem kraj nasz wolny! potem jasność dniowa! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Polska się granicami ku morzom rozstrzela &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I po burzliwej nocy oddycha i żyje. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żyje! czy temu słowu zajrzeliście w duszę? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wiem... w tym jednym słowie jakieś serce bije, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozbieram je na dźwięki, na litery kruszę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I w każdym dźwięku słyszę głos cały ogromny! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzień naszej zemsty będzie wielki — wiekopomny! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A dzień pierwszy wolności gdy radość roznieci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ludzie wesela krzykiem o niebo uderzą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A potem długą ciemność niewoli przemierzą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siądą... i z wielkim łkaniem zapłaczą jak dzieci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I słychać będzie płacz ogromny zmartwychwstania. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Słychać szmer zapału&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PREZES&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piekielna myśl złoconym obrazom przygania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie śmiałbyś zgłębić myśli — sumnienia oczyma, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciebie młodzieńczy zapał nad przepaścią trzyma. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz, car zabity — we krwi — zabita rodzina — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo to następstwo zbrodni... lecz nas Bóg ukarze! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODCHORĄŻY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z Cezara karła weźmy zemstę Rzymianina. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PREZES&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdy jaki Antoniusz Europie pokaże &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płaszcz skrwawiony Cezara?... i do zemsty zbudzi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kiedy się na Polskę wszystkie ludy zwalą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wielu przeciw postawisz wojska? wielu ludzi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czym zbrojnych? Czy sztyletu zakrwawioną stalą? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KSIĄDZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coż powie głos z mównicy? gdy ciało mocarza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który swym berłem trony Europy podważa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wśród kadzidł, świec jarzących na katafalk wniosą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O ludy! ludy! płaczcie łez rzęsistą rosą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I za ziemię Lechitów w prochy bijcie czołem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I posypujcie czoła prochem i popiołem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo ta ziemia Jaheli uzbrojona ćwiekiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niegodnie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODCHORĄŻY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Strój cię świętym wydaje człowiekiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miałeś na cara pogrzeb mowę napisaną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiatr jakiś chorągiewkę okręcił blaszaną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obosieczne kazanie przeciw nam obrócił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miało być tak w kazaniu: «Naród więzy zrzucił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc przed ziemią Lechitów, ludy, bijcie czołem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A króle niechaj głowy posypią popiołem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wyją na ulicach». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SPISKOWCY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cha! cha! cha! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PREZES&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Przeklęty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto śmiechem groby królów znieważa... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KSIĄDZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wyklęty! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwołali nas, ażeby naśmiać się do woli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obłąkać i przeklinać... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KSIĄDZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Sam Bóg nie pozwoli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby zbrodnia, w kościelnym rozwinięta domu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miała ogień błyskawic ze skrzydłami gromu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bóg! co zabójców rzuca w piekielne ogniska! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STARZEC Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiele potrzeba zabójstw, nim się kraj odzyska? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GŁOS Z TŁUMU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Car... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STARZEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;To jedne... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GŁOS&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Carowa żona... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STARZEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Drugie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GŁOS&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;I dwóch braci... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STARZEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cztery... Licz dalej, bracie, bo się liczba straci... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GŁOS&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Syn cara... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STARZEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Piąte... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GŁOS&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;I już wszyscy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STARZEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zabijajcie!!! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A krew niech na mnie spada... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PREZES&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Masz włos biały, starcze! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STARZEC&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do ciebie nic nie mówię... Spiskowi, słuchajcie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli krwi ciężarowi jeden nie wystarczę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Syny moje i córki za was się poświęcą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krew dziecka i kobiety sam wezmę — książęcą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Syny wezmą. — Dwóm córkom nieszczęsnym na głowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na dwie — bo słabe — rzucę lekką krew cesarza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kiedy Bóg zawoła w straszny dzień sądowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stanę przed Bogiem obok jakiego mocarza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co się codzienną zbrodnią we łzach ludu pławi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I powiem: «Boże! Boże, patrz, otośmy krwawi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdjęliśmy tę krew z ludzi, aby drzewo krzyża &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lżejsze było płaczącym na ziemskim padole; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A teraz się na Twoję opuszczamy wolę...» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODCHORĄŻY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O! Błogosław mi, starcze! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KSIĄDZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;On Bogu ubliża, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sprawiedliwości boskiej... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODCHORĄŻY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Milcz, księże! milcz, księże! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myśli w niebo lecącej twój wzrok nie dosięże... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc oto jest ogromna poświęceń nauka! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnie samego ten starzec nową natchnął wiarą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chyba was po tych słowach sam szatan oszuka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chybam ja Boga jakąś obciążony karą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli wyrazy sieję jak kwiat bezowocny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wierzcie mi! wierzcie, ludzie! jam jest wielki, mocny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedyną słabość zamknę w sercu tajemniczym, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Robak smutku mię gryzie... tak że mówiąc z wami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciałbym przestać... i usiąść, i zalać się łzami; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz ten smutek — to żałość dziecinna po niczym, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może po kraju... Ludzie, wierzyć powinniście &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Człowiekowi, co cierpi... nie siadać pod drzewem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któremu wiek spróchniałe poobrywał liście... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;z rozpaczą&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O gdyby lutni! ja bym was poruszył śpiewem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyby historii księga!... przeczytałbym kartę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O Polszcze, kiedy była kwitnąca, szczęśliwa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wstalibyście wszyscy jak groby otwarte, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzucające mścicieli... Mnie zapał rozrywa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdaje mi się, że piersi otworzył na poły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że powinniście widzieć czyste serce moje... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie przyszedłem was błąkać jak ciemne anioły &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani się waham myślą przecięty na dwoje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jestem cały i jeden... A gdy kraj ocalę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie zasiądę na tronie, przy tronie, pod tronem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja się w chwili ofiarnej jak kadzidło spalę! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Imienia nie zostawię po ciele spalonem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko echo... i miejsce jakieś wielkie! próżne! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A dzieje będą memu imieniowi dłużne &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pochwałą, a zapłacą tylko zapomnieniem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic! nic po mnie!... lecz imię ON i tym imieniem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piastunki na królewskie dzieci będą swarzyć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Królątka zaczną płakać i nocami marzyć &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O bezimiennym duchu, co zrywa korony... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dla was życie, kraina wolna, dla was trony; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja wszystko skończę z chwilą ogromną odrodu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz dajcie mi się w ręce, zamiast trzymać berło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj piastuję siłę olbrzymią narodu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A koronę Jehowy przyozdobię perłą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ludu zmartwychwstałego... Dajcie mi się w ręce! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani mię duma wstrzyma, ani sny zwierzęce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Póki długiej wolności nie zaszczepię wieki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj się sen do moich powiek nie przybliża. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lękacie się? — więc weźcie, przybijcie do krzyża, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech mam jako Regulus obcięte powieki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj wiecznie bezsenny na kraj patrzę mrący, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem nieście przed sobą godło — krzyż cierpiący &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie zgubi was... Przysięgam na ojcowskie cienie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I na mękę Chrystusa!... Przysięgam, że wiara &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówi wam: «Wy jesteście krainy sumnienie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zburzcie się — i z dusz waszych odrzućcie grzech cara». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I przysięgam wam jeszcze! że przysięgłem szczerze! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak chcę zbawienia duszy mojej! jak w nią wierzę! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak dajcie mi się w ręce... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PREZES&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;O! głos mi zastyga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie mogę mówić... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;siada i płaszczem twarz zakrywa&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODCHORĄŻY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Starcze! zapał cię prześciga? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oto pierwsze zwycięstwo... pokonam! lub zginę!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ha! carze, ty nam polską ukradłeś krainę? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za to śmierć! bo wiedziałeś kradnąc, żeś wart śmierci! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ha! carze, tyś ją zabił i rozdarł na ćwierci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem kawały, spadłe z gilotyny ścienic, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przybiłeś do trzech tronów jak do trzech szubienic, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie na nie patrzą wzgardą królewscy zbrodniarze; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Carze! gdybyś dwa razy mógł umrzeć? O! carze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwa razy ciebie przed sąd Boga zapozywam!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Słychać szmer w tłumie... podnoszą sztylety... wstają z ław&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PREZES&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;zrzuca płaszcz z głowy... Wstaje i robi znak umywania rąk, potem mówi z wolna i poważnie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Róbcie, jak chcecie... Lecz ja ręce z krwi umywam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODCHORĄŻY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do spiskowych&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wy?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Milczenie długie&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZYLDWACH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;przy wejściu&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Kto idzie? hasło? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Milczenie&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SPISKOWI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zginęliśmy! zdrada! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODCHORĄŻY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciszej... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Słychać odgłos padającego człowieka&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZYLDWACH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie wiedział hasła... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY SPISKOWY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Trup po schodach spada. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODCHORĄŻY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie drżyj, prezesie! wszakże z krwi umyłeś dłonie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;zbliża się z lampą do trupa&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dajcie mi lampę... sztylet w zabitego łonie... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na piersiach jakiś papier pomięty, rozdarty... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak... jest to zdanie sprawy ze szpiegowskiej warty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To szpieg... Więc go zakopać tam — w kącie ciemnicy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Dwóch ze spiskowych unoszą w kąt trupa, zapalają dwie latarnie — i grób kopią&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PREZES&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozchodźmy się ze schadzki... drugiej nie naznaczam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODCHORĄŻY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Starcze, umiesz korzystać z losu błyskawicy? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z marnego przerażenia? Lecz ja nie rozpaczam, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każdy z osobna cara osądzi zbrodniarza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozłam myśli na głosów pojedyńcze wota, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A obaczemy, zapał, trwogali przeważa? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PREZES&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech tak będzie... przeważy staropolska cnota. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czymże będziem głosować?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KSIĄDZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Radzi sługa boży, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto jest za śmiercią cara, rzuci na stół kulę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto za uniewinnieniem, niechaj grosz położy... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten grosz znajdzie się zawsze w ubogich szkatule... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Rzuca pieniądz — za nim prezes pieniądz kładzie, potem spiskowi kolejno rzucają z brzękiem kule lub pieniądze...&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY ZE SPISKOWYCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za prezesa przykładem niechaj grosz utracę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;INNY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie mam grosza przy duszy, a więc kulę kładę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech żyje wolność! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;INNY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A ja grosza nie zapłacę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za cara życie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;INNY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Może kupujemy zdradę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech z grosiwa nasz prezes zda sprawę, czas przyjdzie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY ZE SPISKOWYCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do ludzi kopiących grób&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wy, co tam grób kopiecie, chodźcie... rzecz tu idzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O to, czy grosz, czy kulę rzucić. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOPIĄCY GRÓB&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wiemy! Wiemy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;My dla głuchego człeka mogiłę kopiemy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz sami z łaski Boga nie głuszce. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY ZE SPISKOWYCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Grosz dali; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widać, że się w grabarzy nie chcą pisać cechu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lękają się, by carom grobu nie kopali. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obaczemyż, z którego wiatr powieje miechu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pogra na organach? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wszyscy koleją przeszli... &lt;em class="person"&gt;Prezes&lt;/em&gt; liczy...&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PREZES&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Świećcie mi pochodnią — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzięki ci, Boże, tylko pięć głosów za zbrodnią. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODCHORĄŻY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc car zginie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PREZES&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Młodzieńcze, pięć kul tylko padło... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stu pięćdziesięciu przeciw zbrodni głosowało... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODCHORĄŻY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakże mi nagle w oczach życie moje zbladło! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na jedną kartę przyszłość postawiłem całą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nic... Olbrzymy spadli ze szczudeł — to karły! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ludzie, warto by przejrzeć wszystkich trumien wieka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy w każdej leży człowiek przed wiekiem umarły? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy z której trumny nie wstał ten szkielet człowieka? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Prezesa&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Starcze, gdy w twoje myśli zaglądam zgrzybiałe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzę, żeś się ty w inne urodził stolecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po co ta maska? ciebie nikt nie zna na świecie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PREZES&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak maski nie włożyłem na me włosy białe. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PODCHORĄŻY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiecznie śpiewasz to samo! hymn starości piejesz; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako bakałarz szkolny w duszę dzieci siejesz &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Naukę, aby wstali przed zbielałym włosem. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pamiętaj, że są ludzie tknięci nieszczęść ciosem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ludzie z bijącym sercem i z duszą płomienną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Których włosy zbielały w jedną noc bezsenną; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc ich uszanuj — wstań przed nimi, stare dziécię... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Spiskowych&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wam wszystkim śmiem długie przepowiedzieć życie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Boście umieli wybrać gwiazdę przewodnika; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idźcie za srebrną głową w noc niewoli czarną — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;We mnie wszystka nadzieja upada i znika; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Boście z tłumu wysiani jak największe ziarno, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A tak mali jesteście... Idźcie! gardzę wami! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto nie śmiał się poświęcić, może zdradę knuje? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc na znak wzgardy, ludziom okrytym maskami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzucam pod nogi życie moje... i daruję... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;zrywa maskę z twarzy&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SPISKOWI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To Kordian! Kordian! Kordian! nie znasz nas, Kordianie!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie ma tu zdrajcy! nie ma! Patrzaj w nasze twarze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wszyscy demaskują się... &lt;em class="person"&gt;Kordian&lt;/em&gt; rzuca wzrok dokoła, zamyśla się i potem wznosząc głowę mówi z wolna&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pośród szlachetnych Kordian zwycięzcą zostanie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wy oblicza, on myśli i serce pokaże. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kordian ma wartę w zamku tej nocy... słyszycie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kordian ma wartę w zamku w nocy... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;zbliża się do stoła; na kawałku papieru pisze słów kilka i rzuca je &lt;em class="person"&gt;Spiskowym&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY ZE SPISKOWYCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;czyta&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;«Narodowi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zapisuję, co mogę... Krew moją i życie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tron do rozrządzenia próżny». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;opiera się o ołtarz i patrzy z obłąkaniem na milczących &lt;em class="person"&gt;Spiskowych&lt;/em&gt;... potem macha ręką i mówi:&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Precz, spiskowi! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Rozchodzą się wszyscy w milczeniu... &lt;em class="person"&gt;Kordian&lt;/em&gt; stoi oparty o ołtarz pogrążony w myślach... Dwaj grabarze zakopali ciało i zostawiwszy na mogile palące się latarnie odchodzą... &lt;em class="person"&gt;Prezes&lt;/em&gt; sądu sam zostaje — i klęka u stopni ołtarza za stojącym Kordianem&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PREZES&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kordianie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;obraca się i mówi z obłąkaniem coraz wzrastającym:&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Któż mię budzi? czy godzina biła? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przychodzę do pamięci... latarnie — mogiła... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jesteś jednym z grabarzy i żądasz zapłaty? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ha — oto masz z Najświętszą Panną dwa dukaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które mi dała matka, błogosławiąc syna. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Musisz mieć dzieci? Słuchaj! niech twoja rodzina &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Westchnie za mną do Boga. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PREZES&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Och! ja nie mam dzieci! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie masz? a włos twój biały jako srebro świeci; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyś nic za twoje życie nie odpłacił Bogu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PREZES&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kordianie! oto klęczę na ołtarza progu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz nie przed Bogiem, klęczę, Kordianie, przed tobą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jam cię na śmierć poświęcił, teraz walczę z sobą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z sumnieniem, jam sąd zmroził sumnieniem... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ha! stary! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kładziesz zbrodnią na zbrodnią, klękłeś przed zbrodniarzem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chodź ze mną — zajrzym w księgi i światu wykażem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że Polska cała żadnej nie godna ofiary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że ja będę zbrodniarzem... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PREZES&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Na Boga, Kordianie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty masz gorączkę, w oczach dziwne obłąkanie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To nic, starcze... To włos mi siwieje i boli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Włos każdy cierpi, czuję zgon każdego włosa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To nic... Na grobie wsadzisz dwie rószczki topoli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I różę... Potem spadnie łez rzęsistych rosa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To mi włosy ożyją... Masz pióro przy sobie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciałbym spisać imiona płaczących nade mną. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ojciec w grobie — i matka w grobie — krewni w grobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ona — jak w grobie... Więc nikt po mnie! wszyscy ze mną! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A szubienica będzie pomnikiem grobowym... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PREZES&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kordianie! oto pismo, któreś dał spiskowym, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Schowaj je, spal, bądź wolnym od przyrzeczeń słowa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Raz, dwa, trzy, broń na ramię, warta pałacowa... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czujność... Głupie wyrazy, stąpać, jak nakażą? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Starcze, nudzisz mię! nudzisz nieruchomą twarzą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie będę mógł zapomnieć, że starym nie będę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli cię kiedy z kołem mych dzieci obsiędę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pluń mi na siwe włosy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Zegar na wieży bije jedynastą&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;To z nieba wołanie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wybiega. &lt;em class="person"&gt;Prezes&lt;/em&gt; za nim wyciąga ręce&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PREZES&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kordianie — stój, na Boga zaklinam... Kordianie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wychodzi za nim&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub4"&gt;SCENA V&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Sala tak nazwana koncertowa w zamku królewskim, oświecona lampą — wkoło kolumny z marmuru, ściany zamalowane arabeskami — widać przez drzwi otwarte na przestrzał ciąg długich ciemnych pokojów, w końcu błyska słabe światło sypialnej komnaty cara. &lt;em class="person"&gt;Kordian&lt;/em&gt; oparty na bagnecie karabinu. Różne widma&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;idąc naprzód z karabinem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Puszczajcie mię! puszczajcie! jam carów morderca; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Idę zabijać... ktoś mię za włos trzyma. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;IMAGINACJA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Słuchaj! ja mówię oczyma. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STRACH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Słuchaj! mówię biciem serca. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Nikogo nié ma, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 6em"&gt;Ktoś gada... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;IMAGINACJA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie patrz na mnie, lecz patrzaj, gdzie ja palcem wskażę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Palca twego nie widzę, lecz mój wzrok upada &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam, gdzie wskazujesz palcem. Widzę jakieś twarze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;To arabeski, ścienne malowidła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STRACH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Przekonaj się! wpatrzaj się w ściany. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ściana gadem się rusza... przebrzydła... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Każdy wąż złota ogniem nalany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Pierścieniami rozwija się z muru. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kolumny potrząsają wężów zwitych grzywę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Sfinksy straszliwe &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Spełzły z marmuru; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sfinksy płaczą jak dzieci — węże jak wiatr świszczą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie nastąp na nie... patrzaj... wiją się i błyszczą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;IMAGINACJA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jako motyl płocha, powiewna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Odleciała od ściany dziewica; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Może jakaś zaklęta królewna? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Królewna — lub czarnoksiężnica? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Przypomnij! widziałeś jej lica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Przypomnij! do kogoś podobna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Przypomnij! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tamta była posępna i patrzała skromniej, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;U tej szata gwiazdami ozdobna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;To gwiazdy prawdziwe — to światy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Błyszczą na szafirze szaty... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jest to pasterka z gwiazd sioła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Kosz na głowie, w koszu kwiaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 6em"&gt;I twarz anioła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STRACH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Lecz patrz na oczy! nieruchome oczy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Gdzie się obrócisz, patrzą za tobą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;IMAGINACJA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Czy czujesz woń jej warkoczy? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STRACH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Rozgniotłeś węża pod sobą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 6em"&gt;Pękła żmija. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 6em"&gt;Jezus Maryja!!! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;przeciera oczy&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sen zniknął... Naprzód! naprzód z bagnetem w pierś cara! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wchodzi do następującej sali — zupełnie ciemnej. Na lewo drzwi otwarte do gabinetu konferencyjnego. Pokój ten, w kształcie wyzłoconego jaja, zupełnie księżycem oświecony. W środku stoi trójnóg sztucznie ze złota urobiony — a na nim leży carska korona&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;OBIE WŁADZE&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stój!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Puśćcie! Boska cięży na mnie kara!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;OBIE WŁADZE&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słuchaj! szum głuchy z milczeniem się bije, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Jak gdyby wicher wleciał w komnat szyje. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Niby szum suchego drzewa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Niby ulewa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grzmi o dachy pałacu... grzmi... a księżyc świeci! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;patrząc do gabinetu konferencyjnego&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta komnata srebrnego nalała się blasku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trójnóg złoty — korona leży na trójnogu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest to korona carów dzisiaj — lecz o brzasku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta korona należeć będzie tylko — Bogu... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idźmy! Nie mogę oczu odpiąć od korony. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;IMAGINACJA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz dłużej — krew z niej kapie, a pod nią schylony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Człowiek czarny jak smoła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 6em"&gt;Zajęty pracą... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STRACH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Dwa rogi wytrysły mu z czoła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Oczy jak żar — bez powiek... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Skąd on? i na co? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Skąd? i na co ten człowiek? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIDMO&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 6em"&gt;Koronę nosił car, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Krew Piotrów, krew Iwana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Leje się z niej jak z czar; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Podłogę polską czyszczę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Bo krwią carów zwalana; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Ale śladu nie zniszczę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Chyba za drugi wiek!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jeśli nie zmyjesz wodą z polskich rzek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Przyniosę krwi — podłogę całą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Wymyjemy, będzie białą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Jak twarz trupa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;po chwili&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jeszcze jedną komnatę przejść trzeba. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wchodzi do sali tronowej&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciemno — i czarne okna; żadnej gwiazdy z nieba — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam wiedzie — droga na kształt ognistego słupa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lampa strzeże cesarza, oświeca mu łoże &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;I leje światło na posadzki szkliste, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Jak księżyc po wód jeziorze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Chwyta łódź moją w kręgi ogniste... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płynę zawrotem głowy... któż doda podniety? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;IMAGINACJA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Twój bagnet łysnął... płomienne bagnety &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zleciały się w powietrzu i z ostrzem się zbiegły... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak rybki, gdy w krysztale kruszynę spostrzegły... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Zleciały się i stal szczypią, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 6em"&gt;I palą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;W powietrze uderzasz stalą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Z powietrza jak iskry się sypią. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czekaj, aż się ul cały płomyków wyroi... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STRACH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie patrz tylko za siebie — bo tam u podwoi... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Kordian&lt;/em&gt; obraca się&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;IMAGINACJA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwie z malakitu wazy, w nich dwa drzewa rosną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 6em"&gt;Zimą i wiosną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz! liście z ludzkich uszu, z oczu ludzkich kwiaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zwykły nasionami języków się plemić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz cesarz rwie nasiona, by drzewa oniemić... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc jak nieme hajduki przy wejściu komnaty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Patrzą kwiatem — liściem słyszą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;A wszystko z grobową ciszą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;W grubiejący pień się wlewa... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Widzą! i słyszą! drzewa... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STRACH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie zaglądaj przez okna na ciemną ulicę! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Kordian&lt;/em&gt; patrzy przez okno&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;IMAGINACJA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z kościoła aż do zamku orszak zmarłych długi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Niosą żółte gromnice, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Wiele trupów... jeden, drugi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Setny, nie przeliczysz więcej... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 6em"&gt;Tysiąc tysięcy... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Berła — korony — szaty króleskie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Z gromnic dymy niebieskie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Mglą trupom twarze kościane. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A trumien, ile trupów — każdy niesie trumnę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Rzucają pod zamku ścianę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Budują wschodów kolumnę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Wysoko jak stogi gumien... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 6em"&gt;Trumny się kruszą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 6em"&gt;Lecz tyle trumien! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 6em"&gt;Wejść muszą. &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie idą? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;IMAGINACJA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Czy cara trumnami uduszą? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;IMAGINACJA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciszej! patrz... jakieś straszydło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z ognistą twarzą wyszło z sypialnej komnaty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie słychać kroku jego, choć posadzek kraty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozstępują się — łamią pod nogą obrzydłą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STRACH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Czuć krew! Wyszedł z tamtej komnaty... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Tam śpi cesarz w łożu białem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten człowiek stamtąd wyszedł... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;IMAGINACJA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Widziałeś? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Widziałem? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STRACH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co on tam robił? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co on tam robił? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DIABEŁ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdławiłem cara — i byłbym go dobił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz tak we śnie do ojca mojego podobny. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;IMAGINACJA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Słyszysz dzwonów jęk żałobny... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Po całym mieście i na wszystkie strony?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;z przerażeniem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Słyszę — dzwony — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;IMAGINACJA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Błysk w szybach sali... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po trumnach wszedł trup i stoi cichy w oknie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Gromnicą szyby pali. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiatr zrywa mu płaszcz — a robak w każdym włóknie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jak nić biała... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie oczu blask, tam świeci kość spróchniała. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To trupów kat... wykona, co uchwalą... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Patrz, w okno bije... rozbija... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 6em"&gt;Jezus! Maryja! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;IMAGINACJA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Zniknął... trumny się walą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 6em"&gt;Jak grom. &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STRACH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wracaj, tu czarta dom... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Pójdę mimo diabłów głosy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Abym się we krwi ochłodził. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tłum jakiś drogę zagrodził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Przejść nie można... jak przez kłosy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Trzeba deptać... nie roztrącę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Widma blade i milczące &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jak stooki strażnik pawi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Zaglądają w tamte drzwi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Gdzie śpi cesarz... Czy ciekawi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jaka barwa carskiej krwi?... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ha... mówcie... czy się nie budzi... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pożarłbym teraz mowę stu tysiąca ludzi... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Jak w grobie głucho... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Słychać dzwon na jutrznią&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Ktoś mi przez ucho &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Do mózgu sztylet wbija... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 6em"&gt;Jezus! Maryja! &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wymawiając ostatnie słowo, pada bez czucia krzyżem na bagnecie u drzwi sypialnego cara pokoju&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Car&lt;/em&gt; wychodzi z sypialnego pokoju z lampą nocną w ręku&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CAR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszałem jakiś stuk i czułem we snów burzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakby mię ktoś za gardło cisnął szarfą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czułem, co niegdyś ojciec mój, lecz czułem dłużej. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyż zawsze sen ma być sumnienia harfą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po której grają wichry strachu?... Idźmy. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz nie znam dróg, zabłądzę w gmachu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;chce iść i potyka się o leżącego &lt;em class="person"&gt;Kordiana&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coż to? co to się znaczy?... tu trup jakiś leży... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z bagnetem w ręku, mundur polskich ma żołnierzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ze szkoły podchorążych. Pewnie stał na warcie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I szedł do mnie zabijać?... Padł na samym progu... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak brat mi za nich ręczył? Kusicielu! czarcie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie natrącaj mi na myśl brata — w każdym wrogu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pokazujesz mi brata, nie, to być nie może... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O gdyby wstał ten człowiek i przemówił słowo!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciepły... Wstań! mów! bo szpadą gardło ci otworzę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mów, czy to brat ci kazał? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;szpadą rani w rękę &lt;em class="person"&gt;Kordiana&lt;/em&gt;, który oczy otwiera&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;z obłąkaniem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Z pochodnią grobową &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trupy w oknie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CAR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Przemówił... Otwórz jeszcze usta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wymów: brat? — słowo krótkie... brat? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Blady jak chusta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Car śpi... Jezus Maryja!... świt zaczął pobielać... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CAR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic z niego się nie dowiem ni z ust, ani z twarzy... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O! to brat... brat mój pewnie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;woła&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Straży! moja straży! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wbiegają żołnierze. &lt;em class="person"&gt;Car&lt;/em&gt; pokazuje na &lt;em class="person"&gt;Kordiana&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli nie zwaryjował ten żołnierz... rozstrzelać... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub5"&gt;SCENA VI. SZPITAL WARIATÓW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Widać klatki, w których siedzą łańcuchami powiązani waryjaci, niektórzy chodzą wolno. — &lt;em class="person"&gt;Kordian&lt;/em&gt; leży na łóżku w gorączce. &lt;em class="person"&gt;Dozorca&lt;/em&gt; szpitalu. — &lt;em class="person"&gt;Doktor&lt;/em&gt; obcy&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOZORCA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="foreign-word"&gt;Doktora&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Waćpan przyszedłeś zwiedzić szpital waryjatów? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oto jest pozwolenie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;daje dukata&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOZORCA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Z podpisem dukatów... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wolno panu, gdzie zechcesz, zazierać do klatek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu waryjaci, dalej sala waryjatek... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cały szpital rozłożę jak zegar po sztuce... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan zapewne w medycznej ćwiczysz się nauce? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOZORCA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jakież systemata pan doktor zachwala? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Macanie głów... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOZORCA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Rozumiem, to systemat Galla. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOZORCA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ciekawość mię bierze, czy się pan przekona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z głów, która tutaj głowa najostrzej szalona? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O! ja odgadnę z twarzy sądem Lawatera. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wskazując na &lt;em class="person"&gt;Kordiana&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ot — ta... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOZORCA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wzrok eskulapa niedobrze przeziera, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten młodzieniec wszedł tutaj, bo cesarz osądził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że musi być szalony — lecz cesarz pobłądził. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten młody ma gorączkę, lecz rozsądek zdrowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdrowszy niż twój, doktorze, niż mój nawet. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nawet? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOZORCA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ha! obraziłem ciebie, paluszku Gallowy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciałbyś mi ostrym słówkiem odpalić wet za wet &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I abyś dowiódł, że ten młody pstro ma w głowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może dowiedziesz, żem ja szalony? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Któż to wie?... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pozwól mi pan zapalić cygaro hawańskie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOZORCA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie mam ognia. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;rzucając dukat&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Do kroćset! dukat dłoń mi piecze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;podejmuje dukat i zapala przy nim cygaro — potem go oddaje &lt;em class="person"&gt;Dozorcy&lt;/em&gt;...&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziękuję. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOZORCA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;O! na Boga, to sztuki szatańskie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak ci się to wydało, rozumny człowiecze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz, dukat zimny jak lód, pali, bo czerwony. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOZORCA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy mi się zdało? czym ja doprawdy szalony? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech mię Najświętsza Panna w swej opiece trzyma! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie patrz nigdy na dukat rozsądku oczyma, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dukat jest elementem, żywiołem... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOZORCA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Prawdziwie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odejść muszę, gdy słucham, rozum sobie krzywię. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Dozorca&lt;/em&gt; odchodzi&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wypędziłem go przecie, jutro oszaleje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myśląc o tym dukacie; teraz mam nadzieję, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że sam na sam z szalonym pogadam młodzieńcem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;siada na łóżku Kordiana&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ktoś ty jest? brat mój? krewny? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jestem zapaleńcem.&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Musiałeś się więc chyba urodzić dziś rano? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszyscy dotąd mówili, żem jeden na świecie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciebie znali, mnie jeszcze dotąd nie poznano, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siedziałem sobie cicho zamknięty w sztylecie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daj mi pić... mam gorączkę... słów twych nie rozumiem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Natęż uwagę... jasno tłumaczyć się umiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale natęż uwagę mocno! mocno! mocno! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Natężyłem... Znam ciebie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;W godzinę północną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wychodziłem z sypialnej cesarza komnaty. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż tam robiłeś? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ha! nic, polewałem kwiaty... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co? Owe drzewa pełne uszu, bez języków... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak, to klony... a inne rosną w liść krzyżyków &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gwoździki maltańskie; inne jako trzciny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pełne kolan i puste, a cesarza syny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na pustych kolankowych trzcinach grać się uczą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czemu twoje wyrazy tak brzęczą i huczą? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gadaj ciszej... Czy jakiej nie umiesz modlitwy? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Umiem jedną, co ludzi popycha do bitwy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie chcę... za głośna będzie, a może bezbożna? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To modlitwa turecka, jak księżyc dwurożna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jednym rogiem zabija wroga, drugim siebie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak potrzeba bić wrogów? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wiem o tej potrzebie... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Naród ginie, dlaczego? — aby wieszcz narodu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miał treść do poematu, a wieszcz rym odlewał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby nieliczną iskrę ognia pośród lodu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z pieśni wygrzebał anioł i w niebie zaśpiewał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzisz, jak cenię wieszczów gromowładne plemię. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie — to nie tak... inaczej... idź z nieba na ziemię. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozumiem. Hymn anioła w wieszcza się przelewa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaśpiewał — naród ginie, bo poeta śpiewa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głupiś! Mów co ze starych testamentów księgi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Faraon kiedy stanął na szczycie potęgi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śniło mu się, że siedem wypasionych wołów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siedem chudych pożarło. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie! to nie tak było... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale tak jest, zapytaj potomka Mogołów... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mów o czym innym, Pismo święte mię zabiło. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy nie jesteś botanik?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Żądam tajemnicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A zwierzę się, żem wcale nowe odkrył ziele; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rośnie na moim oknie, w rycerskiej przyłbicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Posiane w stu miast dawnych ostygłym popiele. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wkrótce, jak się spodziewam, wyda pączek liczny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak myśli milijonów... a potem kwiat śliczny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czerwony jak krew ludzi, a potem nasienie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W strąkach wielkich zawarte, które pękną z trzaskiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak milijony harmat... Wpadasz w zachwycenie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oczy twe poetycznym zapłonęły blaskiem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy ta roślina kwitnie? plemi się?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Już wschodzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wschodzi dopiero? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tak jest, a że mróz jej szkodzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc ją do czasu garnkiem przykryłem kuchennym. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dręczysz mię — nudzisz — łamiesz — gryziesz — jestem sennym... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gadaj mi nie o kwiatach. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Trzy są elementa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które składają rozum, trzy wielkie myślniki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przez nie wytłumaczona jasno Trójca święta. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myślnik jedność — urodził wielości liczniki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z nieskończoności starszej określność wypływa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A związek między nimi, myśl, co porównywa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest trzecim elementem, z trzech trójca się składa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bez wyobrażeń liczby wnet jedność upada; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bez określności bytu — nieskończoność niknie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc jedna równa drugiej jak Ojciec Synowi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Względność ich dała życie świętemu Duchowi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wszystkie trzy idee są trójcą — rozumem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Napełniłeś mi uszy oceanu szumem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mam gorączkę... Człowieku, co prawisz, u kata? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyleczę ciebie... Teraz o stworzeniu świata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy o stworzeniu ludów... Świat przed ludźmi ginie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ziemia to orzech, w chmurnej zawarty łupinie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bóg przez sześć dni wiekowych stwarzał ziemskie ludy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W pierwszym dniu stworzył państwo modlące się Judy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To była ziemia, na niej wyrosły narody. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W drugim dniu porozlewał wschodnich ludów wody, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W trzecim — jak drzewa greckie wyrosły plemiona; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W czwartym dniu zaświeciło z gór Sokrata słońce; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W piątym wzleciały orłów rzymiańskich znamiona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To były ptaki — a na dnia piątego końce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Padła noc wieków średnich, długa, zachmurzona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W szóstym człowieka zlepił Bóg... Napoleona. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś dzień siódmy, Bóg rękę na rękę założył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odpoczywa po pracy, nikogo nie stworzył. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łżesz, podły! Każdy człowiek, który się poświęca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za wolność — jest człowiekiem, nowym Boga tworem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cha! cha! wolność gancarskie koło dziś pokręca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrze mówisz, te koło nowym idzie torem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyda gliniany garnek. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wyda wielkich ludzi!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzisz, jak ci się płomień gorączkowy studzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gadasz wcale do rzeczy... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Słuchaj! powiedz szczerze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy nie widziałeś nigdy człowieka? anioła? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co swe cierpienia ludom przynosi w ofierze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I gromom spadającym wystawia cel czoła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I śmierć za Zbawiciela ponosi przykładem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za lud cierpiąc... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ten człowiek szedł tu moim śladem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawołam go. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;woła dwóch waryjatów, jeden z nich trzyma rozkrzyżowane ręce, drugi jedną rękę podniesioną ma do góry&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dwóch widzisz, za lud cierpią oba; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A jak cierpią, powiedzą, abyś sam ocenił... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do waryjata z rozkrzyżowanymi rękoma&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bracie! powiedz mi, coś ty za wielka osoba? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY WARYJAT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jam nie osoba, jam się dawno w krzyż zamienił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Ja byłem krzyżem w Chrystusa męce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Do mnie zmarłego przybili; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A jam Go zamiast ćwieków unosił za ręce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Jak małe dziecię, gdy kwili. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jestem krzyżem; gdy papież daje krzyża drzewo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wierzcie! ja mam nogi, rękę prawą, lewą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic ze mnie nie ubyło, niech kto części liczy... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;smutnie mówi odchodząc&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Boże! odwróć ode mnie ten kielich goryczy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Kordiana&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzisz, on się poświęcił za lud. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zwaryjował!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do waryjata z podniesioną ręką&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ty czemuś tak ręką w niebo wygórował?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGI WARYJAT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Ciszej mów! Nieba sufit lazurowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzymając na tej dłoni, zasłaniam świat cały. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Niebo, słońce, księżyc biały &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Chcą upaść ludziom na głowy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz ja stoję pod nieba nachylonym stropem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Znużony, tęskny, bezsenny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Módlcie się do mnie, jam zbawca codzienny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zasłaniam ludy przed nieba potopem... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Śpijcie, ludzie! dobrej nocy! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;odchodzi&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A cóż? to wielki człowiek! za lud się poświęcił! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To waryjat!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Bluźnierstwa rzucasz z ustnej procy! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To waryjaty oba! i tyś sam mózg skręcił. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A cóż wiesz, że nie jesteś jak ci obłąkani? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty chciałeś zabić widmo, poświęcić się za nic. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;O! złota rybko w kryształowej bani, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tłucz się o twarde brzegi niewidzianych granic; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mały kryształ powietrza, w którym pluszczesz skrzelą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest wszystkim, a świat cały nicości topielą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myślę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Więc świat jest myślą twoją. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cierpię. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie myśl. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie mogę... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Możesz, sposób niemyślenia przemyśl, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oszalej, będziesz świętym w Stambule. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Szatanie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyszedłeś tu zabijać duszy mojej duszę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ostatni skarb wydzierasz, własne przekonanie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ostatni promień gasisz. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Glinę boską kruszę... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj Bóg litościwy wyrwie z twej paszczęki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Wielki Książę Konstanty&lt;/em&gt; wpada z żołnierzami i wskazuje na &lt;em class="person"&gt;Kordiana&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wziąść go, prowadzić zaraz na śmierć i na męki! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To głos ludzi, o! Boże, raczyłeś mię przecie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć śmiercią wyswobodzić od tego człowieka... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;pokazuje na miejsce, z którego &lt;em class="person"&gt;Doktor&lt;/em&gt; zniknął&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzież on? gdzież on? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Skoro go w mundur ubierzecie... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prowadzić na Plac Saski... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wychodzi&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Gdzież on? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŻOŁNIERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Książę czeka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub6"&gt;SCENA VII. PLAC SASKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wojsko polskie, jeszcze nieustawione... W jednej stronie placu widać grono jenerałów, pośród nich &lt;em class="person"&gt;Car&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Wielki Książę Konstanty&lt;/em&gt; niecierpliwy przechadza się... Z dala naokoło placu lud warszawski&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHÓR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Tysiące żołnierzy, bagnetów tysiące, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Obwisłe sztandary, bagnety niedrżące, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Cicho jak w ostatni sąd. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;komenderując&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Do frontu! równać front!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHÓR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W jeden rząd długi, prosty piechota się zwarła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdybyś o cal z szeregu wykazał pierś cara, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A z drugiej strony szyku miał Tella Szwajcara; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Strzała by się o każdą pierś polską otarła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nie raziwszy żadnej, zbiła jabłko carskie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Grać! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHÓR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;I zagrzmiały muzyki janczarskie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Ucichły znowu... dają głos carowi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CAR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Żołnierzy&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Zdrowiście, dzieci? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GŁOS ŻOŁNIERZY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Z łaski Boga zdrowi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHÓR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co powiedzieli gwarem, Bóg tylko zrozumie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak modlitwę rozbita w morza głuchym szumie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Sześciu &lt;em class="person"&gt;Żołnierzy&lt;/em&gt; przyprowadzają bladego &lt;em class="person"&gt;Kordiana&lt;/em&gt;. Stawią przed &lt;em class="person"&gt;Carem&lt;/em&gt;... &lt;em class="person"&gt;Wielki Książę&lt;/em&gt; przybiega z wściekłością&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Kordiana&lt;/em&gt;, pieniąc się&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ha! psie polski! przyszedłeś — czemuś taki blady? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przewidziałeś, co czeka? Kacie! roskolniku!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty nosisz szlify? precz! precz! precz! Rozciskam gady. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzucę cię pod kopyta trójrzędnego szyku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo tu zwalę w piasek... i moją ostrogą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Napiszę «&lt;em class="foreign-word"&gt;wor&lt;/em&gt;» na czole. Car ciebie darował &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zemście mojej... Car ciebie sam w grobie pochował! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z książęcej dłoni diabły wydobyć nie mogą! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CAR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;na stronie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myśli, że mię oszuka? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dać tu cztery konie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ha, ty psie, masz gorączkę, ale ciało zdrowe? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każdy z członków zostawisz na końskim ogonie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A koń mój najsilniejszy zerwie z karku głowę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Milczysz!... Ha, ja się wścieknę... ten pies ciągle milczy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;uderza kułakiem w pierś &lt;em class="person"&gt;Kordiana&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słuchaj, do twego ciała głód uczułem wilczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kąsałbym. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;zgrzyta zębami&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cha! cha! Carze, lubisz konne sztuki? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pokażę ci ogromny skok... Znieść karabiny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ustawić w piramidę, posczepiać za kruki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ostrzem do góry — związać jak snopy, jak trzciny. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Żołnierze&lt;/em&gt; ustawili piramidę z karabinów&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz, psie! siadaj na koń... i leć z nim do diabła! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty milczysz... co? Na widok dusza ci osłabła? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myślisz, że się zlituję. — Wszak poświęcam konia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Konia poświęcam, słyszysz? A ciebie? No! w drogę! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;No! ruszaj! ruszaj! ruszaj! Czemuż trąbą słonia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wziąść ciebie i na kolce zarzucić nie mogę? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wrzuciłbym... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;ostygając&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;No, posłuchaj, Lachu, wstydem płonę... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówiłem o Polakach, że chłopy szalone, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gotowi z królewskiego zamku w Wisłę skoczyć... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;z wściekłością&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skacz! bo każę cię w lochy karmelitów wtłoczyć! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głodem zamorzę! wsadzę pomiędzy szkielety! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;proszącym tonem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;No, Lachu! jeśli żywy przeskoczysz bagnety, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To daruję ci życie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dzięki, książę! dzięki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeś mi powiedział wszystko... Gdyby dar żywota &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Można zyskać ruszeniem palca u tej ręki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To nie ruszyłbym palcem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Boi się hołota! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CAR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli o to ci chodzi, ręczę, że choć zdrowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako ptaszek przelecisz nad las bagnetowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To kule cię nie miną... Książę, on się boi!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzisz! więc car zaręczył... zginiesz... martwy stoi!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żołnierze! kto z was skoczy, dam krzyż świętej Anny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Świętego Stanisława... jeśli wyjdzie ranny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tysiąc złotych pensyji... tysiąc — dwa tysiące, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cztery tysiące... O, wy psy! nie psy — zające! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Polaki!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Niech mi konia podadzą... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;siada na konia i odjeżdża w koniec placu&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;woła &lt;em class="person"&gt;Kurutę&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Kuruta! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O gdyby on przeskoczył!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KURUTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ten człowiek wart knuta. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj przeskoczy! słuchaj! ja chcę, niech przeskoczy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Car ujrzy, jak mój żołnierz nad Moskale lotny... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz! jedzie... zatrzymał się... tam obraca oczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do ludu... tam lud stoi cichy, czarny, błotny. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;marszczy się jak tygrys&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie lubię tego ludu... Patrz, chustkami wieje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kapelusze podrzuca... Kruta! masz nadzieję? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KURUTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak wasza książęca mość... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;gwałtownie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Patrz! patrz! piasku chmura! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie widzę... Spinaj konia! Ha! przeskoczył... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WOJSKO&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;krzyczy&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Urra! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LUD&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;krzyczy z dala&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żyje! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Żołnierze&lt;/em&gt; przyprowadzają chwiejącego się &lt;em class="person"&gt;Kordiana&lt;/em&gt;, książę bierze go w swoje objęcia&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cóż ci, mój druhu? No! no! chwat młodzieniec! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieprawda, koń mój żartki? skacze jak szaleniec? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Musiałeś nie czuć skoku? — Wasza mość cesarska &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widziałeś. — Odprowadzić konia, niech wyparska. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Kordiana&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ręczę za twoje życie... idź! tyś chory? senny? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wziąść go... odnieść do łóżka... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Odprowadzają &lt;em class="person"&gt;Kordiana&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CAR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do jenerałów tak, że książę nie słyszy&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Złożyć sąd wojenny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Godził na moje życie... Rozstrzelać... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;wesoło&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Trębacze! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech grają Dąbrowskiego, książę sam poskacze... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Parada na Placu Saskim&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub7"&gt;SCENA VIII&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Izba klasztorna obrócona na więzienie, okno kratowe, stół i łóżko drewniane. &lt;em class="person"&gt;Kordian&lt;/em&gt; skazany na śmierć gada z &lt;em class="person"&gt;Księdzem&lt;/em&gt; zakonnym. &lt;em class="person"&gt;Grzegorz&lt;/em&gt;, stary sługa, chodzi po pokoju ze łzami w oczach&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRZEGORZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do siebie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten ksiądz już od godziny dręczy mego pana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ot! dajcie mu przed śmiercią pokój! dajcie pokój! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaki tam Bóg powiedział: «Dziecko w więzy okuj»? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie ma Boga, przystaję do cechu szatana... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grzegorzu, módl się za mnie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Grzegorz&lt;/em&gt; jak skarcone dziecko pada na kolana i modli się... &lt;em class="person"&gt;Kordian&lt;/em&gt; klęka u stóp &lt;em class="person"&gt;Księdza&lt;/em&gt;, ten błogosławi... i mówi podnosząc Kordiana&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KSIĄDZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Synu! powstań z prochu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I leć do Boga, ale przebacz światu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bóg cię wyrywa z lwiej paszczy i z lochu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W którym byś uwiądł na kształt mdłego kwiatu... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz, mój synu, przed wieczności drogą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie masz co komu przekazać na ziemi? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KSIĄDZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;I nikogo na ziemi? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nikogo. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KSIĄDZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie byliż ludzie przyjaciółmi twemi?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nikt. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KSIĄDZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tyś mi tego nie powiedział grzechu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zlituj się nad nim, Boże! Wielki Boże! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim zimne ciało do grobowca złożę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakiś głos tęskny słyszę w duszy echu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pamiątek woła... i śladu na świecie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KSIĄDZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I to grzech, synu... Wy, młodzieńcy, chcecie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Schodząc ze świata ślad wieczny zostawić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myślą wypalić lub mieczem wykrwawić; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po cóż ta żądza? Ani te opady &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Liści uwiędłych chciwa rola zbierze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani pomogą duszy jak pacierze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W ustach przechodnia... I po coż te ślady?... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jam cię zasępił... przebacz! bo ja może &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jestem za stary, a ty dziecię wiosen... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc nie rozumiem... Słuchaj... przy klasztorze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest ciemny ogród, szpalerami sosen &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Różnie pocięty... dzisiaj w tym ogrodzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zasadzę różę miesięczną i twojem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nazwę imieniem... by zakwitła w chłodzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Posępna, blada... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Niech ci pociech zdrojem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bóg wynagrodzi... I nazwiesz tę różę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moim imieniem? I może nie zwiędnie!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Ksiądz&lt;/em&gt; odchodzi&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spłyńcie się teraz w jednej myślnej chmurze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystkie sny marzeń latające błędnie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I bądźcie ze mną! Niebo! ty mi zapal &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słońce i księżyc, i gwiazdy, bo konam! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo tam przed ludźmi, choćby wbity na pal, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamknę cierpienia i bóle pokonam; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz tu łez moich duma nie zatrzyma... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O! gdybym wiedział, że tak bez powrotu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ziemię żegnałem; przed chwilą odlotu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzałbym na świat innymi oczyma, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dłużej! ciekawiej, a może ze łzami... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo tam pomiędzy ogrodu kwiatami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest pewnie piękny kwiat... a ja go nie znam!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może dźwięk jaki nowy struna daje... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A jam nie słyszał... Czegoś mi nie staje! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ludzi znać nie chcę, lecz niech się obeznam &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z ziemią, piastunką ludzi!... O! ty ziemio! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byłażeś dla mnie piastunką troskliwą? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;po chwili ze wzgardą&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech się rojami podli ludzie plemią &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I niechaj plwają na matkę nieżywą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie będę z nimi! — Niechaj z ludzkich stadeł &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rodzą się ludziom przeciwne istoty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I świat nicują na złą stronę cnoty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż świat, jak obraz z przewrotnych zwierciadeł, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wróci się w łono Boga, niepodobny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do tworu Boga... Niechaj tłum ów drobny! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak mrówki drobny! ludem siebie wyzna! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie będę z nimi! — Niech słowo ojczyzna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmaleje dźwiękiem do trzech liter cara; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj w te słowo wsięknie miłość, wiara, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I cały język ludu w te litery, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie będę z nimi! — Niech szubienic drzewa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W ogrodach miejskich rosną jak szpalery, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech się w ogrody takie tłum wylewa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śmiechom przyjazny, a łzom nienawistny; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech niańki w ogród szubienic bezlistny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prowadzą dziatki, by tam dla zabawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grzebały piasek krwią męczeńską rdzawy... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie będę z nimi! — O zmarli Polacy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja idę do was!... Jam jest ów najemny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któremu Chrystus nie odmówił płacy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chociaż ostatni przyszedł sadzić grono; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A tą zapłatą jest grób cichy, ciemny; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Tak wam płacono... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRZEGORZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panie! nie mogę skończyć pacierza, co każe &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przebaczyć wrogom. Bóg ich na ziemi ukarze! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oj paniczu mój drogi, na cóż tobie było &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten pistolet przykładać do białego czoła?... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pamiętam, w lesie oko miesięczne świeciło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szedłem, a ciągle za mną ktoś: «Grzegorzu!» — woła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szedłem po lesie... nagle widzę me dzieciątko &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na wrzosach, krew czerwona płynie jak rubiny... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wspominaj mi o tym... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRZEGORZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Szatańską pieczątką &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan naznaczyłeś czoło, giniesz z owej winy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzi pan... Człowiek siebie nad brata miłuje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy Bóg karał Kaima, a on zabił brata; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc każdy, co się kulą zabija lub truje... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;zatrzymuje się i z rozpaczą:&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przewidziałem nieszczęście... lecz śmierć z ręki kata!!! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O! o! o! Panie drogi! pociesz mię, mów do mnie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pisarzowi napisać każę twoje słowa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W życiu je stary Grzegorz na piersi przechowa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każę je dzieciom w grobie położyć — koło mnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Blisko... bo słowa dziecka — to staremu kwiaty... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy ty masz dzieci? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRZEGORZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Och! mam syna... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Czy żonaty? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Grzegorz&lt;/em&gt; daje znak głową, że tak&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc jeśli się synowi twemu syn narodzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To go ochrzcij imieniem moim, Kordian... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRZEGORZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Panie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będę płakał wołając na wnuczka: Kordianie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O nie! tak nie nazywaj... imię mu zaszkodzi... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie nazywaj Kordianem... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRZEGORZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Paniczu mój drogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wydzieraj, coś dawał; jam się już oswoił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z tą myślą, że mój malec, choć nędzarz, ubogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja go będę nazywał Kordian... jeśli zbroił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja go nie będę karał... Niech rośnie jak kwiatek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kordianek mały! mój Kordianek! mój bławatek!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;śmieje się ze łzami w oczach&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O panie! panie! czemuż ty go nie zobaczysz? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Boże! dziecka za imię ukarać nie raczysz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani mu stworzysz życie, równe memu życiu? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To dziwne! że jak człowiek tonący w rozbiciu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chwytam się każdej słomki... szukam przeżyć siebie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;zamyślony&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc gdy mi wezmą życie... a starzec pogrzebie!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedyś!... za błędnym dzieckiem po łąkach lub w borze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głos matki wołać będzie: Kordian! Kordian! — długo... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziecię śmiechem odpowie nad kwiecistą strugą... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A pośród ciemnych murów, gdzieś w cichym klasztorze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Róża moja zakwitnie... Ksiądz w czarnym habicie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pacierze nad nią zmówi... Więc róża — i dziecię. — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Oficer&lt;/em&gt; wchodzi z &lt;em class="person"&gt;Księdzem&lt;/em&gt; zapłakanym&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KSIĄDZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Synu!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Na jaką idę śmierć?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;OFICER&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Na rozstrzelanie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Grzegorz&lt;/em&gt; pada na kolana. &lt;em class="person"&gt;Kordian&lt;/em&gt; bierze w obie ręce jego siwą głowę i całując mówi przerywanym głosem&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KORDIAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bądź zdrów — mój wierny — ojcze... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;odchodzi&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GRZEGORZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;wyciągając ręce&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Panie! panie! panie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;pada na ziemię... Potem zrywa się i wybiega spiesznie za &lt;em class="person"&gt;Kordianem&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub8"&gt;SCENA IX. POKÓJ W ZAMKU KRÓLEWSKIM&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CAR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;sam&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nudno! Szkoda, żem puścił tego szambelana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co jak mops na dwu łapach przede mną tańcował. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skacz! skacz! skacz! Rad bym dostać Machmuda sułtana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby skakał przede mną... Będę go częstował &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dymami siarki, prochu, aż w dymie uduszę... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;patrzy na ściany&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż to, na ścianach gmachu pył spostrzegam brudny? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam w końcu pająk sidła zastawuje musze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pył... pył... Ten pył mię bawi, świadczy gmach odludny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To chwast na grobie wroga... Polska już ostygła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Umarła, i na wieki. — Jak magnesu igła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na północ obrócona, w Sybir patrzy mroźny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z dala trup tego kraju zdawał mi się groźny... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Marzące o podbojach myśli nieraz zwichnął... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjechałem... trup zadrżał, nawet się uśmiéchnął... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łez nie widziałem... domy kobiercami kwietne? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dalej więc... Europę jak jabłko rozetnę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A nóż zatruty obie zatruje połowy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Króle! dajcie mi pokłon koronami z głowy!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ha! ha! albom ja wielki? albo świat ten mały? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo głupi świat cały? albom ja rozumny?... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Część ogromnego kraju Szach mi oddał dumny; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Garść tej ziemi kazałem spłomienić w kryształy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I kryształowe łoże Szach dostał, i wdzięczny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O wielki synu słońca! o bracie miesięczny! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy ci nie zimno w łożu kryształowym cara? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na zachodzie stugłowa wyrasta poczwara, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz wkrótce w petersburgskiej każę ulać hucie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łoże drugie z kryształu dla ludów zachodu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miarę na długość wezmę z moskiewskiego rodu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A który naród dłuższy nad łoża okucie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kryształu nie rozciągnę, lud skrócę o głowę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ludy! poszlę wam! poszlę łoże kryształowe. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż to?... Brat mój! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Książę Konstanty&lt;/em&gt; wbiega zadyszany&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jak się masz, Kostusiu! co słychać? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wasza cesarska mość... niech... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CAR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie możesz oddychać? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widać, żeś się tu spieszył! Czemuż ci tak śpieszno? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zapewne mi przynosisz jaką wieść pocieszną? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ha, wasza cesarska mość... kazałeś... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CAR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Mów śmiało... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozstrzelać... Ha! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CAR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tak mi się, bracie, podobało... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech wasza cesarska mość odwoła! niech raczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odwołać wyrok śmierci. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CAR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Książę, co to znaczy? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Proszę waszej cesarskiej mości, niech ten człowiek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żyje... Nie traćmy czasu — chwili, mgnienia powiek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oto ułaskawienie, pióro... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CAR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Pióro moje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spisałem na wyroku śmierci, przy nim stoję. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wasza carska mość niech stawi żyda na papierze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byle podpis... do kroćset... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CAR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Bracie, mówmy szczerze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcesz ocalić Kordiana? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Chcę! chcę! chcę! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CAR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;I właśnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dlatego zginie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;z zadziwieniem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co? Co? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CAR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Bracie, skończmy waśnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spać mi się chce... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Książę&lt;/em&gt; chodzi po sali, widać w nim burzę wściekłości... bierze z kominka porcelanę i rozciska w dłoni...&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dlaczegóż wasza mość cesarska &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie chce tej małej łaski? — Jam ci tron darował!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CAR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bracie, pohamuj wściekłość, co nozdrzami parska. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przebacz, wasza cesarska mość, będę hamował, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz proszę, niech ten człowiek żyje. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CAR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tyś morderca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli on nie morderca... Odejdź, bracie miły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie chce mi się zaglądać w brudy twego serca; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wolałbym dwumiesięczne rozrzucać mogiły. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co? Nie rozumiem... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CAR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;No! no! idź i bądź spokojny. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bracie! bracie, z tygrysem nie zaczynaj wojny! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jam ci tron dał, na którym siedzisz, ja przy tronie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Leżę jak lew brązowy; jeśli ja zawyję? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli usłyszą ludy, że lew ryczy? żyje? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ludy przypomną, żem ja winien żyć w koronie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ty w stajni, w kazernie musztrować szeregi... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CAR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Książę! widzę, że wina przelałeś nad brzegi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co, tyś mi tron darował? Było go wziąść, bracie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Boś ty się w purpurowej urodził komnacie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sto dział grzmiało nad twoją złocistą kołyską &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dano ci greckiego cesarza nazwisko; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz potem matka twoja, żona Pawła cara, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbrzydziła cię, wyrodku! Tyś miał nos Tatara, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamiast ssać łono, tyś je pokąsał jak szczenię... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyrosłeś. Przyszła matka i rzekła: «Tyś głupi» — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A tobie powiedziało to samo sumnienie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekła ci: «Daj tron bratu!», rzekłeś: «Niech brat kupi...» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc kupiono u ciebie zrzeczenie się tronu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Było go wziąść... a co by ci zostało z plonu? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy śmiałbyś w oczy matki spojrzeć okiem cara? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A uśmiech jej? a słowo: Tyś głupi? a czara &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nalana zmarszczonymi rękami twej matki?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Carze! carze! truciznę schowaj na ostatki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znałem was dobrze, katów bezczestnych i dumnych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Was matka nauczyła zabijać słowami. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwóch było mądrych, trzeci głupi; do rozumnych &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ktoś rzekł: «Waszego ojca udusim szarfami», &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odpowiedzieli: «Dobrze». — Poszli... udusili... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pomnisz, Beningsen przyszedł i rzekł: «Pawła cara &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Udusiliśmy...» — rzekli: «Amen...» — Więc zabili, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sami zabili ojca — a na szarfy kara... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ha! szarfy wyrzucili jak zużyte sprzęty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za granice moskiewskie, na kraje sąsiadów; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Darowali Europie gniazdo żółtych gadów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A do lochu rzucili zewłok ojca święty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaledwo ksiądz odszeptał jeden pacierz prędki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wynieśliście trupa na tron złotolity? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo spod nogi zabójców wyszedł zmięty, zbity, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podobny do tygrysa z błękitnymi cętki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz naród krzyczał: «Syny! wyście nam ukradli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Komedyją pogrzebu, łzy wasze książęce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I widok miły królów, co tak nisko spadli... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wynieście ojca ciało; całujcie mu ręce! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo my chcemy obaczyć, jakie to są cary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Których można zabijać bez sądu i kary?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pamiętasz, jak zduszony kadzideł wyziewy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Całowałeś tę rękę i całun żałobny?... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A potem myłeś usta całą wodą Newy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O! jak ty jesteś, bracie, do ojca podobny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzeć nie mogę! Zmyj twarz! zmyj twarz, podobieństwo... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo ja patrzeć nie mogę... Bo rzucę przekleństwo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które aż Bóg usłyszy... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CAR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;To królewska zbrodnia. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wszakże ci Sybircy, których karzesz co dnia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mogą krzyczeć z kibitek: «Carze! z nami razem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedź z nami! bo zabiłeś ojca; niechaj katy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pocałują cię w czoło czerwonym żelazem...» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz ty lud trzymasz głupi, bez żadnej oświaty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kilka kłosów z gwardyjskiej wyrosło równiny; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc na Turków! — «Michale, wiedź ich...» — on nie umie... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Wiesz, czego chcę po tobie?» — Michał nie rozumie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Głupcze — krzyknąłeś — podsadź pod szeregi miny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wysadź na powietrze!...» — Brat Michał dwa palce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do czoła — pokłon niemy — i odszedł — a w miesiąc &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod gwardią zatopione saletry padalce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wybuchnęły jak piorun... aż grunt musiał przesiąc &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krwią ruską... Car się uśmiał... i rzekł: «To pomyłka!...» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wiesz, carze? że za to mało knuty! zsyłka!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Katorgi nawet mało!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CAR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Bracie, twego serca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powstydziłby się może najęty morderca. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przypomnę ci zdarzenie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co? jakie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CAR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie skłamię. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znałeś? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;mówi kilka słów do ucha &lt;em class="person"&gt;Księciu&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Carze! milcz! milcz! milcz! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CAR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie! aż cię połamię &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słowami knutowymi... aż czoło wypiekę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do mózgu myśli twoich. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Carze! ja się wściekę! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Milcz! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CAR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Milczeć?... Wszak nie jestem sumnieniem książęcia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani pochlebcą płatnym... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Na wszystkie zaklęcia!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Milcz!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CAR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Gdzie się owa piękna Angielka podziała? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lat szesnaście, dziecinna, płocha, jak śnieg biała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z błękitnymi oczyma, na balach szczęśliwa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na pół smutna, wesoła, mdlejąca i żywa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak nieświadoma uczuć i światowej burzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że mogłaby się kochać sercem w białej róży &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I bronić się kotarą zakrytego łoża &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przed róż kwitnących wzrokiem... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Książę&lt;/em&gt; siada — i trzyma oczy wlepione w ściany&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Na nią ręka boża &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wysypała brylanty wszystkie i gwiazd ognie... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lekki twór kryształowy złamie się, nie pognie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak właśnie ona... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ona... widzę ją... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CAR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;W dzień pewny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przed dóm Angielki dworska zajeżdża kareta; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zapraszają lokaje na bal do królewny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W lekkich szatach niemyślna jak motyl kobieta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjeżdża, wiodą w zamek — w nieznane komnaty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pyta, gdzie bal? gdzie światła? gdzie muzyka? kwiaty? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszędzie cicho... prowadzą... wiesz, gdzie wprowadzona? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie starłeś jeszcze z czoła śliny, którą plwała. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mściwy — wołasz... żołnierzy wściekłych rota cała... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wali się... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie kończ, carze! bo ci język skona! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CAR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siedź i słuchaj! Wiem koniec zabawnej powieści. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na piękny żart się zdobył lubownik niewieści; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak ukryć trupa? lato — nie włożyć do lodu? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A trzeba skryć przed carem, przed posłem narodu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z którego książę ukradł człowieka — gdzież schować? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeden z przyjaciół księcia podjął się usługi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie zaniedbał wszelako włosów przemalować, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twarzy przekształcić... potem jak Pylades drugi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wziąwszy odzież bogatą, krzyże, tytuł grafa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Najął w mieście część domu i zapłacił z góry. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do pokojów z meblami weszła wielka szafa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co było w szafie? nie wiem — odźwiernego córy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myślały, że w niej szaty wieszano dziewicze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamknąwszy drzwi na zamek zniknął Pylad wierny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Upływa tydzień — drugi... szmery tajemnicze... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przez szpary do pokojów zagląda odźwierny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nikogo... nagle krzyknął: «Zaraza! zaraza!», &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc drzwi wywalił, z szafy odbija żelaza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Okropnego coś razem wszystkie zmysły bije; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W szafie szkielet człowieka topi się i gnije... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na trupie zapomniany brylant ogniem błyska. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten pierścień mówił... i dwa powiedział nazwiska: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jej i twoje. — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;budzi się z głębokiego osłupienia — i mówi z wyciem stłumionym zrywając się z krzesła&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ha! carze! carze! znasz mordercę? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja ci muszę te słowa nazad w gardło wdławić! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Połknąłeś tajemnicę i nie możesz strawić? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pomogę mieczem... Ona w sercu? wydrę serce! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ona w mózgu? więc z mózgiem na ściany rozprysnę! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy wiesz, że skoro szpadą z okna tego błysnę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wnet czterdzieście tysięcy bagnetów poruszę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na co? ja ci na gardle siądę i uduszę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do szaf zamknę królewskich i wyjdę wesoły. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na ulicach Warszawy tłum ludu natrafię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Cha! cha! cha! — zapytają — gdzie brat? gdzie car?» — «W szafie!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cha! cha! Cara zamknąłem jak miecz kata goły &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W pochwę zgnilizny... Cha! cha! niechaj go rdza toczy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech lud czuje w powietrzu! A co? drżysz, mój bracie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiesz, żem silny jak tygrys... wiesz, że w tej komnacie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jesteś sam na sam ze mną... A co? patrz mi w oczy!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Car&lt;/em&gt; spogląda w oczy brata... i patrzą długo na siebie, jeden drugiego chce wzrokiem przełamać... &lt;em class="person"&gt;Konstanty&lt;/em&gt; pierwszy spuszcza oczy... i oddala się... chodzi po sali. Car uważa każde jego poruszenie i mówi do siebie...&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CAR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrze! wyszedłem cało... ta moskiewska żmija &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Buntu dźwignąć nie mogła... myślą się zabija... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyby zamiast słów szpady dobył, już bym nie żył... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamyślony — w zmarszczone czoło się uderzył; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Muszę tę myśl uprzedzić... Konstanty!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;odpasuje szpadę i podaje bratu&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Niech wasza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cesarska mość tę szpadę weźmie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CAR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Brat przeprasza... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Konstanty&lt;/em&gt; stoi milczący z czołem spuszczonym ku ziemi. &lt;em class="person"&gt;Car&lt;/em&gt; bierze szpadę jego... potem podpisuje ułaskawienie Kordiana i zatknąwszy je na koniec szpady podaje księciu mówiąc:&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Weź je razem ze szpadą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Książę&lt;/em&gt; schyla głowę — bierze szpadę, potem dzwoni gwałtownie. &lt;em class="person"&gt;Adiutant&lt;/em&gt; wchodzi... książę daje mu ułaskawienie&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIELKI KSIĄŻĘ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Leć na plac Marsowy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Weź mego konia, zabij w galop — a leć ptakiem... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zanieś to... Biada! jeśli włos z Kordiana głowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spadnie, nim ty dojedziesz. — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Adiutant&lt;/em&gt; wychodzi&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CAR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;ściskając dłoń wściekle&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Mój brat... już Polakiem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3" id="sub9"&gt;SCENA OSTATNIA. PLAC MARSOWY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Z dala widać &lt;em class="person"&gt;Kordiana&lt;/em&gt; przed plutonem żołnierzy. Na przodzie sceny &lt;em class="person"&gt;Lud&lt;/em&gt; rozmawia&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz! teraz kat nad głową łamie lśniącą szpadę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGI Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaki to krzyk? czy krzyknął?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie, usta ma blade &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nic nie mówi — ale gdy kat szpadę łamał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakiś starzec padł z jękiem, może stary sługa?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGI Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc mu wzięli szlachectwo... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;TRZECI Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dekret dobrze skłamał: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On jako chłop nie pójdzie do chłopskiego pługa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pług po nim orać będzie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Chcą zawiązać oczy — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie pozwolił... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGI Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Oficer wystąpił po przedzie... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już ma komenderować... coś mi serce tłoczy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podnieśli broń do oka... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KRZYK W TŁUMIE&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Stój! Adiutant jedzie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY Z LUDU&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oficer go nie widzi... rękę podniósł w górę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/kordian/"&gt;Juliusz Słowacki, „Kordian”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Część 5</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krol-macius-pierwszy/05/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krol-macius-pierwszy/05/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Ach to łajdak — krzyczał. Ja chciałem przyjść sam, a on tak mnie prosił, że chce mnie zastąpić; kupił mi bilet do cyrku, że w cyrku tak ładnie przedstawiają. I ja głupi mu wierzyłem.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zaraz przyjechało pięciu generałów na sąd.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Niech oskarżony mówi prawdę, to może mu pomóc. A jak będzie kręcił, wszystko przepadło.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Będę mówił prawdę.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Od jak dawna oskarżony był szpiegiem?&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Od trzech miesięcy.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Dlaczego oskarżony został szpiegiem?&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Bo przegrałem dużo pieniędzy w karty i nie miałem zapłacić. A długi karciane trzeba płacić w ciągu dwudziestu czterech godzin. Więc wziąłem rządowe pieniądze.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Część trzecia — Wiatr od wschodu</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/przedwiosnie/05/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/przedwiosnie/05/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;Część trzecia — Wiatr od wschodu&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Powróciwszy do Warszawy Cezary Baryka zapisał się znowu na swą medycynę i zamieszkał, a raczej „wmieszkał się” do pokoju jednego z kolegów, niejakiego Buławnika. Ten Buławnik był progenitury szynkarskiej czy małomiasteczkowo-paskarskiej, wskutek czego zawsze „śmierdział pieniędzmi”. Mieszkał zaś w dzielnicy oddalonej, już zgoła żydowskiej, przy ulicy Miłej, w domu ponurym, obdartym z tynku, o schodach tak brudnych, ścianach wejścia zakopconych czadem lamp gazowych tak dalece, że, zaiste, trzeba było anielskiej dobrotliwości serca, ażeby patrzeć na te ściany i schody bez zgrzytania zębami. Pokój był na trzecim piętrze odrapanej rudery. Poprzez mieszkanie starych pań, których było dużo, a jakichś smrodliwych i rozkudłanych, wchodziło się do pokoju Buławnika. Od razu rzucało się w oczy, że w rogu zacieka tudzież jakoś niewłaściwie pachnie spod podłogi. Na uczynione w tym przedmiocie zapytanie miejscowemu stróżowi, „ewentualnie” dozorcy, Cezary otrzymał rezolucję:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Jesień, rozdział V</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/05/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/05/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;V&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jesień szła coraz głębsza.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Blade dnie wlekły się przez puste, ogłuchłe pola i przymierały w lasach coraz cichsze, coraz bladsze — niby te święte Hostie w dogasających brzaskach gromnic.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;A co świtanie — dzień wstawał leniwiej, stężały od chłodu i cały w szronach, i w bolesnej cichości ziemi zamierającej; słońce blade i ciężkie wykwitało z głębin w wieńcach wron i kawek, co się zrywały gdzieś znad zórz, leciały nisko nad polami i krakały głucho, długo, żałośnie... a za nimi biegł ostry, zimny wiatr, mącił wody stężałe, warzył resztki zieleni i rwał ostatnie liście topolom pochylonym nad drogami, że spływały cicho niby łzy — krwawe łzy umarłego lata, i padały ciężko na ziemię.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Kamizelka</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/kamizelka/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/kamizelka/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Kamizelka&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Niektórzy ludzie mają pociąg do zbierania osobliwości kosztowniejszych lub mniej kosztownych, na jakie kogo stać. Ja także posiadam zbiorek, lecz skromny, jak zwykle w początkach.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jest tam mój dramat, który pisałem jeszcze w gimnazjum na lekcjach języka łacińskiego... Jest kilka zasuszonych kwiatów, które trzeba będzie zastąpić nowymi, jest...&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zdaje się, że nie ma nic więcej oprócz pewnej bardzo starej i zniszczonej kamizelki.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Oto ona. Przód spłowiały, a tył przetarty. Dużo plam, brak guzików, na brzegu dziurka, wypalona zapewne papierosem. Ale najciekawsze w niej są ściągacze. Ten, na którym znajduje się sprzączka, jest skrócony i przyszyty do kamizelki wcale nie po krawiecku, a ten drugi, prawie na całej długości, jest pokłuty zębami sprzączki.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Księga piąta</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/05/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/05/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;Księga piąta&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3"&gt;Kłótnia&lt;/h2&gt;
&lt;div class="note"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Plany myśliwskie Telimeny — Ogrodniczka wybiera się na wielki świat i słucha nauk opiekunki — Strzelcy wracają — Wielkie zadziwienie Tadeusza — Spotkanie się powtórne w Świątyni dumania i zgoda ułatwiona za pośrednictwem mrówek — U stołu wytacza się rzecz o łowach — Powieść Wojskiego o Rejtanie i księciu Denassów, przerwana — Zagajenie układów między stronami, także przerwane — Zjawisko z kluczem — Kłótnia — Hrabia z Gerwazym odbywają radę wojenną.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Powrót taty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/ballady-i-romanse/05/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/ballady-i-romanse/05/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Powrót taty&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;„Pójdźcie, o dziatki, pójdźcie wszystkie razem &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za miasto, pod słup, na wzgórek; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam przed cudownym klęknijcie obrazem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pobożnie zmówcie paciórek. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Tato nie wraca: ranki i wieczory &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;We łzach go czekam i trwodze; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozlały rzeki, pełne zwierza bory, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pełno zbójców na drodze”. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Słysząc to dziatki, biegą wszystkie razem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za miasto, pod słup, na wzgórek; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam przed cudownym klękają obrazem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zaczynają paciórek. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Całują ziemię, potem: w imie Ojca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Syna i Ducha Świętego, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bądź pochwalona przenajświętsza Trojca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz i czasu wszelkiego. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Potem: &lt;em class="book-title"&gt;Ojcze nasz&lt;/em&gt; i &lt;em class="book-title"&gt;Zdrowaś&lt;/em&gt; i &lt;em class="book-title"&gt;Wierzę&lt;/em&gt;, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="book-title"&gt;Dziesięcioro&lt;/em&gt; i koronki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kiedy całe zmówili pacierze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyjmą książeczkę z kieszonki: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;I litaniją do Najświętszej Matki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Starszy brat śpiewa, a z bratem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;„Najświętsza Matko, przyśpiewują dziatki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmiłuj się, zmiłuj nad tatem!” &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Wtem słychać tarkot, wozy jadą drogą, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wóz znajomy na przedzie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skoczyły dzieci, i krzyczą, jak mogą: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;„Tato, ach tato nasz jedzie!” &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Obaczył kupiec, łzy radośne leje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z wozu na ziemię wylata: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;„Ha, jak się macie, co się u was dzieje? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyście tęskniły do tata? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Mama czy zdrowa? ciotunia? domowi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ot! rozynki w koszyku...” &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten sobie mówi, a ten sobie mówi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pełno radości i krzyku. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;„Ruszajcie! kupiec na sługi zawoła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja z dziećmi pójdę ku miastu”. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idzie... aż zbójcy obskoczą dokoła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A zbójców było dwunastu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Brody ich długie, kręcone wąsiska, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzrok dziki, suknia plugawa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Noże za pasem, miecz u boku błyska, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W ręku ogromna buława. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Krzyknęły dziatki, do ojca przypadły, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tulą się pod płaszcz na łonie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Truchleją sługi, struchlał pan wybladły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drżące ku zbójcom wzniósł dłonie: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;„Ach! bierzcie wozy, ach! bierzcie dostatek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko puszczajcie nas zdrowo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie róbcie małych sierotami dziatek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I młodej małżonki wdową”. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Nie słucha zgraja, ten już wóz wyprzęga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabiera konie, a drugi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;„Pieniędzy” krzyczy, i buławą sięga; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ów z mieczem wpada na sługi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Wtem: „Stójcie, stójcie!” krzyknie starszy zbójca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I spędza bandę precz z drogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wypuściwszy i dzieci i ojca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;„Idźcie, rzekł, dalej bez trwogi”. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Kupiec dziękuje, a zbójca odpowie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;„Nie dziękuj! wyznam ci szczerze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pierwszybym pałkę strzaskał na twej głowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyby nie dziatek pacierze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Dziatki sprawiły, że uchodzisz cało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Darzą cię życiem i zdrowiem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Im więc podziękuj za to, co się stało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A jak się stało, opowiem: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Z dawna już słysząc o przejeździe kupca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ja i moje kamraty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tutaj za miastem, przy wzgórku, u słupca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zasiadaliśmy na czaty. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Dzisiaj nadchodzę, patrzę między chrusty: &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Modlą się dziatki do Boga; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słucham, z początku porwał mię śmiech pusty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A potem litość i trwoga. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Słucham, ojczyste przyszły na myśl strony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Buława upadła z ręki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach! ja mam żonę, i u mojej żony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest synek taki maleńki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Kupcze, jedź w miasto; ja do lasu muszę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wy, dziatki, na ten pagórek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biegajcie sobie, i za moją duszę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmówcie też czasem paciórek”. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/ballady-i-romanse/"&gt;Adam Mickiewicz, „Ballady i romanse”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział piąty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/05/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/05/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział piąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Aulus słusznie jednak domyślał się, że nie zostanie dopuszczony przed oblicze Nerona. Odpowiedziano mu, że cezar zajęty jest śpiewem z lutnistą Terpnosem i że w ogóle nie przyjmuje tych, których sam nie wezwał. Innymi słowy, znaczyło to, by Aulus nie próbował i na przyszłość widzieć się z nim. Natomiast Seneka, jakkolwiek chory na gorączkę, przyjął starego wodza ze czcią mu przynależną, ale gdy wysłuchał, o co mu chodzi, uśmiechnął się gorzko i rzekł:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział V</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/05/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/05/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;V&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Niski mur, tu i ówdzie rozwalony, zarośnięty trawą i mchem, stanowił granicę podwórza. Za murem płynął kanał w obmurowanym niegdyś łożysku. Z czasem wiele kamieni wysunęło się, wpadło do wody i ugrzęzło w cuchnącym ile dna tej strugi, a bujne krzaki i błotne zielska obsiadły jej brzegi.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Dalej, za rowem, ciągnął się czyjś park rosnący na błotnistym gruncie, zaniedbany tak dalece, że mógł przedstawiać małą puszczę, której nigdy stopa ludzka nie przebyła i gdzie tylko ptaki mieszkają.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział V</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/05/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/05/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ V&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Przez następne dni nie było żadnych wycieczek. Natomiast wieczorem w Wigilię, gdy na niebie pokazała się pierwsza gwiazda, w namiocie pana Rawlisona zajaśniało setkami świeczek drzewko przeznaczone dla Nel. Choinkę zastępowała wprawdzie tuja wycięta w jednym z ogrodów El-Medine, niemniej jednak Nel znalazła między jej gałązkami mnóstwo łakoci i wspaniałą lalkę, którą ojciec sprowadził dla niej z Kairu, a Staś swój upragniony sztucer angielski. Od ojca dostał przy tym ładunki, rozmaite przybory myśliwskie i siodło do konnej jazdy. Nel nie posiadała się ze szczęścia, a Staś, lubo sądził, że kto posiada prawdziwy sztucer, powinien posiadać i odpowiednią powagę, nie mógł jednak wytrzymać — i wybrawszy chwilę, w której koło namiotu było pusto — obszedł go wokoło na rękach. Sztukę tę, uprawianą mocno w szkole w Port-Saidzie, posiadał w zadziwiającym stopniu i nieraz bawił nią Nel, która zresztą zazdrościła mu jej szczerze.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Scena III</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/dziady-dziady-poema-dziady-czesc-iii/05/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/dziady-dziady-poema-dziady-czesc-iii/05/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title" id="sub2"&gt;SCENA III&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wchodzą &lt;em class="person"&gt;Kapral&lt;/em&gt;, braciszek bernardyn &lt;em class="person"&gt;Piotr&lt;/em&gt;, jeden &lt;em class="person"&gt;Więzień&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W imię Ojca i Syna i Świętego Ducha. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIĘZIEŃ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;On zapewne osłabiał. — Konradzie! — nie słucha. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pokój temu domowi, pokój grzesznikowi! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIĘZIEŃ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dla Boga, on osłabiał, patrz — miota się, dąsa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To jest wielka choroba, patrz, on usta kąsa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Ks. Piotr&lt;/em&gt; modli się&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KAPRAL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Więźnia&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mój Panie, idźcie sobie, a nas tu zostawcie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIĘZIEŃ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale dla Boga! próżnych modlitew nie prawcie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podejmijcie go z ziemi, połóżmy do łóżka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Księże Pietrze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tu zostaw. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIĘZIEŃ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Oto jest poduszka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;kładzie &lt;em class="person"&gt;Konrada&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;E, ja wiem, co to znaczy. — Czasem nań napada &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Takie szaleństwo: długo śpiewa, potem gada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A jutro zdrów jak ryba. Lecz kto wam powiedział, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że on osłabiał? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KAPRAL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Panie, ot byś cicho siedział. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech brat Piotr pomodli się nad waszym kolegą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo ja wiem, że tu było — coś — tu — niedobrego. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy runt odszedł, w tej celi hałas posłyszałem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spojrzę dziurką od klucza, a co tu widziałem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To mnie wiedzieć. Pobiegłem do mojego kmotra, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo on człowiek pobożny, do braciszka Piotra — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz na tego chorego: niedobrze się dzieje — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIĘZIEŃ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dalibóg nie pojmuję — nic, i oszaleję. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KAPRAL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oszaleć? — Ej, Panowie, strzeżcie się, Panowie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U was usta wymowne, wiele nauk w głowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A patrzcie, głowa mądra w prochu się taczała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z tych ust, tak wymownych, patrzaj — piana biała. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszałem, co on śpiewał, ja słów nie pojąłem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz było coś u niego w oczach i nad czołem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wierz mi, że z tym człowiekiem niedobrze się dzieje — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byłem ja w legijonach, nim wzięto w rekruty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brałem szturmem fortece, klasztory, reduty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więcej dusz wychodzących z ciała ja widziałem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niźli Waćpan przeczytał książek w życiu całem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A to jest rzecz niemała widzieć, jak człek kona. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widziałem ja na Pradze księży zarzynanych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I w Hiszpaniji żywcem z wieży wyrzucanych; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widziałem matek szablą rozrywane łona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dzieci konające na kozackich pikach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I Francuzów na śniegu, i Turków na palu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wiem, co w konających widać męczennikach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A co w złodzieju, zbójcy, Turku lub Moskalu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widziałem rozstrzelanych, co patrzyli śmiele &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W rurę broni, nie chcieli na oczy zasłony; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A jak padli na ziemię, widziałem w ich ciele &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Strach, co za życia wstydem i pychą więziony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyszedł z trupa jak owad i pełzał wokoło: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gorszy strach niż ten, który tchórza w bitwie nęka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Taki strach, że dość spojrzeć na zamarłe czoło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby widzieć, że dusza dąsa się i lęka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gardzi bólem i cierpi, i wieczna jej męka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A więc, mój Panie, myślę, że twarz umarłego &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest jak patent wojskowy do świata przyszłego, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I poznasz zaraz, jak on tam będzie przyjęty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W jakiej randze i stopniu: święty czy przeklęty. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A więc tego człowieka i pieśń, i choroba. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I czoło, i wzrok wcale mi się nie podoba. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otóż Waćpan spokojnie idź do swojej celi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;My z bratem Piotrem będziem przy chorym siedzieli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Więzień&lt;/em&gt; odchodzi&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KONRAD&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przepaść — tysiąc lat — pusto — dobrze — jeszcze więcéj! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja wytrzymam i dziesięć tysiąców tysięcy — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Modlić się? — tu modlitwa nie przyda się na nic — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I byłaż taka przepaść bez dna i bez granic? — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wiedziałem — a była. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KAPRAL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Słyszysz, jak on szlocha: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Synu mój, tyś na sercu, które ciebie kocha. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Kaprala&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyjdź stąd i patrz, ażeby nikt tędy nie chodził &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I póki stąd nie wyjdę, nikt mi nie przeszkodził. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Kapral&lt;/em&gt; odchodzi&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KONRAD&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;zrywa się&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie! — oka mi nie wydarł! mam to silne oko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzę stąd, i stąd nawet, choć ciemno — głęboko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzę ciebie, Rollison, — bracie, cóż to znaczy? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tyś w więzieniu, zbity, krwią cały zbryzgany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ciebie Bóg nie słuchał, i tyś już w rozpaczy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szukasz noża, próbujesz głowę tłuc o ściany: — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Ratunku!» — Bóg nie daje, ja ci dać nie mogę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oko mam silne, spojrzę, może cię zabiję — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie — ale ci pokażę okiem — śmierci drogę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz, tam masz okno, wybij, skocz, zleć i złam szyję, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ze mną tu leć w głębie, w ciemność — lećmy na dół — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otchłań — otchłań ta lepsza niźli ziemi padół; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu nie ma braci, matek, narodów, — tyranów — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pójdź tu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Duchu nieczysty, znam cię po twym jadzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znowuś tu, najchytrzejszy ze wszystkich szatanów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znowu w dom opuszczony leziesz, brzydki gadzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyś wpełznął w jego usta, na zgubęś tu wpełznął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W imię Pańskie jam ciebie pojmał i ochełznął. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Exorciso&lt;/em&gt;... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DUCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Stój, nie klnij — stój, odstąp od progu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyjdę — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie wyjdziesz, aż się upodoba Bogu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lew z pokolenia Judy tu Pan — on zwycięża: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sieć na lwa zastawiłeś i w twym własnym wniku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złowiłeś się — Bóg ciebie złowił w tym grzeszniku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W jego ustach chcę tobie najsroższy cios zadać: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kłamco, ja tobie każę, musisz prawdę gadać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DUCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Parle-moi donc français, mon pauvre capucin,&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;J’ai pu dans le grand monde oublier mon latin.&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Mais étant saint, tu dois avoir le don des langues —&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Vielleicht sprechen Sie deutsch, was murmeln Sie so bang —&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;What it is, — Cavalleros, rispondero Io.&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty to z ust jego wrzeszczysz, stujęzyczna żmijo, &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DUCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;C’est juste, dans ce jeu, nous sommes de moitié,&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Il est savant, et moi, diable de mon métier.&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;J’étais son précepteur et je m’en glorifie,&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;En sais-tu plus que nous? parle — je te défie.&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DUCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale stój, stój, mój księże, stój, już dosyć tego; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko, księżuniu, nie męcz na próżno: — czyś szatan, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeby tak męczyć! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ktoś ty? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DUCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Lukrecy, Lewiatan, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Voltaire, &lt;em class="foreign-word"&gt;Alter&lt;/em&gt; Fritz, &lt;em class="foreign-word"&gt;Legio sum&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Coś widział? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DUCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zwierza. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DUCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;W Rzymie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie słucha mię — wróćmy do pacierza. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;modli się&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DUCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale słucham. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Gdzieś widział więźnia? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DUCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Mówię, w Rzymie — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kłamiesz. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DUCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Księże, na honor, na kochanki imię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mej kochanki czarniutkiej, co tak do mnie wzdycha — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wiesz ty, jak się zowie moja luba? — Pycha. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakiś ty nieciekawy! — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do siebie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Przeciwią się duchy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Upokórzmy się Panu i zróbmy akt skruchy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;modli się&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DUCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale co tam masz robić, ja sam stąd wyruszę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyznaję się, że wlazłem niezgrabnie w tę duszę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu mnie kole — ta dusza jest jak skóra jeża, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Włożyłem ją na wywrót, kolcami do kiszek. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Ksiądz&lt;/em&gt; modli się&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aleś bo i ty majster, choć prosty braciszek; — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Osły, powinni ciebie obrać za papieża. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głupstwo stawią w kościele na przód, jak kolumny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ciebie kryją w kątku: świecznik, gwiazdę blasku! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyranie i pochlebco, i podły, i dumny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żebyś pierś ugryzł, u nóg wleczesz się po piasku. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DUCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;śmiejąc się&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aha! gniewasz się, pacierz przerwałeś — &lt;em class="foreign-word"&gt;da capo&lt;/em&gt;; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żebyś sam widział, jak ty śmiesznie kręcisz łapą — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Istny niedźwiadek, gdy się broni od komarów! — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On trzepie swoje, — no więc — dosyć już tych swarów; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znam twoję moc i chcę się tobie wyspowiadać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będę ci o przeszłości i przyszłości gadać. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wiesz ty, co o tobie mówią w całym mieście? — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Ksiądz&lt;/em&gt; modli się&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wiesz ty, co to będzie z Polską za lat dwieście? — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wiesz, dlaczego tobie przeor tak nie sprzyja? — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wiesz, w Apokalipsie co znaczy bestyja? — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Milczy i trzepie — oczy aż strach we mnie wlepił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiedz, księżuniu, czegoś do mnie się uczepił? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co ja winien, że takie mam odbierać chłosty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy ja jestem król diabłów, — wszak ja diabeł prosty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zważ, czy to prawnie sługę ukarać za pana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszakże ja tu przyszedłem z rozkazu Szatana; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trudno mu się tłumaczyć, bo z nim nie brat za brat, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jestem jako Kreishauptmann, Gubernator, Landrat: — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każą duszę brać w areszt, biorę, sadzę w ciemność; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdarza się przy tym duszy jaka nieprzyjemność, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale czyż z mojej winy? — jam ślepe narzędzie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyran szelma da ukaz, pisze: «Niech tak będzie» — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyż to mnie miło męczyć, — mnie samemu męka. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wzdycha&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;jak to źle być czułym. — Ach, serce mi pęka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wierz mi: gdy pazurami grzesznika odzieram, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieraz ogonem, ah! ah! — łzy sobie ocieram. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Ksiądz&lt;/em&gt; modli się&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wiesz, że jutro będziesz bity jako Haman? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;In nomine Patris et Filii et Spiritus Sancti, Amen.&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Ego te exorciso, spiritus immunde&lt;/em&gt; — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DUCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Księże, stój — słucham — gadam — stój — jedną sekundę! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie jest nieszczęsny więzień, co chce zgubić duszę? — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Milczysz — &lt;em class="foreign-word"&gt;Exorciso te&lt;/em&gt; — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DUCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Gadam, gadam — muszę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kogo widziałeś? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DUCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Więźnia. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jakiego? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DUCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Grzesznika. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie? — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DUCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tam, w drugim klasztorze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;W jakim? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DUCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dominika. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten grzesznik już przeklęty, prawem mnie należy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kłamiesz. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DUCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;On już umarły. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Kłamiesz. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DUCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Chory leży. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Exorciso te&lt;/em&gt; — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DUCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Gadam, gadam, skaczę — śpiewam — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko nie klnij — jak gadać? — dusisz — ledwie ziewam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mów prawdę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DUCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Grzesznik chory, lata bez pamięci &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I jutro rano szyję niezawodnie skręci. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kłamiesz. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DUCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Poświadczy godny świadek, kmotr Belzebub. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pytaj go, męcz — niewinnej duszy mojej nie gub. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak ratować grzesznika? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DUCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Bodajeś zdechł, klecho, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie powiem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Exorciso&lt;/em&gt; — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DUCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ratować pociechą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrze, gadaj wyraźnie — czego mu potrzeba? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DUCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mam chrypkę, nie wymówię. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Mów! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DUCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Mój panie! królu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daj odpocząć &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Mów, czego potrzeba — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DUCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Księżulu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja tego nie wymówię. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Mów! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DUCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;He — Wina — Chleba — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozumiem, Chleba Twego i Krwi Twojej, Panie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pójdę, i daj mi spełnić Twoje rozkazanie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Ducha&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A teraz zabierz z sobą twe złości i błędy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skąd wszedłeś i jak wszedłeś, idź tam i tamtędy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Duch&lt;/em&gt; uchodzi&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KONRAD&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dźwigasz mię! — ktoś ty? — strzeż się, sam spadniesz w te doły. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podaje rękę — lećmy — w górę jak ptak lecę — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mile oddycham wonią — promieniami świecę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż mi dał rękę? — dobrzy ludzie i anioły; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skądże litość, wam do mnie schodzić do tych dołów? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ludzie? — Ludźmi gardziłem, nie znałem aniołów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Módl się, bo strasznie Pańska dotknęła cię ręka: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Usta, którymiś wieczny Majestat obraził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Te usta zły duch słowy szkaradnymi skaził; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słowa głupstwa, najsroższa dla mądrych ust męka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oby ci policzone były za pokutę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obyś o nich zapomniał — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KONRAD&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Już są tam — wykute. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obyś, grzeszniku, nigdy sam ich nie wyczytał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oby cię o znaczenie ich Bóg nie zapytał — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Módl się; myśl twoja w brudne obleczona słowa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak grzeszna, z tronu swego strącona królowa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy w żebraczej odzieży, okryta popiołem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odstoi czas pokuty swojej przed kościołem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znowu na tron powróci, strój królewski wdzieje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I większym niżli pierwej blaskiem zajaśnieje. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Usnął — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;klęka&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;— Twe miłosierdzie, Panie, jest bez granic. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;pada krzyżem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panie, otom ja sługa dawny, grzesznik stary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sługa już spracowany i niezgodny na nic. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten młody, zrób go za mnie sługą Twojej wiary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ja za jego winy przyjmę wszystkie kary. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On poprawi się jeszcze, on wsławi Twe Imię. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Módlmy się, Pan nasz dobry! Pan ofiarę przyjmie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;modli się&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;W bliskim kościele, za ścianą, zaczynają śpiewać pieśń Bożego Narodzenia. Nad Księdzem Piotrem &lt;em class="person"&gt;Chór aniołów&lt;/em&gt; na nutę: &lt;em class="book-title"&gt;«Anioł pasterzom mówił»&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHÓR ANIOŁÓW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;głosy dziecinne&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Pokój temu domowi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Spoczynek grzesznikowi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Sługo! sługo pokorny, cichy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Wniosłeś pokój w dom pychy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Pokój temu domowi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ARCHANIOŁ PIERWSZY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;na nutę: &lt;em class="book-title"&gt;«Bóg nasz ucieczką»&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panie, on zgrzeszył, przeciwko Tobie zgrzeszył on bardzo. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ARCHANIOŁ DRUGI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz płaczą nad nim, modlą się za nim Twoi Anieli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ARCHANIOŁ PIERWSZY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tych zdepc, o Panie, tych złam, o Panie, którzy Twe święte sądy pogardzą, &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ARCHANIOŁ DRUGI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale tym daruj, co świętych sądów Twych nie pojęli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ANIOŁ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Kiedym z gwiazdą nadziei &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Leciał świecąc Judei, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Hymn Narodzenia śpiewali Anieli: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Mędrcy nas nie widzieli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Królowie nie słyszeli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Pastuszkowie spostrzegli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I do Betlejem biegli: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Pierwsi wieczną mądrość witali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Wieczną władzę uznali: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Biedni, prości i mali. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ARCHANIOŁ PIERWSZY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan, gdy ciekawość, dumę i chytrość w sercu Aniołów, sług swych, obaczył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Duchom wieczystym, Aniołom czystym, Pan nie przebaczył. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Runęły z niebios, jak deszcz gwiaździsty, Aniołów tłumy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I deszczem lecą za nimi co dzień mędrców rozumy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHÓR ANIOŁÓW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Pan maluczkim objawia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Czego wielkim odmawia. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Litość! litość! nad synem ziemi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;On był między wielkiemi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Litość nad synem ziemi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ARCHANIOŁ DRUGI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;On sądów Twoich nie chodził badać jako ciekawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie dla mądrości ludzkiej on badał, ani dla sławy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ARCHANIOŁ PIERWSZY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;On Cię nie poznał, on Cię nie uczcił, Panie nasz wielki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On Cię nie kochał, on Cię nie wezwał, nasz Zbawicielu! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ARCHANIOŁ DRUGI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz on szanował imię Najświętszej Twej Rodzicielki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On kochał naród, on kochał wiele, on kochał wielu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ANIOŁ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Krzyż w złoto oprawiony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Zdobi królów korony. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Na piersi mędrców błyszczy jak zorze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;A w duszę wniść nie może: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Oświeć, oświeć ich, Boże! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHÓR ANIOŁÓW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;My tak ludzi kochamy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Tak z nimi być żądamy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Wygnani od mędrków i króli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Prostaczek nas przytuli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Nad nim dzień, noc śpiewamy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHÓR ARCHANIOŁÓW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podnieś tę głowę, a wstanie z prochu, niebios dosięże, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dobrowolnie padnie, i uczci krzyża podnóże; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wedle niej cały świat u stóp krzyża niechaj polęże &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I niech Cię wsławi, żeś sprawiedliwy i litościwy Pan nasz, o Boże! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;OBADWA CHÓRY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Pokój, pokój prostocie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Pokornej, cichej cnocie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Sługo, sługo pokorny, cichy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Wniosłeś pokój w dom pychy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Pokój grzesznemu sierocie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/dziady-dziady-poema-dziady-czesc-iii/"&gt;Adam Mickiewicz, „Dziady, część III”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom I, rozdział piąty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/05/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/05/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział piąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Nastepnego dnia obaj rycerze z Bogdańca wraz z Powałą udali się na ranną mszę do katedry, tak dla nabożeństwa, jak i dlatego, by widzieć dwór i gości, którzy schodzili się na zamek. Jakoż po drodze już Powała spotkał mnóstwo znajomych, a między nimi wielu rycerzy sławnych w kraju i za granicą, na których z podziwem patrzył młody Zbyszko, obiecując sobie w duszy, że jeśli sprawa z Lichtensteinem ujdzie mu na sucho, to będzie się starał im wyrównać w męstwie i we wszystkich cnotach. Jeden z tych rycerzy, Toporczyk, krewny kasztelana krakowskiego, powiedział im nowinę o powrocie z Rzymu Wojciecha Jastrzębca, scholastyka, który jeździł do papieża Bonifacego IX z listem królewskim, zapraszającym na chrzciny do Krakowa. Bonifacy przyjął zaprosiny, a jakkolwiek wyraził wątpliwość, czy będzie mógł przybyć własną osobą, upoważnił posła, aby w jego imieniu trzymał do chrztu mające się narodzić dziecię, a zarazem prosił, by w dowód osobliwszej jego miłości dla obojga królestwa dziecku nadano imię Bonifacy lub Bonifacja.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Traktat o Manekinach albo wtóra księga rodzaju</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/schulz-sklepy-cynamonowe/05/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/schulz-sklepy-cynamonowe/05/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Traktat o Manekinach
albo wtóra księga rodzaju
&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;
— Demiurgos — mówił ojciec — nie posiadł monopolu na tworzenie — tworzenie jest przywilejem wszystkich duchów.
Materii dana jest nieskończona płodność, niewyczerpana moc życiowa i zarazem uwodna siła pokusy, która nas nęci do formowania. W głębi materii kształtują się niewyraźne uśmiechy, zawiązują się napięcia, zgęszczają się próby kształtów. Cała materia faluje od nieskończonych możliwości, które przez nią przechodzą mdłymi dreszczami. Czekając na ożywcze tchnienie ducha, przelewa się ona w sobie bez końca, kusi tysiącem słodkich okrąglizn i miękkości, które z siebie w ślepych rojeniach wymajacza.
