Czytasz tę stronę w pisowni tradycyjnej.

Przełącz na nowopolski

Biblioteka › Kordian

Akt pierwszy

CZĘŚĆ PIERWSZA

AKT PIERWSZY

SCENA I

Kordian, młody 15-letni chłopiec, leży pod wielką lipą na wiejskim dziedzińcu, Grzegorz, stary sługa, nieco opodal czyści broń myśliwską. Z jednej strony widać dóm wiejski, z drugiej ogród... za ogrodzeniem dziedzińca staw, pola — i lasy sosnowe

KORDIAN

zadumany
Zabił się — młody... Zrazu jakaś trwoga 
Kładła mi w usta potępienie czynu, 
Była to dla mnie posępna przestroga, 
Abym wnet gasił myśli zapalone; 
Dziś gardzę głupią ostrożnością gminu, 
Gardzę przestrogą, zapalam się, płonę, 
Jak kwiat liściami w niebo otwartemi 
Chwytam powietrze, pożeram wrażenia. 
Myśl Boga z tworów wyczytuję ziemi 
I głazy pytam o iskrę płomienia. 
Ten staw odbite niebo w sobie czuje 
I myśli nieba błękitem. 
Ta cicha jesień, co drzew trzęsie szczytem, 
Co na drzewach liście truje 
I różom rozwiewa czoła, 
Podobna do śmierci anioła, 
Ciche wyrzekła słowa do drzew: Gińcie drzewa! 
Zwiędły — opadły. 
Myśl śmierci z przyrodzenia w duszę się przelewa; 
Posępny, tęskny, pobladły, 
Patrzę na kwiatów skonanie 
I zdaje mi się, że mię wiatr rozwiewa. 
Cicho. Słyszę po łąkach trzód błędnych wołanie. 
Idą trzody po trawie chrzęszczącej od szronu 
I obracają głowy na niebo pobladłe, 
Jakby pytały nieba: «Gdzie kwiaty opadłe? 
Gdzie są kwitnące maki po wstęgach zagonu?» 
Cicho, odludnie, zimno... Z wiejskiego kościoła 
Dzwon wieczornych pacierzy dźwiękiem szklannym bije, 
Ze skrzepłych traw modlitwy żadnej nie wywoła, 
Ziemia się modlić będzie, gdy słońcem ożyje... 
Otom ja sam, jak drzewo zwarzone od kiści, 
Sto we mnie żądz, sto uczuć, sto uwiędłych liści; 
Ilekroć wiatr silniejszy wionie, zrywa tłumy. 
Celem uczuć — zwiędnienie; głosem uczuć — szumy 
Bez harmonii wyrazów... Niech grom we mnie wali! 
Niech w tłumie myśli jaką myśl wielką zapali... 
Boże! zdejm z mego serca jaskółczy niepokój, 
Daj życiu duszę i cel duszy wyprorokuj... 
Jedną myśl wielką roznieć, niechaj pali żarem, 
A stanę się tej myśli narzędziem, zegarem, 
Na twarzy ją pokażę, popchnę serca biciem, 
Rozdzwonię wyrazami i dokończę życiem. 
 
po chwili
Jam się w miłość nieszczęsną całym sercem wsączył... 
 
myśli — potem nagle obraca się do Grzegorza:
Grzegorzu, porzuć strzelbę czyścić... 
 

GRZEGORZ

Jużem skończył. 
Co mi panicz rozkaże? 
 

KORDIAN

Chodź tutaj, mój stary... 
Nudzę się... 
 

GRZEGORZ

Nie nowina; cóż ja pocznę na to? 
Chcesz panicz, powiem bajkę, szlachetnie bogatą, 
Mam ja w szkatule mózgu dykteryjki, czary 
Po babce mojej starej, co w Bogu spoczywa. — 
Chcesz pan tej, co się gada? czy tej, co się śpiéwa?... 
 
