<?xml version="1.0" encoding="utf-8" standalone="yes"?><rss version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"><channel><title>Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie on nowypolski.pl</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/</link><description>Recent content in Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie on nowypolski.pl</description><generator>Hugo</generator><language>pl</language><atom:link href="https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/index.xml" rel="self" type="application/rss+xml"/><item><title>Księga pierwsza</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/01/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/01/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Pan Tadeusz&lt;/h2&gt; &lt;h2 class="insubtitle"&gt;czyli ostatni zajazd na Litwie&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;Księga pierwsza&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3"&gt;Gospodarstwo&lt;/h2&gt;
&lt;div class="note"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Powrót panicza — Spotkanie się pierwsze w pokoiku, drugie u stołu — Ważna Sędziego nauka o grzeczności — Podkomorzego uwagi polityczne nad modami — Początek sporu o Kusego i Sokoła — Żale Wojskiego — Ostatni Woźny Trybunału — Rzut oka na ówczesny stan polityczny Litwy i Europy&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Litwo! Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Panno święta, co Jasnej bronisz Częstochowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I w Ostrej świecisz Bramie! Ty, co gród zamkowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nowogródzki ochraniasz z jego wiernym ludem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jak mnie dziecko do zdrowia powróciłaś cudem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
(Gdy od płaczącej matki, pod Twoją opiekę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ofiarowany, martwą podniosłem powiekę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I zaraz mogłem pieszo, do Twych świątyń progu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Iść za wrócone życie podziękować Bogu), &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tak nas powrócisz cudem na Ojczyzny łono. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tymczasem przenoś moją duszę utęsknioną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Szeroko nad błękitnym Niemnem rozciągnionych; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Do tych pól malowanych zbożem rozmaitem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A wszystko przepasane jakby wstęgą, miedzą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zieloną, na niej z rzadka ciche grusze siedzą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Śród takich pól przed laty, nad brzegiem ruczaju, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Na pagórku niewielkim, we brzozowym gaju, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Stał dwór szlachecki, z drzewa, lecz podmurowany; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Świeciły się z daleka pobielane ściany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tym bielsze, że odbite od ciemnej zieleni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Topoli, co go bronią od wiatrów jesieni. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dom mieszkalny niewielki, lecz zewsząd chędogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I stodołę miał wielką, i przy niej trzy stogi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Użątku, co pod strzechą zmieścić się nie może. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Widać, że okolica obfita we zboże, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I widać z liczby kopic, co wzdłuż i wszerz smugów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Świecą gęsto jak gwiazdy, widać z liczby pługów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Orzących wcześnie łany ogromne ugoru, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Czarnoziemne, zapewne należne do dworu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Uprawne dobrze na kształt ogrodowych grządek: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że w tym domu dostatek mieszka i porządek. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Brama na wciąż otwarta przechodniom ogłasza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że gościnna, i wszystkich w gościnę zaprasza. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Właśnie dwukonną bryką wjechał młody panek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I obiegłszy dziedziniec zawrócił przed ganek. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wysiadł z powozu; konie porzucone same, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Szczypiąc trawę ciągnęły powoli pod bramę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
We dworze pusto: bo drzwi od ganku zamknięto &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zaszczepkami i kołkiem zaszczepki przetknięto. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Podróżny do folwarku nie biegł sług zapytać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Odemknął, wbiegł do domu, pragnął go powitać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dawno domu nie widział, bo w dalekim mieście &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kończył nauki, końca doczekał nareszcie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wbiega i okiem chciwie ściany starodawne &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ogląda czule, jako swe znajome dawne. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Też same widzi sprzęty, też same obicia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z którymi się zabawiać lubił od powicia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lecz mniej wielkie, mniej piękne niż się dawniej zdały. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I też same portrety na ścianach wisiały: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tu Kościuszko w czamarce krakowskiej, z oczyma &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Podniesionymi w niebo, miecz oburącz trzyma; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Takim był, gdy przysięgał na stopniach ołtarzów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że tym mieczem wypędzi z Polski trzech mocarzów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Albo sam na nim padnie. Dalej w polskiej szacie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Siedzi Rejtan, żałośny po wolności stracie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W ręku trzyma nóż ostrzem zwrócony do łona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A przed nim leży Fedon i żywot Katona. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dalej Jasiński, młodzian piękny i posępny; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Obok Korsak, towarzysz jego nieodstępny: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Stoją na szańcach Pragi, na stosach Moskali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Siekąc wrogów, a Praga już się wkoło pali. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nawet stary stojący zegar kurantowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W drewnianej szafie poznał, u wniścia alkowy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I z dziecinną radością pociągnął za sznurek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
By stary Dąbrowskiego usłyszeć mazurek. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Biegał po całym domu i szukał komnaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gdzie mieszkał dzieckiem będąc, przed dziesięciu laty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wchodzi, cofnął się, toczył zdumione źrenice &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Po ścianach: w tej komnacie mieszkanie kobiéce! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Któż by tu mieszkał? Stary stryj nie był żonaty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A ciotka w Petersburgu mieszkała przed laty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
To nie był ochmistrzyni pokój? Fortepiano? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Na nim nuty i książki; wszystko porzucano &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Niedbale i bezładnie: nieporządek miły! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Niestare były rączki, co je tak rzuciły. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tuż i sukienka biała, świeżo z kołka zdjęta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Do ubrania, na krzesła poręczu rozpięta; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A na oknach donice z pachnącymi ziołki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Geranium, lewkonija, astry i fijołki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Podróżny stanął w jednym z okien — nowe dziwo: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W sadzie, na brzegu niegdyś zarosłym pokrzywą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Był maleńki ogródek ścieżkami porznięty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pełen bukietów trawy angielskiej i mięty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Drewniany, drobny, w cyfrę powiązany płotek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Połyskał się wstążkami jaskrawych stokrotek; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Grządki, widać, że były świeżo polewane, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tuż stało wody pełne naczynie blaszane, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ale nigdzie nie widać było ogrodniczki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tylko co wyszła: jeszcze kołyszą się drzwiczki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Świeżo trącone, blisko drzwi ślad widać nóżki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Na piasku, bez trzewika była i pończoszki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Na piasku drobnym, suchym, białym na kształt śniegu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ślad wyraźny, lecz lekki, odgadniesz, że w biegu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Chybkim był zostawiony nóżkami drobnemi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Od kogoś, co zaledwie dotykał się ziemi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Podróżny długo w oknie stał patrząc, dumając, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wonnymi powiewami kwiatów oddychając. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Oblicze aż na krzaki fijołkowe skłonił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Oczyma ciekawymi po drożynach gonił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I znowu je na drobnych śladach zatrzymywał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Myślał o nich i, czyje były, odgadywał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przypadkiem oczy podniósł, i tuż na parkanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Stała młoda dziewczyna... Białe jej ubranie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wysmukłą postać tylko aż do piersi kryje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Odsłaniając ramiona i łabędzią szyję. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W takim Litwinka tylko chodzić zwykła z rana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W takim nigdy nie bywa od mężczyzn widziana: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Więc choć świadka nie miała, założyła ręce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Na piersiach, przydawając zasłony sukience. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Włos w pukle nierozwity, lecz w węzełki małe &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pokręcony, schowany w drobne strączki białe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dziwnie ozdabiał głowę: bo od słońca blasku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Świecił się jak korona na świętych obrazku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Twarzy nie było widać; zwrócona na pole &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Szukała kogoś okiem, daleko, na dole; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ujrzała, zaśmiała się i klasnęła w dłonie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jak biały ptak zleciała z parkanu na błonie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I wionęła ogrodem, przez płotki, przez kwiaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I po desce opartej o ścianę komnaty... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nim spostrzegł się, wleciała przez okno, świecąca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nagła, cicha i lekka, jak światłość miesiąca. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nucąc chwyciła suknie, biegła do zwierciadła: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wtem ujrzała młodzieńca i z rąk jej wypadła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Suknia, a twarz od strachu i dziwu pobladła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Twarz podróżnego barwą spłonęła rumianą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jak obłok, gdy z jutrzenką napotka się raną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Skromny młodzieniec oczy zmrużył i przysłonił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Chciał coś mówić, przepraszać; tylko się ukłonił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I cofnął się. Dziewica krzyknęła boleśnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Niewyraźnie, jak dziecko przestraszone we śnie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Podróżny zląkł się, spojrzał; lecz już jej nie było. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wyszedł zmieszany i czuł, że mu serce biło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Głośno, i sam nie wiedział, czy go miało śmieszyć &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
To dziwaczne spotkanie, czy wstydzić, czy cieszyć. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Tymczasem na folwarku nie uszło baczności, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że przed ganek zajechał któryś z nowych gości. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Już konie w stajnią wzięto, już im hojnie dano, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jako w porządnym domu, i obrok, i siano: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo Sędzia nigdy nie chciał, według nowej mody, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Odsyłać koni gości Żydom do gospody. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Słudzy nie wyszli witać; ale nie myśl wcale, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Aby w domu Sędziego służono niedbale: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Słudzy czekają, nim się pan Wojski ubierze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Który teraz za domem urządzał wieczerzę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
On pana zastępuje i on, w niebytności &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pana, zwykł sam przyjmować i zabawiać gości &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
(Daleki krewny pański i przyjaciel domu). &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Widząc gościa, na folwark dążył po kryjomu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo nie mógł wyjść spotykać w tkackim pudermanie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wdział więc jak mógł najprędzej niedzielne ubranie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nagotowane z rana, bo od rana wiedział, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że u wieczerzy będzie z mnóstwem gości siedział. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Pan Wojski poznał z dala, ręce rozkrzyżował &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I z krzykiem podróżnego ściskał i całował. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zaczęła się ta prędka, zmieszana rozmowa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W której lat kilku dzieje chciano zamknąć w słowa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Krótkie i poplątane, w ciąg powieści, pytań, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wykrzykników i westchnień, i nowych powitań. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gdy się pan Wojski dosyć napytał, nabadał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Na samym końcu dzieje tego dnia powiadał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
«Dobrze mój Tadeuszu, (bo tak nazywano &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Młodzieńca, który nosił Kościuszkowskie miano &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Na pamiątkę, że w czasie wojny się urodził) &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dobrze mój Tadeuszu, żeś się dziś nagodził &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Do domu, właśnie kiedy mamy panien wiele. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Stryjaszek myśli wkrótce sprawić ci wesele; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jest z czego wybrać; u nas towarzystwo liczne &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Od dni kilku zbiera się na sądy graniczne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dla skończenia dawnego z panem Hrabią sporu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I pan Hrabia ma jutro sam zjechać do dworu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Podkomorzy już zjechał z żoną i z córkami. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Młodzież poszła do lasu bawić się strzelbami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A starzy i kobiety żniwo oglądają &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pod lasem i tam pewnie na młodzież czekają. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pójdziemy, jeśli zechcesz, i wkrótce spotkamy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Stryjaszka, Podkomorstwo i szanowne damy». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Pan Wojski z Tadeuszem idą pod las drogą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I jeszcze się do woli nagadać nie mogą.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Słońce ostatnich kresów nieba dochodziło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Mniej silnie, ale szerzej niż we dnie świeciło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Całe zaczerwienione, jak zdrowe oblicze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gospodarza, gdy prace skończywszy rolnicze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Na spoczynek powraca. Już krąg promienisty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Spuszcza się na wierzch boru i już pomrok mglisty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Napełniając wierzchołki i gałęzie drzewa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Cały las wiąże w jedno i jakoby zlewa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I bór czernił się na kształt ogromnego gmachu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Słońce nad nim czerwone jak pożar na dachu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wtem zapadło do głębi; jeszcze przez konary &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Błysnęło, jako świeca przez okiennic szpary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I zgasło. I wnet sierpy gromadnie dzwoniące &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
We zbożach, i grabliska suwane po łące, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ucichły i stanęły: tak pan Sędzia każe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
U niego ze dniem kończą pracę gospodarze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
«Pan świata wie, jak długo pracować potrzeba; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Słońce, Jego robotnik, kiedy znijdzie z nieba, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Czas i ziemianinowi ustępować z pola». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tak zwykł mawiać pan Sędzia, a Sędziego wola &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Była Ekonomowi poczciwemu świętą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo nawet wozy, w które już składać zaczęto &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kopę żyta, niepełne jadą do stodoły: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Cieszą się z niezwyczajnej ich lekkości woły. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Właśnie z lasu wracało towarzystwo całe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wesołe, lecz w porządku. Naprzód dzieci małe &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z dozorcą, potem Sędzia szedł z Podkomorzyną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Obok pan Podkomorzy otoczon rodziną; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Panny tuż za starszymi, a młodzież na boku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Panny szły przed młodzieżą o jakie pół kroku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
(Tak każe przyzwoitość). Nikt tam nie rozprawiał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
O porządku, nikt mężczyzn i dam nie ustawiał: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A każdy mimowolnie porządku pilnował; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo Sędzia w domu dawne obyczaje chował, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I nigdy nie dozwalał, by chybiano względu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dla wieku, urodzenia, rozumu, urzędu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tym ładem, mawiał, domy i narody słyną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z jego upadkiem domy i narody giną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Więc do porządku wykli domowi i słudzy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I przyjezdny gość, krewny albo człowiek cudzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gdy Sędziego nawiedził, skoro pobył mało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przyjmował zwyczaj, którym wszystko oddychało. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Krótkie były Sędziego z synowcem witania: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dał mu poważnie rękę do pocałowania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I w skroń ucałowawszy uprzejmie pozdrowił; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A choć przez wzgląd na gości niewiele z nim mówił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Widać było z łez, które wylotem kontusza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Otarł prędko, jak kochał pana Tadeusza. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
W ślad gospodarza wszystko ze żniwa i z boru, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I z łąk, i z pastwisk razem wracało do dworu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tu owiec trzoda becząc w ulice się tłoczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I wznosi chmurę pyłu; dalej z wolna kroczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Stado cielic tyrolskich z mosiężnymi dzwonki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tam konie rżące lecą ze skoszonej łąki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wszystko bieży ku studni, której ramię z drzewa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Raz wraz skrzypi i napój w koryta rozlewa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Sędzia, choć utrudzony, chociaż w gronie gości, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nie chybił gospodarskiej, ważnej powinności: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Udał się sam ku studni. Najlepiej z wieczora &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gospodarz widzi, w jakim stanie jest obora. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dozoru tego nigdy sługom nie poruczy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo Sędzia wie, że oko pańskie konia tuczy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Wojski z Woźnym Protazym ze świecami w sieni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Stali i rozprawiali, nieco poróżnieni: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo w niebytność Wojskiego Woźny po kryjomu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kazał stoły z wieczerzą powynosić z domu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I ustawić co prędzej w pośrodku zamczyska, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Którego widne były pod lasem zwaliska. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Po cóż te przenosiny? Pan Wojski się krzywił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I przepraszał Sędziego; Sędzia się zadziwił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lecz stało się: już późno i trudno zaradzić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wolał gości przeprosić i w pustki prowadzić. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Po drodze Woźny ciągle Sędziemu tłumaczył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dlaczego urządzenie pańskie przeinaczył: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
We dworze żadna izba nie ma obszerności &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dostatecznej dla tylu, tak szanownych gości, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W zamku sień wielka, jeszcze dobrze zachowana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Sklepienie całe — wprawdzie pękła jedna ściana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Okna bez szyb, lecz latem nic to nie zawadzi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bliskość piwnic wygodna służącej czeladzi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tak mówiąc na Sędziego mrugał; widać z miny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że miał i taił inne, ważniejsze przyczyny. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
O dwa tysiące kroków zamek stał za domem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Okazały budową, poważny ogromem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dziedzictwo starożytnej rodziny Horeszków; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dziedzic zginął był w czasie krajowych zamieszków. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dobra całe zniszczone sekwestrami rządu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bezładnością opieki, wyrokami sądu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W cząstce spadły dalekim krewnym po kądzieli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A resztę rozdzielono między wierzycieli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zamku żaden wziąć nie chciał, bo w szlacheckim stanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Trudno było wyłożyć koszt na utrzymanie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lecz Hrabia, sąsiad bliski, gdy wyszedł z opieki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Panicz bogaty, krewny Horeszków daleki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przyjechawszy z wojażu upodobał mury, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tłumacząc, że gotyckiej są architektury; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Choć Sędzia z dokumentów przekonywał o tem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że architekt był majstrem z Wilna, nie zaś Gotem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dość, że Hrabia chciał zamku. Właśnie i Sędziemu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przyszła nagle taż chętka, nie wiadomo czemu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zaczęli proces w ziemstwie, potem w głównym sądzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W senacie, znowu w ziemstwie i guberskim rządzie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wreszcie, po wielu kosztach i ukazach licznych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Sprawa wróciła znowu do sądów granicznych. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Słusznie Woźny powiadał, że w zamkowej sieni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zmieści się i palestra, i goście proszeni. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Sień wielka jak refektarz, z wypukłym sklepieniem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Na filarach, podłoga wysłana kamieniem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ściany bez żadnych ozdób, ale mur chędogi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Sterczały wkoło sarnie i jelenie rogi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z napisami, gdzie, kiedy te łupy zdobyte; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tuż myśliwców herbowne klejnoty wyryte, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I stoi wypisany każdy po imieniu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Herb Horeszków, Półkozic, jaśniał na sklepieniu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Goście weszli w porządku i stanęli kołem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Podkomorzy najwyższe brał miejsce za stołem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z wieku mu i z urzędu ten zaszczyt należy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Idąc kłaniał się damom, starcom i młodzieży. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przy nim stał kwestarz, Sędzia tuż przy bernardynie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bernardyn zmówił krótki pacierz po łacinie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Mężczyznom dano wódkę; wtenczas wszyscy siedli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I chołodziec litewski milcząc żwawo jedli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Pan Tadeusz, choć młodzik, ale prawem gościa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wysoko siadł przy damach obok jegomościa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Między nim i stryjaszkiem jedno pozostało &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Puste miejsce, jak gdyby na kogoś czekało. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Stryj nieraz na to miejsce i na drzwi poglądał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jakby czyjegoś przyjścia był pewny i żądał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I Tadeusz wzrok stryja ku drzwiom odprowadzał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I z nim na miejscu pustym oczy swe osadzał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dziwna rzecz! miejsca wkoło są siedzeniem dziewic, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Na które mógłby spojrzeć bez wstydu królewic, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wszystkie zacnie zrodzone, każda młoda, ładna: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tadeusz tam pogląda, gdzie nie siedzi żadna. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
To miejsce jest zagadką; młodź lubi zagadki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Roztargniony, do swojej nadobnej sąsiadki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ledwo słów kilka wyrzekł, do Podkomorzanki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nie zmienia jej talerzów, nie nalewa szklanki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I panien nie zabawia przez rozmowy grzeczne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z których by wychowanie poznano stołeczne; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
To jedno puste miejsce nęci go i mami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Już nie puste, bo on je napełnił myślami. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Po tym miejscu biegało domysłów tysiące, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jako po deszczu żabki na samotnej łące; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Śród nich jedna króluje postać, jak w pogodę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lilia jezior skroń białą wznosząca nad wodę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Dano trzecią potrawę. Wtem pan Podkomorzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wlawszy kropelkę wina w szklankę panny Róży, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A młodszej przysunąwszy z talerzem ogórki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Rzekł: «Muszę ja wam służyć, moje panny córki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Choć stary i niezgrabny». Zatem się rzuciło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kilku młodych od stołu i pannom służyło. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Sędzia, z boku rzuciwszy wzrok na Tadeusza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I poprawiwszy nieco wylotów kontusza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nalał węgrzyna i rzekł: «Dziś, nowym zwyczajem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
My na naukę młodzież do stolicy dajem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I nie przeczym, że nasi synowie i wnuki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Mają od starych więcej książkowej nauki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ale co dzień postrzegam, jak młodź cierpi na tem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że nie ma szkół uczących żyć z ludźmi i światem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dawniej na dwory pańskie jachał szlachcic młody; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ja sam lat dziesięć byłem dworskim Wojewody, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ojca Podkomorzego, mościwego pana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
(Mówiąc, Podkomorzemu ścisnął za kolana); &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
On mnie radą do usług publicznych sposobił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z opieki nie wypuścił, aż człowiekiem zrobił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W mym domu wiecznie będzie jego pamięć droga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Co dzień za duszę jego proszę Pana Boga. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jeślim tyle na jego nie korzystał dworze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jak drudzy, i wróciwszy w domu ziemię orzę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gdy inni, więcej godni Wojewody względów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Doszli potem najwyższych krajowych urzędów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przynajmniej tom skorzystał, że mi w moim domu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nikt nigdy nie zarzuci, bym uchybił komu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W uczciwości, w grzeczności; a powiem to śmiało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Grzeczność nie jest nauką łatwą ani małą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Niełatwą, bo nie na tym kończy się, jak nogą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zręcznie wierzgnąć, z uśmiechem witać lada kogo; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo taka grzeczność modna, zda mi się kupiecka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ale nie staropolska, ani też szlachecka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Grzeczność wszystkim należy, lecz każdemu inna; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo nie jest bez grzeczności i miłość dziecinna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I wzgląd męża dla żony przy ludziach, i pana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dla sług swoich, a w każdej jest pewna odmiana. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Trzeba się długo uczyć, ażeby nie zbłądzić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I każdemu powinną uczciwość wyrządzić. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I starzy się uczyli; u panów rozmowa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Była to historyja żyjąca krajowa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A między szlachtą dzieje domowe powiatu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dawano przez to poznać szlachcicowi bratu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że wszyscy o nim wiedzą, lekce go nie ważą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Więc szlachcic obyczaje swe trzymał pod strażą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dziś człowieka nie pytaj: co zacz? kto go rodzi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z kim on żył? co porabiał? Każdy gdzie chce wchodzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Byle nie szpieg rządowy i byle nie w nędzy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jak ów Wespazyjanus nie wąchał pieniędzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I nie chciał wiedzieć, skąd są, z jakich rąk i krajów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tak nie chcą znać człowieka rodu, obyczajów! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dość, że ważny i że się stempel na nim widzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Więc szanują przyjaciół jak pieniądze Żydzi». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
To mówiąc, Sędzia gości obejrzał porządkiem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo choć zawsze i płynnie mówił, i z rozsądkiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wiedział, że niecierpliwa młodzież teraźniejsza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że ją nudzi rzecz długa, choć najwymowniejsza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ale wszyscy słuchali w milczeniu głębokiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Sędzia Podkomorzego zdał się radzić okiem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Podkomorzy pochwałą rzeczy nie przerywał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ale częstym skinieniem głowy potakiwał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Sędzia milczał, on jeszcze skinieniem przyzwalał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Więc Sędzia jego puchar i swój kielich nalał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I dalej mówił: «Grzeczność nie jest rzeczą małą: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kiedy się człowiek uczy ważyć, jak przystało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Drugich wiek, urodzenie, cnoty, obyczaje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wtenczas i swoją ważność zarazem poznaje: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jak na szalach, żebyśmy nasz ciężar poznali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Musim kogoś posadzić na przeciwnej szali. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zaś godna jest waszmościów uwagi osobnej &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Grzeczność, którą powinna młodź dla płci nadobnej; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zwłaszcza gdy zacność domu, fortuny szczodroty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Objaśniają wrodzone wdzięki i przymioty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Stąd droga do afektów i stąd się kojarzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wspaniały domów sojusz. Tak myślili starzy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A zatem...» Tu Pan Sędzia nagłym zwrotem głowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Skinął na Tadeusza, rzucił wzrok surowy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Znać było, że przychodził już do wniosków mowy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Wtem brząknął w tabakierę złotą Podkomorzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I rzekł: «Mój Sędzio, dawniej było jeszcze gorzéj! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Teraz, nie wiem, czy moda i nas starych zmienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Czy młodzież lepsza, ale widzę mniej zgorszenia. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ach, ja pamiętam czasy, kiedy do ojczyzny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pierwszy raz zawitała moda francuszczyzny! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gdy raptem paniczyki młode z cudzych krajów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wtargnęli do nas hordą gorszą od Nogajów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Prześladując w ojczyźnie Boga, przodków wiarę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Prawa i obyczaje, nawet suknie stare. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Żałośnie było widzieć wyżółkłych młokosów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gadających przez nosy, a często bez nosów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Opatrzonych w broszurki i w różne gazety, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Głoszących nowe wiary, prawa, toalety. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Miała nad umysłami wielką moc ta tłuszcza; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo Pan Bóg, kiedy karę na naród przypuszcza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Odbiera naprzód rozum od obywateli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I tak, mędrsi fircykom oprzeć się nie śmieli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I zląkł ich się jak dżumy jakiej cały naród, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo już sam wewnątrz siebie czuł choroby zaród. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Krzyczano na modnisiów, a brano z nich wzory; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zmieniano wiarę, mowę, prawa i ubiory. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Była to maszkarada, zapustna swawola, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Po której miał przyjść wkrótce wielki post — niewola! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Pamiętam, chociaż byłem wtenczas małe dziecię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kiedy do ojca mego, w Oszmiańskim powiecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przyjechał pan Podczaszyc na francuskim wózku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pierwszy człowiek, co w Litwie chodził po francusku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Biegali wszyscy za nim, jakby za rarogiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zazdroszczono domowi, przed którego progiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Stanęła Podczaszyca dwukolna dryndulka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Która się po francusku zwała karyjulka: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zamiast lokajów, w kielni siedziały dwa pieski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A na kozłach Niemczysko chude na kształt deski; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nogi miał długie, cienkie jak od chmielu tyki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W pończochach, ze srebrnymi klamrami trzewiki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Peruka z harbajtelem zawiązanym w miechu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Starzy na on ekwipaż parskali ze śmiechu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A chłopi żegnali się, mówiąc: że po świecie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jeździ wenecki diabeł w niemieckiej karecie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Sam Podczaszyc jaki był, opisywać długo; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dosyć, że się nam zdawał małpą lub papugą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W wielkiej peruce, którą do złotego runa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
On lubił porównywać, a my do kołtuna. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jeśli kto i czuł wtenczas, że polskie ubranie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Piękniejsze jest niż obcej mody małpowanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Milczał; bo by krzyczała młodzież, że przeszkadza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kulturze, że tamuje progresy, że zdradza! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Taka była przesądów owoczesnych władza! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Podczaszyc zapowiedział, że nas reformować, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Cywilizować będzie i konstytuować; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ogłosił nam, że jacyś Francuzi wymówni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zrobili wynalazek: iż ludzie są równi... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Choć o tym dawno w Pańskim pisano Zakonie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I każdy ksiądz toż samo gada na ambonie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nauka dawną była, szło o jej pełnienie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lecz wtenczas panowało takie oślepienie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że nie wierzono rzeczom najdawniejszym w świecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jeśli ich nie czytano w francuskiej gazecie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Podczaszyc, mimo równość, wziął tytuł markiża; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wiadomo, że tytuły przychodzą z Paryża, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A natenczas tam w modzie był tytuł markiża. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jakoż, kiedy się moda odmieniła z laty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tenże sam markiż przybrał tytuł demokraty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wreszcie z odmienną modą, pod Napoleonem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Demokrata przyjechał z Paryża baronem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gdyby żył dłużej, może nową alternatą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z barona przechrzciłby się kiedyś demokratą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo Paryż częstą mody odmianą się chlubi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A co Francuz wymyśli, to Polak polubi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Chwała Bogu, że teraz, jeśli nasza młodzież &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wyjeżdża za granicę, to już nie po odzież, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nie szukać prawodawstwa w drukarskich kramarniach &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lub wymowy uczyć się w paryskich kawiarniach. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo teraz Napoleon, człek mądry a prędki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nie daje czasu szukać mody i gawędki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Teraz grzmi oręż, a nam starym serca rosną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że znowu o Polakach tak na świecie głośno; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jest sława, a więc będzie i Rzeczpospolita! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zawżdy z wawrzynów drzewo wolności wykwita. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tylko smutno, że nam, ach, tak się lata wleką &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W nieczynności! a oni tak zawsze daleko! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tak długo czekać! nawet tak rzadka nowina — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ojcze Robaku (ciszej rzekł do bernardyna), &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Słyszałem, żeś zza Niemna odebrał wiadomość; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Może też co o naszym wojsku wie Jegomość?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
— «Nic a nic» odpowiedział Robak obojętnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
(Widać było, że słuchał rozmowy niechętnie) &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
«Mnie polityka nudzi; jeżeli z Warszawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Mam list, to rzecz zakonna, to są nasze sprawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bernardyńskie: cóż o tym gadać u wieczerzy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Są tu świeccy, do których nic to nie należy». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Tak mówiąc, spojrzał zyzem, gdzie śród biesiadników &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Siedział gość, Moskal; był to pan kapitan Ryków, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Stary żołnierz, stał w bliskiej wiosce na kwaterze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pan Sędzia go przez grzeczność prosił na wieczerzę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ryków jadł smaczno, mało wdawał się w rozmowę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lecz na wzmiankę Warszawy, rzekł podniósłszy głowę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
«Pan Podkomorzy! Oj wy! Pan zawsze ciekawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
O Bonaparta, zawsze wam tam do Warszawy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
He! Ojczyzna! Ja nie szpieg, a po polsku umiem, — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ojczyzna! ja to czuję wszystko, ja rozumiem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wy Polaki, ja Ruski: teraz się nie bijem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jest armistycjum, to my razem jemy, pijem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Często na awanpostach nasz z Francuzem gada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pije wódkę; jak krzykną ura! — kanonada. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ruskie przysłowie: z kim się biję, tego lubię; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gładź drużkę jak po duszy, a bij jak po szubie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ja mówię, będzie wojna u nas. Do Majora &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Płuta, adiutant sztabu przyjechał zawczora: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gotować się do marszu! Pójdziem, czy pod Turka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Czy na Francuza; oj ten Bonapart figurka! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bez Suwarowa to on może nas wytuza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
U nas w pułku gadano, jak szli na Francuza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że Bonapart czarował: no, tak i Suwarów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Czarował; tak były czary przeciw czarów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Raz w bitwie, gdzie podział się? szukać Bonaparta,— &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A on zmienił się w lisa, tak Suwarów w charta; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tak Bonaparte znowu w kota się przerzuca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dalej drzeć pazurami, a Suwarów w kuca. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Obaczcież, co się stało w końcu z Bonapartą...» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tu Ryków przerwał i jadł; wtem, z potrawą czwartą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wszedł służący i raptem boczne drzwi otwarto. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Weszła nowa osoba przystojna i młoda. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jej zjawienie się nagłe, jej wzrost i uroda, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jej ubiór zwrócił oczy; wszyscy ją witali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Prócz Tadeusza widać, że ją wszyscy znali. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kibić miała wysmukłą, kształtną, pierś powabną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Suknię materyjalną, różową, jedwabną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gors wycięty, kołnierzyk z koronek, rękawki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Krótkie; w ręku kręciła wachlarz dla zabawki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
(Bo nie było gorąco); wachlarz pozłocisty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Powiewając rozlewał deszcz iskier rzęsisty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Głowa do włosów, włosy pozwijane w kręgi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W pukle, i przeplatane różowymi wstęgi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pośród nich brylant, niby zakryty od oczu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Świecił się jako gwiazda w komety warkoczu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Słowem, ubiór galowy; szeptali niejedni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że zbyt wykwintny na wieś i na dzień powszedni. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nóżek, choć suknia krótka, oko nie zobaczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo biegła bardzo szybko, suwała się raczéj &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jako osóbki, które na trzykrólskie święta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przesuwają w jasełkach ukryte chłopięta. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Biegła i wszystkich lekkim witając ukłonem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Chciała usieść na miejscu sobie zostawionem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Trudno było; bo krzeseł dla gości nie stało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Na czterech ławach cztery ich rzędy siedziało: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Trzeba było rzęd ruszyć lub ławę przeskoczyć; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zręcznie między dwie ławy umiała się wtłoczyć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A potem, między rzędem siedzących i stołem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jak bilardowa kula toczyła się kołem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W biegu dotknęła blisko naszego młodziana; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Uczepiwszy falbaną o czyjeś kolana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pośliznęła się nieco i w tym roztargnieniu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Na pana Tadeusza wsparła się ramieniu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przeprosiwszy go grzecznie, na miejscu swym siadła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pomiędzy nim i stryjem, ale nic nie jadła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tylko się wachlowała, to wachlarza trzonek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kręciła, to kołnierzyk z brabanckich koronek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Poprawiała, to lekkim dotknięciem się ręki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Muskała włosów pukle i wstąg jasnych pęki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Ta przerwa rozmów trwała już minut ze cztery. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tymczasem, w końcu stoła, naprzód ciche szmery, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A potem się zaczęły wpół głośne rozmowy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Mężczyźni rozsądzali swe dzisiejsze łowy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Asesora z Rejentem wzmogła się uparta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Coraz głośniejsza kłótnia o kusego charta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Którego posiadaniem pan Rejent się szczycił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I utrzymywał, że on zająca pochwycił; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Asesor zaś dowodził na złość Rejentowi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że ta chwała należy chartu Sokołowi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pytano zdania innych; więc wszyscy dokoła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Brali stronę Kusego albo też Sokoła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ci jak znawcy, ci znowu jak naoczne świadki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Sędzia na drugim końcu do nowej sąsiadki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Rzekł półgłosem: «Przepraszam, musieliśmy siadać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nie podobna wieczerzy na później odkładać: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Goście głodni, chodzili daleko na pole; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Myśliłem, że dziś z nami nie będziesz przy stole». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
To rzekłszy, z Podkomorzym przy pełnym kielichu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
O politycznych sprawach rozmawiał po cichu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Gdy tak były zajęte stołu strony obie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tadeusz przyglądał się nieznanej osobie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przypomniał, że za pierwszym na miejsce wejrzeniem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Odgadnął zaraz, czyim miało być siedzeniem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Rumienił się, serce mu biło nadzwyczajnie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Więc rozwiązane widział swych domysłów tajnie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Więc było przeznaczono, by przy jego boku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Usiadła owa piękność widziana w pomroku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wprawdzie zdała się teraz wzrostem dorodniejsza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo ubrana, a ubiór powiększa i zmniejsza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I włos u tamtej widział krótki, jasnozłoty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A u tej krucze długie zwijały się sploty? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kolor musiał pochodzić od słońca promieni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Którymi przy zachodzie wszystko się czerwieni. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Twarzy wówczas nie dostrzegł, nazbyt rychło znikła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ale myśl twarz nadobną odgadywać zwykła: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Myślił, że pewnie miała czarniutkie oczęta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Białą twarz, usta kraśne jak wiśnie bliźnięta; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
U tej znalazł podobne oczy, usta, lica. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W wieku może by była największa różnica: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ogrodniczka dziewczynką zdawała się małą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A pani ta niewiastą już w latach dojrzałą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lecz młodzież o piękności metrykę nie pyta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo młodzieńcowi młodą jest każda kobiéta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Chłopcowi każda piękność zda się rówiennicą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A niewinnemu każda kochanka dziewicą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Tadeusz, chociaż liczył lat blisko dwadzieście, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I od dzieciństwa mieszkał w Wilnie, wielkim mieście, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Miał za dozorcę księdza, który go pilnował &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I w dawnej surowości prawidłach wychował. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tadeusz zatem przywiózł w strony swe rodzinne &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Duszę czystą, myśl żywą i serce niewinne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ale razem niemałą chętkę do swawoli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z góry już robił projekt, że sobie pozwoli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Używać na wsi długo wzbronionej swobody; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wiedział, że był przystojny, czuł się rześki, młody, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A w spadku po rodzicach wziął czerstwość i zdrowie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nazywał się Soplica: wszyscy Soplicowie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Są, jak wiadomo, krzepcy, otyli i silni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Do żołnierki jedyni, w naukach mniej pilni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Tadeusz się od przodków swoich nie odrodził: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dobrze na koniu jeździł, pieszo dzielnie chodził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tępy nie był, lecz mało w naukach postąpił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Choć stryj na wychowanie niczego nie skąpił; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
On wolał z flinty strzelać albo szablą robić. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wiedział, że go myślano do wojska sposobić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że ojciec w testamencie wyrzekł taką wolę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ustawicznie do bębna tęsknił, siedząc w szkole. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ale stryj nagle pierwsze zamiary odmienił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kazał, aby przyjechał i aby się żenił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I objął gospodarstwo; przyrzekł na początek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dać małą wieś, a potem cały swój majątek. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Te wszystkie Tadeusza cnoty i zalety &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ściągnęły wzrok sąsiadki, uważnej kobiety. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zmierzyła jego postać kształtną i wysoką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jego ramiona silne, jego pierś szeroką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I w twarz spojrzała, z której wytryskał rumieniec, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ilekroć z jej oczyma spotkał się młodzieniec: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo z pierwszej lękliwości całkiem już ochłonął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I patrzył wzrokiem śmiałym, w którym ogień płonął. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Również patrzyła ona: i cztery źrenice &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gorzały przeciw sobie jak roratne świéce. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Pierwsza z nim po francusku zaczęła rozmowę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wracał z miasta, ze szkoły: więc o książki nowe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
O autorów pytała Tadeusza zdania &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I ze zdań wyciągała na nowo pytania. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Cóż, gdy potem zaczęła mówić o malarstwie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
O muzyce, o tańcach, nawet o rzeźbiarstwie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dowiodła, że zna równie pędzel, nuty, druki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Aż osłupiał Tadeusz na tyle nauki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lękał się, by nie został pośmiewiska celem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I jąkał się jak żaczek przed nauczycielem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Szczęściem, że nauczyciel ładny i niesrogi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Odgadnęła sąsiadka powód jego trwogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wszczęła rzecz o mniej trudnych i mądrych przedmiotach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
O wiejskiego pożycia nudach i kłopotach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I jak bawić się trzeba, i jak czas podzielić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
By życie uprzyjemnić i wieś rozweselić. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tadeusz odpowiadał śmielej, szła rzecz daléj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W pół godziny już byli z sobą poufali; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zaczęli nawet małe żarciki i sprzeczki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W końcu, stawiła przed nim trzy z chleba gałeczki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Trzy osoby na wybór; wziął najbliższą sobie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Podkomorzanki na to zmarszczyły się obie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Sąsiadka zaśmiała się, lecz nie powiedziała &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kogo owa szczęśliwsza gałka oznaczała. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Inaczej bawiono się w drugim końcu stoła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo tam, wzmogłszy się nagle, stronnicy Sokoła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Na partyję Kusego bez litości wsiedli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Spór był wielki, już potraw ostatnich nie jedli; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Stojąc i pijąc obie kłóciły się strony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A najstraszniej pan Rejent był zacietrzewiony: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jak raz zaczął, bez przerwy rzecz swoją tokował, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I gestami ją bardzo dobitnie malował. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
(Był dawniej adwokatem pan Rejent Bolesta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zwano go kaznodzieją, że zbyt lubił gesta). &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Teraz ręce przy boku miał, w tył wygiął łokcie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Spod ramion wytknął palce i długie paznokcie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przedstawiając dwa smycze chartów tym obrazem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Właśnie rzecz kończył. «Wyczha! puściliśmy razem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ja i Asesor, razem, jakoby dwa kurki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jednym palcem spuszczone u jednej dwururki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wyczha! poszli, a zając jak struna, smyk w pole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Psy tuż (to mówiąc, ręce ciągnął wzdłuż po stole &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I palcami ruch chartów przedziwnie udawał) &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Psy tuż, i hec od lasu odsadzili kawał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Sokół smyk naprzód; rączy pies, lecz zagorzalec, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wysadził się przed Kusym, o tyle, o palec: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wiedziałem, że spudłuje. Szarak, gracz nie lada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Czchał niby prosto w pole, za nim psów gromada; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gracz szarak! Skoro poczuł wszystkie charty w kupie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pstręk na prawo, koziołka, z nim w prawo psy głupie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A on znowu fajt w lewo, jak wytnie dwa susy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Psy za nim fajt na lewo: on w las, a mój Kusy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Cap!» Tak krzycząc, pan Rejent na stół pochylony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z palcami swymi zabiegł aż do drugiej strony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I «cap!» Tadeuszowi wrzasnął tuż nad uchem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tadeusz i sąsiadka, tym głosu wybuchem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Znienacka przestraszeni właśnie w pół rozmowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Odstrychnęli od siebie mimowolnie głowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jako wierzchołki drzewa powiązane społem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gdy je wicher rozerwie; i ręce pod stołem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Blisko siebie leżące wstecz nagle uciekły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I dwie twarze w jeden się rumieniec oblekły. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Tadeusz, by nie zdradzić swego roztargnienia: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
«Prawda — rzekł — mój Rejencie, prawda bez wątpienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kusy piękny chart z kształtu, jeśli równie chwytny...» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
«Chwytny? — krzyknął pan Rejent — mój pies faworytny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Żeby nie miał być chwytny?...» Więc Tadeusz znowu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Cieszył się, że tak piękny pies nie ma narowu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Żałował, że go tylko widział idąc z lasu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I że przymiotów jego poznać nie miał czasu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Na to zadrżał Asesor, puścił z rąk kieliszek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Utopił w Tadeusza wzrok jak bazyliszek. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Asesor mniej krzykliwy i mniej był ruchawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Od Rejenta, szczuplejszy i mały z postawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lecz straszny na reducie, balu i sejmiku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo powiadano o nim: ma żądło w języku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tak dowcipne żarciki umiał komponować, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Iżby je w kalendarzu można wydrukować, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wszystkie złośliwe, ostre. Dawniej człek dostatni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Schedę ojca swojego i majątek bratni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wszystko strwonił na wielkim figurując świecie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Teraz wszedł w służbę rządu, by znaczyć w powiecie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lubił bardzo myślistwo, już to dla zabawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Już to że odgłos trąbki i widok obławy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przypominał mu jego lata młodociane, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kiedy miał strzelców licznych i psy zawołane: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Teraz mu z całej psiarni dwa charty zostały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I jeszcze z tych jednemu chciano przeczyć chwały! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Więc zbliżył się i z wolna gładząc faworyty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Rzekł z uśmiechem, a był to uśmiech jadowity: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
«Chart bez ogona jest jak szlachcic bez urzędu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ogon też znacznie chartom pomaga do pędu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A pan kusość uważasz za dowód dobroci? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zresztą zdać się możemy na sąd pańskiej cioci. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Choć pani Telimena mieszkała w stolicy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I bawi się niedawno w naszej okolicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lepiej zna się na łowach niż myśliwi młodzi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tak to nauka sama z latami przychodzi». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Tadeusz, na którego niespodzianie spadał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Grom taki, wstał zmieszany, chwilę nic nie gadał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lecz patrzał na rywala coraz straszniej, srożej... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wtem, wielkim szczęściem, dwakroć kichnął Podkomorzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
«Wiwat!» krzyknęli wszyscy; on się wszystkim skłonił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I z wolna w tabakierę palcami zadzwonił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tabakiera ze złota, z brylantów oprawa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A w środku jej był portret króla Stanisława. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ojcu Podkomorzego sam król ją darował, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Po ojcu Podkomorzy godnie ją piastował; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gdy w nią dzwonił, znak dawał, że miał głos zabierać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Umilkli wszyscy i ust nie śmieli otwierać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
On rzekł: «Wielmożni szlachta bracia dobrodzieje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Forum myśliwskim tylko są łąki i knieje; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Więc ja w domu podobnych spraw nie decyduję, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I posiedzenie nasze na jutro solwuję, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I dalszych replik stronom dzisiaj nie dozwolę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Woźny! odwołaj sprawę, na jutro na pole. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jutro i Hrabia z całym myślistwem tu zjedzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I waszeć z nami ruszysz, Sędzio mój sąsiedzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I pani Telimena, i panny, i panie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Słowem, zrobim na urząd wielkie polowanie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I Wojski towarzystwa nam też nie odmówi». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
To mówiąc, tabakierę podawał starcowi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Wojski na ostrym końcu śród myśliwych siedział, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Słuchał zmrużywszy oczy, słowa nie powiedział, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Choć młodzież nieraz jego zasięgała zdania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo nikt lepiej nad niego nie znał polowania. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
On milczał, szczyptę wziętą z tabakiery ważył &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W palcach i długo dumał, nim ją w końcu zażył; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kichnął, aż cała izba rozległa się echem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I potrząsając głową, rzekł z gorzkim uśmiechem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
«O, jak mnie to starego i smuci, i dziwi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Cóż by to o tym starzy mówili myśliwi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Widząc że w tylu szlachty, w tylu panów gronie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Mają sądzić się spory o charcim ogonie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Cóż by rzekł na to stary Rejtan, gdyby ożył? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wróciłby do Lachowicz i w grób się położył! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Co by rzekł wojewoda Niesiołowski stary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Który ma dotąd pierwsze na świecie ogary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I dwiestu strzelców trzyma obyczajem pańskim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I ma sto wozów sieci w zamku Worończańskim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A od tylu lat siedzi jak mnich na swym dworze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nikt go na polowanie uprosić nie może, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Białopiotrowiczowi samemu odmówił! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo cóż by on na waszych polowaniach łowił? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Piękna byłaby sława, ażeby pan taki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wedle dzisiejszej mody jeździł na szaraki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Za moich, panie, czasów, w języku strzeleckim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dzik, niedźwiedź, łoś, wilk, zwany był zwierzem szlacheckim &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A zwierzę niemające kłów, rogów, pazurów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zostawiano dla płatnych sług i dworskich ciurów; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Żaden pan nigdy przyjąć nie chciałby do ręki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Strzelby, którą zhańbiono sypiąc w nią śrut cienki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Trzymano wprawdzie chartów: bo z łowów wracając, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Trafia się, że spod konia mknie się biedak zając: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Puszczano wtenczas za nim dla zabawki smycze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I na konikach małe goniły panicze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przed oczyma rodziców, którzy te pogonie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ledwie raczyli widzieć, cóż kłócić się o nie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Więc niech jaśnie wielmożny Podkomorzy raczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Odwołać swe rozkazy i niech mi wybaczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Że nie mogę na takie jechać polowanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I nigdy na nim noga moja nie postanie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nazywam się Hreczecha, a od króla Lecha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Żaden za zającami nie jeździł Hreczecha». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Tu śmiech młodzieży mowę Wojskiego zagłuszył. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wstano od stołu, pierwszy Podkomorzy ruszył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z wieku mu i z urzędu ten zaszczyt należy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Idąc kłaniał się damom, starcom i młodzieży; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Za nim szedł kwestarz, Sędzia tuż przy bernardynie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Sędzia u progu rękę dał Podkomorzynie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tadeusz Telimenie, Asesor Krajczance, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A pan Rejent na końcu Wojskiej Hreczeszance. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Tadeusz z kilku gośćmi poszedł do stodoły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A czuł się pomieszany, zły i niewesoły. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Rozbierał myślą wszystkie dzisiejsze wypadki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Spotkanie się, wieczerzę przy boku sąsiadki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A szczególniej mu słowo «ciocia» koło ucha &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Brzęczało ciągle jako naprzykrzona mucha. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pragnąłby u Woźnego lepiej się wypytać &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
O pani Telimenie, lecz go nie mógł schwytać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wojskiego też nie widział, bo zaraz z wieczerzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wszyscy poszli za gośćmi, jak sługom należy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Urządzając we dworze izby do spoczynku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Starsi i damy spały we dworskim budynku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Młodzież Tadeuszowi prowadzić kazano, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W zastępstwie gospodarza, w stodołę na siano. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
W pół godziny tak było głucho w całym dworze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
jako po zadzwonieniu na pacierz w klasztorze; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ciszę przerywał tylko głos nocnego stróża. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Usnęli wszyscy. Sędzia sam oczu nie zmruża; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jako wódz gospodarstwa obmyśla wyprawę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W pole i w domu przyszłą urządza zabawę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dał rozkaz ekonomom, wójtom i gumiennym, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pisarzom, ochmistrzyni, strzelcom i stajennym &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I musiał wszystkie dzienne rachunki przezierać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nareszcie rzekł Woźnemu, że się chce rozbierać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Woźny pas mu odwiązał, pas słucki, pas lity, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przy którym świecą gęste kutasy jak kity, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z jednej strony złotogłów w purpurowe kwiaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Na wywrót jedwab czarny posrebrzany w kraty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pas taki można równie kłaść na strony obie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Złotą na dzień galowy, a czarną w żałobie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Sam Woźny umiał pas ten odwiązywać, składać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Właśnie tym się zatrudniał i kończył tak gadać: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
«Cóż złego, że przeniosłem stoły do zamczyska? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nikt na tym nic nie stracił, a pan może zyska. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bo przecież o ten zamek dziś toczy się sprawa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
My od dzisiaj do zamku nabyliśmy prawa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I mimo całą strony przeciwnej zajadłość &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dowiodę, że zamczysko wzięliśmy w posiadłość. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wszakże kto gości prosi w zamek na wieczerzę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dowodzi, że posiadłość tam ma albo bierze; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nawet strony przeciwne weźmiemy na świadki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pamiętam za mych czasów podobne wypadki». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Już Sędzia spał. Więc Woźny cicho wszedł do sieni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Siadł przy świecy i dobył książeczkę z kieszeni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Która mu jak &lt;em class="book-title"&gt;Ołtarzyk Złoty&lt;/em&gt; zawsze służy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Której nigdy nie rzuca w domu i w podróży. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Była to trybunalska wokanda: tam rzędem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Stały spisane sprawy, które przed urzędem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Woźny sam głosem swoim przed laty wywołał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Albo o których później dowiedzieć się zdołał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Prostym ludziom wokanda zda się imion spisem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Woźnemu jest obrazów wspaniałych zarysem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Czytał więc i rozmyślał: Ogiński z Wizgirdem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Dominikanie z Rymszą, Rymsza z Wysogirdem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Radziwił z Wereszczaką, Giedroić z Rdułtowskim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Obuchowicz z kahałem, Juraha z Piotrowskim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Maleski z Mickiewiczem, a na koniec Hrabia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z Soplicą; i czytając, z tych imion wywabia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pamięć spraw wielkich, wszystkie procesu wypadki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I stają mu przed oczy sąd, strony i świadki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I ogląda sam siebie, jak w żupanie białym, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W granatowym kontuszu stał przed trybunałem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jedna ręka na szabli, a druga do stoła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przywoławszy dwie strony, «Uciszcie się!» woła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Marząc i kończąc pacierz wieczorny, pomału &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Usnął ostatni w Litwie woźny trybunału. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Takie były zabawy, spory w one lata &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Śród cichej wsi litewskiej, kiedy reszta świata &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
We łzach i krwi tonęła; gdy ów mąż, bóg wojny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Otoczon chmurą pułków, tysiącem dział zbrojny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wprzągłszy w swój rydwan orły złote obok srebrnych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Od puszcz Libijskich łatał do Alpów podniebnych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ciskając grom po gromie, w Piramidy, w Tabor, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W Marengo, w Ulm, w Austerlitz. Zwycięstwo i Zabor &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Biegły przed nim i za nim. Sława czynów tylu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Brzemienna imionami rycerzy, od Nilu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Szła hucząc ku północy, aż u Niemna brzegów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Odbiła się, jak od skał, od Moskwy szeregów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Które broniły Litwę murami żelaza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przed wieścią dla Rosyi straszną jak zaraza. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Przecież nieraz nowina niby kamień z nieba &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Spadała w Litwę. Nieraz dziad żebrzący chleba, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bez ręki lub bez nogi, przyjąwszy jałmużnę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Stanął i oczy wkoło obracał ostróżne. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gdy nie widział we dworze rosyjskich żołnierzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ani jarmułek, ani czerwonych kołnierzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wtenczas kim był, wyznawał: był legijonistą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przynosi kości stare na ziemię ojczystą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Której już bronić nie mógł... Jak go wtenczas cała &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Rodzina pańska, jak go czeladka ściskała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Zanosząc się od płaczu! On za stołem siadał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I dziwniejsze od baśni historyje gadał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
On opowiadał, jako jenerał Dąbrowski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Z ziemi włoskiej stara się przyciągnąć do Polski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jak on rodaków zbiera na lombardzkim polu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jak Kniaziewicz rozkazy daje z Kapitolu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I zwycięzca, wydartych potomkom cezarów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Rzucił w oczy Francuzów sto krwawych sztandarów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jak Jabłonowski zabiegł, aż kędy pieprz rośnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gdzie się cukier wytapia i gdzie w wiecznej wiośnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Pachnące kwitną lasy; z legiją Dunaju &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tam wódz Murzyny gromi, a wzdycha do kraju. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Mowy starca krążyły we wsi po kryjomu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Chłopiec, co je posłyszał, znikał nagle z domu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lasami i bagnami skradał się tajemnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ścigany od Moskali, skakał kryć się w Niemnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I nurkiem płynął na brzeg Księstwa Warszawskiego, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gdzie usłyszał głos miły: «Witaj nam kolego!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lecz nim odszedł, wyskoczył na wzgórek z kamienia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I Moskalom przez Niemen rzekł: «Do zobaczenia!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tak przekradł się Gorecki, Pac i Obuchowicz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Piotrowski, Obolewski, Rożycki, Janowicz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Mierzejewscy, Brochocki i Bernatowicze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Kupść, Gedymin i inni, których nie policzę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Opuszczali rodziców i ziemię kochaną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I dobra, które na skarb carski zabierano. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Czasem do Litwy kwestarz z obcego klasztoru &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przyszedł, i kiedy bliżej poznał panów dworu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Gazetę im pokazał, wyprutą z szkaplerza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Tam stała wypisana i liczba żołnierza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I nazwisko każdego wodza legijonu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I każdego z nich opis zwycięstwa lub zgonu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Po wielu latach pierwszy raz miała rodzina &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wieść o życiu, o chwale i o śmierci syna; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Brał dom żałobę, ale powiedzieć nie śmiano &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Po kim była żałoba, tylko zgadywano &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
W okolicy; i tylko cichy smutek panów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lub cicha radość, była gazetą ziemianów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Takim kwestarzem tajnym był Robak podobno: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Często on z panem Sędzią rozmawiał osobno; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Po tych rozmowach zawsze jakowaś nowina &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Rozeszła się w sąsiedztwie. Postać bernardyna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Wydawała, że mnich ten nie zawsze w kapturze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Chodził i nie w klasztornym zestarzał się murze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Miał on nad prawym uchem, nieco wyżej skroni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Bliznę, wyciętej skóry na szerokość dłoni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I w brodzie ślad niedawny lancy lub postrzału; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ran tych nie dostał pewnie przy czytaniu mszału. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Ale nie tylko groźne wejrzenie i blizny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Lecz sam ruch i głos jego miał coś żołnierszczyzny. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;
Przy mszy, gdy z wzniesionymi zwracał się rękami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Od ołtarza do ludu, by mówić: «Pan z wami», &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
To nieraz tak się zręcznie skręcił jednym razem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Jakby prawo w tył robił za wodza rozkazem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I słowa liturgii takim wyrzekł tonem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Do ludu, jak oficer stojąc przed szwadronem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Postrzegali to chłopcy służący mu do mszy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Spraw także politycznych był Robak świadomszy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Niźli żywotów świętych; a jeżdżąc po kweście, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Często zastanawiał się w powiatowym mieście. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Miał pełno interesów: to listy odbierał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Których nigdy przy obcych ludziach nie otwierał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
To wysyłał posłańców, ale gdzie i po co &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Nie powiadał; częstokroć wymykał się nocą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Do dworów pańskich, z szlachtą ustawicznie szeptał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I okoliczne wioski dokoła wydeptał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
I w karczmach z wieśniakami rozprawiał niemało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
A zawsze o tym, co się w cudzych krajach działo. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Teraz Sędziego, który już spał od godziny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Przychodzi budzić; pewnie ma jakieś nowiny. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/pan-tadeusz/"&gt;Adam Mickiewicz, „Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Księga druga</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/02/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/02/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;Księga druga&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3"&gt;Zamek&lt;/h2&gt;