&lt;/p&gt;</description></item><item><title>V. Demokratyzacja pana i marzenia panny z towarzystwa</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/05/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/05/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;V. Demokratyzacja pana i marzenia panny z towarzystwa&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Pan Tomasz Łęcki z jedyną córką Izabelą i kuzynką panną Florentyną nie mieszkał we własnej kamienicy, lecz wynajmował lokal, złożony z ośmiu pokojów, w stronie Alei Ujazdowskiej. Miał tam salon o trzech oknach, gabinet własny, gabinet córki, sypialnię dla siebie, sypialnię dla córki, pokój stołowy, pokój dla panny Florentyny i garderobę, nie licząc kuchni i mieszkania dla służby, składającej się ze starego kamerdynera Mikołaja, jego żony, która była kucharką, i panny służącej, Anusi.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>6. W mrokach tli się światełko</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/makuszynski-szatan-z-siodmej-klasy/06/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/makuszynski-szatan-z-siodmej-klasy/06/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;6.&lt;br/&gt; W mrokach tli się światełko&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Spojrzeli bezradnym wzrokiem na stosy gratów zapełniających strych. Kilka wieków chyba, odchodząc w wieczność, składało tutaj śmiecie i rupiecie. Wielki pisarz francuski Balzak, który w powieści &lt;em class="book-title"&gt;Jaszczur&lt;/em&gt; genialnie opisał skład starożytności, wygramoliwszy się z trudem na ten strych (bo był wcale gruby), opuściłby ręce. Nikt nigdy nie wiedział, dlaczego chowa się na tym strychu skorupy naczyń lub dziurawe żelazne garnki. Każde pokolenie żywiło nadzieję, że ułomna noga zydla przyda się do jakiegoś nieznanego celu pokoleniom przyszłym. W tym samym dobrotliwym zamiarze następne pokolenia składały dla przyszłości kiepsko złocone ramy lub madejowe łoże, które się zapadło pod opasłym członkiem rodu. Największy podziw budziły zwisające z krokwi uschłe badyle, a wśród nich zapomniany wianek czosnku. Odwieczne babki suszyły najdziwniejsze zioła, potem umierały, zapomniawszy o tej aptece. Dziwne to było zaiste, że owa babka, która nie zdążyła zdjąć ze strychu owego czosnku, nie powracała w nocy, aby w jakiś groźny sposób dać znać prawnukom, że na strychu wisi skarb: wianek pożytecznego czosnku, leczącego astmę, obolałe dziąsła, zwapnienie żył, świerzb, ból zębów, burzliwość żołądka, a zmieszany z sokiem rozchodnika — nawet lekkie pomieszanie zmysłów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Część 6</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krol-macius-pierwszy/06/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krol-macius-pierwszy/06/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Może znów wynikłaby kłótnia, ale przewodniczący zadzwonił i powiedział, że nie wolno posłów nazywać głupcami, że będzie za to wykluczał z posiedzenia.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— A co znaczy wykluczać z posiedzenia?&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— To jest parlamentarne wyrażenie. W szkole mówi się: wyrzucić za drzwi.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Tak posłowie powoli uczyli się, jak trzeba się sprawować na sejmie.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Pod koniec posiedzenia wszedł jeden spóźniony poseł.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Przepraszam że się spóźniłem — mówi — ale mama nie chciała wcale pozwolić, bo wczoraj podrapali mi nos i nabili guza.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Epilog</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/balladyna/06/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/balladyna/06/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;EPILOG&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUBLICZNOŚĆ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;wywołując&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziejopis Wawel! Wawel, narodu dziejopis! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Wawel&lt;/em&gt; wychodzi, kłaniając się.&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WAWEL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prześwietna publiczności, oto mój skoropis &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaczął rzecz wydarzoną wpisywać do kronik. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przerwaliście mi pracę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUBLICZNOŚĆ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Czyjże jesteś stronnik? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WAWEL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jestem sędzia bezstronny i naoczny świadek. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUBLICZNOŚĆ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakżeś ty piorunowy opisał przypadek? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiedz! myśmy widzieli rzecz całą do końca. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WAWEL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z ziarnka piasku dojść można do obrotu słońca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaciekając się w rzeczy wydarzonej jądrze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Królowa jak Salomon panowała mądrze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc musiała być mądrą, przy mądrości cnota. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUBLICZNOŚĆ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panie Wawel, za prędka twych sądów szczodrota. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Było za kulisami stać od pierwszej sceny. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WAWEL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Komponowałem wtenczas nad Popielem treny. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUBLICZNOŚĆ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż o rodzie królowej? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WAWEL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Z historycznych szczytów &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrząc, ród jej prowadzę z kraju Obotrytów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którzy mięsa nie jedzą. Choć jeden uczonek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mieni, że pochodziła z kraju Amazonek; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale ja mu zarzucam fałsz w kroniki nocie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dowodzę dowodem, i topię go w błocie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obaczycie go piórem zabitego w trunie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUBLICZNOŚĆ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż powiadasz na piorun? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WAWEL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Sądzę o piorunie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że kiedy burza bije, trzeba bić we dzwony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że gałązka laurowa lepsza od korony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo w laur piorun nie bije ani głowie szkodzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUBLICZNOŚĆ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy jesteś tego pewny? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WAWEL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ten, co w laurach chodzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Autor niniejszej sztuki, słusznie wam opowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że odkąd nosi wieniec laurowy na głowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piorun weń nie uderzył. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUBLICZNOŚĆ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Pochlebiasz, mój łysy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I królom, i poetom... Idź precz za kulisy! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;KONIEC EPILOGU &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/balladyna/"&gt;Juliusz Słowacki, „Balladyna”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Jesień, rozdział VI</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/06/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/06/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;VI&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Deszcze się rozpadały na dobre.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Już od samego jarmarku świat z wolna zatapiał się w szarych, mętnych szkliwach deszczów, że tylko obrysy borów i wsi majaczyły blade, niby z przemiękłej przędzy utkane.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Szły nieskończone, zimne, przenikające szarugi jesienne.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Siwe, lodowate bicze deszczów siekły bezustannie ziemię i przemiękały do głębi, aż drzewo każde, źdźbło każde dygotało w bezmiernym bólu.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;A spod ciężkich chmur, skłębionych nad ziemią, spod zielonawych szarug wychylały się chwilami szmaty pól poczerniałych, przemiękłych, rozpłaszczonych — to wybłyskiwały strugi spienionej wody, płynącej bruzdami, albo czerniały drzewa samotne na miedzach — jak przygięte, nabrzmiałe wilgocią, trzęsły ostatnimi łachmanami liści i szamotały się rozpacznie, niby psy na uwięzi.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Księga szósta</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/06/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/06/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;Księga szósta&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3"&gt;Zaścianek&lt;/h2&gt;
&lt;div class="note"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Pierwsze ruchy wojenne zajazdu — Wyprawa Protazego — Robak z panem Sędzią radzą o rzeczy publicznej — Dalszy ciąg wyprawy Protazego bezskutecznej — Ustęp o konopiach — Zaścianek szlachecki Dobrzyn — Opisanie domostwa i osoby Maćka Dobrzyńskiego.&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Nieznacznie z wilgotnego wykradał się mroku &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Świt bez rumieńca, wiodąc dzień bez światła w oku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dawno wszedł dzień, a jeszcze ledwie jest widomy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mgła wisiała nad ziemią, jak strzecha ze słomy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nad ubogą Litwina chatką; w stronie wschodu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widać z bielszego nieco na niebie obwodu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że słońce wstało, tędy ma zstąpić na ziemię; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz idzie niewesoło i po drodze drzemie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Za przykładem niebieskim, wszystko się spóźniło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na ziemi. Bydło późno na paszę ruszyło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zdybało zające przy późnym śniadaniu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;One zwykły do gajów wracać o świtaniu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś, okryte tumanem, te mokrzycę chrupią, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Te jamki w roli kopiąc, parami się kupią, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I na wolnym powietrzu myślą użyć wczasu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale przed bydłem muszą powracać do lasu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;I w lasach cisza. Ptaszek zbudzony nie śpiewa; &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otrząsnął pierze z rosy, tuli się do drzewa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głowę wciska w ramiona, oczy znowu mruży &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I czeka słońca. Kędyś, u brzegów kałuży, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Klekce bocian. Na kopach siedzą wrony zmokłe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozdziawiwszy się ciągną gawędy rozwlokłe; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obrzydłe gospodarzom jako wróżby słoty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gospodarze już dawno wyszli do roboty. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Już zaczęły żniwiarki swą piosnkę zwyczajną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak dzień słotny ponurą, tęskną, jednostajną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tym smutniejszą, że dźwięk jej w mgłę bez echa wsiąka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chrząsnęły sierpy w zbożu, ozwała się łąka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rząd kosiarzy otawę siekących wciąż brząka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pogwizdując piosenkę; z końcem każdej zwrotki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stają, ostrzą żelezca i w takt kują w młotki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ludzi we mgle nie widać: tylko sierpy, kosy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pieśni brzmią, jak muzyk niewidzialnych głosy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;W środku, na snopie zboża Ekonom usiadłszy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nudzi się, kręci głową, roboty nie patrzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pogląda na gościniec, na drogi rozstajne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kędy działy się jakieś rzeczy nadzwyczajne. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Na gościńcu i drogach od samego ranka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panuje ruch niezwykły. Stąd chłopska furmanka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skrzypi, lecąc jak poczta; stąd szlachecka bryka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cwałem tarkoce, drugą i trzecią spotyka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z lewej drogi posłaniec jak kuryjer goni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z prawej przebiegło w zawód kilkanaście koni: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszyscy śpieszą, ku różnym kierują się stronom. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co to ma znaczyć? Powstał ze snopa Ekonom, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciał przypatrzyć się, spytać; długo stał nad drogą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daremnie wołał, nie mógł zatrzymać nikogo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ni poznać we mgle. Jezdni migają jak duchy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko słychać raz po raz tętent kopyt głuchy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I, co dziwniejsza jeszcze, szczękanie pałaszy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bardzo to Ekonoma i cieszy, i straszy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo choć na Litwie było naonczas spokojnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dawno już wieści głuche biegały o wojnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O Francuzach, Dąbrowskim, o Napoleonie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miałyżby wojnę wróżyć ci jeźdźcy? te bronie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ekonom pobiegł wszystko Sędziemu powiedzieć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spodziewając się i sam czegoś się dowiedzieć. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;W Soplicowie domowi i goście, po kłótni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wczorajszej, wstali z siebie nieradzi i smutni. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Próżno Wojszczanka damy na kabałę sprasza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mężczyznom próżno karty dają do mariasza: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie chcą bawić się, ni grać, siedzą, cicho w kątkach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mężczyźni palą lulki, kobiety przy prątkach; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nawet śpią muchy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wojski, rzuciwszy łopatkę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znudzony ciszą, idzie pomiędzy czeladkę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Woli w kuchennej słuchać ochmistrzyni krzyków, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gróźb i razów kucharza, hałasu kuchcików: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż go powoli wprawił w przyjemne marzenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ruch jednostajny rożnów kręcących pieczenie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Sędzia od rana pisał, zamknąwszy się w izbie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Woźny od rana czekał pod oknem na przyzbie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędzia, skończywszy pozew, Protazego wzywa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skargę przeciw Hrabiemu głośno odczytywa: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O skrzywdzenie honoru, zelżywe wyrazy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaś przeciw Gerwazemu o gwałty i razy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obudwu, o przechwałki, o koszta z powodu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Procesu, ciągnie w rejestr taktowy do grodu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pozew dziś trzeba wręczyć ustnie, oczywisto, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim zajdzie słońce. Woźny z miną uroczystą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyciągnął słuch i rękę, skoro pozew zoczył; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stał poważnie, a rad by z radości podskoczył. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na samą myśl procesu czuł, że się odmłodził: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wspomniał na dawne lata, gdy z pozwami chodził &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po guzy, ale razem po zapłaty hojne. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak żołnierz, który strawił życie tocząc wojnę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A na starość w szpitalach spoczywa kaleki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skoro usłyszy trąbę lub bęben daleki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chwyta się z łoża, krzyczy przez sen: «Bij Moskala!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I na drewnianej nodze skacze ze szpitala, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak prędko, że go ledwie może złowić młodzież. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Protazy śpieszył włożyć swą woźnieńską odzież. &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przecież żupana ani kontusza nie kładzie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;One służą ku wielkiej sądowej paradzie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na podróż ma strój inny: szerokie rajtuzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I kurtkę, której poły podpięte na guzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Można zakasać albo spuścić na kolana; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czapka z uszami, sznurkiem u wierzchu związana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wznosi się na pogodę, spuszcza się przed słotą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak ubrany wziął pałkę i ruszył piechotą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo woźni przed procesem, jak szpiegi przed bojem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Muszą kryć się pod różną postacią i strojem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Dobrze zrobił Protazy, że w drogę pośpieszył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo niedługo by swoim pozwem się nacieszył: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W Soplicowie zmieniano kampanii plany. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do Sędziego wpadł nagle Robak zadumany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rzekł: «Sędzio, to bieda nam z tą panią ciotką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z tą panią Telimeną, kokietką i trzpiotką! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy Zosia została dzieckiem w biednym stanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jacek ją Telimenie dał na wychowanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słysząc, że jest osoba dobra, świat znająca: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A postrzegam, że ona coś tu nam zamąca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Intryguje i pono Tadeuszka wabi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śledzę ją; albo może bierze się do Hrabi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może do obu razem. Obmyślmy więc środki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak się jej pozbyć: bo stąd mogą urość plotki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zły przykład i pomiędzy młokosami zwady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które mogą pomieszać twe prawne układy». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Układy? — krzyknął Sędzia z niezwykłym zapałem — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z układów kwita, już je skończyłem, zerwałem». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«A to co? — przerwał Robak — gdzie rozum, gdzie głowa? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co tu mi wasze bajesz, jaka burda nowa?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Nie z mej winy — rzekł Sędzia — proces to wyjaśni: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabia pyszałek, głupiec, był przyczyną waśni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I Gerwazy łotr. Lecz to do sądu należy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szkoda, żeś nie był, księże, w zamku na wieczerzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poświadczyłbyś, jak Hrabia srodze mnie obraził». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Po coś waść — krzyknął Robak — do tych ruin łaził? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiesz, jak zamku nie cierpię; odtąd moja noga &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam nie postanie. Znowu kłótnia! kara Boga! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakże tam było? powiedz; trzeba tę rzecz zatrzeć. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już mię znudziło wreszcie na tyle głupstw patrzeć: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ważniejsze ja mam sprawy niż godzić pieniaczy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale jeszcze raz zgodzę». «Zgodzić? Cóż to znaczy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A idźże mi waść wreszcie z tą zgodą do licha! — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przerwał Sędzia, tupnąwszy nogą — patrzcie mnicha! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że go przyjmuję grzecznie, chce mnie za nos wodzić! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiedz wasze, że Soplice nie zwykli się godzić: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy pozwą, muszą wygrać; nieraz w ich imieniu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trwał proces, aż wygrali w szóstym pokoleniu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dosyć zrobiłem głupstwa z porady waszeci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwołując podkomorskie sądy po raz trzeci. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od dzisiaj nie ma zgody, nie ma, nie ma, nie ma! — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I krzycząc chodził, tupał nogami obiema — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prócz tego za wczorajszy niegrzeczny uczynek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Musi mnie deprekować, albo pojedynek!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Ale Sędzio, cóż będzie, jak się Jacek dowie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak on umrze z rozpaczy! Czyliż Soplicowie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie narobili jeszcze w tym zamku dość złego? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bracie! wspominać nie chcę wypadku strasznego... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiesz także, że część gruntów od zamku dziedzica &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabrała i Soplicom dała Targowica... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jacek, za grzech żałując, musiał był ślubować &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod absolucją, dobra te restytuować: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wziął więc Zosię, Horeszków dziedziczkę ubogą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hodować, wychowanie jej opłacał drogo; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciał ją Tadeuszkowi swojemu wyswatać &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tak dwa poróżnione domy znowu zbratać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dziedziczce bez wstydu ustąpić grabieży...» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Lecz cóż to? — krzyknął Sędzia — co do mnie należy? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja się nie znałem, nawet nie widziałem z Jackiem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ledwiem słyszał o jego życiu hajdamackiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siedząc wtenczas retorem w jezuickiej szkole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem u Wojewody służąc za pacholę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dano mi dobra, wziąłem; kazał przyjąć Zosię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjąłem, hodowałem, myślę o jej losie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dość mnie nudzi ta cała historyja babia! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A potem, czegóż jeszcze wlazł mi tu ten Hrabia? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z jakim prawem do zamku? Wszak wiesz przyjacielu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On Horeszkom dziesiąta woda na kisielu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ma mnie lżyć? a ja go zapraszać do zgody!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Bracie! — rzekł ksiądz — ważne są do tego powody. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pamiętasz, że Jacek chciał do wojska słać syna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem w Litwie zostawił: cóż w tym za przyczyna? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oto w domu ojczyźnie potrzebniejszy będzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszałeś pewnie, o czym już gadają wszędzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O czym ja wiadomostki przynosiłem nieraz: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz czas już powiedzieć wszystko, czas już teraz! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ważne rzeczy, mój bracie! Wojna tuż nad nami! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wojna o Polskę! bracie! Będziem Polakami! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wojna niechybna! Kiedy z poselstwem tajemnem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu biegłem, wojsk forpoczty już stały nad Niemnem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Napoleon już zbiera armiję ogromną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakiej człowiek nie widział i dzieje nie pomną; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obok Francuzów ciągnie polskie wojsko całe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nasz Józef, nasz Dąbrowski, nasze orły białe! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już są w drodze; na pierwszy znak Napoleona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przejdą Niemen i — bracie! Ojczyzna wskrzeszona!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Sędzia, słuchając, z wolna okulary składał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I, wpatrując się mocno w księdza, nic nie gadał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Westchnął głęboko, w oczach łzy się zakręciły... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wreszcie porwał za szyję księdza z całej siły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Mój Robaku! — wołając — czy to tylko prawda? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mój Robaku! — powtarzał — czy to tylko prawda? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ileż razy zwodzono! Pamiętasz? gadali: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Napoleon już idzie! i my już czekali! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gadano: już w Koronie, już Prusaka pobił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wkracza do nas! A on! co? pokój w Tylży zrobił! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy tylko prawda? Czy ty nie zwodzisz sam siebie?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Prawda — zawołał Robak — jak Pan Bóg na niebie!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Błogosławioneż niechaj będą usta, które &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To zwiastują! — rzekł Sędzia — wznosząc ręce w górę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie pożałujesz twego poselstwa Robaku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie pożałuje klasztor: dwieście owiec z braku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daję na klasztor. Księże, tyś się wczoraj palił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do mojego kasztanka i gniadosza chwalił: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś, zaraz w tym kwestarskim wozie pójdą oba; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś proś mnie, o co zechcesz, co ci się podoba, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie odmówię!... Lecz o tym interesie całym &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z Hrabią, daj pokój: skrzywdził mnie, już zapozwałem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyż wypada?» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Załamał ręce ksiądz zdziwiony. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wlepiwszy oczy w Sędzię, ruszywszy ramiony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł : «To gdy Napoleon wolność Litwie niesie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy świat drży cały, to ty myślisz o procesie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I jeszczeż po tym wszystkim, com tobie powiedział, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będziesz spokojnie, ręce założywszy, siedział, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy działać trzeba!» «Działać? Cóż?» Sędzia zapytał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jeszcześ — rzekł Robak — z oczu moich nie wyczytał? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze serce nic tobie nie gada? Ach bracie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli Soplicowskiej krwi kroplę w żyłach macie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uważ tylko: Francuzi uderzają z przodu... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdyby z tyłu zrobić powstanie narodu? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co myślisz? Niech no Pogoń zarży, niech na Żmudzi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niedźwiedź ryknie! Ach, gdyby jakie tysiąc ludzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyby choć pięćset z tyłu na Moskwę natarło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powstanie jako pożar wkoło rozpostarło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdybyśmy my, nabrawszy Moskwie harmat, znaków, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwycięzcy szli powitać wybawców rodaków?... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciągniemy! Napoleon, widząc nasze lance, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pyta, co to za wojsko; my krzyczym: »Powstańce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Najjaśniejszy Cesarzu! Litwa ochotnicy!« &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pyta: pod czyją wodzą? — »Sędziego Soplicy!« &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, któż by potem pisnąć śmiał o Targowicy?... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bracie, póki Ponarom stać, Niemnowi płynąć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Póty w Litwie Sopliców imieniowi słynąć; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wnuków, prawnuków będzie Jagiełłów stolica &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wskazywać palcem, mówiąc: oto jest Soplica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z tych Sopliców, co pierwsi zrobili powstanie!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;A na to Sędzia: «Mniejsza o ludzkie gadanie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nigdy nie dbałem bardzo o pochwały świata: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bóg świadkiem, żem niewinien grzechów mego brata; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W politykę jam nigdy bardzo się nie wdawał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Urzędując i orząc mojej ziemi kawał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz jestem szlachcic, rad bym plamę domu zmazać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jestem Polak, dla kraju rad bym coś dokazać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć duszę oddać. W szablę nie byłem zbyt tęgi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszakże, bierali ludzie i ode mnie cięgi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wie świat, że w czasie polskich ostatnich sejmików &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyzwałem i zraniłem dwóch braci Buzwików, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którzy... Ale to mniejsza. Jakże wasze myśli? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy potrzeba, żebyśmy zaraz w pole wyszli? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Strzelców zebrać, rzecz łatwa; prochu mam dostatek; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W plebanii u księdza jest kilka armatek; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przypominam, iż Jankiel mówił, iż u siebie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ma groty do lanc, że je mogę wziąć w potrzebie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Te groty przywiózł w pakach gotowych z Królewca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod sekretem; weźmiem je, zaraz zrobim drzewca; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szabel nam nie zabraknie; szlachta na koń wsiędzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja z synowcem na czele, i — jakoś to będzie!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«O polska krwi! — zawołał Bernardyn wzruszony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z otwartymi skoczywszy na Sędzię ramiony — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawe dziecię Sopliców! Tobie Bóg przeznacza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oczyścić grzechy brata twojego tułacza! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawszem ciebie szanował; ale od tej chwili &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kocham cię, jak gdybyśmy bracią sobie byli!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przygotujemy wszystko; lecz wyjść nie czas jeszcze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja sam wyznaczę miejsce i czas wam obwieszczę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiem, że car wysiał gońców do Napoleona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prosić o pokój; wojna nie jest ogłoszona: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz książę Józef słyszał od pana Biniona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Francuza, co należy do cesarskiej rady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że się na niczym skończą wszystkie te układy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że będzie wojna. Książę wysłał mnie na zwiady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z rozkazem, żeby byli Litwini gotowi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dowieść przychodzącemu Napoleonowi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że chcą złączyć się znowu z siostrą swą, Koroną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I żądają, ażeby Polskę przywrócono. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tymczasem, bracie, z Hrabią trzeba przyjść do zgody. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest to dziwak, fantastyk trochę, ale młody, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poczciwy, dobry Polak: potrzebny nam taki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W rewolucyjach bardzo potrzebne dziwaki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiem z doświadczenia; nawet głupi się przydadzą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byle tylko poczciwi i pod mądrych władzą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabia pan, ma u szlachty wielkie zachowanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cały powiat ruszy się, jeśli on powstanie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znając jego majątek, każdy szlachcic powie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Musi to być rzecz pewna, gdy z nią są panowie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biegę do niego zaraz...» «Niech się pierwszy zgłosi — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł Sędzia — niech przyjedzie tu, niech mnie przeprosi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak jestem starszy wiekiem, jestem na urzędzie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co się tycze procesu, sąd arbitrów będzie...» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bernardyn trzasnął drzwiami. «No, szczęśliwa droga!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł Sędzia. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ksiądz wpadł w powóz stojący u proga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tnie biczem konie, łechce lejcami po bokach; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Furknęła kałamaszka, ginie w mgły obłokach; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko kiedy niekiedy kaptur mnicha bury &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wznosi się nad tumany jako sęp nad chmury. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Woźny już dawniej wyszedł ku domowi Hrabi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak lis bywalec, gdy go woń słoniny wabi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bieży ku niej, a strzelców zna fortele skryte, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bieży, staje, przysiada coraz, wznosi kitę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wiatr nią jak wachlarzem ku swym nozdrzom tuli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pyta wiatru, czy strzelcy jadła nie zatruli: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Protazy zeszedł z drogi i wzdłuż sianożęci &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krąży około domu; pałkę w ręku kręci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Udaje, że obaczył kędyś bydło w szkodzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak zręcznie lawirując, stanął przy ogrodzie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Schylił się, bieży, rzekłbyś iż derkacza tropi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż nagle skoczył przez płot i wpadł do konopi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;W tej zielonej, pachnącej i gęstej krzewinie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Koło domu jest pewny przytułek źwierzynie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ludziom. Nieraz zając zdybany w kapuście &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skacze skryć się w konopiach bezpieczniej niż w chruście: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo go dla gęstwi ziela ani chart nie zgoni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani ogar wywietrzy dla zbyt tęgiej woni. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W konopiach człowiek dworski, uchodząc kańczuka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub pięści, siedzi cicho, aż się pan wyfuka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nawet często zbiegli od rekruta chłopi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy ich rząd śledzi w lasach, siedzą śród konopi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I stąd to w czasie bitew, zajazdów, tradowań, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obie strony nie szczędzą wielkich usiłowań, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ażeby stanowisko zająć konopiane, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które z przodu ciągnie się aż pod dworską ścianę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A z tyłu, pospolicie stykając się z chmielem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kryje atak i odwrót przed nieprzyjacielem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Protazy, choć człek śmiały, uczuł nieco strachu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo przypomniał z samego rośliny zapachu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Różne swoje dawniejsze woźnieńskie przypadki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedne po drugich, biorąc konopie na świadki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako raz zapozwany szlachcic z Telsz, Dzindolet, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozkazał mu, oparłszy o piersi pistolet, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wleźć pod stół i ów pozew psim głosem odszczekać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że Woźny musiał co tchu w konopie uciekać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak później Wołodkowicz, pan dumny, zuchwały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co rozpędzał sejmiki, gwałcił trybunały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjąwszy urzędowy pozew, zdarł na sztuki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I postawiwszy przy drzwiach z kijami hajduki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sam nad Woźnego głową trzymał goły rapier, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzycząc: «Albo cię zetnę, albo zjedz twój papier!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Woźny niby jeść zaczął, jak człowiek roztropny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż skradłszy się do okna, wpadł w ogród konopny. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wprawdzie już wtenczas w Litwie nie było zwyczajem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Opędzać się od pozwów szablą lub nahajem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ledwie Woźny czasem usłyszał łajanie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale Protazy o tej obyczajów zmianie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiedzieć nie mógł, bo dawno już pozwów nie naszał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć zawsze gotów, choć się Sędziemu sam wpraszał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędzia dotąd, przez winny wzgląd na lata stare, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odmawiał jego prośbom; dziś przyjął ofiarę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dla naglącej potrzeby. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Woźny patrzy, czuwa: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cicho wszędzie; w konopie z wolna ręce wsuwa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rozchylając gęstwę badylów, w jarzynie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako rybak pod wodą nurkujący płynie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzniósł głowę: cicho wszędzie; do okien się skrada: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cicho wszędzie; przez okna głąb pałacu bada: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pusto wszędzie; na ganek wchodzi nie bez strachu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odmyka klamkę i pusto jak w zaklętym gmachu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobywa pozew, czyta głośno oświadczenie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wtem usłyszał turkot, uczuł serca drżenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciał uciec... gdy ode drzwi zaszła mu osoba: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczęściem znajoma! Robak! Zdziwili się oba. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Widno, że Hrabia kędyś ruszył z całym dworem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I bardzo śpieszył, bo drzwi zostawił otworem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widać, że się uzbrajał: leżały dwururki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I sztućce na podłodze, dalej sztenfle, kurki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I narzędzia ślusarskie, którymi rynsztunki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poprawiano; proch, papier: robiono ładunki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy Hrabia z całym dworem wyjechał na łowy? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale po cóż broń ręczna? Tu szabla bez głowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zardzewiała, tam leży szpada bez temlaku: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zapewne wybierano oręż z tego braku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I poruszono nawet stare broni składy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Robak obejrzał pilnie rusznice i szpady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A potem do folwarku wybrał się na zwiady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szukając sług, żeby się rozpytać o Hrabię. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W pustym folwarku ledwie wynalazł dwie babie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od których słyszy, że pan i dworska drużyna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ruszyli tłumnie, zbrojnie, drogą do Dobrzyna. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Słynie szeroko w Litwie Dobrzyński zaścianek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Męstwem swoich szlachciców, pięknością szlachcianek. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niegdyś możny i ludny: bo gdy król Jan Trzeci &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obwołał pospolite ruszenie przez wici, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chorąży województwa z samego Dobrzyna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przywiódł mu sześćset zbrojnej szlachty. Dziś rodzina &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmniejszona, zubożała. Dawniej w pańskich dworach &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub wojsku, na zajazdach, sejmikowych zborach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwykli byli Dobrzyńscy żyć o łatwym chlebie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz, zmuszeni sami pracować na siebie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako zaciężne chłopstwo! tylko że siermięgi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie noszą, lecz kapoty białe w czarne pręgi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A w niedzielę kontusze. Strój także szlachcianek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Najuboższych różni się od chłopskich katanek: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwykle chodzą w drylichach albo perkaliczkach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bydło pasą nie w łapciach z kory, lecz w trzewiczkach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I żną zboże, a nawet przędzą w rękawiczkach. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Różnili się Dobrzyńscy między Litwą bracią &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Językiem swoim, tudzież wzrostem i postacią. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czysta krew lacka, wszyscy mieli czarne włosy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wysokie czoła, czarne oczy, orle nosy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z Dobrzyńskiej ziemi ród swój starożytny wiedli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A choć od lat czterystu na Litwie osiedli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zachowali mazurską mowę i zwyczaje. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli który z nich dziecku imię na chrzcie daje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawsze zwykł za patrona brać koronijasza; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Świętego Bartłomieja albo Matyjasza: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak Syn Macieja zawżdy zwał się Bartłomiejem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A znowu Bartłomieja syn zwał się Maciejem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kobiety wszystkie chrzczono Kachny lub Maryny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;By rozeznać się wpośród takiej mieszaniny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brali różne przydomki od jakiej zalety &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub wady, tak mężczyźni jako i kobiety. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mężczyznom czasem kilka dawano przydomków, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na znak pogardy albo szacunku spółziomków; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czasem jedenże szlachcic inaczej w Dobrzynie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A pod innym nazwiskiem u sąsiadów słynie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrzyńskich naśladując, inna szlachta bliska &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brała również przydomki, zwane &lt;em class="author-emphasis"&gt;imioniska&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz ich każda prawie używa rodzina, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A rzadki wie, iż mają początek z Dobrzyna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I były tam potrzebne: kiedy w reszcie kraju &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głupim naśladownictwem weszły do zwyczaju. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Więc Matyjasz Dobrzyński, który stał na czele &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Całej rodziny, zwan był &lt;em class="author-emphasis"&gt;Kurkiem na kościele&lt;/em&gt;; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem, z siedemset dziewięćdziesiąt czwartym rokiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odmieniwszy przydomek, ochrzcił się &lt;em class="author-emphasis"&gt;Zabokiem&lt;/em&gt;; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Toż &lt;em class="author-emphasis"&gt;Królikiem&lt;/em&gt; Dobrzyńscy mianują go sami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Litwini nazwali &lt;em class="author-emphasis"&gt;Maćkiem nad Maćkami&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jak on nad Dobrzyńskimi, dom jego nad siołem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panował, stojąc między karczmą i kościołem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widać rzadko zwiedzany, mieszka w nim hołota: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo brama sterczy bez wrót, ogrody bez płota, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niezasiane, na grzędach już porosły brzozki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przecież ten folwark zdał się być stolicą wioski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Iż kształtniejszy od innych chat, bardziej rozległy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I prawą stronę, gdzie jest świetlica, miał z cegły. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obok lamus, spichrz, gumno, obora i stajnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko w kupie, jak bywa u szlachty zwyczajnie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko nadzwyczaj stare, zgniłe. Domu dachy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Świeciły się, jak gdyby od zielonej blachy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od mchu i trawy, która buja jak na łące. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po strzechach gumien niby ogrody wiszące &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Różnych roślin, pokrzywa i krokos czerwony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żółta dziewanna, szczyru barwiste ogony. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gniazda ptastwa różnego, w strychach gołębniki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W oknach gniazda jaskółcze, u progu króliki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Białe skaczą i ryją w niedeptanej darni. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słowem: dwór na kształt klatki albo królikarni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;A dawniej był obronny! Pełno wszędzie śladów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że wielkich i że częstych doznawał napadów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod bramą dotąd w trawie, jak dziecięca głowa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wielka leżała kula żelazna działowa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od czasów szwedzkich; niegdyś skrzydło wrót otwarte &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bywało o tę kulę jak o głaz oparte. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na dziedzińcu, spomiędzy piołunu i chwastu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wznoszą się stare szczęty krzyżów kilkunastu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na ziemi nieświęconej: znać, że tu chowano &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poległych śmiercią nagłą i niespodziewaną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto by uważał z bliska lamus, spichrz i chatę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ujrzy ściany od ziemi do szczytu pstrokate &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niby rojem owadów czarnych: w każdej plamie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siedzi we środku kula jak trzmiel w ziemnej jamie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;U drzwi domostwa wszystkie klamki, ćwieki, haki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo ucięte, albo noszą szabel znaki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pewnie tu probowano hartu zygmuntówek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którymi można śmiało ćwieki obciąć z główek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub hak przerżnąć, w brzeszczocie nie zrobiwszy szczerby. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nade drzwiami, Dobrzyńskich widne były herby; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz armaturę — serów zasłoniły półki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zasklepiły gęsto gniazdami jaskółki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wewnątrz samego domu, w stajni i wozowni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pełno znajdziesz rynsztunków, jak w starej zbrojowni. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod dachem wiszą cztery ogromne szyszaki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ozdoby czół marsowych: dziś Wenery ptaki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gołębie, w nich gruchając karmią swe pisklęta. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W stajni kolczuga wielka nad żłobem rozpięta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pierścieniasty pancerz służą za drabinę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W którą chłopiec zarzuca źrebcom dzięcielinę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W kuchni kilka rapierów kucharka bezbożna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odhartowała, kładąc je w piec zamiast rożna; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Buńczukiem, łupem z Wiednia, otrzepywa żarna: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słowem, wygnała Marsa Ceres gospodarna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I panuje z Pomoną, Florą i Wertumnem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nad Dobrzyńskiego domem, stodołą i gumnem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale dziś muszą znowu ustąpić boginie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mars powraca. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;O świcie zjawił się w Dobrzynie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Konny posłaniec; biega od chaty do chaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Budzi jak na pańszczyznę. Wstają szlachta braty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Napełniają się ciżbą zaścianku ulice, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słychać krzyk w karczmie, widać w plebanii świéce. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biega; jeden drugiego pyta co to znaczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Starzy składają radę, młódź konie kulbaczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kobiety zatrzymują, chłopcy się szamocą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rwą się biec, bić się, ale nie wiedzą z kim, o co? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Muszą chcąc nie chcąc zostać. W mieszkaniu plebana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trwa rada długa, tłumna, strasznie zamieszana; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż nie mogąc zdań zgodzić, na koniec stanowi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przełożyć całą sprawę ojcu Maciejowi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Siedemdziesiąt dwa lat liczył Maciej, starzec dziarski &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niskiego wzrostu, dawny konfederat barski. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pamiętają i swoi, i nieprzyjaciele &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jego damaskowaną krzywą karabelę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którą piki i sztyki rzezał na kształt sieczki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I której żartem skromne dał imię &lt;em class="author-emphasis"&gt;Rózeczki&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z konfederata stał się stronnikiem królewskim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I trzymał z Tyzenhauzem, podskarbim litewskim; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz gdy król w Targowicy przyjął uczestnictwo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Maciej opuścił znowu królewskie stronnictwo. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I stąd to, że przechodził partyi tak wiele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nazywany był dawniej &lt;em class="author-emphasis"&gt;Kurkiem na kościele&lt;/em&gt;: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że jak kurek za wiatrem chorągiewkę zwracał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyczynę zmian tak częstych na próżno byś macał: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może Maciej zbyt wojnę lubił; zwyciężony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W jednej stronie, znów bitwy szukał z drugiej strony? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może, bystry polityk, duch czasu zbadywał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tam szedł, gdzie ojczyzny dobro upatrywał? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto wie! To pewna, że go nigdy nie uwiodły &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani chęć osobistej chwały, ni zysk podły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I że nigdy z moskiewską partyją nie trzymał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na sam widok Moskala pienił się i zżymał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;By nie spotkać Moskala, po kraju zaborze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siedział w domu jak niedźwiedź, gdy ssie łapę w borze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ostatni raz wojował, poszedłszy z Ogińskim &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do Wilna, gdzie służyli oba pod Jasińskim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tam z &lt;em class="author-emphasis"&gt;Rózeczką&lt;/em&gt; cudów dokazał odwagi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiadomo, że sam jeden skoczył z wałów Pragi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bronić pana Pocieja, który odbieżany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na placu boju, dostał dwadzieścia trzy rany. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myślano długo w Litwie, że obu zabito: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wrócili oba, każdy pokłuty jak sito. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan Pociej, zacny człowiek, chciał zaraz po wojnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obrońcę Dobrzyńskiego wynagrodzić hojnie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dawał mu folwark pięciu dymów w dożywocie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wyznaczył mu rocznie tysiąc złotych w złocie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz Dobrzyński odpisał: «Niech Pociej Macieja &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A nie Maciej Pocieja ma za dobrodzieja». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odmówił więc folwarku i nie przyjął płacy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sam wróciwszy do domu, żył z własnej rąk pracy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sprawując ule dla pszczół, lekarstwa dla bydła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szląc na targ kuropatwy, które łowił w sidła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I polując na źwierza. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Było dość w Dobrzynie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Starych ludzi roztropnych, którzy po łacinie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Umieli i w palestrze ćwiczyli się z młodu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Było dość majętniejszych: a z całego rodu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Maciek prostak ubogi był najwięcej czczony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie tylko jako rębacz &lt;em class="author-emphasis"&gt;Rózeczką&lt;/em&gt; wsławiony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz jako człek mądrego i pewnego zdania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znający dzieje kraju, rodziny podania. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zarówno świadom prawa jak i gospodarstwa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiedział także sekreta strzelców i lekarstwa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyznawano mu nawet (czemu pleban przeczy) &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiadomość nadzwyczajnych i nadludzkich rzeczy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To pewna, że powietrza zmiany zna dokładnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I częściej niż kalendarz gospodarski zgadnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie dziw tedy, że czy to siejbę rozpoczynać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy wiciny wyprawiać, czy zboże zażynać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy procesować, czyli zawierać układy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie działo się w Dobrzynie nic bez Maćka rady. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wpływu takiego starzec bynajmniej nie szukał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Owszem, chciał się go pozbyć, klientów swych fukał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I najczęściej wypychał milczkiem za drzwi domu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rady rzadko udzielał i nie lada komu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ledwie w niezmiernie ważnych sporach lub umowach &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pytany, wyrzekł zdanie i w niewielu słowach. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myślano, że dzisiejszej podejmie się sprawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I stanie swą osobą na czele wyprawy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo bijatykę lubił niezmiernie za młodu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I był nieprzyjacielem moskiewskiego rodu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Właśnie staruszek chodził po samotnym dworze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nucąc piosenkę: &lt;em class="author-emphasis"&gt;Kiedy ranne wstają zorze&lt;/em&gt;, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rad, że się wypogadza. Mgła nie szła do góry, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak się dziać zwykło, kiedy zbierają się chmury, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale coraz spadała. Wiatr rozwinął dłonie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I mgłę muskał, wygładzał, rozścielał na błonie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tymczasem słonko z góry tysiącem promieni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tło przetyka, pośrebrza, wyzłaca, rumieni. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak para mistrzów w Słucku lity pas wyrabia: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziewica siedząc w dole krośny ujedwabia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tło ręką wygładza, tymczasem tkacz z góry &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zrzuca jej nitki srebra, złota i purpury, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tworząc barwy i kwiaty: tak dziś ziemię całą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiatr tumanami osnuł, a słońce dzierzgało. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Maciej ogrzał się słońcem, zakończył pacierze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I już się do swojego gospodarstwa bierze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyniósł traw, liścia; usiadł przed domem i świsnął: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na ten świst rój królików spod ziemi wytrysnął. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako narcyzy nagle wykwitłe nad trawę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bielą się długie słuchy; pod nimi jaskrawe &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeświecają się oczki jak krwawe rubiny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gęsto wszyte w aksamit zielonej darniny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już króliki na łapkach stają; każdy słucha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzy; na koniec cała trzódka białopucha &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bieży do starca liśćmi kapusty znęcona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do nóg mu, na kolana skacze, na ramiona. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On, sam biały jak królik, lubi ich gromadzić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wkoło siebie i ręką ciepły ich puch gładzić; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A drugą ręką z czapki proso w trawę miota &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dla wróblów: spada z dachów krzykliwa hołota. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Gdy się staruszek bawił widokiem biesiady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nagle króliki znikły w ziemi, a gromady &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wróblów na dach uciekły przed gośćmi nowymi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którzy szli do folwarku krokami prędkiemi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byli to z plebanii przez szlachty gromadę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Posłowie wyprawieni do Maćka po radę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z dala witając starca niskimi ukłony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekli: «Niech będzie Jezus Chrystus pochwalony» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Na wieki wieków, amen» starzec odpowiedział, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdy się o ważności poselstwa dowiedział, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prosi do chaty. Weszli, zasiadają ławę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pierwszy z posłów stał w środku i jął zdawać sprawę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tymczasem szlachty coraz gęściej przybywało: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrzyńscy prawie wszyscy, sąsiadów niemało &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z okolicznych zaścianków, zbrojni i bezbronni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W kałamaszkach i bryczkach, i piesi, i konni. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stawią wozy, podjezdki do brzezinek wiążą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciekawi skutku narad koło domu krążą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już izbę napełnili, kupią się do sieni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Inni słuchają, w okna głowami wciśnieni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/pan-tadeusz/"&gt;Adam Mickiewicz, „Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Kurhanek Maryli</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/ballady-i-romanse/06/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/ballady-i-romanse/06/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Kurhanek Maryli&lt;/h2&gt;
&lt;div class="note"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;(myśl ze śpiewu litewskiego)&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Cudzy człowiek&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tam u Niemnowej odnogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam u zielonej rozłogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co to za piękny kurhanek? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spodem uwieńczon jak w wianek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W maliny, ciernie i głogi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Boki ma strojne murawą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głowę ukwieconą w kwiaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A na niej czeremchy drzewo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A od niej idą trzy drogi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedna droga na prawo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Druga droga do chaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzecia droga na lewo. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja tędy płynę z wiciną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pytam się ciebie dziewczyno, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co to za piękny kurhanek? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Dziewczyna&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;W całej wsi pytaj się, bracie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A cała wieś powie tobie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Maryla żyła w tej chacie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A teraz leży w tym grobie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na prawej stronie te śladki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ubite nogą pastuszka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To jest drożyna jej matki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A stąd przychodzi jej drużka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz oto błysnął poranek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjdą oni na kurhanek; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ukryj się tu za stos łomu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sam ich posłuchasz niedoli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Własne twe oczy zobaczą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz w prawo... idzie kochanek. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz, matka idzie z domu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz w lewo, przyjaciółka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszyscy idą powoli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I niosą ziółka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I płaczą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Kochanek&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Marylo! o tej porze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcześmy się nie widzieli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcześmy się nie ścisnęli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Marylo! zaszło zorze! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu czeka twój kochanek: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy ty przespałaś ranek? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyś na mnie zagniewana? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach! Marylo kochana! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzież się ty dotąd kryjesz? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie, nie przespałaś ranka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie gniewasz się na Janka: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz nie żyjesz, nie żyjesz! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więzi cię ten kurhanek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie ujrzysz już kochanka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie ujrzy cię kochanek! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dawniej, kiedy spać szedłem, tym słodziłem chwile, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że skoro się obudzę, obaczę Marylę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dawniej spałem mile! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz, tutaj spać będę, od ludzi daleki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może ją we śnie ujrzę, gdy zamknę powieki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może zamknę na wieki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byłem ja gospodarny, gdy byłem szczęśliwy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chwalili mnie sąsiedzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chwalił mnie ojciec siwy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz się ojciec biedzi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ja ni ludziom, ni Bogu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech ziarno w polu przepadnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech ginie siano ze stogu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech sąsiad kopy rozkradnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech trzodę wyduszą wilki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie masz, nie masz Marylki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daje mi ojciec chaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daje mi sprzęt bogaty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bym wziął w dom gospodynię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Namawiali mię swaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie masz, nie masz Maryli! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Swaty nie namówili: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie mogę, nie, nie mogę! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiem ojcze, co uczynię: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pójdę w daleką drogę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więcej mnie nie znajdziecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choćbyście i szukali. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie będę już na świecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przystanę do Moskali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeby mnie wraz zabili. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie masz, nie masz Maryli! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Matka&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Czemuż nie wstałam zrana? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już w polu pełno ludzi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie masz cię, nie masz, kochana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Marylo, któż mię obudzi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płakałam przez noc całą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zasnęłam kiedy dniało. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mój Szymon gdzieś już w polu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyprzedził on świtania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie budził mię, mojego litując się bólu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poszedł z kosą bez śniadania; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Koś ty dzień cały, koś sobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja tutaj leżę na grobie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czegóż mam iść do domu? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto nas na obiad zawoła? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto z nami siądzie do stoła? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie masz, ach! nie masz komu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Pókiśmy mieli ciebie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W domu było jak w niebie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U nas i wieczorynki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z całej wsi chłopcy, dziewki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Najweselsze zażynki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Najchuczniejsze dosiewki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie masz cię! w domu pustynie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każdy kto idzie, minie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawiasy rdzewieją w sieni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mchem się dziedziniec zieleni: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bóg nas opuścił, ludzie opuścili, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie masz, nie masz Maryli! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Przyjaciółka&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tutaj bywało z ranku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nad wodą sobie stoim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja o twoim kochanku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty mnie mówisz o moim. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już więcej z sobą nie będziem mówili, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie masz, nie masz Maryli! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż mi zwierzy się szczerze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Komuż się ja powierzę? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, gdy z tobą, kochanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Smutku i szczęścia nie dzielę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Smutek smutkiem zostanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Weselem nie jest wesele. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Słyszy to cudzy człowiek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzdycha i łzy mu płyną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Westchnął, otarł łzy z powiek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dalej poszedł z wiciną. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/ballady-i-romanse/"&gt;Adam Mickiewicz, „Ballady i romanse”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Latarnik</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/latarnik/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/latarnik/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Latarnik&lt;/h2&gt;
&lt;div class="note"&gt;&lt;p class="paragraph"&gt;Opowiadanie to osnute jest na wypadku rzeczywistym, o którym w swoim czasie pisał J. Horain w jednej ze swoich korespondencyj z Ameryki.&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Pewnego razu zdarzyło się, że latarnik w Aspinwall, niedaleko Panamy, przepadł bez wieści. Ponieważ stało się to wśród burzy, przypuszczano, że nieszczęśliwy musiał podejść nad sam brzeg skalistej wysepki, na której stoi latarnia, i został spłukany przez bałwan. Przypuszczenie to było tym prawdopodobniejsze, że na drugi dzień nie znaleziono jego łódki stojącej w skalistym wrębie. Zawakowało tedy miejsce latarnika, które trzeba było jak najprędzej obsadzić, ponieważ latarnia niemałe ma znaczenie tak dla ruchu miejscowego, jak i dla okrętów idących z New Yorku do Panamy. Zatoka Moskitów obfituje w piaszczyste ławice i zaspy, między którymi droga nawet w dzień jest trudna, w nocy zaś, zwłaszcza wśród mgieł podnoszących się często na tych ogrzewanych podzwrotnikowym słońcem wodach prawie niepodobna. Jedynym wówczas przewodnikiem dla licznych statków bywa światło latarni. Kłopot wynalezienia nowego latarnika spadł na konsula Stanów Zjednoczonych, rezydującego w Panamie, a był to kłopot niemały, raz z tego powodu, że następcę trzeba było znaleźć koniecznie w ciągu dwunastu godzin; po wtóre, następca musiał być nadzwyczaj sumiennym człowiekiem, nie można więc było przyjmować byle kogo; na koniec w ogóle kandydatów na posadę brakło. Życie na wieży jest nadzwyczaj trudne i bynajmniej nie uśmiecha się rozpróżniaczonym i lubiącym swobodną włóczęgę ludziom Południa. Latarnik jest niemal więźniem. Z wyjątkiem niedzieli nie może on wcale opuszczać swej skalistej wysepki. Łódź z Aspinwall przywozi mu raz na dzień zapasy żywności i świeżą wodę, po czym przywożący oddalają się natychmiast, na całej zaś wysepce, mającej morgę rozległości, nie ma nikogo. Latarnik mieszka w latarni, utrzymuje ją w porządku; w dzień daje znaki wywieszaniem różnokolorowych flag wedle wskazówek barometru, w wieczór zaś zapala światło. Nie byłaby to wielka robota, gdyby nie to, że chcąc się dostać z dołu do ognisk na szczyt wieży, trzeba przejść przeszło czterysta schodów krętych i nader wysokich, latarnik zaś musi odbywać tę podróż czasem i kilka razy dziennie. W ogóle jest to życie klasztorne, a nawet więcej niż klasztorne, bo pustelnicze. Nic też dziwnego, że Mr. Izaak Falconbridge był w niemałym kłopocie, gdzie znajdzie stałego następcę po nieboszczyku, i łatwo zrozumieć jego radość, gdy najniespodzianiej następca zgłosił się jeszcze tegoż samego dnia. Był to człowiek już stary, lat siedmiudziesiąt albo i więcej, ale czerstwy, wyprostowany, mający ruchy i postawę żołnierza. Włosy miał zupełnie białe, płeć spaloną, jak u Kreolów, ale sądząc z niebieskich oczu, nie należał do ludzi Południa. Twarz jego była przygnębiona i smutna, ale uczciwa. Na pierwszy rzut oka podobał się Falconbridge’owi. Pozostało go tylko wyegzaminować, wskutek czego wywiązała się następująca rozmowa:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział szósty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/06/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/06/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział szósty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Petroniusz był w domu. Odźwierny nie śmiał zatrzymać Winicjusza, który wpadł do atrium jak burza i dowiedziawszy się, że gospodarza należy szukać w bibliotece, tym samym pędem wpadł do biblioteki i zastawszy Petroniusza piszącego, wyrwał mu trzcinę z ręki, złamał ją, cisnął na ziemię, następnie wpił palce w jego ramiona i zbliżając twarz do jego twarzy, począł pytać chrapliwym głosem:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Coś z nią uczynił? Gdzie ona jest?&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Lecz nagle stała się rzecz zdumiewająca. Oto ów wysmukły i zniewieściały Petroniusz chwycił wpijającą mu się w ramię dłoń młodego atlety, za czym chwycił drugą i trzymając je obie w swojej jednej z siłą żelaznych kleszczy, rzekł:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział VI</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/06/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/06/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;VI&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Z twardej szosy bryczka skręciła na uboczny gościniec, z gościńca na dróżkę, zajmującą między działkami chłopskimi szerokość nie większą od pospolitego wygonu. Słońce już się skryło za grzbietem wzgórz, zostawiając po sobie tylko przecudną zorzę, w której kierunku bryczka zdążała i na którą zwrócone były oczy Marcinka i jego matki. Konie biegły miernego kłusa, wózek toczył się z wolna w głębokich koleinach drożyny. Po obydwu jej stronach stały niwki żyta, na którym nie widać było jeszcze kłosów, stajonka wczesnych kartofli, mocno zielone smugi owsa i zagony lnu. W pobliżu czerniła się biedna wioska. Dalej, na tle przejrzystego firmamentu, widać było ciemne kształty łańcucha wzgórz porosłych jałowcem i brzeziną.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział VI</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/06/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/06/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ VI&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;A panowie Rawlison i Tarkowski oczekiwali rzeczywiście dzieci, ale nie wśród wzgórz piaszczystych Wadi-Rajan, dokąd nie mieli ani potrzeby, ani ochoty jechać, lecz w zupełnie innej stronie, w mieście El-Fachen, nad kanałem tegoż nazwiska, przy którym oglądali dokonane przed końcem roku roboty. Odległość między El-Fachen a Medinet wynosi w prostej linii około czterdziestu pięciu kilometrów. Ponieważ jednak nie ma bezpośredniego połączenia i trzeba jechać na El-Wasta, co podwaja niemal drogę, przeto pan Rawlison, rozglądając się w przewodniku kolejowym, czynił następujące wyliczenia:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Scena IV. Dom wiejski pode Lwowem</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/dziady-dziady-poema-dziady-czesc-iii/06/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/dziady-dziady-poema-dziady-czesc-iii/06/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title" id="sub3"&gt;SCENA IV. DOM WIEJSKI PODE LWOWEM&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Pokój sypialny — &lt;em class="person"&gt;Ewa&lt;/em&gt;, młoda panienka, wbiega, poprawia kwiaty przed obrazem Najświętszej Panny, klęka i modli się. Wchodzi &lt;em class="person"&gt;Marcelina&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MARCELINA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Modlisz się jeszcze dotąd! — czas spać, północ biła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;EWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jużem się za ojczyznę moję pomodliła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak nauczono, i za ojca, i za mamę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmówmy jeszcze i za nich pacierze też same. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć oni tak daleko, ale to są dziatki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jednej ojczyzny naszej, Polski, jednej matki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Litwin, co dziś tu przybył, uciekł od Moskali; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Strach słyszeć, co tam oni z nimi wyrabiali. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zły car kazał ich wszystkich do ciemnicy wsadzić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I jak Herod chce całe pokolenie zgładzić. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Litwin ten bardzo ojca naszego zasmucił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poszedł w pole i dotąd z przechadzki nie wrócił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mama na mszę posłała i obchód żałobny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo wielu z nich umarło. — Ja pacierz osobny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmówię za tego, co te piosenki ogłosił; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;pokazując książkę&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I on także w więzieniu, jak nam gość donosił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Te piosenki czytałam; niektóre są piękne — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze pójdę, przed Matką Najświętszą uklęknę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pomodlę się za niego; kto wie, czy w tej chwili &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ma rodziców, żeby się za nim pomodlili. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Marcelina&lt;/em&gt; odchodzi&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Ewa&lt;/em&gt; modli się i usypia&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ANIOŁ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lekko i cicho, jak lekkie sny zlećmy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;CHÓR ANIOŁÓW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Braciszka miłego sen rozweselmy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sennemu pod głowę skrzydło podścielmy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oczami, gwiazdami, twarz mu oświećmy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śpiewając i grając latajmy wiankiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nad czystym, nad cichym naszym kochankiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rączęta liliowe za liście splećmy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za róże kwitnące czoła rozniećmy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spod wstążek gwiaździstych włos nasz rozwiążmy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozpuśćmy w promienie, rozlejmy w wonie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kwitnącym, pachnącym, żyjącym wiankiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kochanka naszego piersi okrążmy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kochanka naszego otulmy skronie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śpiewając i grając latajmy wiankiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nad czystym, nad cichym naszym kochankiem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;EWA&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;WIDZENIE&lt;/em&gt;&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Deszczyk tak świeży, miły, cichy jak rosa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I skąd ten deszczyk — tak czyste niebiosa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jasne niebiosa! — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krople zielone, kraśne — trawki, równianki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Róże, lilije, wianki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obwijają mię wkoło. — Ach, jaki sen wonny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Sen lekki, słodki, — oby był dozgonny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Różo błyszcząca, słoneczna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Lilijo przeczysta, mleczna! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty nie z ziemi: — tam rosłaś, nad białym obłokiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Narcyzie, jakim śnieżnym patrzysz na mnie okiem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;A te błękitne kwiaty pamiątek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jak źrenice niewiniątek — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poznałam — kwiatki moje — sama polewałam, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W moim ogródku wczora nazbierałam, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I uwieńczyłam Matki Boskiej skronie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam nad łóżkiem na obrazku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzę — to Matka Boska — cudowny blasku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pogląda na mnie, bierze wianek w dłonie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podaje Jezusowi, a Jezus dziecię &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z uśmiechem rzuca na mnie kwiecie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak wypiękniały kwiatki — jak ich wiele — krocie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;A wszystkie w przelocie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Szukają na powietrzu siebie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 6em"&gt;Moje kochanki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I same plotą się w wianki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jak tu mnie miło, jak w niebie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jak tu mnie dobrze, mój Boże; — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech mię na zawsze ten wianek otoczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech zasnę, umrę, patrząc w te róże, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;W te białe narcyzu oczy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Róża, ta róża żyje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Wstąpiła w nią dusza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Główką lekko rusza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jaki ogień z niej bije. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To rumieniec żyjący — jak zorzy wniście. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śmieje się, jak na uśmiech rozwija liście, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Roztula między liściem dwoje ust z koralu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówi, coś mówi — jak cicho, jak skromnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co ty, różo, szepcesz do mnie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbyt cicho, smutnie — czy to głos żalu? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skarżysz się, żeś wyjęta z rodzinnej trawki? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wzięłam ciebie dla mojej zabawki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jam tobą skronie Matki Najświętszej wieńczyła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jam po spowiedzi wczora łzami cię poiła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;A z twoich ust koralu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Wylatują promieniem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Iskierka po iskierce — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy taka światłość jest twoim pieniem? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Czego chcesz, różo miła? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RÓŻA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Weź mnie na serce. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ANIOŁOWIE&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozwiążmy, rozplećmy anielski wianek. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RÓŻA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odwijam me skrzydła, wyplatam czoło. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ANIOŁOWIE&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;My w niebo do domu lećmy wesoło. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;RÓŻA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja będę ją bawił, nim błyśnie ranek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na sennym jej sercu złożę me skronie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak święty apostoł, Pański kochanek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na boskim Chrystusa spoczywał łonie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/dziady-dziady-poema-dziady-czesc-iii/"&gt;Adam Mickiewicz, „Dziady, część III”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom I, rozdział szósty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/06/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/06/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział szósty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wtem zaszedł wypadek, wobec którego inne sprawy straciły wszelkie znaczenie w ludzkich oczach. Pod wieczór dnia 21 czerwca rozeszła się po zamku wiadomość o nagłym zasłabnięciu królowej. Wezwani medycy pozostali wraz z biskupem Wyszem przez całą noc w jej komnacie, a tymczasem dowiedziano się od niewiast służebnych, iż pani zagroziła słabość przedwczesna. Kasztelan krakowski Jaśko Topór z Tęczyna wysłał tejże nocy gońców do nieobecnego króla. Nazajutrz rano wieść gruchnęła po mieście i okolicy. Był dzień niedzielny, więc tłumy napełniły wszystkie świątynie, w których księża nakazali modlitwy za zdrowie królowej. Wówczas ustała wszelka wątpliwość. Po nabożeństwie goście rycerscy, którzy się już byli zjechali na spodziewane uroczystości, szlachta oraz deputacje kupieckie udały się na zamek; cechy i bractwa wystąpiły z chorągwiami. Od południa nieprzeliczone roje ludu otoczyły Wawel, między którymi utrzymywali ład łucznicy królewscy, nakazując spokojność i ciszę. Miasto wyludniło się prawie zupełnie i tylko przez opustoszałe ulice przeciągały od czasu do czasu gromady okolicznego chłopstwa, które również już zwiedziało się o chorobie uwielbianej pani i dążyło pod zamek. Wreszcie w głównej bramie pojawili się biskup i kasztelan, z nimi zaś kanonicy katedralni, rajcy królewscy i rycerze. Ci rozeszli się wzdłuż murów, między lud, z twarzami zwiastującymi nowinę, zaczęli jednak od surowego rozkazu, aby powstrzymano się od wszelkich okrzyków, te bowiem mogłyby chorej zaszkodzić. Za czym zwiastowali wszem wobec, iż królowa powiła córkę. Nowina napełniła radością serca, zwłaszcza gdy zarazem dowiedziano się, iż jakkolwiek połóg był przedwczesny, nie masz jednak widomego niebezpieczeństwa ni dla matki, ni dla dziecięcia. Tłumy poczęły się rozchodzić, albowiem pod zamkiem nie wolno było krzyczeć, każdy zaś chciał pofolgować radości. Jakoż, gdy wypełniły się ulice prowadzące na rynek, ozwały się wnet pieśni i radosne nawoływania. Nie trapiono się tym, że przyszła na świat córka. „Albo źle było, mówiono, że król Louis nie miał synów i że Królestwo dostało się Jadwidze? Przez jej to małżeństwo z Jagiełłą podwoiła się moc państwa. Tak będzie i teraz. Gdzież szukać takiej dziedziczki, jako będzie nasza królewna, gdy ni cesarz rzymski, ni żaden z innych królów nie posiadają tak wielkiego państwa, tak obszernych ziemi ni tak licznego rycerstwa! Będą się dobijali o jej rękę najpotężniejsi monarchowie ziemi, będą się kłaniali królowej i królowi, będą zjeżdżali do Krakowa, a nam, kupcom, korzyść z tego wypadnie, nie mówiąc o tym, że nowe jakieś państwo, czeskie albo węgierskie, z naszym się Królestwem połączy”. Tak to między sobą mówili kupcy — i radość stawała się z każdą chwilą powszechniejsza. Ucztowano w domach prywatnych i w gospodach. Rynek zaroił się od latarni i pochodni. Po przedmieściach podkrakowscy kmiecie, których coraz więcej ściągało się do miasta, porozkładali się obozem przy wózkach. Żydzi rajcowali przy synagodze na Kazimierzu. Do późna w noc, prawie do brzasku, wrzało na rynku, szczególniej koło ratusza i wagi, jak w czasie wielkich jarmarków. Udzielano sobie wzajem wiadomości; posyłano po nie na zamek i oblegano tłumnie wracających z nowinami.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Traktat o Manekinach. Ciąg dalszy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/schulz-sklepy-cynamonowe/06/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/schulz-sklepy-cynamonowe/06/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Traktat o Manekinach&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="insubtitle page-title"&gt;Ciąg dalszy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;
Następnego wieczora ojciec podjął z odnowioną swadą ciemny i zawiły swój temat. Lineatura jego zmarszczek rozwijała się i zawijała z wyrafinowaną chytrością. W każdej spirali ukryty był pocisk ironii. Ale czasami inspiracja rozszerzała kręgi jego zmarszczek, które rosły jakąś ogromną wirującą grozą, uchodząc w milczących wolutach w głąb nocy zimowej. — Figury panoptikum, moje panie — zaczął on — kalwaryjskie parodie manekinów, ale nawet w tej postaci strzeżcie się lekko je traktować. Materia nie zna żartów. Jest ona zawsze pełna tragicznej powagi. Kto ośmiela się myśleć, że można igrać z materią, że kształtować ją można dla żartu, że żart nie wrasta w nią, nie wżera się natychmiast jak los, jak przeznaczenie? Czy przeczuwacie ból, cierpienie głuche, nie wyzwolone, zakute w materię cierpienie tej pałuby, która nie wie, czemu nią jest, czemu musi trwać w tej gwałtem narzuconej formie, będącej parodią? Czy pojmujecie potęgę wyrazu, formy, pozoru, tyrańską samowolę, z jaką rzuca się on na bezbronną kłodę i opanowuje, jak własna, tyrańska, panosząca się dusza? Nadajecie jakiejś głowie z kłaków i płótna wyraz gniewu i pozostawiacie ją z tym gniewem, z tą konwulsją, z tym napięciem raz na zawsze, zamknięcia ze ślepą złością, dla której nie ma odpływu. 
Tłum śmieje się z tej parodii. Płaczcie, moje panie, nad losem własnym, widząc nędzę materii więzionej, gnębionej materii, która nie wie, kim jest i po co jest, dokąd prowadzi ten gest, który jej raz na zawsze nadano.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>VI. W jaki sposób nowi ludzie ukazują się nad starymi horyzontami</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/06/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/06/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;VI. W jaki sposób nowi ludzie ukazują się nad starymi horyzontami&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Początek kwietnia, jeden z tych miesięcy, które służą za przejście między zimą i wiosną. Śnieg już zniknął, ale nie ukazała się jeszcze zieloność; drzewa są czarne, trawniki szare i niebo szare: wygląda jak marmur poprzecinany srebrnymi i złotawymi nitkami.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jest około piątej po południu. Panna Izabela siedzi w swoim gabinecie i czyta najnowszą powieść Zoli: &lt;em class="book-title"&gt;Une page d’amour&lt;/em&gt;. Czyta bez uwagi, co chwilę podnosi oczy, spogląda w okno i półświadomie formułuje sąd, że gałązki drzew są czarne, a niebo szare. Znowu czyta, spogląda po gabinecie i półświadomie myśli, że jej meble kryte błękitną materią i jej niebieski szlafroczek mają jakiś szary odcień i że festony białej firanki są podobne do wielkich sopli śniegu. Potem zapomina, o czym myślała w tej chwili, i pyta się w duchu: „O czym ja myślałam?... Ach, prawda, o kweście wielkotygodniowej...” I nagle czuje ochotę przejechania się karetą, a jednocześnie czuje żal do nieba, że jest takie szare, że złotawe żyłki na nim są tak wąskie... Dręczy ją jakiś cichy niepokój, jakieś oczekiwanie, ale nie jest pewna, na co czeka: czy na to, ażeby chmury się rozdarły, czy na to, ażeby wszedł lokaj i wręczył jej list zapraszający na wielkotygodniową kwestę? Już taki krótki czas, a jej nie proszą.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Część 7</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krol-macius-pierwszy/07/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krol-macius-pierwszy/07/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Bitwa będzie straszna, ale tym lepiej. Już raz na zawsze da im się nauczkę.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Nie może się nie udać. Największy strach jest wtedy, kiedy się człowiek nic nie spodziewa, jest wesół, a tu się nagle coś stanie.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jeszcze o dwóch rzeczach zapomniałem powiedzieć: że żołnierze Maciusia zostawili w okopach dużo wódki, piwa i wina. I żeby jeszcze
więcej rozjuszyć zwierzęta, koło klatek ułożono duże stosy słomy, papieru i drzewa, żeby to wszystko zapalić, kiedy się klatki otworzy.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Do przyjaciół (posyłając im balladę To lubię)</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/ballady-i-romanse/07/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/ballady-i-romanse/07/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Do przyjaciół
&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="insubtitle page-title"&gt;(posyłając im balladę &lt;em class="book-title"&gt;To lubię&lt;/em&gt;)&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Bije raz, dwa, trzy... już północna pora: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głuche wokoło zacisze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiatr tylko szumi po murach klasztora &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I psów szczekanie gdzieś słyszę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Świeca w lichtarzu dopala się na dnie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Raz w głębi tłumi ogniska, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znowu się wzmoże i znowu opadnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błyska, zagasa i błyska.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Straszno!... Nie była straszną ta godzina, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy były nieba łaskawsze; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ileż mi słodkich chwilek przypomina! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Precz! To już znikło na zawsze!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Teraz ja szczęścia szukam, ot w tej księdze... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Księga znudziła, porzucam; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znowu ku lubym przedmiotom myśl pędzę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To marzę, to się ocucam.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Czasem, gdy słodkie zbudzi zachwycenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kochankę widzę lub braci; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zrywam się, patrzę; aż tylko po ścienie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biega cień własnej postaci.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ot, lepiej pióro wezmę i śród ciszy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy się bez ładu myśl plącze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zacznę coś pisać dla mych towarzyszy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zacznę, bo nie wiem, czy skończę.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Może też pamięć o minionej wiośnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zimowy wierszyk umili; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcę coś okropnie, coś pisać miłośnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O strachach i o Maryli.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Kto pragnie pędzlem swe rozsławić imię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech jej maluje portrety; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wieszcz w nieśmiertelnym niech opiewa rymie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Serca, rozumu zalety;
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Mnie, choć to wszystko w umyśle przytomne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pociechy szukam, nie sławy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lepiej wam powiem, jeżeli przypomnę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakie z nią miałem zabawy.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Maryla słodkie miłości wyrazy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzieliła skąpo w rachubie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć jej kto &lt;em class="author-emphasis"&gt;kocham&lt;/em&gt; mówił po sto razy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie rzekła nawet i &lt;em class="author-emphasis"&gt;lubię&lt;/em&gt;.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Za to więc w Rucie, pod północną chwilę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy się wszyscy spać kładą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja na dobranoc żegnając Marylę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Taką straszyłem balladą.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/ballady-i-romanse/"&gt;Adam Mickiewicz, „Ballady i romanse”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Jesień, rozdział VII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/07/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/07/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;VII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Nazajutrz dzień był tak samo zadeszczony i posępny.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Co chwila ktoś wychodził z jakiejś chałupy i długo a frasobliwie poglądał w omglony świat, czy się gdzie nie przejaśnia — ale nic, kromie burych chmur, płynących tak nisko, że darły się o drzewa, widać nie było; deszcz mżył bezustannie, tyle że jakoś zaraz z południa przeszedł w ulewę, jakoby kto upusty niebieskie otworzył, że ino dudniło po dachach.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ludzie się kwasili po chałupach; jaki taki lazł po tym błocie i deszczu do sąsiadów na wyrzekanie, że to czas taki, co i psa na dwór wygonić trudno, a tu niejeden ściółkę miał jeszcze w lesie, kto znów drew nie zwiózł, a insze, bez mała wszystkie prawie, nie docięli w polu kapusty, po którą i nie wyjechać dzisiaj, bo ano staw tak przybrał w nocy, że musieli do dnia wywrzeć stawidła i puścić wodę do rzeki, która i przez to rozlała się szeroko, aż łąki stanęły pod wodą, a kapuśniska jako te wyspy czerniały się grzbietami zagonów spośród siwej, spienionej topieli.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Księga siódma</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/07/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/07/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;Księga siódma&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3"&gt;Rada&lt;/h2&gt;
&lt;div class="note"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zbawienne rady Bartka zwanego Prusak — Głos żołnierski Maćka Chrzciciela — Głos polityczny pana Buchmana — Jankiel radzi ku zgodzie, którą Scyzoryk rozcina — Rzecz Gerwazego, z której okazują się wielkie skutki wymowy sejmowej — Protestacja starego Maćka — Nagłe przybycie posiłków wojennych zrywa naradę — Hejże na Soplicę!&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Z kolei Bartek poseł rzecz swą wyprowadzał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten, że często na strugach do Królewca chadzał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nazwany był Prusakiem od swych spółrodaków: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przez żart, bo nienawidził okropnie Prusaków, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć lubił o nich gadać. Człek podeszły w lata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W podróżach swych dalekich wiele zwiedził świata; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gazet pilny czytelnik, polityki świadom, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W niebytność Maćka zwykle przewodził obradom. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten tak rzecz kończył: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;«Nie jest to, panie Macieju, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bracie mój, a nas wszystkich Ojcze Dobrodzieju, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie jest to marna pomoc. Ja bym na Francuzów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spuścił się w czasie wojny, jak na czterech tuzów: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lud bitny, a od czasów pana Tadeusza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kościuszki, świat takiego nie miał genijusza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wojennego, jak wielki cesarz Bonaparte. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pamiętam, kiedy przeszli Francuzi przez Wartę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bawiłem za granicą wtenczas, w roku pańskim &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tysiącznym osimsetnym szóstym; właśnie z Gdańskiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Handlowałem, a krewnych mam wiele w Poznańskiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeździłem ich odwiedzić; więc z panem Józefem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grabowskim, który teraz jest rejmentu szefem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A podówczas żył na wsi blisko Obiezierza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Polowaliśmy sobie na małego źwierza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był pokój w Wielkopolszcze, jak teraz na Litwie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem nagle rozeszła się wieść o strasznej bitwie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przybiegł do nas posłaniec od pana Towdena: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grabowski list przeczytał, krzyknął: «Jena! Jena! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbito Prusaków na łeb, na szyję, wygrana!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja, z konia zsiadłszy, zaraz padłem na kolana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziękując Panu Bogu... Do miasta jedziemy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niby dla interesu, niby nic nie wiemy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż tu widzimy wszystkie landraty, hofraty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Komisarze i wszystkie podobne psubraty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kłaniają się nam nisko; każdy drży, blednieje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako owad prusaczy, gdy wrzątkiem kto zleje. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;My śmiejąc się, trąc ręce, prosim uniżenie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O nowinki? pytamy, co słychać o Jenie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu ich strach zdjął; dziwią się, że o klęsce owej &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już wiemy; krzyczą Niemcy: «Achary Got! o wej!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spuściwszy nos, do domów, z domów dalej w nogi — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O, to był rwetes! Wszystkie wielkopolskie drogi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pełne uciekających. Niemczyska jak mrowie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pełzną, ciągną pojazdy, które lud tam zowie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wageny i fornalki; mężczyźni, kobiety, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z fajkami, z imbryczkami, wleką pudła, bety; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drapią jak mogą. A my milczkiem wchodzim w radę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hejże na koń, pomieszać Niemcom rejteradę! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nuż landratom tłuc w karki, z hofratów drzeć schaby, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A herów oficerów łowić za harcaby! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A jenerał Dąbrowski wpada do Poznania &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I cesarski przynosi rozkaz: do powstania! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W tydzień jeden tak lud nasz Prusaków wychłostał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wygnał, na lekarstwo Niemca byś nie dostał! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyby się tak obrócić i gracko, i raźnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I u nas w Litwie sprawić Moskwie taką łaźnię? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;He, co myślisz Macieju? Jeśli z Bonapartem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moskwa drze koty, to on wojuje nie żartem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bohater pierwszy w świecie, a wojsk ma bez liku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;He, cóż myślisz Macieju, nasz ojcze Króliku?» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Skończył. Czekają wszyscy Macieja wyroku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Maciej głowy nie ruszył ani podniósł wzroku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko ręką kilkakroć uderzył po boku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gdyby szabli szukał (od zaboru kraju &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szabli nie nosił; przecież z dawnego zwyczaju, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na wspomnienie Moskala, zawsze rękę zwracał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na lewy bok: zapewne Rózeczki swej macał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I stąd był nazywany powszechnie &lt;em class="author-emphasis"&gt;Zabokiem&lt;/em&gt;). &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już wzniósł głowę; słuchają w milczeniu głębokiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Maciej oczekiwanie powszechne omylił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nachmurzył brwi i znowu głowę na pierś schylił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec odezwał się, z wolna każde słowo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wymawiając z przyciskiem, a w takt kiwał głową. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Cicho! skądże ta cała nowina pochodzi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak daleko Francuzi? kto nimi dowodzi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy już wojnę zaczęli z Moskwą? gdzie i o co? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którędy mają ciągnąć? z jaką idą mocą? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiele piechoty, jazdy? Kto wie, niechaj gada!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Milczała patrząc na się kolejno gromada. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Radziłbym — rzecze Prusak — czekać bernardyna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Robaka, bo od niego pochodzi nowina; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tymczasem posłać pewnych szpiegów nad granicę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I po cichu uzbrajać całą okolicę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A tymczasem ostrożnie całą rzecz prowadzić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby Moskalom naszych zamiarów nie zdradzić». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«He! czekać? szczekać? zwlekać?» przerwał Maciej drugi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ochrzczony Kropicielem, od wielkiej maczugi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którą zwał Kropidełkiem. Miał ją dziś przy sobie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stanął za nią, na gałce zwiesił ręce obie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na ręku oparł brodę, krzycząc: «Czekać! zwlekać! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sejmikować! Hem, trem, brem, a potem uciekać! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja w Prusach nie bywałem; rozum królewiecki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobry dla Prus, a u mnie jest rozum szlachecki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To wiem: że kto chce bić się, niech Kropidło chwyta; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto umierać, ten księdza niech woła, i kwita! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja chcę żyć, bić! Bernardyn po co? czy my żaki? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co mi tam Robak: otóż, my będziem robaki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dalej Moskwę toczyć! Trem, brem, szpiegi, wzwiady; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiecie wy, co to znaczy? Oto, że wy dziady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niedołęgi! He, bracia, to wyżła rzecz tropić,  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bernardyńska kwestować, a moja rzecz: kropić;  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kropić, kropić i kwita!» Tu maczugę głasnął,  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za nim cały tłum szlachty «Kropić, kropić!» wrzasnął. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Poparł stronę Chrzciciela, Bartek zwan Brzytewka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od szabli cienkiej, tudzież Maciej, zwan Konewka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od sztućca który naszał, z gardłem tak szerokiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że zeń jak z konwi tuzin kulek lał potokiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oba krzyczeli: «Wiwat Chrzciciel z kropidełkiem!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prusak chciał mówić, ale zgłuszono go zgiełkiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I śmiechem; «Precz — wołano — precz Prusaki tchórze! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto tchórz, niech w bernardyńskim chowa się kapturze!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wtem znowu głowę z wolna podniósł Maciej stary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zaczęły cokolwiek uciszać się gwary: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Nie drwijcie — rzekł — z Robaka; znam go, to ćwik klecha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten robaczek większego od was zgryzł orzecha. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Raz go tylko widziałem: ledwiem okiem rzucił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poznałem co za ptaszek; ksiądz oczy odwrócił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lękając się, żebym go nie zaczął spowiadać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale to rzecz nie moja, wiele o tym gadać! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On tu nie przyjdzie; próżno wzywać bernardyna. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli od niego wyszła ta cała nowina, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To kto wie, w jakim celu: bo to bies księżyna! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli prócz tej nowiny nic więcej nie wiecie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc po coście tu przyszli? i czego wy chcecie?» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Wojny!» krzyknęli. — «Jakiej?» spytał. — Zawołali: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Wojny z Moskalem! Bić się! Hejże na Moskali!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Prusak wciąż wołał, a głos coraz wyżej wznosił; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż posłuchanie częścią ukłonem wyprosił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Częścią zdobył swą mową krzykliwą i cienką. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«I ja chcę bić się — wołał tłukąc się w pierś ręką — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć kropidła nie noszę, drągiem od wiciny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sprawiłem raz Prusakom czterem dobre chrzciny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którzy mię po pjanemu chcieli w Preglu topić». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Toś zuch Bartku — rzekł Chrzciciel — dobrze! kropić, kropić!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Ależ, najsłodszy Jezu! trzeba pierwej wiedzieć &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z kim wojna? o co? trzeba to światu powiedzieć — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wołał Prusak — bo jakże lud ruszy za nami? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie pójdzie, kiedy gdzie iść, my nie wiemy sami? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bracia szlachta! Panowie! potrzeba rozsądku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrodzieje! potrzeba ładu i porządku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcecie wojny, więc zróbmy konfederacyją; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obmyślmy, gdzie zawiązać i pod laską czyją? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak było w Wielkopolszcze: widzim rejteradę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niemiecką: cóż my robim? wchodzim tajnie w radę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uzbrajamy i szlachtę, i włościan gromadę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gotowi, Dąbrowskiego czekamy rozkazu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec, hejże na koń! powstajem od razu!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Proszę o głos!» zawołał pan komisarz z Klecka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Człowiek młody, przystojny, ubrany z niemiecka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwał się Buchman, lecz Polak był, w Polsce się rodził; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wiedzieć pewnie, czyli ze szlachty pochodził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz o to nie pytano; i wszyscy Buchmana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szacowali, iż służył u wielkiego pana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był dobry patryjota i pełen nauki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z ksiąg obcych wyuczył się gospodarstwa sztuki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dóbr administracją prowadził porządnie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O polityce także wnioskował rozsądnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pięknie pisać i gładko umiał się wysławiać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zatem umilkli wszyscy, kiedy jął rozprawiać: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Proszę o głos!» powtórzył, po dwakroć odchrząknął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ukłonił się i usty dźwięcznymi tak brząknął: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Preopinanci moi w swych głosach wymownych &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dotknęli wszystkich punktów stanowczych i głownych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dyskusyją na wyższe wznieśli stanowisko; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnie tylko pozostaje, w jedno zjąć ognisko &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzucone trafne myśli i rozumowania: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mam nadzieję w ten sposób sprzeczne zgodzić zdania. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwie części w dyskusyji całej uważałem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podział już jest zrobiony, idę tym podziałem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Naprzód: dlaczego mamy przedsiębrać powstanie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W jakim duchu? to pierwsze żywotne pytanie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drugie, rewolucyjnej władzy się dotycze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podział jest trafny, tylko przewrócić go życzę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Naprzód zacząć od władzy: skoro pojmiem władzę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z niej powstania istotę, duch, cel, wyprowadzę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co do władzy więc — kiedy oczyma przebiegam &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzieje całej ludzkości, i cóż w nich spostrzegam? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oto, ród ludzki dziki, w lasach rozpierzchniony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skupia się, zbiera, łączy dla wspólnej obrony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obmyśla ją; i to jest najpierwsza obrada. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem każdy wolności własnej cząstkę składa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dla dobra powszechnego: to pierwsza ustawa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z której jako ze źródła płyną wszystkie prawa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzimy tedy, że rząd umową się tworzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie pochodząc, jak mylnie sądzę, z woli Bożej. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Owoż, rząd na kontrakcie oparłszy społecznym, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podział władzy już tylko jest skutkiem koniecznym». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Otóż są i kontrakty! Kijowskie czy mińskie? —  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł stary Maciej — owoż i rządy babińskie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panie Buchman, czy Bóg nam chciał cara narzucić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy diabeł, ja z waszmością nie będę się kłócić: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panie Buchman, gadaj Waść, jakby cara zrzucić». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Tu sęk — krzyknął Kropiciel — gdybym mógł podskoczyć &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do tronu i Kropidłem, plusk, raz cara zmoczyć: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To już by on nie wrócił, ni kijowskim traktem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ni mińskim, ni za żadnym Buchmana kontraktem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aniby go wskrzesili z mocy bożej popi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ni z mocy Belzebuba — ten mi zuch, kto kropi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panie Buchman, waścina rzecz bardzo wymowna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale wymowa szum, drum: kropić! to rzecz główna». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«To, to, to!» pisnął, ręce trąc, Bartek Brzytewka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od Chrzciciela do Maćka biegając jak cewka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od jednej strony krosien przerzucana w drugą: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Tylko ty, Maćku z Rózgą, ty, Maćku z maczugą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko zgódźcie się: dalbóg, pobijem na druzgi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moskala; Brzytew idzie pod komendę Rózgi». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Komenda — przerwał Chrzciciel — dobra ku paradzie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U nas była komenda w kowieńskiej brygadzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krótka a węzłowata: strasz, sam się nie strachaj; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bij, nie daj się; postępuj często, gęsto machaj: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szach, mach!» «To — pisnął Brzytwa — to mi regulament! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po co tu pisać akta, po co psuć atrament? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Konfederacji trzeba? o to cała sprzeczka? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest Marszałek nasz Maciej, a laska Rózeczka». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Niech żyje — krzyknął Chrzciciel — Kurek na Kościele!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szlachta odpowiedziała. «Wiwant Kropiciele!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ale w kątach szmer powstał, choć w środku tłumiony; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widać, że się rozdziela rada na dwie strony. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Buchman krzyknął: «Ja zgody nigdy nie pochwalam! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To mój system!» Ktoś drugi wrzasnął: «Nie pozwalam!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Inni z kątów wtórują. Nareszcie głos gruby &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ozwał się przybyłego szlachcica Skołuby: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Cóż to, Państwo Dobrzyńscy! A to co się święci? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A my, czy to będziemy z pod prawa wyjęci? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy nas zapraszano z naszego zaścianku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A zapraszał nas klucznik Rębajło Mopanku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówiono nam, że wielkie rzeczy dziać się miały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że tu nie o Dobrzyńskich, lecz o powiat cały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O całą szlachtę idzie; toż i Robak bąkał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć nigdy nie dokończył i zawsze się jąkał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ciemno się tłumaczył. Wreszcie, koniec końców, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;My zjechali, sąsiadów zwołali przez gońców. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie sami tu panowie Dobrzyńscy jesteście; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z różnych innych zaścianków jest tu nas ze dwieście: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszyscy więc radźmy. Jeśli potrzeba marszałka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głosujmy wszyscy; równa u każdego gałka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech żyje równość!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zatem dwaj Terajewicze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I czterej Stypułkowscy i trzej Mickiewicze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzyknęli: «Wiwat równość!» stając za Skołubą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tymczasem Buchman wołał: «Zgoda będzie zgubą!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kropiciel krzyczał: «Bez was obejdziem się sami; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech żyje nasz marszałek, Maciek nad Maćkami! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hej do laski!» Dobrzyńscy krzyczą: «Zapraszamy!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A obca szlachta woła w głos: «Nie pozwalamy!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozstrycha się tłum na dwie kupy rozdzielony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I kiwając głowami w dwie przeciwne strony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tamci: «Nie pozwalamy!» — ci krzyczą: «Prosiemy!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Maciek stary w pośrodku jeden siedział niemy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I jedna głowa jego była nieruchoma. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeciw niemu stał Chrzciciel zwieszony rękoma &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na maczudze, a głową na końcu maczugi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wspartą kręcił, jak tykwą wbitą, na kij długi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I na przemiany to w tył, to się naprzód kiwał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ustawicznie «Kropić, kropić!» wykrzykiwał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzdłuż izby zaś przebiegał Brzytewka ruchawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciągle od Kropiciela do Macieja ławy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Konewka zaś powoli wszerz izbę przechodził &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od Dobrzyńskich do szlachty: niby to ich godził; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeden wciąż wołał «Golić» a drugi «Zalewać!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Maciek milczał; lecz widno, że się zaczął gniewać./ &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ćwierć godziny wrzał hałas, gdy nad tłum wrzeszczący, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ze środka głów, wyskoczył w góre słup błyszczący: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był to rapier sążnistej długości, szeroki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na całą piędź, a sieczny na obadwa boki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widocznie miecz teutoński z norymberskiej stali &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ukuty: wszyscy milcząc na broń poglądali. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto ją podniósł? nie widać; lecz zaraz zgadniono: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«To Scyzoryk! niech żyje Scyzoryk! — krzykniono — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiwat Scyzoryk, klejnot Rębajłów zaścianku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiwat Rębajło, Szczerbiec, Półkozic, Mopanku!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wnet Gerwazy (to on był) przez tłum się przecisnął &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na środek izby, wkoło Scyzorykiem błysnął; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem w dół chyląc ostrze na znak powitania &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przed Maćkiem, rzekł: «Rózeczce Scyzoryk się kłania. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bracia szlachta, Dobrzyńscy! Ja nie będę radził &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic a nic; powiem tylko, po com was zgromadził: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A co robić, jak robić, decydujcie sami. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiecie, słuch dawno chodzi między zaściankami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że się na wielkie rzeczy zanosi na świecie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ksiądz Robak o tym gadał: wszakże wszyscy wiecie?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Wiemy!» krzyknęli — «Dobrze. Owoż mądrej głowie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciągnął mówca, spojrzawszy bystro — dość dwie słowie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieprawdaż?» «Prawda» rzekli. «Gdy cesarz francuski — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł Klucznik — stąd przyciąga, a stamtąd car ruski: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc wojna; car z cesarzem, królowie z królami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pójdą za łby, jak zwykle między monarchami. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A nam czy siedzieć cicho? Gdy wielki wielkiego &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będzie dusić: my duśmy mniejszych, każdy swego. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z góry i z dołu, wielcy wielkich, małych mali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak zaczniem ciąć, tak całe szelmostwo się zwali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tak zakwitnie szczęście i Rzeczpospolita. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieprawdaż?» «Prawda — rzekli — jakby z książki czyta». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Prawda — powtórzył Chrzciciel — krop a krop i kwita». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Ja zawsze gotów golić» ozwał się Brzytewka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Tylko zgódźcie się — prosił uprzejmie Konewka — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chrzcicielu i Macieju, pod czyją iść wodzą?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale mu przerwał Buchman: «Niech się głupi godzą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dyskusyje publicznej sprawie nie zaszkodzą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Proszę milczeć, słuchamy, sprawa na tym zyska; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan Klucznik ją z nowego zważa stanowiska». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Owszem — zawołał Klucznik — u mnie po staremu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O wielkich rzeczach myśleć należy wielkiemu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest na to cesarz, będzie król, senat, posłowie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Takie rzeczy, mopanku, robią się w Krakowie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub w Warszawie, nie u nas, w zaścianku, w Dobrzynie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aktów konfederackich nie piszą w kominie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kredą, nie na wicinie, lecz na pergaminie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie nam to pisać akta; ma Polska pisarzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Koronnych i litewskich, tak robili starzy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moja rzecz Scyzorykiem wyrzynać». «Kropidłem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pluskać» dodał Kropiciel. «I wykalać Szydłem» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzyknął Bartek Szydełko, dobywszy swej szpadki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Wszystkich was — kończył Klucznik — biorę tu na świadki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy Robak nie powiadał, że wprzód nim przyjmiecie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W dom wasz Napoleona, trzeba wymieść śmiecie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszeliście to wszyscy: a czy rozumiecie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż jest śmieciem powiatu? Kto zdradziecko zabił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Najlepszego z Polaków, kto go okradł, zgrabił? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I jeszcze chce ostatki wydrzeć z rąk dziedzica? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż to? Mamże wam gadać?» «A już ci Soplica — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przerwał Konewka — to łotr» «Oj, to ciemiężyciel» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pisnął Brzytewka — «Więc go kropić!» dodał Chrzciciel; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jeśli zdrajca — rzekł Buchman — więc na szubienicę!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Hejże! — krzyknęli wszyscy — hejże na Soplicę!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Lecz Prusak śmiał podjąć się Sędziego obrony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wołał z wzniesionymi ku szlachcie ramiony: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Panowie Bracia! aj! aj! a na boskie rany! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co znowu? Panie Klucznik, czy waść opętany? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy o tym była mowa? Że ktoś miał wariata &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Banitę bratem: to co, karać go za brata? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To mi po chrześcijańsku! Są tu w tym konszachty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabiego; żeby Sędzia był ciężki dla szlachty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieprawda! dalibógże! To wy tylko sami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pozywacie go, a on zgody szuka z wami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ustępuje ze swego, jeszcze grzywny płaci. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ma proces z Hrabią: cóż stąd? obadwa bogaci; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj pan drze się z panem: cóż to do nas, braci? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan Sędzia ciemiężyciel! On pierwszy zabraniał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ażeby się chłop przed nim do ziemi nie kłaniał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówiąc, że to grzech. Nieraz u niego gromada &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chłopska, ja sam widziałem, do stołu z nim siada; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płacił za włość podatki: a nie tak jest w Klecku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć tam waść, panie Buchman, rządzisz po niemiecku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędzia zdrajca! My się z nim od infimy znamy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poczciwe było dziecko i dziś taki samy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Polskę kocha nad wszystko, polskie obyczaje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chowa, modom moskiewskim przystępu nie daje. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ilekroć z Prus powracam, chcąc zmyć się z niemczyzny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wpadam do Soplicowa jak w centrum polszczyzny; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam się człowiek napije, nadysze ojczyzny! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dalbóg Dobrzyńscy! ja wasz brat, ale Sędziego &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie pozwolę pokrzywdzić; nie będzie nic z tego. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie tak, panowie bracia, w Wielkopolszcze było: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co za duch! co za zgoda! aż przypomnieć miło! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nikt tam podobną fraszką nie śmiał rady mieszać». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«To nie fraszka — zawołał Klucznik — łotrów wieszać!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Szmer wzmagał się. Wtem Jankiel posłuchania prosił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na ławę wskoczył, stanął i nad głowy wznosił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brodę jak wiechę, co mu aż do pasa wisi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawą ręką zdjął z wolna z głowy kołpak lisi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lewą ręką jarmułkę zruszoną poprawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem lewicę za pas zatknął i tak prawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kołpakiem lisim w kolej kłaniając się nisko: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Nu, panowie Dobrzyńscy! Ja sobie Żydzisko; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnie Sędzia ni brat, ni swat; szanuję Sopliców &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak panów bardzo dobrych i moich dziedziców; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szanuję też Dobrzyńskich, Bartków i Maciejów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako dobrych sąsiadów, panów dobrodziejów; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A mówię tak: jeżeli państwo chcą gwałt zrobić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędziemu, to bardzo źle. Możecie się pobić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabić — a asesory? a sprawnik? a turma? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo w wiosce u Soplicy jest żołnierzy hurma, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko jegry! Asesor w domu: tylko świśnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak wraz przymaszerują, stoją jak umyślnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A co będzie? A jeśli czekacie Francuza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To Francuz jest daleko jeszcze, droga duża. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja Żyd, o wojnach nie wiem, a byłem w Bielicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I widziałem tam Żydków od samej granicy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słychać, że Francuz stoi nad rzeką Łososną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wojna jeśli będzie, to chyba aż wiosną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nu, mówię tak: czekajcie; wszak dwór Soplicowa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie budka kramna, co się rozbierze, w wóz schowa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pojedzie: dwór jak stał, do wiosny stać będzie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A pan Sędzia, to nie jest Żydek na arendzie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie uciecze, to jego można znaleźć wiosną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A teraz rozejdźcie się, a nie gadać głośno &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O tym, co było; bo to gadać, to daremno! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A czyja łaska panów Szlachty, proszę ze mną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moja Siora powiła małego Jankielka: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja dziś traktuję wszystkich, a muzyka wielka! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każę przynieść kozice, basetlę, dwie skrzypiec, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A pan Maciek Dobrodziej lubi stary lipiec &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nowego mazurka: mam nowe mazurki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wyuczyłem śpiewać &lt;em class="foreign-word"&gt;fein&lt;/em&gt; moje bachurki». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wymowa lubionego powszechnie Jankiela &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trafiała do serc. Powstał krzyk, oklask wesela, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szmer przyzwolenia nawet za domem się szerzył: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy Gerwazy w Jankiela Scyzorykiem zmierzył. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żyd skoczył, wpadł w tłum; Klucznik wołał: «Precz stąd, Żydzie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie tkaj palców między drzwi, nie o ciebie idzie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panie Prusak! że waszeć Sędziowską handlujesz &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Parą wicin mizernych: to już zań gardłujesz? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zapomniałeś mopanku, że ojciec waszecin &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spławiał do Prus dwadzieścia Horeszkowskich wicin? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stąd się zbogacił i on, i jego rodzina, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ba, nawet wszyscy, ilu was tu jest z Dobrzyna. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo pamiętacie starzy, słyszeliście młodzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że Stolnik był was wszystkich ojciec i dobrodziéj: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kogoż on komisarzem słał do swych dóbr pińskich? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrzyńskiego! Rachmistrzów kogo miał? Dobrzyńskich! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Marszałkostwa, kredensu nie zwierzał nikomu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko Dobrzyńskim: pełno Dobrzyńskich miał w domu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On forytował wasze w trybunałach sprawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On wyrabiał u króla dla was chleb łaskawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzieci wasze kopami pomieszczał w konwikcie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pijarskim, na swym koszcie, odzieży i wikcie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dorosłych promowował także swym nakładem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A dlaczego to robił? że wam był sąsiadem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś Soplica kopcami tyka waszych granic: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż kiedy wam dobrego zrobił on?» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;«Nic a nic! — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przerwał Konewka — bo to wyrosło z szlachciury, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A jak dmie się, phu, phu, phu, jak nos drze do góry! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pamiętacie, prosiłem na córki wesele; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poję, nie chce pić, mówi: »Nie piję tak wiele &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak wy szlachta; wy szlachta ciągniecie jak bąki«. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ot magnat! delikacik z marymonckiej mąki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie pił; leliśmy w gardło, krzyczał: »Gwałt się dzieje!« &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czekajno, niech no ja mu z Konewki naleję». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Filut — zawołał Chrzciciel — oj, i ja go kropnę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za swoje. Mój syn, było to dziecko roztropne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz tak zgłupiał, że go nazywają Sakiem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A z przyczyny Sędziego został głupcem takim. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówiłem: po co tobie leźć do Soplicowa? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeżeli cię tam złowię, niech cię Bóg uchowa! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On znowu smyk do Zosi, dybie przez konopie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złowiłem go, a zatem za uszy i kropię; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A on beczy i beczy jak maleńkie chłopię: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;»Ojcze, choć zabij, muszę tam iść«, a wciąż szlocha — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;»Co tobie?« a on mówi, że tę Zosię kocha! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciałby popatrzyć na nią! Żal mi nieboraka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówię Sędziemu: »Sędzio, daj Zosię dla Saka!« &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On mówi: »Jeszcze mała, czekaj ze trzy lata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak sama zechce«. Łotr! łże, już ją komuś swata: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszałem. Już ja się tam na wesele wkręcę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja im łoże małżeńskie kropidłem poświęcę». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«I taki łotr — zawołał Klucznik — ma panować? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dawnych panów, lepszych od siebie, rujnować? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Horeszków i pamięć i imię zaginie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzież jest wdzięczność na świecie? Nie ma jej w Dobrzynie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bracia! chcecie bój z ruskim wieść imperatorem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A boicie się wojny z Soplicowskim dworem? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Strach wam turmy! Czyż to ja wzywam na rozboje? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Broń Boże! Szlachta Bracia! ja przy prawie stoję. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak Hrabia wygrał, zyskał dekretów niemało: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko je egzekwować! Tak dawniej bywało: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trybunał pisał dekret; szlachta wypełniała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A szczególniej Dobrzyńscy, i stąd wasza chwała &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Urosła w Litwie! Wszakże to Dobrzyńscy sami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bili się na zajezdzie myskim z Moskalami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Których przywiódł jenerał ruski Wojniłowicz &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I łotr, przyjaciel jego, pan Wołk z Łogomowicz. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pamiętacie, jak Wołka wzięliśmy w niewolę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak chcieliśmy go wieszać na belce w stodole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Iż był tyran dla chłopstwa a sługa Moskali; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale się chłopi głupi nad nim zlitowali! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(Upiec go muszę kiedyś na tym Scyzoryku.) &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wspomnę innych wielkich zajazdów bez liku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z których wyszliśmy zawsze, jak szlachcie przystało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z zyskiem i aplauzem powszechnym i z chwałą! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po cóż o tym wspominać? Dziś darmo pan Hrabia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sąsiad wasz, sprawę toczy, dekrety wyrabia: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już nikt z was pomóc nie chce biednemu sierocie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziedzic Stolnika tego, który żywił krocie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś nie ma przyjaciela, oprócz mnie, Klucznika, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ot tego wiernego mego Scyzoryka!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«I Kropidła — rzekł Chrzciciel — Gdzie ty Gerwazeńku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam i ja; póki ręka, póki plusk plask w ręku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co dwaj to dwaj! Dalibóg mój Gerwazy! ty miecz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja mam Kropidło; dalbóg! ja kropię, a ty siecz: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tak szach mach, plusk i plask; oni niech gawędzą!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Toć i Bartka — rzekł Brzytwa — bracia nie odpędzą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już co wy namydlicie, to ja wszystko zgolę». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«I ja — przydał Konewka — z wami ruszyć wolę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy ich nie można zgodzić na obiór marszałka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co mi tam głosy, gałki! U mnie insza gałka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— Tu wydobył z kieszeni garść kul, dzwonił nimi — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ot gałki! — krzyknął — w Sędzię gałkami wszystkimi!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Do was — wołał Skołuba — do was się łączymy!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Gdzie wy — krzyknęła szlachta — gdzie wy, to tam i my! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech żyją Horeszkowie! wiwant Półkozice! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiwat Klucznik Rębajło! Hejże na Soplicę!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;I tak wszystkich pociągnął wymowny Gerwazy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo wszyscy ku Sędziemu mieli swe urazy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak zwyczajnie w sąsiedztwie: to o szkodę skargi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To o wyręby, to o granice zatargi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jednych gniew, drugich tylko podburzała zawiść &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bogactw Sędziego — wszystkich zgodziła nienawiść. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cisną się do Klucznika, podnoszą do góry &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szable, pałki. — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Aż Maciek, dotychczas ponury, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieruchomy, wstał z ławy i wolnymi kroki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyszedł na środek izby i podparł się w boki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I spojrzawszy przed siebie, i kiwając głową, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabrał głos, wymawiając z wolna każde słowo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z przestankiem i przyciskiem: «A głupi! a głupi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A głupi wy! Na kim się mleło, na was skrupi!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To póki o wskrzeszeniu Polski była rada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O dobru pospolitym, głupi, u was zwada? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie można było, głupi, ani się rozmówić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głupi, ani porządku, ani postanowić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wodza nad wami, głupi! A niech no kto podda &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Osobiste urazy, głupi, u was zgoda! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Precz stąd! Bo jakom Maciek, was, do milijonów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kroćset kroci tysięcy fur, beczek, furgonów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Diabłów!!!!...» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ucichli wszyscy jak rażeni gromem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale razem straszliwy powstał krzyk za domem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Wiwat Hrabia!» On wjeżdżał na folwark Maciejów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sam zbrojny, za nim zbrojnych dziesięciu dżokejów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabia siedział na dzielnym koniu, w czarnym stroju; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na sukni orzechowy płaszcz włoskiego kroju, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szeroki, bez rękawów, jak wielka opona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spięty klamrą u szyi, spadał przez ramiona; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kapelusz miał okrągły z piórem, w ręku szpadę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Okręcił się i szpadą powitał gromadę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Wiwat Hrabia! — krzyknęli — z nim żyć i umierać!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szlachta zaczęła z chaty przez okna wyzierać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I za Klucznikiem coraz ku drzwiom się napierać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Klucznik wyszedł, a za nim tłum przeze drzwi runął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Maciek resztę wypędził, drzwi zamknął, zasunął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I przez okno wyjrzawszy, raz jeszcze rzekł: «Głupi!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;A tymczasem się szlachta do Hrabiego kupi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idą w karczmę. Gerwazy wspomniał dawne czasy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kazał sobie trzy podać od kontuszów pasy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na nich ze sklepu karczmy beczki wydobywa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzy: jedną miodu, drugą wódki, trzecią piwa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyjął goździe, wnet z szumem trysnęły trzy strugi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeden biały jak srebro, krwawnikowy drugi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeci żółty; troistą grają w górze tęczą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A spadając w sto kubków, we sto szklanek brzęczą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wre szlachta. Tamci piją, ci Hrabiemu życzą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lat setnych, wszyscy: «Hejże na Soplicę!» krzyczą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jankiel wymknął się milczkiem, oklep. Prusak, równie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niesłuchany, choć jeszcze rozprawiał wymównie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciał zmykać: szlachta w pogoń, wołając, że zdradził. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mickiewicz stał z daleka; ni krzyczał, ni radził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale z miny poznano, że coś złego knuje: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc do kordów, i hejże! On się rejteruje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odcina się, już ranny; przyparty do płotów: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy mu skoczył na odsiecz Zan i trzech Czeczotów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za czym rozjęto szlachtę. Ale w tym rozruchu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwóch było ciętych w ręce; ktoś dostał po uchu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Reszta wsiadała na koń. — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Hrabia i Gerwazy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Porządkują, rozdają oręże, rozkazy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W końcu, wszyscy przez długą zaścianku ulicę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Puścili się w cwał krzycząc: «Hejże na Soplicę!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/pan-tadeusz/"&gt;Adam Mickiewicz, „Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>OPOWIEŚĆ KSIĘDZA JANA KOSZYCZKA nową modą pokrótce powtórzona</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/makuszynski-szatan-z-siodmej-klasy/07/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/makuszynski-szatan-z-siodmej-klasy/07/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;OPOWIEŚĆ KSIĘDZA JANA KOSZYCZKA &lt;br/&gt;nową modą pokrótce powtórzona&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wieś Gąsowskich zapadła na uboczu jak kuropatwa w ściernisku. Lasami odgrodzona była od tego wielkiego traktu, którym Wielka Armia toczyła się w złocistej, pysznej paradzie na zdobycie Moskwy. Zdawało się, że orły polatują nad nią, skwirząc, i zdyszane gonią za tym, co pędzi przed siebie jak gradowa chmura: za Cesarzem. Opowiadali ci, co go widzieli w Wilnie lub na popasach w zastrachanych wiejskich dworkach, że oczy zmienia w dwie szpady; że blady jest bladością marmuru, jak gdyby już za życia był posągiem własnej niezmierzonej chwały, huczącej rykiem armat. W odwiecznym domu łapczywie nasłuchiwano wieści o tym pochodzie, jakby nasłuchiwano odgłosów burzy, co się za lasami przewala. W duszach błękitniały nadzieje, w sercach rosły tęsknoty. Bóg wojny oczarował umysły, tchnął wiarę w zrozpaczonych i smutnych. Powtarzały to „dęby dębom, bukom buki”, a ludzie ludziom: gdzie jest, co czyni, jakie raczył wypowiedzieć słowo, co się potem toczyło jak grzmot przez polskie ziemie. Gdy nieskończony wąż armii wczołgał się na niezmierzone przestrzenie, w ciszę zapadły wsie i zaścianki. Wojna krwawiła się gdzieś daleko, daleko... Czasem wieść, jak płomień ognisty, przeleciała powietrzem; ludzkie dusze stawały w ogniach. Łakome oczy wpatrywały się w gwiazdy, co drżały nad daleką północą, jak gdyby chciały dojrzeć, czy się zamgliły w krwawym oparze, czy świecą jaśniej jeszcze niźli dotąd. Latały gorące szepty o bitwach potężnych i krwawych, i zwycięskich; o nadludzkich czynach nieśmiertelnych pułków nieśmiertelnego Cesarza; o Moskwie, pysznym mieście, malowanym złotem, co padła na struchlałą twarz i biła czołem przed Niezwyciężonym.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział siódmy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/07/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/07/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział siódmy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Przed Akte, dawną kochanką Nerona, schylały się niegdyś najwyższe głowy w Rzymie. Lecz ona i wówczas nawet nie chciała się mieszać do spraw publicznych i jeśli kiedykolwiek używała swego wpływu na młodego władcę, to chyba dla wyproszenia dla kogoś litości. Cicha i pokorna, zjednała sobie wdzięczność wielu, nikogo zaś nie uczyniła swym nieprzyjacielem. Nie potrafiła jej znienawidzić nawet Oktawia. Zazdrosnym wydawała się zbyt mało niebezpieczną. Wiedziano o niej, że kocha zawsze Nerona miłością smutną i zbolałą, która żyje już nie nadzieją, ale tylko wspomnieniami chwil, w których ów Nero był nie tylko młodszym i kochającym, ale lepszym. Wiedziano, że od tych wspomnień nie może oderwać duszy i myśli, ale niczego już nie czeka, że zaś nie było istotnie obawy, aby cezar do niej wrócił, patrzano na nią jak na istotę zgoła bezbronną i z tego powodu pozostawiano ją w spokoju. Poppea miała ją tylko za cichą sługę, tak dalece nieszkodliwą, że nie domagała się nawet usunięcia jej z pałacu.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział VII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/07/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/07/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;VII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Otrzymawszy promocję do klasy pierwszej Marcinek się zaniedbał, a z dawnej jego pracowitości niewiele pozostało. W jesieni uczył się jeszcze jako tako, ale około Bożego Narodzenia uprawiał &lt;em class="author-emphasis"&gt;wykpiwankę&lt;/em&gt; zarówno przed korepetytorem, jak i w klasie. Wszyscy mniej teraz uwagi na niego zwracali i on czuł na sobie mniej obowiązków.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Pani Borowiczowa zmarła była w lecie owego roku. Marcinek początkowo nie odczuł tej straty. Na pogrzebie zmuszał się do płaczu i przybierał miny efektowne, wrzeszczał i usiłował rzucić się za trumną do jamy mogilnej, wiedząc ze słuchu, że to pasuje, i przeczuwając, że to jeszcze go bardziej w tym dniu wyróżni. Z pogrzebu zabrał go ojciec do Gawronek. Dom był w nieładzie. Największy pokój, gdzie jeszcze tak niedawno stała trumna, cuchnął zgnilizną i kopciem świec. Pan Borowicz pociągnął Marcinka do sąsiedniego, który był sypialnią nieboszczki. Panował tam jeszcze większy nieład. Łóżko było nieprzykryte, prześcieradło i kołdra leżały na ziemi, w drewnianej kraszuarce więcej było plwocin niż piasku. Pan Borowicz usiadł pod oknem i, zdawało się, słuchał, jak haczyki okna monotonnie stukają w ramę, jak wiatr dzwoni po szybach... Marcinek wpatrzył się w opustoszałe łóżko i wtedy poczuł, że mu matka umarła.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział VII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/07/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/07/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ VII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;A tymczasem wielbłądy pędziły jak huragan po błyszczących od księżyca piaskach. Zapadła głęboka noc. Księżyc, z początku wielki jak koło i czerwony, zbladł i wytoczył się wysoko. Oddalone wzgórza pustyni pokryły się muślinowym, srebrnym oparem, który nie przesłaniając ich widoku zmienił je jakby w świetlane zjawiska. Od czasu do czasu spoza skał tu i ówdzie rozsianych dochodziło żałosne skomlenie szakali.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Upłynęła znowu godzina. Staś otoczył ramieniem Nel i podtrzymywał ją, usiłując przez to złagodzić męczące rzuty szalonej jazdy. Dziewczynka coraz częściej zaczęła wypytywać go, dlaczego tak pędzą i dlaczego nie widać ani namiotów, ani tatusiów. Staś postanowił wreszcie powiedzieć jej prawdę, która i tak prędzej czy później musiała się wydać.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Scena V. Cela księdza Piotra</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/dziady-dziady-poema-dziady-czesc-iii/07/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/dziady-dziady-poema-dziady-czesc-iii/07/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title" id="sub4"&gt;SCENA V. CELA KSIĘDZA PIOTRA&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;modli się leżąc krzyżem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panie! czymże ja jestem przed Twoim obliczem? — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Prochem i niczem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale gdym Tobie moję nicość wyspowiadał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ja, proch, będę z Panem gadał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;WIDZENIE&lt;/em&gt;&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyran wstał — Herod! — Panie, cała Polska młoda &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Wydana w ręce Heroda. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co widzę — długie, białe, dróg krzyżowych biegi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drogi długie — nie dojrzeć — przez puszcze, przez śniegi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystkie na północ! — tam, tam w kraj daleki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Płyną jak rzeki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płyną: — ta droga prosto do żelaznej bramy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tamta jak strumień wpadła pod skałę, w te jamy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A tamtej ujście w morzu. — Patrz! po drogach leci &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tłum wozów — jako chmury wiatrami pędzone, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Wszystkie tam w jedną stronę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ach, Panie! to nasze dzieci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Tam na północ — Panie, Panie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Takiż to los ich — wygnanie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;I dasz ich wszystkich wygubić za młodu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;I pokolenie nasze zatracisz do końca? — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz! — ha! — to dziecię uszło — rośnie — to obrońca! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Wskrzesiciel narodu, — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Z matki obcej; krew jego dawne bohatery, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;A imię jego będzie czterdzieści i cztery. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panie! czy przyjścia jego nie raczysz przyśpieszyć? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Lud mój pocieszyć? — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie! lud wycierpi. — Widzę ten motłoch — tyrany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbójce — biegą — porwali — mój Naród związany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cała Europa wlecze, nad nim się urąga — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Na trybunał!» — Tam zgraja niewinnego wciąga. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na trybunale gęby, bez serc, bez rąk; sędzie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;To jego sędzie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Krzyczą: «Gal, Gal sądzić będzie» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gal w nim winy nie znalazł i — umywa ręce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A króle krzyczą: «Potęp i wydaj go męce; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krew jego spadnie na nas i na syny nasze; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzyżuj syna Maryi, wypuść Barabasze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ukrzyżuj, — on cesarza koronę znieważa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ukrzyżuj, — bo powiemy, żeś ty wróg cesarza». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gal wydał — już porwali — już niewinne skronie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zakrwawione, w szyderskiej, cierniowej koronie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podnieśli przed świat cały; — i ludy się zbiegły — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gal krzyczy: «Oto naród wolny, niepodległy!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, Panie, już widzę krzyż — ach, jak długo, długo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Musi go nosić — Panie, zlituj się nad sługą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daj mu siły, bo w drodze upadnie i skona — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzyż ma długie, na całą Europę ramiona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z trzech wyschłych ludów, jak z trzech twardych drzew ukuty. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już wleką; już mój Naród na tronie pokuty — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł: «Pragnę» — Rakus octem, Borus żółcią poi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A matka Wolność u nóg zapłakana stoi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz — oto żołdak Moskal z kopiją przyskoczył &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I krew niewinną mego narodu wytoczył. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóżeś zrobił, najgłupszy, najsroższy z siepaczy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On jeden poprawi się, i Bóg mu przebaczy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mój kochanek już głowę konającą spuścił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wołając: «Panie, Panie, za coś mię opuścił!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On skonał! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Słychać &lt;em class="person"&gt;Chóry aniołów&lt;/em&gt; — daleki śpiew wielkanocnej pieśni — na koniec słychać: «alleluja! alleluja!»&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ku niebu, on ku niebu, ku niebu ulata! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I od stóp jego wionęła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Biała jak śnieg szata — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spadła, — szeroko — cały świat się w nią obwinął. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mój kochanek na niebie, sprzed oczu nie zginął. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako trzy słońca błyszczą jego trzy źrenice, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ludom pokazuje przebitą prawicę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż ten mąż? — To namiestnik na ziemskim padole. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Znałem go, — był dzieckiem — znałem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jak urósł duszą i ciałem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On ślepy, lecz go wiedzie anioł pacholę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Mąż straszny — ma trzy oblicza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;On ma trzy czoła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak baldakim rozpięta księga tajemnicza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Nad jego głową, osłania lice. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Podnóżem jego są trzy stolice. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzy końce świata drżą, gdy on woła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I słyszę z nieba głosy jak gromy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To namiestnik wolności na ziemi widomy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On to na sławie zbuduje ogromy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Swego kościoła! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Nad ludy i nad króle podniesiony; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na trzech stoi koronach, a sam bez korony: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;A życie jego — trud trudów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;A tytuł jego — lud ludów; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z matki obcej, krew jego dawne bohatery, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;A imię jego czterdzieści i cztery. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Sława! sława! sława! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;zasypia&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ANIOŁOWIE&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;schodzą widomie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Usnął — Wyjmijmy z ciała duszę, jak dziecinę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Senną z kolebki złotej, i zmysłów sukienkę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lekko zwleczmy; ubierzmy w światło jak jutrzenkę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I lećmy. Jasną duszę nieśmy w niebo trzecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ojcu naszemu złożyć na kolanach dziecię; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech uświęci sennego ojcowską pieszczotą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A przed ranną modlitwą duszę wrócim życiu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I znowu w czystych zmysłów otulim powiciu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I znowu złożym w ciało, jak w kolebkę złotą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/dziady-dziady-poema-dziady-czesc-iii/"&gt;Adam Mickiewicz, „Dziady, część III”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom I, rozdział siódmy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/07/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/07/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział siódmy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;U kupca Amyleja Maćko i Zbyszko naradzali się nad tym, co czynić. Stary rycerz spodziewał się rychłej śmierci, a że przepowiadał mu ją także znający się na ranach franciszkanin ojciec Cybek, więc chciał wracać do Bogdańca, aby być pochowanym wedle ojców na cmentarzu w Ostrowiu.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Nie wszyscy jednak ojce tam leżeli. Był to niegdyś liczny ród. Czasu wojen zwoływali się okrzykiem: „Grady!”, w herbie zaś — mieniąc się lepszymi od innych włodyków, którym nie zawsze przysługiwało prawo herbu — nosili Tępą Podkowę. Roku 1331, w bitwie pod Płowcami, siedmdziesięciu czterech wojowników z Bogdańca wystrzelali na bagnie kusznicy niemieccy, ocalał tylko jeden, Wojciech, przezwiskiem Tur, któremu król Władysław Łokietek po pogromie Niemców potwierdził osobnym przywilejem herb i ziemie bogdanieckie. Tamtych kości bielały odtąd na polach płowieckich, Wojciech zaś wrócił do domowych pieleszy, lecz po to tylko, by całkowitą zgubę rodu swego oglądać.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Traktat o Manekinach. Dokończenie</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/schulz-sklepy-cynamonowe/07/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/schulz-sklepy-cynamonowe/07/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Traktat o Manekinach&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="insubtitle page-title"&gt;Dokończenie&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Któregoś z następnych wieczorów ojciec mój w te słowa ciągnął dalej swą prelekcję:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Nie o tych nieporozumieniach ucieleśnionych, nie o tych smutnych parodiach, moje panie, owocach prostackiej i wulgarnej powściągliwości — chciałem mówić, zapowiadając mą rzecz o manekinach. Miałem na myśli coś innego.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;
Tu ojciec zaczął budować przed naszymi oczyma obraz tej wymarzonej przez niego &lt;em class="foreign-word"&gt;generatio aequivoca&lt;/em&gt;, jakiegoś pokolenia istot na wpół tylko ograniczonych, jakiejś pseudowegetacji i pseudofauny, rezultatów fantastycznej fermentacji materii.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>VII. Gołąb wychodzi na spotkanie węża</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/07/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/07/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;VII. Gołąb wychodzi na spotkanie węża&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Serwis i srebra familii Łęckich były już sprzedane i nawet jubiler odniósł panu Tomaszowi pieniądze, strąciwszy dla siebie sto kilkadziesiąt rubli składowego i za pośrednictwo. Mimo to hrabina Karolowa nie przestała kochać panny Izabeli; owszem — jej energia i poświęcenie, okazane przy sprzedaży pamiątek, zbudziły w sercu starej damy nowe źródło uczuć rodzinnych. Nie tylko uprosiła pannę Izabelę o przyjęcie pięknego kostiumu, nie tylko co dzień bywała u niej albo ją wzywała do siebie, ale jeszcze (co było dowodem niesłychanej łaski) na całą Wielką Środę ofiarowała jej swój powóz.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>7. „Malarz — co ukradł, mówi, że znalazł”</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/makuszynski-szatan-z-siodmej-klasy/08/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/makuszynski-szatan-z-siodmej-klasy/08/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;7. &lt;br/&gt;„Malarz — co ukradł, mówi, że znalazł”&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Pan profesor i Adaś jedli spóźnione śniadanie. Chłopiec nie mógł usiedzieć i czekał niecierpliwie, kiedy staruszek skończy posiłek, staruszek jednakże nie śpieszył się. Ogarnęła go wielka zaduma. W pewnej chwili utkwił wzrok w szklance napełnionej mlekiem, jak gdyby niesłychaną ujrzał nowość. Trudno przypuścić, aby o najtłustszym nawet mleku można było uczynić najchudszą filozoficzną uwagę, więc się Adaś zdumiał, gdy profesor wskazując palcem, rzekł cicho:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Jesień, rozdział VIII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/08/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/08/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;VIII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Nazajutrz gruchnęła po Lipcach wieść o Borynowych z Jagną zmówinach.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wójt był dziewosłębem — więc wójtowa, że mąż srogo przykazywał pary z gęby nie puszczać przódzi, nim powróci, dopiero na odwieczerzu pobiegła do sąsiadki, rzekomo soli pożyczyć, i już na odchodnym nie wytrzymała, ino wzięła kumę na bok i szepnęła:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Wiecie to, Boryna posłał z wódką do Jagny! Ino nie mówcie, bo mój tak przykazywał.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Nie może być! Gdziebym ta z ozorem po wsi latała! Pleciuch to jestem czy co?... Taki dziad i za trzecią kobietę się bierze! Co to dzieci na to powiedzą! O świecie, świecie! — jęknęła ze zgrozą.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Księga ósma</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/08/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/08/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;Księga ósma&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3"&gt;Zajazd&lt;/h2&gt;
&lt;div class="note"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Astronomia Wojskiego — Uwaga Podkomorzego nad kometami — Tajemnicza scena w pokoju Sędziego — Tadeusz, chcąc zręcznie wyplątać się, wpada w wielkie kłopoty — Nowa Dydo — Zajazd — Ostatnia woźnieńska protestacja — Hrabia zdobywa Soplicowo — Szturm i rzeź — Gerwazy piwniczym — Uczta zajazdowa.&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Przed burzą bywa chwila cicha i ponura, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy, nad głowy ludzi przyleciawszy, chmura &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stanie i grożąc twarzą, dech wiatrów zatrzyma, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Milczy, obiega ziemię błyskawic oczyma, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znacząc te miejsca, gdzie wnet ciśnie grom po gromie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tej ciszy chwila była w Soplicowskim domie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myśliłbyś, że przeczucie nadzwyczajnych zdarzeń &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ścięło usta i wzniosło duchy w kraje marzeń. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Po wieczerzy i Sędzia, i goście ze dworu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wychodzą na dziedziniec używać wieczoru; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zasiadają na przyzbach wysłanych murawą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Całe grono z posępną i cichą postawą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pogląda w niebo, które zdawało się zniżać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ścieśniać i coraz bardziej ku ziemi przybliżać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż oboje, skrywszy się pod zasłonę ciemną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak kochankowie, wszczęli rozmowę tajemną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tłumacząc swe uczucia w westchnieniach tłumionych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szeptach, szmerach i słowach na wpół wymówionych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z których składa się dziwna muzyka wieczoru. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Zaczął ją puszczyk, jęcząc na poddaszu dworu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szepnęły wiotkim skrzydłem nietoperze, lecą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod dom, gdzie szyby okien, twarze ludzi świecą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bliżej zaś nietoperzów siostrzyczki, ćmy, rojem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiją się przywabione białym kobiet strojem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mianowicie przykrzą się Zosi, bijąc w lice &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I w jasne oczki, które biorą za dwie świéce. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na powietrzu owadów wielki krąg się zbiera, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kręci się, grając jako harmoniki sfera; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ucho Zosi rozróżnia wśród tysiąca gwarów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Akord muszek i półton fałszywy komarów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;W polu koncert wieczorny ledwie jest zaczęty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Właśnie muzycy kończą stroić instrumenty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już trzykroć wrzasnął derkacz, pierwszy skrzypak łąki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już mu z dala wtórują z bagien basem bąki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już bekasy, do góry porwawszy się, wiją &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I bekając raz po raz, jak w bębenki biją. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Na finał szmerów muszych i ptaszęcej wrzawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odezwały się chórem podwójnym dwa stawy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako zaklęte w górach kaukaskich jeziora &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Milczące przez dzień cały, grające z wieczora. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeden staw, co toń jasną i brzeg miał piaszczysty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Modrą piersią jęk wydał cichy, uroczysty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drugi staw, z dnem błotnistym i gardzielem mętnym, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odpowiedział mu krzykiem żałośnie namiętnym: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W obu stawach piały żab niezliczone hordy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oba chóry zgodzone w dwa wielkie akordy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten &lt;em class="foreign-word"&gt;fortissimo&lt;/em&gt; zabrzmiał, tamten nuci z cicha; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten zdaje się wyrzekać, tamten tylko wzdycha: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak dwa stawy gadały do siebie przez pola &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak grające na przemian dwie arfy Eola. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Mrok gęstniał. Tylko w gaju i około rzeczki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W łozach, błyskały wilcze oczy jako świeczki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A dalej, u ścieśnionych widnokręgu brzegów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu i owdzie ogniska pastuszych noclegów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nareszcie księżyc srebrną pochodnię zaniecił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyszedł z boru i niebo, i ziemię oświecił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;One teraz, z pomroku odkryte w połowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drzemały obok siebie jako małżonkowie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczęśliwi: niebo w czyste objęło ramiona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ziemi pierś, co księżycem świeci posrebrzona. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Już naprzeciw księżyca gwiazda jedna, druga &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błysnęła; już ich tysiąc, już milijon mruga. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kastor z bratem Polluksem jaśnieli na czele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwani niegdyś u Sławian Lele i Polele; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz ich w zodyjaku gminnym znów przechrzczono: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeden zowie się &lt;em class="author-emphasis"&gt;Litwą&lt;/em&gt;, a drugi &lt;em class="author-emphasis"&gt;Koroną&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Dalej niebieskiej &lt;em class="author-emphasis"&gt;Wagi&lt;/em&gt; dwie szale błyskają: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na nich Bóg w dniu stworzenia (starzy powiadają) &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ważył z kolei wszystkie planety i ziemię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim w przepaściach powietrza osadził ich brzemię; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem wagi złociste zawiesił na niebie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z nich to ludzie wag i szal wzór wzięli dla siebie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Na północ świeci okrąg gwiaździstego &lt;em class="author-emphasis"&gt;Sita,&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przez które Bóg (jak mówią) przesiał ziarnka żyta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy je z nieba zrzucał dla Adama ojca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wygnanego za grzechy z rozkoszy ogrojca.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Nieco wyżej &lt;em class="author-emphasis"&gt;Dawida wóz&lt;/em&gt;, gotów do jazdy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Długi dyszel kieruje od polarnej gwiazdy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Starzy Litwini wiedzą o rydwanie owym, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że niesłusznie pospólstwo zwie go Dawidowym: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyż to jest wóz Anielski. Na nim to przed czasy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jechał Lucyper, Boga gdy wyzwał w zapasy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mlecznym gościńcem pędząc cwał w niebieskie progi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż go Michał zbił z wozu, a wóz zrzucił z drogi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz, popsuty, między gwiazdami się wala; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Naprawiać go Archanioł Michał nie pozwala. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;I to wiadomo także u starych Litwinów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(A wiadomość tę pono wzięli od rabinów) &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że ów zodyjakowy &lt;em class="author-emphasis"&gt;Smok&lt;/em&gt; długi i gruby, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który gwiaździste wije po niebie przeguby, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którego mylnie wężem chrzczą astronomowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest nie wężem, lecz rybą: &lt;em class="author-emphasis"&gt;Lewiatan&lt;/em&gt; się zowie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przed czasy mieszkał w morzach, ale po potopie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdechł z niedostatku wody; więc na niebios stropie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak dla osobliwości jako dla pamiątki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Anieli zawiesili jego martwe szczątki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podobnie pleban Mirski zawiesił w kościele &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wykopane olbrzymów żebra i piszczele. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Takie gwiazd historyje, które z książek zbadał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo słyszał z podania, Wojski opowiadał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chociaż wieczorem słaby miał wzrok Wojski stary &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nie mógł w niebie dojrzeć nic przez okulary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz na pamięć znał imię i kształt każdej gwiazdy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wskazywał palcem miejsca i drogę ich jazdy.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Dziś mało go słuchano, nie zważano wcale &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na &lt;em class="author-emphasis"&gt;Sito&lt;/em&gt;, ni na &lt;em class="author-emphasis"&gt;Smoka&lt;/em&gt;, ani też na &lt;em class="author-emphasis"&gt;Szale&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś oczy i myśl wszystkich pociąga do siebie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nowy gość dostrzeżony niedawno na niebie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był to kometa pierwszej wielkości i mocy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zjawił się na zachodzie, leciał ku północy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krwawym okiem z ukosa na rydwan spoziera, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakby chciał zająć puste miejsce Lucypera, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Warkocz długi w tył rzucił i część nieba trzecią &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obwinął nim, gwiazd krocie zagarnął jak siecią &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ciągnie je za sobą, a sam wyżej głową &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mierzy, na północ, prosto w gwiazdę biegunową. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Z niewymownym przeczuciem cały lud litewski &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poglądał każdej nocy na ten cud niebieski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biorąc złą wróżbę z niego, tudzież z innych znaków: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo zbyt często słyszano krzyk złowieszczych ptaków, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które na pustych polach gromadząc się w kupy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ostrzyły dzioby, jakby czekając na trupy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbyt często postrzegano, że psy ziemię ryły &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I jak gdyby śmierć wietrząc, przeraźliwie wyły: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co wróży głód lub wojnę; a strażnicy boru &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzieli, jak przez cmentarz szła dziewica moru, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Która wznosi się czołem nad najwyższe drzewa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A w lewym ręku chustką skrwawioną powiewa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Różne stąd wnioski tworzył stojący przy płocie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciwun, co przyszedł zdawać sprawę o robocie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pisarz prowentowy w szeptach z Ekonomem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Lecz Podkomorzy siedział na przyzbie przed domem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przerwał rozmowę gości; znać, że głos zabiera: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błysnęła przy księżycu wielka tabakiera &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(Cała z szczerego złota, z brylantów oprawa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;We środku, za szkłem, portret króla Stanisława); &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zadzwonił w nią palcami, zażył i rzekł: «Panie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeuszu, waścine o gwiazdach gadanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest tylko echem tego, co słyszałeś w szkole. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja o cudzie prostaków poradzić się wolę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ja astronomii słuchałem dwa lata &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W Wilnie, gdzie Puzynina, mądra i bogata &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pani, oddała dochód z wioski dwiestu chłopów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na zakupienie różnych szkieł i teleskopów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ksiądz Poczobut, człek sławny, był obserwatorem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I całej Akademii naonczas Rektorem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przecież w końcu katedrę i teleskop rzucił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do klasztoru, do cichej celi swej powrócił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tam umarł przykładnie. Znam się też z Śniadeckim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który jest mądrym bardzo człekiem, chociaż świeckim. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Owóż astronomowie planetę, kometę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uważają tak jako mieszczanie karetę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiedzą, czyli zajeżdża przed króla stolicę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyli z rogatek miejskich rusza za granicę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz kto w niej jechał? po co? co z królem rozmawiał? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy król posła z pokojem czy z wojną wyprawiał? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O to ani pytają. Pomnę za mych czasów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy Branecki karetą swą ruszył do Jassów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I za tą niepoczciwą pociągnął karetą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ogon Targowiczanów, jak za tą kometą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lud prosty, choć w publiczne nie mieszał się rady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgadnął zaraz, że ogon ów jest wróżbą zdrady. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słychać, że lud dał imię miotły tej komecie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I powiada, że ona milijon wymiecie». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;A na to rzekł z ukłonem Wojski: «Prawda, Jaśnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wielmożny Podkomorzy: przypominam właśnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co mnie mówiono niegdyś małemu dziecięciu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pamiętam, choć nie miałem wówczas lat dziesięciu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy widziałem w domu naszym nieboszczyka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sapiehę, pancernego znaku porucznika, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co potem był nadwornym marszałkiem królewskim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec umarł wielkim kanclerzem litewskim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miawszy lat sto i dziesięć. Ten, za króla Jana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeciego, był pod Wiedniem w chorągwi hetmana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jabłonowskiego. Owóż, ów kanclerz powiadał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że właśnie kiedy na koń król Jan Trzeci siadał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy nuncyjusz papieski żegnał go na drogę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A poseł austryjacki całował mu nogę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podając strzemię (poseł zwał się Wilczek hrabia), &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Król krzyknął: »Patrzcie, co się na niebie wyrabia!« &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spojrzą, alić nad głowy suwał się kometa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drogą, jaką ciągnęły wojska Mahometa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z wschodu na zachód. Potem i ksiądz Bartochowski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Składając panegiryk na tryumf krakowski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod godłem &lt;em class="foreign-word"&gt;Orientis Fulmen&lt;/em&gt;, prawił wiele &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O tym komecie. Także czytam o nim w dziele &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod tytułem &lt;em class="book-title"&gt;Janina&lt;/em&gt;, gdzie jest opisana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cała wyprawa króla nieboszczyka Jana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wyryta chorągiew wielka Mahometa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ów, taki jak dziś go widzimy, kometa». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Amen — rzekł na to Sędzia — ja wróżbę waszeci &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjmuję, oby z gwiazdą zjawił się Jan Trzeci! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest na zachodzie wielki dziś bohater; może &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kometa go przywiedzie do nas, co daj Boże!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Na to rzekł Wojski, głowę pochyliwszy smutnie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Kometa czasem wojny, czasem wróży kłótnie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niedobrze, iż się zjawił tuż nad Soplicowem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może nam grozi jakiem nieszczęściem domowem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mieliśmy wczoraj dosyć rozterku i zwady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak w czasie polowania, jako i biesiady. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rejent kłócił się z rana z panem Asesorem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A pan Tadeusz wyzwał Hrabiego wieczorem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pono spór ten ze skóry niedźwiedziej pochodził; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I gdyby mnie Dobrodziej Sędzia nie przeszkodził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja bym u stołu obu przeciwników zgodził. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo chciałem opowiedzieć wypadek ciekawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podobny do zdarzenia wczorajszej wyprawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co trafił się najpierwszym strzelcom za mych czasów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Posłowi Rejtanowi i Księciu Denassów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przypadek był takowy: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jenerał Podolskich &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ziem przejeżdżał z Wołynia do swoich dóbr polskich, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy też, gdy dobrze pomnę, na sejm do Warszawy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po drodze zwiedzał szlachtę, już to dla zabawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już dla popularności; wstąpił więc do pana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusza, dziś świętej pamięci, Rejtana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który był potem naszym nowogrodzkim posłem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I w którego ja domu od dzieciństwa wzrosłem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Owóż Rejtan na przyjazd księcia jenerała &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaprosił gości. Liczna szlachta się zebrała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Było teatrum (książę kochał się w teatrze), &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Fajerwerk dawał Kaszyc, który mieszka w Jatrze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan Tyzenhauz tancerzy przysłał, a kapele &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ogiński i pan Sołtan, co mieszka w Zdzieńciele. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słowem, dawano huczne nad podziw zabawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W domu, a w lasach wielkie robiono obławy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiadomo zaś waszmościom jest, że prawie wszyscy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ile ich zapamiętać można, Czartoryscy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć idą z Jagiellonów krwi, lecz do myślistwa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie są bardzo pochopni, pewno nie z lenistwa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz z gustów cudzoziemskich; i książę jenerał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Częściej do książek niźli do psiarni zazierał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I do alkówek damskich częściej niż do lasów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;W świcie księcia był książę niemiecki Denassów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O którym powiadano, że w libijskiej ziemi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Goszcząc, polował niegdyś z królmi murzyńskiemi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tam tygrysa spisą w ręcznym boju zwalił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z czego się bardzo książę ów Denassów chwalił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U nas zaś polowano na dziki w tę porę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rejtan zabił ze sztućca ogromną maciorę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z wielkim niebezpieczeństwem, bo z bliska wypalił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każdy z nas trafność strzału wydziwiał i chwalił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko Niemiec Denassów obojętnie słuchał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pochwał takich i chodząc, pod nos sobie dmuchał: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że trafny strzał dowodzi tylko śmiałe oko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biała broń śmiałą rękę; i zaczął szeroko &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znowu gadać o swojej Libiji i spisie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O swych królach murzyńskich i o swym tygrysie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Markotno to się stało panu Rejtanowi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był człek żywy, uderzył po szabli i mówi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;»Mości książę! kto patrzy śmiele, walczy śmiele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Warte dziki tygrysów, a spis karabele«. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zaczynali z Niemcem dyskurs nazbyt żwawy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczęściem, książę jenerał przerwał te rozprawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Godząc ich po francusku: co tam gadał, nie wiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale ta zgoda był to popiół nad zarzewiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo Rejtan wziął do serca, okazyi czekał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dobrą sztukę spłatać Niemcowi przyrzekał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tej sztuki ledwie własnym nie przypłacił zdrowiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A spłatał ją nazajutrz, jak to wnet opowiem». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tu Wojski umilknąwszy prawą rękę wznosił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I u Podkomorzego tabakiery prosił; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Długo zażywa, kończyć powieści nie raczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gdyby chciał zaostrzyć ciekawość słuchaczy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaczynał wreszcie, kiedy znowu mu przerwano &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powieść taką ciekawą, tak pilnie słuchaną! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo do Sędziego nagle ktoś przysłał człowieka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Donosząc, że z niezwłocznym interesem czeka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędzia, dając dobranoc, żegnał całe grono. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Natychmiast się po różnych stronach rozpierzchniono: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ci spać do domu, tamci w stodole na sianie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędzia szedł podróżnemu dawać posłuchanie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Inni już śpią. Tadeusz po sieniach się zwija, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chodząc jako wartownik około drzwi stryja, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo musi w ważnych rzeczach rady jego szukać &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś jeszcze, nim spać pójdzie. Nie śmie do drzwi stukać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędzia drzwi na klucz zamknął, z kimś tajnie rozmawia; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusz końca czeka, a ucha nadstawia.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Słyszy wewnątrz szlochanie. Nie trącając klamek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ostrożnie dziurką klucza zagląda przez zamek: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzi rzecz dziwną! Sędzia i Robak na ziemi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Klęczeli, objąwszy się i łzami rzewnemi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płakali; Robak ręce Sędziego całował, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędzia księdza za szyję płacząc obejmował. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wreszcie po ćwierćgodzinnym przerwaniu rozmowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Robak po cichu tymi odezwał się słowy: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Bracie! Bóg wie, żem dotąd tajemnic dochował, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którem z żalu za grzechy w spowiedzi ślubował: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że Bogu i Ojczyźnie poświęcony cały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie służąc pysze, ziemskiej nie szukając chwały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żyłem dotąd i chciałem umrzeć bernardynem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wydając nazwiska, nie tylko przed gminem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale nawet przed tobą i przed własnym synem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszakże ksiądz prowincyjał dał mi pozwolenie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;In articulo mortis&lt;/em&gt; zrobić objawienie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto wie, czy wrócę żywy! kto wie, co się stanie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W Dobrzynie! Bracie! wielkie, wielkie zamieszanie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Francuz jeszcze daleko, nim przeminie zima &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeba czekać, a szlachta pono nie dotrzyma. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Możem zanadto czynnie z powstaniem się krzątał! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pono źle zrozumieli! Klucznik wszystko splątał! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten wariat Hrabia, słyszę, pobiegł do Dobrzyna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie mogłem go uprzedzić, ważna w tym przyczyna: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stary Maciek mnie poznał, a jeśli odkryje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potrzeba będzie oddać pod Scyzoryk szyję. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic Klucznika nie wstrzyma! Mniejsza o mą głowę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz tym odkryciem, spisku zerwałbym osnowę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przecież dziś tam być muszę! Widzieć, co się dzieje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choćbym zginął: beze mnie szlachta oszaleje! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bądź zdrów, najmilszy bracie! bądź zdrów, śpieszyć muszę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli zginę, ty jeden westchniesz za mą duszę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W przypadku wojny, tobie cała tajemnica &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiadoma: kończ, com zaczął, pomnij, żeś Soplica!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tu ksiądz łzy otarł, habit zapiął, kaptur włożył &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I okienicę tylną po cichu otworzył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widać było, że oknem do ogrodu skakał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędzia, zostawszy jeden, siadł w krześle i płakał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Chwilę czekał Tadeusz, nim w klamkę zadzwonił; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otworzono mu, cicho wszedł, nisko się skłonił: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Stryjaszku dobrodzieju — rzekł — ledwie dni kilka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przebawiłem tu, dni te minęły jak chwilka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie miałem czasu z twoim domem się nacieszyć &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z tobą, a odjeżdżać muszę, muszę spieszyć &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaraz, dzisiaj, stryjaszku, a jutro najdaléj: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak pamiętacie, żeśmy Hrabiego wyzwali. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bić się z nim to rzecz moja, posłałem wyzwanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W Litwie jest zakazane pojedynkowanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jadę więc na granicę Warszawskiego Księstwa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabia, prawda, fanfaron, lecz mu nie brak męstwa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na miejsce naznaczone zapewne się stawi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozprawim się; a jeśli Bóg pobłogosławi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ukarzę go, a potem za Łososny brzegi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przepłynę, gdzie mnie bratnie czekają szeregi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszałem, że mi ojciec testamentem kazał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Służyć w wojsku, a nie wiem, kto testament zmazał». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Mój Tadeuszku — rzekł stryj — czy waszeć kąpany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W gorącej wodzie, czy też kręcisz jak lis szczwany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co indziej kitą wije, a sam indziej bieży? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyzwaliśmy, zapewne, i bić się należy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale jechać dziś, skądżeś waszeć tak się zaciął? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przed pojedynkiem zwyczaj jest posłać przyjaciół, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Układać się. Wszak Hrabia może nas przeprosić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Deprekować; czekaj waść, czasu jeszcze dosyć. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chyba inny giez jaki waści stąd wygania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To gadaj szczerze, po co takie omawiania? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jestem twój stryj; choć stary, znam, co serce młode; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byłem ci ojcem (mówiąc gładził go pod brodę), &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już w ucho szepnął o tym mnie mój palec mały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że waszeć masz tu jakieś z damami kabały. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za katy, prędko teraz młódź do dam się bierze! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;No, Tadeuszku, przyznaj mi się waść, a szczerze». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Jużci — bąknął Tadeusz — prawda: są przyczyny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Inne, kochany stryju, może z mojej winy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Omyłka! cóż? nieszczęście! już trudno naprawić! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie, drogi stryju, dłużej nie mogę tu bawić! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błąd młodości! Stryjaszku, nie pytaj o więcej, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja muszę z Soplicowa wyjeżdżać co prędzej». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Ho! — rzekł Stryj — pewnie jakieś miłośne zatargi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uważałem, że waszeć wczoraj gryzłeś wargi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poglądając spode łba na pewną dziewczynkę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widziałem, że i ona miała kwaśną minkę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znam ja te wszystkie głupstwa; kiedy dzieci para &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kocha się, to tam u nich nieszczęść co niemiara! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To cieszą się, to znowu trapią się i smucą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To znowu, Bóg wie o co, do zębów się kłócą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To stojąc w kątkach jakby mruki, nie gadają &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do siebie, czasem nawet w pole uciekają. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeżeli na was raptus podobny napada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bądźcie tylko cierpliwi, już jest na to rada; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biorę na siebie wkrótce przywieść was do zgody. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znam ja te wszystkie głupstwa, wszakże byłem młody. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiedz mi wasze wszystko; ja może nawzajem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coś odkryję i tak się oba poprzyznajem». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Stryjaszku — rzekł Tadeusz, całując mu rękę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rumieniąc się — powiem prawdę. Tę panienkę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zosię, wychowanicę stryja, podobałem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bardzo, choć tylko parę razy ją widziałem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A mówią, że stryj dla mnie za żonę przeznacza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podkomorzankę, piękną i córkę bogacza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz nie mógłbym z panną Różą się ożenić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy kocham tę Zosię; trudno serce zmienić! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieuczciwie, żeniąc się z jedną, kochać drugą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czas może mnie uleczy; wyjadę — na długo». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Tadeuszku — stryj przerwał — to mi dziwny sposób &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kochania się: uciekać od kochanych osób! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrze, żeś szczery; widzisz, głupstwo byś wypłatał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odjeżdżając: a co waść powiesz, gdybym swatał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sam waści Zosię? He? Cóż, nie skoczysz z radości?» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tadeusz rzekł po chwili «Dobroć jegomości &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziwi mnie. Lecz cóż? Łaska stryja dobrodzieja &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie przyda się już na nic! Ach, próżna nadzieja! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo pani Telimena nie odda mi Zosi!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Będziem prosić» rzekł Sędzia. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;«Nikt jej nie uprosi — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przerwał prędko Tadeusz — nie, czekać nie mogę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stryjaszku, muszę prędko, jutro jechać w drogę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daj mi, stryjaszku, tylko twe błogosławieństwo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko przygotowałem, jadę zaraz w Księstwo». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Sędzia, wąs kręcąc, z gniewem na chłopca spozierał: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«To waść tak szczery? takeś mi serce otwierał? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Naprzód ów pojedynek, potem znowu miłość &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ten wyjazd; oj, jest tu w tym jakaś zawiłość. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już mnie gadano, jużem kroki waści badał! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Asan bałamut i trzpiot, asan kłamstwa gadał! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdzież to asan chodził onegdaj wieczorem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czego asan jak wyżeł tropił pode dworem? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O Tadeuszku! jeśli może asan Zosię &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbałamucił i teraz uciekasz, młokosie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To się waści nie uda! Lubisz czy nie lubisz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zapowiadam asanu, że Zosię poślubisz; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A nie, to bizun — jutro staniesz na kobiercu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I gada mnie o czuciach! o niezmiennym sercu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łgarz jesteś! pfe! Ja z waści, panie Tadeuszu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zrobię śledztwo, ja waści jeszcze natrę uszu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś dość miałem kłopotów, aż mnie głowa boli; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten mi jeszcze spokojnie zasnąć nie dozwoli! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idź mi waść spać!» To mówiąc, drzwi na wściąż otwierał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zawołał Woźnego, żeby go rozbierał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tadeusz cicho wyszedł, opuściwszy głowę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozbierał w myśli przykrą ze stryjem rozmowę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pierwszy raz połajany tak ostro!... Ocenił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słuszność wyrzutów, sam się przed sobą rumienił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co począć? jeśli Zosia o wszystkim się dowie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prosić o rękę? a cóż Telimena powie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie, czuł, że nie mógł dłużej zostać w Soplicowie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tak zadumany ledwie zrobił kroków parę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy mu coś drogę zaszło; spojrzał: widzi marę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Całą w bieliźnie, długą, wysmukłą i cienką. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Suwała się ku niemu z wyciągniętą ręką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od której odbijał się drżący blask miesięczny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I przystąpiwszy, cicho jęknęła: «Niewdzięczny! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szukałeś wzroku mego, teraz go unikasz; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szukałeś rozmów ze mną, dziś uszy zamykasz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakby w słowach, we wzroku mym była trucizna! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrze mi tak, wiedziałam, kto jesteś: mężczyzna! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie znając kokieterii, nie chciałam cię dręczyć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uszczęśliwiłam; takżeś umiał mnie zawdzięczyć! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tryumf nad miękkim sercem serce twe zatwardził; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeś je zdobył zbyt łacno, zbyt prędkoś nim wzgardził! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrze mi tak! Lecz straszną nauczona probą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wierz mi, iż więcej niż ty gardzę sama sobą!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Telimeno — Tadeusz rzekł — dalbóg nietwarde &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mam serce ani ciebie unikam przez wzgardę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale uważ no sama, wszak nas widzą, śledzą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyż można tak otwarcie? cóż ludzie powiedzą? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak to nieprzyzwoicie, to dalbóg jest grzechem». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Grzechem! — odpowiedziała mu z gorzkim uśmiechem — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niewiniątko! baranek! Ja, będąc kobiétą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli z miłości nie dbam, choćby mnie odkryto, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choćby mnie osławiono; a ty, ty mężczyzna? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż szkodzi z was któremu, chociaż się i przyzna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że ma romans z dziesięciu razem kochankami? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mów prawdę: chcesz mnie rzucić?» Zalała się łzami. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Telimeno, cóż by świat mówił o człowieku — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł Tadeusz — który by teraz, w moim wieku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdrów, żył na wsi, kochał się: kiedy tyle młodzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylu żonatych od żon, od dzieci uchodzi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za granicę, pod znaki narodowe bieży? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choćbym chciał zostać, czy to ode mnie zależy? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ojciec mnie testamentem kazał, abym służył &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W wojsku polskim, teraz stryj ten rozkaz powtórzył: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jutro jadę, zrobiłem już postanowienie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dalbóg, Telimeno, już go nie odmienię». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Ja — rzekła Telimena — nie chcę ci zagradzać &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drogi do sławy, szczęściu twojemu przeszkadzać! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jesteś mężczyzną, znajdziesz kochankę godniejszą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Serca twojego, znajdziesz bogatszą, piękniejszą! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko dla mej pociechy, niech wiem przed rozstaniem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że twoja skłonność była prawdziwym kochaniem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że to nie był żart tylko, nie rozpusta płocha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz miłość; niech wiem, że mnie mój Tadeusz kocha! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech słowo »kocham« jeszcze raz z ust twych usłyszę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech je w sercu wyryję i w myśli zapiszę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przebaczę łacniej, chociaż przestaniesz mnie kochać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pomnąc jakoś mnie kochał!» I zaczęła szlochać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tadeusz, widząc że tak płacze i tak błaga &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czule, i tylko takiej drobnostki wymaga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzruszył się, przejęły go szczery żal i litość, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I jeżeliby badał serca swego skrytość, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może by się w tej chwili i sam nie dowiedział, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyli ją kochał, czy nie, więc żywo powiedział: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Telimeno, bogdaj mnie jasny piorun ubił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli nie prawda, żem cię, dalbóg, bardzo lubił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy kochał. Krótkie z sobą spędziliśmy chwile, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale one mnie przeszły tak słodko, tak mile, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że będą długo, zawsze myśli mej przytomne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dalibóg, że nigdy ciebie nie zapomnę». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Telimena skoczywszy padła mu na szyję: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Tegom się spodziewała! Kochasz mnie, więc żyję! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo dzisiaj miałam dni me własną ręką skrócić; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy mnie kochasz mój drogi, czyż możesz mnie rzucić? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tobie oddałam serce, oddam ci majątek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pójdę za tobą wszędzie; każdy świata kątek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będzie mnie z tobą miły! Z najdzikszej pustyni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miłość, wierzaj mi, ogród rozkoszy uczyni». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tadeusz, wydarłszy się z objęcia przemocą: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jak to? — rzekł — czyś z rozumu obrana? gdzie? po co? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jechać za mną? Ja, będąc sam prostym żołnierzem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Włóczyć, czy markietankę?» — «To my się pobierzem» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekła mu Telimena. «Nie, nigdy! — zawoła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusz.— Ja żenić się nie mam teraz zgoła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamiaru, ni kochać się. Fraszki! dajmy pokój! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Proszę cię, moja droga, rozmyśl się! uspokój! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja jestem tobie wdzięczen, ale niepodobna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żenić się. Kochajmy się, ale tak — z osobna. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zostać dłużej nie mogę; nie, nie, jechać muszę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bądź zdrowa, Telimeno moja; jutro ruszę». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Rzekł, nasuwał kapelusz, odwracał się bokiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcąc iść; lecz go wstrzymała Telimena okiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I twarzą, jak Meduzy głową. Musiał zostać &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mimowolnie; poglądał z trwogą na jej postać: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stała blada, bez ruchu, bez tchu i bez życia; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż wyciągając rękę jak miecz do przebicia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z palcem zmierzonym prosto w Tadeusza oczy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Tego chciałam! — krzyknęła — ha, języku smoczy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Serce jaszczurcze! To nic, żem tobą zajęta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzgardziła Asesora, Hrabię i Rejenta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeś mnie uwiodł i teraz porzucił sierotę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To nic! Jesteś mężczyzną, znam waszą niecnotę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiem, że jak inni, tak ty mógłbyś wiarę złamać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz nie wiedziałam, że tak podle umiesz kłamać! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słuchałam pode drzwiami stryja! Więc to dziecko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zosia, wpadła ci w oko i na nią zdradziecko &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dybiesz? Zaledwieś jedną nieszczęsną oszukał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A jużeś pod jej okiem nowych ofiar szukał! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uciekaj, lecz cię moje dosięgną przekleństwa — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub zostań, wydam światu twoje bezeceństwa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twe sztuki już nie zwiodą innych, jak mnie zwiodły! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Precz! gardzę tobą! jesteś kłamca, człowiek podły!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Na obelgę śmiertelną dla uszu szlachcica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I której żaden nigdy nie słyszał Soplica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zadrżał Tadeusz, twarz mu pobladła jak trupia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tupnąwszy nogą, usta ścisnąwszy, rzekł: «Głupia!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Odszedł; lecz wyraz «podłość» echem się powtórzył &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W sercu. Wzdrygnął się młodzian, czuł, że nań zasłużył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czuł, że wyrządził wielką krzywdę Telimenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że go słusznie skarżyła, mówiło sumienie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz czuł, że po tych skargach tym mocniej ją zbrzydził. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O Zosi, ach! pomyślić nie ważył się, wstydził. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przecież ta Zosia, taka piękna, taka miła! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stryj swatał ją! może by jego żoną była, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyby nie szatan, co go plącząc w grzech za grzechem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W kłamstwo za kłamstwem, wreszcie odstąpił z uśmiechem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złajany, pogardzony od wszystkich, w dni parę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmarnował przyszłość! Uczuł słuszną zbrodni karę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;W tej burzy uczuć jakby kotwica spoczynku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabłysnęła mu nagle myśl o pojedynku: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Zamordować Hrabiego! łotra! krzyknął w gniewie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zginąć albo zemścić się!» A za co? sam nie wie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ten gniew wielki, jak się zajął w mgnieniu oka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak wywietrzał. Znów zdjęła go żałość głęboka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myślił: «Jeśli prawdziwe było postrzeżenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że Hrabia z Zosią jakieś ma porozumienie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I cóż stąd? Może Hrabia kocha Zosię szczerze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może go ona kocha, za męża wybierze? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakimże prawem chciałbym zerwać to zamęście, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I, sam nieszczęśnik, wszystkich mam zaburzać szczęście?» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wpadł w rozpacz i nie widział innego sposobu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chyba ucieczkę prędką; gdzie? chyba do grobu!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Więc kułak przycisnąwszy na schylonym czole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biegł ku łąkom, gdzie stawy błyszczały się w dole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I stanął nad błotnistym; w zielonawe tonie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łakomy wzrok utopił i błotniste wonie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z rozkoszą ciągnął piersią, i otworzył usta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ku nim. Bo samobójstwo jak każda rozpusta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest wymyślną; on w głowy szalonym zawrocie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czuł niewymowny pociąg utopić się w błocie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Lecz Telimena z dzikiej młodzieńca postawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgadując rozpacz, widząc że pobiegł nad stawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chociaż ku niemu takim słusznym gniewem pała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przelękła się; w istocie dobre serce miała. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żal jej było, że inną śmiał Tadeusz lubić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciała go skarać, ale nie myśliła zgubić. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc puściła się za nim, wznosząc ręce obie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzycząc: «Stój! głupstwo! kochaj czy nie! żeń się sobie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy jedź! tylko stój!» Ale on już szybkim biegiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyprzedził ją daleko; już stanął nad brzegiem.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Dziwnym zrządzeniem losów, po tym samym brzegu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jechał Hrabia na czele dżokejów szeregu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A zachwycony wdziękiem nocy tak pogodnej &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I harmonią cudną orkiestry podwodnej, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Owych chorów, co brzmiały jak arfy eolskie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(Żadne żaby nie grają tak pięknie jak polskie), &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wstrzymał konia i o swej zapomniał wyprawie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwrócił ucho do stawu i słuchał ciekawie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oczy wodził po polach, po niebios obszarze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pewnie układał w myśli nocne peizaże. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Zaiste, okolica była malownicza! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwa stawy pochyliły ku sobie oblicza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako para kochanków: prawy staw miał wody &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gładkie i czyste jako dziewicze jagody; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lewy, ciemniejszy nieco, jako twarz młodziana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Smagława i już męskim puchem osypana. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawy złocistym piaskiem połyskał się wkoło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gdyby włosem jasnym; a lewego czoło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Najeżone łozami, wierzbami czubate; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oba stawy ubrane w zieloności szatę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Z nich dwa strugi, jak ręce związane pospołu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ściskają się. Strug dalej upada do dołu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Upada, lecz nie ginie, bo w rowu ciemnotę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Unosi na swych falach księżyca pozłotę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Woda warstami spada, a na każdej warście &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Połyskają się blasku miesięcznego garście, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Światło w rowie na drobne drzazgi się roztrąca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chwyta je i w głąb niesie toń uciekająca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A z góry znów garściami spada blask miesiąca. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myślałbyś, że u stawu siedzi Świtezianka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedną ręką zdrój leje z bezdennego dzbanka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A drugą ręką w wodę dla zabawki miota &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brane z fartuszka garście zaklętego złota.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Dalej, z rowu wybiegłszy, strumień na równinie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozkręca się, ucisza, lecz widać że płynie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo na jego ruchomej, drgającej powłoce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzdłuż miesięczne światełko drgające migoce. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako piękny wąż żmudzki, zwany &lt;em class="foreign-word"&gt;giwojtosem&lt;/em&gt;, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chociaż zdaje się drzemać, leżąc między wrzosem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pełźnie, bo na przemiany srebrzy się i złoci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż nagle zniknie z oczu we mchu lub paproci: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak strumień kręcący się chował się w olszynach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które na widnokręgu czerniały kończynach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wznosząc swe kształty lekkie, niewyraźne oku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak duchy na wpół widne, na poły w obłoku.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Między stawami w rowie młyn ukryty siedzi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako stary opiekun, co kochanków śledzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podsłuchał ich rozmowę, gniewa się, szamoce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzęsie głową, rękami, i groźby bełkoce: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak ów młyn nagle zatrząsł mchem obrosłe czoło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I palczastą swą pięścią wykręcając wkoło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ledwo klęknął i szczęki zębowate ruszył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaraz miłośną stawów rozmowę zagłuszył &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zbudził Hrabię.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Hrabia widząc, że tak blisko &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusz naszedł jego zbrojne stanowisko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzyczy: «Do broni! łapaj!» Skoczyli dżokeje; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim Tadeusz rozeznać mógł, co się z nim dzieje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już go chwycili. Biegą do dworu, w podwórze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wpadają. Dwór budzi się, psy w hałas, w krzyk stróże. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyskoczył wpół ubrany Sędzia; widzi zgraję &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbrojną, myśli, że zbójcy, aż Hrabię poznaje. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Co to jest?» pyta. Hrabia szpadą nad nim mignął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz widząc bezbronnego w zapale ostygnął: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Soplico — rzekł — odwieczny wrogu mej rodziny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś skarzę cię za dawne i za świeże winy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś zdasz mi sprawę z mojej fortuny zaboru, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim pomszczę się obelgi mojego honoru!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Lecz Sędzia, żegnając się, krzyknął: «W Imię Ojca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I Syna! tfu! mospanie Hrabia, czy waść zbojca? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przebóg! czy się to zgadza z pana urodzeniem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wychowaniem i z pana na świecie znaczeniem? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie pozwolę skrzywdzić się!» Wtem Sędziego słudzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biegli, jedni z kijami, ze strzelbami drudzy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wojski, stojąc z daleka, poglądał ciekawie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W oczy panu Hrabiemu, a nóż miał w rękawie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Już mieli zacząć bitwę, lecz Sędzia przeszkodził; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Próżno było bronić się, nowy wróg nadchodził: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Postrzeżono w olszynie blask, wystrzał rusznicy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Most na rzece zahuczał tętentem konnicy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I «Hejże na Soplicę!» tysiąc głosów wrzasło. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzdrygnął się Sędzia: poznał Gerwazego hasło; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Nic to — zawołał Hrabia — będzie tu nas więcéj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poddaj się Sędzio, to są moi sprzymierzeńcy». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wtem Asesor nadbiegał, krzycząc: «Areszt kładę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W imię Imperatorskiej Mości; oddaj szpadę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panie Hrabio, bo wezwę wojskowej pomocy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wiesz pan, że kto zbrojnie śmie napadać w nocy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zastrzeżono tysiącznym dwóchsetnym ukazem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że jak zło...» Wtem go Hrabia w twarz uderzył płazem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Padł zgłuszony Asesor i skrył się w pokrzywy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszyscy myśleli, że był ranny lub nieżywy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Widzę — rzekł Sędzia — że się na rozbój zanosi». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jęknęli wszyscy; wszystkich zagłuszył wrzask Zosi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Która krzyczała, Sędzię objąwszy rękami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako dziecko od Żydów kłute igiełkami. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tymczasem Telimena wpadła między konie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyciągnęła ku Hrabi załamane dłonie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Na twój honor! — krzyknęła przeraźliwym głosem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z głową w tył wychyloną, z rozpuszczonym włosem — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przez wszystko co jest świętym, na klęczkach błagamy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabio, śmieszże odmówić? proszą ciebie damy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Okrutniku, nas pierwej musisz zamordować!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Padła zemdlona. Hrabia skoczył ją ratować, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zadziwiony i nieco zmieszany tą sceną: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Panno Zofio — rzecze — pani Telimeno! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nigdy się krwią bezbronnych ta szpada nie splami; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Soplicowie! jesteście moimi więźniami. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak zrobiłem we Włoszech, kiedy pod opoką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którą Sycylianie zwą Birbante-rokką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdobyłem tabor zbójców: zbrojnych mordowałem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozbrojonych zabrałem i związać kazałem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szli za końmi i tryumf mój zdobili świetny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem ich powieszono u podnóża Etny». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Było to osobliwsze szczęście dla Sopliców, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że Hrabia, mając lepsze konie od szlachciców &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I chcąc spotkać się pierwszy, zostawił ich w tyle &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I biegł przed resztą jazdy, przynajmniej o milę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ze swym dżokejstwem, które posłuszne i karne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stanowiło niejako wojsko regularne; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy inna szlachta była, zwyczajem powstania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Burzliwa i niezmiernie skora do wieszania. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Hrabia miał czas ostygnąć z zapału i gniewu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przemyślał, jakby skończyć bój bez krwi rozlewu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc rodzinę Sopliców w domu zamknąć każe &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako więźniów wojennych; u drzwi stawi straże. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wtem «Hejże na Sopliców!» Wpada szlachta hurmem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obstępuje dwór wkoło i bierze go szturmem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tym łacniej, że wódz wzięty i pierzchła załoga; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz zdobywcy chcą bić się, wyszukują wroga. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do domu niewpuszczeni biegą do folwarków, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do kuchni. Gdy do kuchni weszli, widok garków, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ogień ledwie zagasły, potraw zapach świeży, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chrupanie psów gryzących ostatki wieczerzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chwyta wszystkich za serca, myśl wszystkich odmienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Studzi gniewy, zapala potrzebę jedzenia. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Marszem i całodziennym znużeni sejmikiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jeść! jeść!» po trzykroć zgodnym wezwali okrzykiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odpowiedziano: «Pić! pić!»; między szlachty zgrają &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stają dwa chóry: ci pić, a ci jeść wołają. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odgłos leci echami; gdzie tylko dochodzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzbudza oskomę w ustach, głód w żołądkach rodzi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tak na dane z kuchni hasło, niespodzianie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozeszła się armija na furażowanie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Gerwazy, od pokojów Sędziego odparty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ustąpić musiał przez wzgląd dla Hrabiowskiej warty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc nie mogąc zemścić się na nieprzyjacielu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myślił o drugim wielkim tej wyprawy celu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako człek doświadczony i biegły w prawnictwie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chce Hrabiego osadzić na nowym dziedzictwie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Legalnie i formalnie: więc za Woźnym biega, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż go po długich śledztwach za piecem dostrzega, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wnet porywa za kołnierz, na dziedziniec wlecze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zmierzywszy mu w piersi Scyzoryk, tak rzecze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Panie Woźny, pan Hrabia śmie waćpana prosić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Abyś raczył przed szlachtą bracią wnet ogłosić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Intromisyją Hrabi do zamku, do dworu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sopliców, do wsi, gruntów zasianych, ugoru, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słowem, &lt;em class="foreign-word"&gt;cum gais, boris et graniciebus&lt;/em&gt;, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Kmetonibus, scultetis, et omnibus rebus&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Et quibusdam aliis&lt;/em&gt;. Jak tam wiesz, tak szczekaj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic nie opuszczaj!» «Panie Kluczniku, zaczekaj &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— Rzekł śmiało, ręce za pas włożywszy Protazy — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gotów jestem wypełniać wszelkie stron rozkazy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale ostrzegam, że akt nie będzie miał mocy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wymuszony przez gwałty, ogłoszony w nocy». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Co za gwałty — rzekł Klucznik — tu nie ma napaści, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak proszę pana grzecznie; jeśli ciemno waści, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To Scyzorykiem skrzesam ognia, że waszeci &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaraz w ślepiach jak w siedmiu kościołach zaświeci». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Gerwazeńku — rzekł Woźny — po co się tak dąsać? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jestem Woźny, nie moja rzecz sprawę roztrząsać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak wiadomo, że strona Woźnego zaprasza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dyktuje mu, co chce, a Woźny ogłasza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Woźny jest posłem prawa, a posłów nie karzą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wiem tedy, za co mnie trzymacie pod strażą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wnet akt spiszę, niech mi kto latarkę przyniesie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A tymczasem ogłaszam: bracia, uciszcie się!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;I by donośniej mówić, wstąpił na stos wielki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Belek (pod płotem sadu suszyły się belki), &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wlazł na nie i zarazem jakby go wiatr zdmuchnął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zniknął z oczu. Słyszano, jak w kapustę buchnął; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widziano, po konopiach ciemnych jego biała &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Konfederatka niby gołąb przeleciała. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Konewka strzelił w czapkę, ale chybił celu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem zatrzeszczały tyki, już Protazy w chmielu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Protestuję!» zawołał; pewny był ucieczki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo za sobą miał łozę i bagniska rzeczki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Po tej protestacyi, która się ozwała &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak na zdobytych wałach ostatni strzał działa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ustał już wszelki opór w Soplicowskim dworze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szlachta głodna plądruje, zabiera co może: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kropiciel, stanowisko zająwszy w oborze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jednego wołu i dwa cielce w łby zakropił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Brzytewka im szable w gardzielach utopił; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szydełko równie czynnie używał swej szpadki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kabany i prosięta koląc pod łopatki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już rzeź zagraża ptastwu. Czujne gęsi stado, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co niegdyś ocaliło Rzym przed Galów zdradą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Darmo gęga o pomoc; zamiast Manlijusza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wpada w kotuch Konewka, jedne ptaki zdusza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A drugie żywcem wiąże do pasa kontusza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Próżno gęsi szyjami wywijając, chrypią, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Próżno gęsiory sycząc, napastnika szczypią; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On bieży osypany iskrzącym się puchem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Unoszony jak kółmi gęstych skrzydeł ruchem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdaje się być chochlikiem, skrzydlatym złym duchem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ale rzeź najstraszniejsza, chociaż najmniej krzyku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Między kurami. Młody Sak wpadł do kurniku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z drabinek, stryczkami łowiąc, ciągnie z góry &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kogutki i szurpate, i czubate kury, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedne po drugich dusi i składa do kupy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ptastwo piękne, karmione perłowymi krupy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niebaczny Saku, jakiż zapał cię unosi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nigdy już odtąd gniewnej nie przebłagasz Zosi.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Gerwazy przypomina starodawne czasy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każe sobie podawać od kontuszów pasy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nimi z Soplicowskiej piwnicy dobywa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Beczki starej siwuchy, dębniaku i piwa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedne wnet odgwożdżono, a drugie ochoczo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szlachta, gęsta jak mrowie, porywają, toczą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do zamku; tam na nocleg cały tłum się zbiera, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam założona główna Hrabiego kwatera. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Nakładają sto ognisk, warzą, skwarzą, pieką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gną się stoły pod mięsem, trunek płynie rzeką; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chce szlachta noc tę przepić, przejeść i prześpiewać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz powoli zaczęli drzemać i poziewać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oko gaśnie za okiem, i cała gromada &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiwa głowami, każdy, gdzie siedział, tam pada: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten z misą, ten nad kotłem, ten przy wołu ćwierci. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak zwycięzców zwyciężył w końcu sen, brat śmierci. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/pan-tadeusz/"&gt;Adam Mickiewicz, „Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Nemrod</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/schulz-sklepy-cynamonowe/08/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/schulz-sklepy-cynamonowe/08/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;
Nemrod
&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;
Cały sierpień owego roku przebawiłem się z małym, kapitalnym pieskiem, który pewnego dnia znalazł się na podłodze naszej kuchni, niedołężny i piszczący, pachnący jeszcze mlekiem i niemowlęctwem, z nie uformowanym, okrągławym, drżącym łebkiem, z łapkami jak u kreta rozkraczonymi na boki i z najdelikatniejszą, mięciutką sierścią.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Od pierwszego wejrzenia zdobyła sobie ta kruszynka życia cały zachwyt, cały entuzjazm chłopięcej duszy.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Z jakiego nieba spadł tak niespodzianie ten ulubieniec bogów, milszy sercu od najpiękniejszych zabawek? Że też stare, zgoła nieinteresujące pomywaczki wpadają niekiedy na tak świetne pomysły i przynoszą z przedmieścia — o całkiem wczesnej, transcendentalnie porannej godzinie — takiego oto pieska do naszej kuchni.