Kordian milczy; Grzegorz mówi następującą bajkę:
Było sobie niegdyś w szkole 
Piękne dziecię, zwał się Janek. 
Czuł zawczasu bożą wolę, 
Ze starymi suszył dzbanek. 
Dobry z niego byłby wiarus, 
Bo w literach nie czuł smaku; 
Co dzień stary bakalarus 
Łamał wierzby na biedaku, 
I po setnej, setnej próbie 
Rzekł do matki: «Oj, kobiéto! 
Twego Janka w ciemię bito, 
Nic nie wbito — weź go sobie!...» 
Biedna matka wzięła Jana, 
Szła po radę do plebana, 
Przed plebanem w płacz na nowo; 
A księżulo słuchał skargi 
I poważnie nadął wargi, 
Po ojcowsku ruszał głową. 
Wysłuchawszy pacierz złego: 
«Patrz mi w oczy» — rzekł do żaka — 
«Nic dobrego! nic dobrego!» 
Potem hożą twarz pogładził, 
Dał opłatek i piętaka 
I do szewca oddać radził... 
 
Jak poradził, tak matczysko 
I zrobiło... Szewc był blisko... 
Lecz Jankowi nie do smaku 
Przy szewieckiej ślipać igle. 
Diabeł mięszał żółć w biedaku, 
Śniły mu się dziwy, figle; 
Zwyciężyła wilcza cnota, 
Rzekł: «W świat pójdę o piętaku!» 
A więc tak jak był — hołota, 
Przed terminem rzucił szewca 
I na strudze do Królewca 
Popłynął... 
Jak do wody wpadł i zginął... 
 
Matka w płacz, łamała dłonie; 
A ksiądz pleban na odpuście 
Przeciw dziatkom i rozpuście 
Grzmiał jak piorun na ambonie; 
W końcu dodał: «Bogobojna 
Trzódko moja, bądź spokojna, 
Co ma wisieć, nie utonie». 
 
Mały Janek gdzie się chował 
Przez rok cały, zgadnąć trudno. 
Wsiadł na okręt i żeglował, 
I na jakąś wyspę ludną 
Przypłynąwszy — wylądował... 
Owdzie król przechodził drogą. 
Jaś pokłonił się królowi 
I dworzanom, i ludowi; 
A kłaniając szastał nogą 
Tak układnie, że król stary 
Włożył na nos okulary. 
I wnet tymże samym torem, 
Dwór za królem, lud za dworem 
Powkładali szkła na oczy... 
Owoż król ten posiadł sławę, 
Jakoby miał wzrok proroczy; 
I choć stracił oko prawe, 
Tak kunsztownie lewym władał, 
Że człowieka zaraz zbadał, 
Na co mierzy, na co zdatny: 
Czy zeń ma być rządca kraju, 
Czy podstoli, czy też szatny 
Lecz tą razą, wbrew zwyczaju... 
Król pan oczom nie dowierza, 
Czy żak Janek na tancerza? 
Czy na rządcę dobry kraju? 
Więc zapytał: «Mój kochanku, 
Jak masz imię?» 
«Janek». 
«Janku, 
Coż ty umiesz?» 
«Psom szyć buty». 
«A czy dobrze?» 
«Oj tatulu! 
Czyli raczej, panie królu! 
Jak szacuję, ręczyć mogę, 
Że but każdy ostro kuty 
I na jedną zrobię nogę, 
Czyli raczej na łap dwoje... 
To na zimę. — Z letnich czasów 
But o jednym szwie wystroję. 
Na opłatku, bez obcasów; 
A robota takiej wiary, 
Że psy puszczaj na moczary, 
Suchą nogą przejdą stawy». 
«Masz więc służbę, złotem płacę» — 
Rzekł do Janka pan łaskawy 
I za sobą wiódł w pałace. 
A gdy dzień zaświtał czwarty, 
Szły na łowy w butach charty; 
A szewc chartów w aksamicie 
Przy królewskiej jechał świcie; 
Złoty order miał na szyi, 
W trzy dni został szambelanem, 
W sześć dni rządcą prowincyji, 
W dni dwanaście został panem. 
Starą matkę wziął z chałupy, 
Król frejliną ją mianował. 
A plebana pożałował 
W biskupy... 
 

KORDIAN

Cha! cha! cha! przednia powieść. 
 

GRZEGORZ

A widzi pan, widzi, 
Jak zabawiłem gadką... Niech się pan nie wstydzi, 
W tej powieści moralna kryje się nauka. 
 

KORDIAN

Jaka? Powiedz mi, stary. 
 

GRZEGORZ

A któż jej wyszuka? 
Dość, że jest sens, powiadam. 
 