&lt;div class="note"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Polowanie z chartami na upatrzonego — Gość w zamku — Ostatni z dworzan opowiada historię ostatniego z Horeszków — Rzut oka w sad — Dziewczyna w ogórkach — Śniadanie — Pani Telimeny anegdota petersburska — Nowy wybuch sporów o Kusego i Sokoła — Interwencja Robaka — Rzecz Wojskiego — Zakład — Dalej w grzyby!&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto z nas tych lat nie pomni, gdy, młode pacholę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ze strzelbą na ramieniu świszcząc szedł na pole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie żaden wał, płot żaden nogi nie utrudza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie, przestępując miedzę, nie poznasz, że cudza! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo na Litwie myśliwiec jak okręt na morzu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie chcesz, jaką chcesz drogą, buja po przestworzu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyli jak prorok patrzy w niebo, gdzie w obłoku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiele jest znaków widnych strzeleckiemu oku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy jak czarownik gada z ziemią, która, głucha &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dla mieszczan, mnóstwem głosów szepce mu do ucha. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam derkacz wrzasnął z łąki, szukać go daremnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo on szybuje w trawie jako szczupak w Niemnie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam ozwał się nad głową ranny wiosny dzwonek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Również głęboko w niebie schowany skowronek; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ówdzie orzeł szerokim skrzydłem przez obszary &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaszumiał, strasząc wróble, jak kometa cary; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaś jastrząb, pod jasnymi wiszący błękity, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzepie skrzydłem jak motyl na szpilce przybity, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż ujrzawszy wśród łąki ptaka lub zająca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Runie nań z góry jako gwiazda spadająca. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Kiedyż nam Pan Bóg wrócić z wędrówki dozwoli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I znowu dom zamieszkać na ojczystej roli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I służyć w jeździe, która wojuje szaraki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo w piechocie, która nosi broń na ptaki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie znać innych prócz kosy i sierpa rynsztunków, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I innych gazet, oprócz domowych rachunków! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Nad Soplicowem słońce weszło i już padło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na strzechy i przez szpary w stodołę się wkradło; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I po ciemnozielonym, świeżym, wonnym sianie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z którego młodzież sobie zrobiła posłanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozpływały się złote, migające pręgi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z otworu czarnej strzechy jak z warkocza wstęgi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I słońce usta sennych promykiem poranka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drażni jak dziewczę kłosem budzące kochanka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już wróble skacząc, świerkać zaczęły pod strzechą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już trzykroć gęgnął gąsior, a za nim jak echo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odezwały się chórem kaczki i indyki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I słychać bydła w pole idącego ryki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wstała młodzież. Tadeusz jeszcze senny leży; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo też najpóźniej zasnął. Z wczorajszej wieczerzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wrócił tak niespokojny, że o kurów pianiu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze oczu nie zmrużył, a na swym posłaniu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak kręcił się, że w siano jak w wodę utonął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I spał twardo, aż zimny wiatr w oczy mu wionął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy skrzypiące stodoły drzwi otwarto z trzaskiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I bernardyn, ksiądz Robak, wszedł z węzlastym paskiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«&lt;em class="foreign-word"&gt;Surge puer&lt;/em&gt;!» wołając i ponad barkami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rubasznie wywijając pasek z ogórkami. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Już na dziedzińcu słychać myśliwskie okrzyki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyprowadzają konie, zajeżdżają bryki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ledwie dziedziniec taką gromadę ogarnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odezwały się trąby, otworzono psiarnie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgraja chartów, wypadłszy, wesoło skowycze; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widząc rumaki szczwaczów, dojeżdżaczów smycze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Psy jak szalone cwałem śmigają po dworze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem biegną i kładą szyje na obroże: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko to bardzo dobre polowanie wróży; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nareszcie Podkomorzy dał rozkaz podróży. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ruszyli szczwacze z wolna, jeden tuż za drugim; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale za bramą rzędem rozbiegli się długim. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W środku jechali obok Asesor z Rejentem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A choć na siebie czasem patrzyli ze wstrętem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozmawiali przyjaźnie, jak ludzie honoru &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idąc na rozstrzygnienie śmiertelnego sporu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nikt ze słów zawziętości ich poznać nie zdoła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan Rejent wiódł Kusego, Asesor Sokoła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z tyłu damy w pojazdach; młodzieńcy, stronami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cwałując tuż przy kołach, gadali z damami. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ksiądz Robak po dziedzińcu wolnym chodził krokiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kończąc ranne pacierze; ale rzucał okiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na pana Tadeusza, marszczył się, uśmiechał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wreszcie kiwnął nań palcem, Tadeusz podjechał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Robak palcem po nosie dawał mu znak groźby: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz mimo Tadeusza pytania i prośby, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ażeby mu wyraźnie, co chce, wytłumaczył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bernardyn odpowiedzieć ni spojrzeć nie raczył; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kaptur tylko nasunął i pacierz swój kończył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc Tadeusz odjechał i z gośćmi się złączył. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Właśnie wtenczas myśliwi smycze zatrzymali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wszyscy nieruchomi w miejscach swoich stali; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeden drugiemu ręką dawał znak milczenia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wszyscy obrócili oczy do kamienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nad którym stał pan Sędzia. On zwierza obaczył &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rąk skinieniem swoje rozkazy tłumaczył. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pojęli wszyscy: stoją, a środkiem po roli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Asesor i pan Rejent kłusują powoli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusz, będąc bliższy, obydwu wyprzedził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stanął obok Sędziego i oczyma śledził. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dawno już nie był w polu; na szarej przestrzeni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trudno dojrzeć szaraka, zwłaszcza śród kamieni. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pokazał mu pan Sędzia; siedział biedny zając, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płaszcząc się pod kamieniem, uszy nadstawiając, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Okiem czerwonym spotkał myśliwców wejrzenie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I jakby urzeczony, czując przeznaczenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ze strachu od ich oczu nie mógł zwrócić oka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pod opoką siedział martwy jak opoka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tymczasem kurz na roli rośnie coraz bliżéj; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pędzi na smyczy Kusy, za nim Sokół chyży, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tuż Asesor z Rejentem razem wrzaśli z tyłu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Wyczha, wyczha!» i z psami znikli w kłębach pyłu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Kiedy tak za szarakiem goniono, tymczasem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ukazał się pan Hrabia pod zamkowym lasem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiedziano w okolicy, że ten pan nie może &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nigdy nigdzie stawić się w naznaczonej porze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dziś zaspał poranek; więc na sługi zrzędził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widząc myśliwców w polu cwałem do nich pędził. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Surdut swój angielskiego kroju, biały, długi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Połami na wiatr puścił; z tyłu konno sługi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W kapeluszach jak grzybki, czarnych, lśniących, małych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W kurtkach, w butach stryflastych, w pantalonach białych: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sługi, które pan Hrabia tym kształtem odzieje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nazywają się w jego pałacu dżokeje. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Cwałująca czereda zleciała na błonia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy Hrabia ujrzał zamek i zatrzymał konia. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pierwszy raz widział zamek z rana i nie wierzył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że to były też same mury; tak odświeżył &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I upięknił poranek zarysy budowy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zadziwił się pan Hrabia na widok tak nowy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wieża zdała się dwakroć wyższa, bo stercząca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nad mgłą ranną; dach z blachy złocił się od słońca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod nim błyszczała w kratach reszta szyb wybitych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łamiąc promienie wschodu w tęczach rozmaitych; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niższe piętra oblała tumanu powłoka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozpadliny i szczerby zakryła od oka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzyk dalekich myśliwców wiatrami przygnany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odbijał się kilkakroć o zamkowe ściany: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przysiągłbyś, że krzyk z zamku, że pod mgły zasłoną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mury odbudowano i znów zaludniono. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Hrabia lubił widoki niezwykłe i nowe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwał je romansowymi; mawiał, że ma głowę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Romansową: w istocie był wielkim dziwakiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieraz, pędząc za lisem albo za szarakiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nagle stawał i w niebo poglądał żałośnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak kot, gdy ujrzy wróble na wysokiej sośnie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Często bez psa, bez strzelby, błąkał się po gaju &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak rekrut zbiegły; często siadał przy ruczaju &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieruchomy, schyliwszy głowę nad potokiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak czapla wszystkie ryby chcąca pozrzeć okiem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Takie były Hrabiego dziwne obyczaje. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszyscy mówili, że mu czegoś nie dostaje; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szanowano go przecież, bo pan z prapradziadów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bogacz, dobry dla chłopów, ludzki dla sąsiadów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nawet dla Żydów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Hrabski koń, zwrócony z drogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prosto kłusował polem aż pod zamku progi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabia samotny wzdychał, poglądał na mury, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyjął papier, ołówek i kreślił figury. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem, spojrzawszy w bok — ujrzał o dwadzieścia kroków &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Człowieka, który, równie miłośnik widoków, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z głową zadartą, ręce włożywszy w kieszenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdawało się, że liczył oczyma kamienie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poznał go zaraz, ale musiał kilka razy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzyknąć, nim głos Hrabiego usłyszał Gerwazy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szlachcic to był, służący dawnych zamku panów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pozostały ostatni z Horeszki dworzanów; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Starzec wysoki, siwy, twarz miał czerstwą, zdrową, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmarszczkami pooraną, posępną, surową. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dawniej pomiędzy szlachtą z wesołości słynął; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale od bitwy, w której dziedzic zamku zginął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gerwazy się odmienił i już od lat wielu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani był na kiermaszu, ani na weselu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odtąd jego dowcipnych żartów nie słyszano, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I uśmiechu na jego twarzy nie widziano. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawsze nosił Horeszków liberyją dawną; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kurtę z połami żółtą, galonem oprawną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który dziś żółty, dawniej zapewne był złoty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wkoło szyte jedwabiem herbowe klejnoty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Półkozice: i stąd też cała okolica &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Półkozicem przezwała starego szlachcica. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czasem też od przysłowia, które bez ustanku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powtarzał, nazywano go także Mopanku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czasem Szczerbcem, że całą łysinę miał w szczerbach; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz on zwał się Rębajło, a o jego herbach &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wiadomo. Klucznikiem siebie tytułował, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Iż ten urząd na zamku przed laty piastował. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dotąd nosił wielki pęk kluczy za pasem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uwiązany na taśmie ze srebrnym kutasem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć nie miał co otwierać, bo zamku podwoje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stały otworem. Przecież, wynalazł drzwi dwoje; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sam je własnym nakładem naprawił i wstawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I drzwi tych odmykaniem codziennie się bawił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W jednej z izb pustych, obrał mieszkanie dla siebie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mogąc żyć u Hrabiego na łaskawym chlebie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie chciał, bo wszędzie tęsknił i czuł się niezdrowym, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeżeli nie oddychał powietrzem zamkowym. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Skoro ujrzał Hrabiego, czapkę z głowy schwycił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I krewnego swych panów ukłonem zaszczycił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chyląc łysinę wielką, świecącą z daleka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I naciętą od licznych kordów jak nasieka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gładził ją ręką, podszedł, i jeszcze raz nisko &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skłoniwszy się, rzekł smutnie: «Mopanku, panisko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daruj mnie, że tak mówię, jaśnie grafie panie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To jest mój zwyczaj, nie zaś nieuszanowanie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;»mopanku« powiadali wszyscy Horeszkowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ostatni Stolnik, pan mój, miał takie przysłowie... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyż to prawda, mopanku, że pan grosza skąpisz &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na proces i ten zamek Soplicom ustąpisz? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wierzyłem, lecz w całym powiecie tak słychać». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu, poglądając w zamek, nie przestawał wzdychać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Cóż dziwnego — rzekł Hrabia — koszt wielki, a nuda &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze większa; chcę skończyć, lecz szlachcic maruda &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Upiera się; przewidział, że mię znudzić może: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dłużej też nie wytrzymam i dzisiaj broń złożę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjmę warunki zgody, jakie mi sąd poda...» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Zgody? — krzyknął Gerwazy — z Soplicami zgoda? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z Soplicami, mopanku?» — To mówiąc wykrzywił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Usta, jakby nad własną mową się zadziwił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Zgoda i Soplicowie! Mopanku, panisko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan żartuje, co? Zamek, Horeszków siedlisko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ma pójść w ręce Sopliców? Niech pan tylko raczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zsiąść z konia. Pójdźmy w zamek. Niech no pan obaczy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan sam nie wie, co robi. Niech się pan nie wzbrania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zsiadaj pan» — i przytrzymał strzemię do zsiadania. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Weszli w zamek; Gerwazy stanął w progu sieni: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Tu — rzekł — dawni panowie dworem otoczeni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Często siadali w krzesłach w poobiedniej porze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan godził spory włościan lub w dobrym humorze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gościom różne ciekawe historyje prawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo ich powieściami i żarty się bawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A młodzież na dziedzińcu biła się w palcaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub ujeżdżała pańskie tureckie bachmaty». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Weszli w sień. Rzekł Gerwazy: «W tej ogromnej sieni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brukowanej nie znajdziesz pan tyle kamieni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ile tu pękło beczek wina w dobrych czasach; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szlachta ciągnęła kufy z piwnicy na pasach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sproszona na sejm albo sejmik powiatowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo na imieniny pańskie, lub na łowy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podczas uczty na chorze tym kapela stała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I w organ, i w rozliczne instrumenty grała; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdy wnoszono zdrowie, trąby jak w dniu sądnym &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grzmiały z choru; wiwaty szły ciągiem porządnym: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pierwszy wiwat za zdrowie Króla Jegomości, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem prymasa, potem Królowej Jejmości, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem szlachty i całej Rzeczypospolitej, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A na koniec po piątej szklanicy wypitej, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wnoszono: »Kochajmy się«. Wiwat bez przestanku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który dniem okrzykniony, brzmiał aż do poranku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A już gotowe stały cugi i podwody, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby każdego odwieźć do jego gospody». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Przeszli już kilka komnat. Gerwazy w milczeniu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu wzrok na ścianie wstrzymał, ówdzie na sklepieniu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przywołując pamiątkę tu smutną, tam miłą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czasem, jakby chciał mówić: «Wszystko się skończyło», &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiwnął żałośnie głową; czasem machnął ręką: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widać, że mu wspomnienie samo było męką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I że je chciał odpędzić. Aż się zatrzymali &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na górze, w wielkiej, niegdyś zwierciadlanej sali. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś wydartych zwierciadeł stały puste ramy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Okna bez szyb, z krużgankiem wprost naprzeciw bramy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu wszedłszy, starzec głowę zadumaną skłonił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I twarz zakrył rękami; a gdy ją odsłonił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miała wyraz żałości wielkiej i rozpaczy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabia, chociaż nie wiedział, co to wszystko znaczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poglądając w twarz starca czuł jakieś wzruszenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rękę mu ścisnął; chwilę trwało to milczenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przerwał je starzec, trzęsąc wzniesioną prawicą: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Nie masz zgody, mopanku, pomiędzy Soplicą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I krwią Horeszków; w panu krew Horeszków płynie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jesteś krewnym Stolnika, po matce łowczynie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Która się rodzi z drugiej córki kasztelana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który był, jak wiadomo, wujem mego pana. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słuchaj pan historyi swej własnej rodzinnej, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Która się stała właśnie w tej izbie, nie innej. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Nieboszczyk pan mój, Stolnik, pierwszy pan w powiecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bogacz i familiant, miał jedyne dziecię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Córkę piękną jak anioł; więc się zalecało &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stolnikównie i szlachty, i paniąt niemało. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Między szlachtą był jeden wielki paliwoda, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kłótnik, Jacek Soplica, zwany Wojewoda &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przez żart; w istocie wiele znaczył w województwie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo rodzinę Sopliców miał jakby w dowództwie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I trzystu ich kreskami rządził wedle woli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć sam nic nie posiadał prócz kawałka roli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szabli i wielkich wąsów od ucha do ucha. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Owoż pan Stolnik nieraz wzywał tego zucha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ugaszczał w pałacu, zwłaszcza w czas sejmików, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Popularny dla jego krewnych i stronników. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wąsal tak wzbił się w dumę łaskawym przyjęciem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że mu się uroiło zostać pańskim zięciem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do zamku nieproszony coraz częściej jeździł, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W końcu u nas jak w swoim domu się zagnieździł. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I już miał się oświadczać: lecz pomiarkowano, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I czarną mu polewkę do stołu podano. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podobno Stolnikównie wpadł Soplica w oko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale przed rodzicami taiła głęboko. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Było to za Kościuszki czasów; pan popierał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawo trzeciego maja i już szlachtę zbierał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby konfederatom ciągnąć ku pomocy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy nagle Moskwa zamek opasała w nocy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ledwie był czas z moździerza na trwogę wypalić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podwoje dolne zamknąć i ryglem zawalić. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W zamku całym był tylko: pan Stolnik, ja, pani, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kuchmistrz i dwóch kuchcików, wszyscy trzej pijani, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Proboszcz, lokaj, hajducy czterej, ludzie śmiali. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc za strzelby, do okien. Aż tu tłum Moskali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzycząc: »Ura!«, od bramy wali po tarasie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;My im ze strzelb dziesięciu palnęli »A zasie«. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic tam nie było widać; słudzy bez ustanku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Strzelali z dolnych pięter, a ja i pan z ganku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko szło pięknym ładem, choć w tak wielkiej trwodze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwadzieścia strzelb leżało tu na tej podłodze; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wystrzeliliśmy jedną, podawano drugą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ksiądz proboszcz zatrudniał się czynnie tą usługą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pani, i panienka, i nadworne panny: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzech było strzelców, a szedł ogień nieustanny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grad kul sypały z dołu moskiewskie piechury; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;My z rzadka, ale celniej dogrzewali z góry. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzy razy aż pode drzwi to chłopstwo się wparło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale za każdym razem trzech nogi zadarło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc uciekli pod lamus; a już był poranek. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan Stolnik wesół wyszedł ze strzelbą na ganek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I skoro spod lamusa Moskal łeb wychylił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On dawał zaraz ognia, a nigdy nie mylił; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za każdym razem czarny kaszkiet w trawę padał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I już się rzadko który zza ściany wykradał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stolnik, widząc strwożone swe nieprzyjaciele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myślił zrobić wycieczkę, porwał karabelę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z ganku krzycząc sługom wydawał rozkazy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obróciwszy się do mnie, rzekł: »Za mną Gerwazy!« &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem strzelono spod bramy... Stolnik się zająknął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaczerwienił się, zbladnął, chciał mówić, krwią chrząknął: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Postrzegłem wtenczas kulę, wpadła w piersi same. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan słaniając się, palcem ukazał na bramę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poznałem tego łotra Soplicę! poznałem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po wzroście i po wąsach! Jego to postrzałem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zginął Stolnik, widziałem! Łotr jeszcze do góry &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzniesioną trzymał strzelbę, jeszcze dym szedł z rury! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wziąłem go na cel; zbójca stał jak skamieniały! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwa razy dałem ognia, i oba wystrzały &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chybiły: czym ze złości, czy z żalu źle mierzył... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Usłyszałem wrzask kobiet, spojrzałem — pan nie żył». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tu Gerwazy umilknął i łzami się zalał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem rzekł kończąc: «Moskal już wrota wywalał: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo po śmierci Stolnika stałem bezprzytomnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nie widziałem, co się działo wokoło mnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczęściem, na odsiecz przyszedł nam Parafianowicz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przywiódłszy Mickiewiczów dwiestu z Horbatowicz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którzy są szlachta liczna i dzielna, człek w człeka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A nienawidzą rodu Sopliców od wieka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tak zginął pan potężny, pobożny i prawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który miał w domu krzesła, wstęgi i buławy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ojciec włościan, brat szlachty; i nie miał po sobie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Syna, który by zemstę poprzysiągł na grobie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale miał sługi wierne. Ja w krew jego rany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obmoczyłem mój rapier Scyzorykiem zwany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(Zapewne pan o moim słyszał Scyzoryku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sławnym na każdym sejmie, targu i sejmiku). &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przysiągłem wyszczerbić go na Sopliców karkach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ścigałem ich na sejmach, zajazdach, jarmarkach. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwóch zarąbałem w kłótni, dwóch na pojedynku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jednego podpaliłem w drewnianym budynku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedyśmy zajeżdżali z Rymszą Korelicze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Upiekł się tam jak piskorz; a tych nie policzę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którym uszy obciąłem. Jeden tylko został, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który dotąd ode mnie pamiątki nie dostał: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rodzoniutki braciszek owego wąsala! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żyje dotąd i z swoich bogactw się przechwala, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamku Horeszków tyka swych kopców krawędzią, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szanowany w powiecie, ma urząd, jest Sędzią! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pan mu zamek oddasz? Niecne jego nogi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mają krew pana mego zetrzeć z tej podłogi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O nie! Póki Gerwazy ma choć za grosz duszy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tyle sił, że jednym małym palcem ruszy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Scyzoryk swój wiszący dotychczas na ścianie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Póty Soplica tego zamku nie dostanie!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«O! — krzyknął Hrabia, ręce podnosząc do góry — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobre miałem przeczucie, żem lubił te mury! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć nie wiedziałem, że w nich taki skarb się mieści, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyle scen dramatycznych i tyle powieści! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skoro zamek mych przodków Soplicom zagrabię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciebie osadzę w murach jak mego burgrabię. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twoja powieść, Gerwazy, zajęła mię mocno. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szkoda, żeś mię nie przywiódł tu w godzinę nocną; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Udrapowany płaszczem, siadłbym na ruinach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ty byś mi o krwawych rozpowiadał czynach. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szkoda, że masz niewielki dar opowiadania! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieraz takie słyszałem i czytam podania; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W Anglii i w Szkocyi każdy zamek lordów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W Niemczech każdy dwór grafów był teatrem mordów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W każdej dawnej, szlachetnej, potężnej rodzinie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest wieść o jakimś krwawym lub zdradzieckim czynie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po którym zemsta spływa na dziedziców w spadku: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W Polsce pierwszy raz słyszę o takim wypadku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czuję, że we mnie mężnych krew Horeszków płynie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiem, co winienem sławie i mojej rodzinie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak, muszę zerwać wszelkie z Soplicą układy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choćby do pistoletów przyszło lub do szpady! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Honor każe». Rzekł, ruszył uroczystym krokiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Gerwazy szedł z tyłu w milczeniu głębokiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przed bramą stanął Hrabia, sam do siebie gadał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poglądając na zamek prędko na koń wsiadał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak samotną rozmowę kończąc roztargniony: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Szkoda, że ten Soplica stary nie ma żony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub córki pięknej, której ubóstwiałbym wdzięki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kochając i nie mogąc otrzymać jej ręki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nowa by się w powieści zrobiła zawiłość: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu serce, tam powinność — tu zemsta, tam miłość!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tak szepcąc spiął ostrogi; koń leciał do dworu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy z drugiej strony strzelcy wyjeżdżali z boru. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabia lubił myślistwo, ledwie strzelców zoczył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zapomniawszy o wszystkim, prosto ku nim skoczył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mijając bramę, ogród, płoty: gdy w zawrocie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obejrzał się, i konia zatrzymał przy płocie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był sad. — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Drzewa owocne, zasadzone w rzędy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ocieniały szerokie pole; spodem grzędy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu kapusta, sędziwe schylając łysiny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siedzi i zda się dumać o losach jarzyny; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam, plącząc stronki w marchwi zielonej warkoczu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wysmukły bób obraca na nią tysiąc oczu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Owdzie podnosi złotą kitę kukuruza; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzieniegdzie otyłego widać brzuch harbuza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który od swej łodygi aż w daleką stronę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtoczył się jak gość między buraki czerwone. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Grzędy rozcięte miedzą; na każdym przykopie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stoją jakby na straży w szeregach konopie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cyprysy jarzyn; ciche, proste i zielone, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ich liście i woń służą grzędom za obronę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo przez ich liście nie śmie przecisnąć się żmija, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ich woń gąsienice i owad zabija. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dalej maków białawe górują badyle; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na nich, myślisz, iż rojem usiadły motyle &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzepiotąc skrzydełkami, na których się mieni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z rozmaitością tęczy blask drogich kamieni: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylą farb żywych, różnych, mak źrenicę mami. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W środku kwiatów, jak pełnia pomiędzy gwiazdami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krągły słonecznik licem wielkim, gorejącem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od wschodu do zachodu kręci się za słońcem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Pod płotem wąskie, długie, wypukłe pagórki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bez drzew, krzewów i kwiatów: ogród na ogórki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pięknie wyrosły; liściem wielkim, rozłożystym, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Okryły grzędy jakby kobiercem fałdzistym. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pośrodku szła dziewczyna w bieliznę ubrana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W majowej zieloności tonąc po kolana; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z grzęd zniżając się w bruzdy, zdała się nie stąpać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale pływać po liściach, w ich barwie się kąpać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słomianym kapeluszem osłoniła głowę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od skroni powiewały dwie wstążki różowe &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I kilka puklów światłych, rozwitych warkoczy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na ręku miała koszyk, w dół spuściła oczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawą rękę podniosła niby do chwytania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako dziewczę, gdy rybki w kąpieli ugania &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bawiące się z jej nóżką, tak ona co chwila &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z rękami i koszykiem po owoc się schyla, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który stopą nadtrąci lub dostrzeże okiem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Pan Hrabia zachwycony tak cudnym widokiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stał cicho. Słysząc tętent towarzyszów w dali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ręką dał znak, ażeby wstrzymać konie; stali. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On patrzył z wyciągniętą szyją, jak dziobaty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żuraw z dala od stada gdy odprawia czaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stojąc na jednej nodze, z czujnymi oczyma, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I by nie zasnąć, kamień w drugiej nodze trzyma. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Zbudził Hrabiego szelest na plecach i skroni; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był to bernardyn, kwestarz Robak, a miał w dłoni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podniesione do góry węzłowate sznurki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Ogórków chcesz Waść — krzyknął — oto masz ogórki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wara, panie, od szkody; na tutejszej grzędzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie dla Waszeci owoc, nic z tego nie będzie». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem palcem pogroził, kaptura poprawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I odszedł. Hrabia jeszcze chwilę w miejscu bawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śmiejąc się i klnąc razem tej nagłej przeszkodzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Okiem powrócił w ogród, ale już w ogrodzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie było jej; mignęła tylko śród okienka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jej różowa wstążeczka i biała sukienka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widać na grzędach, jaką przeleciała drogą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo liść zielony, w biegu potrącony nogą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podnosił się, drżał chwilę, aż się uspokoił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak woda, którą ptaszek skrzydłami rozkroił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A na miejscu, gdzie stała, tylko porzucony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Koszyk mały z rokity, denkiem wywrócony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pogubiwszy owoce na liściach zawisał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wśród fali zielonej jeszcze się kołysał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Po chwili wszędzie było samotnie i głucho. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabia oczy w dom utkwił i natężył ucho; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawsze dumał, a strzelcy zawsze nieruchomie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za nim stali. Aż w cichym i samotnym domie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszczął się naprzód szmer, potem gwar i krzyk wesoły &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak w ulu pustym, kiedy weń wlatują pszczoły. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był to znak, że wracali goście z polowania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I krzątała się służba około śniadania.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jakoż po wszystkich izbach panował ruch wielki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Roznoszono potrawy, sztućce i butelki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mężczyźni tak jak weszli, w swych zielonych strojach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z talerzami, z szklankami, chodząc po pokojach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedli, pili lub wsparci na okien uszakach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozprawiali o flintach, chartach i szarakach. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podkomorstwo i Sędzia przy stole; a w kątku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panny szeptały z sobą. Nie było porządku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaki się przy obiadach i wieczerzach chowa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Była to w staropolskim domu moda nowa: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przy śniadaniach pan Sędzia, choć nierad, pozwalał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na taki nieporządek, lecz go nie pochwalał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Różne też były dla dam i mężczyzn potrawy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu roznoszono tace z całą służbą kawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tace ogromne, w kwiaty ślicznie malowane, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na nich kurzące wonnie imbryki blaszane &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z porcelany saskiej złote filiżanki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przy każdej garnuszeczek mały do śmietanki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Takiej kawy, jak w Polszcze, nie ma w żadnym kraju: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W Polszcze, w domu porządnym, z dawnego zwyczaju, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest do robienia kawy osobna niewiasta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nazywa się kawiarka; ta sprowadza z miasta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub z wicin bierze ziarna w najlepszym gatunku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zna tajne sposoby gotowania trunku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który ma czarność węgla, przejrzystość bursztynu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zapach moki i gęstość miodowego płynu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiadomo, czym dla kawy jest dobra śmietana; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na wsi nietrudno o nią: bo kawiarka z rana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przystawiwszy imbryki, odwiedza mleczarnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I sama lekko świeży nabiału kwiat garnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do każdej filiżanki w osobny garnuszek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby każdą z nich ubrać w osobny kożuszek. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Panie starsze, już wcześniej wstawszy, piły kawę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz drugą dla siebie zrobiły potrawę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z gorącego, śmietaną bielonego piwa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W którym twaróg gruzłami posiekany pływa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Zaś dla mężczyzn wędliny leżą do wyboru: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Półgęski tłuste, kumpie, skrzydliki ozoru, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystkie wyborne, wszystkie sposobem domowym &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uwędzone w kominie dymem jałowcowym; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W końcu wniesiono zrazy na ostatnie danie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Takie bywało w domu Sędziego śniadanie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;We dwóch izbach dwa różne skupiły się grona: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Starszyzna przy stoliku małym zgromadzona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówiła o sposobach nowych gospodarskich, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O nowych coraz sroższych ukazach cesarskich; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podkomorzy krążące o wojnie pogłoski &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oceniał i wyciągał polityczne wnioski. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panna Wojska, włożywszy okulary sine, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabawiała kabałą z kart Podkomorzynę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W drugiej izbie toczyła młodzież rzecz o łowach &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W spokojniejszych i cichszych niż zwykle rozmowach: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo Asesor i Rejent, oba mówcy wielcy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pierwsi znawcy myślistwa i najlepsi strzelcy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siedzieli przeciw sobie mrukliwi i gniewni. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oba dobrze poszczuli, oba byli pewni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwycięstwa swoich chartów: gdy pośród równiny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znalazł się zagon chłopskiej niezżętej jarzyny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam wpadł zając; już Kusy, już go Sokół imał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy Sędzia dojeżdżaczy na miedzy zatrzymał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Musieli być posłuszni, chociaż w wielkim gniewie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Psy powróciły same i nikt pewnie nie wie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy zwierz uszedł, czy wzięty; nikt zgadnąć nie zdoła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy wpadł w paszczę Kusego, czyli też Sokoła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyli obydwu razem: różnie sądzą strony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I spór na dalsze czasy trwał nierozstrzygniony. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wojski stary od izby do izby przechodził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po obu stronach oczy roztargnione wodził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie mieszał się w myśliwych ni w starców rozmowę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I widać, że czym innym zajętą miał głowę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nosił skórzaną plackę: czasem w miejscu stanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Duma długo i — muchę zabije na ścianie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tadeusz z Telimeną, pomiędzy izbami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stojąc we drzwiach na progu, rozmawiali sami. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niewielki oddzielał ich od słuchaczów przedział, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc szeptali. Tadeusz teraz się dowiedział: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że ciocia Telimena jest bogata pani, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że nie są kanonicznie z sobą powiązani &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbyt bliskim pokrewieństwem; i nawet niepewno, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy ciocia Telimena jest synowca krewną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć ją stryj zowie siostrą, bo wspólni rodzice &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak ich kiedyś nazwali mimo lat różnicę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że potem ona żyjąc w stolicy czas długi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyrządziła niezmierne Sędziemu usługi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stąd ją Sędzia szanował bardzo i przed światem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lubił, może z próżności, nazywać się bratem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czego mu Telimena przez przyjaźń nie wzbrania. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ulżyły Tadeusza sercu te wyznania. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiele też innych rzeczy sobie oświadczyli; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wszystko to się stało w jednej krótkiej chwili. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ale w izbie na prawo, kusząc Asesora, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł Rejent mimojazdem: «Ja mówiłem wczora, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że polowanie nasze udać się nie może: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze zbyt wcześnie, jeszcze na pniu stoi zboże &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I mnóstwo sznurów chłopskiej niezżętej jarzyny: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stąd i Hrabia nie przybył mimo zaprosiny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabia na polowaniu bardzo dobrze zna się, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieraz gadał o łowów i miejscu, i czasie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabia chował się w obcych krajach od dzieciństwa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I powiada, że to jest znakiem barbarzyństwa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Polować, tak jak u nas, bez żadnego względu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na artykuły ustaw, przepisy urzędu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie szanując niczyich kopców ani miedzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeździć po cudzym gruncie, bez dziedzica wiedzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiosną równie jak latem zbiegać pola, knieje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabijać nieraz lisa, właśnie gdy linieje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo cierpieć, iż kotną samicę zajęczą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Charty w runi uszczują, a raczej zamęczą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z wielką szkodą zwierzyny. Stąd się Hrabia żali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że cywilizacyja większa u Moskali; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo tam o polowaniu są ukazy cara &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dozór policyi, i na winnych kara». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Telimena ku lewej izbie obrócona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wachlując batystową chusteczką ramiona: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jak mamę kocham — rzekła — Hrabia się nie myli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znam ja dobrze Rosyją. Państwo nie wierzyli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy im nieraz mówiłam, jak tam z wielu względów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Godna pochwały czujność i srogość urzędów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byłam ja w Petersburku, nie raz, nie dwa razy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miłe wspomnienia! wdzięczne przeszłości obrazy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co za miasto! Nikt z panów nie był w Petersburku? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcecie może plan widzieć? Mam plan miasta w biurku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Latem świat petersburski zwykł mieszkać na daczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To jest w pałacach wiejskich (dacza wioskę znaczy). &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mieszkałam w pałacyku, tuż nad Newą rzeką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niezbyt blisko od miasta i niezbyt daleko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na niewielkim, umyślnie sypanym pagórku: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, co to był za domek! Plan mam dotąd w biurku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otóż, na me nieszczęście, najął dom w sąsiedztwie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakiś mały czynownik siedzący na śledztwie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzymał kilkoro chartów: co to za męczarnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy blisko mieszka mały czynownik i psiarnie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ilekroć z książką wyszłam sobie do ogrodu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Użyć księżyca blasku, wieczornego chłodu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaraz i pies przyleciał, i kręcił ogonem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I strzygł uszami, właśnie jakby był szalonym. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieraz się nalękałam. Serce mi wróżyło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z tych psów jakieś nieszczęście: tak się też zdarzyło. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo gdym szła do ogrodu pewnego poranka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chart u nóg mych zadławił mojego kochanka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bonończyka! Ach, była to rozkoszna psina, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miałam ją w podarunku od księcia Sukina &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na pamiątkę; rozumna, żywa jak wiewiórka: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mam jej portrecik, tylko nie chcę iść do biurka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widząc ją zadławioną, z wielkiej alteracji &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dostałam mdłości, spazmów, serca palpitacji. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może by gorzej jeszcze z moim zdrowiem było; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczęściem, nadjechał właśnie z wizytą Kiryło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gawrylicz Kozodusin, wielki łowczy dworu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pyta się o przyczynę tak złego humoru, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każe wnet urzędnika przyciągnąć za uszy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Staje pobladły, drżący i prawie bez duszy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;»Jak śmiesz — krzyknął Kiryło piorunowym głosem — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczuć wiosną łanię kotną tuż pod carskim nosem?« &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Osłupiały czynownik darmo się zaklinał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że polowania dotąd jeszcze nie zaczynał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że z wielkiego łowczego wielkim pozwoleniem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwierz uszczuty zda mu się być psem, nie jeleniem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;»Jak to? — krzyknął Kiryło — to śmiałbyś, hultaju, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znać się lepiej na łowach i zwierząt rodzaju &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niźli ja, Kozodusin, carski jegermajster? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechajże nas rozsądzi zaraz policmajster!« &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wołają policmajstra, każą spisać śledztwo. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;»Ja — rzecze Kozodusin — wydaję świadectwo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że to łania; on plecie, że to pies domowy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozsądź nas, kto zna lepiej zwierzynę i łowy!« &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Policmajster powinność służby swej rozumiał: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bardzo się nad zuchwalstwem czynownika zdumiał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I odwiódłszy na stronę po bratersku radził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;By przyznał się do winy i tym grzech swój zgładził. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łowczy udobruchany przyrzekł, że się wstawi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do cesarza i wyrok nieco ułaskawi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skończyło się, że charty poszły na powrozy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A czynownik na cztery tygodnie do kozy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabawiła nas cały wieczór ta pustota; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zrobiła się nazajutrz z tego anegdota, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że w sądy o mym piesku wielki łowczy wdał się: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nawet wiem z pewnością, że sam cesarz śmiał się». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Śmiech powstał w obu izbach. Sędzia z bernardynem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grał w mariasza i właśnie z wyświeconym winem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miał coś ważnego zadać: już ksiądz ledwo dyszał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy Sędzia początek powieści posłyszał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tak nią był zajęty, że z zadartą głową, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z kartą podniesioną, do bicia gotową, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siedział cicho i tylko bernardyna trwożył. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż gdy skończono powieść, pamfila położył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rzekł śmiejąc się: «Niech tam sobie kto chce chwali &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niemców cywilizcją, porządek Moskali; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj Wielkopolanie uczą się od Szwabów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawować się o lisa i przyzywać drabów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;By wziąć w areszt ogara, że wpadł w cudze gaje: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na Litwie, chwała Bogu, stare obyczaje. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mamy dosyć zwierzyny dla nas i sąsiedztwa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nie będziemy nigdy o to robić śledztwa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zboża mamy dosyć, psy nas nie ogłodzą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że po jarzynach albo po życie pochodzą: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na morgach chłopskich bronię robić polowanie». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ekonom z lewej izby rzekł: «Nie dziw, mospanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo też pan tak drogo płaci za taką zwierzynę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chłopy i radzi temu, kiedy w ich jarzynę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wskoczy chart; niech otrząśnie dziesięć kłosów żyta: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To pan mu kopę oddasz i jeszcze nie kwita: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Często chłopi talara w przydatku dostali. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wierz mi pan, że się chłopstwo bardzo rozzuchwali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli...» — Reszty dowodów pana Ekonoma &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie mógł usłyszeć Sędzia; bo pomiędzy dwoma &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozprawami, wszczęło się dziesięć rozgoworów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Anegdot, opowiadań i na koniec sporów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tadeusz z Telimeną, całkiem zapomniani, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pamiętali o sobie. Rada była pani, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że jej dowcip tak bardzo Tadeusza bawił; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Młodzieniec jej nawzajem komplementy prawił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Telimena mówiła coraz wolniej, ciszéj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I Tadeusz udawał, że jej nie dosłyszy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W tłumie rozmów: więc szepcąc tak zbliżył się do niéj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że uczuł twarzą lubą gorącość jej skroni; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wstrzymując oddech, usty chwytał jej westchnienie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I okiem łowił wszystkie jej wzroku promienie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wtem pomiędzy ich usta mignęła znienacka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Naprzód mucha, a za nią tuż Wojskiego placka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Na Litwie much dostatek. Jest pomiędzy nimi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gatunek much osobny, zwanych szlacheckimi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Barwą i kształtem całkiem podobne do innych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale pierś mają szerszą, brzuch większy od gminnych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Latając bardzo huczą i nieznośnie brzęczą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A tak silne, że tkankę przebiją pajęczą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub jeśli która wpadnie, trzy dni będzie bzykać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo z pająkiem sam na sam może się borykać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko to Wojski zbadał i jeszcze dowodził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że się z tych much szlacheckich pomniejszy lud rodził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że one tym są muchom, czym dla roju matki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że z ich wybiciem zginą owadów ostatki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawda, że ochmistrzyni ani pleban wioski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie uwierzyli nigdy w te Wojskiego wnioski &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I trzymali inaczej o muszym rodzaju; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz Wojski nie odstąpił dawnego zwyczaju: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ledwo dostrzegł takową muchę, wnet ją gonił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Właśnie mu teraz szlachcic nad uchem zadzwonił; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po dwakroć Wojski machnął, zdziwił się, że chybił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeci raz machnął, tylko co okna nie wybił; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż mucha, odurzona od tyla łoskotu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widząc dwóch ludzi w progu broniących odwrotu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzuciła się z rozpaczą pomiędzy ich lica; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tam za nią mignęła Wojskiego prawica. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Raz tak był tęgi, że dwie odskoczyły głowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak rozdarte piorunem dwie drzewa połowy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uderzyły się mocno oboje w uszaki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak, że obojgu sine zostały się znaki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Szczęściem, nikt nie uważał; bo dotychczasowa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żywa, głośna, lecz dosyć porządna rozmowa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zakończyła się nagłym wybuchem hałasu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak strzelcy, gdy na lisa zaciągną do lasu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słychać gdzieniegdzie trzask drzew, strzały, psiarni granie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wtem dojeżdżacz dzika ruszył niespodzianie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dał znak i wrzask powstaje w strzelców i psów tłuszczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gdyby się ozwały wszystkie drzewa puszczy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak dzieje się z rozmową. Z wolna się pomyka: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż natrafi na przedmiot wielki, jak na dzika. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzikiem rozmów strzeleckich, był ów spór zażarty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rejenta z Asesorem o sławne ich charty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krótko trwał, lecz zrobili wiele w jedną chwilę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo razem wyrzucili słów i obelg tyle, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że wyczerpnęli sporu zwyczajne trzy części, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przycinki, gniew, wyzwanie — i szło już do pięści. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Więc ku nim z drugiej izby wszyscy się porwali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tocząc się przeze drzwi na kształt bystrej fali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Unieśli młodą parę stojącą na progu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podobną Janusowi, dwulicemu bogu.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tadeusz z Telimeną nim na skroniach włosy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poprawili, już groźne ucichły odgłosy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szmer zmieszany ze śmiechem śród ciżby się szerzył; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nastąpił rozejm kłótni, kwestarz ją uśmierzył: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Człowiek stary, lecz krępy i bardzo pleczysty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Właśnie kiedy Asesor podbiegł do jurysty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy już sobie gestami grozili szermierze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On raptem porwał obu z tyłu za kołnierze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dwakroć uderzywszy głowy obie mocne &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedną o drugą, jako jaja wielkanocne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozkrzyżował ramiona na kształt drogowskazu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I we dwa kąty izby rzucił ich od razu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chwilę z rozciągnionymi stał w miejscu rękami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I «&lt;em class="foreign-word"&gt;Pax, pax, pax vobiscum&lt;/em&gt; — krzyczał — pokój z wami!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Zdziwiły się, zaśmiały nawet strony obie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przez szacunek, należny duchownej osobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie śmiano łajać mnicha; a po takiej probie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nikt też nie miał ochoty zaczynać z nim zwadę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaś kwestarz Robak, skoro uciszył gromadę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widać było, że wcale tryumfu nie szukał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani groził kłótnikom więcej, ani fukał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko poprawił kaptur, i ręce za pasem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zatknąwszy, wyszedł cicho z pokoju. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tymczasem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podkomorzy i Sędzia między dwiema strony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Plac zajęli. Pan Wojski, jakby przebudzony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z głębokiego dumania, w środku się postawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wąsy siwe pokręcił, kapoty poprawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Iskrzyły mu się oczy (zawżdy postrzegano &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten blask niezwykły, kiedy o łowach gadano), &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obiegał zgromadzenie ognistą źrenicą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I gdzie szmer jeszcze słyszał, jak ksiądz kropielnicą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam uciszając machał swą placką ze skóry; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wreszcie podniósłszy trzonek z powagą do góry, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak laskę marszałkowską, nakazał milczenie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Uciszcie się! — powtarzał — miejcie też baczenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wy, co jesteście pierwsi myśliwi w powiecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z gorszącej kłótni waszej co będzie? czy wiecie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oto młodzież, na której Ojczyzny nadzieje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Która ma wsławiać nasze ostępy i knieje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Która niestety, i tak zaniedbuje łowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może do ich wzgardzenia weźmie pochop nowy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widząc, że ci, co innym mają dać przykłady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z łowów przynoszą tylko poswarki i zwady! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miejcie też wzgląd powinny dla mych włosów siwych; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo znałem większych dawniej niźli wy myśliwych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A sądziłem ich nieraz sądem polubownym. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż był w lasach litewskich Rejtanowi równym? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy obławę zaciągnąć, czy spotkać się z zwierzem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto z Białopiotrowiczem porówna się Jerzym? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie jest dziś taki strzelec jak szlachcic Żegota, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co kulą z pistoletu w biegu trafiał kota? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Terajewicza znałem, co idąc na dziki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie brał nigdy innego oręża prócz piki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Budrewicza, co chodził z niedźwiedziem w zapasy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Takich mężów widziały niegdyś nasze lasy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli do sporu przyszło, jakże spór godzili? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oto obrali sędziów i zakład stawili. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ogiński sto włók lasu raz przegrał o wilka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niesiołowskiemu borsuk kosztował wsi kilka! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wy, panowie, pójdźcie za starych przykładem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rozstrzygnijcie spór wasz choć mniejszym zakładem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słowo wiatr, w sporach słownych nigdy nie masz końca; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szkoda ust dłużej suszyć kłótnią o zająca. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc polubownych sędziów najpierwej obierzcie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A co wyrzekną, temu sumiennie zawierzcie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja uproszę Sędziego, ażeby nie bronił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dojeżdżaczowi, choćby po pszenicy gonił; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tuszę, że tę łaskę otrzymam od pana». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To wyrzekłszy, Sędziego ścisnął za kolana. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Konia — zawołał Rejent — stawię konia z rzędem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I opiszę się jeszcze przed ziemskim urzędem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Iż ten pierścień Sędziemu w salarijum złożę». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Ja — rzekł Asesor — stawię me złote obroże, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaszczurem wykładane, z kółkami ze złota, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I smycz tkany jedwabny, którego robota &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Równie cudna jak kamień, co się na nim świeci. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciałem ten sprzęt zostawić w dziedzictwie dla dzieci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeślibym się ożenił: ten sprzęt mnie darował &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Książę Dominik, kiedym z nim razem polował &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z marszałkiem Sanguszką księciem, z jenerałem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mejenem, i gdy wszystkich na charty wyzwałem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam, bezprzykładną w dziejach polowania sztuką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uszczułem sześć zajęcy pojedynczą suką. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Polowaliśmy wtenczas na Kupiskim błoniu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Książę Radziwiłł nie mógł dosiedzieć na koniu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zsiadł i, objąwszy sławną mą charcicę Kanię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzykroć jej w samą głowę dał pocałowanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A potem trzykroć ręką klasnąwszy po pysku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł: »Mianuję cię odtąd księżną na Kupisku«. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak Napoleon daje wodzom swoim księstwa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od miejsc, na których wielkie odnieśli zwycięstwa». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Telimena, znudzona zbyt długimi swary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciała wyjść na dziedziniec, lecz szukała pary; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzięła koszyczek z kołka: «Panowie, jak widzę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcecie zostać w pokoju, ja idę na rydze; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto łaska, proszę za mną» — rzekła, koło głowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obwijając czerwony szal kaszemirowy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Córeczkę Podkomorstwa wzięła w jedną rękę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A drugą podchyliła do kostek sukienkę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusz milczkiem za nią na grzyby pośpieszył. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Zamiar przechadzki bardzo Sędziego ucieszył; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widział sposób rozjęcia krzykliwego sporu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A więc krzyknął: «Panowie, po grzyby do boru! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto z najpiękniejszym rydzem do stołu przybędzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten obok najpiękniejszej panienki usiędzie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sam ją sobie wybierze. Jeśli znajdzie dama, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Najpiękniejszego chłopca weźmie sobie sama». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/pan-tadeusz/"&gt;Adam Mickiewicz, „Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Księga trzecia</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/03/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/03/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;Księga trzecia&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3"&gt;Umizgi&lt;/h2&gt;
&lt;div class="note"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wyprawa Hrabiego na sad — Tajemnicza nimfa gęsi pasie — Podobieństwo grzybobrania do przechadzki cieniów elizejskich — Gatunki grzybów — Telimena w świątyni dumania — Narady tyczące się postanowienia Tadeusza — Hrabia pejzażysta — Tadeusza uwagi malarskie nad drzewami i obłokami — Hrabiego myśl o sztuce — Dzwon — Bilecik — Niedźwiedź, mospanie!&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Hrabia wracał do siebie; lecz konia wstrzymywał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głową coraz w tył kręcił, w ogród się wpatrywał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I raz mu się zdawało, że znowu z okienka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błysnęła tajemnicza, bieluchna sukienka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I coś lekkiego znowu upadło z wysoka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I przeleciawszy cały ogród w mgnieniu oka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pomiędzy zielonymi świeciło ogórki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako promień słoneczny, wykradłszy się z chmurki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy śród roli padnie na krzemienia skibę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub śród zielonej łąki w drobną wody szybę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Hrabia zsiadł z konia, sługi odprawił do domu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A sam ku ogrodowi ruszył po kryjomu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobiegł wkrótce parkanu, znalazł w nim otwory &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wcisnął się po cichu, jak wilk do obory. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieszczęściem, trącił krzaki suchego agrestu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ogrodniczka, jak gdyby zlękła się szelestu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oglądała się wkoło, lecz nic nie spostrzegła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przecież ku drugiej stronie ogrodu pobiegła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Hrabia bokiem, między wielkie końskie szczawie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Między liście łopuchu, na rękach, po trawie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skacząc jak żaba, cicho przyczołgał się blisko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wytknął głowę i ujrzał cudne widowisko. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;W tej części sadu rosły tu i ówdzie wiśnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śród nich zboże w gatunkach zmieszanych umyślnie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pszenica, kukuruza, bób, jęczmień wąsaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Proso, groszek, a nawet krzewiny i kwiaty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Domowemu to ptactwu taki ochmistrzyni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wymyśliła ogródek: sławna gospodyni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwała się Kokosznicka, z domu Jendykowi- &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;czówna. Jej wynalazek epokę stanowi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W domowym gospodarstwie; dziś powszechnie znany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz w owych czasach jeszcze za nowość podany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjęty pod sekretem od niewielu osób, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim go wydał kalendarz, pod tytułem: &lt;em class="book-title"&gt;Sposób&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="book-title"&gt;Na jastrzębie i kanie, albo nowy środek&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="book-title"&gt;Wychowywania drobiu&lt;/em&gt; — był to ów ogrodek. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jakoż, zaledwie kogut, co odprawia warty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stanie i nieruchomie dzierżąc dziób zadarty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I głowę grzebieniastą pochyliwszy bokiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby tym łacniej w niebo mógł celować okiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dostrzeże wiszącego jastrzębia śród chmury, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzyknie: zaraz w ten ogród chowają się kury, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nawet gęsi i pawie, i w nagłym przestrachu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gołębie, gdy nie mogą schronić się na dachu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Teraz w niebie żadnego nie widziano wroga; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko skwarzyła słońca letniego pożoga. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od niej ptaki w zbożowym ukryły się lasku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tamte leżą w murawie, te kąpią się w piasku. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Śród ptaszych głów sterczały główki ludzkie małe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odkryte; włosy na nich krótkie, jak len białe; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szyje nagie do ramion; a pomiędzy nimi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziewczyna głową wyższa, z włosami dłuższymi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tuż za dziećmi paw siedział i piór swych obręcze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szeroko rozprzestrzenił w różnofarbną tęczę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na której główki białe, jak na tle obrazku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzucone w ciemny błękit, nabierały blasku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obrysowane wkoło kręgiem pawich oczu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak wiankiem gwiazd, świeciły w zbożu jak w przezroczu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pomiędzy kukuruzy złocistymi laski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I angielską trawicą posrebrzaną w paski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I szczyrem koralowym, i zielonym ślazem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Których kształty i barwy mieszały się razem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niby krata ze srebra i złota pleciona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A powiewna od wiatru jak lekka zasłona. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Nad gęstwą różnofarbnych kłosów i badylów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wisiała jak baldachim jasna mgła motylów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwanych babkami, których poczwórne skrzydełka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lekkie jak pajęczyna, przejrzyste jak szkiełka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy w powietrzu zawisną, zaledwo widome, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I chociaż brzęczą, myślisz, że są nieruchome. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Dziewczyna powiewała podniesioną w ręku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szarą kitką, podobną do piór strusich pęku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nią zdała się oganiać główki niemowlęce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od złotego motylów deszczu. W drugiej ręce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coś u niej rogatego, złocistego świeci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdaje się, że naczynie do karmienia dzieci: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo je zbliżała dzieciom do ust po kolei; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miało zaś kształt złotego rogu Amaltei. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tak zatrudniona, przecież obracała głowę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na pamiętne szelestem krzaki agrestowe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wiedząc, że napastnik już z przeciwnej strony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przybliżył się, czołgając jak wąż przez zagony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż wyskoczył z łopuchu. Spojrzała — stał blisko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O cztery grzędy od niej, i kłaniał się nisko. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już głowę odwróciła i wzniosła ramiona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zrywała się lecieć jak kraska spłoszona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I już lekkie jej stopy wionęły nad liściem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy dzieci, przelękłe podróżnego wniściem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ucieczką dziewczyny, wrzasnęły okropnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Posłyszała, uczuła, że jest nieroztropnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziatwę małą, przelękłą i samą porzucić: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wracała, wstrzymując się, lecz musiała wrócić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak niechętny duch, wróżka przyzwany zaklęciem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przybiegła z najkrzykliwszym bawić się dziecięciem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siadła przy nim na ziemi, wzięła je na łono; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drugie głaskała ręką i mową pieszczoną; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż się uspokoiły, objąwszy w rączęta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jej kolana i tuląc główki jak pisklęta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;pod skrzydło matki. Ona rzekła: «Czy to pięknie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak krzyczeć? Czy to grzecznie? Ten pan się zalęknie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten pan nie przyszedł straszyć; to nie dziad szkaradny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To gość, dobry pan, patrzcie tylko jaki ładny». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Sama spojrzała: Hrabia uśmiechnął się mile, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I widocznie był wdzięczny jej za pochwał tyle; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Postrzegła się, umilkła, oczy opuściła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I jako róży pączek cała się spłoniła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;W istocie był to piękny pan: słusznej urody, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twarz miał pociągłą, blade lecz świeże jagody, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oczy modre, łagodne, włos długi, białawy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na włosach listki ziela i kosmyki trawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które Hrabia oberwał pełznąc przez zagony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zieleniły się jako wieniec rozpleciony. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«O ty — rzekł — jakimkolwiek uczczę cię imieniem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bóstwem jesteś czy nimfą, duchem czy widzeniem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mów: własna li cię wola na ziemię sprowadza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obca li więzi ciebie na padole władza? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, domyślam się, — pewnie wzgardzony miłośnik, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaki pan możny, albo opiekun zazdrośnik, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W tym cię parku zamkowym jak zaklętą strzeże! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Godna, by o cię bronią walczyli rycerze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byś została romansów heroiną smutnych! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odkryj mi, piękna, tajnie twych losów okrutnych! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znajdziesz wybawiciela. Odtąd twym skinieniem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak rządzisz sercem moim, tak rządź mym ramieniem». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyciągnął ramię. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ona z rumieńcem dziewiczym, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale z rozweselonym słuchała obliczem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak dziecię lubi widzieć obrazki jaskrawe &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I w liczmanach błyszczących znajduje zabawę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim rozezna ich wartość: tak się słuch jej pieści &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z dźwięcznymi słowy, których nie pojęła treści. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec zapytała: «Skąd tu pan przychodzi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I czego tu po grzędach szuka pan dobrodziéj?» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Hrabia oczy roztworzył. Zmieszany, zdziwiony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Milczał; wreszcie, zniżając swej rozmowy tony: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Przepraszam — rzekł — panienko! Widzę, żem pomieszał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabawy! Ach, przepraszam: jam właśnie pośpieszał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na śniadanie: już późno, chciałem na czas zdążyć; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panienka wie, że drogą trzeba wkoło krążyć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przez ogród zdaje mi się jest do dworu prościéj». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziewczyna rzekła: «Tędy droga jegomości; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko grząd psuć nie trzeba. Tam, między murawą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ścieżka». — «W lewo — zapytał Hrabia — czy na prawo?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ogrodniczka, podniósłszy błękitne oczęta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdawała się go badać ciekawością zdjęta: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo dom o tysiąc kroków widny jak na dłoni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Hrabia drogi pyta? Ale Hrabia do niéj &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciał koniecznie coś mówić i szukał powodu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozmowy: «Panna mieszka tu? blisko ogrodu? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy na wsi? Jak to było, żem panny we dworze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie widział? czy niedawno tu? przyjezdna może?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziewczę wstrząsnęło głową. — «Przepraszam, panienko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy nie tam pokój panny, gdzie owe okienko?» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Myślił zaś w duchu: jeśli nie jest heroiną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Romansów, jest młodziuchną, prześliczną dziewczyną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbyt często wielka dusza, myśl wielka ukryta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W samotności, jak róża śród lasów rozkwita; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dosyć ją wynieść na świat, postawić przed słońcem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby widzów zdziwiła jasnych barw tysiącem!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ogrodniczka tymczasem powstała w milczeniu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podniosła jedno dziecię zwisłe na ramieniu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drugie wzięła za rękę, a kilkoro przodem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaganiając jak gąski, szła dalej ogrodem.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Odwróciwszy się rzekła: «Czy też pan nie może &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozbiegłe moje ptastwo wpędzić nazad w zboże?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Ja, ptastwo pędzać?» krzyknął Hrabia z zadziwieniem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ona tymczasem znikła, zakryta drzew cieniem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chwilę jeszcze z szpaleru, przez majowe zwoje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeświecało coś na wskroś jakby oczu dwoje. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Samotny Hrabia długo jeszcze stał w ogrodzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dusza jego, jak ziemia po słońca zachodzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ostygała powoli, barwy brała ciemne; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaczął marzyć, lecz sny miał bardzo nieprzyjemne. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbudził się, sam nie wiedząc, na kogo się gniewał: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niestety, mało znalazł! nadto się spodziewał! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo gdy zagonem pełzał ku owej pasterce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Paliło mu się w głowie, skakało w nim serce; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyle wdzięków w tajemnej nimfie upatrywał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W tyle ją cudów ubrał, tyle odgadywał! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko znalazł inaczej: prawda, że twarz ładną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kibić miała wysmukłą, ale jak nieskładną! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A owa pulchność liców i rumieńca żywość, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Malująca zbyteczną, prostacką szczęśliwość! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znak, że myśl jeszcze drzemie, że serce nieczynne! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I owe odpowiedzi, tak wiejskie, tak gminne! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Po cóż się łudzić — krzyknął — zgaduję po czasie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moja nimfa tajemna pono gęsi pasie!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Z nimfy zniknieniem, całe czarowne przezrocze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmieniło się. Te wstęgi, te kraty urocze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złote, srebrne: niestety! więc to była słoma?