&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział ósmy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/08/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/08/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział ósmy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ursusa nikt nie zatrzymał, nikt nie zapytał nawet, co czyni. Ci z gości, którzy nie leżeli pod stołem, nie pilnowali już swych miejsc, więc służba, widząc olbrzyma niosącego na ręku biesiadniczkę, sądziła, że to jakiś niewolnik wynosi pijaną swoją panią. Zresztą Akte szła z nimi i obecność jej usuwała wszelkie podejrzenia.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W ten sposób wyszli z triclinium do przyległej komnaty, a stamtąd na galerię wiodącą do mieszkania Akte.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ligię opuściły siły tak dalece, że ciężyła jak martwa na ramieniu Ursusa. Ale gdy oblało ją chłodne i czyste poranne powietrze, otworzyła oczy. Na świecie czyniło się coraz widniej. Po chwili, idąc kolumnadą, skręcili w boczny portyk wychodzący nie na dziedziniec, ale na pałacowe ogrody, w których wierzchołki pinij i cyprysów rumieniły się już od zorzy porannej. W tej części gmachu było pusto, a odgłosy muzyki i wrzaski biesiadne dochodziły ich coraz niewyraźniej. Ligii wydało się, że wyrwano ją z piekła i wyniesiono na jasny świat boży. Było jednak coś poza tym ohydnym triclinium. Było niebo, zorze, światło i cisza. Dziewczynę chwycił nagły płacz i tuląc się do ramienia olbrzyma, poczęła powtarzać ze łkaniem:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział VIII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/08/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/08/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;VIII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Gospodarzem klasy pierwszej oddziału A był pan Rudolf Leim, nauczyciel łaciny w klasach niższych. Należał on do grupy starszych profesorów i weteranów szkoły. Pochodził z rodziny niemieckiej, która dawno przywędrowała do kraju i na poły się spolszczyła. Profesor Leim skończył onego czasu nauki uniwersyteckie w Lipsku i od niepamiętnych czasów wykładał w szkołach jeszcze wojewódzkich historię powszechną, języki starożytne i niemiecki. Z usposobienia i fachu niejako był zajadłym, zakamieniałym historykiem. Przez całe życie układał jakieś niesłychanie szczegółowe i dowcipne tablice synchronistyczne. Po zamianie szkół wojewódzkich w Klerykowie na gimnazjum rosyjskie Leim utrzymał się na posadzie, ale zepchnięty został do ostatnich szeregów. Po rosyjsku źle mówił, wykład historii powszechnej (a właściwie „rosyjskiej w związku z powszechną”) mógł być prowadzony tylko przez Rosjanina, więc Leim z najcelniejszego ongi nauczyciela zjechał do klasy pierwszej. Z łaski dawano mu jeszcze gospodarstwo w jakiejś paralelce, co nabawiało go mnóstwa kłopotu, ale czyniło kilkaset rubli.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział VIII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/08/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/08/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ VIII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Noc bladła. Ludzie mieli już siadać na wielbłądy, gdy nagle spostrzegli pustynnego wilka, który wtuliwszy ogon pod siebie przebiegł wąwóz o sto kroków od karawany i wydostawszy się na przeciwległe płaskowzgórze biegł dalej z wszelkimi oznakami strachu, jakby uciekał przed jakimś nieprzyjacielem. W egipskich pustyniach nie masz takich dzikich zwierząt, przed którymi wilki czułyby trwogę, i dlatego widok ten zaniepokoił wielce sudańskich Arabów. Cóż by to być mogło? Czyżby nadchodziła już pogoń? Jeden z Beduinów wdrapał się szybko na skałę, ale zaledwie spojrzał, zsunął się z niej jeszcze prędzej.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Scena VI</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/dziady-dziady-poema-dziady-czesc-iii/08/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/dziady-dziady-poema-dziady-czesc-iii/08/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title" id="sub5"&gt;SCENA VI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Pokój sypialny wspaniały — &lt;em class="person"&gt;Senator&lt;/em&gt; obraca się na łożu i wzdycha — &lt;em class="person"&gt;Dwóch Diabłów&lt;/em&gt; nad głową&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DIABEŁ I&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Spił się, a nie chce spać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Muszę tak długo stać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Łajdaku, cicho leż! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Czy go tam kole jeż? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DIABEŁ II&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Syp mu na oczy mak. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DIABEŁ I&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Zasnął, wpadnę jak zwierz. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DIABEŁ II&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Jako na wróbla ptak. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;OBADWAJ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Duszę do piekła wlec, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Wężami smagać, piec. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BELZEBUB&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Wara! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DWAJ DIABŁY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Coś ty za kmotr? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BELZEBUB&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Belzebub. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DWAJ DIABŁY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;No, i cóż? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BELZEBUB&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Zwierzyny mi nie płosz. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DIABEŁ I&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Ale gdy zaśnie łotr, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Do mnie należy sen? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BELZEBUB&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Jak ujrzy noc i żar, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Srogość i mnogość kar, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Zlęknie się naszych scen; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Przypomni jutro sen, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Może poprawić się, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Jeszcze daleko zgon. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DIABEŁ II&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;wyciągając szpony&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Pozwól zabawić się — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Co ty o niego drżysz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Gdy poprawi się on, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Ja każę święcić się &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;I wezmę w ręce krzyż. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BELZEBUB&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Jak zbyt nastraszysz raz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Gotów przypomnieć sen, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Gotów oszukać nas, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Wypuścisz ptaka z rąk. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DIABEŁ I&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;pokazując sennego&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Ależ braciszek ten, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Ten mój najmilszy syn, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Będzież on spał bez mąk? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Nie chcesz? — ja męczę sam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BELZEBUB&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Łotrze, a znasz mój czyn? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Od cara zwierzchność mam! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DIABEŁ I&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Pardon&lt;/em&gt; — cóż każesz Waść? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BELZEBUB&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Możesz na duszę wpaść, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Możesz ją w pychę wzdąć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;A potem w hańbę pchnąć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Możesz w pogardzie wlec &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;I szyderstwami siec, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Ale o piekle cyt! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;My lećmy — fit, fit, fit. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;odlatuje&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DIABEŁ I&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Więc ja za duszę cap; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Aha, łajdaku, drżysz!&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt; &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DIABEŁ II&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Tylko ją bierz do łap &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Lekko, jak kotek mysz. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;WIDZENIE SENATORA&lt;/em&gt;&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;przez sen&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pismo! — to dla mnie — reskrypt Jego Carskiej Mości! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Własnoręczny, — ha! ha! ha! — rubli sto tysięcy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Order! — gdzie — lokaj, przypnij — tu. Tytuł książęcy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A! — a! — Wielki Marszałku; a! — pękną z zazdrości: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;przewraca się&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do Cesarza! — przedpokój — oni wszyscy stoją; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nienawidzą mnie wszyscy, kłaniają się, boją. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Marszałek — &lt;em class="foreign-word"&gt;Grand Contrôleur&lt;/em&gt; — ledwie poznasz, w masce. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ach, jakie lube szemrania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Dokoła lube szemrania: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Senator w łasce, w łasce, w łasce, w łasce, w łasce. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, niech umrę, niech umrę śród tego szemrania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak śród nałożnic moich łaskotania! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Każdy się kłania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jestem duszą zebrania. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzą na mnie, zazdroszczą — nos w górę zadzieram: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O rozkoszy! umieram, z rozkoszy umieram! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;przewraca się&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cesarz! — Jego Imperatorska Mość — a! Cesarz wchodzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A! — co? — nie patrzy! zmarszczył brwi — spojrzał ukosem? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach! — Najjaśniejszy Panie — ach! — nie mogę głosem — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głos mi zamarł — ach, dreszcz, pot, — ach! dreszcz ziębi, chłodzi. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, Marszałek! — co? do mnie odwraca się tyłem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyłem, a! senatory, dworskie urzędniki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, umieram, umarłem, pochowany, zgniłem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I toczą mię robaki, szyderstwa, żarciki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uciekają ode mnie. Ha! jak pusto! głucho. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szambelan szelma, szelma! patrz, wyszczyrza zęby — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dbrum — ten uśmiech jak pająk wleciał mi do gęby. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;spluwa&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaki dźwięk! — to kalambur — o brzydka mucho; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;opędza koło nosa&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Lata mi koło nosa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jak osa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I epigramy, żarciki, przytyki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Te szmery, — ach, to świerszcze wlazły mi w ucho: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Moje ucho, moje ucho! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wytrząsa palcem ucho&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaki szmer — kamerjunkry świszczą jak puszczyki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Damy ogonem skrzeczą jak grzechotniki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaki okropny szmer! śmiechy! wrzaski: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Senator wypadł z łaski, z łaski! z łaski, z łaski. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;pada z łóżka na ziemią&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DIABŁY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;zstępują widomie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz duszę ze zmysłów wydrzem, jak z okucia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Psa złego; lecz nie całkiem, nałożym kaganiec, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na wpół zostawim w ciele, by nie tracił czucia; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drugą połowę wleczmy aż na świata kraniec, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie się doczesność kończy, a wieczność zaczyna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie z sumnieniem graniczy piekielna kraina; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I złe psisko uwiążem tam, na pograniczu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam pracuj, ręko moja, tam świstaj, mój biczu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim trzeci kur zapieje, musim z tej męczarni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wrócić zmordowanego, skalanego ducha; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znowu przykuć do zmysłów jako do łańcucha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I znowu w ciele zamknąć jako w brudnej psiarni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/dziady-dziady-poema-dziady-czesc-iii/"&gt;Adam Mickiewicz, „Dziady, część III”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>To lubię</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/ballady-i-romanse/08/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/ballady-i-romanse/08/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;To lubię&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Spojrzyj, Marylo, gdzie się kończą gaje: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W prawo łóz gęsty zarostek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W lewo się piękna dolina podaje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przodem rzeczułka i mostek.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tuż stara cerkiew; w niej puszczyk i sowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obok dzwonnicy zrąb zgniły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A za dzwonnicą chróśniak malinowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A w tym chróśniaku mogiły.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Czy tam bies siedział, czy dusza zaklęta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że o północnej godzinie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nikt, jak najstarszy człowiek zapamięta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miejsc tych bez trwogi nie minie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Bo skoro północ nawlecze zasłony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cerkiew się z trzaskiem odmyka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W pustej zrąbnicy dzwonią same dzwony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W chróstach coś huczy i ksyka.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Czasami płomyk okaże się blady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czasem grom trzaska po gromie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Same się z mogił ruszają pokłady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I larwy stają widomie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Raz trup po drodze bez głowy się toczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To znowu głowa bez ciała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Roztwiera gębę i wytrzeszcza oczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W gębie i w oczach żar pała.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Albo wilk bieży: pragniesz go odegnać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż orlem skrzydłem wilk macha... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dość «zgiń, przepadnij!» wyrzec i przeżegnać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wilk zniknie wrzeszcząc: cha, cha, cha! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Każdy podróżny oglądał te zgrozy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I każdy musiał kląć drogę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten złamał dyszel, ten wywrócił wozy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Innemu zwichnął koń nogę.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ja, chociaż pomnę, nieraz Andrzej stary &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaklinał, nieraz przestrzegał: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śmiałem się z djabłów, nie wierzyłem w czary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tamtędym jeździł i biegał.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Raz, gdy do Ruty jadę w czas noclegu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na moście z końmi wóz staje; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Próżno woźnica przynagla do biegu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hej! krzyczy, biczem zadaje.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Stoją, a potem skoczą z całej mocy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dyszel przy samej pękł szrubie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zostać na polu, samemu i w nocy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To lubię, rzekłem, to lubię!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ledwiem dokończył, aż straszna martwica &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wypływa z blizkich wód toni; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Białe jej szaty, jak śnieg białe lica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ognisty wieniec na skroni.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Chciałem uciekać, padłem zalękniony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Włos dębem stanął na głowie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzyknę: niech będzie Chrystus pochwalony: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Na wieki wieków» odpowie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Ktokolwiek jesteś poczciwy człowieku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coś mię zachował od męki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dożyj ty szczęścia i późnego wieku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pokój tobie i dzięki.» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Widzisz przed sobą obraz grzesznej duszy, — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wkrótce się niebem pochlubię; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Boś ty czyścowej zbawił mię katuszy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tem jednem słówkiem: &lt;em class="author-emphasis"&gt;To lubię&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Dopóki gwiazdy zejdą i dopóki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;We wsi kur pierwszy zapieje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Opowiem tobie, a ty dla nauki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Opowiedz innym me dzieje. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Onego czasu żyłam ja na świecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Marylą zwana przed laty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ojciec mój, pierwszy urzędnik w powiecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Możny, poczciwy, bogaty. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Za życia pragnął sprawić mi wesele; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A żem dostatnia i młoda, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbiegło się zewsząd zalotników wiele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Posag wabił i uroda. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Mnóztwo ich marnej pochlebiało dumie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I to mi było do smaku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że kiedy w licznym kłaniano się tłumie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tłumem gardziłam bez braku.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Przybył i Józio; dwudziestą miał wiosnę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Młody, cnotliwy, nieśmiały: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obce dla niego wyrazy miłosne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć czuł miłosne zapały. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Lecz próżno nędzny w oczach prawie znika, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Próżno i dzień i noc płacze; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W boleściach jego dla mnie radość dzika, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śmiech obudzały rozpacze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Ja pójdę!» mówił ze łzami — «Idź sobie!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poszedł i umarł z miłości... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu nad rzeczułką, w tym zielonym grobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złożone jego są kości. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Odtąd mi życie stało się nielube, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Późne uczułam wyrzuty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz ani sposób wynagrodzić zgubę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani czas został pokuty.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Raz, gdy się w północ z rodzicami bawię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzmaga się hałas, szum, świsty: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyleciał Józio, w straszliwej postawie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak potępieniec ognisty. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Porwał, udusił gęszczą dymnych kłębów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W czyścowe rzucił potoki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie pośród jęku i zgrzytania zębów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Takie słyszałam wyroki:
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Wiedziałaś, że się spodobało Panu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z męża ród tworzyć niewieści, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na osłodzenie mężom złego stanu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na rozkosz, nie na boleści.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Ty, jakbyś w piersiach miała serce z głazu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani cię jęki ubodły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nikt nie uprosił słodkiego wyrazu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przez łzy, cierpienia i modły.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Za taką srogość, długie, długie lata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dręcz się w czyścowej zagubie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Póki mąż jaki z tamecznego świata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie powie na cię choć: &lt;em class="author-emphasis"&gt;lubię&lt;/em&gt;
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Prosił i Józio niegdyś o to słowo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gorzkie łzy lał nieszczęśliwy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prośże ty teraz nie łzą, nie namową, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale przez strachy i dziwy.»
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Rzekł. Mnie natychmiast porwały złe duchy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odtąd już setny rok minie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W dzień męczą, na noc zdejmują łańcuchy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzucam ogniste głębinie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«I w cerkwi, albo na Józia mogile &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niebu i ziemi obrzydła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Muszę podróżnych trwożyć w nocne chwile. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Różne udając straszydła.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Idących w błota zawiodę lub w gaje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jadącym konia uskubię; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A każdy naklnie, nafuka, nałaje — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyś pierwszy wyrzekł: to lubię.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Za to ci spadnie wyroków zasłona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyszłość z pod ciemnych wskażę chmur. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach! i ty poznasz Marylę, lecz ona...» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem na nieszczęście zapiał kur. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Skinęła tylko, widać radość z oczek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mieni się w parę cieniuchną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ginie, jak ginie bladawy obłoczek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy zefiry nań dmuchną...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Patrzę — aż cały wóz stoi na łące. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siadam, powoli strach mija; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Proszę za dusze w czyścu bolejące, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmówić trzy Zdrowaś Marya. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/ballady-i-romanse/"&gt;Adam Mickiewicz, „Ballady i romanse”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom I, rozdział ósmy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/08/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/08/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział ósmy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Księżna Anna nie zdziwiła się zbytnio przyjazdem Juranda ze Spychowa, zdarzało się bowiem często, że wśród ustawicznych pościgów, napadów i walk z sąsiednimi rycerzami niemieckimi porywała go nagła tęsknota za Danusią. Wówczas zjawiał się niespodzianie bądź w Warszawie, bądź w Ciechanowie lub gdziekolwiek czasowo bawił dwór księcia Janusza. Na widok dziecka wybuchał zawsze okropną żałością. Danusia bowiem z upływem lat stawała się tak do matki podobna, że za każdym razem zdawało mu się, że widzi swoją nieboszczkę, taką, jaką niegdyś poznał u księżny Anny w Warszawie. Ludzie myśleli nieraz, że od tej żałości skruszeje w nim wreszcie żelazne, zemście tylko oddane serce. Księżna namawiała też go często, by porzuciwszy swój krwawy Spychów, został przy dworze i przy Danusi. Sam książę, ceniąc jego męstwo i znaczenie, a zarazem chcąc uniknąć kłopotów, na jakie narażały go ustawiczne zajścia graniczne, ofiarował mu urząd miecznika. Zawsze na próżno. Właśnie widok Danusi rozdzierał w nim dawne rany. Po kilku dniach tracił ochotę do jadła, do snu, do rozmowy. Serce poczynało mu się widocznie burzyć i zalewać krwią, a wreszcie znikał z dworu i wracał w swoje bagna spychowskie, by żal i gniew we krwi zatopić. Ludzie wówczas mówili: „Gorze Niemcom! Wcale ci oni nie owce, ale dla Juranda owce, bo on im wilkiem”. Jakoż po upływie pewnego czasu rozchodziły się wieści to o pochwytanych gościach, ochotnikach, którzy szlakiem granicznym dążyli do Krzyżaków, to o popalonych gródkach, to o zagarniętych chłopach lub walkach na śmierć, z których straszny Jurand zawsze wychodził zwycięsko. Przy drapieżnym usposobieniu Mazurów i rycerzy niemieckich, którzy z ramienia Zakonu dzierżyli ziemię i gródki do Mazowsza przyległe, nawet w czasach największego pokoju między książęty mazowieckimi a Zakonem na granicy nie ustawała nigdy wrzawa bojowa. Nawet na ścinanie drzew w boru lub na żniwa mieszkańcy wybierali się z kuszami lub zbrojni w dzidy. Ludzie żyli w niepewności jutra, w ciągłym wojennym pogotowiu, w zatwardziałości serc. Nikt nie przestawał na samej obronie, ale za grabież płacił grabieżą, za pożogę pożogą, za napad napadem. I zdarzało się, że gdy Niemcy przekradali się cicho leśnymi rubieżami, by ubiec jakowyś gródek, porwać chłopów lub stada, Mazury w tym samym czasie czynili to samo. Nieraz też spotykali się z sobą i bili się do upadłego, często wszakże tylko wodzowie wyzywali się na śmiertelną walkę, po której zwycięzca zabierał poczet pokonanego przeciwnika. Toteż gdy na dwór warszawski przychodziły skargi na Juranda, książę odpowiadał skargami na napady poczynione w innych stronach przez rycerzy niemieckich. W ten sposób, gdy obie strony żądały sprawiedliwości, a nie chciała i nie mogła jej uczynić żadna — wszystkie grabieże, pożogi, napady uchodziły całkiem bezkarnie.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>VIII. Medytacje</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/08/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/08/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;VIII. Medytacje&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Znalazłszy się na ulicy Wokulski stanął na chodniku, jakby namyślając się, dokąd iść. Nie ciągnęło go nic w żadną stronę. Dopiero gdy przypadkiem spojrzał w prawo, na swój nowo wykończony sklep, przed którym już zatrzymywali się ludzie, odwrócił się ze wstrętem i poszedł w lewo.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;„Dziwna rzecz, jak mnie to wszystko mało obchodzi” — rzekł do siebie. Potem myślał o tych kilkunastu ludziach, którym już daje zajęcie, i o tych kilkudziesięciu, którzy od pierwszego maja mieli dostać u niego zajęcie, o tych setkach, dla których w ciągu roku miał stworzyć nowe źródła pracy, i o tych tysiącach, którzy dzięki jego tanim towarom mogliby sobie poprawić nędzny byt — i — czuł, że ci wszyscy ludzie i ich rodziny nic go w tej chwili nie interesują.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>8. Umarli piszą listy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/makuszynski-szatan-z-siodmej-klasy/09/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/makuszynski-szatan-z-siodmej-klasy/09/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;8.&lt;br/&gt; Umarli piszą listy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— On wiedział, że ja coś wiem — mówił Adaś na radzie gabinetowej pod przewodnictwem pana profesora. — Wywnioskował, że jakichkolwiek wieści należy szukać w moim pokoju. Ja pragnąłem schwytać Tatarzyna, a Tatarzyn był mądrzejszy. Panie profesorze! Jestem niepocieszony...&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Rada gabinetowa, w której udział brała poza nimi tylko Wandzia, uchwaliła dwoma głosami, aby się jednak dał pocieszyć, nic bowiem groźnego się nie stało. Spokojnie rozważywszy, nie było powodu do niepokojów. Napastliwa szajka przeczyta łapczywie opowieść księdza Koszyczka i nie będzie mądrzejsza, niż była przedtem. Dowie się, oczywiście, że „francuska tajemnica” została powierzona drzwiom w domku ogrodnika, lecz gdzie są te drzwi? Tego nie wiedzą obie strony. Ta będzie na wierzchu, co je zdoła odnaleźć. Gdyby fałszywy malarz nie był zabrał rękopisu, rada gabinetowa rozporządzałaby dowolnym czasem na poszukiwania, podczas gdy tamci tłukliby się w ciemności. Teraz należy się śpieszyć, aby nie dać się ubiec. Byłoby lekkomyślnością liczenie na grubą niedomyślność wrogów: wzmianka o drzwiach w relacji księdza jest tak wyraźna, że im się rzuci w oczy. Już ten quasi-malarz dowiódł ogromnego sprytu, pogardziwszy stertą książek i papierów i chwyciwszy ten łup, który należało porwać. A porwał go jedynie dlatego, że był starannie owinięty, odłożony i ukryty w szufladzie. Tego właśnie Adaś nie mógł sobie przebaczyć. Znał doskonale głęboko mądrą i przenikliwą opowieść wielkiego pisarza amerykańskiego Edgara Allana Poego, w której wszyscy poszukują ważnego dokumentu, prując meble, zrywając deski podłogi, zaglądając do najciemniejszych zakamarków, podczas gdy dokument sterczał na widoku, tak że należało jedynie sięgnąć ręką, ten bowiem, kto go chciał ukryć, wnioskował przemyślnie, że najtrudniej jest znaleźć coś, co nie jest ukryte. Powiedział jeden roztropny Chińczyk: „Najciemniej jest zawsze pod latarnią!”. Gdyby rękopis księdza Koszyczka leżał na widoku, wśród sterty szpargałów, sterczałby tam do tej chwili. Opryszek byłby przetrząsnął szafę i stół, byłby może rozpruł poduszkę, nie byłoby mu jednak przyszło na myśl, że ważne papiery zostały niedbale porzucone.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>IX. Kładki, na których spotykają się ludzie różnych światów</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/09/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/09/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;IX. Kładki, na których spotykają się ludzie różnych światów&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W Wielki Piątek z rana Wokulski przypomniał sobie, że dziś i jutro hrabina Karolowa i panna Izabela będą kwestowały przy grobach.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;„Trzeba tam pójść i coś dać — pomyślał i wyjął z kasy pięć złotych półimperiałów. — Chociaż — dodał po chwili — posłałem im już dywany, ptaszki śpiewające, pozytywkę, nawet fontannę!... To chyba wystarczy na zbawienie jednej duszy. Nie pójdę.”&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Po południu jednak zrobił sobie uwagę, że może hrabina Karolowa liczy na niego. A w takim razie nie wypada cofać się lub złożyć tylko pięć półimperiałów. Wydobył więc z kasy jeszcze pięć i wszystkie zawinął w bibułkę.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Jesień, rozdział IX</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/09/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/09/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;IX&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zbiegło dni parę od zmówin Jagusinych.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Deszcze ustały, drogi ociekły i stężały nieco, wody spłynęły, że ino po bruzdach, a gdzieniegdzie i po nizinach a łęgach siwiały się mętne kałuże kiej te oczy zapłakane...&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Nadszedł Dzień Zaduszny, szary, bezsłoneczny i martwy, że nawet wiatr nie przegarniał zeschłymi badylami ni chwiał drzewami, co stały ciężko pochylone nad ziemią...&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Bolesna, głucha cisza przygnietła świat.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;A w Lipcach już od rana dzwony biły wolno a bezustannie — i żałosne, rozbolałe dźwięki pojękiwały po omglonych, pustych polach; ponurym głosem żałoby wołały w ten dzień smętny, w ten dzień, co wstał blady, spowity w mgły aż do tych dal zapadłych, aż do tych bezkresów ziemi i nieba, siny, do niezgłębionej topieli podobny.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Księga dziewiąta</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/09/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/09/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;Księga dziewiąta&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3"&gt;Bitwa&lt;/h2&gt;
&lt;div class="note"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;O niebezpieczeństwach wynikających z nieporządnego obozowania — Odsiecz niespodziana — Smutne położenie szlachty — Odwiedziny kwestarskie są wróżbą ratunku — Major Płut zbytnią zalotnością ściąga na siebie burzę — Wystrzał z krócicy, hasło boju — Czyny Kropiciela, czyny i niebezpieczeństwa Maćka — Konewka zasadzką ocala Soplicowo — Posiłki jezdne, atak na piechotę — Czyny Tadeusza — Pojedynek dowódców przerwany zdradą — Wojski stanowczym manewrem przechyla szalę boju — Czyny krwawe Gerwazego — Podkomorzy zwycięzca wspaniałomyślny.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Pan</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/schulz-sklepy-cynamonowe/09/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/schulz-sklepy-cynamonowe/09/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Pan
&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W kącie między tylnymi ścianami szop i przybudówek był zaułek podwórza, najdalsza, ostatnia odnoga, zamknięta między komorę, wychodek i tylną ścianę kurnika — głucha zatoka, poza którą nie było już wyjścia.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Był to najdalszy przylądek, Gibraltar tego podwórza, bijący rozpaczliwie głową w ślepy parkan z poziomych desek, zamykającą i ostateczną ścianę tego świata.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Spod jego omszałych dyli wyciekała strużka czarnej, śmierdzącej wody, żyła gnijącego, tłustego błota, nigdy nie wysychająca — jedyna droga, która przez granice parkanu wyprowadzała w świat. Ale rozpacz smrodliwego zaułka tak długo biła głową o tę zaporę, aż rozluźniła jedną z poziomych, potężnych desek. My, chłopcy, dokonaliśmy reszty i wyważyli, wysunęli ciężką, omszałą deskę z osady. Tak zrobiliśmy wyłom, otworzyliśmy okno na słońce. Stanąwszy nogą na desce, rzuconej jak most przez kałużę, mógł więzień podwórza w poziomej pozycji przecisnąć się przez szparę, która wypuszczała go w nowy, przewiewny i rozległy świat. Był tam wielki, zdziczały, stary ogród. Wysokie grusze, rozłożyste jabłonie rosły tu z rzadka potężnymi grupami, obsypane srebrnym szelestem, kipiącą siatką białawych połysków. Bujna, zmieszana, nie koszona trawa pokrywała puszystym kożuchem falisty teren. Były tam zwykłe, trawiaste źdźbła łąkowe z pierzastymi kitami kłosów; były delikatne filigrany dzikich pietruszek i marchwi; pomarszczone i szorstkie listki bluszczyków i ślepych pokrzyw, pachnące miętą; łykowate, błyszczące babki, nakrapiane rdzą, wystrzelające kiśćmi grubej, czerwonej kaszy. Wszystko to, splątane i puszyste, przepojone było łagodnym powietrzem, podbite błękitnym wiatrem i napuszczone niebem. Gdy się leżało w trawie, było się przykrytym całą błękitną geografią obłoków i płynących kontynentów, oddychało się całą rozległą mapą niebios. Od tego obcowania z powietrzem liście i pędy pokryły się delikatnymi włoskami, miękkim nalotem puchu, szorstką szczeciną haczków, jak gdyby dla chwytania i zatrzymywania przepływów tlenu. Ten nalot delikatny i białawy spokrewniał liście z atmosferą, dawał im srebrzysty, szary połysk fal powietrznych, cienistych zadumań między dwoma błyskami słońca. A jedna z tych roślin, żółta i pełna mlecznego soku w bladych łodygach, nadęta powietrzem, pędziła ze swych pustych pędów już samo powietrze, sam puch w kształcie pierzastych kul mlecznych rozsypywanych przez powiew i wsiąkających bezgłośnie w błękitną ciszę.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rękawiczka</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/ballady-i-romanse/09/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/ballady-i-romanse/09/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Rękawiczka&lt;/h2&gt;
&lt;div class="note"&gt;&lt;p class="paragraph"&gt;(z Schillera)&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Chcąc być widzem dzikich bojów, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już u zwierzyńca podwojów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Król zasiada. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przy nim książęta i panowie Rada; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdzie wzniosły krążył ganek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rycerze obok kochanek. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
 &lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Król skinął palcem, zaczęto igrzysko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spadły wrzeciądze: ogromne lwisko &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z wolna się toczy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podnosi czoło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Milczkiem obraca oczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wokoło; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ziewy rozdarł straszliwie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I kudły zatrząsł na grzywie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wyciągnął cielska brzemię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I obalił się na ziemię. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Król skinął znowu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znowu przemknie się krata: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szybkiemi skoki, chciwy połowu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tygrys wylata. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spoziera z dala, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I kłami błyska, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Język wywala, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ogonem ciska, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I lwa dokoła obiega; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Topiąc wzrok jaszczurczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyje i burczy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Burcząc, na stronie przylega. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Król skinął znowu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znowu podwój otwarty: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z jednego zachowu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwa wyskakują lamparty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łakoma boju, para zajadła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już tygrysa opadła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już się tygrys z niemi drapie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już obydwu trzyma w łapie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem lew podniósł łeb do góry, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zagrzmiał — i znowu cisze — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A dzicz z krwawemi pazury &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obiega, za mordem dysze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dysząc, na stronie przylega. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Wtem leci rękawiczka z krużganków pałacu, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z rączek nadobnej Marty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pada między tygrysa i między lamparty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na środek placu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Marta z uśmiechem rzecze do Emroda: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Kto mię tak kocha, jak po tysiąc razy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czułemi przysiągł wyrazy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj mi teraz rękawiczkę poda». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Emrod przeskoczył zapory, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idzie pomiędzy potwory, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śmiało rękawiczkę bierze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziwią się panie, dziwią się rycerze; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A on w zwycięskiej chwale &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wstępuje na krużganki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam, od radosnej witany kochanki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rycerz jej w oczy rękawiczkę rzucił: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Pani, twych dzięków nie trzeba mi wcale». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To rzekł i poszedł, i więcej nie wrócił. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/ballady-i-romanse/"&gt;Adam Mickiewicz, „Ballady i romanse”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział dziewiąty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/09/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/09/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dziewiąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ligii żal było Pomponii Grecyny, którą kochała z całej duszy, i żal całego domu Aulusów, jednakże rozpacz jej minęła. Czuła nawet pewną słodycz w myśli, że oto dla swej Prawdy poświęca dostatek, wygodę i idzie na życie tułacze i nieznane. Może było w tym trochę i dziecinnej ciekawości, jakim będzie to życie gdzieś w odległych krajach, wśród barbarzyńców i dzikich zwierząt, było wszelako jeszcze więcej głębokiej i ufnej wiary, że postępując w ten sposób, czyni tak, jak nakazał Boski Mistrz, i że odtąd On sam będzie czuwał nad nią jak nad dzieckiem posłusznym i wiernym. A w takim razie cóż złego mogło ją spotkać? Przyjdą-li jakie cierpienia, to ona je zniesie w Jego imię. Przyjdzie-li śmierć niespodziana, to On ją zabierze, i kiedyś, gdy umrze Pomponia, będą razem przez całą wieczność. Nieraz, jeszcze w domu Aulusów, trapiła swą dziecinną główkę, że ona, chrześcijanka, nic nie może uczynić dla tego Ukrzyżowanego, o którym z takim rozczuleniem wspominał Ursus. Lecz teraz chwila nadeszła. Ligia czuła się prawie szczęśliwa i poczęła mówić o swoim szczęściu Akte, która jednak nie mogła jej zrozumieć. Porzucić wszystko, porzucić dom, dostatki, miasto, ogrody, świątynie, portyki, wszystko, co jest piękne, porzucić kraj słoneczny i ludzi bliskich, i dlaczego? Dlatego, by skryć się przed miłością młodego i pięknego rycerza?... W głowie Akte nie chciały się te rzeczy pomieścić. Chwilami odczuwała, że jest w tym słuszność, że może być nawet jakieś ogromne, tajemnicze szczęście, ale jasno nie umiała zdać sobie z tego sprawy, zwłaszcza że Ligię czekało jeszcze przejście, które mogło się źle skończyć i w którym mogła stracić wprost życie. Akte była bojaźliwą z natury i ze strachem myślała o tym, co ów wieczór może przynieść. Lecz o obawach swych nie chciała mówić Ligii, że zaś tymczasem uczynił się dzień jasny i słońce zajrzało do atrium, więc poczęła ją namawiać na spoczynek, potrzebny po bezsennie spędzonej nocy. Ligia nie stawiła oporu i obie weszły do cubiculum, które było obszerne i urządzone z przepychem, skutkiem dawnych stosunków Akte z cezarem. Tam położyły się jedna obok drugiej, lecz Akte mimo zmęczenia nie mogła zasnąć. Od dawna była smutna i nieszczęśliwa, lecz teraz począł ją chwytać jakiś niepokój, którego nie doznawała nigdy przedtem. Dotychczas życie wydawało się jej tylko ciężkim i pozbawionym jutra, teraz wydało się jej nagle bezecnym.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział IX</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/09/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/09/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;IX&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Marcinek stale mieszkał na stancji pani Przepiórkowskiej, uczęszczając do klasy drugiej i trzeciej. Postępy w naukach czynił jakie takie, ale nienadzwyczajne.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Dopiero w drugim półroczu za pobytu w klasie trzeciej wziął się szczerzej do nauki. Wpłynęły na to rozmaite okoliczności.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Na wiosnę, kiedy drzewa w starym parku za kanałem okryły się liśćmi, pensjonarze pani Przepiórkowskiej udawali się tam w sekrecie przed korepetytorem i ukryci w gęstwinie strzelali z pistoletu.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ta stara broń, prawdopodobnie zabytek archeologiczny, była przywieziona z domu przez dardanelskiego Szwarca. Posiadała niezmierny kurek, lufę cokolwiek pękniętą i starą rzeźbioną kolbę.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział IX</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/09/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/09/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ IX&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Khor był szeroki, zasypany na dole kamieniami, między którymi rosły karłowate cierniste krzaki. Południową jego ścianę stanowiły wysokie skały, pełne załamań i rozpadlin. Arabowie rozeznali to wszystko przy świetle cichych, ale coraz częstszych błyskawic. Wkrótce też odkryli w skalistej ścianie rodzaj płytkiej jaskini, a raczej obszerną wnękę, w której ludzie łatwo mogli się pomieścić i w razie wielkiej ulewy znaleźć przed nią schronienie. Wielbłądy pomieściły się też wygodnie na lekkim wzniesieniu, tuż przed wnęką. Beduini i dwaj Sudańczycy pozdejmowali z nich ciężary i siodła, by mogły dobrze wypocząć, a Chamis, syn Chadigiego, zajął się tymczasem ścinaniem krzaków cierniowych na ognisko. Duże, pojedyncze krople deszczu spadały ciągle, ale ulewa rozpoczęła się dopiero wówczas, gdy już ludzie rozłożyli się na nocleg. Z początku były to jakby sznurki wody, potem powrozy, a w końcu zdawało się, że całe rzeki zlatują z niewidzialnych chmur na ziemię. Takie to właśnie dżdże, które zdarzają się raz na kilka lat, wzdymają nawet w zimie wodę w kanałach i w Nilu, a w Adenie napełniają olbrzymie cysterny, bez których miasto nie mogłoby wcale istnieć. Staś nigdy w życiu nie widział nic podobnego. Na dnie khoru począł szumieć potok, wejście do wnęki zasłaniały jakby firanki wody, naokół słychać było tylko plusk i bełkotanie. Wielbłądy stały na wzniesieniu i ulewa mogła co najwyżej sprawić im kąpiel, jednakże Arabowie wyglądali co chwila, czy nie grozi zwierzętom niebezpieczeństwo. Ludziom natomiast miło było siedzieć w zabezpieczonej od deszczu jaskini, przy jasnym ogniu z chrustu, który nie zdążył zamoknąć. Na twarzach malowała się radość. Idrys, który zaraz po przybyciu rozwiązał Stasiowi ręce, aby mógł jeść, zwrócił się teraz do niego i rzekł uśmiechając się wzgardliwie:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Scena VII. Salon warszawski</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/dziady-dziady-poema-dziady-czesc-iii/09/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/dziady-dziady-poema-dziady-czesc-iii/09/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title" id="sub6"&gt;SCENA VII. SALON WARSZAWSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Kilku wielkich &lt;em class="person"&gt;Urzędników&lt;/em&gt;, kilku wielkich &lt;em class="person"&gt;Literatów&lt;/em&gt;, kilka &lt;em class="person"&gt;Dam&lt;/em&gt; wielkiego tonu, kilku &lt;em class="person"&gt;Jenerałów&lt;/em&gt; i &lt;em class="person"&gt;Sztabsoficerow&lt;/em&gt;; wszyscy incognito piją herbatę przy stoliku — bliżej drzwi kilku &lt;em class="person"&gt;Młodych ludzi&lt;/em&gt; i dwóch &lt;em class="person"&gt;Starych Polaków&lt;/em&gt;. Stojący rozmawiają z żywością — towarzystwo stolikowe mówi po francusku, przy drzwiach po polsku&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;PRZY DRZWIACH&lt;/em&gt;&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ZENON NIEMOJEWSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Adolfa&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To i u was na Litwie toż samo się dzieje? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ADOLF&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, u nas gorzej jeszcze, u nas krew się leje! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;NIEMOJEWSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krew? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ADOLF&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie na polu bitwy, lecz pod ręką kata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie od miecza, lecz tylko od pałki i bata. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Rozmawiają ciszej&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;PRZY STOLIKU&lt;/em&gt;&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HRABIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To bal był taki świetny, i wojskowych wiele? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;FRANCUZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja słyszałem, że było pusto jak w kościele. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DAMA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Owszem, pełno — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HRABIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;I świetny? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DAMA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;O tym mówić długo. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KAMERJUNKIER&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Służono najniezgrabniej, choć z liczną usługą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie miałem szklanki wina, ułamku pasztetu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak zawalono całe wniście do bufetu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DAMA I&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W sali tańców zgoła nic nie ugrupowano, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak na raucie angielskim po nogach deptano. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DAMA II&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo to był tylko jeden z prywatnych wieczorów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZAMBELAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przepraszam, bal proszony — mam dotąd bilety. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wyjmuje inwitacje i pokazuje, wszyscy przekonywają się&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DAMA I&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tym gorzej; pomieszano grupy, toalety, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie można było zgoła ocenić ubiorów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DAMA II&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odtąd jak Nowosilcow wyjechał z Warszawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nikt nie umie gustownie urządzić zabawy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie widziałam pięknego balu ani razu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On umiał ugrupować bal na kształt obrazu; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Słychać między mężczyznami śmiech&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DAMA I&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śmiejcie się, Państwo, mówcie, co się wam podoba, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A była to potrzebna w Warszawie osoba. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;PRZY DRZWIACH&lt;/em&gt;&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JEDEN Z MŁODYCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cichowski uwolniony? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ADOLF&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ja znam Cichowskiego. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Właśnie byłem, chciałem się dowiedzieć od niego, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeby między naszymi na Litwie rozgłosić. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ZENON NIEMOJEWSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;My powinniśmy z sobą łączyć się i znosić; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Inaczej, rozdzieleni, wszyscy zginiem marnie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;gadają ciszej&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MŁODA DAMA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;przy nich stojąca&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A jakie on okropne wytrzymał męczarnie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;rozmawiają&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;PRZY STOLIKU&lt;/em&gt;&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JENERAŁ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Literata&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale przeczytaj wreszcie — dajże się uprosić. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LITERAT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja nie umiem na pamięć. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JENERAŁ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zwykłeś z sobą nosić. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Masz przy sobie pod frakiem — a — widzę okładki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Damy chcą słyszeć. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LITERAT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Damy? — a! — to literatki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więcej wierszy francuskich na pamięć umieją &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niźli ja. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JENERAŁ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;idzie mówiąc z &lt;em class="person"&gt;Damami&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tylko niechaj Panie się nie śmieją. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DAMA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Macie robić lekturę? — przepraszam — choć umiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po polsku, ale polskich wierszy nie rozumiem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JENERAŁ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Oficera&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ma racyję po części, bo nudne po trochu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;pokazuje na &lt;em class="person"&gt;Literata&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Opiewa tysiąc wierszy o sadzeniu grochu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Literata&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czytajże, jeśli ciebie nie będziem słuchali — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To patrz — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;pokazując na drugiego &lt;em class="person"&gt;Literata&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;ten nam gazeciarz swe rymy wypali. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śliczna byłaby wszystkim słuchaczom przysługa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz, jak się on zaprasza, jak śmieje się, mruga; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I usta już otworzył jak zdechłą ostrygę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I oko zwrócił wielkie i słodkie jak figę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LITERAT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do siebie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wychodzą — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Jenerała&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Długie wiersze, ja bym piersi strudził. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JENERAŁ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Oficera&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrze, że nie chce czytać, boby nas zanudził. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MŁODA DAMA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;oddzielając się od grupy młodszej, ode drzwi, do stolika&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A to jest rzecz okropna — słuchajcie, Panowie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Adolfa&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj Pan tym Ichmościom o Cichowskim powie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;OFICER WYŻSZY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cichowski wypuszczony? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HRABIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Przesiedział lat tyle &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W więzieniu — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SZAMBELAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ja myśliłem, że leżał w mogile. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do siebie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O takich rzeczach słuchać nie bardzo bezpiecznie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wyjść w środku powieści byłoby niegrzecznie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wychodzi&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HRABIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wypuszczony? — to dziwna. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ADOLF&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie znaleźli winy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MISTRZ CEREMONII&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż tu mówi o winach; — są inne przyczyny — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto długo był w więzieniu, widział, słyszał wiele — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A rząd ma swe widoki, ma głębokie cele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które musi ukrywać. — To jest rzecz rządowa — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tajniki polityczne — myśl gabinetowa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To się tak wszędzie dzieje — są tajniki stanu — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale Pan z Litwy, — a! a! — to jest dziwno Panu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panowie na wsi, to tak chcecie o cesarstwie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiedzieć wszystko, jak gdyby o swym gospodarstwie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;uśmiecha się&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KAMERJUNKIER&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan z Litwy, i po polsku? nie pojmuję wcale — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja myśliłem, że w Litwie to wszystko Moskale. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O Litwie, dalibógże! mniej wiem niż o Chinach — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Constitutionnel&lt;/em&gt; coś raz pisał o Litwinach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale w innych gazetach francuskich ni słowa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Adolfa&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech Pan opowie, — to rzecz ważna, narodowa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STARY POLAK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znałem starych Cichowskich, uczciwa rodzina; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oni są z Galicyi. Słyszałem, że syna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzięli i zamorzyli: — mój krewny daleki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie widziałem go dawno, — o ludzie! o wieki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzy pokolenia przeszły, jak nas przemoc dręczy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Męczyła ojców naszych, — dzieci, wnuków męczy! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ADOLF&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wszyscy zbliżają się i słuchają&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znałem go będąc dzieckiem; — był on wtenczas młody, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żywy, dowcipny, wesół i sławny z urody; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był duszą towarzystwa; gdzie się tylko zjawił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystkich opowiadaniem i żartami bawił; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lubił dzieci, i często brał mię na kolana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U dzieci miał on tytuł «wesołego pana». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pamiętam włosy jego, — nieraz ręce moje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Plątałem w jasnych włosów kędzierzawe zwoje. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzrok pamiętam, — musiał być wesoły, niewinny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo kiedy patrzył na nas, zdawał się dziecinny; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I patrząc na nas, wabił nas do swej źrenicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrząc nań, myśleliśmy, żeśmy rówiennicy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On wtenczas miał się żenić; — pomnę, że przynosił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzieciom dary swej przyszłej i na ślub nas prosił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem długo nie przyszedł, i mówiono w domu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że nie wiedzieć gdzie zniknął, umknął po kryjomu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szuka rząd, ale śladu dotąd nie wytropił, — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec powiedziano: zabił się, utopił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Policyja dowodem stwierdziła domysły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znaleziono płaszcz jego nad brzegami Wisły; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyniesiono płaszcz żonie — poznała — on zginął; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trupa nie znaleziono — i tak rok przeminął. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dlaczegóż on się zabił? — pytano, badano, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żałowano, płakano; wreszcie — zapomniano. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I minęło dwa lata. Jednego wieczora &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więźniów do Belwederu wiedziono z klasztora. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wieczór ciemny i dżdżysty; — nie wiem, czy przypadkiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy umyślnie ktoś był tej procesyi świadkiem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może jeden z odważnych warszawskich młodzieńców, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którzy śledzą pobytu i nazwiska jeńców: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Warty stały w ulicach, głucho było w mieście — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem ktoś zza muru krzyknął: «Więźnie, kto jesteście?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sto ozwało się imion; — śród nich dosłyszano &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jego imię, i żonie nazajutrz znać dano. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pisała i latała, prosiła, błagała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz prócz tego imienia — nic nie posłyszała. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I znowu lat trzy przeszło bez śladu, bez wieści. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz nie wiedzieć kto szerzył w Warszawie powieści, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że on żyje, że męczą, że przyznać się wzbrania &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I że dotąd nie złożył żadnego wyznania; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że mu przez wiele nocy spać nie dozwolano, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że karmiono śledziami i pić nie dawano; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że pojono opijum, nasyłano strachy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Larwy; że łaskotano w podeszwy, pod pachy — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz wkrótce innych wzięto, o innych zaczęli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówić; żona płakała, wszyscy zapomnieli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż niedawno przed domem żony w nocy dzwonią — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otworzono: Oficer i żandarm pod bronią, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I więzień. — On — każą dać pióra i papieru; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podpisać, że wrócony żywy z Belwederu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzięli podpis, i palcem pogroziwszy: «Jeśli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wydasz...» — i nie skończyli; jak weszli, odeszli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To on był. — Biegę widzieć, przyjaciel ostrzega: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Nie idź dzisiaj, bo spotkasz pod wrotami szpiega». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idę nazajutrz, w progu policejskie draby; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idę w tydzień, on sam mię nie przyjmuje, słaby. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż niedawno za miastem w pojeździe spotkałem — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiedziano, że to on, bo go nie poznałem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Utył, ale to była okropna otyłość: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wydęła go zła strawa i powietrza zgniłość; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Policzki mu nabrzmiały, pożółkły i zbladły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W czole zmarszczki pół wieku, włosy wszystkie spadły. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Witam, on mię nie poznał, nie chciał mówić do mnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówię, kto jestem, patrzy na mnie bezprzytomnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdym dawnej znajomości szczegóły powiadał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtenczas on oczy we mnie utopił i badał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach! wszystko, co przecierpiał w swych męczarniach dziennych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wszystko, co przemyślił w swych nocach bezsennych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko poznałem w jednej chwili z jego oka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo na tym oku była straszliwa powłoka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Źrenice miał podobne do kawałków szklanych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które zostają w oknach więzień kratowanych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Których barwa jest szara jak tkanka pajęcza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A które, patrząc z boku, świecą się jak tęcza: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I widać w nich rdzę krwawą, iskry, ciemne plamy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale ich okiem na wskroś przebić nie zdołamy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Straciły przezroczystość, lecz widać po wierzchu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że leżały w wilgoci, w pustkach, w ziemi, w zmierzchu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W miesiąc poszedłem znowu, myśliłem, że zdoła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozpatrzyć się na świecie i pamięć przywoła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz tyle tysięcy dni był pod śledztwa próbą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyle tysięcy nocy rozmawiał sam z sobą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyle lat go badały mękami tyrany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyle lat otaczały słuch mające ściany; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A całą jego było obroną — milczenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A całym jego były towarzystwem — cienie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że już się nie udało wesołemu miastu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgładzić w miesiąc naukę tych lat kilkunastu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słońce zda mu się szpiegiem, dzień donosicielem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Domowi jego strażą, gość nieprzyjacielem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli do jego domu przyjdzie kto nawiedzić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na klamki trzask on myśli zaraz: idą śledzić; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odwraca się i głowę na ręku opiera, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdaje się, że przytomność, moc umysłu zbiera: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ścina usta, by słowa same nie wypadły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oczy spuszcza, by szpiegi z oczu co nie zgadły. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pytany, myśląc zawsze, że jest w swym więzieniu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ucieka w głąb pokoju i tam pada w cieniu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzycząc zawsze dwa słowa: «Nic nie wiem, nie powiem!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I te dwa słowa — jego stały się przysłowiem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I długo przed nim płacze na kolanach żona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dziecko, nim on bojaźń i wstręt swój pokona. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeszłą niewolę lubią opiewać więźniowie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myśliłem, że on ją nam najlepiej opowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyda na jaw spod ziemi i spod straży zbirów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzieje swe, dzieje wszystkich Polski bohatyrów: — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo teraz Polska żyje, kwitnie w ziemi cieniach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jej dzieje na Sybirze, w twierdzach i więzieniach. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I cóż on na pytania moje odpowiedział? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że o swoich cierpieniach sam już nic nie wiedział, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie pomniał. — Jego pamięć zapisana cała &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak księga herkulańska pod ziemią spróchniała: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sam autor zmartwychwstały nie umie w niej czytać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł tylko: «Będą o to Pana Boga pytać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On to wszystko zapisał, wszystko mnie opowie». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Adolf&lt;/em&gt; łzy ociera&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Długie milczenie&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DAMA MŁODA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Literata&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czemu to o tym pisać nie chcecie, Panowie? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HRABIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech to stary Niemcewicz w pamiętniki wsadzi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On tam, słyszałem, różne szpargały gromadzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LITERAT I&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To historyja! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LITERAT II&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Straszna. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KAMERJUNKIER&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dalbóg, wyśmienita. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LITERAT I&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Takich dziejów słuchają, lecz kto je przeczyta? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I proszę, jak opiewać spółczesne wypadki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamiast mitologiji są naoczne świadki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem, jest to wyraźny, święty przepis sztuki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że należy poetom czekać — aż — aż — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JEDEN Z MŁODZIEŻY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Póki? — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wieleż lat czekać trzeba, nim się przedmiot świeży &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak figa ucukruje, jak tytuń uleży? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LITERAT I&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie ma wyraźnych reguł. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LITERAT II&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ze sto lat. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LITERAT I&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;To mało! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LITERAT III&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tysiąc, parę tysięcy — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LITERAT IV&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A mnie by się zdało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że to wcale nie szkodzi, że przedmiot jest nowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szkoda tylko, że nie jest polski, narodowy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nasz naród się prostotą, gościnnością chlubi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nasz naród scen okropnych, gwałtownych nie lubi; — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śpiewać, na przykład, wiejskich chłopców zalecanki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzody, cienie — Sławianie, my lubim sielanki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LITERAT I&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spodziewam się, że Panu przez myśl nie przejedzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby napisać wierszem, że ktoś jadał śledzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja mówię, że poezji nie ma bez poloru, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A polor być nie może tam, gdzie nie ma dworu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwór to sądzi o smaku, piękności i sławie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, ginie Polska! dworu nie mamy w Warszawie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MISTRZ CEREMONII&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie ma dworu! — a to mię dziwi niepomału, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przecież ja jestem mistrzem ceremonijału. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;HRABIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;cicho do &lt;em class="person"&gt;Mistrza&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdybyś Namiestnikowi wyrzekł za mną słówko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moja żona byłaby pierwszą pokojówką. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;głośno&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale próżno, nie dla nas wysokie urzędy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Arystokracja tylko ma u dworu względy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGI HRABIA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;niedawno kreowany z mieszczan&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Arystokracja zawsze swobód jest podporą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech państwo przykład z Wielkiej Brytaniji biorą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Zaczyna się kłótnia polityczna — młodzież wychodzi&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIERWSZY Z MŁODYCH&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A łotry! — o, to kija! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;A *** G ***&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;O, to stryczka, haku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja bym im dwór pokazał, nauczyłbym smaku. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;N***&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzcie, cóż my tu poczniem, patrzcie, przyjaciele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otóż to jacy stoją na narodu czele. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WYSOCKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiedz raczej: na wierzchu. Nasz naród jak lawa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;odchodzą&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/dziady-dziady-poema-dziady-czesc-iii/"&gt;Adam Mickiewicz, „Dziady, część III”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom I, rozdział dziewiąty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/09/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/09/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dziewiąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Następnego dnia nie unikał Jurand bynajmniej Zbyszka ani mu też przeszkadzał w oddawaniu Danusi w drodze rozmaitych przysług, które jako rycerz powinien był jej oddawać. Owszem — Zbyszko, choć wielce w sercu strapiony, zauważył przecie, iż posępny pan ze Spychowa spogląda na niego życzliwie i jakby z żalem, że musiał mu dać tak okrutną odpowiedź. Próbował też młody włodyka niejednokrotnie zbliżyć się do niego i zacząć z nim rozmowę. Po wyruszeniu z Krakowa, w czasie podróży, o sposobność nie było trudno, gdyż obaj towarzyszyli księżnej konno. Jurand, lubo zwykle milczący, rozmawiał dość chętnie, ale gdy tylko Zbyszko chciał dowiedzieć się czegoś o przeszkodach dzielących go od Danusi, rozmowa urywała się nagle, a twarz Jurandowa czyniła się chmurna. Myślał Zbyszko, że księżna wie więcej — upatrzywszy zatem sposobną chwilę, starał się od niej jakąkolwiek wiadomość wydostać, ale ona niewiele także mogła mu powiedzieć.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>9. „Nie pchaj palców między drzwi!”</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/makuszynski-szatan-z-siodmej-klasy/10/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/makuszynski-szatan-z-siodmej-klasy/10/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;9.&lt;br/&gt; „Nie pchaj palców między drzwi!”&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Adaś przemykał się wśród tysiąca ostrożności przez zarośla, starając się nie spuścić z oczu stąpającego powoli „malarza”. Zmierzał on w stronę gościńca. Szedł z pochyloną głową, jakby głęboko zamyślony. Noc była jasna, bo połowa księżyca, jak połowa bochenka chleba, siedziała wśród gwiazd.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Oddaliwszy się od dworu, nieznajomy obejrzał się bacznie, potem usiadłszy pod drzewem, wydobył list i elektryczną latarkę. Osłonił ją dłonią i zaczął czytać, nisko pochylony.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Jesień, rozdział X</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/10/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/10/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;X&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Na ambonie i każdemu z osobna to mówię, ale wy jak te psy tylko nastajecie jeden na drugiego, tylko... — wiatr resztę słów wepchnął mu do gardła, że ksiądz się srodze zakasłał, a Antek nic nie rzekł, szedł w podle i wypatrywał w mrokach, pomiędzy drzewami.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wiatr się podnosił coraz mocniejszy, przewalał się po drodze i tak bił w topole, i miotał nimi, aż się przyginały z jękiem i szumiały rozsrożone.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Księga dziesiąta</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/10/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/10/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;Księga dziesiąta&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3"&gt;Emigracja. Jacek.&lt;/h2&gt;
&lt;div class="note"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Narada tycząca się zabezpieczenia losu zwycięzców — Układy z Rykowem — Pożegnanie — Ważne odkrycie — Nadzieja.&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Owe obłoki ranne, zrazu rozpierzchnione &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak czarne ptaki, lecąc w wyższą nieba stronę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coraz się zgromadzały. Ledwie słońce zbiegło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z południa, już ich stado pół niebios obiegło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ogromną chmurą. Wiatr ją pędził coraz chyżej, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chmura coraz gęstniała, zwieszała się niżej: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż, jedną stroną na wpół od niebios oddarta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ku ziemi wychylona i wszerz rozpostarta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak wielki żagiel, biorąc wszystkie wiatry w siebie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od południa na zachód leciała po niebie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;I była chwila ciszy; i powietrze stało &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głuche, milczące, jakby z trwogi oniemiało. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I łany zbóż, co wprzódy kładąc się na ziemi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I znowu w górę trzęsąc kłosami złotemi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wrzały jak fale, teraz stoją nieruchome &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I poglądają w niebo najeżywszy słomę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zielone przy drogach wierzby i topole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co pierwej, jako płaczki przy grobowym dole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biły czołem, długimi kręciły ramiony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozpuszczając na wiatry warkocz posrebrzony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz jak martwe, z niemej wyrazem żałoby, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stoją na kształt posągów sypilskiej Nijoby. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedna osina drżąca, wstrząsa liście siwe. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Bydło, zwykle do domu powracać leniwe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz zbiega się tłumnie, pasterzy nie czeka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I opuszczając strawę do domu ucieka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Buhaj racicą ziemię kopie, orze rogiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I całą trzodę straszy ryczeniem złowrogiem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krowa coraz ku niebu wznosi wielkie oko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Usta z dziwu otwiera i wzdycha głęboko; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wieprz marudzi w tyle, dąsa się i zgrzyta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I snopy zboża kradnie i na zapas chwyta. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ptastwo skryło się w lasy, pod strzechy, w głąb trawy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko wrony, stadami obstąpiwszy stawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przechadzają się sobie poważnymi kroki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czarne oczy kierują na czarne obłoki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wytknąwszy język z suchej szerokiej gardzieli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I skrzydła roztaczając, czekają kąpieli; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz i te, przewidując nazbyt mocną burzę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już w las ciągną, podobne wznoszącej się chmurze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ostatnia z ptaków, lotem nieścigłym zuchwała &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaskółka, czarny obłok przeszywa jak strzała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wreszcie spada jak kula. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Właśnie w owej chwili &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szlachta z Moskwą okropną walkę zakończyli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I chronią się gromadnie w domy i stodoły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Opuszczają plac boju, gdzie wkrótce żywioły &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stoczą walkę.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Na zachód, jeszcze ozłocona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Świeci ziemia ponuro, żółtawo-czerwona: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już chmura, roztaczając cienie na kształt sieci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyławia resztki światła, a za słońcem leci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gdyby je pochwycić chciała przed zachodem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kilka wichrów raz po raz prześwisnęło spodem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeden za drugim lecą, miecąc krople dżdżyste, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wielkie, jasne, okrągłe, jak grady ziarniste. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Nagle wichry zwarły się, porwały się w poły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Borykają się, kręcą, świszczącymi koły &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krążą po stawach, mącą do dna wody w stawach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wpadły na łąki, świszczą po łozach i trawach. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pryskają łóz gałęzie; lecą traw przekosy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na wiatr jako garściami wyrywane włosy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmieszane z kędziorami snopów. Wiatry wyją, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Upadają na rolę, tarzają się, ryją, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rwą skiby, robią otwór wichrowi trzeciemu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który wydarł się z roli jak słup czarnoziemu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wznosi się, jak ruchoma piramida toczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łbem grunt wierci, z nóg piasek sypie gwiazdom w oczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co krok wszerz wydyma się, roztwiera ku górze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ogromną swą trąbą otrębuje burzę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż z całym tym chaosem wody i kurzawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słomy, liścia, gałęzi, wydartej murawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wichry w las uderzyły i po głębiach puszczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ryknęły jak niedźwiedzie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A już deszcz wciąż pluszczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak z sita, w gęstych kroplach. Wtem rykły pioruny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krople zlały się razem: to jak proste struny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Długim warkoczem wiążą niebiosa do ziemi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To jak z wiader buchają warstami całemi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już zakryły się całkiem niebiosa i ziemia; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Noc je z burzą od nocy czarniejszą, zaciemia. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czasem widnokrąg pęka od końca do końca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I anioł burzy, na kształt niezmiernego słońca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozświeci twarz, i znowu okryty całunem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uciekł w niebo i drzwi chmur zatrzasnął piorunem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znowu wzmaga się burza, ulewa nawalna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ciemność gruba, gęsta, prawie dotykalna. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znowu deszcz ciszej szumi, grom na chwilę uśnie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znowu wzbudzi się, ryknie i znów wodą chluśnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż się uspokoiło wszystko; tylko drzewa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szumią około domu i szemrze ulewa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;W takim dniu pożądany był czas najburzliwszy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo nawałnica, boju plac mrokiem okrywszy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zalała drogi, mosty zerwała na rzece, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z folwarku niedostępną zrobiła fortecę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O tym więc, co się działo w obozie Soplicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś nie mogła rozejść się wieść po okolicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A właśnie zawisł szlachty los od tajemnicy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;W izbie Sędziego ważne toczą się narady. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bernardyn leżał w łóżku; zmordowany, blady &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I skrwawiony, lecz całkiem zdrowy na umyśle, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daje rozkazy, Sędzia wypełnia je ściśle. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prosi Podkomorzego, przyzywa Klucznika, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każe przywieść Rykowa, potem drzwi zamyka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Godzinę całą trwały tajemne rozmowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż je przerwał kapitan Ryków tymi słowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzucając na stół kiesę ciężką dukatami: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Państwo Lachy, już jest ta gadka między wami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że każdy Moskal złodziej: powiedźcież, kto spyta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że znaliście Moskala, który zwan Nikita &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nikitycz Ryków, rotny kapitan, miał osim &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Medalów i trzy krzyże — to pamiętać prosim: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten medal za Oczaków, ten za Izmaiłów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten za bitwę pod Nowi, ten za Prejsiż-Iłów , &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tamten za Korsakowa sławną rejteradę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z pod Zurich; a miał także i za męstwo szpadę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Także od feldmarszałka trzy zadowolnienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwie pochwały cesarskie i cztery wspomnienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko na piśmie...» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;«Ale, ale kapitanie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przerwał Robak — i cóż się tedy z nami stanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli nie chcesz zgodzić się? Wszakże dałeś słowo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Załatwić tę rzecz». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;«Prawda, słowo dam na nowo — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzecze Ryków — ot słowo! Co po waszej zgubie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja człek poczciwy, ja was państwo Lachy lubię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że wy ludzie weseli, dobrzy do wypitki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I także ludzie śmiali, dobrzy do wybitki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U nas ruskie przysłowie: Kto na wozie jedzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bywa często pod wozem; kto dzisiaj na przedzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jutro w tyle; dziś bijesz jutro ciebie biją; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy o to gniew? tak u nas po żołniersku żyją. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skąd by się człowiekowi tyle złości wzięło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gniewać się o przegranę! Oczakowskie dzieło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Było krwawe, pod Zurich zbili nam piechotę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod Austerlicem całą utraciłem rotę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A pierwej wasz Kościuszko pod Racławicami — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byłem sierżantem — wysiekł mój pluton kosami: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I cóż stąd? To ja znowu u Maciejowiców &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabiłem własnym sztykiem dwóch dzielnych szlachciców: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeden był Mokronowski, szedł z kosą przed frontem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I kanonierowi uciął rękę z lontem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oj! wy Lachy! Ojczyzna! ja to wszystko czuję, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja Ryków, car tak każe, a ja was żałuję. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co nam do Lachów? Niechaj Moskwa dla Moskala, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Polska dla Lacha; ale cóż? car nie pozwala!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Sędzia mu na to rzecze: «Panie Kapitanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeś człek poczciwy, wiedzą tu wszyscy ziemianie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U których na kwaterach stałeś od lat wielu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za ten dar nie gniewaj się, dobry przyjacielu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie chcieliśmy cię skrzywdzić; te oto dukaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śmieliśmy złożyć wiedząc, żeś człek niebogaty». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Ach, jegry! — wołał Ryków — cała rota skłuta! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moja rota! a wszystko z winy tego Płuta! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On komendant, on za to przed carem odpowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wy te grosze sobie zabierzcie, panowie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U mnie jest kapitański mój żołd lada jaki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A dosyć mnie na ponczyk i lulkę tabaki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A was lubię, że z wami sobie zjem, popiję, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pohulam, pogawędzę, i tak sobie żyję. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otoż ja was obronię, i jak będzie śledztwo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słowo uczciwe, że dam za wami świadectwo. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiemy, że my przyszli tu z wizytą, pili &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sobie, tańczyli, trochę sobie podchmielili, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Płut przypadkiem ognia zakomenderował, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bitwa! i batalijon tak jakoś zmarnował. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wy, pany, tylko śledztwo pomazujcie złotem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będzie kręcić się. Ale teraz powiem o tem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co już mówiłem temu szlachcicu, co długi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ma rapier, że Płut pierwszy komendant, ja drugi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płut został żywy, może on wam zagiąć kruczka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Takiego, że zginiecie, bo to chytra sztuczka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeba mu gębę zatkać bankowym papierem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;No i cóż, panie szlachcic, ty z długim rapierem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy już byłeś u Płuta? czyś się z nim naradził?» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Gerwazy obejrzał się, łysinę pogładził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiwnął niedbale ręką, jak gdyby znać dawał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że już wszystko załatwił. Lecz Ryków nastawał: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Cóż, czy Płut będzie milczeć, czy słowem zaręczył?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Klucznik zły, że go Ryków pytaniami dręczył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poważnie palec wielki ku ziemi naginał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A potem machnął ręką, jak gdyby przecinał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dalszą rozmowę i rzekł: «Klnę się Scyzorykiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że Płut nie wyda! gadać już nie będzie z nikim!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem dłonie opuścił i palcami chrząsnął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gdyby tajemnicę całą z rąk wytrząsnął. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ten ciemny gest pojęli słuchacze i stali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrząc z dziwem na siebie, wzajem się badali &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I posępne milczenie trwało minut kilka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż Ryków rzekł: «Nosił wilk, ponieśli i wilka!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«&lt;em class="foreign-word"&gt;Requiescat in pace&lt;/em&gt;!» dodał Podkomorzy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Już ci — zakończył Sędzia — był w tym palec Boży! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz ja tej krwi nie winien, jam o tym nie wiedział». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ksiądz porwał się z poduszek i posępny siedział. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec rzekł, spojrzawszy bystro na Klucznika: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Wielki grzech bezbronnego zabić niewolnika! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chrystus zabrania mścić się nawet i nad wrogiem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oj Kluczniku! odpowiesz ty ciężko przed Bogiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedna jest restrykcyja: jeśli popełniono &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie z zemsty głupiej, ale &lt;em class="foreign-word"&gt;pro publico bono&lt;/em&gt;». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Klucznik głową i ręką kiwał wyciągnioną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I mrugając powtarzał: «&lt;em class="foreign-word"&gt;Pro publico bono&lt;/em&gt;!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Więcej nie było mowy o Płucie Majorze; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nazajutrz daremnie go szukano we dworze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daremnie wyznaczano za trupa nagrodę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Major zginął bez śladu, jak gdyby wpadł w wodę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co się z nim stało, różnie powiadano o tem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz nikt pewnie nie wiedział ni wtenczas, ni potem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daremnie pytaniami Klucznika dręczono; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic nie wyrzekł, prócz tych słów: &lt;em class="foreign-word"&gt;pro publico bono&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wojski był w tajemnicy, lecz słowem ujęty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Honorowym, staruszek milczał jak zaklęty. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Po zawarciu układów wyszedł z izby Ryków, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Robak kazał wezwać szlachtę wojowników, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do których Podkomorzy z powagą tak mówi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Bracia! Bóg dziś naszemu szczęścił orężowi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale muszę Wać Państwu wyznać bez ogródki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że z tych niewczesnych bojów złe wynikną skutki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbłądziliśmy i nikt tu z nas nie jest bez winy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ksiądz Robak, że zbyt czynnie rozszerzał nowiny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Klucznik i szlachta, że je pojęła opacznie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wojna z Rosyją jeszcze nieprędko się zacznie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tymczasem, kto miał udział najczynniejszy w bitwie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten nie może bezpieczny zostać się na Litwie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Musicie więc do Księstwa uciekać Panowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A mianowicie Maciej, co się Chrzciciel zowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusz, Konew, Brzytew, niech unoszą głowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za Niemen, gdzie ich czeka zastęp narodowy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;My na was nieobecnych całą winę zwalim &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I na Płuta: tak resztę rodzeństwa ocalim. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żegnam was nie na długo; są pewne nadzieje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że nam z wiosną swobody zorza zajaśnieje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I Litwa, co was teraz żegna jak tułaczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wkrótce jako zwycięskich swych zbawców zobaczy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędzia wszystko, co trzeba, zgotuje na drogę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ja pieniędzmi, ile zdołam, dopomogę». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Czuła szlachta, że mądrze Podkomorzy radził: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiadomo, że kto z ruskim carem raz się zwadził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten już z nim na tej ziemi nie zgodzi się szczérze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I musi albo bić się, albo gnić w Sybirze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc nic nie mówiąc, smutnie po sobie spójrzeli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Westchnęli; na znak zgody głowami skinęli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Polak, chociaż stąd między narodami słynny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że bardziej niźli życie kocha kraj rodzinny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gotów zawżdy rzucić go, puścić się w kraj świata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W nędzy i poniewierce przeżyć długie lata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Walcząc z ludźmi i z losem, póki mu śród burzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyświeca ta nadzieja, że Ojczyźnie służy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Oświadczyli, że zaraz wyjeżdżać gotowi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko się to nie zdało panu Buchmanowi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Buchman, człowiek rozsądny, w bitwę się nie wmieszał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale słysząc, że radzą, głosować pośpieszał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znajdował projekt dobrym, lecz chciał przeinaczyć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dokładniej go rozwinąć, jaśniej wytłumaczyć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A naprzód komisyją legalnie wyznaczyć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Która by rozważyła emigracji cele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Środki, sposoby, tudzież innych względów wiele. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieszczęściem, krótkość czasu była na zawadzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że się nie stało zadość Buchmanowej radzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szlachta żegna się śpiesznie i już w drogę rusza. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ale Sędzia zatrzymał w izbie Tadeusza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rzekł do księdza: «Czas już, żebym ci powiedział &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To, o czymem z pewnością wczoraj się dowiedział: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że nasz Tadeusz szczerze zakochany w Zosi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechajże przed odjazdem o rękę jej prosi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówiłem z Telimeną, już nam nie przeszkadza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zosia także się z wolą opiekunów zgadza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli dziś ślubem pary nie możem uwieńczyć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Toć by ich, panie bracie, przynajmniej zaręczyć &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przed odjazdem; bo serce młode i podróżne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiesz dobrze, jako miewa tentacyje różne; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wszakże, kiedy okiem rzuci na pierścionek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I przypomni młodzieniec, że już jest małżonek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaraz w nim obcych pokus ostyga gorączka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wierzaj mi, wielką siłę ma ślubna obrączka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ja sam przed lat trzydziestu wielki afekt miałem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ku pannie Marcie, której serce pozyskałem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byliśmy zaręczeni; Bóg nie błogosławił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Związkowi temu i mnie sierotą zostawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wziąwszy do chwały swojej nadobną Wojszczankę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjaciela mojego córę Hreczeszankę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pozostała mi tylko pamiątka jej cnoty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jej wdzięków, i ten oto ślubny pierścień złoty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ilekroć nań spojrzałem, zawsze ma nieboga &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stawała przed oczyma: i tak z łaski Boga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dotąd mej narzeczonej dochowałem wiary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nie bywszy małżonkiem, jestem wdowiec stary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chociaż Wojski ma drugą córę dość nadobną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I do mojej kochanej Marty dość podobną!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;To mówiąc, na pierścionek z czułością spozierał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I odwróconą ręką łzy z oczu ocierał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Bracie — kończył — co myślisz? zrobim zaręczyny? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On kocha, a mam słowo ciotki i dziewczyny». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Lecz Tadeusz podbiega i z żywością mówi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Czymże zdołam odwdzięczyć dobremu stryjowi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który tak o me szczęście ustawnie się trudzi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach dobry stryju, byłbym najszczęśliwszy z ludzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyby mi Zosia była dzisiaj zaręczona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdybym wiedział że to jest moja przyszła żona. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przecież powiem otwarcie: dziś, te zaręczyny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do skutku przyjść nie mogą; są różne przyczyny... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie pytaj więcej; jeśli Zosia czekać raczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może mnie wkrótce lepszym, godniejszym obaczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może stałością na jej wzajemność zarobię,  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może troszeczką sławy me imię ozdobię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może wkrótce w ojczyste wrócim okolice; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtenczas, stryju, wspomnę ci twoje obietnice, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtenczas na klęczkach drogą powitam Zosienkę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I jeśli będzie wolna, poproszę o rękę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz porzucam Litwę może na czas długi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może Zosi tymczasem podobać się drugi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więzić jej woli nie chcę; prosić o wzajemność, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na którąm nie zasłużył, byłaby nikczemność». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Gdy te słowa z uczuciem mówił chłopiec młody, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaświeciły mu, jako dwie wielkie jagody &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pereł, dwie łzy na wielkich błękitnych źrenicach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I stoczyły się szybko po rumianych licach. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ale Zosia ciekawa z głębiny alkowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śledziła przez szczelinę tajemne rozmowy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszała, jak Tadeusz po prostu i śmiało &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Opowiedział swą miłość — serce w niej zadrżało — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I widziała tych wielkich dwoje łez w źrenicach. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć dojść nie mogła wątku w jego tajemnicach: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dlaczego ją pokochał? dlaczego porzuca? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie odjeżdża? przecież ją ten odjazd zasmuca. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pierwszy raz posłyszała w życiu z ust młodziana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziwną i wielką nowość: że była kochana. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biegła więc, gdzie stał mały domowy ołtarzyk, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyjęła zeń obrazek i relikwijarzyk; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na obrazku tym była święta Genowefa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A w relikwiji suknia świętego Józefa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oblubieńca, patrona zaręczonej młodzi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z tymi świętościami do pokoju wchodzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Pan odjeżdżasz tak prędko?... Ja panu na drogę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dam podarunek mały i także przestrogę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj pan zawsze z sobą relikwije nosi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ten obrazek, a niech pamięta o Zosi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech pana Pan Bóg w zdrowiu i szczęściu prowadzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I niech prędko szczęśliwie do nas odprowadzi». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Umilkła i spuściła głowę; oczki modre &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ledwie stuliła, z rzęsów pobiegły łzy szczodre; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Zosia z zamkniętymi stojąc powiekami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Milczała, sypiąc łzami jako brylantami. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tadeusz, biorąc dary i całując rękę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł: «Pani! już ja muszę pożegnać panienkę... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bądź zdrowa, wspomnij o mnie i racz czasem zmówić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pacierz za mnie! Zofijo!...» Więcej nie mógł mówić. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Lecz Hrabia, z Telimeną wszedłszy niespodzianie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uważał młodej pary czułe pożegnanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzruszył się i rzuciwszy wzrok ku Telimenie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Ileż — rzekł — jest piękności choć w tej prostej scenie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy dusza pasterki z wojownika duszą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak łódź z okrętem w burzy, rozłączyć się muszą! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaiste! nic tak uczuć w sercu nie rozpala, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako kiedy się serce od serca oddala. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czas jest to wiatr, on tylko małą świecę zdmuchnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wielki pożar od wiatru tym mocniej wybuchnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I moje serce zdolne mocniej kochać z dala. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panie Soplico! miałem ciebie za rywala; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten błąd był jedną z przyczyn naszej smutnej zwady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Która mię przymusiła dostać na was szpady. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Postrzegam błąd mój: boś ty wzdychał ku pasterce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja zaś tej pięknej nimfie oddałem me serce. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech we krwi wrogów nasze utoną urazy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie będziem się zbójczymi rozpierać żelazy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech się inaczej spór nasz zalotny roztrzygnie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Walczmy, kto kogo czuciem miłości wyścignie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zostawim oba drogie serc naszych przedmioty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pośpieszymy obadwa na miecze, na groty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Walczmy z sobą stałością, żalem i cierpieniem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wrogów naszych mężnym ścigajmy ramieniem». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł, na Telimenę spojrzał, ale ona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic nie odpowiadała, strasznie zadziwiona. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Mój Hrabio — przerwał Sędzia — po co chcesz koniecznie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyjeżdżać? Wierz mi, w twoich dobrach siedź bezpiecznie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szlachtę biedną rząd mógłby odrzeć i przechłostać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale ty Hrabio pewien jesteś cały zostać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiesz, w jakim rządzie żyjesz, jesteś dość bogaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wykupisz się od więzień połową intraty». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«To niezgodna — rzekł Hrabia — z moim charakterem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie mogę być kochankiem: będę bohaterem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W miłości troskach, sławy zwę pocieszycielki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy jestem nędzarz sercem, będę ręką wielki». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Telimena pytała: «Któż panu przeszkadza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kochać i być szczęśliwym!» — «Mych przeznaczeń władza — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł Hrabia — ciemność przeczuć, które ruchem tajnym &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rwą się ku stronom obcym, dziełom nadzwyczajnym. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyznaję, że dziś chciałem na cześć Telimenie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U ołtarzów Hymena zapalić płomienie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale mi dał zbyt piękny przykład ten młodzieniec, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sam dobrowolnie ślubny swój zrywając wieniec, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I biegąc serca swego doświadczać w przeszkodach &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmiennych losów i w krwawych wojennych przygodach. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś otwiera się nowa i dla mnie epoka! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brzmiała odgłosem broni mej Birbante-rokka: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oby ten odgłos równie w Polszcze się rozszerzył!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skończył i dumnie szpady rękojeść uderzył. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Jużci — rzekł Robak — trudno ganić tę ochotę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedź, weź pieniądze, możesz usztyftować rotę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak Włodzimierz Potocki, co Francuzów zdziwił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dając na skarb milijon, jak książę Radziwiłł &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dominik, co zastawił dobra swe i sprzęty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dwa uzbroił nowe konne regimenty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedź, jedź, a weź pieniądze: rąk tam dosyć mamy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale grosza brak w Księstwie; jedź wasze, żegnamy». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Telimena smutnymi rzuciwszy oczyma: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Niestety — rzekła — widzę że cię nic nie wstrzyma! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rycerzu mój, w wojenne kiedy wstąpisz szranki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obróć czułe spojrzenie na kolor kochanki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(Tu, wstążkę oderwawszy od sukni, zrobiła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kokardę i na piersiach Hrabi przyszpiliła). &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech cię ten kolor wiedzie na działa ogniste, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na kopije błyszczące i deszcze siarczyste; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kiedy się rozsławisz walecznymi czyny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I gdy nieśmiertelnymi przesłonisz wawrzyny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skrwawiony szyszak i hełm twój zwycięstwem hardy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wtenczas jeszcze oko zwróć do tej kokardy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wspomnij, czyja ten kolor przyszpiliła ręka!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu mu podała rękę. Pan Hrabia przyklęka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Całuje; Telimena zbliżyła do oka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chustkę, a drugim okiem pogląda z wysoka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na Hrabię, który żegnał ją mocno wzruszony. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ona wzdychała, ale ruszyła ramiony. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Lecz Sędzia rzekł: «Mój Hrabio, śpiesz się, bo już późno,» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ksiądz Robak «Dość tego! — wołał z miną groźną, — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śpiesz się wasze!» Tak rozkaz Sędziego i księdza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozdziela czułą parę i z izby wypędza. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tymczasem pan Tadeusz stryja obejmował &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ze łzami i Robaka w rękę pocałował. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Robak, ku piersiom chłopca przycisnąwszy skronie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I na głowie mu na krzyż położywszy dłonie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spojrzał ku niebu i rzekł: «Synu! z Panem Bogiem!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zapłakał... A już był Tadeusz za progiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jak to? — zapytał Sędzia — nic mu brat nie powie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I teraz? Biedny chłopiec, jeszcze się nie dowie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O niczym przed odjazdem?...» «Nie — rzekł ksiądz — o niczym &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(Płacząc długo z zakrytym rękami obliczem). &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I po cóż by miał wiedzieć biedny, że ma ojca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który się skrył przed światem jak łotr, jak zabojca? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bóg widzi, jak pragnąłbym: ale z tej pociechy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zrobię Bogu ofiarę za me dawne grzechy». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Więc — rzecze Sędzia — teraz czas myśleć o sobie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uważ, że człowiek w twoim wieku i chorobie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie zdołałby z innymi razem emigrować; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówiłeś, że wiesz domek, gdzie się masz przechować: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiedz gdzie? Śpieszmy, czeka zaprzężona bryka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy nie najlepiej w puszczę, do chaty leśnika?» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Robak kiwając głową rzekł: «Do jutra rana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mam czas. Teraz, mój bracie, poślij do plebana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby tu jak najrychlej przybył z wijatykiem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oddal stąd wszystkich, zostań tylko sam z Klucznikiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamknij drzwi». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Sędzia spełnił Robaka rozkazy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I usiada na łóżko przy nim; a Gerwazy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stoi, łokieć przytwierdza na głowni rapiera, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A czoło pochylone na dłoniach opiera. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Robak, nim zaczął mówić, w Klucznika oblicze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzrok utkwił i milczenie chował tajemnicze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A jako chirurg naprzód miękką rękę składa  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na ciele chorującym, nim ostrzem raz zada: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak Robak wyraz bystrych oczu swych złagodził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Długo nimi po oczach Gerwazego wodził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec, jakby ślepym chciał uderzyć ciosem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zasłonił oczy ręką i rzekł mocnym głosem: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Jam jest Jacek Soplica...» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Klucznik na to słowo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pobladnął, pochylił się, i ciała połową &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wygięty naprzód, stanął, zwisł na jednej nodze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak głaz lecący z góry zatrzymany w drodze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oczy roztwierał, usta szeroko rozszerzał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grożąc białymi zęby, a wąsy najeżał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rapier z rąk upuszczony przy ziemi zatrzymał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kolanami i głownię prawą ręką imał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cisnąc ją: rapier z tyłu za nim wyciągniony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Długim czarnym swym końcem chwiał się w różne strony; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I Klucznik był podobny rysiowi rannemu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który z drzewa ma skoczyć w oczy myśliwemu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wydyma się kłębuszkiem, mruczy, krwawe ślepie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyiskrza, wąsy rusza i ogonem trzepie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Panie Rębajło — rzekł ksiądz — już mię nie zatrwożą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gniewy ludzkie, bo jestem już pod ręką Bożą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaklinam cię na imię Tego, co świat zbawił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I na krzyżu zabójcom swoim błogosławił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I przyjął prośbę łotra: byś się udobruchał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I to, co mam powiedzieć, cierpliwie wysłuchał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sam przyznałem się: muszę dla ulgi sumienia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pozyskać, a przynajmniej prosić przebaczenia: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Posłuchaj mej spowiedzi; potem zrobisz sobie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ze mną, co zechcesz». I tu złożył ręce obie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak do pacierza. Klucznik cofnął się zdumiony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uderzał ręką w czoło i ruszał ramiony. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;A ksiądz zaczął swą dawną z Horeszką zażyłość &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Opowiadać i swoją z jego córką miłość, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I swe z tego powodu z Stolnikiem zatargi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz mówił nieporządnie, często mieszał skargi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I żale we swą spowiedź, często rzecz przecinał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gdyby już ją kończył, i znowu zaczynał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Klucznik, dzieje Horeszków znający dokładnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Całą tę powieść, chociaż splątaną bezładnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Porządkował w pamięci i dopełniać umiał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz Sędzia wielu rzeczy zgoła nie rozumiał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oba pilnie słuchali pochyliwszy głowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Jacek mówił coraz wolniejszymi słowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I często zarywał się: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Wszak sam wiesz, Gerwazeńku, jak Stolnik zapraszał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Często mnie na biesiady, zdrowie moje wnaszał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzyczał nieraz, do góry podniósłszy szklanicę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że nie miał przyjaciela nad Jacka Soplicę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak on mnie ściskał! Wszyscy, którzy to widzieli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myślili, że on ze mną duszą się podzieli... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On przyjaciel?... On wiedział, co się wtenczas działo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W duszy mojej!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tymczasem już szeptała o tym okolica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaki taki gadał mi: »Ej, panie Soplica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daremnie konkurujesz: dygnitarskie progi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za wysokie na Jacka podczaszyca nogi.« &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja śmiałem się, udając że drwiłem z magnatów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z córek ich, i nie dbam o arystokratów; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że jeśli bywam u nich, z przyjaźni to robię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A za żonę nie pojmę, tylko równą sobie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przecież, bodły mi duszę do żywca te żarty: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byłem młody, odważny, świat był mnie otwarty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W kraju, gdzie, jako wiecie, szlachcic urodzony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest zarówno z panami kandydat korony! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszakże Tęczyński niegdyś z królewskiego domu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żądał córy, a król mu oddał ją bez sromu.  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sopliców czyż nie równe Tęczyńskim zaszczyty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krwią, herbem, wierną służbą Rzeczypospolitej? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jak łatwo może człowiek popsuć szczęście drugim &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W jednej chwili, a życiem nie naprawi długim! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedno słowo Stolnika: jakże byśmy byli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczęśliwi! Kto wie, może dotąd byśmy żyli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może i on przy swoim kochanym dziecięciu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przy swojej pięknej Ewie, przy swym wdzięcznym zięciu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zestarzałby spokojny, może wnuki swoje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kołysałby!... Teraz co?... Nas zgubił oboje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I sam... i to zabójstwo... i wszystkie następstwa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tej zbrodni, wszystkie moje biedy i przestępstwa!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja skarżyć nie mam prawa: ja jego morderca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja skarżyć nie mam prawa: przebaczam mu z serca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale i on... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Żeby już raz otwarcie był mnie zrekuzował!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo znał nasze uczucia... Gdyby nie przyjmował &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mych odwiedzin: to kto wie? może bym odjechał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pogniewał się, połajał, w końcu go zaniechał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale on, chytrze dumny, wpadł na koncept nowy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Udawał, że mu nawet nie przyszło do głowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeby ja mógł się starać o związek takowy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A byłem mu potrzebnym: miałem zachowanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U szlachty i lubili mnie wszyscy ziemianie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc on niby miłości mojej nie dostrzegał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjmował mnie jak dawniej, a nawet nalegał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Abym częściej przyjeżdżał; a ilekroć sami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byliśmy, widząc oczy me przyćmione łzami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pierś zbyt pełną i już wybuchnąć gotową, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chytry starzec, wnet wrzucił obojętne słowo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O procesach, sejmikach, łowach... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ach, nieraz przy kieliszkach, gdy się tak rozrzewniał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy mię tak ściskał i o przyjaźni zapewniał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potrzebując mej szabli lub kreski na sejmie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy musiałem nawzajem ściskać go uprzejmie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To tak we mnie złość wrzała, że ja obracałem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ślinę w gębie, a dłonią rękojeść ściskałem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcąc plunąć na tę przyjaźń i wnet szabli dostać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale Ewa, zważając mój wzrok i mą postać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgadywała, nie wiem jak, co się we mnie działo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzyła błagająca, lice jej bledniało; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A był to taki piękny gołąbek łagodny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wzrok miała uprzejmy taki! tak pogodny! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Taki anielski, że już nie wiem, już nie miałem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odwagi zagniewać jej, zatrwożyć — milczałem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ja, zawadyjaka sławny w Litwie całéj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co przede mną największe pany niegdyś drżały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Com nie żył dnia bez bitki, co, nie Stolnikowi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale bym się pokrzywdzić nie dał i królowi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co we wściekłość najmniejsza wprawiała mnie sprzeczka: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja wtenczas, zły i pjany, milczał jak owieczka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gdybym Sanktissimum ujrzał! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ileż to razy chciałem serce me otworzyć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I już się nawet przed nim do próśb upokorzyć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz spojrzawszy mu w oczy, spotkawszy wejrzenia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zimne jak lód, wstyd mi było mojego wzruszenia; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śpieszyłem znowu jak najzimniej dyskurować &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O sprawach, o sejmikach, a nawet żartować!! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko to, prawda, z pychy: żeby nie ubliżyć &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Imieniowi Sopliców, żeby się nie zniżyć &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przed panem prośbą próżną, nie dostać odmowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo jakież by to były między szlachtą mowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyby wiedziano, że ja Jacek... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Soplicy Horeszkowie odmówili dziewkę! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że mnie, Jackowi, czarną podano polewkę! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;W końcu sam już nie wiedząc, jak sobie poradzić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Umyśliłem ze szlachty mały pułk zgromadzić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I opuścić na zawsze powiat i ojczyznę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wynieść się gdzie na Moskwę lub na Tatarszczyznę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zacząć wojnę. Jadę pożegnać Stolnika, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W nadziei, że gdy ujrzy wiernego stronnika, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dawnego przyjaciela, prawie domownika, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z którym pił i wojował przez tak długie lata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz żegnającego i kędyś w kraj świata &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jadącego — że może starzec się poruszy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pokaże mi przecież trochę ludzkiej duszy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak ślimak rogów! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ach, kto choć na dnie serca ma dla przyjaciela &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choćby iskierkę czucia, gdy się z nim rozdziela, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobędzie się iskierka ta przy pożegnaniu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako ostatni płomyk życia przy skonaniu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Raz ostatni dotknąwszy przyjaciela skroni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Częstokroć najzimniejsze oko łzę uroni! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Biedna, słysząc o moim odjeździe, pobladła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bez przytomności, ledwie że trupem nie padła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie mogła nic przemówić: aż się jej rzuciły &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Strumieniem łzy — poznałem, jak byłem jej miły!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Pomnę, pierwszy raz w życiu jam się łzami zalał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z radości i z rozpaczy, zapomniał się, szalał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już chciałem znowu upaść ojcu jej pod nogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wić się jak wąż u kolan, wołać: »Ojcze drogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Weź za syna lub zabij!« Wtem Stolnik posępny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zimny jako słup soli, grzeczny, obojętny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszczął dyskurs — o czym? o czym? o córki weselu!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W tej chwili! O Gerwazy! uważ, przyjacielu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Masz ludzkie serce!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Stolnik rzekł: »Panie Soplica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Właśnie przyjechał do mnie swat kasztelanica; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty jesteś mój przyjaciel, cóż ty mówisz na to? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiesz wasze, że mam córkę piękną i bogatą: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kasztelan — witebski! Wszakże to w senacie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niskie, drążkowe krzesło. Cóż mi radzisz, bracie?« &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie pamiętam już zgoła co mu na to rzekłem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podobno nic — na konia wsiadłem i uciekłem!...» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Jacku! zawołał Klucznik, mądre ty przyczyny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wynajdujesz: cóż? one nie zmniejszą twej winy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo wszakże zdarzało się już nieraz na świecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że kto pokochał pańskie lub królewskie dziecię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Starał się gwałtem zdobyć, przemyślał wykradać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mścił się otwarcie — ale tak chytrze śmierć zadać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panu polskiemu, w Polszcze — i w zmowie z Moskalem!»
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Nie byłem w zmowie — Jacek odpowiedział z żalem. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gwałtem porwać? Wszak mógłbym: zza krat i zza klamek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wydarłbym ją, rozbiłbym w puch ten jego zamek! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miałem za sobą Dobrzyn i cztery zaścianki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, gdyby ona była jak nasze szlachcianki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Silna i zdrowa! gdyby ucieczki, pogoni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie zlękła się i mogła słuchać szczęku broni!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz ona biedna! tak ją, rodzice pieścili, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słaba, lękliwa! był to robaczek motyli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiosenna gąsiennica! i tak ją zagrabić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dotknąć ją zbrojną ręką, byłoby ją zabić; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie mogłem, nie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Mścić się otwarcie? szturmem zamek zwalić w gruzy? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wstyd!... bo by powiedziano, żem mścił się rekuzy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kluczniku, twoje serce poczciwe nie umie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uczuć, ile jest piekła w obrażonej dumie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Szatan dumy zaczął mi lepsze plany raić: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zemścić się krwawo, ale powód zemsty taić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie bywać w zamku, miłość z serca wykorzenić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Puścić w niepamięć Ewę, z inną się ożenić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A potem, potem jaką wynaleźć zaczepkę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pomścić się...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;I zdało mi się zrazu, żem już serce zmienił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rad byłem z wymysłu i — jam się ożenił; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z pierwszą, którąm napotkał, dziewczyną ubogą! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Źlem zrobił — jakże byłem ukarany srogo! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie kochałem jej. Biedna matka Tadeusza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Najprzywiązańsza do mnie, najpoczciwsza dusza — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale jam dawną miłość i złość w sercu dusił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byłem jako szalony, darmom siebie musił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zająć się gospodarstwem albo interesem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko na próżno! Zemsty opętany biesem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zły, opryskliwy, znaleźć nie mogłem pociechy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W niczym na świecie — i tak z grzechów w nowe grzechy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zacząłem pić.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;I tak niedługo żona ma z żalu umarła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zostawiwszy to dziecię; a mnie rozpacz żarła! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jakże mocno musiałem kochać tę niebogę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyle lat!... Gdziem ja nie był: a dotąd nie mogę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jej zapomnieć i zawżdy jej postać kochana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stoi mi przed oczyma jakby malowana! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piłem, nie mogłem zapić pamięci na chwilę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani pozbyć się, chociaż przebiegłem ziem tyle! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz oto w habicie jestem Bożym sługą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na łożu, we krwi... o niej mówiłem tak długo! — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W tej chwili, o tych rzeczach mówić? Bóg wybaczy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Musicie wiedzieć, w jakim żalu i rozpaczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Popełniłem... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Było to właśnie wkrótce po jej zaręczynach. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszędzie gadano tylko o tych zaręczynach; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiadano, że Ewa, gdy brała obrączkę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z rąk Wojewody, mdlała, że wpadła w gorączkę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że ma początki suchot, że ustawnie szlocha; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgadywano, że kogoś potajemnie kocha. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale Stolnik, jak zawsze spokojny, wesoły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dawał na zamku bale, zbierał przyjacioły. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnie już nie prosił: na cóż byłem mu potrzebny? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mój bezład w domu, bieda, mój nałóg haniebny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podały mnie na wzgardę i na śmiech przed światem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnie, com niegdyś, rzec mogę, trząsł całym powiatem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnie, którego Radziwiłł nazywał: kochanku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnie, com kiedy wyjeżdżał z mojego zaścianku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To liczniejszy dwór miałem niżeli książęcy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedym szablę dostawał, to kilka tysięcy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szabel błyszczało wkoło, strasząc zamki pańskie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A potem ze mnie śmiały się dzieci włościańskie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak zrobiłem się nagle w oczach ludzkich lichy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jacek Soplica! — Kto zna co jest czucie pychy...» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tu bernardyn osłabiał i upadł na łoże; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Klucznik rzekł wzruszony: «Wielkie sądy Boże! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawda! prawda! Więc to ty? i tyżeś to Jacku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Soplico? pod kapturem? żyłeś po żebracku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty, którego pamiętam, gdy zdrowy, rumiany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piękny szlachcic, gdy tobie pochlebiały pany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy za tobą, kobiety szalały! Wąsalu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie tak dawno! takeś zestarzał się z żalu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakżem ciebie nie poznał po owym wystrzale, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedyś tak do niedźwiedzia trafił doskonale? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo nad ciebie nie miała strzelca Litwa nasza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byłeś także po Maćku pierwszy do pałasza! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawda! o tobie niegdyś śpiewały szlachcianki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Oto Jacek wąs kreci, trzęsą się zaścianki,&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;A komu na swym wąsie węzełek zawiąże,&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Ten zadrży, choćby to był sam Radziwiłł książę.&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawiązałeś ty węzeł i mojemu Panu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieszczęśniku!... I tyżeś? do takiego stanu? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jacek Wąsal kwestarzem? Wielkie sądy Boże!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I teraz, ha! bezkarnie ujść tobie nie może, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przysięgam: kto Horeszków krwi kroplę wysączył...» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tymczasem ksiądz na łożu usiadł i tak kończył: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jeździłem koło zamku. Ile biesów w głowie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I w sercu miałem: kto ich imiona wypowie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stolnik zabija dziecię własne! Mnie już zabił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zniszczył!... Jadę pod bramę: szatan mnie tam wabił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz, jak on hula! Co dzień w zamku pijatyka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ile świec w oknach, jaka brzmi w salach muzyka! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ten zamek na łysą głowę mu nie runie?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Pomyśl o zemście, to wnet szatan broń podsunie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ledwiem pomyślił: szatan nasyła Moskali. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stałem patrząc; wiesz, jak wasz zamek szturmowali. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Bo fałsz, żebym był w jakiej z Moskalami zmowie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Patrzyłem. Różne myśli snuły się po głowie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zrazu z uśmiechem głupim, jak na pożar dziecko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzyłem; potem radość uczułem zbójecką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czekając rychło zacznie palić się i walić; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czasem myśl przychodziła skoczyć, ją ocalić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nawet Stolnika... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Broniliście się, ty wiesz, dzielnie i przytomnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdziwiłem się. Moskale padali wkoło mnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bydlęta, źle strzelają! Na widok ich klęski &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złość mię znowu porwała. — Ten Stolnik zwycięski! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I także mu na świecie wszystko się powodzi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z tej strasznej napaści z tryumfem wychodzi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odjeżdżałem ze wstydem. Właśnie był poranek. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem ujrzałem, poznałem. Wystąpił na ganek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I brylantową szpinką ku słońcu migotał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wąs pokręcał dumnie, i wzrok dumny miotał... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zdało mi się, że mnie szczególniej urągał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że mnie poznał i ku mnie rękę tak wyciągał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szydząc i grożąc... Chwytam karabin Moskala, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ledwiem przyłożył, prawie nie mierzył — wypala! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiesz!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Przeklęta broń ognista!... Kto mieczem zabija, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Musi składać się, natrzeć, odbija, wywija, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może rozbroić wroga, miecz wpół drogi wstrzymać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale ta broń ognista... dosyć zamek imać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chwila, jedna iskierka... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Czyż uciekałem, kiedyś mierzył do mnie z góry? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Utkwiłem oczy we dwie twojej broni rury; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozpacz jakaś, żal dziwny do ziemi mnie przybił! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czemuż? ach mój Gerwazy, czemuś wtenczas chybił? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łaskę byś zrobił!... Widać, za pokutę grzechu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeba było...» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tu znowu brakło mu oddechu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Bóg widzi — rzecze Klucznik — szczerze trafić chciałem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ileż ty krwi wylałeś twoim jednym strzałem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ileż klęsk spadło na nas i na twą rodzinę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wszystko to przez waszą, panie Jacku, winę! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wszakże, gdy dziś jegry Hrabię na cel wzięli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ostatniego z Horeszków chociaż po kądzieli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyś go zasłonił, i gdy Moskal do mnie palił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyś mnie rzucił o ziemię: tak nas dwóch ocalił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli prawda, że jesteś księdzem zakonnikiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jużci sukienka broni cię przed Scyzorykiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bądź zdrów, więcej na waszym nie postanę progu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z nami kwita, — zostawmy resztę Panu Bogu». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jacek rękę wyciągnął, — cofnął się Gerwazy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Nie mogę — rzekł — bez mego szlachectwa obrazy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dotykać rękę, takim morderstwem skrwawioną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z prywatnej zemsty, nie zaś &lt;em class="foreign-word"&gt;pro publico bono&lt;/em&gt;!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ale Jacek z poduszek na łoże upadłszy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwrócił się ku Sędziemu, a był coraz bladszy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I niespokojnie pytał o księdza plebana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wołał na Klucznika: «Zaklinam waćpana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Abyś został. Wnet skończę. Ledwie mam dość mocy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zakończyć — Panie Klucznik, ja umrę tej nocy!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Co bracie? — krzyknął Sędzia — widziałem, wszak rana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niewielka, co ty mówisz? po księdza plebana? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może źle opatrzono — zaraz po doktora, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W apteczce jest...» Ksiądz przerwał: «Bracie, już nie pora! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miałem tam strzał dawniejszy, dostałem pod Jena, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Źle zgojony, a teraz draśniono: gangrena &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już tu... Znam się na ranach, patrz, jaka krew czarna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak sadza. Co tu doktor?... Ale to rzecz marna. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Raz umieramy: jutro czy dziś oddać duszę — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panie Klucznik, przebaczysz mnie, ja skończyć muszę! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jest w tym zasługa nie chcieć zostać winowajcą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Narodowym, choć naród okrzyczy cię zdrajcą! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwłaszcza, w kim taka, jaka była we mnie duma! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Imię zdrajcy przylgnęło do mnie jako dżuma. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odwracali ode mnie twarz obywatele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uciekali ode mnie dawni przyjaciele; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto był lękliwy, z dala witał się i stronił: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nawet lada chłop, lada Żyd, choć się pokłonił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To mię zboku szyderskim przebijał uśmiechem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyraz zdrajca brzmiał w uszach, odbijał się echem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W domu, w polu. Ten wyraz od rana do zmroku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wił się przede mną, jako plama w chorym oku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przecież nie byłem zdrajcą kraju. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Moskwa mnie uważała gwałtem za stronnika. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dano Soplicom znaczną część dóbr nieboszczyka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Targowiczanie potem chcieli mnie zaszczycić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Urzędem. — Gdybym wtenczas chciał się przemoskwicić! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szatan radził — Już byłem możny i bogaty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdybym został Moskalem, najpierwsze magnaty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szukałyby mych względów; nawet szlachta braty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nawet gmin, który swoim tak łacnie uwłacza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tym którzy Moskwie służą, szczęśliwszym,— przebacza! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiedziałem to, a przecież — nie mogłem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Uciekłem z kraju!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdziem nie był! com nie cierpiał!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Aż Bóg raczył lekarstwo jedyne objawić: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poprawić się potrzeba było i naprawić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ile możności to... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Córka Stolnika ze swym mężem wojewodą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzieś w Sybir wywieziona, tam umarła młodo; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zostawiła tę w kraju córkę, małą Zosię; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kazałem ją hodować... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Bardziej niźli z miłości, może z głupiej pychy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabiłem; więc pokora... wszedłem między mnichy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja, niegdyś dumny z rodu, ja, com był junakiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spuściłem głowę, kwestarz, zwałem się Robakiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że jako robak w prochu... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Zły przykład dla ojczyzny, zachętę do zdrady &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeba było okupić dobrymi przykłady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krwią, poświęceniem się... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Biłem się za kraj; gdzie? jak? zmilczę; nie dla chwały &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ziemskiej biegłem tylekroć na miecze, na strzały.  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Milej sobie wspominam nie dzieła waleczne &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I głośne, ale czyny ciche, użyteczne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I cierpienia, których nikt... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Udało mi się nieraz do kraju przedzierać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozkazy wodzów nosić, wiadomości zbierać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Układać zmowy — znają i Galicyjanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten kaptur mnisi — znają i Wielkopolanie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pracowałem przy taczkach rok w pruskiej fortecy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzy razy Moskwa kijmi zraniła me plecy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Raz już wiedli na Sybir; potem Austryjacy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W Szpilbergu zakopali mnie w lochach do pracy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W &lt;em class="foreign-word"&gt;carcer durum&lt;/em&gt;... a Pan Bóg wybawił mnie cudem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pozwolił umierać między swoim ludem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z sakramentami... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Może i teraz, kto wie? możem znowu zgrzeszył! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Możem nad rozkaz wodzów powstanie przyśpieszył! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta myśl, że dom Sopliców pierwszy się uzbroi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że pierwszą Pogoń w Litwie zatkną krewni moi!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta myśl... zdaje się czysta... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Chciałeś zemsty? masz!... Boś ty był narzędziem kary &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bożej, twoim Bóg mieczem rozciął me zamiary: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyś wątek spisku tyle lat snowany splątał! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cel wielki, który całe życie me zaprzątał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ostatnie moje ziemskie uczucie na świecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którem tulił, hodował jak najmilsze dziecię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyś zabił w oczach ojca — a jam ci przebaczył!  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty!...» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Oby tylko równie Bóg przebaczyć raczył! — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przerwał Klucznik — jeżeli masz przyjąć wijatyk, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Księże Jacku: toć ja nie luter, nie syzmatyk! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto umierającego smuci, wiem, że grzeszy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiem tobie coś, pewnie to ciebie pocieszy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy nieboszczyk Pan mój upadał zraniony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ja klęcząc nad jego piersią pochylony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I miecz maczając w ranę, zemstę zaprzysiągnął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan głowę wstrząsnął, rękę ku bramie wyciągnął &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W stronę, gdzie stałeś, i krzyż w powietrzu naznaczył; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówić nie mógł, lecz dał znak, że zbójcy przebaczył. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja też pojąłem: ale tak się z gniewu wściekłem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że o tym krzyżu nigdy i słowa nie rzekłem». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tu rozmowę przerwały chorego cierpienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nastąpiła długa godzina milczenia. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oczekują plebana. Podkowy zagrzmiały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zastukał do komnaty arendarz zdyszały: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;List ma ważny, samemu Jackowi pokaże. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jacek bratu oddaje, głośno czytać każe. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;List od Fiszera, który był natenczas szefem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sztabu armii polskiej pod Księciem Józefem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Donosi, że w cesarskim tajnym gabinecie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stanęła wojna; cesarz już po całym świecie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ogłasza ją, sejm walny w Warszawie zwołany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I skonfederowane mazowieckie stany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyrzekną uroczyście przyłączenie Litwy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jacek, słuchając, cicho odmówił modlitwy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przycisnąwszy do piersi święconą gromnicę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podniósł w niebo zatlone nadzieją źrenice, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zalał się ostatnich łez rozkosznych zdrojem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Teraz rzekł, Panie, sługę twego puść z pokojem!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszyscy uklękli; a wtem ozwał się pod progiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzwonek: znak, że przyjechał pleban z Panem Bogiem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Właśnie już noc schodziła i przez niebo mleczne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Różowe, biegą pierwsze promyki słoneczne. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wpadły przez szyby jako strzały brylantowe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odbiły się na łożu o chorego głowę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ubrały mu złotem oblicze i skronie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że błyszczał jako święty w ognistej koronie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/pan-tadeusz/"&gt;Adam Mickiewicz, „Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Pan Karol</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/schulz-sklepy-cynamonowe/10/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/schulz-sklepy-cynamonowe/10/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Pan Karol&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;
Po południu w sobotę mój wuj, Karol, wdowiec słomiany, wybierał się pieszo do letniska, oddalonego o godzinę drogi od miasta, do żony i dzieci, które tam na wywczasach bawiły.