KORDIAN

Wierzę. 
 

GRZEGORZ

Trzeba wiary. 
Bo widzi panicz, kiedy gada sługa stary, 
To w słowach dziecku dawać nie będzie trucizny. 
Błąkałem się ja długo z dala od ojczyzny 
I tak mi było ciężko od tęsknego żalu, 
Że żołnierze ciesali kołki na wąsalu; 
Odcinając się szablą, nie brałem pociechy, 
Bo żadnych kłosów ludziom nie wysieją śmiechy, 
A smutek niby mądra książka w sercu żyje 
I mówi wiele rzeczy, i człowiek nie gnije 
Jak muchomor pod sosną, lecz zbiera po szczypcie 
Przestrogę do przestrogi... Byłem ja w Egipcie! 
Ponoś no o tej walce nie mówiłem panu? 
Czy wolno? 
 

KORDIAN

Mów! mów, stary. 
 

GRZEGORZ

kręcąc wąsa
Daj go tam szatanu 
Kaprala... tęgi człowiek!... Wywiódł wojsko w pole, 
Nie w pole, w piaski raczej; równo jak po stole, 
Otwarto na wsze strony, kędyś wzrok obrócił, 
Oko biegnąc po piaskach Boga szuka w niebie. 
Wódz szyki w pięć kwadratów sprawił ku potrzebie 
I niby pięć gwiazd jasnych na pustynię rzucił. 
Mnie, świecącemu w jednej, widać było cztery. 
Przed walką, przypominam, śmiech nas ruszył szczery; 
Bo, trzeba panu wiedzieć, na wojska ogonie 
Snuły się z bagażami osły... przy bagażach 
Przywlekli się z Francyji w bagnetów zachronie 
Mędrkowie, co to baśnie piszą w kalendarzach. 
Gardziliśmy jak Niemcem tą chmurą komorów, 
Tą psiarnią, co jak truflów wietrzyła kamieni; 
Więc gdy do walki wiele stanęło pozorów, 
Zawołaliśmy głośno: «Osły i uczeni, 
Chowajcie się w kwadraty! dalej za pas nogi!» 
Dalibóg, korzystali z łagodnej przestrogi; 
Przyznam się jednak panu, że choć żołnierz bitny, 
Przed walką byłem nieco nad zwyczaj ponury. — 
Jak dziś pamiętam, z dala lał się Nil błękitny, 
Dalej jakiegoś miasta widać było mury; 
I nad głowami niebo czyste, bez obłoku, 
A powietrze, choć bardzo jasne, grało w oku, 
Nad katafalkiem niby od gromnic płomyki... 
Lecz co najbardziej ludu zadziwiło szyki, 
To były owe wielkie, murowane góry; 
Stąd by je było widzieć, gdyby nie Karpaty 
I gdyby z nieba można zetrzeć wszystkie chmury. 
Wtem wódz przyjechał konno... zagrzmiały wiwaty, 
Acz bez winnych kielichów. Wódz wskazał na wieże 
I rzekł: «Soldats!», co znaczy, powiedział: «Żołnierze!» 
Słyszałem wszystko; wódz rzekł: «Patrzcie, wojownicy! 
Ze szczytu piramidy — co znaczy: z dzwonnicy — 
Ze szczytu tych piramid sto wieków was widzi». 
Więc spojrzałem, gdzie wskazał po nieba błękicie; 
Aż tu patrz... niech kto ze mnie jak z prostaka szydzi, 
Opowiem... Klnę się panu, na piramid szczycie, 
Jak w kościołach sławnego malują Michała, 
Taki stał rycerz w zbroi, promiennego ciała, 
I płomienistą dzidą przebijał z wysoka 
Wijącego się z dala na pustyni smoka, 
Co ku nam leciał w chmurze kurzawy i piasku. 
Sto dział zagrzmiało, oczy zgubiłem od blasku. 
A kiedym wzrok odpytał, aż tu mameluki 
Krzywymi nas szablami dziobią gdyby kruki, 
To końmi do ucieczki obróceni wrzkomo, 
Siadają na bagnetach jak małpy. 
 

KORDIAN

Coż daléj?... 
 

GRZEGORZ

A wstydźże się pan pytać, każdemu wiadomo, 
Żeśmy zawsze łamane parole wygrali, 
I gdyby nie ta dżuma... Ale pan nie słucha!... 
 