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Hrabia z załamanymi poglądał rękoma &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na snopek uwiązanej trawami mietlicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którą brał za pęk strusich piór w ręku dziewicy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie zapomniał naczynia: złocista konewka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ów rożek Amaltei, była to marchewka! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widział ją w ustach dziecka pożeraną chciwie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc było po uroku! po czarach! po dziwie!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tak chłopiec, kiedy ujrzy cykoryi kwiaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wabiące dłoń miękkimi, lekkimi bławaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chce je pieścić, zbliża się, dmuchnie: i z podmuchem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cały kwiat na powietrzu rozleci się puchem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A w ręku widzi tylko badacz zbyt ciekawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nagą łodygę szarozielonawej trawy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Hrabia wcisnął na oczy kapelusz i wracał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tamtędy, kędy przyszedł; ale drogę skracał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stąpając po jarzynach, kwiatach i agreście, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż, przeskoczywszy parkan, odetchnął nareście! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przypomniał, że dziewczynie mówił o śniadaniu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może już wszyscy wiedzą o jego spotkaniu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W ogrodzie, blisko domu? może szukać wyślą? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Postrzegli, że uciekał? kto wie, co pomyślą? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc wypadało wrócić. Chyląc się u płotów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Około miedz i zielska, po tysiącach zwrotów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rad był przecież, że wyszedł w końcu na gościniec, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który prosto prowadził na dworski dziedziniec. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szedł przy płocie, a głowę odwracał od sadu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak złodziej od spichlerza, aby nie dać śladu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że go myśli nawiedzić albo już nawiedził: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak Hrabia był ostrożny, choć go nikt nie śledził; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzył w stronę przeciwną ogrodu, na prawo.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Był gaj z rzadka zarosły, wysłany murawą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po jej kobiercach, na wskroś białych pniów brzozowych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod namiotem obwisłych gałęzi majowych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Snuło się mnóstwo kształtów, których dziwne ruchy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niby tańce, i dziwny ubiór: istne duchy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błądzące po księżycu. Tamci w czarnych, ciasnych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ci w długich, rozpuszczonych szatach jak śnieg jasnych; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tamten pod kapeluszem jak obręcz szerokim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten z gołą głową; inni jak gdyby obłokiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obwiani, idąc, na wiatr puszczają zasłony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciągnące się za głową, jak komet ogony. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każdy w innej postawie: ten przyrósł do ziemi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko oczyma kręci na dół spuszczonemi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ów, patrząc wprost przed siebie, niby senny kroczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak po linie, ni w prawo, ni w lewo nie zboczy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszyscy zaś ciągle w różne schylają się strony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż do ziemi, jak gdyby wybijać pokłony. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeżeli się przybliżą albo się spotkają, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani mówią do siebie, ani się witają, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głęboko zadumani, w sobie pogrążeni. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabia widział w nich obraz elizejskich cieni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które, chociaż boleściom, troskom niedostępne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błąkają się spokojne, ciche, lecz posępne.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Któż by zgadnął, że owi tak mało ruchomi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Owi milczący ludzie — są nasi znajomi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędziowscy towarzysze? Z hucznego śniadania &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyszli na uroczysty obrzęd grzybobrania. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako ludzie rozsądni, umieją miarkować &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mowy i ruchy swoje, aby je stosować &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W każdej okoliczności do miejsca i czasu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dlatego, nim ruszyli za Sędzią do lasu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzięli postawy tudzież ubiory odmienne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Służące do przechadzki opończe płócienne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którymi osłaniają po wierzchu kontusze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A na głowy słomiane wdziali kapelusze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stąd biali wyglądają jak czyśćcowe dusze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Młodzież także przebrana, oprócz Telimeny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I kilku po francusku chodzących. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tej sceny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabia nie pojął; nie znał wiejskiego zwyczaju: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc zdziwiony niezmiernie biegł pędem do gaju. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grzybów było w bród. Chłopcy biorą krasnolice, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyle w pieśniach litewskich sławione &lt;em class="author-emphasis"&gt;lisice&lt;/em&gt;, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co są godłem panieństwa: bo czerw ich nie zjada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dziwna, żaden owad na nich nie usiada. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panienki za wysmukłym gonią &lt;em class="author-emphasis"&gt;borowikiem&lt;/em&gt;, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którego pieśń nazywa grzybów pułkownikiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszyscy dybią na &lt;em class="author-emphasis"&gt;rydza&lt;/em&gt;; ten wzrostem skromniejszy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I mniej sławny w piosenkach, za to najsmaczniejszy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy świeży, czy solony, czy jesiennej pory, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy zimą. Ale Wojski zbierał &lt;em class="author-emphasis"&gt;muchomory&lt;/em&gt;.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Inne pospólstwo grzybów, pogardzone w braku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dla szkodliwości albo niedobrego smaku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz nie są bez użytku: one zwierza pasą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I gniazdem są owadów i gajów okrasą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na zielonym obrusie łąk, jako szeregi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Naczyń stołowych sterczą: tu z krągłymi brzegi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Surojadki&lt;/em&gt; srebrzyste, żółte i czerwone, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niby czareczki różnym winem napełnione; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Koźlak&lt;/em&gt;, jak przewrócone kubka dno wypukłe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Lejki&lt;/em&gt;, jako szampańskie kieliszki wysmukłe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Bielaki&lt;/em&gt; krągłe, białe, szerokie i płaskie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakby mlekiem nalane filiżanki saskie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I kulista, czarniawym pyłkiem napełniona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Purchawka&lt;/em&gt;, jak pieprzniczka; zaś innych imiona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znane tylko w zajęczym lub wilczym języku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od ludzi nieochrzczone; a jest ich bez liku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ni wilczych, ni zajęczych nikt dotknąć nie raczy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kto schyla się ku nim, gdy błąd swój obaczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zagniewany, grzyb złamie albo nogą kopnie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak szpecąc trawę, czyni bardzo nieroztropnie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Telimena ni wilczych, ni ludzkich nie zbiera. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Roztargniona, znudzona, dokoła spoziera, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z głową w górę zadartą. Więc pan Rejent w gniewie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówił o niej, że grzybów szukała na drzewie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Asesor ją złośliwiej równał do samicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Która miejsca na gniazdo szuka w okolicy.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jakoż zdała się szukać samotności, ciszy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oddalała się z wolna od swych towarzyszy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I szła lasem na wzgórek pochyło wyniosły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ocieniony, bo drzewa gęściej na nim rosły. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W środku szarzał się kamień; strumień spod kamienia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szumiał, tryskał i zaraz, jakby szukał cienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chował się między gęste i wysokie zioła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które wodą pojone bujały dokoła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam ów bystry swawolnik, spowijany w trawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I liściem podesłany, bez ruchu, bez wrzawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niewidzialny i ledwie dosłyszany szepce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako dziecię krzykliwe złożone w kolebce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy matka nad nim zwiąże firanki majowe &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I liścia makowego nasypie pod głowę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miejsce piękne i ciche: tu się często schrania &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Telimena, zowiąc je &lt;em class="author-emphasis"&gt;Świątynią dumania&lt;/em&gt;.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Stanąwszy nad strumieniem, rzuciła na trawnik &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z ramion swój szal powiewny, czerwony jak krwawnik; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I podobna pływaczce, która do kąpieli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zimnej schyla się, nim się zanurzyć ośmieli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Klęknęła i powoli chyliła się bokiem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wreszcie, jakby porwana koralu potokiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Upadła nań i cała wzdłuż się rozpostarła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łokcie na trawie, skronie na dłoniach oparła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z głową na dół skłonioną; na dole u głowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błysnął francuskiej książki papier welinowy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nad alabastrowymi stronicami księgi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiły się czarne pukle i różowe wstęgi.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;W szmaragdzie bujnych traw, na krwawnikowym szalu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W sukni długiej, jak gdyby w powłoce koralu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od której odbijał się włos z jednego końca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z drugiego czarny trzewik; po bokach błyszcząca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śnieżną pończoszką, chustką, białością rąk, lica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wydawała się z dala jak pstra gąsienica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy wpełźnie na zielony liść klonu.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Niestety! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystkie tego obrazu wdzięki i zalety &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Darmo czekały znawców, nikt nie zważał na nie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak mocno zajmowało wszystkich grzybobranie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusz przecież zważał i w bok strzelał okiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nie śmiejąc iść prosto, przysuwał się bokiem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak strzelec, gdy w ruchomej gałęzistej szopie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Usiadłszy na dwóch kołach, podjeżdża na dropie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo na siewki idąc, przy koniu się kryje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Strzelbę złoży na siodle lub pod końską szyję, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niby to bronę włóczy, niby jedzie miedzą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A coraz się przybliża, kędy ptaki siedzą: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak skradał się Tadeusz.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Sędzia czaty zmieszał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I przeciąwszy mu drogę, do źródła pośpieszał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z wiatrem igrały białe poły sarafana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wielka chustka w pasie końcem uwiązana; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słomiany, podwiązany kapelusz od ruchu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nagłego chwiał się z wiatrem jako liść łopuchu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spadając to na barki, to znowu na oczy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W ręku ogromna laska: tak pan Sędzia kroczy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Schyliwszy się i ręce obmywszy w strumieniu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Usiadł przed Telimeną na wielkim kamieniu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I, wsparłszy się oburącz na gałkę słoniową &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzciny ogromnej, z taką ozwał się przemową: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Widzi aśćka, od czasu jak tu u nas gości &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeuszek, niemało mam niespokojności. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jestem bezdzietny, stary; ten dobry chłopczyna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak to moja na świecie pociecha jedyna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyszły dziedzic fortunki mojej. Z łaski nieba, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zostawię mu kęs niezły szlacheckiego chleba; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już mu też czas obmyśleć los, postanowienie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale zważaj no, aśćka, moje utrapienie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiesz, że pan Jacek, brat mój, Tadeusza ociec, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziwny człowiek, zamiarów jego trudno dociec, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie chce wracać do kraju, Bóg wie gdzie się kryje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nawet nie chce synowi oznajmić, że żyje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ciągle nim zarządza. Naprzód w legijony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciał go posyłać; byłem okropnie zmartwiony. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem zgodził się przecie, by w domu pozostał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I żeby się ożenił. Jużbyć żony dostał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Partyję upatrzyłem. Nikt z obywateli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wyrówna z imienia ani z parenteli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podkomorzemu; jego starsza córka Anna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest na wydaniu, piękna i posażna panna; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciałem zagaić». Na to Telimena zbladła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złożyła książkę, wstała nieco i usiadła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Jak mamę kocham — rzekła — czy to, panie bracie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest w tym sens jaki, czy wy Boga w sercu macie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To myślisz Tadeusza zostać dobrodziejem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli młodego chłopca zrobisz grykosiejem? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Świat mu zawiążesz! wierz mi, kląć was kiedyś będzie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zakopać taki talent w lasach i na grzędzie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wierz mi, ile poznałam, pojętne to dziecię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Warto, żeby na wielkim przetarło się świecie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrze brat zrobi, gdy go do stolicy wyśle, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na przykład do Warszawy? Lub wie brat, co myślę... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeby do Peterburka? Ja pewnie tej zimy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pojadę tam dla sprawy; razem ułożymy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co zrobić z Tadeuszem. Znam tam wiele osób, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mam wpływy: to najlepszy kreacyi sposób. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za mą pomocą, znajdzie wstęp w najpierwsze domy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kiedy będzie ważnym osobom znajomy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dostanie urząd, order; wtenczas niech porzuci &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Służbę, jeżeli zechce, niech do domu wróci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mając już i znaczenie, i znajomość świata. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I cóż brat myśli o tym?» — «Jużci, w młode lata — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł Sędzia — nieźle chłopcu trochę się przewietrzyć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obejrzeć się na świecie, między ludźmi przetrzéć; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja za młodu niemało świata objechałem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byłem w Piotrkowie, w Dubnie, to za trybunałem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jadąc jako palestrant, to własne swe sprawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Forytując, jeździłem nawet do Warszawy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Człek niemało skorzystał! Chciałbym i synowca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wysłać pomiędzy ludzi, prosto jak wędrowca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak czeladnika, który terminuje lata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ażeby nabył trochę znajomości świata. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie dla rang ni orderów! Proszę uniżenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ranga moskiewska, order: cóż to za znaczenie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któryż to z dawnych panów, ba, nawet dzisiejszych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Między szlachtą w powiecie nieco zamożniejszych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dba o podobne fraszki? Przecież są w estymie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U ludzi; bo szanujem w nich ród, dobre imię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo urząd, lecz ziemski, przyznany wyborem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obywatelskim, nie zaś czyimś tam faworem». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Telimena przerwała: «Jeśli brat tak myśli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tym lepiej, więc go jako wojażera wyślij». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Widzi siostra — rzekł Sędzia, skrobiąc smutnie głowę — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciałbym bardzo: cóż, kiedy mam trudności nowe! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan Jacek nie wypuszcza z opieki swej syna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I przysłał mi tu właśnie na kark bernardyna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Robaka, który przybył z tamtej strony Wisły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjaciel brata, wszystkie wie jego zamysły; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A więc o Tadeusza już wyrzekli losie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I chcą, by się ożenił, aby pojął Zosię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wychowankę waćpani. Oboje dostaną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oprócz fortunki mojej, z łaski Jacka wiano &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W kapitałach; wiesz aśćka, że ma kapitały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z łaski jego mam też fundusz prawie cały: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ma więc prawo rozrządzać... aśćka pomyśl o tem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeby się to zrobiło najmniejszym kłopotem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeba ich z sobą poznać. Prawda, bardzo młodzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczególnie Zosia mała, lecz to nic nie szkodzi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czas by już Zośkę wreszcie wydobyć z zamknięcia. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo wszakci to już pono wyrasta z dziecięcia». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Telimena zdziwiona i prawie wylękła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podnosiła się coraz, na szalu uklękła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zrazu słuchała pilnie, potem dłoni ruchem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeczyła, ręką żwawo wstrząsając nad uchem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odpędzając jak owad nieprzyjemne słowa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na powrót w usta mówcy — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;«A! a! to rzecz nowa! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy to Tadeuszowi szkodzi, czy nie szkodzi — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekła z gniewem — sądź o tym sam waćpan dobrodziéj! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnie nic do Tadeusza; sami o nim radźcie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zróbcie go ekonomem lub w karczmie posadźcie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech szynkuje lub z lasu niech zwierzynę znosi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z nim sobie, co zechcecie, zróbcie. Lecz do Zosi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co waćpaństwu do Zosi? Ja jej ręką rządzę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja sama! Że pan Jacek dawał był pieniądze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na wychowanie Zosi, i że jej wyznaczył &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Małą pensyjkę roczną, więcej przyrzec raczył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Toć jej jeszcze nie kupił. Zresztą, państwo wiecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dotąd jeszcze o tym wiadomo na świecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że hojność państwa dla nas nie jest bez powodu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Winni coś Soplicowie dla Horeszków rodu». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(Tej części mowy Sędzia słuchał z niepojętem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pomieszaniem, żałością i widocznym wstrętem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakby lękał się reszty mowy, głowę skłonił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ręką potakując, mocno się zapłonił.) &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Telimena kończyła: «Byłam jej piastunką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jestem krewną, jedyną Zosi opiekunką. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nikt oprócz mnie nie będzie myślił o jej szczęściu». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«A jeśli ona szczęście znajdzie w tym zamęściu? — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł Sędzia wzrok podnosząc. — Jeśli Tadeuszka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podoba?» — «Czy podoba? to na wierzbie gruszka! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podoba, nie podoba: a to mi rzecz ważna! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zosia nie będzie, prawda, partyja posażna; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale też nie jest z lada wsi, lada szlachcianka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idzie z jaśnie wielmożnych, jest wojewodzianka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rodzi się z Horeszkówny; małżonka dostanie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Staraliśmy się tyle o jej wychowanie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chybaby tu zdziczała». Sędzia pilnie słuchał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrząc w oczy; zdało się, że się udobruchał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo rzekł dosyć wesoło: «No, to i cóż robić! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bóg widzi, szczerze chciałem interesu dobić; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko bez gniewu. Jeśli aśćka się nie zgodzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aśćka ma prawo; smutno: gniewać się nie godzi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Radziłem, bo brat kazał; nikt tu nie przymusza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy aśćka rekuzuje pana Tadeusza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odpisuję Jackowi, że nie z mojej winy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie dojdą Tadeusza z Zosią zaręczyny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz sam będę radzić. Pono z Podkomorzym &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zagaimy swatowstwo i resztę ułożym». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Przez ten czas Telimena ostygła z zapału: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Ja nic nie rekuzuję, braciszku, pomału! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sam mówiłeś, że jeszcze za wcześnie — zbyt młodzi, — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozpatrzmy się, czekajmy, nic to nie zaszkodzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poznajmy z sobą państwo młodych, będziem zważać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie można szczęścia drugich tak na traf narażać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ostrzegam tylko wcześnie: niech brat Tadeusza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie namawia, kochać się w Zosi nie przymusza; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo serce nie jest sługa, nie zna co to pany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nie da się przemocą okuwać w kajdany». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Za czym Sędzia, powstawszy, odszedł zamyślony. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan Tadeusz z przeciwnej przybliżył się strony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Udając, że szukanie grzybów tam go zwabia. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W tymże kierunku z wolna posuwa się Hrabia. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Hrabia podczas Sędziego sporów z Telimeną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stał za drzewami, mocno zdziwiony tą sceną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobył z kieszeni papier i ołówek, sprzęty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które zawsze miał z sobą, i na pień wygięty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozpiąwszy kartkę, widać, że obraz malował, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówiąc sam z sobą: «Jakbyś umyślnie grupował: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten na głazie, ta w trawie; grupa malownicza! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głowy charakterowe! z kontrastem oblicza!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Podchodził, wstrzymywał się, lornetkę przecierał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oczy chustką obwiewał i coraz spozierał: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Miałożby to cudowne, śliczne widowisko &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zginąć albo zmienić się, gdy podejdę blisko? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten aksamit traw, będzież to mak i botwinie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W nimfie tej czyż obaczę jaką ochmistrzynię?» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Choć Hrabia Telimenę już dawniej widywał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W domu Sędziego, w którym dosyć często bywał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz mało ją uważał: zadziwił się zrazu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozeznając w niej model swojego obrazu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miejsca piękność, postawy wdzięk i gust ubrania &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmieniły ją, zaledwo była do poznania. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W oczach świeciły jeszcze niezagasłe gniewy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twarz, ożywiona wiatru świeżymi powiewy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sporem z Sędzią i nagłym przybyciem młodzieńców, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nabrała mocnych, żywszych niż zwykle rumieńców. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Pani — rzekł Hrabia — racz mej śmiałości darować; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przychodzę i przepraszać, i razem dziękować. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przepraszać, że jej kroków śledziłem ukradkiem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dziękować, że byłem jej dumania świadkiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyle ją obraziłem! winienem jej tyle! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przerwałem chwilę dumań; winienem ci chwile &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Natchnienia, chwile błogie! Potępiaj człowieka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale sztukmistrz twojego przebaczenia czeka! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na wielem się odważył, na więcej odważę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sądź!» — tu ukląkł i podał swoje pejzaże. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Telimena sądziła malowania proby &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tonem grzecznej, lecz sztukę znającej osoby; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skąpa w pochwały, lecz nie szczędziła zachętu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Brawo — rzekła — winszuję, niemało talentu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko pan nie zaniedbuj; szczególniej potrzeba &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szukać pięknej natury! O, szczęśliwe nieba &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krajów włoskich! różowe cezarów ogrody! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wy, klasyczne Tyburu spadające wody! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I straszne Pauzylipu skaliste wydroże! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To, Hrabio, kraj malarzów! U nas, żal się Boże!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziecko muz, w Soplicowie oddane na mamki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Umrze pewnie. Mój Hrabio, oprawię to w ramki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo w album umieszczę, do rysunków zbiorku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które zewsząd skupiałam: mam ich dosyć w biurku». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Zaczęli więc rozmowę o niebios błękitach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Morskich szumach i wiatrach wonnych, i skał szczytach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mieszając tu i ówdzie, podróżnych zwyczajem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śmiech i urąganie się nad ojczystym krajem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;A przecież wokoło nich ciągnęły się lasy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Litewskie, tak poważne i tak pełne krasy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czeremchy oplatane dzikich chmielów wieńcem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jarzębiny ze świeżym pasterskim rumieńcem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Leszczyna jak menada z zielonymi berły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ubranymi jak w grona, w orzechowe perły; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A niżej dziatwa leśna: głóg w objęciu kalin, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ożyna czarne usta tuląca do malin. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drzewa i krzewy liśćmi wzięły się za ręce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak do tańca stające panny i młodzieńce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wkoło pary małżonków. Stoi pośród grona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Para, nad całą leśną gromadą wzniesiona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wysmukłością kibici i barwy powabem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brzoza biała, kochanka, z małżonkiem swym grabem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A dalej, jakby starce na dzieci i wnuki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzą, siedząc w milczeniu, tu sędziwe buki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam matrony topole i mchami brodaty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dąb, włożywszy pięć wieków na swój kark garbaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wspiera się, jak na grobów połamanych słupach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na dębów, przodków swoich, skamieniałych trupach. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Pan Tadeusz kręcił się, nudząc niepomału &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Długą rozmową, w której nie mógł brać udziału. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż, gdy zaczęto sławić cudzoziemskie gaje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wyliczać z kolei wszystkich drzew rodzaje: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pomarańcze, cyprysy, oliwki, migdały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kaktusy, aloesy, mahonie, sandały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cytryny, bluszcz, orzechy włoskie, nawet figi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wysławiając ich kształty, kwiaty i łodygi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusz nie przestawał dąsać się i zżymać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec nie mógł dłużej od gniewu wytrzymać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Był on prostak, lecz umiał czuć wdzięk przyrodzenia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I patrząc w las ojczysty, rzekł pełen natchnienia: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Widziałem w botanicznym wileńskim ogrodzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Owe sławione drzewa rosnące na wschodzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I na południu, w owej pięknej włoskiej ziemi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któreż równać się może z drzewami naszemi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy aloes z długimi jak konduktor pałki? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy cytryna, karlica z złocistymi gałki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z liściem lakierowanym, krótka i pękata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako kobieta mała, brzydka, lecz bogata? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy zachwalony cyprys długi, cienki, chudy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co zdaje się być drzewem nie smutku, lecz nudy? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówią, że bardzo smutnie wygląda na grobie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest to jak lokaj Niemiec we dworskiej żałobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieśmiejący rąk podnieść ani głowy skrzywić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby się etykiecie niczym nie sprzeciwić. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Czyż nie piękniejsza nasza poczciwa brzezina, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Która jako wieśniaczka, kiedy płacze syna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub wdowa męża, ręce załamie, roztoczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po ramionach do ziemi strumienie warkoczy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niema z żalu, postawą jak wymownie szlocha! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czemuż pan Hrabia, jeśli w malarstwie się kocha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie maluje drzew naszych, pośród których siedzi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawdziwie, będą z pana żartować sąsiedzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że mieszkając na żyznej litewskiej równinie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Malujesz tylko jakieś skały i pustynie».
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Przyjacielu — rzekł Hrabia — piękne przyrodzenie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest formą, tłem, materią; a duszą — natchnienie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które na wyobraźni unosi się skrzydłach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poleruje się gustem, wspiera na prawidłach. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie dość jest przyrodzenia, nie dosyć zapału: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sztukmistrz musi ulecieć w sfery ideału! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wszystko, co jest piękne, wymalować da się! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dowiesz się o tym wszystkim z książek w swoim czasie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co się tyczy malarstwa: do obrazu trzeba &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Punktów widzenia, grupy, ansamblu i nieba, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieba włoskiego! Stąd też w kunszcie pejzażów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Włochy były, są, będą, ojczyzną malarzów! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stąd też, oprócz Brejgela (lecz nie van der Helle, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale pejzażysty: bo są dwaj Brejgele) &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I oprócz Ruisdala, na całej północy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzież był pejzażysta który pierwszej mocy? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niebios, niebios potrzeba». — «Nasz malarz Orłowski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przerwała Telimena — miał gust soplicowski. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(Trzeba wiedzieć, że to jest Sopliców choroba, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że im oprócz ojczyzny nic się nie podoba). &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Orłowski, który życie strawił w Peterburku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sławny malarz (mam jego kilka szkiców w biurku) &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mieszkał tuż przy cesarzu, na dworze, jak w raju: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A nie uwierzy Hrabia, jak tęsknił po kraju! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lubił ciągle wspominać swej młodości czasy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wystawiał wszystko w Polszcze: ziemię, niebo, lasy...» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«I miał rozum! — zawołał Tadeusz z zapałem. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To państwa niebo włoskie, jak o nim słyszałem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błękitne, czyste: wszak to jak zamarzła woda; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyż nie piękniejsze stokroć wiatr i niepogoda? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U nas dość głowę podnieść: ileż to widoków! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ileż scen i obrazów z samej gry obłoków! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo każda chmura inna: na przykład jesienna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pełznie jak żółw leniwa, ulewą brzemienna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z nieba aż do ziemi spuszcza długie smugi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak rozwite warkocze, to są deszczu strugi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chmura z gradem, jak balon szybko z wiatrem leci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krągła, ciemnobłękitna, w środku żółto świeci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szum wielki słychać wkoło; nawet te codzienne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzcie państwo, te białe chmurki, jak odmienne! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zrazu jak stada dzikich gęsi lub łabędzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A z tyłu wiatr jak sokół do kupy je pędzi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ściskają się, grubieją, rosną — nowe dziwy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dostają krzywych karków, rozpuszczają grzywy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wysuwają nóg rzędy i po niebios sklepie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przelatują jak tabun rumaków po stepie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystkie białe jak srebro, zmieszały się... nagle &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z ich karków rosną maszty, z grzyw szerokie żagle, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tabun zmienia się w okręt i wspaniale płynie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cicho, z wolna po niebios błękitnej równinie!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Hrabia i Telimena poglądali w górę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusz jedną ręką pokazał im chmurę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A drugą ścisnął z lekka rączkę Telimeny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kilka już upłynęło minut cichej sceny; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabia rozłożył papier na swym kapeluszu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wydobył ołówek. Wtem przykry dla uszu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odezwał się dzwon dworski i zaraz śród lasu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cichego pełno było krzyku i hałasu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Hrabia, kiwnąwszy głową, rzekł poważnym tonem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Tak to na świecie wszystko los zwykł kończyć dzwonem!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rachunki myśli wielkiej, plany wyobraźni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabawki niewinności, uciechy przyjaźni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wylania się serc czułych: gdy spiż z dala ryknie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko miesza się, zrywa, mąci się i niknie!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu, obróciwszy czuły wzrok ku Telimenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Cóż zostaje?» A ona mu rzekła: «Wspomnienie!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I chcąc Hrabiego nieco ułagodzić smutek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podała mu urwany kwiatek niezabudek. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabia go ucałował i na pierś przyszpilał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusz z drugiej strony krzak ziela rozchylał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widząc, że się ku niemu tym zielem przewija &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coś białego: była to rączka jak lilija; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pochwycił ją, całował i usty po cichu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Utonął w niej jak pszczoła w liliji kielichu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uczuł na ustach zimno; znalazł klucz i biały &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Papier w trąbkę zwiniony; był to listek mały. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Porwał, schował w kieszenie; nie wie, co klucz znaczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz mu to owa biała kartka wytłumaczy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Dzwon wciąż dzwonił i echem z głębi cichych lasów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odezwało się tysiąc krzyków i hałasów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odgłos to był szukania i nawoływania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hasło zakończonego na dziś grzybobrania; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odgłos nie smutny wcale ani pogrzebowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak się Hrabiemu zdało: owszem, obiadowy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzwon ten, w każde południe krzyczący z poddasza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gości i czeladź domu na obiad zaprasza: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak było w dawnych licznych dworach we zwyczaju &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zostało się w domu Sędziego. Więc z gaju &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wychodziła gromada, niosąca krobeczki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Koszyki uwiązane końcami chusteczki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pełne grzybów; a panny w jednym ręku niosły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako wachlarz zwiniony, &lt;em class="author-emphasis"&gt;borowik&lt;/em&gt; rozrosły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W drugim związane razem jakby polne kwiatki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Opieńki&lt;/em&gt; i rozlicznej barwy &lt;em class="author-emphasis"&gt;surojadki&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wojski miał &lt;em class="author-emphasis"&gt;muchomora&lt;/em&gt;. Z próżnymi przychodzi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rękami Telimena; z nią panicze młodzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Goście weszli w porządku i stanęli kołem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podkomorzy najwyższe brał miejsce za stołem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z wieku mu i z urzędu ten zaszczyt należy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idąc kłaniał się starcom, damom i młodzieży; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obok stał kwestarz; Sędzia tuż przy bernardynie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bernardyn zmówił krótki pacierz po łacinie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podano w kolej wódkę: za czym wszyscy siedli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I chołodziec litewski milczkiem żwawo jedli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Obiadowano ciszej, niż się zwykle zdarza; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nikt nie gadał, pomimo wezwań gospodarza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Strony biorące udział w wielkiej o psów zwadzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myśliły o jutrzejszej walce i zakładzie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myśl wielka zwykle usta do milczenia zmusza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Telimena, mówiąca wciąż do Tadeusza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Musiała ku Hrabiemu nieraz się odwrócić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nawet na Asesora nieraz okiem rzucić: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak ptasznik patrzy w sidło, kędy szczygły zwabia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I razem w pastkę wróblą. Tadeusz i Hrabia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obadwa radzi z siebie, obadwa szczęśliwi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obaj pełni nadziei, więc niegadatliwi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabia na kwiatek dumne opuszczał wejrzenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Tadeusz ukradkiem spozierał w kieszenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy ów kluczyk nie uciekł? Ręką nawet chwytał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I kręcił kartkę, której dotąd nie przeczytał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędzia Podkomorzemu węgrzyna, szampana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dolewał, służył pilnie, ściskał za kolana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale do rozmawiania z nim nie miał ochoty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I widać, że czuł jakieś tajemne kłopoty.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Przemijały w milczeniu talerze i dania; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przerwał nareszcie nudny tok obiadowania &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gość niespodziany, szybko wpadając, gajowy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie zważał nawet, że czas właśnie obiadowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pobiegł do pana; widać z postawy i z miny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że ważnej i niezwykłej jest posłem nowiny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ku niemu oczy całe zwróciło zebranie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On, odetchnąwszy nieco, rzekł: «Niedźwiedź, mospanie!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Resztę wszyscy odgadli: że źwierz z &lt;em class="author-emphasis"&gt;matecznika&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyszedł, że w zaniemeńską puszczę się przemyka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że go trzeba wnet ścigać, wszyscy wraz uznali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć ani się radzili, ani namyślali; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spólną myśl widać było z uciętych wyrazów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z gestów żywych, z wydanych rozlicznych rozkazów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które, wychodząc tłumnie, razem z ust tak wielu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dążyły przecież wszystkie do jednego celu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Na wieś! — zawołał Sędzia — hej! konno, setnika! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jutro na brzask obława, lecz na ochotnika; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto wystąpi z oszczepem, temu z robocizny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wytrącić dwa szarwarki i pięć dni pańszczyzny».
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«W skok — krzyknął Podkomorzy — okulbaczyć siwą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobiec w cwał do mojego dworu; wziąć co żywo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwie pjawki, które w całej okolicy słyną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pies zowie się Sprawnikiem, a suka Strapczyną; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zakneblować im pyski, zawiązać je w miechu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I przystawić je tutaj konno dla pośpiechu». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Wańka! — krzyknął na chłopca Asesor po rusku — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tasak mój sanguszkowski pociągnąć na brusku: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiesz, tasak co od księcia miałem w podarunku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pas opatrzyć, czy kula jest w każdym ładunku». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Strzelby — krzyknęli wszyscy — mieć na pogotowiu!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Asesor wołał ciągle: «Ołowiu, ołowiu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Formę do kul mam w torbie». — «Do księdza plebana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dać znać — dodał pan Sędzia — żeby jutro z rana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mszę miał w kaplicy leśnej: króciuchna oferta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za myśliwych, msza zwykła świętego Huberta». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Po wydanych rozkazach nastało milczenie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każdy dumał i rzucał dokoła wejrzenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gdyby kogoś szukał; z wolna wszystkich oczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędziwa twarz Wojskiego ciągnie i jednoczy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znak to był, że szukają na przyszłą wyprawę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wodza i że Wojskiemu oddają buławę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wojski powstał, zrozumiał towarzyszów wolę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I uderzywszy ręką poważnie po stole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pociągnął złocistego z zanadrza łańcuszka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na którym wisiał gruby zegarek jak gruszka: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jutro — rzekł — pół do piątej, przy leśnej kaplicy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stawią się bracia strzelcy, wiara obławnicy».