&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;
Od czasu wyjazdu żony mieszkanie było nie sprzątane, łóżko nie zaścielane nigdy. Pan Karol przychodził do mieszkania późną nocą, sponiewierany i spustoszony przez nocne pohulanki, przez które go wlokły te dni upalne i puste. Zmięta, chłodna, dziko rzucona pościel była dlań wówczas jakąś błogą przystanią, wyspą zbawczą, do której przypadał statkiem sił jak rozbitek, miotany wiele dni i nocy przez zburzone morze.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Pani Twardowska</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/ballady-i-romanse/10/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/ballady-i-romanse/10/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Pani Twardowska&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Jedzą, piją, lulki palą, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tańce, hulanka, swawola; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ledwie karczmy nie rozwalą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ha, ha! Hi, hi! hejże! hola! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Twardowski siadł w końcu stoła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podparł się w boki jak basza: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;„Hulaj dusza! hulaj!” woła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śmieszy, tumani, przestrasza. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Żołnierzowi, co grał zucha, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystkich łaje i potrąca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Świsnął szablą koło ucha: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już z żołnierza masz zająca. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Na patrona z trybunału, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co milczkiem wypróżniał rondel, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zadzwonił kieską, pomału: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z patrona robi się kondel. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Szewcu w nos wyciął trzy szczutki, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do łba przymknął trzy rureczki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cmoknął: cmok! i gdańskiej wódki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wytoczył ze łba pół beczki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Wtem, gdy wódkę pił z kielicha, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kielich zaświstał, zazgrzytał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzy na dno: — „Co u licha? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po coś tu, kumie, zawitał?” &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Diablik to był w wódce na dnie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Istny Niemiec, sztuczka kusa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skłonił się gościom układnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdjął kapelusz i dał susa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Z kielicha aż na podłogę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pada, rośnie na dwa łokcie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nos jak haczyk, kurzą nogę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I krogulcze ma paznokcie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;„A, Twardowski... witam bracie!” &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To mówiąc, bieży obcesem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;„Cóż to, czyliż mię nie znacie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jestem Mefistofelesem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Wszak ze mnąś na Łysej Górze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Robił o duszę zapisy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cyrograf na byczej skórze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podpisałeś ty i bisy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Miały słuchać twego rymu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty, jak dwa lata przebiegą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miałeś pojechać do Rzymu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;By cię tam porwać jak swego. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Już i siedem lat uciekło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cyrograf nadal nie służy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty, czarami dręcząc piekło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani myślisz o podróży. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Ale zemsta, choć leniwa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nagnała cię w nasze sieci: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta karczma &lt;em class="author-emphasis"&gt;Rzym&lt;/em&gt; się nazywa... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kładę areszt na waszeci”. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Twardowski ku drzwiom się kwapił &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na takie &lt;em class="foreign-word"&gt;dictum acerbum&lt;/em&gt;; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Diabeł za kontusz ułapił: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;„A gdzie jest &lt;em class="foreign-word"&gt;nobile verbum&lt;/em&gt;?” &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Co tu począć? kusa rada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjdzie już nałożyć głową... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twardowski na koncept wpada &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zadaje trudność nową. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;„Patrz w kontrakt, Mefistofilu, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam warunki takie stoją: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po latach tylu a tylu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy przyjdziesz brać duszę moją, &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Będę miał prawo trzy razy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaprząc ciebie do roboty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ty najtwardsze rozkazy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Musisz spełnić co do joty. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Patrz, oto jest karczmy godło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Koń malowany na płótnie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja chcę mu wskoczyć na siodło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A koń niech z kopyta utnie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Skręć mi przy tym biczyk z piasku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żebym miał czym konia chłostać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wymuruj gmach w tym lasku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bym miał gdzie na popas zostać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Gmach będzie z ziarnek orzecha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wysoki pod szczyt Krępaku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z bród żydowskich ma być strzecha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pobita nasieniem z maku. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Patrz, oto na miarę ćwieczek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cal gruby, długi trzy cale: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W każde z makowych ziareczek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wbij mnie takie trzy bretnale”. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Mefistofil duchem skoczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Konia czyści, karmi, poi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem bicz z piasku utoczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I już w gotowości stoi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Twardowski dosiadł biegusa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Probuje podskoków, zwrotów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stępa, galopuje, kłusa — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzy, aż i gmach już gotów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;„No! wygrałeś, panie bisie, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz druga rzecz nieskończona: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeba skąpać się w tej misie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A to jest woda święcona”. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Diabeł kurczy się i krztusi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż zimny pot na nim bije: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz pan każe, sługa musi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skąpał się biedak po szyję. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Wyleciał potem jak z procy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otrząsł się, dbrum! parsknął raźnie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;„Teraz jużeś w naszej mocy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Najgorętsząm odbył łaźnię”. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;„Jeszcze jedno, będzie kwita: &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaraz pęknie moc czartowska! — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzaj, oto jest kobiéta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moja żoneczka, Twardowska. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Ja na rok u Belzebuba &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjmę za ciebie mieszkanie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech przez ten rok moja luba &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z tobą jak z mężem zostanie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Przysiąż jej miłość, szacunek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I posłuszeństwo bez granic; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złamiesz choć jeden warunek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już cała ugoda na nic”. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Diabeł do niego pół ucha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pół oka zwrócił do samki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niby patrzy, niby słucha — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tymczasem już blisko klamki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Gdy mu Twardowski dokucza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od drzwi, od okien odpycha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czmychnąwszy dziurką od klucza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dotąd, jak czmycha, tak czmycha. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/ballady-i-romanse/"&gt;Adam Mickiewicz, „Ballady i romanse”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział dziesiąty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/10/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/10/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dziesiąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Dom Winicjusza przybrany był istotnie w zieleń mirtową i bluszcze, z których poczyniono upięcia na ścianach i nad drzwiami. Kolumny okręcono zwojami winogradu. W atrium, nad którego otworem rozciągnięto dla ochrony od nocnego chłodu wełnianą purpurową zasłonę, widno było jak w dzień. Płonęły ośmio- i dwunastopłomienne kaganki, mające kształt naczyń, drzew, zwierząt, ptaków lub posągów trzymających lampy napełnione wonną oliwą, wykutych z alabastru, z marmuru, ze złoconej miedzi korynckiej, nie tak cudnych jak ów sławny świecznik ze świątyni Apollina, którym posługiwał się Nero, ale pięknych i przez sławnych mistrzów rzeźbionych. Niektóre poosłaniane były aleksandryjskim szkłem lub przeźroczymi tkaninami znad Indu, barwy czerwonej, błękitnej, żółtej, fioletowej, tak że całe atrium pełne było różnokolorowych promieni. Wszędy rozchodziła się woń nardu, do której Winicjusz przywykł i którą polubił na Wschodzie. Głąb domu, w której snuły się żeńskie i męskie postacie niewolników, jaśniała także światłem. W triclinium stół był przygotowany na cztery osoby, do uczty bowiem prócz Winicjusza i Ligii miał zasiąść Petroniusz i Chryzotemis.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział X</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/10/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/10/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;X&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Po ukończeniu egzaminów i otrzymaniu przejścia z klasy czwartej do piątej Marcinek spędzał wakacje, jak zwykle, w Gawronkach. Stary pan Borowicz już był wówczas znacznie posunął się w lata, gospodarstwo na folwarku szło gorzej, a w domu widać było z wolna idącą ruinę. Jedzenie gotowała stara kucharka, która onego czasu niańczyła Marcinka, a gotowała, jak jej się żywnie podobało. Talerze były wyszczerbione, łyżki, noże i widelce ginęły, a pozostałe były karykaturami zaginionych. Starszy pan prowadził nieustanną walkę z Małgorzatą, ale irytował się na próżno. W domu coraz bardziej widzieć się dawał brak bielizny, odzieży, najprostszych wygód. Nawet same sprzęty w mieszkaniu przybrały wyraz dziwnego zaniedbania i opuszczenia.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział X</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/10/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/10/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ X&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wszyscy w jednej chwili rzucili się z okropnym krzykiem na Stasia, w mgnieniu oka wydarli mu strzelbę, naboje i przewróciwszy go na ziemię skrępowali mu ręce i nogi postronkami, bijąc go przy tym i kopiąc, póki wreszcie nie odpędził ich Idrys w obawie o życie chłopca. Następnie poczęli rozmawiać urywanymi słowami, jak ludzie, nad którymi zawisło straszliwe niebezpieczeństwo i których ocalił tylko wypadek.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— To szatan wcielony! — zawołał Idrys z twarzą pobladłą ze strachu i wzruszenia.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Scena VIII. Pan senator</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/dziady-dziady-poema-dziady-czesc-iii/10/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/dziady-dziady-poema-dziady-czesc-iii/10/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title" id="sub7"&gt;SCENA VIII. PAN SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;W Wilnie — sala przedpokojowa; na prawo drzwi do sali komisji śledczej, gdzie prowadzą więźniów i widać ogromne pliki papierów — w głębi drzwi do pokojów Senatora, gdzie słychać muzykę — czas po obiedzie — u okna siedzi &lt;em class="person"&gt;Sekretarz&lt;/em&gt; nad papierami; dalej nieco na lewo stolik, gdzie grają w wiska — &lt;em class="person"&gt;Nowosilcow&lt;/em&gt; pije kawę; koło niego szambelan &lt;em class="person"&gt;Bajkow&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Pelikan&lt;/em&gt; i jeden &lt;em class="person"&gt;Doktor&lt;/em&gt; — u drzwi warta i kilku &lt;em class="person"&gt;Lokajów&lt;/em&gt; nieruchomych&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Szambelana&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Diable! quelle corvée!&lt;/em&gt; — przecież po obiedzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;La princesse&lt;/em&gt; nas z[a]wiodła i dziś nie przyjedzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zresztą, &lt;em class="foreign-word"&gt;en fait des dames&lt;/em&gt;, stare albo głupie: — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gadać, &lt;em class="foreign-word"&gt;imaginez-vous&lt;/em&gt;, o sprawach przy supie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Je jure&lt;/em&gt;, tych patryjotków nie mieć &lt;em class="foreign-word"&gt;à ma table&lt;/em&gt;, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Avec leur franc parler et leur ton détestable.&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Figurez-vous&lt;/em&gt; — ja gadam o strojach, kasynie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A moja kompanija o ojcu, o synie: — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«On stary, on zbyt młody, Panie Senatorze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On kozy znieść nie może, Panie Senatorze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On prosi spowiednika, on chce widzieć żonę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On...» — &lt;em class="foreign-word"&gt;Que sais-je!&lt;/em&gt; — piękny dyskurs w obiady proszone. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Il y a de quoi&lt;/em&gt; oszaleć, muszę skończyć sprawę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I uciec z tego Wilna w kochaną Warszawę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Monseigneur&lt;/em&gt; mnie napisał &lt;em class="foreign-word"&gt;de revenir bientôt&lt;/em&gt;, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On się beze mnie nudzi, a ja z tą hołotą — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Je n’en puis plus&lt;/em&gt; — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;podchodząc&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Mówiłem właśnie, Jaśnie Panie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że ledwie rzecz zaczęta, i sprawa w tym stanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W jakim jest chory, kiedy lekarz go nawiedzi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zrobi &lt;em class="foreign-word"&gt;anagnosin&lt;/em&gt;. Mnóstwo uczniów siedzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyle było śledzenia, żadnego dowodu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcześmy nie trafili w samo jądro wrzodu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż odkryto? wierszyki! &lt;em class="foreign-word"&gt;ce sont de maux légers&lt;/em&gt;, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Ce sont&lt;/em&gt;, można powiedzieć, &lt;em class="foreign-word"&gt;accidents passagers&lt;/em&gt;; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale osnowa spisku dotąd jest tajemną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;z urazą&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tajemną? — to, widzę, Panu w oczach ciemno! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nie dziw, po obiedzie — więc, &lt;em class="foreign-word"&gt;signor Dottore,&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Adio, bona notte&lt;/em&gt; — dzięki za perorę! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tajemną! sam śledziłem i ma być tajemną? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I &lt;em class="foreign-word"&gt;vous osez&lt;/em&gt;, &lt;em class="foreign-word"&gt;Docteur&lt;/em&gt;, mówić tak przede mną? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż kiedy widział formalniejsze śledztwa? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;pokazując papiery&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyznania dobrowolne, skargi i świadectwa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko jest, i tu cały spisek świętokradzki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stoi spisany jasno jak ukaz senacki. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tajemną! — za te nudy, owóż co mam w zysku. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaśnie Panie, &lt;em class="foreign-word"&gt;excusez&lt;/em&gt;, któż wątpi o spisku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Właśnie mówią — że... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LOKAJ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Człowiek kupca Kanissyna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czeka i jakiś Panu rejestr przypomina. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rejestr? jaki tam rejestr? — kto? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LOKAJ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Kupiec Kanissyn, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co mu Pan przyjść rozkazał... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Idźże precz, sukisyn! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzisz, że ja zajęty. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Lokajów&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A głupie bestyje! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przychodzić — Pan Senator, widzisz, kawę pije. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SEKRETARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;wstając od stolika&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;On powiada, że jeśli Pan zapłatę zwleka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On zrobi proces. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Napisz grzecznie, niechaj czeka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;zamyśla się&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;A propos&lt;/em&gt; — ten Kanissyn — trzeba mu wziąć syna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod śledztwo — Oj, to ptaszek! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SEKRETARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;To mały chłopczyna. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oni wszyscy mali, ale patrz w ich serce; — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Najlepiej ogień zgasić, dopóki w iskierce. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SEKRETARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Syn Kanissyna w Moskwie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;W Moskwie? — a, &lt;em class="foreign-word"&gt;voyez-vous&lt;/em&gt;, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Emisaryjusz klubów. — Czas zabieżeć temu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wielki czas. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SEKRETARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;On podobno u kadetów służy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;U kadetów? — &lt;em class="foreign-word"&gt;voyez-vous&lt;/em&gt;, on tam wojsko burzy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SEKRETARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzieckiem z Wilna wyjechał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Oh! cet incendiaire&lt;/em&gt;, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ma tu korespondentów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Sekretarza&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Ce n’est pas ton affaire&lt;/em&gt;; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozumiesz! — Hej, dyżurny! — We dwadzieście cztery &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Godzin wysłać kibitkę i zabrać papiery. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zresztą ojciec lękać się nas nie ma przyczyny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli syn dobrowolnie przyzna się do winy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Właśnie jak miałem honor mówić Jaśnie Panu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Są tam ludzie różnego i wieku, i stanu; — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To najniebezpieczniejsze jest spisku symptoma, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wszystkim rusza pewna sprężyna kryjoma, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którą... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;z urazą&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Kryjoma? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Mówię, tajemnie skrywana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odkryta dzięki przezorności Jaśnie Pana. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Senator&lt;/em&gt; odwraca się&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do siebie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To szatan niecierpliwy, — z tym człowiekiem bieda! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mam tyle ważnych rzeczy; wymówić mi nie da. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PELIKAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Senatora&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co Pan Senator każe z Rollisonem robić? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakim? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PELIKAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co to na śledztwie musiano go obić. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Eh bien?&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PELIKAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;On zachorował. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wieleż kijów dano? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PELIKAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byłem przy śledztwie, ale tam nie rachowano — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan Botwinko śledził go. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BAJKOW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Pan Botwinko; cha, cha — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O! nieprędko on kończy, gdy się raz rozmacha. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja zaręczam, że on go opatrzył nieszpetnie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Parions&lt;/em&gt;, że mu wyliczył najmniej ze trzy setnie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;zadziwiony&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Trois cents coups et vivant? trois cents coups, le coquin,&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Trois cents coups sans mourir, — quel dos de jacobin!&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myśliłem, że w Rosyi &lt;em class="foreign-word"&gt;la vertu cutanée&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Surpasse tout&lt;/em&gt; — ten łotr ma &lt;em class="foreign-word"&gt;une peau mieux tannée!&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Je n’y conçois rien! — ha, ha, ha, ha, mon ami!&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do grającego w wiska, który czeka na swego kompana&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Polaki nam odbiorą nasz handel skórami. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Un honnête soldat en serait mort dix fois!&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Quel rebelle!&lt;/em&gt; — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;podchodzi do stolika&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dla Pana mam &lt;em class="foreign-word"&gt;un homme de bois&lt;/em&gt; — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chłopiec drewniany; dał mu sam Botwinko kije. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzysta kijów dziecięciu — &lt;em class="foreign-word"&gt;figurez-vous?&lt;/em&gt; żyje! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Pelikana&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic nie wyznał? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PELIKAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Prawie nic; — zęby tylko zaciął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzyczy, że nie chce skarżyć niewinnych przyjaciół. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale z tych kilku słówek odkrywa się wiele — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widać, że ci uczniowie — jego przyjaciele. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;C’est juste&lt;/em&gt;: jaki upór! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Właśnie powiadałem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaśnie Panu, że młodzież zarażają szałem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ucząc ich głupstw: na przykład, starożytne dzieje! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż nie widzi, że młodzież od tego szaleje. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;wesoło&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Vous n’aimez pas l’histoire, — ha, ha, un satirique&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Aurait dit, że boisz się devenir historique&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I owszem, uczyć dziejów, niech się młodzież dowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co robili królowie, wielcy ministrowie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;C’est juste.&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;ucieszony&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Właśnie mówię, widzi Pan Dobrodziéj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że jest sposób wykładać dzieje i dla młodzi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz po co zawsze prawić o republikanach. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawsze o Ateńczykach, Spartanach, Rzymianach. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PELIKAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do jednego ze swoich towarzyszów, pokazując &lt;em class="person"&gt;Doktora&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz, patrz, jak za nim łazi pochlebca przeklęty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wścibi się mu w łaskę — co to za wykręty! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;podchodzi do &lt;em class="person"&gt;Doktora&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale cóż o tym mówić, czy to teraz pora; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zważ no, czy można nudzić pana Senatora. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LOKAJ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Senatora&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy Pan rozkaże wpuścić te panie — kobiety — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan wie — co wysiadają tu co dzień z karety — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedna ślepa, a druga — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ślepa? któż to ona? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LOKAJ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pani Rollison &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PELIKAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Matka tego Rollisona. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LOKAJ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co dzień tu są. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Odprawić było — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Z Panem Bogiem! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LOKAJ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odprawiamy, lecz siada i skwierczy pod progiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kazaliśmy brać w areszt, — ze ślepą kobiétą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trudno iść, lud się skupił, żołnierza wybito. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy mam wpuścić? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;E! rady sobie dać nie umiesz — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wpuścić, tylko aż do pół schodów — czy rozumiesz? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A potem ją sprowadzić — aż w dół — o tak tęgo; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;z gestem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeby nas nie nudziła więcej swą włóczęgą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Drugi &lt;em class="person"&gt;Lokaj&lt;/em&gt; wchodzi i oddaje list &lt;em class="person"&gt;Bajkowowi&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;No, czegóż stoisz, pójdźże — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BAJKOW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Elle porte une lettre&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;oddaje list&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż by to za nią pisał? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BAJKOW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;La princesse peut-être&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;czyta&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Księżna! skąd jej to przyszło? na kark mi ją wpycha. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Avec quelle chaleur!&lt;/em&gt; — Wpuścić ją, do licha. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wchodzą dwie &lt;em class="person"&gt;Damy&lt;/em&gt; i &lt;em class="person"&gt;Ksiądz Piotr&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PELIKAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Bajkowa&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To stara czarownica, &lt;em class="foreign-word"&gt;mère de ce fripon&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;grzecznie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Witam, witam, któraż z pań jest pani Rollison? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;P. ROLLISON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;z płaczem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;— Ja — mój syn! Panie Dobrodzieju... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Proszę — chwilę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pani masz list, a po cóż przyszło tu Pań tyle? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGA DAMA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nas dwie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Drugiej&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;I po cóż Panią mam tu honor witać? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pani Rollison trudno drogi się dopytać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie widzi. — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ha! nie widzi — a to wącha może? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo co dzień do mnie trafia. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ja tu ją przywożę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ona sama i stara, i nie bardzo zdrowa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;P. ROLLISONOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na Boga...! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cicho. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Drugiej&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Pani któż jesteś? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUGA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Kmitowa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lepiej siedź w domu i miej o synach staranie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest na nich podejrzenie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KMITOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;bladnąc&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jak to, jak to? Panie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Senator&lt;/em&gt; śmieje się&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;P. ROLLISONOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panie! litość — ja wdowa! Panie Senatorze! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszałam, że zabili — czyż można, mój Boże! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moje dziecko! — Ksiądz mówi, że on jeszcze żyje; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale go biją, Panie! któż dzieci tak bije! — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jego zbito — zlituj się — po katowsku zbito. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;płacze&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie? kogo? — gadaj przecie po ludzku, kobiéto. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;P. ROLLISONOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kogo? ach, dziecko moje! Mój Panie — ja wdowa — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, wieleż to lat, póki człek dziecko wychowa! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mój Jaś już drugich uczył; niech Pan wszystkich spyta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak on uczył się dobrze. — Ja biedna kobiéta! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On mnie żywił ze swego szczupłego dochodu — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ślepa, on był mnie okiem — Panie, umrę z głodu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto poplótł, że go bili, nie wyjdzie na sucho. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto mówił? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;P. ROLLISONOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Kto mnie mówił? ja mam matki ucho. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja ślepa; teraz w uchu cała moja dusza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dusza matki. — Wiedli go wczora do ratusza; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszałam — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wpuszczono ją? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;P. ROLLISONOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wypchnęli mię z progu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z bramy, i z dziedzińca. Siadłam tam na rogu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod murem; — mury grube, — przyłożyłam ucho — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam siedziałam od rana. — W północ, w mieście głucho, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słucham — w północ, tam z muru — nie, nie zwodzę siebie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszałam go, słyszałam, jak Pan Bóg na niebie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja głos jego słyszałam uszami własnemi — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cichy, jakby spod ziemi, jak ze środka ziemi. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I mój słuch wszedł w głąb muru, daleko, głęboko; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszałam, męczono go — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jak w gorączce bredzi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale tam, moja Pani, wielu innych siedzi? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;P. ROLLISONOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak to? — czyż to nie był głos mojego dziecięcia? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niema owca pozna głos swojego jagnięcia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śród najliczniejszej trzody — ach, to był głos taki! — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, dobry Panie, żebyś słyszał raz głos taki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty byś już nigdy w życiu spokojnie nie zasnął! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Syn Pani zdrów być musi, gdy tak głośno wrzasnął. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;P. ROLLISONOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;pada na kolana&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli masz ludzkie serce... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Otwierają się drzwi od sali — słychać muzykę, — wbiega &lt;em class="person"&gt;Panna&lt;/em&gt; ubrana jak na bal&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Monsieur le Sénateur —&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Oh! je vous interromps, on va chanter le choeur&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;De &lt;em class="book-title"&gt;«Don Juan»&lt;/em&gt;; et puis le concerto de Herz...&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Herz! choeur!&lt;/em&gt; tu także była mowa około serc. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Vous venez à propos, vous belle comme un coeur.&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Moment sentimental! il pleut ici des coeurs&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Bajkowa&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeby &lt;em class="foreign-word"&gt;le grand-duc Michel&lt;/em&gt; ten kalambur wiedział, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Ma foi&lt;/em&gt;, to już bym dawno w radzie państwa siedział. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Panny&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;J’y suis — dans un moment&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;P. ROLLISONOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Panie, nie rzucaj nas &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W rozpaczy, ja nie puszczę — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;chwyta za suknię&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Faites-lui donc grâce!&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Diable m’emporte&lt;/em&gt;, jeśli wiem, czego chce ta jędza. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;P. ROLLISONOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcę widzieć syna. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;z przyciskiem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cesarz nie pozwala. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Księdza! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;P. ROLLISONOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Księdza przynajmniej poszlij, syn mój prosi księdza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może kona; — gdy ciebie płacz matki nie wzruszy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bój się Boga, dręcz ciało, ale nie gub duszy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;C’est drôle&lt;/em&gt;; — kto te po mieście wszystkie plotki nosi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto WaćPani powiedział, że on księdza prosi? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;P. ROLLISONOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;pokazując &lt;em class="person"&gt;Księdza Piotra&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten ksiądz poczciwy mówił; on tygodni tyle &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biega, błaga, lecz nie chcą wpuścić i na chwilę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spytaj księdza, on powie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;patrząc bystro na &lt;em class="person"&gt;Księdza&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;To on wie? — poczciwy! — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;No zgoda, zgoda, — dobrze, — Cesarz sprawiedliwy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cesarz księży nie wzbrania, owszem sam posyła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby do moralności młodzież powróciła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nikt jak ja religiji nie ceni, nie lubi — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wzdycha&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, ach, brak moralności, to, to młodzież gubi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Eh bien&lt;/em&gt;, żegnam więc Panie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;P. ROLLISONOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Panny&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ach, Panienko droga! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wstaw się ty jeszcze za mną, ach, na rany Boga! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mój syn mały; — rok siedzi o chlebie i wodzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W zimnym, ciemnym więzieniu, bez odzieży, w chłodzie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Est-il possible?&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;w ambarasie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jak to, jak to? on rok siedział? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak to, &lt;em class="foreign-word"&gt;imaginez-vous&lt;/em&gt; — jam o tym nie wiedział! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Pelikana&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słuchaj, trzeba tę sprawę najpierwej rozpatrzyć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli to prawda, uszy komisarzom natrzyć. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Rollisonowej&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Soyez tranquille&lt;/em&gt;, przyjdź tu o siódmej godzinie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;P. KMITOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie płacz tak, pan Senator nie wie o twym synie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak się dowie, obaczysz, może oswobodzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;P. ROLLISONOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;uradowana&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wie? — chce wiedzieć? o, niech mu Pan Bóg nagrodzi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja to zawsze mówiłam ludziom: — być nie może &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak okrutny, jak mówią, on stworzenie boże, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On człowiek, jego matka mlekiem wykarmiła — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ludzie śmieli się; widzisz, jam prawdę mówiła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Senatora&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyś nie wiedział! — te łotry wszystko tobie tają. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wierz mi, Panie, tyś łotrów otoczony zgrają; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie ich pytaj, nas pytaj, my wszystko powiemy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Całą prawdę — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;śmiejąc się&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;No dobrze, o tym pomówiemy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś nie mam czasu, &lt;em class="foreign-word"&gt;adieu&lt;/em&gt;. — Księżnej powiedz, Pani, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że co można, to wszystko każę zrobić dla niej. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;grzecznie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Adieu, Madame Kmit, adieu&lt;/em&gt; — co mogę, to zrobię. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Księdza Piotra&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Waść, księże, zostań, parę słów mam szepnąć tobie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Panny&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;J’y suis dans un moment&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Wszyscy odchodzą prócz dawnych osób&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;po pauzie do &lt;em class="person"&gt;Lokajów&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A szelmy, łajdaki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łotry, stoicie przy drzwiach i porządek taki? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skórę wam zedrę, szelmy, służby was nauczę: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do jednego &lt;em class="person"&gt;Lokaja&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słuchaj — ty idź za babą — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Pelikana&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie, Panu poruczę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skoro wyjdzie od Księżnej, daj jej pozwolenie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzieć syna i prowadź aż tam — tam, w więzienie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem osobno zamknij, — tak, na cztery klucze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;C’en est trop&lt;/em&gt; — a łajdaki, służby was nauczę! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;rzuca się na krzesło&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LOKAJ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;ze drżeniem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan kazał wpuścić — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;schwytując się&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co? co? — ty śmiesz, ty! mnie gadać? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Toś wyuczył się w Polsce panu odpowiadać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stój, stój, ja cię oduczę. — Wieść go do kwatery &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Policmejstra — sto kijów i tygodnie cztery &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na chleb i wodę — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PELIKAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Niech Pan Senator uważy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Iż mimo tajemnicy i czujności straży &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O biciu Rollisona niechętne osoby &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wieść roznoszą, i może wynajdą sposoby &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oczernić przed Cesarzem nasze czyste chęci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli się temu śledztwu prędko łeb nie skręci. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Właśnie ja rozmyślałem nad tym, Jaśnie Panie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rollison od dni wielu cierpi pomieszanie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chce sobie życie odjąć, do okien się rzuca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A okna są zamknięte... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PELIKAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;On chory na płuca; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie należy w zamknionym powietrzu go morzyć; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozkażę mu więc okna natychmiast otworzyć. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mieszka na trzecim piętrze — powietrza użyje... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;roztargniony&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wpuszczać mi na kark babę, gdy ja kawę piję; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie dadzą chwili — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Właśnie mówię, Jaśnie Panie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że potrzeba mieć większe o zdrowiu staranie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po obiedzie, mówiłem zawsze, niechaj Pan te &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sprawy odłoży na czas: — &lt;em class="foreign-word"&gt;ça mine la santé&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;spokojnie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Eh, mon Docteur&lt;/em&gt;, przed wszystkim służba i porządek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem, to owszem dobrze na słaby żołądek; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To żółć porusza, a żółć &lt;em class="foreign-word"&gt;fait la digestion&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po obiedzie, ja mógłbym &lt;em class="foreign-word"&gt;voir donner la question&lt;/em&gt;, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy tak każe służba: — &lt;em class="foreign-word"&gt;en prenant son café&lt;/em&gt;, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiesz co, to chwila właśnie widzieć &lt;em class="foreign-word"&gt;auto-da-fé&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PELIKAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;odpychając &lt;em class="person"&gt;Doktora&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakże Pan z Rollisonem każe decydować? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeżeli on dziś jeszcze... umrze, to?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Pochować; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pozwalam, jeżeli zechcesz, balsamować. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;A propos&lt;/em&gt; balsam, Bajkow! — tobie by się zdało &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trochę balsamu, bo masz takie trupie ciało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A żenisz się. Czy wiecie, on ma narzeczoną; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Drzwi z lewej strony odmykają się — &lt;em class="person"&gt;Lokaj&lt;/em&gt; wchodzi — &lt;em class="person"&gt;Senator&lt;/em&gt; pokazując drzwi&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tę panienkę, tam patrzaj, białą i czerwoną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Fi, pan młody, &lt;em class="foreign-word"&gt;avec un teint si délabré&lt;/em&gt;, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powinien byś brać ślub twój jak Tyber &lt;em class="foreign-word"&gt;à Capré&lt;/em&gt;, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie pojmuję, jak oni mogli pannę zmusić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pięknymi usteczkami słowo tak wykrztusić. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BAJKOW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmusić? — &lt;em class="foreign-word"&gt;Parions&lt;/em&gt;, że ja z nią za rok się rozwiodę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I potem co rok będę brał żoneczki młode; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bez przymusu; dość spojrzeć na tę lub na ową: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;C’est beau&lt;/em&gt; małej szlachciance być jenerałową. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spytaj księdza, jeżeli zapłacze przy ślubie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;A propos&lt;/em&gt; księdza &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Księdza&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;pódź no, mój czarny cherubie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzcie, &lt;em class="foreign-word"&gt;quelle figure&lt;/em&gt;! on ma &lt;em class="foreign-word"&gt;l’air d’un poète&lt;/em&gt; — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy ty widziałeś kiedy &lt;em class="foreign-word"&gt;un regard aussi bête&lt;/em&gt;? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potrzeba go ożywić. — Masz rumu kieliszek. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie piję. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;No, kapłanie, pij! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jestem braciszek. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Braciszek czy stryjaszek, skądże to Waszeci &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiedzieć, co po więzieniach robią cudze dzieci? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy to Waszeć chodziłeś z wieściami do matki? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Sekretarza&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zapisz to wyznanie — a oto są świadki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Księdza&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A skądżeś o tym wiedział? he? ptaszek nie lada! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spostrzegł się, że notują, i nie odpowiada. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W jakim klasztorze bractwo twe? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;U bernardynów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A u dominikanów pewnie masz kuzynów? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo u dominikanów ten Rollison siedział. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;No gadajże, skąd ty wiesz, kto ci to powiedział? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszysz! — ja tobie każę — nie szepc mi po cichu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja w imieniu Cesarza każę; słyszysz, mnichu? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnichu! czy ty słyszałeś o ruskim batogu? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Sekretarza&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zapisz, że milczał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Księdza&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wszak ty służysz Panu Bogu — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znasz ty teologiją — słuchaj, teologu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiesz ty, że wszelka władza od Boga pochodzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy władza każe mówić, milczeć się nie godzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Ksiądz&lt;/em&gt; milczy&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A czy wiesz, mnichu, że ja mógłbym cię powiesić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I obaczym, czy przeor potrafi cię wskrzesić. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli kto władzę cierpi, nie mów, że jej słucha; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bóg czasem daje władzę w ręce złego ducha. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeżeli cię powieszę, a Cesarz się dowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żem zrobił nieformalnie, a wiesz, co on powie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Ej, Senatorze, widzę, że się już ty bisisz». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ty, mnichu, tymczasem jak wisisz, tak wisisz. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pódź no bliżej, ostatni raz cię będę badał: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyznaj, kto tobie o tym biciu rozpowiadał? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;He? — milczysz — już od Boga ty się nie dowiedział — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto mówił? — co? — Bóg? — anioł? — diabeł? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tyś powiedział. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;obruszony&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Tyś?» — mnie mówić: tyś? — tyś, — ha, mnich! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ha, kapcanie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówi się Panu: Jaśnie Oświecony Panie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Pelikana&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Naucz go tam, jak mówić; ten mnich widzę z chlewa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daj mu tak — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;pokazuje ręką&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PELIKAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;daje &lt;em class="person"&gt;Księdzu&lt;/em&gt; policzek&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Widzisz, ośle, Senator się gniewa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KSIĄDZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Doktora&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panie, odpuść mu, Panie; on nie wie, co zrobił! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, bracie, tą złą radą tyś sam się już dobił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś ty staniesz przed Bogiem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co to? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BAJKOW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;On błaznuje. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daj mu jeszcze raz w papę, niech nam prorokuje. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;daje mu szczutkę&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bracie, i ty poszedłeś za jego przykładem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Policzone dni twoje, pójdziesz jego śladem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hej, posłać po Botwinkę! zatrzymać tu klechę — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja sam będę przy śledztwie, będziem mieć uciechę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obaczym, czy on będzie milczał tak upornie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ktoś go namówił. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Właśnie przedstawiam pokornie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To jest rzecz umówiona, i te wszystkie spiski &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kieruje, jak wiem pewnie, Książę Czartoryski; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;schwytuje się za krzesła&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Que me dites-vous là, mon cher&lt;/em&gt;, o Książęciu? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Impossible&lt;/em&gt; — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do siebie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;kto wie? — eh! — śledztwo lat dziesięciu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim się Książę wyplącze, jeśli ja go splątam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Doktora&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skądże wiesz? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Dawno, czynnie, sprawą się zaprzątam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I Pan mnie nie mówiłeś? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jaśnie Pan nie słuchał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja mówiłem, że ktoś to ten pożar rozdmuchał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ktoś! ktoś! ale czy Książę? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Mam ślad oczywisty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mam doniesienia, skargi i przejęte listy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Listy Księcia? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Przynajmniej jest mowa o Księciu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W tych listach i o całym jego przedsięwzięciu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wielu profesorów — a głównym ogniskiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest Lelewel. On tajnie kieruje tym spiskiem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do siebie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, gdyby jaki dowód! choćby podejrzenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ślad dowodu, cień śladu, choćby cieniów cienie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieraz już mi o uszy obiła się mowa: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«To Czartoryski wyniósł tak Nowosilcowa». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obaczym teraz, kto z nas będzie mógł się chwalić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy ten, co umiał wynieść, czy ten, co obalić. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Doktora&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pójdź — &lt;em class="foreign-word"&gt;que je vous embrasse&lt;/em&gt; — a! a! to rzecz inna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja wraz zgadnąłem, że to sprawa nie dziecinna: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja wraz zgadnąłem, że to jest Książęcia sztuka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;poufale&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I Pan zgadnął? — zje diabła, kto Pana oszuka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;poważnie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć ja wiem o tym wszystkim, Panie Radco Stanu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli odkryć dowody udało się Panu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Ecoutez&lt;/em&gt;, daję Panu senatorskie słowo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Naprzód pensyję roczną powiększę połową &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tę skargę za dziesięć lat służby policzę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem może starostwo, dobra kanonicze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Order — kto wie, nasz Cesarz wspaniale opłaca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja go sam będę prosił, — już to moja praca. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnie też to kosztowało niemało zabiegów; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ze szczupłej mojej płacy opłacałem szpiegów; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wszystko z gorliwości o dobro Cesarza. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;biorąc go pod rękę&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Mon cher&lt;/em&gt;, idź zaraz, weźmij mego sekretarza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wziąć te wszystkie papiery i opieczętować; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Doktora&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wieczorem będziem wszystko razem trutynować. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do siebie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja pracowałem, śledztwo prowadziłem całe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A on z tego odkrycia miałby zysk i chwałę! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;zamyśla się&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Sekretarza&lt;/em&gt; w ucho&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyaresztuj Doktora razem z papierami. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Bajkowa&lt;/em&gt;, który wchodzi&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To ważna sprawa, musim zatrudnić się sami. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Doktor wymknął się z pewnym słówkiem nieumyślnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbadałem go, a śledztwo ostatek wyciśnie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Pelikan&lt;/em&gt;, widząc względy &lt;em class="person"&gt;Senatora&lt;/em&gt;, odprowadza &lt;em class="person"&gt;Doktora&lt;/em&gt; i kłania mu się nisko&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do siebie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niedawno mię odpychał — ho, ho, Pelikanie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ja go zepchnę, i tak, że już nie powstanie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Senatora&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaraz wracam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;niedbale&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;O ósmej ja wyjeżdżam z miasta. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;patrząc na zegarek&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co to? na mym zegarku godzina dwunasta? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już piąta. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co, już piąta? — ledwie oczom wierzę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mój indeks na dwunastej, na samym numerze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stanął i na dwunastej sam indeksu nosek; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeby choć o sekundę ruszył, choć o włosek! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bracie, i twój już zegar stanął i nie ruszy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do drugiego południa. — Bracie, myśl o duszy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DOKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czego ty chcesz? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PELIKAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Proroctwo tobie jakieś burczy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz, jak mu oczy błyszczą, istny wzrok jaszczurczy! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bracie, Pan Bóg różnymi znakami ostrzega. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PELIKAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten braciszek coś bardzo wygląda na szpiega — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Otwierają się drzwi z lewej strony, wchodzi mnóstwo dam wystrojonych, urzędników, gości, — za nimi muzyka&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;P. GUBERNATOROWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy można? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;P. SOWIETNIKOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;C’est indigne!&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;P. JENERAŁOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Ah! mon cher Sénateur&lt;/em&gt;, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czekamy, posyłamy! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;P. SOWIETNIKOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Vraiment, c’est un malheur&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WSZYSTKIE&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;razem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wreszcie przyszłyśmy szukać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cóż to? — jaka gala! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DAMA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tu możemy tańczyć, dość obszerna sala. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;stają i szykują się do tańca&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Pardon, mille pardons, j’étais très occupé:&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Que vois-je, un menuet? parfaitement groupé!&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Cela m’a rappelé les jours de ma jeunesse!&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KSIĘŻNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Ce n’est qu’une surprise&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Est-ce vous, ma déesse!&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Que j’aime cette danse, une surprise? ah! dieux!&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KSIĘŻNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Vous danserez, j’espère&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Certes, et de mon mieux&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Muzyka gra menueta z &lt;em class="book-title"&gt;«Don Juana»&lt;/em&gt; — z lewej strony stoją czynownicy, czyli urzędnicy i urzędniczki — z prawej kilku z młodzieży, kilku młodych oficerów rosyjskich, kilku starych ubranych po polsku i kilka młodych dam. — Na środku menuet. &lt;em class="person"&gt;Senator&lt;/em&gt; tańczy z narzeczoną Bajkowa; &lt;em class="person"&gt;Bajkow&lt;/em&gt; z &lt;em class="person"&gt;Księżną&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;BAL&lt;/em&gt;&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;SCENA ŚPIEWANA&lt;/em&gt;&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Z PRAWEJ STRONY&lt;/em&gt;&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DAMA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Patrz, patrz starego, jak się wije, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jak sapie, oby skręcił szyję. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Senatora&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jak ślicznie, lekko tańczysz Pan! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;na stronę&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Il crévera dans l’instant&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MŁODY CZŁOWIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Patrz, jak on łasi się i liże, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Wczora mordował, tańczy dziś; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Patrz, patrz, jak on oczyma strzyże, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Skacze jak w klatce ryś. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DAMA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Wczora mordował i katował, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I tyle krwi niewinnej wylał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Patrz, dzisiaj on pazury schował &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I będzie się przymilał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Z LEWEJ STRONY&lt;/em&gt;&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOLLESKI REGESTRATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Sowietnika&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Tańczy Senator, czy widzicie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ej, Sowietniku, pódźmy w tan. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SOWIETNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Uważaj, czy to przyzwoicie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Byś ze mną tańczył Pan. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REGESTRATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ale tu znajdziem kilka dam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SOWIETNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;A nie o to idzie rzecz; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ja sobie wolę tańczyć sam &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Niż z tobą — pódźże precz. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REGESTRATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Skądże to? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SOWIETNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jestem sowietnikiem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;REGESTRATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ja jestem oficerski syn. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SOWIETNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Mój Panie, ja nie tańczę z nikim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Kto ma tak niski czyn. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Pułkownika&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Pódź, Pułkowniku, pódźże w taniec, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Widzisz, że tańczy sam Senator. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUŁKOWNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jaki tam gadał oszarpaniec? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;pokazując Regestratora&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SOWIETNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Kolleski Regestrator! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PUŁKOWNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ta szuja, istne jakubiny! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DAMA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Senatora&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jak ślicznie, lekko tańczysz Pan. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SOWIETNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;z gniewem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jak tu pomieszały się czyny! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DAMA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Il crévera dans l’instant.&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LEWA STRONA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;chórem&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DAMY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Ah! quelle beauté, quelle grâce!&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MĘŻCZYŹNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jaka to świetność, przepych jaki! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PRAWA STRONA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;chórem&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MĘŻCZYŹNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ach, łotry, szelmy, ach, łajdaki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Żeby ich piorun trzasł. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;tańcząc, do &lt;em class="foreign-word"&gt;Gubernatorowej&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Chcę zrobić znajomość Starosty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;On piękną żonę, córkę ma; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ale zazdrosny — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GUBERNATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;biegąc za &lt;em class="person"&gt;Senatorem&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;To człek prosty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Niech Pan to na nas zda. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;podchodzi do &lt;em class="person"&gt;Starosty&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;A żona Pańska? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STAROSTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;W domu siedzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GUBERNATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;A córki? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STAROSTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jedną tylko mam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GUBERNATOROWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I córka balu nie odwiedzi? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STAROSTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Nie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GUBERNATOROWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Pan tu sam? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STAROSTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ja sam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GUBERNATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I żona nie zna Senatora? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STAROSTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Dla siebie tylko żonę mam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GUBERNATOROWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Chciałam wziąć córkę Pańską wczora. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STAROSTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Usłużność Pani znam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GUBERNATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Tu w menuecie para zbywa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Senator potrzebuje dam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STAROSTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Moja córka w parach nie bywa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jej parę znajdę sam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GUBERNATOROWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Mówiono, że tańczy i grywa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Senator chciał zaprosić sam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STAROSTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Widzę, że pan Senator wzywa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Na raz po kilka dam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LEWA STRONA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;chórem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jaka muzyka, jaki śpiew. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jak pięknie meblowany dom. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PRAWA STRONA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;chórem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Te szelmy z rana piją krew, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;A po obiedzie rom. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SOWIETNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;pokazując &lt;em class="person"&gt;Senatora&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Drze ich, to prawda, lecz zaprasza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Takiemu dać się drzeć nie żal. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STAROSTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Po turmach siedzi młodzież nasza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Nam każą iść na bal. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;OFICER ROSYJSKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Bestużewa&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Nie dziw, że nas tu przeklinają, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Wszak to już mija wiek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jak z Moskwy w Polskę nasyłają &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Samych łajdaków stek. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STUDENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Oficera&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Patrz, jak się Bajkow, Bajkow rucha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Co to za mina, co za ruch! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Skacze jak po śmieciach ropucha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Patrz, patrz, jak nadął brzuch. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Wyszczerzył zęby, nazbyt łyknął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 5em"&gt;Patrz, jak otwiera gębę on, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Słuchaj, ach, słuchaj, Bajkow ryknął. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Bajkow&lt;/em&gt; nuci&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Bajkowa&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Mon Général, quelle chanson&lt;/em&gt;! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BAJKOW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;śpiewa pieśń Beranżera&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Quel honneur, quel bonheur!&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Ah! monsieur le sénateur!&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Je suis votre humble serviteur&lt;/em&gt;, etc. etc. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STUDENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Général, ce sont vos paroles?&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BAJKOW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Oui.&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STUDENT&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Je vous en fais compliment.&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JEDEN Z OFICERÓW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;śmiejąc się&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Ces couplets sont vraiment fort drôles,&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Quel ton satirique et plaisant!&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MŁODY CZŁOWIEK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Pour votre muse sans rivale&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Je vous ferais académicien&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BAJKOW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;w ucho, — pokazując &lt;em class="person"&gt;Księżną&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Senator dziś będzie rogal. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;w ucho, — pokazując narzeczoną Bajkowa&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Va, va, je te coifferai bien&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANNA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;tańcząc, do &lt;em class="person"&gt;Matki&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Nazbyt ohydni, nazbyt starzy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MATKA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;z prawej strony&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jeśli ci zbrzydnął, to go rzuć. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SOWIETNIKOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;z prawej strony&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jak mojej córeczce do twarzy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STAROSTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jak od nich rumem czuć. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SOWIETNIKOWA DRUGA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do córki stojącej obok&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Tylko, Zosieńku, podnieś wzrok. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Może Senator cię obaczy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STAROSTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jeżeli o mnie się zahaczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Dam rękojeścią &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;biorąc za karabelą&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;— w bok &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LEWA STRONA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;chórem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ach, jaka świetność, przepych jaki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Ah, quelle beauté, quelle grâce!&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PRAWA STRONA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ach, szelmy, łotry, ach, łajdaki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Żeby ich piorun trzasł. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Z PRAWEJ STRONY MIĘDZY MŁODZIEŻĄ&lt;/em&gt;&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JUSTYN POL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Bestużewa&lt;/em&gt;, pokazując na &lt;em class="person"&gt;Senatora&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Chcę mu scyzoryk mój w brzuch wsadzić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Lub zamalować w pysk. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BESTUŻEW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Cóż stąd, jednego łotra zgładzić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Lub obić, co za zysk? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Oni wyszukają przyczyny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;By uniwersytety znieść, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Krzyknąć, że ucznie jakubiny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I waszą młodzież zjeść. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JUSTYN POL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Lecz on zapłaci za męczarnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Za tyle krwi i łez. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BESTUŻEW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Cesarz ma u nas liczne psiarnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Cóż, że ten zdechnie pies. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Nóż świerzbi w ręku, pozwól ubić. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BESTUŻEW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ostrzegam jeszcze raz! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Pozwól przynajmniej go wyczubić. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BESTUŻEW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;A zgubić wszystkich was. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ach, szelmy, łotry, ach, zbrodniarze! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;BESTUŻEW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Muszę ciebie wywieść za próg. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;POL&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Czyż go to za nas nikt nie skarze? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nikt się nie pomści? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;odchodzą ku drzwiom&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;— Bóg! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Nagle muzyka się zmienia i gra arią Komandora&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;TAŃCZĄCY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Co to jest? — co to? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GOŚCIE&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jaka muzyka ponura! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JEDEN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;patrząc w okna&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak ciemno, patrz no, jaka zebrała się chmura. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;zamyka okno — słychać z dala grzmot&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż to? Czemu nie grają? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYREKTOR MUZYKI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zmylili się. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Pałki! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DYREKTOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo to miano grać różne z opery kawałki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oni nie zrozumieli, i stąd zamieszanie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;No, no, no — &lt;em class="foreign-word"&gt;arrangez donc&lt;/em&gt; — no, panowie — panie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Słychać krzyk wielki za drzwiami&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANI ROLLISON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;za drzwiami, okropnym głosem&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Puszczaj mię! Puszczaj. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SEKRETARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ślepa! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LOKAJ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;strwożony&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Widzi — patrz, jak sadzi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po schodach, zatrzymajcie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;DRUDZY LOKAJE&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Kto jej co poradzi! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANI ROLLISON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja go znajdę tu, tego pijaka, tyrana! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;LOKAJ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;chce zatrzymać — ona obala jednego z nich&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A! patrz, jak obaliła — a! a! opętana. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;uciekają&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANI ROLLISON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie ty! — znajdę cię, mozgi na bruku rozbiję — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak mój syn! Ha, tyranie! syn mój, syn nie żyje! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyrzucili go oknem — czy ty masz sumnienie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Syna mego tam z góry, na bruk, na kamienie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ha, ty pijaku stary, zbryzgany krwią tylu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niewiniątek, pódź! — gdzie ty, gdzie ty, krokodylu? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja ciebie tu rozedrę, jak mój Jaś, na sztuki. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Syn! wyrzucili z okna, z klasztoru, na bruki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Me dziecię, mój jedynak! mój ojciec-żywiciel — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ten żyje, i Pan Bóg jest, i jest Zbawiciel! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie bluźń, kobieto; syn twój zraniony, lecz żyje. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PANI ROLLISON&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żyje? syn żyje? czyje to są słowa, czyje? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy to prawda, mój księże? — Ja zaraz pobiegłam — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Spadł» krzyczą, — biegę — wzięli — i zwłok nie dostrzegłam: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwłok mego jedynaka. — Ja biedna sierota! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwłok syna nie widziałam. Widzisz — ta ślepota! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz krew na bruku czułam — przez Boga żywego &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu czuję — krew tę samą, tu krew syna mego, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu jest ktoś krwią zbryzgany — tu, tu jest kat jego! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Idzie prosto do Senatora — &lt;em class="person"&gt;Senator&lt;/em&gt; umyka się — &lt;em class="person"&gt;Pani Rollison&lt;/em&gt; pada zemdlona na ziemię — &lt;em class="person"&gt;Ks. Piotr&lt;/em&gt; podchodzi do niej ze &lt;em class="person"&gt;Starostą&lt;/em&gt; — słychać uderzenie piorunu&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WSZYSCY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;zlęknieni&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słowo stało się ciałem! — To tu! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;INNI&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tu! Tu! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie tu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;JEDEN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;patrząc w okno&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak blisko — w sam róg domu uniwersytetu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;podchodzi do okna&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Okna Doktora! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KTOŚ Z WIDZÓW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Słyszysz w domu krzyk kobiéty? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KTOŚ NA ULICY&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;śmiejąc się&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cha — cha — cha — diabli wzięli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Pelikan&lt;/em&gt; wbiega zmieszany&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nasz Doktor? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PELIKAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zabity &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od piorunu. Fenomen ten godzien rozbiorów: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Około domu stało dziesięć konduktorów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A piorun go w ostatnim pokoju wytropił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic nie zepsuł i tylko ruble srebrne stopił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Srebro leżało w biurku, tuż u głów Doktora, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zapewne służyło dziś za konduktora. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;STAROSTA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ruble rosyjskie, widzę, bardzo niebezpieczne. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Dam&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panie zmieszały taniec — jak Panie niegrzeczne. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;widząc, te ratują &lt;em class="person"&gt;Panią Rollison&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wynieście ją, wynieście — pomóc tej kobiecie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wynieście ją. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Do syna? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wynieście, gdzie chcecie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Syn jej jeszcze nie umarł, on jeszcze oddycha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pozwól mnie iść do niego. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Idź, gdzie chcesz, do licha! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do siebie&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Doktor zabity, ach! ach! ach! &lt;em class="foreign-word"&gt;c’est inconcevable!&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten ksiądz mu przepowiedział — ah! ah! ah! &lt;em class="foreign-word"&gt;c’est diable!&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do kompanii&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;No i cóż w tym strasznego? — wiosną idą chmury, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z chmury piorun wypada: — taki bieg natury. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SOWIETNIKOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;do męża&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już gadajcie, co chcecie, a strach zawsze strachem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja nie chcę dłużej z wami być pod jednym dachem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówiłam: mężu, nie leź do tych spraw dziecinnych — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pókiś knutował Żydów, chociaż i niewinnych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Milczałam — ale dzieci; — a widzisz Doktora? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SOWIETNIK&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głupia jesteś. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SOWIETNIKOWA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Do domu wracam, jestem chora. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Słychać znowu grzmot — wszyscy uciekają; naprzód lewa, potem prawa strona. — Zostaje &lt;em class="person"&gt;Senator&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Pelikan&lt;/em&gt;, &lt;em class="person"&gt;Ks. Piotr&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;patrząc za uciekającymi&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeklęty Doktor! żyjąc nudził mię do mdłości, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A jak zdechł, patrzaj, jeszcze rozpędza mi gości. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Pelikana&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Voyez&lt;/em&gt;, jak ten ksiądz patrzy — &lt;em class="foreign-word"&gt;voyez, quel oeil hagard&lt;/em&gt;; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To jest dziwny przypadek, &lt;em class="foreign-word"&gt;un singulier hasard&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiedz no, mój księżuniu, czy znasz jakie czary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skąd przewidziałeś piorun? — może boskie kary? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Ksiądz&lt;/em&gt; milczy&lt;/div&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawdę mówiąc, ten Doktor troszeczkę przewinił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawdę mówiąc, ten Doktor nad powinność czynił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;On aurait fort à dire&lt;/em&gt; — kto wie, są przestrogi — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mój Boże, czemu prostej nie trzymać się drogi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;No i cóż, księże? — milczy!... milczy i zwiesił nos. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale go puszczę wolno: — &lt;em class="foreign-word"&gt;on dirait bien des choses&lt;/em&gt;!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;zamyśla się&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PELIKAN&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cha! cha! cha! jeśli śledztwo jest niebezpieczeństwem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Toć by nas przecie piorun zaszczycił pierwszeństwem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Opowiem wam dwie dawne, ale pełne treści... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;ciekawy&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O piorunie? — Doktorze? — mów! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;— dwie przypowieści. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Onego czasu w upał przyszli ludzie różni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zasnąć pod cieniem muru; byli to podróżni. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Między nimi był zbójca, a gdy inni spali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Anioł Pański zbudził go: «Wstań, bo mur się wali». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On zbójca był ze wszystkich innych najzłośliwszy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wstał, a mur inne pobił. On ręce złożywszy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bogu dziękował, że mu ocalono zdrowie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Pański anioł stanął przed nim i tak powie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Ty najwięcej zgrzeszyłeś! kary nie wyminiesz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz ostatni najgłośniej, najhaniebniej zginiesz». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A druga powieść taka. — Za czasu dawnego, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pewny wódz rzymski pobił króla potężnego; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I kazał na śmierć zabić wszystkie niewolniki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystkie rotmistrze pułków i wszystkie setniki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale króla samego przy życiu zostawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tudzież starosty, tudzież pułkowniki zbawił. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I mówili do siebie głupi więźnie owi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Będziem żyć, podziękujmy za życie wodzowi». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż jeden żołnierz rzymski, co im posługował, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł im: «Zaprawdę wódz was przy życiu zachował; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo was przykuje przy swym tryumfalnym wozie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I będzie oprowadzał po całym obozie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I do miasta powiedzie; bo wy z tych jesteście, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Których wodzą po Rzymie, onym sławnym mieście, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby lud rzymski krzyknął: Patrzcie, co wódz zrobił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On takie króle, takie pułkowniki pobił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem, gdy was w łańcuchach złotych oprowadzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odda was w ręce kata, a kat was osadzi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na głębokie, podziemne i ciemne wygnanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kędy będzie płacz wieczny i zębów zgrzytanie». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak mówił żołnierz rzymski; — do żołnierza tego &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Król gromiąc rzekł: «Twe słowa są słowa głupiego, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyś ty kiedy na ucztach z twoim wodzem siedział, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ażebyś jego rady, jego myśli wiedział?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgromiwszy, pił i śmiał się z swymi współwięźniami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ze swymi hetmanami i pułkownikami. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;SENATOR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;znudzony&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Il bat la campagne&lt;/em&gt;... Księże, gdzie chcesz, ruszaj sobie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli cię jeszcze złowię, tak skórę oskrobię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że cię potem nie pozna twa matka rodzona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I będziesz mi wyglądał jak syn Rollisona. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;&lt;em class="person"&gt;Senator&lt;/em&gt; odchodzi do swoich pokojów z &lt;em class="person"&gt;Pelikanem&lt;/em&gt;. &lt;em class="person"&gt;Ks. Piotr&lt;/em&gt; idzie ku drzwiom i spotyka &lt;em class="person"&gt;Konrada&lt;/em&gt;, który, prowadzony na śledztwo od dwóch żołnierzy, ujrzawszy Księdza wstrzymuje się i patrzy nań długo&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KONRAD&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziwna rzecz, nie widziałem nigdy tej postaci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A znam go, jak jednego z mych rodzonych braci. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy to we śnie! — tak, we śnie, teraz przypomniałem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Taż sama twarz, te oczy, we śnie go widziałem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On to, zdało się, że mię wyrywał z otchłani. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;do &lt;em class="person"&gt;Księdza&lt;/em&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mój księże, choć jesteśmy mało sobie znani, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przynajmniej ksiądz mię nie znasz: przyjmij dziękczynienie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za łaskę, którą tylko zna moje sumienie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drodzy są i widziani we śnie przyjaciele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy prawdziwych na jawie widzim tak niewiele. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Weź, proszę, ten pierścionek, przedaj; daj połowę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ubogim, drugą na mszę za dusze czyscowe; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiem, co cierpią, jeżeli czyściec jest niewolą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnie, kto wie, czy już kiedy słuchać mszy pozwolą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pozwolą — Za pierścionek ja ci dam przestrogę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty pojedziesz w daleką, nieznajomą drogę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będziesz w wielkich, bogatych i rozumnych tłumie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szukaj męża, co więcej niźli oni umie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poznasz, bo cię powita pierwszy w Imię Boże. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słuchaj, co powie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KONRAD&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="didaskalia"&gt;wpatrując się&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cóż to? tyżeś?... czy być może? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stój na chwilę... dla Boga... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KS. PIOTR&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Bywaj zdrów! nie mogę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KONRAD&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedno słowo... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;ŻOŁNIERZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie wolno! każdy w swoję drogę. — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/dziady-dziady-poema-dziady-czesc-iii/"&gt;Adam Mickiewicz, „Dziady, część III”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Skąd się wzięło ó</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/litery/o/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/litery/o/</guid><description>&lt;p&gt;Dziś w wyrazach &lt;span class="nc"&gt;„góra”&lt;/span&gt; i &lt;span class="nc"&gt;„kura”&lt;/span&gt; wymawiamy tę samą samogłoskę. Rada Języka Polskiego zalicza rozróżnianie &lt;span class="nc"&gt;ó&lt;/span&gt; i u do zasady historycznej, która &lt;span class="nc"&gt;„odwołuje się nie do współczesnego poczucia językowego, ale do dawnej wymowy lub pochodzenia wyrazów”&lt;/span&gt;&lt;sup&gt;&lt;a href="#p1"&gt;1&lt;/a&gt;&lt;/sup&gt;. Litera &lt;span class="nc"&gt;ó&lt;/span&gt; jest, jak ujął to Piotr Sobotka, &lt;span class="nc"&gt;„śladem dawnego pochylonego o”&lt;/span&gt;&lt;sup&gt;&lt;a href="#p2"&gt;2&lt;/a&gt;&lt;/sup&gt;.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Polszczyzna odziedziczyła z prasłowiańskiego samogłoski długie i krótkie, czyli iloczas&lt;sup&gt;&lt;a href="#p3"&gt;3&lt;/a&gt;&lt;/sup&gt;. Długie ō powstawało m.in. po zaniku końcowego jeru (samogłoski zredukowanej): krótkie o przed spółgłoską dźwięczną wydłużało się, stąd staropolskie &lt;span class="nc"&gt;„rōg”&lt;/span&gt;, &lt;span class="nc"&gt;„dōm”&lt;/span&gt;, ale &lt;span class="nc"&gt;„rogu”&lt;/span&gt; z krótkim o. To tzw. wzdłużenie zastępcze&lt;sup&gt;&lt;a href="#p4"&gt;4&lt;/a&gt;&lt;/sup&gt;. Niekiedy długość pojawiała się też przed r, np. &lt;span class="nc"&gt;„gōra”&lt;/span&gt;, &lt;span class="nc"&gt;„skōra”&lt;/span&gt;, &lt;span class="nc"&gt;„żōraw”&lt;/span&gt;&lt;sup&gt;&lt;a href="#p5"&gt;5&lt;/a&gt;&lt;/sup&gt;. Już ok. XIII w. długie ō wymawiano wyżej niż krótkie, jako dźwięk pośredni między o a u, na co wskazują zapisy w Psałterzu floriańskim typu &lt;span class="nc"&gt;„skutuov”&lt;/span&gt;&lt;sup&gt;&lt;a href="#p6"&gt;6&lt;/a&gt;&lt;/sup&gt;.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom I, rozdział dziesiąty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/10/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/10/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dziesiąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Kanonik od fary wyspowiadał Maćka i zatrzymał ich gościnnie na nocleg, tak że wyjechali dopiero nazajutrz rano. Za Olkuszem skręcili ku Śląskowi, którego granicą mieli wciąż jechać aż do Wielkopolski. Droga szła po większej części puszczą, w której pod zachód słońca odzywały się często, podobne do podziemnych grzmotów, ryki turów i żubrów, nocami zaś pobłyskiwały spośród leszczynowej gęstwy oczy wilcze. Większe jednak niebezpieczeństwo niż od zwierza groziło na tej drodze wędrownikom i kupcom od niemieckich lub zniemczałych rycerzy ze Śląska, których zameczki wznosiły się tu i ówdzie nad granicą. Wprawdzie wskutek wojny z Opolczykiem Naderspanem, któremu pomagali przeciw królowi Władysławowi synowcowie śląscy, większą część tych zameczków pokruszyły ręce polskie, zawsze jednak trzeba się było mieć na baczności i zwłaszcza po zachodzie słońca nie popuszczać broni z ręki.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom I, X. Pamiętnik starego subiekta</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/10/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/10/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;X. Pamiętnik starego subiekta&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;...Mamy tedy nowy sklep: pięć okien frontu, dwa magazyny, siedmiu subiektów i szwajcara we drzwiach. Mamy jeszcze powóz błyszczący jak świeżo wyglancowane buty, parę kasztanowatych koni, furmana i lokaja — w liberii. I to wszystko spadło na nas w początkach maja, kiedy Anglia, Austria, a nawet skołatana Turcja uzbrajały się na łeb, na szyję!&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Kochany Stasiu — mówiłem do Wokulskiego — wszyscy kupcy śmieją się, że tak dużo wydajemy w niepewnych czasach.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>10. Na dnie piwnicy i rozpaczy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/makuszynski-szatan-z-siodmej-klasy/11/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/makuszynski-szatan-z-siodmej-klasy/11/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;10. &lt;br/&gt;Na dnie piwnicy i rozpaczy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Niecierpliwym ruchem zrzuciwszy z twarzy róg derki, usiłował Adaś rozejrzeć się i zrozumieć, gdzie się znajduje. Ciemno było jak w piekle, kiedy diabli śpią. Ciemno, duszno i zimno tym najgorszym zimnem, co kapie stęchłą wilgocią i pokryte jest zielonymi liszajami pleśni. Dobrze, że mu dali tę derkę. Zimno dręczyło jego ciało, ale i dusza w nim na poły skostniała. Zabrnął w awanturę ponurą i złą; przygoda, co miała być romantyczna i bogata, haniebnie pociemniała, gdy się na nocnej scenie ukazali niecni ludzie. Jeszcze ten chudy, z latającą grdyką, jest jaki taki: złośliwy, sprytny, lecz nie zbójca. Fałszywy malarz natomiast jest grubołapym zwierzem, kąśliwym i złym. Co oni z nim zrobią? Być może, że „Latająca Grdyka” nie dopuści do ostateczności, lecz pociecha jest złudna. W każdym razie trzeba będzie mocno pocierpieć o głodzie i chłodzie. O, gdyby panna Wanda mogła zobaczyć w tej chwili, co się odbywa w tej stęchłej ciemnicy!... Zamgliłyby się fiołkowe oczy...&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Jesień, rozdział XI</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/11/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/11/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XI&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Śpisz to, Jaguś?...&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— A bo to mogę. Ocknęłam na rozświcie i cięgiem mi w głowie stoi, że już dzisiaj wesele... aż wierzyć trudno.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Markotno ci, córko, co? — spytała ciszej... z lękliwą nadzieją w sercu...&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Co by zaś markotno miało być! Ino, że od was trzeba mi iść, na swoje...&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Stara nie odrzekła, stłumiła w sobie żal, jaki nagle ją przewiercił, i wstała z pościeli, przyodziała się byle jak i poszła do stajni budzić chłopaków. Zaspali nieco po wczorajszych rozplecinach, bo dzień już był duży, świt zatopił ziemię w srebrzystej, połyskliwej szronami topieli, zorze się rozpalały na wschodzie — jakoby kto niebo posypał zarzewiem.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Księga jedenasta</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/11/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/11/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;Księga jedenasta&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3"&gt;Rok 1812&lt;/h2&gt;
&lt;div class="note"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wróżby wiosenne — Wkroczenie wojsk — Nabożeństwo — Rehabilitacja urzędowa śp. Jacka Soplicy — Z rozmów Gerwazego i Protazego wnosić można bliski koniec procesu — Umizgi ułana z dziewczyną — Rozstrzyga się spór o Kusego i Sokoła — Za czym goście zgromadzają się na biesiadę — Przedstawienie wodzom par narzeczonych.&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;O roku ów! kto ciebie widział w naszym kraju! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciebie lud zowie dotąd rokiem urodzaju, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A żołnierz rokiem wojny; dotąd lubią starzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O tobie bajać, dotąd pieśń o tobie marzy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z dawna byłeś niebieskim oznajmiony cudem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I poprzedzony głuchą wieścią między ludem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ogarnęło Litwinów serca z wiosny słońcem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakieś dziwne przeczucie, jak przed świata końcem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakieś oczekiwanie tęskne i radosne.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Kiedy pierwszy raz bydło wygnano na wiosnę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uważano, że chociaż zgłodniałe i chude, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie biegło na ruń, co już umaiła grudę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz kładło się na rolę i, schyliwszy głowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ryczało albo żuło swój pokarm zimowy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;I wieśniacy, ciągnący na jarzynę pługi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie cieszą się jak zwykle z końca zimy długiéj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie śpiewają piosenek: pracują leniwo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakby nie pamiętali na zasiew i żniwo. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co krok wstrzymują woły i podjezdki w bronie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I poglądają z trwogą ku zachodniej stronie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakby z tej strony miał się objawić cud jaki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I uważają z trwogą wracające ptaki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Bo już bocian przyleciał do rodzinnej sosny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rozpiął skrzydła białe, wczesny sztandar wiosny; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A za nim, krzykliwymi nadciągnąwszy pułki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gromadziły się ponad wodami jaskółki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z ziemi zmarzłej brały błoto na swe domki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W wieczór słychać w zaroślach szept ciągnącej słomki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I stada dzikich gęsi szumią ponad lasem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I znużone na popas spadają z hałasem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A w głębi ciemnej nieba, wciąż jęczą żurawie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słysząc to, nocni stróże pytają w obawie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skąd w królestwie skrzydlatym tyle zamieszania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaka burza te ptaki tak wcześnie wygania? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Aż oto nowe stada: jakby gilów, siewek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I szpaków, stada jasnych kit i chorągiewek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zajaśniały na wzgórkach, spadają na błonie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Konnica! Dziwne stroje, niewidziane bronie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pułk za pułkiem; a środkiem, jak stopione śniegi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płyną drogami kute żelazem szeregi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z lasów czernią się czapki, rzęd bagnetów błyska, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Roją się nieźliczone piechoty mrowiska. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wszyscy na północ: rzekłbyś, że w on czas z wyraju &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za ptastwem i lud ruszył do naszego kraju, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pędzony niepojętą, instynktową mocą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Konie, ludzie, armaty, orły, dniem i nocą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płyną; na niebie gorą tu i ówdzie łuny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ziemia drży, słychać, biją stronami pioruny. — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wojna! wojna! Nie było w Litwie kąta ziemi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie by jej huk nie doszedł. Pomiędzy ciemnemi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Puszczami, chłop, którego dziady i rodzice &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pomarli, nie wyjrzawszy za lasu granice, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który innych na niebie nie rozumiał krzyków &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prócz wichrów, a na ziemi prócz bestyi ryków, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gości innych nie widział oprócz spółleśników, — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz widzi: na niebie dziwna łuna pała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W puszczy łoskot, to kula od jakiegoś działa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbłądziwszy z pola bitwy, dróg w lesie szukała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rwąc pnie, siekąc gałęzie. Żubr, brodacz sędziwy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zadrżał we mchu, najeżył długie włosy grzywy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wstaje na wpół, na przednich nogach się opiera, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I potrząsając brodą, zdziwiony spoziera &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na błyskające nagle między łomem zgliszcze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był to zbłąkany granat, kręci się, wre, świszcze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pękł z hukiem jakby piorun; żubr pierwszy raz w życiu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zląkł się i uciekł w głębszym schować się ukryciu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Bitwa! gdzie? w której stronie? pytają młodzieńce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chwytają broń; kobiety wznoszą w niebo ręce; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszyscy pewni zwycięstwa, wołają ze łzami: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Bóg jest z Napoleonem, Napoleon z nami!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;O wiosno! kto cię widział wtenczas w naszym kraju, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pamiętna wiosno wojny, wiosno urodzaju! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O wiosno, kto cię widział, jak byłaś kwitnąca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbożami i trawami, a ludźmi błyszcząca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obfita we zdarzenia, nadzieją brzemienna! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja ciebie dotąd widzę, piękna maro senna! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Urodzony w niewoli, okuty w powiciu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja tylko jedną taką wiosnę miałem w życiu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Soplicowo leżało tuż przy wielkiej drodze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którą od strony Niemna ciągnęli dwaj wodze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nasz książę Józef i król Westfalski Hieronim. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już zajęli część Litwy od Grodna po Słonim: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy król rozkazał wojsku dać trzy dni wytchnienia. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale polscy żołnierze mimo utrudzenia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skarżyli się, że król im marszu nie dozwala; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak radzi by co prędzej doścignąć Moskala. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;W mieście pobliskim stanął główny sztab książęcy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A w Soplicowie obóz czterdziestu tysięcy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ze sztabami swymi jenerał Dąbrowski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kniaziewicz, Małachowski, Giedrojć i Grabowski. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Późno było, gdy weszli: więc każdy, gdzie może, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabierają kwatery w zamczysku, we dworze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skoro dano rozkazy, rozstawiono czaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każdy strudzony poszedł spać do swej komnaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z nocą wszystko ucichło: obóz, dwór i pole; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widać tylko, jak cienie, błądzące patrole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I gdzieniegdzie błyskania ognisk obozowych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słychać kolejne hasła stanowisk wojskowych. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Spali gospodarz domu, wodze i żołnierze; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oczu tylko Wojskiego sen słodki nie bierze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo Wojski ma na jutro biesiadę wyprawić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którą chce dom Sopliców na wiek wieków wsławić: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biesiadę godną miłych sercom polskim gości &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I odpowiedną wielkiej dnia uroczystości, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co jest świętem kościelnym i świętem rodziny: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jutro odbyć się mają trzech par zaręczyny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaś jenerał Dąbrowski oświadczył z wieczora, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że chce mieć obiad polski. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Choć spóźniona pora, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wojski zebrał co prędzej z sąsiedztwa kucharzy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pięciu ich było; służą, on sam gospodarzy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako kuchmistrz białym się fartuchem opasał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wdział szlafmycę, a ręce do łokciów zakasał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W ręku ma plackę muszą, owad lada jaki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Opędza, wpadający chciwie na przysmaki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drugą ręką przetarte okulary włożył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobył z zanadrza księgę, odwinął, otworzył. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Księga ta miała tytuł: &lt;em class="book-title"&gt;Kucharz doskonały&lt;/em&gt;.  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W niej spisane dokładnie wszystkie specyjały &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stołów polskich; podług niej hrabia na Tęczynie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dawał owe biesiady we włoskiej krainie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którym się Ojciec Święty Urban Ósmy dziwił; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podług niej później Karol-Kochanku-Radziwiłł, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy przyjmował w Nieświeżu króla Stanisława, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sprawił pamiętną ową ucztę, której sława &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dotąd żyje na Litwie we gminnej powieści. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Co Wojski wyczytawszy pojmie i obwieści, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To natychmiast kucharze robią umiejętni. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wre robota; pięćdziesiąt nożów w stoły tętni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwijają się kuchciki czarne jak szatany: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ci niosą drwa, ci z mlekiem i z winem sagany; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Leją w kotły, skowrody, w rondle, dym wybucha; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwóch kuchcików przy piecu siedzi, w mieszki dmucha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wojski, ażeby ogień tym łacniej rozpalać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozkazał stopionego masła na drwa nalać &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(Zbytek ten dozwolony jest w dostatnim domu). &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kuchciki sypią w ogień suche pęki łomu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Inni na rożny sadzą ogromne pieczenie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wołowe, sarnie, combry dzicze i jelenie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ci skubią stosy ptastwa, lecą puchów chmury, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obnażają się głuszce, cietrzewie i kury. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz kur niewiele było: od owej wyprawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którą w czasie zajazdu Dobrzyński Sak krwawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zrobił na kurnik, kędy Zosi gospodarstwo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zniszczył, nie zostawiwszy sztuki na lekarstwo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze nie mogło ptastwem zakwitnąć na nowo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sławne niegdyś ze drobiu swego Soplicowo. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zresztą zaś miąs wszelakich był wielki dostatek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co się zgromadzić dało i z domu, i z jatek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z lasów, i z sąsiedztwa, z bliska i z daleka: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekłbyś, ptasiego tylko nie dostaje mleka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwie rzeczy, których hojny pan do uczty szuka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łączą się w Soplicowie: dostatek i sztuka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Już wschodził uroczysty dzień &lt;em class="author-emphasis"&gt;Najświętszej Panny&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Kwietnej&lt;/em&gt;. Pogoda była prześliczna, czas ranny; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niebo czyste, wokoło ziemi obciągnięte, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako morze wiszące, ciche, wklęsło-wgięte, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kilka gwiazd świeci z głębi, jako perły ze dna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przez fale; z boku chmura biała, sama jedna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podlatuje i skrzydła w błękicie zanurza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podobne do niknących piór Anioła Stróża, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który nocną modlitwą ludzi przytrzymany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spóźnił się, śpieszy wracać między spółniebiany. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Już ostatnie perły gwiazd zamierzchły i na dnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niebios zgasły, i niebo środkiem czoła bladnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawą skronią złożone na wezgłowiu cieni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze smagławe, lewą coraz się rumieni; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A dalej okrąg, jakby powieka szeroka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozsuwa się i w środku widać białek oka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widać tęczę, źrenicę — już promień wytrysnął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po okrągłych niebiosach wygięty przebłysnął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I w białej chmurce jako złoty grot zawisnął. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na ten strzał, na dnia hasło, pęk ogniów wylata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tysiąc rac krzyżuje się po okręgu świata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A oko słońca weszło. Jeszcze nieco senne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przymruża się, drżąc wstrząsa swe rzęsy promienne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siedmią barw błyszczy razem: szafirowe razem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Razem krwawi się w rubin i żółknie topazem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż rozlśniło się jako kryształ przezroczyste, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem jak brylant światłe, na koniec ogniste, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak księżyc wielkie, jako gwiazda migające: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak po nieźmiernym niebie szło samotne słońce. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Dziś pospólstwo litewskie z całej okolicy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zebrało się przed wschodem wokoło kaplicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gdyby na nowego ogłoszenie cudu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbiór ten pochodził w części z pobożności ludu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A w części z ciekawości: bo dziś w Soplicowie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na nabożeństwie mają być jenerałowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sławni dowódcy owi naszych legijonów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Których lud znał imiona i czcił jak patronów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Których wszystkie tułactwa, wyprawy i bitwy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Były ewangeliją narodową Litwy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Już przyszło oficerów kilku, tłum żołnierzy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lud ich otacza, patrzy, ledwie oczom wierzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oglądając rodaków mundury noszących, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbrojnych, wolnych i polskim językiem mówiących. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wyszła msza. Nie obejmie świątynia maleńka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Całego zgromadzenia: lud na trawie klęka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrząc we drzwi kaplicy, odkrywają głowy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Włos litewskiego ludu, biały albo płowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pozłacał się jako łan dojrzałego żyta; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzieniegdzie kraśna główka dziewicza wykwita, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ubrana w świeże kwiaty albo w pawie oczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wstęgi rozplecione, ozdoby warkoczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śród głów męskich jak w zbożu bławat i kąkole. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Klęczący różnobarwny tłum okrywa pole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A na głos dzwonka, niby na wiatru powianie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chylą się wszystkie głowy jak kłosy na łanie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wieśniaczki dziś na ołtarz Matki Zbawiciela &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niosą pierwszy dar wiosny, świeże snopki ziela; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko wkoło ubrane w bukiety i w wianki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ołtarz, obraz, a nawet dzwonica i ganki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czasem poranny wietrzyk, gdy ze wschodu wionie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zrywa wianki i rzuca na klęczących skronie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rozlewa jak z mszalnej kadzielnicy wonie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;A gdy w kościele było po mszy i kazaniu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyszedł przewodniczący całemu zebraniu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podkomorzy, niedawno przez powiatu stany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgodnie konfederackim marszałkiem obrany. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miał mundur województwa: żupan złotem szyty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kontusz grodeturowy z frędzlą i pas lity, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przy którym karabela z głownią jaszczurową; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na szyi świecił wielką szpilką brylantową; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Konfederatka biała, a na niej pęk gruby &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drogich piórek, były to białych czapel czuby &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(Na fest kładzie się tylko kitka tak bogata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Której każde pióreczko kosztuje dukata). &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak ubrany, na wzgórek wstąpił przed kościołem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wieśniacy i żołnierstwo ścisnęło się kołem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On rzekł: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;«Bracia! ogłosił wam ksiądz na ambonie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wolność, którą cesarz-król przywrócił Koronie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A teraz Litewskiemu Księstwu, Polszcze całej &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przywraca; słyszeliście rządowe uchwały &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zwołujące walny sejm uniwersały. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja tylko mam słów parę przemówić do gminy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W rzeczy, która się tycze Sopliców rodziny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tutejszych panów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cała pomni okolica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co tu zbroił nieboszczyk pan Jacek Soplica: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale kiedy o grzechach jego wszyscy wiecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czas i zasługi jego ogłosić na świecie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obecni tu są naszych wojsk jenerałowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od których usłyszałem wszystko, co wam mówię. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten Jacek nie był umarł (jak głoszono) w Rzymie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko odmienił życie dawne, stan i imię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wszystkie przeciw Bogu i Ojczyźnie winy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgładził przez żywot święty i przez wielkie czyny. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;On to pod Hohenlinden, gdy Ryszpans jenerał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na pół pobity już się do odwrotu zbierał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wiedząc, że Kniaziewicz ciągnie ku odsieczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On to Jacek, zwan Robak, wśród grotów i mieczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeniósł od Kniaziewicza listy Ryszpansowi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Donoszące, że nasi biorą tył wrogowi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On potem w Hiszpaniji, gdy nasze ułany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdobyły Samosiery grzbiet oszańcowany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obok Kozietulskiego był ranny dwa razy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Następnie, jak wysłaniec, z tajnymi rozkazy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biegał po różnych stronach ducha ludzi badać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Towarzystwa tajemne wiązać i zakładać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec w Soplicowie, w swym ojczystym gnieździe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy gotował powstanie zginął na zajeździe. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Właśnie o jego śmierci nadeszła wiadomość &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do Warszawy w tę chwilę, gdy cesarz jegomość &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Raczył mu dać za dawne czyny bohaterskie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Legiji honorowej znaki kawalerskie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Owoż te wszystkie rzeczy mając na uwadze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja, reprezentujący województwa władzę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moją konfederacką ogłaszam wam laską: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że Jacek wierną służbą i cesarską łaską &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zniósł infamiji plamę, powraca do cześci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I znowu się w rzęd prawych patryjotów mieści. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc kto będzie śmiał Jacka zmarłego rodzinie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wspomnieć kiedy o dawnej zagładzonej winie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten podpadnie za karę takiego wyrzutu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Gravis notæ maculæ&lt;/em&gt;, wedle słów Statutu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Karzących tak militem jak i skartabella, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co by siał infamiją na obywatela; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A że teraz jest równość, więc artykuł trzeci &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obowiązuje równie i mieszczan, i kmieci. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten wyrok marszałkowski pan pisarz umieści, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W aktach jeneralności, a Woźny obwieści. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Co się tycze legiji honorowej krzyża, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że późno przyszedł, nic to sławie nie ubliża; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli Jackowi nie mógł służyć ku ozdobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech służy ku pamiątce: wieszam go na grobie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzy dni tu będzie wisiał, potem do kaplicy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złoży się, jako wotum dla Boga Rodzicy». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;To powiedziawszy, order wydobył z pokrowca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zawiesił na skromnym krzyżyku grobowca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uwiązaną w kokardę wstążeczkę czerwoną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I krzyż biały gwiaździsty ze złotą koroną; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeciw słońcu promienie gwiazdy zajaśniały &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako ostatni odbłysk ziemskiej Jacka chwały. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tymczasem lud na klęczkach &lt;em class="book-title"&gt;Anioł Pański&lt;/em&gt; mowi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Upraszając o wieczny pokój grzesznikowi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędzia obchodzi gości i wiejską gromadę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystkich do Soplicowa wzywa na biesiadę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ale na przyźbie domu usiedli dwaj starce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mając u kolan pełne miodu dwa półgarce. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzą w sad, gdzie wśród pączków barwistego maku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stał ułan jak słonecznik, w błyszczącym kołpaku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Strojnym blachą złocistą i piórem koguta; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przy nim dziewczę w zielonej sukience jak ruta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pozioma, wznosi oczki błękitne jak bratki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ku oczom chłopca; dalej panny rwały kwiatki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po ogrodzie, umyślnie odwracając głowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od kochanków, żeby im nie mieszać rozmowy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ale starce miód piją, tabakierką z kory &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Częstując się nawzajem, toczą rozhowory.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Tak, tak, mój Protazeńku» rzekł Klucznik Gerwazy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Tak, tak, mój Gerwazeńku» rzekł Woźny Protazy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Tak to, tak!» powtórzyli zgodnie kilka razy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiwając w takt głowami; wreszcie Woźny rzecze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Iż proces nasz skończy się dziwnie, ja nie przeczę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszakże, były przykłady: pamiętam procesy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W których się działy gorsze niż u nas ekscesy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A intercyza cały zakończyła kłopot: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak z Borzdobohatymi pogodził się Łopot, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krepsztulowie z Kupściami, Putrament z Pikturną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z Odyńcami Mackiewicz, z Kwileckimi Turno. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co mówię! wszak Polacy miewali zamieszki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z Litwą, gorsze niżeli z Soplicą Horeszki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdy na rozum wzięła królowa Jadwiga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To się bez sądów owa skończyła intryga. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrze, gdy strony mają panny albo wdowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na wydaniu: to zawsze kompromis gotowy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Najdłuższy proces zwykle bywa z duchowieństwem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Katolickim albo też z bliskim pokrewieństwem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo wtenczas sprawy skończyć nie można małżeństwem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stąd to Lachy z Rusami w sporach nieskończonych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idąc z Lecha i Rusa, dwu braci rodzonych; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stąd się tyle procesów litewskich ciągnęło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Długo z księżmi Krzyżaki, aż wygrał Jagiełło; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stąd na koniec &lt;em class="foreign-word"&gt;pendebat&lt;/em&gt; długo przed aktami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sławny ów proces Rymszów z dominikanami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż wygrał wreszcie syndyk klasztorny ksiądz Dymsza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skąd jest przysłowie: większy Pan Bóg niż pan Rymsza; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja zaś dołożę, lepszy miód od Scyzoryka». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To mówiąc, półgarcówką przepił do Klucznika. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Prawda! prawda! — rzekł na to Gerwazy wzruszony. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziwneć to były losy tej naszej Korony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I naszej Litwy! Wszak to jak małżonków dwoje! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bóg złączył, a czart dzieli; Bóg swoje, czart swoje! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, bracie Protazeńku! że to oczy nasze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzą! że znowu do nas ci Koronijasze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawitali! Służyłem ja z nimi przed laty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pamiętam, dzielne były z nich konfederaty! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyby nieboszczyk pan mój Stolnik dożył chwili! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O Jacku! Jacku!... lecz cóż będziemy kwilili? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skoro dziś znowu Litwa łączy się z Koroną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Toć tym samym już wszystko zgodzono, zgładzono». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«I to dziw — rzekł Protazy — że o tej to Zosi, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O której rękę teraz nasz Tadeusz prosi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Było przed rokiem omen, jakoby znak z nieba!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Panną Zofiją — przerwał Klucznik — zwać ją trzeba; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo już dorosła, nie jest dziewczyną maluczką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przy tym z krwi dygnitarskiej, jest Stolnika wnuczką». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Owoż — kończył Protazy — był to znak proroczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O jej losie, widziałem znak na własne oczy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przed rokiem tu siedziała w święto czeladź nasza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pijąc miód; alić patrzym: pęc, pada z poddasza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwóch wróblów bijących się; oba samcy stare, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeden młodszy cokolwiek miał podgarle szare, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drugi czarne; dalejże tłuc się po podwórzu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przewracać kulki, że aż zaryli się w kurzu — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;My patrzym, a tymczasem szepcą sobie sługi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że ten czarny niech będzie Horeszko, a drugi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Soplica; więc ilekroć szary był na górze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzyczą: »Wiwat Soplica, pfe Horeszki tchórze!« &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdy spadał, wołali: »Popraw się Soplica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie daj się magnatowi, to wstyd na szlachcica!« &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak śmiejąc się, czekamy, kto kogo pokona; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem Zosieńka, nad ptastwem litością wzruszona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podbiegła i nakryła rączką te rycerze; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze się w ręku bili, aż leciało pierze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Taka była zawziętość w tym maleńkim lichu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Baby patrząc na Zosię, gadały po cichu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że pewnie przeznaczeniem będzie tej dziewczyny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pogodzić dwie od dawna zwaśnione rodziny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A widzę, że się dzisiaj ziścił omen babi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawdać to, że naonczas myślano o Hrabi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie zaś o Tadeuszu». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Na to Klucznik rzecze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Dziwne są sprawy w świecie, kto wszystko dociecze! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja też powiem waszeci rzecz choć nie tak cudną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak ów omen, a przecież do pojęcia trudną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiesz, iż dawniej rad bym był Sopliców rodzinę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W łyżce wody utopić; a tego chłopczynę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusza, od dziecka niezmierniem polubił! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uważałem, że gdy się z chłopiętami czubił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawsze ich zbił; więc ilekroć do zamku biegał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jam go zawsze do trudnych imprezów podżegał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko mu się udało: czy wydrzeć gołębie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na wieży, czy jemiołę oberwać na dębie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyli z najwyższej sosny złupić wronie gniazdo: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko umiał; myśliłem: pod szczęśliwą gwiazdą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Urodził się ten chłopiec, szkoda że Soplica! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż by zgadł, że w nim zamku powitam dziedzica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Męża panny Zofiji, mej wielmożnej pani!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tu skończyli rozmowę, piją zadumani; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słychać tylko niekiedy te krótkie wyrazy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Tak, tak, panie Gerwazy» — «Tak, panie Protazy». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Przyzba tykała kuchni, której okna stały &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otworem i dym jako z pożaru buchały; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż z kłębów dymu, niby biała gołębica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mignęła świecąca się kuchmistrza szlafmyca: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wojski przez okno kuchni, ponad starców głowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wytknąwszy głowę, milczkiem słuchał ich rozmowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I podał im nareszcie filiżanki spodek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pełen biszkoktów, mówiąc: «Zakąście wasz miodek. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ja wam też opowiem historią ciekawą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sporu, który miał bitwą zakończyć się krwawą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy polujący w głębi nalibockich lasów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rejtan wypłatał sztukę książęciu Denassów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tej sztuki omal własnym nie przypłacił zdrowiem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jam kłótnię panów zgodził, jak — to wam opowiem». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale Wojskiego powieść przerwali kucharze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pytając komu serwis ustawiać rozkaże. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wojski odszedł, a starcy zaczerpnąwszy miodu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zadumani zwrócili oczy w głąb ogrodu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie ów dorodny ułan rozmawiał z panienką. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Właśnie ułan ująwszy jej dłoń lewą ręką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(Prawą miał na temlaku, widać, że był ranny) &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z takimi odezwał się słowami do panny: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Zofijo, musisz to mnie koniecznie powiedzieć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim zamienim pierścionki, muszę o tym wiedzieć. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I cóż, że przeszłej zimy byłaś już gotowa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dać słowo mnie? Ja wtenczas nie przyjąłem słowa: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo i cóż mnie po takim wymuszonym słowie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtenczas bawiłem bardzo krótko w Soplicowie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie byłem taki próżny, ażebym się łudził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żem jednym mym spojrzeniem miłość w tobie wzbudził; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja nie fanfaron, chciałem mą własną zasługą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zyskać twe względy, choćby przyszło czekać długo. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz jesteś łaskawa twe słowo powtórzyć: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czymże na tyle łaski umiałem zasłużyć? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może mnie bierzesz, Zosiu, nie tak z przywiązania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko że stryj i ciotka do tego cię skłania? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale małżeństwo, Zosiu, jest rzecz wielkiej wagi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Radź się serca własnego; niczyjej powagi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu nie słuchaj, ni stryja gróźb, ni namów cioci. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli nie czujesz dla mnie nic oprócz dobroci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Możem te zaręczyny czas jakiś odwlekać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więzić twej woli nie chcę; będziem, Zosiu, czekać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic nas nie nagli, zwłaszcza że wczora wieczorem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dano mi rozkaz zostać w Litwie instruktorem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W pułku tutejszym, nim się z mych ran nie wyleczę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I cóż kochana Zosiu?» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Na to Zosia rzecze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wznosząc głowę i patrząc w oczy mu nieśmiało: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Nie pamiętam już dobrze, co się dawniej działo; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiem, że wszyscy mówili, iż za mąż iść trzeba &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za pana: ja się zawsze zgadzam z wolą Nieba &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z wolą starszych». Potem, spuściwszy oczęta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dodała: «Przed odjazdem, jeśli pan pamięta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy umarł ksiądz Robak w ową burzę nocną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widziałam, że pan jadąc żałował nas mocno; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan łzy miał w oczach; te łzy, powiem panu szczerze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wpadły mnie aż do serca; odtąd panu wierzę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że mnie lubisz; ilekroć mówiłam pacierze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za pana powodzenie, zawsze przed oczami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stał pan z tymi dużymi błyszczacymi łzami. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem Podkomorzyna do Wilna jeździła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzięła mnie tam na zimę; alem ja tęskniła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do Soplicowa i do tego pokoiku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie mnie pan naprzód w wieczór spotkał przy stoliku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem pożegnał... Nie wiem, skąd pamiątka pana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coś niby jak rozsada w jesieni zasiana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przez całą zimę w moim sercu się krzewiła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że, jako mówię panu, ustawniem tęskniła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do tego pokoiku, i coś mi szeptało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że tam znów pana znajdę — i tak się też stało. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mając to w głowie, często też miałam na ustach &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Imię pana — było to w Wilnie na zapustach; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panny mówiły, że ja jestem zakochana: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jużci, jeżeli kocham, to już chyba pana». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusz rad z takiego miłości dowodu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wziął ją pod rękę, ścisnął i wyszli z ogrodu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do pokoju damskiego, do owej komnaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kędy Tadeusz mieszkał przed dziesięcią laty.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Teraz bawił tam Rejent cudnie wystrojony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I usługiwał damie, swojej narzeczonéj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biegając i podając sygnety, łańcuszki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słoiki i flaszeczki, i proszki, i muszki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wesoł, na pannę młodą patrzył tryumfalnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panna młoda kończyła robić gotowalnię: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siedziała przed zwierciadłem radząc się bóstw wdzięku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pokojowe zaś, jedne z żelazkami w ręku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odświeżają nadstygłe warkoczów pierścionki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drugie klęcząc pracują około falbonki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Gdy się tak Rejent bawi ze swą narzeczoną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kuchcik stuknął doń w okno: kota spostrzeżono! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kot, wykradłszy się z łozy, prześmignął po łące &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wskoczył w sad pomiędzy jarzyny wschodzące; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam siedzi: wystraszyć go łacno z rozsadniku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I uszczuć, postawiwszy charty na przesmyku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bieży Asesor, ciągnąc za obróż Sokoła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pośpiesza za nim Rejent i Kusego woła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wojski obu z chartami przy płocie ustawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A sam się z placką muszą do sadu wyprawił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Depcąc, świszcząc i klaszcząc, bardzo zwierza trwoży; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczwacze, trzymając każdy charta na obroży, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ukazują palcami, skąd zając wyruszy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cmokają z cicha; charty nadstawiły uszy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wytknęły pyski na wiatr i drżą niecierpliwie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak dwie strzały złożone na jednej cięciwie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem Wojski krzyknął: «Wyczha!» Zając smyk zza płotu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na łąkę; charty za nim; i wnet bez obrotu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sokół i Kusy razem spadli na szaraka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ze dwóch stron w jednej chwili, jak dwa skrzydła ptaka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zęby mu jak szpony zatopili w grzbiecie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kot jęknął raz, jak nowo narodzone dziecię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żałośnie! Biegą szczwacze: już leży bez ducha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A charty mu sierść białą targają spod brzucha. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Szczwacze pogłaskali psy, a Wojski tymczasem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobył nożyk strzelecki wiszący za pasem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oderznął skoki i rzekł: «Dziś równą odprawę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wezmą pieski, bo równą pozyskali sławę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Równa ich była rączość, równa była praca; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Godzien jest pałac Paca, godzien Pac pałaca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Godni są szczwacze chartów, godne szczwaczów charty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otóż skończony spór wasz długi i zażarty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja, któregoście sędzią zakładu obrali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wydaję wreszcie wyrok: obaście wygrali. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wracam fanty, niech każdy przy swoim zostanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wy podpiszcie zgodę». Na starca wezwanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczwacze zwrócili na się rozjaśnione lice &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I długo rozdzielone złączyli prawice. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wtem rzekł Rejent: «Stawiłem niegdyś konia z rzędem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Opisałem się także przed ziemskim urzędem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Iż pierścień mój sędziemu w salarijum złożę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Fant postawiony w zakład wracać się nie może. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pierścień niechaj pan Wojski na pamiątkę przymie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I każe na nim wyryć albo swoje imię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub gdy zechce, herbowne Hreczechów ozdoby; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krwawnik jest gładki, złoto jedenastej proby. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Konia teraz ułani pod jazdę zabrali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzęd został przy mnie; każdy znawca ten rzęd chwali &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Iż jest wygodny, trwały, a piękny jak cacko: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kulbaczka wąska modą z turecka kozacką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kula na przodzie, w kuli są drogie kamienie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poduszeczka z rubrontu wyścieła siedzenie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kiedy na łęk wskoczysz, na tym miękkim puszku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Między kulami siedzisz wygodnie jak w łóżku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdy w galop puścisz się (tu Rejent Bolesta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który, jako wiadomo, bardzo lubił gesta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozstawił nogi jakby na konia wskakiwał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem galop udając, powoli się kiwał) &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdy w galop puścisz się, natenczas z czapraka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Blask bije, jakby złoto kapało z rumaka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo tabenki są gęsto złotem nakrapiane, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I szerokie strzemiona srebrne pozłacane; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na rzemieniach munsztuka i na uździenicy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Połyskają guziki perłowej macicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U napierśnika wisi księżyc w kształt Leliwy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To jest w kształt nowiu. Cały ten sprzęt osobliwy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdobyty (jak wieść niesie) w boju podhajeckim &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na jakimś bardzo znacznym szlachcicu tureckim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjm, Asesorze, w dowód mojego szacunku». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;A na to rzekł Asesor, wesół z podarunku: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Ja niegdyś darowane od księcia Sanguszki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stawiłem w zakład moje prześliczne obróżki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaszczurem wykładane z kolcami ze złota, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I utkaną z jedwabiu smycz, której robota &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Równie droga jak kamień co się na niej świeci. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciałem sprzęt ten zostawić w dziedzictwie dla dzieci; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzieci pewnie mieć będę: wiesz, że się dziś żenię; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale ten sprzęt, Rejencie, proszę uniżenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bądź łaskaw przyjąć w zamian za twój rzęd bogaty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I na pamiątkę sporu, co długimi laty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Toczył się i nareszcie zakończył zaszczytnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dla nas obu. Niech zgoda między nami kwitnie». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc wracali do domu oznajmić za stołem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że się skończył spór między Kusym i Sokołem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Była wieść, że zająca tego Wojski w domu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyhodował i w ogród puścił po kryjomu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ażeby szczwaczów zgodzić zbyt łatwą zdobyczą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Staruszek tak swą sztukę zrobił tajemniczo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że oszukał zupełnie całe Soplicowo. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kuchcik w lat kilka później szepnął o tym słowo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcąc Assesora skłócić z Rejentem na nowo; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale próżno krzywdzące chartów wieści szerzył: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wojski zaprzeczył i nikt kuchcie nie uwierzył. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Już goście zgromadzeni w wielkiej zamku sali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czekając uczty, wkoło stołu rozmawiali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy pan Sędzia w mundurze wojewódzkim wchodzi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pana Tadeusza z Zofią przywodzi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusz lewą dłonią dotykając głowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pozdrowił swych dowódców przez ukłon wojskowy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zofija z opuszczonym ku ziemi wejrzeniem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zapłoniwszy się, gości witała dygnieniem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(Od Telimeny pięknie dygać wyuczona). &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miała wianek na głowie jako narzeczona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zresztą ubiór ten samy, w jakim dziś w kaplicy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Składała snop wiosenny dla Boga Rodzicy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Użęła znów dla gości nowy snopek ziela; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedną ręką zeń kwiaty i trawy rozdziela, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drugą swój sierp błyszczący poprawia na głowie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brali ziółka, całując jej ręce, wodzowie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zosia znowu dygała w kolej zapłoniona. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wtem jenerał Kniaziewicz wziął ją za ramiona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I złożywszy ojcowski całus na jej czole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podniósł w górę dziewczynę, postawił na stole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wszyscy klaszcząc w dłonie zawołali: «Brawo!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zachwyceni dziewczyny urodą, postawą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A szczególniej jej strojem litewskim, prostaczym. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo dla tych wodzów, którzy w swym życiu tułaczym &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak długo błąkali się w obcych stronach świata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziwne miała powaby narodowa szata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Która im wspominała i młode ich lata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dawne ich miłostki. Więc ze łzami prawie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skupili się do stołu, patrzyli ciekawie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ci proszą, aby Zosia wzniosła nieco czoło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I oczy pokazała; ci, ażeby wkoło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Raczyła się obrócić; dziewczyna wstydliwa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obraca się, lecz oczy rękami zakrywa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusz patrzył wesół i zacierał ręce. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Czy ktoś Zosi poradził wyjść w takiej sukience, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy instynktem wiedziała (bo dziewczyna zgadnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawsze instynktem, co jej do twarzy przypadnie): &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dosyć, że Zosia pierwszy raz w życiu dziś z rana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Była od Telimeny za upór łajana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie chcąc modnego stroju, aż wymogła płaczem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że ją tak zostawiono, w ubraniu prostaczem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Spódniczkę miała długą, białą; suknię krótką &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z zielonego kamlotu z różową obwódką; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gorset także zielony, różowymi wstęgi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od łona aż do szyi sznurowany w pręgi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod nim pierś jako pączek pod listkiem się tuli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od ramion świecą białe rękawy koszuli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako skrzydła motyle do lotu wydęte, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U dłoni skarbowane i wstążką opięte. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szyja także koszulką obciśniona wąską, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kołnierzyk zadzierzgniony różową zawiązką; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zauszniczki wyrżnięte sztucznie z pestek wiszni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Których się wyrobieniem Sak Dobrzyński pyszni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(Były tam dwa serduszka z grotem i płomykiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dane dla Zosi, gdy Sak był jej zalotnikiem); &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na kołnierzyku wiszą dwa sznurki bursztynu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na skroniach zielonego wianek rozmarynu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wstążki warkoczów Zosia rzuciła na barki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A na czoło włożyła, zwyczajem żniwiarki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sierp krzywy, świeżym żęciem traw oszlifowany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jasny jak nów miesięczny nad czołem Dyjany. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wszyscy chwalą, klaskają. Jeden z oficerów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobył z kieszeni &lt;em class="foreign-word"&gt;portefeuille&lt;/em&gt; z plikami papierów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozłożył je, ołówek przyciął, w ustach zmoczył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzy w Zosię, rysuje. Ledwie Sędzia zoczył &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Papiery i ołówki, poznał rysownika; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć go bardzo odmienił mundur pułkownika, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bogate szlify, mina prawdziwie ułańska &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wąsik poczerniony i bródka hiszpańska. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędzia poznał: «Jak się masz, mój jaśnie wielmożny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabio, i w ładownicy masz twój sprzęt podróżny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do malarstwa!» W istocie, był to Hrabia młody; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niedawny żołnierz: lecz że wielkie miał dochody &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I swoim kosztem cały pułk jazdy wystawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I w pierwszej zaraz bitwie wybornie się sprawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cesarz go pułkownikiem dziś właśnie mianował; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc Sędzia witał Hrabię i rangi winszował, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale Hrabia nie słuchał, a pilnie rysował. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tymczasem weszła druga para narzeczona: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Asesor, niegdyś cara, dziś Napoleona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wierny sługa; żandarmów oddział miał w komendzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A choć ledwie dwadzieścia godzin był w urzędzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już włożył mundur siny z polskimi wyłogi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ciągnął krzywą szablę i dzwonił w ostrogi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obok poważnym krokiem szła jego kochanka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ubrana bardzo strojnie, Tekla Hreczeszanka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo Asesor już dawno Telimenę rzucił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I aby tę kokietkę tym mocniej zasmucił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ku Wojszczance afekty serdeczne obrócił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panna nie nadto młoda, już pono półwieczna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz gospodyni dobra, osoba stateczna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I posażna: bo oprócz swej dziedzicznej wioski &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sumką z daru Sędziego powiększała wnioski. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Trzeciej pary daremnie czekają czas długi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędzia niecierpliwi się i wysyła sługi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wracają: powiadają, że trzeci małżonek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan Rejent, szczując kota, zgubił swój pierścionek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ślubny, szuka na łące; a Rejenta dama &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze u gotowalni, choć spieszy się sama &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I choć jej pomagają służebne kobiety, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie mogła w żaden sposób skończyć toalety: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ledwie będzie gotowa na godzinę czwartą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/pan-tadeusz/"&gt;Adam Mickiewicz, „Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział jedenasty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/11/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/11/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział jedenasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Tej nocy Winicjusz nie kładł się wcale. W czas jakiś po odejściu Petroniusza, gdy jęki smaganych niewolników nie mogły ukoić ani jego bólu, ani wściekłości, zebrał gromadę innych sług i na ich czele późną już nocą wypadł na poszukiwanie Ligii. Zwiedził dzielnicę eskwilińską, potem Suburę, Vicus Sceleratus i wszystkie przyległe zaułki. Po czym obszedłszy Kapitol, przez most Fabrycjusza przedostał się na wyspę, za czym przebiegł część miasta zatybrzańską. Lecz była to gonitwa bez celu, gdyż sam nie miał nadziei odnalezienia Ligii i jeśli jej szukał, to głównie dlatego, by zapełnić czymkolwiek noc straszną. Jakoż wrócił do domu dopiero o świtaniu, gdy już w mieście poczęły się zjawiać wozy i muły przekupniów jarzyn i gdy piekarze otwierali już sklepy. Wróciwszy kazał uprzątnąć ciało Gula, którego nikt nie śmiał tknąć dotąd, następnie tych niewolników, którym odbito Ligię, kazał wysłać do wiejskich ergastulów, co było karą straszniejszą niemal od śmierci, wreszcie, rzuciwszy się na wysłaną ławę w atrium, począł bezładnie rozmyślać, jakim sposobem odnajdzie i zabierze Ligię.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XI</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/11/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/11/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XI&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Po powrocie z wakacji Borowicz zastał w gimnazjum duże zmiany. Znikł z horyzontu miasta Klerykowa dyrektor gimnazjum, przeszedłszy do emerytury; przeniesiony został do innej szkoły inspektor, ustąpił zupełnie stary Leim, jeden z pomocników gospodarzy klas i dwaj nauczyciele historii. Na ich miejscu figurował nowy zarząd: dyrektor Kriestoobriadnikow, inspektor Zabielskij, nowy nauczyciel łaciny Rosjanin Pietrow, pomocnik gospodarzy klasowych Mieszoczkin i nauczyciel historii Kostriulew.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zarazem ogólny nastrój i zewnętrzna fizjonomia szkoły uległy zmianie radykalnej. Uczniowie starsi poczuli od razu, że teraz dopiero ujęto ich pod żeberka, pan Pazur umilkł i tylko minami oraz wytrzeszczaniem oczu pokazywał starym ulubieńcom, że za nic w świecie nie będzie gadał ani jednego słowa; — wreszcie nauczyciele Polacy nie odzywali się wcale do uczniów &lt;em class="foreign-word"&gt;extra muros&lt;/em&gt; szkoły, ażeby nie mówić po rosyjsku, a jeżeli konieczność zmuszała ich do takiej rozmowy, to prowadzili ją nie inaczej jak w języku urzędowym.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XI</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/11/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/11/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XI&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Minął dzień, noc i jeszcze dzień, a oni pędzili wciąż na południe, zatrzymując się tylko na czas krótki w khorach, by nie zmordować zbyt wielbłądów, napoić je, nakarmić, a zarazem rozdzielić żywność i wodę między sobą. Z obawy pogoni wykręcili jeszcze bardziej na zachód, o wodę bowiem nie potrzebowali się przez pewien czas troszczyć. Ulewa trwała wprawdzie nie więcej nad siedem godzin, ale była tak niezmierna, jakby nad pustynią nastąpiło oberwanie się chmur, więc zarówno Idrys i Gebhr, jak i Beduini wiedzieli, że na dnie khorów i w tych miejscach, gdzie skały tworzą naturalne wgłębienia i ocembrzyny, znajdzie się przez parę dni tyle wody, że nie tylko starczy dla nich i dla wielbłądów, ale nawet na zrobienie zapasów. Po wielkim dżdżu nastała, jak zwykle bywa, wspaniała pogoda. Niebo było bez chmurki, powietrze tak przezroczyste, że wzrok sięgał na niezmierną odległość. W nocy niebo nabite gwiazdami skrzyło się i migotało, jakby tysiącami diamentów. Od piasków pustyni szedł rzeźwy chłód.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Scena IX. Noc Dziadów</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/dziady-dziady-poema-dziady-czesc-iii/11/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/dziady-dziady-poema-dziady-czesc-iii/11/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title" id="sub8"&gt;SCENA IX. NOC DZIADÓW&lt;/h2&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;Opodal widać kaplicę — smętarz — &lt;em class="person"&gt;Guślarz&lt;/em&gt; i &lt;em class="person"&gt;Kobieta&lt;/em&gt; w żałobie&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GUŚLARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Już idą w cerkiew gromady &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I wkrótce zaczną się Dziady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Iść nam pora, już noc głucha. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOBIETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ja tam nie pójdę, guślarzu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ja chcę zostać na smętarzu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Chcę jednego widzieć ducha: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Tego, co przed laty wielu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Zjawił się po mym weselu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Co pośród duchów gromady &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Stanął nagle krwawy, blady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I mnie dzikim okiem łowił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I ani słowa nie mówił. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GUŚLARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;On żył może, gdym go badał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Dlatego nie odpowiadał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Bo na duchów zgromadzenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;W tajemniczą noc na Dziady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Można wzywać żywych cienie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ciała będą u biesiady &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Albo u gry, albo w boju, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I zostaną tam w pokoju; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Dusza zwana po imieniu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Objawia się w lekkim cieniu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Lecz póki żyje, ust nie ma, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Stoi biała, głucha, niema. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOBIETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Cóż znaczyła w piersiach rana? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GUŚLARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Widać, że w duszę zadana. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOBIETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ja tu sama zgubię drogę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GUŚLARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ja tu z tobą zostać mogę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Tam beze mnie zrobią czary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jest tam inny guślarz stary. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Czy słyszysz te śpiewy w dali? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Już się tam ludzie zebrali. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Pierwszą klątwę już zaklęli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Klątwę wianka i kądzieli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Wezwali powietrznych duchów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Widzisz tych świateł tysiące, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jakby gwiazdy spadające? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ten ognistych ciąg łańcuchów? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;To powietrznych roje duchów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Patrz, już nad kaplicą świecą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Pod czarnym niebios obszarem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jak gołębie, kiedy lecą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;W nocy nad miasta pożarem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Gdy białymi skrzydeł puchy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Odbijając żar ogniska, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ptastwo jak stado gwiazd błyska. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOBIETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;On nie będzie z tymi duchy! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GUŚLARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Widzisz, blask z kaplicy bucha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Teraz klęli ognia władzą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ciała w nocy złego ducha &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Z pustyń, z mogił wyprowadzą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Tędy będą ciągnąć duchy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Poznasz go, jeśli pamiętasz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ukryj się ze mną w dąb suchy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;W ten dąb suchy i wygniły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Tu się niegdyś wróżki kryły. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Już rusza się cały smętarz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Rozwierają się mogiły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Wybuchnął płomyk niebieski; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Podskakują w górę deski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Wysuwają potępieńce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Blade głowy, długie ręce; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Widzisz oczy jak zarzewie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Schowaj oczy, skryj się w drzewie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Upiór z dala wzrokiem piecze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Lecz guślarza nie urzecze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ha! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOBIETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co widzisz? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GUŚLARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Trup to świeży! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;W nie zgniłej jeszcze odzieży. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Dymem siarki trąci wkoło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Czarne ma jak węgiel czoło. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Zamiast oczu — w jamach czaszki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Żarzą się dwie złote blaszki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;A w środku każdego kółka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Siedzi diablik, jak w źrenicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I wywraca wciąż koziołka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Miga lotem błyskawicy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Trup tu bieży, zębem zgrzyta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Z ręki przelewa do ręki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jak gdyby z sita do sita, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Wrzące srebro — słyszysz jęki? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;WIDMO&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie kościół? — gdzie kościół — gdzie Boga lud chwali? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Gdzie kościół, ach, pokaż, człowiecze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, widzisz, jak we łbie ten dukat mię pali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Jak srebro stopione dłoń piecze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, wylej, człowieku, dla biednej sieroty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Dla więźnia jakiego, dla wdowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, wylej mi z ręki żar srebrny i złoty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;I dukat ten wyłup mi z głowy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty nie chcesz! ha, kruszec przelewać ja muszę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Aż kiedyś ten dzieci pożerca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyzionie łakomą, bezdenną swą duszę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Ten kruszec mu wleję do serca. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A potem przez oczy, przez uszy wyleję &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;I znowu tym wleję korytem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I będę tym trupem obracać jak sitem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 2em"&gt;Naleję, wyleję, przesieję! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, kiedyż przez niego ten kruszec przesieję! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, czekać tak długo! — goreję! goreję! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;ucieka&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GUŚLARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ha! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOBIETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Co widzisz? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GUŚLARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ha, jak blisko! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Drugi wylazł, ku nam bieży, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jakie obrzydłe trupisko! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Blade, tłuste, trup to świeży, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I strój świeży ma na ciele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ubrany jak na wesele; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I gad niedawno go toczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ledwie mu wpół wygryzł oczy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Od kaplicy w stronę skoczył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Czart go uwiódł, czart zamroczył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Nie puści go do kaplicy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Czart przybrał postać dziewicy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I na trupa rączką kiwa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Okiem mruga, śmiechem wzywa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Skacze ku niej trup zwiedziony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Z grobu na grób, jak szalony. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I rękami, i nogami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Wije, jak wiatrak skrzydłami — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Już pada do jej uścisków; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Wtem spod nóg jego wytryska &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Dziesięć długich, czarnych pysków; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Wyskakują czarne psiska, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Od nóg lubej go porwały &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I targają na kawały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Członki krwawym pyskiem trzęsą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Po polu roznoszą mięso. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Psy zniknęły. — Nowe dziwo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Każda część trupa jest żywą: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Wszystkie jak oddzielne trupy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Biegą zebrać się do kupy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Głowa skacze jak ropucha &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I nozdrzami ogień bucha; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Czołgają się piersi trupa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jak wielka żółwia skorupa — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Już zrosła się głowa z ciałem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jak krokodyl bieży cwałem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Oderwanej ręki palce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Drżą, wiją się jak padalce; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Dłoń za piasek chwyta, grzebie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I ciągnie rękę do siebie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I nogi się przyczołgały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I znowu trup wstaje cały. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Znowu wabi ulubiona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Znowu pada w jej ramiona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Znowu go porwały czarty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I znowu w sztuki rozdarty — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ha! niech go więcej nie widzę! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOBIETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Tak się boisz? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GUŚLARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tak się brzydzę! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Żółwie, padalce, ropuchy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;W jednym trupie tyle gadów! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOBIETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;On nie będzie z tymi duchy! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GUŚLARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Wkrótce, wkrótce koniec Dziadów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Słyszysz — trzeci kur już pieje; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Tam śpiewają ojców dzieje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I rozchodzą się gromady. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOBIETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I nie przyszedł on na Dziady! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GUŚLARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jeśli duch ten jeszcze w ciele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;Wymów teraz jego imię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ja na czarodziejskie ziele &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;W tajemniczym zaklnę rymie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I duch ciało swe zostawi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 4em"&gt;I przed tobą się objawi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOBIETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Wymówiłam — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GUŚLARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;On nie słucha — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ja zakląłem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOBIETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Nie ma ducha! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GUŚLARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;O kobieto! twój kochanek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Albo zmienił ojców wiarę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Albo zmienił imię stare. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Widzisz, już zbliża się ranek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Gusła nasze moc straciły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Nie pokaże się twój miły. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="didaskalia"&gt;wychodzą z drzewa&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Cóż to? cóż to! — patrz: z zachodu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Tam od Giedymina grodu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Śród gęstych kłębów zamieci &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Kilkadziesiąt wozów leci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Wszystkie lecą ku północy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Lecą ile w koniach mocy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Widzisz, jeden tam na przedzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;W czarnym stroju — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOBIETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;On! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GUŚLARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tu jedzie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOBIETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I znowu nazad zawrócił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;I tylko raz okiem rzucił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ach, raz tylko, — jakie oko! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GUŚLARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Pierś miał zbroczoną posoką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Bo w tej piersi jest ran wiele: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Straszne cierpi on katusze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Tysiąc mieczów miał on w ciele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;A wszystkie przeszły — aż w duszę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Śmierć go chyba z ran uleczy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOBIETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Któż weń wraził tyle mieczy? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GUŚLARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Narodu nieprzyjaciele. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOBIETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jedną ranę miał na czole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jedną tylko i niewielką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Zda się być czarną kropelką. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;GUŚLARZ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ta największe sprawia bole; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Jam ją widział, jam ją zbadał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Tę ranę sam sobie zadał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Śmierć z niej uleczyć nie może. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;KOBIETA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="kwestia"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 3em"&gt;Ach, ulecz go, wielki Boże! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/dziady-dziady-poema-dziady-czesc-iii/"&gt;Adam Mickiewicz, „Dziady, część III”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Sklepy cynamonowe</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/schulz-sklepy-cynamonowe/11/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/schulz-sklepy-cynamonowe/11/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Sklepy cynamonowe&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W okresie najkrótszych, sennych dni zimowych, ujętych z obu stron, od poranku i od wieczora, w futrzane krawędzie zmierzchów, gdy miasto rozgałęziało się coraz głębiej w labirynty zimowych nocy, z trudem przywoływane przez krótki świt do opamiętania, do powrotu — 
ojciec mój był już zatracony, zaprzedany, zaprzysiężony tamtej sferze.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Twarz jego i głowa zarastały wówczas bujnie i dziko siwym włosem, sterczącym nieregularnie wiechciami, szczecinami, długimi pędzlami, strzelającymi z brodawek, z brwi, z dziurek od nosa — co nadawało jego fizjonomii wygląd starego, nastroszonego lisa.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom I, rozdział jedenasty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/11/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/11/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział jedenasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Drugiego dnia po przyjeździe do Bogdańca Maćko i Zbyszko poczęli rozglądać się po swojej starej siedzibie i wkrótce dostrzegli, iż Zych ze Zgorzelic miał słuszność, mówiąc, że z początku dokuczy im bieda niemała. Z gospodarstwem szło jeszcze jako tako. Było kilka łanów obrabianych przez chłopów dawnych albo świeżo osadzonych przez opata. Niegdyś bywało w Bogdańcu uprawnej ziemi daleko więcej, ale od czasu gdy w bitwie pod Płowcami ród Gradów wyginął prawie do szczętu — zbrakło rąk roboczych, a po napadzie śląskich Niemców i po wojnie Grzymalitów z Nałęczami żyzne niegdyś niwy bogdańskie pozarastały po większej części lasem. Maćko nie mógł sam dać rady. Próżno chciał przed kilkunastu laty przyciągnąć wolnych kmieciów z Krześni i puścić im ziemię za odsepy — ci bowiem woleli siedzieć na swoich własnych „lechach”, niźli uprawiać cudzy zagon. Przywabił jednak nieco ludzi bezdomnych; w różnych wojnach wziął kilkunastu jeńców, których pożenił, osadził po chatach — i w ten sposób wieś poczęła się dźwigać na nowo. Ale trudno mu to szło, więc gdy zdarzyła się sposobność zastawu, zastawił Maćko skwapliwie cały Bogdaniec, mniemając naprzód, że możnemu opatowi łatwiej będzie zagospodarować ziemię, a po wtóre, że tymczasem jemu i Zbyszkowi wojna przysporzy ludzi i pieniędzy. Jakoż opat rządził sprężyście. Siłę roboczą Bogdańca powiększył o pięć rodzin chłopskich, stada bydła i koni pomnożył, a przy tym zbudował spichlerz, chruścianą oborę i takąż stajnię. Natomiast nie mieszkając stale w Bogdańcu, o dom nie dbał — i Maćko, który marzył czasami, że wróciwszy, zastanie go otoczonym rowem i częstokołem, zastał wszystko tak, jak był zostawił, z tą chyba różnicą, że węgły pokrzywiły się nieco, a ściany wydawały się niższe, bo osiadły i zasunęły się w ziemię.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tukaj albo próby przyjaźni. Ballada</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/ballady-i-romanse/11/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/ballady-i-romanse/11/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Tukaj albo próby przyjaźni&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="insubtitle page-title"&gt;Ballada&lt;/h2&gt;
&lt;div class="note"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;(we czterech częściach)&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h2"&gt;I&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Ja umieram. — Ja nie płaczę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wy chciejcie ulżyć sobie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prędzej, później legniem w grobie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wrócą na świat rozpacze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byłem panem mnogich włości, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sławny potęgą i zbiorem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamki me stały otworem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dla przyjaciół i dla gości. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O potęgo! o człowieku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wielkie zamki, wielkie imie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wielkie nic! Wielkość, czczy dymie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja umieram w kwiecie wieku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy za mądrości widziadłem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Goniąc, zbiegam kraje cudze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy wzrok nad księgami trudzę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skarbnice nauk posiadłem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O nauki! o człowieku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wielka mądrość, wielkie imie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wielkie nic! rozum, czczy dymie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja umieram w kwiecie wieku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Strzegłem ustaw świętej wiary &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W duchu i serca prostocie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hojnie nagradzałem cnocie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kościołom niosłem ofiary. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O pobożności! człowieku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Święta wiaro, święte imie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Święte nic! cnoto, czczy dymie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja umieram w kwiecie wieku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twórco, jakże igrasz srodze! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy mi dasz wiek niedługi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż, że mi dasz wierne sługi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czymże za wierność nagrodzę? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dasz kochankę kochankowi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śmierć truje ślubów słodycze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tylu przyjaciół liczę! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bądźcie zdrowi, bądźcie zdrowi!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tak na domowników ręku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tukaj, pośród skarg i jęku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pożegnawszy świat na wieki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gasnące zamknął powieki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wtem grom łamie szczyty dachu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zadrżały zamkowe ściany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakowyś starzec nieznany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wlatuje na środek gmachu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siwy włos okrył mu skronie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twarz marszczkami rozorana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Broda długa za kolana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na kosturze wsparte dłonie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Tukaju!» Porwał z pościeli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wraz za sobą iść każe; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już wierzchne sale minęli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Minęli wały i straże. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idą — ciemno, deszczyk kropi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A srebrzysta twarz miesiąca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To grubawe mgły roztrąca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To się znowu we mgle topi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idą ponad trzęskie kępy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mijają bagna, głębinie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hnilicy ciemnej ostępy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kołdyczewanurty sinie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie puszcza zarosła wkoło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spodem czarna, z wierzchu płowa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żwirami nasute czoło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;wynosi góra Żarnowa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam szli. Starzec kląkł na grobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozwarł usta, okiem błysnął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podniósł w górę ręce obie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzykroć krzyknął, trzykroć świsnął. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Tukaju, patrz, oto ścieżka! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za ścieżką chatka na bagnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W chatce mędrzec Polel mieszka: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mędrzec mędrca wspomóc pragnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znana twa nauka, cnota; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znam, że Bóg, węzły lubemi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przywiązawszy cię do ziemi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Długiego nie da żywota. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale rzucaj przestrach płony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mych sposobów uznaj dzielność; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żyj dla sług, przyjaciół, żony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lata, wieki, nieśmiertelność. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja pierwszy ziemskiemu oku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śmiem do niej pokazać drogę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz podług ustaw wyroku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwom tylko pokazać mogę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wybierz drugiego człowieka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Człowieka doznanej wiary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któremu byś w każdej probie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak zaufał, jak sam sobie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trafisz — nieśmiertelność czeka! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chybisz — śmierć i wieczne kary!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— «Starcze! twe zjawienie wieszcze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciemna zasłona powleka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiedz...» — «Powiadam ci jeszcze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wybierz drugiego człowieka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Radź się twej głowy i serca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idzie o ciało i duszę! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wierny albo przeniewierca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieśmiertelność lub katusze!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy mógłbyś zwierzyć się słudze?» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tukaj nic nie odpowiada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo któż zgadnie myśli cudze? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo zbyt częsta w sługach zdrada. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Może kochance lub żonie?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— «Tak...» wtem uciął, patrzy smutnie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Tak» rzecze i znowu utnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myśli, sam się z sobą biedzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Tak jest, kochance... tak, żonie!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wierzy, i strach nań pada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wątpi, i wstydem płonie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myśli, sam się z sobą biedzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Umyślił, już w odpowiedzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już... i nic nie odpowiada. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— «Umrzyj więc! ty śmiałeś żądać? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daj pokój żądaniom dzikim! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty nie masz ufności w nikim. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wartoż dłużej świat oglądać?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On myśli... — «Nikogoż z wiela? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sługi, żony, przyjaciela?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— On myśli... Tu w mgnieniu oka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czerni się niebios sklepienie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słychać grzmienie, ziemi drżenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kipią bagna, lasy gorą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niknie w płomieniach opoka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I doliny, i jezioro. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śród gromów, świstu i szczęku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy to zły duch, czy moc Boża, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tukaj znalazł się śród łoża, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na swych domowników ręku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głos tylko zagrzmiał z daleka: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Nie masz drugiego człowieka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któremu byś w każdej probie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak zaufał, jak sam sobie». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h2"&gt;II&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Ja mam, ja mam przyjaciela!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Konający Tukaj woła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wraz uchodzi bladość z czoła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Iskrą zdrowia oko strzela; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tukaj wydarty mogile, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wstaje, dziwią się doktory; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wstaje, chodzi o swej sile, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakby nigdy nie był chory. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wtem, na poduszce z boku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ujrzy z wolej skóry karty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie tajemnice wyroku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeklęte spisały czarty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tukaj z ciekawością chwyta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siada, podparł się, i czyta: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Kiedy miesiąc na młodziku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idź za górę do gaiku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znajdziesz kamień, spod kamienia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Białego urwij korzenia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy będziesz bliski śmierci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każ ciało posiec na ćwierci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W wodzie zgotować korzonki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pocięte namaścić członki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znowu się duch z ciałem zrośnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W młodocianej wstaniesz wiośnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I możesz, skutkiem tych leków, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Umierać, wstawać, wiek wieków». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Dalej tam były przestrogi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak siekać głowę, jak nogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W jakiej wodzie smażyć trunek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po jakiej brać zioła szczypcie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale na końcu w &lt;em class="foreign-word"&gt;post-skrypcie&lt;/em&gt;, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Taki dodano warunek: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Jeśli użyty ktoś drugi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do namaszczalnej posługi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwiedzion przez nasze fortele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Innemu pokaże ziele &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub w oznaczonej godzinie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twego ciała nie namaści: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtenczas skutek zioła zginie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtenczas piekło czeka waści. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli na to się ośmielisz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dla znaku, że zaszła zgoda, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nasz poseł Mefistofelisz &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do wymiany traktat poda. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ostrzegliśmy o fortelach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Strzeż się; potem próżny kweres. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dan w Erebie, w szabas rano; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Własną ręką podpisano: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak ma stać się: Lucyferes, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A za zgodność: Hadramelach». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tukaj trochę się zagniewał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Warunku się nie spodziewał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brodę na ręku podpiera, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potarł czoło, skrzywił nosa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na kontrakt spojrzał z ukosa: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tabaczki dwa razy zażył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To na ziemię spuszcza oczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To po stolowaniu toczy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wziął pargamin, w ręku zważył; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znowu nań zezem poziera, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znowu czytał i odczytał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znowu zważył, znowu zmierzył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kułakiem o stół uderzył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Westchnął, mruczał, zębem zgrzytał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ręce nad czoło zakłada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skoczył raptem i w zapędzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Machnął ręką: «Niech tak będzie!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znowu umilkł, znowu siada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znowu myśli, znowu wstaje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znowu chodzi, znowu siada. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech go za to nikt nie łaje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo z diabłami rzecz nie lada. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Myśli: albo wieczne życie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo wiecznie diabłu dusza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic nie mówi, myśli skrycie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko trochę wargą rusza. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Nadszedł już czas odpowiedzi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tukaj oddala się z tłumu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I do pracowni rozumu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamknąwszy się, jeden siedzi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tam swój traktat raz jeszcze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim stempel przyjęcia zyska, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W surowej uwagi kleszcze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bierze i porządnie ściska. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam myśl rozmaita ścieka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W jedne podobieństwa tygle; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam jednę myśl niedościgle &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Różnicy nożykiem sieka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sieka, topi na kształt wosku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż wycisnął ekstrakt wniosku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obejrzawszy wniosek ściśle, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak rzekł po długim namyśle: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jakieżkolwiek to fortele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O których słyszałem z góry, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy ich niewiele, czy wiele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trojakiej będą natury. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcąc kogo przywieść do zdrady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeba siły albo rady; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo podarunkiem skusić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo strwożyć, albo zmusić. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Toż samo krótszymi słowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będzie sylogizm takowy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trojaka do zguby droga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciekawość, łakomstwo, trwoga. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc kto w tym trojakim względzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twardej nie ulegnie probie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Takiemu już można będzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ufać jak samemu sobie». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tukaj, kontent z wynalazku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szuka atramentu, piasku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idzie kreślić pismo grzechu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale idzie bez pośpiechu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już ciemno, pisać niewcześnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W atramencie jakieś pleśnie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwie świece musiał zapalać &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dwa kałamarze nalać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coś mu zabolało w łokciu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wziął pióro — na piórze włosek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I bardzo spisany nosek; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otrząsł, przyciął na paznokciu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po długim względzie, rozględzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wreszcie pisze: &lt;em class="author-emphasis"&gt;NIECH TAK BĘDZIE&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciał dołożyć i nazwisko: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz nim pierwsze &lt;em class="author-emphasis"&gt;T&lt;/em&gt; napisał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myślał pół godziny blisko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głową i piórem kołysał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nic więcej nie napisał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko do pierwszej litery, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dodał małe kropki.... cztery. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Gdy już napisano widzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze patrzy, jeszcze bada; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj z tego nikt nie szydzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo z diabłami rzecz nie lada. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Lecz jakże się musiał zdumieć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy głoska «B» w słowie &lt;em class="author-emphasis"&gt;BĘDZIE&lt;/em&gt;, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaczęła brzęczeć i szumieć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wzdymać wszystkie krawędzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kręci się, beczy, podrasta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak na drożdżach kawał ciasta; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dolna litery połowa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wykurcza się w brzuch i żebra, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U zwierzchniej wypukła głowa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na kształt ogromnego cebra. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szyjka jak u osy wąska, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nosik orła, bródka kozła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A z jednej go strony końska, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z drugiej kurza łapka wiozła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pogląda okiem wołowem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skrzydła na kształt młyńskich wioseł... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był to diabeł jednym słowem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był to Miefistofel poseł. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jeszcze Tukaj nie mógł wiedzieć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy żegnać, czy prosić siedzieć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy przyskoczył zuchwalec, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Porwał za maleńki palec, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zasadził nożyk pod skórką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I umoczył we krwi piórko; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piórko wścibił, ścisnął w ręku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ręką wodzi pomaleńku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy już &lt;em class="author-emphasis"&gt;U&lt;/em&gt;, &lt;em class="author-emphasis"&gt;K&lt;/em&gt;, &lt;em class="author-emphasis"&gt;A&lt;/em&gt;, &lt;em class="author-emphasis"&gt;J&lt;/em&gt; minął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zrobiło się całkiem &lt;em class="author-emphasis"&gt;TUKAJ&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Djabeł świsnął, czmychnął, zginął... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Terazże z nim ładu szukaj! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/ballady-i-romanse/"&gt;Adam Mickiewicz, „Ballady i romanse”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XI. Stare marzenia i nowe znajomości</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/11/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/11/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XI. Stare marzenia i nowe znajomości&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Pani Meliton przeszła twardą szkołę życia, w której nauczyła się nawet lekceważyć powszechnie przyjęte opinie.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Za młodu mówiono jej powszechnie, że panna ładna i dobra, choćby nie miała majątku, może jednak wyjść za mąż. Była dobrą i ładną, lecz za mąż nie wyszła. Później mówiono również powszechnie, że wykształcona nauczycielka zdobywa sobie miłość pupilów i szacunek ich rodziców. Była wykształconą, nawet zamiłowaną nauczycielką, lecz mimo to pupilki jej dokuczały, a ich rodzice drwili z niej od pierwszego śniadania do kolacji. Potem czytała dużo romansów, w których powszechnie dowodzono, że zakochani książęta, hrabiowie i baronowie są ludźmi szlachetnymi, którzy w zamian za serce mają zwyczaj oddawać ubogim nauczycielkom rękę. Jakoż oddała serce młodemu i szlachetnemu hrabiemu, lecz nie pozyskała jego ręki.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>11. „Choć burza huczy wkoło nas...”</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/makuszynski-szatan-z-siodmej-klasy/12/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/makuszynski-szatan-z-siodmej-klasy/12/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;11. &lt;br/&gt;„Choć burza huczy wkoło nas...”&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Łódź, odepchnięta rozpaczliwym ruchem, wlokła się ciężko, zanurzona aż po burty. Woda była wzburzona i rozruszana przez tabun wichrów. Rozhulał się nowy deszcz. Przez szklane jego strugi widać było krążące nad brzegiem trzy widma: trzy ogromne psy.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Nie wypływajmy na środek wody — rzekł Adaś gorączkowo. — Lepiej, żeby nas nie widziano. Można przecie okrążyć tę wodę?&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Oczywiście! — rzekł Burski. — Tylko że to dłużej potrwa, ale za to będzie bezpieczniej. I tak się boję o łódź! Strasznie rzuca... I o obóz się boję, czy nie popłynął. Zostawiliśmy jednego na straży, ale nie wiem, czy sobie da radę. Ach, prawda! Adasiu... Czy wiesz, kto tam został?&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Jesień, rozdział XII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/12/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/12/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Już na samym świtaniu Witek, umęczony zabawą i wyganiany przez Jagustynkę, pobiegł do chałupy.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wieś spała jeszcze na dnie mroków, co słały się nisko nad ziemią grubym, rzednącym zwałem, staw leżał martwy, przygnieciony mroczną gęstwą drzew obrzeżnych i tak utopiony w ciemnicy, że ledwie ku środkowi wyleniał się z nocy i majaczył brzaskami niby to oko zasnute bielmem.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Przymrozek brał mocny, przeciągał zimny wiatr, że skrzepłe powietrze raziło nozdrza i dech zapierało, ziemia dzwoniła pod nogami i zmarzłe kałuże siniały na drodze niby szkła potrzaskane i oślepłe, a świat się z wolna rozbielał świtaniem, wychylał z mroków oszroniały i ogłuchły przemarzłą cichością, psy ino kajś niekaj naszczekiwały sennie, młyn hurkotał w oddali, a weselna wrzawa buchała z chałupy i rozkrążała się szeroko, na dobre śmignięcie kamieniem.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Księga dwunasta</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/12/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/12/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;Księga dwunasta&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3"&gt;Kochajmy się&lt;/h2&gt;