KORDIAN

zamyślony, mówi sam do siebie
Wstyd mi! Starzec zapala we mnie iskrę ducha. 
Nieraz z myślą zburzoną w ciemne idę lasy, 
Szczęk broni rzucam w sosen rozchwianych hałasy, 
Widzę siebie wśród świateł czarodziejskich sławy. 
Wśród promienistych szyków; szyki wstają z ziemi. 
Ziemia wstaje jak miasto odgrzebane z lawy... 
Głupstwo... dzieciństwo marzeń... myślami takiemi 
Nie śmiałbym się wynurzyć przed starców rozsądkiem, 
Więc szukam — kogo? — sługi, co rozwlekłym wątkiem 
Snuje głupie powieści. 
 
myśli... potem nagle do Grzegorza
Idź sobie, Grzegorzu! 
Jak się panna na konną przechadzkę wybierze, 
Dasz mi znać. 
 

GRZEGORZ

Panicz może dziś nie dospał w łożu? 
Bo starego odpędza jak natrętne zwierzę. 
Bywszy niegdyś w niewoli, znałem ja młodziana, 
Co miał wiele nauki, nie gardził mną przecie 
I dziękował za powieść, gdy dobrze dobrana 
Było to piękne wcale i szlachetne dziecię! 
Smutno skończył! 
 

KORDIAN

Cóż, umarł? 
 

GRZEGORZ

A gdzie tam, mój panie! 
 

KORDIAN

Więc żyje! 
 

GRZEGORZ

Oj nie żyje! Gdy nas Rosyjanie 
Wzięli w dwunastym roku, spędzili jak trzodę 
I na Sybir zawiedli... Dwóchset naszych było. 
Wiarusy kęs nadpsute, oficerstwo młode; 
A jak wzajem sprzyjali, wspomnieć starcu miło; 
Jeden drugiemu nigdy nie powie jak «Bracie», 
Chleb łamią jak opłatki, w jednej chodzą szacie. 
Ten, o którym rzecz wiodę, zwał się Kazimierzem. 
Otóż kiedy się Moskal pastwił nad żołnierzem, 
Pan Kazimierz za wszystkich cierpiał, potem z głowy 
Dobył myśli — zawołał na tajemne zmowy 
I odkrył zamiar wcale dostojny, bo śmiały. 
Nie szydź, panie, kto kupi niewolą włos biały, 
Ten rozpaczy szalonej w ludziach nie potępi. 
Więc on myślał, że straże kozackie wytępi, 
Zmarłym wydrze żelazo i polskie wiarusy 
Do Polski odprowadzi... Poznali się Rusy 
Na malowanych lisach; wywiedli na pole; 
Cały nas pułk Baszkirów ostąpił w półkole, 
Wołga stała za nami... pułkownik tatarski 
Przeczytał głośno niby jakiś dekret carski, 
A w tym dekrecie stało, aby polskie jeńce 
Rozdzielić na dziesiątki i w pułki powcielać. 
Wtenczas nasze wiarusy wziąwszy się za ręce 
Krzyknęli: «Nie pójdziemy!...» — Zamiast nas wystrzelać, 
Czy wierzysz pan, że owe tatarskie szatany 
Rzucali nam na szyje rzemienne arkany, 
Właśnie jakby na koni zdziczałych tabuny. 
Oh! co czułem, to z sobą poniosę do truny! 
Związaliśmy się wszyscy rękoma co siły... 
Pamiętam, z prawej strony — nie, z lewej, od serca — 
Stał przy mnie żołnierz wiekiem, ranami pochyły, 
Ku niemu zwinął koniem baszkirski morderca; 
Więc biedak rękę moją na kształt szabli ścisnął. 
Potem ociężał na niej, bezwładny obwisnął, 
Patrzę mu w twarz, posiniał cały na kształt trupa, 
Oczy wybiegły, szyja związana powrozem. 
Tu Baszkir zaciął konia, koń spięty dał słupa, 
Skoczył — a starzec jak koń uwiązany lozem 
Pociągnął się po piasku, po krzemiennej warście. 
Widziałem na krzemieniach włosów siwych garście, 
Z krwi wyrwane kroplami... Koń leciał jak strzała, 
Już trup zniknął — a jeszcze widać było konia 
I myśl przy koniu starca krwawego widziała. 
Staliśmy jak garść kłosów pożółkłych śród błonia; 
Głuche było milczenie, zgroza, obłąkanie. 
Piszcząc, kołem jak krucy krążyli poganie, 
Wybierali oczyma, gdzie powrozem skiną, 
Śmierć dając, chcieli zabić przedśmiertną godziną. 
Wtem, panie! nasz Kazimierz! ów Kazimierz młody! 
Skoczył w tłumy Baszkirów i z tłumu wyskoczył 
Z pułkownikiem tatarskim, rzucił się do wody; 
Tak ujętego wroga między dwie kry wtłoczył, 
A kry się zbiegły, głowa z Baszkira odpadła 
Jak mieczem odrąbana i na krze usiadła 
Z otwartymi oczyma... 
 