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Rzekł i ruszył od stołu, za nim szedł gajowy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oni obmyślić mają i urządzić łowy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tak wodze, gdy na jutro bitwę zapowiedzą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żołnierze po obozie broń czyszczą i jedzą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub na płaszczach i siodłach śpią próżni kłopotu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wodze śród cichego dumają namiotu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Przerwał się obiad, dzień zszedł na kowaniu koni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Karmieniu psów, zbieraniu i czyszczeniu broni; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U wieczerzy, zaledwo kto przysiadł do stoła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nawet strona Kusego z partyją Sokoła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przestała dawnym wielkim zatrudniać się sporem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pobrawszy się pod ręce, Rejent z Asesorem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyszukują ołowiu. Reszta spracowana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szła spać wcześnie, ażeby przebudzić się z rana. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/pan-tadeusz/"&gt;Adam Mickiewicz, „Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Księga czwarta</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/04/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/04/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;Księga czwarta&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3"&gt;Dyplomatyka i łowy&lt;/h2&gt;
&lt;div class="note"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zjawisko w papilotach budzi Tadeusza — Za późne postrzeżenie omyłki — Karczma — Emisariusz — Zręczne użycie tabakiery zwraca dyskusję na właściwą drogę — Matecznik — Niedźwiedź — Niebezpieczeństwo Tadeusza i Hrabiego — Trzy strzały — Spór Sagalasówki z Sanguszkówką rozstrzygniony na stronę jednorurki horeszkowskiej — Bigos — Wojskiego powieść o pojedynku Doweyki z Domeyką przerwana szczuciem kota — Koniec powieści o Doweyce i Domeyce.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Księga piąta</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/05/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/05/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;Księga piąta&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3"&gt;Kłótnia&lt;/h2&gt;
&lt;div class="note"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Plany myśliwskie Telimeny — Ogrodniczka wybiera się na wielki świat i słucha nauk opiekunki — Strzelcy wracają — Wielkie zadziwienie Tadeusza — Spotkanie się powtórne w Świątyni dumania i zgoda ułatwiona za pośrednictwem mrówek — U stołu wytacza się rzecz o łowach — Powieść Wojskiego o Rejtanie i księciu Denassów, przerwana — Zagajenie układów między stronami, także przerwane — Zjawisko z kluczem — Kłótnia — Hrabia z Gerwazym odbywają radę wojenną.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Księga szósta</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/06/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/06/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;Księga szósta&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3"&gt;Zaścianek&lt;/h2&gt;
&lt;div class="note"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Pierwsze ruchy wojenne zajazdu — Wyprawa Protazego — Robak z panem Sędzią radzą o rzeczy publicznej — Dalszy ciąg wyprawy Protazego bezskutecznej — Ustęp o konopiach — Zaścianek szlachecki Dobrzyn — Opisanie domostwa i osoby Maćka Dobrzyńskiego.&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Nieznacznie z wilgotnego wykradał się mroku &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Świt bez rumieńca, wiodąc dzień bez światła w oku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dawno wszedł dzień, a jeszcze ledwie jest widomy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mgła wisiała nad ziemią, jak strzecha ze słomy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nad ubogą Litwina chatką; w stronie wschodu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widać z bielszego nieco na niebie obwodu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że słońce wstało, tędy ma zstąpić na ziemię; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz idzie niewesoło i po drodze drzemie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Za przykładem niebieskim, wszystko się spóźniło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na ziemi. Bydło późno na paszę ruszyło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zdybało zające przy późnym śniadaniu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;One zwykły do gajów wracać o świtaniu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś, okryte tumanem, te mokrzycę chrupią, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Te jamki w roli kopiąc, parami się kupią, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I na wolnym powietrzu myślą użyć wczasu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale przed bydłem muszą powracać do lasu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;I w lasach cisza. Ptaszek zbudzony nie śpiewa; &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otrząsnął pierze z rosy, tuli się do drzewa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głowę wciska w ramiona, oczy znowu mruży &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I czeka słońca. Kędyś, u brzegów kałuży, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Klekce bocian. Na kopach siedzą wrony zmokłe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozdziawiwszy się ciągną gawędy rozwlokłe; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obrzydłe gospodarzom jako wróżby słoty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gospodarze już dawno wyszli do roboty. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Już zaczęły żniwiarki swą piosnkę zwyczajną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak dzień słotny ponurą, tęskną, jednostajną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tym smutniejszą, że dźwięk jej w mgłę bez echa wsiąka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chrząsnęły sierpy w zbożu, ozwała się łąka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rząd kosiarzy otawę siekących wciąż brząka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pogwizdując piosenkę; z końcem każdej zwrotki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stają, ostrzą żelezca i w takt kują w młotki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ludzi we mgle nie widać: tylko sierpy, kosy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pieśni brzmią, jak muzyk niewidzialnych głosy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;W środku, na snopie zboża Ekonom usiadłszy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nudzi się, kręci głową, roboty nie patrzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pogląda na gościniec, na drogi rozstajne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kędy działy się jakieś rzeczy nadzwyczajne. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Na gościńcu i drogach od samego ranka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panuje ruch niezwykły. Stąd chłopska furmanka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skrzypi, lecąc jak poczta; stąd szlachecka bryka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cwałem tarkoce, drugą i trzecią spotyka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z lewej drogi posłaniec jak kuryjer goni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z prawej przebiegło w zawód kilkanaście koni: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszyscy śpieszą, ku różnym kierują się stronom. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co to ma znaczyć? Powstał ze snopa Ekonom, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciał przypatrzyć się, spytać; długo stał nad drogą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daremnie wołał, nie mógł zatrzymać nikogo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ni poznać we mgle. Jezdni migają jak duchy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko słychać raz po raz tętent kopyt głuchy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I, co dziwniejsza jeszcze, szczękanie pałaszy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bardzo to Ekonoma i cieszy, i straszy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo choć na Litwie było naonczas spokojnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dawno już wieści głuche biegały o wojnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O Francuzach, Dąbrowskim, o Napoleonie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miałyżby wojnę wróżyć ci jeźdźcy? te bronie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ekonom pobiegł wszystko Sędziemu powiedzieć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spodziewając się i sam czegoś się dowiedzieć. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;W Soplicowie domowi i goście, po kłótni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wczorajszej, wstali z siebie nieradzi i smutni. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Próżno Wojszczanka damy na kabałę sprasza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mężczyznom próżno karty dają do mariasza: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie chcą bawić się, ni grać, siedzą, cicho w kątkach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mężczyźni palą lulki, kobiety przy prątkach; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nawet śpią muchy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Wojski, rzuciwszy łopatkę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znudzony ciszą, idzie pomiędzy czeladkę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Woli w kuchennej słuchać ochmistrzyni krzyków, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gróźb i razów kucharza, hałasu kuchcików: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż go powoli wprawił w przyjemne marzenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ruch jednostajny rożnów kręcących pieczenie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Sędzia od rana pisał, zamknąwszy się w izbie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Woźny od rana czekał pod oknem na przyzbie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędzia, skończywszy pozew, Protazego wzywa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skargę przeciw Hrabiemu głośno odczytywa: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O skrzywdzenie honoru, zelżywe wyrazy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaś przeciw Gerwazemu o gwałty i razy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obudwu, o przechwałki, o koszta z powodu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Procesu, ciągnie w rejestr taktowy do grodu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pozew dziś trzeba wręczyć ustnie, oczywisto, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim zajdzie słońce. Woźny z miną uroczystą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyciągnął słuch i rękę, skoro pozew zoczył; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stał poważnie, a rad by z radości podskoczył. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na samą myśl procesu czuł, że się odmłodził: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wspomniał na dawne lata, gdy z pozwami chodził &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po guzy, ale razem po zapłaty hojne. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak żołnierz, który strawił życie tocząc wojnę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A na starość w szpitalach spoczywa kaleki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skoro usłyszy trąbę lub bęben daleki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chwyta się z łoża, krzyczy przez sen: «Bij Moskala!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I na drewnianej nodze skacze ze szpitala, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak prędko, że go ledwie może złowić młodzież. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Protazy śpieszył włożyć swą woźnieńską odzież. &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przecież żupana ani kontusza nie kładzie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;One służą ku wielkiej sądowej paradzie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na podróż ma strój inny: szerokie rajtuzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I kurtkę, której poły podpięte na guzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Można zakasać albo spuścić na kolana; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czapka z uszami, sznurkiem u wierzchu związana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wznosi się na pogodę, spuszcza się przed słotą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak ubrany wziął pałkę i ruszył piechotą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo woźni przed procesem, jak szpiegi przed bojem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Muszą kryć się pod różną postacią i strojem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Dobrze zrobił Protazy, że w drogę pośpieszył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo niedługo by swoim pozwem się nacieszył: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W Soplicowie zmieniano kampanii plany. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do Sędziego wpadł nagle Robak zadumany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rzekł: «Sędzio, to bieda nam z tą panią ciotką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z tą panią Telimeną, kokietką i trzpiotką! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy Zosia została dzieckiem w biednym stanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jacek ją Telimenie dał na wychowanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słysząc, że jest osoba dobra, świat znająca: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A postrzegam, że ona coś tu nam zamąca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Intryguje i pono Tadeuszka wabi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śledzę ją; albo może bierze się do Hrabi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może do obu razem. Obmyślmy więc środki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak się jej pozbyć: bo stąd mogą urość plotki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zły przykład i pomiędzy młokosami zwady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które mogą pomieszać twe prawne układy». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Układy? — krzyknął Sędzia z niezwykłym zapałem — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z układów kwita, już je skończyłem, zerwałem». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«A to co? — przerwał Robak — gdzie rozum, gdzie głowa? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co tu mi wasze bajesz, jaka burda nowa?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Nie z mej winy — rzekł Sędzia — proces to wyjaśni: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabia pyszałek, głupiec, był przyczyną waśni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I Gerwazy łotr. Lecz to do sądu należy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szkoda, żeś nie był, księże, w zamku na wieczerzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poświadczyłbyś, jak Hrabia srodze mnie obraził». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Po coś waść — krzyknął Robak — do tych ruin łaził? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiesz, jak zamku nie cierpię; odtąd moja noga &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam nie postanie. Znowu kłótnia! kara Boga! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakże tam było? powiedz; trzeba tę rzecz zatrzeć. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już mię znudziło wreszcie na tyle głupstw patrzeć: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ważniejsze ja mam sprawy niż godzić pieniaczy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale jeszcze raz zgodzę». «Zgodzić? Cóż to znaczy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A idźże mi waść wreszcie z tą zgodą do licha! — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przerwał Sędzia, tupnąwszy nogą — patrzcie mnicha! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że go przyjmuję grzecznie, chce mnie za nos wodzić! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiedz wasze, że Soplice nie zwykli się godzić: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy pozwą, muszą wygrać; nieraz w ich imieniu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trwał proces, aż wygrali w szóstym pokoleniu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dosyć zrobiłem głupstwa z porady waszeci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwołując podkomorskie sądy po raz trzeci. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od dzisiaj nie ma zgody, nie ma, nie ma, nie ma! — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I krzycząc chodził, tupał nogami obiema — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prócz tego za wczorajszy niegrzeczny uczynek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Musi mnie deprekować, albo pojedynek!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Ale Sędzio, cóż będzie, jak się Jacek dowie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak on umrze z rozpaczy! Czyliż Soplicowie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie narobili jeszcze w tym zamku dość złego? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bracie! wspominać nie chcę wypadku strasznego... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiesz także, że część gruntów od zamku dziedzica &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabrała i Soplicom dała Targowica... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jacek, za grzech żałując, musiał był ślubować &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod absolucją, dobra te restytuować: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wziął więc Zosię, Horeszków dziedziczkę ubogą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hodować, wychowanie jej opłacał drogo; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciał ją Tadeuszkowi swojemu wyswatać &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tak dwa poróżnione domy znowu zbratać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dziedziczce bez wstydu ustąpić grabieży...» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Lecz cóż to? — krzyknął Sędzia — co do mnie należy? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja się nie znałem, nawet nie widziałem z Jackiem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ledwiem słyszał o jego życiu hajdamackiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siedząc wtenczas retorem w jezuickiej szkole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem u Wojewody służąc za pacholę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dano mi dobra, wziąłem; kazał przyjąć Zosię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjąłem, hodowałem, myślę o jej losie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dość mnie nudzi ta cała historyja babia! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A potem, czegóż jeszcze wlazł mi tu ten Hrabia? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z jakim prawem do zamku? Wszak wiesz przyjacielu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On Horeszkom dziesiąta woda na kisielu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ma mnie lżyć? a ja go zapraszać do zgody!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Bracie! — rzekł ksiądz — ważne są do tego powody. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pamiętasz, że Jacek chciał do wojska słać syna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem w Litwie zostawił: cóż w tym za przyczyna? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oto w domu ojczyźnie potrzebniejszy będzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszałeś pewnie, o czym już gadają wszędzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O czym ja wiadomostki przynosiłem nieraz: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz czas już powiedzieć wszystko, czas już teraz! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ważne rzeczy, mój bracie! Wojna tuż nad nami! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wojna o Polskę! bracie! Będziem Polakami! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wojna niechybna! Kiedy z poselstwem tajemnem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu biegłem, wojsk forpoczty już stały nad Niemnem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Napoleon już zbiera armiję ogromną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakiej człowiek nie widział i dzieje nie pomną; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obok Francuzów ciągnie polskie wojsko całe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nasz Józef, nasz Dąbrowski, nasze orły białe! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już są w drodze; na pierwszy znak Napoleona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przejdą Niemen i — bracie! Ojczyzna wskrzeszona!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Sędzia, słuchając, z wolna okulary składał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I, wpatrując się mocno w księdza, nic nie gadał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Westchnął głęboko, w oczach łzy się zakręciły... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wreszcie porwał za szyję księdza z całej siły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Mój Robaku! — wołając — czy to tylko prawda? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mój Robaku! — powtarzał — czy to tylko prawda? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ileż razy zwodzono! Pamiętasz? gadali: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Napoleon już idzie! i my już czekali! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gadano: już w Koronie, już Prusaka pobił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wkracza do nas! A on! co? pokój w Tylży zrobił! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy tylko prawda? Czy ty nie zwodzisz sam siebie?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Prawda — zawołał Robak — jak Pan Bóg na niebie!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Błogosławioneż niechaj będą usta, które &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To zwiastują! — rzekł Sędzia — wznosząc ręce w górę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie pożałujesz twego poselstwa Robaku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie pożałuje klasztor: dwieście owiec z braku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daję na klasztor. Księże, tyś się wczoraj palił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do mojego kasztanka i gniadosza chwalił: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś, zaraz w tym kwestarskim wozie pójdą oba; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś proś mnie, o co zechcesz, co ci się podoba, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie odmówię!... Lecz o tym interesie całym &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z Hrabią, daj pokój: skrzywdził mnie, już zapozwałem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyż wypada?» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Załamał ręce ksiądz zdziwiony. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wlepiwszy oczy w Sędzię, ruszywszy ramiony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł : «To gdy Napoleon wolność Litwie niesie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy świat drży cały, to ty myślisz o procesie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I jeszczeż po tym wszystkim, com tobie powiedział, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będziesz spokojnie, ręce założywszy, siedział, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy działać trzeba!» «Działać? Cóż?» Sędzia zapytał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jeszcześ — rzekł Robak — z oczu moich nie wyczytał? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze serce nic tobie nie gada? Ach bracie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli Soplicowskiej krwi kroplę w żyłach macie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uważ tylko: Francuzi uderzają z przodu... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdyby z tyłu zrobić powstanie narodu? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co myślisz? Niech no Pogoń zarży, niech na Żmudzi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niedźwiedź ryknie! Ach, gdyby jakie tysiąc ludzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyby choć pięćset z tyłu na Moskwę natarło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powstanie jako pożar wkoło rozpostarło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdybyśmy my, nabrawszy Moskwie harmat, znaków, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwycięzcy szli powitać wybawców rodaków?... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciągniemy! Napoleon, widząc nasze lance, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pyta, co to za wojsko; my krzyczym: »Powstańce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Najjaśniejszy Cesarzu! Litwa ochotnicy!« &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pyta: pod czyją wodzą? — »Sędziego Soplicy!« &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, któż by potem pisnąć śmiał o Targowicy?... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bracie, póki Ponarom stać, Niemnowi płynąć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Póty w Litwie Sopliców imieniowi słynąć; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wnuków, prawnuków będzie Jagiełłów stolica &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wskazywać palcem, mówiąc: oto jest Soplica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z tych Sopliców, co pierwsi zrobili powstanie!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;A na to Sędzia: «Mniejsza o ludzkie gadanie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nigdy nie dbałem bardzo o pochwały świata: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bóg świadkiem, żem niewinien grzechów mego brata; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W politykę jam nigdy bardzo się nie wdawał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Urzędując i orząc mojej ziemi kawał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz jestem szlachcic, rad bym plamę domu zmazać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jestem Polak, dla kraju rad bym coś dokazać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć duszę oddać. W szablę nie byłem zbyt tęgi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszakże, bierali ludzie i ode mnie cięgi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wie świat, że w czasie polskich ostatnich sejmików &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyzwałem i zraniłem dwóch braci Buzwików, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którzy... Ale to mniejsza. Jakże wasze myśli? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy potrzeba, żebyśmy zaraz w pole wyszli? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Strzelców zebrać, rzecz łatwa; prochu mam dostatek; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W plebanii u księdza jest kilka armatek; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przypominam, iż Jankiel mówił, iż u siebie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ma groty do lanc, że je mogę wziąć w potrzebie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Te groty przywiózł w pakach gotowych z Królewca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod sekretem; weźmiem je, zaraz zrobim drzewca; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szabel nam nie zabraknie; szlachta na koń wsiędzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja z synowcem na czele, i — jakoś to będzie!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«O polska krwi! — zawołał Bernardyn wzruszony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z otwartymi skoczywszy na Sędzię ramiony — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawe dziecię Sopliców! Tobie Bóg przeznacza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oczyścić grzechy brata twojego tułacza! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawszem ciebie szanował; ale od tej chwili &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kocham cię, jak gdybyśmy bracią sobie byli!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przygotujemy wszystko; lecz wyjść nie czas jeszcze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja sam wyznaczę miejsce i czas wam obwieszczę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiem, że car wysiał gońców do Napoleona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prosić o pokój; wojna nie jest ogłoszona: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz książę Józef słyszał od pana Biniona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Francuza, co należy do cesarskiej rady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że się na niczym skończą wszystkie te układy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że będzie wojna. Książę wysłał mnie na zwiady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z rozkazem, żeby byli Litwini gotowi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dowieść przychodzącemu Napoleonowi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że chcą złączyć się znowu z siostrą swą, Koroną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I żądają, ażeby Polskę przywrócono. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tymczasem, bracie, z Hrabią trzeba przyjść do zgody. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest to dziwak, fantastyk trochę, ale młody, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poczciwy, dobry Polak: potrzebny nam taki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W rewolucyjach bardzo potrzebne dziwaki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiem z doświadczenia; nawet głupi się przydadzą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byle tylko poczciwi i pod mądrych władzą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabia pan, ma u szlachty wielkie zachowanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cały powiat ruszy się, jeśli on powstanie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znając jego majątek, każdy szlachcic powie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Musi to być rzecz pewna, gdy z nią są panowie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biegę do niego zaraz...» «Niech się pierwszy zgłosi — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł Sędzia — niech przyjedzie tu, niech mnie przeprosi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak jestem starszy wiekiem, jestem na urzędzie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co się tycze procesu, sąd arbitrów będzie...» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bernardyn trzasnął drzwiami. «No, szczęśliwa droga!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł Sędzia. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ksiądz wpadł w powóz stojący u proga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tnie biczem konie, łechce lejcami po bokach; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Furknęła kałamaszka, ginie w mgły obłokach; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko kiedy niekiedy kaptur mnicha bury &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wznosi się nad tumany jako sęp nad chmury. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Woźny już dawniej wyszedł ku domowi Hrabi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak lis bywalec, gdy go woń słoniny wabi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bieży ku niej, a strzelców zna fortele skryte, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bieży, staje, przysiada coraz, wznosi kitę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wiatr nią jak wachlarzem ku swym nozdrzom tuli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pyta wiatru, czy strzelcy jadła nie zatruli: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Protazy zeszedł z drogi i wzdłuż sianożęci &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krąży około domu; pałkę w ręku kręci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Udaje, że obaczył kędyś bydło w szkodzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak zręcznie lawirując, stanął przy ogrodzie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Schylił się, bieży, rzekłbyś iż derkacza tropi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż nagle skoczył przez płot i wpadł do konopi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;W tej zielonej, pachnącej i gęstej krzewinie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Koło domu jest pewny przytułek źwierzynie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ludziom. Nieraz zając zdybany w kapuście &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skacze skryć się w konopiach bezpieczniej niż w chruście: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo go dla gęstwi ziela ani chart nie zgoni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani ogar wywietrzy dla zbyt tęgiej woni. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W konopiach człowiek dworski, uchodząc kańczuka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub pięści, siedzi cicho, aż się pan wyfuka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nawet często zbiegli od rekruta chłopi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy ich rząd śledzi w lasach, siedzą śród konopi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I stąd to w czasie bitew, zajazdów, tradowań, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obie strony nie szczędzą wielkich usiłowań, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ażeby stanowisko zająć konopiane, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które z przodu ciągnie się aż pod dworską ścianę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A z tyłu, pospolicie stykając się z chmielem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kryje atak i odwrót przed nieprzyjacielem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Protazy, choć człek śmiały, uczuł nieco strachu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo przypomniał z samego rośliny zapachu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Różne swoje dawniejsze woźnieńskie przypadki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedne po drugich, biorąc konopie na świadki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako raz zapozwany szlachcic z Telsz, Dzindolet, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozkazał mu, oparłszy o piersi pistolet, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wleźć pod stół i ów pozew psim głosem odszczekać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że Woźny musiał co tchu w konopie uciekać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak później Wołodkowicz, pan dumny, zuchwały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co rozpędzał sejmiki, gwałcił trybunały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjąwszy urzędowy pozew, zdarł na sztuki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I postawiwszy przy drzwiach z kijami hajduki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sam nad Woźnego głową trzymał goły rapier, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzycząc: «Albo cię zetnę, albo zjedz twój papier!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Woźny niby jeść zaczął, jak człowiek roztropny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż skradłszy się do okna, wpadł w ogród konopny. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wprawdzie już wtenczas w Litwie nie było zwyczajem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Opędzać się od pozwów szablą lub nahajem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ledwie Woźny czasem usłyszał łajanie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale Protazy o tej obyczajów zmianie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiedzieć nie mógł, bo dawno już pozwów nie naszał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć zawsze gotów, choć się Sędziemu sam wpraszał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędzia dotąd, przez winny wzgląd na lata stare, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odmawiał jego prośbom; dziś przyjął ofiarę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dla naglącej potrzeby. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Woźny patrzy, czuwa: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cicho wszędzie; w konopie z wolna ręce wsuwa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rozchylając gęstwę badylów, w jarzynie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako rybak pod wodą nurkujący płynie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzniósł głowę: cicho wszędzie; do okien się skrada: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cicho wszędzie; przez okna głąb pałacu bada: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pusto wszędzie; na ganek wchodzi nie bez strachu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odmyka klamkę i pusto jak w zaklętym gmachu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobywa pozew, czyta głośno oświadczenie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wtem usłyszał turkot, uczuł serca drżenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciał uciec... gdy ode drzwi zaszła mu osoba: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczęściem znajoma! Robak! Zdziwili się oba. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Widno, że Hrabia kędyś ruszył z całym dworem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I bardzo śpieszył, bo drzwi zostawił otworem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widać, że się uzbrajał: leżały dwururki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I sztućce na podłodze, dalej sztenfle, kurki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I narzędzia ślusarskie, którymi rynsztunki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poprawiano; proch, papier: robiono ładunki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy Hrabia z całym dworem wyjechał na łowy? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale po cóż broń ręczna? Tu szabla bez głowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zardzewiała, tam leży szpada bez temlaku: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zapewne wybierano oręż z tego braku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I poruszono nawet stare broni składy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Robak obejrzał pilnie rusznice i szpady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A potem do folwarku wybrał się na zwiady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szukając sług, żeby się rozpytać o Hrabię. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W pustym folwarku ledwie wynalazł dwie babie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od których słyszy, że pan i dworska drużyna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ruszyli tłumnie, zbrojnie, drogą do Dobrzyna. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Słynie szeroko w Litwie Dobrzyński zaścianek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Męstwem swoich szlachciców, pięknością szlachcianek. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niegdyś możny i ludny: bo gdy król Jan Trzeci &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obwołał pospolite ruszenie przez wici, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chorąży województwa z samego Dobrzyna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przywiódł mu sześćset zbrojnej szlachty. Dziś rodzina &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmniejszona, zubożała. Dawniej w pańskich dworach &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub wojsku, na zajazdach, sejmikowych zborach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwykli byli Dobrzyńscy żyć o łatwym chlebie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz, zmuszeni sami pracować na siebie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako zaciężne chłopstwo! tylko że siermięgi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie noszą, lecz kapoty białe w czarne pręgi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A w niedzielę kontusze. Strój także szlachcianek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Najuboższych różni się od chłopskich katanek: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwykle chodzą w drylichach albo perkaliczkach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bydło pasą nie w łapciach z kory, lecz w trzewiczkach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I żną zboże, a nawet przędzą w rękawiczkach. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Różnili się Dobrzyńscy między Litwą bracią &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Językiem swoim, tudzież wzrostem i postacią. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czysta krew lacka, wszyscy mieli czarne włosy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wysokie czoła, czarne oczy, orle nosy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z Dobrzyńskiej ziemi ród swój starożytny wiedli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A choć od lat czterystu na Litwie osiedli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zachowali mazurską mowę i zwyczaje. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli który z nich dziecku imię na chrzcie daje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawsze zwykł za patrona brać koronijasza; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Świętego Bartłomieja albo Matyjasza: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak Syn Macieja zawżdy zwał się Bartłomiejem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A znowu Bartłomieja syn zwał się Maciejem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kobiety wszystkie chrzczono Kachny lub Maryny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;By rozeznać się wpośród takiej mieszaniny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brali różne przydomki od jakiej zalety &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub wady, tak mężczyźni jako i kobiety. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mężczyznom czasem kilka dawano przydomków, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na znak pogardy albo szacunku spółziomków; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czasem jedenże szlachcic inaczej w Dobrzynie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A pod innym nazwiskiem u sąsiadów słynie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrzyńskich naśladując, inna szlachta bliska &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brała również przydomki, zwane &lt;em class="author-emphasis"&gt;imioniska&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz ich każda prawie używa rodzina, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A rzadki wie, iż mają początek z Dobrzyna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I były tam potrzebne: kiedy w reszcie kraju &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głupim naśladownictwem weszły do zwyczaju. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Więc Matyjasz Dobrzyński, który stał na czele &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Całej rodziny, zwan był &lt;em class="author-emphasis"&gt;Kurkiem na kościele&lt;/em&gt;; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem, z siedemset dziewięćdziesiąt czwartym rokiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odmieniwszy przydomek, ochrzcił się &lt;em class="author-emphasis"&gt;Zabokiem&lt;/em&gt;; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Toż &lt;em class="author-emphasis"&gt;Królikiem&lt;/em&gt; Dobrzyńscy mianują go sami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Litwini nazwali &lt;em class="author-emphasis"&gt;Maćkiem nad Maćkami&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jak on nad Dobrzyńskimi, dom jego nad siołem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panował, stojąc między karczmą i kościołem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widać rzadko zwiedzany, mieszka w nim hołota: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo brama sterczy bez wrót, ogrody bez płota, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niezasiane, na grzędach już porosły brzozki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przecież ten folwark zdał się być stolicą wioski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Iż kształtniejszy od innych chat, bardziej rozległy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I prawą stronę, gdzie jest świetlica, miał z cegły. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obok lamus, spichrz, gumno, obora i stajnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko w kupie, jak bywa u szlachty zwyczajnie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko nadzwyczaj stare, zgniłe. Domu dachy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Świeciły się, jak gdyby od zielonej blachy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od mchu i trawy, która buja jak na łące. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po strzechach gumien niby ogrody wiszące &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Różnych roślin, pokrzywa i krokos czerwony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żółta dziewanna, szczyru barwiste ogony. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gniazda ptastwa różnego, w strychach gołębniki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W oknach gniazda jaskółcze, u progu króliki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Białe skaczą i ryją w niedeptanej darni. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słowem: dwór na kształt klatki albo królikarni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;A dawniej był obronny! Pełno wszędzie śladów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że wielkich i że częstych doznawał napadów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod bramą dotąd w trawie, jak dziecięca głowa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wielka leżała kula żelazna działowa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od czasów szwedzkich; niegdyś skrzydło wrót otwarte &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bywało o tę kulę jak o głaz oparte. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na dziedzińcu, spomiędzy piołunu i chwastu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wznoszą się stare szczęty krzyżów kilkunastu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na ziemi nieświęconej: znać, że tu chowano &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poległych śmiercią nagłą i niespodziewaną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto by uważał z bliska lamus, spichrz i chatę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ujrzy ściany od ziemi do szczytu pstrokate &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niby rojem owadów czarnych: w każdej plamie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siedzi we środku kula jak trzmiel w ziemnej jamie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;U drzwi domostwa wszystkie klamki, ćwieki, haki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo ucięte, albo noszą szabel znaki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pewnie tu probowano hartu zygmuntówek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którymi można śmiało ćwieki obciąć z główek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub hak przerżnąć, w brzeszczocie nie zrobiwszy szczerby. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nade drzwiami, Dobrzyńskich widne były herby; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz armaturę — serów zasłoniły półki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zasklepiły gęsto gniazdami jaskółki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wewnątrz samego domu, w stajni i wozowni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pełno znajdziesz rynsztunków, jak w starej zbrojowni. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod dachem wiszą cztery ogromne szyszaki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ozdoby czół marsowych: dziś Wenery ptaki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gołębie, w nich gruchając karmią swe pisklęta. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W stajni kolczuga wielka nad żłobem rozpięta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pierścieniasty pancerz służą za drabinę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W którą chłopiec zarzuca źrebcom dzięcielinę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W kuchni kilka rapierów kucharka bezbożna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odhartowała, kładąc je w piec zamiast rożna; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Buńczukiem, łupem z Wiednia, otrzepywa żarna: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słowem, wygnała Marsa Ceres gospodarna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I panuje z Pomoną, Florą i Wertumnem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nad Dobrzyńskiego domem, stodołą i gumnem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale dziś muszą znowu ustąpić boginie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mars powraca. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;O świcie zjawił się w Dobrzynie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Konny posłaniec; biega od chaty do chaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Budzi jak na pańszczyznę. Wstają szlachta braty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Napełniają się ciżbą zaścianku ulice, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słychać krzyk w karczmie, widać w plebanii świéce. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biega; jeden drugiego pyta co to znaczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Starzy składają radę, młódź konie kulbaczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kobiety zatrzymują, chłopcy się szamocą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rwą się biec, bić się, ale nie wiedzą z kim, o co? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Muszą chcąc nie chcąc zostać. W mieszkaniu plebana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trwa rada długa, tłumna, strasznie zamieszana; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż nie mogąc zdań zgodzić, na koniec stanowi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przełożyć całą sprawę ojcu Maciejowi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Siedemdziesiąt dwa lat liczył Maciej, starzec dziarski &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niskiego wzrostu, dawny konfederat barski. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pamiętają i swoi, i nieprzyjaciele &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jego damaskowaną krzywą karabelę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którą piki i sztyki rzezał na kształt sieczki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I której żartem skromne dał imię &lt;em class="author-emphasis"&gt;Rózeczki&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z konfederata stał się stronnikiem królewskim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I trzymał z Tyzenhauzem, podskarbim litewskim; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz gdy król w Targowicy przyjął uczestnictwo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Maciej opuścił znowu królewskie stronnictwo. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I stąd to, że przechodził partyi tak wiele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nazywany był dawniej &lt;em class="author-emphasis"&gt;Kurkiem na kościele&lt;/em&gt;: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że jak kurek za wiatrem chorągiewkę zwracał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyczynę zmian tak częstych na próżno byś macał: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może Maciej zbyt wojnę lubił; zwyciężony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W jednej stronie, znów bitwy szukał z drugiej strony? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może, bystry polityk, duch czasu zbadywał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tam szedł, gdzie ojczyzny dobro upatrywał? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto wie! To pewna, że go nigdy nie uwiodły &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani chęć osobistej chwały, ni zysk podły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I że nigdy z moskiewską partyją nie trzymał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na sam widok Moskala pienił się i zżymał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;By nie spotkać Moskala, po kraju zaborze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siedział w domu jak niedźwiedź, gdy ssie łapę w borze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ostatni raz wojował, poszedłszy z Ogińskim &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do Wilna, gdzie służyli oba pod Jasińskim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tam z &lt;em class="author-emphasis"&gt;Rózeczką&lt;/em&gt; cudów dokazał odwagi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiadomo, że sam jeden skoczył z wałów Pragi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bronić pana Pocieja, który odbieżany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na placu boju, dostał dwadzieścia trzy rany. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myślano długo w Litwie, że obu zabito: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wrócili oba, każdy pokłuty jak sito. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan Pociej, zacny człowiek, chciał zaraz po wojnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obrońcę Dobrzyńskiego wynagrodzić hojnie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dawał mu folwark pięciu dymów w dożywocie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wyznaczył mu rocznie tysiąc złotych w złocie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz Dobrzyński odpisał: «Niech Pociej Macieja &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A nie Maciej Pocieja ma za dobrodzieja». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odmówił więc folwarku i nie przyjął płacy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sam wróciwszy do domu, żył z własnej rąk pracy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sprawując ule dla pszczół, lekarstwa dla bydła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szląc na targ kuropatwy, które łowił w sidła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I polując na źwierza. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Było dość w Dobrzynie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Starych ludzi roztropnych, którzy po łacinie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Umieli i w palestrze ćwiczyli się z młodu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Było dość majętniejszych: a z całego rodu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Maciek prostak ubogi był najwięcej czczony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie tylko jako rębacz &lt;em class="author-emphasis"&gt;Rózeczką&lt;/em&gt; wsławiony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz jako człek mądrego i pewnego zdania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znający dzieje kraju, rodziny podania. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zarówno świadom prawa jak i gospodarstwa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiedział także sekreta strzelców i lekarstwa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyznawano mu nawet (czemu pleban przeczy) &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiadomość nadzwyczajnych i nadludzkich rzeczy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To pewna, że powietrza zmiany zna dokładnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I częściej niż kalendarz gospodarski zgadnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie dziw tedy, że czy to siejbę rozpoczynać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy wiciny wyprawiać, czy zboże zażynać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy procesować, czyli zawierać układy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie działo się w Dobrzynie nic bez Maćka rady. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wpływu takiego starzec bynajmniej nie szukał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Owszem, chciał się go pozbyć, klientów swych fukał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I najczęściej wypychał milczkiem za drzwi domu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rady rzadko udzielał i nie lada komu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ledwie w niezmiernie ważnych sporach lub umowach &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pytany, wyrzekł zdanie i w niewielu słowach. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myślano, że dzisiejszej podejmie się sprawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I stanie swą osobą na czele wyprawy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo bijatykę lubił niezmiernie za młodu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I był nieprzyjacielem moskiewskiego rodu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Właśnie staruszek chodził po samotnym dworze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nucąc piosenkę: &lt;em class="author-emphasis"&gt;Kiedy ranne wstają zorze&lt;/em&gt;, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rad, że się wypogadza. Mgła nie szła do góry, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak się dziać zwykło, kiedy zbierają się chmury, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale coraz spadała. Wiatr rozwinął dłonie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I mgłę muskał, wygładzał, rozścielał na błonie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tymczasem słonko z góry tysiącem promieni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tło przetyka, pośrebrza, wyzłaca, rumieni. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak para mistrzów w Słucku lity pas wyrabia: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziewica siedząc w dole krośny ujedwabia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tło ręką wygładza, tymczasem tkacz z góry &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zrzuca jej nitki srebra, złota i purpury, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tworząc barwy i kwiaty: tak dziś ziemię całą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiatr tumanami osnuł, a słońce dzierzgało. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Maciej ogrzał się słońcem, zakończył pacierze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I już się do swojego gospodarstwa bierze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyniósł traw, liścia; usiadł przed domem i świsnął: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na ten świst rój królików spod ziemi wytrysnął. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako narcyzy nagle wykwitłe nad trawę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bielą się długie słuchy; pod nimi jaskrawe &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeświecają się oczki jak krwawe rubiny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gęsto wszyte w aksamit zielonej darniny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już króliki na łapkach stają; każdy słucha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzy; na koniec cała trzódka białopucha &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bieży do starca liśćmi kapusty znęcona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do nóg mu, na kolana skacze, na ramiona. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On, sam biały jak królik, lubi ich gromadzić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wkoło siebie i ręką ciepły ich puch gładzić; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A drugą ręką z czapki proso w trawę miota &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dla wróblów: spada z dachów krzykliwa hołota. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Gdy się staruszek bawił widokiem biesiady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nagle króliki znikły w ziemi, a gromady &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wróblów na dach uciekły przed gośćmi nowymi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którzy szli do folwarku krokami prędkiemi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byli to z plebanii przez szlachty gromadę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Posłowie wyprawieni do Maćka po radę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z dala witając starca niskimi ukłony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekli: «Niech będzie Jezus Chrystus pochwalony» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Na wieki wieków, amen» starzec odpowiedział, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdy się o ważności poselstwa dowiedział, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prosi do chaty. Weszli, zasiadają ławę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pierwszy z posłów stał w środku i jął zdawać sprawę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tymczasem szlachty coraz gęściej przybywało: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrzyńscy prawie wszyscy, sąsiadów niemało &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z okolicznych zaścianków, zbrojni i bezbronni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W kałamaszkach i bryczkach, i piesi, i konni. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stawią wozy, podjezdki do brzezinek wiążą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciekawi skutku narad koło domu krążą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już izbę napełnili, kupią się do sieni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Inni słuchają, w okna głowami wciśnieni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/pan-tadeusz/"&gt;Adam Mickiewicz, „Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Księga siódma</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/07/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/07/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;Księga siódma&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3"&gt;Rada&lt;/h2&gt;
&lt;div class="note"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zbawienne rady Bartka zwanego Prusak — Głos żołnierski Maćka Chrzciciela — Głos polityczny pana Buchmana — Jankiel radzi ku zgodzie, którą Scyzoryk rozcina — Rzecz Gerwazego, z której okazują się wielkie skutki wymowy sejmowej — Protestacja starego Maćka — Nagłe przybycie posiłków wojennych zrywa naradę — Hejże na Soplicę!&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Z kolei Bartek poseł rzecz swą wyprowadzał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten, że często na strugach do Królewca chadzał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nazwany był Prusakiem od swych spółrodaków: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przez żart, bo nienawidził okropnie Prusaków, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć lubił o nich gadać. Człek podeszły w lata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W podróżach swych dalekich wiele zwiedził świata; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gazet pilny czytelnik, polityki świadom, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W niebytność Maćka zwykle przewodził obradom. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten tak rzecz kończył: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;«Nie jest to, panie Macieju, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bracie mój, a nas wszystkich Ojcze Dobrodzieju, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie jest to marna pomoc. Ja bym na Francuzów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spuścił się w czasie wojny, jak na czterech tuzów: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lud bitny, a od czasów pana Tadeusza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kościuszki, świat takiego nie miał genijusza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wojennego, jak wielki cesarz Bonaparte. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pamiętam, kiedy przeszli Francuzi przez Wartę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bawiłem za granicą wtenczas, w roku pańskim &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tysiącznym osimsetnym szóstym; właśnie z Gdańskiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Handlowałem, a krewnych mam wiele w Poznańskiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeździłem ich odwiedzić; więc z panem Józefem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grabowskim, który teraz jest rejmentu szefem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A podówczas żył na wsi blisko Obiezierza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Polowaliśmy sobie na małego źwierza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był pokój w Wielkopolszcze, jak teraz na Litwie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem nagle rozeszła się wieść o strasznej bitwie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przybiegł do nas posłaniec od pana Towdena: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grabowski list przeczytał, krzyknął: «Jena! Jena! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbito Prusaków na łeb, na szyję, wygrana!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja, z konia zsiadłszy, zaraz padłem na kolana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziękując Panu Bogu... Do miasta jedziemy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niby dla interesu, niby nic nie wiemy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż tu widzimy wszystkie landraty, hofraty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Komisarze i wszystkie podobne psubraty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kłaniają się nam nisko; każdy drży, blednieje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako owad prusaczy, gdy wrzątkiem kto zleje. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;My śmiejąc się, trąc ręce, prosim uniżenie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O nowinki? pytamy, co słychać o Jenie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu ich strach zdjął; dziwią się, że o klęsce owej &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już wiemy; krzyczą Niemcy: «Achary Got! o wej!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spuściwszy nos, do domów, z domów dalej w nogi — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O, to był rwetes! Wszystkie wielkopolskie drogi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pełne uciekających. Niemczyska jak mrowie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pełzną, ciągną pojazdy, które lud tam zowie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wageny i fornalki; mężczyźni, kobiety, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z fajkami, z imbryczkami, wleką pudła, bety; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drapią jak mogą. A my milczkiem wchodzim w radę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hejże na koń, pomieszać Niemcom rejteradę! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nuż landratom tłuc w karki, z hofratów drzeć schaby, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A herów oficerów łowić za harcaby! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A jenerał Dąbrowski wpada do Poznania &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I cesarski przynosi rozkaz: do powstania! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W tydzień jeden tak lud nasz Prusaków wychłostał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wygnał, na lekarstwo Niemca byś nie dostał! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyby się tak obrócić i gracko, i raźnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I u nas w Litwie sprawić Moskwie taką łaźnię? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;He, co myślisz Macieju? Jeśli z Bonapartem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moskwa drze koty, to on wojuje nie żartem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bohater pierwszy w świecie, a wojsk ma bez liku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;He, cóż myślisz Macieju, nasz ojcze Króliku?» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Skończył. Czekają wszyscy Macieja wyroku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Maciej głowy nie ruszył ani podniósł wzroku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko ręką kilkakroć uderzył po boku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gdyby szabli szukał (od zaboru kraju &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szabli nie nosił; przecież z dawnego zwyczaju, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na wspomnienie Moskala, zawsze rękę zwracał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na lewy bok: zapewne Rózeczki swej macał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I stąd był nazywany powszechnie &lt;em class="author-emphasis"&gt;Zabokiem&lt;/em&gt;). &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już wzniósł głowę; słuchają w milczeniu głębokiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Maciej oczekiwanie powszechne omylił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nachmurzył brwi i znowu głowę na pierś schylił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec odezwał się, z wolna każde słowo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wymawiając z przyciskiem, a w takt kiwał głową. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Cicho! skądże ta cała nowina pochodzi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak daleko Francuzi? kto nimi dowodzi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy już wojnę zaczęli z Moskwą? gdzie i o co? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którędy mają ciągnąć? z jaką idą mocą? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiele piechoty, jazdy? Kto wie, niechaj gada!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Milczała patrząc na się kolejno gromada. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Radziłbym — rzecze Prusak — czekać bernardyna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Robaka, bo od niego pochodzi nowina; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tymczasem posłać pewnych szpiegów nad granicę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I po cichu uzbrajać całą okolicę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A tymczasem ostrożnie całą rzecz prowadzić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby Moskalom naszych zamiarów nie zdradzić». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«He! czekać? szczekać? zwlekać?» przerwał Maciej drugi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ochrzczony Kropicielem, od wielkiej maczugi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którą zwał Kropidełkiem. Miał ją dziś przy sobie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stanął za nią, na gałce zwiesił ręce obie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na ręku oparł brodę, krzycząc: «Czekać! zwlekać! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sejmikować! Hem, trem, brem, a potem uciekać! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja w Prusach nie bywałem; rozum królewiecki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobry dla Prus, a u mnie jest rozum szlachecki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To wiem: że kto chce bić się, niech Kropidło chwyta; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto umierać, ten księdza niech woła, i kwita! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja chcę żyć, bić! Bernardyn po co? czy my żaki? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co mi tam Robak: otóż, my będziem robaki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dalej Moskwę toczyć! Trem, brem, szpiegi, wzwiady; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiecie wy, co to znaczy? Oto, że wy dziady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niedołęgi! He, bracia, to wyżła rzecz tropić,  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bernardyńska kwestować, a moja rzecz: kropić;  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kropić, kropić i kwita!» Tu maczugę głasnął,  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za nim cały tłum szlachty «Kropić, kropić!» wrzasnął. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Poparł stronę Chrzciciela, Bartek zwan Brzytewka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od szabli cienkiej, tudzież Maciej, zwan Konewka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od sztućca który naszał, z gardłem tak szerokiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że zeń jak z konwi tuzin kulek lał potokiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oba krzyczeli: «Wiwat Chrzciciel z kropidełkiem!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prusak chciał mówić, ale zgłuszono go zgiełkiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I śmiechem; «Precz — wołano — precz Prusaki tchórze! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto tchórz, niech w bernardyńskim chowa się kapturze!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wtem znowu głowę z wolna podniósł Maciej stary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zaczęły cokolwiek uciszać się gwary: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Nie drwijcie — rzekł — z Robaka; znam go, to ćwik klecha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten robaczek większego od was zgryzł orzecha. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Raz go tylko widziałem: ledwiem okiem rzucił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poznałem co za ptaszek; ksiądz oczy odwrócił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lękając się, żebym go nie zaczął spowiadać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale to rzecz nie moja, wiele o tym gadać! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On tu nie przyjdzie; próżno wzywać bernardyna. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli od niego wyszła ta cała nowina, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To kto wie, w jakim celu: bo to bies księżyna! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli prócz tej nowiny nic więcej nie wiecie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc po coście tu przyszli? i czego wy chcecie?» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Wojny!» krzyknęli. — «Jakiej?» spytał. — Zawołali: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Wojny z Moskalem! Bić się! Hejże na Moskali!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Prusak wciąż wołał, a głos coraz wyżej wznosił; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż posłuchanie częścią ukłonem wyprosił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Częścią zdobył swą mową krzykliwą i cienką. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«I ja chcę bić się — wołał tłukąc się w pierś ręką — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć kropidła nie noszę, drągiem od wiciny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sprawiłem raz Prusakom czterem dobre chrzciny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którzy mię po pjanemu chcieli w Preglu topić». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Toś zuch Bartku — rzekł Chrzciciel — dobrze! kropić, kropić!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Ależ, najsłodszy Jezu! trzeba pierwej wiedzieć &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z kim wojna? o co? trzeba to światu powiedzieć — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wołał Prusak — bo jakże lud ruszy za nami? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie pójdzie, kiedy gdzie iść, my nie wiemy sami? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bracia szlachta! Panowie! potrzeba rozsądku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrodzieje! potrzeba ładu i porządku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcecie wojny, więc zróbmy konfederacyją; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obmyślmy, gdzie zawiązać i pod laską czyją? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak było w Wielkopolszcze: widzim rejteradę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niemiecką: cóż my robim? wchodzim tajnie w radę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uzbrajamy i szlachtę, i włościan gromadę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gotowi, Dąbrowskiego czekamy rozkazu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec, hejże na koń! powstajem od razu!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Proszę o głos!» zawołał pan komisarz z Klecka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Człowiek młody, przystojny, ubrany z niemiecka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwał się Buchman, lecz Polak był, w Polsce się rodził; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wiedzieć pewnie, czyli ze szlachty pochodził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz o to nie pytano; i wszyscy Buchmana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szacowali, iż służył u wielkiego pana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był dobry patryjota i pełen nauki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z ksiąg obcych wyuczył się gospodarstwa sztuki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dóbr administracją prowadził porządnie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O polityce także wnioskował rozsądnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pięknie pisać i gładko umiał się wysławiać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zatem umilkli wszyscy, kiedy jął rozprawiać: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Proszę o głos!» powtórzył, po dwakroć odchrząknął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ukłonił się i usty dźwięcznymi tak brząknął: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Preopinanci moi w swych głosach wymownych &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dotknęli wszystkich punktów stanowczych i głownych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dyskusyją na wyższe wznieśli stanowisko; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnie tylko pozostaje, w jedno zjąć ognisko &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzucone trafne myśli i rozumowania: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mam nadzieję w ten sposób sprzeczne zgodzić zdania. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwie części w dyskusyji całej uważałem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podział już jest zrobiony, idę tym podziałem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Naprzód: dlaczego mamy przedsiębrać powstanie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W jakim duchu? to pierwsze żywotne pytanie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drugie, rewolucyjnej władzy się dotycze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podział jest trafny, tylko przewrócić go życzę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Naprzód zacząć od władzy: skoro pojmiem władzę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z niej powstania istotę, duch, cel, wyprowadzę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co do władzy więc — kiedy oczyma przebiegam &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzieje całej ludzkości, i cóż w nich spostrzegam? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oto, ród ludzki dziki, w lasach rozpierzchniony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skupia się, zbiera, łączy dla wspólnej obrony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obmyśla ją; i to jest najpierwsza obrada. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem każdy wolności własnej cząstkę składa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dla dobra powszechnego: to pierwsza ustawa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z której jako ze źródła płyną wszystkie prawa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzimy tedy, że rząd umową się tworzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie pochodząc, jak mylnie sądzę, z woli Bożej. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Owoż, rząd na kontrakcie oparłszy społecznym, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podział władzy już tylko jest skutkiem koniecznym». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Otóż są i kontrakty! Kijowskie czy mińskie? —  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł stary Maciej — owoż i rządy babińskie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panie Buchman, czy Bóg nam chciał cara narzucić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy diabeł, ja z waszmością nie będę się kłócić: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panie Buchman, gadaj Waść, jakby cara zrzucić». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Tu sęk — krzyknął Kropiciel — gdybym mógł podskoczyć &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do tronu i Kropidłem, plusk, raz cara zmoczyć: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To już by on nie wrócił, ni kijowskim traktem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ni mińskim, ni za żadnym Buchmana kontraktem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aniby go wskrzesili z mocy bożej popi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ni z mocy Belzebuba — ten mi zuch, kto kropi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panie Buchman, waścina rzecz bardzo wymowna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale wymowa szum, drum: kropić! to rzecz główna». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«To, to, to!» pisnął, ręce trąc, Bartek Brzytewka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od Chrzciciela do Maćka biegając jak cewka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od jednej strony krosien przerzucana w drugą: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Tylko ty, Maćku z Rózgą, ty, Maćku z maczugą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko zgódźcie się: dalbóg, pobijem na druzgi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moskala; Brzytew idzie pod komendę Rózgi». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Komenda — przerwał Chrzciciel — dobra ku paradzie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U nas była komenda w kowieńskiej brygadzie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krótka a węzłowata: strasz, sam się nie strachaj; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bij, nie daj się; postępuj często, gęsto machaj: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szach, mach!» «To — pisnął Brzytwa — to mi regulament! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po co tu pisać akta, po co psuć atrament? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Konfederacji trzeba? o to cała sprzeczka? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest Marszałek nasz Maciej, a laska Rózeczka». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Niech żyje — krzyknął Chrzciciel — Kurek na Kościele!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szlachta odpowiedziała. «Wiwant Kropiciele!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ale w kątach szmer powstał, choć w środku tłumiony; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widać, że się rozdziela rada na dwie strony. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Buchman krzyknął: «Ja zgody nigdy nie pochwalam! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To mój system!» Ktoś drugi wrzasnął: «Nie pozwalam!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Inni z kątów wtórują. Nareszcie głos gruby &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ozwał się przybyłego szlachcica Skołuby: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Cóż to, Państwo Dobrzyńscy! A to co się święci? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A my, czy to będziemy z pod prawa wyjęci? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy nas zapraszano z naszego zaścianku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A zapraszał nas klucznik Rębajło Mopanku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówiono nam, że wielkie rzeczy dziać się miały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że tu nie o Dobrzyńskich, lecz o powiat cały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O całą szlachtę idzie; toż i Robak bąkał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć nigdy nie dokończył i zawsze się jąkał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ciemno się tłumaczył. Wreszcie, koniec końców, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;My zjechali, sąsiadów zwołali przez gońców. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie sami tu panowie Dobrzyńscy jesteście; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z różnych innych zaścianków jest tu nas ze dwieście: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszyscy więc radźmy. Jeśli potrzeba marszałka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głosujmy wszyscy; równa u każdego gałka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech żyje równość!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Zatem dwaj Terajewicze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I czterej Stypułkowscy i trzej Mickiewicze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzyknęli: «Wiwat równość!» stając za Skołubą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tymczasem Buchman wołał: «Zgoda będzie zgubą!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kropiciel krzyczał: «Bez was obejdziem się sami; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech żyje nasz marszałek, Maciek nad Maćkami! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hej do laski!» Dobrzyńscy krzyczą: «Zapraszamy!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A obca szlachta woła w głos: «Nie pozwalamy!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozstrycha się tłum na dwie kupy rozdzielony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I kiwając głowami w dwie przeciwne strony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tamci: «Nie pozwalamy!» — ci krzyczą: «Prosiemy!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Maciek stary w pośrodku jeden siedział niemy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I jedna głowa jego była nieruchoma. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeciw niemu stał Chrzciciel zwieszony rękoma &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na maczudze, a głową na końcu maczugi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wspartą kręcił, jak tykwą wbitą, na kij długi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I na przemiany to w tył, to się naprzód kiwał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ustawicznie «Kropić, kropić!» wykrzykiwał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzdłuż izby zaś przebiegał Brzytewka ruchawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciągle od Kropiciela do Macieja ławy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Konewka zaś powoli wszerz izbę przechodził &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od Dobrzyńskich do szlachty: niby to ich godził; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeden wciąż wołał «Golić» a drugi «Zalewać!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Maciek milczał; lecz widno, że się zaczął gniewać./ &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ćwierć godziny wrzał hałas, gdy nad tłum wrzeszczący, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ze środka głów, wyskoczył w góre słup błyszczący: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był to rapier sążnistej długości, szeroki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na całą piędź, a sieczny na obadwa boki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widocznie miecz teutoński z norymberskiej stali &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ukuty: wszyscy milcząc na broń poglądali. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto ją podniósł? nie widać; lecz zaraz zgadniono: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«To Scyzoryk! niech żyje Scyzoryk! — krzykniono — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiwat Scyzoryk, klejnot Rębajłów zaścianku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiwat Rębajło, Szczerbiec, Półkozic, Mopanku!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wnet Gerwazy (to on był) przez tłum się przecisnął &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na środek izby, wkoło Scyzorykiem błysnął; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem w dół chyląc ostrze na znak powitania &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przed Maćkiem, rzekł: «Rózeczce Scyzoryk się kłania. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bracia szlachta, Dobrzyńscy! Ja nie będę radził &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic a nic; powiem tylko, po com was zgromadził: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A co robić, jak robić, decydujcie sami. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiecie, słuch dawno chodzi między zaściankami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że się na wielkie rzeczy zanosi na świecie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ksiądz Robak o tym gadał: wszakże wszyscy wiecie?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Wiemy!» krzyknęli — «Dobrze. Owoż mądrej głowie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciągnął mówca, spojrzawszy bystro — dość dwie słowie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieprawdaż?» «Prawda» rzekli. «Gdy cesarz francuski — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł Klucznik — stąd przyciąga, a stamtąd car ruski: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc wojna; car z cesarzem, królowie z królami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pójdą za łby, jak zwykle między monarchami. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A nam czy siedzieć cicho? Gdy wielki wielkiego &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będzie dusić: my duśmy mniejszych, każdy swego. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z góry i z dołu, wielcy wielkich, małych mali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak zaczniem ciąć, tak całe szelmostwo się zwali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tak zakwitnie szczęście i Rzeczpospolita. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieprawdaż?» «Prawda — rzekli — jakby z książki czyta». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Prawda — powtórzył Chrzciciel — krop a krop i kwita». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Ja zawsze gotów golić» ozwał się Brzytewka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Tylko zgódźcie się — prosił uprzejmie Konewka — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chrzcicielu i Macieju, pod czyją iść wodzą?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale mu przerwał Buchman: «Niech się głupi godzą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dyskusyje publicznej sprawie nie zaszkodzą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Proszę milczeć, słuchamy, sprawa na tym zyska; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan Klucznik ją z nowego zważa stanowiska». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Owszem — zawołał Klucznik — u mnie po staremu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O wielkich rzeczach myśleć należy wielkiemu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest na to cesarz, będzie król, senat, posłowie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Takie rzeczy, mopanku, robią się w Krakowie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub w Warszawie, nie u nas, w zaścianku, w Dobrzynie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aktów konfederackich nie piszą w kominie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kredą, nie na wicinie, lecz na pergaminie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie nam to pisać akta; ma Polska pisarzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Koronnych i litewskich, tak robili starzy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moja rzecz Scyzorykiem wyrzynać». «Kropidłem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pluskać» dodał Kropiciel. «I wykalać Szydłem» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzyknął Bartek Szydełko, dobywszy swej szpadki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Wszystkich was — kończył Klucznik — biorę tu na świadki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy Robak nie powiadał, że wprzód nim przyjmiecie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W dom wasz Napoleona, trzeba wymieść śmiecie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszeliście to wszyscy: a czy rozumiecie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż jest śmieciem powiatu? Kto zdradziecko zabił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Najlepszego z Polaków, kto go okradł, zgrabił? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I jeszcze chce ostatki wydrzeć z rąk dziedzica? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż to? Mamże wam gadać?» «A już ci Soplica — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przerwał Konewka — to łotr» «Oj, to ciemiężyciel» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pisnął Brzytewka — «Więc go kropić!» dodał Chrzciciel; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jeśli zdrajca — rzekł Buchman — więc na szubienicę!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Hejże! — krzyknęli wszyscy — hejże na Soplicę!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Lecz Prusak śmiał podjąć się Sędziego obrony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wołał z wzniesionymi ku szlachcie ramiony: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Panowie Bracia! aj! aj! a na boskie rany! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co znowu? Panie Klucznik, czy waść opętany? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy o tym była mowa? Że ktoś miał wariata &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Banitę bratem: to co, karać go za brata? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To mi po chrześcijańsku! Są tu w tym konszachty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabiego; żeby Sędzia był ciężki dla szlachty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieprawda! dalibógże! To wy tylko sami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pozywacie go, a on zgody szuka z wami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ustępuje ze swego, jeszcze grzywny płaci. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ma proces z Hrabią: cóż stąd? obadwa bogaci; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj pan drze się z panem: cóż to do nas, braci? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan Sędzia ciemiężyciel! On pierwszy zabraniał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ażeby się chłop przed nim do ziemi nie kłaniał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówiąc, że to grzech. Nieraz u niego gromada &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chłopska, ja sam widziałem, do stołu z nim siada; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płacił za włość podatki: a nie tak jest w Klecku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć tam waść, panie Buchman, rządzisz po niemiecku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędzia zdrajca! My się z nim od infimy znamy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poczciwe było dziecko i dziś taki samy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Polskę kocha nad wszystko, polskie obyczaje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chowa, modom moskiewskim przystępu nie daje. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ilekroć z Prus powracam, chcąc zmyć się z niemczyzny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wpadam do Soplicowa jak w centrum polszczyzny; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam się człowiek napije, nadysze ojczyzny! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dalbóg Dobrzyńscy! ja wasz brat, ale Sędziego &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie pozwolę pokrzywdzić; nie będzie nic z tego. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie tak, panowie bracia, w Wielkopolszcze było: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co za duch! co za zgoda! aż przypomnieć miło! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nikt tam podobną fraszką nie śmiał rady mieszać». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«To nie fraszka — zawołał Klucznik — łotrów wieszać!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Szmer wzmagał się. Wtem Jankiel posłuchania prosił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na ławę wskoczył, stanął i nad głowy wznosił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brodę jak wiechę, co mu aż do pasa wisi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawą ręką zdjął z wolna z głowy kołpak lisi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lewą ręką jarmułkę zruszoną poprawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem lewicę za pas zatknął i tak prawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kołpakiem lisim w kolej kłaniając się nisko: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Nu, panowie Dobrzyńscy! Ja sobie Żydzisko; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnie Sędzia ni brat, ni swat; szanuję Sopliców &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak panów bardzo dobrych i moich dziedziców; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szanuję też Dobrzyńskich, Bartków i Maciejów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako dobrych sąsiadów, panów dobrodziejów; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A mówię tak: jeżeli państwo chcą gwałt zrobić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędziemu, to bardzo źle. Możecie się pobić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabić — a asesory? a sprawnik? a turma? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo w wiosce u Soplicy jest żołnierzy hurma, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko jegry! Asesor w domu: tylko świśnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak wraz przymaszerują, stoją jak umyślnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A co będzie? A jeśli czekacie Francuza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To Francuz jest daleko jeszcze, droga duża. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja Żyd, o wojnach nie wiem, a byłem w Bielicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I widziałem tam Żydków od samej granicy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słychać, że Francuz stoi nad rzeką Łososną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wojna jeśli będzie, to chyba aż wiosną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nu, mówię tak: czekajcie; wszak dwór Soplicowa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie budka kramna, co się rozbierze, w wóz schowa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pojedzie: dwór jak stał, do wiosny stać będzie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A pan Sędzia, to nie jest Żydek na arendzie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie uciecze, to jego można znaleźć wiosną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A teraz rozejdźcie się, a nie gadać głośno &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O tym, co było; bo to gadać, to daremno! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A czyja łaska panów Szlachty, proszę ze mną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moja Siora powiła małego Jankielka: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja dziś traktuję wszystkich, a muzyka wielka! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każę przynieść kozice, basetlę, dwie skrzypiec, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A pan Maciek Dobrodziej lubi stary lipiec &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nowego mazurka: mam nowe mazurki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wyuczyłem śpiewać &lt;em class="foreign-word"&gt;fein&lt;/em&gt; moje bachurki». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wymowa lubionego powszechnie Jankiela &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trafiała do serc. Powstał krzyk, oklask wesela, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szmer przyzwolenia nawet za domem się szerzył: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy Gerwazy w Jankiela Scyzorykiem zmierzył. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żyd skoczył, wpadł w tłum; Klucznik wołał: «Precz stąd, Żydzie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie tkaj palców między drzwi, nie o ciebie idzie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panie Prusak! że waszeć Sędziowską handlujesz &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Parą wicin mizernych: to już zań gardłujesz? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zapomniałeś mopanku, że ojciec waszecin &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spławiał do Prus dwadzieścia Horeszkowskich wicin? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stąd się zbogacił i on, i jego rodzina, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ba, nawet wszyscy, ilu was tu jest z Dobrzyna. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo pamiętacie starzy, słyszeliście młodzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że Stolnik był was wszystkich ojciec i dobrodziéj: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kogoż on komisarzem słał do swych dóbr pińskich? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrzyńskiego! Rachmistrzów kogo miał? Dobrzyńskich! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Marszałkostwa, kredensu nie zwierzał nikomu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko Dobrzyńskim: pełno Dobrzyńskich miał w domu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On forytował wasze w trybunałach sprawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On wyrabiał u króla dla was chleb łaskawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzieci wasze kopami pomieszczał w konwikcie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pijarskim, na swym koszcie, odzieży i wikcie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dorosłych promowował także swym nakładem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A dlaczego to robił? że wam był sąsiadem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś Soplica kopcami tyka waszych granic: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż kiedy wam dobrego zrobił on?» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;«Nic a nic! — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przerwał Konewka — bo to wyrosło z szlachciury, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A jak dmie się, phu, phu, phu, jak nos drze do góry! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pamiętacie, prosiłem na córki wesele; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poję, nie chce pić, mówi: »Nie piję tak wiele &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak wy szlachta; wy szlachta ciągniecie jak bąki«. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ot magnat! delikacik z marymonckiej mąki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie pił; leliśmy w gardło, krzyczał: »Gwałt się dzieje!« &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czekajno, niech no ja mu z Konewki naleję». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Filut — zawołał Chrzciciel — oj, i ja go kropnę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za swoje. Mój syn, było to dziecko roztropne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz tak zgłupiał, że go nazywają Sakiem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A z przyczyny Sędziego został głupcem takim. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówiłem: po co tobie leźć do Soplicowa? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeżeli cię tam złowię, niech cię Bóg uchowa! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On znowu smyk do Zosi, dybie przez konopie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złowiłem go, a zatem za uszy i kropię; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A on beczy i beczy jak maleńkie chłopię: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;»Ojcze, choć zabij, muszę tam iść«, a wciąż szlocha — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;»Co tobie?« a on mówi, że tę Zosię kocha! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciałby popatrzyć na nią! Żal mi nieboraka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówię Sędziemu: »Sędzio, daj Zosię dla Saka!« &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On mówi: »Jeszcze mała, czekaj ze trzy lata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak sama zechce«. Łotr! łże, już ją komuś swata: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszałem. Już ja się tam na wesele wkręcę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja im łoże małżeńskie kropidłem poświęcę». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«I taki łotr — zawołał Klucznik — ma panować? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dawnych panów, lepszych od siebie, rujnować? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Horeszków i pamięć i imię zaginie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzież jest wdzięczność na świecie? Nie ma jej w Dobrzynie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bracia! chcecie bój z ruskim wieść imperatorem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A boicie się wojny z Soplicowskim dworem? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Strach wam turmy! Czyż to ja wzywam na rozboje? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Broń Boże! Szlachta Bracia! ja przy prawie stoję. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak Hrabia wygrał, zyskał dekretów niemało: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko je egzekwować! Tak dawniej bywało: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trybunał pisał dekret; szlachta wypełniała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A szczególniej Dobrzyńscy, i stąd wasza chwała &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Urosła w Litwie! Wszakże to Dobrzyńscy sami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bili się na zajezdzie myskim z Moskalami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Których przywiódł jenerał ruski Wojniłowicz &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I łotr, przyjaciel jego, pan Wołk z Łogomowicz. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pamiętacie, jak Wołka wzięliśmy w niewolę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak chcieliśmy go wieszać na belce w stodole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Iż był tyran dla chłopstwa a sługa Moskali; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale się chłopi głupi nad nim zlitowali! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(Upiec go muszę kiedyś na tym Scyzoryku.) &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wspomnę innych wielkich zajazdów bez liku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z których wyszliśmy zawsze, jak szlachcie przystało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z zyskiem i aplauzem powszechnym i z chwałą! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po cóż o tym wspominać? Dziś darmo pan Hrabia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sąsiad wasz, sprawę toczy, dekrety wyrabia: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już nikt z was pomóc nie chce biednemu sierocie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziedzic Stolnika tego, który żywił krocie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś nie ma przyjaciela, oprócz mnie, Klucznika, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ot tego wiernego mego Scyzoryka!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«I Kropidła — rzekł Chrzciciel — Gdzie ty Gerwazeńku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam i ja; póki ręka, póki plusk plask w ręku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co dwaj to dwaj! Dalibóg mój Gerwazy! ty miecz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja mam Kropidło; dalbóg! ja kropię, a ty siecz: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tak szach mach, plusk i plask; oni niech gawędzą!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Toć i Bartka — rzekł Brzytwa — bracia nie odpędzą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już co wy namydlicie, to ja wszystko zgolę». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«I ja — przydał Konewka — z wami ruszyć wolę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy ich nie można zgodzić na obiór marszałka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co mi tam głosy, gałki! U mnie insza gałka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— Tu wydobył z kieszeni garść kul, dzwonił nimi — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ot gałki! — krzyknął — w Sędzię gałkami wszystkimi!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Do was — wołał Skołuba — do was się łączymy!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Gdzie wy — krzyknęła szlachta — gdzie wy, to tam i my! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech żyją Horeszkowie! wiwant Półkozice! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiwat Klucznik Rębajło! Hejże na Soplicę!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;I tak wszystkich pociągnął wymowny Gerwazy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo wszyscy ku Sędziemu mieli swe urazy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak zwyczajnie w sąsiedztwie: to o szkodę skargi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To o wyręby, to o granice zatargi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jednych gniew, drugich tylko podburzała zawiść &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bogactw Sędziego — wszystkich zgodziła nienawiść. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cisną się do Klucznika, podnoszą do góry &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szable, pałki. — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Aż Maciek, dotychczas ponury, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieruchomy, wstał z ławy i wolnymi kroki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyszedł na środek izby i podparł się w boki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I spojrzawszy przed siebie, i kiwając głową, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabrał głos, wymawiając z wolna każde słowo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z przestankiem i przyciskiem: «A głupi! a głupi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A głupi wy! Na kim się mleło, na was skrupi!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To póki o wskrzeszeniu Polski była rada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O dobru pospolitym, głupi, u was zwada? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie można było, głupi, ani się rozmówić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głupi, ani porządku, ani postanowić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wodza nad wami, głupi! A niech no kto podda &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Osobiste urazy, głupi, u was zgoda! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Precz stąd! Bo jakom Maciek, was, do milijonów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kroćset kroci tysięcy fur, beczek, furgonów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Diabłów!!!!...» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Ucichli wszyscy jak rażeni gromem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale razem straszliwy powstał krzyk za domem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Wiwat Hrabia!» On wjeżdżał na folwark Maciejów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sam zbrojny, za nim zbrojnych dziesięciu dżokejów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabia siedział na dzielnym koniu, w czarnym stroju; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na sukni orzechowy płaszcz włoskiego kroju, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szeroki, bez rękawów, jak wielka opona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spięty klamrą u szyi, spadał przez ramiona; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kapelusz miał okrągły z piórem, w ręku szpadę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Okręcił się i szpadą powitał gromadę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Wiwat Hrabia! — krzyknęli — z nim żyć i umierać!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szlachta zaczęła z chaty przez okna wyzierać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I za Klucznikiem coraz ku drzwiom się napierać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Klucznik wyszedł, a za nim tłum przeze drzwi runął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Maciek resztę wypędził, drzwi zamknął, zasunął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I przez okno wyjrzawszy, raz jeszcze rzekł: «Głupi!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;A tymczasem się szlachta do Hrabiego kupi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idą w karczmę. Gerwazy wspomniał dawne czasy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kazał sobie trzy podać od kontuszów pasy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na nich ze sklepu karczmy beczki wydobywa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzy: jedną miodu, drugą wódki, trzecią piwa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyjął goździe, wnet z szumem trysnęły trzy strugi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeden biały jak srebro, krwawnikowy drugi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeci żółty; troistą grają w górze tęczą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A spadając w sto kubków, we sto szklanek brzęczą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wre szlachta. Tamci piją, ci Hrabiemu życzą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lat setnych, wszyscy: «Hejże na Soplicę!» krzyczą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jankiel wymknął się milczkiem, oklep. Prusak, równie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niesłuchany, choć jeszcze rozprawiał wymównie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciał zmykać: szlachta w pogoń, wołając, że zdradził. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mickiewicz stał z daleka; ni krzyczał, ni radził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale z miny poznano, że coś złego knuje: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc do kordów, i hejże! On się rejteruje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odcina się, już ranny; przyparty do płotów: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy mu skoczył na odsiecz Zan i trzech Czeczotów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za czym rozjęto szlachtę. Ale w tym rozruchu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwóch było ciętych w ręce; ktoś dostał po uchu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Reszta wsiadała na koń. — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Hrabia i Gerwazy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Porządkują, rozdają oręże, rozkazy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W końcu, wszyscy przez długą zaścianku ulicę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Puścili się w cwał krzycząc: «Hejże na Soplicę!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/pan-tadeusz/"&gt;Adam Mickiewicz, „Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Księga ósma</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/08/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/08/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;Księga ósma&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3"&gt;Zajazd&lt;/h2&gt;
&lt;div class="note"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Astronomia Wojskiego — Uwaga Podkomorzego nad kometami — Tajemnicza scena w pokoju Sędziego — Tadeusz, chcąc zręcznie wyplątać się, wpada w wielkie kłopoty — Nowa Dydo — Zajazd — Ostatnia woźnieńska protestacja — Hrabia zdobywa Soplicowo — Szturm i rzeź — Gerwazy piwniczym — Uczta zajazdowa.&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Przed burzą bywa chwila cicha i ponura, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy, nad głowy ludzi przyleciawszy, chmura &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stanie i grożąc twarzą, dech wiatrów zatrzyma, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Milczy, obiega ziemię błyskawic oczyma, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znacząc te miejsca, gdzie wnet ciśnie grom po gromie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tej ciszy chwila była w Soplicowskim domie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myśliłbyś, że przeczucie nadzwyczajnych zdarzeń &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ścięło usta i wzniosło duchy w kraje marzeń. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Po wieczerzy i Sędzia, i goście ze dworu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wychodzą na dziedziniec używać wieczoru; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zasiadają na przyzbach wysłanych murawą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Całe grono z posępną i cichą postawą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pogląda w niebo, które zdawało się zniżać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ścieśniać i coraz bardziej ku ziemi przybliżać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż oboje, skrywszy się pod zasłonę ciemną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak kochankowie, wszczęli rozmowę tajemną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tłumacząc swe uczucia w westchnieniach tłumionych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szeptach, szmerach i słowach na wpół wymówionych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z których składa się dziwna muzyka wieczoru. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Zaczął ją puszczyk, jęcząc na poddaszu dworu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szepnęły wiotkim skrzydłem nietoperze, lecą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod dom, gdzie szyby okien, twarze ludzi świecą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bliżej zaś nietoperzów siostrzyczki, ćmy, rojem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiją się przywabione białym kobiet strojem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mianowicie przykrzą się Zosi, bijąc w lice &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I w jasne oczki, które biorą za dwie świéce. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na powietrzu owadów wielki krąg się zbiera, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kręci się, grając jako harmoniki sfera; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ucho Zosi rozróżnia wśród tysiąca gwarów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Akord muszek i półton fałszywy komarów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;W polu koncert wieczorny ledwie jest zaczęty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Właśnie muzycy kończą stroić instrumenty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już trzykroć wrzasnął derkacz, pierwszy skrzypak łąki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już mu z dala wtórują z bagien basem bąki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już bekasy, do góry porwawszy się, wiją &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I bekając raz po raz, jak w bębenki biją. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Na finał szmerów muszych i ptaszęcej wrzawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odezwały się chórem podwójnym dwa stawy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako zaklęte w górach kaukaskich jeziora &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Milczące przez dzień cały, grające z wieczora. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeden staw, co toń jasną i brzeg miał piaszczysty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Modrą piersią jęk wydał cichy, uroczysty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drugi staw, z dnem błotnistym i gardzielem mętnym, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odpowiedział mu krzykiem żałośnie namiętnym: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W obu stawach piały żab niezliczone hordy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oba chóry zgodzone w dwa wielkie akordy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten &lt;em class="foreign-word"&gt;fortissimo&lt;/em&gt; zabrzmiał, tamten nuci z cicha; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten zdaje się wyrzekać, tamten tylko wzdycha: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak dwa stawy gadały do siebie przez pola &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak grające na przemian dwie arfy Eola. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Mrok gęstniał. Tylko w gaju i około rzeczki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W łozach, błyskały wilcze oczy jako świeczki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A dalej, u ścieśnionych widnokręgu brzegów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu i owdzie ogniska pastuszych noclegów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nareszcie księżyc srebrną pochodnię zaniecił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyszedł z boru i niebo, i ziemię oświecił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;One teraz, z pomroku odkryte w połowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drzemały obok siebie jako małżonkowie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczęśliwi: niebo w czyste objęło ramiona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ziemi pierś, co księżycem świeci posrebrzona. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Już naprzeciw księżyca gwiazda jedna, druga &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błysnęła; już ich tysiąc, już milijon mruga. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kastor z bratem Polluksem jaśnieli na czele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwani niegdyś u Sławian Lele i Polele; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz ich w zodyjaku gminnym znów przechrzczono: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeden zowie się &lt;em class="author-emphasis"&gt;Litwą&lt;/em&gt;, a drugi &lt;em class="author-emphasis"&gt;Koroną&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Dalej niebieskiej &lt;em class="author-emphasis"&gt;Wagi&lt;/em&gt; dwie szale błyskają: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na nich Bóg w dniu stworzenia (starzy powiadają) &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ważył z kolei wszystkie planety i ziemię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim w przepaściach powietrza osadził ich brzemię; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem wagi złociste zawiesił na niebie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z nich to ludzie wag i szal wzór wzięli dla siebie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Na północ świeci okrąg gwiaździstego &lt;em class="author-emphasis"&gt;Sita,&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przez które Bóg (jak mówią) przesiał ziarnka żyta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy je z nieba zrzucał dla Adama ojca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wygnanego za grzechy z rozkoszy ogrojca.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Nieco wyżej &lt;em class="author-emphasis"&gt;Dawida wóz&lt;/em&gt;, gotów do jazdy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Długi dyszel kieruje od polarnej gwiazdy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Starzy Litwini wiedzą o rydwanie owym, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że niesłusznie pospólstwo zwie go Dawidowym: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyż to jest wóz Anielski. Na nim to przed czasy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jechał Lucyper, Boga gdy wyzwał w zapasy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mlecznym gościńcem pędząc cwał w niebieskie progi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż go Michał zbił z wozu, a wóz zrzucił z drogi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz, popsuty, między gwiazdami się wala; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Naprawiać go Archanioł Michał nie pozwala. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;I to wiadomo także u starych Litwinów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(A wiadomość tę pono wzięli od rabinów) &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że ów zodyjakowy &lt;em class="author-emphasis"&gt;Smok&lt;/em&gt; długi i gruby, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który gwiaździste wije po niebie przeguby, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którego mylnie wężem chrzczą astronomowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest nie wężem, lecz rybą: &lt;em class="author-emphasis"&gt;Lewiatan&lt;/em&gt; się zowie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przed czasy mieszkał w morzach, ale po potopie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdechł z niedostatku wody; więc na niebios stropie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak dla osobliwości jako dla pamiątki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Anieli zawiesili jego martwe szczątki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podobnie pleban Mirski zawiesił w kościele &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wykopane olbrzymów żebra i piszczele. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Takie gwiazd historyje, które z książek zbadał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo słyszał z podania, Wojski opowiadał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chociaż wieczorem słaby miał wzrok Wojski stary &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nie mógł w niebie dojrzeć nic przez okulary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz na pamięć znał imię i kształt każdej gwiazdy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wskazywał palcem miejsca i drogę ich jazdy.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Dziś mało go słuchano, nie zważano wcale &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na &lt;em class="author-emphasis"&gt;Sito&lt;/em&gt;, ni na &lt;em class="author-emphasis"&gt;Smoka&lt;/em&gt;, ani też na &lt;em class="author-emphasis"&gt;Szale&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś oczy i myśl wszystkich pociąga do siebie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nowy gość dostrzeżony niedawno na niebie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był to kometa pierwszej wielkości i mocy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zjawił się na zachodzie, leciał ku północy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krwawym okiem z ukosa na rydwan spoziera, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakby chciał zająć puste miejsce Lucypera, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Warkocz długi w tył rzucił i część nieba trzecią &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obwinął nim, gwiazd krocie zagarnął jak siecią &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ciągnie je za sobą, a sam wyżej głową &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mierzy, na północ, prosto w gwiazdę biegunową. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Z niewymownym przeczuciem cały lud litewski &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poglądał każdej nocy na ten cud niebieski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biorąc złą wróżbę z niego, tudzież z innych znaków: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo zbyt często słyszano krzyk złowieszczych ptaków, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które na pustych polach gromadząc się w kupy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ostrzyły dzioby, jakby czekając na trupy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbyt często postrzegano, że psy ziemię ryły &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I jak gdyby śmierć wietrząc, przeraźliwie wyły: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co wróży głód lub wojnę; a strażnicy boru &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzieli, jak przez cmentarz szła dziewica moru, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Która wznosi się czołem nad najwyższe drzewa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A w lewym ręku chustką skrwawioną powiewa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Różne stąd wnioski tworzył stojący przy płocie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciwun, co przyszedł zdawać sprawę o robocie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pisarz prowentowy w szeptach z Ekonomem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Lecz Podkomorzy siedział na przyzbie przed domem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przerwał rozmowę gości; znać, że głos zabiera: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błysnęła przy księżycu wielka tabakiera &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(Cała z szczerego złota, z brylantów oprawa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;We środku, za szkłem, portret króla Stanisława); &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zadzwonił w nią palcami, zażył i rzekł: «Panie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeuszu, waścine o gwiazdach gadanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest tylko echem tego, co słyszałeś w szkole. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja o cudzie prostaków poradzić się wolę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ja astronomii słuchałem dwa lata &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W Wilnie, gdzie Puzynina, mądra i bogata &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pani, oddała dochód z wioski dwiestu chłopów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na zakupienie różnych szkieł i teleskopów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ksiądz Poczobut, człek sławny, był obserwatorem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I całej Akademii naonczas Rektorem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przecież w końcu katedrę i teleskop rzucił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do klasztoru, do cichej celi swej powrócił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tam umarł przykładnie. Znam się też z Śniadeckim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który jest mądrym bardzo człekiem, chociaż świeckim. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Owóż astronomowie planetę, kometę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uważają tak jako mieszczanie karetę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiedzą, czyli zajeżdża przed króla stolicę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyli z rogatek miejskich rusza za granicę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz kto w niej jechał? po co? co z królem rozmawiał? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy król posła z pokojem czy z wojną wyprawiał? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O to ani pytają. Pomnę za mych czasów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy Branecki karetą swą ruszył do Jassów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I za tą niepoczciwą pociągnął karetą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ogon Targowiczanów, jak za tą kometą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lud prosty, choć w publiczne nie mieszał się rady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgadnął zaraz, że ogon ów jest wróżbą zdrady. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słychać, że lud dał imię miotły tej komecie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I powiada, że ona milijon wymiecie». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;A na to rzekł z ukłonem Wojski: «Prawda, Jaśnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wielmożny Podkomorzy: przypominam właśnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co mnie mówiono niegdyś małemu dziecięciu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pamiętam, choć nie miałem wówczas lat dziesięciu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy widziałem w domu naszym nieboszczyka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sapiehę, pancernego znaku porucznika, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co potem był nadwornym marszałkiem królewskim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec umarł wielkim kanclerzem litewskim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miawszy lat sto i dziesięć. Ten, za króla Jana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeciego, był pod Wiedniem w chorągwi hetmana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jabłonowskiego. Owóż, ów kanclerz powiadał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że właśnie kiedy na koń król Jan Trzeci siadał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy nuncyjusz papieski żegnał go na drogę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A poseł austryjacki całował mu nogę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podając strzemię (poseł zwał się Wilczek hrabia), &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Król krzyknął: »Patrzcie, co się na niebie wyrabia!« &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spojrzą, alić nad głowy suwał się kometa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drogą, jaką ciągnęły wojska Mahometa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z wschodu na zachód. Potem i ksiądz Bartochowski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Składając panegiryk na tryumf krakowski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod godłem &lt;em class="foreign-word"&gt;Orientis Fulmen&lt;/em&gt;, prawił wiele &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O tym komecie. Także czytam o nim w dziele &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod tytułem &lt;em class="book-title"&gt;Janina&lt;/em&gt;, gdzie jest opisana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cała wyprawa króla nieboszczyka Jana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wyryta chorągiew wielka Mahometa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ów, taki jak dziś go widzimy, kometa». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Amen — rzekł na to Sędzia — ja wróżbę waszeci &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjmuję, oby z gwiazdą zjawił się Jan Trzeci! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest na zachodzie wielki dziś bohater; może &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kometa go przywiedzie do nas, co daj Boże!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Na to rzekł Wojski, głowę pochyliwszy smutnie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Kometa czasem wojny, czasem wróży kłótnie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niedobrze, iż się zjawił tuż nad Soplicowem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może nam grozi jakiem nieszczęściem domowem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mieliśmy wczoraj dosyć rozterku i zwady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak w czasie polowania, jako i biesiady. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rejent kłócił się z rana z panem Asesorem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A pan Tadeusz wyzwał Hrabiego wieczorem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pono spór ten ze skóry niedźwiedziej pochodził; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I gdyby mnie Dobrodziej Sędzia nie przeszkodził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja bym u stołu obu przeciwników zgodził. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo chciałem opowiedzieć wypadek ciekawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podobny do zdarzenia wczorajszej wyprawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co trafił się najpierwszym strzelcom za mych czasów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Posłowi Rejtanowi i Księciu Denassów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przypadek był takowy: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Jenerał Podolskich &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ziem przejeżdżał z Wołynia do swoich dóbr polskich, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy też, gdy dobrze pomnę, na sejm do Warszawy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po drodze zwiedzał szlachtę, już to dla zabawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już dla popularności; wstąpił więc do pana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusza, dziś świętej pamięci, Rejtana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który był potem naszym nowogrodzkim posłem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I w którego ja domu od dzieciństwa wzrosłem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Owóż Rejtan na przyjazd księcia jenerała &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaprosił gości. Liczna szlachta się zebrała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Było teatrum (książę kochał się w teatrze), &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Fajerwerk dawał Kaszyc, który mieszka w Jatrze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan Tyzenhauz tancerzy przysłał, a kapele &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ogiński i pan Sołtan, co mieszka w Zdzieńciele. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słowem, dawano huczne nad podziw zabawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W domu, a w lasach wielkie robiono obławy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiadomo zaś waszmościom jest, że prawie wszyscy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ile ich zapamiętać można, Czartoryscy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć idą z Jagiellonów krwi, lecz do myślistwa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie są bardzo pochopni, pewno nie z lenistwa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz z gustów cudzoziemskich; i książę jenerał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Częściej do książek niźli do psiarni zazierał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I do alkówek damskich częściej niż do lasów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;W świcie księcia był książę niemiecki Denassów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O którym powiadano, że w libijskiej ziemi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Goszcząc, polował niegdyś z królmi murzyńskiemi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tam tygrysa spisą w ręcznym boju zwalił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z czego się bardzo książę ów Denassów chwalił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U nas zaś polowano na dziki w tę porę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rejtan zabił ze sztućca ogromną maciorę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z wielkim niebezpieczeństwem, bo z bliska wypalił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każdy z nas trafność strzału wydziwiał i chwalił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko Niemiec Denassów obojętnie słuchał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pochwał takich i chodząc, pod nos sobie dmuchał: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że trafny strzał dowodzi tylko śmiałe oko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biała broń śmiałą rękę; i zaczął szeroko &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znowu gadać o swojej Libiji i spisie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O swych królach murzyńskich i o swym tygrysie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Markotno to się stało panu Rejtanowi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był człek żywy, uderzył po szabli i mówi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;»Mości książę! kto patrzy śmiele, walczy śmiele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Warte dziki tygrysów, a spis karabele«. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zaczynali z Niemcem dyskurs nazbyt żwawy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczęściem, książę jenerał przerwał te rozprawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Godząc ich po francusku: co tam gadał, nie wiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale ta zgoda był to popiół nad zarzewiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo Rejtan wziął do serca, okazyi czekał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dobrą sztukę spłatać Niemcowi przyrzekał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tej sztuki ledwie własnym nie przypłacił zdrowiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A spłatał ją nazajutrz, jak to wnet opowiem». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tu Wojski umilknąwszy prawą rękę wznosił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I u Podkomorzego tabakiery prosił; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Długo zażywa, kończyć powieści nie raczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gdyby chciał zaostrzyć ciekawość słuchaczy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaczynał wreszcie, kiedy znowu mu przerwano &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powieść taką ciekawą, tak pilnie słuchaną! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo do Sędziego nagle ktoś przysłał człowieka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Donosząc, że z niezwłocznym interesem czeka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędzia, dając dobranoc, żegnał całe grono. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Natychmiast się po różnych stronach rozpierzchniono: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ci spać do domu, tamci w stodole na sianie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędzia szedł podróżnemu dawać posłuchanie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Inni już śpią. Tadeusz po sieniach się zwija, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chodząc jako wartownik około drzwi stryja, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo musi w ważnych rzeczach rady jego szukać &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś jeszcze, nim spać pójdzie. Nie śmie do drzwi stukać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędzia drzwi na klucz zamknął, z kimś tajnie rozmawia; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusz końca czeka, a ucha nadstawia.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Słyszy wewnątrz szlochanie. Nie trącając klamek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ostrożnie dziurką klucza zagląda przez zamek: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzi rzecz dziwną! Sędzia i Robak na ziemi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Klęczeli, objąwszy się i łzami rzewnemi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płakali; Robak ręce Sędziego całował, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędzia księdza za szyję płacząc obejmował. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wreszcie po ćwierćgodzinnym przerwaniu rozmowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Robak po cichu tymi odezwał się słowy: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Bracie! Bóg wie, żem dotąd tajemnic dochował, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którem z żalu za grzechy w spowiedzi ślubował: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że Bogu i Ojczyźnie poświęcony cały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie służąc pysze, ziemskiej nie szukając chwały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żyłem dotąd i chciałem umrzeć bernardynem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wydając nazwiska, nie tylko przed gminem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale nawet przed tobą i przed własnym synem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszakże ksiądz prowincyjał dał mi pozwolenie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;In articulo mortis&lt;/em&gt; zrobić objawienie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto wie, czy wrócę żywy! kto wie, co się stanie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W Dobrzynie! Bracie! wielkie, wielkie zamieszanie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Francuz jeszcze daleko, nim przeminie zima &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeba czekać, a szlachta pono nie dotrzyma. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Możem zanadto czynnie z powstaniem się krzątał! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pono źle zrozumieli! Klucznik wszystko splątał! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten wariat Hrabia, słyszę, pobiegł do Dobrzyna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie mogłem go uprzedzić, ważna w tym przyczyna: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stary Maciek mnie poznał, a jeśli odkryje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potrzeba będzie oddać pod Scyzoryk szyję. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic Klucznika nie wstrzyma! Mniejsza o mą głowę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz tym odkryciem, spisku zerwałbym osnowę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przecież dziś tam być muszę! Widzieć, co się dzieje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choćbym zginął: beze mnie szlachta oszaleje! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bądź zdrów, najmilszy bracie! bądź zdrów, śpieszyć muszę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli zginę, ty jeden westchniesz za mą duszę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W przypadku wojny, tobie cała tajemnica &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiadoma: kończ, com zaczął, pomnij, żeś Soplica!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tu ksiądz łzy otarł, habit zapiął, kaptur włożył &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I okienicę tylną po cichu otworzył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widać było, że oknem do ogrodu skakał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędzia, zostawszy jeden, siadł w krześle i płakał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Chwilę czekał Tadeusz, nim w klamkę zadzwonił; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otworzono mu, cicho wszedł, nisko się skłonił: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Stryjaszku dobrodzieju — rzekł — ledwie dni kilka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przebawiłem tu, dni te minęły jak chwilka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie miałem czasu z twoim domem się nacieszyć &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z tobą, a odjeżdżać muszę, muszę spieszyć &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaraz, dzisiaj, stryjaszku, a jutro najdaléj: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak pamiętacie, żeśmy Hrabiego wyzwali. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bić się z nim to rzecz moja, posłałem wyzwanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W Litwie jest zakazane pojedynkowanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jadę więc na granicę Warszawskiego Księstwa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabia, prawda, fanfaron, lecz mu nie brak męstwa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na miejsce naznaczone zapewne się stawi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozprawim się; a jeśli Bóg pobłogosławi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ukarzę go, a potem za Łososny brzegi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przepłynę, gdzie mnie bratnie czekają szeregi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszałem, że mi ojciec testamentem kazał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Służyć w wojsku, a nie wiem, kto testament zmazał». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Mój Tadeuszku — rzekł stryj — czy waszeć kąpany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W gorącej wodzie, czy też kręcisz jak lis szczwany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co indziej kitą wije, a sam indziej bieży? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyzwaliśmy, zapewne, i bić się należy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale jechać dziś, skądżeś waszeć tak się zaciął? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przed pojedynkiem zwyczaj jest posłać przyjaciół, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Układać się. Wszak Hrabia może nas przeprosić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Deprekować; czekaj waść, czasu jeszcze dosyć. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chyba inny giez jaki waści stąd wygania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To gadaj szczerze, po co takie omawiania? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jestem twój stryj; choć stary, znam, co serce młode; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byłem ci ojcem (mówiąc gładził go pod brodę), &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już w ucho szepnął o tym mnie mój palec mały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że waszeć masz tu jakieś z damami kabały. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za katy, prędko teraz młódź do dam się bierze! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;No, Tadeuszku, przyznaj mi się waść, a szczerze». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Jużci — bąknął Tadeusz — prawda: są przyczyny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Inne, kochany stryju, może z mojej winy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Omyłka! cóż? nieszczęście! już trudno naprawić! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie, drogi stryju, dłużej nie mogę tu bawić! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błąd młodości! Stryjaszku, nie pytaj o więcej, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja muszę z Soplicowa wyjeżdżać co prędzej». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Ho! — rzekł Stryj — pewnie jakieś miłośne zatargi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uważałem, że waszeć wczoraj gryzłeś wargi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poglądając spode łba na pewną dziewczynkę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widziałem, że i ona miała kwaśną minkę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znam ja te wszystkie głupstwa; kiedy dzieci para &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kocha się, to tam u nich nieszczęść co niemiara! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To cieszą się, to znowu trapią się i smucą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To znowu, Bóg wie o co, do zębów się kłócą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To stojąc w kątkach jakby mruki, nie gadają &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do siebie, czasem nawet w pole uciekają. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeżeli na was raptus podobny napada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bądźcie tylko cierpliwi, już jest na to rada; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biorę na siebie wkrótce przywieść was do zgody. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znam ja te wszystkie głupstwa, wszakże byłem młody. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiedz mi wasze wszystko; ja może nawzajem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coś odkryję i tak się oba poprzyznajem». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Stryjaszku — rzekł Tadeusz, całując mu rękę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rumieniąc się — powiem prawdę. Tę panienkę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zosię, wychowanicę stryja, podobałem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bardzo, choć tylko parę razy ją widziałem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A mówią, że stryj dla mnie za żonę przeznacza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podkomorzankę, piękną i córkę bogacza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz nie mógłbym z panną Różą się ożenić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy kocham tę Zosię; trudno serce zmienić! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieuczciwie, żeniąc się z jedną, kochać drugą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czas może mnie uleczy; wyjadę — na długo». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Tadeuszku — stryj przerwał — to mi dziwny sposób &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kochania się: uciekać od kochanych osób! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrze, żeś szczery; widzisz, głupstwo byś wypłatał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odjeżdżając: a co waść powiesz, gdybym swatał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sam waści Zosię? He? Cóż, nie skoczysz z radości?» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tadeusz rzekł po chwili «Dobroć jegomości &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziwi mnie. Lecz cóż? Łaska stryja dobrodzieja &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie przyda się już na nic! Ach, próżna nadzieja! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo pani Telimena nie odda mi Zosi!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Będziem prosić» rzekł Sędzia. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;«Nikt jej nie uprosi — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przerwał prędko Tadeusz — nie, czekać nie mogę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stryjaszku, muszę prędko, jutro jechać w drogę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daj mi, stryjaszku, tylko twe błogosławieństwo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko przygotowałem, jadę zaraz w Księstwo». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Sędzia, wąs kręcąc, z gniewem na chłopca spozierał: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«To waść tak szczery? takeś mi serce otwierał? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Naprzód ów pojedynek, potem znowu miłość &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ten wyjazd; oj, jest tu w tym jakaś zawiłość. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już mnie gadano, jużem kroki waści badał! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Asan bałamut i trzpiot, asan kłamstwa gadał! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdzież to asan chodził onegdaj wieczorem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czego asan jak wyżeł tropił pode dworem? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O Tadeuszku! jeśli może asan Zosię &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbałamucił i teraz uciekasz, młokosie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To się waści nie uda! Lubisz czy nie lubisz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zapowiadam asanu, że Zosię poślubisz; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A nie, to bizun — jutro staniesz na kobiercu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I gada mnie o czuciach! o niezmiennym sercu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łgarz jesteś! pfe! Ja z waści, panie Tadeuszu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zrobię śledztwo, ja waści jeszcze natrę uszu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś dość miałem kłopotów, aż mnie głowa boli; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten mi jeszcze spokojnie zasnąć nie dozwoli! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idź mi waść spać!» To mówiąc, drzwi na wściąż otwierał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zawołał Woźnego, żeby go rozbierał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tadeusz cicho wyszedł, opuściwszy głowę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozbierał w myśli przykrą ze stryjem rozmowę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pierwszy raz połajany tak ostro!... Ocenił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słuszność wyrzutów, sam się przed sobą rumienił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co począć? jeśli Zosia o wszystkim się dowie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prosić o rękę? a cóż Telimena powie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie, czuł, że nie mógł dłużej zostać w Soplicowie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tak zadumany ledwie zrobił kroków parę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy mu coś drogę zaszło; spojrzał: widzi marę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Całą w bieliźnie, długą, wysmukłą i cienką. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Suwała się ku niemu z wyciągniętą ręką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od której odbijał się drżący blask miesięczny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I przystąpiwszy, cicho jęknęła: «Niewdzięczny! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szukałeś wzroku mego, teraz go unikasz; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szukałeś rozmów ze mną, dziś uszy zamykasz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakby w słowach, we wzroku mym była trucizna! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrze mi tak, wiedziałam, kto jesteś: mężczyzna! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie znając kokieterii, nie chciałam cię dręczyć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uszczęśliwiłam; takżeś umiał mnie zawdzięczyć! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tryumf nad miękkim sercem serce twe zatwardził; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeś je zdobył zbyt łacno, zbyt prędkoś nim wzgardził! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrze mi tak! Lecz straszną nauczona probą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wierz mi, iż więcej niż ty gardzę sama sobą!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Telimeno — Tadeusz rzekł — dalbóg nietwarde &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mam serce ani ciebie unikam przez wzgardę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale uważ no sama, wszak nas widzą, śledzą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyż można tak otwarcie? cóż ludzie powiedzą? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak to nieprzyzwoicie, to dalbóg jest grzechem». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Grzechem! — odpowiedziała mu z gorzkim uśmiechem — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niewiniątko! baranek! Ja, będąc kobiétą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli z miłości nie dbam, choćby mnie odkryto, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choćby mnie osławiono; a ty, ty mężczyzna? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż szkodzi z was któremu, chociaż się i przyzna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że ma romans z dziesięciu razem kochankami? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mów prawdę: chcesz mnie rzucić?» Zalała się łzami. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Telimeno, cóż by świat mówił o człowieku — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł Tadeusz — który by teraz, w moim wieku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdrów, żył na wsi, kochał się: kiedy tyle młodzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylu żonatych od żon, od dzieci uchodzi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za granicę, pod znaki narodowe bieży? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choćbym chciał zostać, czy to ode mnie zależy? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ojciec mnie testamentem kazał, abym służył &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W wojsku polskim, teraz stryj ten rozkaz powtórzył: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jutro jadę, zrobiłem już postanowienie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dalbóg, Telimeno, już go nie odmienię». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Ja — rzekła Telimena — nie chcę ci zagradzać &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drogi do sławy, szczęściu twojemu przeszkadzać! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jesteś mężczyzną, znajdziesz kochankę godniejszą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Serca twojego, znajdziesz bogatszą, piękniejszą! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko dla mej pociechy, niech wiem przed rozstaniem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że twoja skłonność była prawdziwym kochaniem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że to nie był żart tylko, nie rozpusta płocha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz miłość; niech wiem, że mnie mój Tadeusz kocha! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech słowo »kocham« jeszcze raz z ust twych usłyszę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech je w sercu wyryję i w myśli zapiszę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przebaczę łacniej, chociaż przestaniesz mnie kochać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pomnąc jakoś mnie kochał!» I zaczęła szlochać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tadeusz, widząc że tak płacze i tak błaga &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czule, i tylko takiej drobnostki wymaga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzruszył się, przejęły go szczery żal i litość, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I jeżeliby badał serca swego skrytość, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może by się w tej chwili i sam nie dowiedział, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyli ją kochał, czy nie, więc żywo powiedział: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Telimeno, bogdaj mnie jasny piorun ubił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli nie prawda, żem cię, dalbóg, bardzo lubił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy kochał. Krótkie z sobą spędziliśmy chwile, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale one mnie przeszły tak słodko, tak mile, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że będą długo, zawsze myśli mej przytomne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dalibóg, że nigdy ciebie nie zapomnę». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Telimena skoczywszy padła mu na szyję: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Tegom się spodziewała! Kochasz mnie, więc żyję! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo dzisiaj miałam dni me własną ręką skrócić; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy mnie kochasz mój drogi, czyż możesz mnie rzucić? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tobie oddałam serce, oddam ci majątek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pójdę za tobą wszędzie; każdy świata kątek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będzie mnie z tobą miły! Z najdzikszej pustyni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miłość, wierzaj mi, ogród rozkoszy uczyni». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tadeusz, wydarłszy się z objęcia przemocą: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jak to? — rzekł — czyś z rozumu obrana? gdzie? po co? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jechać za mną? Ja, będąc sam prostym żołnierzem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Włóczyć, czy markietankę?» — «To my się pobierzem» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekła mu Telimena. «Nie, nigdy! — zawoła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusz.— Ja żenić się nie mam teraz zgoła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamiaru, ni kochać się. Fraszki! dajmy pokój! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Proszę cię, moja droga, rozmyśl się! uspokój! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja jestem tobie wdzięczen, ale niepodobna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żenić się. Kochajmy się, ale tak — z osobna. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zostać dłużej nie mogę; nie, nie, jechać muszę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bądź zdrowa, Telimeno moja; jutro ruszę». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Rzekł, nasuwał kapelusz, odwracał się bokiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcąc iść; lecz go wstrzymała Telimena okiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I twarzą, jak Meduzy głową. Musiał zostać &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mimowolnie; poglądał z trwogą na jej postać: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stała blada, bez ruchu, bez tchu i bez życia; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż wyciągając rękę jak miecz do przebicia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z palcem zmierzonym prosto w Tadeusza oczy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Tego chciałam! — krzyknęła — ha, języku smoczy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Serce jaszczurcze! To nic, żem tobą zajęta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzgardziła Asesora, Hrabię i Rejenta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeś mnie uwiodł i teraz porzucił sierotę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To nic! Jesteś mężczyzną, znam waszą niecnotę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiem, że jak inni, tak ty mógłbyś wiarę złamać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz nie wiedziałam, że tak podle umiesz kłamać! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słuchałam pode drzwiami stryja! Więc to dziecko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zosia, wpadła ci w oko i na nią zdradziecko &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dybiesz? Zaledwieś jedną nieszczęsną oszukał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A jużeś pod jej okiem nowych ofiar szukał! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uciekaj, lecz cię moje dosięgną przekleństwa — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub zostań, wydam światu twoje bezeceństwa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twe sztuki już nie zwiodą innych, jak mnie zwiodły! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Precz! gardzę tobą! jesteś kłamca, człowiek podły!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Na obelgę śmiertelną dla uszu szlachcica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I której żaden nigdy nie słyszał Soplica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zadrżał Tadeusz, twarz mu pobladła jak trupia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tupnąwszy nogą, usta ścisnąwszy, rzekł: «Głupia!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Odszedł; lecz wyraz «podłość» echem się powtórzył &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W sercu. Wzdrygnął się młodzian, czuł, że nań zasłużył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czuł, że wyrządził wielką krzywdę Telimenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że go słusznie skarżyła, mówiło sumienie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz czuł, że po tych skargach tym mocniej ją zbrzydził. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O Zosi, ach! pomyślić nie ważył się, wstydził. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przecież ta Zosia, taka piękna, taka miła! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stryj swatał ją! może by jego żoną była, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyby nie szatan, co go plącząc w grzech za grzechem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W kłamstwo za kłamstwem, wreszcie odstąpił z uśmiechem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złajany, pogardzony od wszystkich, w dni parę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmarnował przyszłość! Uczuł słuszną zbrodni karę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;W tej burzy uczuć jakby kotwica spoczynku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabłysnęła mu nagle myśl o pojedynku: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Zamordować Hrabiego! łotra! krzyknął w gniewie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zginąć albo zemścić się!» A za co? sam nie wie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ten gniew wielki, jak się zajął w mgnieniu oka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak wywietrzał. Znów zdjęła go żałość głęboka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myślił: «Jeśli prawdziwe było postrzeżenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że Hrabia z Zosią jakieś ma porozumienie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I cóż stąd? Może Hrabia kocha Zosię szczerze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może go ona kocha, za męża wybierze? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakimże prawem chciałbym zerwać to zamęście, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I, sam nieszczęśnik, wszystkich mam zaburzać szczęście?» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wpadł w rozpacz i nie widział innego sposobu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chyba ucieczkę prędką; gdzie? chyba do grobu!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Więc kułak przycisnąwszy na schylonym czole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biegł ku łąkom, gdzie stawy błyszczały się w dole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I stanął nad błotnistym; w zielonawe tonie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łakomy wzrok utopił i błotniste wonie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z rozkoszą ciągnął piersią, i otworzył usta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ku nim. Bo samobójstwo jak każda rozpusta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest wymyślną; on w głowy szalonym zawrocie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czuł niewymowny pociąg utopić się w błocie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Lecz Telimena z dzikiej młodzieńca postawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgadując rozpacz, widząc że pobiegł nad stawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chociaż ku niemu takim słusznym gniewem pała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przelękła się; w istocie dobre serce miała. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żal jej było, że inną śmiał Tadeusz lubić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciała go skarać, ale nie myśliła zgubić. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc puściła się za nim, wznosząc ręce obie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzycząc: «Stój! głupstwo! kochaj czy nie! żeń się sobie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy jedź! tylko stój!» Ale on już szybkim biegiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyprzedził ją daleko; już stanął nad brzegiem.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Dziwnym zrządzeniem losów, po tym samym brzegu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jechał Hrabia na czele dżokejów szeregu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A zachwycony wdziękiem nocy tak pogodnej &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I harmonią cudną orkiestry podwodnej, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Owych chorów, co brzmiały jak arfy eolskie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(Żadne żaby nie grają tak pięknie jak polskie), &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wstrzymał konia i o swej zapomniał wyprawie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwrócił ucho do stawu i słuchał ciekawie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oczy wodził po polach, po niebios obszarze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pewnie układał w myśli nocne peizaże. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Zaiste, okolica była malownicza! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwa stawy pochyliły ku sobie oblicza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako para kochanków: prawy staw miał wody &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gładkie i czyste jako dziewicze jagody; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lewy, ciemniejszy nieco, jako twarz młodziana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Smagława i już męskim puchem osypana. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawy złocistym piaskiem połyskał się wkoło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gdyby włosem jasnym; a lewego czoło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Najeżone łozami, wierzbami czubate; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oba stawy ubrane w zieloności szatę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Z nich dwa strugi, jak ręce związane pospołu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ściskają się. Strug dalej upada do dołu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Upada, lecz nie ginie, bo w rowu ciemnotę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Unosi na swych falach księżyca pozłotę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Woda warstami spada, a na każdej warście &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Połyskają się blasku miesięcznego garście, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Światło w rowie na drobne drzazgi się roztrąca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chwyta je i w głąb niesie toń uciekająca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A z góry znów garściami spada blask miesiąca. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myślałbyś, że u stawu siedzi Świtezianka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedną ręką zdrój leje z bezdennego dzbanka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A drugą ręką w wodę dla zabawki miota &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brane z fartuszka garście zaklętego złota.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Dalej, z rowu wybiegłszy, strumień na równinie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozkręca się, ucisza, lecz widać że płynie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo na jego ruchomej, drgającej powłoce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzdłuż miesięczne światełko drgające migoce. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako piękny wąż żmudzki, zwany &lt;em class="foreign-word"&gt;giwojtosem&lt;/em&gt;, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chociaż zdaje się drzemać, leżąc między wrzosem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pełźnie, bo na przemiany srebrzy się i złoci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż nagle zniknie z oczu we mchu lub paproci: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak strumień kręcący się chował się w olszynach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które na widnokręgu czerniały kończynach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wznosząc swe kształty lekkie, niewyraźne oku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak duchy na wpół widne, na poły w obłoku.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Między stawami w rowie młyn ukryty siedzi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako stary opiekun, co kochanków śledzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podsłuchał ich rozmowę, gniewa się, szamoce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzęsie głową, rękami, i groźby bełkoce: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak ów młyn nagle zatrząsł mchem obrosłe czoło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I palczastą swą pięścią wykręcając wkoło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ledwo klęknął i szczęki zębowate ruszył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaraz miłośną stawów rozmowę zagłuszył &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zbudził Hrabię.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Hrabia widząc, że tak blisko &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusz naszedł jego zbrojne stanowisko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzyczy: «Do broni! łapaj!» Skoczyli dżokeje; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim Tadeusz rozeznać mógł, co się z nim dzieje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już go chwycili. Biegą do dworu, w podwórze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wpadają. Dwór budzi się, psy w hałas, w krzyk stróże. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyskoczył wpół ubrany Sędzia; widzi zgraję &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbrojną, myśli, że zbójcy, aż Hrabię poznaje. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Co to jest?» pyta. Hrabia szpadą nad nim mignął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz widząc bezbronnego w zapale ostygnął: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Soplico — rzekł — odwieczny wrogu mej rodziny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś skarzę cię za dawne i za świeże winy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś zdasz mi sprawę z mojej fortuny zaboru, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim pomszczę się obelgi mojego honoru!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Lecz Sędzia, żegnając się, krzyknął: «W Imię Ojca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I Syna! tfu! mospanie Hrabia, czy waść zbojca? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przebóg! czy się to zgadza z pana urodzeniem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wychowaniem i z pana na świecie znaczeniem? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie pozwolę skrzywdzić się!» Wtem Sędziego słudzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biegli, jedni z kijami, ze strzelbami drudzy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wojski, stojąc z daleka, poglądał ciekawie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W oczy panu Hrabiemu, a nóż miał w rękawie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Już mieli zacząć bitwę, lecz Sędzia przeszkodził; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Próżno było bronić się, nowy wróg nadchodził: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Postrzeżono w olszynie blask, wystrzał rusznicy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Most na rzece zahuczał tętentem konnicy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I «Hejże na Soplicę!» tysiąc głosów wrzasło. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzdrygnął się Sędzia: poznał Gerwazego hasło; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Nic to — zawołał Hrabia — będzie tu nas więcéj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poddaj się Sędzio, to są moi sprzymierzeńcy». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wtem Asesor nadbiegał, krzycząc: «Areszt kładę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W imię Imperatorskiej Mości; oddaj szpadę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panie Hrabio, bo wezwę wojskowej pomocy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wiesz pan, że kto zbrojnie śmie napadać w nocy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zastrzeżono tysiącznym dwóchsetnym ukazem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że jak zło...» Wtem go Hrabia w twarz uderzył płazem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Padł zgłuszony Asesor i skrył się w pokrzywy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszyscy myśleli, że był ranny lub nieżywy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Widzę — rzekł Sędzia — że się na rozbój zanosi». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jęknęli wszyscy; wszystkich zagłuszył wrzask Zosi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Która krzyczała, Sędzię objąwszy rękami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako dziecko od Żydów kłute igiełkami. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tymczasem Telimena wpadła między konie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyciągnęła ku Hrabi załamane dłonie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Na twój honor! — krzyknęła przeraźliwym głosem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z głową w tył wychyloną, z rozpuszczonym włosem — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przez wszystko co jest świętym, na klęczkach błagamy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabio, śmieszże odmówić? proszą ciebie damy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Okrutniku, nas pierwej musisz zamordować!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Padła zemdlona. Hrabia skoczył ją ratować, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zadziwiony i nieco zmieszany tą sceną: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Panno Zofio — rzecze — pani Telimeno! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nigdy się krwią bezbronnych ta szpada nie splami; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Soplicowie! jesteście moimi więźniami. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak zrobiłem we Włoszech, kiedy pod opoką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którą Sycylianie zwą Birbante-rokką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdobyłem tabor zbójców: zbrojnych mordowałem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozbrojonych zabrałem i związać kazałem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szli za końmi i tryumf mój zdobili świetny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem ich powieszono u podnóża Etny». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Było to osobliwsze szczęście dla Sopliców, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że Hrabia, mając lepsze konie od szlachciców &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I chcąc spotkać się pierwszy, zostawił ich w tyle &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I biegł przed resztą jazdy, przynajmniej o milę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ze swym dżokejstwem, które posłuszne i karne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stanowiło niejako wojsko regularne; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy inna szlachta była, zwyczajem powstania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Burzliwa i niezmiernie skora do wieszania. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Hrabia miał czas ostygnąć z zapału i gniewu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przemyślał, jakby skończyć bój bez krwi rozlewu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc rodzinę Sopliców w domu zamknąć każe &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako więźniów wojennych; u drzwi stawi straże. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wtem «Hejże na Sopliców!» Wpada szlachta hurmem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obstępuje dwór wkoło i bierze go szturmem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tym łacniej, że wódz wzięty i pierzchła załoga; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz zdobywcy chcą bić się, wyszukują wroga. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do domu niewpuszczeni biegą do folwarków, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do kuchni. Gdy do kuchni weszli, widok garków, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ogień ledwie zagasły, potraw zapach świeży, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chrupanie psów gryzących ostatki wieczerzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chwyta wszystkich za serca, myśl wszystkich odmienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Studzi gniewy, zapala potrzebę jedzenia. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Marszem i całodziennym znużeni sejmikiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jeść! jeść!» po trzykroć zgodnym wezwali okrzykiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odpowiedziano: «Pić! pić!»; między szlachty zgrają &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stają dwa chóry: ci pić, a ci jeść wołają. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odgłos leci echami; gdzie tylko dochodzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzbudza oskomę w ustach, głód w żołądkach rodzi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tak na dane z kuchni hasło, niespodzianie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozeszła się armija na furażowanie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Gerwazy, od pokojów Sędziego odparty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ustąpić musiał przez wzgląd dla Hrabiowskiej warty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc nie mogąc zemścić się na nieprzyjacielu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myślił o drugim wielkim tej wyprawy celu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako człek doświadczony i biegły w prawnictwie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chce Hrabiego osadzić na nowym dziedzictwie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Legalnie i formalnie: więc za Woźnym biega, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż go po długich śledztwach za piecem dostrzega, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wnet porywa za kołnierz, na dziedziniec wlecze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zmierzywszy mu w piersi Scyzoryk, tak rzecze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Panie Woźny, pan Hrabia śmie waćpana prosić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Abyś raczył przed szlachtą bracią wnet ogłosić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Intromisyją Hrabi do zamku, do dworu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sopliców, do wsi, gruntów zasianych, ugoru, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słowem, &lt;em class="foreign-word"&gt;cum gais, boris et graniciebus&lt;/em&gt;, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Kmetonibus, scultetis, et omnibus rebus&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Et quibusdam aliis&lt;/em&gt;. Jak tam wiesz, tak szczekaj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic nie opuszczaj!» «Panie Kluczniku, zaczekaj &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— Rzekł śmiało, ręce za pas włożywszy Protazy — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gotów jestem wypełniać wszelkie stron rozkazy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale ostrzegam, że akt nie będzie miał mocy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wymuszony przez gwałty, ogłoszony w nocy». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Co za gwałty — rzekł Klucznik — tu nie ma napaści, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak proszę pana grzecznie; jeśli ciemno waści, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To Scyzorykiem skrzesam ognia, że waszeci &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaraz w ślepiach jak w siedmiu kościołach zaświeci». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Gerwazeńku — rzekł Woźny — po co się tak dąsać? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jestem Woźny, nie moja rzecz sprawę roztrząsać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak wiadomo, że strona Woźnego zaprasza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dyktuje mu, co chce, a Woźny ogłasza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Woźny jest posłem prawa, a posłów nie karzą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wiem tedy, za co mnie trzymacie pod strażą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wnet akt spiszę, niech mi kto latarkę przyniesie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A tymczasem ogłaszam: bracia, uciszcie się!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;I by donośniej mówić, wstąpił na stos wielki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Belek (pod płotem sadu suszyły się belki), &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wlazł na nie i zarazem jakby go wiatr zdmuchnął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zniknął z oczu. Słyszano, jak w kapustę buchnął; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widziano, po konopiach ciemnych jego biała &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Konfederatka niby gołąb przeleciała. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Konewka strzelił w czapkę, ale chybił celu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem zatrzeszczały tyki, już Protazy w chmielu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Protestuję!» zawołał; pewny był ucieczki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo za sobą miał łozę i bagniska rzeczki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Po tej protestacyi, która się ozwała &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak na zdobytych wałach ostatni strzał działa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ustał już wszelki opór w Soplicowskim dworze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szlachta głodna plądruje, zabiera co może: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kropiciel, stanowisko zająwszy w oborze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jednego wołu i dwa cielce w łby zakropił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Brzytewka im szable w gardzielach utopił; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szydełko równie czynnie używał swej szpadki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kabany i prosięta koląc pod łopatki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już rzeź zagraża ptastwu. Czujne gęsi stado, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co niegdyś ocaliło Rzym przed Galów zdradą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Darmo gęga o pomoc; zamiast Manlijusza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wpada w kotuch Konewka, jedne ptaki zdusza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A drugie żywcem wiąże do pasa kontusza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Próżno gęsi szyjami wywijając, chrypią, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Próżno gęsiory sycząc, napastnika szczypią; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On bieży osypany iskrzącym się puchem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Unoszony jak kółmi gęstych skrzydeł ruchem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdaje się być chochlikiem, skrzydlatym złym duchem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ale rzeź najstraszniejsza, chociaż najmniej krzyku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Między kurami. Młody Sak wpadł do kurniku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z drabinek, stryczkami łowiąc, ciągnie z góry &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kogutki i szurpate, i czubate kury, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedne po drugich dusi i składa do kupy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ptastwo piękne, karmione perłowymi krupy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niebaczny Saku, jakiż zapał cię unosi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nigdy już odtąd gniewnej nie przebłagasz Zosi.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Gerwazy przypomina starodawne czasy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każe sobie podawać od kontuszów pasy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nimi z Soplicowskiej piwnicy dobywa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Beczki starej siwuchy, dębniaku i piwa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedne wnet odgwożdżono, a drugie ochoczo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szlachta, gęsta jak mrowie, porywają, toczą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do zamku; tam na nocleg cały tłum się zbiera, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam założona główna Hrabiego kwatera. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Nakładają sto ognisk, warzą, skwarzą, pieką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gną się stoły pod mięsem, trunek płynie rzeką; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chce szlachta noc tę przepić, przejeść i prześpiewać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz powoli zaczęli drzemać i poziewać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oko gaśnie za okiem, i cała gromada &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiwa głowami, każdy, gdzie siedział, tam pada: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten z misą, ten nad kotłem, ten przy wołu ćwierci. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak zwycięzców zwyciężył w końcu sen, brat śmierci. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/pan-tadeusz/"&gt;Adam Mickiewicz, „Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Księga dziewiąta</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/09/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/09/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;Księga dziewiąta&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3"&gt;Bitwa&lt;/h2&gt;
&lt;div class="note"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;O niebezpieczeństwach wynikających z nieporządnego obozowania — Odsiecz niespodziana — Smutne położenie szlachty — Odwiedziny kwestarskie są wróżbą ratunku — Major Płut zbytnią zalotnością ściąga na siebie burzę — Wystrzał z krócicy, hasło boju — Czyny Kropiciela, czyny i niebezpieczeństwa Maćka — Konewka zasadzką ocala Soplicowo — Posiłki jezdne, atak na piechotę — Czyny Tadeusza — Pojedynek dowódców przerwany zdradą — Wojski stanowczym manewrem przechyla szalę boju — Czyny krwawe Gerwazego — Podkomorzy zwycięzca wspaniałomyślny.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Księga dziesiąta</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/10/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/10/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;Księga dziesiąta&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3"&gt;Emigracja. Jacek.&lt;/h2&gt;
&lt;div class="note"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Narada tycząca się zabezpieczenia losu zwycięzców — Układy z Rykowem — Pożegnanie — Ważne odkrycie — Nadzieja.&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Owe obłoki ranne, zrazu rozpierzchnione &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak czarne ptaki, lecąc w wyższą nieba stronę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coraz się zgromadzały. Ledwie słońce zbiegło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z południa, już ich stado pół niebios obiegło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ogromną chmurą. Wiatr ją pędził coraz chyżej, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chmura coraz gęstniała, zwieszała się niżej: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż, jedną stroną na wpół od niebios oddarta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ku ziemi wychylona i wszerz rozpostarta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak wielki żagiel, biorąc wszystkie wiatry w siebie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od południa na zachód leciała po niebie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;I była chwila ciszy; i powietrze stało &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głuche, milczące, jakby z trwogi oniemiało. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I łany zbóż, co wprzódy kładąc się na ziemi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I znowu w górę trzęsąc kłosami złotemi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wrzały jak fale, teraz stoją nieruchome &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I poglądają w niebo najeżywszy słomę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zielone przy drogach wierzby i topole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co pierwej, jako płaczki przy grobowym dole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biły czołem, długimi kręciły ramiony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozpuszczając na wiatry warkocz posrebrzony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz jak martwe, z niemej wyrazem żałoby, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stoją na kształt posągów sypilskiej Nijoby. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedna osina drżąca, wstrząsa liście siwe. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Bydło, zwykle do domu powracać leniwe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz zbiega się tłumnie, pasterzy nie czeka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I opuszczając strawę do domu ucieka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Buhaj racicą ziemię kopie, orze rogiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I całą trzodę straszy ryczeniem złowrogiem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krowa coraz ku niebu wznosi wielkie oko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Usta z dziwu otwiera i wzdycha głęboko; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wieprz marudzi w tyle, dąsa się i zgrzyta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I snopy zboża kradnie i na zapas chwyta. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ptastwo skryło się w lasy, pod strzechy, w głąb trawy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko wrony, stadami obstąpiwszy stawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przechadzają się sobie poważnymi kroki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czarne oczy kierują na czarne obłoki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wytknąwszy język z suchej szerokiej gardzieli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I skrzydła roztaczając, czekają kąpieli; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz i te, przewidując nazbyt mocną burzę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już w las ciągną, podobne wznoszącej się chmurze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ostatnia z ptaków, lotem nieścigłym zuchwała &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaskółka, czarny obłok przeszywa jak strzała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wreszcie spada jak kula. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Właśnie w owej chwili &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szlachta z Moskwą okropną walkę zakończyli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I chronią się gromadnie w domy i stodoły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Opuszczają plac boju, gdzie wkrótce żywioły &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stoczą walkę.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Na zachód, jeszcze ozłocona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Świeci ziemia ponuro, żółtawo-czerwona: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już chmura, roztaczając cienie na kształt sieci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyławia resztki światła, a za słońcem leci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gdyby je pochwycić chciała przed zachodem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kilka wichrów raz po raz prześwisnęło spodem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeden za drugim lecą, miecąc krople dżdżyste, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wielkie, jasne, okrągłe, jak grady ziarniste. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Nagle wichry zwarły się, porwały się w poły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Borykają się, kręcą, świszczącymi koły &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krążą po stawach, mącą do dna wody w stawach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wpadły na łąki, świszczą po łozach i trawach. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pryskają łóz gałęzie; lecą traw przekosy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na wiatr jako garściami wyrywane włosy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmieszane z kędziorami snopów. Wiatry wyją, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Upadają na rolę, tarzają się, ryją, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rwą skiby, robią otwór wichrowi trzeciemu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który wydarł się z roli jak słup czarnoziemu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wznosi się, jak ruchoma piramida toczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łbem grunt wierci, z nóg piasek sypie gwiazdom w oczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co krok wszerz wydyma się, roztwiera ku górze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ogromną swą trąbą otrębuje burzę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż z całym tym chaosem wody i kurzawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słomy, liścia, gałęzi, wydartej murawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wichry w las uderzyły i po głębiach puszczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ryknęły jak niedźwiedzie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A już deszcz wciąż pluszczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak z sita, w gęstych kroplach. Wtem rykły pioruny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krople zlały się razem: to jak proste struny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Długim warkoczem wiążą niebiosa do ziemi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To jak z wiader buchają warstami całemi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już zakryły się całkiem niebiosa i ziemia; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Noc je z burzą od nocy czarniejszą, zaciemia. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czasem widnokrąg pęka od końca do końca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I anioł burzy, na kształt niezmiernego słońca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozświeci twarz, i znowu okryty całunem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uciekł w niebo i drzwi chmur zatrzasnął piorunem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znowu wzmaga się burza, ulewa nawalna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ciemność gruba, gęsta, prawie dotykalna. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znowu deszcz ciszej szumi, grom na chwilę uśnie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znowu wzbudzi się, ryknie i znów wodą chluśnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż się uspokoiło wszystko; tylko drzewa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szumią około domu i szemrze ulewa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;W takim dniu pożądany był czas najburzliwszy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo nawałnica, boju plac mrokiem okrywszy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zalała drogi, mosty zerwała na rzece, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z folwarku niedostępną zrobiła fortecę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O tym więc, co się działo w obozie Soplicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś nie mogła rozejść się wieść po okolicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A właśnie zawisł szlachty los od tajemnicy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;W izbie Sędziego ważne toczą się narady. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bernardyn leżał w łóżku; zmordowany, blady &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I skrwawiony, lecz całkiem zdrowy na umyśle, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daje rozkazy, Sędzia wypełnia je ściśle. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prosi Podkomorzego, przyzywa Klucznika, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każe przywieść Rykowa, potem drzwi zamyka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Godzinę całą trwały tajemne rozmowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż je przerwał kapitan Ryków tymi słowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzucając na stół kiesę ciężką dukatami: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Państwo Lachy, już jest ta gadka między wami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że każdy Moskal złodziej: powiedźcież, kto spyta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że znaliście Moskala, który zwan Nikita &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nikitycz Ryków, rotny kapitan, miał osim &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Medalów i trzy krzyże — to pamiętać prosim: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten medal za Oczaków, ten za Izmaiłów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten za bitwę pod Nowi, ten za Prejsiż-Iłów , &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tamten za Korsakowa sławną rejteradę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z pod Zurich; a miał także i za męstwo szpadę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Także od feldmarszałka trzy zadowolnienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwie pochwały cesarskie i cztery wspomnienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko na piśmie...» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;«Ale, ale kapitanie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przerwał Robak — i cóż się tedy z nami stanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli nie chcesz zgodzić się? Wszakże dałeś słowo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Załatwić tę rzecz». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;«Prawda, słowo dam na nowo — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzecze Ryków — ot słowo! Co po waszej zgubie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja człek poczciwy, ja was państwo Lachy lubię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że wy ludzie weseli, dobrzy do wypitki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I także ludzie śmiali, dobrzy do wybitki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U nas ruskie przysłowie: Kto na wozie jedzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bywa często pod wozem; kto dzisiaj na przedzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jutro w tyle; dziś bijesz jutro ciebie biją; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy o to gniew? tak u nas po żołniersku żyją. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skąd by się człowiekowi tyle złości wzięło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gniewać się o przegranę! Oczakowskie dzieło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Było krwawe, pod Zurich zbili nam piechotę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod Austerlicem całą utraciłem rotę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A pierwej wasz Kościuszko pod Racławicami — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byłem sierżantem — wysiekł mój pluton kosami: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I cóż stąd? To ja znowu u Maciejowiców &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabiłem własnym sztykiem dwóch dzielnych szlachciców: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeden był Mokronowski, szedł z kosą przed frontem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I kanonierowi uciął rękę z lontem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oj! wy Lachy! Ojczyzna! ja to wszystko czuję, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja Ryków, car tak każe, a ja was żałuję. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co nam do Lachów? Niechaj Moskwa dla Moskala, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Polska dla Lacha; ale cóż? car nie pozwala!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Sędzia mu na to rzecze: «Panie Kapitanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeś człek poczciwy, wiedzą tu wszyscy ziemianie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U których na kwaterach stałeś od lat wielu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za ten dar nie gniewaj się, dobry przyjacielu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie chcieliśmy cię skrzywdzić; te oto dukaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śmieliśmy złożyć wiedząc, żeś człek niebogaty». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Ach, jegry! — wołał Ryków — cała rota skłuta! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moja rota! a wszystko z winy tego Płuta! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On komendant, on za to przed carem odpowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wy te grosze sobie zabierzcie, panowie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U mnie jest kapitański mój żołd lada jaki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A dosyć mnie na ponczyk i lulkę tabaki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A was lubię, że z wami sobie zjem, popiję, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pohulam, pogawędzę, i tak sobie żyję. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otoż ja was obronię, i jak będzie śledztwo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słowo uczciwe, że dam za wami świadectwo. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiemy, że my przyszli tu z wizytą, pili &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sobie, tańczyli, trochę sobie podchmielili, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Płut przypadkiem ognia zakomenderował, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bitwa! i batalijon tak jakoś zmarnował. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wy, pany, tylko śledztwo pomazujcie złotem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będzie kręcić się. Ale teraz powiem o tem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co już mówiłem temu szlachcicu, co długi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ma rapier, że Płut pierwszy komendant, ja drugi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płut został żywy, może on wam zagiąć kruczka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Takiego, że zginiecie, bo to chytra sztuczka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeba mu gębę zatkać bankowym papierem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;No i cóż, panie szlachcic, ty z długim rapierem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy już byłeś u Płuta? czyś się z nim naradził?» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Gerwazy obejrzał się, łysinę pogładził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiwnął niedbale ręką, jak gdyby znać dawał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że już wszystko załatwił. Lecz Ryków nastawał: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Cóż, czy Płut będzie milczeć, czy słowem zaręczył?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Klucznik zły, że go Ryków pytaniami dręczył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poważnie palec wielki ku ziemi naginał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A potem machnął ręką, jak gdyby przecinał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dalszą rozmowę i rzekł: «Klnę się Scyzorykiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że Płut nie wyda! gadać już nie będzie z nikim!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem dłonie opuścił i palcami chrząsnął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gdyby tajemnicę całą z rąk wytrząsnął. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ten ciemny gest pojęli słuchacze i stali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrząc z dziwem na siebie, wzajem się badali &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I posępne milczenie trwało minut kilka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż Ryków rzekł: «Nosił wilk, ponieśli i wilka!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«&lt;em class="foreign-word"&gt;Requiescat in pace&lt;/em&gt;!» dodał Podkomorzy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Już ci — zakończył Sędzia — był w tym palec Boży! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz ja tej krwi nie winien, jam o tym nie wiedział». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ksiądz porwał się z poduszek i posępny siedział. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec rzekł, spojrzawszy bystro na Klucznika: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Wielki grzech bezbronnego zabić niewolnika! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chrystus zabrania mścić się nawet i nad wrogiem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oj Kluczniku! odpowiesz ty ciężko przed Bogiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedna jest restrykcyja: jeśli popełniono &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie z zemsty głupiej, ale &lt;em class="foreign-word"&gt;pro publico bono&lt;/em&gt;». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Klucznik głową i ręką kiwał wyciągnioną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I mrugając powtarzał: «&lt;em class="foreign-word"&gt;Pro publico bono&lt;/em&gt;!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Więcej nie było mowy o Płucie Majorze; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nazajutrz daremnie go szukano we dworze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daremnie wyznaczano za trupa nagrodę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Major zginął bez śladu, jak gdyby wpadł w wodę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co się z nim stało, różnie powiadano o tem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz nikt pewnie nie wiedział ni wtenczas, ni potem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daremnie pytaniami Klucznika dręczono; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic nie wyrzekł, prócz tych słów: &lt;em class="foreign-word"&gt;pro publico bono&lt;/em&gt;. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wojski był w tajemnicy, lecz słowem ujęty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Honorowym, staruszek milczał jak zaklęty. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Po zawarciu układów wyszedł z izby Ryków, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Robak kazał wezwać szlachtę wojowników, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do których Podkomorzy z powagą tak mówi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Bracia! Bóg dziś naszemu szczęścił orężowi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale muszę Wać Państwu wyznać bez ogródki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że z tych niewczesnych bojów złe wynikną skutki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbłądziliśmy i nikt tu z nas nie jest bez winy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ksiądz Robak, że zbyt czynnie rozszerzał nowiny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Klucznik i szlachta, że je pojęła opacznie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wojna z Rosyją jeszcze nieprędko się zacznie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tymczasem, kto miał udział najczynniejszy w bitwie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten nie może bezpieczny zostać się na Litwie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Musicie więc do Księstwa uciekać Panowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A mianowicie Maciej, co się Chrzciciel zowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusz, Konew, Brzytew, niech unoszą głowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za Niemen, gdzie ich czeka zastęp narodowy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;My na was nieobecnych całą winę zwalim &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I na Płuta: tak resztę rodzeństwa ocalim. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żegnam was nie na długo; są pewne nadzieje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że nam z wiosną swobody zorza zajaśnieje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I Litwa, co was teraz żegna jak tułaczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wkrótce jako zwycięskich swych zbawców zobaczy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędzia wszystko, co trzeba, zgotuje na drogę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ja pieniędzmi, ile zdołam, dopomogę». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Czuła szlachta, że mądrze Podkomorzy radził: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiadomo, że kto z ruskim carem raz się zwadził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten już z nim na tej ziemi nie zgodzi się szczérze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I musi albo bić się, albo gnić w Sybirze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc nic nie mówiąc, smutnie po sobie spójrzeli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Westchnęli; na znak zgody głowami skinęli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Polak, chociaż stąd między narodami słynny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że bardziej niźli życie kocha kraj rodzinny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gotów zawżdy rzucić go, puścić się w kraj świata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W nędzy i poniewierce przeżyć długie lata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Walcząc z ludźmi i z losem, póki mu śród burzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyświeca ta nadzieja, że Ojczyźnie służy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Oświadczyli, że zaraz wyjeżdżać gotowi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko się to nie zdało panu Buchmanowi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Buchman, człowiek rozsądny, w bitwę się nie wmieszał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale słysząc, że radzą, głosować pośpieszał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znajdował projekt dobrym, lecz chciał przeinaczyć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dokładniej go rozwinąć, jaśniej wytłumaczyć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A naprzód komisyją legalnie wyznaczyć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Która by rozważyła emigracji cele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Środki, sposoby, tudzież innych względów wiele. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieszczęściem, krótkość czasu była na zawadzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że się nie stało zadość Buchmanowej radzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szlachta żegna się śpiesznie i już w drogę rusza. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ale Sędzia zatrzymał w izbie Tadeusza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rzekł do księdza: «Czas już, żebym ci powiedział &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To, o czymem z pewnością wczoraj się dowiedział: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że nasz Tadeusz szczerze zakochany w Zosi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechajże przed odjazdem o rękę jej prosi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówiłem z Telimeną, już nam nie przeszkadza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zosia także się z wolą opiekunów zgadza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli dziś ślubem pary nie możem uwieńczyć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Toć by ich, panie bracie, przynajmniej zaręczyć &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przed odjazdem; bo serce młode i podróżne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiesz dobrze, jako miewa tentacyje różne; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wszakże, kiedy okiem rzuci na pierścionek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I przypomni młodzieniec, że już jest małżonek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaraz w nim obcych pokus ostyga gorączka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wierzaj mi, wielką siłę ma ślubna obrączka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ja sam przed lat trzydziestu wielki afekt miałem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ku pannie Marcie, której serce pozyskałem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byliśmy zaręczeni; Bóg nie błogosławił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Związkowi temu i mnie sierotą zostawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wziąwszy do chwały swojej nadobną Wojszczankę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjaciela mojego córę Hreczeszankę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pozostała mi tylko pamiątka jej cnoty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jej wdzięków, i ten oto ślubny pierścień złoty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ilekroć nań spojrzałem, zawsze ma nieboga &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stawała przed oczyma: i tak z łaski Boga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dotąd mej narzeczonej dochowałem wiary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nie bywszy małżonkiem, jestem wdowiec stary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chociaż Wojski ma drugą córę dość nadobną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I do mojej kochanej Marty dość podobną!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;To mówiąc, na pierścionek z czułością spozierał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I odwróconą ręką łzy z oczu ocierał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Bracie — kończył — co myślisz? zrobim zaręczyny? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On kocha, a mam słowo ciotki i dziewczyny». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Lecz Tadeusz podbiega i z żywością mówi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Czymże zdołam odwdzięczyć dobremu stryjowi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który tak o me szczęście ustawnie się trudzi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach dobry stryju, byłbym najszczęśliwszy z ludzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyby mi Zosia była dzisiaj zaręczona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdybym wiedział że to jest moja przyszła żona. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przecież powiem otwarcie: dziś, te zaręczyny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do skutku przyjść nie mogą; są różne przyczyny... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie pytaj więcej; jeśli Zosia czekać raczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może mnie wkrótce lepszym, godniejszym obaczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może stałością na jej wzajemność zarobię,  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może troszeczką sławy me imię ozdobię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może wkrótce w ojczyste wrócim okolice; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtenczas, stryju, wspomnę ci twoje obietnice, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtenczas na klęczkach drogą powitam Zosienkę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I jeśli będzie wolna, poproszę o rękę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz porzucam Litwę może na czas długi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może Zosi tymczasem podobać się drugi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więzić jej woli nie chcę; prosić o wzajemność, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na którąm nie zasłużył, byłaby nikczemność». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Gdy te słowa z uczuciem mówił chłopiec młody, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaświeciły mu, jako dwie wielkie jagody &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pereł, dwie łzy na wielkich błękitnych źrenicach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I stoczyły się szybko po rumianych licach. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ale Zosia ciekawa z głębiny alkowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śledziła przez szczelinę tajemne rozmowy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszała, jak Tadeusz po prostu i śmiało &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Opowiedział swą miłość — serce w niej zadrżało — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I widziała tych wielkich dwoje łez w źrenicach. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć dojść nie mogła wątku w jego tajemnicach: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dlaczego ją pokochał? dlaczego porzuca? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie odjeżdża? przecież ją ten odjazd zasmuca. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pierwszy raz posłyszała w życiu z ust młodziana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziwną i wielką nowość: że była kochana. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biegła więc, gdzie stał mały domowy ołtarzyk, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyjęła zeń obrazek i relikwijarzyk; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na obrazku tym była święta Genowefa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A w relikwiji suknia świętego Józefa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oblubieńca, patrona zaręczonej młodzi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z tymi świętościami do pokoju wchodzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Pan odjeżdżasz tak prędko?... Ja panu na drogę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dam podarunek mały i także przestrogę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj pan zawsze z sobą relikwije nosi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ten obrazek, a niech pamięta o Zosi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech pana Pan Bóg w zdrowiu i szczęściu prowadzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I niech prędko szczęśliwie do nas odprowadzi». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Umilkła i spuściła głowę; oczki modre &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ledwie stuliła, z rzęsów pobiegły łzy szczodre; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Zosia z zamkniętymi stojąc powiekami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Milczała, sypiąc łzami jako brylantami. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tadeusz, biorąc dary i całując rękę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł: «Pani! już ja muszę pożegnać panienkę... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bądź zdrowa, wspomnij o mnie i racz czasem zmówić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pacierz za mnie! Zofijo!...» Więcej nie mógł mówić. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Lecz Hrabia, z Telimeną wszedłszy niespodzianie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uważał młodej pary czułe pożegnanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzruszył się i rzuciwszy wzrok ku Telimenie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Ileż — rzekł — jest piękności choć w tej prostej scenie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy dusza pasterki z wojownika duszą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak łódź z okrętem w burzy, rozłączyć się muszą! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaiste! nic tak uczuć w sercu nie rozpala, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako kiedy się serce od serca oddala. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czas jest to wiatr, on tylko małą świecę zdmuchnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wielki pożar od wiatru tym mocniej wybuchnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I moje serce zdolne mocniej kochać z dala. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panie Soplico! miałem ciebie za rywala; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten błąd był jedną z przyczyn naszej smutnej zwady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Która mię przymusiła dostać na was szpady. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Postrzegam błąd mój: boś ty wzdychał ku pasterce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja zaś tej pięknej nimfie oddałem me serce. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech we krwi wrogów nasze utoną urazy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie będziem się zbójczymi rozpierać żelazy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech się inaczej spór nasz zalotny roztrzygnie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Walczmy, kto kogo czuciem miłości wyścignie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zostawim oba drogie serc naszych przedmioty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pośpieszymy obadwa na miecze, na groty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Walczmy z sobą stałością, żalem i cierpieniem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wrogów naszych mężnym ścigajmy ramieniem». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł, na Telimenę spojrzał, ale ona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic nie odpowiadała, strasznie zadziwiona. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Mój Hrabio — przerwał Sędzia — po co chcesz koniecznie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyjeżdżać? Wierz mi, w twoich dobrach siedź bezpiecznie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szlachtę biedną rząd mógłby odrzeć i przechłostać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale ty Hrabio pewien jesteś cały zostać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiesz, w jakim rządzie żyjesz, jesteś dość bogaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wykupisz się od więzień połową intraty». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«To niezgodna — rzekł Hrabia — z moim charakterem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie mogę być kochankiem: będę bohaterem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W miłości troskach, sławy zwę pocieszycielki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy jestem nędzarz sercem, będę ręką wielki». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Telimena pytała: «Któż panu przeszkadza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kochać i być szczęśliwym!» — «Mych przeznaczeń władza — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł Hrabia — ciemność przeczuć, które ruchem tajnym &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rwą się ku stronom obcym, dziełom nadzwyczajnym. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyznaję, że dziś chciałem na cześć Telimenie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U ołtarzów Hymena zapalić płomienie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale mi dał zbyt piękny przykład ten młodzieniec, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sam dobrowolnie ślubny swój zrywając wieniec, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I biegąc serca swego doświadczać w przeszkodach &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmiennych losów i w krwawych wojennych przygodach. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś otwiera się nowa i dla mnie epoka! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brzmiała odgłosem broni mej Birbante-rokka: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oby ten odgłos równie w Polszcze się rozszerzył!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skończył i dumnie szpady rękojeść uderzył. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Jużci — rzekł Robak — trudno ganić tę ochotę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedź, weź pieniądze, możesz usztyftować rotę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak Włodzimierz Potocki, co Francuzów zdziwił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dając na skarb milijon, jak książę Radziwiłł &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dominik, co zastawił dobra swe i sprzęty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dwa uzbroił nowe konne regimenty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedź, jedź, a weź pieniądze: rąk tam dosyć mamy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale grosza brak w Księstwie; jedź wasze, żegnamy». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Telimena smutnymi rzuciwszy oczyma: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Niestety — rzekła — widzę że cię nic nie wstrzyma! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rycerzu mój, w wojenne kiedy wstąpisz szranki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obróć czułe spojrzenie na kolor kochanki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(Tu, wstążkę oderwawszy od sukni, zrobiła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kokardę i na piersiach Hrabi przyszpiliła). &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech cię ten kolor wiedzie na działa ogniste, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na kopije błyszczące i deszcze siarczyste; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kiedy się rozsławisz walecznymi czyny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I gdy nieśmiertelnymi przesłonisz wawrzyny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skrwawiony szyszak i hełm twój zwycięstwem hardy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wtenczas jeszcze oko zwróć do tej kokardy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wspomnij, czyja ten kolor przyszpiliła ręka!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu mu podała rękę. Pan Hrabia przyklęka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Całuje; Telimena zbliżyła do oka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chustkę, a drugim okiem pogląda z wysoka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na Hrabię, który żegnał ją mocno wzruszony. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ona wzdychała, ale ruszyła ramiony. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Lecz Sędzia rzekł: «Mój Hrabio, śpiesz się, bo już późno,» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ksiądz Robak «Dość tego! — wołał z miną groźną, — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śpiesz się wasze!» Tak rozkaz Sędziego i księdza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozdziela czułą parę i z izby wypędza. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tymczasem pan Tadeusz stryja obejmował &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ze łzami i Robaka w rękę pocałował. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Robak, ku piersiom chłopca przycisnąwszy skronie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I na głowie mu na krzyż położywszy dłonie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spojrzał ku niebu i rzekł: «Synu! z Panem Bogiem!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zapłakał... A już był Tadeusz za progiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jak to? — zapytał Sędzia — nic mu brat nie powie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I teraz? Biedny chłopiec, jeszcze się nie dowie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O niczym przed odjazdem?...» «Nie — rzekł ksiądz — o niczym &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(Płacząc długo z zakrytym rękami obliczem). &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I po cóż by miał wiedzieć biedny, że ma ojca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który się skrył przed światem jak łotr, jak zabojca? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bóg widzi, jak pragnąłbym: ale z tej pociechy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zrobię Bogu ofiarę za me dawne grzechy». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Więc — rzecze Sędzia — teraz czas myśleć o sobie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uważ, że człowiek w twoim wieku i chorobie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie zdołałby z innymi razem emigrować; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówiłeś, że wiesz domek, gdzie się masz przechować: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiedz gdzie? Śpieszmy, czeka zaprzężona bryka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy nie najlepiej w puszczę, do chaty leśnika?» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Robak kiwając głową rzekł: «Do jutra rana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mam czas. Teraz, mój bracie, poślij do plebana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby tu jak najrychlej przybył z wijatykiem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oddal stąd wszystkich, zostań tylko sam z Klucznikiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamknij drzwi». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Sędzia spełnił Robaka rozkazy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I usiada na łóżko przy nim; a Gerwazy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stoi, łokieć przytwierdza na głowni rapiera, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A czoło pochylone na dłoniach opiera. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Robak, nim zaczął mówić, w Klucznika oblicze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzrok utkwił i milczenie chował tajemnicze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A jako chirurg naprzód miękką rękę składa  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na ciele chorującym, nim ostrzem raz zada: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak Robak wyraz bystrych oczu swych złagodził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Długo nimi po oczach Gerwazego wodził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec, jakby ślepym chciał uderzyć ciosem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zasłonił oczy ręką i rzekł mocnym głosem: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Jam jest Jacek Soplica...» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Klucznik na to słowo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pobladnął, pochylił się, i ciała połową &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wygięty naprzód, stanął, zwisł na jednej nodze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak głaz lecący z góry zatrzymany w drodze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oczy roztwierał, usta szeroko rozszerzał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grożąc białymi zęby, a wąsy najeżał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rapier z rąk upuszczony przy ziemi zatrzymał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kolanami i głownię prawą ręką imał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cisnąc ją: rapier z tyłu za nim wyciągniony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Długim czarnym swym końcem chwiał się w różne strony; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I Klucznik był podobny rysiowi rannemu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który z drzewa ma skoczyć w oczy myśliwemu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wydyma się kłębuszkiem, mruczy, krwawe ślepie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyiskrza, wąsy rusza i ogonem trzepie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Panie Rębajło — rzekł ksiądz — już mię nie zatrwożą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gniewy ludzkie, bo jestem już pod ręką Bożą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaklinam cię na imię Tego, co świat zbawił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I na krzyżu zabójcom swoim błogosławił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I przyjął prośbę łotra: byś się udobruchał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I to, co mam powiedzieć, cierpliwie wysłuchał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sam przyznałem się: muszę dla ulgi sumienia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pozyskać, a przynajmniej prosić przebaczenia: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Posłuchaj mej spowiedzi; potem zrobisz sobie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ze mną, co zechcesz». I tu złożył ręce obie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak do pacierza. Klucznik cofnął się zdumiony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uderzał ręką w czoło i ruszał ramiony. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;A ksiądz zaczął swą dawną z Horeszką zażyłość &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Opowiadać i swoją z jego córką miłość, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I swe z tego powodu z Stolnikiem zatargi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz mówił nieporządnie, często mieszał skargi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I żale we swą spowiedź, często rzecz przecinał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gdyby już ją kończył, i znowu zaczynał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Klucznik, dzieje Horeszków znający dokładnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Całą tę powieść, chociaż splątaną bezładnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Porządkował w pamięci i dopełniać umiał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz Sędzia wielu rzeczy zgoła nie rozumiał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oba pilnie słuchali pochyliwszy głowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Jacek mówił coraz wolniejszymi słowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I często zarywał się: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Wszak sam wiesz, Gerwazeńku, jak Stolnik zapraszał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Często mnie na biesiady, zdrowie moje wnaszał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzyczał nieraz, do góry podniósłszy szklanicę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że nie miał przyjaciela nad Jacka Soplicę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak on mnie ściskał! Wszyscy, którzy to widzieli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myślili, że on ze mną duszą się podzieli... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On przyjaciel?... On wiedział, co się wtenczas działo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W duszy mojej!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tymczasem już szeptała o tym okolica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaki taki gadał mi: »Ej, panie Soplica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daremnie konkurujesz: dygnitarskie progi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za wysokie na Jacka podczaszyca nogi.« &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja śmiałem się, udając że drwiłem z magnatów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z córek ich, i nie dbam o arystokratów; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że jeśli bywam u nich, z przyjaźni to robię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A za żonę nie pojmę, tylko równą sobie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przecież, bodły mi duszę do żywca te żarty: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byłem młody, odważny, świat był mnie otwarty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W kraju, gdzie, jako wiecie, szlachcic urodzony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest zarówno z panami kandydat korony! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszakże Tęczyński niegdyś z królewskiego domu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żądał córy, a król mu oddał ją bez sromu.  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sopliców czyż nie równe Tęczyńskim zaszczyty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krwią, herbem, wierną służbą Rzeczypospolitej? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jak łatwo może człowiek popsuć szczęście drugim &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W jednej chwili, a życiem nie naprawi długim! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedno słowo Stolnika: jakże byśmy byli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczęśliwi! Kto wie, może dotąd byśmy żyli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może i on przy swoim kochanym dziecięciu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przy swojej pięknej Ewie, przy swym wdzięcznym zięciu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zestarzałby spokojny, może wnuki swoje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kołysałby!... Teraz co?... Nas zgubił oboje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I sam... i to zabójstwo... i wszystkie następstwa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tej zbrodni, wszystkie moje biedy i przestępstwa!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja skarżyć nie mam prawa: ja jego morderca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja skarżyć nie mam prawa: przebaczam mu z serca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale i on... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Żeby już raz otwarcie był mnie zrekuzował!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo znał nasze uczucia... Gdyby nie przyjmował &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mych odwiedzin: to kto wie? może bym odjechał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pogniewał się, połajał, w końcu go zaniechał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale on, chytrze dumny, wpadł na koncept nowy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Udawał, że mu nawet nie przyszło do głowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeby ja mógł się starać o związek takowy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A byłem mu potrzebnym: miałem zachowanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U szlachty i lubili mnie wszyscy ziemianie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc on niby miłości mojej nie dostrzegał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjmował mnie jak dawniej, a nawet nalegał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Abym częściej przyjeżdżał; a ilekroć sami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byliśmy, widząc oczy me przyćmione łzami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pierś zbyt pełną i już wybuchnąć gotową, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chytry starzec, wnet wrzucił obojętne słowo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O procesach, sejmikach, łowach... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ach, nieraz przy kieliszkach, gdy się tak rozrzewniał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy mię tak ściskał i o przyjaźni zapewniał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potrzebując mej szabli lub kreski na sejmie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy musiałem nawzajem ściskać go uprzejmie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To tak we mnie złość wrzała, że ja obracałem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ślinę w gębie, a dłonią rękojeść ściskałem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcąc plunąć na tę przyjaźń i wnet szabli dostać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale Ewa, zważając mój wzrok i mą postać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgadywała, nie wiem jak, co się we mnie działo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzyła błagająca, lice jej bledniało; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A był to taki piękny gołąbek łagodny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wzrok miała uprzejmy taki! tak pogodny! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Taki anielski, że już nie wiem, już nie miałem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odwagi zagniewać jej, zatrwożyć — milczałem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ja, zawadyjaka sławny w Litwie całéj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co przede mną największe pany niegdyś drżały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Com nie żył dnia bez bitki, co, nie Stolnikowi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale bym się pokrzywdzić nie dał i królowi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co we wściekłość najmniejsza wprawiała mnie sprzeczka: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja wtenczas, zły i pjany, milczał jak owieczka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gdybym Sanktissimum ujrzał! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ileż to razy chciałem serce me otworzyć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I już się nawet przed nim do próśb upokorzyć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz spojrzawszy mu w oczy, spotkawszy wejrzenia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zimne jak lód, wstyd mi było mojego wzruszenia; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śpieszyłem znowu jak najzimniej dyskurować &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O sprawach, o sejmikach, a nawet żartować!! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko to, prawda, z pychy: żeby nie ubliżyć &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Imieniowi Sopliców, żeby się nie zniżyć &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przed panem prośbą próżną, nie dostać odmowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo jakież by to były między szlachtą mowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyby wiedziano, że ja Jacek... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Soplicy Horeszkowie odmówili dziewkę! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że mnie, Jackowi, czarną podano polewkę! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;W końcu sam już nie wiedząc, jak sobie poradzić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Umyśliłem ze szlachty mały pułk zgromadzić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I opuścić na zawsze powiat i ojczyznę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wynieść się gdzie na Moskwę lub na Tatarszczyznę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zacząć wojnę. Jadę pożegnać Stolnika, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W nadziei, że gdy ujrzy wiernego stronnika, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dawnego przyjaciela, prawie domownika, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z którym pił i wojował przez tak długie lata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz żegnającego i kędyś w kraj świata &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jadącego — że może starzec się poruszy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pokaże mi przecież trochę ludzkiej duszy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak ślimak rogów! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ach, kto choć na dnie serca ma dla przyjaciela &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choćby iskierkę czucia, gdy się z nim rozdziela, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobędzie się iskierka ta przy pożegnaniu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako ostatni płomyk życia przy skonaniu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Raz ostatni dotknąwszy przyjaciela skroni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Częstokroć najzimniejsze oko łzę uroni! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Biedna, słysząc o moim odjeździe, pobladła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bez przytomności, ledwie że trupem nie padła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie mogła nic przemówić: aż się jej rzuciły &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Strumieniem łzy — poznałem, jak byłem jej miły!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Pomnę, pierwszy raz w życiu jam się łzami zalał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z radości i z rozpaczy, zapomniał się, szalał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już chciałem znowu upaść ojcu jej pod nogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wić się jak wąż u kolan, wołać: »Ojcze drogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Weź za syna lub zabij!« Wtem Stolnik posępny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zimny jako słup soli, grzeczny, obojętny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszczął dyskurs — o czym? o czym? o córki weselu!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W tej chwili! O Gerwazy! uważ, przyjacielu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Masz ludzkie serce!
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Stolnik rzekł: »Panie Soplica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Właśnie przyjechał do mnie swat kasztelanica; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty jesteś mój przyjaciel, cóż ty mówisz na to? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiesz wasze, że mam córkę piękną i bogatą: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kasztelan — witebski! Wszakże to w senacie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niskie, drążkowe krzesło. Cóż mi radzisz, bracie?« &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie pamiętam już zgoła co mu na to rzekłem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podobno nic — na konia wsiadłem i uciekłem!...» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Jacku! zawołał Klucznik, mądre ty przyczyny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wynajdujesz: cóż? one nie zmniejszą twej winy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo wszakże zdarzało się już nieraz na świecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że kto pokochał pańskie lub królewskie dziecię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Starał się gwałtem zdobyć, przemyślał wykradać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mścił się otwarcie — ale tak chytrze śmierć zadać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panu polskiemu, w Polszcze — i w zmowie z Moskalem!»