&lt;div class="note"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ostatnia uczta staropolska — Arcy-serwis — Objaśnienie jego figur — Jego ruchy — Dąbrowski udarowany — Jeszcze o Scyzoryku — Kniaziewicz udarowany — Pierwszy akt urzędowy Tadeusza przy objęciu dziedzictwa — Uwagi Gerwazego — Koncert nad koncertami — Polonez — Kochajmy się.&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Na koniec z trzaskiem sali drzwi na wściąż otwarto. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wchodzi pan Wojski w czapce i z głową zadartą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wita się i miejsca za stołem nie bierze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo Wojski występuje w nowym charakterze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Marszałka dworu. Laskę ma na znak urzędu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tą laską z kolei jako mistrz obrzędu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wskazuje wszystkim miejsca i gości usadza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Naprzód, jako najpierwsza województwa władza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podkomorzy-Marszałek wziął miejsce zaszczytne: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ze słoniowym poręczem krzesło aksamitne; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obok na prawej stronie jenerał Dąbrowski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na lewej siadł Kniaziewicz, Pac i Małachowski; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śród nich Podkomorzyna, dalej inne panie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oficerowie, pany, szlachta i ziemianie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mężczyźni i kobiety, na przemian po parze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Usiadają porządkiem, gdzie Wojski ukaże. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Pan Sędzia, skłoniwszy się, opuścił biesiadę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On na dziedzińcu włościan traktował gromadę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zebrawszy ich za stołem na dwa staje długim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sam siadł na jednym końcu, a pleban na drugim. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusz i Zofia do stołu nie siedli; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zajęci częstowaniem włościan, chodząc jedli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Starożytny był zwyczaj, iż dziedzice nowi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na pierwszej uczcie sami służyli ludowi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tymczasem goście, potraw czekający w sali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z zadziwieniem na wielki serwis poglądali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którego równie drogi kruszec jak robota. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest podanie, że książę Radziwiłł-Sierota &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kazał ten sprzęt na urząd w Wenecyi zrobić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wedle własnych planów po polsku ozdobić. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Serwis potem zabrany czasu wojny szwedzkiéj &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeszedł, nie wiedzieć jaką drogą, w dom szlachecki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś ze skarbca dobyty zajął środek stoła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ogromnym kręgiem, na kształt karetnego koła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Serwis ten był nalany ode dna po brzegi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piankami i cukrami białymi jak śniegi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Udawał przewybornie krajobraz zimowy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W środku czerniał ogromny bór konfiturowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stronami domy, niby wioski i zaścianki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Okryte zamiast śronu cukrowymi pianki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na krawędziach naczynia stoją dla ozdoby &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niewielkie z porcelany wydęte osoby &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W polskich strojach: jakoby aktory na scenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdawały się przedstawiać jakoweś zdarzenie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gest ich sztucznie wydany, farby osobliwe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko głosu im braknie, zresztą gdyby żywe. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Cóż przedstawiają? goście pytali ciekawi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za czym Wojski podnosi laskę i tak prawi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(Tymczasem podawano wódkę przed jedzeniem) &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Za mych wielce mościwych panów pozwoleniem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Te persony, których tu widzicie bez liku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przedstawiają polskiego historię sejmiku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Narady, wotowanie, tryumfy i waśnie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sam tę scenę odgadłem i państwu objaśnię. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Oto na prawo widać liczne szlachty grono: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pewnie ich przed sejmikiem na ucztę sproszono. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czeka nakryty stolik; nikt gości nie sadza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stoją kupkami, każda kupka się naradza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzcie, iż w każdej kupce stoi w środku człowiek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z którego ust otwartych, z podniesionych powiek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rąk niespokojnych, widać: mówca — coś tłumaczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I palcem eksplikuje, i na dłoni znaczy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ci mówcy zalecają swoich kandydatów;  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z różnym skutkiem, jak widać z miny szlachty bratów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Wprawdzie tam, w drugiej kupie, szlachta pilnie słucha. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten ręce za pas zatknął i przyłożył ucha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ów dłoń przy uchu trzyma i milczkiem wąs kręci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zapewne słowa zbiera i niże w pamięci; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cieszy się mówca widząc, że są nawróceni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gładzi kieszeń, bo kreski ich już ma w kieszeni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Lecz za to w trzecim gronie dzieje się inaczej: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu mówca musi łowić za pasy słuchaczy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzcie, wyrywają się i cofają uszy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzcie, jako ten słuchacz od gniewu się puszy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzniósł ręce, grozi mówcy, usta mu zatyka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pewnie słyszał pochwały swego przeciwnika; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten drugi, pochyliwszy czoło na kształt byka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiedziałbyś, że mówcę pochwyci na rogi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ci biorą się do szabel, tamci poszli w nogi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jeden między kupkami szlachcic cichy stoi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widać, że człek bezstronny; waha się i boi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za kim dać kreskę? nie wie, i sam z sobą w walce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pyta losu, wzniósł ręce, wytknął wielkie palce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmrużył oczy, paznokciem do paznokcia mierzy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widać, że kreskę swoją kabale powierzy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli palce trafią się, da afirmatywę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A jeżeli się chybią, rzuci negatywę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Na lewej druga scena; refektarz klasztoru &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obrócony na salę szlacheckiego zboru. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Starsi rzędem na ławach siedzą, młodzi stają &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ciekawi przez głowy w środek zaglądają; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W środku marszałek stoi, wazon w ręku trzyma, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Liczy gałki, szlachta je pożera oczyma, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Właśnie wstrząsnął ostatnią; woźni ręce wznoszą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I imię obranego urzędnika głoszą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jeden szlachcic na zgodę powszechną nie zważa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz, wytknął głowę oknem z kuchni refektarza; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz, jak oczy wytrzeszczył, jak pogląda śmiało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Usta otworzył, jakby chciał zjeść izbę całą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łatwo zgadnąć, że szlachcic ten zawołał: »Veto!« &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzcie, jak za tą nagłą do kłótni podnietą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tłoczy się do drzwi ciżba, pewnie idą w kuchnię; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dostali szable, pewnie krwawy bój wybuchnie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Lecz tam na korytarzu, Państwo uważacie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tego starego księdza, co idzie w ornacie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To przeor; Sanktissimum z ołtarza wynosi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A chłopiec w komży dzwoni i na ustęp prosi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szlachta wnet szable chowa, żegna się i klęka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ksiądz tam się obraca, gdzie jeszcze broń szczęka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skoro przyjdzie, wnet wszystkich uciszy i zgodzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Ach! wy nie pamiętacie tego Państwo młodzi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak wśród naszej burzliwej szlachty samowładnej, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbrojnej, nie trzeba było policyi żadnej: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dopóki wiara kwitła, szanowano prawa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Była wolność z porządkiem i z dostatkiem sława! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W innych krajach, jak słyszę, trzyma urząd drabów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Policyjantów różnych, żandarmów, konstabów: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale jeśli miecz tylko bezpieczeństwa strzeże, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeby w tych krajach była wolność — nie uwierzę». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wtem dzwoniąc w tabakierę, rzekł pan Podkomorzy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Panie Wojski, niech wasze na potem odłoży &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Te historie. Prawda, że sejmik ciekawy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale my głodni, każ wać przynosić potrawy». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Na to Wojski, skłaniając aż do ziemi laskę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jaśnie wielmożny panie, zróbże mi tę łaskę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaraz dokończę scenę ostatnią sejmików. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oto nowy marszałek na ręku stronników &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyniesion z refektarza. Patrz, jak szlachta braty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzucają czapki, usta otwarli, — wiwaty! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A tam, po drugiej stronie pan przekreskowany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sam jeden, czapkę wcisnął na łeb zadumany. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żona przed domem czeka, zgadła, co się dzieje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biedna! oto na ręku pokojowej mdleje; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biedna! jaśnie wielmożnej tytuł przybrać miała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A znów tylko wielmożną na lat trzy została!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tu Wojski skończył opis i laską znak daje. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wnet zaczęli wchodzić parami lokaje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Roznoszący potrawy: barszcz królewskim zwany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rosół staropolski sztucznie gotowany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do którego pan Wojski z dziwnymi sekrety &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wrzucił kilka perełek i sztukę monety &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(Taki rosół krew czyści i pokrzepia zdrowie); &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dalej inne potrawy, a któż je wypowie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto zrozumie nieznane już za naszych czasów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Te półmiski kontuzów, arkasów, blemasów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z ingrediencyjami pomuchl, figatelów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cybetów, piżm, dragantów, pinelów, brunelów; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Owe ryby: łososie suche, dunajeckie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyżyny i kawijary weneckie, tureckie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczuki główne i szczuki podgłówne, łokietne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Flądry i karpie ćwiki, i karpie szlachetne; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W końcu sekret kucharski: ryba niekrojona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U głowy przysmażona, we środku pieczona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A mająca potrawkę z sosem u ogona. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Goście ani pytali nazwiska potrawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani ich zastanowił ów sekret ciekawy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko prędko z żołnierskim jedli apetytem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kieliszki napełniając węgrzynem obfitym. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ale tymczasem wielki serwis barwę zmienił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I odarty ze śniegu już się zazielenił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo lekka, ciepłem letnim powoli rozgrzana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Roztopiła się lodu cukrowego piana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dno odkryła, dotąd zatajone oku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc krajobraz przedstawił nową porę roku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabłysnąwszy zieloną, różnofarbną wiosną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wychodzą różne zboża, jak na drożdżach rosną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pszenicy szafranowej buja kłos złocisty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żyto ubrane w srebra malarskiego listy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I gryka wyrabiana sztucznie z czokolady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I kwitnące gruszkami i jabłkami sady. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ledwie mają czas goście darów lata użyć; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Darmo proszą Wojskiego, żeby je przedłużyć: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już serwis, jak planeta koniecznym obrotem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmienia porę, już zboża malowane złotem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nabrawszy ciepła w izbie powoli topnieją, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już trawy pożółkniały, liścia czerwienieją, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sypią się: rzekłbyś, iż wiatr jesienny powiewa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec owe chwilą przedtem strojne drzewa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz, jakby odarte od wichrów i szronu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stoją nagie: były to laski cynamonu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub udające sosnę gałązki wawrzynu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odziane zamiast kolców ziarenkami kminu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Goście pijący wino zaczęli gałązki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pnie i korzenie zrywać i gryźć dla zakąski. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wojski obchodził serwis i pełen radości, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tryumfujące oczy obracał na gości. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Henryk Dąbrowski udał wielkie zadziwienie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rzekł: «Mój panie Wojski, czy to chińskie cienie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy to Pinety panu dał w służbę swe bisy? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy dotąd u was w Litwie są takie serwisy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wszyscy takim starym ucztują zwyczajem? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiedz mi, bo ja życie strawiłem za krajem». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wojski rzekł kłaniając się: «Nie, jaśnie wielmożny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jenerale, nie jest to żaden kunszt bezbożny! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest to pamiątka tylko owych biesiad sławnych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które dawano w domach panów starodawnych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy Polska używała szczęścia i potęgi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Com zrobił, tom wyczytał z tej tu oto księgi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pytasz, czy wszędzie w Litwie ten się zwyczaj chowa? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niestety! już i do nas włazi moda nowa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niejeden panicz krzyczy, że nie cierpi zbytków: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Je jak Żyd, skąpi gościom potraw i napitków, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Węgrzyna pożałuje, a pije szatańskie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Fałszywe wino modne, moskiewskie, szampańskie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem w wieczór na karty tyle złota straci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że za nie dałbyś ucztę na stu szlachty braci. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nawet (bo co na sercu mam, dziś powiem szczerze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech tego Podkomorzy za złe mi nie bierze) &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedym ten serwis cudny ze skarbca dobywał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To nawet Podkomorzy, i on mnie przedrwiwał! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówiąc, że to machina żmudna, staroświecka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że to ma pozór niby zabawki dla dziecka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieprzyzwoitej dla tak znakomitych ludzi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędzio! i Sędzia mówił że to gości znudzi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A przecież, ile wnoszę z panów zadziwienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzę, iż ten kunszt piękny godzien był widzenia! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wiem, czy się podobna okazja zdarzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Częstować w Soplicowie takich dygnitarzy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzę, że pan jenerał na biesiadach zna się, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj przyjmie tę książkę! Ona panu zda się, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy będziesz dla monarchów zagranicznych grona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dawał ucztę, ba, nawet dla Napoleona. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale pozwól, nim księgę tę panu poświęcę,  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech powiem, jakim trafem wpadła w moje ręce». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wtem szmer powstał za drzwiami; razem głosów wiele &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawołało: «Niech żyje Kurek na kościele!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciżba tłoczy się w salę, a Maciej na czele. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędzia gościa za rękę do stołu prowadził &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wysoko pomiędzy wodzami posadził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówiąc: «Panie Macieju, niedobry sąsiedzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjeżdżasz bardzo późno, prawie po obiedzie». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jem wcześnie — rzekł Dobrzyński — ja tu nie dla jadła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przybyłem, tylko że mnie ciekawość napadła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obejrzeć z bliska naszą armią narodową. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wieleby gadać — jest to ani to, ni owo! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szlachta mnie obaczyła i gwałtem tu wiedzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Waszeć za stół sadzasz — dziękuję, sąsiedzie». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To wyrzekłszy, przewrócił talerz dnem do góry, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na znak że jeść nie będzie, i milczał ponury. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Panie Dobrzyński — rzekł mu jenerał Dąbrowski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyż to jesteś ów sławny rębacz Kościuszkowski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ów Maciej, zwany Rózga! znam ciebie ze sławy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I proszę, takiś dotąd czerstwy, taki żwawy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ileż to lat minęło! Patrz, jam się podstarzał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz, i Kniaziewiczowi już się włos poszarzał: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ty jeszcze z młodymi mógłbyś pójść w zapasy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I Rózga twoja kwitnie pono jak przed czasy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszałem, żeś niedawno Moskalów oćwiczył. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz gdzie są bracia twoi? Niezmiernie bym życzył &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzieć te Scyzoryki i te wasze Brzytwy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ostatnie egzemplarze starodawnej Litwy». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Jenerale — rzekł Sędzia — po owym zwycięstwie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawie wszyscy Dobrzyńscy schronili się w Księstwie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zapewne do którego weszli legionu». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«W istocie — odpowiedział młody Szef szwadronu — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mam w drugiej kompaniji wąsate straszydło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wachmistrza Dobrzyńskiego, co się zwie Kropidło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Mazury zowią go litewskim niedźwiedziem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli Jenerał każe, to go tu przywiedziem». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jest — rzekł porucznik — kilku innych rodem z Litwy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeden żołnierz znajomy pod imieniem Brzytwy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I drugi co z tromblonem jeździ na flankiery; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Są także w pułku strzelców dwa grenadyjery &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrzyńscy». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;«Ale, ale: o ich naczelniku — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł jenerał — chcę wiedzieć o tym Scyzoryku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O którym mnie pan Wojski tyle prawił cudów,  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakby o jednym z owych dawnych wielkoludów». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Scyzoryk — rzecze Wojski — choć nie egzulował, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale bojąc się śledztwa, przed Moskwą się schował, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Całą zimę nieborak tułał się po lasach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz dopiero wyszedł. W tych wojennych czasach &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mógłby się na co przydać, jest rycerskim człekiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szkoda tylko, że trochę przyciśniony wiekiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz owóż on!...» Tu Wojski palcem wskazał w sieni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie czeladź i wieśniacy stali natłoczeni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A nad wszystkich głowami łysina błyszcząca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ukazała się nagle jak pełnia miesiąca; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzykroć weszła i trzykroć znikła w głów obłoku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Klucznik idąc kłaniał się, aż dobył się z tłoku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rzekł: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;«Jaśnie wielmożny koronny hetmanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy jenerale, mniejsza o tytułowanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jam jest Rębajło, staję na twe zawołanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z tym moim Scyzorykiem, który nie z oprawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani z napisów, ale z hartu nabył sławy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że nawet o nim jaśnie wielmożny pan wiedział. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyby on gadać umiał, może by powiedział &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cokolwiek na pochwałę i tej starej ręki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Która służyła długo, wiernie, Bogu dzięki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ojczyźnie, tudzież panów Horeszków rodzinie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czego pamięć dotychczas między ludźmi słynie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mopanku! rzadko który pisarz prowentowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak zręcznie temperuje pióra, jak on głowy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Długo liczyć! A nosów i uszu bez liku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A nie ma żadnej szczerby na tym Scyzoryku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I żaden go nie splamił zbojecki uczynek: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko otwarta wojna albo pojedynek. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Raz tylko! Panie daj mu wieczny odpoczynek! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bezbronnego człowieka, niestety, sprzątniono... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A i to, Bóg mi świadkiem, &lt;em class="foreign-word"&gt;pro publico bono&lt;/em&gt;». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Pokaż no — rzekł śmiejąc się jenerał Dąbrowski — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A to piękny scyzoryk, istny miecz katowski!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z zadziwieniem wielki rapier opatrywał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I innym oficerom w kolej pokazywał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Próbowali go wszyscy, ale ledwie który &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z oficerów mógł podnieść ten rapier do góry. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówiono, że Dembiński, sławny ręki siłą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podźwignąłby szablicę, lecz go tam nie było. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z obecnych zaś tylko szef szwadronu Dwernicki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dowódca plutonu, porucznik Różycki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potrafili obracać tym żelaznym drągiem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tak rapier na próbę szedł z rak do rąk ciągiem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Lecz jenerał Kniaziewicz, wzrostem najsłuszniejszy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pokazało się, iż był w ręku najsilniejszy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ująwszy rapier lekko, jakby szpadę dźwignął &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nad głowami gości błyskawicą mignął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przypominając polskie fechtarskie wykręty: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Krzyżową sztukę, młyńca, cios krzywy, raz cięty,&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Cios kradziony&lt;/em&gt; i tempy &lt;em class="author-emphasis"&gt;kontrpunktów, tercetów,&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które też umiał, bo był ze szkoły kadetów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Gdy śmiejąc się fechtował, Rębajło już klęczał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Objął go za kolana i ze łzami jęczał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za każdym zwrotem miecza: «Pięknie! jenerale, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyś był konfederatem? pięknie, doskonale! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To sztych Puławskich! tak się Dzierżanowski składał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To sztych Sawy! Któż panu tak rękę układał? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chyba Maciej Dobrzyński! A to? Jenerale, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mój wynalazek, dalbóg mój; ja się nie chwalę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To cięcie znane tylko w Rębajłów zaścianku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od mojego imienia zwane &lt;em class="author-emphasis"&gt;cios mopanku&lt;/em&gt;; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż to pana nauczył? to jest moje cięcie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moje!» Wstał, jenerała porwawszy w objęcie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Teraz umrę spokojny! Jest przecie na świecie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Człowiek, który przytuli moje drogie dziecię; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo wszak nad tym od dawna dzień i noc boleję, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy po śmierci ten rapier mój nie zerdzewieje! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otóż nie zerdzewieje! Mój jaśnie wielmożny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jenerale, wybacz mi, porzućcie te rożny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niemieckie szpadki; to wstyd szlacheckiemu dziecku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nosić ten kijek: weźmij szablę po szlachecku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oto ten mój Scyzoryk u nóg twoich składam, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To jest co najdroższego na świecie posiadam; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie miałem nigdy żony, nie miałem dziecięcia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On był żoną i dzieckiem; z mojego objęcia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nigdy on nie wychodził; od rana do mroku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pieściłem go, on w nocy sypiał przy mym boku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kiedym się zestarzał, nad łóżkiem na ścianie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wisiał, jako nad Żydem Boże przykazanie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myśliłem zakopać go razem z ręką w grobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz znalazłem dziedzica — Niechaj służy tobie!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jenerał wpół śmiejąc się, a na wpół wzruszony: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Kolego — rzekł — jeżeli ustąpisz mnie żony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dziecka, to zostaniesz przez resztę żywota &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bardzo samotny, stary, wdowiec i sierota! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiedz, czym ci ten drogi dar mam wynagrodzić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I czym twoje sieroctwo i wdowstwo osłodzić?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Czy ja Cybulski? — rzecze na to Klucznik z żalem — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co żonę przegrał, grając w mariasza z Moskalem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak o tym pieśń powiada. Ja mam dosyć na tem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że mój Scyzoryk jeszcze zabłyśnie przed światem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W takim ręku! Niech tylko jenerał pamięta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby tasiemka była długa, rozciągnięta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo to długie; a zawsze od lewego ucha &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciąć oburącz, to przetniesz od głowy do brzucha». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jenerał wziął Scyzoryk; lecz że bardzo długi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie mógł nosić, w furgonie schowały go sługi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co się z nim stało, różnie powiadają o tem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz nikt pewnie nie wiedział ni wtenczas, ni potem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Dąbrowski rzekł do Maćka: «A ty co, kolego? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdaje się, żeś ty nie rad z przybycia mojego? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Milczysz kwaśny? I jakże, serce ci nie skacze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy widzisz orły złote, srebrne? gdy trębacze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pobudkę Kościuszkowską trąbią ci nad uchem? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Maćku, myśliłem że ty większym jesteś zuchem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli szabli nie weźmiesz i na koń nie siędziesz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przynajmniej z kolegami wesoło pić będziesz &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdrowie Napoleona i Polski nadzieje!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Ha! — rzekł Maciej — słyszałem, widzę co się dzieje! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale panie, dwóch orłów razem się nie gnieździ! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łaska pańska, hetmanie, na pstrym koniu jeździ! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cesarz wielki bohater! gadać o tym wiele! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pamiętam, że Pułascy, moi przyjaciele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mawiali, poglądając na Dymuliera, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że dla Polski polskiego trzeba bohatera, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie Francuza ani też Włocha, ale Piasta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jana albo Józefa, lub Maćka — i basta. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wojsko! mówią, że polskie!... Lecz te fizyliery,  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sapery, grenadiery i kanonijery: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więcej słychać niemieckich tytułów w tym tłumie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niżeli narodowych! Kto to już zrozumie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A muszą też być z wami Turki czy Tatary &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy syzmatyki, co ni Boga, ani wiary: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sam widziałem, kobiety w wioskach napastują, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przechodniów odzierają, kościoły rabują! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cesarz idzie do Moskwy... daleka to droga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli cesarz jegomość wybrał się bez Boga! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszałem, że już podpadł pod klątwy biskupie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszytko to jest...» Tu Maciej chleb umoczył w zupie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I jedząc nie dokończył ostatniego słowa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Nie w smak Podkomorzemu poszła Maćka mowa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Młodzież zaczęła szemrać; Sędzia przerwał swary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głosząc przybycie trzeciej narzeczonej pary. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Był to Rejent, sam siebie Rejentem ogłosił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nikt go nie poznał. Dotąd polskie suknie nosił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz teraz Telimena, przyszła żona, zmusza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Warunkiem intercyzy, wyrzec się kontusza; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc się Rejent rad nierad po francusku przebrał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widno, że mu frak duszy połowę odebrał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stąpa, jakby kij połknął, prosto, nieruchawo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak żuraw; nie śmie spójrzeć ni w lewo, ni w prawo; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mina gęsta, lecz z miny widać że jest w męce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wie jak się pokłonić, gdzie ma podziać ręce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On, co tak gesty lubił! Ręce za pas sadził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie masz pasa — tylko się po żołądku gładził; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Postrzegł omyłkę; bardzo zmieszał się, spiekł raka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ręce obie schował w jedną kieszeń fraka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idzie jakby przez rózgi śród szeptów i drwinek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wstydząc się za frak, jakby za niecny uczynek; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż spotkał oczy Maćka i zadrżał z bojaźni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Maciej dotąd z Rejentem żył w wielkiej przyjaźni; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz wzrok nań obrócił tak ostry i dziki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że Rejent zbladnął, zaczął zapinać guziki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myśląc, że Maciej wzrokiem suknie z niego złupi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrzyński tylko dwakroć wyrzekł głośno: «Głupi!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tak strasznie zgorszył się z Rejenta przebrania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że zaraz wstał od stołu, i bez pożegnania &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wymknąwszy się, wsiadł na koń, wrócił do zaścianka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;A tymczasem Rejenta nadobna kochanka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Telimena, roztacza blaski swej urody, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ubiór, od stóp do głów co najświeższej mody. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaką miała sukienkę, jaki strój na głowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daremnie pisać, pióro tego nie wypowie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chyba pędzel by skreślił te tiule, ptyfenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Blondyny, kaszemiry, perły i kamienie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I oblicze różane i żywe wejrzenie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Poznał ją zaraz Hrabia. Z zadziwienia blady &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wstał od stołu i szukał koło siebie szpady: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«I tyżeś to! — zawołał — czy mnie oczy łudzą? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty? w obecności mojej ściskasz rękę cudzą? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O niewierna istoto, o duszo zmiennicza! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nie skryjesz ze wstydu pod ziemię oblicza? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Takeś twojej tak świeżej niepomna przysięgi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O łatwowierny! po cóż nosiłem te wstęgi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz biada rywalowi, co mię tak znieważa! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po moim chyba trupie pójdzie do ołtarza!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Goście powstali, Rejent okropnie się zmieszał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podkomorzy rywalów zagodzić pośpieszał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz Telimena wziąwszy Hrabiego na stronę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jeszcze — szepnęła — Rejent nie wziął mię za żonę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeżeli pan przeszkadzasz, odpowiedzże na to, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A odpowiedz mi zaraz, krótko, węzłowato: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy mnie kochasz, czyś dotąd serca nie odmienił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyś gotów, żebyś ze mną zaraz się ożenił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaraz, dziś?... jeśli zechcesz, odstąpię Rejenta». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabia rzekł: «O kobieto dla mnie niepojęta! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dawniej w uczuciach twoich byłaś poetyczną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A teraz mi się zdajesz całkiem prozaiczną! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż są wasze małżeństwa, jeśli nie łańcuchy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które związują tylko ręce, a nie duchy? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wierzaj: są oświadczenia, nawet bez wyznania; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Są obowiązki, nawet bez obowiązania! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwa serca, pałające na dwóch końcach ziemi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozmawiają jak gwiazdy promieńmi drżącemi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto wie! może dla tego ziemia tak do słońca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dąży, i tak jest zawsze miłą dla miesiąca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że wiecznie patrzą na się i najkrótszą drogą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biegą do siebie — ale zbliżyć się nie mogą!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Dość już tego — przerwała — nie jestem planetą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z łaski Bożej, dość Hrabio: ja jestem kobietą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już wiem resztę, przestań mi pleść ni to ni owo. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz ostrzegam: jeśli piśniesz jedno słowo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ażeby ślub mój zerwać, to jak Bóg na niebie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że z tymi paznokciami przyskoczę do ciebie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I...» — «Nie będę — rzekł Hrabia — szczęścia pani kłócił»  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I oczy pełne smutku i wzgardy odwrócił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ażeby ukarać niewierną kochankę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za przedmiot stałych ogniów wziął Podkomorzankę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wojski pragnął młodzieńców poróżnionych zgodzić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przykładami mądrymi: więc zaczął wywodzić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Historyję o dziku Nalibockich lasów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I o kłótni Rejtana z księżęciem Denassów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale goście tymczasem skończyli jeść lody &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z zamku na dziedziniec wyszli dla ochłody. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tam włość już kończy ucztę: krążą miodu dzbany. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Muzyka już się stroi i wzywa na tany; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szukają Tadeusza, który stał na stronie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I coś pilnego szeptał swojej przyszłej żonie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Zofio! muszę ciebie w bardzo ważnej rzeczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Radzić się; już pytałem stryja, on nie przeczy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiesz, iż znaczna część wiosek które mam posiadać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wedle prawa na ciebie powinna by spadać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ci chłopi są nie moi, lecz twoi poddani: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie śmiałbym ich urządzić bez woli ich pani. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz, kiedy już mamy Ojczyznę kochaną: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyliż wieśniacy zyszczą z tą szczęśliwą zmianą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyle tylko, że pana innego dostaną? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawda, że byli dotąd rządzeni łaskawie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz po mej śmierci, Bóg wie, komu ich zostawię. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jestem żołnierz, jesteśmy śmiertelni oboje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jestem człowiek, sam własnych kaprysów się boję: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bezpieczniej zrobię, kiedy władzy się wyrzekę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I oddam los włościanów pod prawa opiekę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sami wolni, uczyńmy i włościan wolnemi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oddajmy im w dziedzictwo posiadanie ziemi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na której się zrodzili, którą krwawą pracą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdobyli, z której wszystkich żywią i bogacą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz muszę ciebie ostrzec, że tych ziem nadanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmniejszy nasz dochód, w miernym musimy żyć stanie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja przywykłem do życia oszczędnego z młodu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz ty Zofio, jesteś z wysokiego rodu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W stolicy przepędziłaś twoje młode lata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyż zgodzisz się żyć na wsi, z daleka od świata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak ziemianka?» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A na to Zosia rzekła skromnie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jestem kobietą, rządy nie należą do mnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszakże pan będziesz mężem; ja do rady młoda, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co pan urządzisz, na to całym sercem zgoda! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli, włość uwalniając, zostaniesz uboższy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To Tadeuszu będziesz sercu memu droższy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O moim rodzie mało wiem i nie dbam o to; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyle pomnę, że byłam ubogą sierotą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że od Sopliców byłam za córkę przybrana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W ich domu hodowana i za mąż wydana. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wsi nie lękam się. Jeśli w wielkim mieście żyłam, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To dawno, zapomniałam, wieś zawsze lubiłam; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wierz mi, że mnie moje kogutki i kurki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więcej bawiły niźli owe Peterburki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli czasem tęskniłam do zabaw, do ludzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To z dzieciństwa; wiem teraz że mnie miasto nudzi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przekonałam się zimą po krótkim pobycie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W Wilnie, że ja na wiejskie urodzona życie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pośród zabaw tęskniłam znów do Soplicowa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pracy też nie lękam się, bom młoda i zdrowa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Umiem chodzić około domu, nosić klucze;  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gospodarstwa, obaczysz, jak ja się wyuczę!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Gdy Zosia domawiała ostatnie wyrazy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podszedł ku niej zdziwiony i kwaśny Gerwazy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Już wiem! — rzekł — Sędzia mówił już o tej wolności! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz nie pojmuję, co to ściąga się do włości! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Boję się, żeby to coś nie było z niemiecka! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak wolność nie jest chłopska rzecz, ale szlachecka! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawda, że się wywodzim wszyscy od Adama, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Alem słyszał, że chłopi pochodzą od Chama, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żydowie od Jafeta, my szlachta od Sema, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A więc panujem jako starsi nad obiema. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jużci pleban inaczej uczy na ambonie... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiada, że to było tak w Starym Zakonie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale skoro Chrystus Pan, choć z królów pochodził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Między Żydami w chłopskiej stajni się urodził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odtąd więc wszystkie stany porównał i zgodził; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech i tak będzie, kiedy inaczej nie można! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwłaszcza, że jako słyszę, i jaśnie wielmożna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pani moja Zofija na wszystko się zgadza; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jej rozkazać, mnie słuchać: jużci przy niej władza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko ostrzegam, byśmy wolności nie dali &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pustej i słownej tylko, jako za Moskali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy pan Karp nieboszczyk włościan wyswobodził , &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Moskal ich podatkiem potrójnym ogłodził. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Radzę więc, aby chłopów starym obyczajem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uszlachcić i ogłosić, że im herb nasz dajem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pani udzieli jednym wioskom Półkozica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drugim niech swą Leliwę nada pan Soplica. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Natenczas i Rębajło uzna chłopa równym, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy go ujrzy szlachcicem wielmożnym, herbownym. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sejm potwierdzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A niech się mąż pani nie trwoży, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Iż oddanie ziem państwo tak bardzo zuboży: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie da Bóg, abym rączki córy dygnitarskiej &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widział umozolone w pracy gospodarskiej. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest na to sposób. W zamku wiem ja pewną skrzynię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W której jest Horeszkowskie stołowe naczynie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przy tym różne sygnety, kanaki, manele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kity bogate, rzędy, cudne karabele. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skarbczyk Stolnika, w ziemi skryty od grabieży, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pani Zofii jako dziedziczce należy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pilnowałem go w zamku jako oka w głowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od Moskalów i od was, państwo Soplicowie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mam także spory worek mych własnych talarów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uzbieranych z wysługi, tudzież z pańskich darów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myśliłem, gdy nam zamek wróconym zostanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obrócić grosz na murów wyreperowanie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nowemu gospodarstwu dziś zda się w potrzebie; — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A więc, panie Soplico, wnoszę się do ciebie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będę żył u mej pani na łaskawym chlebie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I kołysząc Horeszków pokolenie trzecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wprawiać do Scyzoryka pani mojej dziecię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli syn — a syn będzie: bo wojny nadchodzą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A w czasie wojny zawżdy synowie się rodzą». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ledwie ostatnie słowa domówił Gerwazy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy poważnymi kroki przystąpił Protazy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skłonił się i wydobył z zanadrza kontusza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panegiryk ogromny, w półtrzecia arkusza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skomponował go rymem podoficer młody,  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który niegdyś w stolicy sławne pisał ody; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem wdział mundur, lecz i w wojsku beletrysta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiersze rabiał. Już Woźny przeczytał ich trzysta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż gdy przyszedł do miejsca: &lt;em class="author-emphasis"&gt;O ty, której wdzięki&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Budzą bolesną radość i rozkoszne męki!&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Która na szyk Bellony gdy zwrócisz twarz piękną,&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Złamią się wnet oszczepy i tarcze rozpękną!&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Zwalcz dziś Marsa Hymenem; srogiej niezgód hydrze&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Niech dłoń twoja syczące z czoła żmije wydrze!&lt;/em&gt; — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusz i Zofia ustawnie klaskali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niby chwaląc, w istocie nie chcąc słuchać daléj. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już z rozkazu Sędziego pleban stał na stole &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ogłaszał włościanom Tadeusza wolę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Zaledwie usłyszeli nowinę poddani, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skoczyli do panicza, padli do nóg pani, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Zdrowie państwu naszemu»! ze łzami krzyknęli; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusz krzyknął: «Zdrowie spółobywateli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wolnych, równych — Polaków!» — «Wnoszę ludu zdrowie!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł Dąbrowski; lud krzyknął «Niech żyją wodzowie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiwat wojsko, wiwat lud, wiwat wszystkie stany!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tysiącem głosów, zdrowia grzmiały na przemiany. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tylko Buchman radości podzielać nie raczył; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pochwalał projekt, lecz go rad by przeinaczył: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A naprzód, komisyją legalną wyznaczył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Która by... Krótkość czasu była na zawadzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że nie stało się zadość Buchmanowej radzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo na dziedzińcu zamku już stali parami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oficery z damami, wiara z wieśniaczkami. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Poloneza!» krzyknęli wszyscy w jedno słowo. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oficerowie wiodą muzykę wojskową; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale pan Sędzia w ucho rzekł do jenerała: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Każ pan, żeby się jeszcze kapela wstrzymała. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiesz, że dzisiaj synowca mego zaręczyny; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A dawnym obyczajem jest naszej rodziny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaręczać się i żenić przy wiejskiej muzyce. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz, stoi cymbalista, skrzypak i kozice, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poczciwi muzykanci; już się skrzypak zżyma, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kobeźnik kłania się i żebrze oczyma. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeżeli ich odprawię, biedni będą płakać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lud przy innej muzyce nie potrafi skakać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj ci zaczną; niech się i lud podweseli; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem będziem wybornej twej słuchać kapeli». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dał znak. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Skrzypak u sukni zakasał rękawek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ścisnął gryf krzepko, oparł brodę o podstawek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I smyk jak konia w zawód puścił po skrzypicy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na to hasło, stojący obok kobeźnicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gdyby w skrzydła bijąc, częstym ramion ruchem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dmą w miechy i oblicza wypełniają duchem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myśliłbyś, że ta para w powietrze uleci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podobna do pyzatych Boreasza dzieci. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brakło cymbałów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Było cymbalistów wielu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale żaden z nich nie śmiał zagrać przy Jankielu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(Jankiel przez całą zimę nie wiedzieć gdzie bawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz się nagle z głównym sztabem wojska zjawił); &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiedzą wszyscy, że mu nikt na tym instrumencie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wyrówna w biegłości, w guście i talencie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Proszą, ażeby zagrał, podają cymbały; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żyd wzbrania się, powiada, że ręce zgrubiały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odwykł od grania, nie śmie i panów się wstydzi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kłaniając się umyka. Gdy to Zosia widzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podbiega i na białej podaje mu dłoni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drążki, którymi zwykle mistrz we struny dzwoni; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drugą rączką po siwej brodzie starca głaska &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dygając: «Jankielu — mówi — jeśli łaska! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak to me zaręczyny: zagrajże Jankielu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak nie raz przyrzekałeś grać na mym weselu?» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jankiel niezmiernie Zosię lubił: kiwnął brodą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na znak, że nie odmawia; więc go w środek wiodą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podają krzesło, usiadł, cymbały przynoszą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kładą mu na kolanach. On patrzy z rozkoszą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z dumą: jak weteran w służbę powołany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy wnuki ciężki jego miecz ciągną ze ściany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziad śmieje się, choć miecza dawno nie miał w dłoni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz uczuł, że dłoń jeszcze nie zawiedzie broni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tymczasem dwaj uczniowie przy cymbałach klęczą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stroją na nowo struny i próbując, brzęczą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jankiel z przymrużonymi na poły oczyma &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Milczy i nieruchome drążki w palcach trzyma. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Spuścił je. Zrazu bijąc taktem tryumfalnym, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem gęściej siekł struny jak deszczem nawalnym: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziwią się wszyscy. Lecz to była tylko proba; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo wnet przerwał i w górę podniósł drążki oba. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Znów gra. Już drżą drążki, tak lekkimi ruchy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gdyby zadzwoniło w strunę skrzydło muchy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wydając ciche, ledwie słyszalne brzęczenia. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mistrz zawsze patrzył w niebo czekając natchnienia. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spójrzał z góry, instrument dumnym okiem zmierzył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzniósł ręce, spuścił razem, w dwa drążki uderzył: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdumieli się słuchacze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Razem ze strun wiela &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Buchnął dźwięk, jakby cała janczarska kapela &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ozwała się z dzwonkami, z zelami, z bębenki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brzmi &lt;em class="book-title"&gt;Polonez Trzeciego Maja&lt;/em&gt;! — Skoczne dźwięki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Radością oddychają, radością słuch poją; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziewki chcą tańczyć, chłopcy w miejscu nie dostoją — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz starców myśli z dźwiękiem w przeszłość się uniosły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W owe lata szczęśliwe, gdy senat i posły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po dniu Trzeciego Maja, w ratuszowej sali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgodzonego z narodem króla fetowali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy przy tańcu śpiewano: &lt;em class="author-emphasis"&gt;Wiwat król kochany!&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Wiwat Sejm, wiwat Naród, wiwat wszystkie Stany!&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Mistrz coraz takty nagli i tony natęża; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wtem puścił fałszywy akord jak syk węża, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak zgrzyt żelaza po szkle: przejął wszystkich dreszczem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wesołość pomięszał przeczuciem złowieszczem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zasmuceni, strwożeni, słuchacze zwątpili, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy instrument niestrojny? czy się muzyk myli? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie zmylił się mistrz taki! On umyślnie trąca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wciąż tę zdradziecką strunę, melodyję zmąca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coraz głośniej targając akord rozdąsany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeciwko zgodzie tonów skonfederowany: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż Klucznik pojął mistrza, zakrył ręką lica &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I krzyknął: «Znam! znam głos ten! to jest &lt;em class="author-emphasis"&gt;Targowica&lt;/em&gt;!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wnet pękła ze świstem struna złowróżąca;
Muzyk bieży do prymów, urywa takt, zmaca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Porzuca prymy, bieży z drążkami do basów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słychać tysiące coraz głośniejszych hałasów; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Takt marszu, wojna, atak, szturm; słychać wystrzały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jęk dzieci, płacze matek. — Tak mistrz doskonały &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wydał okropność szturmu, że wieśniaczki drżały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przypominając sobie ze łzami boleści &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Rzeź Pragi&lt;/em&gt;, którą znały z pieśni i z powieści, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rade, że mistrz na koniec strunami wszystkiemi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zagrzmiał, i głosy zdusił, jakby wbił do ziemi.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ledwie słuchacze mieli czas wyjść z zadziwienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znowu muzyka inna — znów zrazu brzęczenia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lekkie i ciche; kilka cienkich strunek jęczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak kilka much, gdy z siatki wyrwą się pajęczéj. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz strun coraz przybywa: Już rozpierzchłe tony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łączą się i akordów wiążą legijony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I już w takt postępują zgodzonymi dźwięki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tworząc nutę żałośną tej sławnej piosenki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;O żołnierzu, tułaczu, który borem, lasem&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Idzie, z biedy i z głodu przymierając czasem,&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Na koniec pada u nóg konika wiernego,&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;A konik nogą grzebie mogiłę dla niego.&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piosenka stara, wojsku polskiemu tak miła! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poznali ją żołnierze; wiara się skupiła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wkoło mistrza; słuchają, wspominają sobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ów czas okropny, kiedy na Ojczyzny grobie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zanucili tę piosnkę i poszli w kraj świata; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przywodzą na myśl długie swej wędrówki lata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po lądach, morzach, piaskach gorących i mrozie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pośrodku obcych ludów, gdzie często w obozie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cieszył ich i rozrzewniał ten śpiew narodowy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak rozmyślając smutnie pochylili głowy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ale je wnet podnieśli, bo mistrz tony wznosi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Natęża, takty zmienia: coś innego głosi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I znowu spójrzał z góry, okiem struny zmierzył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złączył ręce, oburącz w dwa drążki uderzył: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uderzenie tak sztuczne, tak było potężne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że struny zadzwoniły jak trąby mosiężne &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z trąb znana piosenka ku niebu wionęła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Marsz tryumfalny: &lt;em class="author-emphasis"&gt;Jeszcze Polska nie zginęła&lt;/em&gt;! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Marsz Dąbrowski do Polski!&lt;/em&gt; — I wszyscy klasnęli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wszyscy «Marsz Dąbrowski!» chórem okrzyknęli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Muzyk, jakby sam swojej dziwił się piosence, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Upuścił drążki z palców, podniósł w górę ręce; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czapka lisia spadła mu z głowy na ramiona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiewała poważnie broda podniesiona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na jagodach miał kręgi dziwnego rumieńca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;We wzroku ducha pełnym błyszczał żar młodzieńca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż gdy na Dąbrowskiego starzec oczy zwrócił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zakrył rękami, spod rąk łez potok się rzucił: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jenerale — rzekł — ciebie długo Litwa nasza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czekała — długo, jak my Żydzi Mesyjasza... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciebie prorokowali dawno między ludem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śpiewaki, ciebie niebo obwieściło cudem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żyj i wojuj, o ty nasz!...» Mówiąc, ciągle szlochał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żyd poczciwy Ojczyznę jako Polak kochał! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dąbrowski mu podawał rękę i dziękował, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On, czapkę zdjąwszy, wodza rękę ucałował. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Poloneza czas zacząć. — Podkomorzy rusza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z lekka zarzuciwszy wyloty kontusza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wąsa pokręcając, podał rękę Zosi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I skłoniwszy się grzecznie w pierwszą parę prosi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za Podkomorzym szereg w pary się gromadzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dano hasło, zaczęto taniec: on prowadzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Nad murawą czerwone połyskają buty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bije blask z karabeli, świeci się pas suty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A on stąpa powoli, niby od niechcenia: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale z każdego kroku, z każdego ruszenia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Można tancerza czucia i myśli wyczytać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oto stanął, jak gdyby chciał swą damę pytać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pochyla ku niej głowę, chce szepnąć do ucha; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dama głowę odwraca, wstydzi się, nie słucha; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On zdjął konfederatkę, kłania się pokornie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dama raczyła spójrzeć, lecz milczy upornie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On krok zwalnia, oczyma jej spojrzenia śledzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zaśmiał się na koniec; rad z jej odpowiedzi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stąpa prędzej, pogląda na rywalów z góry, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I swą konfederatkę z czaplinymi pióry &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To na czole zawiesza, to nad czołem wstrząsa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż włożył ją na bakier i pokręcił wąsa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idzie; wszyscy zazdroszczą, biegą w jego ślady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On by rad ze swą damą wymknąć się z gromady: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czasem staje na miejscu, rękę grzecznie wznosi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I żeby mimo przeszli, pokornie ich prosi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czasem zamyśla zręcznie na bok się uchylić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odmienia drogę, rad by towarzyszów zmylić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz go szybkimi kroki ścigają natręty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zewsząd obwijają tanecznymi skręty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc gniewa się, prawicę na rękojeść składa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakby rzekł: «Nie dbam o was, zazdrośnikom biada!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwraca się z dumą w czole i z wyzwaniem w oku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prosto w tłum; tłum tancerzy nie śmie dostać w kroku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ustępują mu z drogi, — i zmieniwszy szyki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Puszczają się znów za nim. — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Brzmią zewsząd okrzyki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Ach to może ostatni! patrzcie, patrzcie młodzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może ostatni, co tak poloneza wodzi!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I szły pary po parach hucznie i wesoło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozkręcało się, znowu skręcało się koło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak wąż olbrzymi w tysiąc łamiący się zwojów; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mieni się cętkowata, różna barwa strojów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Damskich, pańskich, żołnierskich, jak łuska błyszcząca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyzłocona promieńmi zachodniego słońca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I odbita o ciemne murawy wezgłowia. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wre taniec, brzmi muzyka, oklaski i zdrowia! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tylko kapral Dobrzyński Sak ani kapeli &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie słucha, ani tańczy, ani się weseli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ręce w tył założywszy, stoi zły, ponury, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wspomina swe dawniejsze do Zosi konkury; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak lubił dla niej nosić kwiaty, pleść koszyczki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wybierać gniazda ptasie, robić zauszniczki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niewdzięczna! Chociaż tyle pięknych darów strwonił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć przed nim uciekała, choć mu ojciec bronił: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On jeszcze! ile razy na parkanie siadał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;By ją dojrzeć przez okna, w konopie się wkradał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeby patrzeć, jak ona pleła swe ogródki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rwała ogórki albo karmiła kogutki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niewdzięczna! Spuścił głowę i na koniec świsnął &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mazurka; potem kaszkiet na uszy nacisnął &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I szedł w obóz, gdzie stała przy armatach warta; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam dla rozerwania się zaczął grać w drużbarta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z wiarusami, kielichem osładzając żałość. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Taka była dla Zosi Dobrzyńskiego stałość. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Zosia tańczy wesoło: lecz choć w pierwszej parze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ledwie widna z daleka. Na wielkim obszarze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zarosłego dziedzińca, w zielonej sukience, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ustrojona w równianki i w kwieciste wieńce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śród traw i kwiatów krąży niewidzialnym lotem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rządząc tańcem, jak anioł nocnych gwiazd obrotem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgadniesz gdzie jest: bo ku niej obrócone oczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyciągnięte ramiona, ku niej zgiełk się tłoczy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Darmo się Podkomorzy zostać przy niej sili: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zazdrośnicy już z pierwszej pary go odbili; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I szczęśliwy Dąbrowski niedługo się cieszył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ustąpił ją drugiemu; a już trzeci spieszył; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ten zaraz odbity, odszedł bez nadziei. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż Zosia, już strudzona, spotkała z kolei &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusza, i dalszej lękając się zmiany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I chcąc przy nim pozostać, zakończyła tany. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idzie do stołu gościom nalewać kielichy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Słońce już gasło, wieczór był ciepły i cichy, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Okrąg niebios gdzieniegdzie chmurkami zasłany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U góry błękitnawy, na zachód różany; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chmurki wróżą pogodę: lekkie i świecące, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam jako trzody owiec na murawie śpiące, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ówdzie nieco drobniejsze, jak stada cyranek; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na zachód obłok na kształt rąbkowych firanek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przejrzysty, sfałdowany, po wierzchu perłowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po brzegach pozłacany, w głębi purpurowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze blaskiem zachodu tlił się i rozżarzał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż powoli pożółkniał, zbladnął i poszarzał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słońce spuściło głowę, obłok zasunęło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I raz ciepłym powietrzem westchnąwszy — usnęło. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;A szlachta ciągle pije i wiwaty wznosi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Napoleona, wodzów, Tadeusza, Zosi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wreszcie z kolei wszystkich trzech par zaręczonych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystkich gości obecnych, wszystkich zaproszonych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystkich przyjaciół, których kto żywy spamięta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I których zmarłych pamięć pozostała święta! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;I ja tam z gośćmi byłem, miód i wino piłem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A com wiedział i słyszał, w księgi umieściłem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3"&gt;Epilog&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;O tymże dumać na paryskim bruku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przynosząc z miasta uszy pełne stuku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeklęstw i kłamstwa, niewczesnych zamiarów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zapóźnych żalów, potępieńczych swarów?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Biada nam zbiegi, żeśmy w czas morowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lękliwe nieśli za granicę głowy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo gdzie stąpili, szła przed nami trwoga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W każdym sąsiedzie znajdowali wroga; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż nas objęto w ciasny krąg łańcucha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I każą oddać co najprędzej ducha. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;A gdy na żale ten świat nie ma ucha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy ich co chwila nowina przeraża, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bijąca z Polski jako dzwon smętarza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy im prędkiego zgonu życzą straże, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wrogi ich wabią z dala jak grabarze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy w niebie nawet nadziei nie widzą... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie dziw, że ludzi, świat, siebie ohydzą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że utraciwszy rozum w mękach długich, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Plwają na siebie i źrą jedni drugich! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Chciałem pominąć, ptak małego lotu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pominąć strefy ulewy i grzmotu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I szukać tylko cienia i pogody: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wieki dzieciństwa, domowe zagrody...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jedyne szczęście: kto w szarej godzinie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z kilką przyjaciół siadłszy przy kominie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drzwi od Europy zamykał hałasów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyrwał się myślą do szczęśliwszych czasów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dumał, marzył o swojej krainie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ale o krwi tej, co się świeżo lała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O łzach, którymi płynie Polska cała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O sławie, która jeszcze nie przebrzmiała: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O nich pomyśleć nie mieliśmy duszy!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo naród bywa na takiej katuszy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że, kiedy zwróci wzrok ku jego męce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nawet Odwaga załamuje ręce. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Te pokolenia żałobami czarne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powietrze tylą klątwami ciężarne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam myśl nie śmiała swoich zwrócić lotów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W sferę okropną nawet ptakom grzmotów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;O Matko Polsko! Ty tak świeżo w grobie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złożona... Nie masz sił mówić o tobie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ach, czyjeż usta śmią pochlebiać sobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że znajdą dzisiaj to czarowne słowo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które rozczuli rozpacz marmurową, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które z serc wieko podejmie kamienne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozwiąże oczy, tylą łez brzemienne &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I sprawia, że łza przystygła wypłynie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim się te usta znajdą, wiek przeminie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Kiedyś... gdy zemsty lwie przehuczą ryki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przebrzmi głos trąby, przełamią się szyki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy orły nasze lotem błyskawicy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spadną u dawnej Chrobrego granicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciał się najedzą, krwią całe opłyną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I skrzydła wreszcie na spoczynek zwiną; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy wróg ostatni wyda krzyk boleści, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Umilknie, światu swobodę obwieści — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtenczas — dębowym liściem uwieńczeni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzuciwszy miecze, siędą rozbrojeni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rycerze nasi, zechcą słuchać o przeszłości! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtenczas zapłaczą nad ojców losami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wtenczas łza ta ich lica nie splami. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Dziś dla nas, w świecie nieproszonych gości, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W całej przeszłości i w całej przyszłości, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedna już tylko dziś kraina taka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W której jest trochę szczęścia dla Polaka: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kraj lat dziecinnych! On zawsze zostanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Święty i czysty jak pierwsze kochanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niezaburzony błędów przypomnieniem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niepodkopany nadziei złudzeniem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani zmieniony wypadków strumieniem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Te kraje rad bym myślami powitał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdziem rzadko płakał, a nigdy nie zgrzytał: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kraje dzieciństwa, gdzie człowiek po świecie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biegł jak po łące, a znał tylko kwiecie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miłe i piękne, jadowite rzucił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ku pożytecznym oka nie odwrócił. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ten kraj szczęśliwy, ubogi i ciasny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak świat jest boży, tak on był nasz własny! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakże tam wszystko do nas należało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak pomnim wszystko, co nas otaczało: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od lipy, która koroną wspaniałą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Całej wsi dzieciom użyczała cienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż do każdego strumienia, kamienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak każdy kącik ziemi był znajomy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż po granicę — po sąsiadów domy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;A jeśli czasem i Moskal się zjawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyle nam tylko pamiątki zostawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że był w błyszczącym i pięknym mundurze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo węża tylko znaliśmy po skórze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;I tylko krajów tych obywatele &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedni zostali wierni przyjaciele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedni dotychczas sprzymierzeńcy pewni! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo któż tam mieszkał? Matka, bracia, krewni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sąsiedzi dobrzy!... Kogo z nich ubyło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakże tam o nim czule się mówiło! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ile pamiątek, jaka żałość długa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam, gdzie do pana przywiązańszy sługa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niż w innych krajach małżonka do męża; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie żołnierz dłużej żałuje oręża &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niż tu syn ojca; po psie płaczą szczerze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dłużej niż tu lud po bohaterze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;I przyjaciele wtenczas pomogli rozmowie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I do pieśni rzucali mi słowo po słowie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak bajeczne żurawie, na dzikim ostrowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nad zaklętym pałacem przelatując wiosną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I słysząc zaklętego chłopca skargę głośną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każdy ptak chłopcu jedno pióro rzucił: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On zrobił skrzydła i do swoich wrócił... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;O, gdybym kiedyś dożył tej pociechy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeby te księgi zbłądziły pod strzechy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeby wieśniaczki kręcąc kołowrotki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy odśpiewają ulubione zwrotki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O tej dziewczynie, co tak grać lubiła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że przy skrzypeczkach gąski pogubiła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O tej sierocie, co piękna jak zorze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaganiać ptastwo szła w wieczornej porze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyby też wzięły wieśniaczki do ręki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Te księgi proste jako ich piosenki!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tak za dni moich przy wiejskiej zabawie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czytano nieraz pod lipą na trawie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pieśń o Justynie, powieść o Wiesławie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A przy stoliku drewnianym pan włodarz &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo ekonom, lub nawet gospodarz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie bronił czytać i sam słuchać raczył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I młodszym rzeczy trudniejsze tłumaczył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chwalił piękności, a błędom wybaczył. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;I zazdrościła młodzież wieszczów sławie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Która tam dotąd brzmi w lasach i w polu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I którym droższy niż laur Kapitolu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wianek rękami wieśniaczki usnuty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z modrych bławatków i zielonej ruty...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/pan-tadeusz/"&gt;Adam Mickiewicz, „Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Lilije</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/ballady-i-romanse/12/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/ballady-i-romanse/12/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Lilije&lt;/h2&gt;
&lt;div class="note"&gt;&lt;p class="paragraph"&gt;(z pieśni gminnej)&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Zbrodnia to niesłychana, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pani zabija pana. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabiwszy grzebie w gaju, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na łączce przy ruczaju, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grób liliją zasiewa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zasiewając tak śpiewa: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Rośnij kwiecie wysoko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak pan leży głęboko; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak pan leży głęboko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak ty rośnij wysoko». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Potem cała skrwawiona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Męża zbójczyni żona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bieży przez łąki, przez knieje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I górą, i dołem, i górą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmrok pada, wietrzyk wieje; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciemno, wietrzno, ponuro. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wrona gdzieniegdzie kracze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I puchają puchacze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Bieży w dół do strumyka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie stary rośnie buk, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do chatki pustelnika &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stuk stuk, stuk stuk! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;«Kto tam?» Spadła zapora, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wychodzi starzec, świeci; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pani na kształt upiora &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z krzykiem do chatki leci. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ha! ha! zsiniałe usta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oczy przewraca w słup, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drżąca, zbladła jak chusta: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Ha! mąż, ha! trup!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;«Niewiasto, Pan Bóg z tobą! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co ciebie tutaj niesie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wieczorną, słotną dobą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co robisz sama w lesie?» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;— «Tu za lasem, za stawem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błyszczą mych zamków ściany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mąż z królem Bolesławem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poszedł na Kijowiany. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Lato za latem bieży, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie masz go z bojowiska, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja młoda śród młodzieży, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A droga cnoty śliska! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie dochowałam wiary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach! biada mojej głowie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Król srogie głosi kary; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powrócili mężowie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Ha! ha! mąż się nie dowie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oto krew! oto nóż! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po nim już, po nim już! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Starcze: wyznałam szczerze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty głoś świętemi usty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakie mówić pacierze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie mam iść na odpusty? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach! pójdę aż do piekła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zniosę bicze, pochodnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byleby moję zbrodnię &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wieczysta noc powlekła». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;«Niewiasto — rzecze stary — &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc ci nie żal rozboju, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale tylko strach kary? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idźże sobie w pokoju, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzuć bojaźń, rozjaśń lica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wieczna twa tajemnica. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo takie sądy Boże, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Iż co ty zrobisz skrycie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mąż tylko wydać może, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A mąż twój stracił życie». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Pani z wyroku rada, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak wpadła, tak wypada. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bieży nocą do domu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic nie mówiąc nikomu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stoją dzieci przed bramą: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Mamo — wołają — mamo! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdzie został nasz tato?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Nieboszczyk? co? wasz tato?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— Nie wie, co mówić na to — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Został w lesie za dworem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powróci dziś wieczorem». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Czekają wieczór dzieci; &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czekają drugi, trzeci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czekają tydzień cały; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nareszcie zapomniały. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Pani zapomnieć trudno, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wygnać z myśli grzechu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawsze na sercu nudno, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nigdy na ustach śmiechu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nigdy snu na źrenicy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo często w nocnej porze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coś stuka się na dworze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coś chodzi po świetlicy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Dzieci — woła — to ja to, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To ja, dzieci, wasz tato!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Noc przeszła, zasnąć trudno; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wygnać z myśli grzechu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawsze na sercu nudno, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nigdy na ustach śmiechu! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;«Idź, Hanko, przez dziedziniec: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszę tętent na moście, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I kurzy się gościniec: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy nie jadą tu goście? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idź na gościniec i w las, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy kto nie jedzie do nas?» — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;— «Jadą, jadą w tę stronę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tuman na drodze wielki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rżą, rżą koniki wrone, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ostre błyszczą szabelki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jadą, jadą panowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieboszczyka bratowie!» — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;— «A witajże, czy zdrowa? &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Witajże nam, bratowa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie brat?» — «Nieboszczyk brat, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już pożegnał ten świat». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— «Kiedy?» — «Dawno, rok minął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Umarł... na wojnie zginął». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— «To kłamstwo, bądź spokojna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już skończyła się wojna; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brat zdrowy i ochoczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ujrzysz go na twe oczy». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Pani ze strachu zbladła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zemdlała i upadła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oczy przewraca w słup, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z trwogą dokoła rzuca: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Gdzie on? gdzie mąż? gdzie trup?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powoli się ocuca; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mdlała niby z radości &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pytała u gości: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Gdzie mąż, gdzie me kochanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy przede mną stanie?» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;— «Powracał razem z nami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz przodem chciał pospieszyć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nas przyjąć z rycerzami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I twoje łzy pocieszyć. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś, jutro, pewnie będzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pewnie kędyś w obłędzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ubite minął szlaki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaczekajmy dzień jaki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poszlemy szukać wszędzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś, jutro, pewnie będzie». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Posłali wszędzie sługi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czekali dzień i drugi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy nic nie doczekali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z płaczem chcą jechać daléj. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Zachodzi drogę pani: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Bracia moi kochani, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jesień zła do podróży, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiatry, słoty i deszcze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak czekaliście dłużéj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czekajcie trochę jeszcze». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Czekają. Przyszła zima, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brata nié ma i nié ma. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czekają; myślą sobie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może powróci z wiosną? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A on już leży w grobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A nad nim kwiatki rosną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A rosną tak wysoko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak on leży głęboko. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wiosnę przeczekali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I już nie jadą daléj. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Do smaku im gospoda, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo gospodyni młoda; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że chcą jechać, udają, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A tymczasem czekają, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czekają aż do lata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zapominają brata. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Do smaku im gospoda, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I gospodyni młoda. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak dwaj u niej gościli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak ją dwaj polubili. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obu nadzieja łechce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obadwaj zjęci trwogą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żyć bez niej żaden nie chce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żyć z nią obaj nie mogą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wreszcie, na jedno zdani, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idą razem do pani. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;— «Słuchaj, pani bratowo, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjm dobrze nasze słowo: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;My tu próżno siedzimy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brata nie zobaczymy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty jeszcze jesteś młoda, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Młodości twojej szkoda, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wiąż dla siebie świata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wybierz brata za brata». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;To rzekli i stanęli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gniew ich i zazdrość piecze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten, to ów okiem strzeli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten, to ów słówko rzecze; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Usta sine przycięli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W ręku ściskają miecze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Pani ich widzi w gniewie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co mówić, sama nie wie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prosi o chwilkę czasu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bieży zaraz do lasu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bieży w dół do strumyka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie stary rośnie buk, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do chatki pustelnika &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stuk stuk, stuk stuk! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Całą mu rzecz wykłada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pyta się, co za rada? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;«Ach, jak pogodzić braci? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcą mojej ręki oba; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten i ten się podoba, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz kto weźmie? kto straci? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja mam maleńkie dziatki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wioski i dostatki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dostatek się zmitręża, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy zostałam bez męża. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz ach! nie dla mnie szczęście! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie dla mnie już zamęście! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Boża nade mną kara, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ściga mnie nocna mara: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Zaledwie przymknę oczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Traf, traf, klamka odskoczy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Budzę się: widzę, słyszę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak idzie i jak dysze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak dysze i jak tupa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, widzę, słyszę trupa! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skrzyp, skrzyp, i już nad łożem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skrwawionym sięga nożem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I iskry z gęby sypie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ciągnie mnie i szczypie. 
Ach! dosyć, dosyć strachu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie siedzieć mnie w tym gmachu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie dla mnie świat i szczęście, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie dla mnie już zamęście!» &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;«Córko — rzecze jej stary — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie masz zbrodni bez kary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz jeśli szczera skrucha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbrodniarzów Pan Bóg słucha. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znam ja tajnie wyroku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miłą ci rzecz obwieszczę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć mąż zginął od roku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja go wskrzeszę dziś jeszcze». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;— «Co, co? jak, jak? mój ojcze! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie czas już, ach, nie czas! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To żelazo zabójcze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na wieki dzieli nas! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach znam, żem warta kary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zniosę wszelkie kary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byle się pozbyć mary. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zrzekę się mego zbioru &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pójdę do klasztoru, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pójdę w ciemny las. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie, nie wskrzeszaj, mój ojcze! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie czas już, ach, nie czas! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To żelazo zabójcze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na wieki dzieli nas!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Starzec westchnął głęboko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I łzami zalał oko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oblicze skrył w zasłonie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drżące załamał dłonie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Idź za mąż, póki pora, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie lękaj się upiora. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Martwy się nie ocuci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twarda wieczności brama; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I mąż twój nie powróci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chyba zawołasz sama». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;— «Lecz jak pogodzić braci? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto weźmie, a kto straci?...» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— «Najlepsza będzie droga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdać się na los i Boga. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechajże z ranną rosą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pójdą i kwiecia zniosą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech każdy weźmie kwiecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wianek tobie splecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I niechaj doda znaki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeby poznać, czyj jaki? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pójdzie w kościół Boży, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I na ołtarzu złoży: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyj pierwszy weźmiesz wianek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten mąż twój, ten kochanek». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Pani z przestrogi rada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już do małżeństwa skora, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie boi się upiora; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo w myśli swej układa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nigdy w żadnej potrzebie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wołać go do siebie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z tych układów rada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak wpadła, tak wypada. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bieży prosto do domu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic nie mówiąc nikomu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bieży przez łąki, przez gaje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I bieży i staje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I staje i myśli i słucha: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zda się, że ją ktoś goni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I że coś szepce do niéj &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(Wokoło ciemność głucha): &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«To ja, twój mąż, twój mąż!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;I staje i myśli i słucha; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słucha, zrywa się, bieży, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Włos się na głowie jeży, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W tył obejrzeć się lęka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coś wciąż po krzakach stęka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Echo powtarza wciąż: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«To ja, twój mąż, twój mąż!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Lecz zbliża się niedziela, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbliża się czas wesela. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaledwie słońce wschodzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wybiegają dwaj młodzi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pani, śród dziewic grona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do ślubu prowadzona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wystąpi śród kościoła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I bierze pierwszy wianek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obnosi go dokoła: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Oto w wieńcu lilije, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach! czyjeż to są, czyje? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto mój mąż, kto kochanek?» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Wybiega starszy brat, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Radość na licach płonie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skacze i klaszcze w dłonie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Tyś moja, mój to kwiat! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Między liliji kręgi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uplotłem wstążek zwój: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To znak, to moje wstęgi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To mój, to mój, to mój!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;«Kłamstwo! — drugi zawoła — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyjdźcie tylko z kościoła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miejsce widzieć możecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kędy rwałem to kwiecie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rwałem na łączce, w gaju, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na grobie przy ruczaju, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Okażę grób i zdrój: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To mój, to mój, to mój!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Kłócą się źli młodzieńce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten mówi, ten zaprzecza; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobyli z pochew miecza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszczyna się srogi bój, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szarpią do siebie wieńce: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«To mój, to mój, to mój!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Wtem drzwi kościoła trzasły &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiatr zawiał, świece zgasły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wchodzi osoba w bieli: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znany chód, znana zbroja... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Staje, wszyscy zadrżeli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Staje, patrzy ukosem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podziemnym woła głosem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Mój wieniec i ty moja! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kwiat na mym rwany grobie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnie, księże, stułą wiąż; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zła żono, biada tobie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To ja, twój mąż, twój mąż! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Źli bracia! biada obu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z mego rwaliście grobu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawieście krwawy bój! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To ja, twój mąż, wasz brat, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wy moi, wieniec mój, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daléj na tamten świat!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Wstrzęsła się cerkwi posada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z zrębu wysuwa się zrąb, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sklep trzeszczy, w głąb zapada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cerkiew zapada w głąb. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ziemia ją z wiérzchu kryje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na niéj rosną lilije, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A rosną tak wysoko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak pan leżał głęboko. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/ballady-i-romanse/"&gt;Adam Mickiewicz, „Ballady i romanse”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział dwunasty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/12/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/12/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwunasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Lecz gdy wysiedli przed domem Petroniusza, przełożony nad atrium oświadczył im, że żaden z niewolników, wysłanych do bram, jeszcze nie wrócił. Atriensis kazał im ponieść żywność i nowy rozkaz, by pod groźbą chłosty dawali pilne baczenie na wszystkich wychodzących z miasta.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Widzisz — rzekł Petroniusz — niewątpliwie są dotąd w mieście, a w takim razie znajdziemy ich. Każ jednak i swoim ludziom czuwać przy bramach, tym mianowicie, którzy byli posłani po Ligię, bo ci łatwo ją rozpoznają.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/12/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/12/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Nieznośny upał jednego z ostatnich dni sierpnia żarzył się nad pagórkowatą okolicą. Spiekota ogarnęła pola, ssała mokre łąki i dosięgała najbardziej cienistych kryjówek lasu. Było już po żniwach i widzialny przestwór kraju spał w tym cieple snem kamiennym.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Naokół ciągnęły się żółtawoszare ścierniska, połyskujące szczeciną ździebeł równo uciętych. Tu i ówdzie złociło się pólko lnu, czerniały stożki koniczyny albo niwka ziemniaków o więdnących badylach. Teraz wśród pól ogołoconych widniało dokładniej niż zwykle białe pasmo szosy. Ginąc za najbliższym pagórkiem, jakby się raptem urywało w zakresie szczerego pola, ukazywało się dalej niby równa i ostra linia dzieląca płaszczyznę na dwa obszary, kryło się w zaroślach i znowu jak wąż bielało w ogromnej dalekości, pod niebieskawą smużką leśną u samego krańca widnokręgu.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/12/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/12/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Był to najdłuższy etap, jechali bowiem z małą tylko przerwą przez godzin osiemnaście. Tylko prawdziwie wierzchowe wielbłądy mające dobry zapas wody w żołądkach mogą taką drogę wytrzymać. Idrys nie oszczędzał ich, albowiem bał się rzeczywiście pogoni. Rozumiał, że musiała już od dawna wyruszyć, a przypuszczał, że obaj inżynierowie znajdują się na jej czele i że czasu nie tracą. Niebezpieczeństwo groziło od strony rzeki, albowiem było rzeczą pewną, że zaraz po porwaniu dzieci zostały wysłane rozkazy telegraficzne do wszystkich osad pobrzeżnych, ażeby szejkowie czynili wyprawy w głąb pustyni na obie strony Nilu i zatrzymywali wszystkich jadących na południe. Chamis zapewniał, że rząd i inżynierowie musieli wyznaczyć wielkie nagrody za ich schwytanie i że wskutek tego pustynia roi się zapewne od poszukujących. Jedyną na to radą byłoby skręcić jak najdalej na zachód; ale na zachodzie leżała wielka oaza Kharge, do której depesze mogły dojść także, a prócz tego, gdyby odjechali za daleko od rzeki, po kilku dniach zabrakłoby im wody i czekałaby ich śmierć z pragnienia.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom I, rozdział dwunasty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/12/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/12/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwunasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zbyszko wybrał się, jak zapowiedział, gdyż Maćko czuł się coraz gorzej. Z początku podtrzymywała go radość i pierwsze domowe zajęcia, lecz trzeciego dnia wróciła mu gorączka i ból w boku ozwał mu się z taką siłą, iż musiał się położyć. Zbyszko poszedł naprzód w dzień, obejrzał barci, zobaczył, że jest blisko ogromny ślad na błocie — i rozmówił się z bartnikiem Wawrkiem, który nocami sypiał w pobliżu w szałasie razem z parą srogich podhalskich kundli, ale właśnie miał się już wynieść do wsi z powodu chłodów jesiennych.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Ulica krokodyli</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/schulz-sklepy-cynamonowe/12/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/schulz-sklepy-cynamonowe/12/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Ulica krokodyli&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;
Mój ojciec przechowywał w dolnej szufladzie swego głębokiego biurka starą i piękną mapę naszego miasta.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Był to cały wolumen in folio pergaminowych kart, które, pierwotnie spojone skrawkami płótna, tworzyły ogromną mapę ścienną w kształcie panoramy z ptasiej perspektywy.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zawieszona na ścianie, zajmowała niemal przestrzeń całego pokoju i otwierała daleki widok na całą dolinę Tyśmienicy, wijącej się falisto bladozłotą wstęgą, na całe pojezierze szeroko rozlanych moczarów i stawów, na pofałdowane przedgórza, ciągnące się ku południowi, naprzód z rzadka, potem coraz tłumniejszymi pasmami, szachownicą okrągławych wzgórzy, coraz mniejszych i coraz bledszych, w miarę jak odchodziły ku złotawej i dymnej mgle horyzontu. 
Z tej zwiędłej dali peryferii wynurzało się miasto i rosło ku przodowi, naprzód jeszcze w nie zróżnicowanych kompleksach, w zwartych blokach i masach domów, poprzecinanych parowami ulic, by bliżej jeszcze wyodrębnić się w pojedyncze kamienice, sztychowane z ostrą wyrazistością widoków oglądanych przez lunetę. Na tych bliższych planach wydobył sztycharz cały zawikłany i wieloraki zgiełk ulic i zaułków, ostrą wyrazistość gzymsów, architrawów i pilastrów, świecących w późnym i ciemnym złocie pochmurnego popołudnia, które pogrąża wszystkie załomy i framugi w głębokiej sepii cienia. Bryły i pryzmy tego cienia wcinały się, jak plastry ciemnego miodu, w wąwozy ulic, zatapiały w swej ciepłej, soczystej masie tu całą połowę ulicy, tam wyłom między domami, dramatyzowały i orkiestrowały ponurą romantyką cieni tę wieloraką polifonię architektoniczną.
&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XII. Wędrówki za cudzymi interesami</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/12/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/12/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XII. Wędrówki za cudzymi interesami&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wokulski powoli otwierał list pani Meliton przypominając sobie niedawne wypadki. Zdawało się mu, że w nie oświetlonej części gabinetu jeszcze widzi ciemną gęstwinę łazienkowskich drzew, niewyraźne sylwetki obdartusów, którzy mu zastąpili drogę, a później wzgórek ze studnią, gdzie Ochocki zwierzał mu się ze swych pomysłów. Lecz gdy spojrzał na światło, mgliste obrazy znikały. Widział lampę z zielonym daszkiem, stos papierów, brązy stojące na biurku i chwilami myślał, że Ochocki ze swymi machinami latającymi i jego własna rozpacz były tylko snem.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>12. „Puk, puk w okieneczko...”</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/makuszynski-szatan-z-siodmej-klasy/13/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/makuszynski-szatan-z-siodmej-klasy/13/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;12.&lt;br/&gt; „Puk, puk w okieneczko...”&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Panna Wanda wpadła do pokoju jak krogulec do gołębnika, wołając z daleka:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— List! Jest list od Adasia.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Chwała Ci, Panie Boże! — zawołał profesor.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Jakiś nieznany człowiek go przyniósł i oddał ludziom na polu.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— A na odpowiedź nie czeka?&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Nie! Powiedział, że burza się zbliża, więc mu śpieszno... Niechże stryjaszek prędko czyta.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Matematyk machnął lekceważąco ręką na znak, że mało go zajmują listy młodych urwipołciów, pani Gąsowska natomiast okazała żywe zainteresowanie.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Dudarz. Romans</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/ballady-i-romanse/13/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/ballady-i-romanse/13/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Dudarz&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="insubtitle page-title"&gt;Romans&lt;/h2&gt;
 &lt;div class="note"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;(myśl z pieśni gminnej)&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakiż to dziadek, jak gołąb siwy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z siwą aż do pasa brodą? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwaj go chłopczyki pod rękę wiodą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiodą mimo naszej niwy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Starzec na lirze brząka i nuci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chłopcy dmą w dudeczki z piórek. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawołam starca, niech się zawróci &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I przyjdzie pod ten pagórek. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Zawróć się, starcze, tu na igrzysko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu się po siewbie weselim; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co nam dał Pan Bóg, tem się podzielim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I do wsi na noc stąd blisko». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Posłuchał, przyszedł, skłonił się nisko &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I usiadł sobie pod miedzą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przy nim po bokach chłopczyki siedzą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrząc na wiejskie igrzysko. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tu brzmią piszczałki, biją bębenki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płoną stosy suchych drewek; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piją staruszki, skaczą panienki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obchodząc święto dosiewek. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Milczą piszczałki, głuchną bębenki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Porzuca ogień gromadka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biegą staruszki, biegą panienki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biegą do dudarza dziadka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Witaj, dudarzu, witamy radzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W wesołej przychodzisz dobie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pewnie z daleka Pan Bóg prowadzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pogrzej się i spocznij sobie». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wiodą, gdzie ogień, gdzie stół z murawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sadzą dudarza pośrodku: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Może pozwolisz na trochę strawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo na szklaneczkę miodku? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Widzim i lirę, widzim piszczałki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zagraj co nam samotrzeci; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Napełnim za to tłomok, kobiałki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I będziem wdzięczni waszeci». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«No, stójcież cicho, — rzekł do gromadki — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cicho, — powtarza, w dłoń klaska — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeżeli chcecie, zagram wam, dziatki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A cóż wam zagrać?» — «Co łaska». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wziął w ręce lirę i szklankę sporą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miodem pierś starą zagrzewa: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mrugnął na chłopców, ci dudki biorą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brząknął, nastroił i śpiewa: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Idę ja Niemnem, jak Niemen długi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od wioseczki do wioseczki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z borku do borku, z smugów na smugi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śpiewając moje piosneczki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wszyscy się zbiegli, wszyscy słuchali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale nikt mię nie rozumie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja łzy ocieram, westchnienia tłumię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I idę daléj a daléj. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Kto mię zrozumie, ten się użali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I w białe uderzy dłonie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uroni łezkę, i ja uronię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale już nie pójdę daléj». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;A wtem grać przestał. Nim znowu zacznie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przelotem spojrzał po błoniu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz w jednę stronę spoziera bacznie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż tam stoi na ustroniu? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Stała pasterka i plotła wieniec, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To uplecie, to rozplecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A obok przy niej stoi młodzieniec, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I splecione przyjął kwiecie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Spokojność duszy z jej widać czoła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ku ziemi spuszczone oko; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie była smutna ani wesoła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko coś myśli głęboko. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jak puszkiem chwieje trawka zielona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć wiatr przestanie oddychać: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak się na piersiach chwieje zasłona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chociaż westchnienia nie słychać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wtem z piersi listek zżółkły odepnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Listek nieznanego drzewa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spójrzy nań, rzuci i z cicha szepnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakby się na listek gniewa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Odwraca głowę, odeszła nieco, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podniosła w niebo źrenice; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nagle na oczach łezki zaświecą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I róż wystąpił na lice. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;A dudarz milczy, brząka powoli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wzrok utopił w pasterce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Utopił w licu, lecz wzrok sokoli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdał się przedzierać aż w serce. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Znowu wziął lirę i spory dzbanek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miodem pierś starą zagrzewa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skinął na chłopców, ci do multanek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brząknął, nastroił i śpiewa: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Komu ślubny splatasz wieniec &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z róż, liliji i tymianka? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, jak szczęśliwy młodzieniec, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Komu ślubny splatasz wieniec! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Pewnie dla twego kochanka? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wydają łzy i rumieniec, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Komu ślubny splatasz wieniec &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z róż, liliji i tymianka? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jednemu oddajesz wieniec &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z róż, liliji i tymianka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kocha cię drugi młodzieniec: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty jednemu oddasz wieniec, &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Zostawże łzy i rumieniec &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dla nieszczęsnego kochanka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy szczęśliwy bierze wieniec &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z róż, liliji i tymianka». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Na to szmer powstał; różne pogłoski &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pomiędzy ciżbą przytomną: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tę piosnkę śpiewał ktoś z naszej wioski; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz kto i kiedy — nie pomną. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Starzec ucisza, podnosi rękę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Słuchajcie, dzieci, — zawoła — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiem, od kogo mam tę piosenkę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może on był z tego sioła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Kiedym wędrując przez kraje cudze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Królewiec zwiedził przechodem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtenczas przypłynął z Litwy na strudze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pasterz jakiś z tych stron rodem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Smutny był bardzo, ale przyczyny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Smutku nie mówił nikomu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odbił się potem od swej drużyny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nie powrócił do domu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Często widziałem, czy świecą zorza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyli księżyc w pełnym blasku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak on po błoniach, albo u morza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po nadbrzeżnym błądził piasku. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Posród skał nieraz, podobny skale, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na deszczu, wietrze i chłodzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odludny dumał, wiatrom swe żale, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A łzy powierzając wodzie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Szedłem ku niemu; spozierał smutnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale ode mnie nie stronił; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jam, nic nie mówiąc, nastroił lutnię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaśpiewał, w struny zadzwonił. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Łzy mu się rzucą; lecz skinął czołem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że się to granie podoba; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ścisnął za rękę, ja go ścisnąłem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zapłakaliśmy oba. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Poznaliśmy się lepiej nawzajem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I byliśmy przyjaciele. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On zawsze milczał swoim zwyczajem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ja mówiłem niewiele. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Potem, gdy troską strawiony długą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już nie mógł rady dać sobie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja towarzyszem, ja byłem sługą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jam go pilnował w chorobie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Nędzny, w mych oczach gasnął powoli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Raz mię przywołał do łoża: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;„Czuję — rzekł — bliski koniec niedoli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech się spełni wola Boża. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Zgrzeszyłem tylko, że moje lata &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak się nadaremnie starły: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale bez żalu schodzę ze świata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dawno już na nim umarły. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Kiedy mię skał tych dziki zakątek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ukrył przed gminu obliczem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odtąd już dla mnie świat ten był niczem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żyłem na świecie pamiątek. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ty, coś mi wiernym został do grobu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— Kończył, ściskając za ręce — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nagrodzić tobie nie mam sposobu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszakże to, co mam, poświęcę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Znasz piosnkę, którąm po tyle razy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śpiewał, płacząc nad mym losem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pomnisz zapewne wszystkie wyrazy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wiesz, jakim śpiewać głosem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Mam jeszcze z bladych włosów zawiązkę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zeschły cyprysu listek: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Naucz się piosnki, weź tę gałązkę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To mój na ziemi skarb wszystek. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Idź, może znajdziesz na brzegach Niemna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tę, której już nie obaczę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może jej piosnka będzie przyjemna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może nad listkiem zapłacze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Nagrodzi starca, do domu przyjmie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiedz...” Wtem oko ściemniało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A w ustach Panny Najświętszej imię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wpół wymówione zostało. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Silił się jeszcze i w samym skonie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na próżno coś wyrzec żądał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wskazał ku sercu i ku tej stronie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na którą, żyjąc, poglądał». — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tu przerwał dudarz i szukał okiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dostając listek z papierka: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz już nie była między natłokiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta, której szukał — pasterka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Z daleka tylko poznał sukienkę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo w chustce skryła twarz boską; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakiś młodzieniec wiódł ją pod rękę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już ich nie widać za wioską. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Przybiegła zgraja, gdzie starzec siedział. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Co to jest?» wszyscy pytają... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On nic nie wiedział — może i wiedział, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale nie mówił przed zgrają. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/ballady-i-romanse/"&gt;Adam Mickiewicz, „Ballady i romanse”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Karakony</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/schulz-sklepy-cynamonowe/13/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/schulz-sklepy-cynamonowe/13/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Karakony&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Było to w okresie szarych dni, które nastąpiły po świetnej kolorowości genialnej epoki mego ojca. Były to długie tygodnie depresji, ciężkie tygodnie bez niedziel i świąt, przy zamkniętym niebie i w zubożałym krajobrazie. Ojca już wówczas nie było. Górne pokoje wysprzątano i wynajęto pewnej telefonistce. Z całego ptasiego gospodarstwa pozostał nam jedyny egzemplarz, wypchany kondor, stojący na półce w salonie. W chłodnym półmroku zamkniętych firanek stał on tam, jak za życia, na jednej nodze, w pozie buddyjskiego mędrca, a gorzka jego, wyschła twarz ascety skamieniała w wyraz ostatecznej obojętności i abnegacji. Oczy wypadły, a przez wypłakane, łzawe orbity sypały się trociny. Tylko rogowate egipskie narośle na nagim potężnym dziobie i na łysej szyi, narośle i gruzły spłowiałobłękitnej barwy, nadawały tej starczej głowie coś dostojnie hieratycznego.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział trzynasty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/13/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/13/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział trzynasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Nazajutrz Petroniusz kończył się zaledwie ubierać w unctuarium, gdy nadszedł wezwany przez Tejrezjasza Winicjusz. Wiedział on już, że żadne nowiny od bram nie przyszły, i wiadomość ta zamiast go ucieszyć, jako dowód, że Ligia znajduje się w mieście, przygnębiła go jeszcze bardziej, albowiem począł przypuszczać, że Ursus mógł ją wyprowadzić z miasta natychmiast po porwaniu, a więc przedtem, zanim niewolnicy Petroniusza poczęli przy bramach strażować. Wprawdzie jesienią, gdy dni stawały się krótsze, zamykano je dość wcześnie, ale też i otwierano je dla wyjeżdżających, których liczba bywała znaczna. Za mury można się też było wydostać i innymi sposobami, o których na przykład niewolnicy, którzy chcieli zbiec z miasta, wiedzieli dobrze. Winicjusz wysłał wprawdzie swych ludzi i na wszystkie drogi, wiodące na prowincję do wigilów w pomniejszych miastach, z ogłoszeniem o zbiegłej parze niewolników, z dokładnym opisem Ursusa i Ligii i z oznajmieniem nagrody za ich schwytanie. Było jednak rzeczą wątpliwą, czy ten pościg może ich dosięgnąć, a gdyby nawet dosięgnął, czy władze miejscowe będą się czuły w prawie zatrzymać ich na prywatne żądanie Winicjusza, nie poświadczone przez pretora. Owóż na podobne poświadczenie nie było czasu. Ze swej strony Winicjusz przez cały wczorajszy dzień szukał Ligii w przebraniu niewolnika po wszystkich zaułkach miasta, nie zdołał jednak odnaleźć najmniejszego śladu ni wskazówki. Widział wprawdzie ludzi Aulusowych, ale ci zdawali się także czegoś szukać i to utwierdziło go tylko w mniemaniu, że nie Aulusowie ją odbili i że nie wiedzą także, co się z nią stało.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XIII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/13/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/13/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XIII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Za pobytu Borowicza klasa szósta liczyła trzydziestu trzech uczniów. Współtowarzyszów, którzy z nim razem rozpoczęli kurs nauki od klasy wstępnej, dobrnęło do tego punktu zaledwie kilkunastu. Reszta składała się z drugoroczniaków i przybyszów. Dominującą większość stanowili Polacy, było bowiem tylko trzech Żydków (z tych Szlama Goldbaum dzierżył miejsce prymusa) i dwu Rosjan. Ogół tej młodzieży rozpadał się na dwie nierówne części, wyobrażające jak gdyby dwie warstwy społeczne, a przynajmniej dwa obozy. Jedna gromada, do której należał Borowicz, jego adherenci, Rosjanie i Żydkowie, zostawała pod wpływem inspektora i reprezentowała poniekąd maleńkie stronnictwo ugodowe; druga była zupełnie bezbarwna, wrogo usposobiona względem pierwszej i ubierała się, o ile tylko można, elegancko. Zarówno pierwsza jak druga grupa piastowała w swym łonie różne odcienie wywołane przez związki krwi, zamieszkanie na wspólnej stancji, kopcenie wspólnych papierosów, „ściąganie” ze wspólnych podręczników albo zapalanie się do tych samych pensjonarek. Część inspektorska nosiła pogardliwe miano „literatów” — część druga sama ochotnie przezywała się ligą wolnopróżniaków.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XIII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/13/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/13/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XIII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;We dnie chronili się w ukrytych i trudno dostępnych miejscach wśród skał i rozpadlin, a nocami pędzili bez wytchnienia, póki nie minęli pierwszej katarakty. Aż na koniec, gdy Beduini z położenia i postaci khorów rozpoznali, że Assuan został już za nimi, wielki ciężar spadł z piersi Idrysa. Ponieważ cierpieli już na brak wody, zbliżyli się więc na pół dnia drogi od rzeki. Tam następnej nocy Idrys ukrywszy karawanę wysłał z Beduinami wszystkie wielbłądy do Nilu, aby napoiły się dobrze i na czas dłuższy. Pas urodzajny wzdłuż rzeki Nilu był już za Assuanem węższy. W niektórych miejscach pustynia dochodziła do rzeki. Wsie leżały w znacznej od siebie odległości. Beduini zatem wrócili szczęśliwie, przez nikogo nie widziani, ze znacznymi zapasami wody. Należało tylko myśleć o żywności, gdyż zwierzęta, karmione skąpo, od tygodnia wychudły bardzo. Szyje ich wydłużyły się, garby opadły, a nogi stały się słabe. Durry i zapasów dla ludzi mogło z wielką biedą wystarczyć jeszcze na dwa dni. Idrys myślał jednakże, że po dwóch dniach można będzie, jeżeli nie we dnie, to w nocy, zbliżyć się do pastwisk nadrzecznych, a może i zakupić sucharów i daktylów w jakiej wiosce.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom I, rozdział trzynasty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/13/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/13/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział trzynasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jagienka sama wytopiła duży garnek niedźwiedziego sadła, którego pierwszą kwartę wypił Maćko z ochotą, albowiem było świeże, nieprzypalone i miało zapach dzięgielu, którego znająca się na lekach dziewczyna dorzuciła w miarę do garnka. Pokrzepił się też zaraz Maćko na duchu i nabrał nadziei, że wyzdrowieje.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Tego mi było trzeba — mówił. — Jak się w człeku wszystko godnie wytłuści, to się może i ta, psia mać, drzazga którędy wypsnie.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XIII. Wielkopańskie zabawy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/13/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/13/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XIII. Wielkopańskie zabawy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Nareszcie nadszedł dzień wyścigów, pogodny, ale nie gorący; właśnie jak potrzeba. Wokulski zerwał się o piątej i natychmiast pojechał odwiedzić swoją klacz. Przyjęła go dość obojętnie, ale była zdrowa, a pan Miller pełen otuchy.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Co?... — śmiał się trącając Wokulskiego w ramię. — Palisz się pan, co?... Ocknął się w panu sportsmen!... My, panie, przez cały czas wyścigów jesteśmy w gorączce. Nasz zakładzik o pięćdziesiąt rubli stoi, co?... Jakbym je miał w kieszeni; mógłbyś je pan natychmiast zapłacić.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Zima, rozdział I</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/13/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/13/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Część druga — Zima&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;I&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Nadchodziła zima...&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— jeszcze się barowała z jesienią i porykujący tłukła po sinych dalach jako ten zwierz srogi i głodny, że nie wiada było, kiej przeprze a skoczy i lutymi kłami weżre się we świat...&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— jeszcze czasami prószył śnieg nikły, płowy — jesienny śnieg...
— jeszcze przychodziły dnie osłupiałe, chorością sine, ckne, stękliwe, oropiałe i zgoła lamentem przejęte, a lodowym światłem mżące — dnie trupie, że ptactwo z krzykiem uciekało do borów, trwożniej bełkotały wody i toczyły się leniwo, jakby strachem stężałe, ziemia dygotała, a wszelaki stwór podnosił czujące, lękliwe oczy na północ — w niezgłębioną topiel chmur...&lt;/p&gt;</description></item><item><title>13. Któż to z płaskiego nie chce jeść talerza?</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/makuszynski-szatan-z-siodmej-klasy/14/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/makuszynski-szatan-z-siodmej-klasy/14/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;13.&lt;br/&gt; Któż to z płaskiego nie chce jeść talerza?&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Na Boga! Co się stało? — spytała z trwożnym zdumieniem pani Gąsowska, kiedy nagle w połowie śniadania cichy zawsze pan profesor począł się drzeć jak opętany.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wszyscy spojrzeli na niego z zatroskaniem, można było bowiem przypuścić, że czcigodny historyk postradał nagle zmysły. A on, na nic nie zważając, potężnym wrzaskiem trwożył przyrodę, utkwiwszy spojrzenie w jeden punkt. Ponieważ śniadanie spożywano na ganeczku przed domem, więc wszyscy zwrócili oczy w stronę bramy, tam bowiem rozkrzyczany profesor ujrzał coś, o czym całemu oznajmiał światu.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Gloria victis</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/gloria-victis-gloria-victis/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/gloria-victis-gloria-victis/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Gloria victis&lt;/h2&gt;
&lt;div class="note"&gt;&lt;p class="paragraph"&gt;(r. 1863)&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Leciał wiatr światem ciekawy, niespokojny, słuchał gwarzeń, opowiadań wód, zbóż, kwiatów polnych, drzew przydrożnych i — szumiał. Szumiał o wszystkim, co widział, co słyszał na szerokim, wielkim, na przedziwnym świecie i leciał, aż przyleciał do krainy, w wody, trawy i drzewa bogatej, która nazywa się Polesie litewskie.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Hej, przestworza wolne, przestworza rozłożyste wiatrowi prędkiemu na równinach, co skraje niebios dokoła podpierają bez przeszkód, bez zasłon. Nie uderzy się tu wiatr prędki o żadną górę ani o żaden pagórek, nie powstrzyma lotu jego żadne wysokie miasto i chyba tylko las przed nim stanie z obliczem ciemnym i nad łąkami bezkresnymi, nad rozlanymi po nich wodami zaszepcze słowo: tajemnica!&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział czternasty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/14/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/14/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czternasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Przez kilka dni następnych Chilon nie pokazywał się nigdzie. Winicjusz, który od czasu, jak dowiedział się od Akte, że Ligia go kochała, stokroć jeszcze więcej pragnął ją odnaleźć, rozpoczął poszukiwania na własną rękę, nie chcąc, a zarazem i nie mogąc udać się o pomoc do cezara, pogrążonego w trwodze z powodu zdrowia małej Augusty.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jakoż nie pomogły ofiary składane w świątyniach, modły i wota, jak również sztuka lekarska i wszelkie czarodziejskie środki, jakich się w ostateczności chwytano. Po tygodniu dziecko umarło. Żałoba padła na dwór i na Rzym. Cezar, który przy urodzeniu dziecka szalał z radości, szalał teraz z rozpaczy i zamknąwszy się u siebie, przez dwa dni nie przyjmował pokarmu, a jakkolwiek pałac roił się tłumami senatorów i augustianów, którzy śpieszyli z oznakami żalu i współczucia, nie chciał nikogo widzieć. Senat zebrał się na nadzwyczajne posiedzenie, na którym zmarłe dziecko ogłoszone zostało boginią; uchwalono wznieść jej świątynię i ustanowić osobnego przy niej kapłana. Składano też w innych nowe na cześć zmarłej ofiary, odlewano jej posągi z drogocennych metali, a pogrzeb był jedną niezmierną uroczystością, na której lud podziwiał niepomiarkowane oznaki żalu, jakie dawał cezar, płakał z nim razem, wyciągał ręce po podarki i nade wszystko bawił się niezwykłym widowiskiem.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XIV</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/14/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/14/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XIV&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Mdłe światło jesienne wlewało się do klasy siódmej, napełniając ją dziwnie smutnym i nudnym półmrokiem. Przed chwilą wyszedł był „Grek”, z którym tłumaczono dialogi Lukianosa, a wkrótce miał się ukazać nauczyciel historii. Wszyscy uczniowie siedzieli w klasie. Z szóstej do siódmej przeszło ich zaledwie dwudziestu trzech. Przybysze zastali pięciu drugorocznych. Ci nadawali szyk i odpowiedni ton „sztubie”. Właśnie jeden z takich, blady i wychudły mężczyzna w mundurze uczniowskim, opowiadał naprędce sprośną anegdotkę kółku zgromadzonych przy jego ławie, co chwila wybuchającemu homerycznym śmiechem. W drugim kącie sali Borowicz prowadził ożywiony dyskursik z Waleckim, zwanym „Figą”. Walecki miał dopiero lat siedemnaście. Był to chłopczyna tak małego wzrostu, że, ku jego śmiertelnej męce, uważano go za trzecioklasistę. Uczył się wybornie i tylko dzięki „złemu sprawowaniu” figurował na liście jako drugi uczeń z kolei, ustępując pierwszeństwa Szlamie Goldbaumowi. Złe sprawowanie, czyli czwórkę zamiast piątki, Walecki zdobywał sobie nadzwyczajną hardością.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XIV</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/14/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/14/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XIV&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;I rzeczywiście zgasła ostatnia nadzieja ucieczki w czasie podróży. Staś wiedział już teraz, że ani jego pomysły na nic się nie przydadzą, ani pogoń ich nie doścignie i że jeśli wytrzymają trudy drogi, to dojadą do Mahdiego i zostaną wydani w ręce Smaina. Jedynym pokrzepieniem była mu teraz tylko myśl, że zostali porwani dlatego, by Smain oddał ich za swe dzieci. Ale kiedy się to stanie i co ich przedtem może spotkać? Jak straszliwa czeka ich niedola wśród spitej krwią dzikiej hordy? Czy Nel wytrzyma te wszystkie trudy i niewygody — na to nikt nie mógł odpowiedzieć. Wiadomo było natomiast, że Mahdi i jego derwisze nienawidzą chrześcijan i w ogóle Europejczyków; więc w duszy chłopca zrodziła się obawa, czy wpływ Smaina będzie dostateczny, by osłonił ich oboje przed zniewagami, przed okrucieństwem i wściekłością wyznawców Mahdiego, którzy mordowali nawet i wiernych rządowi mahometan? Po raz pierwszy od chwili porwania ogarnęła Stasia głęboka rozpacz, a jednocześnie i jakieś przesadne przypuszczenie, że prześladuje ich zły los. Przecież sam pomysł porwania ich z Fajumu i zawiezienia ich do Chartumu był po prostu szaleństwem, którego mogli dopuścić się tylko tak dzicy i głupi ludzie, jak Idrys i Gebhr, nie rozumiejący, że muszą przebyć tysiące kilometrów krajem podległym rządowi egipskiemu, a właściwie Anglikom. Na dobrą sprawę powinni być schwytani na drugi dzień, a jednak wszystko składało się tak, że oto są już niedaleko drugiej katarakty — i że nie doścignęły ich żadne poprzednie pogonie, a ostatnia, która mogła ich zatrzymać, połączyła się z nimi i będzie im odtąd pomocą. Do rozpaczy Stasia, do jego bojaźni o los małej Nel dołączyło się jeszcze uczucie upokorzenia, że jednak nic nie potrafi poradzić i co więcej, nie zdoła już nic wymyślić, albowiem choćby mu oddano teraz strzelbę i ładunki, nie może przecież powstrzymać wszystkich Arabów składających karawanę.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom I, rozdział czternasty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/14/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/14/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czternasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Stary Maćko nie mylił się, mówiąc, że Zbyszko i Jagienka radzi z sobą przestają, a nawet że tęsknią do siebie. Jagienka pod pozorem odwiedzin chorego Maćka przyjeżdżała częstokroć do Bogdańca, z ojcem lub sama, Zbyszko przez samą wdzięczność wpadał co czas jakiś do Zgorzelic, więc wraz z upływem dni wyrodziła się między nimi bliska zażyłość i przyjaźń. Poczęli się lubić i chętnie z sobą „uradzać”, to jest rozmawiać o wszystkim, co ich mogło obchodzić. Było też trochę wzajemnego podziwu w tej przyjaźni, albowiem młody i śliczny Zbyszko, który i na wojnie się już wsławił, i w gonitwach brał udział, i na pokojach królewskich bywał, wydawał się dziewczynie w porównaniu z takim Cztanem z Rogowa lub z Wilkiem z Brzozowej prawdziwym dworskim rycerzem i niemal królewiczem, jego zaś zdumiewała chwilami uroda dziewczyny. Myślał wiernie o swojej Danusi, nieraz jednak, gdy spojrzał niespodzianie na Jagienkę, czy to w lesie, czy w domu, mimo woli mówił sobie: „Hej! To ci łania!” — gdy zaś wziąwszy ją pod boki, wsadzał na konia i wyczuwał pod dłońmi jej czerstwe, jakby z kamienia wykrzesane ciało, to aż go ogarniał niepokój i — jak powiadał Maćko: — „brały go ciągoty”, a zarazem coś poczynało mu chodzić po kościach i morzyć go niby sen.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Wichura</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/schulz-sklepy-cynamonowe/14/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/schulz-sklepy-cynamonowe/14/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Wichura&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;
Tej długiej i pustej zimy obrodziła ciemność w naszym mieście ogromnym, stokrotnym urodzajem. Zbyt długo snadź nie sprzątano na strychach i w rupieciarniach, stłaczano garnki na garnkach i flaszki na flaszkach, pozwalano narastać bez końca pustym bateriom butelek.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Tam, w spalonych, wielobelkowych lasach strychów i dachów, ciemność zaczęła się wyradzać i dziko fermentować. Tam zaczęły się te czarne sejmy garnków, te wiecowania gadatliwe i puste, te bełkotliwe flaszkowania, bulgoty butli i baniek. Aż pewnej nocy wezbrały pod gontowymi przestworami falangi garnków i flaszek i popłynęły wielkim stłoczonym ludem na miasto.
&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XIV. Dziewicze marzenia</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/14/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/14/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XIV. Dziewicze marzenia&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Od Wielkiej Nocy panna Izabela często myślała o Wokulskim, a we wszystkich medytacjach uderzał ją niezwykły szczegół: człowiek ten przedstawiał się coraz inaczej.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Panna Izabela miała dużo znajomości i niemały spryt do charakteryzowania ludzi. Otóż każdy z jej dotychczasowych znajomych posiadał tę własność, że można go było streścić w jednym zdaniu. Książę był to patriota, jego adwokat — bardzo zręczny, hrabia Łaciński pozował na Anglika, jej ciotka była dumną, prezesowa — dobrą, Ochocki — dziwakiem, a Krzeszowski — karciarzem. Słowem: człowiek — była to jakaś zaleta albo wada, niekiedy zasługa, najczęściej tytuł lub majątek, który miał głowę, ręce i nogi i ubierał się więcej albo mniej modnie.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Zima, rozdział II</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/14/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/14/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;II&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jakoś o samym południu dzień się nieco rozjaśnił, ale ino tyla, coby kto łuczywem przeciągnął po świecie, bo wnet zgasło i omroczało, jakby śnieg narastał i sposobił się znowu.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W izbie Antków też było dziwnie mroczno, chłodno i smutnie; dzieci bawiły się na łóżku i z cicha do się krzekorzyły, kiej te kurczątka zestraszone, a Hankę tak podrzucała niespokojność, że rady sobie dać nie mogła. Chodziła z kąta w kąt, wyglądała przez okno, to przed domem stała i rozpalonymi oczami wodziła po śniegach. Hale, ani żywej duszy nie ujrzał na drogach ni na polach — parę sań przewlekło się od karczmy i zginęło pod topolami, jakby się zapadły w tej śniegowej topieli, że ni znaku, ni głosu nie ostało po nich. Nic, jeno ta cichość zmartwiała i pustka nieprzejrzana!&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Noc wielkiego sezonu</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/schulz-sklepy-cynamonowe/15/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/schulz-sklepy-cynamonowe/15/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Noc wielkiego sezonu&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;
Każdy wie, że w szeregu zwykłych, normalnych lat rodzi niekiedy zdziwaczały czas ze swego łona lata inne, lata osobliwe, lata wyrodne, którym — jak szósty, mały palec u ręki — wyrasta kędyś trzynasty, fałszywy miesiąc.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Mówimy fałszywy, gdyż rzadko dochodzi on do pełnego rozwoju. Jak dzieci późno spłodzone, pozostaje on w tyle ze wzrostem, miesiąc garbusek, odrośl w połowie uwiędła, raczej domyślna niż rzeczywista.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;
Winna jest temu starcza niepowściągliwość lata, jego rozpustna i późna żywotność. Bywa czasem, że sierpień ginie, a stary gruby pień lata rodzi z przyzwyczajenia jeszcze dalej, pędzi ze swego próchna te dni-dziczki, dni-chwasty, jałowe i idiotyczne, dorzuca na dokładkę, za darmo, dni-kaczany, puste i niejadalne — dni białe, zdziwione i niepotrzebne.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział piętnasty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/15/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/15/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział piętnasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Petroniusz do Winicjusza:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;„Przez zaufanego niewolnika posyłam ci z Ancjum ten list, na który, jakkolwiek ręka twa więcej do miecza i do włóczni niż do pióra przywykła, mniemam, że przez tegoż samego posłańca bez zbytniej zwłoki odpiszesz. Zostawiłem cię na dobrym śladzie i pełnego nadziei, tuszę więc, że alboś już słodkie żądze w objęciach Ligii ukoił, albo że ukoisz je, zanim prawdziwy zimowy wicher powieje na Kampanię ze szczytów Sorakte. O, mój Winicjuszu! Niech ci mistrzynią będzie złota bogini Cypru, ty zaś bądź mistrzem tej ligijskiej jutrzenki, która ucieka przed słońcem miłości. A pomnij zawsze, że marmur, sam w sobie choćby najdroższy, jest niczym i że prawdziwej wartości nabiera wówczas dopiero, gdy go w arcydzieło przemieni ręka rzeźbiarza. Bądź takim rzeźbiarzem ty, carissime! Kochać jest nie dość, trzeba umieć kochać i trzeba umieć nauczyć miłości. Wszak rozkosz odczuwa i plebs, i nawet zwierzęta, lecz prawdziwy człowiek tym się właśnie od nich odróżnia, że ją niejako w szlachetną sztukę zamienia, a lubując się nią, wie o tym, całą jej boską wartość w myśli uprzytomnia, a przez to nie tylko ciało, ale i duszę nasyca. Nieraz, gdy tu pomyślę o czczości, niepewności i nudzie naszego życia, przychodzi mi do głowy, że ty może i lepiej wybrałeś i że nie dwór cezara, ale wojna i miłość są dwiema jedynymi rzeczami, dla których się rodzić i żyć warto.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XV</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/15/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/15/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XV&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Na początku trzeciego kwartału, po przyjeździe ze świąt Bożego Narodzenia, uczniowie klasy siódmej zastali nowego kolegę. Był nim Bernard Sieger, wydalony z tejże klasy któregoś gimnazjum w Warszawie. Nikt z klerykowian nie miał wiadomości autentycznych, za co właściwie Sieger był ze stolicy raz na zawsze wypędzony, a do Klerykowa przyjęty. Chodziły tylko niezdecydowane pogłoski, że to „ptaszek”. Z czasem dopiero jeden z ósmoklasistów, któremu zdarzyło się być podczas świąt w Warszawie, oświetlił nieco sprawę, rozgłaszając, że tajemniczy przybysz wyrzucony został za &lt;em class="foreign-word"&gt;niebłagonadiotnost’&lt;/em&gt;. Do Klerykowa, według tejże relacji, udało mu się wstąpić za specjalnym zezwoleniem kuratora okręgu naukowego, który znowu miał dać takie zezwolenie dzięki wstawiennictwu jednej ze znakomitych figur wielkiego świata.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XV</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/15/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/15/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XV&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;We dwa tygodnie po wyruszeniu z okolic Wadi-Halfa karawana weszła w kraj zdobyty przez Mahdiego. Przebyli w skok pagórkowatą pustynię Gezire i w pobliżu Chendi, gdzie przedtem Anglicy znieśli doszczętnie Musę-uled-Helu, wjechali w okolice wcale już do pustyni niepodobne. Piasków ani osypisk nie było tu widać. Jak okiem sięgnąć rozciągał się step porośnięty w części zieloną trawą, w części dżunglą, wśród której rosły kępami kolczaste akacje, wydające znaną gumę sudańską, a tu i ówdzie pojedyncze, olbrzymie drzewa nabaku, tak rozłożyste, że pod ich konarami stu ludzi mogło znaleźć przed słońcem schronienie. Od czasu do czasu karawana mijała wysokie, podobne do słupów kopce termitów, czyli termitiery, którymi cała podzwrotnikowa Afryka jest zasiana. Zieloność pastwisk i akacyj mile nęciła oczy po jednostajnej, jałowej barwie piasków pustyni.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom I, rozdział piętnasty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/15/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/15/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział piętnasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Po rozmowie ze Zbyszkiem Jagienka przez trzy dni nie ukazywała się w Bogdańcu, atoli czwartego wpadła z wiadomością, że opat przyjechał do Zgorzelic. Maćko przyjął nowinę z pewnym wzruszeniem. Miał on wprawdzie z czego spłacić sumę zastawną, a nawet wyliczył, że dość mu zostanie na pomnożenie osadników, zaprowadzenie stad i inne potrzeby gospodarskie, niemniej jednak dużo w całej sprawie zależało od życzliwości bogatego krewnego, który mógł na przykład chłopów, osadzonych przez się na źrebiach, zabrać albo zostawić, i tym samym zniżyć albo powiększyć wartość majątku.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XV. W jaki sposób duszę ludzką szarpie namiętność, a w jaki rozsądek</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/15/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/15/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XV. W jaki sposób duszę ludzką szarpie namiętność, a w jaki rozsądek&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Otrzymawszy od pana Łęckiego zaproszenie na obiad, Wokulski wybiegł ze sklepu na ulicę. Ciasny pokój dusił go, a rozmowa z Rzeckim, w ciągu której subiekt udzielał mu przestróg i upomnień, wydawała mu się nadzwyczajnie głupią; nie jestże to śmieszne, ażeby stary i wystygły kawaler, wierzący tylko w sklep i w Bonapartych, zarzucał mu szaleństwo!...&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;„Cóż ja robię złego — myślał Wokulski — że się kocham?... Może trochę za późno, ale przez całe życie nie pozwalałem sobie na podobny zbytek. Kochają się miliony ludzi, kocha się cały świat czujący, dlaczegóż mnie jednemu miałoby to być zabronione? Jeżeli zaś ten zasadniczy punkt ma rację bytu, to ma ją wszystko, co robię. Kto się chce żenić, musi posiadać majątek, więc — zdobyłem majątek. Musi zbliżyć się do wybranej kobiety — ja też zbliżyłem się. Musi troszczyć się o jej byt materialny i chronić od nieprzyjaciół — a ja robię jedno i drugie. Czy zaś w tym dobijaniu się o szczęście skrzywdziłem kogo? czy zaniedbuję obowiązków względem społeczeństwa i bliźnich?... Ach, ci kochani bliźni i to społeczeństwo, które nigdy nie troszczyło się o mnie i stawiało mi wszelkie przeszkody, a zawsze upomina się o ofiary z mojej strony... Lecz właśnie to, co oni dziś nazywają szaleństwem, popycha mnie do pełnienia jakichś fikcyjnych obowiązków. Gdyby nie ono, siedziałbym dziś jak mól w książkach i kilkaset osób miałoby mniejsze zarobki. Więc czego oni chcą ode mnie?” — pytał sam siebie w rozdrażnieniu.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Zima, rozdział III</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/15/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/15/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;III&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Na dobrym już dniu, po śniadaniu, młynarz przywiódł Antka na robotę; ostawił go na zajeździe wśród kloców zwalonych na wielkie kupy, a sam poszedł do Mateusza, któren akuratnie przyrychtowywał drzewo na tartaku i puszczał piły, pogadał z nim cosik i zawołał:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Róbcie tu sobie, a we wszystkim słuchajcie Mateusza, on tu za mnie rządzi — i poszedł zaraz, bo przykry, przejmujący ziąb ciągnął od rzeki.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Pewnie topora nie macie? — zagadnął Mateusz schodząc na dół i witając się z nim przyjaźnie.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział szesnasty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/16/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/16/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział szesnasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Chilon nie pokazywał się jednak dość długo, tak że Winicjusz nie wiedział w końcu, co o tym sądzić. Próżno powtarzał sobie, że poszukiwania, jeśli mają doprowadzić do wyników pomyślnych i pewnych, muszą być powolne. Zarówno jego krew, jak i porywcza natura burzyły się przeciw głosowi rozsądku. Nie czynić nic, czekać, siedzieć z założonymi rękoma było czymś tak przeciwnym jego usposobieniu, że w żaden sposób nie umiał się z tym pogodzić. Przebieganie zaułków miasta w ciemnym niewolniczym płaszczu przez to samo, że było daremnym, wydało mu się tylko oszukiwaniem własnej bezczynności i nie mogło go zaspokoić. Wyzwoleńcy jego, ludzie przebiegli, którym kazał czynić poszukiwania na własną rękę, okazywali się stokroć mniej zręcznymi od Chilona. Tymczasem obok miłości, jaką czuł dla Ligii, rodziła się w nim jeszcze zawziętość gracza, który chce wygrać. Winicjusz takim był zawsze. Od najmłodszych lat przeprowadzał, co chciał z namiętnością człowieka, który nie rozumie, że może się coś nie udać i że trzeba się czegoś wyrzec. Karność wojskowa ujęła wprawdzie na czas w karby jego samowolę, ale wszczepiła weń zarazem przekonanie, że każdy rozkaz, który wydawał niższym od siebie, musi być spełniony, dłuższy zaś pobyt na Wschodzie, wśród ludzi giętkich i do niewolniczego posłuchu przywykłych, utwierdził go tylko w wierze, że dla jego ”chcę” nie ma granic. Obecnie więc krwawiła ciężko i jego miłość własna. Było przy tym w tych przeciwnościach, w tym oporze i w samej ucieczce Ligii coś dla niego niezrozumiałego, jakaś zagadka, nad której rozwiązaniem męczył śmiertelnie głowę. Czuł, że Akte powiedziała prawdę i że nie był dla Ligii obojętnym. Ale jeśli tak, to dlaczego przełożyła tułactwo i nędzę nad jego miłość, nad jego pieszczoty i nad pobyt w jego rozkosznym domu? Na to pytanie nie umiał znaleźć odpowiedzi, a natomiast dochodził tylko do pewnego niejasnego poczucia, że między nim a Ligią i między ich pojęciami, i między światem jego i Petroniusza a światem Ligii i Pomponii Grecyny istnieje jakaś różnica i jakieś nieporozumienie głębokie jak przepaść, której nic nie zdoła zapełnić i wyrównać. Wówczas zdawało mu się, że musi Ligię stracić, i na tę myśl tracił tę resztę równowagi, którą chciał w nim utrzymać Petroniusz. Były chwile, w których sam nie wiedział, czy Ligię kocha, czy jej nienawidzi, rozumiał tylko, że musi ją znaleźć i że wolałby, żeby go ziemia pochłonęła, niż żeby nie miał jej zobaczyć i posiąść. Mocą wyobraźni widywał ją czasem tak dokładnie, jakby przed nim stała; przypominał sobie każde słowo, które do niej mówił i które od niej usłyszał. Czuł ją blisko; czuł ją na piersi, w ramionach, i wówczas żądza obejmowała go jak płomień. Kochał ją i wzywał jej. A gdy pomyślał, że był przez nią kochany i że mogła dobrowolnie spełnić wszystko, czego od niej żądał, chwytał go żal ciężki, nieprzebrany i jakaś wielka tkliwość zalewała mu serce na kształt niezmiernej fali. Lecz miewał i chwile, w których bladł z wściekłości i lubował się myślami o upokorzeniu i mękach, jakie Ligii zada, gdy ją odnajdzie. Chciał ją nie tylko mieć, ale mieć zdeptaną niewolnicą, a jednocześnie czuł, że gdyby mu zostawiono wybór; czy być jej niewolnikiem, czy nie widzieć jej więcej w życiu, to wolałby być jej niewolnikiem. Bywały dnie, w których myślał o znakach, jakie na jej różanym ciele zostawiłby batog, i zarazem chciałby całować te ślady. Przychodziło mu także do głowy, że byłby szczęśliwy, gdyby ją mógł zabić.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XVI</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/16/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/16/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XVI&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Miejscem bardzo drogim dla Borowicza i jego kolegów przez cały czas egzystencji w klasie ósmej był tak zwany Stary Browar, obszerna posesja leżąca u wejścia na przedmieście wygwizdowskie. Niegdyś istniała rzeczywiście w tym miejscu fabryka nędznego piwska. Z czasem właściciel jej zrujnował się doszczętnie, a całkowity jego „interes” poszedł w ruinę. Wielkie mury, budowle otaczające, składy i piwnice stały pustkami. Dopiero po upływie lat kilku nabył wszystko za małe pieniądze chudy Żydek z czarną bródką i za mniejsze jeszcze pieniądze przerobił browar i składy na lokale mieszkalne. Cały szereg tych budynków wraz z niezmiernym podwórzem i ogrodami stanowił samoistną dzielnicę. Z jednej strony ograniczała ją wiecznie gnijąca rzeczułka, z trzech innych uliczki boczne. Wysoki, jakby więzienny mur z posępnymi bramami wychodzącymi na trzy strony świata, biegł dokoła obszaru browarnego wzdłuż ulic sąsiednich. Ponad kanałem sterczał tylko mocny parkan z czterocalówek. Wielki dziedziniec był brukowany, a nawet przecięty w poprzek przez trotuar wyłożony marmurowymi płytami. Jednakże tuż obok chodnika istniały głębokie wądoły wybrane w ziemi, nie wiadomo w jakim celu. Kiedy dżdżysty październik napełnił je wodą, miały one wszelkie pozory pułapek zastawionych przez właściciela Starego Browaru w celu chwytania żywcem lokatorów, którzy nieuiszczone komorne trwonili w knajpach i cukierniach, a późną i ciemną nocą wracali do gniazd rodzinnych. Mieszkania ceglanym równoległobokiem otaczające podwórzec miały wyraz wcale nie weselszy od więzienia Mazas. Okna w nich były małe, drzwi nieforemne, sienie jak pieczary pogrążone w wiekuistym mroku, schody śliskie i brudne. Na wprost bramy głównej wysuwał się z głębi dziedzińca gmach fundamentalny, a raczej ściana jego, bardzo wysoka i naga. Tu i ówdzie tkwiły w niej okna, znacznie później wmurowane. Stary tynk muru, obleczony niegdyś w zewnętrzną farbę, poobrywał się, spadł na ziemię i leżał tam z wolna unicestwiany przez deszcze. Wątpliwa, żółtaworóżowa barwa miejsc jeszcze trwających zamokła i wynikały tam przeróżne mapy, zygzaki, dziwaczne kształty i wierne symbole. Przypominały one rozmaite zjawiska tego padołu, jakby dla stwierdzenia myśli Schellinga, że natura, zdążając ku wiekuistej refleksji, zawsze wraca do raz już utworzonych, a gdzie indziej tkwiących postaci bytu.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XVI</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/16/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/16/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XVI&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Stanęli na krańcu miasta, w domu, który poprzednio był własnością bogatego kupca włoskiego, a po zamordowaniu jego w czasie szturmu do miasta dostał się przy podziale łupów Tadhilowi. Żony emira zajęły się w dość ludzki sposób ledwie żywą ze zmęczenia Nel i chociaż w całym Chartumie dawał się uczuć brak żywności, znalazły dla małej dżanem trochę suszonych daktylów i trochę ryżu z miodem, po czym zaprowadziły ją na piętro i ułożyły do snu. Staś, który nocował między wielbłądami i końmi na dworze, musiał poprzestać na jednym sucharze, natomiast nie brakło mu wody, albowiem fontanna w ogrodzie nie została dziwnym trafem zrujnowana. Pomimo ogromnego znużenia długo nie mógł zasnąć, naprzód z powodu skorpionów włażących ustawicznie na wojłok, na którym leżał, a po wtóre, z powodu śmiertelnego niepokoju, że rozłączą go z Nel i że nie będzie mógł nad nią osobiście czuwać. Niepokój ten podzielał widocznie i Saba, który wietrzył naokół, a niekiedy wył, za co gniewali się żołnierze. Staś uspokajał go, jak umiał, w obawie, by nie czyniono mu krzywdy. Na szczęście, olbrzymi brytan wzbudził taki podziw samego emira i wszystkich derwiszów, że żaden nie podniósł nań ręki.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom I, rozdział szesnasty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/16/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/16/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział szesnasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zbyszko, dogoniwszy Zycha i Jagienkę jadących w towarzystwie opata i jego kleryków do Krześni, przyłączył się do nich i jechał razem, chodziło mu bowiem o to, by dowieść opatowi, że się ni Wilka z Brzozowej, ni Cztana z Rogowa nie lęka i chować się przed nimi nie myśli. Zdziwiła go znów w pierwszej chwili uroda Jagienki, bo chociaż nieraz widywał ją i w Zgorzelicach, i w Bogdańcu przybraną pięknie do gości, ale nigdy tak, jak teraz do kościoła. Odzież miała z czerwonego sukna, podbitą gronostajami, czerwone rękawiczki i gronostajowy, naszyty złotem kapturek na głowie, spod którego wysuwały się na ramiona dwa warkocze. Nie siedziała też na koniu po męsku, ale na wysokim siodle z poręczą i z ławeczką pod stopy, które ledwie było widać spod długiej i ułożonej w równe zagiętki spódnicy. Zychowi, który pozwalał dziewczynie ubierać się w domu w kożuch i jałowicze buty, chodziło o to, by przed kościołem każdy poznał, iż przyjechała nie córka byle szarego włodyczki albo ścieciałki, lecz panna z możnego, rycerskiego domu. W tym celu konia jej prowadziło dwóch wyrostków, przybranych od dołu obcisło, od góry w buchaste szaty, jakie nosili zwykle paziowie. Czterech dworskich ludzi jechało z tyłu, a z nimi opatowi klerycy, z kordami i lutniami przy pasach. Zbyszko podziwiał wielce cały orszak, szczególnie zaś Jagienkę, wyglądającą jak obrazek, i opata, który w czerwieni i z olbrzymimi rękawami u sukni wydawał mu się jak jaki podróżujący książę. Najskromniej ze wszystkich przybrany był sam Zych, który dbał o okazałość dla innych, dla siebie zaś tylko o wesołość i śpiewanie.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XVI. „Ona” — „on” — i ci inni</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/16/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/16/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XVI. „Ona” — „on” — i ci inni&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Tego dnia, kiedy Wokulski miał przyjść na obiad, panna Izabela wróciła od hrabiny o piątej. Była trochę rozgniewana i bardzo rozmarzona, razem — prześliczna.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Spotkało ją dziś szczęście i zawód. Wielki tragik włoski, Rossi, znany jej i ciotce jeszcze z Paryża, przyjechał na występy do Warszawy. Natychmiast odwiedził hrabinę i troskliwie wypytywał się o pannę Izabelę. Miał być dziś drugi raz i hrabina specjalnie dla niego zaprosiła siostrzenicę. Tymczasem Rossi nie przyszedł; przysłał tylko list, w którym przepraszał za zawód i usprawiedliwiał się niespodziewaną wizytą jakiejś wysoko położonej osoby.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Zima, rozdział IV</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/16/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/16/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;IV&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W Wigilię przed godnymi świętami już od samego świtania wrzał przyspieszony, gorączkowy ruch w całych Lipcach.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W nocy czy też dopiero na odedniu mróz był znowu krzepko chycił, a że przyszedł po paru dniach miętkich i wilgnych mgieł, to obwalił drzewa sadzią jakby tymi szklanymi strużynami albo zasie puchem co najbielszym; słońce się nawet całkiem wyłupało i świeciło na modrym, jakby oprzędzonym w cieniuśkie, przejrzyste mgły niebie, jeno że blade było, ostygłe kiej ta Hostia w monstrancji utajona, nic nie grzejące, a naprzeciw, bo mróz brał na dzień, podnosił się jeszcze i przejmował taką skrzytwą, że dech zapierało i stworzenie wszelkie chodziło w parach oddechów, niby w kłębach mgieł, ale świat się cały rozsłonecznił i stanął w takich migotliwych, jarzących blaskach, w takich ostrych skrzeniach, jak żeby kto diamentową rosą przyokrył śniegi, aż oczy bolały patrzeć.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział siedemnasty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/17/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/17/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział siedemnasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Chilonowi zaś istotnie chodziło o usunięcie Glauka, który jakkolwiek podeszły w leciech, nie był wcale niedołężnym starcem.W tym, co Chilo opowiadał Winicjuszowi, była znaczna część prawdy. Znał on w swoim czasie Glauka, zdradził go, zaprzedał rozbójnikom, pozbawił rodziny, mienia i wydał na mord. Pamięć tych zdarzeń znosił jednak lekko, albowiem porzucił go konającego nie w gospodzie, ale w polu pod Minturnae, i nie przewidział tej jednej tylko rzeczy, że Glaukus wyleczy się z ran i przybędzie do Rzymu. Toteż gdy ujrzał go w domu modlitwy, przeraził się rzeczywiście i w pierwszej chwili chciał naprawdę zrzec się poszukiwania Ligii. Lecz z drugiej strony Winicjusz przeraził go jeszcze więcej. Zrozumiał, że musi wybrać między obawą Glauka a pościgiem i zemstą potężnego patrycjusza, któremu niechybnie przyszedłby w pomoc drugi, jeszcze większy, Petroniusz. Wobec tego Chilo przestał się wahać. Pomyślał, że lepiej jest mieć nieprzyjaciół małych niż wielkich, i jakkolwiek tchórzliwa jego natura wzdragała się nieco przed krwawymi sposobami, uznał jednak za konieczność zamordowanie Glauka za pomocą obcych rąk.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XVII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/17/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/17/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XVII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Po świętach Wielkiej Nocy gromadka ósmoklasistów gotowała się w skupieniu ducha do egzaminu &lt;em class="foreign-word"&gt;maturitatis&lt;/em&gt;. Powtarzano wszystkie nauki gimnazjalne od &lt;em class="author-emphasis"&gt;a&lt;/em&gt; do &lt;em class="author-emphasis"&gt;z&lt;/em&gt;, ćwiczono się w nich z uporem i zawziętością. Tworzyły się gromadki odosobnione na mocy doboru zdolnościowego, pary i trójki &lt;em class="author-emphasis"&gt;kujące&lt;/em&gt; poszczególne przedmioty, a całość, jakkolwiek rozbita, dziwnie się skonsolidowała, zbiła w masę jedno czującą. Mało kto wiedział, że minął kwiecień i większość maja. Dla &lt;em class="author-emphasis"&gt;powtarzaków&lt;/em&gt; były to tylko dni zawierające tyle a tyle godzin pracy i tyle a tyle snu. Niektórzy z mniej zdolnych mało sypiali, mniej niż zwykle jedli, przytłoczeni depresją, inni trwali w nieustannym zwątpieniu i rozpaczy.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XVII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/17/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/17/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XVII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Przez kręte uliczki doszli na koniec do rynku, położonego w środku miasta. Po drodze widzieli wielu ludzi z obciętą jedną ręką lub jedną nogą. Byli to przestępcy, którzy zataili łupy, albo złodzieje. Kary wymierzane przez kalifów i emirów za nieposłuszeństwo lub przekroczenie praw ogłaszanych przez proroka były straszne i nawet za lekkie przewinienia, jak na przykład za palenie tytoniu, bito do krwi i do nieprzytomności korbaczami. Ale sami kalifowie stosowali się do przepisów tylko pozornie, w domach zaś pozwalali sobie na wszystko, tak że kary spadały tylko na biednych ludzi, którym zagrabiano za jednym zachodem całe mienie. Nie pozostawało im potem nic innego, jak żebrać, a ponieważ w ogóle w Omdurmanie brakło zapasów, więc przymierali głodem.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom I, rozdział siedemnasty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/17/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/17/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział siedemnasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jagienka, wróciwszy do domu, wysłała natychmiast parobka do Krześni, aby dowiedział się, czy w gospodzie nie zaszła jakowaś bitka albo czy kto kogo nie wyzwał. Ten jednakże, dostawszy na drogę skojca, począł pić z księżymi sługami i nie myślał o powrocie. Drugi, wysłany do Bogdańca, który miał zapowiedzieć Maćkowi przyjazd opata, wrócił spełniwszy polecenie i zarazem oznajmił, że widział Zbyszka zabawiającego się ze starym dziedzicem w kości.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Uspokoiło to w części Jagienkę, wiedząc bowiem o doświadczeniu i sprawności Zbyszkowej, nie tyle bała się dla niego wyzwania, ile jakowejś doraźnej ciężkiej przygody w karczmie. Miała też ochotę razem z opatem jechać do Bogdańca, ale ów sprzeciwił się temu, pragnął bowiem rozmówić się z Maćkiem w sprawie zastawu i w innej, jeszcze ważniejszej, przy której nie chciał mieć za świadka Jagienki.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XVII. Kiełkowanie rozmaitych zasiewów i złudzeń</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/17/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/17/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XVII. Kiełkowanie rozmaitych zasiewów i złudzeń&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Było już wpół do dziewiątej wieczorem, kiedy Wokulski wracał do domu. Słońce niedawno zaszło, lecz silny wzrok mógł już dopatrzeć większe gwiazdy przebłyskujące na złotawolazurowym niebie. Po ulicach rozlegał się wesoły gwar przechodniów; w sercu Wokulskiego zasiadł radosny spokój.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Przypominał sobie każdy ruch, każdy uśmiech, każde spojrzenie i każdy wyraz panny Izabeli, z podejrzliwą troskliwością wyszukując w nich śladu niechęci albo dumy. Na próżno. Traktowała go jak równego sobie i jak przyjaciela, zapraszała, aby ich częściej odwiedzał, ba!... nawet żądała, aby ją o co prosił...&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Zima, rozdział V</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/17/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/17/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;V&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Borynowie dopiero na samym świtaniu powrócili z kościoła i ledwie w pacierz potem już cały dom chrapał, aż się rozlegało, tylko jedna Jagusia, choć była wielce utrudzona, nie zasnęła; próżno się wciskała w poduszki, próżno oczy przywierała i nawet pierzyną zasłaniała głowę — nie pomogło, sen nie przychodził, a jeno jakby zmora zwaliła się na nią i na piersi padła takim ciężarem, że ani odetchnąć mogła, ni krzyknąć, ni się porwać z łóżka; leżała nieruchoma, w odrętwieniu takiego półsnu, półjawy, w którym rozum niczego nie rozeznaje, a ino sama dusza się wyprzędza ze wspominek, jak gdyby z kądzieli, i omotuje sobą świat cały, cudności różne patrzy, nad ziemiami się nosi, w słońce się ubiera — a tyla sama jest, co te odbicia na wodzie czystej a zwichrzonej... Tak było z Jagną, że chociaż nie zasnęła, a sczezło z jej pamięci wszystko i jako ten ptak niesła się duszą po cudeńkach — po onych dniach pogasłych, po czasach pomarłych, a we wspominaniach jeno żywiących... w kościele się być czuła... Antek klęczał pobok... mówił wciąż i parzył ją oczami, parzył ją słowami, przejmował słodką męką i strachem zarazem... to śpiew jakiś się rozlegał i organy huczały tak przenikliwie, aż każdą nutę z osobna czuła w sobie... to czerwona groźna twarz księdza się jej widziała i wyciągnięte nad narodem ręce... to światła... to potem inne, dawne wspominki przychodziły... spotykania się z nim... całunki... uściski... aż gorąc ją przenikał i taka lubość, że się prężyła cisnąc mocno do poduszek... to znowu wyraźnie, głośno słyszała: „Wyjdź! Wyjdź!...” aż się podnosiła i jakby szła w sobie, szła... chyłkiem pod drzewami, w mrokach... a strach w niej dygotał, krzyk jakiś leciał za nią, przerażenie wiało z ciemności.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Bajki i przypowieści</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/bajki-i-przypowiesci/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/bajki-i-przypowiesci/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;div class="title-page"&gt;&lt;h1 class="title"&gt;Bajki i przypowieści&lt;/h1&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="title-page"&gt;&lt;h1 class="title"&gt;Wstęp do bajek i przypowieści&lt;/h1&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Do dzieci&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O wy, co wszystkie porzuciwszy względy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za cackiem bieżyć gotowi w zapędy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za cackiem, które zbyt wysoko leci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bajki wam niosę, posłuchajcie, dzieci. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wy, których tylko niestatek żywiołem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co się o fraszki uganiacie wspołem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O fraszki, których zysk maże i szpeci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bajki wam niosę, posłuchajcie, dzieci. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wy, którzy marne przybrawszy postaci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Baśniami łudzić umiecie współbraci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Baśniami, które umysł płochy kleci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bajki wam niosę, posłuchajcie, dzieci. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;[Dedykacja]&lt;/h2&gt;
&lt;div class="motto"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Suspicione si quis errabit sua. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Et rapiet ad se, quod erit commune omnium &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stulte nudabit animi conscientiam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="motto_podpis"&gt;Phaedr, &lt;em class="book-title"&gt;Ad Eutich.&lt;/em&gt;, lib. III&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Wstęp do bajek&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był młody, który życie wstrzemięźliwie pędził; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był stary, który nigdy nie łajał, nie zrzędził; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był bogacz, który zbiorów potrzebnym udzielał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był autor, co się z cudzej sławy rozweselał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był celnik, który nie kradł; szewc, który nie pijał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żołnierz, co się nie chwalił; łotr, co nie rozbijał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był minister rzetelny, o sobie nie myślał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był na koniec poeta, co nigdy nie zmyślał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— A cóż to jest za bajka? Wszystko to być może! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— Prawda, jednakże ja to między bajki włożę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Abuzei i Tair&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Winszuj, ojcze — rzekł Tair — w dobrym jestem stanie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jutrom szwagier sułtana i na polowanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z nim wyjeżdżam». Rzekł ojciec: «Wszystko to odmienne. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łaska pańska, gust kobiet, pogody jesienne». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakoż zgadł, piękny projekt wcale się nie nadał: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sułtan siostrę odmówił, cały dzień deszcz padał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Atłas i kitaj&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Atłas w sklepie z kitaju żartował do woli; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kupił atłas pan sędzic, kitaj pan podstoli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A że trzeba pieniędzy dać było kupcowi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kłaniał się bardzo nisko atłas kitajowi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy przyszło dług zapłacić, a dłużnik się wzbraniał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co rok się potem kitaj atłasowi kłaniał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Baran dany na ofiarę&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widząc, że wieńce kładą, że mu rogi złocą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pysznił się tłusty baran, sam nie wiedział o co. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż gdy postrzegł oprawcę, a ten powróz bierze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby go poniewolnie ciągnął ku ofierze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poznał swój błąd; rad nierad wypełnił los srogi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie pomogły mu wieńce i złocone rogi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Bogacz i żebrak&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żebrak panu tłustemu gdy się przypatrował, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płakał; tegoż wieczora tłusty zachorował: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pękł z sadła. Dziedzic po nim gdy jałmużny sypie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śmiał się żebrak nazajutrz i upił na stypie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Bryła lodu i kryształ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bryła lodu spłodzona z kałuży bagnistéj &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gniewała się na kryształ, że był przeźroczysty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Modli się więc do słońca. Słońce zajaśniało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szklni się bryła, ale jej coraz ubywało; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tak, chcąc los polepszyć niewczesnym kłopotem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stajała, wsiąkła w bagno i stała się błotem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Brytan w obroży&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech się nikt z powierzchownej ozdoby nie sroży. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brytan z srebrno-złocistej pysznił się obroży. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zazdrościli koledzy w wieczór; patrzą rano, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż brytana za srebrną obroż uwiązano. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Pyszńże się teraz, bracie!» — do brytana rzekli; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gryzł łańcuch nadaremnie, a oni uciekli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Chart i kotka&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chart widząc kotkę, że mysz jadła na śniadanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wymawiał jej tak podły gust i polowanie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekła kotka, wymówką wcale nie zmieszana: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Wolę ja mysz dla siebie niż sarnę dla pana» . &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Chleb i szabla&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chleb przy szabli gdy leżał, oręż mu powiedział: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Szanowałbyś mnie bardziej, gdybyś o tym wiedział, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak ja na to pracuję i w wieczór, i rano, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeby twoich bezpiecznie darów używano». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Wiem ja — chleb odpowiedział — jakim służysz kształtem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli mnie często bronisz, częściej bierzesz gwałtem». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Człowiek i suknia&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brał się pewien do pręta chcąc wytrzepać suknię; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta, widząc się w złym razie, żwawie go ofuknie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«A, takaż to jest pamięć na usługi — rzecze — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bijesz tę, co cię zdobi, niewdzięczny człowiecze!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł człowiek: «Ja nie biję, lecz otrząsam z prochu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zakurzyłaś się wczoraj, dziś trzepię po trochu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wybacz, z przykrych sposobów, kto musi, korzysta; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdybyś nie była bita, nie byłabyś czysta». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Człowiek i wilk&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Znaj z odzieży — rzekł człowiek — co jestem, co mogę». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Człowiek i zdrowie&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W jedną drogą szli razem i człowiek, i zdrowie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na początku biegł człowiek; towarzysz mu powie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Nie spiesz się, bo ustaniesz». Biegł jeszcze tym bardziej. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widząc zdrowie, że jego towarzystwem gardzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szło za nim, ale z wolna. Przyszli na pół drogi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż człowiek, że z początku nadwerężył nogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zelżył kroku na środku. Za jego rozkazem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przybliżyło się zdrowie i odtąd szli razem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coraz człowiek ustawał, mając w pogotowiu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbliżył się: «Iść nie mogę, prowadź mnie» — rzekł zdrowiu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Było mnie zrazu słuchać» — natenczas mu rzekło; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciał człowiek odpowiedzieć... lecz zdrowie uciekło. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Człowiek i zwierściadła&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W zwierściadło, co powiększa, wspojźrzał człowiek mały: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ucieszył się niezmiernie, że tak okazały. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mniemał już być olbrzymem; gdy się więc nasrożył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ktoś zwierściadło, co zmniejsza, przed niego położył. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stłukł obydwie i odtąd zwierściadłom nie wierzył. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poznał prawdę na koniec, gdy się piędzią zmierzył &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Daremna praca&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie chcąc się Jędrzej uczyć, zmazał abecadło; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widząc się szpetnym, potłukł w kawałki zwierściadło; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słysząc się złym, chciał stłumić wieść przemysły swymi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie mógł się zrobić głuchym, a drugich niemymi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Dąb i dynia&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy czas przyzwoity do dojźrzenia nastał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pytała dynia dęba, jak też długo wzrastał? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Sto lat». «Jam w sto dni zeszła taką, jak mnie widzisz» — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekła dynia. Dąb na to: «Próżno ze mnie szydzisz; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pięknaś, prawda, na pozór, na pozór też słyniesz: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakeś prędko urosła, tak też prędko zginiesz». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Dąb i małe drzewka&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od wieków trwał na puszczy dąb jeden wyniosły; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W cieniu jego gałęzi małe drzewka rosły. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A że w swojej postaci był nader wspaniały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że go doróść nie mogły, wszystkie się gniewały. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyszedł czas i na dęba pełnić srogie losy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słysząc, że mu fatalne zadawano ciosy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cieszyły się niewdzięczne. Wtem upadł dąb stary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Połamał małe drzewka swoimi konary. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Derwisz i uczeń&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pewien derwisz uczony rano i w południe &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co dzień pił świętą wodę z Mahometa studnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Postrzegł to uczeń, a chcąc większym być doktorem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czerpał z tej studni rano, w południe, wieczorem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż się stało? Gdy mniemał, że już mędrcem został — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nic się nie nauczył, i puchliny dostał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Dewotka&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dewotce służebnica w czymsiś przewiniła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Właśnie natenczas, kiedy pacierze kończyła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obróciwszy się przeto z gniewem do dziewczyny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówiąc właśnie te słowa: «...i odpuść nam winy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako my odpuszczamy», biła bez litości. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uchowaj, Panie Boże, takiej pobożności! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Diament i kryształ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Darmo tym być, do czego kto się nie urodził. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kryształ brylantowanywielu oczy zwodził; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy się więc nad rubiny i szmaragi drożył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ktoś prawdziwy dyjament z nim obok położył. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgasł kryształ; a co niegdyś jaśniał u obrączki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ledwo go potem złotnik chciał zażyć do sprzączki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Dobroczynność&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chwaliła owca wilka, że był dobroczynny; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lis to słysząc spytał ją: «W czymże tak uczynny?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«I bardzo — rzecze owca — niewiele on pragnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moderat! Mógł mnie zajeść, zjadł mi tylko jagnię». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Doktor&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Doktor widząc, iż mu się lekarstwo udało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciał go często powtarzać; cóż się z chorym stało? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za drugim, trzecim razem bardzo go osłabił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za czwartym jeszcze bardziej, a za piątym zabił. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Doktor i zdrowie&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzecz ciekawą, lecz trudną do wierzenia powiem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jednego razu doktor potkał się ze zdrowiem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On do miasta, a zdrowie z miasta wychodziło. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeląkł się, gdy go postrzegł, lecz że blisko było, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spytał go: «Dlaczegóż to tak spieszno uchodzisz? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie idziesz?» Zdrowie rzekło: «Tam, gdzie ty nie chodzisz». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Drzewo&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wielbił drzewo grzejąc się człowiek przy kominie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekło drzewo: «Cóż po tym! — grzeje, ale ginie». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Dwa psy&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Dlaczego ty śpisz w izbie, ja marznę na mrozie?» — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówił mopsu tłustemu kurta na powrozie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Dlaczego? Ja ci zaraz ten sekret wyjawię — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odpowiedział mops kurcie — ty służysz, ja bawię». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Dwa żółwie&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie żałując sił własnych i ciężkiej fatygi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwa żółwie pod zakładem poszli na wyścigi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim połowę do mety drogi ubieżeli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spektatorowie poszli, sędziowie zasnęli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc rzekła im jaskółka: «Lepiej się pogodzić; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pierwej niżeli biegać, nauczcie się chodzić». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Dziecię i ojciec&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bił ojciec rózgą dziecię, że się nie uczyło; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy odszedł, dziecię rózgę ze złości spaliło. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wkrótce znowu Jaś krnąbrny na plagi zarobił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ojciec rózgi nie znalazł; — i kijem go obił. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Dzwon&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Częstokroć samochwalcy przykrości doznają. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówił dzwon: «Gdy ja wołam, wszyscy mnie słuchają», &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Prawda — rzekł mu ktoś z boku — ale przydaj i to: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nigdy byś nie zadzwonił, gdyby cię nie bito». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Filozof&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaufany filozof w zdaniach przedsięwziętych &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wierzył w Pana Boga, śmiał się z wszystkich świętych. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyszła słabość, aż mędrzec, co firmament mierzył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie tylko w Pana Boga — i w upiry wierzył. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Filozof i orator&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Filozof dysputował o prym z oratorem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy się długo męczyli mniej potrzebnym wsporem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nadszedł chłop. «Niech nas sądzi!» — rzekli razem oba. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Co ci się — rzekł filozof — bardziej upodoba? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy ten, który rzecz nową stwarza i wymyśla, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy ten, co wymyśloną kształci i określa?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«My się na tym — chłop rzecze — prostacy, nie znamy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wolałbym jednak obraz aniżeli ramy». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Fiałek i trawa&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W cieniu drzew rozłożystych na pięknej murawie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zeszedł razu jednego fijałek przy trawie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta się bujno wzmagała; on, przejęty strachem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krył się, jak mógł; na koniec wydany zapachem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy się z zguby sąsiada, zazdrosna, weseli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kosarze i fijałki, i trawę podcięli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Furman i motyl&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ugrzązł wóz, ani ruszyć już się nie mógł w błocie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ustał furman, ustały i konie w robocie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Motyl, który na wozie siedział wtenczas prawie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sądząc, że był ciężarem w takowej przeprawie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pomyśli sobie: «Litość nie jest złym nałogiem». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zleciał i rzekł do chłopa: «Jedźże z Panem Bogiem!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Gospodarz i drzewa&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gospodarz, o ozdobie myśląc i wygodzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbyt obcinał gałęzie drzew w swoim ogrodzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyszła jesień; daremnie na wiosnę pracował — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I szpaleru nie zrobił, i drzewa popsował. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Groch przy drodze&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oszukany gospodarz turbował się srodze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zjedli mu przechodzący groch zeszły przy drodze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcąc wetować i pewnym cieszyć się profitem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drugiego roku wszystek groch posiał za żytem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyszło zbierać; gdy mniemał mieć korzyść obfitą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znalazł i groch zjedzony, i stłoczone żyto. &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Niech się miary trzymają i starzy, i młodzi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ostrożność zbyteczna częstokroć zaszkodzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Hipokryt&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mniej szkodzi impet jawny niźli złość ukryta. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ukąsił idącego brytan hipokryta. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł nabożniś: «Psa obić nie bardzo się godzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zemścijmy się inaczej, lepiej to zaszkodzi». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakoż widząc, że ludzie za nim nadchodzili, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzyknął na psa, że wściekły; w punkcie go zabili. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Jagnię i wilcy&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawżdy znajdzie przyczynę, kto zdobyczy pragnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwóch wilków jedno w lesie nadybali jagnię; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już go mieli rozerwać; rzekło: «Jakim prawem?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Smacznyś, słaby i w lesie!» — Zjedli niezabawem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Jastrząb i sokół&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech zważa, z kim ma sprawę, kto chce być junakiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jastrząb, że się z niejednym dobrze spotkał ptakiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciał sokoły wojować; śmiał się sokół lotny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec z zuchwałości takowej markotny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Porwał go; a gdy ostre szpony wskroś przebodły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł: «Daruję cię życiem, boś dla mnie zbyt podły». &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Szpecą sławę zwycięstwa mdłe nieprzyjacioły; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jastrzębie na przepiórki, orły na sokoły. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Jowisz i owce&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Naprzykrzały się bogom częstymi prośbami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Owce, chcąc wiedzieć, co się stanie z jagniętami. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł im Jowisz: «Lepiej to dla was, że nie wiecie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale kiedy koniecznie przyszłość dociec chcecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Godna kary ciekawość w uporze zacięta: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I was ludzie wygubią, i wasze jagnięta». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W ścisłym kręgu ciekawość naszą trzeba mieścić: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wie niebo, co nam taić; wie, co nam obwieścić. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Kałamarz i pióro&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powadził się kałamarz na stoliku z piórem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto świeżo napisanej księgi był autorem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nadszedł ten, co ją pisał, rozśmiał się z bajarzów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wieleż takich na świecie piór i kałamarzów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Kartownik&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgrał się szuler w chapankę, a siedząc przy stole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdarł pamfila z kinalem, spalił pancerolę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uspokoiwszy zatem rozjuszone żądze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zebrawszy w małej reszcie ostatnie pieniądze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaczął kartom złorzeczyć, słuchaczom probować, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak wiele mogą w kunszcie przemierzłym szkodować; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gubi młodych, starych pożądliwość taka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skończył, wziął karty w ręce i... zaczął tryszaka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Komar i mucha&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Mamy latać, latajmyż nie górnie, nie nisko». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Komar muchy tonącej mając widowisko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że nie wyżej leciała, nad nią się użalił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy to mówił, wpadł w świecę i w ogniu się spalił. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Konie i furman&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Koniom, co szły przy dyszlu, powtarzał woźnica: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Nie dajcie się wyprzedzić tym, co są u lica». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Goniły się pod wieczór, zacząwszy od rana. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem jeden z przechodzących rzecze do furmana: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Cóż ci stąd, że cię słucha głupich bydląt rzesza?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A furman: «Konie głupie, ale wóz pospiesza». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Koniec&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmordował się na koniec ten, co bajki prawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeby więc do ostatka słuchaczów zabawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł: «Powiem jeszcze jedną, o której nie wiecie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bajka poszła w wędrówkę; wędrując po świecie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaszła w lasy głębokie; okrutni i dzicy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Napadli ją z hałasem wielkim rozbójnicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A widząc, że ubrana bardzo podle była, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdarli suknie — aż z bajki Prawda, się odkryła» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Król i pisarze&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Król jeden, pełen myśli i projektów dumnych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kazał spisać szczęśliwych regestr i rozumnych. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten, co pisał szczęśliwych, znalazł bardzo mało; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pisarzowi rozumnych papieru nie stało. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Księgi&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W pewnej bibliotece, gdzie była, nie pomnę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powadziły się księgi; a że niezbyt skromne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łajały się do woli różnymi języki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wchodzi bibliotekarz, pyta się kroniki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Dlaczego takie wrzaski?» — «Dlatego się swarzem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Iżeś mnie śmiał położyć obok z kalendarzem». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Wszystko się tu porządnie — rzekł jej — posadziło: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On zmyśla to, co będzie, ty zmyślasz, co było». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Kulawy i ślepy&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niósł ślepy kulawego, dobrze im się działo; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale że to ślepemu nieznośno się zdało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Iż musiał zawżdy słuchać, co kulawy prawi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wziął kij w rękę: «Ten — rzecze — z szwanku nas wybawi». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idą; a wtem kulawy krzyknie: «Umknij w lewo!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ślepy wprost i, choć z kijem, uderzył łbem w drzewo. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idą dalej; kulawy przestrzega od wody; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ślepy w bród; sakwy zmaczał, nie wyszli bez szkody. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec, przestrzeżony, gdy nie mijał dołu,  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ślepy, i kulawy zginęli pospołu. 