KORDIAN

A Kazimierz? 
 

GRZEGORZ

Zginął... 
 

KORDIAN

Grzegorzu, czy nie pomnisz zmarłego nazwiska? 
 

GRZEGORZ

Nie wiem: On pod imieniem Kazimierza słynął, 
Co mu tam dziś nazwisko po śmierci? Pan ściska 
Rękę starego sługi... 
 

KORDIAN

Boże! jak ten stary 
Rósł zapałem w olbrzyma; lecz ja nie mam wiary, 
Gdzie ludzie oddychają, ja oddech utracam. 
Z wyniosłych myśli ludzkich niedowiarka okiem 
Wsteczną drogą do źródła mętnego powracam. 
Dróg zawartych przesądem nie przestąpię krokiem. 
Teraz czas świat młodzieńca zapałem przemierzyć 
I rozwiązać pytanie: żyć? alboli nie żyć? 
Jam bezsilny! nie mogę, jak Edyp zabójca, 
Rozwiązać wszystkich sfinksów zagadki na świecie; 
Rozmnożyły się sfinksy, dziś tajemnic trójca 
Liczna jak ziarna piasku, jak łąkowe kwiecie; 
Wszędzie pełno tajemnic, świat się nie rozszerzył, 
Ale zyskał na głębi... wierzchem człowiek płynie, 
Lecz jeśli drogi węzłem żeglarskim nie mierzył, 
Nie wie, czy bieg jest biegiem, gdy brzeg z oczu ginie... 
Chyba, że w owej drodze jak milowe słupy 
Mija stare przesądy — zbladłe wieków trupy. 
Nie, to są raczej krzyże przy ubitej drodze, 
Prostak przy nich koniowi zatrzymuje wodze 
I żegna się, i pokłon oddaje — gdy mija... 
Potem mędrkowie prostsze wytkną ludziom szlaki, 
Z wolna na drogę nową zjeżdżają prostaki; 
Na zapomnianym krzyżu bocian gniazdo zwija, 
Mech rośnie, pod nim dzieci w piasku sadzą kwiaty; 
Nieraz krzyż, u stóp samych podgryziony laty, 
Pada, zabija dzieci z sielskiego pobliża, 
A lud płacze, że zwalić nie pamiętał krzyża. 
Więc idę na świat rąbać nadpróchniałe drewna. 
Miłość? zapomnę o niej — wśród światowej burzy 
Pozostanie głos wspomnień... jak pieśń dzika, rzewna, 
Jak pieśń żurawia, co się opóźnił w podróży 
I samotny szybuje po błękicie nieba. 
Ostatni, z licznych szczęsnych tłumów odbłąkany. 
Trzeba mi nowych skrzydeł, nowych dróg potrzeba. 
Jak Kolumb na nieznane wpływam oceany 
Z myślą smutną i z sercem rozbitym... 
 

LAURA

wołając z ganka
Kordianie!... 
 

KORDIAN

Ten głos rozwiewa złote zapału świtanie. 
Zamknięty jestem w kole czarów tajemniczem, 
Nie wyjdę z niego... Mogłem być czymś... będę niczem... 
 

SCENA II

Ogród. — Lipowe aleje krzyżują się w różne strony — wśród drzew widać dom opuszczony z wybitymi oknami... Jesień — liście opadają — wietrzno... Kordian i Laura zsiadają z koni, przy których Grzegorz zostaje, i wchodzą do alei... Długo nic do siebie nie mówią

LAURA

z uśmiechem na pół szyderczym
Czemu Kordian tak smutny? 
 
