<?xml version="1.0" encoding="utf-8" standalone="yes"?><rss version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"><channel><title>Biblioteka nowopolska on nowypolski.pl</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/</link><description>Recent content in Biblioteka nowopolska on nowypolski.pl</description><generator>Hugo</generator><language>pl</language><atom:link href="https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/index.xml" rel="self" type="application/rss+xml"/><item><title>Janko Muzykant</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/janko-muzykant/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/janko-muzykant/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Janko Muzykant&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Przyszło to na świat wątłe, słabe. Kumy, co się były zebrały przy tapczanie położnicy, kręciły głowami i nad matką, i nad dzieckiem. Kowalka Szymonowa, która była najmądrzejsza, poczęła chorą pocieszać:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Dajta — powiada — to zapalę nad wami gromnicę, juże z was nic nie będzie, moja kumo; już wam na tamten świat się wybierać i po dobrodzieja by posłać, żeby wam grzechy wasze odpuścił.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Ba! — powiada druga. — A chłopaka to zara trza ochrzcić; on i dobrodzieja nie doczeka, a — powiada — błogo będzie, co choć i strzygą się nie ostanie.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Katarynka</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/katarynka/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/katarynka/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Katarynka&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Na ulicy Miodowej co dzień około południa można było spotkać jegomościa w pewnym wieku, który chodził z placu Krasińskich ku ulicy Senatorskiej. Latem nosił on wykwintne, ciemnogranatowe palto, popielate spodnie od pierwszorzędnego krawca, buty połyskujące jak zwierciadła — i — nieco wyszarzany cylinder.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jegomość miał twarz rumianą, szpakowate faworyty i siwe, łagodne oczy. Chodził pochylony, trzymając ręce w kieszeniach. W dzień pogodny nosił pod pachą laskę; w pochmurny — dźwigał jedwabny parasol angielski.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Antek</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/antek/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/antek/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Antek&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Antek urodził się we wsi nad Wisłą.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wieś leżała w niewielkiej dolinie. Od północy otaczały ją wzgórza spadziste, porosłe sosnowym lasem, a od południa wzgórza garbate, zasypane leszczyną, tarniną i głogiem. Tam najgłośniej śpiewały ptaki i najczęściej chodziły wiejskie dzieci rwać orzechy albo wybierać gniazda.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Kiedyś stanął na środku wsi, zdawało ci się, że oba pasma gór biegną ku sobie, ażeby zetknąć się tam, gdzie z rana wstaje czerwone słońce. Ale było to złudzenie.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Nasza szkapa</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/nasza-szkapa/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/nasza-szkapa/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Nasza szkapa&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zaczęło się to od starego łóżka, cośmy na nim we trzech sypiali.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Tego dnia ojciec zły czegoś z rzeki wrócił i, siadłszy na ławie, ręką głowę potarł. Pytała się matka raz i drugi, co mu, ale dopiero za trzecim razem odpowiedział, że się ta robota koło żwiru skończyła i że szkapa tylko piasek wozić będzie. Zaraz mnie Felek szturchnął w bok, a matka jęknęła z cicha.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Miał ojciec nad wieczorem po doktora iść, ale mu jakoś niesporo było. Chodził, medytował, po kątach pozierał, aż stanął przed matką i rzekł:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Kamizelka</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/kamizelka/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/kamizelka/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Kamizelka&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Niektórzy ludzie mają pociąg do zbierania osobliwości kosztowniejszych lub mniej kosztownych, na jakie kogo stać. Ja także posiadam zbiorek, lecz skromny, jak zwykle w początkach.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jest tam mój dramat, który pisałem jeszcze w gimnazjum na lekcjach języka łacińskiego... Jest kilka zasuszonych kwiatów, które trzeba będzie zastąpić nowymi, jest...&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zdaje się, że nie ma nic więcej oprócz pewnej bardzo starej i zniszczonej kamizelki.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Oto ona. Przód spłowiały, a tył przetarty. Dużo plam, brak guzików, na brzegu dziurka, wypalona zapewne papierosem. Ale najciekawsze w niej są ściągacze. Ten, na którym znajduje się sprzączka, jest skrócony i przyszyty do kamizelki wcale nie po krawiecku, a ten drugi, prawie na całej długości, jest pokłuty zębami sprzączki.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Latarnik</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/latarnik/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/latarnik/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Latarnik&lt;/h2&gt;
&lt;div class="note"&gt;&lt;p class="paragraph"&gt;Opowiadanie to osnute jest na wypadku rzeczywistym, o którym w swoim czasie pisał J. Horain w jednej ze swoich korespondencyj z Ameryki.&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Pewnego razu zdarzyło się, że latarnik w Aspinwall, niedaleko Panamy, przepadł bez wieści. Ponieważ stało się to wśród burzy, przypuszczano, że nieszczęśliwy musiał podejść nad sam brzeg skalistej wysepki, na której stoi latarnia, i został spłukany przez bałwan. Przypuszczenie to było tym prawdopodobniejsze, że na drugi dzień nie znaleziono jego łódki stojącej w skalistym wrębie. Zawakowało tedy miejsce latarnika, które trzeba było jak najprędzej obsadzić, ponieważ latarnia niemałe ma znaczenie tak dla ruchu miejscowego, jak i dla okrętów idących z New Yorku do Panamy. Zatoka Moskitów obfituje w piaszczyste ławice i zaspy, między którymi droga nawet w dzień jest trudna, w nocy zaś, zwłaszcza wśród mgieł podnoszących się często na tych ogrzewanych podzwrotnikowym słońcem wodach prawie niepodobna. Jedynym wówczas przewodnikiem dla licznych statków bywa światło latarni. Kłopot wynalezienia nowego latarnika spadł na konsula Stanów Zjednoczonych, rezydującego w Panamie, a był to kłopot niemały, raz z tego powodu, że następcę trzeba było znaleźć koniecznie w ciągu dwunastu godzin; po wtóre, następca musiał być nadzwyczaj sumiennym człowiekiem, nie można więc było przyjmować byle kogo; na koniec w ogóle kandydatów na posadę brakło. Życie na wieży jest nadzwyczaj trudne i bynajmniej nie uśmiecha się rozpróżniaczonym i lubiącym swobodną włóczęgę ludziom Południa. Latarnik jest niemal więźniem. Z wyjątkiem niedzieli nie może on wcale opuszczać swej skalistej wysepki. Łódź z Aspinwall przywozi mu raz na dzień zapasy żywności i świeżą wodę, po czym przywożący oddalają się natychmiast, na całej zaś wysepce, mającej morgę rozległości, nie ma nikogo. Latarnik mieszka w latarni, utrzymuje ją w porządku; w dzień daje znaki wywieszaniem różnokolorowych flag wedle wskazówek barometru, w wieczór zaś zapala światło. Nie byłaby to wielka robota, gdyby nie to, że chcąc się dostać z dołu do ognisk na szczyt wieży, trzeba przejść przeszło czterysta schodów krętych i nader wysokich, latarnik zaś musi odbywać tę podróż czasem i kilka razy dziennie. W ogóle jest to życie klasztorne, a nawet więcej niż klasztorne, bo pustelnicze. Nic też dziwnego, że Mr. Izaak Falconbridge był w niemałym kłopocie, gdzie znajdzie stałego następcę po nieboszczyku, i łatwo zrozumieć jego radość, gdy najniespodzianiej następca zgłosił się jeszcze tegoż samego dnia. Był to człowiek już stary, lat siedmiudziesiąt albo i więcej, ale czerstwy, wyprostowany, mający ruchy i postawę żołnierza. Włosy miał zupełnie białe, płeć spaloną, jak u Kreolów, ale sądząc z niebieskich oczu, nie należał do ludzi Południa. Twarz jego była przygnębiona i smutna, ale uczciwa. Na pierwszy rzut oka podobał się Falconbridge’owi. Pozostało go tylko wyegzaminować, wskutek czego wywiązała się następująca rozmowa:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Gloria victis</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/gloria-victis-gloria-victis/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/gloria-victis-gloria-victis/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Gloria victis&lt;/h2&gt;
&lt;div class="note"&gt;&lt;p class="paragraph"&gt;(r. 1863)&lt;/p&gt;&lt;/div&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Leciał wiatr światem ciekawy, niespokojny, słuchał gwarzeń, opowiadań wód, zbóż, kwiatów polnych, drzew przydrożnych i — szumiał. Szumiał o wszystkim, co widział, co słyszał na szerokim, wielkim, na przedziwnym świecie i leciał, aż przyleciał do krainy, w wody, trawy i drzewa bogatej, która nazywa się Polesie litewskie.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Hej, przestworza wolne, przestworza rozłożyste wiatrowi prędkiemu na równinach, co skraje niebios dokoła podpierają bez przeszkód, bez zasłon. Nie uderzy się tu wiatr prędki o żadną górę ani o żaden pagórek, nie powstrzyma lotu jego żadne wysokie miasto i chyba tylko las przed nim stanie z obliczem ciemnym i nad łąkami bezkresnymi, nad rozlanymi po nich wodami zaszepcze słowo: tajemnica!&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Bajki i przypowieści</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/bajki-i-przypowiesci/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/bajki-i-przypowiesci/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;div class="title-page"&gt;&lt;h1 class="title"&gt;Bajki i przypowieści&lt;/h1&gt;&lt;/div&gt;
&lt;div class="title-page"&gt;&lt;h1 class="title"&gt;Wstęp do bajek i przypowieści&lt;/h1&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Do dzieci&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O wy, co wszystkie porzuciwszy względy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za cackiem bieżyć gotowi w zapędy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za cackiem, które zbyt wysoko leci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bajki wam niosę, posłuchajcie, dzieci. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wy, których tylko niestatek żywiołem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co się o fraszki uganiacie wspołem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O fraszki, których zysk maże i szpeci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bajki wam niosę, posłuchajcie, dzieci. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wy, którzy marne przybrawszy postaci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Baśniami łudzić umiecie współbraci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Baśniami, które umysł płochy kleci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bajki wam niosę, posłuchajcie, dzieci. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;[Dedykacja]&lt;/h2&gt;
&lt;div class="motto"&gt;&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Suspicione si quis errabit sua. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Et rapiet ad se, quod erit commune omnium &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stulte nudabit animi conscientiam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="motto_podpis"&gt;Phaedr, &lt;em class="book-title"&gt;Ad Eutich.&lt;/em&gt;, lib. III&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Wstęp do bajek&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był młody, który życie wstrzemięźliwie pędził; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był stary, który nigdy nie łajał, nie zrzędził; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był bogacz, który zbiorów potrzebnym udzielał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był autor, co się z cudzej sławy rozweselał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był celnik, który nie kradł; szewc, który nie pijał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żołnierz, co się nie chwalił; łotr, co nie rozbijał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był minister rzetelny, o sobie nie myślał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był na koniec poeta, co nigdy nie zmyślał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— A cóż to jest za bajka? Wszystko to być może! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;— Prawda, jednakże ja to między bajki włożę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Abuzei i Tair&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Winszuj, ojcze — rzekł Tair — w dobrym jestem stanie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jutrom szwagier sułtana i na polowanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z nim wyjeżdżam». Rzekł ojciec: «Wszystko to odmienne. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łaska pańska, gust kobiet, pogody jesienne». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakoż zgadł, piękny projekt wcale się nie nadał: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sułtan siostrę odmówił, cały dzień deszcz padał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Atłas i kitaj&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Atłas w sklepie z kitaju żartował do woli; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kupił atłas pan sędzic, kitaj pan podstoli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A że trzeba pieniędzy dać było kupcowi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kłaniał się bardzo nisko atłas kitajowi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy przyszło dług zapłacić, a dłużnik się wzbraniał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co rok się potem kitaj atłasowi kłaniał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Baran dany na ofiarę&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widząc, że wieńce kładą, że mu rogi złocą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pysznił się tłusty baran, sam nie wiedział o co. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż gdy postrzegł oprawcę, a ten powróz bierze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby go poniewolnie ciągnął ku ofierze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poznał swój błąd; rad nierad wypełnił los srogi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie pomogły mu wieńce i złocone rogi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Bogacz i żebrak&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żebrak panu tłustemu gdy się przypatrował, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płakał; tegoż wieczora tłusty zachorował: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pękł z sadła. Dziedzic po nim gdy jałmużny sypie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śmiał się żebrak nazajutrz i upił na stypie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Bryła lodu i kryształ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bryła lodu spłodzona z kałuży bagnistéj &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gniewała się na kryształ, że był przeźroczysty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Modli się więc do słońca. Słońce zajaśniało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szklni się bryła, ale jej coraz ubywało; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tak, chcąc los polepszyć niewczesnym kłopotem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stajała, wsiąkła w bagno i stała się błotem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Brytan w obroży&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech się nikt z powierzchownej ozdoby nie sroży. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brytan z srebrno-złocistej pysznił się obroży. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zazdrościli koledzy w wieczór; patrzą rano, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż brytana za srebrną obroż uwiązano. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Pyszńże się teraz, bracie!» — do brytana rzekli; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gryzł łańcuch nadaremnie, a oni uciekli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Chart i kotka&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chart widząc kotkę, że mysz jadła na śniadanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wymawiał jej tak podły gust i polowanie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekła kotka, wymówką wcale nie zmieszana: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Wolę ja mysz dla siebie niż sarnę dla pana» . &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Chleb i szabla&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chleb przy szabli gdy leżał, oręż mu powiedział: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Szanowałbyś mnie bardziej, gdybyś o tym wiedział, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak ja na to pracuję i w wieczór, i rano, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeby twoich bezpiecznie darów używano». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Wiem ja — chleb odpowiedział — jakim służysz kształtem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli mnie często bronisz, częściej bierzesz gwałtem». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Człowiek i suknia&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Brał się pewien do pręta chcąc wytrzepać suknię; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta, widząc się w złym razie, żwawie go ofuknie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«A, takaż to jest pamięć na usługi — rzecze — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bijesz tę, co cię zdobi, niewdzięczny człowiecze!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł człowiek: «Ja nie biję, lecz otrząsam z prochu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zakurzyłaś się wczoraj, dziś trzepię po trochu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wybacz, z przykrych sposobów, kto musi, korzysta; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdybyś nie była bita, nie byłabyś czysta». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Człowiek i wilk&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szedł podróżny w wilczurze, zaszedł mu wilk drogę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Znaj z odzieży — rzekł człowiek — co jestem, co mogę». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wprzód się rozśmiał, rzekł potem człeku wilk ponury: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Znam, żeś słaby, gdy cudzej potrzebujesz skóry». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Człowiek i zdrowie&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W jedną drogą szli razem i człowiek, i zdrowie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na początku biegł człowiek; towarzysz mu powie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Nie spiesz się, bo ustaniesz». Biegł jeszcze tym bardziej. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widząc zdrowie, że jego towarzystwem gardzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szło za nim, ale z wolna. Przyszli na pół drogi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż człowiek, że z początku nadwerężył nogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zelżył kroku na środku. Za jego rozkazem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przybliżyło się zdrowie i odtąd szli razem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Coraz człowiek ustawał, mając w pogotowiu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbliżył się: «Iść nie mogę, prowadź mnie» — rzekł zdrowiu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Było mnie zrazu słuchać» — natenczas mu rzekło; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciał człowiek odpowiedzieć... lecz zdrowie uciekło. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Człowiek i zwierściadła&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W zwierściadło, co powiększa, wspojźrzał człowiek mały: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ucieszył się niezmiernie, że tak okazały. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mniemał już być olbrzymem; gdy się więc nasrożył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ktoś zwierściadło, co zmniejsza, przed niego położył. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stłukł obydwie i odtąd zwierściadłom nie wierzył. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poznał prawdę na koniec, gdy się piędzią zmierzył &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Daremna praca&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie chcąc się Jędrzej uczyć, zmazał abecadło; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widząc się szpetnym, potłukł w kawałki zwierściadło; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słysząc się złym, chciał stłumić wieść przemysły swymi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie mógł się zrobić głuchym, a drugich niemymi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Dąb i dynia&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy czas przyzwoity do dojźrzenia nastał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pytała dynia dęba, jak też długo wzrastał? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Sto lat». «Jam w sto dni zeszła taką, jak mnie widzisz» — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekła dynia. Dąb na to: «Próżno ze mnie szydzisz; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pięknaś, prawda, na pozór, na pozór też słyniesz: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakeś prędko urosła, tak też prędko zginiesz». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Dąb i małe drzewka&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od wieków trwał na puszczy dąb jeden wyniosły; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W cieniu jego gałęzi małe drzewka rosły. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A że w swojej postaci był nader wspaniały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że go doróść nie mogły, wszystkie się gniewały. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyszedł czas i na dęba pełnić srogie losy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słysząc, że mu fatalne zadawano ciosy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cieszyły się niewdzięczne. Wtem upadł dąb stary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Połamał małe drzewka swoimi konary. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Derwisz i uczeń&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pewien derwisz uczony rano i w południe &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co dzień pił świętą wodę z Mahometa studnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Postrzegł to uczeń, a chcąc większym być doktorem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czerpał z tej studni rano, w południe, wieczorem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż się stało? Gdy mniemał, że już mędrcem został — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nic się nie nauczył, i puchliny dostał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Dewotka&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dewotce służebnica w czymsiś przewiniła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Właśnie natenczas, kiedy pacierze kończyła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obróciwszy się przeto z gniewem do dziewczyny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówiąc właśnie te słowa: «...i odpuść nam winy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jako my odpuszczamy», biła bez litości. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uchowaj, Panie Boże, takiej pobożności! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Diament i kryształ&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Darmo tym być, do czego kto się nie urodził. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kryształ brylantowanywielu oczy zwodził; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy się więc nad rubiny i szmaragi drożył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ktoś prawdziwy dyjament z nim obok położył. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgasł kryształ; a co niegdyś jaśniał u obrączki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ledwo go potem złotnik chciał zażyć do sprzączki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Dobroczynność&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chwaliła owca wilka, że był dobroczynny; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lis to słysząc spytał ją: «W czymże tak uczynny?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«I bardzo — rzecze owca — niewiele on pragnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moderat! Mógł mnie zajeść, zjadł mi tylko jagnię». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Doktor&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Doktor widząc, iż mu się lekarstwo udało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciał go często powtarzać; cóż się z chorym stało? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za drugim, trzecim razem bardzo go osłabił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za czwartym jeszcze bardziej, a za piątym zabił. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Doktor i zdrowie&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzecz ciekawą, lecz trudną do wierzenia powiem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jednego razu doktor potkał się ze zdrowiem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On do miasta, a zdrowie z miasta wychodziło. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeląkł się, gdy go postrzegł, lecz że blisko było, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spytał go: «Dlaczegóż to tak spieszno uchodzisz? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie idziesz?» Zdrowie rzekło: «Tam, gdzie ty nie chodzisz». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Drzewo&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wielbił drzewo grzejąc się człowiek przy kominie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekło drzewo: «Cóż po tym! — grzeje, ale ginie». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Dwa psy&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Dlaczego ty śpisz w izbie, ja marznę na mrozie?» — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówił mopsu tłustemu kurta na powrozie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Dlaczego? Ja ci zaraz ten sekret wyjawię — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odpowiedział mops kurcie — ty służysz, ja bawię». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Dwa żółwie&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie żałując sił własnych i ciężkiej fatygi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwa żółwie pod zakładem poszli na wyścigi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nim połowę do mety drogi ubieżeli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spektatorowie poszli, sędziowie zasnęli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc rzekła im jaskółka: «Lepiej się pogodzić; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pierwej niżeli biegać, nauczcie się chodzić». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Dziecię i ojciec&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bił ojciec rózgą dziecię, że się nie uczyło; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy odszedł, dziecię rózgę ze złości spaliło. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wkrótce znowu Jaś krnąbrny na plagi zarobił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ojciec rózgi nie znalazł; — i kijem go obił. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Dzwon&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Częstokroć samochwalcy przykrości doznają. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówił dzwon: «Gdy ja wołam, wszyscy mnie słuchają», &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Prawda — rzekł mu ktoś z boku — ale przydaj i to: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nigdy byś nie zadzwonił, gdyby cię nie bito». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Filozof&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaufany filozof w zdaniach przedsięwziętych &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie wierzył w Pana Boga, śmiał się z wszystkich świętych. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyszła słabość, aż mędrzec, co firmament mierzył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie tylko w Pana Boga — i w upiry wierzył. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Filozof i orator&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Filozof dysputował o prym z oratorem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy się długo męczyli mniej potrzebnym wsporem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nadszedł chłop. «Niech nas sądzi!» — rzekli razem oba. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Co ci się — rzekł filozof — bardziej upodoba? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy ten, który rzecz nową stwarza i wymyśla, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy ten, co wymyśloną kształci i określa?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«My się na tym — chłop rzecze — prostacy, nie znamy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wolałbym jednak obraz aniżeli ramy». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Fiałek i trawa&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W cieniu drzew rozłożystych na pięknej murawie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zeszedł razu jednego fijałek przy trawie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta się bujno wzmagała; on, przejęty strachem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krył się, jak mógł; na koniec wydany zapachem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy się z zguby sąsiada, zazdrosna, weseli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kosarze i fijałki, i trawę podcięli. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Furman i motyl&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ugrzązł wóz, ani ruszyć już się nie mógł w błocie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ustał furman, ustały i konie w robocie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Motyl, który na wozie siedział wtenczas prawie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sądząc, że był ciężarem w takowej przeprawie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pomyśli sobie: «Litość nie jest złym nałogiem». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zleciał i rzekł do chłopa: «Jedźże z Panem Bogiem!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Gospodarz i drzewa&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gospodarz, o ozdobie myśląc i wygodzie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbyt obcinał gałęzie drzew w swoim ogrodzie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyszła jesień; daremnie na wiosnę pracował — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I szpaleru nie zrobił, i drzewa popsował. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Groch przy drodze&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oszukany gospodarz turbował się srodze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zjedli mu przechodzący groch zeszły przy drodze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcąc wetować i pewnym cieszyć się profitem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drugiego roku wszystek groch posiał za żytem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyszło zbierać; gdy mniemał mieć korzyść obfitą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znalazł i groch zjedzony, i stłoczone żyto. &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Niech się miary trzymają i starzy, i młodzi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ostrożność zbyteczna częstokroć zaszkodzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Hipokryt&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mniej szkodzi impet jawny niźli złość ukryta. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ukąsił idącego brytan hipokryta. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł nabożniś: «Psa obić nie bardzo się godzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zemścijmy się inaczej, lepiej to zaszkodzi». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakoż widząc, że ludzie za nim nadchodzili, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Krzyknął na psa, że wściekły; w punkcie go zabili. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Jagnię i wilcy&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawżdy znajdzie przyczynę, kto zdobyczy pragnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwóch wilków jedno w lesie nadybali jagnię; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już go mieli rozerwać; rzekło: «Jakim prawem?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Smacznyś, słaby i w lesie!» — Zjedli niezabawem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Jastrząb i sokół&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niech zważa, z kim ma sprawę, kto chce być junakiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jastrząb, że się z niejednym dobrze spotkał ptakiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciał sokoły wojować; śmiał się sokół lotny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec z zuchwałości takowej markotny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Porwał go; a gdy ostre szpony wskroś przebodły, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł: «Daruję cię życiem, boś dla mnie zbyt podły». &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Szpecą sławę zwycięstwa mdłe nieprzyjacioły; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jastrzębie na przepiórki, orły na sokoły. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Jowisz i owce&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Naprzykrzały się bogom częstymi prośbami &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Owce, chcąc wiedzieć, co się stanie z jagniętami. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł im Jowisz: «Lepiej to dla was, że nie wiecie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale kiedy koniecznie przyszłość dociec chcecie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Godna kary ciekawość w uporze zacięta: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I was ludzie wygubią, i wasze jagnięta». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W ścisłym kręgu ciekawość naszą trzeba mieścić: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wie niebo, co nam taić; wie, co nam obwieścić. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Kałamarz i pióro&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powadził się kałamarz na stoliku z piórem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto świeżo napisanej księgi był autorem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nadszedł ten, co ją pisał, rozśmiał się z bajarzów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wieleż takich na świecie piór i kałamarzów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Kartownik&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgrał się szuler w chapankę, a siedząc przy stole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdarł pamfila z kinalem, spalił pancerolę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uspokoiwszy zatem rozjuszone żądze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zebrawszy w małej reszcie ostatnie pieniądze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaczął kartom złorzeczyć, słuchaczom probować, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak wiele mogą w kunszcie przemierzłym szkodować; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gubi młodych, starych pożądliwość taka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skończył, wziął karty w ręce i... zaczął tryszaka. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Komar i mucha&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Mamy latać, latajmyż nie górnie, nie nisko». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Komar muchy tonącej mając widowisko, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że nie wyżej leciała, nad nią się użalił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy to mówił, wpadł w świecę i w ogniu się spalił. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Konie i furman&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Koniom, co szły przy dyszlu, powtarzał woźnica: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Nie dajcie się wyprzedzić tym, co są u lica». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Goniły się pod wieczór, zacząwszy od rana. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem jeden z przechodzących rzecze do furmana: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Cóż ci stąd, że cię słucha głupich bydląt rzesza?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A furman: «Konie głupie, ale wóz pospiesza». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Koniec&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmordował się na koniec ten, co bajki prawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeby więc do ostatka słuchaczów zabawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł: «Powiem jeszcze jedną, o której nie wiecie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bajka poszła w wędrówkę; wędrując po świecie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaszła w lasy głębokie; okrutni i dzicy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Napadli ją z hałasem wielkim rozbójnicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A widząc, że ubrana bardzo podle była, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdarli suknie — aż z bajki Prawda, się odkryła» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Król i pisarze&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Król jeden, pełen myśli i projektów dumnych, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kazał spisać szczęśliwych regestr i rozumnych. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten, co pisał szczęśliwych, znalazł bardzo mało; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pisarzowi rozumnych papieru nie stało. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Księgi&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W pewnej bibliotece, gdzie była, nie pomnę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powadziły się księgi; a że niezbyt skromne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łajały się do woli różnymi języki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wchodzi bibliotekarz, pyta się kroniki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Dlaczego takie wrzaski?» — «Dlatego się swarzem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Iżeś mnie śmiał położyć obok z kalendarzem». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Wszystko się tu porządnie — rzekł jej — posadziło: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On zmyśla to, co będzie, ty zmyślasz, co było». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Kulawy i ślepy&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niósł ślepy kulawego, dobrze im się działo; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale że to ślepemu nieznośno się zdało, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Iż musiał zawżdy słuchać, co kulawy prawi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wziął kij w rękę: «Ten — rzecze — z szwanku nas wybawi». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idą; a wtem kulawy krzyknie: «Umknij w lewo!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ślepy wprost i, choć z kijem, uderzył łbem w drzewo. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Idą dalej; kulawy przestrzega od wody; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ślepy w bród; sakwy zmaczał, nie wyszli bez szkody. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec, przestrzeżony, gdy nie mijał dołu,  &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ślepy, i kulawy zginęli pospołu. 
&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;I ten winien, co kijem bezpieczeństwo mierzył, &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ten, co bezpieczeństwo głupiemu powierzył. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Lew i zwierzęta&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lew, ażeby dał dowód, jak wielce łaskawy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przypuszczał konfidentów do swojej zabawy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Polowali z nim razem, a na znak miłości &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On jadł mięso, kompanom ustępował kości. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy się więc dobroć taka rozgłosiła wszędy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcąc im jawnie pokazać większe jeszcze względy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ażeby się na jego łasce nie zawiedli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pozwolił, by jednego spośród siebie zjedli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po pierwszym poszedł drugi i trzeci, i czwarty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widząc, że się podpaśli, lew, choć nieobżarty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeby ująć drapieży, a sobie zakału, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dla kary, dla przykładu, zjadł wszystkich pomału. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Lew i zwierzęta&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy się wszystkie zwierzęta u lwa znajdowały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był dyskurs: jaki przymiot w zwierzu doskonały. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słoń roztropność zachwalał; żubr mienił powagę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wielbłądy wstrzemięźliwość, lamparty odwagę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niedźwiedź moc znamienitą, koń ozdobną postać; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wilk staranie przemyślne, jak zdobyczy dostać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sarna kształtną subtelność, jeleń piękne rogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ryś odzienie wytworne, zając rącze nogi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pies wierność, liszka umysł w fortele obfity; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Baran łagodność, osieł żywot pracowity. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł lew, gdy się go wszyscy o zdanie pytali: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Według mnie, ten najlepszy, co się najmniej chwali». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Lew pokorny&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Źle zmyślać, źle i prawdę mówić w pańskim dworze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lew, chcąc wszystkich przeświadczyć o swojej pokorze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kazał się jawnie ganić. Rzekł lis: «Jesteś winny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Boś zbyt dobry, zbyt łaskaw, zbytnie dobroczynny». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Owca widząc, że kontent, gdy liszka ganiła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekła: «Okrutnyś, żarłok, tyran». — Już nie żyła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Lis i osieł&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lis stary, wielki oszust, sławny swym rzemiosłem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że nie miał przyjaciela, narzekał przed osłem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Sameś sobie w tym winien — rzekł mu osieł na to — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jakąś sobie zgotował, obchodź się zapłatą». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głupi ten, co wniść w przyjaźń z łotrem się ośmiela: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Umiej być przyjacielem, znajdziesz przyjaciela. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Lis i wilk&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wpadł lis w jamę, wilk nadszedł, a widząc w złym stanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Oświadczył mu żal szczery i politowanie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Nie żałuj — lis zawołał — chciej lepiej ratować». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Zgrzeszyłeś, bracie lisie, trzeba pokutować». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nadgroda, i kara zarówno się mierzy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kto nikomu nie wierzył, nikt temu nie wierzy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Lis młody i stary&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Młody lis, nieświadomy myśliwych rzemiosła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cieszył się, że szerść nowa na zimę odrosła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł stary: «Bezpieczeństwo tych ozdób nie lubi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie masz się z czego cieszyć, ta nas piękność gubi». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Łakomy i zazdrosny&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Porzuciwszy ojczyznę i żony, i dzieci &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szedł łakomy z zazdrosnym, Jowisz z nimi trzeci. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy kończyli wędrówkę, bożek im powiedział: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jestem Jowisz i żeby każdy o tym wiedział, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Proście mnie, o co chcecie: zadosyć uczynię &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pierwszemu, a drugiemu w dwójnasób przyczynię». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie chce być skąpy pierwszym i stanął jak wryty; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie chce mówić zazdrosny, równie nieużyty. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec, kiedy przeprzeć łakomcę nie może: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Wyłup mi jedno oko — rzecze — wielki boże!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stało się. I co mieli zyskać w takiej dobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stracił jedno zazdrosny, a łakomy obie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Małżeństwo&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chwałaż Bogu! Widziałem małżeństwo niemodne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stadło wielce szczęśliwe, uprzejme i zgodne; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stateczna była miłość z podziwieniem wielu — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To szkoda, że mąż umarł w tydzień po weselu! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Matedory&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Póki trwała chapanka między kartowniki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bił kinal, z pancerolą króle i wyźniki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skończyła się chapanka, zaczęto grę inną — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż owa pancerola szóstką tylko winną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tym smutniejszy był koniec, im milsze początki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biła króle, biły ją potem i dziewiątki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Mądry i głupi&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie nowina, że głupi mądrego przegadał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kontent więc, iż uczony nic nie odpowiadał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tym bardziej jeszcze krzyczeć przeraźliwie począł; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec, zmordowany, gdy sobie odpoczął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł mądry, żeby nie był w odpowiedzi dłużny: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Wiesz, dlaczego dzwon głośny? Bo wewnątrz jest próżny». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Mądry i głupi&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pytał głupi mądrego: «Na co rozum zda się?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mądry milczał: gdy coraz bardziej naprzykrza się, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł mu: «Na to się przyda, według mego zdania, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeby nie odpowiedać na głupie pytania». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Mysz i kot&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mysz, dlatego że niegdyś całą książkę zjadła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozumiała, iż wszystkie rozumy posiadła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekła więc towarzyszkom: «Nędzę waszą skrócę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spuśćcie się tylko na mnie, ja kota nawrócę!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Posłano więc po kota; kot, zawżdy gotowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie uchybił minuty, stanął do rozmowy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaczęła mysz egzortę; kot jej pilnie słuchał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzdychał, płakał... Ta widząc, iż się udobruchał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze bardziej wpadała w kaznodziejski zapał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wysunęła się z dziury — a wtem ją kot złapał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Niedźwiedź i liszka&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozumiejąc, że będzie towarzyszów bawił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niedźwiedź, według zwyczaju, nic do rzeczy prawił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znudzeni tymi bajki, gdy wszyscy drzymali, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gniewał się wilk na liszkę, że niedźwiedzia chwali. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekła liszka: «Mnie idzie o ochronę skóry: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niezgrabną ma wymowę, lecz ostre pazury». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Nocni stróże&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Małe złego początki wzrastają z uporu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawżdy ludzi omamia płochy punkt honoru. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miasto jedno w ustawnej zostawało trwodze: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jędrzej, Piotr, nocni stróże, zawzięli się srodze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc rozruch w domach, w karczmach, na każdej ulicy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piotra wójt utrzymywał, Jędrzeja ławnicy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za mężami szły żony, za starszymi dzieci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeniósł się wreszcie rozruch od mieszczan do kmieci. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wojna zatem, i oto przez lat kilkanaście — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piotr krzyczał: «Gaście ogień!» Jędrzej: «Ogień gaście!» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Ocean i Tagus rzeka&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ocean, niezmiernością swoją zbyt zuchwały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gardzić począł rzekami, które weń wpływały. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Przestańcie — mówił do nich — dodawać mi wody». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł Tagus: «Daj nam pokój; dla twojej wygody, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dla twojej wspaniałości żyzną ziemię porzem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdybym ja nie był rzeką, nie byłbyś ty morzem». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Ojciec łakomy&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawżdy się zbytek kończy doświadczeniem smutnym. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płakał ojciec łakomy nad synem rozrzutnym. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Umarli oba z głodu, każdy z nich zasłużył: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Syn, że nadto używał, ojciec, że nie użył. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Oracze i Jowisz&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Posiał jeden na górze, a drugi na dole. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł pierwszy: «Pragnę deszczu»; drugi: «Suszą wolę». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy się więc z prośbami poczęli rozwodzić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jowisz, chcąc obu żądzy obficie dogodzić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ustawicznie niziny suszył, góry moczył. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyszło zbierać, aż każdy poznał, że wykroczył: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo zboże, traktowane w kontr swojej naturze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spaliło się w nizinie, wymokło na górze. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Orzeł i jastrząb&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Orzeł, nie chcąc się podłym polowaniem bawić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Postanowił jastrzębia na wróble wyprawić. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przynosił jastrząb wróble, jadł je orzeł smacznie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaprawiony na koniec przysmaczkiem nieznacznie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy go coraz żywszy apetyt przenika — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zjadł ptaszka na śniadanie, na obiad ptasznika. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Orzeł i sowa&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na jednym drzewie orzeł gdy z sową nocował, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że tylko w nocy widzi, bardzo jej żałował. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziękowała mu sowa za politowanie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem, uprzedzając jeszcze zorza i świtanie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wkradł się strzelec pod drzewo; sowa to postrzegła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I do orła natychmiast z przestrogą pobiegła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uszli śmierci; a wtenczas rzekł orzeł do sowy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Gdybyś nie była ślepą, nie byłbym ja zdrowy». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Osieł i baran&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Klął osieł los okrutny, że marznął na mrozie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł mu baran trzymany tamże na powrozie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Nie bluźń bogów, w żądaniach płochy i niebaczny! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzisz przy mnie rzeźnika? Dziękuj, żeś niesmaczny». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Osieł i wół&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Osieł podczas upału szukając ochłody &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Postrzegł, iż pasterz bydło prowadził do wody. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbudował się z takowej dobroci człowieka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdy przyczyn postępku tego nie docieka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł mu wół: «Cudzy przykład niechaj cię nauczy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siebie on, nie nas kocha — żeby zarżnął, tuczy». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Owieczka i pasterz&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Strzygąc pasterz owieczkę nad tym się rozwodził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak wiele prac ponosi, żeby jej dogodził. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że milczała: «Niewdzięczna!» — żwawie ją ofuknie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc rzekła: «Bóg ci zapłać... a z czego te suknie?» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Pan i kotka&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Nie masz prawej przyjaźni» — mówiła do pana &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kotka syta połowem i za to głaskana. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jak to nie masz przyjaźni?» pan na to odpowie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Pieścisz mnie — rzecze kotka — bo ci myszy łowię». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Łowić myszy — pan rzecze — przysługi to znaczne. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale dlaczego łowisz?... Dlatego, że smaczne». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Pan i pies&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pies szczekał na złodzieja, całą noc się trudził; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obili go nazajutrz, że pana obudził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spał smaczno drugiej nocy, złodzieja nie czekał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten dom skradł; psa obili za to, że nie szczekał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Papuga i wiewiórka&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Młoda jedna papuga, piękna, okazała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lepiej jeszcze od pani swojej szczebiotała. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stąd plotki: bo co tylko zdrożnego postrzegła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaraz z nową powieścią do jejmości biegła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Była tam i wiewiórka wychowana z ptaszki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta tylko pilnowała skoków i igraszki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żyły w zgodzie, co rzadka, zwłaszcza przez czas długi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pani ptaka kochała, a wiewiórkę sługi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widząc, że jej nie lubią, raz papuga rzekła: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Rada bym tej niechęci przyczyny dociekła». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzecze na to wiewiórka: «Przyczyny nie badaj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak rób jak ja: baw panią, a niewiele gadaj». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Paw i orzeł&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Paw się dął, szklniące pióra gdy wspaniale toczył. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Orzeł górnie bujając, gdy go w locie zoczył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozśmiał się i przeleciał. Wrzasnął paw — w śmiech ptacy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Nie znają się — powtarzał — na rzeczach prostacy». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Znają się — rzekł mu orzeł — wdzięk cenić umieją, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale gardzą przysadą i z dumnych się śmieją». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Pieniacze&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po dwudziestu dekretach, trzynastu remisach, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czterdziestu kondemnatach, sześciu kompromisach &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zwyciężył Marek Piotra; a że się zbogacił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ostatnie trzysta złotych za dekret zapłacił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Umarł Piotr, umarł Marek, powróciwszy z grodu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten, co przegrał, z rozpaczy; ten, co wygrał, z głodu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Pijak&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trawiąc niegdyś nad flaszką nocy i poranki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chory pijak stłukł wszystkie kieliszki i szklanki; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Klął miód, piwo znieważał, wino zwał tyranem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyszedł potem do zdrowia i odtąd... pił dzbanem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Po pniu i po bocianie...&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po pniu i po bocianie żaby nędzne, słabe, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciały jeszcze trzeciego. Dał im Jowisz żabę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Przecież swoja!» — krzyknęły. Zmierziły i swoją; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy więc nowe bunty i projekta roją, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł im Jowisz: «A chcecie być pod nowym panem? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dam takiego, co będzie i pniem, i bocianem». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Podróżny&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gniewał się wędrujący i przeklinał bogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że mu deszcz ustawiczny przeszkadzał do drogi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tymczasem z boku czuwał nań rozbójnik chciwy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Puścił strzałę; ale że przemokły cięciwy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Padła bez żadnej mocy. Zrazu przestraszony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy poznał, że deszczem został ocalony, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przestał bogi przeklinać, nie złorzeczył słocie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Często, co złe z pozoru, dobre jest w istocie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Podróżny i kaleka&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie skarżyłem na ludzi, nie skarżył na losy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć musiałem iść w drogę ubogi i bosy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem, gdy razu jednego do kościoła wchodzę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Postrzegłem: leży żebrak bez nogi na drodze. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nauczył mnie tym bardziej milczeć ów ubogi: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lepiej mnie bez obuwia niż jemu bez nogi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Potok i rzeka&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Potok z wierzchołka góry lecący z hałasem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śmiał się z rzeki; spokojnie płynęła tymczasem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie stało wód u góry, gdy śniegi stopniały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż z owego potoka strumyk tylko mały. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co gorsza: ten, co zaczął z hałasem i krzykiem, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wpadł w rzekę i na koniec przestał być strumykiem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Potok i rzeka&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;
Potok szybko bieżący po pięknej dolinie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wymawiał wielkiej rzece, że pomału płynie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekła rzeka: «Nim zejdą porankowe zorza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty prędko, ja pomału wpadniemy do morza» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Prawda, satyryk i panegirysta&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzadko kłamca z swojego rzemiosła korzysta. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zeszli Prawdę satyryk i panegirysta. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcieli od niej nadgrody za podjętą pracę: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Jakeście zasłużyli — rzekła — tak zapłacę». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem radośni od Prawdy wzięli w podarunku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każdy pełne naczynie przyprawnego trunku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jaki był, skosztowawszy poznali po szkodzie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pierwszy znalazł truciznę w żółci, drugi w miodzie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Przyjaciel&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Uciekam się — rzekł Damon — Aryście, do ciebie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ratuj mnie, przyjacielu, w ostatniej potrzebie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kocham piękną Irenę. Rodzice i ona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze na moje prośby nie jest nakłoniona». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aryst na to: «Wiesz dobrze, wybrany z wśród wielu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak tobie z duszy sprzyjam, miły przyjacielu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pójdę do nich za tobą!» Jakoż się nie lenił: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poszedł, poznał Irenę i... sam się ożenił. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Pszczoła i szerszeń&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Idź precz od nas, próżniaku, niegodzien żywienia!» — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówiła, żądłem grożąc, pszczoła do szerszenia. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Prawdę mówisz — rzekł szerszeń — i mnie to obchodzi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale żeś pracowitsza, czyż się łajać godzi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jestem w nędzy, lepiej się nade mną użalić, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niżeli żądłem straszyć i samej się chwalić». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Pszczoły i mrówki&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W sąsiedztwie bliskim były dwie rzeczpospolite: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pszczoły w ulach, w mrowisku mrówki pracowite. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A że przyjaźń sąsiedzka dumy nie umniejsza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Często były dysputy: która z nich rządniejsza? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyszły czasy jesienne, aż na pszczoły strachy: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poderżnął skrzętny bartnik wykształcone gmachy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powypędzał mieszkańców, wyprzątnął spiżarnie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poznały wtenczas pszczoły, że zbierały marnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A mrówki widząc smutne ich zbiorów ostatki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekły: «Lepsza jest mierność niż zbytnie dostatki». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Ptaki i osieł&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Był dyskurs o słowiku: «Wdzięk jego śpiewania — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł czyżyk — tak jest miły, że aż do świtania &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Od zmroku gotów jestem słuchać jego pieśni». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Toż samo powtarzali śpiewaczkowie leśni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Toż samo i zwierzęta. Osieł, mało dbały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gryzł chwasty na ustroniu; więc się go spytały: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«A ciebie czy ten jego głos wdzięczny poruszył?» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Mnie?... Jakem się odezwał, zarazem go zgłuszył». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Ptaszki w klatce&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Czegoż płaczesz? — staremu mówił czyżyk młody — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Masz teraz lepsze w klatce niż w polu wygody». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Tyś w niej zrodzon — rzekł stary — przeto ci wybaczę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jam był wolny, dziś w klatce — i dlatego płaczę». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Rolnik&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gospodarz, we dwójnasób chcąc zyskować z roli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobry grunt raz i drugi uprawiał do woli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A chcąc nadto zyskować, sam sobie zaszkodził: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zamiast zboża zszedł kąkol i chwast się urodził. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Rybka mała i szczupak&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widząc w wodzie robaka rybka jedna mała, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że go połknąć nie mogła, wielce żałowała. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nadszedł szczupak, robak się przed nim nie osiedział, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Połknął go, a z nim haczyk, o którym nie wiedział. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy rybak na brzeg ciągnął korzyść okazałą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekła rybka: «Dobrze to czasem być i małą». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Sąsiedztwo&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zeszło żyto na ziemi leżącej odłogiem: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż po tym, kiedy zewsząd otoczone głogiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Grunt był dobry, chociaż go pług nigdy nie ruszył; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Byłoby z niego zboże — głóg wszystko zagłuszył. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczęśliwy, kto z równymi o granicę siedzi! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zły głód, wojna, powietrze; gorsi źli sąsiedzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Skarb&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znalazł skarb człek bogaty, widział to ubogi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy więc bluźni Opatrzność, skarży się na bogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł mu Jowisz: «Poczekaj, co się dalej stanie!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem ów bogacz skończywszy skarbów odkopanie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przenosił je do domu; a że dźwigał w nocy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wpadł w chorobę z niewczasu i umarł z niemocy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Bierz tę zdobycz — rzekł Jowisz — a nie sądź z pozoru! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Karze czasem Opatrzność, gdy przyczynia zbioru». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Skąpy&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciał się skąpy obwiesić, że talara stracił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żeby jednak za powróz dwóch groszy nie spłacił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ukradł go po kryjomu. Postrzegli sąsiedzi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy więc, osądzony na śmierć, w jamie siedzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł, gdy jedni żałują, a drudzy go cieszą: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«To szczęście, że mnie przecież bez kosztu powieszą». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Słoń i pszczoła&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niechaj się nigdy słaby na mocnych nie dąsa! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaufana tym pszczoła, że dotkliwie kąsa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widząc, iż słoń ogromny na łące się pasie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A na nią nie uważa, choć przybliżyła się, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciała go za to skarać. Gdy kąsać poczęła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cóż się stało? Słoń nie czuł, a pszczoła zginęła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Słowik i szczygieł&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O prym, kto lepiej śpiewa, szedł szczygieł z słowikiem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stanęli więc obydwa przed sędzią czyżykiem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wygrał szczygieł: zadziwił wszystkich dekret taki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zleciały się natychmiast do słowika ptaki: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Żałujem cię, żeś przegrał, czyżyk sędzia zbłądził». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«A ja tego — rzekł słowik — który mnie osądził». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Słowik i szczygieł II&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł szczygieł do słowika, który cicho siedział: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Szkoda, że krótko śpiewasz». Słowik odpowiedział: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Co mi dała natura, wypełniam to wiernie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lepiej krótko, a dobrze, niż długo, a miernie.» &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Snycerz i statua&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Snycerz za to, że nieraz na klocu odpoczął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Statuę Herkulesa robić z niego począł. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze rąk nie dokończył, już rycerz zuchwały &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niekontent, że był w sieniach, chciał osiąść dom cały. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zląkł się snycerz nad takim wdzięczności owocem — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uciął ręce i nogi; kloc został się klocem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Stary pies i stary sługa&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Póki gonił zające, póki kaczki znosił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kasztan, co chciał, u pana swojego wyprosił. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zstarzał się; aż z owego pańskiego pieścidła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Psisko stare, niezdatne, oddano do bydła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widząc, że pies, nieborak, oblizuje kości, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żywił go stary szafarz, niegdyś podstarości . &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Strumyk i fontanny&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Impet wody w fontannach gdy ogromnie huczał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Strumyk blisko płynący zazdrościł i mruczał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pękły rury, co wody hojnie dodawały: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Strumyk płynął jak pierwej, fontanny ustały. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nastąpiła po żalu radość niewymowna: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Poznał, że kunszt naturze nigdy nie wyrówna. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Strzelec i pies&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uciekł wyżeł od strzelca, błąkał się dni kilka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec znalazł pana i przystał do wilka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gonił sarny, zające, do kaczek się skradał; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale co tylko zdobył — wszystko to pan zjadał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Zła to służba — rzekł zatem — gdzie korzyść nie czeka: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bił pan dawny, lecz karmił; wróćmy się do człeka». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Sułtan w piekle&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na miętkiej gdy rozkosznie spoczywał pościeli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śniło się sułtanowi, że go diabli wzięli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeląkł się; a gdy w piekle szuka towarzysza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Postrzegł najsamprzód ojca, a potem derwisza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pyta go: «Za coś tu jest?» Rzekł derwisz spytany: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Myśliłem po sułtańsku, i za tom skarany». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«A ty, ojcze, dlaczego? powiedz, niech cię słyszę!» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Dlatego, żem tak myślał jak moi derwisze». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Syn i ojciec&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Każdy wiek ma goryczy, ma swoje przywary: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Syn się męczył nad książką, stękał ojciec stary. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten nie miał odpoczynku, a tamten swobody: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Płakał ojciec, że stary; płakał syn, że młody. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Synogarlica&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dobrze czyni, kto zawżdy z dobrymi obcuje; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I najlepszego miejsce nieprawe zepsuje. &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Smutną synogarlicę na zdradnej zasadzce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złapał ptasznik przemyślny i osadził w klatce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzy dni w mieście siedziała, czwartego uciekła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A co niegdyś powtórnych związków się wyrzekła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śmielsza w kroku i z przeszłej śmiejąc się ofiary, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za jedną utraconą znalazła dwie pary. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Szczur i kot&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Mnie to kadzą» — rzekł hardzie do swego rodzeństwa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siedząc szczur na ołtarzu podczas nabożeństwa. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem, gdy się dymem kadzidł zbytecznych zakrztusił — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wpadł kot z boku na niego, porwał i udusił. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Szczurek i matka&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widząc, że z myszą igra, chwalił szczurek kota. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekła matka do niego: «Fałszywa to cnota; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na pozór on jest grzeczny, a wewnątrz jad mieści». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Najokrutniejszy taki, co gryzie, a pieści. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Szkapa i rumak&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pogardzał rumak szkapą, która co dzień rano &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Woziła mu do stajni i obrok, i siano. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekła mu więc: «Gdyby mną obrok nie wożono, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skromniejszy byłbyś pewnie, nie brykałbyś pono». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Szkatuła ze złotem, wór z kaszą&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szkatuła pełna złota śmiała się raz z wora. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tegoż właśnie złodzieje do skarbcu wieczora &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wkradli się; zamek zdarli, zawiasy odkuli &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I żeby złota dostać, szkatułę popsuli. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widząc wór, który z kaszą odpoczywał w oknie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że w kawałki rozbita na podwórzu moknie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekł do niej: «Jam ocalał mając tylko kaszę. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie trzeba się wynosić z tego, co nie nasze». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Talar i czerwony złoty&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Talar, zwierzchnią postacią swoją okazały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gardził czerwonym złotym, dlatego że mały. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy przyszło do zmieniania, nie patrzano miary: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Złoty pieniądz, choć mały, wart był dwa talary. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Trzcina i chmiel&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chmiel się wił wkoło trzciny, miał jej dopomagać. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wspierał ją; ale kiedy zbyt się zaczął wzmagać, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzekła trzcina: «Daj pokój, już ja mocno stoję, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już i bez twego wsparcia wiatrów się nie boję». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Mylisz się — chmiel jej rzecze — przyjdą wiatry gorsze». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc gdy coraz gałązki rozpościerał wsporsze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyszło wreszcie do tego: wiatr trzcinę ocalił, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A chmiel, co miał podeprzeć, złamał i obalił. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Tulipan i fiałek&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tulipan okazały patrzał na to krzywo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że fijałek w przyjaźni zostawał z pokrzywą. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nadszedł pan do ogrodu tegoż właśnie rana; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widząc, że pięknie zeszedł, urwał tulipana. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdy się do bukietu i fijałek zdarzył, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciał go zerwać, ale się pokrzywą oparzył. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzał na to tulipan, mądry poniewczasie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I poznał, że przyjaciel, choć nierówny, zda się. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Wilk i owce&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wilk, chociaż to ostrożny, przecie że żarłoczny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Postrzegł ścierwo, chciał dostać i wpadł w dół poboczny. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siedzi w jamie a wzdycha; wtem owieczki słyszy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzą w dół, aż wilk w jamie siedzi, ledwo dyszy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odezwał się na koniec, rzekł do nich powolnie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Nie wpadłem, za pokutę siedzę dobrowolnie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeba czynić pokutę za boje, za groźby, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Za to, żem was pożerał...» Owce zatem w prośby: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Wynidź z dołu!...» «Nie wyjdę!...» «My będziem podnosić...» &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Droży się wilk, na koniec dał się im uprosić. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jęły się więc roboty i tak pracowały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że go ze dna samego jamy wydostały. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyszedł, a zawdzięczając nierozumnej kupie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pojadł, pogryzł, podusił wszystkie owce głupie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Wilk i owce II&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choć przykro, trzeba cierpieć; choć boli, wybaczyć, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skoro tylko kto umie rzecz dobrze tłumaczyć. &lt;/div&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Wszedł wilk w traktat z owcami. O co? O ich skórę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szło o rzecz. Widząc owce dobrą koniunkturę &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak go dobrze ujęły, tak go opisały, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Iż się już odtąd więcej o siebie nie bały. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W kilka dni ten, co owczej skóry zawżdy pragnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widocznie, wśród południa, zjadł na polu jagnię. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Owce w krzyk! A wilk na to: «Po cóż narzekacie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszak nie masz o jagniętach i wzmianki w traktacie». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Udusił potem owcę: krzyk na wilka znowu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wilk rzecze: «Ona sama przyszła do połowu». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niezabawem krzyk znowu i skargi na wilka &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wprzód jedną, teraz razem zabił owiec kilka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Drudzy rwali — wilk rzecze — jam tylko pomagał». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tak, kiedy się coraz większy hałas wzmagał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czyli szedł wstępnym bojem, czy się cicho skradał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawżdy się wytłumaczył — a owce pozjadał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Wilk pokutujący&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzięły wilka skrupuły. Wiódł łotrowskie życie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Więc ażeby pokutę zaczął należycie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zrzekł się mięsa. Jarzyną żyjąc przez dni kilka, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znalazł na polowaniu znajomego wilka. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trzeba pomóc bliźniemu! Za pracę usłużną &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zjadł kawał mięsa — gardzić nie można jałmużną. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spotkał jagnię nazajutrz samopas idący, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciał upomnieć, nastraszyć, zabił go niechcący, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nazajutrz widząc cielę, że z krową nie chodzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zabił go — takich grzechów cierpieć się nie godzi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nazajutrz, gdy się pasły z krowami pospołu: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Niech się dłużej nie męczy!» — zjadł starego wołu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I tak cierpiąc przykładne z dóbr świata wyzucie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chudy, gdy był grzesznikiem, utył na pokucie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Wino i woda&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przymawiało jednego czasu wino wodzie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Ja panom, a ty chłopom jesteś ku wygodzie». &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Nie piłoby cię państwo — rzecze woda skromnie — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdyby nie chłop dał na cię, co chodzi pić do mnie». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Woły krnąbrne&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miłe złego początki, lecz koniec żałosny, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie chciały w jarzmie chodzić woły podczas wiosny; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W jesieni nie woziły zboża do stodoły; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W zimie chleba nie stało, zjadł gospodarz woły. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Wół i mrówki&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wół się śmiał widząc mrówki w małej pracy skrzętne; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem usłyszał od jednej te słowa pamiętne: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Z umysłu pracujących szacunek roboty! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty pracujesz, bo musisz; my mrówki — z ochoty». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Wół minister&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy wół był ministrem i rządził rozsądnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szły, prawda, rzeczy z wolna, ale szły porządnie. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jednostajność na koniec monarchę znudziła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dał miejsce woła małpie lew, bo go bawiła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dwór był kontent, kontenci poddani — z początku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ustała wkrótce radość — nie było porządku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pan się śmiał, śmiał minister, płakał lud ubogi. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy więc coraz większe nastawały trwogi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zrzucono z miejsca małpę. Żeby złemu radził, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzięto lisa: ten pana i poddanych zdradził. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie osiedział się zdrajca i ten, który bawił: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znowu wół był ministrem i wszystko naprawił. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Wyszydzający&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żartował, a od śmiechu trzymał się za boki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na ślepego kompana patrząc, jednooki. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nadszedł, co krzywo patrzył: śmiał się. Nadszedł stary: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ten się śmiał włożywszy na nos okulary. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyszedł na koniec jeden z dobrze patrzających, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żałował i wyśmianych, i wyśmiewających. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Zwierściadło podchlebne&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrząc się we zwierściadło, a widząc się białą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lubiła go smaglawa, że jej podchlebiało. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyszła do niej znajoma, nierównie czarniejsza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy postrzegła, że i tej szpetności umniejsza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zła, że i jej sąsiadce do gustu przypadło — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stłukła w drobne kawałki podchlebne zwierściadło. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Zwierzęta i niedźwiedź&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod lwem starym ustawną prowadziły wojnę; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Młody że panowanie obiecał spokojne, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cieszyły się zwierzęta. Niedźwiedź cicho siedział, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spytany, czego milczy, wręcz im odpowiedział: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Zatrzymajmy się jeszcze z tą wieścią radosną, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż młodemu lewkowi pazury urosną». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Żółw i mysz&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że zamknięty w skorupie niewygodnie siedział, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żałowała mysz żółwia; żółw jej odpowiedział: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;«Miej ty sobie pałace, ja mój domek ciasny; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prawda, nie jest wspaniały — szczupły, ale własny». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Źrebiec i koń stary&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy starszych przybierano w pozłacane rzędy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gniewał się młody źrebiec na takowe względy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przyszła kolej na niego; z początku był hardy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż kiedy w pysku poczuł munsztuk nader twardy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy jeźdźca przyszło dźwigać, znosić rzemień tęgi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy go ściskać poczęły dychtowne popręgi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W płacz nieborak; a stary: «Na co ten płacz zda się? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chciałeś — cierpże. Żal próżny, kiedy poniewczasie». &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/bajki-i-przypowiesci/"&gt;Ignacy Krasicki, „Bajki i przypowieści”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Reduta Ordona</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/reduta-ordona/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/reduta-ordona/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Reduta Ordona&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="insubtitle"&gt;Opowiadanie adiutanta&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Nam strzelać nie kazano. — Wstąpiłem na działo &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I spojrzałem na pole; dwieście armat grzmiało. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Artyleryji ruskiéj ciągną się szeregi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prosto, długo, daleko, jako morza brzegi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I widziałem ich wodza; — przybiegł, mieczem skinął &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I jak ptak jedno skrzydło wojska swego zwinął. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wylewa się spod skrzydła ściśniona piechota &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Długą, czarną kolumną, jako lawa błota, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nasypana iskrami bagnetów. Jak sępy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czarne chorągwie na śmierć prowadzą zastępy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Przeciw nim sterczy biała, wąska, zaostrzona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak głaz, bodzący morze, reduta Ordona. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sześć tylko miała harmat. Wciąż dymią i świecą; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nie tyle prędkich słów gniewne usta miecą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie tyle przejdzie uczuć przez duszę w rozpaczy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ile z tych dział leciało bomb, kul i kartaczy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrz, tam granat w sam środek kolumny się nurza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak w fale bryła lawy, pułk dymem zachmurza; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pęka śród dymu granat, szyk pod niebo leci &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ogromna łysina śród kolumny świeci. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Tam kula, lecąc, z dala grozi, szumi, wyje, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ryczy, jak byk przed bitwą, miota się, grunt ryje; — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już dopadła; jak boa śród kolumn się zwija, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pali piersią, rwie zębem, oddechem zabija. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Najstraszniejszéj nie widać, lecz słychać po dźwięku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Po waleniu się trupów, po ranionych jęku: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy kolumnę od końca do końca przewierci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak gdyby środkiem wojska przeszedł anioł śmierci. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Gdzież jest król, co na rzezie tłumy te wyprawia? &lt;/div&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy dzieli ich odwagę, czy pierś sam nadstawia? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie, on siedzi o pięćset mil na swéj stolicy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Król wielki, samowładnik świata połowicy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmarszczył brwi, — i tysiące kibitek wnet leci; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podpisał, — tysiąc matek opłakuje dzieci; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skinął, — padają knuty od Niemna do Chiwy. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mocarzu, jak Bóg silny, jak szatan złośliwy! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy Turków za Bałkanem twoje straszą spiże, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy poselstwo paryskie twoje stopy liże: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Warszawa jedna twojéj mocy się urąga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podnosi na cię rękę i koronę ściąga, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Koronę Kazimierzów, Chrobrych z twojéj głowy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Boś ją ukradł i skrwawił, synu Wasilowy! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Car dziwi się — ze strachu drżą Petersburczany, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Car gniewa się — ze strachu mrą jego dworzany; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ale sypią się wojska, których Bóg i wiara &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest car. — Car gniewny: umrzem, rozweselim cara! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Posłany wódz kaukaski z siłami pół-świata, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wierny, czynny i sprawny — jak knut w ręku kata. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Ura, ura! Patrz, blisko reduty, już w rowy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Walą się, na faszynę kładąc swe tułowy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już czernią się na białych palisadach wałów. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze reduta w środku, jasna od wystrzałów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czerwieni się nad czernią: jak w środek mrowiska &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wrzucony motyl błyska, — mrowie go naciska, — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgasł; — tak zgasła reduta. Czyż ostatnie działo, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Strącone z łoża, w piasku paszczę zagrzebało? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy zapał krwią ostatni bombardyjer zalał? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgasnął ogień. — Już Moskal rogatki wywalał. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Gdzież ręczna broń? — Ach, dzisiaj pracowała więcéj, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niż na wszystkich przeglądach za władzy książęcéj! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zgadłem, dlaczego milczy, — bo nieraz widziałem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Garstkę naszych walczącą z Moskali nawałem. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy godzinę wołano dwa słowa: pal, nabij; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy oddechy dym tłumi, trud ramiona słabi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A wciąż grzmi rozkaz wodzów, wre żołnierza czynność; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec bez rozkazu pełnią swą powinność, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec bez rozwagi, bez czucia, pamięci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żołnierz, jako młyn palny, nabija — grzmi — kręci &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Broń od oka do nogi, od nogi na oko: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż ręka w ładownicy długo i głęboko &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szukała, nie znalazła — i żołnierz pobladnął, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie znalazłszy ładunku, już bronią nie władnął; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I uczuł, że go pali strzelba rozogniona; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Upuścił ją i upadł; nim dobiją, skona!... &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Takem myślił, — a w szaniec nieprzyjaciół kupa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już lazła, jak robactwo na świeżego trupa. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Pociemniało mi w oczach; a gdym łzy ocierał, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszałem, że coś do mnie mówił mój jenerał. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On przez lunetę, wspartą na mojém ramieniu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Długo na szturm i szaniec poglądał w milczeniu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na koniec rzekł: „Stracona”. — Spod lunety jego &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wymknęło się łez kilka, — rzekł do mnie: „Kolego, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzrok młody od szkieł lepszy; patrzaj, tam na wale, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Znasz Ordona, czy widzisz, gdzie jest?” — „Jenerale, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy go znam? — Tam stał zawsze, to działo kierował. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie widzę — znajdę — dojrzę — śród dymu się schował: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz śród najgęstszych kłębów dymu, ileż razy &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widziałem rękę jego, dającą rozkazy. — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Widzę go znowu — widzę rękę — błyskawicę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wywija, grozi wrogom, trzyma palną świécę, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Biorą go — zginął. — O, nie — skoczył w dół, do lochów!” — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;„Dobrze — rzecze jenerał, — nie odda im prochów”. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div style="margin-left: 1em" class="verse"&gt;Tu blask, — dym, — chwila cicho — i huk jak stu gromów! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zaćmiło się powietrze od ziemi wyłomów: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Harmaty podskoczyły i jak wystrzelone &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Toczyły się na kołach; lonty zapalone &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nie trafiły do swoich panew. I dym wionął &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Prosto ku nam; i w gęstéj chmurze nas ochłonął. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nie było nic widać, prócz granatów blasku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I powoli dym rzedniał, opadał deszcz piasku. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spojrzałem na redutę. — Wały, palisady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Działa i naszych garstka, i wrogów gromady: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wszystko jako sen znikło! — Tylko czarna bryła &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ziemi niekształtnéj leży — rozjemcza mogiła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam i ci, co bronili, — i ci, co się wdarli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pierwszy raz pokój szczery i wieczny zawarli; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Choćby cesarz Moskalom kazał wstać: już dusza &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Moskiewska, tam raz pierwszy, cesarza nie słusza! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam zagrzebane tylu set ciała, imiona: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dusze gdzie? Nie wiem; lecz wiem, gdzie dusza Ordona. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On będzie Patron szańców! — Bo dzieło zniszczenia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W dobréj sprawie jest święte, jak dzieło tworzenia: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bóg wyrzekł słowo &lt;em class="author-emphasis"&gt;stań się&lt;/em&gt;, Bóg i &lt;em class="author-emphasis"&gt;zgiń&lt;/em&gt; wyrzecze! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obleją, jak Moskale redutę Ordona: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Karząc plemie zwycięzców zbrodniami zatrute, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bóg wysadzi tę ziemię, jak on swą redutę. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/reduta-ordona/"&gt;Adam Mickiewicz, „Reduta Ordona”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Sonety krymskie</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/sonety-krymskie/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/sonety-krymskie/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;div class="title-page"&gt;&lt;h1 class="title"&gt;Sonety krymskie&lt;/h1&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;[Motto i dedykacja]&lt;/h2&gt;