&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;I ten winien, co kijem bezpieczeństwo mierzył, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ten, co bezpieczeństwo głupiemu powierzył. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Lew i zwierzęta&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lew, ażeby dał dowód, jak wielce łaskawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przypuszczał konfidentów do swojej zabawy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Polowali z nim razem, a na znak miłości &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On jadł mięso, kompanom ustępował kości. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy się więc dobroć taka rozgłosiła wszędy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcąc im jawnie pokazać większe jeszcze względy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ażeby się na jego łasce nie zawiedli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pozwolił, by jednego spośród siebie zjedli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po pierwszym poszedł drugi i trzeci, i czwarty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widząc, że się podpaśli, lew, choć nieobżarty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeby ująć drapieży, a sobie zakału, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dla kary, dla przykładu, zjadł wszystkich pomału. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Lew i zwierzęta&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy się wszystkie zwierzęta u lwa znajdowały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był dyskurs: jaki przymiot w zwierzu doskonały. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słoń roztropność zachwalał; żubr mienił powagę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wielbłądy wstrzemięźliwość, lamparty odwagę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niedźwiedź moc znamienitą, koń ozdobną postać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wilk staranie przemyślne, jak zdobyczy dostać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sarna kształtną subtelność, jeleń piękne rogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ryś odzienie wytworne, zając rącze nogi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pies wierność, liszka umysł w fortele obfity; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Baran łagodność, osieł żywot pracowity. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł lew, gdy się go wszyscy o zdanie pytali: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Według mnie, ten najlepszy, co się najmniej chwali». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Lew pokorny&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Źle zmyślać, źle i prawdę mówić w pańskim dworze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lew, chcąc wszystkich przeświadczyć o swojej pokorze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kazał się jawnie ganić. Rzekł lis: «Jesteś winny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Boś zbyt dobry, zbyt łaskaw, zbytnie dobroczynny». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Owca widząc, że kontent, gdy liszka ganiła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekła: «Okrutnyś, żarłok, tyran». — Już nie żyła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Lis i osieł&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lis stary, wielki oszust, sławny swym rzemiosłem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że nie miał przyjaciela, narzekał przed osłem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Sameś sobie w tym winien — rzekł mu osieł na to — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakąś sobie zgotował, obchodź się zapłatą». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głupi ten, co wniść w przyjaźń z łotrem się ośmiela: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Umiej być przyjacielem, znajdziesz przyjaciela. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Lis i wilk&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wpadł lis w jamę, wilk nadszedł, a widząc w złym stanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oświadczył mu żal szczery i politowanie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Nie żałuj — lis zawołał — chciej lepiej ratować». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Zgrzeszyłeś, bracie lisie, trzeba pokutować». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nadgroda, i kara zarówno się mierzy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto nikomu nie wierzył, nikt temu nie wierzy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Lis młody i stary&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Młody lis, nieświadomy myśliwych rzemiosła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cieszył się, że szerść nowa na zimę odrosła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł stary: «Bezpieczeństwo tych ozdób nie lubi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie masz się z czego cieszyć, ta nas piękność gubi». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Łakomy i zazdrosny&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Porzuciwszy ojczyznę i żony, i dzieci &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szedł łakomy z zazdrosnym, Jowisz z nimi trzeci. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy kończyli wędrówkę, bożek im powiedział: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jestem Jowisz i żeby każdy o tym wiedział, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Proście mnie, o co chcecie: zadosyć uczynię &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pierwszemu, a drugiemu w dwójnasób przyczynię». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie chce być skąpy pierwszym i stanął jak wryty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie chce mówić zazdrosny, równie nieużyty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec, kiedy przeprzeć łakomcę nie może: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Wyłup mi jedno oko — rzecze — wielki boże!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stało się. I co mieli zyskać w takiej dobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stracił jedno zazdrosny, a łakomy obie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Małżeństwo&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chwałaż Bogu! Widziałem małżeństwo niemodne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stadło wielce szczęśliwe, uprzejme i zgodne; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stateczna była miłość z podziwieniem wielu — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To szkoda, że mąż umarł w tydzień po weselu! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Matedory&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Póki trwała chapanka między kartowniki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bił kinal, z pancerolą króle i wyźniki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skończyła się chapanka, zaczęto grę inną — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż owa pancerola szóstką tylko winną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tym smutniejszy był koniec, im milsze początki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biła króle, biły ją potem i dziewiątki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Mądry i głupi&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie nowina, że głupi mądrego przegadał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kontent więc, iż uczony nic nie odpowiadał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tym bardziej jeszcze krzyczeć przeraźliwie począł; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec, zmordowany, gdy sobie odpoczął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł mądry, żeby nie był w odpowiedzi dłużny: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Wiesz, dlaczego dzwon głośny? Bo wewnątrz jest próżny». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Mądry i głupi&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pytał głupi mądrego: «Na co rozum zda się?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mądry milczał: gdy coraz bardziej naprzykrza się, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł mu: «Na to się przyda, według mego zdania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeby nie odpowiedać na głupie pytania». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Mysz i kot&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mysz, dlatego że niegdyś całą książkę zjadła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozumiała, iż wszystkie rozumy posiadła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekła więc towarzyszkom: «Nędzę waszą skrócę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spuśćcie się tylko na mnie, ja kota nawrócę!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Posłano więc po kota; kot, zawżdy gotowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie uchybił minuty, stanął do rozmowy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaczęła mysz egzortę; kot jej pilnie słuchał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzdychał, płakał... Ta widząc, iż się udobruchał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze bardziej wpadała w kaznodziejski zapał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wysunęła się z dziury — a wtem ją kot złapał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Niedźwiedź i liszka&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozumiejąc, że będzie towarzyszów bawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niedźwiedź, według zwyczaju, nic do rzeczy prawił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znudzeni tymi bajki, gdy wszyscy drzymali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gniewał się wilk na liszkę, że niedźwiedzia chwali. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekła liszka: «Mnie idzie o ochronę skóry: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niezgrabną ma wymowę, lecz ostre pazury». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Nocni stróże&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Małe złego początki wzrastają z uporu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawżdy ludzi omamia płochy punkt honoru. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miasto jedno w ustawnej zostawało trwodze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jędrzej, Piotr, nocni stróże, zawzięli się srodze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc rozruch w domach, w karczmach, na każdej ulicy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piotra wójt utrzymywał, Jędrzeja ławnicy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za mężami szły żony, za starszymi dzieci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeniósł się wreszcie rozruch od mieszczan do kmieci. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wojna zatem, i oto przez lat kilkanaście — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piotr krzyczał: «Gaście ogień!» Jędrzej: «Ogień gaście!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Ocean i Tagus rzeka&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ocean, niezmiernością swoją zbyt zuchwały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gardzić począł rzekami, które weń wpływały. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Przestańcie — mówił do nich — dodawać mi wody». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł Tagus: «Daj nam pokój; dla twojej wygody, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dla twojej wspaniałości żyzną ziemię porzem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdybym ja nie był rzeką, nie byłbyś ty morzem». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Ojciec łakomy&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawżdy się zbytek kończy doświadczeniem smutnym. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płakał ojciec łakomy nad synem rozrzutnym. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Umarli oba z głodu, każdy z nich zasłużył: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Syn, że nadto używał, ojciec, że nie użył. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Oracze i Jowisz&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Posiał jeden na górze, a drugi na dole. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł pierwszy: «Pragnę deszczu»; drugi: «Suszą wolę». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy się więc z prośbami poczęli rozwodzić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jowisz, chcąc obu żądzy obficie dogodzić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ustawicznie niziny suszył, góry moczył. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyszło zbierać, aż każdy poznał, że wykroczył: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo zboże, traktowane w kontr swojej naturze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spaliło się w nizinie, wymokło na górze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Orzeł i jastrząb&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Orzeł, nie chcąc się podłym polowaniem bawić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Postanowił jastrzębia na wróble wyprawić. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przynosił jastrząb wróble, jadł je orzeł smacznie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaprawiony na koniec przysmaczkiem nieznacznie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy go coraz żywszy apetyt przenika — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zjadł ptaszka na śniadanie, na obiad ptasznika. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Orzeł i sowa&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na jednym drzewie orzeł gdy z sową nocował, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że tylko w nocy widzi, bardzo jej żałował. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziękowała mu sowa za politowanie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem, uprzedzając jeszcze zorza i świtanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wkradł się strzelec pod drzewo; sowa to postrzegła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I do orła natychmiast z przestrogą pobiegła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uszli śmierci; a wtenczas rzekł orzeł do sowy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Gdybyś nie była ślepą, nie byłbym ja zdrowy». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Osieł i baran&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Klął osieł los okrutny, że marznął na mrozie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł mu baran trzymany tamże na powrozie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Nie bluźń bogów, w żądaniach płochy i niebaczny! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzisz przy mnie rzeźnika? Dziękuj, żeś niesmaczny». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Osieł i wół&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Osieł podczas upału szukając ochłody &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Postrzegł, iż pasterz bydło prowadził do wody. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbudował się z takowej dobroci człowieka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdy przyczyn postępku tego nie docieka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł mu wół: «Cudzy przykład niechaj cię nauczy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siebie on, nie nas kocha — żeby zarżnął, tuczy». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Owieczka i pasterz&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Strzygąc pasterz owieczkę nad tym się rozwodził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak wiele prac ponosi, żeby jej dogodził. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że milczała: «Niewdzięczna!» — żwawie ją ofuknie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc rzekła: «Bóg ci zapłać... a z czego te suknie?» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Pan i kotka&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Nie masz prawej przyjaźni» — mówiła do pana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kotka syta połowem i za to głaskana. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jak to nie masz przyjaźni?» pan na to odpowie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Pieścisz mnie — rzecze kotka — bo ci myszy łowię». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Łowić myszy — pan rzecze — przysługi to znaczne. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale dlaczego łowisz?... Dlatego, że smaczne». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Pan i pies&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pies szczekał na złodzieja, całą noc się trudził; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obili go nazajutrz, że pana obudził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spał smaczno drugiej nocy, złodzieja nie czekał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten dom skradł; psa obili za to, że nie szczekał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Papuga i wiewiórka&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Młoda jedna papuga, piękna, okazała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lepiej jeszcze od pani swojej szczebiotała. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stąd plotki: bo co tylko zdrożnego postrzegła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaraz z nową powieścią do jejmości biegła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Była tam i wiewiórka wychowana z ptaszki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta tylko pilnowała skoków i igraszki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żyły w zgodzie, co rzadka, zwłaszcza przez czas długi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pani ptaka kochała, a wiewiórkę sługi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widząc, że jej nie lubią, raz papuga rzekła: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Rada bym tej niechęci przyczyny dociekła». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzecze na to wiewiórka: «Przyczyny nie badaj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak rób jak ja: baw panią, a niewiele gadaj». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Paw i orzeł&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Paw się dął, szklniące pióra gdy wspaniale toczył. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Orzeł górnie bujając, gdy go w locie zoczył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozśmiał się i przeleciał. Wrzasnął paw — w śmiech ptacy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Nie znają się — powtarzał — na rzeczach prostacy». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Znają się — rzekł mu orzeł — wdzięk cenić umieją, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale gardzą przysadą i z dumnych się śmieją». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Pieniacze&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po dwudziestu dekretach, trzynastu remisach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czterdziestu kondemnatach, sześciu kompromisach &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwyciężył Marek Piotra; a że się zbogacił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ostatnie trzysta złotych za dekret zapłacił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Umarł Piotr, umarł Marek, powróciwszy z grodu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten, co przegrał, z rozpaczy; ten, co wygrał, z głodu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Pijak&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trawiąc niegdyś nad flaszką nocy i poranki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chory pijak stłukł wszystkie kieliszki i szklanki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Klął miód, piwo znieważał, wino zwał tyranem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyszedł potem do zdrowia i odtąd... pił dzbanem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Po pniu i po bocianie...&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po pniu i po bocianie żaby nędzne, słabe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciały jeszcze trzeciego. Dał im Jowisz żabę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Przecież swoja!» — krzyknęły. Zmierziły i swoją; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy więc nowe bunty i projekta roją, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł im Jowisz: «A chcecie być pod nowym panem? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dam takiego, co będzie i pniem, i bocianem». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Podróżny&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gniewał się wędrujący i przeklinał bogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że mu deszcz ustawiczny przeszkadzał do drogi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tymczasem z boku czuwał nań rozbójnik chciwy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Puścił strzałę; ale że przemokły cięciwy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Padła bez żadnej mocy. Zrazu przestraszony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy poznał, że deszczem został ocalony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przestał bogi przeklinać, nie złorzeczył słocie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Często, co złe z pozoru, dobre jest w istocie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Podróżny i kaleka&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie skarżyłem na ludzi, nie skarżył na losy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć musiałem iść w drogę ubogi i bosy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem, gdy razu jednego do kościoła wchodzę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Postrzegłem: leży żebrak bez nogi na drodze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nauczył mnie tym bardziej milczeć ów ubogi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lepiej mnie bez obuwia niż jemu bez nogi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Potok i rzeka&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potok z wierzchołka góry lecący z hałasem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śmiał się z rzeki; spokojnie płynęła tymczasem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie stało wód u góry, gdy śniegi stopniały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż z owego potoka strumyk tylko mały. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co gorsza: ten, co zaczął z hałasem i krzykiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wpadł w rzekę i na koniec przestał być strumykiem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Potok i rzeka&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Potok szybko bieżący po pięknej dolinie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wymawiał wielkiej rzece, że pomału płynie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekła rzeka: «Nim zejdą porankowe zorza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty prędko, ja pomału wpadniemy do morza» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Prawda, satyryk i panegirysta&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzadko kłamca z swojego rzemiosła korzysta. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zeszli Prawdę satyryk i panegirysta. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcieli od niej nadgrody za podjętą pracę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jakeście zasłużyli — rzekła — tak zapłacę». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem radośni od Prawdy wzięli w podarunku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każdy pełne naczynie przyprawnego trunku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaki był, skosztowawszy poznali po szkodzie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pierwszy znalazł truciznę w żółci, drugi w miodzie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Przyjaciel&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Uciekam się — rzekł Damon — Aryście, do ciebie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ratuj mnie, przyjacielu, w ostatniej potrzebie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kocham piękną Irenę. Rodzice i ona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze na moje prośby nie jest nakłoniona». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aryst na to: «Wiesz dobrze, wybrany z wśród wielu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak tobie z duszy sprzyjam, miły przyjacielu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pójdę do nich za tobą!» Jakoż się nie lenił: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poszedł, poznał Irenę i... sam się ożenił. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Pszczoła i szerszeń&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Idź precz od nas, próżniaku, niegodzien żywienia!» — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówiła, żądłem grożąc, pszczoła do szerszenia. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Prawdę mówisz — rzekł szerszeń — i mnie to obchodzi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale żeś pracowitsza, czyż się łajać godzi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jestem w nędzy, lepiej się nade mną użalić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niżeli żądłem straszyć i samej się chwalić». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Pszczoły i mrówki&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W sąsiedztwie bliskim były dwie rzeczpospolite: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pszczoły w ulach, w mrowisku mrówki pracowite. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A że przyjaźń sąsiedzka dumy nie umniejsza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Często były dysputy: która z nich rządniejsza? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyszły czasy jesienne, aż na pszczoły strachy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poderżnął skrzętny bartnik wykształcone gmachy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powypędzał mieszkańców, wyprzątnął spiżarnie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poznały wtenczas pszczoły, że zbierały marnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A mrówki widząc smutne ich zbiorów ostatki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekły: «Lepsza jest mierność niż zbytnie dostatki». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Ptaki i osieł&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był dyskurs o słowiku: «Wdzięk jego śpiewania — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł czyżyk — tak jest miły, że aż do świtania &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od zmroku gotów jestem słuchać jego pieśni». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Toż samo powtarzali śpiewaczkowie leśni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Toż samo i zwierzęta. Osieł, mało dbały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gryzł chwasty na ustroniu; więc się go spytały: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«A ciebie czy ten jego głos wdzięczny poruszył?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Mnie?... Jakem się odezwał, zarazem go zgłuszył». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Ptaszki w klatce&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Czegoż płaczesz? — staremu mówił czyżyk młody — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Masz teraz lepsze w klatce niż w polu wygody». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Tyś w niej zrodzon — rzekł stary — przeto ci wybaczę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jam był wolny, dziś w klatce — i dlatego płaczę». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Rolnik&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gospodarz, we dwójnasób chcąc zyskować z roli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobry grunt raz i drugi uprawiał do woli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A chcąc nadto zyskować, sam sobie zaszkodził: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamiast zboża zszedł kąkol i chwast się urodził. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Rybka mała i szczupak&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widząc w wodzie robaka rybka jedna mała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że go połknąć nie mogła, wielce żałowała. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nadszedł szczupak, robak się przed nim nie osiedział, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Połknął go, a z nim haczyk, o którym nie wiedział. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy rybak na brzeg ciągnął korzyść okazałą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekła rybka: «Dobrze to czasem być i małą». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Sąsiedztwo&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zeszło żyto na ziemi leżącej odłogiem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż po tym, kiedy zewsząd otoczone głogiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grunt był dobry, chociaż go pług nigdy nie ruszył; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byłoby z niego zboże — głóg wszystko zagłuszył. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczęśliwy, kto z równymi o granicę siedzi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zły głód, wojna, powietrze; gorsi źli sąsiedzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Skarb&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znalazł skarb człek bogaty, widział to ubogi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy więc bluźni Opatrzność, skarży się na bogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł mu Jowisz: «Poczekaj, co się dalej stanie!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem ów bogacz skończywszy skarbów odkopanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przenosił je do domu; a że dźwigał w nocy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wpadł w chorobę z niewczasu i umarł z niemocy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Bierz tę zdobycz — rzekł Jowisz — a nie sądź z pozoru! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Karze czasem Opatrzność, gdy przyczynia zbioru». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Skąpy&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciał się skąpy obwiesić, że talara stracił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeby jednak za powróz dwóch groszy nie spłacił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ukradł go po kryjomu. Postrzegli sąsiedzi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy więc, osądzony na śmierć, w jamie siedzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł, gdy jedni żałują, a drudzy go cieszą: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«To szczęście, że mnie przecież bez kosztu powieszą». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Słoń i pszczoła&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj się nigdy słaby na mocnych nie dąsa! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaufana tym pszczoła, że dotkliwie kąsa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widząc, iż słoń ogromny na łące się pasie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A na nią nie uważa, choć przybliżyła się, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciała go za to skarać. Gdy kąsać poczęła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż się stało? Słoń nie czuł, a pszczoła zginęła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Słowik i szczygieł&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O prym, kto lepiej śpiewa, szedł szczygieł z słowikiem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stanęli więc obydwa przed sędzią czyżykiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wygrał szczygieł: zadziwił wszystkich dekret taki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zleciały się natychmiast do słowika ptaki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Żałujem cię, żeś przegrał, czyżyk sędzia zbłądził». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«A ja tego — rzekł słowik — który mnie osądził». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Słowik i szczygieł II&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł szczygieł do słowika, który cicho siedział: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Szkoda, że krótko śpiewasz». Słowik odpowiedział: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Co mi dała natura, wypełniam to wiernie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lepiej krótko, a dobrze, niż długo, a miernie.» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Snycerz i statua&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Snycerz za to, że nieraz na klocu odpoczął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Statuę Herkulesa robić z niego począł. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze rąk nie dokończył, już rycerz zuchwały &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niekontent, że był w sieniach, chciał osiąść dom cały. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zląkł się snycerz nad takim wdzięczności owocem — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uciął ręce i nogi; kloc został się klocem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Stary pies i stary sługa&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Póki gonił zające, póki kaczki znosił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kasztan, co chciał, u pana swojego wyprosił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zstarzał się; aż z owego pańskiego pieścidła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Psisko stare, niezdatne, oddano do bydła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widząc, że pies, nieborak, oblizuje kości, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żywił go stary szafarz, niegdyś podstarości . &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Strumyk i fontanny&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Impet wody w fontannach gdy ogromnie huczał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Strumyk blisko płynący zazdrościł i mruczał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pękły rury, co wody hojnie dodawały: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Strumyk płynął jak pierwej, fontanny ustały. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nastąpiła po żalu radość niewymowna: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poznał, że kunszt naturze nigdy nie wyrówna. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Strzelec i pies&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uciekł wyżeł od strzelca, błąkał się dni kilka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec znalazł pana i przystał do wilka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gonił sarny, zające, do kaczek się skradał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale co tylko zdobył — wszystko to pan zjadał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Zła to służba — rzekł zatem — gdzie korzyść nie czeka: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bił pan dawny, lecz karmił; wróćmy się do człeka». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Sułtan w piekle&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na miętkiej gdy rozkosznie spoczywał pościeli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śniło się sułtanowi, że go diabli wzięli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeląkł się; a gdy w piekle szuka towarzysza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Postrzegł najsamprzód ojca, a potem derwisza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pyta go: «Za coś tu jest?» Rzekł derwisz spytany: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Myśliłem po sułtańsku, i za tom skarany». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«A ty, ojcze, dlaczego? powiedz, niech cię słyszę!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Dlatego, żem tak myślał jak moi derwisze». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Syn i ojciec&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każdy wiek ma goryczy, ma swoje przywary: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Syn się męczył nad książką, stękał ojciec stary. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten nie miał odpoczynku, a tamten swobody: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płakał ojciec, że stary; płakał syn, że młody. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Synogarlica&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrze czyni, kto zawżdy z dobrymi obcuje; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I najlepszego miejsce nieprawe zepsuje. &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Smutną synogarlicę na zdradnej zasadzce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złapał ptasznik przemyślny i osadził w klatce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzy dni w mieście siedziała, czwartego uciekła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A co niegdyś powtórnych związków się wyrzekła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śmielsza w kroku i z przeszłej śmiejąc się ofiary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za jedną utraconą znalazła dwie pary. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Szczur i kot&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Mnie to kadzą» — rzekł hardzie do swego rodzeństwa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siedząc szczur na ołtarzu podczas nabożeństwa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem, gdy się dymem kadzidł zbytecznych zakrztusił — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wpadł kot z boku na niego, porwał i udusił. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Szczurek i matka&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widząc, że z myszą igra, chwalił szczurek kota. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekła matka do niego: «Fałszywa to cnota; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na pozór on jest grzeczny, a wewnątrz jad mieści». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Najokrutniejszy taki, co gryzie, a pieści. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Szkapa i rumak&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pogardzał rumak szkapą, która co dzień rano &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Woziła mu do stajni i obrok, i siano. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekła mu więc: «Gdyby mną obrok nie wożono, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skromniejszy byłbyś pewnie, nie brykałbyś pono». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Szkatuła ze złotem, wór z kaszą&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szkatuła pełna złota śmiała się raz z wora. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tegoż właśnie złodzieje do skarbcu wieczora &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wkradli się; zamek zdarli, zawiasy odkuli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I żeby złota dostać, szkatułę popsuli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widząc wór, który z kaszą odpoczywał w oknie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że w kawałki rozbita na podwórzu moknie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł do niej: «Jam ocalał mając tylko kaszę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie trzeba się wynosić z tego, co nie nasze». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Talar i czerwony złoty&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Talar, zwierzchnią postacią swoją okazały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gardził czerwonym złotym, dlatego że mały. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy przyszło do zmieniania, nie patrzano miary: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złoty pieniądz, choć mały, wart był dwa talary. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Trzcina i chmiel&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chmiel się wił wkoło trzciny, miał jej dopomagać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wspierał ją; ale kiedy zbyt się zaczął wzmagać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekła trzcina: «Daj pokój, już ja mocno stoję, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już i bez twego wsparcia wiatrów się nie boję». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Mylisz się — chmiel jej rzecze — przyjdą wiatry gorsze». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc gdy coraz gałązki rozpościerał wsporsze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyszło wreszcie do tego: wiatr trzcinę ocalił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A chmiel, co miał podeprzeć, złamał i obalił. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Tulipan i fiałek&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tulipan okazały patrzał na to krzywo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że fijałek w przyjaźni zostawał z pokrzywą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nadszedł pan do ogrodu tegoż właśnie rana; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widząc, że pięknie zeszedł, urwał tulipana. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdy się do bukietu i fijałek zdarzył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciał go zerwać, ale się pokrzywą oparzył. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzał na to tulipan, mądry poniewczasie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I poznał, że przyjaciel, choć nierówny, zda się. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Wilk i owce&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wilk, chociaż to ostrożny, przecie że żarłoczny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Postrzegł ścierwo, chciał dostać i wpadł w dół poboczny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siedzi w jamie a wzdycha; wtem owieczki słyszy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzą w dół, aż wilk w jamie siedzi, ledwo dyszy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odezwał się na koniec, rzekł do nich powolnie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Nie wpadłem, za pokutę siedzę dobrowolnie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeba czynić pokutę za boje, za groźby, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za to, żem was pożerał...» Owce zatem w prośby: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Wynidź z dołu!...» «Nie wyjdę!...» «My będziem podnosić...» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Droży się wilk, na koniec dał się im uprosić. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jęły się więc roboty i tak pracowały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że go ze dna samego jamy wydostały. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyszedł, a zawdzięczając nierozumnej kupie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pojadł, pogryzł, podusił wszystkie owce głupie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Wilk i owce II&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć przykro, trzeba cierpieć; choć boli, wybaczyć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skoro tylko kto umie rzecz dobrze tłumaczyć. &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Wszedł wilk w traktat z owcami. O co? O ich skórę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szło o rzecz. Widząc owce dobrą koniunkturę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak go dobrze ujęły, tak go opisały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Iż się już odtąd więcej o siebie nie bały. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W kilka dni ten, co owczej skóry zawżdy pragnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widocznie, wśród południa, zjadł na polu jagnię. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Owce w krzyk! A wilk na to: «Po cóż narzekacie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak nie masz o jagniętach i wzmianki w traktacie». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Udusił potem owcę: krzyk na wilka znowu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wilk rzecze: «Ona sama przyszła do połowu». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niezabawem krzyk znowu i skargi na wilka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wprzód jedną, teraz razem zabił owiec kilka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Drudzy rwali — wilk rzecze — jam tylko pomagał». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tak, kiedy się coraz większy hałas wzmagał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyli szedł wstępnym bojem, czy się cicho skradał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawżdy się wytłumaczył — a owce pozjadał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Wilk pokutujący&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzięły wilka skrupuły. Wiódł łotrowskie życie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc ażeby pokutę zaczął należycie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zrzekł się mięsa. Jarzyną żyjąc przez dni kilka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znalazł na polowaniu znajomego wilka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeba pomóc bliźniemu! Za pracę usłużną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zjadł kawał mięsa — gardzić nie można jałmużną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spotkał jagnię nazajutrz samopas idący, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciał upomnieć, nastraszyć, zabił go niechcący, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nazajutrz widząc cielę, że z krową nie chodzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabił go — takich grzechów cierpieć się nie godzi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nazajutrz, gdy się pasły z krowami pospołu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Niech się dłużej nie męczy!» — zjadł starego wołu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tak cierpiąc przykładne z dóbr świata wyzucie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chudy, gdy był grzesznikiem, utył na pokucie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Wino i woda&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przymawiało jednego czasu wino wodzie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Ja panom, a ty chłopom jesteś ku wygodzie». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Nie piłoby cię państwo — rzecze woda skromnie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyby nie chłop dał na cię, co chodzi pić do mnie». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Woły krnąbrne&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miłe złego początki, lecz koniec żałosny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie chciały w jarzmie chodzić woły podczas wiosny; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W jesieni nie woziły zboża do stodoły; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W zimie chleba nie stało, zjadł gospodarz woły. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Wół i mrówki&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wół się śmiał widząc mrówki w małej pracy skrzętne; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem usłyszał od jednej te słowa pamiętne: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Z umysłu pracujących szacunek roboty! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty pracujesz, bo musisz; my mrówki — z ochoty». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Wół minister&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy wół był ministrem i rządził rozsądnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szły, prawda, rzeczy z wolna, ale szły porządnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jednostajność na koniec monarchę znudziła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dał miejsce woła małpie lew, bo go bawiła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwór był kontent, kontenci poddani — z początku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ustała wkrótce radość — nie było porządku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan się śmiał, śmiał minister, płakał lud ubogi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy więc coraz większe nastawały trwogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zrzucono z miejsca małpę. Żeby złemu radził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzięto lisa: ten pana i poddanych zdradził. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie osiedział się zdrajca i ten, który bawił: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znowu wół był ministrem i wszystko naprawił. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Wyszydzający&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żartował, a od śmiechu trzymał się za boki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na ślepego kompana patrząc, jednooki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nadszedł, co krzywo patrzył: śmiał się. Nadszedł stary: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ten się śmiał włożywszy na nos okulary. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyszedł na koniec jeden z dobrze patrzających, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żałował i wyśmianych, i wyśmiewających. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Zwierściadło podchlebne&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrząc się we zwierściadło, a widząc się białą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lubiła go smaglawa, że jej podchlebiało. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyszła do niej znajoma, nierównie czarniejsza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy postrzegła, że i tej szpetności umniejsza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zła, że i jej sąsiadce do gustu przypadło — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stłukła w drobne kawałki podchlebne zwierściadło. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Zwierzęta i niedźwiedź&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod lwem starym ustawną prowadziły wojnę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Młody że panowanie obiecał spokojne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cieszyły się zwierzęta. Niedźwiedź cicho siedział, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spytany, czego milczy, wręcz im odpowiedział: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Zatrzymajmy się jeszcze z tą wieścią radosną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż młodemu lewkowi pazury urosną». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Żółw i mysz&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że zamknięty w skorupie niewygodnie siedział, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żałowała mysz żółwia; żółw jej odpowiedział: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Miej ty sobie pałace, ja mój domek ciasny; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawda, nie jest wspaniały — szczupły, ale własny». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Źrebiec i koń stary&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy starszych przybierano w pozłacane rzędy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gniewał się młody źrebiec na takowe względy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyszła kolej na niego; z początku był hardy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż kiedy w pysku poczuł munsztuk nader twardy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy jeźdźca przyszło dźwigać, znosić rzemień tęgi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy go ściskać poczęły dychtowne popręgi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W płacz nieborak; a stary: «Na co ten płacz zda się? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciałeś — cierpże. Żal próżny, kiedy poniewczasie». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/bajki-i-przypowiesci/"&gt;Ignacy Krasicki, „Bajki i przypowieści”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział osiemnasty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/18/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/18/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział osiemnasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Petroniusz do Winicjusza:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;„Źle z tobą, carissime! Wenus widocznie pomieszała ci zmysły, odjęła rozum, pamięć i dar myślenia o czymkolwiek innym jak miłość. Odczytaj kiedyś to, coś mi na mój list odpowiedział, a poznasz, jak twój umysł zobojętniał teraz na wszystko, co nie jest Ligią, jak nią się tylko zajmuje, do niej ustawicznie wraca i krąży nad nią niby jastrząb nad upatrzonym łupem. Na Polluksa! Znajdżże ją prędzej; inaczej, o ile cię ogień w popiół nie obróci, zmienisz się w egipskiego Sfinksa, który zakochawszy się, jak mówią, w bladej Izys, stał się na wszystko głuchy, obojętny i czeka tylko nocy, aby mógł wpatrywać się w kochankę kamiennymi oczyma.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XVIII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/18/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/syzyfowe-prace/18/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XVIII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Na początku września tegoż roku Borowicz, jako już młodzian „dojrzały” i cywilny, przybył do Klerykowa z wakacji niby to w celu załatwienia jakichś spraw koleżeńskich niecierpiących zwłoki. Ogorzała twarz jego była chuda, wzrok mu płonął. Od wyznania w parku miłości spojrzeniami, bez słów, nie widział „Biruty” ani razu. Na próżno szukał jej wszędzie, na próżno czatował po rogach ulic, w bramie sąsiedniej kamienicy, w parku, u ścian gimnazjum żeńskiego, we dnie i nocami.
Zginęła dlań, jakby się w ziemię zapadła. Wiedział tyle tylko, że jest w Klerykowie i że zdaje na patent dojrzałości. Egzamina pisemne i ustne, wręczenie świadectw, uczta pożegnalna, zdjęcie mundurów, ostatni dzień i ostatnia noc w Klerykowie — wszystko to minęło dla niego jak nierzeczywistość luźnie tycząca się jego osoby. Wakacje spędził w domu ojca, który zapadł był bardzo na zdrowiu. Marcin musiał prowadzić całkowicie gospodarstwo folwarczne, pilnować sianokosu i żniw. Gdy już wszystko sprzątnął, wyrwał się z domu na kilka dni. Ledwie wysiadł z bryczki, umył się w zajeździe i pędem wybiegł z jego bramy — padł w otwarte ramiona „starej Przepiórzycy”. Babcia rozpłakała się z miejsca.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XVIII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/18/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/18/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XVIII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Gdy weszli do izby, Mahdi leżał na miękkim tapczanie, otoczony przez żony, z których dwie wachlowały go wielkimi strusimi piórami, inne dwie drapały mu lekko podeszwy u nóg. Prócz żon byli obecni tylko: kalif Abdullahi i kalif Szeryf, gdyż trzeci, Ali-uled-Helu wyprawiał w tym czasie wojska na północ, a mianowicie do Berberu i Abu-Hammed, które już przedtem zostały zdobyte przez derwiszów. Na widok wchodzących prorok odsunął żony i siadł na tapczanie. Idrys, Gebhr i dwaj Beduini padli na twarze, a potem uklękli ze skrzyżowanymi na piersiach rękoma. Grek skinął na Stasia, by uczynił to samo, ale chłopiec udając, że tego nie widzi, skłonił się tylko i pozostał wyprostowany. Twarz mu zbladła, ale oczy świeciły mocno i z całej jego postawy i podniesionej hardo do góry głowy, z zaciśniętych ust, łatwo było poznać, że coś przeważyło się w nim, że niepewność i obawa przeszły, że powziął jakieś nieugięte postanowienie, od którego za nic nie odstąpi. Grek zrozumiał to widocznie, gdyż wielki niepokój odbił się w jego rysach. Mahdi objął oboje dzieci przelotnym spojrzeniem, rozjaśnił swą tłustą twarz zwykłym uśmiechem, po czym zwrócił się naprzód do Idrysa i Gebhra.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom I, rozdział osiemnasty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/18/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/18/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział osiemnasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Maćko czekał cierpliwie przez kilka dni, czy nie dojdzie go jaka wieść ze Zgorzelic lub czy opat się nie udobrucha, aż wreszcie sprzykrzyła mu się niepewność i czekanie i postanowił sam wybrać się do Zycha. Wszystko, co się stało, stało się bez jego winy, chciał jednak wiedzieć, czy Zych nie czuje i do niego urazy, bo co do opata był pewnym, że gniew jego będzie odtąd ciążył i na Zbyszku, i na nim.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XVIII. Zdumienia, przywidzenia i obserwacje starego subiekta</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/18/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/18/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XVIII. Zdumienia, przywidzenia i obserwacje starego subiekta&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Dla pana Ignacego Rzeckiego nadeszła znowu epoka niepokojów i zdumień.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ten sam Wokulski, który rok temu poleciał do Bułgarii, a przed kilkoma tygodniami jak magnat bawił się w wyścigi i pojedynki, ten sam Wokulski nabrał dziś nadzwyczajnego gustu do widowisk teatralnych. I jeszcze żeby choć polskich, ale — włoskich... On, który nie rozumiał po włosku ani wyrazu!&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Już blisko tydzień trwała ta nowa mania, która dziwiła i gorszyła nie samego tylko pana Ignacego.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Zima, rozdział VI</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/18/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/18/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;VI&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Myślałech, żeś gdzie w śniegach uwięzła — szepnął przekąśliwie.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Hale, można to przyspieszyć na taką wieję, po omacku szłam całkiem, bo tak ciepie śniegiem, że oczów nie można ozewrzeć, a takie zaspy na drogach, taki mąt, że i na dwa kroki nic nie rozezna przed się.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Matka w chałupie?&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— A juści, gdzie by ta szli na taki psi czas; rano byli u Kozłów, ale z Magdą jest krucho, na księżą oborę patrzy, to i nic poradzić nie poradzili — opowiadała Jagna otrzepując się ze śniegu.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział dziewiętnasty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/19/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/19/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dziewiętnasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zaledwie Winicjusz skończył czytać, gdy do biblioteki wsunął się cicho niezapowiedziany przez nikogo Chilon, służba bowiem miała rozkaz puszczać go o każdej godzinie dnia i nocy.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Niech boska matka twego wielkodusznego przodka, Eneasza — rzekł — będzie na cię tak łaskawą, panie, jako na mnie był łaskawym boski syn Mai.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— To się znaczy? — spytał Winicjusz, zrywając się od stołu, przy którym siedział.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;A Chilon podniósł głowę i rzekł:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XIX</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/19/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/19/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XIX&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Odwiedziny u Mahdiego i rozmowa z nim widocznie nie uzdrowiły Idrysa, gdyż w nocy jeszcze zachorował ciężko, rano był już nieprzytomny. Chamis, Gebhr i dwaj Beduini zostali wezwani do kalifa, który trzymał ich kilka godzin i wychwalał ich odwagę. Ale wrócili w najgorszych humorach i ze złością w duszy, spodziewali się bowiem Bóg wie jakich nagród, a tymczasem Abdullahi dał na każdego po funcie egipskim i po koniu.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom I, rozdział dziewiętnasty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/19/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/19/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dziewiętnasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;A tymczasem „głupi Zbyszko” wyjechał był z Bogdańca istotnie z ciężkim sercem. Naprzód, było mu jakoś obco i nieswojo bez stryjca, z którym dotychczas od dawnych lat się nie rozłączał i do którego tak nawykł, że sam teraz dobrze nie wiedział, jak się bez niego i w podróży, i na wojnie obejdzie. Po wtóre, żal mu było i Jagienki, bo chociaż mówił sobie, że jedzie do Danusi, którą miłował z całej duszy, jednakże bywało mu tak dobrze przy Jagience, iż teraz dopiero uczuł, jaka przy niej była radość, a jaki bez niej może być smutek. I aż sam się dziwił swojemu żalowi, a nawet się nim zaniepokoił, bo żeby to tęsknił po Jagience, jak brat tęskni po siostrze, nic by to było. Ale on spostrzegł, że mu się „cni” za tym, by ją przed się pod boki brać i na konia sadzać albo z kulbaki zdejmować, by ją przez strugi przenosić, wodę jej z warkocza wykręcać, by z nią po lasach chadzać i patrzeć na nią, i „uradzać” z nią. Tak zaś do tego przywykł i takie mu to było miłe, że gdy teraz począł o tym myśleć, zaraz się zapamiętał i całkiem zapomniał, że w długą drogę aż na Mazury jedzie, a natomiast stanęła mu w oczach ta chwila, gdy Jagienka dała mu pomoc w lesie, gdy się z niedźwiedziem borykał. I zdało mu się, że to było wczoraj, jak również że wczoraj chodzili na bobry do Odstajanego jeziorka. Nie widział jej przecie wówczas, gdy się wpław po bobra puściła, a teraz zdało mu się, że ją widzi — i zaraz poczęły go brać takie same ciągoty, jakie brały go parę tygodni temu, gdy wiatr nazbyt z Jagienkową suknią poswawolił. Potem zaś przypomniał sobie, jak jechała wspaniale przybrana do kościoła w Krześni i jak się dziwił, że taka prosta dziewczyna naraz wydała mu się niby dwornie jadące wysokiego rodu paniątko. Wszystko to sprawiło, że koło serca zaczęło mu się czynić jakoś bałamutnie, zarazem błogo i smutno, i pożądliwie, a gdy jeszcze pomyślał, że byłby z nią mógł uczynić, co chciał, i jak ją też ku niemu ciągnęło, jak mu patrzyła w oczy i jak się do niego garnęła, to ledwie że na koniu mógł usiedzieć. „Niechbym jej był gdzie dopadł i choć pożegnał, a objął na drogę — mówił sobie — może by mnie było popuściło” — ale wnet uczuł, że to nieprawda i że nie byłoby go popuściło, gdyż na samą myśl o takim pożegnaniu poczęły mu skry po skórze chodzić, chociaż na świecie był przymrozek.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XIX. Pierwsze ostrzeżenie</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/19/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/19/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XIX. Pierwsze ostrzeżenie&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Była pierwsza w południe, kiedy pan Ignacy zbliżał się do sklepu, zawstydzony i niespokojny. Jak można zmarnować tyle czasu... w porze największego ruchu interesantów?... A nuż w dodatku stało się jakie nieszczęście?... I co za satysfakcja włóczyć się po ulicach w upał, wśród kurzu i zapachu prażonych asfaltów!...&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Istotnie, dzień był wyjątkowo gorący i jaskrawy: chodniki i kamienie ziały żarem, blaszanych szyldów ani latarniowych słupów nie można było dotknąć ręką, a z nadmiaru światła panu Ignacemu zachodziły łzami oczy i czarne płatki zasłaniały mu pole widzenia.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Zima, rozdział VII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/19/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/19/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;VII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;We Trzy Króle, które jakoś tego roku wypadały w poniedziałek, jeszcze przed skończeniem nieszporów, bo słychać było grania i przyśpiewy w kościele, a już naród z wolna ciągnął do karczmy, że to pierwszy raz po adwencie i Godach miała być muzyka, a i szykowały się zmówiny Małgośki Kłębianki z Wickiem Sochą, któren chocia tak samo się pisał jak nieboszczyk Kuba, ale krewniactwa się z nim wypierał, jako że parob był niepoczciwy i sielnie dufający w swoje morgi.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział dwudziesty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/20/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/20/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Szli przez Vicus Patricius, wzdłuż Wiminalu, do dawnej bramy Wiminalskiej, koło płaszczyzny, na której Dioklecjan wzniósł później wspaniałe łaźnie. Minęli resztki muru Serwiusza Tuliusza i przez bardziej już puste miejsca doszli do drogi Nomentańskiej, tam zaś skręciwszy na lewo, ku Salaria, znaleźli się wśród wzgórz, pełnych kopalni piasku, a gdzieniegdzie i cmentarzy. Ściemniło się tymczasem już zupełnie, że zaś księżyc jeszcze nie wszedł, więc drogę dość trudno przyszłoby im znaleźć, gdyby nie to, że jak przewidział Chilo, wskazywali ją sami chrześcijanie. Jakoż na prawo, na lewo i na przodzie widać było ciemne postaci, zdążające ostrożnie ku piaszczystym wądołom. Niektórzy z owych ludzi nieśli latarki, okrywając je jednak ile możności płaszczami, inni, znający lepiej drogę, szli po ciemku. Wprawne żołnierskie oczy Winicjusza odróżniały po ruchach młodszych mężczyzn od starców wlokących się na kijach i od kobiet poobwijanych starannie w długie stole. Rzadcy przechodnie i wieśniacy, wyjeżdżający z miasta, brali widocznie tych nocnych wędrowców za robotników zdążających do arenariów lub za bractwa pogrzebowe, których członkowie wyprawiali sobie czasami obrzędowe agapy w nocy. W miarę jednak, jak młody patrycjusz i jego towarzysze posuwali się naprzód, naokół migało coraz więcej latarek i zwiększała się liczba osób. Niektóre z nich śpiewały przyciszonymi głosami pieśni, które Winicjuszowi wydawały się jakby pełne tęsknoty. Chwilami ucho jego chwytało urywane słowa lub zdania pieśni, jak na przykład: „Wstań, który śpisz” lub „Powstań z martwych”, czasem znów imię Chrystusa powtarzało się w ustach mężczyzn i kobiet. Lecz Winicjusz mało zwracał uwagi na słowa, albowiem przez głowę przechodziło mu, że może która z owych ciemnych postaci jest Ligią. Niektóre, przechodząc blisko, mówiły: „Pokój z wami” lub „Chwała Chrystusowi!”, jego zaś ogarniał niepokój i serce poczynało mu bić żywiej, albowiem wydawało mu się, że słyszy głos Ligii. Podobne kształty lub podobne ruchy zwodziły go w ciemnościach co chwila i dopiero sprawdziwszy kilkakrotnie swą omyłkę począł nie ufać oczom.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XX</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/20/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/20/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XX&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Stary szejk Hatim dotrzymał wiernie obietnicy danej Grekowi i opiekował się dziećmi starannie. Droga w górę Białego Nilu była ciężka. Jechali przez Ketainę, Ed-Ducim i Kanę, po czym minęli Abbę, lesistą wyspę nilową, na której przed wojną mieszkał w wypróchniałym drzewie Mahdi jako derwisz-pustelnik. Karawana często musiała okrążać obszerne, porośnięte papirusem rozlewiska, czyli tak zwane suddy, od których powiew przynosił zatrutą woń rozkładających się liści, naniesionych prądem wody. Angielscy inżynierowie poprzecinali byli w swoim czasie te zapory i statki parowe mogły wówczas chodzić z Chartumu do Faszody i dalej. Obecnie jednak rzeka zatkała się znowu i nie mogąc płynąć swobodnie, rozlewała na obie strony. Okolica po prawym i lewym brzegu pokryta była wysoką dżunglą, wśród której wznosiły się kopce termitów i pojedyncze olbrzymie drzewa; gdzieniegdzie lasy dochodziły aż do rzeki. Na suchszych miejscach rosły gaje akacji. Przez pierwsze tygodnie spotykali osady i miasteczka arabskie złożone z domów o dziwnych baniastych dachach uwitych ze słomy dochnu, lecz za Abbą, od osady Goz-Abu-Guma, wjechali w kraj czarnych. Był on jednak zupełnie pusty, gdyż derwisze wygarnęli prawie do szczętu miejscową murzyńską ludność i sprzedawali ją na targach Chartumu, Omdurmanu, Dary, Faszeru, El-Obeidu i innych miast sudańskich, darlurskich i kordofańskich. Tych mieszkańców, którzy zdołali się ukryć przed niewolą w gąszczach, w lasach, wyniszczył głód i ospa, która rozpanoszyła się z niebywałą siłą wzdłuż Białego i Niebieskiego Nilu. Sami derwisze mówili, że wymierały na nią „całe narody”. Dawne plantacje sorga, manioku i bananów pokryła dżungla. Tylko zwierz dziki, nie ścigany przez nikogo, rozmnożył się obficie. Nieraz pod zorzą wieczorną dzieci widziały z dala gromady słoni, podobne do ruchomych skał, dążące powolnym krokiem do znanych sobie wodopojów. Na widok ich Hatim, dawny handlarz kością słoniową, cmokał, wzdychał i tak w zaufaniu mówił do Stasia:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Skąd się wzięło rz</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/litery/rz/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/litery/rz/</guid><description>&lt;p&gt;W polszczyźnie ogólnej &lt;span class="nc"&gt;„rzeka”&lt;/span&gt; i &lt;span class="nc"&gt;„żaba”&lt;/span&gt; zaczynają się od tej samej głoski&lt;sup&gt;&lt;a href="#p1"&gt;1&lt;/a&gt;&lt;/sup&gt;. Krystyna Długosz-Kurczabowa przypomina jednak, że &lt;span class="nc"&gt;„w dawnej polszczyźnie litery &lt;span class="nc"&gt;rz&lt;/span&gt; i ż oraz u i &lt;span class="nc"&gt;ó&lt;/span&gt; oznaczały różne dźwięki”&lt;/span&gt;&lt;sup&gt;&lt;a href="#p2"&gt;2&lt;/a&gt;&lt;/sup&gt;.&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Źródłem &lt;span class="nc"&gt;rz&lt;/span&gt; jest prasłowiańskie miękkie r’, powstałe przed samogłoskami przednimi i z połączenia rj&lt;sup&gt;&lt;a href="#p3"&gt;3&lt;/a&gt;&lt;/sup&gt;. Brzmiało ono podobnie jak r w wyrazie &lt;span class="nc"&gt;„risotto”&lt;/span&gt;&lt;sup&gt;&lt;a href="#p4"&gt;4&lt;/a&gt;&lt;/sup&gt;. Ok. XIII w. przekształciło się w tzw. r frykatywne (w transkrypcji ř): koniec języka drgał jak przy r, a zarazem powietrze przechodziło przez szczelinę jak przy ż&lt;sup&gt;&lt;a href="#p3"&gt;3&lt;/a&gt;&lt;/sup&gt;&lt;sup&gt;&lt;a href="#p4"&gt;4&lt;/a&gt;&lt;/sup&gt;. Taka zmiana zaszła tylko w czeszczyźnie i w dawnej polszczyźnie; w czeskim ř przetrwało do dziś, np. &lt;span class="nc"&gt;„řeka”&lt;/span&gt;, &lt;span class="nc"&gt;„moře”&lt;/span&gt;&lt;sup&gt;&lt;a href="#p3"&gt;3&lt;/a&gt;&lt;/sup&gt;.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom I, rozdział dwudziesty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/20/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/20/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Lecz nie miało i tym razem przyjść między nimi do bitki, gdyż Mikołaj z Długolasu dowiedziawszy się od Jędrka z Kropiwnicy, o co im chodzi, wziął od obydwóch słowo, że się bez wiedzy księcia i komturów potykać nie będą, w razie zaś oporu groził zamknięciem bram. Zbyszkowi chciało się jak najprędzej zobaczyć Danusię, więc nie śmiał się sprzeciwiać, de Lorche zaś, który bił się chętnie, gdy było trzeba, ale nie był człowiekiem krwiożerczym, poprzysiągł bez trudności na swą rycerską cześć, iż będzie czekał na pozwolenie księcia, tym bardziej że postępując przeciwnie, obawiałby się mu ubliżyć. Chodziło też Lotaryńczykowi, który nasłuchawszy się pieśni o turniejach, lubił świetne zgromadzenia i okazałe uroczystości, aby potykać się właśnie wobec dworu, dostojników i dam — gdyż sądził, że w ten sposób zwycięstwo jego nabierze większego rozgłosu i tym łatwiej złote ostrogi mu wyjedna. Przy tym zaciekawiał go kraj i ludzie, więc po myśli była mu zwłoka — zwłaszcza że Mikołaj z Długolasu, któren lata całe u Niemców w niewoli przesiedział i z cudzoziemcami mógł łatwo się rozmówić, dziwy opowiadał o łowach książęcych na różne bestie nieznane już w krajach zachodnich. O północy więc ruszyli razem ze Zbyszkiem ku Przasnyszowi, mając ze sobą swe zbrojne poczty i ludzi z kagankami dla ochrony od wilków, które zbierając się zimą w nieprzeliczone gromady, mogły okazać się groźne nawet dla kilkunastu jeźdźców, choćby najlepiej uzbrojonych. Z tej strony Ciechanowa nie brakło już także lasów, które niedaleko za Przasnyszem przechodziły w olbrzymią puszczę kurpieską, łączącą się na wschód z nieprzebytymi borami Podlasia i dalszej Litwy.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XX. Pamiętnik starego subiekta</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/20/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/20/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XX. Pamiętnik starego subiekta&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;...I wyjechał!... Pan Stanisław Wokulski, wielki organizator spółki do handlu przewozowego, wielki naczelnik firmy, która ma w obrocie ze cztery miliony rubli rocznie, wyjechał do Paryża jak pierwszy lepszy pocztylion do Miłosny... Jednego dnia mówił (do mnie samego), że nie wie, kiedy pojedzie, a na drugi dzień — szast... prast... i już go nie ma.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zjadł elegancki obiadek u jaśnie wielmożnych państwa Łęckich, wypił kawę, wykłuł zęby i — jazda. Naturalnie. Pan Wokulski nie jest przecie lichym subiektem, który musi żebrać u pryncypała o urlop raz na kilka lat. Pan Wokulski jest kapitalistą, ma ze sześćdziesiąt tysięcy rubli rocznie, żyje za pan brat z hrabiami i książętami, pojedynkuje się z baronami i wyjeżdża, kiedy chce. A wy, moi płatni oficjaliści, kłopoczcie się o interesa. Przecie za to macie pensje i dywidendy.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Zima, rozdział VIII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/20/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/20/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;VIII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;U Borynów było kiej w grobie po tym święcie — nie płacz, nie krzyki, nie pomstowania, a ino ciężka cichość, złowrogo przyczajona i pełna powstrzymywanych gniewów a żalów.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Cały dom zmilknął, osnuł się posępnością, a żył w ciągłej trwodze i oczekiwaniu czegoś strasznego, jak kieby pod dachem, któren lada chwila ma paść na głowy.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Stary, powróciwszy do domu ni potem nawet nazajutrz, ani marnego słowa nie rzeki Jagusi, nawet przed Dominikową się nie użalał, jakby się nic nie stało.
Rozchorzał jeno z tych przytajonych w sobie złości i z łóżka się podnieść nie mógł, że to go cięgiem mdliło, kolki spierały w boku i gorącość
rozbierała.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>I. Pamiętnik starego subiekta</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/21/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/21/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Lalka&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h2"&gt;Tom II&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;I. Pamiętnik starego subiekta&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Sytuacja polityczna jest tak niepewna, że wcale by mnie nie zdziwiło, gdyby około grudnia wybuchła wojna.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ludziom ciągle się zdaje, że wojna może być tylko na wiosnę; widać zapomnieli, że wojny: pruska i francuska, rozpoczynały się w lecie. Nie rozumiem zaś, skąd wyrósł przesąd przeciw kampaniom zimowym?... W zimie stodoły są pełne, a droga jak mur; tymczasem na wiosnę u chłopa jest przednówek, a drogi jak ciasto; przejedzie bateria i możesz się w tym miejscu kąpać.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Reduta Ordona</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/reduta-ordona/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/reduta-ordona/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Reduta Ordona&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="insubtitle"&gt;Opowiadanie adiutanta&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Nam strzelać nie kazano. — Wstąpiłem na działo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I spojrzałem na pole; dwieście armat grzmiało. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Artyleryji ruskiéj ciągną się szeregi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prosto, długo, daleko, jako morza brzegi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I widziałem ich wodza; — przybiegł, mieczem skinął &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I jak ptak jedno skrzydło wojska swego zwinął. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wylewa się spod skrzydła ściśniona piechota &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Długą, czarną kolumną, jako lawa błota, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nasypana iskrami bagnetów. Jak sępy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czarne chorągwie na śmierć prowadzą zastępy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Przeciw nim sterczy biała, wąska, zaostrzona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak głaz, bodzący morze, reduta Ordona. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sześć tylko miała harmat. Wciąż dymią i świecą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nie tyle prędkich słów gniewne usta miecą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie tyle przejdzie uczuć przez duszę w rozpaczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ile z tych dział leciało bomb, kul i kartaczy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz, tam granat w sam środek kolumny się nurza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak w fale bryła lawy, pułk dymem zachmurza; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pęka śród dymu granat, szyk pod niebo leci &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ogromna łysina śród kolumny świeci. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Tam kula, lecąc, z dala grozi, szumi, wyje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ryczy, jak byk przed bitwą, miota się, grunt ryje; — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już dopadła; jak boa śród kolumn się zwija, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pali piersią, rwie zębem, oddechem zabija. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Najstraszniejszéj nie widać, lecz słychać po dźwięku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po waleniu się trupów, po ranionych jęku: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy kolumnę od końca do końca przewierci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gdyby środkiem wojska przeszedł anioł śmierci. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Gdzież jest król, co na rzezie tłumy te wyprawia? &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy dzieli ich odwagę, czy pierś sam nadstawia? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie, on siedzi o pięćset mil na swéj stolicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Król wielki, samowładnik świata połowicy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmarszczył brwi, — i tysiące kibitek wnet leci; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podpisał, — tysiąc matek opłakuje dzieci; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skinął, — padają knuty od Niemna do Chiwy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mocarzu, jak Bóg silny, jak szatan złośliwy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy Turków za Bałkanem twoje straszą spiże, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy poselstwo paryskie twoje stopy liże: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Warszawa jedna twojéj mocy się urąga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podnosi na cię rękę i koronę ściąga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Koronę Kazimierzów, Chrobrych z twojéj głowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Boś ją ukradł i skrwawił, synu Wasilowy! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Car dziwi się — ze strachu drżą Petersburczany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Car gniewa się — ze strachu mrą jego dworzany; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale sypią się wojska, których Bóg i wiara &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest car. — Car gniewny: umrzem, rozweselim cara! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Posłany wódz kaukaski z siłami pół-świata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wierny, czynny i sprawny — jak knut w ręku kata. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Ura, ura! Patrz, blisko reduty, już w rowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Walą się, na faszynę kładąc swe tułowy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już czernią się na białych palisadach wałów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze reduta w środku, jasna od wystrzałów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czerwieni się nad czernią: jak w środek mrowiska &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wrzucony motyl błyska, — mrowie go naciska, — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgasł; — tak zgasła reduta. Czyż ostatnie działo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Strącone z łoża, w piasku paszczę zagrzebało? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy zapał krwią ostatni bombardyjer zalał? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgasnął ogień. — Już Moskal rogatki wywalał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Gdzież ręczna broń? — Ach, dzisiaj pracowała więcéj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niż na wszystkich przeglądach za władzy książęcéj! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgadłem, dlaczego milczy, — bo nieraz widziałem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Garstkę naszych walczącą z Moskali nawałem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy godzinę wołano dwa słowa: pal, nabij; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy oddechy dym tłumi, trud ramiona słabi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wciąż grzmi rozkaz wodzów, wre żołnierza czynność; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec bez rozkazu pełnią swą powinność, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec bez rozwagi, bez czucia, pamięci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żołnierz, jako młyn palny, nabija — grzmi — kręci &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Broń od oka do nogi, od nogi na oko: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż ręka w ładownicy długo i głęboko &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szukała, nie znalazła — i żołnierz pobladnął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie znalazłszy ładunku, już bronią nie władnął; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I uczuł, że go pali strzelba rozogniona; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Upuścił ją i upadł; nim dobiją, skona!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Takem myślił, — a w szaniec nieprzyjaciół kupa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już lazła, jak robactwo na świeżego trupa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Pociemniało mi w oczach; a gdym łzy ocierał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszałem, że coś do mnie mówił mój jenerał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On przez lunetę, wspartą na mojém ramieniu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Długo na szturm i szaniec poglądał w milczeniu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec rzekł: „Stracona”. — Spod lunety jego &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wymknęło się łez kilka, — rzekł do mnie: „Kolego, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzrok młody od szkieł lepszy; patrzaj, tam na wale, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znasz Ordona, czy widzisz, gdzie jest?” — „Jenerale, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy go znam? — Tam stał zawsze, to działo kierował. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie widzę — znajdę — dojrzę — śród dymu się schował: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz śród najgęstszych kłębów dymu, ileż razy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widziałem rękę jego, dającą rozkazy. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzę go znowu — widzę rękę — błyskawicę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wywija, grozi wrogom, trzyma palną świécę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biorą go — zginął. — O, nie — skoczył w dół, do lochów!” — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;„Dobrze — rzecze jenerał, — nie odda im prochów”. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Tu blask, — dym, — chwila cicho — i huk jak stu gromów! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaćmiło się powietrze od ziemi wyłomów: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Harmaty podskoczyły i jak wystrzelone &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Toczyły się na kołach; lonty zapalone &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie trafiły do swoich panew. I dym wionął &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prosto ku nam; i w gęstéj chmurze nas ochłonął. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nie było nic widać, prócz granatów blasku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I powoli dym rzedniał, opadał deszcz piasku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spojrzałem na redutę. — Wały, palisady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Działa i naszych garstka, i wrogów gromady: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko jako sen znikło! — Tylko czarna bryła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ziemi niekształtnéj leży — rozjemcza mogiła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam i ci, co bronili, — i ci, co się wdarli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pierwszy raz pokój szczery i wieczny zawarli; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choćby cesarz Moskalom kazał wstać: już dusza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moskiewska, tam raz pierwszy, cesarza nie słusza! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam zagrzebane tylu set ciała, imiona: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dusze gdzie? Nie wiem; lecz wiem, gdzie dusza Ordona. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On będzie Patron szańców! — Bo dzieło zniszczenia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W dobréj sprawie jest święte, jak dzieło tworzenia: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bóg wyrzekł słowo &lt;em class="author-emphasis"&gt;stań się&lt;/em&gt;, Bóg i &lt;em class="author-emphasis"&gt;zgiń&lt;/em&gt; wyrzecze! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obleją, jak Moskale redutę Ordona: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Karząc plemie zwycięzców zbrodniami zatrute, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bóg wysadzi tę ziemię, jak on swą redutę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/reduta-ordona/"&gt;Adam Mickiewicz, „Reduta Ordona”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział dwudziesty pierwszy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/21/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/21/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty pierwszy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Każda kropla krwi zadrgała w młodym patrycjuszu na jej widok. Zapomniał o tłumach, o starcu, o własnym zdumieniu wobec tych niepojętych rzeczy, jakie słyszał, i widział przed sobą tylko ją jedną. Oto wreszcie po wszystkich wysiłkach, po długich dniach niepokoju, szarpania się, zmartwień odnalazł ją! Po raz pierwszy w życiu doświadczył, że radość może się rzucić na piersi jak dziki zwierz i przygnieść je aż do utraty oddechu. On, który dotąd sądził, że Fortuna ma niejako obowiązek spełniać wszelkie jego życzenia, teraz zaledwie wierzył własnym oczom i własnemu szczęściu. Gdyby nie to niedowierzanie, jego zapalczywa natura mogła go była popchnąć do jakiego nierozważnego kroku, ale chciał się pierwej przekonać, czy to nie dalszy ciąg tych cudów, którymi miał przepełnioną głowę, i czy nie śni. Ale nie było wątpliwości: widział Ligię i dzieliła go od niej odległość zaledwie kilkunastu kroków. Stała w pełnym świetle, więc mógł napawać się jej widokiem, ile sam chciał. Kaptur zesunął się jej z głowy i rozrzucił włosy; usta miała nieco otwarte, oczy wzniesione ku Apostołowi, twarz zasłuchaną i zachwyconą. W płaszczu z ciemnej wełny, ubrana była jak dziewczyna z ludu, Winicjusz jednak nigdy nie widział jej piękniejszą i mimo całego zamętu, jaki w nim powstał, uderzyła go w przeciwstawieniu do tego niewolniczego niemal ubioru szlachetność tej cudnej patrycjuszowskiej głowy. Miłość przeleciała po nim jak płomień, ogromna, pomieszana z jakimś dziwnym uczuciem tęsknoty, uwielbienia, czci i żądzy. Czuł rozkosz, jaką sprawiał mu sam jej widok, i napawał się nią jakby ożywczą wodą po długim pragnieniu. Stojąc przy olbrzymim Ligu wydawała mu się mniejszą, niż była przedtem, niemal dzieckiem; spostrzegł także, iż wyszczuplała. Płeć jej była prawie przezrocza; czyniła na nim wrażenie kwiatu i duszy. Ale tym bardziej tylko pragnął posiąść tę istotę, tak odmienną od kobiet, które widział lub posiadał na Wschodzie i w Rzymie. Czuł, że oddałby za nią tamte wszystkie, a z nimi Rzym i świat w dodatku.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XXI</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/21/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/21/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XXI&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Stasiu, dlaczego my jedziemy i jedziemy, a Smaina jak nie ma, tak nie ma?&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Nie wiem. Zapewne idzie szybko naprzód, żeby jak najprędzej dojść do okolic, w których będzie mógł nałapać Murzynów. Czy chciałabyś, żebyśmy się już połączyli z jego oddziałem?&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Dziewczynka skinęła swoją płową główką na znak, że bardzo jej o to chodzi.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Co ci na tym zależy? — zapytał Staś.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Bo może Gebhr nie będzie śmiał przy Smainie tak okropnie bić tego biednego Kali.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom I, rozdział dwudziesty pierwszy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/21/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/21/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty pierwszy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Biegli leśnicy poczęli pod wodzą wielkiego łowczego rozstawiać myśliwych długim rzędem na skraju polany, tak aby będąc sami w ukryciu, mieli przed sobą pustą przestrzeń, ułatwiającą strzały z kusz i łuków. Dwa krótsze boki polany obstawione były sieciami, za którymi taili się borowi „nawrotnicy”, których obowiązkiem było nawracać zwierza ku strzelcom lub, jeśli nie dając się spłoszyć, zaplątywał się w sieciach, dobijać go oszczepami. Nieprzeliczone gromady Kurpiów, umiejętnie rozstawione w tak zwaną otokę, miały pędzić wszelkie żywe stworzenie z głębin leśnych na polanę. Za strzelcami znów znajdowała się sieć, rozpięta w tym celu, by zwierz, który zdoła przedrzeć się przez ich szereg, został nią powstrzymany i w jej skrętach dobity.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Zima, rozdział IX</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/21/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/21/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;IX&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Już od wczesnego rana miało się na kurzawę; dzień nastał chmurny, wietrzny i wielce swarliwy, śnieg prószył drobny, suchy a ostry kiej kasza ledwie przetarta w żarnach, po równo zaś zrywał się coraz mocniejszy wiatr, hukliwy sielnie i kołujący niespodzianymi nawrotami, że jako ten pijanica taczał się na wszystkie strony, skowyczał, przegwizdywał a śniegami miecił zapalczywie.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Nie bacząc jednak na pogodę, zaraz z pierwszego południa Hanka ze starym Bylicą, a z nimi jeszcze parę komornic, wybrali się po susz do lasu.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>II. Szare dnie i krwawe godziny</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/22/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/22/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;II. Szare dnie i krwawe godziny&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W kwadrans po wyjeździe z Warszawy koleją warszawsko–bydgoską Wokulski doznał dwu szczególnych, choć zupełnie różnych uczuć: owionęło go świeże powietrze, a on sam wpadł w jakiś dziwny letarg.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Poruszał się swobodnie, był trzeźwy, myślał jasno i szybko, tylko nic go nie obchodziło; ani kto z nim jedzie, ani którędy jedzie, ani dokąd jedzie. Apatia ta rosła w miarę oddalania się od Warszawy. Za Pruszkowem prawie ucieszyły go krople deszczu, przez otwarte okno padające do wnętrza wagonu; później nieco ożywiła go gwałtowna burza za Grodziskiem; miał nawet pragnienie, ażeby go piorun zabił. Ale gdy burza przeszła, wpadł znowu w obojętność i nie interesował się niczym; nawet tym, że jego sąsiad z prawej strony spał mu na ramieniu, a sąsiad z przeciwka zdjął kamasze i oparł mu na kolanach nogi, w czystych zresztą skarpetkach.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział dwudziesty drugi</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/22/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/22/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty drugi&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Winicjusz dopiero w sieni zrozumiał całą trudność przedsięwzięcia. Dom był duży, kilkopiętrowy, jeden z takich, jakich tysiące budowano w Rzymie w widokach zysku z najmu mieszkań, zwykle zaś budowano tak pośpiesznie i licho, że nie było niemal roku, aby kilka z nich nie zapadło się na głowy mieszkańców. Były to prawdziwe ule, zbyt wysokie i zbyt wąskie, pełne komórek i zakamarków, w których gnieździła się ludność uboga, a zarazem nader liczna. W mieście, w którym wiele ulic nie miało nazw, domy owe nie miały numerów; właściciele powierzali pobór komornego niewolnikom, ci jednak, nie obowiązani przez władzę miejską do podawania imion mieszkańców, częstokroć nie znali ich sami. Dopytać się o kogoś w takim domu bywało nieraz niezmiernie trudno, zwłaszcza gdy przy bramie nie było odźwiernego.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XXII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/22/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/22/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XXII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zanim Staś i młody Murzyn poodciągali na boki wąwozu zabitych Arabów i ciężkie cielsko lwa, słońce zniżyło się jeszcze i wkrótce miała zapaść noc. Ale niepodobna było nocować w sąsiedztwie trupów, więc chociaż Kali ukazując na zabitego zwierza głaskał się po piersiach i powtarzał mlaskając językiem: „Msuri nyama” (dobre, dobre mięso), Staś nie dał mu się zająć „nyamą”, a natomiast kazał mu łapać konie, które pouciekały po strzałach. Czarny chłopak wywiązał się z tego nadzwyczaj zręcznie, zamiast bowiem gonić je wąwozem, w którym to razie byłyby uciekały coraz dalej, wdrapał się na górę i skracając sobie drogę przez wymijanie zakrętów, zabiegł spłoszonym rumakom drogę od przodu. W ten sposób schwytał z łatwością dwa, a dwa inne napędził na Stasia. Tylko koni Gebhra i Chamisa nie można już było odszukać, ale i tak pozostały cztery, nie licząc objuczonego namiotem i rzeczami kłapoucha, który wobec tragicznych wypadków okazał prawdziwie filozoficzny spokój. Znaleziono go za zakrętem, szczypiącego dokładnie, ale bez pośpiechu, trawę rosnącą na dnie wąwozu.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Sonety krymskie</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/sonety-krymskie/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/sonety-krymskie/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;div class="title-page"&gt;&lt;h1 class="title"&gt;Sonety krymskie&lt;/h1&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;[Motto i dedykacja]&lt;/h2&gt;
&lt;div class="motto"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wer den Dichter will verstehen, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Muss in Dichter’s Lande gehen. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="motto_podpis"&gt;Goethe im &lt;em class="book-title"&gt;Chuld Nameh&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;div class="dedication"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Towarzyszom &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;podróży krymskiej &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Autor &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Stepy akermańskie&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Omijam koralowe ostrowy burzanu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już mrok zapada, nigdzie drogi ni kurhanu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzę w niebo, gwiazd szukam przewodniczek łodzi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam z dala błyszczy obłok? tam jutrzenka wschodzi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To błyszczy Dniestr, to weszła lampa Akermanu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stójmy! — Jak cicho! — Słyszę ciągnące żurawie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Których by nie dościgły źrenice sokoła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszę, kędy się motyl kołysa na trawie, &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kędy wąż śliską piersią dotyka się zioła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W takiéj ciszy — tak ucho natężam ciekawie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że słyszałbym głos z Litwy. — Jedźmy, nikt nie woła! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Cisza morska&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="insubtitle"&gt;Na wysokości Tarkankut&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już wstążkę pawilonu wiatr zaledwie muśnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cichemi gra piersiami rozjaśniona woda; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak marząca o szczęściu narzeczona młoda, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbudzi się, aby westchnąć, i wnet znowu uśnie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żagle, na kształt chorągwi gdy wojnę skończono, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drzémią na masztach nagich; okręt lekkim ruchem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kołysa się, jak gdyby przykuty łańcuchem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Majtek wytchnął, podróżne rozśmiało się grono. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O morze! pośród twoich wesołych żyjątek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest polip, co śpi na dnie, gdy się niebo chmurzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A na ciszę długiemi wywija ramiony. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O myśli! w twojéj głębi jest hydra pamiątek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co śpi wpośród złych losów i namiętnéj burzy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdy serce spokojne, zatapia w niém szpony. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Żegluga&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szum większy, gęściéj morskie snują się straszydła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Majtek wbiegł na drabinę: gotujcie się dzieci! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wbiegł, rozciągnął się, zawisł w niewidzialnéj sieci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak pająk, czatujący na skinienie sidła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiatr! — wiatr! — Dąsa się okręt, zrywa się z wędzidła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przewala się, nurkuje w pienistéj zamieci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wznosi kark, zdeptał fale, i skroś niebios leci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obłoki czołem sieka, wiatr chwyta pod skrzydła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I mój duch masztu lotem buja śród odmętu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzdyma się wyobraźnia, jak warkocz tych żagli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mimowolny krzyk łączę z wesołym orszakiem; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyciągam ręce, padam na piersi okrętu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdaje się, że pierś moja do pędu go nagli: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lekko mi! rzeźwo! lubo! wiem co to być ptakiem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Burza&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdarto żagle, stér prysnął, ryk wód, szum zawiei, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głosy trwożnéj gromady, pomp złowieszcze jęki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ostatnie liny majtkom wyrwały się z ręki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słońce krwawo zachodzi, z niém reszta nadziei. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wicher z tryumfem zawył; a na mokre góry, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wznoszące się piętrami z morskiego odmętu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wstąpił geniusz śmierci i szedł do okrętu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak żołniérz, szturmujący w połamane mury. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ci leżą na pół martwi, ów załamał dłonie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten w objęcia przyjaciół żegnając się pada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ci modlą się przed śmiercią, aby śmierć odegnać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeden podróżny siedział w milczeniu na stronie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pomyślił: szczęśliwy, kto siły postrada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo modlić się umié, lub ma z kim się żegnać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Widok gór ze stepów Kozłowa&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="insubtitle"&gt;Pielgrzym i Mirza&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIELGRZYM&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam!... czy Allah postawił ścianą morze lodu? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy aniołom tron odlał z zamrożonéj chmury? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy Diwy z ćwierci lądu dźwignęli te mury, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby gwiazd karawanę nie puszczać ze wschodu? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na szczycie jaka łuna! pożar Carogrodu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy Allah, gdy noc chylat rozciągnęła bury, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dla światów, żeglujących po morzu natury, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tę latarnię zawiesił śród niebios obwodu? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MIRZA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam? — Byłem: zima siedzi; tam dzioby potoków &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I gardła rzek widziałem, pijące z jéj gniazda. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tchnąłem, z ust mych śnieg leciał; pomykałem kroków, &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie orły dróg nie wiedzą, kończy się chmur jazda, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Minąłem grom, drzémiący w kolebce z obłoków, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż tam, gdzie nad mój turban była tylko gwiazda. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To Czatyrdah! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIELGRZYM&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aa!! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Bakczysaraj&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze wielka, już pusta Girajów dziedzina! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmiatane czołem baszów ganki i przedsienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sofy, trony potęgi, miłości schronienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeskakuje szarańcza, obwija gadzina. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skroś okien różnofarbnych powoju roślina, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wdzierając się na głuche ściany i sklepienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zajmuje dzieło ludzi w imię przyrodzenia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pisze Baltasara głoskami: RUINA. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W środku sali wycięte z marmuru naczynie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To fontanna haremu, dotąd stoi cało &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I perłowe łzy sącząc, woła przez pustynie: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzież jesteś, o miłości, potęgo i chwało! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wy macie trwać na wieki, źródło szybko płynie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O hańbo! wyście przeszły, a źródło zostało. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Bakczysaraj w nocy&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozchodzą się z dżamidów pobożni mieszkańce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odgłos izanu w cichym gubi się wieczorze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawstydziło się licem rubinowém zorze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Srébrny król nocy dąży spocząć przy kochance. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błyszczą w haremie niebios wieczne gwiazd kagańce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śród nich po safirowym żegluje przestworze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeden obłok, jak senny łabędź na jeziorze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pierś ma białą, a złotem malowane krańce. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu cień pada z ménaru i wierzchu cyprysa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dalej czernią się kołem olbrzymy granitu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak szatany, siedzące w dywanie Eblisa &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod namiotem ciemności; niekiedy z ich szczytu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Budzi się błyskawica i pędem Farysa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przelatuje milczące pustynie błękitu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Grób Potockiéj&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W kraju wiosny, pomiędzy rozkosznemi sady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uwiędłaś, młoda różo! bo przeszłości chwile, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ulatując od ciebie jak złote motyle, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzuciły w głębi serca pamiątek owady. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam na północ, ku Polsce, świécą gwiazd gromady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dlaczegoż na téj drodze błyszczy się ich tyle? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy wzrok twój, ognia pełen, nim zgasnął w mogile, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam wiecznie lecąc, jasne powypalał ślady? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Polko! — i ja dni skończę w samotnéj żałobie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu niech mi garstkę ziemi dłoń przyjazna rzuci. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podróżni często przy twym rozmawiają grobie, &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I mnie wtenczas dźwięk mowy rodzinnéj ocuci: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wieszcz, samotną piosnkę dumając o tobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ujrzy bliską mogiłę, i dla mnie zanuci. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Mogiły Haremu&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="insubtitle"&gt;Mirza do Pielgrzyma&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu z winnicy miłości niedojrzałe grona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzięto na stół Allaha; tu perełki Wschodu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z morza uciech i szczęścia, porwała za młodu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Truna, koncha wieczności, do mrocznego łona. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skryła je niepamięci i czasu zasłona; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nad niemi turban zimny błyszczy śród ogrodu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak buńczuk wojska cieniów, i ledwie u spodu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zostały dłonią giaura wyryte imiona. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O wy, róże edeńskie! u czystości stoku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odkwitnęły dni wasze pod wstydu liściami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na wieki zatajone niewiernemu oku. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz grób wasz spojrzenie cudzoziemca plami, — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pozwalam mu, — darujesz, o wielki Proroku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On jeden z cudzoziemców poglądał ze łzami. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Bajdary&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wypuszczam na wiatr konia i nie szczędzę razów; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lasy, doliny, głazy, w kolei, w natłoku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U nóg mych płyną, giną, jak fale potoku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcę odurzyć się, upić tym wirem obrazów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdy spieniony rumak nie słucha rozkazów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy świat kolory traci pod całunem mroku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak w rozbitém źwierciedle, tak w mém spiekłém oku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Snują się mary lasów i dolin i głazów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ziemia śpi, mnie snu nie ma. Skaczę w morskie łona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czarny, wydęty bałwan z hukiem na brzeg dąży, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Schylam ku niemu czoło, wyciągam ramiona, &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pęka nad głową fala, chaos mię okrąży: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czekam, aż myśl, jak łódka wirami kręcona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbłąka się i na chwilę w niepamięć pogrąży. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Ałuszta w dzień&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już góra z piersi mgliste otrząsa chylaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rannym szumi namazem niwa złotokłosa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kłania się las i sypie z majowego włosa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak z różańca chalifów, rubin i granaty. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łąka w kwiatach, nad łąką latające kwiaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Motyle różnofarbne, niby tęczy kosa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Baldakimem z brylantów okryły niebiosa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daléj szarańcza ciągnie swój całun skrzydlaty. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kędy w wodach skała przegląda się łysa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wre morze i odparte z nowym szturmem pędzi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W jego szumach gra światło, jak w oczach tygrysa, &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sroższą zwiastując burzę dla ziemskiéj krawędzi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A na głębinie fala lekko się kołysa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I kąpią się w niéj floty i stada łabędzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Ałuszta w nocy&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzeźwią się wiatry, dzienna wolnieje posucha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na barki Czatyrdahu spada lampa światów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozbija się, rozlewa strumienie szkarłatów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I gaśnie. Błędny pielgrzym ogląda się, słucha: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już góry poczerniały, w dolinach noc głucha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Źródła szemrzą jak przez sen na łożu z bławatów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powietrze, tchnące wonią, tą muzyką kwiatów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówi do serca głosem, tajemnym dla ucha. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Usypiam pod skrzydłami ciszy i ciemnoty: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem budzą mię rażące meteoru błyski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niebo, ziemię i góry oblał potop złoty! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nocy wschodnia! ty na kształt wschodniéj odaliski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pieszczotami usypiasz, a kiedym snu bliski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty iskrą oka znowu budzisz do pieszczoty. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Czatyrdah&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="insubtitle"&gt;Mirza&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drżąc muślimin całuje stopy twéj opoki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Maszcie krymskiego statku, wielki Czatyrdahu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O minarecie świata! o gór padyszachu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty, nad skały poziomu uciekłszy w obłoki, &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siedzisz sobie pod bramą niebios, jak wysoki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gabryjel, pilnujący edeńskiego gmachu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciemny las twoim płaszczem, a janczary strachu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twój turban z chmur haftują błyskawic potoki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nam czy słońce dopieka, czyli mgła ocienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy szarańcza plon zetnie, czy giaur pali domy, — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czartydahu, ty zawsze głuchy, nieruchomy, &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Między światem i niebem jak drogman stworzenia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podesławszy pod nogi ziemie, ludzi, gromy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słuchasz tylko, co mówi Bóg do przyrodzenia. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Pielgrzym&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;U stóp moich kraina dostatków i krasy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nad głową niebo jasne, obok piękne lice; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dlaczegoż stąd ucieka serce w okolice &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dalekie i — niestety! jeszcze dalsze czasy? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Litwo! piały mi wdzięczniéj twe szumiące lasy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niż słowiki Bajdaru, Salhiry dziewice; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I weselszy deptałem twoje trzęsawice, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niż rubinowe morwy, złote ananasy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak daleki, tak różna wabi mię ponęta; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dlaczegoż roztargniony wzdycham bez ustanku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do téj, którą kochałem w dni moich poranku? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ona w lubéj dziedzinie, która mi odjęta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie jéj wszystko o wiernym powiada kochanku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Depcąc świeże me ślady czyż o mnie pamięta? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Droga nad przepaścią w Czufut-Kale&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="insubtitle"&gt;Mirza i Pielgrzym&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MIRZA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmów pacierz, opuść wodze, odwróć na bok lica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu jeździec końskim nogom swój rozum powierza; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzielny koń! patrz, jak staje, głąb okiem rozmierza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uklęka, brzeg wiszaru kopytem pochwyca, &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zawisnął. — Tam nie patrz! tam spadła źrenica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak w studni Al-Kahiru o dno nie uderza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ręką tam nie wskazuj — nie masz u rąk pierza; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I myśli tam nie puszczaj, bo myśl, jak kotwica &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z łodzi drobnéj ciśniona, w niezmierność głębiny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piorunem spadnie, morza do dna nie przewierci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I łódź z sobą przechyli w otchłanie chaosu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIELGRZYM&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mirzo! a ja spojrzałem! Przez świata szczeliny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam widziałem... com widział, opowiém — po śmierci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo w żyjących języku nie ma na to głosu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Góra Kikineis&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="insubtitle"&gt;Mirza&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spojrzyj w przepaść — niebiosa leżące na dole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To jest morze; — śród fali, zda się, że ptak–góra, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piorunem zastrzelony, swe masztowe pióra &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Roztoczył kręgiem, szerszym niż tęczy półkole, &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wyspą śniegu nakrył błękitne wód pole. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta wyspa, żeglująca w otchłani — to chmura! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z jéj piersi na pół świata spada noc ponura; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy widzisz płomienistą wstążkę na jéj czole? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To jest piorun! — Lecz stójmy, otchłanie pod nogą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Musim wąwóz przesadzić w całym konia pędzie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja skaczę, ty z gotowym biczem i ostrogą, &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy zniknę z oczu, patrzaj w owe skał krawędzie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli tam pióro błyśnie, to mój kołpak będzie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeżeli nie, już ludziom nie jechać tą drogą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Ruiny zamku w Bałakławie&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Te zamki, połamane w zwaliska bez ładu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdobiły cię i strzegły, o niewdzięczny Krymie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzisiaj stérczą na górach jak czaszki olbrzymie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W nich gad mieszka, lub człowiek podléjszy od gadu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczeblujmy na wieżycę, szukam herbów śladu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest i napis, tu może bohatéra imię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co było wojsk postrachem, w zapomnieniu drzymie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obwinione jak robak liściem winogradu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu Grek dłutował w murach ateńskie ozdoby, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stąd Italczyk Mongołom narzucał żelaza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I mekkański przybylec nucił pieśń namaza. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś sępy czarném skrzydłem oblatują groby, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak w mieście, które całkiem wybije zaraza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiecznie z baszt powiewają chorągwie żałoby. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Ajudah&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lubię poglądać wsparty na Judahu skale, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak spienione bałwany, to w czarne szeregi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ścisnąwszy się, buchają, to jak srébrne śniegi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W milionowych tęczach kołują wspaniale. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trącą się o mieliznę, rozbiją na fale, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak wojsko wielorybów, zalegając brzegi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdobędą ląd w tryumfie, i na powrót zbiegi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miecą za sobą muszle, perły i korale. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podobnie na twe serce, o poeto młody! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Namiętność często groźne wzburza niepogody; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz gdy podniesiesz bardon, ona bez twéj szkody &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ucieka w zapomnienia pogrążyć się toni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nieśmiertelne pieśni za sobą uroni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z których wieki uplotą ozdobę twych skroni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/sonety-krymskie/"&gt;Adam Mickiewicz, „Sonety krymskie”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom I, rozdział dwudziesty drugi</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/22/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/22/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty drugi&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ksiądz Wyszoniek opatrzył rany Zbyszka, uznał, iż tylko jedno żebro jest złamane, ale pierwszego dnia nie ręczył za wyzdrowienie, nie wiedział bowiem, „czy się w chorym nie przekręciło serce i czy się w nim wątroba nie oberwała”.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Pana de Lorche opanowała też pod wieczór niemoc tak wielka, iż musiał się położyć, na drugi dzień zaś nie mógł ni ręką, ni nogą bez wielkiego bólu we wszystkich kościach poruszyć. Księżna i Danusia oraz inne dwórki pilnowały chorych i warzyły dla nich wedle przepisu księdza Wyszońka rozliczne smarowania i driakwie. Zbyszko jednakże ciężko był pobity i od czasu do czasu oddawał krew ustami, co wielce niepokoiło księdza Wyszońka. Był jednakże przytomny i na drugi dzień, lubo jeszcze osłabiony bardzo, dowiedziawszy się od Danusi, komu życie zawdzięcza, przywołał swego Czecha, aby mu podziękować i wynagrodzić. Musiał jednak przy tym pomyśleć, że miał go od Jagienki i że gdyby nie jej życzliwe serce, byłby zginął. Myśl ta była mu nawet ciężka, czuł bowiem, że nie wypłaci się nigdy poczciwej dziewczynie dobrem za dobre i że będzie dla niej tylko zmartwień i okrutnego smutku przyczyną. Powiedział sobie wprawdzie zaraz: „Toć się na dwoje nie rozetnę” — ale na dnie duszy został mu jakby wyrzut sumienia, Czech zaś zaognił jeszcze ów wewnętrzny niepokój.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Zima, rozdział X</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/22/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/22/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;X&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Tegoż samego dnia, po obrządkach, a już o dobrym wieczorze zaczęli się schodzić do Kłębów na oną przęślicową wieczornicę.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Kłębowa sprosiła głównie same starsze kobiety — powinowate swoje albo w kumostwie będące. Przychodziły też w porę, jedna za drugą, nie zawodząc ni się zbytnio opóźniając, boć każda kuma rada ciągnęła do drugiej, aby się zgwarzyć społecznie i co nowego posłuchać.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Najpierwsza, jak to miała we zwyczaju, przyszła Wachnikowa z kłakiem wełny w zapasce i z wrzecionami zapasowymi pod pachą; potem przyszła Gołębowa, Mateusza matka, skrzywiona kiej po occie, z obwiązaną gębą, narzekająca wiecznie i cięgiem się skarżąca na wszystko; a po niej, niby ta rozgdakana, odęta kwoka, przyszła Walentowa; po tej zaś Sikorzyna, chuda kiej mietła, turkot baba i w sąsiedzkich swarach najzawziętsza; a po niej wtoczyła się gruba kiej beczka Płoszkowa, czerwona na gębie, spaśna, zestrojona zawdy, dufna w siebie, dworująca nad wszystkie i wyszczekana, jak mało która, ale ogólnie nielubiana; tuż za nią wsunęła się cicho, czająco kiej ten koczur, Balcerkowa, sucha, mała, zawiędła, ponura a sielna procesownica, która z pół wsią za łeb się wodziła i co miesiąc stawała na sądy; a po nich wlazła hardo, choć i nie proszona Kobusowa, Wojtka żona, pleciuch najgorszy i zazdrośnica niepomierna, że strzegli się jej przyjacielstwa kiej ognia. Przyszła jeszcze, zasapana i zgoniona, Grzeli z krzywą gębą kobieta, pijak baba, wykpis i fortelnica, jakich mało, a szkudnik w cudzym najgorszy! Przyszła i stara Sochowa, mać Kłębowego zięcia, cicha kobieta, pobożna wielce i wraz z Dominikową najwięcej w kościele przesiadująca; przyszły i drugie jeszcze insze, ale już tak wybrane, o których nie wiada, co rzec, bo podobne sobie kiej te gąski w stadzie, że nie rozpoznał jednej od drugiej, chyba jeno po obleczeniu — a zeszło się razem sporo babiego narodu i z czym która miała: to z wełną do oprzędu, to ze lnem, to z pakułami, a niektóre z szyciem albo z tą przygarścią pierza do zdarcia, by ino nie dać pozoru, jako się zeszły po próżnicy, na rajcowanie.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>III. Widziadło</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/23/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/23/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;III. Widziadło&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Pewnego dnia, jak zwykle, załatwiał się z interesantami w salonie przyjęć. Już odprawił jegomościa, który ofiarował się staczać za niego pojedynki, drugiego, który jako brzuchomówca chciał odegrać rolę w dyplomacji, i trzeciego, który obiecywał mu wskazać skarby zakopane przez sztab Napoleona I nad Berezyną, kiedy lokaj w błękitnym fraku zameldował:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Profesor Geist.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Geist?... — powtórzył Wokulski i doznał szczególnego uczucia. Przyszło mu na myśl, że żelazo za zbliżeniem się magnesu musi doznawać podobnych wrażeń.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział dwudziesty trzeci</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/23/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/23/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty trzeci&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Winicjusza obudził dotkliwy ból. W pierwszej chwili nie mógł zrozumieć, gdzie jest i co się z nim dzieje. W głowie czuł szum i oczy jego były zakryte jakby mgłą. Stopniowo jednak wracała mu przytomność i wreszcie przez ową mgłę dojrzał trzech schylonych nad sobą ludzi. Dwóch rozpoznał: jeden był Ursus, drugi — ten starzec, którego obalił unosząc Ligię. Trzeci, zupełnie obcy, trzymał jego lewą rękę i dotykając jej wzdłuż łokcia aż do ramienia i obojczyka, zadawał mu właśnie ból tak straszny, iż Winicjusz sądząc, że to jest jakiś rodzaj dokonywanej nad nim zemsty, rzekł przez zaciśnięte zęby:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XXIII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/23/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/23/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XXIII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wielkie wypadki poprzedniego dnia i wrażenia nocne tak wymęczyły Stasia i Nel, że gdy wreszcie zmorzył ich sen, zasnęli oboje kamiennym snem i dziewczynka dopiero koło południa ukazała się przed namiotem. Staś zerwał się nieco wcześniej z wojłoku rozciągniętego blisko ogniska i w oczekiwaniu na towarzyszkę kazał Kalemu zająć się śniadaniem, które ze względu na późną godzinę miało być zarazem obiadem.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jasne światło dnia rozpędziło nocne strachy; oboje zbudzili się nie tylko wypoczęci, ale i pokrzepieni na duchu. Nel wyglądała lepiej i czuła się silniejsza, że zaś oboje chcieli odjechać jak najdalej od miejsca, w którym leżeli postrzelani Sudańczycy, więc zaraz po posiłku siedli na koń i ruszyli przed siebie.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom I, rozdział dwudziesty trzeci</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/23/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/23/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty trzeci&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jednakże przed wyruszeniem do Szczytna czterej bracia i de Fourcy przyszli jeszcze pożegnać się z księciem i księżną.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Było to pożegnanie niezbyt przyjazne, wszelako książę, nie chcąc wedle starego polskiego obyczaju wypuszczać gości z domu z próżnymi rękoma, podarował każdemu z braci piękny błam kuni i po grzywnie srebra, oni zaś przyjęli z radością, zapewniając, że jako zakonnicy zaprzysiężeni na ubóstwo nie zatrzymają tych pieniędzy dla siebie, ale rozdadzą je ubogim, którym zarazem polecą się modlić za zdrowie, sławę i przyszłe zbawienie księcia. Uśmiechali się pod wąsem z tych zapewnień Mazurowie, albowiem dobrze znana im była chciwość zakonna, a jeszcze lepiej kłamstwa Krzyżaków. Powtarzano na Mazowszu, że „jako tchórz cuchnie, tak Krzyżak łże”. Książę też jeno machnął ręką na podobną podziękę, a po ich wyjściu rzekł, iż rakiem chyba pojechałby do nieba za przyczyną modlitw krzyżackich.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Treny</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/treny/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/treny/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;div class="title-page"&gt;&lt;h1 class="title"&gt;Treny&lt;/h1&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Treny — nota edytorska&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Tekst Trenów został tu podany według drugiego wydania, ostatniego opublikowanego za życia poety, które ukazało się w roku 1583 w Drukarni Łazarzowej w Krakowie. Tekst przygotowałem zgodnie z kryteriami zawartymi w opracowaniu &lt;em class="book-title"&gt;Zasady wydawania tekstów staropolskich. Projekt — typ B (edycje popularnonaukowe)&lt;/em&gt;, Wrocław 1955. Zdecydowałem się jednak zachować pewne cechy językowe, których nie uwzględnia się w edycjach popularnonaukowych, zwłaszcza dawne końcówki fleksyjne i większość dawnych form ortograficznych.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Edycja utworu nie opiera się w całości na żadnym z wydań współczesnych, choć uwzględniono zarówno rozstrzygnięcia zawarte w edycji opracowanej w ramach sejmowego wydania &lt;em class="book-title"&gt;Dzieł wszystkich&lt;/em&gt; Kochanowskiego przez Marię Renatę Mayenową, Lucynę Woronczakową oraz Jerzego Axera i Marię Cytowską, jak i wydaniu przygotowanym przez Janusza Pelca dla serii Biblioteki Narodowej.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Zima, rozdział XI</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/23/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/23/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XI&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wpadli do sadu, chyłkiem przesunęli się pod obwisłymi gałęziami i prędko, trwożnie, niby spłoszone jelonki, wybiegli za stodoły, w omroczałe śniegi, w noc bezgwiezdną i w niezgłębioną cichość pól przemarzłych.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Przepadli w nocy; zginęła wieś, umilkła nagle wrzawa ludzka, porwały się nawet najsłabsze odgłosy życia, że zapomnieli wnet o wszystkim i ująwszy się wpół, przywarli mocno do siebie biedro w biedro, przychyleni nieco, radośni a strwożeni, milczący a pełni rozśpiewania, lecieli ze wszystkich sił w cały ten świat, modrością siną zasnuty i milczeniem.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Dziady, część II</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/dziady-dziady-poema-dziady-czesc-ii/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/dziady-dziady-poema-dziady-czesc-ii/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Dziady, część II&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;DZIADY. Jest to nazwisko uroczystości obchodzonej dotąd między pospólstwem w wielu powiatach Litwy, Prus i Kurlandii, na pamiątkę dziadów, czyli w ogólności zmarłych przodków. Uroczystość ta początkiem swoim zasięga czasów pogańskich i zwała się niegdyś ucztą kozła, na której przewodniczył Koźlarz, Huslar, Guślarz, razem kapłan i poeta (gęślarz).&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W teraźniejszych czasach, ponieważ światłe duchowieństwo i właściciele usiłowali wykorzenić zwyczaj połączony z zabobonnymi praktykami i zbytkiem częstokroć nagannym, pospólstwo więc święci Dziady tajemnie w kaplicach lub pustych domach niedaleko cmentarza. Zastawia się tam pospolicie uczta z rozmaitego jadła, trunków, owoców i wywołują się dusze nieboszczyków. Godna uwagi, iż zwyczaj częstowania zmarłych zdaje się być wspólny wszystkim ludom pogańskim, w dawnej Grecji za czasów homerycznych, w Skandynawii, na Wschodzie i dotąd po wyspach Nowego Świata. Dziady nasze mają to szczególnie, iż obrzędy pogańskie pomieszane są z wyobrażeniami religii chrześcijańskiej, zwłaszcza iż dzień zaduszny przypada około czasu tej uroczystości. Pospólstwo rozumie, iż potrawami, napojem i śpiewami przynosi ulgę duszom czyscowym.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>IV. Człowiek szczęśliwy w miłości</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/24/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/24/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;IV. Człowiek szczęśliwy w miłości&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wróciwszy z Paryża do Warszawy, Wokulski zastał drugi list prezesowej.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Staruszka nalegała, ażeby natychmiast przyjeżdżał i zabawił u niej parę tygodni.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;„Nie myśl, panie Stanisławie — kończyła — że zapraszam cię z powodu twoich świeżych awansów, dla pochwalenia się znajomością z tobą. Tak czasem bywa, ale nie u mnie. Chcę tylko, ażebyś odpoczął po swych ciężkich trudach, a może i rozerwał się w moim domu, gdzie oprócz gospodyni, starej nudziarki, znajdziesz jeszcze towarzystwo młodych i ładnych kobiet.”&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział dwudziesty czwarty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/24/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/24/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty czwarty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Lecz począł się również obawiać, by jakaś niewczesna pomoc z zewnątrz nie zburzyła mu radości. Chilo mógł dać znać o jego zniknięciu prefektowi miasta lub wyzwoleńcom w domu — a w takim razie wtargnięcie wigilów było prawdopodobne. Przez głowę przeleciała mu wprawdzie myśl, że wówczas mógłby kazać pochwycić Ligię i zamknąć ją w swoim domu, lecz czuł, że tego uczynić nie powinien — i nie zdoła. Był człowiekiem samowolnym, zuchwałym i dość zepsutym, a w potrzebie nieubłaganym, nie był jednakże ni Tygellinem, ni Neronem. Życie wojskowe pozostawiło mu pewne poczucie sprawiedliwości, wiary i tyle sumienia, iż rozumiał, że taki postępek byłby czymś potwornie podłym. Byłby może wreszcie zdolny dopuścić się go w napadzie złości i w pełni sił, ale w tej chwili był zarazem rozczulony i chory, więc chodziło mu o to tylko, by nikt nie stanął między nim a Ligią.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XXIV</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/24/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/24/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XXIV&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Przez następne trzy dni jechali wciąż wąwozem i zawsze w górę. Dni były przeważnie upalne, noce na przemian chłodne albo parne. Zbliżała się pora dżdżysta. Zza widnokręgu wysuwały się tu i ówdzie chmury, białe jak mleko, ale głębokie i zawalne. Stronami widać było już smugi dżdżu i dalekie tęcze. Nad ranem trzeciego dnia jedna z takich chmur pękła nad ich głowami jak beczka, z której zleciała obręcz, i pokropiła ich ciepłym i obfitym, ale na szczęście krótkotrwałym deszczem. Potem pogoda uczyniła się jednak piękna i mogli jechać dalej. Pentarki ukazywały się znów w takiej ilości, że Staś strzelał do nich nie zsiadając z konia i zabił w ten sposób pięć sztuk, co licząc nawet z Sabą aż nadto starczyło na jednorazowy posiłek. Podróż w odświeżonym powietrzu nie była wcale uciążliwa, a obfitość zwierzyny i wody usuwała obawę głodu i pragnienia. W ogóle szło im łatwiej, niż się spodziewali, toteż Stasia nie opuszczał dobry humor i jadąc obok dziewczynki gwarzył z nią wesoło, a chwilami i żartował:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom I, rozdział dwudziesty czwarty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/24/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/24/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty czwarty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Czech tymczasem poleciał jednym pędem wprost do leśnego dworca i zastawszy jeszcze w nim księcia, opowiedział jemu pierwszemu, co się stało. Na szczęście znaleźli się dworzanie, którzy widzieli, że giermek wyjechał bez broni. Jeden z nich krzyknął mu był nawet na drogę półżartem, aby wziął jakie żelaziwo, bo inaczej Niemcy go pokołaczą, ów jednak, bojąc się, aby rycerze nie przejechali tymczasem granicy, skoczył na konia tak, jak stał, w kożuchu tylko, i pognał za nimi. Świadectwa te rozproszyły wszelkie wątpliwości księcia co do tego, kto mógł być zabójcą de Fourcy’ego, ale napełniły go niepokojem i gniewem tak wielkim, że w pierwszej chwili chciał wysłać pościg za Krzyżakami, aby ich w łańcuchach odesłać wielkiemu mistrzowi na ukaranie. Po chwili jednak sam zmiarkował, że pościg nie zdołałby już dosięgnąć rycerzy przed granicą, i rzekł:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Zima, rozdział XII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/24/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/24/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Co się działo w Lipcach po onej nocy pamiętliwej, to i najpierwszemu głowaczowi niełacno byłoby zapamiętać wszystko a opowiedzieć; tak się bowiem zakotłowało we wsi jakoby w tym mrowisku, kiej w nim jaki niecnota kijaszkiem zagrzebie.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ledwie rozedniało chyla tyla i ludzie oczy z pomroki nocnej przetarli, a już każdemu było pilno na pogorzelisko, że niejeden pacierze jeszcze w drodze odmawiał, a pędem bieżał kieby na ten jarmarek.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Dzień się był podniósł ciężki i tak przemglony, że choć już pora była na dużą jasność, a mroczało jeszcze kieby na świtaniu, śnieg bowiem jął walić mokrymi płatami i przysłonił świat roztrzęsioną, szklistą i przemiękłą płachtą, ale nikto na pluchę nie zważał, schodzili się ze wszystkich stron i całymi godzinami wystawali na pogorzelisku przeredzając z cicha o wczorajszym, a strzygąc uszami, bych czego nowego dosłyszeć.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział dwudziesty piąty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/25/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/25/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty piąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Winicjusz również nie umiał zdać sobie sprawy z tego, co zaszło, i na dnie duszy prawie nie mniej zdumiony był od Chilona. Bo że z nim samym ludzie ci obeszli się tak, jak się obeszli, i zamiast pomścić się nad nim za napaść, opatrzyli troskliwie jego rany, przypisywał to w części nauce, którą wyznawali, bardziej Ligii, a po trochu i swemu wielkiemu znaczeniu. Ale postąpienie ich z Chilonem przechodziło wprost jego pojęcia o ludzkiej zdolności przebaczania. I jemu mimo woli nasuwało się na myśl pytanie: dlaczego oni nie zabili Greka? Wszakże mogli to uczynić bezkarnie. Ursus byłby go zakopał w ogrodzie lub nocą wyniósł do Tybru, który w owych czasach nocnych rozbojów, dokonywanych przez samego cezara, tak często wyrzucał rankami ciała ludzkie, iż nikt nawet nie dochodził, skąd się brały. Przy tym wedle Winicjusza chrześcijanie nie tylko mogli, ale powinni byli zabić Chilona. Litość nie była wprawdzie całkiem obcą temu światu, do którego należał młody patrycjusz. Ateńczycy wznieśli przecie jej ołtarz i długi czas opierali się wprowadzeniu do Aten walk gladiatorów. Bywało, że i w Rzymie zwyciężeni otrzymywali przebaczenie, jak na przykład Kalikratus, król Brytanów, który wzięty w niewolę za Klaudiusza i opatrzony przez tegoż suto, mieszkał swobodnie w mieście. Ale zemsta za krzywdy osobiste wydawała się Winicjuszowi, tak jak i wszystkim, słuszną i usprawiedliwioną. Niechanie jej było zgoła przeciwne jego duszy. Słyszał wprawdzie i on w Ostrianum, że należy miłować nawet nieprzyjaciół, uważał to jednak za jakąś teorię nie mającą w życiu znaczenia. I teraz jeszcze przechodziło mu przez głowę, że może nie zabito Chilona dlatego tylko, że była jakaś pora świąt lub jakaś kwadra księżyca, podczas której chrześcijanom nie godziło się zabijać. Słyszał, że bywają takie terminy, w których różnym narodom nie wolno nawet i wojny poczynać. Lecz dlaczego w takim razie nie oddano Greka w ręce sprawiedliwości, dlaczego Apostoł mówił, że gdyby ktoś siedemkroć zawinił, to siedemkroć należy mu przebaczyć, i dlaczego Glaukus powiedział Chilonowi: „Niech ci tak Bóg odpuści, jako ja ci odpuszczam”? A przecie Chilo wyrządził mu najstraszliwszą krzywdę, jaką człowiek człowiekowi może wyrządzić, i w Winicjuszu na samą myśl o tym, jak by postąpił z takim, kto by na przykład zabił Ligię, zawrzało serce jak ukrop; nie byłoby takich mąk, którymi by jej nie pomścił! A tamten przebaczył! I Ursus przebaczył także, on, który w istocie rzeczy mógł zabić w Rzymie, kogo by chciał, zupełnie bezkarnie, albowiem następnie potrzebował zabić tylko króla Nemoreńskiego gaju i zająć jego miejsce... Czyż człowiekowi, któremu nie oparł się Kroto, oparłby się piastujący tę godność gladiator, do której dochodziło się tylko przez zabójstwo poprzedniego „króla”? Jedna była tylko na te wszystkie pytania odpowiedź. Oto oni nie zabijali przez jakąś dobroć tak wielką, że podobnej nie było dotąd na świecie, i przez miłość do ludzi bezgraniczną, która nakazywała zapominać o sobie, o swoich krzywdach, o swoim szczęściu i swej niedoli — i żyć dla innych. Jaką zapłatę mieli ludzie ci za to odebrać, Winicjusz słyszał w Ostrianum, lecz nie mieściło mu się to w głowie. Czuł natomiast, że to życie ziemskie, połączone z obowiązkiem wyrzekania się wszystkiego, co jest dobrem i rozkoszą, na korzyść innych, musiałoby być nędzne. Toteż w tym, co o chrześcijanach w tej chwili myślał, obok największego zdumienia była i litość, i jakby cień pogardy. Wydało mu się, że to są owce, które muszą prędzej czy później być zjedzone przez wilki, jego zaś rzymska natura nie była zdolną zdobyć się na uznanie dla tych, którzy pozwalają się zjadać. Uderzyła go wszelako jedna rzecz. Oto po wyjściu Chilona jakaś głęboka radość rozjaśniła wszystkie twarze. Apostoł zbliżył się do Glauka i położywszy dłoń na jego głowie, rzekł:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XXV</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/25/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/25/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XXV&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Słońce wzeszło nareszcie i rozświeciło dżunglę, kępy drzew i las. Lwy znikły, zanim pierwszy promień zabłysnął na widnokręgu. Staś kazał Kalemu rozniecić ogień, a Mei wydobyć rzeczy Nel ze skórzanego worka, w którym były upakowane, wysuszyć je i przebrać dziewczynkę jak najprędzej. Sam wziąwszy strzelbę poszedł zwiedzić obozowisko, a zarazem przypatrzyć się spustoszeniu, jakiego narobiła burza i dwaj nocni mordercy.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zaraz za zeribą, z której zostały tylko kołki, leżał pierwszy koń zżarty prawie do połowy, o sto kroków drugi ledwie napoczęty, a zaraz za nim trzeci z wyszarpanym brzuchem i ze zgruchotanym łbem. Wszystkie straszny przedstawiały widok, oczy bowiem miały otwarte, pełne zakrzepłego przerażenia, i wyszczerzone zęby. Ziemia była stratowana, w zagłębieniach całe kałuże krwi. Stasia porwała taka złość, że w tej chwili prawie życzył sobie, żeby zza jakiejś kępy wychyliła się kudłata głowa ociężałego po nocnej uczcie rozbójnika i żeby mógł wpakować w nią kulę. Ale musiał odłożyć zemstę na czas późniejszy, obecnie bowiem miał co innego do roboty. Należało odnaleźć i połapać pozostałe konie. Chłopiec przypuszczał, że musiały schronić się w lesie, również jak Saba, którego trupa nigdzie nie było widać. Nadzieja, że wierny towarzysz niedoli nie padł ofiarą drapieżników, uradowała tak Stasia, że nabrał lepszej otuchy, a jego radość powiększyło jeszcze odnalezienie osła. Pokazało się, że mądry długouch nie chciał nawet utrudzać się zbyt daleką ucieczką. Zaszył się po prostu na zewnątrz zeriby w kąt utworzony przez kopiec termitów i drzewo — i tam mając zabezpieczoną głowę i boki czekał, co się stanie dalej, gotów w danym razie odeprzeć napad za pomocą bohaterskiego wierzgania. Ale lwy najwidoczniej nie dostrzegły go wcale, więc gdy słońce wzeszło i niebezpieczeństwo minęło, uważał za stosowne położyć się i odpocząć po dramatycznych wrażeniach nocnych.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom I, rozdział dwudziesty piąty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/25/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/25/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty piąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W trzy dni później przyjechała zapowiedziana niewiasta z hercyńskim balsamem, a z nią razem przybył i kapitan łuczników ze Szczytna z listem podpisanym przez braci i opatrzonym pieczęcią Danvelda, w którym Krzyżacy niebo i ziemię brali na świadków krzywd, które ich na Mazowszu spotkały, i pod zagrożeniem pomsty Bożej wołali o karę za zamordowanie „ukochanego towarzysza i gościa”. Danveld podyktował do listu i skargę od siebie, upominając się w słowach zarazem pokornych i groźnych o zapłatę za ciężkie kalectwo i o wyrok śmierci na czeskiego pachołka. Książę przedarł list w oczach kapitana, rzucił mu pod nogi i rzekł:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>V. Wiejskie rozrywki</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/25/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/25/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;V. Wiejskie rozrywki&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Z kwadrans upłynął, zanim upakowano rzeczy w powozie. Nareszcie Wokulski i baron usiedli, furman w piaskowej liberii machnął batem w powietrzu i para dzielnych siwych koni ruszyła wolnym kłusem.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— O, panią Wąsowską rekomenduję panu — mówił baron. — Brylant, nie kobieta, a jaka oryginalna!... Ani myśli iść drugi raz za mąż, choć lubi pasjami, ażeby ją otaczano. Trudno jej, panie, nie uwielbiać, a uwielbiać rzecz niebezpieczna. Starskiemu płaci dzisiaj za wszystkie jego bałamuctwa. Pan zna Starskiego?&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Zima, rozdział XIII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/25/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/25/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XIII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Na zwiesnę się miało; ciągiem nieprzerwanym szły już te rozkisłe dnie marcowe, że czas się ano uczynił zgoła psi, rozmiękły, zimny i przemglony; co dnia padały deszcze ze śniegiem, co dnia szły takie wycinki a flagi, iż na świat wyjrzeć było nie sposób; co dnia brudne, skołtunione ciemnice tłukły się po polach i tak przyduszały wszelką światłość, że posępne, ciężkie zmierzchy wisiały nad ziemią od świtu do nocy, zaś niekiedy, jeśli z burych topieli wyjrzało słońce, to ledwie na to Zdrowaś, że nim dusza pocieszyła się jasnością i kości poczuły ciepło — już nowe mroki się roztrzęsały nad światem, nowe wichry zawodziły, nowe pluchy i flagi szły, aż dzień się niejeden widział jako ten psiak utytłany, błotem ociekły i z zimna skamlący.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Odprawa posłów greckich</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/odprawa-poslow-greckich/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/odprawa-poslow-greckich/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Odprawa posłów greckich&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="insubtitle"&gt;Podana na teatrum przed Królem Jego M[iło]ścią i Królową Jej M[iło]ścią w Jazdowie nad Warszawą
dnia 12 stycznia Roku Pańskiego 1578, na feście u Jego M[iło]ści Pana Podkanclerzego Koronnego&lt;/h2&gt;
&lt;p class="spacer"&gt; &lt;/p&gt;
&lt;div class="dedication"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Memu miłościwemu Panu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jego Mści Panu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panu Janowi Zamoyskiemu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;z Zamościa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podkanclerzemu Koronnemu etc., etc. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Służby swe w łaskę W. M. mego miłościwego Pana zalecam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3"&gt;[Przedmowa]&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wczora dopiero oddano mi obadwa listy za raz, któreś W. M. do mnie około tej tragedyjej pisał. A iżem przedtym nie wiedział o tych liściech, spodziewałem się, że za tymi czasów odwłokami i mej tragedyjej się odwlec miało albo raczej, że tak ze mną zostać miała molom na pokarm albo na trąbki do apteki. Jakom listy W. M. przeczytał, nie było czasu poprawować, bom wszytek musiał &lt;em class="foreign-word"&gt;insumere&lt;/em&gt; na przepisanie. &lt;em class="foreign-word"&gt;Quicquid id est&lt;/em&gt;, a baczę, że błazeństwo, i W. M. sam podobno rzeczesz, posyłam W. M. tym śmielej, chocia nie masz co, żem to jeszcze z przodku W. M. opowiadał, że to nie miało być &lt;em class="foreign-word"&gt;ad amussim&lt;/em&gt;, bo mistrz nie po temu. Rzeczy też drugie nie wedla uszu naszych. &lt;em class="foreign-word"&gt;Inter caetera&lt;/em&gt; trzy są chory, a trzeci jakoby greckim chorom przygania, bo oni już osobny &lt;em class="foreign-word"&gt;characterem&lt;/em&gt; do tego mają; nie wiem, jako to w polskim języku brzmieć będzie. Ale w tym niech będzie &lt;em class="foreign-word"&gt;arbitrium&lt;/em&gt; W. M. albo raczej we wszytkim. Barzo bych to był rad uczynił, żebych był sam &lt;em class="foreign-word"&gt;praesens&lt;/em&gt; W. M. teraz służby swe ofiarował, ale mi złe zdrowie nie da. Nierad bych przedsię omieszkał przenosin W. M., jesli &lt;em class="foreign-word"&gt;salus&lt;/em&gt; tak będzie chciała. Zatym się łasce W. M. mego miłościwego Pana zalecam. Dat. w Czarnolesie dwudziestego wtórego dnia grudnia roku bożego MDLXXVII.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział dwudziesty szósty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/26/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/26/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty szósty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Nazajutrz ocknął się osłabiony, ale z głową chłodną i bez gorączki. Zdawało mu się, iż rozbudził go szept rozmowy, ale gdy otworzył oczy, Ligii nie było przy nim, Ursus tylko, pochylony przed kominem, rozgrzebywał siwy popiół i szukał pod nim żaru, który znalazłszy począł rozdmuchiwać węgle tak, jakby czynił to nie ustami, ale miechem kowalskim. Winicjusz przypomniawszy sobie, że człowiek ów zgniótł wczoraj Krotona, przypatrywał się z zajęciem, godnym lubownika areny, jego olbrzymiemu grzbietowi podobnemu do grzbietu cyklopa i potężnym jak kolumny udom.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XXVI</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/26/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/26/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XXVI&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Noc zeszła spokojnie i lubo na południowej stronie nieba nagromadziło się dużo chmur, ranek uczynił się pogodny. Z rozkazu Stasia Kali i Mea zajęli się zaraz po śniadaniu gromadzeniem melonów, strąków akacjowych i świeżych liści oraz trawy i wszelkiego rodzaju żywności dla słonia, którą składali następnie nad brzegiem wąwozu. Ponieważ Nel chciała koniecznie karmić osobiście swego nowego przyjaciela, więc Staś wyciął dla niej z młodego rosochatego figowca coś w rodzaju wideł, aby jej łatwiej było spychać zapasy na dno wąwozu. Słoń trąbił od rana, upominając się widocznie o posiłek, a gdy następnie ujrzał na krawędzi tę samą białą istotkę, która nakarmiła go wczoraj, powitał ją radosnym gulgotaniem i natychmiast wyciągnął ku niej trąbę. Przy świetle poranku wydał się dzieciom jeszcze bardziej olbrzymi niż wczoraj. Chudy był bardzo, ale wyglądał już raźniej i zwracał ku Nel swe małe, bystre oczy prawie wesoło. Nel twierdziła nawet, że przednie jego nogi pogrubiały przez jedną noc, i poczęła spychać żywność z takim zapałem, że Staś musiał ją powstrzymywać, a w końcu, gdy się zadyszała zanadto, zastąpić ją w robocie. Oboje bawili się wybornie, a zwłaszcza bawiły ich „grymasy” słonia. Jadł on z początku wszystko, co mu pod nogi wpadło, lecz wkrótce zaspokoiwszy pierwszy głód począł przebierać. Trafiwszy na roślinę, która mniej mu smakowała, otrzepywał ją o przednie nogi, po czym odrzucał ją trąbą w górę, jakby chciał mówić: „Zjedzcie sami ten przysmak.” Wreszcie, po zaspokojeniu głodu i pragnienia, jął wachlować się swymi ogromnymi uszami z widocznym zadowoleniem.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom I, rozdział dwudziesty szósty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/26/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/26/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty szósty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Po obfitych śniegach nastały ciężkie mrozy i dni pogodne, suche. Dniem bory iskrzyły się w promieniach słońca, lód popętał rzeki i ustalił bagna. Przyszły jasne noce, wśród których mróz wzmagał się do tego stopnia, że drzewa pękały z hukiem w lesie; ptactwo zbliżało się do domostw;
drogi stały się niebezpieczne z powodu wilków, które jęły się zbierać w stada i napadać nie tylko na pojedynczych ludzi, lecz i na wsie. Lud jednak radował się w dymnych chatach przy ogniskach, przepowiadając po mroźnej zimie rok urodzajny, i wesoło czekał świąt, które miały niebawem nadejść.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>VI. Pod jednym dachem</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/26/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/26/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;VI. Pod jednym dachem&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W tej samej porze, kiedy Wokulski z panią Wąsowską kłócił się albo galopował po łące, z majątku hrabiny do Zasławka dojeżdżała panna Izabela. Wczoraj otrzymała od prezesowej list, wyprawiony przez umyślnego posłańca, a dziś na wyraźne żądanie swej ciotki wyjechała, lubo niechętnie. Była pewna, że w Zasławku już znajduje się mocno protegowany przez prezesowę Wokulski; taka więc nagła podróż wydała jej się niewłaściwą.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;„Choćbym nawet musiała kiedyś wyjść za niego — mówiła sobie — to jeszcze nie mam racji śpieszyć na powitanie.”&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Wiosna, rozdział I</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/26/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/26/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Część trzecia. Wiosna&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;I&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Czas był wiosenny o świtaniu.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Kwietniowy dzień dźwigał się leniwie z legowisk mroków i mgieł jako ten parob, któren legł spracowany, a nie wywczasowawszy się do cna, zrywać się ano musi nade dniem, by wnetki imać się pługa i do orki się brać.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Poczynało dnieć.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ale cichość była jeszcze całkiem drętwa, tyle jeno, co rosy kapały rzęsiście z drzew pośpionych w mącie nieprzejrzanym.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Niebo, kiej ta płachta modrawa, przejęta wilgotnością i orosiała, przecierało się już ździebko nad ziemią czarną, głuchą i zgoła w mrokach zagubioną.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział dwudziesty siódmy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/27/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/27/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty siódmy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Od tej chwili rzadziej pokazywała się we wspólnej izbie i rzadziej zbliżała się do jego łóżka. Lecz spokój jej nie wracał. Widziała, że Winicjusz wodzi za nią błagalnym wzrokiem, że czeka na każde jej słowo jak na łaskę, że cierpi i nie śmie się skarżyć, by jej do siebie nie zrazić, że ona jedna jest mu zdrowiem i radością, i wówczas serce wzbierało w niej politowaniem. Wkrótce też spostrzegła, że im bardziej stara się go unikać, tym większy jej go żal, a tym samym tym tkliwsze rodzą się w niej dla niego uczucia. Opuściła ją spokojność. Czasem mówiła sobie, że właśnie powinna być ciągle przy nim, raz dlatego, że boska nauka nakazuje dobrem za złe płacić, a po wtóre, że rozmawiając z nim mogłaby go do tej nauki pociągnąć. Lecz zaraz sumienie mówiło jej, że oszukuje sama siebie i że ciągnie ją ku niemu nie co innego, tylko jego miłość i jego urok. W ten sposób żyła w ciągłej rozterce, która powiększała się z dniem każdym. Chwilami wydawało jej się, że ją otacza jakaś sieć, ona zaś chcąc ją przebić, wikła się w niej coraz bardziej. Musiała też wyznać przed sobą, że widok jego co dzień staje się jej potrzebniejszym, głos jego milszym i że potrzeba jej całą siłą walczyć z chęcią przesiadywania przy jego łożu. Gdy zbliżała się do niego, a on rozpromieniał się, radość zalewała i jej serce. Pewnego dnia dostrzegła ślady łez na jego rzęsach i po raz pierwszy w życiu przyszła jej myśl, że mogłaby je osuszyć pocałunkami. Przestraszona tą myślą i pełna pogardy dla siebie, przepłakała noc następną.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XXVII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/27/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/27/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XXVII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Otworów było w drzewie dwa: jeden obszerny, na pół metra od ziemi, drugi mniejszy, na wysokości mniej więcej pierwszego piętra w domach miejskich. Zaledwie Mea wrzuciła do niższego zapalone dymiące gałęzie, natychmiast z wyższego poczęły wylatywać wielkie nietoperze i, oślepione blaskiem słońca, latały, piszcząc, jak błędne wokół drzewa. Lecz po chwili z dolnego wysunął się jak błyskawica prawdziwy gospodarz, to jest olbrzymi boa, który trawił widocznie w półśnie resztki ostatniej uczty i dopiero, gdy dym zakręcił mu w nozdrzach, zbudził się i pomyślał o ratunku. Na widok żelaznego cielska, które na kształt potwornej sprężyny wyskoczyło z dymiącej w drzewie czeluści, Staś porwał na ręce Nel i począł z nią uciekać w stronę otwartej dżungli. Ale płaz, sam przerażony, nie myślał ich ścigać, natomiast wijąc się wśród trawy i rozłożonych pakunków umykał z niesłychaną szybkością w stronę wąwozu, chcąc skryć się wśród skalnych załamów i rozpadlin. Dzieci ochłonęły. Staś postawił na ziemi Nel i skoczył po strzelbę, a następnie za wężem w kierunku wąwozu, a Nel pobiegła w jego ślady. Lecz po kilkunastu krokach tak nadzwyczajny widok uderzył ich oczy, że stanęli oboje jak wryci. Oto wysoko nad wąwozem ukazało się na jedno mgnienie oka ciało węża i zakreśliwszy zygzak w powietrzu spadło znów w dół. Po chwili ukazało się po raz drugi i znów spadło. Dzieci dobiegłszy do krawędzi ujrzały ze zdumieniem, że to nowy ich przyjaciel, słoń, zabawiał się w ten sposób z wężem i wyprawiwszy go naprzód w podwójną podróż napowietrzną, obecnie rozdeptywał dokładnie jego głowę swą olbrzymią, podobną do kłody nogą. Skończywszy tę operację podniósł znów trąbą drgające jeszcze ciało, jednakże tym razem nie rzucił go w górę, ale wprost do wodospadu. Po czym kiwając się w obie strony i wachlując się uszami jął spoglądać bystro na Nel, a w końcu wyciągnął ku niej trąbę, jakby dopominając się o nagrodę za swój zarazem bohaterski i wielce roztropny uczynek.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom I, rozdział dwudziesty siódmy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/27/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/27/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty siódmy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zbyszko, usłyszawszy nieszczęsną nowinę, nie pytając nawet i o pozwolenie księcia, skoczył do stajen i kazał konie siodłać.