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Nie byłem w zmowie — Jacek odpowiedział z żalem. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gwałtem porwać? Wszak mógłbym: zza krat i zza klamek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wydarłbym ją, rozbiłbym w puch ten jego zamek! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miałem za sobą Dobrzyn i cztery zaścianki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, gdyby ona była jak nasze szlachcianki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Silna i zdrowa! gdyby ucieczki, pogoni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie zlękła się i mogła słuchać szczęku broni!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz ona biedna! tak ją, rodzice pieścili, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słaba, lękliwa! był to robaczek motyli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiosenna gąsiennica! i tak ją zagrabić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dotknąć ją zbrojną ręką, byłoby ją zabić; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie mogłem, nie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Mścić się otwarcie? szturmem zamek zwalić w gruzy? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wstyd!... bo by powiedziano, żem mścił się rekuzy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kluczniku, twoje serce poczciwe nie umie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uczuć, ile jest piekła w obrażonej dumie.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Szatan dumy zaczął mi lepsze plany raić: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zemścić się krwawo, ale powód zemsty taić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie bywać w zamku, miłość z serca wykorzenić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Puścić w niepamięć Ewę, z inną się ożenić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A potem, potem jaką wynaleźć zaczepkę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pomścić się...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;I zdało mi się zrazu, żem już serce zmienił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rad byłem z wymysłu i — jam się ożenił; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z pierwszą, którąm napotkał, dziewczyną ubogą! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Źlem zrobił — jakże byłem ukarany srogo! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie kochałem jej. Biedna matka Tadeusza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Najprzywiązańsza do mnie, najpoczciwsza dusza — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale jam dawną miłość i złość w sercu dusił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byłem jako szalony, darmom siebie musił &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zająć się gospodarstwem albo interesem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko na próżno! Zemsty opętany biesem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zły, opryskliwy, znaleźć nie mogłem pociechy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W niczym na świecie — i tak z grzechów w nowe grzechy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zacząłem pić.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;I tak niedługo żona ma z żalu umarła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zostawiwszy to dziecię; a mnie rozpacz żarła! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jakże mocno musiałem kochać tę niebogę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyle lat!... Gdziem ja nie był: a dotąd nie mogę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jej zapomnieć i zawżdy jej postać kochana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stoi mi przed oczyma jakby malowana! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piłem, nie mogłem zapić pamięci na chwilę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani pozbyć się, chociaż przebiegłem ziem tyle! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz oto w habicie jestem Bożym sługą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na łożu, we krwi... o niej mówiłem tak długo! — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W tej chwili, o tych rzeczach mówić? Bóg wybaczy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Musicie wiedzieć, w jakim żalu i rozpaczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Popełniłem... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Było to właśnie wkrótce po jej zaręczynach. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszędzie gadano tylko o tych zaręczynach; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiadano, że Ewa, gdy brała obrączkę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z rąk Wojewody, mdlała, że wpadła w gorączkę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że ma początki suchot, że ustawnie szlocha; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgadywano, że kogoś potajemnie kocha. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale Stolnik, jak zawsze spokojny, wesoły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dawał na zamku bale, zbierał przyjacioły. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnie już nie prosił: na cóż byłem mu potrzebny? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mój bezład w domu, bieda, mój nałóg haniebny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podały mnie na wzgardę i na śmiech przed światem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnie, com niegdyś, rzec mogę, trząsł całym powiatem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnie, którego Radziwiłł nazywał: kochanku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mnie, com kiedy wyjeżdżał z mojego zaścianku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To liczniejszy dwór miałem niżeli książęcy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedym szablę dostawał, to kilka tysięcy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szabel błyszczało wkoło, strasząc zamki pańskie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A potem ze mnie śmiały się dzieci włościańskie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak zrobiłem się nagle w oczach ludzkich lichy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jacek Soplica! — Kto zna co jest czucie pychy...» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tu bernardyn osłabiał i upadł na łoże; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Klucznik rzekł wzruszony: «Wielkie sądy Boże! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawda! prawda! Więc to ty? i tyżeś to Jacku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Soplico? pod kapturem? żyłeś po żebracku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty, którego pamiętam, gdy zdrowy, rumiany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piękny szlachcic, gdy tobie pochlebiały pany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy za tobą, kobiety szalały! Wąsalu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie tak dawno! takeś zestarzał się z żalu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakżem ciebie nie poznał po owym wystrzale, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedyś tak do niedźwiedzia trafił doskonale? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo nad ciebie nie miała strzelca Litwa nasza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byłeś także po Maćku pierwszy do pałasza! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawda! o tobie niegdyś śpiewały szlachcianki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Oto Jacek wąs kreci, trzęsą się zaścianki,&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;A komu na swym wąsie węzełek zawiąże,&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Ten zadrży, choćby to był sam Radziwiłł książę.&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawiązałeś ty węzeł i mojemu Panu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieszczęśniku!... I tyżeś? do takiego stanu? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jacek Wąsal kwestarzem? Wielkie sądy Boże!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I teraz, ha! bezkarnie ujść tobie nie może, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przysięgam: kto Horeszków krwi kroplę wysączył...» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tymczasem ksiądz na łożu usiadł i tak kończył: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jeździłem koło zamku. Ile biesów w głowie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I w sercu miałem: kto ich imiona wypowie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stolnik zabija dziecię własne! Mnie już zabił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zniszczył!... Jadę pod bramę: szatan mnie tam wabił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz, jak on hula! Co dzień w zamku pijatyka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ile świec w oknach, jaka brzmi w salach muzyka! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ten zamek na łysą głowę mu nie runie?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Pomyśl o zemście, to wnet szatan broń podsunie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ledwiem pomyślił: szatan nasyła Moskali. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stałem patrząc; wiesz, jak wasz zamek szturmowali. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Bo fałsz, żebym był w jakiej z Moskalami zmowie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Patrzyłem. Różne myśli snuły się po głowie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zrazu z uśmiechem głupim, jak na pożar dziecko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzyłem; potem radość uczułem zbójecką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czekając rychło zacznie palić się i walić; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czasem myśl przychodziła skoczyć, ją ocalić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nawet Stolnika... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Broniliście się, ty wiesz, dzielnie i przytomnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdziwiłem się. Moskale padali wkoło mnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bydlęta, źle strzelają! Na widok ich klęski &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złość mię znowu porwała. — Ten Stolnik zwycięski! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I także mu na świecie wszystko się powodzi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z tej strasznej napaści z tryumfem wychodzi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odjeżdżałem ze wstydem. Właśnie był poranek. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem ujrzałem, poznałem. Wystąpił na ganek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I brylantową szpinką ku słońcu migotał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wąs pokręcał dumnie, i wzrok dumny miotał... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zdało mi się, że mnie szczególniej urągał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że mnie poznał i ku mnie rękę tak wyciągał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szydząc i grożąc... Chwytam karabin Moskala, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ledwiem przyłożył, prawie nie mierzył — wypala! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiesz!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Przeklęta broń ognista!... Kto mieczem zabija, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Musi składać się, natrzeć, odbija, wywija, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może rozbroić wroga, miecz wpół drogi wstrzymać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale ta broń ognista... dosyć zamek imać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chwila, jedna iskierka... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Czyż uciekałem, kiedyś mierzył do mnie z góry? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Utkwiłem oczy we dwie twojej broni rury; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozpacz jakaś, żal dziwny do ziemi mnie przybił! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czemuż? ach mój Gerwazy, czemuś wtenczas chybił? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łaskę byś zrobił!... Widać, za pokutę grzechu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeba było...» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Tu znowu brakło mu oddechu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Bóg widzi — rzecze Klucznik — szczerze trafić chciałem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ileż ty krwi wylałeś twoim jednym strzałem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ileż klęsk spadło na nas i na twą rodzinę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wszystko to przez waszą, panie Jacku, winę! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wszakże, gdy dziś jegry Hrabię na cel wzięli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ostatniego z Horeszków chociaż po kądzieli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyś go zasłonił, i gdy Moskal do mnie palił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyś mnie rzucił o ziemię: tak nas dwóch ocalił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli prawda, że jesteś księdzem zakonnikiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jużci sukienka broni cię przed Scyzorykiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bądź zdrów, więcej na waszym nie postanę progu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z nami kwita, — zostawmy resztę Panu Bogu». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jacek rękę wyciągnął, — cofnął się Gerwazy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Nie mogę — rzekł — bez mego szlachectwa obrazy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dotykać rękę, takim morderstwem skrwawioną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z prywatnej zemsty, nie zaś &lt;em class="foreign-word"&gt;pro publico bono&lt;/em&gt;!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ale Jacek z poduszek na łoże upadłszy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwrócił się ku Sędziemu, a był coraz bladszy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I niespokojnie pytał o księdza plebana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wołał na Klucznika: «Zaklinam waćpana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Abyś został. Wnet skończę. Ledwie mam dość mocy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zakończyć — Panie Klucznik, ja umrę tej nocy!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Co bracie? — krzyknął Sędzia — widziałem, wszak rana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niewielka, co ty mówisz? po księdza plebana? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może źle opatrzono — zaraz po doktora, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W apteczce jest...» Ksiądz przerwał: «Bracie, już nie pora! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miałem tam strzał dawniejszy, dostałem pod Jena, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Źle zgojony, a teraz draśniono: gangrena &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już tu... Znam się na ranach, patrz, jaka krew czarna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak sadza. Co tu doktor?... Ale to rzecz marna. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Raz umieramy: jutro czy dziś oddać duszę — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panie Klucznik, przebaczysz mnie, ja skończyć muszę! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jest w tym zasługa nie chcieć zostać winowajcą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Narodowym, choć naród okrzyczy cię zdrajcą! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwłaszcza, w kim taka, jaka była we mnie duma! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Imię zdrajcy przylgnęło do mnie jako dżuma. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odwracali ode mnie twarz obywatele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uciekali ode mnie dawni przyjaciele; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto był lękliwy, z dala witał się i stronił: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nawet lada chłop, lada Żyd, choć się pokłonił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To mię zboku szyderskim przebijał uśmiechem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyraz zdrajca brzmiał w uszach, odbijał się echem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W domu, w polu. Ten wyraz od rana do zmroku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wił się przede mną, jako plama w chorym oku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przecież nie byłem zdrajcą kraju. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Moskwa mnie uważała gwałtem za stronnika. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dano Soplicom znaczną część dóbr nieboszczyka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Targowiczanie potem chcieli mnie zaszczycić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Urzędem. — Gdybym wtenczas chciał się przemoskwicić! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szatan radził — Już byłem możny i bogaty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdybym został Moskalem, najpierwsze magnaty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szukałyby mych względów; nawet szlachta braty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nawet gmin, który swoim tak łacnie uwłacza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tym którzy Moskwie służą, szczęśliwszym,— przebacza! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiedziałem to, a przecież — nie mogłem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Uciekłem z kraju!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdziem nie był! com nie cierpiał!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Aż Bóg raczył lekarstwo jedyne objawić: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poprawić się potrzeba było i naprawić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ile możności to... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Córka Stolnika ze swym mężem wojewodą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzieś w Sybir wywieziona, tam umarła młodo; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zostawiła tę w kraju córkę, małą Zosię; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kazałem ją hodować... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Bardziej niźli z miłości, może z głupiej pychy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabiłem; więc pokora... wszedłem między mnichy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja, niegdyś dumny z rodu, ja, com był junakiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spuściłem głowę, kwestarz, zwałem się Robakiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że jako robak w prochu... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Zły przykład dla ojczyzny, zachętę do zdrady &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeba było okupić dobrymi przykłady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krwią, poświęceniem się... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Biłem się za kraj; gdzie? jak? zmilczę; nie dla chwały &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ziemskiej biegłem tylekroć na miecze, na strzały.  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Milej sobie wspominam nie dzieła waleczne &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I głośne, ale czyny ciche, użyteczne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I cierpienia, których nikt... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Udało mi się nieraz do kraju przedzierać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozkazy wodzów nosić, wiadomości zbierać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Układać zmowy — znają i Galicyjanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten kaptur mnisi — znają i Wielkopolanie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pracowałem przy taczkach rok w pruskiej fortecy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzy razy Moskwa kijmi zraniła me plecy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Raz już wiedli na Sybir; potem Austryjacy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W Szpilbergu zakopali mnie w lochach do pracy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W &lt;em class="foreign-word"&gt;carcer durum&lt;/em&gt;... a Pan Bóg wybawił mnie cudem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pozwolił umierać między swoim ludem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z sakramentami... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Może i teraz, kto wie? możem znowu zgrzeszył! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Możem nad rozkaz wodzów powstanie przyśpieszył! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta myśl, że dom Sopliców pierwszy się uzbroi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że pierwszą Pogoń w Litwie zatkną krewni moi!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta myśl... zdaje się czysta... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Chciałeś zemsty? masz!... Boś ty był narzędziem kary &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bożej, twoim Bóg mieczem rozciął me zamiary: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyś wątek spisku tyle lat snowany splątał! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cel wielki, który całe życie me zaprzątał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ostatnie moje ziemskie uczucie na świecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którem tulił, hodował jak najmilsze dziecię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyś zabił w oczach ojca — a jam ci przebaczył!  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty!...» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Oby tylko równie Bóg przebaczyć raczył! — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przerwał Klucznik — jeżeli masz przyjąć wijatyk, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Księże Jacku: toć ja nie luter, nie syzmatyk! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto umierającego smuci, wiem, że grzeszy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiem tobie coś, pewnie to ciebie pocieszy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy nieboszczyk Pan mój upadał zraniony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ja klęcząc nad jego piersią pochylony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I miecz maczając w ranę, zemstę zaprzysiągnął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan głowę wstrząsnął, rękę ku bramie wyciągnął &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W stronę, gdzie stałeś, i krzyż w powietrzu naznaczył; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówić nie mógł, lecz dał znak, że zbójcy przebaczył. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja też pojąłem: ale tak się z gniewu wściekłem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że o tym krzyżu nigdy i słowa nie rzekłem». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tu rozmowę przerwały chorego cierpienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nastąpiła długa godzina milczenia. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oczekują plebana. Podkowy zagrzmiały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zastukał do komnaty arendarz zdyszały: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;List ma ważny, samemu Jackowi pokaże. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jacek bratu oddaje, głośno czytać każe. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;List od Fiszera, który był natenczas szefem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sztabu armii polskiej pod Księciem Józefem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Donosi, że w cesarskim tajnym gabinecie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stanęła wojna; cesarz już po całym świecie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ogłasza ją, sejm walny w Warszawie zwołany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I skonfederowane mazowieckie stany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyrzekną uroczyście przyłączenie Litwy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jacek, słuchając, cicho odmówił modlitwy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przycisnąwszy do piersi święconą gromnicę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podniósł w niebo zatlone nadzieją źrenice, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zalał się ostatnich łez rozkosznych zdrojem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Teraz rzekł, Panie, sługę twego puść z pokojem!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszyscy uklękli; a wtem ozwał się pod progiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzwonek: znak, że przyjechał pleban z Panem Bogiem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Właśnie już noc schodziła i przez niebo mleczne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Różowe, biegą pierwsze promyki słoneczne. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wpadły przez szyby jako strzały brylantowe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odbiły się na łożu o chorego głowę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ubrały mu złotem oblicze i skronie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że błyszczał jako święty w ognistej koronie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/pan-tadeusz/"&gt;Adam Mickiewicz, „Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Księga jedenasta</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/11/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/11/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;Księga jedenasta&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3"&gt;Rok 1812&lt;/h2&gt;
&lt;div class="note"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wróżby wiosenne — Wkroczenie wojsk — Nabożeństwo — Rehabilitacja urzędowa śp. Jacka Soplicy — Z rozmów Gerwazego i Protazego wnosić można bliski koniec procesu — Umizgi ułana z dziewczyną — Rozstrzyga się spór o Kusego i Sokoła — Za czym goście zgromadzają się na biesiadę — Przedstawienie wodzom par narzeczonych.&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;O roku ów! kto ciebie widział w naszym kraju! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciebie lud zowie dotąd rokiem urodzaju, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A żołnierz rokiem wojny; dotąd lubią starzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O tobie bajać, dotąd pieśń o tobie marzy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z dawna byłeś niebieskim oznajmiony cudem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I poprzedzony głuchą wieścią między ludem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ogarnęło Litwinów serca z wiosny słońcem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakieś dziwne przeczucie, jak przed świata końcem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakieś oczekiwanie tęskne i radosne.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Kiedy pierwszy raz bydło wygnano na wiosnę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uważano, że chociaż zgłodniałe i chude, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie biegło na ruń, co już umaiła grudę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz kładło się na rolę i, schyliwszy głowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ryczało albo żuło swój pokarm zimowy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;I wieśniacy, ciągnący na jarzynę pługi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie cieszą się jak zwykle z końca zimy długiéj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie śpiewają piosenek: pracują leniwo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakby nie pamiętali na zasiew i żniwo. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co krok wstrzymują woły i podjezdki w bronie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I poglądają z trwogą ku zachodniej stronie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakby z tej strony miał się objawić cud jaki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I uważają z trwogą wracające ptaki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Bo już bocian przyleciał do rodzinnej sosny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rozpiął skrzydła białe, wczesny sztandar wiosny; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A za nim, krzykliwymi nadciągnąwszy pułki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gromadziły się ponad wodami jaskółki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z ziemi zmarzłej brały błoto na swe domki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W wieczór słychać w zaroślach szept ciągnącej słomki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I stada dzikich gęsi szumią ponad lasem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I znużone na popas spadają z hałasem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A w głębi ciemnej nieba, wciąż jęczą żurawie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słysząc to, nocni stróże pytają w obawie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skąd w królestwie skrzydlatym tyle zamieszania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaka burza te ptaki tak wcześnie wygania? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Aż oto nowe stada: jakby gilów, siewek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I szpaków, stada jasnych kit i chorągiewek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zajaśniały na wzgórkach, spadają na błonie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Konnica! Dziwne stroje, niewidziane bronie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pułk za pułkiem; a środkiem, jak stopione śniegi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płyną drogami kute żelazem szeregi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z lasów czernią się czapki, rzęd bagnetów błyska, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Roją się nieźliczone piechoty mrowiska. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wszyscy na północ: rzekłbyś, że w on czas z wyraju &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za ptastwem i lud ruszył do naszego kraju, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pędzony niepojętą, instynktową mocą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Konie, ludzie, armaty, orły, dniem i nocą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płyną; na niebie gorą tu i ówdzie łuny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ziemia drży, słychać, biją stronami pioruny. — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wojna! wojna! Nie było w Litwie kąta ziemi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie by jej huk nie doszedł. Pomiędzy ciemnemi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Puszczami, chłop, którego dziady i rodzice &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pomarli, nie wyjrzawszy za lasu granice, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który innych na niebie nie rozumiał krzyków &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prócz wichrów, a na ziemi prócz bestyi ryków, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gości innych nie widział oprócz spółleśników, — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz widzi: na niebie dziwna łuna pała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W puszczy łoskot, to kula od jakiegoś działa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbłądziwszy z pola bitwy, dróg w lesie szukała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rwąc pnie, siekąc gałęzie. Żubr, brodacz sędziwy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zadrżał we mchu, najeżył długie włosy grzywy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wstaje na wpół, na przednich nogach się opiera, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I potrząsając brodą, zdziwiony spoziera &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na błyskające nagle między łomem zgliszcze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był to zbłąkany granat, kręci się, wre, świszcze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pękł z hukiem jakby piorun; żubr pierwszy raz w życiu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zląkł się i uciekł w głębszym schować się ukryciu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Bitwa! gdzie? w której stronie? pytają młodzieńce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chwytają broń; kobiety wznoszą w niebo ręce; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszyscy pewni zwycięstwa, wołają ze łzami: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Bóg jest z Napoleonem, Napoleon z nami!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;O wiosno! kto cię widział wtenczas w naszym kraju, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pamiętna wiosno wojny, wiosno urodzaju! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O wiosno, kto cię widział, jak byłaś kwitnąca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbożami i trawami, a ludźmi błyszcząca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obfita we zdarzenia, nadzieją brzemienna! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja ciebie dotąd widzę, piękna maro senna! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Urodzony w niewoli, okuty w powiciu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja tylko jedną taką wiosnę miałem w życiu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Soplicowo leżało tuż przy wielkiej drodze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którą od strony Niemna ciągnęli dwaj wodze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nasz książę Józef i król Westfalski Hieronim. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już zajęli część Litwy od Grodna po Słonim: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy król rozkazał wojsku dać trzy dni wytchnienia. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale polscy żołnierze mimo utrudzenia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skarżyli się, że król im marszu nie dozwala; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak radzi by co prędzej doścignąć Moskala. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;W mieście pobliskim stanął główny sztab książęcy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A w Soplicowie obóz czterdziestu tysięcy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ze sztabami swymi jenerał Dąbrowski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kniaziewicz, Małachowski, Giedrojć i Grabowski. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Późno było, gdy weszli: więc każdy, gdzie może, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabierają kwatery w zamczysku, we dworze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skoro dano rozkazy, rozstawiono czaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każdy strudzony poszedł spać do swej komnaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z nocą wszystko ucichło: obóz, dwór i pole; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widać tylko, jak cienie, błądzące patrole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I gdzieniegdzie błyskania ognisk obozowych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słychać kolejne hasła stanowisk wojskowych. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Spali gospodarz domu, wodze i żołnierze; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oczu tylko Wojskiego sen słodki nie bierze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo Wojski ma na jutro biesiadę wyprawić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którą chce dom Sopliców na wiek wieków wsławić: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biesiadę godną miłych sercom polskim gości &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I odpowiedną wielkiej dnia uroczystości, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co jest świętem kościelnym i świętem rodziny: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jutro odbyć się mają trzech par zaręczyny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaś jenerał Dąbrowski oświadczył z wieczora, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że chce mieć obiad polski. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Choć spóźniona pora, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wojski zebrał co prędzej z sąsiedztwa kucharzy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pięciu ich było; służą, on sam gospodarzy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako kuchmistrz białym się fartuchem opasał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wdział szlafmycę, a ręce do łokciów zakasał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W ręku ma plackę muszą, owad lada jaki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Opędza, wpadający chciwie na przysmaki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drugą ręką przetarte okulary włożył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobył z zanadrza księgę, odwinął, otworzył. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Księga ta miała tytuł: &lt;em class="book-title"&gt;Kucharz doskonały&lt;/em&gt;.  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W niej spisane dokładnie wszystkie specyjały &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stołów polskich; podług niej hrabia na Tęczynie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dawał owe biesiady we włoskiej krainie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którym się Ojciec Święty Urban Ósmy dziwił; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podług niej później Karol-Kochanku-Radziwiłł, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy przyjmował w Nieświeżu króla Stanisława, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sprawił pamiętną ową ucztę, której sława &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dotąd żyje na Litwie we gminnej powieści. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Co Wojski wyczytawszy pojmie i obwieści, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To natychmiast kucharze robią umiejętni. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wre robota; pięćdziesiąt nożów w stoły tętni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwijają się kuchciki czarne jak szatany: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ci niosą drwa, ci z mlekiem i z winem sagany; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Leją w kotły, skowrody, w rondle, dym wybucha; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwóch kuchcików przy piecu siedzi, w mieszki dmucha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wojski, ażeby ogień tym łacniej rozpalać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozkazał stopionego masła na drwa nalać &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(Zbytek ten dozwolony jest w dostatnim domu). &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kuchciki sypią w ogień suche pęki łomu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Inni na rożny sadzą ogromne pieczenie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wołowe, sarnie, combry dzicze i jelenie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ci skubią stosy ptastwa, lecą puchów chmury, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obnażają się głuszce, cietrzewie i kury. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz kur niewiele było: od owej wyprawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którą w czasie zajazdu Dobrzyński Sak krwawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zrobił na kurnik, kędy Zosi gospodarstwo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zniszczył, nie zostawiwszy sztuki na lekarstwo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze nie mogło ptastwem zakwitnąć na nowo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sławne niegdyś ze drobiu swego Soplicowo. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zresztą zaś miąs wszelakich był wielki dostatek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co się zgromadzić dało i z domu, i z jatek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z lasów, i z sąsiedztwa, z bliska i z daleka: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekłbyś, ptasiego tylko nie dostaje mleka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwie rzeczy, których hojny pan do uczty szuka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łączą się w Soplicowie: dostatek i sztuka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Już wschodził uroczysty dzień &lt;em class="author-emphasis"&gt;Najświętszej Panny&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Kwietnej&lt;/em&gt;. Pogoda była prześliczna, czas ranny; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niebo czyste, wokoło ziemi obciągnięte, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako morze wiszące, ciche, wklęsło-wgięte, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kilka gwiazd świeci z głębi, jako perły ze dna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przez fale; z boku chmura biała, sama jedna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podlatuje i skrzydła w błękicie zanurza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podobne do niknących piór Anioła Stróża, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który nocną modlitwą ludzi przytrzymany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spóźnił się, śpieszy wracać między spółniebiany. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Już ostatnie perły gwiazd zamierzchły i na dnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niebios zgasły, i niebo środkiem czoła bladnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawą skronią złożone na wezgłowiu cieni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze smagławe, lewą coraz się rumieni; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A dalej okrąg, jakby powieka szeroka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozsuwa się i w środku widać białek oka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widać tęczę, źrenicę — już promień wytrysnął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po okrągłych niebiosach wygięty przebłysnął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I w białej chmurce jako złoty grot zawisnął. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na ten strzał, na dnia hasło, pęk ogniów wylata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tysiąc rac krzyżuje się po okręgu świata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A oko słońca weszło. Jeszcze nieco senne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przymruża się, drżąc wstrząsa swe rzęsy promienne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siedmią barw błyszczy razem: szafirowe razem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Razem krwawi się w rubin i żółknie topazem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż rozlśniło się jako kryształ przezroczyste, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem jak brylant światłe, na koniec ogniste, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak księżyc wielkie, jako gwiazda migające: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak po nieźmiernym niebie szło samotne słońce. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Dziś pospólstwo litewskie z całej okolicy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zebrało się przed wschodem wokoło kaplicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gdyby na nowego ogłoszenie cudu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbiór ten pochodził w części z pobożności ludu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A w części z ciekawości: bo dziś w Soplicowie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na nabożeństwie mają być jenerałowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sławni dowódcy owi naszych legijonów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Których lud znał imiona i czcił jak patronów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Których wszystkie tułactwa, wyprawy i bitwy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Były ewangeliją narodową Litwy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Już przyszło oficerów kilku, tłum żołnierzy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lud ich otacza, patrzy, ledwie oczom wierzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oglądając rodaków mundury noszących, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbrojnych, wolnych i polskim językiem mówiących. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wyszła msza. Nie obejmie świątynia maleńka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Całego zgromadzenia: lud na trawie klęka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrząc we drzwi kaplicy, odkrywają głowy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Włos litewskiego ludu, biały albo płowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pozłacał się jako łan dojrzałego żyta; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzieniegdzie kraśna główka dziewicza wykwita, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ubrana w świeże kwiaty albo w pawie oczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wstęgi rozplecione, ozdoby warkoczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śród głów męskich jak w zbożu bławat i kąkole. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Klęczący różnobarwny tłum okrywa pole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A na głos dzwonka, niby na wiatru powianie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chylą się wszystkie głowy jak kłosy na łanie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wieśniaczki dziś na ołtarz Matki Zbawiciela &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niosą pierwszy dar wiosny, świeże snopki ziela; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko wkoło ubrane w bukiety i w wianki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ołtarz, obraz, a nawet dzwonica i ganki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czasem poranny wietrzyk, gdy ze wschodu wionie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zrywa wianki i rzuca na klęczących skronie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rozlewa jak z mszalnej kadzielnicy wonie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;A gdy w kościele było po mszy i kazaniu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyszedł przewodniczący całemu zebraniu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podkomorzy, niedawno przez powiatu stany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgodnie konfederackim marszałkiem obrany. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miał mundur województwa: żupan złotem szyty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kontusz grodeturowy z frędzlą i pas lity, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przy którym karabela z głownią jaszczurową; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na szyi świecił wielką szpilką brylantową; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Konfederatka biała, a na niej pęk gruby &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drogich piórek, były to białych czapel czuby &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(Na fest kładzie się tylko kitka tak bogata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Której każde pióreczko kosztuje dukata). &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak ubrany, na wzgórek wstąpił przed kościołem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wieśniacy i żołnierstwo ścisnęło się kołem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On rzekł: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;«Bracia! ogłosił wam ksiądz na ambonie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wolność, którą cesarz-król przywrócił Koronie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A teraz Litewskiemu Księstwu, Polszcze całej &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przywraca; słyszeliście rządowe uchwały &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zwołujące walny sejm uniwersały. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja tylko mam słów parę przemówić do gminy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W rzeczy, która się tycze Sopliców rodziny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tutejszych panów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Cała pomni okolica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co tu zbroił nieboszczyk pan Jacek Soplica: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale kiedy o grzechach jego wszyscy wiecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czas i zasługi jego ogłosić na świecie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obecni tu są naszych wojsk jenerałowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od których usłyszałem wszystko, co wam mówię. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten Jacek nie był umarł (jak głoszono) w Rzymie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko odmienił życie dawne, stan i imię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wszystkie przeciw Bogu i Ojczyźnie winy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgładził przez żywot święty i przez wielkie czyny. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;On to pod Hohenlinden, gdy Ryszpans jenerał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na pół pobity już się do odwrotu zbierał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wiedząc, że Kniaziewicz ciągnie ku odsieczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On to Jacek, zwan Robak, wśród grotów i mieczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeniósł od Kniaziewicza listy Ryszpansowi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Donoszące, że nasi biorą tył wrogowi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On potem w Hiszpaniji, gdy nasze ułany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdobyły Samosiery grzbiet oszańcowany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obok Kozietulskiego był ranny dwa razy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Następnie, jak wysłaniec, z tajnymi rozkazy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biegał po różnych stronach ducha ludzi badać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Towarzystwa tajemne wiązać i zakładać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec w Soplicowie, w swym ojczystym gnieździe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy gotował powstanie zginął na zajeździe. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Właśnie o jego śmierci nadeszła wiadomość &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do Warszawy w tę chwilę, gdy cesarz jegomość &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Raczył mu dać za dawne czyny bohaterskie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Legiji honorowej znaki kawalerskie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Owoż te wszystkie rzeczy mając na uwadze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja, reprezentujący województwa władzę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moją konfederacką ogłaszam wam laską: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że Jacek wierną służbą i cesarską łaską &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zniósł infamiji plamę, powraca do cześci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I znowu się w rzęd prawych patryjotów mieści. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc kto będzie śmiał Jacka zmarłego rodzinie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wspomnieć kiedy o dawnej zagładzonej winie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten podpadnie za karę takiego wyrzutu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="foreign-word"&gt;Gravis notæ maculæ&lt;/em&gt;, wedle słów Statutu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Karzących tak militem jak i skartabella, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co by siał infamiją na obywatela; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A że teraz jest równość, więc artykuł trzeci &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obowiązuje równie i mieszczan, i kmieci. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten wyrok marszałkowski pan pisarz umieści, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W aktach jeneralności, a Woźny obwieści. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Co się tycze legiji honorowej krzyża, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że późno przyszedł, nic to sławie nie ubliża; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli Jackowi nie mógł służyć ku ozdobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech służy ku pamiątce: wieszam go na grobie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzy dni tu będzie wisiał, potem do kaplicy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złoży się, jako wotum dla Boga Rodzicy». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;To powiedziawszy, order wydobył z pokrowca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zawiesił na skromnym krzyżyku grobowca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uwiązaną w kokardę wstążeczkę czerwoną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I krzyż biały gwiaździsty ze złotą koroną; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeciw słońcu promienie gwiazdy zajaśniały &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako ostatni odbłysk ziemskiej Jacka chwały. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tymczasem lud na klęczkach &lt;em class="book-title"&gt;Anioł Pański&lt;/em&gt; mowi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Upraszając o wieczny pokój grzesznikowi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędzia obchodzi gości i wiejską gromadę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystkich do Soplicowa wzywa na biesiadę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ale na przyźbie domu usiedli dwaj starce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mając u kolan pełne miodu dwa półgarce. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzą w sad, gdzie wśród pączków barwistego maku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stał ułan jak słonecznik, w błyszczącym kołpaku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Strojnym blachą złocistą i piórem koguta; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przy nim dziewczę w zielonej sukience jak ruta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pozioma, wznosi oczki błękitne jak bratki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ku oczom chłopca; dalej panny rwały kwiatki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po ogrodzie, umyślnie odwracając głowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od kochanków, żeby im nie mieszać rozmowy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ale starce miód piją, tabakierką z kory &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Częstując się nawzajem, toczą rozhowory.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Tak, tak, mój Protazeńku» rzekł Klucznik Gerwazy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Tak, tak, mój Gerwazeńku» rzekł Woźny Protazy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Tak to, tak!» powtórzyli zgodnie kilka razy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiwając w takt głowami; wreszcie Woźny rzecze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Iż proces nasz skończy się dziwnie, ja nie przeczę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszakże, były przykłady: pamiętam procesy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W których się działy gorsze niż u nas ekscesy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A intercyza cały zakończyła kłopot: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak z Borzdobohatymi pogodził się Łopot, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krepsztulowie z Kupściami, Putrament z Pikturną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z Odyńcami Mackiewicz, z Kwileckimi Turno. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co mówię! wszak Polacy miewali zamieszki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z Litwą, gorsze niżeli z Soplicą Horeszki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdy na rozum wzięła królowa Jadwiga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To się bez sądów owa skończyła intryga. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrze, gdy strony mają panny albo wdowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na wydaniu: to zawsze kompromis gotowy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Najdłuższy proces zwykle bywa z duchowieństwem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Katolickim albo też z bliskim pokrewieństwem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo wtenczas sprawy skończyć nie można małżeństwem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stąd to Lachy z Rusami w sporach nieskończonych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idąc z Lecha i Rusa, dwu braci rodzonych; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stąd się tyle procesów litewskich ciągnęło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Długo z księżmi Krzyżaki, aż wygrał Jagiełło; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stąd na koniec &lt;em class="foreign-word"&gt;pendebat&lt;/em&gt; długo przed aktami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sławny ów proces Rymszów z dominikanami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż wygrał wreszcie syndyk klasztorny ksiądz Dymsza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skąd jest przysłowie: większy Pan Bóg niż pan Rymsza; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja zaś dołożę, lepszy miód od Scyzoryka». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To mówiąc, półgarcówką przepił do Klucznika. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Prawda! prawda! — rzekł na to Gerwazy wzruszony. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziwneć to były losy tej naszej Korony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I naszej Litwy! Wszak to jak małżonków dwoje! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bóg złączył, a czart dzieli; Bóg swoje, czart swoje! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ach, bracie Protazeńku! że to oczy nasze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzą! że znowu do nas ci Koronijasze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawitali! Służyłem ja z nimi przed laty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pamiętam, dzielne były z nich konfederaty! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyby nieboszczyk pan mój Stolnik dożył chwili! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O Jacku! Jacku!... lecz cóż będziemy kwilili? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skoro dziś znowu Litwa łączy się z Koroną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Toć tym samym już wszystko zgodzono, zgładzono». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«I to dziw — rzekł Protazy — że o tej to Zosi, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O której rękę teraz nasz Tadeusz prosi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Było przed rokiem omen, jakoby znak z nieba!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Panną Zofiją — przerwał Klucznik — zwać ją trzeba; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo już dorosła, nie jest dziewczyną maluczką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przy tym z krwi dygnitarskiej, jest Stolnika wnuczką». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Owoż — kończył Protazy — był to znak proroczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O jej losie, widziałem znak na własne oczy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przed rokiem tu siedziała w święto czeladź nasza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pijąc miód; alić patrzym: pęc, pada z poddasza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwóch wróblów bijących się; oba samcy stare, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeden młodszy cokolwiek miał podgarle szare, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drugi czarne; dalejże tłuc się po podwórzu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przewracać kulki, że aż zaryli się w kurzu — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;My patrzym, a tymczasem szepcą sobie sługi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że ten czarny niech będzie Horeszko, a drugi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Soplica; więc ilekroć szary był na górze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzyczą: »Wiwat Soplica, pfe Horeszki tchórze!« &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdy spadał, wołali: »Popraw się Soplica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie daj się magnatowi, to wstyd na szlachcica!« &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak śmiejąc się, czekamy, kto kogo pokona; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem Zosieńka, nad ptastwem litością wzruszona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podbiegła i nakryła rączką te rycerze; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze się w ręku bili, aż leciało pierze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Taka była zawziętość w tym maleńkim lichu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Baby patrząc na Zosię, gadały po cichu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że pewnie przeznaczeniem będzie tej dziewczyny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pogodzić dwie od dawna zwaśnione rodziny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A widzę, że się dzisiaj ziścił omen babi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawdać to, że naonczas myślano o Hrabi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie zaś o Tadeuszu». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Na to Klucznik rzecze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Dziwne są sprawy w świecie, kto wszystko dociecze! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja też powiem waszeci rzecz choć nie tak cudną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak ów omen, a przecież do pojęcia trudną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiesz, iż dawniej rad bym był Sopliców rodzinę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W łyżce wody utopić; a tego chłopczynę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusza, od dziecka niezmierniem polubił! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uważałem, że gdy się z chłopiętami czubił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawsze ich zbił; więc ilekroć do zamku biegał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jam go zawsze do trudnych imprezów podżegał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko mu się udało: czy wydrzeć gołębie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na wieży, czy jemiołę oberwać na dębie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyli z najwyższej sosny złupić wronie gniazdo: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko umiał; myśliłem: pod szczęśliwą gwiazdą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Urodził się ten chłopiec, szkoda że Soplica! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż by zgadł, że w nim zamku powitam dziedzica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Męża panny Zofiji, mej wielmożnej pani!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tu skończyli rozmowę, piją zadumani; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słychać tylko niekiedy te krótkie wyrazy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Tak, tak, panie Gerwazy» — «Tak, panie Protazy». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Przyzba tykała kuchni, której okna stały &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otworem i dym jako z pożaru buchały; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż z kłębów dymu, niby biała gołębica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mignęła świecąca się kuchmistrza szlafmyca: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wojski przez okno kuchni, ponad starców głowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wytknąwszy głowę, milczkiem słuchał ich rozmowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I podał im nareszcie filiżanki spodek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pełen biszkoktów, mówiąc: «Zakąście wasz miodek. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ja wam też opowiem historią ciekawą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sporu, który miał bitwą zakończyć się krwawą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy polujący w głębi nalibockich lasów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rejtan wypłatał sztukę książęciu Denassów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tej sztuki omal własnym nie przypłacił zdrowiem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jam kłótnię panów zgodził, jak — to wam opowiem». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale Wojskiego powieść przerwali kucharze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pytając komu serwis ustawiać rozkaże. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wojski odszedł, a starcy zaczerpnąwszy miodu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zadumani zwrócili oczy w głąb ogrodu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie ów dorodny ułan rozmawiał z panienką. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Właśnie ułan ująwszy jej dłoń lewą ręką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(Prawą miał na temlaku, widać, że był ranny) &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z takimi odezwał się słowami do panny: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Zofijo, musisz to mnie koniecznie powiedzieć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim zamienim pierścionki, muszę o tym wiedzieć. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I cóż, że przeszłej zimy byłaś już gotowa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dać słowo mnie? Ja wtenczas nie przyjąłem słowa: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo i cóż mnie po takim wymuszonym słowie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtenczas bawiłem bardzo krótko w Soplicowie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie byłem taki próżny, ażebym się łudził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żem jednym mym spojrzeniem miłość w tobie wzbudził; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja nie fanfaron, chciałem mą własną zasługą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zyskać twe względy, choćby przyszło czekać długo. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz jesteś łaskawa twe słowo powtórzyć: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czymże na tyle łaski umiałem zasłużyć? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może mnie bierzesz, Zosiu, nie tak z przywiązania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko że stryj i ciotka do tego cię skłania? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale małżeństwo, Zosiu, jest rzecz wielkiej wagi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Radź się serca własnego; niczyjej powagi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu nie słuchaj, ni stryja gróźb, ni namów cioci. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli nie czujesz dla mnie nic oprócz dobroci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Możem te zaręczyny czas jakiś odwlekać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więzić twej woli nie chcę; będziem, Zosiu, czekać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nic nas nie nagli, zwłaszcza że wczora wieczorem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dano mi rozkaz zostać w Litwie instruktorem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W pułku tutejszym, nim się z mych ran nie wyleczę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I cóż kochana Zosiu?» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Na to Zosia rzecze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wznosząc głowę i patrząc w oczy mu nieśmiało: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Nie pamiętam już dobrze, co się dawniej działo; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiem, że wszyscy mówili, iż za mąż iść trzeba &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za pana: ja się zawsze zgadzam z wolą Nieba &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z wolą starszych». Potem, spuściwszy oczęta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dodała: «Przed odjazdem, jeśli pan pamięta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy umarł ksiądz Robak w ową burzę nocną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widziałam, że pan jadąc żałował nas mocno; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan łzy miał w oczach; te łzy, powiem panu szczerze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wpadły mnie aż do serca; odtąd panu wierzę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że mnie lubisz; ilekroć mówiłam pacierze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za pana powodzenie, zawsze przed oczami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stał pan z tymi dużymi błyszczacymi łzami. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem Podkomorzyna do Wilna jeździła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzięła mnie tam na zimę; alem ja tęskniła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do Soplicowa i do tego pokoiku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie mnie pan naprzód w wieczór spotkał przy stoliku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem pożegnał... Nie wiem, skąd pamiątka pana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coś niby jak rozsada w jesieni zasiana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przez całą zimę w moim sercu się krzewiła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że, jako mówię panu, ustawniem tęskniła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do tego pokoiku, i coś mi szeptało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że tam znów pana znajdę — i tak się też stało. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mając to w głowie, często też miałam na ustach &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Imię pana — było to w Wilnie na zapustach; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panny mówiły, że ja jestem zakochana: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jużci, jeżeli kocham, to już chyba pana». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusz rad z takiego miłości dowodu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wziął ją pod rękę, ścisnął i wyszli z ogrodu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do pokoju damskiego, do owej komnaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kędy Tadeusz mieszkał przed dziesięcią laty.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Teraz bawił tam Rejent cudnie wystrojony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I usługiwał damie, swojej narzeczonéj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biegając i podając sygnety, łańcuszki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słoiki i flaszeczki, i proszki, i muszki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wesoł, na pannę młodą patrzył tryumfalnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panna młoda kończyła robić gotowalnię: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siedziała przed zwierciadłem radząc się bóstw wdzięku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pokojowe zaś, jedne z żelazkami w ręku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odświeżają nadstygłe warkoczów pierścionki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drugie klęcząc pracują około falbonki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Gdy się tak Rejent bawi ze swą narzeczoną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kuchcik stuknął doń w okno: kota spostrzeżono! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kot, wykradłszy się z łozy, prześmignął po łące &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wskoczył w sad pomiędzy jarzyny wschodzące; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam siedzi: wystraszyć go łacno z rozsadniku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I uszczuć, postawiwszy charty na przesmyku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bieży Asesor, ciągnąc za obróż Sokoła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pośpiesza za nim Rejent i Kusego woła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wojski obu z chartami przy płocie ustawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A sam się z placką muszą do sadu wyprawił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Depcąc, świszcząc i klaszcząc, bardzo zwierza trwoży; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczwacze, trzymając każdy charta na obroży, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ukazują palcami, skąd zając wyruszy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cmokają z cicha; charty nadstawiły uszy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wytknęły pyski na wiatr i drżą niecierpliwie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak dwie strzały złożone na jednej cięciwie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem Wojski krzyknął: «Wyczha!» Zając smyk zza płotu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na łąkę; charty za nim; i wnet bez obrotu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sokół i Kusy razem spadli na szaraka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ze dwóch stron w jednej chwili, jak dwa skrzydła ptaka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zęby mu jak szpony zatopili w grzbiecie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kot jęknął raz, jak nowo narodzone dziecię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żałośnie! Biegą szczwacze: już leży bez ducha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A charty mu sierść białą targają spod brzucha. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Szczwacze pogłaskali psy, a Wojski tymczasem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobył nożyk strzelecki wiszący za pasem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oderznął skoki i rzekł: «Dziś równą odprawę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wezmą pieski, bo równą pozyskali sławę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Równa ich była rączość, równa była praca; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Godzien jest pałac Paca, godzien Pac pałaca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Godni są szczwacze chartów, godne szczwaczów charty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otóż skończony spór wasz długi i zażarty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja, któregoście sędzią zakładu obrali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wydaję wreszcie wyrok: obaście wygrali. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wracam fanty, niech każdy przy swoim zostanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wy podpiszcie zgodę». Na starca wezwanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczwacze zwrócili na się rozjaśnione lice &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I długo rozdzielone złączyli prawice. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wtem rzekł Rejent: «Stawiłem niegdyś konia z rzędem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Opisałem się także przed ziemskim urzędem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Iż pierścień mój sędziemu w salarijum złożę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Fant postawiony w zakład wracać się nie może. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pierścień niechaj pan Wojski na pamiątkę przymie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I każe na nim wyryć albo swoje imię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub gdy zechce, herbowne Hreczechów ozdoby; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krwawnik jest gładki, złoto jedenastej proby. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Konia teraz ułani pod jazdę zabrali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzęd został przy mnie; każdy znawca ten rzęd chwali &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Iż jest wygodny, trwały, a piękny jak cacko: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kulbaczka wąska modą z turecka kozacką, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kula na przodzie, w kuli są drogie kamienie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poduszeczka z rubrontu wyścieła siedzenie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kiedy na łęk wskoczysz, na tym miękkim puszku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Między kulami siedzisz wygodnie jak w łóżku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdy w galop puścisz się (tu Rejent Bolesta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który, jako wiadomo, bardzo lubił gesta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozstawił nogi jakby na konia wskakiwał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem galop udając, powoli się kiwał) &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdy w galop puścisz się, natenczas z czapraka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Blask bije, jakby złoto kapało z rumaka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo tabenki są gęsto złotem nakrapiane, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I szerokie strzemiona srebrne pozłacane; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na rzemieniach munsztuka i na uździenicy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Połyskają guziki perłowej macicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U napierśnika wisi księżyc w kształt Leliwy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To jest w kształt nowiu. Cały ten sprzęt osobliwy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdobyty (jak wieść niesie) w boju podhajeckim &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na jakimś bardzo znacznym szlachcicu tureckim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjm, Asesorze, w dowód mojego szacunku». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;A na to rzekł Asesor, wesół z podarunku: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Ja niegdyś darowane od księcia Sanguszki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stawiłem w zakład moje prześliczne obróżki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaszczurem wykładane z kolcami ze złota, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I utkaną z jedwabiu smycz, której robota &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Równie droga jak kamień co się na niej świeci. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciałem sprzęt ten zostawić w dziedzictwie dla dzieci; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzieci pewnie mieć będę: wiesz, że się dziś żenię; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale ten sprzęt, Rejencie, proszę uniżenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bądź łaskaw przyjąć w zamian za twój rzęd bogaty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I na pamiątkę sporu, co długimi laty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Toczył się i nareszcie zakończył zaszczytnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dla nas obu. Niech zgoda między nami kwitnie». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc wracali do domu oznajmić za stołem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że się skończył spór między Kusym i Sokołem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Była wieść, że zająca tego Wojski w domu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyhodował i w ogród puścił po kryjomu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ażeby szczwaczów zgodzić zbyt łatwą zdobyczą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Staruszek tak swą sztukę zrobił tajemniczo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że oszukał zupełnie całe Soplicowo. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kuchcik w lat kilka później szepnął o tym słowo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcąc Assesora skłócić z Rejentem na nowo; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale próżno krzywdzące chartów wieści szerzył: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wojski zaprzeczył i nikt kuchcie nie uwierzył. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Już goście zgromadzeni w wielkiej zamku sali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czekając uczty, wkoło stołu rozmawiali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy pan Sędzia w mundurze wojewódzkim wchodzi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pana Tadeusza z Zofią przywodzi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusz lewą dłonią dotykając głowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pozdrowił swych dowódców przez ukłon wojskowy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zofija z opuszczonym ku ziemi wejrzeniem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zapłoniwszy się, gości witała dygnieniem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(Od Telimeny pięknie dygać wyuczona). &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miała wianek na głowie jako narzeczona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zresztą ubiór ten samy, w jakim dziś w kaplicy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Składała snop wiosenny dla Boga Rodzicy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Użęła znów dla gości nowy snopek ziela; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedną ręką zeń kwiaty i trawy rozdziela, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drugą swój sierp błyszczący poprawia na głowie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brali ziółka, całując jej ręce, wodzowie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zosia znowu dygała w kolej zapłoniona. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wtem jenerał Kniaziewicz wziął ją za ramiona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I złożywszy ojcowski całus na jej czole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podniósł w górę dziewczynę, postawił na stole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wszyscy klaszcząc w dłonie zawołali: «Brawo!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zachwyceni dziewczyny urodą, postawą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A szczególniej jej strojem litewskim, prostaczym. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo dla tych wodzów, którzy w swym życiu tułaczym &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak długo błąkali się w obcych stronach świata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziwne miała powaby narodowa szata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Która im wspominała i młode ich lata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dawne ich miłostki. Więc ze łzami prawie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skupili się do stołu, patrzyli ciekawie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ci proszą, aby Zosia wzniosła nieco czoło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I oczy pokazała; ci, ażeby wkoło &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Raczyła się obrócić; dziewczyna wstydliwa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obraca się, lecz oczy rękami zakrywa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusz patrzył wesół i zacierał ręce. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Czy ktoś Zosi poradził wyjść w takiej sukience, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy instynktem wiedziała (bo dziewczyna zgadnie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawsze instynktem, co jej do twarzy przypadnie): &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dosyć, że Zosia pierwszy raz w życiu dziś z rana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Była od Telimeny za upór łajana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie chcąc modnego stroju, aż wymogła płaczem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że ją tak zostawiono, w ubraniu prostaczem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Spódniczkę miała długą, białą; suknię krótką &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z zielonego kamlotu z różową obwódką; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gorset także zielony, różowymi wstęgi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od łona aż do szyi sznurowany w pręgi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod nim pierś jako pączek pod listkiem się tuli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od ramion świecą białe rękawy koszuli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako skrzydła motyle do lotu wydęte, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U dłoni skarbowane i wstążką opięte. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szyja także koszulką obciśniona wąską, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kołnierzyk zadzierzgniony różową zawiązką; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zauszniczki wyrżnięte sztucznie z pestek wiszni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Których się wyrobieniem Sak Dobrzyński pyszni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(Były tam dwa serduszka z grotem i płomykiem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dane dla Zosi, gdy Sak był jej zalotnikiem); &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na kołnierzyku wiszą dwa sznurki bursztynu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na skroniach zielonego wianek rozmarynu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wstążki warkoczów Zosia rzuciła na barki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A na czoło włożyła, zwyczajem żniwiarki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sierp krzywy, świeżym żęciem traw oszlifowany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jasny jak nów miesięczny nad czołem Dyjany. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wszyscy chwalą, klaskają. Jeden z oficerów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobył z kieszeni &lt;em class="foreign-word"&gt;portefeuille&lt;/em&gt; z plikami papierów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozłożył je, ołówek przyciął, w ustach zmoczył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzy w Zosię, rysuje. Ledwie Sędzia zoczył &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Papiery i ołówki, poznał rysownika; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć go bardzo odmienił mundur pułkownika, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bogate szlify, mina prawdziwie ułańska &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wąsik poczerniony i bródka hiszpańska. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędzia poznał: «Jak się masz, mój jaśnie wielmożny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabio, i w ładownicy masz twój sprzęt podróżny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do malarstwa!» W istocie, był to Hrabia młody; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niedawny żołnierz: lecz że wielkie miał dochody &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I swoim kosztem cały pułk jazdy wystawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I w pierwszej zaraz bitwie wybornie się sprawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cesarz go pułkownikiem dziś właśnie mianował; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc Sędzia witał Hrabię i rangi winszował, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale Hrabia nie słuchał, a pilnie rysował. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tymczasem weszła druga para narzeczona: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Asesor, niegdyś cara, dziś Napoleona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wierny sługa; żandarmów oddział miał w komendzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A choć ledwie dwadzieścia godzin był w urzędzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już włożył mundur siny z polskimi wyłogi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ciągnął krzywą szablę i dzwonił w ostrogi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obok poważnym krokiem szła jego kochanka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ubrana bardzo strojnie, Tekla Hreczeszanka; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo Asesor już dawno Telimenę rzucił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I aby tę kokietkę tym mocniej zasmucił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ku Wojszczance afekty serdeczne obrócił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panna nie nadto młoda, już pono półwieczna, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz gospodyni dobra, osoba stateczna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I posażna: bo oprócz swej dziedzicznej wioski &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sumką z daru Sędziego powiększała wnioski. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Trzeciej pary daremnie czekają czas długi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędzia niecierpliwi się i wysyła sługi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wracają: powiadają, że trzeci małżonek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan Rejent, szczując kota, zgubił swój pierścionek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ślubny, szuka na łące; a Rejenta dama &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze u gotowalni, choć spieszy się sama &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I choć jej pomagają służebne kobiety, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie mogła w żaden sposób skończyć toalety: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ledwie będzie gotowa na godzinę czwartą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/pan-tadeusz/"&gt;Adam Mickiewicz, „Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Księga dwunasta</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/12/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/pan-tadeusz/12/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h2 page-title"&gt;Księga dwunasta&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3"&gt;Kochajmy się&lt;/h2&gt;