Kordian patrzy na nią oczyma zamglonymi — i milczy
Znalazłam dziś rano 
W imionniku wierszami kartę zapisaną, 
Poznałam rękę, pióro — o! nie, raczej duszę... 
 
Kordian zarumieniony schyla się ku ziemi
Czemu się pan mój schyla? 
 

KORDIAN

Odmiatam i kruszę 
Gałązki, ciernie, chwasty spod stóp twoich, pani. — 
Cierń, co mi zrani rękę, nikogo nie zrani! 
 

LAURA

Kordian zapomniał, że ma matkę, matkę wdowę. 
Cóż to? Kordian brwi zmarszczył, chmurzy się, rumieni? 
 

KORDIAN

Zapytaj się drzew, pani, dlaczego w jesieni, 
Szronem dotknięte, noszą liście purpurowe? 
To tajemnica szronu... 
 

LAURA

Usiądźmy w alei. 
Któż z nas pierwszy obaczy gwiazdę dobrze znaną?... 
 

KORDIAN

Nie ujrzę jej, jeżeli to gwiazda nadziei!.... 
 

LAURA

A jeśli gwiazda wspomnień? 
 

KORDIAN

O! dla mnie za rano 
Na bladą gwiazdę wspomnień!... 
 

LAURA

Gdzież gwiazda Kordiana? 
 
Kordian wznosi oczy na twarz Laury i odwraca się
Jak się nazywa? 
 

KORDIAN

Przyszłość. 
 

LAURA

z uśmiechem
W której stronie nieba? 
 

KORDIAN

O! nie wiem! nie wiem — jest to gwiazda obłąkana, 
Co dnia ją trzeba tracić, co dnia szukać trzeba... 
 

LAURA

Kordian ma piękną przyszłość, talenta, zdolności... 
 

KORDIAN

Tak, gdy mię spalą męczarnie, 
To będę świecił ludziom próchnem moich kości. 
Talenta są to w ręku szalonych latarnie, 
Ze światłem idą prosto topić się do rzeki. 
Lepiej światło zagasić i zamknąć powieki, 
Albo kupić rozsądku, zimnych wyobrażeń, 
Zapłacić za ten towar całym skarbem marzeń... 
 

LAURA

Jaki dziś Kordian gorzki? 
 
Usiada na ławce darniowej — Kordian u nóg jej się kładzie i mówi, patrząc na niebo

KORDIAN

Czarowna natura! 
Jak koń Apokalipsy szara leci chmura, 
Jesiennym gnana wiatrem; a w chmurze myśl gromu, 
Omdlała zimnem, iskry wydobyć nie może; 
Więc co ma w łonie gniewu, nie powie nikomu? 
I przepłynie nad światem... Z gromem myśli złożę, 
Niechaj płyną nad światem zimne i bez głosu... 
 
zrywa kwiat — i obraca się z uśmiechem do Laury
Pani, weź tę gałązkę purpurową wrzosu, 
Ale jej nie otrząsaj ze szronu brylanta... 
 
zamyślony patrzy na niebo
Pani — patrz tam na niebo... oto duchy Danta. 
Tam się na starym drzewie wichrzy szpaków stado, 
Zaleciały przelotem i do snu się kładą, 
Wiatr przez noc będzie liście zbijał — one prześnią 
Noc całą, drzew ginących kołysane pieśnią; 
Anioł przeczucia śpiącym wskaże lotu szlaki, 
A gdy się zbudzą, drzewo powie: «Lećcie, ptaki! 
Nie mam już dla was liści, jam się zestarzało 
Przez noc, kiedyście spały...» 
 

LAURA

Cóż stąd za nauka?... 
 

KORDIAN

Cha! cha! nauka smutku, że drzewo nie spało, 
A ptaki spały... 
 

LAURA

Kordian, co przyszłości szuka, 
Powinien spać jak ptaki... 
 