Czech, który jako szlachetnie urodzony giermek znajdował się z nim na sali, zaledwie zdołał wrócić do izby i przynieść ciepłą lisiurę; nie próbował jednakże młodego pana wstrzymywać, gdyż mając z przyrodzenia rozum tęgi, wiedział, że wstrzymywanie na nic się nie przyda, a mitręga może okazać się zgubną. Siadłszy na drugiego konia, pochwycił jeszcze w bramie od odźwiernego kilka pochodni i wnet ruszyli razem z książęcymi ludźmi, których wartko sprawił stary kasztelan. Za bramą ogarnęły ich nieprzebite ciemności, ale wichura wydawała się im mniejsza. Byliby może zaraz za miastem zbłądzili, gdyby nie ów człowiek, który pierwszy dał znać o wypadku, a który teraz prowadził ich tym szybciej i pewniej, że miał przy sobie psa już poprzednio z drogą obeznanego. Na otwartym polu wicher począł znowu siec ich ostro po twarzach, głównie jednak dlatego, że jechali w cwał. Gościniec był kopny, miejscami zaś tak zawiany, że trzeba było zwalniać, gdyż konie zapadały po brzuchy. Ludzie książęcy pozapalali pochodnie, kaganki i jechali wśród dymu i płomieni, w które wiatr dął z taką siłą, jakby je chciał oderwać od smolnych szczap i ponieść na pola i bory. Droga była daleka — minęli osady bliższe Ciechanowa, a następnie Niedzborz, po czym skierowali się w stronę Radzanowa. Za Niedzborzem burza poczęła jednak uciszać się rzeczywiście. Uderzenia wichru stały się słabsze i nie niosły już w sobie całych tumanów śnieżnych. Niebo pojaśniało. Z góry sypał jeszcze czas jakiś śnieg, ale wkrótce ustał. Potem tu i ówdzie w szczelinach chmur błysnęła gwiazda. Konie poczęły parskać — jeźdźcy odetchnęli swobodniej.
Gwiazd przybywało z każdą chwilą i brał mróz. Po upływie kilku pacierzy uciszyło się zupełnie.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>VII. Lasy, ruiny i czary</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/27/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/27/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;VII. Lasy, ruiny i czary&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ruszyli.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Baron, jak zwykle, szeptał z narzeczoną, Starski w gwałtowny sposób umizgał się do pani Wąsowskiej, która ku zdumieniu Wokulskiego przyjmowała to dość życzliwie, a Ochocki powoził czwórką. Tym razem jednak jego furmański entuzjazm hamowało sąsiedztwo panny Izabeli, do której odwracał się co chwilę.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;„Wesoły ptaszek z tego Ochockiego! — myślał Wokulski. — Do mnie mówi, że argumentacja panny Izabeli wylewa mu się uszami, a teraz z nią tylko rozmawia... Oczywiście, chciał mnie do niej zrazić...”&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Wiosna, rozdział II</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/27/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/27/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;II&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Nazajutrz była Palmowa Niedziela.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jeszcze dobrze przed słońcem, ale już o dużym dniu, wyjrzała z Borynowej chałupy Hanka, w wełniak jeno przyodziana i jakąś chuścinę, że to ziąb był na świecie galanty.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zajrzała aż za opłotki na drogę czarniawą, rosami opitą, a gdzieniegdzie oszroniałą. Pusto było jeszcze i ni znaku życia, świt jeno skrzył się suchy i przyodziewał zmartwiałe czuby drzew w modre obleczenia, zaś resztki nocy czaiły się strachliwie pod płotami.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział dwudziesty ósmy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/28/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/28/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty ósmy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Petroniusz do Winicjusza:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;„Zmiłuj się, carissime, nie naśladuj w listach swych ani Lacedemończyków, ani Juliusza Cezara. Gdybyś przynajmniej tak jak on mógł napisać: veni, vidi, vici! — rozumiałbym jeszcze lakonizm. Ale twój list znaczy ostatecznie: veni, vidi, fugi; że zaś takie zakończenie sprawy jest wprost przeciwne twej naturze, że byłeś ranny i że na koniec działy się z tobą rzeczy nadzwyczajne, więc list twój potrzebuje objaśnień. Oczom nie wierzyłem, gdym wyczytał, że ów Lig zadusił tak łatwo Krotona, jak pies kaledoński dusi wilka w wąwozach Hibernii. Ten człowiek wart tyle złota, ile sam waży, i od niego tylko zależałoby zostać ulubieńcem cezara. Gdy wrócę do miasta, muszę z nim zabrać bliższą znajomość i każę go sobie odlać z brązu. Miedzianobrody pęknie z ciekawości, gdy mu powiem, że to z natury. Prawdziwie atletyczne ciała coraz są rzadsze i w Italii, i w Grecji; o Wschodzie nie ma co i mówić, Germanowie zaś, jakkolwiek rośli, mają muskuły pokryte tłuszczem i więcej ogromu niż siły. Dowiedz się od Liga, czy stanowi wyjątek, czy też w jego kraju znajduje się więcej ludzi do niego podobnych. Nuż tobie lub mnie wypadnie kiedy z urzędu wyprawiać igrzyska, dobrze by było wiedzieć, gdzie szukać ciał najlepszych.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XXVIII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/28/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/28/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XXVIII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Nowa siedziba, którą Staś nazwał „Krakowem”, została urządzona w przeciągu trzech dni. Ale przedtem złożono w „męskim pokoju” główne pakunki — i w chwilach wielkiej ulewy młoda czwórka znajdowała w olbrzymim pniu jeszcze przed wykończeniem mieszkania doskonałe schronienie. Pora dżdżysta rozpoczęła się na dobre, ale nie były to nasze długie, jesienne deszcze, w czasie których niebo zawleka się ciemnymi chmurami i nudna, uciążliwa słota trwa przez całe tygodnie. Tu kilkanaście razy na dzień wiatr przepędzał po niebie wzdęte obłoki, które zlewały ziemię obficie, po czym znów rozbłyskiwało słońce, jasne, jakby świeżo wykąpane i zalewało złotym światłem skały, rzekę, drzewa i całą dżunglę. Trawy rosły prawie w oczach. Drzewa pokrywały się obfitszym liściem i nim stary owoc opadł, tworzyły się zawiązki na nowy. Powietrze, z powodu zawieszonych w nim igiełek wody, uczyniło się tak przeźroczyste, że nawet odległe przedmioty stawały się zupełnie wyraźne i wzrok sięgał w niezmiernie daleką przestrzeń. Na niebie rozwieszały się cudne, siedmiobarwne tęcze, a wodospad był prawie ciągle w nie ubrany. Krótko trwające ranne i wieczorne zorze grały tysiącami tak świetnych blasków, że nawet i w Pustyni Libijskiej dzieci nie widziały nic podobnego. Najniższe, bliskie ziemi obłoki barwiły się wiśniowo, górne, lepiej oświecone, rozlewały się na kształt jezior z purpury i złota, a drobne, wełniste chmurki mieniły się jak rubiny, ametysty i opale. Nocami, między jedną falą dżdżu a drugą, księżyc zmieniał w brylanty krople rosy wiszące na liściach mimoz i akacyj, a światło zodiakalne świeciło w odświeżonym powietrzu jaśniej niż w innych porach roku.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom I, rozdział dwudziesty ósmy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/28/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/28/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty ósmy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ojciec Wyszoniek obawiał się nawet, czy i po powtórnym rozbudzeniu nie chwyci Juranda dur i nie odejmie mu na długo przytomności. Tymczasem obiecał księżnie i Zbyszkowi, że im da znać, gdy stary rycerz przemówi, a po ich odejściu sam udał się na spoczynek. Jakoż Jurand rozbudził się dopiero w drugie święto przed samym południem, ale za to zupełnie przytomny. Księżna i Zbyszko byli przy tym obecni, więc on, siadłszy na łożu, spojrzał na nią, poznał i rzekł:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>VIII. Pamiętnik starego subiekta</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/28/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/28/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;VIII. Pamiętnik starego subiekta&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Mamy tedy rok 1879.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Gdybym był przesądny, a nade wszystko gdybym nie rozumiał, że po najgorszych czasach nadchodzą dobre, lękałbym się tego roku 1879. Bo jeżeli jego poprzednik zakończył się źle, to już on zaczął się jeszcze gorzej.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Anglia, na przykład, w końcu roku zeszłego wdeptała w wojnę z Afganistanem i w grudniu było nawet z nimi źle. Austria miała dużo kłopotów w Bośni, a w Macedonii wybuchło powstanie. W październiku i listopadzie były zamachy na króla Alfonsa hiszpańskiego i króla Humberta włoskiego. Obaj wyszli cało. Również w październiku umarł hr. Józef Zamoyski, wielki przyjaciel Wokulskiego. Myślę nawet, że jego śmierć w niejednej sprawie pokrzyżowała plany Stachowi.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Wiosna, rozdział III</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/28/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/28/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;III&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Józia, rozpal na kominie i co jest garnków, zbierz. Nalej wodą i przystaw do ognia. Ja polecę do Żyda po przyprawy.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— A śpieszcie, bo Jambroża ino patrzeć.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Nie bój się, równo z dniem nie przykusztyka, kościół musi pierwej obrządzić.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Hale, przedzwoni i wnet się zjawi, bo Rocho mają go zastąpić.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Zdążę jeszczech, a krzyknij no na chłopaków, by rychlej wyskrobali koryto i przywlekli je na ganek. Jagustynka przyjdzie, to niechby pomyła cebrzyki. Beczki też trza wynieść z komory i zatoczyć do stawu, niech odmiękną; jeno nie zabacz kamieni nakłaść, by ich woda nie wzięła. Dzieci nie budź, niech se śpią, robaki, przestroniej będzie... — nakazywała ostro Hanka i przyokrywszy się zapaską na głowę, wysunęła się spiesznie na wczesny i galanto rozkisły poranek.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>IX. Pamiętnik starego subiekta</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/29/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/29/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;IX. Pamiętnik starego subiekta&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jednego wieczora, zaraz po ósmej, poszedłem do tych pań. Pani Stawska swoim zwyczajem w ostatnim pokoju odrabiała lekcje z jakimiś panienkami, a pani Misiewiczowa z Helunią... znowu swoim zwyczajem siedziały w oknie. Nie rozumiem, co mogły widzieć po nocy, ale że ich wszyscy widzieli, to pewne. Nawet przysiągłbym, że pani baronowa w jednym ze swoich nie oświetlonych okien siedzi z lornetą i penetruje pierwsze piętro, bo rolety jak zwykle nie były zasunięte.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział dwudziesty dziewiąty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/29/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/29/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty dziewiąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Na ten list Winicjusz nie miał już odpowiedzi, gdyż Petroniusz nie odpisywał spodziewając się widocznie, że cezar lada dzień nakaże powrót do Rzymu. Jakoż wieść o tym rozeszła się w mieście i wzbudziła radość wielką w sercach tłuszczy, tęskniącej do igrzysk i rozdawnictwa zboża i oliwy, których wielkie zapasy nagromadzone były w Ostii. Helius, wyzwoleniec Nerona, zapowiedział wreszcie jego powrót w senacie. Lecz Nero, wsiadłszy wraz z dworem na statki u przylądka Misenum, wracał z wolna, wstępując do miast nadbrzeżnych dla wypoczynku lub dla występów w teatrach. W Minturnae, gdzie znów śpiewał publicznie, zabawił dni kilkanaście, a nawet znów się namyślał, czy nie wrócić do Neapolu i nie czekać tam na nadejście wiosny, która zresztą czyniła się wcześniejsza niż zwykle i ciepła. Przez cały ten czas Winicjusz żył zamknięty w swym domu, z myślą o Ligii i o tych wszystkich nowych rzeczach, które zajmowały mu duszę i wnosiły do niej obce jej dotąd pojęcia i uczucia. Widywał tylko od czasu do czasu Glauka lekarza, którego każde odwiedziny napełniały go wewnętrzną radością, albowiem mógł z nim rozmawiać o Ligii. Glaukus nie wiedział wprawdzie, gdzie znalazła schronienie, zapewniał go jednak, że starsi otoczyli ją troskliwą opieką. Raz też, wzruszony smutkiem Winicjusza, powiedział mu, że Piotr Apostoł zganił Kryspa za to, iż wyrzucał Ligii jej ziemską miłość. Młody patrycjusz usłyszawszy to pobladł ze wzruszenia. I jemu zdawało się niejednokrotnie, że nie jest obojętnym dla Ligii, ale również często wpadał w zwątpienie i niepewność, teraz zaś po raz pierwszy usłyszał potwierdzenie swoich pragnień i nadziei z ust obcych, a do tego chrześcijańskich. W pierwszej chwili wdzięczności chciał biec do Piotra, dowiedziawszy się zaś, że nie masz go w mieście i że naucza w okolicy, zaklinał Glauka, by go do niego przyprowadził, obiecując obdarzyć za to hojnie ubogich gminy. Zdawało mu się, że jeśli Ligia go kocha, to tym samym wszystkie przeszkody są usunięte, gdyż gotów był w każdej chwili uczcić Chrystusa. Lecz Glaukus, jakkolwiek namawiał go usilnie do przyjęcia chrztu, nie śmiał mu ręczyć, czy zyszcze przez to od razu Ligię, i mówił mu, że chrztu należy żądać dla chrztu samego i dla miłości Chrystusa, nie zaś dla innych celów. „Trzeba mieć i duszę chrześcijańską” — rzekł mu — a Winicjusz, lubo każda przeszkoda wzburzała go, poczynał już rozumieć, że Glaukus, jako chrześcijanin, mówi to, co mówić powinien. Sam on nie zdawał sobie dokładnie sprawy, że jedną z najgłębszych zmian w jego naturze stanowiło to, iż dawniej mierzył ludzi i rzeczy tylko przez własny egoizm, obecnie zaś z wolna przyuczał się do myśli, że inne oczy mogą inaczej patrzeć, inne serce inaczej czuć i że słuszność nie zawsze toż samo znaczy, co osobista korzyść.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XXIX</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/29/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/29/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XXIX&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W ciągu kilku dni Nel spędzała wszystkie chwile, w których deszcz nie padał, u Kinga, który już nie sprzeciwiał się jej odejściu zrozumiawszy, że dziewczynka wraca po kilka razy dziennie. Kali, który w ogóle bał się słoni, patrzył na to z nadzwyczajnym zdumieniem, ale w końcu doszedł do przekonania, że potężne dobre Mzimu oczarowało olbrzyma, i począł go także odwiedzać. King zachowywał się względem niego jak również względem Mei życzliwie, ale tylko jedna Nel robiła z nim, co chciała, tak że po tygodniu ośmieliła się nawet przyprowadzić mu i Sabę. Dla Stasia była to wielka ulga, gdyż mógł z całym spokojem pozostawić Nel pod opieką, czyli jak się wyrażał: pod trąbą słonia — i chodzić bez żadnej obawy na polowanie, a nawet czasem zabierać ze sobą Kalego. Był też teraz pewien, że zacne zwierzę nie opuściłoby ich już w żadnym razie, i począł się namyślać, jak je z zamknięcia uwolnić.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom I, rozdział dwudziesty dziewiąty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/29/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/29/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty dziewiąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Czyj to poczet? — zapytał nagle Jurand, ocknąwszy się za Radzanowem z zamyślenia jakby ze snu.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Mój — odpowiedział Zbyszko.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— A ludzie moi wszyscy poginęli?&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Widziałem ich nieżywych w Niedzborzu.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Nie masz starych towarzyszów!&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zbyszko nie odrzekł nic i jechali dalej w milczeniu a szybko, gdyż chcieli jak najprędzej być w Spychowie, spodziewając się, że może zastaną tam jakich wysłanników krzyżackich. Na szczęście ich przyszły znów mrozy i drogi były przetarte, więc mogli pośpieszać. Pod wieczór Jurand znów przemówił i począł wypytywać o owych braci zakonnych, którzy byli w leśnym dworcu, a Zbyszko opowiadał mu wszystko — i o ich skargach, i o odjeździe, i o śmierci pana de Fourcy, i o postępku swego giermka, który w tak straszny sposób pokruszył ramię Danvelda, a podczas tego opowiadania przypomniała mu się i uderzyła go jedna okoliczność, to jest bytność owej niewiasty w leśnym dworcu, która przywiozła od Danvelda balsamy gojące. Na popasie począł więc wypytywać o nią i Czecha, i Sanderusa — ale obaj nie wiedzieli dokładnie, co się z nią stało. Zdawało im się, że odjechała albo razem z tymi ludźmi, którzy przybyli po Danusię, albo wnet po nich. Zbyszkowi przyszło teraz do głowy, że to mógł być ktoś nasłany w tym celu, aby tych ludzi przestrzec na wypadek, gdyby Jurand znajdował się własną osobą we dworcu. W takim razie nie podawaliby się za ludzi ze Spychowa, mogli zaś mieć przygotowane jakieś inne pismo, które by byli oddali księżnie zamiast zmyślonego Jurandowego listu.
	Wszystko to było ułożone z piekielną zręcznością i młody rycerz, który dotychczas znał Krzyżaków tylko z pola, po raz pierwszy pomyślał, że pięści na nich nie dość, ale że trzeba umieć zmóc ich i głową. Myśl ta była mu przykra, albowiem jego ogromny żal i ból zmieniły się w nim przede wszystkim w żądzę walki i krwi. Nawet ratunek dla Danusi przedstawiał mu się jako szereg bitew kupą lub w pojedynkę; tymczasem teraz poznał, że trzeba może będzie chęć pomsty i łupania łbów wziąć jak niedźwiedzia na łańcuch i szukać całkiem nowych dróg ocalenia i odzyskania Danusi.
	Myśląc o tym, żałował, że nie ma przy nim Maćka. Maćko bowiem równie był przebiegły, jak mężny. Postanowił jednak i sam wysłać ze Spychowa Sanderusa do Szczytna, aby ową niewiastę odszukał i starał się od niej wywiedzieć, co się z Danusią stało. Mówił sobie, że choćby Sanderus chciał go zdradzić, to niewiele sprawie zaszkodzi, a w razie przeciwnym może znaczne mu usługi oddać, albowiem rzemiosło jego otwierało mu wszędzie dostęp.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Wiosna, rozdział IV</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/29/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/29/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;IV&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Rocho wlókł się wolno drogą nad stawem — raz, że wiatr tak w niego siepał, iż ledwie się na nogach utrzymał, a po drugie, jako strapiony był wielce tym wszystkim, co się we wsi działo. To jeno raz po raz wznosił rozpalone oczy na chałupy, przemyśliwał ważnie i wzdychał żałośnie. Tak źle się bowiem działo w Lipcach, że już zgoła gorzej nie mogło.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zaś nie to było najgorsze, że niejeden głodem przymierał, że choroby się krzewiły, że się kłócili barzej i za łby brali, że nawet śmierć wybierała swoje gęściej niźli po inne roki — takusieńko było i łoni, i drzewiej; do tego się już był naród wezwyczaił, rozumiejąc dobrze, jako inaczej być nie będzie... Złe i o wiele gorsze było całkiem co inszego — oto, że ziemia stojała odłogiem, bo nie miał w niej kto robić...&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział trzydziesty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/30/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/30/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział trzydziesty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Cezar wróciwszy do Rzymu zły był, że wrócił, i po kilku dniach już zapłonął na nowo chęcią wyjazdu do Achai. Wydał nawet edykt, w którym oświadczał, że nieobecność jego nie potrwa długo i że rzeczy publiczne na żadną szkodę z tego powodu nie będą narażone. Za czym w towarzystwie augustianów, między którymi znajdował się i Winicjusz, udał się na Kapitol, by złożyć bogom ofiary za pomyślną podróż. Lecz na drugi dzień, gdy z kolei odwiedził przybytek Westy, zaszedł wypadek, który wpłynął na zmianę wszystkich zamiarów. Nero nie wierzył w bogów, ale bał się ich, zwłaszcza zaś tajemnicza Westa taką przejmowała go obawą, że na widok bóstwa i świętego ognia włosy podniosły mu się nagle z przerażenia, zwarły się zęby, drżenie przebiegło po wszystkich członkach i osunął się na ręce Winicjusza, który wypadkiem znajdował się tuż za nim. Wyniesiono go natychmiast ze świątyni i przeprowadzono na Palatyn, gdzie, lubo niebawem przyszedł zupełnie do siebie, nie opuszczał jednak łoża przez cały dzień. Oświadczył też, ku wielkiemu zdziwieniu obecnych, że zamiar wyjazdu odkłada stanowczo do czasów późniejszych, gdyż bóstwo ostrzegło go tajemnie przed pośpiechem. W godzinę później głoszono już publicznie ludowi po całym Rzymie, że cezar widząc zasmucone twarze obywateli, powodowany miłością ku nim, jako ojciec ku dzieciom, zostaje z nimi, by dzielić ich uciechy i dolę. Lud, uradowany z postanowienia, a zarazem pewien, że nie chybią igrzyska i rozdawnictwo zboża, zebrał się tłumnie przed bramą Palatyńską, wydając okrzyki na cześć boskiego cezara, ów zaś przerwał grę w kości, w którą się zabawiał z augustianami, i rzekł:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XXX</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/30/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/30/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XXX&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Pewnego dnia przy wieczerzy Nel podniósłszy do ust kawałek wędzonego mięsa odsunęła go nagle jakby ze wstrętem — i rzekła:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Nie mogę dziś jeść.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Staś, który poprzednio dowiedział się od Kalego, gdzie są pszczoły, i podkurzał je teraz codziennie, by rabować im miód, był pewien, że mała zjadła w ciągu dnia za dużo miodu, i dlatego nie zwrócił uwagi na jej brak chęci do jedzenia. Lecz ona po chwili wstała i poczęła chodzić spiesznie wedle ogniska, zataczając coraz większe koła.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Skąd się wzięło ch</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/litery/ch/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/litery/ch/</guid><description>&lt;p&gt;&lt;span class="nc"&gt;„Zarówno h, jak i &lt;span class="nc"&gt;ch&lt;/span&gt; są w polszczyźnie ogólnej wymawiane bezdźwięcznie”&lt;/span&gt;, pisze Mirosław Bańko; tę samą głoskę słyszymy w &lt;span class="nc"&gt;„huta”&lt;/span&gt; i &lt;span class="nc"&gt;„chudy”&lt;/span&gt;&lt;sup&gt;&lt;a href="#p1"&gt;1&lt;/a&gt;&lt;/sup&gt;. Według zasad pisowni Rady Języka Polskiego rozróżnienie ma &lt;span class="nc"&gt;„podłoże historyczno-etymologiczne”&lt;/span&gt;&lt;sup&gt;&lt;a href="#p2"&gt;2&lt;/a&gt;&lt;/sup&gt;. Skąd więc dwa zapisy?&lt;/p&gt;
&lt;p&gt;Głoska &lt;span class="nc"&gt;ch&lt;/span&gt; jest w polszczyźnie rodzima: kontynuuje prasłowiańskie *x, np. &lt;span class="nc"&gt;„pacha”&lt;/span&gt; z *paxa. Już w prasłowiańskim przed samogłoskami przednimi przechodziła w sz, stąd do dziś &lt;span class="nc"&gt;„pacha : paszka”&lt;/span&gt;&lt;sup&gt;&lt;a href="#p3"&gt;3&lt;/a&gt;&lt;/sup&gt;. Kułakowska i Myszka piszą: &lt;span class="nc"&gt;„Średniowieczna polszczyzna nie znała innej głoski tylnojęzykowej szczelinowej”&lt;/span&gt;. Skrybowie przejęli jednak łaciński dwuznak &lt;span class="nc"&gt;ch&lt;/span&gt;, choć wystarczyłoby samo h, co później doprowadziło do rozróżnienia &lt;span class="nc"&gt;ch&lt;/span&gt; i h w pisowni&lt;sup&gt;&lt;a href="#p4"&gt;4&lt;/a&gt;&lt;/sup&gt;. Początkowo znaków tych używano inaczej niż dziś: &lt;span class="nc"&gt;Kazania świętokrzyskie&lt;/span&gt; zapisują głoskę &lt;span class="nc"&gt;ch&lt;/span&gt; przez h (&lt;span class="nc"&gt;„greha”&lt;/span&gt;, &lt;span class="nc"&gt;„cohaiø”&lt;/span&gt;), a dwuznakiem &lt;span class="nc"&gt;ch&lt;/span&gt; oddają m.in. ć i cz&lt;sup&gt;&lt;a href="#p5"&gt;5&lt;/a&gt;&lt;/sup&gt;; w bulli gnieźnieńskiej z 1136 r. &lt;span class="nc"&gt;„Miliche”&lt;/span&gt; to Milicz&lt;sup&gt;&lt;a href="#p6"&gt;6&lt;/a&gt;&lt;/sup&gt;.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom I, rozdział trzydziesty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/30/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/30/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział trzydziesty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ale Zbyszko, jadąc za nim, nie mógł długo wytrzymać i rzekł sobie w duszy: „Wolę, żeby gniewem wybuchnął, niż żeby się zaciął”. Więc podjechał ku niemu i trąciwszy strzemieniem w jego strzemię, począł mówić:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Posłuchajcie, jako to było. Co Danuśka dla mnie uczyniła w Krakowie, to wiecie, ale tego nie wiecie, że w Bogdańcu swatali mi Jagienkę, Zychową córkę, ze Zgorzelic. Stryj mój, Maćko, chciał;
rodzic jej, Zych, chciał; a i krewny opat, bogacz, także... Co wam tam długo prawić? Ućciwa dziewka i jak łania, a wiano też godne. Ale nie mogło to być. Było mi Jagienki żal, ale jeszcze większy żal Danuśki; i zabrałem się ku niej na Mazowsze, bo szczerze wam rzekę: nie mogłem dłużej żyć.
Wspomnijcie, jakoście sami miłowali — wspomnijcie! — a nie będzie wam dziwota.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, X. Pamiętnik starego subiekta</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/30/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/30/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;X. Pamiętnik starego subiekta&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wiem ja, dlaczego tak szeroko rozpisałem się o sprawie pani Stawskiej. Oto dlaczego...&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Na świecie jest dużo niedowiarków i ja sam bywam czasami niedowiarkiem i wątpię o Opatrzności boskiej. Nieraz też, kiedy źle idą polityczne interesa albo kiedy patrzę na nędzę ludzką i na triumfy łajdaków (jeżeli taki wyraz wolno wymawiać), nieraz myślę sobie:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;„Stary głupcze, nazywający się Ignacym Rzeckim! Ty wyobrażasz sobie, że Napoleonidzi wrócą na tron, że Wokulski zrobi coś nadzwyczajnego, bo jest zdolny, i będzie szczęśliwym, bo jest uczciwy?... Ty myślisz, ośla głowo, że chociaż hultajom zrazu dzieje się dobrze, a ludziom poczciwym źle, to jednakże w końcu źli zostaną pohańbieni, a dobrzy sławą okryci?... Tak sobie imaginujesz?... Więc głupio sobie imaginujesz!... Na świecie nie ma żadnego porządku, żadnej sprawiedliwości, tylko walka. O ile w tej walce zwyciężają dobrzy, jest dobrze, o ile źli, jest źle; ale ażeby istniała jakaś potęga protegująca tylko dobrych, tego sobie wcale nie wyobrażaj... Ludzie są jak liście, którymi wiatr ciska; gdy rzuci je na trawnik, leżą na trawniku, a gdy rzuci w błoto — leżą w błocie...”&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Wiosna, rozdział V</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/30/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/30/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;V&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Na drogach było pusto i ciemno, w chałupach gasły światła i przechodzili już ostatni ludzie. Jeno na kościelnym placu stały gęstwą wozy z wyłożonymi końmi — że tylko tupoty a parskania roznosiły się w mroku — a pod dzwonnicą czerniały dworskie powozy.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Hanka jeszcze raz w kruchcie cosik pomajdrowała kiele stanika i spuściwszy chustę na plecy, jęła się ostro przepychać do przednich ławek.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Kościół już był jakby nabity. Ściżbiony naród kłębił się i wrzał niby woda, z poszumem pacierzy, wzdychań, kaszlów a pozdrawiań, i kołysał się od ściany do ściany, aż się od tego naporu kolebały chorągwie w ławki pozatykane i te świerczaki, którymi umaili ołtarze i ściany wszystkie.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział trzydziesty pierwszy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/31/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/31/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział trzydziesty pierwszy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Pretorianie okrążali gaje rosnące po brzegach stawu Agryppy, aby zbyt wielkie tłumy widzów nie przeszkadzały cezarowi i jego gościom, gdyż i tak mówiono, że co tylko było w Rzymie odznaczającego się bogactwem, umysłem lub pięknością, stawiło się na ową ucztę, która nie miała równej sobie w dziejach miasta. Tygellinus chciał wynagrodzić cezarowi odłożoną podróż do Achai, a zarazem przewyższyć wszystkich, którzy kiedykolwiek podejmowali Nerona, i dowieść mu, że nikt go tak zabawić nie potrafi. W tym celu, jeszcze bawiąc przy cezarze w Neapolis, a potem w Benewencie, czynił przygotowania i wysyłał rozkazy, by z najodleglejszych krańców świata sprowadzono zwierzęta, ptaki, rzadkie ryby i rośliny, nie pomijając naczyń i tkanin, które miały ucztę uświetnić. Dochody z całych prowincji szły na zaspokojenie szalonych pomysłów, lecz na to potężny faworyt nie potrzebował się oglądać. Wpływ jego wzrastał z dniem każdym. Tygellinus może nie był jeszcze Neronowi milszy od innych, ale stawał się coraz niezbędniejszym. Petroniusz przewyższał go nieskończenie polorem, umysłem, dowcipem i w rozmowach lepiej umiał bawić cezara, ale na swoje nieszczęście przewyższał w tym i cezara, wskutek czego budził jego zazdrość. Nie umiał też być posłusznym we wszystkim narzędziem i cezar bał się jego zdania, gdy chodziło o rzeczy smaku. Z Tygellinem zaś nie czuł się nigdy skrępowanym. Sama nazwa: arbiter elegantiarum, jaką nadawano Petroniuszowi, drażniła miłość własną Nerona, któż bowiem, jeśli nie on sam, powinien ją nosić? Tygellinus miał jednak tyle rozumu, iż zdawał sobie sprawę ze swych braków, a widząc, że nie może iść w zawody ani z Petroniuszem, ani z Lukanem, ani z innymi, których wyróżniało czy to urodzenie, czy talenty, czy nauka — postanowił zgasić ich podatnością swych służb, a przede wszystkim zbytkiem takim, żeby i wyobraźnia Nerona została nim uderzona.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XXXI</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/31/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/31/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XXXI&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Poczęły się ciężkie i pełne lęku dni oczekiwania. Drugi atak przyszedł dopiero po tygodniu — i nie był tak silny jak pierwszy, ale Nel uczuła się po nim jeszcze słabszą. Wychudła i zmizerniała do tego stopnia, że nie była to już dziewczynka, ale cień dziewczynki. Płomyk jej życia tlił się tak słabo, że zdawało się, iż dość jest dmuchnąć, aby go zgasić. Staś zrozumiał, że śmierć nie potrzebuje czekać na trzeci atak, by ją zabrać — i oczekiwał jej lada dzień, lada godzina.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom I, rozdział trzydziesty pierwszy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/31/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/31/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział trzydziesty pierwszy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Nazajutrz o południu wysłańcy widzieli się z Jurandem, a w jakiś czas później wyjechali, zabrawszy z sobą de Bergowa, dwóch giermków i kilkunastu innych jeńców. Jurand wezwał następnie ojca Kaleba, któremu podyktował list do księcia z oznajmieniem, że Danusi nie porwali rycerze zakonni, ale że zdołał odkryć jej schronienie i ma nadzieję, iż w ciągu kilku dni ją odzyszcze. To samo powtórzył i Zbyszkowi, który od wczorajszej nocy szalał ze zdumienia i trwogi. Stary rycerz nie chciał jednak odpowiadać na żadne jego pytania, oświadczył mu natomiast, by czekał cierpliwie i tymczasem nic nie przedsiębrał dla uwolnienia Danusi, gdyż to jest rzecz zbyteczna. Pod wieczór zamknął się znów z księdzem Kalebem, któremu naprzód rozkazał spisać swą ostatnią wolę, potem zaś spowiadał się, a po przyjęciu komunii wezwał przed siebie Zbyszka i starego, wiecznie milczącego Tolimę, który bywał mu towarzyszem we wszystkich wyprawach i walkach, a w czasie spokoju gospodarzył w Spychowie.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Wiosna, rozdział VI</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/31/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/31/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;VI&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Na taką dziwną wieść Hanka aż się uniesła z pościeli, że Jagustynka przychwyciła ją jeszcze w porę i do poduszek przygniotła.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Dyć się nie ruchajcie, nie pali się nikaj!&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Bo taką rzecz powiedzieli, jakby im we łbie zamroczyło. Przemyjcie sobie ciemię święconą wodą, to wama dur przejdzie.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Nie, Hanuś, rozum swój mam i prawdę rzekłem, jako pan Jacek od wczoraj siedzi wraz ze mną... Juści... — jąkał Bylica, przyginając się do kichania po tęgim zażyciu.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XI. Damy i kobiety</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/31/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/31/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XI. Damy i kobiety&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W minionym karnawale i w bieżącym wielkim poście fortuna po raz trzeci czy czwarty znowu łaskawym okiem spojrzała na dom pana Łęckiego.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jego salony pełne były gości, a do przedpokoju sypały się bilety wizytowe jak śnieg. I znowu pan Tomasz znalazł się w tej szczęśliwej pozycji, że nie tylko miał kogo przyjmować, ale nawet mógł robić wybór pomiędzy odwiedzającymi.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Pewnie już niedługo umrę — mówił nieraz do córki. — Mam jednak tę satysfakcję, że ludzie ocenili mnie choć przed śmiercią.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział trzydziesty drugi</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/32/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/32/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział trzydziesty drugi&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Petroniusz odszedł do domu wzruszając ramionami i niezadowolony mocno. Spostrzegł teraz i on, że przestali się z Winicjuszem rozumieć i że dusze ich rozbiegły się zupełnie. Niegdyś Petroniusz miał nad młodym żołnierzem ogromny wpływ. Był mu we wszystkim wzorem i często kilka ironicznych słów z jego strony wystarczało, by Winicjusza od czegoś powstrzymać lub do czegoś popchnąć. Obecnie nie zostało z tego nic, tak dalece, że Petroniusz nie próbował nawet dawnych sposobów, czując, że jego dowcip i ironia ześlizną się bez żadnego skutku po nowych pokładach, jakie na duszę Winicjusza nałożyła miłość i zetknięcie się z niepojętym światem chrześcijańskim. Doświadczony sceptyk rozumiał, że stracił klucz do tej duszy. Przejmowało go też to niezadowoleniem, a nawet i obawą, którą spotęgowały jeszcze wypadki tej nocy. „Jeśli to ze strony Augusty nie przemijające zachcenie, lecz trwalsza żądza — myślał Petroniusz — to będzie jedno z dwojga: albo Winicjusz jej się nie oprze i może być przez lada wypadek zgubiony, albo, co dziś do niego podobne, oprze się i w takim razie będzie zgubiony na pewno, a z nim mogę być i ja, choćby dlatego, że jestem jego krewnym i że Augusta, objąwszy niechęcią całą rodzinę, przerzuci wagę swego wpływu na stronę Tygellina...” I tak, i tak było źle. Petroniusz był człowiekiem odważnym i śmierci się nie bał, ale nie spodziewając się od niej niczego, nie chciał jej wywoływać. Po długim namyśle postanowił wreszcie, że najlepiej i najbezpieczniej będzie wyprawić Winicjusza z Rzymu w podróż. Ach, gdyby mógł dać mu w dodatku na drogę Ligię, byłby to z radością uczynił. Lecz i tak spodziewał się, że nie będzie mu go zbyt trudno namówić. Wówczas rozpuściłby na Palatynie wieść o chorobie Winicjusza i odsunąłby niebezpieczeństwo zarówno od niego jak i od siebie. Augusta ostatecznie nie wiedziała, czy była przez Winicjusza poznana; mogła przypuszczać, że nie, więc jej miłość własna dotychczas niezbyt ucierpiała. Inaczej mogło być jednak w przyszłości i należało temu zapobiec. Petroniusz chciał przede wszystkim wygrać na czasie, rozumiał bowiem, że skoro raz cezar ruszy do Achai, wówczas Tygellinus, który się na niczym z zakresu sztuki nie rozumiał, zejdzie na drugi plan i straci swój wpływ. W Grecji Petroniusz pewien był zwycięstwa nad wszystkimi współzawodnikami.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XXXII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/32/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/32/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XXXII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Przez jakiś czas ze zmęczenia i wzruszenia nie mógł ani słowa przemówić i stał dysząc ciężko przed leżącym na łóżku człowiekiem, który milczał także i patrzył na niego ze zdumieniem graniczącym niemal z nieprzytomnością.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wreszcie zawołał:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Nasibu, jesteś?&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Jestem, panie — odpowiedział mały Murzynek.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Czy widzisz kogo i czy kto stoi przede mną?&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Lecz zanim malec zdołał odpowiedzieć, Staś odzyskał mowę:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Panie — rzekł — nazywam się Stanisław Tarkowski. Uciekliśmy z małą miss Rawlison z niewoli derwiszów i ukrywamy się w dżungli. Ale Nel jest ciężko chora, więc błagam cię dla niej o pomoc.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom I, rozdział trzydziesty drugi</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/32/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/32/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział trzydziesty drugi&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Świt począł właśnie bielić drzewa, krze i bryły wapienne rozrzucone tu i ówdzie po polach, gdy najęty przewodnik idący przy koniu Juranda zatrzymał się i rzekł:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Pozwólcie mi odetchnąć, panie rycerzu, bom się zasapał. Odwilż jest i mgła, ale to już niedaleko...&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Doprowadzisz mnie do gościńca, a potem wrócisz — odrzekł Jurand.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Gościniec będzie w prawo za borkiem, a z pagórka zaraz zamek ujrzycie.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;To rzekłszy, chłop począł „zabijać” ręce, to jest uderzać dłońmi pod pachy, gdyż był zziąbł od rannej wilgoci, po czym przysiadł na kamieniu, bo się przy tej robocie jeszcze bardziej zasapał.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Wiosna, rozdział VII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/32/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/32/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;VII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Chłopy wracają!&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Piorunem ta wieść runęła i kiej płomień rozniesła się po Lipcach!&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Prawda-li to? I kiedy? I jak?&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Nikto jeszcze nie wiedział.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;To jeno pewne było, że stójka z gminy, któren jeszcze przed wschodem leciał do wójta z jakimś papierem, rzekł o tym Kłębowej, wypędzającej właśnie gęsi na staw. Ta się w ten mig rzuciła z nowiną do sąsiadów, zaś Balcerkówny rozkrzyczały od siebie najbliższym chałupom, że nie wyszło i „Zdrowaś”, a już całe Lipce zerwały się na nogi, trzęsąc radosną wrzawą, aż się zakotłowało w izbach.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XII. W jaki sposób zaczynają się otwierać oczy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/32/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/32/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XII. W jaki sposób zaczynają się otwierać oczy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Doktór siedział przy lampie z zieloną umbrelką i pilnie przeglądał stos papierów.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Cóż — spytał Rzecki — znowu doktór pracuje nad włosami?... Phi! co za mnóstwo cyfr... Jak sklepowe rachunki.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Bo też to są rachunki z waszego sklepu i waszej spółki — odparł Szuman.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— A pan skąd je masz?&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Mam tego dosyć. Szlangbaum namawia mnie, ażebym mu powierzył mój kapitał. Ponieważ wolę mieć sześć tysięcy aniżeli cztery tysiące rocznie, więc jestem gotów wysłuchać jego propozycji. Ale że nie lubię działać na ślepo, więc zażądałem cyfr. No, i jak widzę, zrobimy interes.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział trzydziesty trzeci</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/33/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/33/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział trzydziesty trzeci&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Winicjusz udał się wprost do domu, w którym zamieszkiwała Miriam. Przed bramą spotkał Nazariusza, który zmieszał się na jego widok, ale on pozdrowił go uprzejmie i kazał się prowadzić do mieszkania matki.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W mieszkaniu prócz Miriam zastał Piotra, Glauka, Kryspa, a nadto i Pawła z Tarsu, który świeżo był wrócił z Fregellae.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Na widok młodego trybuna zdziwienie odbiło się na wszystkich twarzach, on zaś rzekł:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Pozdrawiam was w imię Chrystusa, którego czcicie.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XXXIII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/33/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/33/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XXXIII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Staś wybrał się do Lindego dopiero następnego dnia w południe, musiał bowiem odespać noc poprzednią. Po drodze, w przewidywaniu, że chory może potrzebować świeżego mięsa, zabił dwie pentarki, które też istotnie zostały przyjęte z wdzięcznością. Linde był mocno osłabiony, ale zupełnie przytomny. Zaraz po powitaniu zapytał o Nel, po czym przestrzegł Stasia, żeby nie uważał chininy za zupełnie stanowczy środek przeciw febrze i żeby strzegł małej od słońca, od przemoczenia, od przebywania w nocy w miejscach niskich i wilgotnych i wreszcie od złej wody. Następnie Staś opowiedział mu na żądanie historię własną i Nel, od początku aż do przybycia do Chartumu i odwiedzin u Mahdiego, a potem od Faszody do uwolnienia się z rąk Gebhra i dalszej wędrówki. Szwajcar przypatrywał mu się w czasie opowiadania ze wzrastającą ciekawością, często z wyraźnym podziwem, a gdy historia dobiegła wreszcie końca, zapalił fajkę, obejrzał raz jeszcze Stasia od stóp do głowy — i rzekł jakby w zamyśleniu:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział pierwszy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/33/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/33/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Tom II&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział pierwszy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jurand, znalazłszy się na podwórzu zamkowym, nie wiedział zrazu, dokąd iść, gdyż knecht, który go przeprowadził przez bramę, opuścił go i udał się ku stajniom. Przy blankach stali wprawdzie żołdacy, to pojedynczo, to po kilku razem, ale twarze ich były tak zuchwałe, a spojrzenia tak szydercze, iż łatwo było rycerzowi odgadnąć, że mu drogi nie wskażą, a jeżeli na pytanie odpowiedzą, to chyba grubiaństwem lub zniewagą. Niektórzy śmieli się, pokazując go sobie palcami; inni poczęli nań znów miotać śniegiem, tak samo jak dnia wczorajszego. Lecz on, spostrzegłszy drzwi większe od innych, nad którymi wykuty był w kamieniu Chrystus na krzyżu, udał się ku nim w mniemaniu, że jeśli komtur i starszyzna znajdują się w innej części zamku lub w innych izbach, to go ktoś przecie musi z błędnej drogi nawrócić.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Wiosna, rozdział VIII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/33/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/33/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;VIII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Dzień wstawał cudny, ciepły, a jędrny — niby ten chłop dobrze wyspany, któren, ledwie przecknąwszy, na równe nogi się zrywa i szepcąc pacierze, trąc oczy, a ździebko poziewając, za robotą się rozgląda.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Słońce wschodziło pogodnie. Czerwone i ogromne, z wolna wtaczało się na wysokie niebo, jakoby na to pole nieobjęte, kaj w sinych oprzędach mgieł leżały nieprzeliczone stada białych chmur.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;I wiater się już wałęsał po świecie, kieby ten gospodarz budzący wszystko na świtaniu. Przegarniał zboża pomdlałe, dmuchał we mgły, że rozpierzchały się na wsze strony, targał obwisłymi gałęziami, kajś na rozstajach huknął, to chyłkiem przebrał się ku uśpionym jeszcze sadom i rymnął w gąszcze, że z wiśni posypał się ostatni okwiat i kiej śnieg trząsł się na ziemię, kiej łzy na wody stawu padał.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XIII. Pogodzeni małżonkowie</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/33/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/33/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XIII. Pogodzeni małżonkowie&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Od połowy kwietnia pani baronowa Krzeszowska nagle zmieniła tryb życia.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Do tej pory dzień schodził jej na wymyślaniu Mariannie, na pisywaniu listów do lokatorów o to, że schody są zaśmiecone, na wypytywaniu stróża: czy nie zdarł kto karty wynajmu mieszkań? czy praczki z paryskiej pralni nocują w domu albo czy rewirowy nie miał do niej jakiego interesu? Nie zapominała przy tym upominać go, ażeby w razie zgłoszenia się konkurenta o lokal na trzecim piętrze bacznie przypatrywał się, szczególniej ludziom młodym, a gdyby to byli studenci, ażeby odpowiadał, że lokal już wynajęty.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział trzydziesty czwarty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/34/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/34/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział trzydziesty czwarty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Chodząc po ogródku Winicjusz opowiadał jej w krótkich, wyrwanych z głębi serca słowach to, co przed chwilą wyznał Apostołom: więc niepokój swej duszy, zmiany, jakie w nim zaszły, i wreszcie tę niezmierną tęsknotę, która przesłoniła mu życie od czasu, jak opuścił mieszkanie Miriam. Przyznał się Ligii, że chciał o niej zapomnieć, ale nie mógł. Myślał o niej po całych dniach i nocach. Przypominał mu ją ów krzyżyk związany z gałązek bukszpanu, który mu zostawiła, a który umieścił w lararium i mimo woli czcił jak coś boskiego. I tęsknił coraz mocniej, bo kochanie było od niego silniejsze i już u Aulusów objęło całkiem jego duszę... Innym przędą nić życia Parki, a jemu przędła ją miłość, tęsknota i smutek. Złe były jego postępki, ale płynęły z miłości. Kochał ją u Aulusów i na Palatynie, i gdy ją widział na Ostrianum słuchającą słów Piotra, i gdy szedł ją porywać z Krotonem, i gdy czuwała przy jego łożu, i gdy go opuściła. Przyszedł oto Chilo, który odkrył jej mieszkanie i radził ją porwać, ale on wolał ukarać Chilona i pójść do Apostołów prosić o prawdę i o nią...&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XXXIV</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/34/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/34/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XXXIV&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Nazajutrz poranne słońce oświeciło dziwne widowisko. Staś chodził wzdłuż skalnej ściany, zatrzymywał się przed każdym Murzynem, skrapiał mu czoło wodą i wymawiał nad nim sakramentalne słowa. A oni spali z drżeniem rąk i nóg, z głową spuszczoną na piersi lub podniesioną do góry, żywi jeszcze, a podobni już do trupów. I tak się odbywał ten chrzest śpiących, w ciszy porannej, w blasku słonecznym, w głuszy pustynnej. Niebo było tego dnia bez chmur, wysokie, siwobłękitne i jakby smutne.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział drugi</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/34/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/34/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział drugi&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W tej samej sali wieczorem siedział za stołem stary Zygfryd de Löwe, który po wójcie Danveldzie objął tymczasem zarząd Szczytna, a obok niego brat Rotgier, rycerz de Bergow, dawny jeniec Juranda, i dwaj szlachetni młodzieńcy, nowicjusze, którzy wkrótce przywdziać mieli białe płaszcze. Wicher zimowy wył za oknami, wstrząsał ołowiane osady okien, chwiał płomieniem pochodni palących się w żelaznych kunach, a kiedy niekiedy wypychał z komina kłęby dymu na salę. Między braćmi, chociaż zebrali się na naradę, panowała cisza, albowiem czekali na słowo Zygfryda, ów zaś, wsparłszy łokcie na stole i splótłszy dłonie na siwej pochylonej głowie, siedział posępny, z twarzą w cieniu i z ponurymi myślami w duszy.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Wiosna, rozdział IX</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/34/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/34/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;IX&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jeszczech były po świątkach umajenia chałup do cna nie przewiędły, kiej któregoś dnia rankiem najniespodziewaniej zjawił się Rocho.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jeno co dopiero po mszy i długiej rozmowie z księdzem pokazał się na wsi. Niewiela ludzi kręciło się w obejściach, że to pora była osypywania ziemniaków, lecz skoro się rozniesło, jako Rocho idzie przez wieś, wnet ci ten i ów na drogę śpieszył witać dawno niewidzianego.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;A on zaś szedł, jak zawdy na kiju się wspierając, wolniuśko, z podniesioną głową, w tej ci samej kapocie szarej, i tak samo z różańcami na szyi. Wiater mu rozgarniał siwe włosy, a chuda twarz jaśniała dziwną dobrocią i weselem.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XIV. Tempus fugit, aeternitas manet</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/34/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/34/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XIV. &lt;em class="foreign-word"&gt;Tempus fugit, aeternitas manet&lt;/em&gt;&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jakkolwiek sprawa z Maruszewiczem załatwiła się we cztery oczy, jednak wieść o niej rozeszła się... Wokulski powiedział o tym Rzeckiemu i kazał wykreślić z księgi rzekomy dług barona. Maruszewicz zaś opowiedział baronowi dodając, że baron już nie powinien gniewać się na niego, ponieważ dług został umorzony, a on, Maruszewicz, ma zamiar poprawić się.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Czuję — mówił wzdychając — że byłbym inny, gdybym miał choć ze trzy tysiące rubli rocznie... Nikczemny świat, na którym tacy jak ja ludzie muszą się marnować!...&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział trzydziesty piąty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/35/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/35/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział trzydziesty piąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wieczorem dnia tego Winicjusz przechodząc przez Forum do domu spostrzegł przy wejściu na Vicus Tuscus złoconą lektykę Petroniusza, niesioną przez ośmiu Bityńczyków, i zatrzymawszy ich znakiem ręki, zbliżył się do firanek.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Obyś miał sen przyjemny i błogi! — zawołał śmiejąc się na widok uśpionego Petroniusza.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Ach, to ty! — rzekł ocknąwszy się Petroniusz. — Tak, zdrzemnąłem się, bom noc spędził na Palatynie. Teraz wybrałem się, by sobie kupić coś do czytania do Ancjum... Co słychać?&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XXXV</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/35/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/35/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XXXV&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Na drugi dzień popadywał trochę deszcz, ale że były i godziny pogody, więc Staś wybrał się wczesnym rankiem na zwiedzanie posiadłości i do południa obejrzał wszystkie jej kąty doskonale. Przegląd wypadł na ogół świetnie. Naprzód, pod względem bezpieczeństwa, Góra Lindego była jakby wybranym miejscem w całej Afryce. Zbocza jej okazały się dostępne chyba dla szympansów. Lwy ani pantery nie mogłyby się po nich wdrapać na szczytową płaszczyznę. Co do skalistego grzbietu, dość było umieścić przy wejściu Kinga, aby spać bezpiecznie na oba uszy. Staś doszedł do przekonania, że potrafiłby się tu obronić nawet mniejszym oddziałom derwiszów, gdyż droga wiodąca na górę była tak wąska, że King zaledwie przez nią przeszedł — i człowiek uzbrojony w dobrą broń mógł nie przepuścić żywego ducha. W środku „wyspy” biło źródło chłodnej, czystej jak kryształ wody, które zmieniało się w strumień i biegnąc wężowato wśród bananowych gajów spadało wreszcie ze stromego wiszaru do rzeki, tworząc wąski, podobny do białej taśmy wodospad. W południowej stronie „wyspy” leżały pola pokryte bujnie maniokiem, którego korzenie dostarczają Murzynom ulubionego pokarmu, a za polami wznosiły się grupy wyniosłych niezmiernie palm kokosowych z koronami w kształcie wspaniałych pióropuszów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział trzeci</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/35/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/35/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział trzeci&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wieść o zajściu w Szczytnie przybyła jednak do Warszawy przed bratem Rotgierem i wzbudziła tam zdumienie i niepokój. Ani sam książę, ani nikt z dworu nie mógł zrozumieć, co zaszło. Przed niedawnym czasem, właśnie gdy Mikołaj z Długolasu miał jechać do Malborga z listem księcia, w którym tenże skarżył się gorzko na porwanie przez niesfornych pogranicznych komturów Danusi i niemal groźnie upominał się o niezwłoczne jej oddanie, przyszedł list od dziedzica ze Spychowa oznajmiający, że córka jego pochwycona została nie przez Krzyżaków, ale przez zwyczajnych zbójów nadgranicznych, i że wkrótce będzie za okup uwolniona. Wskutek tego poseł nie pojechał, nikomu bowiem ani przez głowę nie przeszło, żeby Krzyżacy wymogli takie pismo na Jurandzie pod groźbą śmierci dziecka. Trudno było i tak zrozumieć, co zaszło, gdyż warchołowie pograniczni, tak poddani księcia, jak i Zakonu, czynili wzajemne na się napady latem, nie zaś zimą, gdy śniegi zdradzały ich ślady. Napadali też zwykle kupców albo dopuszczali się grabieży po wioskach, chwytając ludzi i zagarniając ich stada, by jednak ośmielili się zahaczyć samego księcia i porwać jego wychowankę, a przy tym córkę potężnego i wzbudzającego powszechną obawę rycerza, to zdawało się przechodzić wprost wiarę ludzką.
 Na to jednak, jak również na inne wątpliwości, był odpowiedzią list Juranda z jego własną pieczęcią i przywieziony tym razem przez człowieka, o którym wiedziano, że pochodzi ze Spychowa; wobec czego wszelkie podejrzenia stały się niemożliwe, książę tylko wpadł w gniew, w którym go dawno nie widziano, i nakazał pościg opryszków na całej granicy swego księstwa, wezwawszy zarazem księcia płockiego, aby uczynił również to samo i również nie szczędził kar na zuchwalców.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Wiosna, rozdział X</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/35/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/35/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;X&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Owóż te dnie od Bożego Ciała do niedzieli nie przeszły letko Mateuszowi, Grzeli ni ich kamratom. Mateusz bowiem przerwał roboty przy Stachowej chałupie, zaś drudzy też poniechali swoich zajęć, a ino całe te dnie i wieczory chodzili po chałupach w pojedynkę i podjudzali naród przeciwko Miemcom, nawołując do przepędzenia ich z Podlesia.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Karczmarz ze swojej strony też nie żałował namów, a jak było potrza, na upartych, to i poczęstunków albo borgowań. Ale szło kiej po grudzie. Starsi drapali się jeno po łbach, wzdychali ciężko i, nie ważąc się na żadną stronę, oglądali się na drugich i na kobiety, które jak jedna ani słuchać nie chciały o wyprawie na Miemców.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XV. Pamiętnik starego subiekta</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/35/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/35/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XV. Pamiętnik starego subiekta&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Sytuacja polityczna zarysowuje się coraz wyraźniej. Mamy już dwie koalicje. Z jednej strony Rosja z Turcją, z drugiej strony Niemcy, Austria i Anglia. A jeżeli tak jest, więc znaczy, że lada chwilę może wybuchnąć wojna, w której zostaną rozstrzygnięte bardzo, ale to bardzo ważne sprawy.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Czy tylko będzie wojna? bo my zawsze lubimy się łudzić. Otóż będzie, tym razem niezawodnie. Mówił mi Lisiecki, że ja co roku zapowiadałem wojnę i nigdy się nie sprawdziło. Głupi on, uczciwszy uszy... Co innego było w tamtych latach, a co innego dziś.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział trzydziesty szósty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/36/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/36/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział trzydziesty szósty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wiadomo było w Rzymie, że cezar chce odwiedzić po drodze Ostię, a raczej największy statek na świecie, który świeżo przywiózł był zboże z Aleksandrii, stamtąd zaś drogą Pobrzeżną uda się do Ancjum. Rozkazy były wydane już kilka dni temu, dlatego od rana przy Porta Ostiensis zbierały się tłumy złożone z miejscowej gawiedzi i wszystkich narodów świata, by oczy nasycić widokiem orszaku cesarskiego, któremu plebs rzymski nigdy nie mógł się dostatecznie napatrzyć. Do Ancjum droga nie była trudna ni daleka, w samym zaś mieście, złożonym z urządzonych wspaniale pałaców i willi, można było znaleźć wszystko, czego wymagała wygoda, a nawet najwyszukańszy ówczesny zbytek. Jednakże cezar miał zwyczaj zabierać ze sobą w drogę wszelkie przedmioty, w których miał upodobanie, począwszy od narzędzi muzycznych i sprzętów domowych, skończywszy na posągach i mozaikach, które układano nawet wówczas, gdy chciał na krótką tylko chwilę zatrzymać się w drodze czy to dla odpoczynku, czy to dla posiłku. Z tego powodu towarzyszyły mu w każdej wycieczce całe zastępy sług, nie licząc oddziałów pretoriańskich i augustianów, z których każdy miewał osobny orszak niewolników.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XXXVI</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/36/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/36/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XXXVI&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Staś uczył także Kalego strzelać z karabinu remingtona i ta nauka szła łatwiej od nauki katechizmu. Po dziesięciodniowym strzelaniu do celu i do krokodylów, które sypiały na pobrzeżnych piaskach rzeki, młody Murzyn zabił dużą antylopę pufu, potem kilka arielów, a wreszcie dzika ndiri. To jednak spotkanie omal nie skończyło się wypadkiem takim, jaki zdarzył się Lindemu, albowiem ndiri, do którego Kali po strzale zbliżył się niebacznie, zerwał się i rzucił się na niego z postawionym do góry ogonem. Kali cisnąwszy karabin schronił się na drzewo i siedział na nim dopóty, dopóki krzykiem nie przywołał Stasia, który jednakże zastał już dzika nieżywego. Na bawoły, lwy i nosorożce Staś nie pozwalał jeszcze chłopcu polować. Do słoni, które przychodziły wieczorami do wodopoju, i sam nie strzelał, gdyż obiecał Nel, że nigdy żadnego nie zabije.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział czwarty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/36/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/36/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czwarty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;O Zbyszka niepokój był na całym dworze tak między rycerstwem, jak między niewiastami, gdyż lubiono go powszechnie, wobec zaś listu Juranda nikt nie wątpił, że słuszność jest po stronie Krzyżaka. Z drugiej strony wiedziano, że Rotgier jest jednym ze sławniejszych braci w Zakonie.
 Giermek van Krist rozpowiadał, może umyślnie, między mazowiecką szlachtą, że pan jego, nim został zbrojnym mnichem, zasiadał raz u stołu honorowego Krzyżaków, do którego to stołu dopuszczano tylko słynnych w świecie rycerzy, takich, którzy odbyli wyprawę do Ziemi Świętej albo też walczyli zwycięsko przeciw olbrzymom-smokom lub możnym czarnoksiężnikom. Słysząc takie opowiadania van Krista, a zarazem i chełpliwe zapewnienia, że pan jego nieraz potykał się z mizerykordią w jednej, a toporem lub mieczem w drugiej ręce, z pięciu naraz przeciwnikami, niepokoili się Mazurowie i poniektóry mówił: „Hej, gdyby tu był Jurand, ten dałby i takim dwóm rady, jemu nigdy się żaden Niemiec nie odjął, ale młodziankowi gorze! gdyż tamten siłą, laty i ćwiczeniem góruje”. Więc inni żałowali, że nie podnieśli rękawicy, twierdząc, że gdyby nie owa wiadomość od Juranda, niechybnie byliby to uczynili... „Ale wyroku boskiego strach...”. Wymieniano też przy sposobności i dla wzajemnej pociechy nazwiska mazowieckich i w ogóle polskich rycerzy, którzy bądź na dworskich igrzyskach, bądź goniąc na ostre, liczne nad zachodnimi rycerzami odnosili zwycięstwa, przede wszystkim zaś Zawiszę z Garbowa, z którym żaden rycerz w chrześcijaństwie mierzyć się nie mógł. Lecz byli i tacy, którzy co do Zbyszka mieli także dobrą nadzieję: „Nie ułomek ci to jest — mówili — i jakośwa słyszeli, godnie już raz Niemcom porozwalał łby na udeptanej ziemi”. Lecz szczególnie skrzepiły się serca z powodu uczynku giermka Zbyszkowego, Czecha Hlawy, który w wigilię spotkania, słysząc van Krista opowiadającego o niesłychanych zwycięstwach Rotgiera, a będąc młodzianem porywczym, chwycił tegoż van Krista za brodę, zadarł mu głowę i rzekł: „Jeślić nie wstyd łgać wobec ludzi, spójrz w górę, że to i Bóg cię słyszy!”. I trzymał go tak przez tyle czasu, ile trzeba na zmówienie &lt;em class="book-title"&gt;Ojcze nasz&lt;/em&gt;, zaś ów, wreszcie uwolnion, zaraz jął go wypytywać o ród i dowiedziawszy się, że pochodzi z włodyków, pozwał go także na topory.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Wiosna, rozdział XI</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/36/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/36/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XI&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Już tak dniało, że caluśki świat pokrył się był sinawą modrością kiej śliwa dojrzała, gdy Hanka zajechała przed chałupę, jeszcze leżącą we śpiku — ale na ostry turkot bryki dzieci wypadły z wrzaskiem i Łapa jął szczekać radośnie i wyskakiwać przed końmi.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— A kaj Antek? — krzyczała z proga Józka, nadziewając przez głowę wełniak.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Za trzy dni dopiero go puszczą, ale powróci już niechybnie — odpowiadała spokojnie, całując dzieci, a rozdając im kukiełki.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XVI. Dusza w letargu</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/36/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/36/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XVI. Dusza w letargu&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Leżąc albo siedząc w swoim pokoju Wokulski machinalnie przypominał sobie, w jaki sposób ze Skierniewic powrócił do Warszawy.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Około piątej rano kupił na dworcu bilet pierwszej klasy, nie był jednak pewny, czy takiego żądał, czy dano mu go bez żądania. Następnie wsiadł do przedziału drugiej klasy i zastał tam księdza, który przez cały czas podróży wyglądał oknem, tudzież rudego Niemca, który zdjął kamasze i oparłszy nogi w brudnych skarpetkach na przeciwległej ławce, spał jak zarżnięty. Wreszcie naprzeciw siebie miał jakąś starą damę, którą tak bolały zęby, że nawet nie obrażała się na postępowanie swego sąsiada w skarpetkach.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Lato, rozdział I</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/37/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/37/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Część czwarta. Lato&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;I&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;I tak się ano było zmarło Maciejowi Borynie.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zaś w chałupie zaspali ździebko z powodu niedzieli, jaże dopiero Łapa przebudził ich szczekaniem, bo tak ujadał, tak wył, tak ciskał się do drzwi, a kiej mu otworzyli, tak szarpał za przyodziewy i wylatywał, obzierając się, czy za nim lecą, że Hankę jakby cosik tknęło.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Wyjrzyj no, Józka, czego ten pies chce.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Poleciała za nim w dobrej myśle, swywoląc po drodze.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział trzydziesty siódmy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/37/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/37/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział trzydziesty siódmy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Winicjusz do Ligii:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;„Niewolnik Flegon, przez którego posyłam ci ten list, jest chrześcijaninem, będzie zatem jednym z tych, którzy otrzymają wolność z rąk twoich, najdroższa moja. Stary to sługa naszego domu, mogę więc pisać przez niego z całą ufnością i bez obawy, aby list wpadł w inne ręce niż twoje. Piszę z Laurentum, gdzie zatrzymaliśmy się z powodu upału. Otho posiadał tu wspaniałą willę, którą swego czasu darował Poppei, a ta, lubo rozwiedziona z nim, uznała za stosowne zatrzymać piękny podarek... Gdy myślę o tych kobietach, które mnie teraz otaczają, i o tobie, wydaje mi się, że z kamieni Deukaliona musiały powstać różne, zgoła do siebie niepodobne gatunki ludzi, i że ty należysz do tego, który się zrodził z kryształu. Podziwiam cię i kocham z całej duszy tak, że chciałbym ci mówić tylko o tobie i trzeba mi się zmuszać, bym ci pisał o podróży, o tym, co się ze mną dzieje, i o nowinach dworskich. Cezar był więc gościem Poppei, która w tajemnicy przygotowała wspaniałe przyjęcie. Niewielu zresztą zaprosiła augustianów, ale i ja, i Petroniusz dostaliśmy wezwanie. Po prandium pływaliśmy złotymi łodziami po morzu, które było tak ciche, jakby spało, a tak niebieskie jak twoje oczy, o boska. Wiosłowaliśmy sami, albowiem pochlebiało to widocznie Auguście, że ją wiozą konsularni mężowie albo ich synowie. Cezar, stojąc u rudla w purpurowej todze, śpiewał hymn na cześć morza, który ułożył poprzedniej nocy i do którego dorobił muzykę wraz z Diodorem. Na innych łodziach wtórowali niewolnicy z Indii, którzy umieją grać na konchach morskich, a wkoło ukazywały się liczne delfiny, jakby istotnie wywabione z głębin Amfitrydy muzyką. A ja, czy wiesz, com czynił? Otom myślał o tobie i tęskniłem za tobą, i chciałem zabrać to morze, i tę pogodę, i tę muzykę, i oddać wszystko tobie. Czy chcesz, byśmy kiedyś zamieszkali nad brzegiem morskim, Augusto moja, z dala od Rzymu? Mam w Sycylii ziemię, gdzie jest las migdałów, które wiosną kwitną różowo, a schodzą tak blisko do morza, że końce gałęzi prawie dotykają się wody. Tam będę kochał ciebie i wielbił tę naukę, której mnie Paweł nauczył, bo to już wiem, że ona nie przeciwi się miłości i szczęściu. Czy chcesz? Lecz nim odpowiedź z twoich kochanych ust usłyszę, piszę ci dalej, co się zdarzyło na łodzi. Skoro brzeg został już daleko za nami, ujrzeliśmy żagiel w dali przed sobą i wnet powstała sprzeczka, czy to zwyczajna łódź rybacka, czy wielki statek z Ostii. Rozpoznałem go pierwszy, a wówczas Augusta rzekła, że dla moich oczu nie ma widocznie nic skrytego, i spuściwszy nagle na twarz zasłonę, spytała, czy i tak bym nawet ją rozpoznał. Petroniusz odpowiedział zaraz, że za chmurą nawet i słońca dostrzec nie można, lecz ona niby się śmiejąc, mówiła, iż tak bystry wzrok chyba jedna miłość mogłaby oślepić, i wymieniając różne augustianki poczęła pytać i zgadywać, w której się kocham. Odpowiadałem spokojnie, lecz ona w końcu wymieniła i twoje imię. Mówiąc o tobie odkryła znów twarz i poczęła patrzeć na mnie złymi i zarazem badawczymi oczyma. Prawdziwą wdzięczność czuję dla Petroniusza, który pochylił w tej chwili łódź, przez co uwaga powszechna odwróciła się ode mnie; gdybym był bowiem usłyszał o tobie niechętne lub szyderskie słowa, byłbym nie umiał ukryć gniewu i musiałbym walczyć z chęcią rozbicia wiosłem głowy tej przewrotnej i złej kobiecie... Wszak pamiętasz, com ci w wigilię wyjazdu opowiadał w domu Linusa o zajściu na stawie Agryppy? Petroniusz boi się o mnie i jeszcze dziś zaklinał mnie, bym nie drażnił miłości własnej Augusty. Ale Petroniusz już mnie nie rozumie i nie wie, że poza tobą nie masz dla mnie ni rozkoszy, ni piękności, ni kochania i że dla Poppei mam tylko wstręt i pogardę. Tyś już bardzo zmieniła duszę moją i tak dalece, że do dawnego życia już bym nawet wrócić nie umiał. Lecz nie obawiaj się, aby mnie tu mogło spotkać coś złego. Poppea nie kocha mnie, bo ona nikogo kochać niezdolna, i jej zachcianki płyną tylko z gniewu na cezara, który jest jeszcze pod jej wpływem i który może nawet ją jeszcze miłuje, wszelako już jej nie szczędzi i nie ukrywa przed nią swego bezwstydu i swych występków. Powiem ci zresztą i inną rzecz, która cię uspokoić powinna: oto Piotr rzekł mi na wyjezdnym, abym się nie obawiał cezara, gdyż włos nie spadnie z głowy mojej, i ja mu wierzę. Jakiś głos mówi mi w duszy, że każde słowo jego musi się spełnić, że zaś on pobłogosławił miłość naszą, więc ani cezar, ani wszystkie potęgi Hadesu, ani samo nawet Przeznaczenie nie zdoła mi cię odebrać, o Ligio! Gdy o tym myślę, jestem szczęśliwy, jak gdybym był Niebem, które samo jedno jest szczęśliwe i spokojne. Lecz ciebie, chrześcijankę, może uraża to, co mówię o Niebie i Przeznaczeniu? W takim razie przebacz mi, bo grzeszę niechcący. Chrzest jeszcze nie obmył mnie, ale serce moje jest jako czara próżna, którą Paweł z Tarsu ma napełnić słodką nauką waszą, tym słodszą dla mnie, że jest twoją. Ty, boska, policz mi za zasługę choć to, żem z tej czary wylał płyn, który ją napełniał poprzednio, i że nie cofam jej, ale ją wyciągam jak człowiek spragniony, który stanął u czystego zdroju. Niech znajdę łaskę w twych oczach. W Ancjum dni i noce będą mi schodziły na słuchaniu Pawła, który wśród moich ludzi w pierwszym już dniu podróży pozyskał wpływ taki, że otaczają go bez ustanku, widząc w nim nie tylko teumaturga, ale nadprzyrodzoną niemal istotę. Wczoraj widziałem radość na jego twarzy, a gdym go spytał, co czyni, odrzekł mi: „Sieję”. Petroniusz wie, iż on znajduje się między mymi ludźmi, i pragnie go widzieć, jak również Seneka, który słyszał o nim od Gallona. Ale już gwiazdy bledną, o Ligio, a poranny „Lucyfer” świeci coraz mocniej. Wkrótce jutrzenka zaróżowi morze — i śpi wszystko naokół, tylko ja myślę o tobie i kocham cię. Bądź pozdrowiona wraz z zorzą ranną, &lt;em class="foreign-word"&gt;sponsa mea&lt;/em&gt;!”&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XXXVII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/37/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/37/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XXXVII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wyruszyli jednakże dopiero w kilka dni po tej rozmowie. Odjazd po krótkiej modlitwie, w której polecili się gorąco Bogu, nastąpił wraz ze świtem o godzinie szóstej rano. Na czele jechał konno Staś, poprzedzany tylko przez Sabę. Za nim kroczył poważnie King machając uszyma i niosąc na swym potężnym grzbiecie płócienny palankin, a w palankinie Nel wraz z Meą, następnie szły jeden za drugim konie Lindego, powiązane długim palmowym powrozem i niosące rozliczne ładunki, a pochód zamykał mały Nasibu na spasionym, również jak i on sam, ośle.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział piąty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/37/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/37/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział piąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Książę nie sprzeciwił się pojedynkowi, gdyż wedle ówczesnych obyczajów nie był w możności tego uczynić. Wymógł tylko, by Rotgier napisał list do mistrza i do Zygfryda de Löwe, że sam pierwszy rzucił rękawicę rycerzom mazowieckim, wskutek czego staje do walki z mężem Jurandówny, który zresztą już pierwej go był pozwał. Tłumaczył się też Krzyżak wielkiemu mistrzowi, że jeśli staje bez pozwolenia, to dlatego, że chodzi o cześć Zakonu i odwrócenie szpetnych podejrzeń, które by hańbę przynieść mogły, a które on, Rotgier, gotów jest zawsze własną krwią okupić.
 List ten wysłany był natychmiast do granicy przez jednego z pachołków rycerza, dalej zaś miał iść do Malborga pocztą, którą Krzyżacy na wiele lat przed innymi wynaleźli i zaprowadzili w swoich ziemiach.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XVII. Pamiętnik starego subiekta</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/37/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/37/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XVII. Pamiętnik starego subiekta&lt;/h2&gt;
&lt;hr class="spacer-line"/&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Od kilku miesięcy utrzymuje się pogłoska, że w dniu 26 czerwca bieżącego roku zginął w Afryce książę Ludwik Napoleon, syn cesarza. I to jeszcze zginął w bitwie z dzikim narodem, o którym nie wiadomo, ani gdzie mieszka, ani jak się nazywa? bo przecie &lt;em class="author-emphasis"&gt;Zulusami&lt;/em&gt; nie może nazywać się żaden naród.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Tak wszyscy mówią. Nawet miała tam pojechać cesarzowa Eugenia i przywieźć zwłoki syna do Anglii. Czy tak jest w rzeczy samej, nie wiem, bo już od lipca nie czytuję gazet i nie lubię rozmawiać o polityce.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Lato, rozdział II</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/38/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/38/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;II&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Dzień był bardzo cudny, prawdziwie latowy.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Może szła dziesiąta rano, bo już słońce wisiało w pół drogi między wschodem a południem i wynosiło się coraz bardziej palące, kiej lipeckie dzwony — ile ich jeno było — zadzwoniły rozgłośnie i ze wszystkiej mocy.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;A ten, co go to przezywali Pietrem, huczał najgłośniej i śpiewał całym gardzielem — jak kiedy to chłop, ździebko napity, drogą idzie, kolebie się ze strony na stronę i zawodzący, całemu światu radoście swoje grubachnym głosem powiada...&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział trzydziesty ósmy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/38/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/38/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział trzydziesty ósmy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Winicjusz do Ligii:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;„Czyś ty, droga, była kiedy z Aulusami w Ancjum? Jeśli nie, będę szczęśliwy, gdy ci je z czasem pokażę. Już od Laurentum ciągną się na pobrzeżu wille jedna za drugą, a samo Ancjum to nieskończony szereg pałaców i portyków, których kolumny przeglądają się czasu pogody w wodzie. Mam i ja tu siedzibę tuż nad wodą, z oliwnikiem i lasem cyprysów za willą, i gdy pomyślę, że ta siedziba stanie się kiedyś twoją, bielsze wydają mi się jej marmury, cienistsze ogrody i lazurowsze morze. O Ligio, jak dobrze jest żyć i kochać! Stary Menikles, który zarządza tu willą, posadził na łąkach pod mirtami całe kępy irysów i na ich widok przyszedł mi na myśl dom Aulusów, wasze impluvium i wasz ogród, w którym siadywałem przy tobie. I tobie te irysy będą przypominały dom rodzinny, dlatego jestem pewien, że polubisz Ancjum i tę willę. Zaraz po przybyciu długo rozmawialiśmy z Pawłem przy prandium. Mówiliśmy o tobie, a potem on począł nauczać, ja zaś słuchałem długo i to ci powiem tylko, że gdybym nawet tak umiał pisać jak Petroniusz, jeszcze bym nie potrafił wypowiedzieć ci wszystkiego, co przeszło mi przez myśl i duszę. Jam się nie spodziewał, że może być na świecie jeszcze takie szczęście, piękność i spokój, o których ludzie dotąd nie wiedzą. Lecz to wszystko chowam na rozmowę z tobą, gdy z pierwszą wolną chwilą przybędę do Rzymu. Powiedz mi, jak ziemia może pomieścić razem takich ludzi, jak Piotr Apostoł, jak Paweł z Tarsu i cezar? Pytam dlatego, żem wieczór po nauce Pawła spędził u Nerona, i czy wiesz, com tam usłyszał? Oto naprzód on sam czytał swój poemat o zburzeniu Troi i począł narzekać, że nigdy nie widział płonącego miasta. Zazdrościł Priamowi i zwał go szczęśliwym człowiekiem dlatego właśnie, iż mógł oglądać pożogę i zgubę ojczystego grodu. Na to Tygellinus rzekł: „Powiedz słowo, boski, a wezmę pochodnię i nim noc upłynie, ujrzysz płonące Ancjum”. Lecz cezar nazwał go głupcem. „Gdzież — mówił — przyjeżdżałbym oddychać morskim powietrzem i ochraniać ten głos, którym obdarzyli mnie bogowie i o który, jak mówią, dla dobra ludu dbać powinienem? Zali nie Rzym mi szkodzi, zali nie duszne wyziewy z Subury i Eskwilinu nabawiają mnie chrypki i czyż palący się Rzym nie przedstawiałby stokroć wspanialszego i tragiczniejszego widoku od Ancjum?” Tu wszyscy poczęli mówić, jaką tragedią niesłychaną byłby obraz takiego miasta, które podbiło świat, zmienionego w kupę siwych popiołów. Cezar zapowiedział, że wówczas poemat jego przeszedłby pieśni Homera, a potem jął mówić, jak odbudowałby miasto i jak by potomne wieki musiały podziwiać jego dzieło, wobec którego zmalałyby wszystkie inne dzieła ludzkie. Wówczas pijani biesiadnicy poczęli wołać: „Uczyń to! Uczyń!”, on zaś rzekł: „Musiałbym mieć wierniejszych i bardziej oddanych mi przyjaciół”. Ja, wyznaję, słuchając tego zaniepokoiłem się zrazu, bo w Rzymie ty jesteś, carissima. Sam śmieję się teraz z tej obawy i myślę, że cezar i augustianie, jakkolwiek szaleni, nie odważyliby się podobnego szaleństwa dopuścić, a jednak, patrz, jak człowiek boi się o swoje kochanie, jednak wolałbym, by dom Linusa nie stał na wąskim zatybrzańskim zaułku i w dzielnicy zamieszkałej przez obcą ludność, na którą mniej by w danym razie zważano. Dla mnie same pałace palatyńskie nie byłyby mieszkaniem godnym ciebie, więc chciałbym także, by ci nie brakło niczego z tych ozdób i wygód, do których z dzieciństwa przywykłaś. Przenieś się do domu Aulusów, Ligio moja. Ja dużo tu o tym myślałem. Gdyby cezar był w Rzymie, wieść o twym powrocie mogłaby istotnie dojść przez niewolników na Palatyn, zwrócić na ciebie uwagę i ściągnąć prześladowanie za to, żeś się ośmieliła postąpić wbrew woli cezara. Ale on długo zostanie tu w Ancjum, a nim wróci, dawno i niewolnicy przestaną o tym mówić. Linus i Ursus mogą zamieszkać z tobą. Zresztą żyję nadzieją, że zanim Palatyn ujrzy cezara, ty, moja boska, będziesz już mieszkała we własnym domu na Karynach. Błogosławiony dzień, godzina i chwila, w której przestąpisz mój próg, i jeśli Chrystus, którego uczę się wyznawać, to sprawi, niech będzie błogosławione i Jego imię. Będę Mu służył i oddam za Niego życie i krew. Źle mówię: będziemy Mu służyli oboje, póki starczy nam przędzy życia. Kocham cię i pozdrawiam duszą całą”.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XXXVIII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/38/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/38/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XXXVIII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Piątego dnia podróży Staś jechał razem z Nel na Kingu, trafili bowiem na szeroki pas akacji rosnących tak gęsto, że konie mogły iść tylko szlakiem utorowanym przez słonia. Godzina była wczesna, ranek promienny i rosisty. Dzieci rozmawiały o podróży i o tym, że każdy dzień zbliża ich jednak do oceanu i do ojców, do których oboje nie przestawali tęsknić ciągle. Był to od chwili porwania ich z Faujmu niewyczerpany przedmiot wszystkich rozmów, które wzruszały ich zawsze do łez. I powtarzali wciąż jedno w kółko: że tatusiowie myślą, iż oni już nie żyją albo że przepadli na wieki — i obaj martwią się, i wbrew nadziei wysyłają do Chartumu Arabów po wieści, a oni oto są już daleko nie tylko od Chartumu, ale i od Faszody, a za pięć dni będą jeszcze dalej — a potem znów jeszcze dalej, aż wreszcie dotrą do oceanu albo przedtem jeszcze do jakichś miejsc, skąd będzie można przesłać depeszę. Jedyną w całej karawanie osobą, która wiedziała, co ich jeszcze czeka, był Staś — Nel natomiast była najgłębiej przekonana, że nie ma takiej rzeczy na świecie, której „Stes” nie potrafiłby dokonać, i była zupełnie pewna, że ją doprowadzi do brzegu. Więc nieraz uprzedzając wypadki wyobrażała sobie w swej małej główce, co to będzie, gdy przyjdzie pierwsza o nich wiadomość — i szczebiocąc jak ptaszek opowiadała o tym Stasiowi. „Siedzą — mówiła — tatusiowie w Port-Saidzie i płaczą — aż tu wchodzi boy z depeszą. Co to jest? Mój albo twój tatuś otwiera, patrzy na podpis i czyta: «Staś i Nel». O, to dopiero się ucieszą! to dopiero się zerwą, żeby jechać naprzeciw nas! to dopiero będzie radość w całym domu — i tatusiowie się ucieszą, i wszyscy się ucieszą — i będą cię chwalili — i przyjadą — i ja obejmę mocno tatusia za szyję, i potem będziemy zawsze razem... i...”&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział szósty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/38/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/38/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział szósty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Książę pierwszy zabrał głos na naradzie i tak mówił:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— To bieda, że nie mamy nijakiego pisma ani świadectwa przeciw komturom. Bo choć posąd nasz zdaje się słuszny i ja sam myślę, że Jurandównę oni chwycili, nie kto inny, ale co z tego? Wyprą się. A jak wielki mistrz spyta o jakowyś dowód, co mu pokażem? Ba! Jeszcze list Jurandowy świadczy za nimi.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Tu zwrócił się do Zbyszka:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Powiadasz, że ten list groźbą na nim wymusili. Może być i pewnie tak jest, bo gdyby po ich stronie była sprawiedliwość, toby ci był Bóg przeciw Rotgierowi nie pomógł. Ale skoro wymusili jeden, to mogli wymusić i dwa.
 Może i oni mają od Juranda świadectwo, że niewinni porwania nieszczęsnej dziewki. A w takim razie pokażą je mistrzowi, i co będzie?&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XVIII. ...?...</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/38/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/38/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XVIII. ...?...&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Pan Rzecki istotnie niedomagał; według własnej opinii z powodu braku zajęcia, według Szumana z powodu sercowej choroby, która nagle rozwinęła się w nim i szła dosyć szybko pod wpływem jakichś zmartwień.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zajęć miał niewiele. Z rana przychodził do sklepu niegdyś Wokulskiego, obecnie Szlangbauma, lecz bawił tam, dopóki nie zaczęli się schodzić subiekci, a nade wszystko goście. Goście bowiem, nie wiadomo nawet dlaczego, przypatrywali mu się ze zdziwieniem, a subiekci, dziś z wyjątkiem pana Zięby starozakonni, nie tylko nie okazywali mu szacunku, do którego przywykł, ale nawet wbrew upomnieniom Szlangbauma traktowali go w sposób lekceważący.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Lato, rozdział III</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/39/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/39/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;III&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Pójdę już, Hanuś! — prosiła Józka, pokładając głowę na ławkę.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— A zadrzyj ogona kiej cielak i leć! — zgromiła ją, odrywając oczy od różańca.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Kiej me tak cosik spiera w dołku i tak me mgli...&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Nie przeszkadzaj, zaraz się skończy.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jakoż proboszcz już kończył cichą, żałobną mszę za duszę Boryny, zamówioną przez rodzinę w oktawę jego śmierci.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wszyscy też co najbliżsi siedzieli w bocznych ławkach, a tylko Jagusia z matką klęczały przed samym ołtarzem; z obcych nie było nikogo, tyla co kajś pod chórem Jagata głośno trzepała pacierze.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział trzydziesty dziewiąty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/39/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/39/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział trzydziesty dziewiąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ursus czerpał wodę w cysternie i ciągnąc sznurem podwójne amfory śpiewał półgłosem dziwną pieśń ligijską, a zarazem spoglądał rozradowanymi oczyma na Ligię i Winicjusza, którzy wśród cyprysów w ogródku Linusa bielili się jak dwa posągi. Najmniejszy wiatr nie poruszał ich odzieży. Na świecie zapadał zmrok złoty i liliowy, oni zaś wśród spokoju wieczora rozmawiali trzymając się za ręce.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Czy nic złego spotkać cię nie może, Marku, za to, że opuściłeś Ancjum bez wiedzy cezara? — pytała Ligia.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XXXIX</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/39/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/39/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XXXIX&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Cała ludność odprowadziła daleko dobre Mzimu i pożegnała je ze łzami, prosząc natarczywie, by raczyło przybyć kiedy jeszcze do M’Ruy i pamiętać o jego ludzie. Staś przez chwilę wahał się, czy nie wskazać Murzynom wąwozu, gdzie pochował te towary i zapasy po Lindem, których z braku tragarzy nie mógł zabrać, ale pomyślawszy, że posiadanie takich skarbów mogłoby wywołać między nimi zawiści i niesnaski, zbudzić łakomstwo i zamącić spokój ich życia, porzucił ten zamiar, a natomiast zastrzelił wielkiego bawołu i pozostawił im jego mięso na pożegnalną ucztę. Widok tak wielkiej ilości nyamy pocieszył ich też rzeczywiście.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział siódmy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/39/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/39/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział siódmy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zygfryd de Löwe miał właśnie wyjeżdżać do Malborga, gdy niespodzianie pocztowy pachołek przyniósł mu list od Rotgiera z wiadomościami z mazowieckiego dworu.
 Wiadomości te poruszyły do żywego starego Krzyżaka.
 Przede wszystkim widać było z listu, iż Rotgier wybornie przedstawił i poprowadził wobec księcia Janusza sprawę Juranda. Zygfryd uśmiechnął się, czytając, że Rotgier zażądał jeszcze, by książę za krzywdy Zakonu oddał jeszcze Spychów w maństwo Krzyżakom. Natomiast druga część listu zawierała nowiny niespodziane i mniej korzystne. Oto donosił także Rotgier, że dla tym lepszego okazania niewinności Zakonu w porwaniu Jurandówny rzucił był rękawicę rycerzom mazowieckim, pozywając każdego, kto by o tym wątpił, na sąd boży, to jest na walkę wobec całego dworu... „Żaden jej nie podnosił — pisał dalej Rotgier — wszyscy bowiem wiedzieli, iż świadczył za nami list samego Juranda, więc bali się sprawiedliwości bożej, gdy wtem znalazł się młodzik, któregośmy w leśnym dworcu widzieli — i ów zakład podjął. Z której przyczyny nie dziwujcie się, pobożny i mądry bracie, że się z powrotem o dwa albo trzy dni opóźnię, gdyż — sam pozwawszy, stanąć muszę. A iżem to dla chwały Zakonu uczynił, mam nadzieję, że nie poczyta mi tego za złe ani wielki mistrz, ani też wy, którego czczę i synowskim sercem miłuję. Przeciwnik — prawy dzieciuch, a mnie walka, jako wiecie, nie nowina, więc łatwie tę krew na chwałę Zakonu rozleję, a zwłaszcza przy pomocy Pana Chrystusowej, któremu pewnie więcej chodzi o tych, którzy krzyż Jego noszą niż o jakowegoś Juranda albo o krzywdy jednej mizernej dziewki z mazurskiego narodu!”.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Uzupełnienie</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/39/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/lalka/39/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Uzupełnienie&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Prawie w tej samej chwili, kiedy Rzecki studiował licytację domu Łęckich, w jego własnym mieszkaniu naradzali się dwaj panowie: jednym z nich był Wokulski, drugim moskiewski kupiec Suzin.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Suzin był to niski olbrzym, z potężną głową, potężnymi plecami i jeszcze potężniejszymi rękoma; robił wrażenie ogniotrwałej szafy odzianej w surdut źle skrojony z bardzo cienkiego sukna. Z całej jego figury przeglądała niezmierna siła, a z czerwonej twarzy o nieregularnych rysach tryskało prawie kompromitujące zdrowie. Nosił długie konopiaste włosy, już gęsto przyprószone siwizną, podcięte przy kołnierzu i rozdzielone nad czołem, tudzież wielką brodę, również konopiastą w białe pasy. Na grubych palcach miał kilka pierścieni z ogromnymi brylantami, a na szyi złoty łańcuch, przy którym śmielej można było przyczepić berlinkę niż zegarek. Spod brwi, przypominających krzaki jałowcu, wyglądały mu nieduże siwe oczki, iskrzące się sprytem.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Lato, rozdział IV</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/40/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/40/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;IV&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ale przez takie przeróżne a ciężkie przejścia Hanka całkiem nie mogła zasnąć tej nocy, a przy tym cięgiem się jej widziało, że słyszy czyjeś kroki w opłotkach, to na drodze, to nawet jakby pod samą chałupą. Nasłuchiwała z bijącym sercem, ale cały dom spał głęboko, nawet dzieci nie matyjasiły, noc była głucha, chociaż widnawa, gwiazdy zaglądały w okna i niekiedy poszumiały drzewa, gdyż jakoś od samego północka podniósł się wiater przedmuchując kiej niekiej.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział czterdziesty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/40/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/40/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czterdziesty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W Ancjum tymczasem Petroniusz odnosił niemal każdego dnia nowe zwycięstwa nad augustianami współubiegającymi się z nim o łaskę cezara. Wpływ Tygellina upadł zupełnie. W Rzymie, gdy trzeba było usuwać ludzi, którzy wydawali się niebezpieczni, łupić ich mienie, załatwiać sprawy polityczne, dawać widowiska, zdumiewające przepychem i złym smakiem, a wreszcie zaspakajać potworne zachcenia cezara, Tygellinus, zarówno przebiegły, jak gotów na wszystko, okazywał się niezbędnym. Ale w Ancjum, wśród pałaców przeglądających się w lazurach morza, cezar żył życiem helleńskim. Od rana do wieczora czytywano wiersze, rozprawiano nad ich budową i doskonałością, zachwycano się szczęśliwymi zwrotami, zajmowano się muzyką, teatrem, słowem, wyłącznie tym, co wynalazł i czym przyozdobił życie geniusz grecki. Lecz w takich warunkach, niezrównanie więcej wykształcony od Tygellina i innych augustianów, Petroniusz, dowcipny, wymowny, pełen subtelnych poczuć i smaku, musiał uzyskać przewagę. Cezar szukał jego towarzystwa, zasięgał jego zdania, pytał o radę, gdy sam tworzył, i okazywał przyjaźń żywszą niż kiedykolwiek. Otaczającym wydawało się, że wpływ jego odniósł wreszcie ostateczne zwycięstwo, że przyjaźń między nim i cezarem weszła już w okres stały i że przetrwa lata. Ci nawet, którzy dawniej okazywali niechęć wykwintnemu epikurejczykowi, poczęli go teraz otaczać i ubiegać się o jego łaski. Niejeden rad był nawet szczerze w duszy, że przewagę uzyskał człowiek, który wiedział wprawdzie, co o kim ma myśleć, i przyjmował ze sceptycznym uśmiechem pochlebstwa wczorajszych wrogów, lecz czy to przez lenistwo, czy przez wytworność nie był mściwym i potęgi swej nie używał na cudzą zgubę lub szkodę. Bywały chwile, że mógł zgubić nawet i Tygellina, ale on wolał go wyśmiewać i wyprowadzać na jaw jego brak wykształcenia i pospolitość. Senat w Rzymie odetchnął, gdyż od półtora miesiąca żaden wyrok śmierci nie został wydany. I w Ancjum, i w mieście opowiadano wprawdzie dziwy o wyrafinowaniu, do jakiego doszła rozpusta cezara i jego faworyta, każdy jednak wolał czuć nad sobą cezara wyrafinowanego niż zezwierzęconego w rękach Tygellina. Sam Tygellinus tracił głowę i wahał się, czy nie dać za wygraną, albowiem cezar wielokrotnie odzywał się, że w całym Rzymie i na całym dworze są tylko dwie dusze zdolne się zrozumieć i dwóch prawdziwych Hellenów: on i Petroniusz.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XL</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/40/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/40/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XL&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W cztery dni później Staś zatrzymał się na dłuższy wypoczynek na wzgórzu podobnym nieco do Góry Lindego, ale mniejszym i ciaśniejszym. Tego samego wieczora Saba zagryzł po ciężkiej walce wielkiego samca pawiana, którego napadł w chwili, gdy ów bawił się szczątkami latawca, drugiego z rzędu z tych, które dzieci puściły przed wyruszeniem do oceanu. Staś i Nel korzystając z postoju postanowili kleić ciągle coraz nowe, ale puszczać je tylko wówczas, gdy silny musson będzie dął z zachodu na wschód. Staś liczył na to, że jeśli choć jeden wpadnie w ręce europejskie lub arabskie, zwróci na siebie niezawodnie nadzwyczajną uwagę i przyczyni się do wysłania umyślnej na ich ratunek wyprawy. Dla tym większej pewności obok napisów angielskich i francuskich dodawał i arabskie, co nie przychodziło mu z trudnością, albowiem język arabski znał doskonale.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział ósmy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/40/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/40/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział ósmy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jakkolwiek Głowaczowi pilno było do Zgorzelic, nie mógł jednakże jechać tak prędko, jakby chciał, albowiem drogi stały się niezmiernie trudne. Po zimie ostrej, po mrozach tęgich i po śniegach tak obfitych, że chowały się pod nimi całe wsie, przyszły wielkie odwilże. Luty, wbrew swojej nazwie, nie okazał się bynajmniej lutym. Naprzód powstały mgły gęste i nieprzeniknione, potem dżdże prawie ulewne, od których w oczach tajały białe zaspy, w przerwach zaś między ulewami dął wicher taki, jaki zwykł dąć w marcu, więc przerywany, nagły, któren zganiał i rozganiał nabrzmiałe chmury po niebie, a na ziemi wył po zaroślach, huczał po lasach i pożerał śniegi, pod którymi niedawno jeszcze drzemały konary i gałęzie w zimowym, cichym śnie. Poczerniały też wnet bory. Na łąkach marszczyła się szeroko rozlana woda, wezbrały rzeki i strumienie. Radzi byli z takiej obfitości mokrego żywiołu tylko rybitwowie, natomiast inna wszelka ludność, trzymana jakby na uwięzi, przykrzyła sobie po domach i chatach. W wielu miejscach od wsi do wsi można się było dostać tylko łodzią. Nie brakło wprawdzie nigdzie grobel ani gościńców przez bagna i bory poczynionych z pni i okrąglaków, ale teraz groble rozmiękły, a pnie na nizinnych miejscach pogrzęzły w rozmokłych młakach i przejazd przez nie uczynił się niebezpieczny albo i wcale niepodobny. Szczególniej trudno było posuwać się Czechowi w jezierzystej Wielkopolsce, gdzie każdej wiosny roztopy bywały większe niż w innych stronach kraju, a przeto i droga, zwłaszcza dla konnych, cięższa.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Lato, rozdział V</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/41/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/41/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;V&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Pietrek, przynieś no drewek — krzyknęła sprzed domu Hanka, rozmamłana była całkiem i omączona przy wyrabianiu chleba.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W szabaśniku huczał już tęgi ogień, przegarniała go raz po raz i leciała obtaczać bochny i wynosić je w ganek, na deskę ździebko wystawioną w słońcu, bych prędzej rosły. Zwijała się siarczyście, gdyż ciasto prawie już kipiało z wielkiej dzieży, przyokrytej pierzyną.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Józka, dorzuć do pieca, bo trzon jeszczek czarniawy!&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ale Józki nie było, a Pietrek też się nie kwapił z posłuchem, nakładał w podwórzu gnój, oklepując czubaty wóz, bych się nie roztrzęsał po drodze, i spokojnie poredzał ze ślepym dziadem, któren pod stodołą wykręcał powrósła.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział czterdziesty pierwszy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/41/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/41/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czterdziesty pierwszy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Nero grał i śpiewał hymn na cześć „Pani Cypru”, do którego sam ułożył wiersze i muzykę. Był tego dnia przy głosie i czuł, że muzyka jego naprawdę porywa obecnych, a poczucie to tyle dodało siły dźwiękom, które z siebie wydobywał, i tak rozkołysało jego własną duszę, że wydawał się być natchniony. W końcu pobladł sam ze szczerego wzruszenia. Pierwszy też zapewne raz w życiu nie chciał słuchać pochwał obecnych. Przez chwilę siedział z rękoma wspartymi na cytrze i z pochyloną głową, po czym powstał nagle i rzekł:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XLI</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/41/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/41/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XLI&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Lecz Staś po krótkim wypoczynku pod wałami Lueli ruszył z Kalim na czele trzystu wojowników jeszcze przed zachodem słońca ku bomie Fumby, chciał bowiem uderzyć na Samburu w nocy, licząc na to, że w ciemnościach „węże ogniste” większe sprawią wrażenie. Droga od Lueli do góry Boko, na której bronił się Fumba, wynosiła licząc z odpoczynkami dziewięć godzin, tak że pod fortecą stanęli dopiero koło trzeciej po północy. Staś zatrzymał wojowników i nakazawszy im do czasu jak najgłębsze milczenie począł rozpatrywać się w położeniu. Szczyt góry, na którym przytaili się obrońcy, był ciemny, natomiast Samburowie palili mnóstwo ogni. Blask ich rozświecał spadziste ściany skały i olbrzymie drzewa rosnące u jej stóp. Z daleka już dochodził głuchy głos bębnów oraz krzyki i śpiewy wojowników, którzy widocznie nie żałowali sobie pombe chcąc uczcić bliskie, ostateczne już zwycięstwo. Staś posunął się na czele swojego oddziału jeszcze dalej, tak że w końcu nie więcej niż sto kroków dzieliło go od ostatnich ogni. Straży obozowych nie było ani śladu, a noc bezksiężycowa nie pozwoliła dzikim dojrzeć Kinga, którego zasłaniały przy tym zarośla. Siedzący na jego karku Staś wydał po cichu ostatnie rozkazy, po których dał znak Kalemu, by podpalił jedną z przygotowanych rac. Czerwona wstęga wyleciała, sycząc, wysoko pod ciemne niebo, po czym z hukiem rozsypała się w bukiet czerwonych, błękitnych i złotych gwiazd. Wszystkie głosy umilkły i nastała chwila głuchej ciszy. W kilka sekund później wyleciały jakby z piekielnym chichotem jeszcze dwa ogniste węże, ale tym razem skierowane poziomo, wprost na obóz Samburów, a jednocześnie rozległ się ryk Kinga i wrzask trzystu Wa-himów, którzy uzbrojeni w asagaje, maczugi i noże, rzucili się w niepohamowanym pędzie naprzód. Rozpoczęła się bitwa, tym straszniejsza, że odbywała się w ciemnościach, gdyż natychmiast rozdeptano w zamieszaniu wszystkie ogniska. Ale zaraz z początku na widok węży ognistych ogarnęła Samburów ślepa trwoga. To, co się stało, przechodziło zupełnie ich rozum. Wiedzieli tylko, że napadły na nich jakieś straszne istoty i że grozi im zguba okropna i nieuchronna. Większa część ich pierzchała, zanim dosięgły ich włócznie i maczugi Wa-himów. Stu kilkudziesięciu wojowników, których zdołał zebrać koło siebie Mamba, dawało zacięty opór; gdy jednak przy błyskawicach wystrzałów ujrzeli olbrzymie zwierzę, a na nim biało przybranego człowieka i gdy o uszy ich obił się huk broni, z której raz po raz strzelał Kali, upadły i w nich serca. Fumba na górze ujrzawszy pierwszą racę, która pękła na wysokościach, padł także ze strachu na ziemię i leżał jak nieżywy przez kilka minut. Ale ochłonąwszy zrozumiał z rozpaczliwego wycia wojowników jedną rzecz, a mianowicie: że jakieś duchy wytracają na dole Samburów. Wówczas błysnęła mu w głowie myśl, że gdyby nie przyszedł tym duchom w pomoc, to gniew ich mógłby się zwrócić i przeciw niemu; ponieważ zaś zatrata Samburów była dla niego zbawieniem, więc zebrawszy wszystkich swych wojowników wysunął się bocznym, ukrytym wyjściem z bomy i przeciął drogę większej części uciekających. Bitwa zmieniła się teraz w rzeź. Bębny Samburów przestały huczeć. W pomroce, którą rozdzierały tylko czerwone błyskawice wyrzucane przez strzelbę Kalego, rozlegało się wycie mordowanych, głuche uderzenia maczug o tarcze i jęki rannych. Litości nikt nie prosił, albowiem Murzyni jej nie znają. Kali z obawy, by w ciemnościach i zamieszaniu nie razić własnych ludzi, przestał wreszcie strzelać i chwyciwszy miecz Gebhra rzucił się z nim w środek nieprzyjaciół. Samburowie mogli teraz uciekać z gór ku swoim granicom tylko jednym szerokim wąwozem, ale ponieważ wąwóz ten zamknął ze swymi wojownikami Fumba, przeto z całego zastępu ocaleli ci tylko, którzy rzuciwszy się na ziemię pozwalali się brać żywcem, chociaż wiedzieli, że czeka ich okrutna niewola lub nawet doraźna śmierć z ręki zwycięzców. Mamba bronił się bohatersko, dopóki uderzenie maczugi nie strzaskało mu czaszki. Syn jego, młody Faru, wpadł w ręce Fumby, a ten kazał go związać jako przyszłą ofiarę dziękczynną dla duchów, które przyszły mu z pomocą.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział dziewiąty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/41/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/41/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dziewiąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Maćko gotował się do drogi, a Jagienka nie pokazywała się w Bogdańcu przez dwa dni, spędziła je bowiem na naradach z Czechem. Spotkał ją stary rycerz dopiero dnia trzeciego, w niedzielę, w drodze do kościoła. Jechała do Krześni z bratem Jaśkiem i ze znacznym pocztem zbrojnych pachołków, albowiem nie była pewna, czy Cztan i Wilk leżą jeszcze i czy nie uczynią na nią jakowejś napaści.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Chciałam i tak wstąpić po mszy do Bogdańca — rzekła, powitawszy Maćka — bo pilną mam do was sprawę, ale możemy i zaraz o niej gadać.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Lato, rozdział VI</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/42/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/42/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;VI&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Uwal się już raz i nie przeszkadzaj! — mruknął zgniewany Mateusz, przewracając się na drugi bok.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Szymek przywarł na chwilę, a skoro tamten znowu zachrapał, jął się cicho przebierać ze sąsieka, gdyż mu się przywidziało, jako do stodoły, kaj spali, już się wdzierają mąty pierwszych świtań.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Omackiem zbierał po klepisku narzędzia, jeszcze wczoraj nagotowane, i tak się śpieszył, że mu raz po raz cosik leciało z rąk z przeraźliwym brzękiem, jaże Mateusz klął przez śpik.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział czterdziesty drugi</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/42/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/42/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czterdziesty drugi&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Winicjusz zaledwie miał czas rozkazać kilku niewolnikom, by jechali za nim, po czym wskoczywszy na konia, popędził wśród głębokiej nocy przez puste ulice Ancjum, w kierunku Laurentum. Wpadłszy pod wpływem straszliwej wieści w stan jakby szału i umysłowego zdziczenia, chwilami nie zdawał sobie dokładnie sprawy, co się z nim dzieje, miał tylko poczucie, że na tym samym koniu siedzi za jego plecami nieszczęście i krzycząc mu do uszu: „Rzym się pali!”, smaga jego samego, konia i pędzi ich w ten ogień. Położywszy swą odkrytą głowę na karku końskim, biegł w samej tunice na oślep, nie patrząc przed siebie i nie zważając na przeszkody, o które mógł się roztrzaskać. Wśród ciszy i wśród nocy, spokojnej i gwiaździstej, jeździec i koń, oblani blaskiem księżyca, czynili wrażenie sennych widziadeł. Idumejski ogier, stuliwszy uszy i wyciągnąwszy szyję, mknął jak strzała mijając nieruchome cyprysy i białe, pochowane wśród nich wille. Tętent kopyt o płyty kamienne budził tu i ówdzie psy, które szczekaniem przeprowadzały dziwne zjawisko, potem zaś, zaniepokojone jego nagłością, poczynały wyć podnosząc paszcze do księżyca. Niewolnicy biegnący za Winicjuszem, mając konie o wiele gorsze, wkrótce pozostali w tyle. On sam, przebiegłszy jak burza śpiące Laurentum, zawrócił ku Ardei, w której również jak w Arycji, w Bovillae i Ustrinum, trzymał od czasu przyjazdu do Ancjum rozstawne konie, aby móc w jak najkrótszym czasie przebiegać przestrzeń dzielącą go od Rzymu. Pamiętając o tym wydobywał ostatki sił z konia. Za Ardeą wydało mu się, że niebo w północno-wschodniej stronie powleka się różowym odblaskiem. Mogła to być i zorza ranna, gdyż godzina była późna, dzień zaś czynił się wcześnie w lipcu. Lecz Winicjusz nie mógł powstrzymać okrzyku rozpaczy i wściekłości, wydało mu się bowiem, że to jest łuna pożogi. Przypomniały mu się słowa Lekaniusza: „Miasto całe jednym morzem płomieni!” — i przez chwilę czuł, że grozi mu naprawdę szaleństwo, stracił bowiem całkowicie nadzieję, by mógł uratować Ligię, a nawet dobiec, zanim miasto nie zmieni się w jeden stos popiołu. Myśli jego stały się teraz jeszcze szybsze niż pęd konia i gnały przed nim jak stado czarnego ptactwa — rozpaczliwe i potworne. Nie wiedział wprawdzie, która część miasta zaczęła płonąć, przypuszczał jednak, że dzielnica zatybrzańska, pełna skupionych domów, składów drzewa i drewnianych bud, w których sprzedawano niewolników, pierwsza mogła stać się pastwą płomienia. W Rzymie pożary zdarzały się dość często, przy których równie często przychodziło do gwałtów i rabunków, zwłaszcza w dzielnicach zamieszkałych przez ludność ubogą i na wpół barbarzyńską — cóż więc mogło dziać się na takim Zatybrzu, które było gniazdem hałastry pochodzącej ze wszystkich stron świata? Tu Ursus ze swą nadludzką siłą mignął się w głowie Winicjusza, lecz cóż mógł poradzić choćby nie człowiek, ale tytan, przeciw niszczącej sile ognia? Obawa buntu niewolników była również zmorą, która dusiła Rzym od lat całych. Mówiono, iż setki tysięcy tych ludzi marzy o czasach Spartakusa i czeka tylko na sposobną chwilę, by chwycić za broń przeciw ciemięzcom i miastu. A oto chwila nadeszła! Być może, że tam w mieście obok pożogi wre rzeź i wojna. Może nawet pretorianie rzucili się na miasto i mordują z rozkazu cezara. I włosy powstały nagle z przerażenia na głowie Winicjusza. Przypomniał sobie wszystkie rozmowy o pożarach miast, które od pewnego czasu z dziwną uporczywością prowadzono na dworze cezara, przypomniał sobie jego skargi, że musi opisywać płonące miasto nie widząc nigdy prawdziwego pożaru, jego pogardliwą odpowiedź Tygellinowi, który podejmował się podpalić Ancjum lub sztuczne drewniane miasto, wreszcie jego narzekania na Rzym i smrodliwe zaułki Subury. Tak! To cezar kazał spalić miasto! On jeden mógł się na to ważyć, tak jak jeden Tygellinus mógł się podjąć wykonania podobnego rozkazu. A jeśli Rzym płonie z rozkazu cezara, to któż może zaręczyć, że i ludność nie zostanie z jego rozkazu wymordowana. Potwór był zdolnym i do takiego czynu. Więc pożar, bunt niewolników i rzeź! Jakiś straszliwy chaos, jakieś rozpętanie niszczących żywiołów i wściekłości ludzkiej, a w tym wszystkim Ligia! Jęki Winicjusza pomieszały się z chrapaniem i jękami konia, który biegnąc drogą wznoszącą się ciągle do Arycji w górę, pędził już ostatkiem tchu. Kto ją wyrwie z płonącego miasta i kto może ją ocalić? Tu Winicjusz, położywszy się całkiem na koniu, wpił palce we włosy, gotów z bólu kąsać kark koński. Lecz w tej chwili jakiś jeździec pędzący również jak wicher, ale ze strony przeciwnej, do Ancjum, krzyknął przebiegając koło niego: „Roma ginie!”, i popędził dalej. Do uszu Winicjusza doszedł tylko jeszcze wyraz: „bogowie”, resztę zgłuszył tętent kopyt. Lecz ów wyraz wytrzeźwił go. Bogowie!... Winicjusz podniósł nagle głowę i wyciągnąwszy ramiona ku niebu nabitemu gwiazdami, począł się modlić: „Nie was wzywam, których świątynie płoną, ale Ciebie!... Tyś sam cierpiał, Tyś jeden miłosierny! Tyś jeden rozumiał ludzki ból! Tyś przyszedł na świat, by ludzi nauczyć litości, więc ją teraz okaż! Jeśliś jest taki, jak mówią Piotr i Paweł, to mi uratuj Ligię. Weź ją na ręce i wynieś z płomieni. Ty to możesz! Oddaj mi ją, a ja ci oddam krew. A jeśli dla mnie nie zechcesz tego uczynić, to uczyń dla niej. Ona Cię kocha i ufa Ci. Obiecujesz życie po śmierci i szczęście, ale szczęście po śmierci nie minie, a ona nie chce jeszcze umierać. Daj jej żyć. Weź ją na ręce i wynieś z Rzymu. Ty możesz, chybabyś nie chciał...”&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XLII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/42/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/42/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XLII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Nel, potrafisz wyliczyć nasze podróże od Fajumu? — pytał Staś.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Potrafię.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;To mówiąc dziewczynka podniosła w górę brwi i zaczęła rachować na paluszkach.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Zaraz. Od Fajumu do Chartumu — to jedna; od Chartumu do Faszody — to druga; od Faszody do tego wąwozu, w którym znaleźliśmy Kinga — to trzecia; a od Góry Lindego do jeziora — to czwarta.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Tak. Chyba nie ma na świecie drugiej muchy, która by przeleciała taki kawał Afryki.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział dziesiąty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/42/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/42/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dziesiąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jakkolwiek po zniszczeniu, pożodze i rzezi, którą w 1331 roku
 wyprawili w Sieradzu Krzyżacy, Kazimierz Wielki odbudował zrównane z ziemią miasto — nie było ono jednak zbyt świetne i nie mogło iść w porównanie z innymi grodami Królestwa. Ale Jagienka, której życie
płynęło dotychczas między Zgorzelicami a Krześnią, nie posiadała się ze
zdumienia i podziwu na widok murów, wież, ratusza, a zwłaszcza
kościołów, o których drewniany krześnieński nie dawał najmniejszego
pojęcia. W pierwszej chwili straciła tak dalece zwykłą rezolutność, że
nie śmiała mówić głośno i tylko szeptem wypytywała Maćka o te wszystkie
cuda, od których olśniewały jej oczy, gdy zaś stary rycerz upewniał ją,
że Sieradzowi tak do Krakowa jako zwyczajnej głowni do słońca, uszom nie
 chciała wierzyć, albowiem wydawało się jej prostym niepodobieństwem,
aby mógł istnieć drugi równie wspaniały gród na świecie.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Lato, rozdział VII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/43/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/43/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;VII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Pociągnęła do Borynów, niesąc czerwonych jagód la Józki. A że właśnie Hanka doiła krowy przed chałupą, przysiadła pobok na przyźbie, rozpowiadając szeroko, jak to Nastusię obdarzają.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Hale, na złość Dominikowej to robią — zakończyła.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Nastce to zarówno, ale trza by i mnie co ponieść — szepnęła Hanka.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Narychtujcie, to zaniesę — nastręczała się skwapnie, gdy z izby rozległ się słaby, proszący głos Józki:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Hanuś, dajcie jej moją maciorkę! Zamrę pewnikiem, to Nastuś za to zmówi za mnie jaki pacierz.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział czterdziesty trzeci</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/43/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/43/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czterdziesty trzeci&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W miarę jak Winicjusz zbliżał się do murów, okazywało się, że łatwiej było przyjechać do Rzymu niż dostać się do środka miasta. Przez drogę Appijską trudno było się przecisnąć z powodu natłoku ludzi. Domy, pola, cmentarze, ogrody i świątynie, leżące po obu jej stronach, zmienione były w obozowiska. W świątyni Marsa, leżącej tuż koło Porta Appia, tłum odbił drzwi, aby w jej wnętrzu znaleźć przytułek na noc. Na cmentarzach brano w posiadanie większe grobowce i toczono o nie walki, które dochodziły do rozlewu krwi. Ustrinum ze swoim nieładem dawało zaledwie lekki przedsmak tego, co działo się pod murami samego miasta. Ustał wszelki wzgląd na powagę prawa, na urząd, na węzły rodzinne, na różnice stanu. Widziano niewolników okładających kijami obywateli. Gladiatorowie, pijani winem złupionym w Emporium, połączywszy się w duże gromady przebiegali z dzikimi okrzykami place przydrożne, rozpędzając ludzi, tratując, łupiąc. Mnóstwo barbarzyńców, wystawionych na sprzedaż w mieście, pouciekało z bud sprzedażnych. Pożar i zaguba miasta były dla nich zarazem końcem niewoli i godziną pomsty, toteż gdy osiadła ludność, która w ogniu traciła całe mienie, wyciągała z rozpaczą ręce do bogów wołając o ratunek, oni z wyciem radości rozbijali tłumy, ściągając ludziom odzież z ramion i porywając młodsze niewiasty. Łączyli się z nimi niewolnicy z dawna już służący w Rzymie, nędzarze nie mający nic na ciele prócz wełnianej opaski na biodrach, straszne postacie z zaułków, których po dniu nie widywało się niemal nigdy na ulicach i których istnienia w Rzymie trudno się było domyśleć. Tłum ten, złożony z Azjatów, Afrykanów, Greków, Traków, Germanów i Brytanów, wrzeszczący wszystkimi językami ziemi, dziki i rozpasany, szalał sądząc, iż nadeszła chwila, w której wolno mu sobie wynagrodzić za lata cierpień i nędzy. Wśród tej rozkołysanej ciżby ludzkiej, w blasku dnia i pożogi migotały hełmy pretorianów, pod których opiekę chroniła się ludność spokojniejsza i którzy w wielu miejscach wstępnym bojem musieli uderzać na rozbestwioną tłuszczę. Winicjusz widział w życiu swoim zdobywane miasta, lecz nigdy oczy jego nie patrzyły na widowisko, w którym by rozpacz, łzy, ból, jęki, dzika radość, szaleństwo, wściekłość i rozpasanie zmieszały się razem w taki niezmierny chaos. Nad tą zaś falującą, obłąkaną ciżbą ludzką huczał pożar, płonęło na wzgórzach największe w świecie miasto, śląc w zamieszanie swój ognisty oddech i przykrywając je dymami, nad którymi nie było już widać błękitu nieba. Młody trybun z największym wysileniem, narażając co chwila życie, dotarł wreszcie do bramy Appijskiej, lecz tu spostrzegł, że przez dzielnicę Porta Capena nie będzie mógł dostać się do miasta nie tylko z powodu ciżby, lecz i dla straszliwego żaru, od którego tuż za bramą drżało całe powietrze. Przy tym most przy Porta Trigemina, naprzeciw świątyni Bonae Deae, jeszcze nie istniał, chcąc więc dostać się za Tyber trzeba było przedrzeć się aż do mostu Palowego, to jest przejechać koło Awentynu, przez część miasta zalaną jednym morzem płomieni. Było to zupełnym niepodobieństwem. Winicjusz zrozumiał, że musi wrócić w kierunku Ustrinum, tam skręcić z drogi Appijskiej, przejechać rzekę poniżej miasta i dostać się na Via Portuensis, która wiodła wprost na Zatybrze. Nie było i to rzeczą łatwą z powodu coraz większego zamętu panującego na drodze Appijskiej. Trzeba tam było torować sobie drogę chyba mieczem, Winicjusz zaś nie miał broni, wyjechał bowiem z Ancjum tak, jak wieść o pożarze zastała go w willi cezara. Lecz przy Źródle Merkurego ujrzał znajomego centuriona pretorianów, który na czele kilkudziesięciu ludzi bronił przystępu do obrębu świątyni, i kazał mu jechać za sobą, ten zaś poznawszy trybuna i augustianina nie śmiał się rozkazowi sprzeciwić.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XLIII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/43/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/43/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XLIII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Karawana ruszyła następnego dnia o świcie. Młody Murzyn był wesół, mała despotka łagodna i posłuszna w dalszym ciągu, a Staś pełen energii i nadziei. Szło z nimi stu Samburów i stu Wa-himów — czterdziestu z tych ostatnich zbrojnych w remingtony, z których jako tako umieli strzelać. Biały wódz, który ich w tym ćwiczył przez trzy tygodnie, wiedział wprawdzie, że w danym razie narobią daleko więcej hałasu niż szkody, ale myślał, że w spotkaniach z dzikimi hałas odgrywa nie mniejszą rolę od kuli, i rad był ze swej gwardii. Wzięto wielkie zapasy manioku, placków wypieczonych z wielkich i tłustych białych mrówek wysuszonych starannie i zmielonych na mąkę oraz moc wędzonego mięsa. Z karawaną ruszyło kilkanaście kobiet, które niosły rozmaite dobre rzeczy dla Nel i worki ze skór antylop na wodę. Staś z wysokości grzbietu Kinga pilnował porządku, wydawał rozkazy — może nie tyle dlatego, że były potrzebne, ile z tego powodu, że upajała go rola wodza — i z dumą spoglądał na swoją małą armię.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział jedenasty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/43/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/43/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział jedenasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Nazajutrz po nocy mglistej, miękkiej przyszedł dzień wietrzny,
chwilami jasny, chwilami z powodu chmur, które gnane wiatrem cwałowały
stadami po niebie — posępny. Maćko kazał poruszać tabor równo z brzaskiem. Smolarz, który podjął się przewodniczyć do Bud, twierdził, że
 konie wszędy przejdą, ale wozy miejscami trzeba będzie rozbierać i przenosić je częściowo, również jak i łuby z odzieżą i zapasami
żywności. Nie mogło to przyjść bez wysiłku i mitręgi, ale hartowni i przywykli do trudu ludzie woleli trud największy niż gnuśny wypoczynek w pustej karczmie, z ochotą więc ruszyli w drogę. Nawet i bojaźliwy Wit,
ośmielony słowy i obecnością smolarza, nie okazywał przestrachu.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Lato, rozdział VIII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/44/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/44/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;VIII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Przypołudnie dochodziło, skwar czynił się coraz większy i naród już się wszystek zgromadził przed kancelarią, a naczelnika jeszcze nie było. Pisarz raz po raz wychodził na próg i przysłoniwszy dłonią oczy, wyzierał na szeroką drogę, obsadzoną pokrzywionymi wierzbami — ale tam się jeno lśniły kałuże, ostałe po wczorajszej ulewie, toczył się z wolna jakiś zapóźniony wóz i kajś niekaj między drzewami zabielała chłopska kapota.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Gromada czekała cierpliwie, a tylko jeden wójt latał kiej oparzony, wyglądał na drogę i coraz głośniej przynaglał chłopów, zasypujących wyrwy i doły na placu przed kancelarią.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział czterdziesty czwarty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/44/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/44/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czterdziesty czwarty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Łuna od palącego się miasta zalała niebo tak szeroko, jak wzrok ludzki mógł sięgnąć. Zza wzgórz wytoczył się księżyc wielki i pełny, który rozgorzał wnet od blasku i przybrawszy barwę rozpalonej miedzi zdawał się ze zdumieniem spoglądać na ginący gród światowładny. W zaróżowionych przepaściach nieba świeciły również różowe gwiazdy, lecz w przeciwieństwie do zwykłych nocy ziemia jaśniejsza była od niebios. Rzym oświecał na kształt olbrzymiego stosu całą Kampanię. Przy krwawym blasku widać było dalsze wzgórza miasta, wille, świątynie, pomniki i akwedukty biegnące ze wszystkich okolicznych gór ku miastu, na akweduktach zaś roje ludzi, którzy schronili się tam dla bezpieczeństwa lub dla przypatrywania się pożarowi.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XLIV</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/44/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/44/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XLIV&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Po dziesięciu dniach drogi karawana przeszła wreszcie przełęcze górskie i weszła w kraj odmienny. Była to obszerna równina, gdzieniegdzie tylko powyginana w niewielkie wzgórza, ale przeważnie płaska. Roślinność zmieniła się zupełnie. Nie było wielkich drzew wznoszących się pojedynczo lub po kilka nad falującą powierzchnią wysokich traw. Gdzieniegdzie tylko sterczały w znacznym od siebie oddaleniu akacje wydające gumę, o pniach barwy koralowej lub parasolowate, ale o uliścieniu rzadkim i dającym mało cienia. Między kopcami termitów strzelała tu i ówdzie w górę euforbia, z gałęziami podobnymi do ramion świecznika. Pod niebem unosiły się sępy, a niżej przelatywały z akacji na akację ptaki z rodzaju kruków, upierzone czarno i biało. Trawy były żółte i w kłosach, jak dojrzałe żyto. A jednakże ta sucha dżungla dostarczała widocznie obficie żywności dla wielkiej ilości zwierząt, albowiem kilka razy na dzień podróżnicy spotykali znaczne stada antylop gnu, bubalów i szczególnie zebr. Upały na otwartej i bezdrzewnej płaszczyźnie uczyniły się nieznośne. Niebo było bez chmur, dni znojne, a noce niewiele przynosiły wypoczynku.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział dwunasty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/44/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/44/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwunasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jurand rozbudził się z długiego snu w obecności księdza Kaleba i zapomniawszy we śnie, co się z nim działo, a nie wiedząc, gdzie jest, począł macać łoże i ścianę, przy której i łoże stało. Lecz ksiądz Kaleb chwycił go w ramiona i płacząc z rozrzewnienia, począł mówić:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— To ja! Jesteś w Spychowie! Bracie Jurandzie! Bóg cię doświadczył...