&lt;div class="note"&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ostatnia uczta staropolska — Arcy-serwis — Objaśnienie jego figur — Jego ruchy — Dąbrowski udarowany — Jeszcze o Scyzoryku — Kniaziewicz udarowany — Pierwszy akt urzędowy Tadeusza przy objęciu dziedzictwa — Uwagi Gerwazego — Koncert nad koncertami — Polonez — Kochajmy się.&lt;/p&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Na koniec z trzaskiem sali drzwi na wściąż otwarto. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wchodzi pan Wojski w czapce i z głową zadartą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wita się i miejsca za stołem nie bierze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo Wojski występuje w nowym charakterze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Marszałka dworu. Laskę ma na znak urzędu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tą laską z kolei jako mistrz obrzędu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wskazuje wszystkim miejsca i gości usadza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Naprzód, jako najpierwsza województwa władza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podkomorzy-Marszałek wziął miejsce zaszczytne: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ze słoniowym poręczem krzesło aksamitne; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obok na prawej stronie jenerał Dąbrowski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na lewej siadł Kniaziewicz, Pac i Małachowski; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śród nich Podkomorzyna, dalej inne panie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oficerowie, pany, szlachta i ziemianie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mężczyźni i kobiety, na przemian po parze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Usiadają porządkiem, gdzie Wojski ukaże. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Pan Sędzia, skłoniwszy się, opuścił biesiadę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On na dziedzińcu włościan traktował gromadę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zebrawszy ich za stołem na dwa staje długim, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sam siadł na jednym końcu, a pleban na drugim. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusz i Zofia do stołu nie siedli; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zajęci częstowaniem włościan, chodząc jedli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Starożytny był zwyczaj, iż dziedzice nowi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na pierwszej uczcie sami służyli ludowi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tymczasem goście, potraw czekający w sali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z zadziwieniem na wielki serwis poglądali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Którego równie drogi kruszec jak robota. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest podanie, że książę Radziwiłł-Sierota &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kazał ten sprzęt na urząd w Wenecyi zrobić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wedle własnych planów po polsku ozdobić. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Serwis potem zabrany czasu wojny szwedzkiéj &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeszedł, nie wiedzieć jaką drogą, w dom szlachecki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś ze skarbca dobyty zajął środek stoła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ogromnym kręgiem, na kształt karetnego koła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Serwis ten był nalany ode dna po brzegi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piankami i cukrami białymi jak śniegi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Udawał przewybornie krajobraz zimowy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W środku czerniał ogromny bór konfiturowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stronami domy, niby wioski i zaścianki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Okryte zamiast śronu cukrowymi pianki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na krawędziach naczynia stoją dla ozdoby &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niewielkie z porcelany wydęte osoby &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W polskich strojach: jakoby aktory na scenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdawały się przedstawiać jakoweś zdarzenie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gest ich sztucznie wydany, farby osobliwe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko głosu im braknie, zresztą gdyby żywe. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Cóż przedstawiają? goście pytali ciekawi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za czym Wojski podnosi laskę i tak prawi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(Tymczasem podawano wódkę przed jedzeniem) &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Za mych wielce mościwych panów pozwoleniem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Te persony, których tu widzicie bez liku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przedstawiają polskiego historię sejmiku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Narady, wotowanie, tryumfy i waśnie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sam tę scenę odgadłem i państwu objaśnię. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Oto na prawo widać liczne szlachty grono: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pewnie ich przed sejmikiem na ucztę sproszono. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czeka nakryty stolik; nikt gości nie sadza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stoją kupkami, każda kupka się naradza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzcie, iż w każdej kupce stoi w środku człowiek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z którego ust otwartych, z podniesionych powiek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rąk niespokojnych, widać: mówca — coś tłumaczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I palcem eksplikuje, i na dłoni znaczy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ci mówcy zalecają swoich kandydatów;  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z różnym skutkiem, jak widać z miny szlachty bratów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Wprawdzie tam, w drugiej kupie, szlachta pilnie słucha. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten ręce za pas zatknął i przyłożył ucha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ów dłoń przy uchu trzyma i milczkiem wąs kręci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zapewne słowa zbiera i niże w pamięci; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cieszy się mówca widząc, że są nawróceni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gładzi kieszeń, bo kreski ich już ma w kieszeni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Lecz za to w trzecim gronie dzieje się inaczej: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu mówca musi łowić za pasy słuchaczy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzcie, wyrywają się i cofają uszy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzcie, jako ten słuchacz od gniewu się puszy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzniósł ręce, grozi mówcy, usta mu zatyka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pewnie słyszał pochwały swego przeciwnika; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten drugi, pochyliwszy czoło na kształt byka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiedziałbyś, że mówcę pochwyci na rogi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ci biorą się do szabel, tamci poszli w nogi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jeden między kupkami szlachcic cichy stoi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widać, że człek bezstronny; waha się i boi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za kim dać kreskę? nie wie, i sam z sobą w walce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pyta losu, wzniósł ręce, wytknął wielkie palce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmrużył oczy, paznokciem do paznokcia mierzy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widać, że kreskę swoją kabale powierzy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli palce trafią się, da afirmatywę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A jeżeli się chybią, rzuci negatywę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Na lewej druga scena; refektarz klasztoru &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obrócony na salę szlacheckiego zboru. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Starsi rzędem na ławach siedzą, młodzi stają &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ciekawi przez głowy w środek zaglądają; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W środku marszałek stoi, wazon w ręku trzyma, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Liczy gałki, szlachta je pożera oczyma, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Właśnie wstrząsnął ostatnią; woźni ręce wznoszą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I imię obranego urzędnika głoszą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jeden szlachcic na zgodę powszechną nie zważa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz, wytknął głowę oknem z kuchni refektarza; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz, jak oczy wytrzeszczył, jak pogląda śmiało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Usta otworzył, jakby chciał zjeść izbę całą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łatwo zgadnąć, że szlachcic ten zawołał: »Veto!« &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzcie, jak za tą nagłą do kłótni podnietą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tłoczy się do drzwi ciżba, pewnie idą w kuchnię; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dostali szable, pewnie krwawy bój wybuchnie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Lecz tam na korytarzu, Państwo uważacie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tego starego księdza, co idzie w ornacie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To przeor; Sanktissimum z ołtarza wynosi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A chłopiec w komży dzwoni i na ustęp prosi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szlachta wnet szable chowa, żegna się i klęka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ksiądz tam się obraca, gdzie jeszcze broń szczęka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skoro przyjdzie, wnet wszystkich uciszy i zgodzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Ach! wy nie pamiętacie tego Państwo młodzi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak wśród naszej burzliwej szlachty samowładnej, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbrojnej, nie trzeba było policyi żadnej: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dopóki wiara kwitła, szanowano prawa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Była wolność z porządkiem i z dostatkiem sława! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W innych krajach, jak słyszę, trzyma urząd drabów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Policyjantów różnych, żandarmów, konstabów: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale jeśli miecz tylko bezpieczeństwa strzeże, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeby w tych krajach była wolność — nie uwierzę». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wtem dzwoniąc w tabakierę, rzekł pan Podkomorzy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Panie Wojski, niech wasze na potem odłoży &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Te historie. Prawda, że sejmik ciekawy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale my głodni, każ wać przynosić potrawy». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Na to Wojski, skłaniając aż do ziemi laskę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jaśnie wielmożny panie, zróbże mi tę łaskę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaraz dokończę scenę ostatnią sejmików. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oto nowy marszałek na ręku stronników &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyniesion z refektarza. Patrz, jak szlachta braty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzucają czapki, usta otwarli, — wiwaty! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A tam, po drugiej stronie pan przekreskowany &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sam jeden, czapkę wcisnął na łeb zadumany. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żona przed domem czeka, zgadła, co się dzieje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biedna! oto na ręku pokojowej mdleje; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biedna! jaśnie wielmożnej tytuł przybrać miała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A znów tylko wielmożną na lat trzy została!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tu Wojski skończył opis i laską znak daje. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wnet zaczęli wchodzić parami lokaje &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Roznoszący potrawy: barszcz królewskim zwany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rosół staropolski sztucznie gotowany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do którego pan Wojski z dziwnymi sekrety &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wrzucił kilka perełek i sztukę monety &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(Taki rosół krew czyści i pokrzepia zdrowie); &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dalej inne potrawy, a któż je wypowie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto zrozumie nieznane już za naszych czasów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Te półmiski kontuzów, arkasów, blemasów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z ingrediencyjami pomuchl, figatelów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cybetów, piżm, dragantów, pinelów, brunelów; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Owe ryby: łososie suche, dunajeckie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyżyny i kawijary weneckie, tureckie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczuki główne i szczuki podgłówne, łokietne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Flądry i karpie ćwiki, i karpie szlachetne; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W końcu sekret kucharski: ryba niekrojona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U głowy przysmażona, we środku pieczona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A mająca potrawkę z sosem u ogona. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Goście ani pytali nazwiska potrawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani ich zastanowił ów sekret ciekawy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko prędko z żołnierskim jedli apetytem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kieliszki napełniając węgrzynem obfitym. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ale tymczasem wielki serwis barwę zmienił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I odarty ze śniegu już się zazielenił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo lekka, ciepłem letnim powoli rozgrzana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Roztopiła się lodu cukrowego piana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dno odkryła, dotąd zatajone oku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc krajobraz przedstawił nową porę roku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabłysnąwszy zieloną, różnofarbną wiosną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wychodzą różne zboża, jak na drożdżach rosną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pszenicy szafranowej buja kłos złocisty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żyto ubrane w srebra malarskiego listy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I gryka wyrabiana sztucznie z czokolady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I kwitnące gruszkami i jabłkami sady. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ledwie mają czas goście darów lata użyć; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Darmo proszą Wojskiego, żeby je przedłużyć: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już serwis, jak planeta koniecznym obrotem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmienia porę, już zboża malowane złotem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nabrawszy ciepła w izbie powoli topnieją, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już trawy pożółkniały, liścia czerwienieją, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sypią się: rzekłbyś, iż wiatr jesienny powiewa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec owe chwilą przedtem strojne drzewa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz, jakby odarte od wichrów i szronu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stoją nagie: były to laski cynamonu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lub udające sosnę gałązki wawrzynu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odziane zamiast kolców ziarenkami kminu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Goście pijący wino zaczęli gałązki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pnie i korzenie zrywać i gryźć dla zakąski. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wojski obchodził serwis i pełen radości, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tryumfujące oczy obracał na gości. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Henryk Dąbrowski udał wielkie zadziwienie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rzekł: «Mój panie Wojski, czy to chińskie cienie? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy to Pinety panu dał w służbę swe bisy? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy dotąd u was w Litwie są takie serwisy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wszyscy takim starym ucztują zwyczajem? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiedz mi, bo ja życie strawiłem za krajem». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wojski rzekł kłaniając się: «Nie, jaśnie wielmożny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jenerale, nie jest to żaden kunszt bezbożny! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest to pamiątka tylko owych biesiad sławnych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które dawano w domach panów starodawnych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy Polska używała szczęścia i potęgi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Com zrobił, tom wyczytał z tej tu oto księgi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pytasz, czy wszędzie w Litwie ten się zwyczaj chowa? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niestety! już i do nas włazi moda nowa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niejeden panicz krzyczy, że nie cierpi zbytków: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Je jak Żyd, skąpi gościom potraw i napitków, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Węgrzyna pożałuje, a pije szatańskie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Fałszywe wino modne, moskiewskie, szampańskie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem w wieczór na karty tyle złota straci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że za nie dałbyś ucztę na stu szlachty braci. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nawet (bo co na sercu mam, dziś powiem szczerze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech tego Podkomorzy za złe mi nie bierze) &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedym ten serwis cudny ze skarbca dobywał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To nawet Podkomorzy, i on mnie przedrwiwał! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówiąc, że to machina żmudna, staroświecka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że to ma pozór niby zabawki dla dziecka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nieprzyzwoitej dla tak znakomitych ludzi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędzio! i Sędzia mówił że to gości znudzi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A przecież, ile wnoszę z panów zadziwienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzę, iż ten kunszt piękny godzien był widzenia! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wiem, czy się podobna okazja zdarzy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Częstować w Soplicowie takich dygnitarzy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzę, że pan jenerał na biesiadach zna się, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj przyjmie tę książkę! Ona panu zda się, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy będziesz dla monarchów zagranicznych grona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dawał ucztę, ba, nawet dla Napoleona. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale pozwól, nim księgę tę panu poświęcę,  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech powiem, jakim trafem wpadła w moje ręce». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wtem szmer powstał za drzwiami; razem głosów wiele &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawołało: «Niech żyje Kurek na kościele!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciżba tłoczy się w salę, a Maciej na czele. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sędzia gościa za rękę do stołu prowadził &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wysoko pomiędzy wodzami posadził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówiąc: «Panie Macieju, niedobry sąsiedzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyjeżdżasz bardzo późno, prawie po obiedzie». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jem wcześnie — rzekł Dobrzyński — ja tu nie dla jadła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przybyłem, tylko że mnie ciekawość napadła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obejrzeć z bliska naszą armią narodową. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wieleby gadać — jest to ani to, ni owo! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szlachta mnie obaczyła i gwałtem tu wiedzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Waszeć za stół sadzasz — dziękuję, sąsiedzie». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To wyrzekłszy, przewrócił talerz dnem do góry, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na znak że jeść nie będzie, i milczał ponury. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Panie Dobrzyński — rzekł mu jenerał Dąbrowski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyż to jesteś ów sławny rębacz Kościuszkowski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ów Maciej, zwany Rózga! znam ciebie ze sławy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I proszę, takiś dotąd czerstwy, taki żwawy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ileż to lat minęło! Patrz, jam się podstarzał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz, i Kniaziewiczowi już się włos poszarzał: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A ty jeszcze z młodymi mógłbyś pójść w zapasy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I Rózga twoja kwitnie pono jak przed czasy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszałem, żeś niedawno Moskalów oćwiczył. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz gdzie są bracia twoi? Niezmiernie bym życzył &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzieć te Scyzoryki i te wasze Brzytwy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ostatnie egzemplarze starodawnej Litwy». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Jenerale — rzekł Sędzia — po owym zwycięstwie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawie wszyscy Dobrzyńscy schronili się w Księstwie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zapewne do którego weszli legionu». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«W istocie — odpowiedział młody Szef szwadronu — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mam w drugiej kompaniji wąsate straszydło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wachmistrza Dobrzyńskiego, co się zwie Kropidło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Mazury zowią go litewskim niedźwiedziem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli Jenerał każe, to go tu przywiedziem». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jest — rzekł porucznik — kilku innych rodem z Litwy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeden żołnierz znajomy pod imieniem Brzytwy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I drugi co z tromblonem jeździ na flankiery; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Są także w pułku strzelców dwa grenadyjery &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrzyńscy». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;«Ale, ale: o ich naczelniku — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł jenerał — chcę wiedzieć o tym Scyzoryku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O którym mnie pan Wojski tyle prawił cudów,  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakby o jednym z owych dawnych wielkoludów». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Scyzoryk — rzecze Wojski — choć nie egzulował, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale bojąc się śledztwa, przed Moskwą się schował, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Całą zimę nieborak tułał się po lasach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz dopiero wyszedł. W tych wojennych czasach &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mógłby się na co przydać, jest rycerskim człekiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szkoda tylko, że trochę przyciśniony wiekiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz owóż on!...» Tu Wojski palcem wskazał w sieni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie czeladź i wieśniacy stali natłoczeni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A nad wszystkich głowami łysina błyszcząca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ukazała się nagle jak pełnia miesiąca; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzykroć weszła i trzykroć znikła w głów obłoku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Klucznik idąc kłaniał się, aż dobył się z tłoku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I rzekł: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;«Jaśnie wielmożny koronny hetmanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy jenerale, mniejsza o tytułowanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jam jest Rębajło, staję na twe zawołanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z tym moim Scyzorykiem, który nie z oprawy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani z napisów, ale z hartu nabył sławy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że nawet o nim jaśnie wielmożny pan wiedział. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyby on gadać umiał, może by powiedział &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cokolwiek na pochwałę i tej starej ręki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Która służyła długo, wiernie, Bogu dzięki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ojczyźnie, tudzież panów Horeszków rodzinie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czego pamięć dotychczas między ludźmi słynie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mopanku! rzadko który pisarz prowentowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak zręcznie temperuje pióra, jak on głowy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Długo liczyć! A nosów i uszu bez liku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A nie ma żadnej szczerby na tym Scyzoryku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I żaden go nie splamił zbojecki uczynek: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko otwarta wojna albo pojedynek. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Raz tylko! Panie daj mu wieczny odpoczynek! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bezbronnego człowieka, niestety, sprzątniono... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A i to, Bóg mi świadkiem, &lt;em class="foreign-word"&gt;pro publico bono&lt;/em&gt;». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Pokaż no — rzekł śmiejąc się jenerał Dąbrowski — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A to piękny scyzoryk, istny miecz katowski!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z zadziwieniem wielki rapier opatrywał &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I innym oficerom w kolej pokazywał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Próbowali go wszyscy, ale ledwie który &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z oficerów mógł podnieść ten rapier do góry. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówiono, że Dembiński, sławny ręki siłą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podźwignąłby szablicę, lecz go tam nie było. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z obecnych zaś tylko szef szwadronu Dwernicki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dowódca plutonu, porucznik Różycki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potrafili obracać tym żelaznym drągiem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tak rapier na próbę szedł z rak do rąk ciągiem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Lecz jenerał Kniaziewicz, wzrostem najsłuszniejszy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pokazało się, iż był w ręku najsilniejszy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ująwszy rapier lekko, jakby szpadę dźwignął &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nad głowami gości błyskawicą mignął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przypominając polskie fechtarskie wykręty: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Krzyżową sztukę, młyńca, cios krzywy, raz cięty,&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Cios kradziony&lt;/em&gt; i tempy &lt;em class="author-emphasis"&gt;kontrpunktów, tercetów,&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które też umiał, bo był ze szkoły kadetów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Gdy śmiejąc się fechtował, Rębajło już klęczał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Objął go za kolana i ze łzami jęczał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za każdym zwrotem miecza: «Pięknie! jenerale, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyś był konfederatem? pięknie, doskonale! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To sztych Puławskich! tak się Dzierżanowski składał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To sztych Sawy! Któż panu tak rękę układał? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chyba Maciej Dobrzyński! A to? Jenerale, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mój wynalazek, dalbóg mój; ja się nie chwalę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To cięcie znane tylko w Rębajłów zaścianku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od mojego imienia zwane &lt;em class="author-emphasis"&gt;cios mopanku&lt;/em&gt;; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Któż to pana nauczył? to jest moje cięcie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moje!» Wstał, jenerała porwawszy w objęcie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Teraz umrę spokojny! Jest przecie na świecie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Człowiek, który przytuli moje drogie dziecię; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo wszak nad tym od dawna dzień i noc boleję, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy po śmierci ten rapier mój nie zerdzewieje! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Otóż nie zerdzewieje! Mój jaśnie wielmożny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jenerale, wybacz mi, porzućcie te rożny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niemieckie szpadki; to wstyd szlacheckiemu dziecku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nosić ten kijek: weźmij szablę po szlachecku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oto ten mój Scyzoryk u nóg twoich składam, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To jest co najdroższego na świecie posiadam; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie miałem nigdy żony, nie miałem dziecięcia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On był żoną i dzieckiem; z mojego objęcia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nigdy on nie wychodził; od rana do mroku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pieściłem go, on w nocy sypiał przy mym boku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kiedym się zestarzał, nad łóżkiem na ścianie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wisiał, jako nad Żydem Boże przykazanie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myśliłem zakopać go razem z ręką w grobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz znalazłem dziedzica — Niechaj służy tobie!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jenerał wpół śmiejąc się, a na wpół wzruszony: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Kolego — rzekł — jeżeli ustąpisz mnie żony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dziecka, to zostaniesz przez resztę żywota &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bardzo samotny, stary, wdowiec i sierota! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiedz, czym ci ten drogi dar mam wynagrodzić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I czym twoje sieroctwo i wdowstwo osłodzić?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Czy ja Cybulski? — rzecze na to Klucznik z żalem — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co żonę przegrał, grając w mariasza z Moskalem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak o tym pieśń powiada. Ja mam dosyć na tem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że mój Scyzoryk jeszcze zabłyśnie przed światem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W takim ręku! Niech tylko jenerał pamięta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby tasiemka była długa, rozciągnięta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo to długie; a zawsze od lewego ucha &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciąć oburącz, to przetniesz od głowy do brzucha». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jenerał wziął Scyzoryk; lecz że bardzo długi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie mógł nosić, w furgonie schowały go sługi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co się z nim stało, różnie powiadają o tem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz nikt pewnie nie wiedział ni wtenczas, ni potem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Dąbrowski rzekł do Maćka: «A ty co, kolego? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdaje się, żeś ty nie rad z przybycia mojego? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Milczysz kwaśny? I jakże, serce ci nie skacze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy widzisz orły złote, srebrne? gdy trębacze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pobudkę Kościuszkowską trąbią ci nad uchem? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Maćku, myśliłem że ty większym jesteś zuchem! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli szabli nie weźmiesz i na koń nie siędziesz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przynajmniej z kolegami wesoło pić będziesz &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdrowie Napoleona i Polski nadzieje!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Ha! — rzekł Maciej — słyszałem, widzę co się dzieje! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale panie, dwóch orłów razem się nie gnieździ! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łaska pańska, hetmanie, na pstrym koniu jeździ! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cesarz wielki bohater! gadać o tym wiele! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pamiętam, że Pułascy, moi przyjaciele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mawiali, poglądając na Dymuliera, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że dla Polski polskiego trzeba bohatera, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie Francuza ani też Włocha, ale Piasta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jana albo Józefa, lub Maćka — i basta. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wojsko! mówią, że polskie!... Lecz te fizyliery,  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sapery, grenadiery i kanonijery: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więcej słychać niemieckich tytułów w tym tłumie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niżeli narodowych! Kto to już zrozumie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A muszą też być z wami Turki czy Tatary &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy syzmatyki, co ni Boga, ani wiary: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sam widziałem, kobiety w wioskach napastują, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przechodniów odzierają, kościoły rabują! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cesarz idzie do Moskwy... daleka to droga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli cesarz jegomość wybrał się bez Boga! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszałem, że już podpadł pod klątwy biskupie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszytko to jest...» Tu Maciej chleb umoczył w zupie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I jedząc nie dokończył ostatniego słowa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Nie w smak Podkomorzemu poszła Maćka mowa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Młodzież zaczęła szemrać; Sędzia przerwał swary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głosząc przybycie trzeciej narzeczonej pary. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Był to Rejent, sam siebie Rejentem ogłosił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nikt go nie poznał. Dotąd polskie suknie nosił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz teraz Telimena, przyszła żona, zmusza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Warunkiem intercyzy, wyrzec się kontusza; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc się Rejent rad nierad po francusku przebrał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widno, że mu frak duszy połowę odebrał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stąpa, jakby kij połknął, prosto, nieruchawo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak żuraw; nie śmie spójrzeć ni w lewo, ni w prawo; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mina gęsta, lecz z miny widać że jest w męce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wie jak się pokłonić, gdzie ma podziać ręce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On, co tak gesty lubił! Ręce za pas sadził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie masz pasa — tylko się po żołądku gładził; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Postrzegł omyłkę; bardzo zmieszał się, spiekł raka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ręce obie schował w jedną kieszeń fraka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idzie jakby przez rózgi śród szeptów i drwinek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wstydząc się za frak, jakby za niecny uczynek; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż spotkał oczy Maćka i zadrżał z bojaźni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Maciej dotąd z Rejentem żył w wielkiej przyjaźni; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz wzrok nań obrócił tak ostry i dziki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że Rejent zbladnął, zaczął zapinać guziki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myśląc, że Maciej wzrokiem suknie z niego złupi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrzyński tylko dwakroć wyrzekł głośno: «Głupi!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tak strasznie zgorszył się z Rejenta przebrania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że zaraz wstał od stołu, i bez pożegnania &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wymknąwszy się, wsiadł na koń, wrócił do zaścianka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;A tymczasem Rejenta nadobna kochanka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Telimena, roztacza blaski swej urody, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ubiór, od stóp do głów co najświeższej mody. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaką miała sukienkę, jaki strój na głowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daremnie pisać, pióro tego nie wypowie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chyba pędzel by skreślił te tiule, ptyfenie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Blondyny, kaszemiry, perły i kamienie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I oblicze różane i żywe wejrzenie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Poznał ją zaraz Hrabia. Z zadziwienia blady &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wstał od stołu i szukał koło siebie szpady: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«I tyżeś to! — zawołał — czy mnie oczy łudzą? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty? w obecności mojej ściskasz rękę cudzą? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O niewierna istoto, o duszo zmiennicza! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nie skryjesz ze wstydu pod ziemię oblicza? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Takeś twojej tak świeżej niepomna przysięgi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O łatwowierny! po cóż nosiłem te wstęgi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz biada rywalowi, co mię tak znieważa! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po moim chyba trupie pójdzie do ołtarza!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Goście powstali, Rejent okropnie się zmieszał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podkomorzy rywalów zagodzić pośpieszał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz Telimena wziąwszy Hrabiego na stronę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jeszcze — szepnęła — Rejent nie wziął mię za żonę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeżeli pan przeszkadzasz, odpowiedzże na to, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A odpowiedz mi zaraz, krótko, węzłowato: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy mnie kochasz, czyś dotąd serca nie odmienił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyś gotów, żebyś ze mną zaraz się ożenił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaraz, dziś?... jeśli zechcesz, odstąpię Rejenta». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Hrabia rzekł: «O kobieto dla mnie niepojęta! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dawniej w uczuciach twoich byłaś poetyczną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A teraz mi się zdajesz całkiem prozaiczną! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż są wasze małżeństwa, jeśli nie łańcuchy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które związują tylko ręce, a nie duchy? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wierzaj: są oświadczenia, nawet bez wyznania; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Są obowiązki, nawet bez obowiązania! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwa serca, pałające na dwóch końcach ziemi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozmawiają jak gwiazdy promieńmi drżącemi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto wie! może dla tego ziemia tak do słońca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dąży, i tak jest zawsze miłą dla miesiąca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że wiecznie patrzą na się i najkrótszą drogą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biegą do siebie — ale zbliżyć się nie mogą!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Dość już tego — przerwała — nie jestem planetą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z łaski Bożej, dość Hrabio: ja jestem kobietą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już wiem resztę, przestań mi pleść ni to ni owo. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz ostrzegam: jeśli piśniesz jedno słowo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ażeby ślub mój zerwać, to jak Bóg na niebie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że z tymi paznokciami przyskoczę do ciebie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I...» — «Nie będę — rzekł Hrabia — szczęścia pani kłócił»  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I oczy pełne smutku i wzgardy odwrócił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ażeby ukarać niewierną kochankę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za przedmiot stałych ogniów wziął Podkomorzankę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Wojski pragnął młodzieńców poróżnionych zgodzić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przykładami mądrymi: więc zaczął wywodzić &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Historyję o dziku Nalibockich lasów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I o kłótni Rejtana z księżęciem Denassów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale goście tymczasem skończyli jeść lody &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z zamku na dziedziniec wyszli dla ochłody. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tam włość już kończy ucztę: krążą miodu dzbany. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Muzyka już się stroi i wzywa na tany; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szukają Tadeusza, który stał na stronie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I coś pilnego szeptał swojej przyszłej żonie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;«Zofio! muszę ciebie w bardzo ważnej rzeczy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Radzić się; już pytałem stryja, on nie przeczy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiesz, iż znaczna część wiosek które mam posiadać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wedle prawa na ciebie powinna by spadać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ci chłopi są nie moi, lecz twoi poddani: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie śmiałbym ich urządzić bez woli ich pani. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz, kiedy już mamy Ojczyznę kochaną: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyliż wieśniacy zyszczą z tą szczęśliwą zmianą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyle tylko, że pana innego dostaną? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawda, że byli dotąd rządzeni łaskawie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz po mej śmierci, Bóg wie, komu ich zostawię. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jestem żołnierz, jesteśmy śmiertelni oboje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jestem człowiek, sam własnych kaprysów się boję: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bezpieczniej zrobię, kiedy władzy się wyrzekę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I oddam los włościanów pod prawa opiekę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sami wolni, uczyńmy i włościan wolnemi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oddajmy im w dziedzictwo posiadanie ziemi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na której się zrodzili, którą krwawą pracą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdobyli, z której wszystkich żywią i bogacą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz muszę ciebie ostrzec, że tych ziem nadanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmniejszy nasz dochód, w miernym musimy żyć stanie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja przywykłem do życia oszczędnego z młodu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz ty Zofio, jesteś z wysokiego rodu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W stolicy przepędziłaś twoje młode lata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyż zgodzisz się żyć na wsi, z daleka od świata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak ziemianka?» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A na to Zosia rzekła skromnie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jestem kobietą, rządy nie należą do mnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszakże pan będziesz mężem; ja do rady młoda, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co pan urządzisz, na to całym sercem zgoda! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli, włość uwalniając, zostaniesz uboższy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To Tadeuszu będziesz sercu memu droższy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O moim rodzie mało wiem i nie dbam o to; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyle pomnę, że byłam ubogą sierotą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że od Sopliców byłam za córkę przybrana, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W ich domu hodowana i za mąż wydana. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wsi nie lękam się. Jeśli w wielkim mieście żyłam, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To dawno, zapomniałam, wieś zawsze lubiłam; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wierz mi, że mnie moje kogutki i kurki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więcej bawiły niźli owe Peterburki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli czasem tęskniłam do zabaw, do ludzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To z dzieciństwa; wiem teraz że mnie miasto nudzi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przekonałam się zimą po krótkim pobycie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W Wilnie, że ja na wiejskie urodzona życie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pośród zabaw tęskniłam znów do Soplicowa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pracy też nie lękam się, bom młoda i zdrowa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Umiem chodzić około domu, nosić klucze;  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gospodarstwa, obaczysz, jak ja się wyuczę!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Gdy Zosia domawiała ostatnie wyrazy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podszedł ku niej zdziwiony i kwaśny Gerwazy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Już wiem! — rzekł — Sędzia mówił już o tej wolności! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz nie pojmuję, co to ściąga się do włości! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Boję się, żeby to coś nie było z niemiecka! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak wolność nie jest chłopska rzecz, ale szlachecka! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawda, że się wywodzim wszyscy od Adama, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Alem słyszał, że chłopi pochodzą od Chama, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żydowie od Jafeta, my szlachta od Sema, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A więc panujem jako starsi nad obiema. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jużci pleban inaczej uczy na ambonie... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiada, że to było tak w Starym Zakonie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale skoro Chrystus Pan, choć z królów pochodził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Między Żydami w chłopskiej stajni się urodził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odtąd więc wszystkie stany porównał i zgodził; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech i tak będzie, kiedy inaczej nie można! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwłaszcza, że jako słyszę, i jaśnie wielmożna &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pani moja Zofija na wszystko się zgadza; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jej rozkazać, mnie słuchać: jużci przy niej władza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tylko ostrzegam, byśmy wolności nie dali &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pustej i słownej tylko, jako za Moskali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy pan Karp nieboszczyk włościan wyswobodził , &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A Moskal ich podatkiem potrójnym ogłodził. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Radzę więc, aby chłopów starym obyczajem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uszlachcić i ogłosić, że im herb nasz dajem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pani udzieli jednym wioskom Półkozica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drugim niech swą Leliwę nada pan Soplica. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Natenczas i Rębajło uzna chłopa równym, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy go ujrzy szlachcicem wielmożnym, herbownym. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sejm potwierdzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;A niech się mąż pani nie trwoży, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Iż oddanie ziem państwo tak bardzo zuboży: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie da Bóg, abym rączki córy dygnitarskiej &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widział umozolone w pracy gospodarskiej. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest na to sposób. W zamku wiem ja pewną skrzynię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W której jest Horeszkowskie stołowe naczynie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przy tym różne sygnety, kanaki, manele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kity bogate, rzędy, cudne karabele. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skarbczyk Stolnika, w ziemi skryty od grabieży, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pani Zofii jako dziedziczce należy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pilnowałem go w zamku jako oka w głowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od Moskalów i od was, państwo Soplicowie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mam także spory worek mych własnych talarów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uzbieranych z wysługi, tudzież z pańskich darów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myśliłem, gdy nam zamek wróconym zostanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obrócić grosz na murów wyreperowanie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nowemu gospodarstwu dziś zda się w potrzebie; — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A więc, panie Soplico, wnoszę się do ciebie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Będę żył u mej pani na łaskawym chlebie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I kołysząc Horeszków pokolenie trzecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wprawiać do Scyzoryka pani mojej dziecię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli syn — a syn będzie: bo wojny nadchodzą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A w czasie wojny zawżdy synowie się rodzą». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ledwie ostatnie słowa domówił Gerwazy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy poważnymi kroki przystąpił Protazy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skłonił się i wydobył z zanadrza kontusza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panegiryk ogromny, w półtrzecia arkusza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skomponował go rymem podoficer młody,  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Który niegdyś w stolicy sławne pisał ody; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem wdział mundur, lecz i w wojsku beletrysta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiersze rabiał. Już Woźny przeczytał ich trzysta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż gdy przyszedł do miejsca: &lt;em class="author-emphasis"&gt;O ty, której wdzięki&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Budzą bolesną radość i rozkoszne męki!&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Która na szyk Bellony gdy zwrócisz twarz piękną,&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Złamią się wnet oszczepy i tarcze rozpękną!&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Zwalcz dziś Marsa Hymenem; srogiej niezgód hydrze&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Niech dłoń twoja syczące z czoła żmije wydrze!&lt;/em&gt; — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusz i Zofia ustawnie klaskali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niby chwaląc, w istocie nie chcąc słuchać daléj. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już z rozkazu Sędziego pleban stał na stole &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ogłaszał włościanom Tadeusza wolę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Zaledwie usłyszeli nowinę poddani, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skoczyli do panicza, padli do nóg pani, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Zdrowie państwu naszemu»! ze łzami krzyknęli; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusz krzyknął: «Zdrowie spółobywateli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wolnych, równych — Polaków!» — «Wnoszę ludu zdrowie!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł Dąbrowski; lud krzyknął «Niech żyją wodzowie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiwat wojsko, wiwat lud, wiwat wszystkie stany!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tysiącem głosów, zdrowia grzmiały na przemiany. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tylko Buchman radości podzielać nie raczył; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pochwalał projekt, lecz go rad by przeinaczył: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A naprzód, komisyją legalną wyznaczył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Która by... Krótkość czasu była na zawadzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że nie stało się zadość Buchmanowej radzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo na dziedzińcu zamku już stali parami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oficery z damami, wiara z wieśniaczkami. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Poloneza!» krzyknęli wszyscy w jedno słowo. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oficerowie wiodą muzykę wojskową; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale pan Sędzia w ucho rzekł do jenerała: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Każ pan, żeby się jeszcze kapela wstrzymała. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiesz, że dzisiaj synowca mego zaręczyny; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A dawnym obyczajem jest naszej rodziny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaręczać się i żenić przy wiejskiej muzyce. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz, stoi cymbalista, skrzypak i kozice, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poczciwi muzykanci; już się skrzypak zżyma, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kobeźnik kłania się i żebrze oczyma. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeżeli ich odprawię, biedni będą płakać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lud przy innej muzyce nie potrafi skakać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj ci zaczną; niech się i lud podweseli; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem będziem wybornej twej słuchać kapeli». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dał znak. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Skrzypak u sukni zakasał rękawek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ścisnął gryf krzepko, oparł brodę o podstawek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I smyk jak konia w zawód puścił po skrzypicy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na to hasło, stojący obok kobeźnicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gdyby w skrzydła bijąc, częstym ramion ruchem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dmą w miechy i oblicza wypełniają duchem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Myśliłbyś, że ta para w powietrze uleci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podobna do pyzatych Boreasza dzieci. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brakło cymbałów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Było cymbalistów wielu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale żaden z nich nie śmiał zagrać przy Jankielu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;(Jankiel przez całą zimę nie wiedzieć gdzie bawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz się nagle z głównym sztabem wojska zjawił); &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiedzą wszyscy, że mu nikt na tym instrumencie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wyrówna w biegłości, w guście i talencie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Proszą, ażeby zagrał, podają cymbały; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żyd wzbrania się, powiada, że ręce zgrubiały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odwykł od grania, nie śmie i panów się wstydzi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kłaniając się umyka. Gdy to Zosia widzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podbiega i na białej podaje mu dłoni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drążki, którymi zwykle mistrz we struny dzwoni; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drugą rączką po siwej brodzie starca głaska &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dygając: «Jankielu — mówi — jeśli łaska! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak to me zaręczyny: zagrajże Jankielu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak nie raz przyrzekałeś grać na mym weselu?» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jankiel niezmiernie Zosię lubił: kiwnął brodą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na znak, że nie odmawia; więc go w środek wiodą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podają krzesło, usiadł, cymbały przynoszą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kładą mu na kolanach. On patrzy z rozkoszą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z dumą: jak weteran w służbę powołany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy wnuki ciężki jego miecz ciągną ze ściany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziad śmieje się, choć miecza dawno nie miał w dłoni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz uczuł, że dłoń jeszcze nie zawiedzie broni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tymczasem dwaj uczniowie przy cymbałach klęczą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stroją na nowo struny i próbując, brzęczą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jankiel z przymrużonymi na poły oczyma &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Milczy i nieruchome drążki w palcach trzyma. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Spuścił je. Zrazu bijąc taktem tryumfalnym, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potem gęściej siekł struny jak deszczem nawalnym: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziwią się wszyscy. Lecz to była tylko proba; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo wnet przerwał i w górę podniósł drążki oba. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Znów gra. Już drżą drążki, tak lekkimi ruchy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gdyby zadzwoniło w strunę skrzydło muchy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wydając ciche, ledwie słyszalne brzęczenia. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mistrz zawsze patrzył w niebo czekając natchnienia. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spójrzał z góry, instrument dumnym okiem zmierzył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzniósł ręce, spuścił razem, w dwa drążki uderzył: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdumieli się słuchacze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Razem ze strun wiela &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Buchnął dźwięk, jakby cała janczarska kapela &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ozwała się z dzwonkami, z zelami, z bębenki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brzmi &lt;em class="book-title"&gt;Polonez Trzeciego Maja&lt;/em&gt;! — Skoczne dźwięki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Radością oddychają, radością słuch poją; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziewki chcą tańczyć, chłopcy w miejscu nie dostoją — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz starców myśli z dźwiękiem w przeszłość się uniosły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W owe lata szczęśliwe, gdy senat i posły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po dniu Trzeciego Maja, w ratuszowej sali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgodzonego z narodem króla fetowali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy przy tańcu śpiewano: &lt;em class="author-emphasis"&gt;Wiwat król kochany!&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Wiwat Sejm, wiwat Naród, wiwat wszystkie Stany!&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Mistrz coraz takty nagli i tony natęża; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wtem puścił fałszywy akord jak syk węża, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak zgrzyt żelaza po szkle: przejął wszystkich dreszczem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wesołość pomięszał przeczuciem złowieszczem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zasmuceni, strwożeni, słuchacze zwątpili, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy instrument niestrojny? czy się muzyk myli? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie zmylił się mistrz taki! On umyślnie trąca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wciąż tę zdradziecką strunę, melodyję zmąca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coraz głośniej targając akord rozdąsany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeciwko zgodzie tonów skonfederowany: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż Klucznik pojął mistrza, zakrył ręką lica &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I krzyknął: «Znam! znam głos ten! to jest &lt;em class="author-emphasis"&gt;Targowica&lt;/em&gt;!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wnet pękła ze świstem struna złowróżąca;
Muzyk bieży do prymów, urywa takt, zmaca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Porzuca prymy, bieży z drążkami do basów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słychać tysiące coraz głośniejszych hałasów; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Takt marszu, wojna, atak, szturm; słychać wystrzały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jęk dzieci, płacze matek. — Tak mistrz doskonały &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wydał okropność szturmu, że wieśniaczki drżały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przypominając sobie ze łzami boleści &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Rzeź Pragi&lt;/em&gt;, którą znały z pieśni i z powieści, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rade, że mistrz na koniec strunami wszystkiemi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zagrzmiał, i głosy zdusił, jakby wbił do ziemi.
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ledwie słuchacze mieli czas wyjść z zadziwienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znowu muzyka inna — znów zrazu brzęczenia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lekkie i ciche; kilka cienkich strunek jęczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak kilka much, gdy z siatki wyrwą się pajęczéj. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz strun coraz przybywa: Już rozpierzchłe tony &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łączą się i akordów wiążą legijony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I już w takt postępują zgodzonymi dźwięki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tworząc nutę żałośną tej sławnej piosenki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;O żołnierzu, tułaczu, który borem, lasem&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Idzie, z biedy i z głodu przymierając czasem,&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Na koniec pada u nóg konika wiernego,&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;A konik nogą grzebie mogiłę dla niego.&lt;/em&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piosenka stara, wojsku polskiemu tak miła! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poznali ją żołnierze; wiara się skupiła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wkoło mistrza; słuchają, wspominają sobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ów czas okropny, kiedy na Ojczyzny grobie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zanucili tę piosnkę i poszli w kraj świata; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przywodzą na myśl długie swej wędrówki lata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po lądach, morzach, piaskach gorących i mrozie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pośrodku obcych ludów, gdzie często w obozie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cieszył ich i rozrzewniał ten śpiew narodowy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak rozmyślając smutnie pochylili głowy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ale je wnet podnieśli, bo mistrz tony wznosi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Natęża, takty zmienia: coś innego głosi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I znowu spójrzał z góry, okiem struny zmierzył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złączył ręce, oburącz w dwa drążki uderzył: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uderzenie tak sztuczne, tak było potężne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że struny zadzwoniły jak trąby mosiężne &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z trąb znana piosenka ku niebu wionęła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Marsz tryumfalny: &lt;em class="author-emphasis"&gt;Jeszcze Polska nie zginęła&lt;/em&gt;! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;em class="author-emphasis"&gt;Marsz Dąbrowski do Polski!&lt;/em&gt; — I wszyscy klasnęli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wszyscy «Marsz Dąbrowski!» chórem okrzyknęli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Muzyk, jakby sam swojej dziwił się piosence, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Upuścił drążki z palców, podniósł w górę ręce; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czapka lisia spadła mu z głowy na ramiona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powiewała poważnie broda podniesiona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na jagodach miał kręgi dziwnego rumieńca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;We wzroku ducha pełnym błyszczał żar młodzieńca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż gdy na Dąbrowskiego starzec oczy zwrócił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zakrył rękami, spod rąk łez potok się rzucił: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jenerale — rzekł — ciebie długo Litwa nasza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czekała — długo, jak my Żydzi Mesyjasza... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciebie prorokowali dawno między ludem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śpiewaki, ciebie niebo obwieściło cudem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żyj i wojuj, o ty nasz!...» Mówiąc, ciągle szlochał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żyd poczciwy Ojczyznę jako Polak kochał! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dąbrowski mu podawał rękę i dziękował, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On, czapkę zdjąwszy, wodza rękę ucałował. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Poloneza czas zacząć. — Podkomorzy rusza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I z lekka zarzuciwszy wyloty kontusza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wąsa pokręcając, podał rękę Zosi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I skłoniwszy się grzecznie w pierwszą parę prosi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za Podkomorzym szereg w pary się gromadzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dano hasło, zaczęto taniec: on prowadzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Nad murawą czerwone połyskają buty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bije blask z karabeli, świeci się pas suty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A on stąpa powoli, niby od niechcenia: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale z każdego kroku, z każdego ruszenia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Można tancerza czucia i myśli wyczytać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oto stanął, jak gdyby chciał swą damę pytać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pochyla ku niej głowę, chce szepnąć do ucha; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dama głowę odwraca, wstydzi się, nie słucha; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On zdjął konfederatkę, kłania się pokornie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dama raczyła spójrzeć, lecz milczy upornie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On krok zwalnia, oczyma jej spojrzenia śledzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zaśmiał się na koniec; rad z jej odpowiedzi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stąpa prędzej, pogląda na rywalów z góry, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I swą konfederatkę z czaplinymi pióry &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To na czole zawiesza, to nad czołem wstrząsa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż włożył ją na bakier i pokręcił wąsa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idzie; wszyscy zazdroszczą, biegą w jego ślady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On by rad ze swą damą wymknąć się z gromady: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czasem staje na miejscu, rękę grzecznie wznosi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I żeby mimo przeszli, pokornie ich prosi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czasem zamyśla zręcznie na bok się uchylić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odmienia drogę, rad by towarzyszów zmylić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz go szybkimi kroki ścigają natręty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zewsząd obwijają tanecznymi skręty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc gniewa się, prawicę na rękojeść składa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakby rzekł: «Nie dbam o was, zazdrośnikom biada!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwraca się z dumą w czole i z wyzwaniem w oku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prosto w tłum; tłum tancerzy nie śmie dostać w kroku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ustępują mu z drogi, — i zmieniwszy szyki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Puszczają się znów za nim. — &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 12em" class="verse"&gt;Brzmią zewsząd okrzyki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Ach to może ostatni! patrzcie, patrzcie młodzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Może ostatni, co tak poloneza wodzi!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I szły pary po parach hucznie i wesoło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozkręcało się, znowu skręcało się koło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak wąż olbrzymi w tysiąc łamiący się zwojów; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mieni się cętkowata, różna barwa strojów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Damskich, pańskich, żołnierskich, jak łuska błyszcząca, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyzłocona promieńmi zachodniego słońca &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I odbita o ciemne murawy wezgłowia. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wre taniec, brzmi muzyka, oklaski i zdrowia! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tylko kapral Dobrzyński Sak ani kapeli &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie słucha, ani tańczy, ani się weseli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ręce w tył założywszy, stoi zły, ponury, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wspomina swe dawniejsze do Zosi konkury; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak lubił dla niej nosić kwiaty, pleść koszyczki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wybierać gniazda ptasie, robić zauszniczki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niewdzięczna! Chociaż tyle pięknych darów strwonił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć przed nim uciekała, choć mu ojciec bronił: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On jeszcze! ile razy na parkanie siadał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;By ją dojrzeć przez okna, w konopie się wkradał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeby patrzeć, jak ona pleła swe ogródki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rwała ogórki albo karmiła kogutki! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niewdzięczna! Spuścił głowę i na koniec świsnął &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mazurka; potem kaszkiet na uszy nacisnął &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I szedł w obóz, gdzie stała przy armatach warta; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam dla rozerwania się zaczął grać w drużbarta &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z wiarusami, kielichem osładzając żałość. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Taka była dla Zosi Dobrzyńskiego stałość. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Zosia tańczy wesoło: lecz choć w pierwszej parze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ledwie widna z daleka. Na wielkim obszarze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zarosłego dziedzińca, w zielonej sukience, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ustrojona w równianki i w kwieciste wieńce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śród traw i kwiatów krąży niewidzialnym lotem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rządząc tańcem, jak anioł nocnych gwiazd obrotem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgadniesz gdzie jest: bo ku niej obrócone oczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyciągnięte ramiona, ku niej zgiełk się tłoczy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Darmo się Podkomorzy zostać przy niej sili: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zazdrośnicy już z pierwszej pary go odbili; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I szczęśliwy Dąbrowski niedługo się cieszył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ustąpił ją drugiemu; a już trzeci spieszył; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ten zaraz odbity, odszedł bez nadziei. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż Zosia, już strudzona, spotkała z kolei &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tadeusza, i dalszej lękając się zmiany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I chcąc przy nim pozostać, zakończyła tany. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idzie do stołu gościom nalewać kielichy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Słońce już gasło, wieczór był ciepły i cichy, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Okrąg niebios gdzieniegdzie chmurkami zasłany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U góry błękitnawy, na zachód różany; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chmurki wróżą pogodę: lekkie i świecące, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam jako trzody owiec na murawie śpiące, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ówdzie nieco drobniejsze, jak stada cyranek; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na zachód obłok na kształt rąbkowych firanek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przejrzysty, sfałdowany, po wierzchu perłowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po brzegach pozłacany, w głębi purpurowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze blaskiem zachodu tlił się i rozżarzał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż powoli pożółkniał, zbladnął i poszarzał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słońce spuściło głowę, obłok zasunęło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I raz ciepłym powietrzem westchnąwszy — usnęło. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;A szlachta ciągle pije i wiwaty wznosi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Napoleona, wodzów, Tadeusza, Zosi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wreszcie z kolei wszystkich trzech par zaręczonych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystkich gości obecnych, wszystkich zaproszonych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystkich przyjaciół, których kto żywy spamięta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I których zmarłych pamięć pozostała święta! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;I ja tam z gośćmi byłem, miód i wino piłem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A com wiedział i słyszał, w księgi umieściłem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3"&gt;Epilog&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;O tymże dumać na paryskim bruku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przynosząc z miasta uszy pełne stuku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeklęstw i kłamstwa, niewczesnych zamiarów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zapóźnych żalów, potępieńczych swarów?... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Biada nam zbiegi, żeśmy w czas morowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lękliwe nieśli za granicę głowy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo gdzie stąpili, szła przed nami trwoga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W każdym sąsiedzie znajdowali wroga; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż nas objęto w ciasny krąg łańcucha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I każą oddać co najprędzej ducha. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;A gdy na żale ten świat nie ma ucha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy ich co chwila nowina przeraża, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bijąca z Polski jako dzwon smętarza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy im prędkiego zgonu życzą straże, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wrogi ich wabią z dala jak grabarze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy w niebie nawet nadziei nie widzą... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie dziw, że ludzi, świat, siebie ohydzą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że utraciwszy rozum w mękach długich, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Plwają na siebie i źrą jedni drugich! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Chciałem pominąć, ptak małego lotu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pominąć strefy ulewy i grzmotu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I szukać tylko cienia i pogody: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wieki dzieciństwa, domowe zagrody...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Jedyne szczęście: kto w szarej godzinie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z kilką przyjaciół siadłszy przy kominie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drzwi od Europy zamykał hałasów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyrwał się myślą do szczęśliwszych czasów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dumał, marzył o swojej krainie... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ale o krwi tej, co się świeżo lała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O łzach, którymi płynie Polska cała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O sławie, która jeszcze nie przebrzmiała: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O nich pomyśleć nie mieliśmy duszy!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo naród bywa na takiej katuszy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że, kiedy zwróci wzrok ku jego męce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nawet Odwaga załamuje ręce. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Te pokolenia żałobami czarne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powietrze tylą klątwami ciężarne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam myśl nie śmiała swoich zwrócić lotów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W sferę okropną nawet ptakom grzmotów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;O Matko Polsko! Ty tak świeżo w grobie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złożona... Nie masz sił mówić o tobie! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ach, czyjeż usta śmią pochlebiać sobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że znajdą dzisiaj to czarowne słowo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które rozczuli rozpacz marmurową, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Które z serc wieko podejmie kamienne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozwiąże oczy, tylą łez brzemienne &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I sprawia, że łza przystygła wypłynie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim się te usta znajdą, wiek przeminie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Kiedyś... gdy zemsty lwie przehuczą ryki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przebrzmi głos trąby, przełamią się szyki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy orły nasze lotem błyskawicy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spadną u dawnej Chrobrego granicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciał się najedzą, krwią całe opłyną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I skrzydła wreszcie na spoczynek zwiną; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy wróg ostatni wyda krzyk boleści, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Umilknie, światu swobodę obwieści — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtenczas — dębowym liściem uwieńczeni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzuciwszy miecze, siędą rozbrojeni &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rycerze nasi, zechcą słuchać o przeszłości! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtenczas zapłaczą nad ojców losami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wtenczas łza ta ich lica nie splami. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Dziś dla nas, w świecie nieproszonych gości, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W całej przeszłości i w całej przyszłości, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedna już tylko dziś kraina taka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W której jest trochę szczęścia dla Polaka: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kraj lat dziecinnych! On zawsze zostanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Święty i czysty jak pierwsze kochanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niezaburzony błędów przypomnieniem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niepodkopany nadziei złudzeniem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ani zmieniony wypadków strumieniem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Te kraje rad bym myślami powitał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdziem rzadko płakał, a nigdy nie zgrzytał: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kraje dzieciństwa, gdzie człowiek po świecie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biegł jak po łące, a znał tylko kwiecie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miłe i piękne, jadowite rzucił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ku pożytecznym oka nie odwrócił. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Ten kraj szczęśliwy, ubogi i ciasny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak świat jest boży, tak on był nasz własny! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakże tam wszystko do nas należało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak pomnim wszystko, co nas otaczało: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od lipy, która koroną wspaniałą &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Całej wsi dzieciom użyczała cienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż do każdego strumienia, kamienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak każdy kącik ziemi był znajomy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż po granicę — po sąsiadów domy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;A jeśli czasem i Moskal się zjawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tyle nam tylko pamiątki zostawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że był w błyszczącym i pięknym mundurze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo węża tylko znaliśmy po skórze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;I tylko krajów tych obywatele &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedni zostali wierni przyjaciele, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jedni dotychczas sprzymierzeńcy pewni! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo któż tam mieszkał? Matka, bracia, krewni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sąsiedzi dobrzy!... Kogo z nich ubyło, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakże tam o nim czule się mówiło! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ile pamiątek, jaka żałość długa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam, gdzie do pana przywiązańszy sługa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niż w innych krajach małżonka do męża; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie żołnierz dłużej żałuje oręża &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niż tu syn ojca; po psie płaczą szczerze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I dłużej niż tu lud po bohaterze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;I przyjaciele wtenczas pomogli rozmowie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I do pieśni rzucali mi słowo po słowie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak bajeczne żurawie, na dzikim ostrowie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nad zaklętym pałacem przelatując wiosną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I słysząc zaklętego chłopca skargę głośną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każdy ptak chłopcu jedno pióro rzucił: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On zrobił skrzydła i do swoich wrócił... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;O, gdybym kiedyś dożył tej pociechy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeby te księgi zbłądziły pod strzechy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeby wieśniaczki kręcąc kołowrotki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy odśpiewają ulubione zwrotki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O tej dziewczynie, co tak grać lubiła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że przy skrzypeczkach gąski pogubiła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O tej sierocie, co piękna jak zorze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaganiać ptastwo szła w wieczornej porze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyby też wzięły wieśniaczki do ręki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Te księgi proste jako ich piosenki!... &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;Tak za dni moich przy wiejskiej zabawie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czytano nieraz pod lipą na trawie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pieśń o Justynie, powieść o Wiesławie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A przy stoliku drewnianym pan włodarz &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo ekonom, lub nawet gospodarz, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie bronił czytać i sam słuchać raczył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I młodszym rzeczy trudniejsze tłumaczył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chwalił piękności, a błędom wybaczył. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse" style="margin-left: 1em"&gt;I zazdrościła młodzież wieszczów sławie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Która tam dotąd brzmi w lasach i w polu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I którym droższy niż laur Kapitolu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wianek rękami wieśniaczki usnuty &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z modrych bławatków i zielonej ruty...
 &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/pan-tadeusz/"&gt;Adam Mickiewicz, „Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item></channel></rss>