&lt;div class="motto"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wer den Dichter will verstehen, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Muss in Dichter’s Lande gehen. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;&lt;div class="motto_podpis"&gt;Goethe im &lt;em class="book-title"&gt;Chuld Nameh&lt;/em&gt;.&lt;/div&gt;
&lt;div class="dedication"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Towarzyszom &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;podróży krymskiej &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Autor &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Stepy akermańskie&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wóz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Omijam koralowe ostrowy burzanu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już mrok zapada, nigdzie drogi ni kurhanu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Patrzę w niebo, gwiazd szukam przewodniczek łodzi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam z dala błyszczy obłok? tam jutrzenka wschodzi? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To błyszczy Dniestr, to weszła lampa Akermanu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stójmy! — Jak cicho! — Słyszę ciągnące żurawie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Których by nie dościgły źrenice sokoła; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słyszę, kędy się motyl kołysa na trawie, &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kędy wąż śliską piersią dotyka się zioła. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W takiéj ciszy — tak ucho natężam ciekawie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Że słyszałbym głos z Litwy. — Jedźmy, nikt nie woła! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Cisza morska&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="insubtitle"&gt;Na wysokości Tarkankut&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już wstążkę pawilonu wiatr zaledwie muśnie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Cichemi gra piersiami rozjaśniona woda; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak marząca o szczęściu narzeczona młoda, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbudzi się, aby westchnąć, i wnet znowu uśnie. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Żagle, na kształt chorągwi gdy wojnę skończono, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drzémią na masztach nagich; okręt lekkim ruchem &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kołysa się, jak gdyby przykuty łańcuchem; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Majtek wytchnął, podróżne rozśmiało się grono. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O morze! pośród twoich wesołych żyjątek &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest polip, co śpi na dnie, gdy się niebo chmurzy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A na ciszę długiemi wywija ramiony. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O myśli! w twojéj głębi jest hydra pamiątek, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co śpi wpośród złych losów i namiętnéj burzy; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdy serce spokojne, zatapia w niém szpony. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Żegluga&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szum większy, gęściéj morskie snują się straszydła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Majtek wbiegł na drabinę: gotujcie się dzieci! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wbiegł, rozciągnął się, zawisł w niewidzialnéj sieci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak pająk, czatujący na skinienie sidła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiatr! — wiatr! — Dąsa się okręt, zrywa się z wędzidła, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przewala się, nurkuje w pienistéj zamieci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wznosi kark, zdeptał fale, i skroś niebios leci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obłoki czołem sieka, wiatr chwyta pod skrzydła. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I mój duch masztu lotem buja śród odmętu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzdyma się wyobraźnia, jak warkocz tych żagli, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mimowolny krzyk łączę z wesołym orszakiem; &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wyciągam ręce, padam na piersi okrętu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdaje się, że pierś moja do pędu go nagli: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lekko mi! rzeźwo! lubo! wiem co to być ptakiem. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Burza&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdarto żagle, stér prysnął, ryk wód, szum zawiei, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Głosy trwożnéj gromady, pomp złowieszcze jęki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ostatnie liny majtkom wyrwały się z ręki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słońce krwawo zachodzi, z niém reszta nadziei. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wicher z tryumfem zawył; a na mokre góry, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wznoszące się piętrami z morskiego odmętu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wstąpił geniusz śmierci i szedł do okrętu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak żołniérz, szturmujący w połamane mury. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ci leżą na pół martwi, ów załamał dłonie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ten w objęcia przyjaciół żegnając się pada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ci modlą się przed śmiercią, aby śmierć odegnać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeden podróżny siedział w milczeniu na stronie &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pomyślił: szczęśliwy, kto siły postrada, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Albo modlić się umié, lub ma z kim się żegnać. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Widok gór ze stepów Kozłowa&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="insubtitle"&gt;Pielgrzym i Mirza&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIELGRZYM&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam!... czy Allah postawił ścianą morze lodu? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy aniołom tron odlał z zamrożonéj chmury? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy Diwy z ćwierci lądu dźwignęli te mury, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aby gwiazd karawanę nie puszczać ze wschodu? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na szczycie jaka łuna! pożar Carogrodu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy Allah, gdy noc chylat rozciągnęła bury, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dla światów, żeglujących po morzu natury, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tę latarnię zawiesił śród niebios obwodu? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MIRZA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam? — Byłem: zima siedzi; tam dzioby potoków &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I gardła rzek widziałem, pijące z jéj gniazda. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tchnąłem, z ust mych śnieg leciał; pomykałem kroków, &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie orły dróg nie wiedzą, kończy się chmur jazda, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Minąłem grom, drzémiący w kolebce z obłoków, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aż tam, gdzie nad mój turban była tylko gwiazda. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To Czatyrdah! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIELGRZYM&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Aa!! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Bakczysaraj&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeszcze wielka, już pusta Girajów dziedzina! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmiatane czołem baszów ganki i przedsienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sofy, trony potęgi, miłości schronienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przeskakuje szarańcza, obwija gadzina. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skroś okien różnofarbnych powoju roślina, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wdzierając się na głuche ściany i sklepienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zajmuje dzieło ludzi w imię przyrodzenia &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I pisze Baltasara głoskami: RUINA. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W środku sali wycięte z marmuru naczynie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To fontanna haremu, dotąd stoi cało &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I perłowe łzy sącząc, woła przez pustynie: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzież jesteś, o miłości, potęgo i chwało! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wy macie trwać na wieki, źródło szybko płynie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O hańbo! wyście przeszły, a źródło zostało. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Bakczysaraj w nocy&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozchodzą się z dżamidów pobożni mieszkańce, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odgłos izanu w cichym gubi się wieczorze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zawstydziło się licem rubinowém zorze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Srébrny król nocy dąży spocząć przy kochance. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Błyszczą w haremie niebios wieczne gwiazd kagańce &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Śród nich po safirowym żegluje przestworze &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeden obłok, jak senny łabędź na jeziorze, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pierś ma białą, a złotem malowane krańce. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu cień pada z ménaru i wierzchu cyprysa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dalej czernią się kołem olbrzymy granitu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak szatany, siedzące w dywanie Eblisa &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pod namiotem ciemności; niekiedy z ich szczytu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Budzi się błyskawica i pędem Farysa &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Przelatuje milczące pustynie błękitu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Grób Potockiéj&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;W kraju wiosny, pomiędzy rozkosznemi sady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uwiędłaś, młoda różo! bo przeszłości chwile, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ulatując od ciebie jak złote motyle, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzuciły w głębi serca pamiątek owady. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam na północ, ku Polsce, świécą gwiazd gromady, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dlaczegoż na téj drodze błyszczy się ich tyle? &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy wzrok twój, ognia pełen, nim zgasnął w mogile, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam wiecznie lecąc, jasne powypalał ślady? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Polko! — i ja dni skończę w samotnéj żałobie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu niech mi garstkę ziemi dłoń przyjazna rzuci. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podróżni często przy twym rozmawiają grobie, &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I mnie wtenczas dźwięk mowy rodzinnéj ocuci: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wieszcz, samotną piosnkę dumając o tobie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ujrzy bliską mogiłę, i dla mnie zanuci. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Mogiły Haremu&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="insubtitle"&gt;Mirza do Pielgrzyma&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu z winnicy miłości niedojrzałe grona &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wzięto na stół Allaha; tu perełki Wschodu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z morza uciech i szczęścia, porwała za młodu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Truna, koncha wieczności, do mrocznego łona. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Skryła je niepamięci i czasu zasłona; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nad niemi turban zimny błyszczy śród ogrodu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak buńczuk wojska cieniów, i ledwie u spodu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zostały dłonią giaura wyryte imiona. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;O wy, róże edeńskie! u czystości stoku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Odkwitnęły dni wasze pod wstydu liściami, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na wieki zatajone niewiernemu oku. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Teraz grób wasz spojrzenie cudzoziemca plami, — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pozwalam mu, — darujesz, o wielki Proroku! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;On jeden z cudzoziemców poglądał ze łzami. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Bajdary&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wypuszczam na wiatr konia i nie szczędzę razów; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lasy, doliny, głazy, w kolei, w natłoku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;U nóg mych płyną, giną, jak fale potoku; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Chcę odurzyć się, upić tym wirem obrazów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A gdy spieniony rumak nie słucha rozkazów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy świat kolory traci pod całunem mroku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak w rozbitém źwierciedle, tak w mém spiekłém oku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Snują się mary lasów i dolin i głazów. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ziemia śpi, mnie snu nie ma. Skaczę w morskie łona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czarny, wydęty bałwan z hukiem na brzeg dąży, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Schylam ku niemu czoło, wyciągam ramiona, &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pęka nad głową fala, chaos mię okrąży: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czekam, aż myśl, jak łódka wirami kręcona, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zbłąka się i na chwilę w niepamięć pogrąży. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Ałuszta w dzień&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już góra z piersi mgliste otrząsa chylaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rannym szumi namazem niwa złotokłosa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Kłania się las i sypie z majowego włosa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak z różańca chalifów, rubin i granaty. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Łąka w kwiatach, nad łąką latające kwiaty, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Motyle różnofarbne, niby tęczy kosa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Baldakimem z brylantów okryły niebiosa; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Daléj szarańcza ciągnie swój całun skrzydlaty. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;A kędy w wodach skała przegląda się łysa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wre morze i odparte z nowym szturmem pędzi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W jego szumach gra światło, jak w oczach tygrysa, &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Sroższą zwiastując burzę dla ziemskiéj krawędzi; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;A na głębinie fala lekko się kołysa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I kąpią się w niéj floty i stada łabędzi. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Ałuszta w nocy&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rzeźwią się wiatry, dzienna wolnieje posucha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Na barki Czatyrdahu spada lampa światów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Rozbija się, rozlewa strumienie szkarłatów &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I gaśnie. Błędny pielgrzym ogląda się, słucha: &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Już góry poczerniały, w dolinach noc głucha, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Źródła szemrzą jak przez sen na łożu z bławatów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Powietrze, tchnące wonią, tą muzyką kwiatów, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mówi do serca głosem, tajemnym dla ucha. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Usypiam pod skrzydłami ciszy i ciemnoty: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wtem budzą mię rażące meteoru błyski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niebo, ziemię i góry oblał potop złoty! &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nocy wschodnia! ty na kształt wschodniéj odaliski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Pieszczotami usypiasz, a kiedym snu bliski, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty iskrą oka znowu budzisz do pieszczoty. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Czatyrdah&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="insubtitle"&gt;Mirza&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Drżąc muślimin całuje stopy twéj opoki, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Maszcie krymskiego statku, wielki Czatyrdahu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;O minarecie świata! o gór padyszachu! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ty, nad skały poziomu uciekłszy w obłoki, &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Siedzisz sobie pod bramą niebios, jak wysoki &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gabryjel, pilnujący edeńskiego gmachu. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ciemny las twoim płaszczem, a janczary strachu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Twój turban z chmur haftują błyskawic potoki. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nam czy słońce dopieka, czyli mgła ocienia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy szarańcza plon zetnie, czy giaur pali domy, — &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czartydahu, ty zawsze głuchy, nieruchomy, &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Między światem i niebem jak drogman stworzenia, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podesławszy pod nogi ziemie, ludzi, gromy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Słuchasz tylko, co mówi Bóg do przyrodzenia. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Pielgrzym&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;U stóp moich kraina dostatków i krasy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Nad głową niebo jasne, obok piękne lice; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dlaczegoż stąd ucieka serce w okolice &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dalekie i — niestety! jeszcze dalsze czasy? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Litwo! piały mi wdzięczniéj twe szumiące lasy, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niż słowiki Bajdaru, Salhiry dziewice; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I weselszy deptałem twoje trzęsawice, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Niż rubinowe morwy, złote ananasy. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tak daleki, tak różna wabi mię ponęta; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dlaczegoż roztargniony wzdycham bez ustanku &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Do téj, którą kochałem w dni moich poranku? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ona w lubéj dziedzinie, która mi odjęta, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdzie jéj wszystko o wiernym powiada kochanku, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Depcąc świeże me ślady czyż o mnie pamięta? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Droga nad przepaścią w Czufut-Kale&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="insubtitle"&gt;Mirza i Pielgrzym&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;MIRZA&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zmów pacierz, opuść wodze, odwróć na bok lica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu jeździec końskim nogom swój rozum powierza; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzielny koń! patrz, jak staje, głąb okiem rozmierza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Uklęka, brzeg wiszaru kopytem pochwyca, &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I zawisnął. — Tam nie patrz! tam spadła źrenica, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak w studni Al-Kahiru o dno nie uderza. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I ręką tam nie wskazuj — nie masz u rąk pierza; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I myśli tam nie puszczaj, bo myśl, jak kotwica &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z łodzi drobnéj ciśniona, w niezmierność głębiny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piorunem spadnie, morza do dna nie przewierci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I łódź z sobą przechyli w otchłanie chaosu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h4"&gt;PIELGRZYM&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Mirzo! a ja spojrzałem! Przez świata szczeliny &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tam widziałem... com widział, opowiém — po śmierci, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Bo w żyjących języku nie ma na to głosu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Góra Kikineis&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="insubtitle"&gt;Mirza&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Spojrzyj w przepaść — niebiosa leżące na dole, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;To jest morze; — śród fali, zda się, że ptak–góra, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Piorunem zastrzelony, swe masztowe pióra &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Roztoczył kręgiem, szerszym niż tęczy półkole, &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;I wyspą śniegu nakrył błękitne wód pole. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ta wyspa, żeglująca w otchłani — to chmura! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z jéj piersi na pół świata spada noc ponura; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Czy widzisz płomienistą wstążkę na jéj czole? &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;To jest piorun! — Lecz stójmy, otchłanie pod nogą, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Musim wąwóz przesadzić w całym konia pędzie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ja skaczę, ty z gotowym biczem i ostrogą, &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Gdy zniknę z oczu, patrzaj w owe skał krawędzie: &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeśli tam pióro błyśnie, to mój kołpak będzie; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jeżeli nie, już ludziom nie jechać tą drogą. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Ruiny zamku w Bałakławie&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Te zamki, połamane w zwaliska bez ładu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdobiły cię i strzegły, o niewdzięczny Krymie! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dzisiaj stérczą na górach jak czaszki olbrzymie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W nich gad mieszka, lub człowiek podléjszy od gadu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Szczeblujmy na wieżycę, szukam herbów śladu; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jest i napis, tu może bohatéra imię, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Co było wojsk postrachem, w zapomnieniu drzymie, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Obwinione jak robak liściem winogradu. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Tu Grek dłutował w murach ateńskie ozdoby, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Stąd Italczyk Mongołom narzucał żelaza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I mekkański przybylec nucił pieśń namaza. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Dziś sępy czarném skrzydłem oblatują groby, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak w mieście, które całkiem wybije zaraza, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Wiecznie z baszt powiewają chorągwie żałoby. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Ajudah&lt;/h2&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lubię poglądać wsparty na Judahu skale, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak spienione bałwany, to w czarne szeregi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ścisnąwszy się, buchają, to jak srébrne śniegi &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;W milionowych tęczach kołują wspaniale. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Trącą się o mieliznę, rozbiją na fale, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jak wojsko wielorybów, zalegając brzegi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Zdobędą ląd w tryumfie, i na powrót zbiegi, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Miecą za sobą muszle, perły i korale. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podobnie na twe serce, o poeto młody! &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Namiętność często groźne wzburza niepogody; &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Lecz gdy podniesiesz bardon, ona bez twéj szkody &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Ucieka w zapomnienia pogrążyć się toni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;I nieśmiertelne pieśni za sobą uroni, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Z których wieki uplotą ozdobę twych skroni. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;div class="wl"&gt;&lt;img src="https://nowypolski.pl/tradycyjna/img/wolnelektury.png" alt="Wolne Lektury" width="120" height="40"&gt;&lt;p&gt;Książka pochodzi z serwisu Wolne Lektury: &lt;a class="nc" href="https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/sonety-krymskie/"&gt;Adam Mickiewicz, „Sonety krymskie”&lt;/a&gt;. Utwór w domenie publicznej. Zmiany: bez przypisów.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Treny</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/treny/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/treny/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;div class="title-page"&gt;&lt;h1 class="title"&gt;Treny&lt;/h1&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Treny — nota edytorska&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Tekst Trenów został tu podany według drugiego wydania, ostatniego opublikowanego za życia poety, które ukazało się w roku 1583 w Drukarni Łazarzowej w Krakowie. Tekst przygotowałem zgodnie z kryteriami zawartymi w opracowaniu &lt;em class="book-title"&gt;Zasady wydawania tekstów staropolskich. Projekt — typ B (edycje popularnonaukowe)&lt;/em&gt;, Wrocław 1955. Zdecydowałem się jednak zachować pewne cechy językowe, których nie uwzględnia się w edycjach popularnonaukowych, zwłaszcza dawne końcówki fleksyjne i większość dawnych form ortograficznych.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Edycja utworu nie opiera się w całości na żadnym z wydań współczesnych, choć uwzględniono zarówno rozstrzygnięcia zawarte w edycji opracowanej w ramach sejmowego wydania &lt;em class="book-title"&gt;Dzieł wszystkich&lt;/em&gt; Kochanowskiego przez Marię Renatę Mayenową, Lucynę Woronczakową oraz Jerzego Axera i Marię Cytowską, jak i wydaniu przygotowanym przez Janusza Pelca dla serii Biblioteki Narodowej.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Dziady, część II</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/dziady-dziady-poema-dziady-czesc-ii/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/dziady-dziady-poema-dziady-czesc-ii/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Dziady, część II&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;DZIADY. Jest to nazwisko uroczystości obchodzonej dotąd między pospólstwem w wielu powiatach Litwy, Prus i Kurlandii, na pamiątkę dziadów, czyli w ogólności zmarłych przodków. Uroczystość ta początkiem swoim zasięga czasów pogańskich i zwała się niegdyś ucztą kozła, na której przewodniczył Koźlarz, Huslar, Guślarz, razem kapłan i poeta (gęślarz).&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W teraźniejszych czasach, ponieważ światłe duchowieństwo i właściciele usiłowali wykorzenić zwyczaj połączony z zabobonnymi praktykami i zbytkiem częstokroć nagannym, pospólstwo więc święci Dziady tajemnie w kaplicach lub pustych domach niedaleko cmentarza. Zastawia się tam pospolicie uczta z rozmaitego jadła, trunków, owoców i wywołują się dusze nieboszczyków. Godna uwagi, iż zwyczaj częstowania zmarłych zdaje się być wspólny wszystkim ludom pogańskim, w dawnej Grecji za czasów homerycznych, w Skandynawii, na Wschodzie i dotąd po wyspach Nowego Świata. Dziady nasze mają to szczególnie, iż obrzędy pogańskie pomieszane są z wyobrażeniami religii chrześcijańskiej, zwłaszcza iż dzień zaduszny przypada około czasu tej uroczystości. Pospólstwo rozumie, iż potrawami, napojem i śpiewami przynosi ulgę duszom czyscowym.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Odprawa posłów greckich</title><link>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/odprawa-poslow-greckich/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/tradycyjna/biblioteka/odprawa-poslow-greckich/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle page-title"&gt;Odprawa posłów greckich&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="insubtitle"&gt;Podana na teatrum przed Królem Jego M[iło]ścią i Królową Jej M[iło]ścią w Jazdowie nad Warszawą
dnia 12 stycznia Roku Pańskiego 1578, na feście u Jego M[iło]ści Pana Podkanclerzego Koronnego&lt;/h2&gt;
&lt;p class="spacer"&gt; &lt;/p&gt;
&lt;div class="dedication"&gt;
&lt;div class="stanza"&gt;&lt;div class="verse"&gt;Memu miłościwemu Panu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Jego Mści Panu, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Panu Janowi Zamoyskiemu &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;z Zamościa, &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Podkanclerzemu Koronnemu etc., etc. &lt;/div&gt;&lt;div class="verse"&gt;Służby swe w łaskę W. M. mego miłościwego Pana zalecam. &lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="stanza-spacer"&gt; &lt;/div&gt;
&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="h3"&gt;[Przedmowa]&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wczora dopiero oddano mi obadwa listy za raz, któreś W. M. do mnie około tej tragedyjej pisał. A iżem przedtym nie wiedział o tych liściech, spodziewałem się, że za tymi czasów odwłokami i mej tragedyjej się odwlec miało albo raczej, że tak ze mną zostać miała molom na pokarm albo na trąbki do apteki. Jakom listy W. M. przeczytał, nie było czasu poprawować, bom wszytek musiał &lt;em class="foreign-word"&gt;insumere&lt;/em&gt; na przepisanie. &lt;em class="foreign-word"&gt;Quicquid id est&lt;/em&gt;, a baczę, że błazeństwo, i W. M. sam podobno rzeczesz, posyłam W. M. tym śmielej, chocia nie masz co, żem to jeszcze z przodku W. M. opowiadał, że to nie miało być &lt;em class="foreign-word"&gt;ad amussim&lt;/em&gt;, bo mistrz nie po temu. Rzeczy też drugie nie wedla uszu naszych. &lt;em class="foreign-word"&gt;Inter caetera&lt;/em&gt; trzy są chory, a trzeci jakoby greckim chorom przygania, bo oni już osobny &lt;em class="foreign-word"&gt;characterem&lt;/em&gt; do tego mają; nie wiem, jako to w polskim języku brzmieć będzie. Ale w tym niech będzie &lt;em class="foreign-word"&gt;arbitrium&lt;/em&gt; W. M. albo raczej we wszytkim. Barzo bych to był rad uczynił, żebych był sam &lt;em class="foreign-word"&gt;praesens&lt;/em&gt; W. M. teraz służby swe ofiarował, ale mi złe zdrowie nie da. Nierad bych przedsię omieszkał przenosin W. M., jesli &lt;em class="foreign-word"&gt;salus&lt;/em&gt; tak będzie chciała. Zatym się łasce W. M. mego miłościwego Pana zalecam. Dat. w Czarnolesie dwudziestego wtórego dnia grudnia roku bożego MDLXXVII.&lt;/p&gt;</description></item></channel></rss>