 aleś między swymi... zbożni ludzie odwieźli cię... Bracie Jurandzie! Bracie!!!...&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;I przycisnąwszy go do piersi, jął całować jego czoło, jego puste oczy, i znów cisnąć do piersi, i znów całować, a ów z początku był jakby odurzony i zdawał się nic nie rozumieć, wreszcie jednak jął wodzić lewą dłonią po czole i głowie, jakby chcąc odgarnąć i rozproszyć ciężkie chmury snu i odurzenia.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Lato, rozdział IX</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/45/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/45/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;IX&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Antek obzierał się za gromadą kieby ten kot odpędzony od miski, a rozważał, czyby nie zawrócić. Lecz widząc następujących strażników, powziął nagle jakąś myśl, bo wyłamał po drodze sporą gałąź i wsparłszy się o płot, obstrugiwał, pasując do ręki a zważając na burków, którzy, chociaż szli jak mogli najpowolniej, zrównali się z nim pokrótce.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Kajże to pan starszy, na prześpiegi? — zagadał urągliwie.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Po służbie, panie gospodarzu. A może nam w jedną stronę, co?&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział czterdziesty piąty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/45/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/45/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czterdziesty piąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Makrynus tkacz, do którego domu przyniesiono Winicjusza, obmył go, zaopatrzył w odzież i posilił, po czym młody trybun odzyskawszy zupełnie siły oświadczył, że tejże jeszcze nocy rozpocznie dalsze poszukiwania za Linusem. Makryn, który był chrześcijaninem, potwierdził słowa Chilona, że Linus wraz ze starszym kapłanem Klemensem udali się do Ostrianum, gdzie Piotr miał chrzcić całe gromady zwolenników nowej nauki. W dzielnicy wiadomo było chrześcijanom, że Linus pieczę nad domem swym powierzył od dwóch dni niejakiemu Gajusowi. Dla Winicjusza stanowiło to dowód, że ani Ligia, ani Ursus nie pozostali w domu i że musieli udać się również do Ostrianum.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XLV</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/45/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/45/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XLV&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Na krzyk jego przybiegł pierwszy Kali, za nim dwaj strzelcy, którzy mieli poprzednią straż zluzować, a w chwilę później wszyscy Wa-himowie i Samburu zgromadzili się wrzeszcząc i wyjąc na miejscu zbrodni. Uczyniło się zamieszanie, pełne okrzyków i trwogi. Ludziom chodziło nie tyle o zabitych i o zabójstwo, ile o te ostatki wody, która już wsiąkła w spieczony grunt dżungli. Niektórzy Murzyni rzucali się na ziemię i wyrywając palcami grudki wysysali z niej resztki wilgoci. Inni krzyczeli, że pomordowały strażników i porozcinały worki złe duchy. Ale Staś i Kali wiedzieli, co o tym myśleć. Oto M’Kunjego i M’Puy brakło wśród tych wyjących nad kępą trawy ludzi. W tym, co się stało, było coś więcej niż zabójstwo dwóch strażników i kradzież wody. Porozcinane pozostałe worki świadczyły, że był to czyn zemsty i zarazem wyrok śmierci na całą karawanę. Kapłani złego Mzimu pomścili się nad dobrym. Czarownicy zemścili się na młodym królu, który odkrył ich oszustwa i nie byłby pozwolił im wyzyskiwać dłużej ciemnych Wa-himów. Nad całą karawaną roztoczyła teraz skrzydła śmierć jak jastrząb nad stadem gołębi.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział trzynasty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/45/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/45/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział trzynasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jagienka dowiedziawszy się, iż ma pozostać z rozkazu Maćka w Spychowie, przez chwilę ze zdumienia, żalu i gniewu słowa nie mogła przemówić, patrzała tylko na Czecha szeroko otwartymi oczyma, który rozumiejąc dobrze, jak niemiłą jej przynosi wiadomość, rzekł:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Chciałbym też wam sprawę zdać z tego, cośmy w Szczytnie słyszeli, bo siła jest nowin i ważnych.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— A o Zbyszku są?&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Nie, jeno są szczytnieńskie; wiecie...&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Rozumiem! Konie niech pacholik rozkulbaczy, a wy pójdziecie za mną.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Lato, rozdział X</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/46/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/46/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;X&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jagusia zaraz na wstępie pomiarkowała, że na wsi dzieje się cosik ważnego. Psy jakoś zajadlej naszczekiwały w obejściach, dzieci kryły się po sadach, wyzierając jeno zza drzew i płotów, ludzie już ściągali z pól, chociaż słońce było jeszcze wysoko, gdzieś znów zbierały się rajcujące cicho kobiety — a na wszystkich twarzach widniał srogi niepokój i wszystkie oczy pełne były lęku i oczekiwań.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Co się to wyrabia? — spytała Balcerkówny, wyglądającej zza węgła.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział czterdziesty szósty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/46/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/46/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czterdziesty szósty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Miasto płonęło ciągle. Wielki Cyrk zapadł w gruzy, potem zaś w dzielnicach, które pierwsze zaczęły płonąć, zapadały całe zaułki i ulice. Po każdym takim upadku słupy płomienia wzbijały się przez chwilę aż pod niebo. Wiatr zmieniał się i wiał teraz z niezmierną siłą od strony morza, niosąc na Caelius, na Esquilinus i na Viminalis fale ognia, głowni i węgli. Pomyślano już jednak o ratunku. Z rozkazu Tygellina, który trzeciego dnia nadbiegł z Ancjum, poczęto burzyć domy na Eskwilinie, aby ogień trafiwszy na puste miejsca zgasł sam przez się. Był to jednak czczy ratunek, przedsięwzięty dla ocalenia resztek miasta, albowiem o ocaleniu tego, co już płonęło, nie było co i myśleć. Należało przy tym zapobiegać i dalszym następstwom klęski. Wraz z Rzymem ginęły niezmierne bogactwa, ginęło całe mienie jego mieszkańców, tak że wokół murów koczowały teraz setki tysięcy samych nędzarzy. Drugiego już dnia głód począł doskwierać tej ciżbie ludzkiej, niezmierne bowiem zapasy żywności nagromadzone w mieście gorzały z nim razem, w powszechnym zaś zamęcie i rozprzężeniu urzędów nikt dotąd nie pomyślał, aby sprowadzić nowe. Dopiero po przybyciu Tygellina poszły do Ostii odpowiednie rozkazy, ale tymczasem ludność poczęła przybierać coraz groźniejszą postawę.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XLVI</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/46/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/46/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ROZDZIAŁ XLVI&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wyprawa kapitana Glena i doktora Clarego nie miała bynajmniej na celu odszukania Stasia i Nel. Była to liczna i sowicie zaopatrzona ekspedycja rządowa, wysłana dla zbadania wschodnio-północnych stoków olbrzymiej góry Kilima-Ndżaro oraz mało jeszcze znanych obszernych krain położonych na północ od tej góry. Zarówno kapitan, jak i doktor wiedzieli wprawdzie o porwaniu dzieci z Medinet-el-Fajum, gdyż wiadomość o tym podały dzienniki angielskie i arabskie, ale myśleli, że oboje pomarli albo jęczą w niewoli u Mahdiego, z której nie wydostał się dotychczas żaden Europejczyk. Clary, którego siostra była za Rawlisonem w Bombaju i który zachwycił się bardzo małą Nel w czasie podróży do Kairu, odczuł nadzwyczaj boleśnie jej stratę. Ale i dzielnego chłopaka żałowali obaj z Glenem szczerze. Kilkakrotnie też wysyłali depesze z Mombassa do pana Rawlisona zapytując, czy dzieci nie zostały odnalezione, i dopiero po ostatniej niepomyślnej odpowiedzi, która nadeszła znacznie przed wyruszeniem karawany, stracili ostatecznie wszelką nadzieję.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział czternasty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/46/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/46/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czternasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ale ona obtarła łzy i zabrawszy giermka, poszła z nim do Juranda, aby mu nowiny oznajmić. Zastała go w wielkiej świetlicy z oswojoną wilczycą u nóg, siedzącego z księdzem Kalebem, z Sieciechówną i ze starym Tolimą. Miejscowy klecha, który był zarazem rybałtem, śpiewał im przy lutni pieśń o jakimś dawnym boju Jurandowym ze „sprośnymi Krzyżaki”, a oni, podparłszy rękoma głowy, słuchali w zadumie i smutku. W świetlicy widno było od księżyca. Po dniu prawie już znojnym nastał wieczór cichy, ogromnie ciepły. Okna były otwarte i w blasku miesięcznym widać było krążące po izbie chrabąszcze, które roiły się w rosnących na dziedzińcu lipach. Na kominie tliło się jednakże kilka głowni, przy których pacholik przygrzewał miód, pomieszany z winem krzepiącym i pachnącymi ziołami.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Lato, rozdział XI</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/47/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/47/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XI&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Już stronami — na piaskach i lżejszych gruntach — wychodzono ze sierpem, już nawet kaj niekaj po wyżniach błyskały kosy, ale we wsiach, gdzie były mocniejsze ziemie, dopiero imano się przygotowań i żniwa leda dzień miały się rozpoczynać.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Więc i w Lipcach, jakoś w parę dni po ucieczce Rocha, jęto się ostro sposobić do żniwa. Rychtowano na gwałt drabiny i moczono we stawie wozy co barzej rozeschnięte, oprzątano stodoły, że już stojały wywarte na przestrzał, gdzie w cieniach sadów wykręcano powrósła, zaś prawie pod każdą chałupą brząkały rozklepywane kosy; kobiety zwijały się przy pieczeniu chlebów i sposobieniu zapasów, a z tego wszystkiego zrobiło się tylachna skrzętu i rwetesów, że wieś wyglądała jakby przed jakimś wielkim świętem.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział czterdziesty siódmy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/47/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/47/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czterdziesty siódmy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ogień tymczasem dosięgnął do Via Nomentana, a od niej, wraz ze zmianą wiatru, zwrócił się ku Via Lata i ku Tybrowi, okrążył Kapitol, rozlał się po Forum Boarium i niszcząc wszystko, co w pierwszym pędzie pominął, zbliżył się znów do Palatynu. Tygellinus, zebrawszy wszystkie siły pretorianów, słał gońca za gońcem do zbliżającego się cezara z oznajmieniem, że nic nie straci ze wspaniałości widowiska, albowiem pożoga wzmogła się jeszcze. Lecz Nero chciał przybyć w nocy, aby tym lepiej nasycać się obrazem ginącego miasta. W tym celu zatrzymał się w okolicach Aqua Albana i wezwawszy do namiotu tragika Aliturusa układał z pomocą jego postawę, twarz, wejrzenie i uczył się odpowiednich ruchów, spierając się z nim zawzięcie, czy przy słowach: „O święty grodzie, któryś się wydawał trwalszym od Idy” — ma podnieść do góry obie ręce, czy też trzymając w jednej formingę opuścić ją wzdłuż ciała, a podnieść tylko drugą. I pytanie to wydawało mu się w tej chwili ważniejszym od wszystkich innych. Wyruszywszy wreszcie o zmierzchu, zasięgał jeszcze rady Petroniusza, czy by w wierszu poświęconym klęsce nie umieścić kilku wspaniałych bluźnierstw przeciw bogom i czy by takowe, biorąc ze stanowiska sztuki, nie musiały same przez się wyrwać się z ust w podobnym położeniu człowiekowi tracącemu ojczyznę. &lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział piętnasty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/47/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/47/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział piętnasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Książę Janusz i księżna wyjechali razem z częścią dworu na wiosenny połów ryb do Czerska, gdyż lubili niezmiernie to widowisko i mieli je sobie za najprzedniejszą zabawę.
 Dowiedział się jednak Czech od Mikołaja z Długolasu wielu rzeczy ważnych, tyczących się zarówno spraw prywatnych, jak i wojny. Dowiedział się więc naprzód, że rycerz Maćko widocznie poniechał zamiaru jechania na Żmujdź prosto przez „pruską przegrodę”’, gdyż przed kilku dniami był w Warszawie, gdzie zastał jeszcze obojga księstwa. O wojnie potwierdził stary Mikołaj te wszystkie wieści, które Hlawa słyszał w Szczytnie. Cała Żmujdź podniosła się przeciw Niemcom jak jeden mąż, a kniaź Witold nie tylko że już Zakonowi przeciw nieszczęsnym Żmujdzinom nie pomagał, ale nie wypowiadając jeszcze mu wojny i łudząc go układami, zasilał wszelako Żmujdź pieniędzmi, ludźmi, końmi, zbożem.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Zakończenie</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/47/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/w-pustyni-i-w-puszczy/47/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;ZAKOŃCZENIE&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Radość w obozie kapitana Glena i doktora Clarego nie miała granic, ale ciekawość obu Anglików wystawiona była na ciężką próbę. Jeśli bowiem poprzednio nie chciało im się w głowie pomieścić, by dzieci mogły same przebyć olbrzymie puszcze i pustynie dzielące te strony od Nilu i Faszody, to obecnie nie rozumieli już całkiem, jakim sposobem ten „mały Polak”, jak nazywali Stasia, nie tylko tego dokonał, ale zjawił się przed nimi jako wódz całej karawany, zbrojnej w broń europejską, ze słoniem dźwigającym palankin, z końmi, namiotami i ze znacznymi zapasami żywności. Kapitan rozkładał na ten widok ręce i mówił co chwila: „Clary, dużo widziałem, ale takiego chłopca nie widziałem!” — A poczciwy doktor powtarzał z nie mniejszym zdumieniem: „I małą wyrwał z niewoli — i ją ocalił!” — po czym leciał do namiotów zobaczyć, jak się dzieci mają i czy śpią dobrze.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Lato, rozdział XII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/48/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/48/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Naraz porwał się za nią lecieć.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— A to gdzie? — warknęła groźnie matka, zapierając mu sobą drzwi.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Dlaczego ją mama wypędziła, za co? Że była dla mnie taka poczciwa! To niesprawiedliwie, ja na to nie pozwolę! Cóż ona zrobiła złego? Co? — wykrzykiwał gorączkowo, wydzierając się z twardych rąk matczynych.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Usiądź spokojnie, bo zawołam ojca... Za co? Zaraz ci powiem: masz być księdzem, to nie chcę, abyś pod moim dachem sposobił sobie kochanicę, nie chcę dożyć takiego wstydu i hańby, żeby cię ludzie wytykali palcami! Dlatego ją wypędziłam. Rozumiesz teraz?&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział czterdziesty ósmy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/48/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/48/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czterdziesty ósmy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Słowa Apostoła wlały ufność w dusze chrześcijan. Koniec świata wydawał im się zawsze bliskim, poczęli jednak wierzyć, że straszliwy sąd nie nastąpi natychmiast i że przedtem jeszcze zobaczą może koniec panowania Nerona, które uważali za panowanie Antychrysta, i karę Boską na wołające o pomstę jego zbrodnie. Pokrzepieni więc w sercach, poczęli rozchodzić się po ukończeniu modłów z podziemia i wracać do swych tymczasowych schronisk, a nawet i na Zatybrze, gdyż przyszły wieści, że ogień, podłożony w kilkunastu miejscach, zwrócił się wraz ze zmianą wiatru znów ku rzece i strawiwszy tu i ówdzie, co mógł strawić, przestał się szerzyć.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział szesnasty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/48/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/48/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział szesnasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W lasach o milę na wschód za Kownem, które sam Witold zniszczył, stały główne siły Skirwoiłły, przerzucając się w razie potrzeby błyskawicą z miejsca na miejsce, czyniąc szybkie wyprawy bądź to w granice pruskie, bądź na zamki i zameczki będące jeszcze w ręku krzyżackim i podsycając płomień wojny w całej krainie. Tam to znalazł wierny giermek Zbyszka, a przy nim i Maćka, który był dopiero przed dwoma dniami przyjechał. Po przywitaniu się ze Zbyszkiem przespał Czech całą noc jak zabity i dopiero na drugi dzień wieczorem poszedł powitać starego rycerza, który będąc strudzon i zły, przyjął go gniewliwie, pytając, dlaczego wedle rozkazania w Spychowie nie został — i udobruchał się nieco dopiero wówczas, gdy ów, znalazłszy sposobną chwilę, w której Zbyszka nie było w namiocie, usprawiedliwił się przed nim wyraźnym rozkazem Jagienki.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Lato, rozdział XIII</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/49/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/chlopi/49/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XIII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;U Dominikowej zrobiło się już zgoła nie do wytrzymania, Jagusia bowiem łaziła kiej nieprzytomna i o bożym świecie niewiedząca. Jędrzych też jeno zbywał roboty, coraz częściej przesiadując u Szymków, a w gospodarstwie czynił się taki upadek i opuszczenie, że nieraz niewydojone krowy pędzili na paśniki, świnie kwiczały z głodu i konie obgryzały drabiny, rżąc przy pustych żłobach, boć stara nie poredziła zaradzić wszystkiemu — jeszczek ona utykała o kiju, z przewiązanymi oczami, na pół ślepa, to i nie dziwota, co głowa jej pękała od turbacji.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział czterdziesty dziewiąty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/49/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/49/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czterdziesty dziewiąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Obozowiska ludzkie rozłożyły się we wspaniałych ogrodach cezara, dawnych Domicji i Agrypiny, na polu Marsowym, w ogrodach Pompejusza, Salustiusza i Mecenasa. Pozajmowano portyki, budynki przeznaczone na grę w piłkę, rozkoszne domy letnie i szopy zbudowane dla zwierząt. Pawie, flamingi, łabędzie i strusie, gazele i antylopy z Afryki, jelenie i sarny, służące za ozdobę ogrodów, poszły pod nóż tłuszczy. Żywność poczęto sprowadzać z Ostii tak obficie, że po tratwach i różnorodnych statkach można było przechodzić z jednej strony Tybru na drugą, jak po moście. Rozdawano zboże po niesłychanie niskiej cenie trzech sestercyj, a uboższym całkiem darmo. Ściągnięto niezmierne zapasy wina, oliwy i kasztanów; z gór przypędzano codziennie stada wołów i owiec. Nędzarze, kryjący się przed pożarem w zaułkach Subury i przymierający w zwykłych czasach głodem, żyli obecnie lepiej niż poprzednio. Groźba głodu została stanowczo usuniętą, natomiast trudniej było zapobiec rozbojom, grabieży i nadużyciom. Koczujące życie zapewniało bezkarność rzezimieszkom, tym bardziej że głosili się wielbicielami cezara i nie żałowali mu oklasków, gdziekolwiek się ukazał. Gdy przy tym urzędy siłą rzeczy były zawieszone, a zarazem brakło na miejscu i dostatecznej siły zbrojnej, która mogłaby swawoli zapobiec, w mieście, zamieszkałym przez męty całego ówczesnego świata, działy się rzeczy przechodzące wyobraźnię ludzką. Co noc zdarzały się bitwy, morderstwa, porywania kobiet i pacholąt. Przy Porta Mugionis, gdzie był postój dla przypędzanych z Kampanii stad, przychodziło do walk, w których ginęły setki ludzi. Co rano brzegi Tybru roiły się od utopionych ciał, których nikt nie grzebał, a które gnijąc szybko wskutek upałów, zwiększonych jeszcze pożarem, napełniały powietrze smrodliwymi wyziewami. W obozowiskach wszczęły się choroby i lękliwsi przewidywali wielką zarazę.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział siedemnasty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/49/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/49/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział siedemnasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Dla Maćka i dla Zbyszka, którzy, służąc poprzednio u Witolda, napatrzyli się do syta litewskim i żmujdzkim wojownikom, widok obozowiska nie przedstawiał nic nowego;
ale Czech patrzał na nich z ciekawością, rozważając sobie zarazem w umyśle, czego od takich ludzi można w bitwie oczekiwać, i porównywając ich z polskim i z niemieckim rycerstwem.
Obóz stał w nizinie otoczonej borem i bagnami, zatem ubezpieczon zupełnie od napadu, albowiem żadne inne wojsko nie zdołałoby przebrnąć przez owe zdradliwe mokradła. Sama nizina, na której stały szałasy, była także grząska i błotnista, lecz oni nakrzesawszy jodłowych i sosnowych gałązek, przyrzucili ją nimi tak grubo, że spoczywali jakby na najsuchszym miejscu. Kniaziowi Skirwoille sklecono naprędce coś w rodzaju „numy”, czyli chaty litewskiej z ziemi i drewnianych, nieociosanych bierwion, dla znaczniejszych ludzi uwito z gałęzi kilkadziesiąt szałasów, pospolici zaś wojownicy siedzieli koło ognisk, pod gołym niebem, mając ochronę przeciw zmianom pogody i dżdżom tylko w kożuchach i skórach, które na nagim ciele nosili. W obozie nikt nie spał jeszcze, albowiem ludzie, nie mając po ostatniej porażce nic do roboty, sypiali we dnie.
Niektórzy siedzieli lub leżeli wokół jasnych ognisk podsycanych suszem i gałęźmi jałowca, inni grzebali w przygasłych już i zasutych popiołem watrzyskach, od których rozchodził się zapach pieczonej rzepy, zwykłego pokarmu Litwinów, i swąd przypalonych mięsiw. Między ogniskami widniały stosy broni poskładane blisko, tak aby w danym razie łatwo było każdemu za swój oręż pochwycić. Hlawa przypatrywał się z ciekawością oszczepom o grotach wąskich i długich, wykutych z hartownego żelaza, kiścieniom uczynionym z młodych dąbczaków, w które ponabijano krzemieni lub gwoździ, okszom o trzonkach krótkich, podobnych do polskich toporów, którymi posługiwali się jezdni, i okszom o trzonkach tak niemal długich jak u berdyszów, którymi walczyli piesi. Trafiały się między nimi i miedziane, pochodzące z dawnych czasów, kiedy żelazo w małym jeszcze było użyciu w tych zapadłych stronach. Niektóre miecze były również z miedzi, ale większość z dobrej, dostarczanej z Nowogrodu stali. Czech brał w rękę oszczepy, miecze, oksze, smoliste, prażone w ogniu łuki i przy blasku płomienia badał ich doskonałość. Koni niewiele było przy ogniskach, gdyż stada pasły się opodal w lasach i na łąkach pod strażą czujnych koniuchów, ale że znaczniejsi bojarowie chcieli mieć swoje rumaki na zawołanie, przeto było ich w obozie kilkadziesiąt, które niewolnicy pańscy karmili z ręki u toku. Hlawę zdumiewały kudłate ciała tych rumaków, nadzwyczaj drobnych, o potężnych karkach i w ogóle tak dziwnych, że zachodni rycerze poczytywali je za jakieś całkiem odmienne zwierzęta leśne, więcej do jednorożców niż do prawdziwych koni podobne.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział pięćdziesiąty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/50/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/50/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział pięćdziesiąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Petroniusz udał się do siebie, Nero zaś z Tygellinem przeszli do atrium Poppei, gdzie czekali na nich ludzie, z którymi prefekt poprzednio rozmawiał.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Było tam dwóch „rabbich” z Zatybrza, przybranych w długie uroczyste szaty, z mitrami na głowach, młody pisarz, ich pomocnik, oraz Chilo. Na widok cezara kapłani pobledli ze wzruszenia i podniósłszy na wysokość ramion ręce, pochylili głowy aż do dłoni.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Witaj, monarcho monarchów i królu królów — rzekł starszy — witaj, władco ziemi, opiekunie ludu wybranego i cezarze, lwie między ludźmi, którego panowanie jest jako światłość słoneczna i jako cedr libański, i jako źródło, i jako palma, i jako balsam jerychoński!...&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział osiemnasty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/50/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/50/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział osiemnasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Doszli rankiem do Niewiaży i przeprawili się: kto konno, kto przy ogonie końskim, kto na pęku łóz. Poszło to tak prędko, że aż Maćko, Zbyszko, Hlawa i ci z Mazurów, którzy przyszli na ochotnika, dziwili się sprawności tego ludu i teraz dopiero zrozumieli, dlaczego ni bory, ni bagna, ni rzeki nie mogły powstrzymać wypraw litewskich. Wyszedłszy z wody, żaden nie zewlókł odzieży, nie zrzucił kożucha ni wilczury, jeno suszyli się, nadstawiając grzbiety słońcu, aż dymiło się z nich jak ze smolarni — i po małym wypoczynku ruszyli śpiesznym pochodem na północ. Ciemnym wieczorem dotarli do Niemna. I tu przeprawa, jako przez rzekę wielką, a do tego nabrzmiałą wiosennymi wodami, nie była łatwą. Bród, o którym wiedział Skirwoiłło, zmienił się miejscami w topiel, tak że konie musiały pływać więcej niż na ćwierć stajania. Dwóch ludzi uniósł prąd tuż przy boku Zbyszka i Czecha, którzy na próżno chcieli ich ratować, albowiem z powodu ciemności i wzburzonej wody rychło stracili ich z oczu, oni zaś nie śmieli wołać o ratunek, ponieważ poprzednio wódz wydał rozkaz, aby przeprawa odbyła się w jak najgłębszym milczeniu. Jednakże wszyscy inni dotarli szczęśliwie do drugiego brzegu, na którym przesiedzieli bez ognia do rana.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział pięćdziesiąty pierwszy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/51/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/51/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział pięćdziesiąty pierwszy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Petroniusz wyszedłszy od cezara kazał się nieść do swego domu na Karynach, który, otoczony z trzech stron ogrodem i mając z przodu małe forum Cecyliów, wyjątkowo ocalał w czasie pożaru.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Z tego powodu inni augustianie, którzy potracili domy, a w nich mnóstwo bogactw i dzieł sztuki, nazywali Petroniusza szczęśliwym. Mówiono zresztą o nim od dawna, że jest pierworodnym synem Fortuny, a coraz żywsza przyjaźń, jaką mu w ostatnich czasach okazywał cezar, zdawała się potwierdzać słuszność tego mniemania.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział dziewiętnasty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/51/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/51/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dziewiętnasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zbyszko począł wypytywać śpiesznie, jak idą, ile jest jazdy, ilu knechtów pieszych, a przede wszystkim, jak daleko się jeszcze znajdują. Z odpowiedzi Żmujdzina dowiedział się, że oddział nie przenosi stu pięćdziesięciu wojowników, z tych pięćdziesięciu konnych, pod wodzą nie Krzyżaka, lecz jakiegoś świeckiego rycerza, że idą w szyku, prowadząc za sobą puste wozy, a na nich zapas kół, że przed oddziałem idzie w odległości dwóch strzeleń z łuku „straża” złożona z ośmiu ludzi, która zjeżdża często gęsto z gościńca i bada bór i gąszcza, a na koniec, że znajdują się o ćwierć mili.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział pięćdziesiąty drugi</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/52/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/52/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział pięćdziesiąty drugi&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Okrzyk: „Chrześcijanie dla lwów!” rozlegał się ciągle we wszystkich dzielnicach miasta. W pierwszej chwili nie tylko nikt nie wątpił, że oni byli prawdziwymi sprawcami klęski, ale nikt nie chciał wątpić, albowiem kara ich miała być zarazem wspaniałą zabawą dla ludu. Lecz rozszerzyło się mniemanie, że klęska nie przybrałaby tak straszliwych rozmiarów, gdyby nie gniew bogów, nakazano więc w świątyniach piacula, czyli ofiary oczyszczalne. Z porady Ksiąg Sybilijskich senat urządził uroczystości i publiczne modły do Wulkana, do Cerery i do Prozerpiny. Matrony składały ofiary Junonie; cała ich procesja udała się aż na brzeg morza, by zaczerpnąć wody i skropić nią posąg bogini. Zamężne niewiasty przygotowywały uczty bogom i nocne czuwania. Cały Rzym oczyszczał się z grzechów, składał ofiary i przejednywał Nieśmiertelnych. A tymczasem wśród zgliszcz wytykano nowe szerokie ulice. Tu i ówdzie pozakładano już fundamenty wspaniałych domów, pałaców i świątyń. Przede wszystkim jednak budowano z niesłychanym pośpiechem ogromne drewniane amfiteatry, w których mieli konać chrześcijanie. Zaraz po naradzie w domu Tyberiusza poszły rozkazy do prokonsulów, aby dostarczyli dzikich zwierząt. Tygellinus opustoszył vivaria wszystkich miast italskich, nie wyłączając pomniejszych. W Afryce urządzono z jego polecenia olbrzymie łowy, w których cała miejscowa ludność musiała brać udział. Sprowadzono słonie i tygrysy z Azji, krokodyle i hipopotamy z Nilu, lwy z Atlasu, wilki i niedźwiedzie z Pirenejów, zaciekłe psy z Hibernii, psy molosy z Epiru, bawoły i olbrzymie srogie tury z Germanii. Z powodu ilości uwięzionych igrzyska miały przejść ogromem wszystko, co dotychczas widziano. Cezar zapragnął zatopić wspomnienia pożaru w krwi i upoić nią Rzym, więc nigdy rozlew jej nie zapowiadał się wspanialej.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział dwudziesty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/52/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/52/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zbyszko kazał go włożyć na jeden ze zdobycznych wozów, naładowanych nowymi kołami i osiami dla owej wyprawy, która ciągnęła zamkowi w pomoc. Sam przesiadł się na innego konia i ruszyli razem z Maćkiem w dalszą pogoń za pierzchającymi Niemcami. Nie była to pogoń zbyt trudna, albowiem konie niemieckie złe były do ucieczki, zwłaszcza na znacznie rozmiękłym od wiosennych deszczów szlaku. Szczególnie Maćko, mając pod sobą ścigłą a lekką klacz po zabitym włodyce z Łękawicy, minął po kilku stajach wszystkich niemal Żmujdzinów i wnet potem dojechał pierwszego rajtara. Wezwał go wprawdzie, wedle rycerskiego zwyczaju, żeby albo się oddał w niewolę, albo zawrócił do walki, ale gdy ów, udając głuchego, cisnął nawet tarczę dla ulżenia koniowi i pochyliwszy się, bódł mu ostrogami boki, ciął go okrutnie stary rycerz szerokim toporem między łopatki — i zwalił z konia.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział pięćdziesiąty trzeci</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/53/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/53/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział pięćdziesiąty trzeci&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;I wszystko zawiodło. Winicjusz zniżył się do tego stopnia, że szukał poparcia u wyzwoleńców i niewolnic, tak cezara, jak i Poppei, przepłacał ich czcze obietnice, zjednywał sobie bogatymi podarkami ich względy. Odnalazł pierwszego męża Augusty, Rufiusa Kryspinusa, i uzyskał od niego list; podarował wille w Ancjum synowi jej z pierwszego małżeństwa, Rufiusowi, lecz rozgniewał tym tylko cezara, który pasierba nienawidził. Przez umyślnego gońca pisał do drugiego męża Poppei, Othona, do Hiszpanii, ofiarował całe swe mienie i siebie samego, aż wreszcie spostrzegł, że był tylko igraszką ludzi i że gdyby był udawał, iż więzienie Ligii mało go obchodzi, byłby ją prędzej uwolnił.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział dwudziesty pierwszy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/53/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/53/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty pierwszy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Pachołkowie rozwiązali go zaraz, lecz on, mając członki zdrętwiałe, upadł na ziemię, a gdy go podniesiono, począł mdleć raz po raz, gdyż był i srodze poturbowan. Próżno z rozkazu Zbyszka zawiedziono go przed ognisko, dano jeść i pić, natarto sadłem, a następnie okryto ciepło skórami;
Sanderus nie mógł przyjść do siebie, a następnie zapadł w sen tak głęboki, że zaledwie na drugi dzień w południe zdołał go Czech rozbudzić.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział pięćdziesiąty czwarty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/54/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/54/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział pięćdziesiąty czwarty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Winicjusz opuściwszy Apostoła szedł do więzienia z odrodzonym przez nadzieję sercem. Gdzieś w głębi duszy krzyczała mu jeszcze rozpacz i przerażenie, lecz on tłumił w sobie te głosy. Wydało mu się niepodobieństwem, by wstawiennictwo Bożego namiestnika i potęga jego modlitwy miały pozostać bez skutku. Bał się nie mieć nadziei, bał się wątpić. „Będę wierzył w miłosierdzie Jego — mówił do siebie — choćbym ją ujrzał w paszczy lwa”. I na tę myśl, choć drżała w nim dusza i pot zimny oblewał mu skronie, wierzył. Każde uderzenie jego serca było teraz modlitwą. Poczynał rozumieć, że wiara góry porusza, albowiem poczuł w sobie jakąś dziwną siłę, której nie odczuwał przedtem. Zdawało mu się, że potrafi nią dokonać takich rzeczy, które jeszcze wczoraj nie były w jego mocy. Chwilami miał wrażenie, jakby złe już minęło. Gdy rozpacz odzywała się jeszcze jękiem w jego duszy, przypominał sobie tę noc i tę świętą sędziwą twarz, wzniesioną ku niebu w modlitwie. „Nie! Chrystus nie odmówi pierwszemu uczniowi swemu i pasterzowi trzody! Chrystus mu nie odmówi, a ja nie zwątpię”.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział dwudziesty drugi</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/54/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/54/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty drugi&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Do pobojowiska, na którym Skirwoiłło wyciął Niemców, droga była łatwa, bo znajoma. Dotarli też do niego rychło, ale przejechali je pośpiesznie z przyczyny nieznośnego zaduchu, jaki wydawały niepogrzebione ciała. Przejeżdżając, spędzili prócz wilków ogromne stada wron, kruków i kawek, po czym jęli szukać na szlaku śladów. Jakkolwiek przeszedł tą drogą poprzednio cały oddział, jednakże doświadczony Maćko znalazł bez trudu na stratowanej ziemi wyciski olbrzymich kopyt idące w kierunku powrotnym i tak począł mniej biegłej w wojennych sprawach młodzieży rzecz objaśniać:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział pięćdziesiąty piąty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/55/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/55/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział pięćdziesiąty piąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ligia w długim, pośpiesznie pisanym liście żegnała na zawsze Winicjusza. Wiadomo jej było, że do więzienia nie wolno już nikomu przychodzić i że będzie mogła widzieć Winicjusza dopiero z areny. Toteż prosiła go, by dowiedział się, kiedy przypadnie ich kolej, i by był na igrzysku, albowiem chciała raz jeszcze zobaczyć go za życia. W liście jej nie znać było bojaźni. Pisała, że i ona, i inni tęsknią już do areny, na której znajdą wyzwolenie z więzienia. Spodziewając się przyjazdu Pomponii i Aulusa, błagała, by przyszli i oni. W każdym jej słowie widać było uniesienie i to oderwanie się od życia, w którym żyli wszyscy uwięzieni, a zarazem niezachwianą wiarę, że obietnice spełnić się muszą za grobem. „Czy Chrystus (pisała) teraz, czy po śmierci mnie wyzwoli, On ci obiecał mnie przez usta Apostoła, a więc ja twoja”. I zaklinała go, by jej nie żałował i nie dał się opanować bólowi. Śmierć nie była dla niej rozerwaniem ślubów. Z ufnością dziecka upewniała Winicjusza, że zaraz po męce w arenie powie Chrystusowi, iż w Rzymie został jej narzeczony, Marek, który tęskni po niej całym sercem. I myślała, że może Chrystus pozwoli wrócić na chwilę jej duszy do niego, aby mu powiedzieć, że żyje, że męki nie pamięta i że jest szczęśliwa. Cały jej list tchnął szczęściem i ogromną nadzieją. Była w nim tylko jedna prośba związana ze sprawami ziemi, aby Winicjusz zabrał ze spoliarium jej ciało i pochował ją jako swoją żonę w grobowcu, w którym sam niegdyś miał spocząć.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział dwudziesty trzeci</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/55/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/55/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty trzeci&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Nie pomogły łagodne słowa ni pieszczoty, ni zaklęcia — Danusia nie poznawała nikogo i nie odzyskała przytomności.
Jedynym uczuciem, które opanowało całą jej istotę, był przestrach podobny do takiego płochliwego przestrachu, jaki okazują schwytane ptaki. Gdy przyniesiono jej posiłek, nie chciała przy ludziach jeść, jakkolwiek z chciwych jej spojrzeń rzucanych na jadło znać było głód, może nawet zadawniony. Zostawszy sama, rzucała się na spyżę z łakomstwem dzikiego zwierzątka, ale gdy Zbyszko wszedł do izby, w tej chwili skoczyła w kąt i skryła się za wiązką suchego chmielu.
Próżno Zbyszko otwierał ramiona, próżno wyciągał ręce, próżno błagał, dusząc w sobie łzy. Nie chciała z tego ukrycia wyjść nawet wówczas, gdy naniecono ognia w świetlicy i gdy przy jego blasku mogła dobrze rozeznać rysy Zbyszka. Zdawało się, że pamięć opuściła ją razem ze zmysłami. On za to patrzał na nią i na jej wychudłą twarz z zastygłym wyrazem przerażenia, na zapadłe oczy, na potargane strzępy odzieży, w które była przybrana, i serce skowyczało w nim z bólu i wściekłości na myśl, w jakich była rękach i jak się z nią obchodzono. Porwał go wreszcie szał gniewu tak straszny, że chwyciwszy za miecz, skoczył z nim ku Zygfrydowi i byłby go uśmiercił niechybnie, gdyby Maćko nie był go schwytał za ramię.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział pięćdziesiąty szósty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/56/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/56/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział pięćdziesiąty szósty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zanim Flawiusze wznieśli Koloseum, amfiteatra w Rzymie budowano przeważnie z drzewa, toteż wszystkie niemal spłonęły w czasie pożaru. Nero jednak dla wyprawienia przyobiecanych igrzysk kazał wznieść kilka, a między nimi jeden olbrzymi, na który zaraz po ugaszeniu ognia poczęto sprowadzać morzem i Tybrem potężne pnie drzew, wyciętych na stokach Atlasu. Ponieważ igrzyska wspaniałością i liczbą ofiar miały przejść wszystkie poprzednie, dodano więc obszerne pomieszczenia dla ludzi i zwierząt. Tysiące rzemieślników pracowało nad budową dniem i nocą. Budowano i ozdabiano bez wytchnienia. Lud opowiadał sobie cuda o oparciach wykładanych brązem, bursztynem, kością słoniową, perłowcem i skorupnikiem zamorskich żółwiów. Biegnące wzdłuż siedzeń kanały, napełnione lodowatą wodą z gór, miały utrzymywać w budynku chłód przyjemny, nawet w czasie największych upałów. Olbrzymie purpurowe velarium zabezpieczało od promieni słonecznych. Między rzędami siedzeń ustawiono kadzielnice do palenia wonności arabskich; w górze pomieszczono przyrządy do skrapiania widzów rosą szafranową i werweną. Słynni budowniczowie, Sewerus i Ceder, wysilili całą swą wiedzę, by wznieść amfiteatr niezrównany, a zarazem mogący pomieścić taką liczbę ciekawych, jakiej dotąd żaden ze znanych nie mógł pomieścić.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział dwudziesty czwarty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/56/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/56/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty czwarty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Rycerz Arnold, dowiedziawszy się nazajutrz o ucieczce służki zakonnej, uśmiechnął się pod wąsem, ale rzekł to samo, co Maćko: że albo ją wilcy zjedzą, albo Litwini zabiją. Jakoż było to prawdopodobne, albowiem ludność miejscowa, litewskiego pochodzenia, nienawidziła Zakonu i wszystkiego, co miało z nim styczność. Chłopi częścią pouciekali do Skirwoiłły, częścią poburzyli się i pomordowawszy tu i ówdzie Niemców, pokryli się razem z rodzinami i dobytkiem w niedostępnych głębiach leśnych.
Szukano jednakże na drugi dzień służki, ale bez skutku, bo niezbyt gorliwie, a to z tej przyczyny, że Maćko i Zbyszko, mając głowy zajęte czym innym, nie wydali dość surowych rozkazów. Pilno im było jechać ku Mazowszu i chcieli zaraz o wschodzie słońca wyruszyć, ale nie mogli tego uczynić, gdyż Danuśka usnęła nade dniem głęboko i Zbyszko nie dał jej budzić.
Słyszał ją, jak „kwiliła” w nocy, domyślał się, że nie spała, więc teraz wiele sobie dobrego z tego snu obiecywał. Dwukrotnie zakradał się do chaty i dwukrotnie widział przy świetle wpadającym przez szpary między bierwionami jej zamknięte oczy, otworzone usta i mocne rumieńce na twarzy, takie, jakie mają głęboko uśpione dzieci. Topniało w nim wówczas z rozrzewnienia serce i mówił do niej: „Daj ci Bóg wypoczynek i zdrowie, kwiatuszku najmilszy!”. A potem mówił jeszcze: „Skończona twoja niedola, skończone płakanie, a da Pan Jezus miłosierny, to szczęśliwość będzie jako te wody rzeczne nieprzepłynione”. Przy tym, mając prostą i dobrotliwą duszę, wznosił ją ku Bogu i zapytywał sam siebie: czym by się wywdzięczyć, czym by się wypłacić, co by jakiemu kościołowi ofiarować z dostatków, z ziarna, ze stad, z wosku albo z innych podobnych, miłych boskiej potędze rzeczy? Byłby nawet zaraz ślubował i wymienił dokładnie, co ofiaruje, ale wolał zaczekać, nie wiedząc bowiem, w jakim zdrowiu Danuśka się rozbudzi i czy się rozbudzi przytomna, nie miał jeszcze pewności, czy będzie za co dziękować.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział pięćdziesiąty siódmy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/57/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/57/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział pięćdziesiąty siódmy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Tymczasem słońce zniżyło się ku zachodowi i zdawało się się roztapiać w zorzach wieczornych. Widowisko było skończone. Tłumy poczęły opuszczać amfiteatr i wylewać się przez wyjścia, zwane vomitoriami, na miasto. Augustianie tylko zwłóczyli, czekając, zanim przepłynie fala. Cała gromada ich, opuściwszy swe miejsca, zebrała się przy podium, w którym cezar ukazał się znowu, by słuchać pochwał. Jakkolwiek widzowie nie szczędzili mu oklasków zaraz po ukończeniu pieśni, dla niego nie było to dosyć, spodziewał się bowiem zapału dochodzącego do szaleństwa. Na próżno też brzmiały teraz hymny pochwalne, próżno westalki całowały jego „boskie” dłonie, a Rubria schyliła się przy tym tak, że aż rudawa jej głowa dotknęła jego piersi. Nero nie był zadowolony i nie umiał tego ukryć. Dziwiło go też i niepokoiło zarazem, że Petroniusz zachowuje milczenie. Jakieś pochwalne, a zarazem trafnie podnoszące zalety pieśni słowo z jego ust byłoby mu w tej chwili wielką pociechą. Wreszcie, nie mogąc wytrzymać, skinął na niego, a gdy ów wszedł do podium, rzekł:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział dwudziesty piąty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/57/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/57/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty piąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zbyszko nie mógł zgonić swego giermka, albowiem ów jechał dniem i nocą, tyle tylko wypoczywając, ile było koniecznie trzeba, aby konie nie popadały, które, jako żywione samą trawą, mdłe były i nie mogły czynić tak wielkich pochodów jak w krajach, w których łatwiej było o owies.
Sam siebie Hlawa nie szczędził, a na późny wiek i osłabienie Zygfryda nie zważał. Cierpiał też stary Krzyżak okrutnie, tym bardziej że żylasty Maćko nadwerężył mu poprzednio kości. Ale najcięższe były dla niego komary rojące się w wilgotnej puszczy, od których, mając związane ręce, a przykrępowane do brzucha końskiego nogi, opędzać się nie mógł. Giermek nie zadawał mu wprawdzie żadnych osobnych mąk, ale i litości nad nim nie miał, i uwalniał mu prawicę z więzów tylko na postojach przy jedle: „Jedz, wilcza mordo, abym cię żywięcego panu na Spychowie mógł dowieźć!”. Takie były słowa, którymi go do posiłku zachęcał. Zygfrydowi przyszła wprawdzie z początku podróży myśl, by się głodem zamorzyć, ale gdy usłyszał zapowiedź, że będą mu zęby nożem podważać i przemocą w gardło lać, wolał ustąpić, aby do poniewierania swej godności zakonnej i czci rycerskiej nie dopuścić.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział pięćdziesiąty ósmy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/58/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/58/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział pięćdziesiąty ósmy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Trzydniowy deszcz, zjawisko wyjątkowe w Rzymie podczas lata, i grady, padające wbrew przyrodzonemu porządkowi nie tylko w dzień i wieczorami, ale nawet wśród nocy, przerwały widowiska. Lud począł trwożyć się. Przepowiadano nieurodzaj na winograd, a gdy pewnego popołudnia piorun stopił na Kapitolu brązowy posąg Cerery, nakazano ofiary w świątyni Jowisza Salwatora. Kapłani Cerery rozpuścili wieść, że gniew bogów zwrócił się na miasto z powodu zbyt opieszałego wymiaru kary na chrześcijan, tłumy więc jęły domagać się, by bez względu na pogodę przyśpieszono dalszy ciąg igrzysk, i radość ogarnęła cały Rzym, gdy ogłoszono wreszcie, że po trzech dniach przerwy ludus rozpocznie się na nowo.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział dwudziesty szósty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/58/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/58/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty szósty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Dwaj jeźdźcy zdążali wśród wichru i nawalnego już chwilami dżdżu ku spychowskiej granicy: Zygfryd i Tolima. Ten ostatni odprowadzał Niemca z obawy, aby po drodze nie zabili go chłopi czatownicy lub czeladź spychowska, płonąca ku niemu straszną nienawiścią i zemstą. Zygfryd jechał bez broni, ale i bez pęt. Burza, którą gnał wicher, była już nad nimi.
	Kiedy niekiedy, gdy huknął niespodziany grzmot, konie przysiadały na zadach. Oni jechali w głębokim milczeniu zapadłym wądołem, nieraz z powodu ciasnoty drogi tak blisko siebie, że strzemię trącało o strzemię.
	Tolima, przywykły od całych lat do stróżowania jeńców, spoglądał i teraz chwilami na Zygfryda bacznym okiem, jak gdyby mu chodziło o to, aby niespodzianie nie umknął — i dreszcz mimowolny przejmował go za każdym razem, albowiem wydawało mu się, że oczy Krzyżaka świecą w pomroce jak oczy złego ducha albo upiora. Przychodziło mu nawet do głowy, aby go przeżegnać, ale na myśl, że pod znakiem krzyża może mu zawyje nieludzkim głosem i zmieniwszy się w szkaradny kształt, pocznie kłapać zębami, zdejmował go strach jeszcze większy. Stary wojownik, który umiał bić w pojedynkę w całe kupy Niemców, jak jastrząb bije w stado kuropatw — bał się jednakże sił nieczystych i nie chciał mieć z nimi do czynienia. Wolałby też był pokazać Niemcowi po prostu dalszą drogę i zawrócić, ale wstyd mu było samego siebie, więc odprowadził go aż do granicy.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział pięćdziesiąty dziewiąty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/59/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/59/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział pięćdziesiąty dziewiąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Panie — mówił Chilo — teraz jest morze jak oliwa i fale zdają się spać... Jedźmy do Achai. Tam czeka cię sława Apollina, tam czekają cię wieńce, tryumfy, tam ludzie cię ubóstwiają, a bogowie przyjmą jak równego sobie gościa, tu zaś, panie...&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;I przerwał, albowiem dolna warga poczęła mu się trząść tak silnie, że jego słowa przeszły w niezrozumiałe dźwięki.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Pojedziemy po skończonych igrzyskach — odrzekł Nero. — Wiem, że i tak już niektórzy nazywają chrześcijan innoxia corpora. Gdybym odjechał, zaczęliby to powtarzać wszyscy. Czego się ty boisz, zmurszała bedłko?&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział dwudziesty siódmy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/59/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/59/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty siódmy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Dopiero w dni dziewięć po wyjeździe Jagienki stanął Zbyszko na granicy Spychowa, ale Danusia była już tak bliska śmierci, że zupełnie stracił nadzieję, czy ją żywą ojcu dowiezie. Zaraz następnego dnia, gdy poczęła nie do rzeczy odpowiadać, spostrzegł, iż nie tylko umysł jej jest zwichnięty, ale że przy tym i ciało ogarnia jakaś choroba, przeciw której nie ma już sił w tym wycieńczonym przez niewolę, więzienie, mękę i ustawiczny strach dziecku. Może być, że odgłosy zaciekłej walki, jaką Zbyszko i Maćko stoczyli z Niemcami, przepełniły ten kielich przerażenia i że właśnie w tej chwili napadła ją owa choroba, dość że gorączka nie opuszczała jej odtąd prawie aż do końca drogi. Była to nawet poniekąd okoliczność pomyślna, albowiem przez straszną puszczę, wśród niezmiernych trudów, wiózł ją Zbyszko jak martwą, nieprzytomną i o niczym niewiedzącą. Po przebyciu puszcz, gdy weszli do „zbożnego” kraju, między osady kmiece i szlacheckie, skończyły się niebezpieczeństwa i trudy. Ludzie dowiadując się, że to wiozą swojackie dziecko, odbite Krzyżakom, a do tego córkę sławnego Juranda, o którym „gądkowie” tyle śpiewali już pieśni po gródkach, dworzyszczach i chatach, prześcigali się w usługach i pomocy. Dostarczano zapasów i koni. Wszystkie drzwi stawały otworem. Nie potrzebował już Zbyszko wieźć Danusi w kolebce między końmi, gdyż silni młodziankowie przenosili ją w noszach ode wsi do wsi tak troskliwie i ostrożnie, jakby jakąś świętość nieśli. Niewiasty otaczały ją najtkliwszą opieką.
	Mężowie, słuchając opowieści o jej krzywdach, zgrzytali zębami i niejeden nakładał zaraz żelazne blachy, chwytał za miecz, za topór albo za kopię i jechał dalej za Zbyszkiem, by pomścić się „z nawiązką”, bo nie dość wydawało się zawziętemu pokoleniu równo krzywdą za krzywdę zapłacić.
	 Ale Zbyszko nie myślał w tej chwili o zemście, tylko jedynie o Danusi.
	 Żył między przebłyskami nadziei, gdy chwilowo czyniło się chorej lepiej, głuchą rozpaczą, gdy stan jej pogarszał się widomie. A co do tego nie mógł się już łudzić. Nieraz z początku podróży przelatywała mu przez głowę zabobonna myśl, że może tam gdzieś po bezdrożach, które przebywali, jedzie za nimi ślad w ślad śmierć i czyha tylko na sposobną chwilę, by się rzucić na Danusię i wyssać z niej ostatek życia. Widzenie to, a raczej poczucie, bywało zwłaszcza wśród ciemnych nocy tak wyraźne, że nieraz porywała go rozpaczliwa chęć zawrócić, wyzwać martwicę, jak się wyzywa rycerza, i potykać się z nią do ostatniego tchu. Ale przy końcu drogi było jeszcze gorzej, czuł bowiem śmierć nie za orszakiem, ale wśród samego orszaku, niewidzialną wprawdzie, ale tak bliską, iż obwiewało ich jej mroźne tchnienie. I rozumiał już, że przeciw temu nieprzyjacielowi na nic męstwo, na nic krzepka dłoń, na nic oręż, że trzeba będzie oddać bezradnie najdroższą głowę na łup bez walki.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział sześćdziesiąty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/60/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/60/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział sześćdziesiąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Od kilku dni Winicjusz spędzał noce za domem. Petroniuszowi przychodziło do głowy, że on może znów ułożył jakiś nowy plan i pracuje nad uwolnieniem Ligii z Eskwilińskiego więzienia, nie chciał go już jednak o nic pytać, by nie przynieść nieszczęścia robocie. Ten wykwintny sceptyk stał się także pod pewnym względem przesądnym, a raczej od czasu, jak nie udało mu się wyrwać dziewczyny z Mamertyńskiego podziemia, przestał ufać swej gwieździe.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział dwudziesty ósmy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/60/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/60/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty ósmy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Przyszli na koniec ze zwłokami dziewczyny do borów spychowskich, na których granicy stróżowali dniem i nocą zbrojni pachołkowie Jurandowi. Jeden z nich skoczył z wieścią do starego Tolimy i do księdza Kaleba, inni poprowadzili orszak z początku krętą i zapadłą, a potem szeroką leśną drogą aż do miejsca, gdzie bór się kończył, a poczynały się rozległe wilgotne grudzie i grząskie, rojne od błotnego ptactwa trzęsawy, za którymi na suchej wyżni leżał spychowski gródek. Poznali też wraz, że już żałobna wieść o nich doszła do Spychowa, gdyż zaledwie wychylili się z leśnego cienia na jasne błonie, doleciał do ich uszu odgłos dzwonu z gródkowej kaplicy. Wkrótce potem ujrzeli idącą z dali naprzeciw liczną drużynę ludzi, w której byli mężowie i niewiasty. Gdy gromada owa zbliżyła się na trzy lub dwa strzelenia z łuku, można już było rozróżnić osoby.
Na czele szedł sam Jurand, podtrzymywany przez Tolimę i macający przed sobą koszturem. Łatwo go było poznać po ogromnym wzroście, po czerwonych jamach w miejsce oczu i po białych, opadających aż na ramiona włosach. Obok postępował z krzyżem i w białej komży ksiądz Kaleb.
Za nimi niesiono chorągiew z Jurandowym znakiem, przy której szli zbrojni „woje” spychowscy, a za nimi niewiasty zamężne w nałęczkach na głowach i przetowłose panny. Na końcu gromady ciągnął wóz, na którym miano złożyć zwłoki.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział sześćdziesiąty pierwszy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/61/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/61/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział sześćdziesiąty pierwszy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Przez trzy dni, a raczej trzy noce nic nie mąciło im spokoju. Gdy zwykłe zajęcia więzienne, polegające na oddzielaniu zmarłych od żywych i ciężko chorych od zdrowszych, zostały ukończone i gdy znużeni strażnicy pokładli się spać na korytarzach, Winicjusz wchodził do podziemia, w którym była Ligia, i pozostawał w nim dopóty, dopóki brzask nie zajrzał przez kraty okna. Ona składała mu głowę na piersiach i rozmawiali cichymi głosami o miłości i o śmierci. Oboje mimo woli, w myślach i rozmowach, nawet w pragnieniach i nadziejach, oddalali się coraz bardziej od życia i tracili jego poczucie. Oboje byli jak ludzie, którzy odpłynąwszy okrętem od lądu, nie widzą już brzegu i pogrążają się z wolna w nieskończoność. Oboje zmieniali się stopniowo w duchy smutne, rozmiłowane w sobie i w Chrystusie i gotowe odlecieć. Czasem tylko w jego sercu zrywał się jeszcze ból, jak wicher, czasem błysnęła, jak błyskawica, nadzieja, zrodzona z miłości i wiary w miłosierdzie Ukrzyżowanego Boga, lecz co dzień więcej i on odrywał się od ziemi, a oddawał się śmierci. Rankiem, gdy wychodził z więzienia, patrzył na świat, na miasto, na znajomych i na sprawy życiowe jak przez sen. Wszystko wydawało mu się obcym, odległym, czczym i znikomym. Przestała go przerażać nawet groza mąk, miał bowiem uczucie, że to jest rzecz, przez którą można przejść jakby w zamyśleniu, z oczyma utkwionymi w coś innego. Obojgu zdawało się, że poczyna ich już ogarniać wieczność. Rozmawiali o miłości, o tym, jak będą miłowali się i żyli razem, ale jedynie z tamtej strony grobu, i jeśli czasem myśl ich zwracała się jeszcze ku rzeczom ziemskim, to tylko jak myśl ludzi, którzy gotując się w wielką drogę, rozmawiają o przygotowaniach podróżnych. Zresztą otaczała ich cisza taka, jaka otacza dwie kolumny stojące gdzieś na pustkowiu i zapomniane. Chodziło im już tylko o to, by Chrystus ich nie rozdzielił; a gdy każda chwila wzmagała w nich tę pewność, rozkochali się w Nim jak w ogniwie, które ich miało połączyć, jak w nieskończonym szczęściu i w nieskończonym spokoju. Na ziemi jeszcze opadał z nich proch ziemi. Dusze stały się w nich czyste jak łzy. Pod grozą śmierci, wśród nędzy i cierpień, na barłogu więziennym poczęło się dla nich niebo, albowiem ona brała go za rękę i prowadziła, jakby już zbawiona i święta, do wieczystego źródła życia.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział dwudziesty dziewiąty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/61/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/61/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty dziewiąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Po pogrzebie Danusi Zbyszko nie chorzał obłożnie, ale żył w odrętwieniu. Z początku, przez pierwsze dni, nie było z nim tak źle: chodził, rozmawiał o swojej zmarłej niewieście, odwiedzał Juranda i siadywał przy nim. Opowiedział też księdzu o niewoli Maćkowej i uradzili obaj wysłać do Prus i Malborga Tolimę, aby wywiedział się, gdzie Maćko jest, i żeby go wykupił, zapłaciwszy zarazem i za Zbyszka tyle grzywien, na ile zgodzili się z Arnoldem von Baden i jego bratem. W spychowskich podziemiach nie brakło srebra, które Jurand bądź swego czasu wygospodarzył, bądź zdobył, przypuszczał więc ksiądz, że Krzyżacy, byle otrzymali pieniądze, łatwo i starego rycerza wypuszczą, i nie będą żądali, aby młody stawił się osobiście.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział sześćdziesiąty drugi</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/62/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/62/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział sześćdziesiąty drugi&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Mrok jeszcze nie zapadł, gdy już pierwsze fale ludu poczęły napływać do ogrodów cezara. Tłumy, przybrane świątecznie, uwieńczone, ochocze i śpiewające, a w części pijane, szły patrzeć na nowe, wspaniałe widowisko. Okrzyki: „Semaxii! Sarmenticii!”, rozlegały się na Via Tecta, na moście Emiliusza i z drugiej strony Tybru, na drodze Tryumfalnej, koło cyrku Nerona i aż hen po wzgórze Watykańskie. Widywano już i poprzednio w Rzymie ludzi palonych na słupach, lecz nigdy dotąd nie widziano takiej ilości skazanych. Cezar i Tygellin, chcąc skończyć z chrześcijanami, a zarazem zapobiec zarazie, która z więzień rozchodziła się coraz bardziej po mieście, nakazali opróżnić wszystkie podziemia, tak że zostało w nich zaledwie kilkudziesięciu ludzi, przeznaczonych na koniec igrzysk. Toteż tłumy po przebyciu bram ogrodowych oniemiały ze zdziwienia. Wszystkie aleje główne i boczne, biegnące wśród gęstwiny drzew, wokół łąk, kęp, stawów, sadzawek i poletek obsianych kwieciem, nabite były smolnymi słupami, do których poprzywiązywano chrześcijan. Z wyższych miejsc, gdzie widoku nie zasłaniały drzewa, można było dostrzec cale szeregi palów i ciał, przybranych w kwiaty, w liście mirtowe i w bluszcz, ciągnące się w głąb, po wyniosłościach i nizinach, tak daleko, że gdy bliższe wydawały się jak maszty naw, najdalsze przedstawiały się oczom jak kolorowe, pozatykane w ziemię tyrsy lub dzidy. Mnogość ich przeszła oczekiwania samego ludu. Można było pomyśleć, że cały jakiś naród poprzywiązywano do słupów dla uciechy Rzymu i cezara. Gromady widzów zatrzymywały się przed pojedynczymi masztami, w miarę jak zaciekawiały je postaci, wiek lub płeć ofiar, oglądały twarze, wieńce, girlandy bluszczu, po czym szły dalej i dalej, zadając sobie pełne zdumienia pytania: „Zali mogło być tylu winnych lub jak mogły podpalić Rzym dzieci, zaledwie zdolne chodzić o własnej mocy?” I zdumienie przechodziło z wolna w niepokój.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział trzydziesty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/62/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/62/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział trzydziesty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zbyszko wyrzucał sobie w duszy, iż w swej boleści o stryjcu przepomniał, a że i bez tego prędko zwykł był wykonywać, co zamierzył, więc nazajutrz do dnia wyruszyli razem z panem de Lorche do Płocka. Nadgraniczne drogi nawet w czasach największego spokoju nie bywały bezpieczne z przyczyny łotrów, których liczne kupy wspierali i otaczali opieką Krzyżacy, co ostro wymawiał im król Jagiełło. Mimo skarg, które aż o Rzym się opierały, mimo pogróżek i srogiego wymiaru sprawiedliwości komturowie sąsiedni pozwalali często zaciężnym knechtom zakonnym łączyć się ze zbójami, wypierając się wprawdzie tych, którzy mieli nieszczęście wpaść w ręce polskie, ale dając schronienie powracającym ze zdobyczą i jeńcami, nie tylko we wsiach zakonnych, lecz i w zamkach.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział sześćdziesiąty trzeci</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/63/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/63/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział sześćdziesiąty trzeci&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Dramat &lt;em class="book-title"&gt;Aureolus&lt;/em&gt; dawano zwykle w teatrach lub amfiteatrach tak urządzonych, iż mogły otwierać się i tworzyć jakby dwie odrębne sceny. Lecz po widowisku w ogrodach cezara zaniechano zwykłego sposobu, szło bowiem o to, by jak największa liczba ludzi mogła patrzeć na śmierć przybitego do krzyża niewolnika, którego w dramacie pożerał niedźwiedź. W teatrach rolę niedźwiedzia grywał obszyty w skórę aktor, tym razem jednak przedstawienie miało być „prawdziwe”. Był to nowy pomysł Tygellina. Cezar początkowo zapowiedział, że nie przybędzie, lecz z namowy faworyta zmienił zdanie. Tygellinus wytłumaczył mu, że po tym, co zaszło w ogrodach, tym bardziej powinien pokazać się ludowi, i zarazem zaręczył, że ukrzyżowany niewolnik nie zelży go już, tak jak uczynił to Kryspus. Lud był już nieco przesycony i zmęczony przelewem krwi, zapowiedziano mu więc nowe rozdawnictwo biletów loteryjnych i podarków, a zarazem ucztę wieczorną, przedstawienie bowiem miało się odbywać wieczorem, w rzęsiście oświetlonym amfiteatrze.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział trzydziesty pierwszy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/63/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/63/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział trzydziesty pierwszy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zbyszko podjął panią na Płocku pod nogi i służby jej swoje ofiarował, ale ona nie poznała go w pierwszej chwili, gdyż nie widziała go od dawnego czasu. Aż dopiero, gdy jej powiedział, jako go wołają — rzekła:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Prawdziwie! A ja myślałam, że kto z dworu królewskiego. Zbyszko z Bogdańca! Jakże! Gościł tu u nas wasz stryjko, stary rycerz z Bogdańca, i pamiętam, jako i mnie, i moim dwórkom śluzy ciurkiem leciały, gdy nam o was prawił. A odnaleźliście waszą niewiastę? Gdzie ona teraz?&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział sześćdziesiąty czwarty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/64/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/64/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział sześćdziesiąty czwarty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Po widowisku w ogrodach cezariańskich więzienia opustoszały znacznie. Chwytano wprawdzie jeszcze i więziono ofiary, podejrzane o wyznawanie wschodniego zabobonu, ale obławy dostarczały ich coraz mniej, zaledwie tyle, ile potrzeba było do zapełnienia następnych widowisk, które również miały się już ku końcowi. Lud, przesycony krwią, okazywał coraz większe znużenie i coraz większy niepokój z powodu niebywałego dotąd zachowywania się skazanych. Obawy przesądnego Westynusa ogarnęły tysiące dusz. W tłumach opowiadano coraz dziwniejsze rzeczy o mściwości chrześcijańskiego bóstwa. Tyfus więzienny, który rozszerzył się po mieście, powiększył powszechną bojaźń. Widziano częste pogrzeby i powtarzano sobie na ucho, że potrzebne są nowe piacula dla przebłagania nieznanego boga. W świątyniach składano ofiary Jowiszowi i Libitynie. Wreszcie, mimo wszelkich usiłowań Tygellina i jego popleczników, rozszerzało się coraz bardziej mniemanie, że miasto zostało spalone z rozkazu cezara i że chrześcijanie cierpią niewinnie.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział trzydziesty drugi</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/64/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/64/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział trzydziesty drugi&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zjazd na wyspie wiślanej w Raciążu, na który król udał się koło Bożego Ciała, odbywał się pod złą wróżbą i nie doprowadził do takiej zgody i załatwienia różnych spraw jak te, które w tym samym miejscu odbyły sie we dwa lata później i na których odzyskał król zastawioną zdradliwie przez Opolczyka Krzyżakom ziemię dobrzyńską wraz z Dobrzyniem i Bobrownikami. Jagiełło przybył rozdrażnion wielce obmową, jakiej dopuszczali się względem niego Krzyżacy po dworach zachodnich i w samym Rzymie, a zarazem zgniewany nieuczciwością Zakonu. Mistrz nie chciał układów o Dobrzyń prowadzić, czynił zaś to umyślnie — i zarówno on sam, jak inni dygnitarze zakonni powtarzali codziennie Polakom: „Wojny ni z wami, ni z Litwą nie chcemy, ale Żmujdź nasza, bo sam Witold nam ją oddał. Obiecnijcie, iże nie będziecie mu pomagali, to wojna z nim prędzej się skończy, a wówczas pora będzie gadać o Dobrzyniu i siła wam ustępstw poczynimy”. Ale rajcy królewscy, mając bystry, doświadczony rozum i znając kłamstwo krzyżackie, nie dawali się zdurzyć: „Gdy w potęgę wzrośniecie, zuchwałości wam jeszcze przybędzie — odpowiadali mistrzowi. — Mówicie, że nic wam do Litwy, a Skirgiełłę chcecie na stolcu w Wilnie posadzić. Ależ na miły Bóg! Wżdy to Jagiełłowe dziedzictwo, który jeden, kogo chce, księciem na Litwie stanowi; przeto się hamujcie, aby was nie pokarał nasz wielki król!”. Na co mistrz mówił, że jeśli król jest prawdziwym panem Litwy, niechże nakaże Witoldowi, by wojny zaniechał i Zakonowi Żmujdź wrócił — gdyż inaczej Zakon musi uderzyć w Witolda tam, gdzie go dosięgnąć i zranić może. I w ten sposób spory wlokły się od rana do wieczora jakoby błędną drogą idącą w kółko. Król, nie chcąc się do niczego zobowiązać, niecierpliwił się coraz bardziej i mówił mistrzowi, że gdyby Żmujdź była pod krzyżacką ręką szczęśliwa, nie poruszyłby się Witold i jednym palcem, bo nie znalazłby ni pozoru, ni przyczyny. Mistrz, który był człowiekiem spokojnym i lepiej od innych braci zdawał sobie sprawę z potęgi Jagiełłowej, starał się króla ułagodzić i nie zważając na szemranie niektórych zapalczywych i dumnych komturów, nie szczędził pochlebnych słów, a chwilami uderzał i w pokorę. Ale że nawet w tej pokorze nieraz odzywały się ukryte pogróżki, przeto nie wiodło to do niczego. Układy o rzeczy ważne rozchwiały się prędko i drugiego już dnia poczęto mówić tylko o sprawach pomniejszych. Natarł król ostro na Zakon o utrzymywanie kup łotrów, o napaści i grabieże nad granicą, o porwanie Jurandówny i małego Jaśka z Kretkowa, o mordowanie kmieciów i rybaków. Mistrz wypierał się, wykręcał, przysięgał, że to było bez jego wiedzy, i wzajem wyrzuty czynił, że nie tylko Witold, ale i rycerze polscy pomagali pogańskim Żmujdzinom przeciw Krzyżowi — na dowód czego przytoczył Maćka z Bogdańca. Szczęściem, wiedział już król przez Powałę, czego rycerze z Bogdańca szukali na Żmujdzi — i umiał na zarzut odpowiedzieć, tym łatwiej że w orszaku jego był Zbyszko, a w mistrzowym obaj von Badenowie, którzy przybyli w tej nadziei, że zdarzy im się może z Polakami w szrankach potykać.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział sześćdziesiąty piąty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/65/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/65/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział sześćdziesiąty piąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Pewnego wieczoru odwiedził Petroniusza senator Scewinus i począł z nim długą rozmowę o ciężkich czasach, w których obaj żyli, i o cezarze. Mówił zaś tak otwarcie, że Petroniusz, lubo zaprzyjaźniony z nim, począł się mieć na ostrożności. Narzekał, iż świat idzie krzywo i szalenie i że wszystko razem wzięte musi się skończyć jakąś klęską straszniejszą jeszcze niż pożar Rzymu. Mówił, że nawet augustianie są zniechęceni, że Feniusz Rufus, drugi prefekt pretorianów, znosi z największym przymusem ohydne rządy Tygellina i że cały ród Seneki doprowadzony jest do ostateczności postępowaniem cezara tak ze starym mistrzem, jak i z Lukanem. W końcu począł nadmieniać o niezadowoleniu ludu, a nawet pretorianów, których znaczną część umiał sobie Feniusz Rufus pozyskać.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział trzydziesty trzeci</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/65/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/65/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział trzydziesty trzeci&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jechali suchą drogą na Chełmżę do Grudziądza, gdzie zatrzymali się na noc i dzień, gdyż wielki mistrz miał tam do osądzenia sprawę o rybołówstwo między zamkowym starostą krzyżackim a okoliczną szlachtą, której ziemie przylegały do Wisły. Stamtąd płynęli na szkutach krzyżackich rzeką aż do Malborga. Zyndram z Maszkowic, Powała z Taczewa i Zbyszko znajdowali się przez cały czas przy boku mistrza, który ciekawy był, jakie wrażenie uczyni, zwłaszcza na Zyndramie, widziana z bliska potęga krzyżacka. Chodziło zaś mistrzowi o to dlatego, że Zyndram z Maszkowic był nie tylko mężnym i strasznym w pojedynkę rycerzem, ale nadzwyczaj biegłym wojownikiem. W całym Królestwie nikt tak jak on nie znał się na prowadzeniu wielkich wojsk, na szykowaniu hufców do bitwy, na budowie i burzeniu zamków, na rzucaniu mostów przez szerokie rzeki, na „armacie”, to jest na uzbrojeniu u rozmaitych narodów, i na wszelkich wojennych sposobach. Mistrz wiedząc, że na radzie królewskiej dużo zależało od zdania tego męża, mniemał, że jeśli zdoła go przerazić wielkość zakonnych bogactw i wojsk, to wojna odwlecze się jeszcze na długo. A przede wszystkim sam widok Malborga mógł przejąć trwogą serce każdego Polaka, albowiem z twierdzą ową, licząc Wysoki Zamek, Średni i Przedzamcze, żadna inna w całym świecie nie mogła się nawet w przybliżeniu porównać. Już z dala, płynąc Nogatem, ujrzeli rycerze potężne baszty rysujące się na niebie. Dzień był jasny i przeźroczy, więc widać je było doskonale, a po niejakim czasie, gdy szkuty zbliżyły się, jeszcze bardziej rozbłysły szczyty kościoła na Wysokim Zamku i olbrzymie mury piętrzące się jedne nad drugimi — w części barwy ceglanej, przeważnie jednak pokryte ową słynną szarobiałą zaprawą, którą przyrządzać umieli tylko mularze krzyżaccy. Ogrom ich przewyższał wszystko, co w życiu widzieli polscy rycerze. Zdawać się mogło, że tam gmachy wyrastają na gmachach, tworząc w nizinnym z natury miejscu jakby górę, której szczytem był Stary Zamek, a stokami — Średni i rozłożyste Przedzamcze. Biła od tego olbrzymiego gniazda zbrojnych mnichów moc i potęga tak nadzwyczajna, że nawet długa i zwykle posępna twarz mistrza wypogodziła się nieco na ów widok.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział sześćdziesiąty szósty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/66/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/66/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział sześćdziesiąty szósty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Za czasów Nerona weszły w zwyczaj rzadkie dawniej i wyjątkowo tylko dawane przedstawienia wieczorne, tak w cyrku, jak i w amfiteatrach. Augustianie lubili je, często bowiem po nich następowały uczty i pijatyki trwające aż do rana. Jakkolwiek lud przesycony był już przelewem krwi, jednakże gdy rozeszła się wieść, że nadchodzi koniec igrzysk i że ostatni chrześcijanie mają umrzeć na wieczornym widowisku, nieprzeliczone tłumy ściągnęły do amfiteatru. Augustianie stawili się jak jeden człowiek, domyślali się bowiem, że nie będzie to zwykłe przedstawienie i że cezar postanowił wyprawić sobie tragedię z boleści Winicjusza. Tygellin zachował tajemnicę, jaki rodzaj męki przeznaczony był dla narzeczonej młodego trybuna, ale to podniecało tylko powszechną ciekawość. Ci, którzy widywali niegdyś Ligię u Plaucjuszów, opowiadali teraz cuda o jej piękności. Innych zajmowało przede wszystkim pytanie, czy istotnie ujrzą ją dziś na arenie, wielu bowiem spomiędzy tych, którzy słyszeli odpowiedź, jaką cezar dał Petroniuszowi u Nerwy, tłumaczyło ją sobie podwójnie. Niektórzy przypuszczali wprost, że Nero odda lub może już oddał dziewicę Winicjuszowi: przypomniano sobie, że była zakładniczką, której wolno było zatem czcić takie bóstwa, jakie jej się podobały, i której prawo narodów nie pozwalało karać.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział trzydziesty czwarty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/66/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/66/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział trzydziesty czwarty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Maćko i Zbyszko długi czas trzymali się w ramionach, gdyż miłowali się wzajem zawsze, a w ostatnich latach wspólne przygody i nieszczęścia uczyniły tę miłość jeszcze silniejszą.
Stary rycerz od pierwszego wejrzenia na bratanka odgadł, że Danusi nie ma już na świecie, więc nie pytał o nic, jeno tulił do siebie młodzianka, chcąc przez moc tego uścisku pokazać mu, że nie został zupełnym sierotą i że ma jeszcze bliską żywą duszę, gotową podzielić się z nim niedolą.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział sześćdziesiąty siódmy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/67/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/67/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział sześćdziesiąty siódmy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Czterech Bityńczyków niosło ostrożnie Ligię do domu Petroniusza, Winicjusz zaś i Ursus szli obok, śpiesząc się, by jak najprędzej oddać ją w ręce greckiego lekarza. Szli w milczeniu, gdyż po przejściach dnia tego nie mogli się zdobyć na rozmowę. Winicjusz był dotychczas jakby na wpół przytomny. Powtarzał sobie, że Ligia jest ocalona, że nie grozi jej już ni więzienie, ni śmierć w cyrku, że nieszczęścia ich skończyły się raz na zawsze i że zabiera ją do domu, by nie rozłączyć się z nią więcej. I zdawało mu się, że to raczej początek jakiegoś innego życia niż rzeczywistość. Od czasu do czasu pochylał się nad otwartą lektyką, by patrzeć na tę kochaną twarz, która przy świetle księżyca wydawała się uśpioną, i powtarzał w myśli: „To ona! Chrystus ocalił ją!” Przypominał sobie także, że do spoliarium, dokąd obaj z Ursusem odnieśli Ligię, nadszedł jakiś nie znany mu lekarz i zapewnił go, że dziewczyna żyje i żyć będzie. Na myśl o tym radość rozpierała mu tak piersi, że chwilami słabł i wspierał się na ramieniu Ursusa, nie mogąc iść o własnej mocy. Ursus zaś patrzył w usiane gwiazdami niebo i modlił się.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział trzydziesty piąty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/67/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/67/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział trzydziesty piąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Obiecywali sobie Maćko i Zbyszko wyjechać zaraz z Malborga, ale tego dnia, w którym tak bardzo pokrzepił ich dusze Zyndram z Maszkowic, nie wyjechali, gdyż był na Wysokim Zamku obiad, a potem wieczerza na cześć posłów i gości, na którą Zbyszko był zaproszon jako królewski rycerz, a dla Zbyszka i Maćko. Obiad odbywał się w mniejszym gronie, we wspaniałym wielkim refektarzu, który oświecało dziesięć okien, a którego palczaste sklepienie wspierało się, rzadko widzianym kunsztem budowniczym, tylko na jednym słupie. Prócz królewskich rycerzy zasiadł do stołu z obcych tylko jeden graf szwabski i jeden burgundzki, który, lubo bogatych władców poddany, przyjechał w ich imieniu pożyczyć pieniędzy od Zakonu. Z miejscowych, obok mistrza, wzięło udział w obiedzie czterech dostojników zwanych filarami Zakonu, to jest wielki komtur, jałmużnik, szatny i podskarbi. Piąty filar, to jest marszałek, był w tym czasie na wyprawie przeciw Witoldowi.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział sześćdziesiąty ósmy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/68/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/68/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział sześćdziesiąty ósmy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Petroniusz po uwolnieniu Ligii nie chcąc drażnić cezara udał się za nim wraz z innymi augustianami na Palatyn. Pragnął posłuchać, o czym tam będą mówili, a zwłaszcza przekonać się, czy Tygellin nie obmyśli czegoś nowego na zgubę dziewczyny. I ona, i Ursus wchodzili wprawdzie niejako pod opiekę ludu i bez wzniecenia rozruchów nikt teraz nie mógł podnieść na nich ręki, jednak Petroniusz wiedząc o nienawiści, jaką płonął ku niemu wszechwładny prefekt pretorii, przypuszczał, że prawdopodobnie ów, nie mogąc go wprost dosięgnąć, będzie starał się jeszcze wywrzeć jakimkolwiek sposobem zemstę na jego siostrzeńcu.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział trzydziesty szósty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/68/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/68/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział trzydziesty szósty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W Płocku Zbyszko i Maćko nie zastali nikogo z dworu, albowiem oboje księstwo razem z ośmiorgiem dzieci pojechali w odwiedziny do Czerska, dokąd ich zaprosiła księżna Anna Danuta. O Jagience dowiedzieli się od biskupa, że miała zostać w Spychowie przy Jurandzie aż do jego śmierci.
	Wiadomości te były im na rękę, bo i sami chcieli jechać do Spychowa.
	Maćko wysławiał przy tym bardzo poczciwość Jagienki, że wolała udać się do umierającego człowieka, który nie był nawet jej krewny, niż na zabawy czerskie, na których pląsów i wszelakiej ochoty nie mogło zabraknąć.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział sześćdziesiąty dziewiąty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/69/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/69/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział sześćdziesiąty dziewiąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wieść o cudownym ocaleniu Ligii szybko rozniosła się wśród rozbitków chrześcijańskich, którzy ocaleli dotychczas z pogromu. Wyznawcy poczęli się schodzić, by oglądać tę, nad którą jawnie okazała się łaska Chrystusowa. Przyszedł naprzód młody Nazariusz z Miriamą, u których krył się dotychczas Piotr Apostoł, a za nimi ściągali i inni. Wszyscy razem, wraz z Winicjuszcm, Ligią i chrześcijańskimi niewolnikami Petroniusza, słuchali ze skupieniem opowiadania Ursusa o głosie, który odezwał się w jego duszy i nakazał mu walczyć z dzikim zwierzęciem, i wszyscy odchodzili z otuchą i nadzieją, że Chrystus nie pozwoli jednak wyplenić na ziemi do reszty swych wyznawców, zanim sam przyjdzie na sąd straszliwy. I nadzieja ta podtrzymywała ich serca, albowiem prześladowanie nie ustawało dotąd. Kogo tylko głos publiczny wskazał jako chrześcijanina, tego wigilowie miejscy porywali natychmiast do więzienia. Ofiar wprawdzie było już mniej, bo ogół wyznawców schwytano i wymęczono, pozostali zaś albo wyszli z Rzymu, by w odległych prowincjach przeczekać burzę, albo kryli się najstaranniej, nie odważając się zbierać na wspólne modlitwy inaczej, jak w arenariach leżących poza miastem. Jednakże śledzono ich jeszcze i, pomimo iż właściwe igrzyska były już ukończone, zachowywano ich na następne lub sądzono doraźnie. Jakkolwiek lud rzymski nie wierzył już, by chrześcijanie byli sprawcami pożaru miasta, jednakże ogłoszono ich za nieprzyjaciół ludzkości i państwa i edykt przeciw nim trwał ciągle w dawnej mocy.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział trzydziesty siódmy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/69/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/69/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział trzydziesty siódmy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jurand umarł w kilka dni później. Przez cały tydzień odprawiał ksiądz Kaleb nabożeństwo nad jego ciałem, które nie psuło się wcale — w czym wszyscy cud boży widzieli — i przez cały tydzień roiło się od gości w Spychowie. Potem przyszedł czas ciszy, jaki zwykle bywa po pogrzebach.
Zbyszko chadzał do podziemia, a czasem też z kuszą do boru, z której zresztą nie strzelał do zwierza, jeno chodził w zapamiętaniu, aż wreszcie pewnego wieczora przyszedł do izby, w której dziewczyny siedziały z Maćkiem i Hlawą — i niespodzianie rzekł:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział siedemdziesiąty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/70/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/70/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział siedemdziesiąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;O brzasku następnego dnia dwie ciemne postaci posuwały się drogą Appijską ku równinom Kampanii.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jedną z nich był Nazariusz, drugą Piotr Apostoł, który opuszczał Rzym i męczonych w nim współwyznawców. Niebo na wschodzie przybierało już leciuchny odcień zielony, który z wolna, coraz wyraźniej bramował się u dołu barwą szafranną. Drzewa o srebrnych liściach, białe marmury willi i łuki wodociągów, biegnące przez równinę ku miastu, wychylały się z cienia. Rozjaśniała się stopniowo zieloność nieba, nasycając się złotem. Za czym wschód zaczął różowieć i rozświecił Góry Albańskie, które ukazały się cudne, liliowe, jakby z samych tylko blasków złożone.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział trzydziesty ósmy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/70/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/70/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział trzydziesty ósmy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Stary rycerz pragnął koniecznie towarzyszyć Zbyszkowi do wojsk księcia Witoldowych, ale ów nie dał sobie nawet o tym mówić. Uparł się jechać sam, bez pocztu, bez wozów, z trzema tylko konnymi pachołkami, z których jeden miał wieźć spyżę, drugi zbroję i ubiory, trzeci niedźwiedzie skóry do spania. Próżno Jagienka i Maćko błagali go, by wziął z sobą chociaż Hlawę, jako giermka wypróbowanej siły i wierności. Uparł się i nie chciał, mówiąc, że trzeba mu o tej boleści, która go toczy, zapomnieć, a obecność giermka przypominałaby mu właśnie wszystko, co było i przeszło.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział siedemdziesiąty pierwszy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/71/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/71/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział siedemdziesiąty pierwszy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Aż wreszcie spełnił się czas dla obu Apostołów. Ale jakby na zakończenie służby, danym było Bożemu rybakowi ułowić dwie dusze nawet i w więzieniu. Żołnierze Processus i Martynianus, którzy pilnowali go w więzieniu Mamertyńskim, przyjęli chrzest. Po czym nadeszła godzina męki. Nerona nie było wówczas w Rzymie. Wyrok wydali Helius i Politetes, dwaj wyzwoleńcy, którym cezar powierzył na czas swej niebytności rządy nad Rzymem. Wiekowego Apostoła poddano naprzód przepisanej przez prawo chłoście, a następnego dnia wywiedziono za mury miasta, ku wzgórzom Watykańskim, gdzie miał ponieść przeznaczoną mu karę krzyża. Żołnierzy dziwił tłum, który zebrał się przed więzieniem, gdyż w pojęciu ich śmierć prostego człowieka i w dodatku cudzoziemca nie powinna była budzić tyle zajęcia, nie rozumieli zaś, że korowód ów nie składał się z ciekawych, ale z wyznawców, pragnących odprowadzić na miejsce kaźni Wielkiego Apostoła. Po południu otworzyły się wreszcie bramy więzienia i Piotr ukazał się wśród oddziału pretorianów. Słońce zniżyło się już nieco ku Ostii, dzień był cichy i pogodny. Piotrowi ze względu na jego sędziwe lata nie kazano nieść krzyża, sądzono bowiem, że go udźwignąć nie zdoła, ani też nie założono mu wideł na szyję, by mu nie utrudniać pochodu. Szedł wolny i wierni mogli go widzieć doskonale. W chwili gdy wśród żelaznych hełmów żołnierskich ukazała się jego biała głowa, płacz rozległ się w tłumie, lecz natychmiast prawie ustał, albowiem twarz starca miała w sobie tyle pogody i taką jaśniała radością, iż wszyscy pojęli, że to nie ofiara idzie ku straceniu, ale zwycięzca odbywa pochód tryumfalny.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział trzydziesty dziewiąty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/71/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/71/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział trzydziesty dziewiąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Nazajutrz nadeszła chwila odjazdu Zbyszka. On sam siedział wysoko na rosłym koniu bojowym, a swoi otaczali go dokoła. Jagienka, stojąc wedle strzemienia, wznosiła ku młodziankowi w milczeniu swe smutne niebieskie oczy, jakby chcąc przed rozstaniem napatrzyć się na niego do woli. Maćko razem z księdzem Kalebem przy drugim strzemieniu, a tuż obok giermek z Sieciechówną. On zwracał głowę to w jedną, to w drugą stronę, zamieniając z nimi takie krótkie słowa, jakie zwykle wypowiada sie przed długą podróżą: „Ostańcie zdrowi!” — „Niech cię Bóg prowadzi!” — „Czas już!” — „Hej, czas! czas!”. Poprzednio już był pożegnał się ze wszystkimi i z Jagienką, którą pod nogi podjął, dziękując jej za życzliwość.
A teraz, gdy spoglądał na nią z wysokiego rycerskiego siodła, miał ochotę powiedzieć jej jeszcze jakie dobre słowo, gdyż jej wzniesione oczy i twarz mówiły mu tak wyraźnie: „Wróć!” — że serce wzbierało mu rzetelną wdzięcznością.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział siedemdziesiąty drugi</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/72/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/72/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział siedemdziesiąty drugi&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Rzym szalał po dawnemu, tak iż zdawało się, że to miasto, które podbiło świat, poczyna się wreszcie z bruku przewodników rozdzierać samo w sobie. Jeszcze zanim dla Apostołów wybiła ostatnia godzina, przyszedł spisek Pizona, a po nim kośba tak nieubłagana najwyższych głów w Rzymie, że tym nawet, którzy widzieli bóstwo w Neronie, wydał się on w końcu bóstwem śmierci. Żałoba padła na miasto, strach rozsiadł się po domach i w sercach, ale portyki wieńczyły się bluszczem i kwiatami, nie wolno było okazywać żalu po zmarłych. Ludzie, którzy budzili się z rana, zadawali sobie pytanie, czyja dziś kolej nadejdzie. Orszak mar, ciągnących za cezarem, powiększał się z dniem każdym.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział czterdziesty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/72/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/72/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czterdziesty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zabawili czas jakiś w Płocku, aby się z dziedzictwem i z testamentem opatowym uładzić, a potem, zaopatrzeni w należyte dokumenta, ruszyli dalej, niewiele wypoczywając w drodze, która była łatwa i bezpieczna, gdyż upał osuszył błota, pozwężał rzeki, a gościńce szły krajem spokojnym, zamieszkałym przez lud swojacki i gościnny. Z Sieradza pchnął jednak ostrożny Maćko pachołka do Zgorzelic, ażeby o przybyciu swoim i Jagienkowym oznajmić, skutkiem czego Jaśko, brat Jagienki, wyskoczył ku nim na pół drogi i na czele dwudziestu zbrojnych parobków odprowadził ich do domu.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział siedemdziesiąty trzeci</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/73/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/73/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział siedemdziesiąty trzeci&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Winicjusz do Petroniusza:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;„Wiemy i tu, carissime, co dzieje się w Rzymie, a czego nie wiemy, to nam dopowiadają listy twoje. Gdy rzucisz kamień w wodę, fale rozchodzą się coraz dalej i dalej naokół, więc taka fala szału i złości doszła z Palatynu aż do nas. Po drodze do Grecji był tu wysłany przez cezara Karynas, który złupił miasta i świątynie, by próżny skarb zapełnić. Za cenę potu i łez ludzkich buduje się w Rzymie Domus Aurea. Być może, że świat nie oglądał dotąd takiego domu, ale też nie oglądał i krzywd takich. Ty przecie znasz Karynasa. Podobnym do niego był Chilo, zanim śmiercią nie odkupił życia. Lecz do leżących w naszym pobliżu miasteczek nie dotarli jego ludzie, może dlatego, że nie masz w nich świątyń i skarbów. Pytasz, czyśmy bezpieczni? Odpowiem ci tylko, żeśmy zapomniani, i niech ci to wystarczy za odpowiedź. Oto w tej chwili z portyku, pod którym piszę, widzę naszą spokojną zatokę, a na niej Ursusa w łodzi, zapuszczającego sieć w jasne tonie. Żona moja przędzie czerwoną wełnę obok mnie, a w ogrodach pod cieniem drzew migdałowych śpiewają nasi niewolnicy. O, co za spokój, carissime, i jakie zapomnienie dawnych trwóg i boleści! Ale to nie Parki, jak piszesz, przędą tak słodko nić naszego żywota, to błogosławi nam Chrystus, umiłowany nasz Bóg i Zbawiciel. Żal i łzy znamy, bo nasza Prawda każe nam płakać nad cudzą niedolą, ale nawet i w owych łzach tkwi nie znana wam pociecha, że kiedyś, gdy spłynie czas życia naszego, odnajdziem tych wszystkich drogich, którzy zginęli i za Boską naukę mają zginąć jeszcze. Dla nas Piotr i Paweł nie zmarli, lecz narodzili się w chwale. Dusze nasze ich widzą i gdy oczy płaczą, serca weselą się ich weselem. O tak, drogi, jesteśmy szczęśliwi szczęściem, jakiego nic zburzyć nie zdoła, ponieważ śmierć, która dla was jest końcem wszystkiego, dla nas będzie tylko przejściem do większego jeszcze spokoju, większego kochania, większej radości.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział czterdziesty pierwszy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/73/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/73/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czterdziesty pierwszy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W Krakowie niedługo zabawili, a byliby zabawili jeszcze krócej, gdyby nie prośby Jaśka, który chciał się ludziom i miastu napatrzyć, albowiem wszystko wydawało mu się snem cudownym. Jednakże staremu rycerzowi śpieszyło się okrutnie do domowych pieleszy i do żniw, więc niewiele pomogły i prośby, tak że na Wniebowzięcie Najświętszej Panny byli już z powrotem — jeden w Bogdańcu, drugi w Zgorzelicach przy siostrze.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;I od tej pory zaczęło im się życie wlec dość jednostajnie, zapełnione pracą gospodarczą i zwykłymi wiejskimi zabiegami. Żniwa w położonych nizinnie Zgorzelicach, a zwłaszcza w Jagienkowych Moczydołach, wypadły wyśmienicie, ale w Bogdańcu z powodu suchego roku plon okazał się chudy i nie trzeba było dużo trudu, by go zebrać. W ogóle skąpo tam mieli ziemi uprawnej, bo majętność była pod borem, a wskutek długiej niebytności panów te nawet lechy, które już był karczunkiem przysposobił pod orkę opat, zapuszczono z braku rąk na nowo. Stary rycerz, jakkolwiek czuły na każdą stratę, nie brał tego zbytnio do serca, wiedział bowiem, iż przy pieniądzach łatwo będzie wprowadzić we wszystkim ład i porządek — byle tylko było dla kogo trudzić się i pracować. Ale właśnie ta wątpliwość zatruwała mu pracę i dni. Rąk wprawdzie nie opuszczał, wstawał do dnia,
jeździł do stad, doglądał robót polnych i leśnych, wybrał nawet miejsce na kasztel i przysposabiał budulec, ale gdy po dniu znojnym słońce roztapiało się w złotych i czerwonych blaskach zórz, nieraz chwytała go tęsknota okrutna, a obok niej i niepokój, jakiego przedtem nigdy nie doznawał. „Ja tu zabiegam, ja się tu mozolę — mówił sobie — a tam chłopisko mój leży może gdzie w polu włócznią przebodzion i wilcy mu zębami pozgonne dzwonią”. Na tę myśl ściskało mu się serce i wielką miłością, i wielkim bólem. Nasłuchiwał też wówczas pilnie, czy tętentu nie usłyszy, który zwiastował codzienne przybycie Jagienki, udając bowiem przy niej, że ma dobrą otuchę, nabierał jej sam i krzepił się nieco w strapionej duszy.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział siedemdziesiąty czwarty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/74/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/74/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział siedemdziesiąty czwarty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jakoż Petroniusz nie mylił się. W dwa dni później młody Nerwa, zawsze mu życzliwy i oddany, przysłał do Cumae swego wyzwoleńca z wiadomościami o wszystkim, co działo się na dworze cezara. Zguba Petroniusza była już postanowiona. Nazajutrz wieczór zamierzano wysłać do niego centuriona z rozkazem, aby zatrzymał się w Cumae i czekał tam dalszych rozporządzeń. Następny posłaniec, wyprawiony w kilka dni później, miał przynieść mu wyrok śmierci.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział czterdziesty drugi</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/74/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/74/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czterdziesty drugi&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jednakże wojna o Żmujdź miedzy Krzyżakami a Witoldem zbyt zajmowała ludzi w Królestwie, aby nie mieli dopytywać się o jej przebieg. Niektórzy pewni byli, że Jagiełło przyjdzie w pomoc stryjecznemu bratu i że walnej wyprawy przeciw Zakonowi rychło patrzeć. Rycerstwo rwało się do niej, a po wszystkich siedzibach szlacheckich powtarzano sobie, że i znaczna liczba panów krakowskich zasiadających w królewskiej radzie przechyla się na stronę wojny, mniemając, że raz trzeba skończyć z tym nieprzyjacielem, który nigdy nie chciał poprzestać na swoim, a o zagrabieniu cudzego myślał nawet wówczas, gdy ogarniała go bojaźń przed potęgą sąsiedzką. Lecz Maćko, który był człowiekiem rozumnym, a jako bywalec widział i przeznał wiele, nie wierzył w bliską wojnę i tak nieraz o tym mówił do młodego Jaśka ze Zgorzelic i do innych sąsiadów, których w Krześni spotykał:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Epilog</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/75/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/quo-vadis/75/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Epilog&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Początkowo bunt legii galijskich pod wodzą Windeksa nie zdawał się być zbyt groźnym. Cezar miał dopiero trzydziesty pierwszy rok życia i nikt nie śmiał się spodziewać, by świat wnet już miał być wolny od duszącej go zmory. Wspomniano, że wśród legii nieraz już, jeszcze za dawniejszych panowań, przychodziło do rozruchów, które jednak mijały nie pociągając za sobą zmiany panowań. Tak za Tyberiusza Drusus uśmierzył bunt legii panońskich, a Germanikus nadreńskich. „Któż by zresztą — mówili ludzie — mógł objąć po Neronie panowanie, gdy wszyscy niemal potomkowie boskiego Augusta wyginęli za jego rządów?” Inni, patrząc na kolosy wyobrażające go jako Herkulesa, mimo woli wyobrażali sobie, że żadna siła takiej potęgi nie złamie. Byli i tacy, którzy od czasu jak wyjechał do Achai, tęsknili po nim, albowiem Helius i Politetes, którym zostawił rządy Rzymu i Italii, rządzili jeszcze krwawiej od niego.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział czterdziesty trzeci</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/75/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/75/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czterdziesty trzeci&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Stary Maćko odgadł dobrze, ale tylko w połowie. Zbyszkowi istotnie jedna część życia skończyła się całkowicie. Za każdym wspomnieniem było mu Danusi żal, ale sam przecie powiadał, że lepiej jej musi być na dworcu niebieskim, niż było na książęcym. Zżył się już z myślą, że jej na świecie nie ma, przywykł do niej i uważał, że wcale nie mogło być inaczej. Swego czasu w Krakowie podziwiał bardzo na szybach kościelnych wycięte ze szkła i pooprawiane w ołów postacie różnych świętych panienek — barwne, przeświecające w słońcu, a teraz wyobrażał sobie tak samo Danusię. Widział ją niebieską, przeźroczystą, odwróconą bokiem, ze złożonymi rączkami, ze wzniesionymi oczyma i grającą na luteńce, wśród różnych zbawionych bożych skrzypaczków, którzy w niebie grywają Matce Boskiej i Dzieciątku. Nic już w niej nie było ziemskiego, a stała mu się duchem tak czystym i bezcielesnym, że gdy czasem wspomniał sobie, jak w leśnym dworcu posługiwała księżnie, śmiała się, rozmawiała, siadała z innymi do stołu — przejmowało go jakby zdziwienie, że to być mogło. Już w czasie wyprawy, przy Witoldzie, gdy sprawy wojenne i bitwy pochłaniały jego uwagę, przestał tęsknić do swojej nieboszczki, tak jak tęskni mąż do niewiasty, a myślał tylko tak, jak myśli pobożny człowiek o swej patronce. W ten sposób miłość jego, tracąc stopniowo ziemskie pierwiastki, zmieniała się coraz bardziej tylko w słodkie, tak błękitne jak właśnie samo niebo, wspomnienie — i po prostu w cześć nabożną.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział czterdziesty czwarty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/76/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/76/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czterdziesty czwarty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zbyszko nie spełnił wprawdzie swej groźby i nie wyjechał, ale za to po upływie jeszcze tygodnia zdrowie wróciło mu zupełnie i nie mógł już dłużej wylegiwać się w łożu. Maćko powiedział, że wypada im teraz pojechać do Zgorzelic i podziękować Jagience za starunek, więc pewnego dnia, wyprażywszy się dobrze w łaźni, postanowił jechać, nie zwłócząc. W tym celu kazał wydobyć ze skrzyni piękne szaty, aby nimi zastąpić zwykłą odzież, którą miał na sobie — a następnie zajął się trefieniem włosów. Była to jednak czynność niełatwa i niemała, a to nie tylko z powodu bujności Zbyszkowej czupryny, która z tyłu spadała mu jak grzywa aż za łopatki. Rycerze w życiu codziennym nosili włosy w pątlikach kształtu grzyba, co miało i tę dobrą stronę, że w czasie wypraw hełm daleko mniej ich uwierał, natomiast na rozmaite uroczystości, wesela lub jadąc w odwiedziny do domów, w których były panny, układali je w pięknie poskręcane zwoje, które często smarowano białkiem dla połysku i mocy. Tak to właśnie chciał utrefić się Zbyszko. Ale dwie niewiasty wezwane z czeladnej, nieprzywykłe do takiej roboty, nie umiały sobie dać rady. Wyschłe i wzburzone po łaźni włosy nie chciały się układać i jeżyły się jako źle poszyta strzecha na chałupie. Nie pomogły ani zdobyczne na Fryzach grzebienie, ozdobnie z bawolego rogu wyrobione, ani nawet zgrzebło, po które jedna z niewiast poszła do stajni.
Zbyszko począł się w końcu niecierpliwić i gniewać — gdy wtem do izby wszedł Maćko w towarzystwie Jagienki, która przez ten czas niespodzianie nadjechała.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział czterdziesty piąty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/77/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/77/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czterdziesty piąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Oni mieszkali w Moczydołach, a stary Maćko wznosił dla nich kasztel w Bogdańcu. Wznosił mozolnie, gdyż chciał, żeby odsady były z kamienia na wapno, a czatownia z cegły, o którą trudno było w okolicy. W pierwszym roku wykopał rowy, co przyszło dość łatwo, albowiem wzgórze, na którym miał stanąć kasztel, było niegdyś okopane, może za czasów jeszcze pogańskich, należało więc tylko oczyścić owe wądoły z drzew, z głogowych gąszczów, którymi zarosły, a następnie umocnić je i pogłębić należycie. Przy pogłębianiu dokopano się też obfitego źródła, które w niedługim czasie napełniło fosę tak, że musiał Maćko obmyślać ujście dla zbytku wody. Potem na wale wzniósł częstokół i począł zgromadzać budulec na ściany zameczku, bale dębowe tak grube, że trzech chłopów jednego objąć nie mogło, i modrzewiowe, niegnijące ni pod glinianą polepą, ni pod przykryciem z darniny. Do wznoszenia tych ścian zabrał się pomimo stałej pomocy chłopów ze Zgorzelic i Moczydołów dopiero po roku, ale zabrał się tym gorliwiej dlatego, że przedtem jeszcze Jagienka powiła bliźnięta. Niebo otworzyło się wówczas przed starym rycerzem, miał już bowiem dla kogo pracować, zabiegać, wiedział, że ród Gradów nie zaginie, a Tępa Podkowa nieraz jeszcze ubroczy się we krwi nieprzyjacielskiej.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział czterdziesty szósty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/78/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/78/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czterdziesty szósty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Dożył Maćko szczęśliwych dni żywota. Nieraz mawiał też sąsiadom, że więcej dostał, niźli sam się spodziewał. Nawet starość ubieliła mu tylko włos na głowie i brodzie, ale nie odjęła mu dotychczas ni sił, ni zdrowia. Serce miał pełne tak wielkiej wesołości, jakiej dotychczas nie zaznał. Surowa niegdyś jego twarz stawała się coraz więcej dobroduszną, a oczy śmiały się do ludzi dobrym uśmiechem. W duszy miał przekonanie, że wszystko zło skończyło się na zawsze i że żadna troska, żadna niedola nie zmąci już płynących tak spokojnie jak jasny strumień dni życia. Do starości wojować, na starość gospodarzyć i majętność dla „wnęków” powiększać — to było przecie jego największe pragnienie we wszystkich czasach, a oto właśnie wszystko spełniło mu się doskonale. Gospodarka szła jak z płatka. Bory były znacznie wycięte; wykarczowane i obsiane nowocie zieleniły się co wiosna runią zbóż rozmaitych; mnożył się dobytek; na łąkach było czterdzieści świerzop ze źrebięty, które stary szlachcic codziennie oglądał; stada baranów i bydła pasły się po ugorach i zagajach; Bogdaniec zmienił się całkowicie: z opustoszałej osady czynił się wsią ludną i zamożną, a kto się do niego zbliżał, tego oczy olśniewała widna z dala czatownia i niepoczerniałe jeszcze ściany kasztelu, błyszczące złotem w słońcu, a purpurą zorzy wieczorem.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział czterdziesty siódmy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/79/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/79/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czterdziesty siódmy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jednakże w piątym roku, gdy ład był wprowadzon we wszystkich wsiach nadzwyczajny, gdy nad skończoną czatownią powiewała już od kilku miesięcy chorągiew z Tępą Podkową, a Jagienka powiła szczęśliwie czwartego syna, którego nazwano Jurandem — tak rzekł raz stary Maćko do Zbyszka:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Wszystko się darzy i gdyby Pan Jezus jeszcze jedno zdarzył szczęśliwie, tobym już umarł spokojny.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;A Zbyszko popatrzał nań pytającym wzrokiem i po chwili zapytał:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Chyba o wojnie z Krzyżaki mówicie, bo czegóż by wam więcej trzeba?&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział czterdziesty ósmy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/80/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/80/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czterdziesty ósmy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Mistrz Konrad zmarł jednak dopiero w rok później. Jaśko ze Zgorzelic, brat Jagienki, który pierwszy usłyszał w Sieradzu nowinę i o jego śmierci, i o obiorze Ulryka von Jungingen, pierwszy też przywiózł ją do Bogdańca, w którym zarówno jak i we wszystkich szlacheckich siedzibach wstrząsnęła ona do głębi dusze i serca. „Nastają czasy, jakich dotychczas nie było” — rzekł uroczyście stary Maćko, a Jagienka przyprowadziła w pierwszej chwili wszystkie dzieci przed Zbyszka i sama poczęła się z nim żegnać, jakby już nazajutrz miał wyruszyć. Maćko i Zbyszko wiedzieli wprawdzie, że wojna nie rozpala się tak od razu jak ogień w kominie, niemniej jednak wierzyli, że do niej przyjdzie — i poczęli się gotować. Wybierali konie, zbroje, ćwiczyli w wojennym rzemiośle giermków, czeladź, sołtysów ze wsi, siedzących na niemieckim prawie, którzy obowiązani byli konno stawać na wyprawę — i uboższą szlachtę — włodyków — ci bowiem radzi garnęli się do możniejszych. A to samo czyniono i po wszystkich innych dworach, wszędy biły młoty w kuźniach, wszędy czyszczono stare pancerze, nacierano stopionym w sałhanach sadłem łuki i rzemienie, kowano wozy, czyniono zapasy spyży w krupach i wędzonym mięsiwie. Przy kościołach w niedziele i święta wypytywano o nowiny i smucono się, gdy przychodziły pokojowe, albowiem każdy nosił w duszy głębokie poczucie, że raz trzeba skończyć z tym strasznym wrogiem całego plemienia i że nie zakwitnie w potędze, w spokoju i pracy Królestwo, póki, wedle słów świętej
Brygidy, nie będą wyłamane Krzyżakom zęby i nie będzie odcięta im prawa ręka.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział czterdziesty dziewiąty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/81/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/81/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czterdziesty dziewiąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;I wojna wybuchła wreszcie, nieobfita z początku w bitwy, ale w pierwszych chwilach niezbyt dla Polaków pomyślna.
Nim nadciągnęły siły polskie, zdobyli Krzyżacy Bobrowniki, zrównali z ziemią Złotoryję — i znów zajęli nieszczęsną, a z takim trudem niedawno odzyskaną ziemię dobrzyńską.
Lecz pośrednictwo czeskie i węgierskie przygasiło na czas burzę wojenną.
Nastąpił rozejm, w czasie którego Wacław, król czeski, miał sądzić spory między Polską a Zakonem.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Nie przestano jednak gromadzić wojsk i posuwać ich ku sobie w czasie zimowych i wiosennych miesięcy, gdy zaś przekupiony król czeski wydał wyrok na korzyść Zakonu, wojna musiała wybuchnąć na nowo.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział pięćdziesiąty</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/82/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/82/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział pięćdziesiąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Nad ranem wichura nie tylko nie ustała, ale wzmogła się do tego stopnia, że niepodobna było rozpiąć namiotu, w którym król zwykł był od początku wyprawy słuchać codziennie trzech mszy świętych. Przybiegł wreszcie Witold z prośbami i błaganiem, aby nabożeństwo do stosowniejszej pory w zaciszach leśnych odłożyć i nie wstrzymywać pochodu. Jakoż stało się zadość jego życzeniu, bo i nie mogło być inaczej.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;O wschodzie słońca ruszyły wojska ławą, a za nimi nieprzejrzany tabor wozów. Po godzinie pochodu wiatr uciszył się nieco, tak że można było rozwinąć chorągwie. I wówczas pola, jak okiem sięgnąć, pokryły się niby kwieciem stubarwnym. Żadne oko nie mogło objąć zastępów i tego lasu rozmaitych znaków, pod którymi pułki posuwały się naprzód. Szła więc ziemia krakowska pod czerwoną chorągwią z białym orłem w koronie, była zaś to chorągiew naczelna całego Królestwa, wielki znak dla wszystkich wojsk. Niósł ją Marcin z Wrocimowic, herbu Półkozy, rycerz potężny i w świecie sławny. Za nim szły hufce nadworne, jeden mając nad sobą podwójny krzyż litewski, drugi pod Pogonią. Zaś pod znakiem świętego Jerzego ciągnął potężny zastęp najemników i ochotników zagranicznych, przeważnie z Czechów i Morawców złożony. Tych wielu stanęło na tę wojnę, bo i cała czterdziesta dziewiąta chorągiew była wyłącznie z nich złożona.
Lud to był, zwłaszcza w piechocie, która ciągnęła za kopijnikami, dziki, niesforny, ale do bitwy tak zaprawny, a w spotkaniu tak zaciekły, iż wszelkie inne piechoty, gdy się o nich otarły, odskakiwały co prędzej jako pies od jeża. Berdysze, kosy, topory, a szczególnie żelazne cepy stanowiły ich broń, którą władali wprost strasznie. Najmowali się oni każdemu, kto ich płacił, albowiem żywiołem ich jedynym była wojna, grabież i rzeź.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, rozdział pięćdziesiąty pierwszy</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/83/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/krzyzacy/83/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział pięćdziesiąty pierwszy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Już właśnie ksiądz Bartosz z Kłobucka skończył jedną mszę, a Jarosz, proboszcz kaliski, miał wkrótce wyjść z drugą i król wyszedł przed namiot, aby rozprostować nieco zmęczone klęczeniem kolana, gdy na spienionym koniu wpadł jak burza szlachcic Hanko Ostojczyk i nim z siodła zeskoczył, zakrzyknął:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Niemce, miłościwy panie, idą!&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Porwali się na te słowa rycerze, król zmienił się na twarzy, zamilkł przez mgnienie oka, po czym zawołał:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Pochwalony Jezus Chrystus! Gdzieś ich widział i ile chorągwi?&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Najczęstsze pytania</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/pytania/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/pytania/</guid><description>&lt;div class="faq"&gt;
 &lt;details&gt;
 &lt;summary&gt;Co znaczy „żuh” w logo?&lt;/summary&gt;
 &lt;p&gt;To skrót, dzięki któremu łatwo zapamiętać, na czym polega nowopolski: &lt;span class="lit lit-new"&gt;ż&lt;/span&gt;, &lt;span class="lit lit-new"&gt;u&lt;/span&gt;, &lt;span class="lit lit-new"&gt;h&lt;/span&gt;, czyli trzy litery, którymi zastępujemy &lt;span class="nc lit lit-old"&gt;rz&lt;/span&gt;, &lt;span class="nc lit lit-old"&gt;ó&lt;/span&gt; i &lt;span class="nc lit lit-old"&gt;ch&lt;/span&gt;. &lt;span class="lit lit-new"&gt;Ż&lt;/span&gt; zamiast &lt;span class="nc lit lit-old"&gt;rz&lt;/span&gt;, &lt;span class="lit lit-new"&gt;u&lt;/span&gt; zamiast &lt;span class="nc lit lit-old"&gt;ó&lt;/span&gt;, &lt;span class="lit lit-new"&gt;h&lt;/span&gt; zamiast &lt;span class="nc lit lit-old"&gt;ch&lt;/span&gt;.&lt;/p&gt;
 &lt;/details&gt;
 &lt;details&gt;
 &lt;summary&gt;Czy ktoś mnie zrozumie?&lt;/summary&gt;
 &lt;p&gt;Tak. Wymowa się nie zmienia, więc tekst po nowopolsku czyta się bez słownika, nawet jeśli ktoś widzi go pierwszy raz. Zwykle po kilku zdaniach oko przestaje zauważać różnicę.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Narzędzia</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/narzedzia/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/narzedzia/</guid><description>&lt;p class="section-lead"&gt;Wszystko, co ułatwia pisanie i czytanie po nowopolsku, w jednym miejscu.&lt;/p&gt;
&lt;h2&gt;Sprawdzanie pisowni&lt;/h2&gt;
&lt;p class="section-lead"&gt;Słowniki nowopolskie do edytorów tekstu. Podkreślają literówki w tekście nowopolskim, a przy wyrazach zapisanych po staremu podpowiadają nowopolską pisownię.&lt;/p&gt;
&lt;div class="downloads"&gt;
 &lt;div class="card"&gt;
 &lt;p class="quote-label"&gt;Pełny słownik&lt;/p&gt;
 &lt;h3&gt;LibreOffice&lt;/h3&gt;
 &lt;p&gt;Ten sam zasób co polski słownik LibreOffice (SJP.PL, około 350 tysięcy haseł z odmianą), przepisany na nowopolski. Instaluje się jako osobny język, więc tekst oznaczony jako zwykły polski dalej jest sprawdzany po staremu.&lt;/p&gt;
 &lt;ol&gt;
 &lt;li&gt;Pobierz plik i otwórz go dwuklikiem albo przez &lt;span class="nc"&gt;Narzędzia → Menedżer rozszerzeń → Dodaj&lt;/span&gt;. Uruchom ponownie LibreOffice.&lt;/li&gt;
 &lt;li&gt;Zaznacz tekst i wybierz &lt;span class="nc"&gt;Narzędzia → Język → Dla zaznaczenia → Więcej…&lt;/span&gt;, a w polu &lt;span class="nc"&gt;Język&lt;/span&gt; pozycję &lt;span class="nc"&gt;polski (Polska, do użytku prywatnego=nowopol)&lt;/span&gt;.&lt;/li&gt;
 &lt;li&gt;Żeby nowe dokumenty od razu były nowopolskie, ustaw ten język w &lt;span class="nc"&gt;Narzędzia → Opcje → Ustawienia języka → Języki&lt;/span&gt;, w polu języka domyślnego dla dokumentów.&lt;/li&gt;
 &lt;/ol&gt;
 &lt;p&gt;&lt;a class="btn btn-primary" href="https://nowypolski.pl/tradycyjna/pobierz/nowopolski-libreoffice.oxt" download&gt;Pobierz dla LibreOffice&lt;/a&gt; &lt;span class="small"&gt;.oxt, 1,6 MB&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Zasady pisowni nowopolskiej</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/zasady/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/zasady/</guid><description>&lt;p class="section-lead"&gt;Nowopolski opiera się na jednej zasadzie: jedna głoska, jedna litera. Tam, gdzie ta sama głoska ma w pisowni tradycyjnej dwa zapisy, a wybór między nimi zależy wyłącznie od historii wyrazu, zostaje podstawowa litera: &lt;span class="lit lit-new"&gt;u&lt;/span&gt;, &lt;span class="lit lit-new"&gt;ż&lt;/span&gt; albo &lt;span class="lit lit-new"&gt;h&lt;/span&gt;. Wszystko inne, czyli interpunkcję, wielkie litery, pisownię łączną i rozdzielną, piszemy według zasad Rady Języka Polskiego.&lt;/p&gt;
&lt;h2 id="u"&gt;1. &lt;span class="lit lit-new"&gt;u&lt;/span&gt; zamiast &lt;span class="nc lit lit-old"&gt;ó&lt;/span&gt;&lt;/h2&gt;
&lt;p&gt;Piszemy &lt;span class="lit lit-new"&gt;u&lt;/span&gt; wszędzie, gdzie w pisowni tradycyjnej jest &lt;span class="nc lit lit-old"&gt;ó&lt;/span&gt;, także na początku wyrazu.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Znane teksty po nowopolsku</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/przyklady/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/przyklady/</guid><description>&lt;p class="section-lead"&gt;Na początku nowopolski wygląda nieznajomo. Po kilku zdaniach oko się przyzwyczaja, bo czytamy dokładnie tak samo jak zawsze. Podkreślone są litery, które się zmieniły.&lt;/p&gt;
&lt;figure class="sample-poem"&gt;&lt;div class="sample-cols"&gt;&lt;div class="sample-col"&gt;&lt;p class="sample-label"&gt;Pisownia tradycyjna&lt;/p&gt;&lt;p class="sample-text nc"&gt;Litwo! Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie;&lt;br&gt;Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,&lt;br&gt;Kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie&lt;br&gt;Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie.&lt;br&gt;Panno święta, co Jasnej bronisz Częstochowy&lt;br&gt;I w Ostrej świecisz Bramie! Ty, co gród zamkowy&lt;br&gt;Nowogródzki ochraniasz z jego wiernym ludem!&lt;br&gt;Jak mnie dziecko do zdrowia powróciłaś cudem&lt;br&gt;(Gdy od płaczącej matki, pod Twoją opiekę&lt;br&gt;Ofiarowany, martwą podniosłem powiekę;&lt;br&gt;I zaraz mogłem pieszo, do Twych świątyń progu&lt;br&gt;Iść za wrócone życie podziękować Bogu),&lt;br&gt;Tak nas powrócisz cudem na Ojczyzny łono.&lt;br&gt;Tymczasem przenoś moją duszę utęsknioną&lt;br&gt;Do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych,&lt;br&gt;Szeroko nad błękitnym Niemnem rozciągnionych;&lt;br&gt;Do tych pól malowanych zbożem rozmaitem,&lt;br&gt;Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem;&lt;br&gt;Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała,&lt;br&gt;Gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała,&lt;br&gt;A wszystko przepasane jakby wstęgą, miedzą&lt;br&gt;Zieloną, na niej z rzadka ciche grusze siedzą.&lt;/p&gt;</description></item></channel></rss>