KORDIAN

Gdzież anioł przeczucia? 
Czy przyjdzie? poprowadzi? Więc myśli i czucia 
Trzeba skąpca przykładem na lata rozłożyć 
I nigdy zmysłów w jednej nie utracić burzy. 
Trzeba się dziś zwyciężyć, aby jutra dożyć. 
Dziwna ciekawość życia prowadzi w podróży, 
A za ciekawość trzeba nieszczęściami płacić 
I nigdy zmysłów w jednej burzy nie utracić... 
 
gwałtownie
Jam je utracił! Boże! zmiłuj się nade mną! 
 

LAURA

Kordianie!... 
 
Kordian milczy
Czas powracać, już wietrzno i ciemno... 
 

KORDIAN

O pani! zostań jeszcze... 
 

LAURA

Więc pan mi przyrzeka, 
Że będzie spokojniejszy? 
 

KORDIAN

z obłąkaniem
Tak... 
 

LAURA

Przyszłość daleka, 
Póki jesteśmy młodzi, wszystko jest przed nami... 
 

KORDIAN

zamyślony, patrząc na niebo
Ciemny się błękit nieba wyświeca za mgłami, 
Ach księżyc! patrz tam, pani! księżyc srebrny, pełny 
Stanął i patrzy na nas, chmur srebrzyste wełny 
Spadły nań — leci, jakby wyrywał się z chmury; 
Teraz go na pół gałąź rozcina spróchniała, 
Teraz śród czarnych liści krąg chowa ponury... 
Pani! gdy kiedyś! kiedyś! twarz księżyca biała 
Błyśnie wśród chmur lecących na jesiennym niebie; 
Będziesz mój cień natrętny odpędzać od siebie. 
 
po chwili
Bóg promień duszy wcielił w nieskończone twory, 
Dusza się rozprysnęła na uczuć kolory, 
Z których pięć wzięło zmysły cielesne za sługi, 
Inne zagasły w nicość... ale jest świat drugi! 
Tam z uczuć razem zlanych wstanie anioł biały, 
Mniejszy może niż człowiek, atom, środek koła 
Rozpryśnionych promieni; ale jasny cały 
I plam ludzkich nie będzie na sercu anioła. 
Nieskończoności zmysłem dusza się pomnoży, 
Bóg aniołowi oczy na przyszłość otworzy, 
Aż przestanie zaglądać w ciemną wspomnień trumnę. 
Bóg mu pod nogi światła wywróci kolumnę, 
Po niej gwiazd mirijady zapali i słońca; 
Anioł je przejrzy wzrokiem nadziei do końca 
I do gwiazdy podobny będzie w przyszłość płynął... 
O! duch mój chce się wyrwać! już pióra rozwinął. 
Dusza z ust zapalonych leci w błękit nieba... 
 
opuszcza ręce i z rozpaczą
Na jednego anioła dwóch dusz ziemskich trzeba!... 
 

LAURA

Źle, jeśli się pan będzie marzeniem zapalał, 
Prawdziwie nie pojmuję, co mu jest?... 
 

KORDIAN

ze wzgardą
Oszalał!... 
 
Laura odchodzi ku drzwiom ogrodu, siada na koń... i odjeżdża z Grzegorzem. Kordian zostaje sam w ogrodzie nieruchomy

KORDIAN

sam
Światła nocy błyskają na nieba szafirze, 
Myśl zbłąkana w błękity niebieskie upadła, 
Oto ją gwiazdy w kręgi porywają chyże 
I kręcą, aż zmęczona, posępna, pobladła, 
Powróci z tańcu niebios w nudne serce moje... 
Czekam — nad otchłaniami niebieskimi stoję, 
Zalękniony o myśli w gwiazd tonące wirze. 
Gwiazdy! wy gdzieś lecicie jak żurawi stada! 
Gwiazdy! polecę z wami po niebios szafirze! 
 
dobywa pistoletu
Nabity — niechaj krzemień na żelazo pada... 
Ból, chwila jedna, ciemno — potem jasność błyśnie. 
Lecz jeśli nie zaświeci nic?... i ból przeminie? 
Jeśli się wszystko z chwilą boleści rozpryśnie? 
A potem ciemność... potem nawet ciemność ginie, 
Nic — nic — i sobie nawet nie powiem samemu, 
Że nic nie ma — i Boga nie zapytam, czemu 
Nic nie ma?... Ha! więc będę zwyciężony niczem?... 
Śmierć patrzy w oczy moje dwustronnym obliczem, 
Jak niebo nad głowami i odbite w wodzie... 
Prawda lub omamienie — lecz wybierać trudno, 
Gdzie nie można zrozumieć... 
 
przykłada broń do czoła
Nie... nie w tym ogrodzie. 
Znajdę śród lasów łąkę kwietną i odludną. 
 
wychodzi z ogrodu

SCENA III

Noc. Laura sama w pokoju przy lampie

LAURA

Dotąd Kordian nie wrócił, jedynasta biła. 
Natrętna niespokojność w serce się zakrada, 
Gdybym też dziecię płochym szyderstwem zabiła? 
Dmucham w różę, co słońcem palona opada? 
A jeśli jego serce z takich kruszców lane, 
Że co na nim napiszę, przetrwa napisane 
Na wieki wieków? Boże! jeśli jego oczy 
Przywykną do ciemności i do łez? Co gorsza! 
Jeśli miasto łez, w dzieciach zapalonych skorsza 
Duma gorzkie uśmiechy na twarz mu wytłoczy?... 
 
zamyśla się, potem bierze sztambuch i przewraca
Nudnymi grzecznościami zapisane karty, 
Ten mię równa do kwiatu, ci do gwiazd — a czwarty 
Do Dyjanny bogini — on sam jak bóg Apis 
Zwierzęcą nosi głowę. — Ten kwiat chce rozkwitać... 
Rysunek siostry mojej. — Ach! Kordiana napis; 
Spojrzałam mimowolnie, muszę raz odczytać... 
 
czyta wiersz Kordiana
«O! przypłynę ja kiedyś we wspomnień łańcuchu, 
Zatrzymam się... wspomnienia krokiem się nie ruszą... 
Aż powiesz: »Natrętny duchu! 
Ciężysz na duszy mojej twoją cichą duszą 
Jak księżyc, mórz oczyma podnoszący ciemnie. 
Jesteś wszędzie, koło mnie, nade mną i we mnie...« 
Luba, jam koło ciebie i z tobą i w tobie... 
Nie przychodzę wyrzucać ani przypominać, 
Ani śmiem błogosławić, ani chcę przeklinać; 
Przyśniło mi się tylko kilka pytań w grobie... 
Słuchaj, niegdyś ze szczęściem brałaś zaręczyny, 
Pokaż mi ów pierścień złoty; 
Ha! szczerniał? szczerniał pierścień? — to nie z mojej winy! 
Dlaczego na twarz włosów rozpuszczasz uploty?... 
Spostrzegłem we włosów chmurze... 
Bladość twarzy i coś błyska!... 
Może to blask w pereł sznurze? 
Może światło brylanta? albo kornaliny? 
Może rozgrane słońcem topazu ogniska? 
Może to łzy? — ty płaczesz? — to nie z mojej winy!... 
Mój aniele! mój aniele! 
Kwiat ci niegdyś wieńczył głowę, 
A było kwiatów tak wiele, 
Że nim zwiędły, brałaś nowe. 
Dlaczegóż dzisiaj w stroju zmianę widzę jawną? 
Wszak kwiaty przeżyć burze musiały i spieki; 
Prócz jednej bladej róży, która dawno! dawno! 
Nie pomnę, z jakiej przyczyny, 
Zwiędła na wieki... 
Jeśli tak wszystkie zwiędły? — to nie z mojej winy!...» 
 
przestaje czytać
Słyszę tętent... to Kordian! — więc okno otworzę — 
Nie, może bym za zbytnią troskliwość wydała... 
Co nikt drzwi nie odmyka? 
 
otwiera okno
Boże! wielki Boże! 
Koń przeleciał bez jezdca... Co to jest? Drżę cała! 
 
dzwoni, Panna pokojowa wchodzi
Gdzie Grzegorz? 
 

PANNA

Nie wiem, pani, nie siadł do wieczerzy, 
Widać było, bo dzbankiem z nami się nie dzielił 
Jak Żyd płaszczem Chrystusa. 
 

LAURA

Szukaj go! niech bieży! 
 

GRZEGORZ

wchodząc
Nieszczęście! Oh nieszczęście! panicz się zastrzelił!... 
 
Wolne Lektury

Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: Juliusz Słowacki, „Kordian”. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.

Pobierz e-book w pisowni nowopolskiej (EPUB)