AKT CZWARTY
Sala w domu Cześnika. Oprucz dżwi bocznyh jedne większe w głębi, po prawej stronie od kaplicy, stoły po obu stronah, na stole po prawej stronie kałamaż i co tżeba do pisania, butelka i para kieliszkuw, w głębi pżybijają girlandy.
SCENA PIERWSZA
Cześnik, Dyndalski
Pży podniesieniu kurtyny Dyndalski stoi pży siedzącym Cześniku, tżymając dwie karabele, tżecią Cześnik ogląda podczas pierwszyh wierszy. W głębi Śmigalski i Perełka.
CZEŚNIK
tżymając karabelę
No, Śmigalski! Czas pżyspiesza,
Dalej, dalej na deresza:
Inwitacją nieś piorunem
I spełń gładko me rozkazy. —
Powtuż wszystkim po tży razy,
Że na jutro, ja, pan młody,
Na weselne proszę gody.
Rozumiesz? No! Ruszaj z Bogiem. —
Śmigalski odhodzi. Po krutkim milczeniu.
Hej, Perełka! waść mi jutro
Nie zaglądaj do blaszanki,
Bobym waści pżypiekł gżanki,
Jutro sztukę pokaż światu:
Nie żałować, mocium panie,
Cynamonu i muszkatu,
I wszelkiego aromatu,
Aby było, jak należy.
Masz do ryby szafran świeży
I bakalii po dostatku —
Niehże będzie dobże, bratku.
PEREŁKA
Jakaż cyfra, jaśnie panie,
Na pośrodku stołu stanie?
CZEŚNIK
M.H. — M.H. — Maciej, Hanna.
W guże serca, w dole Vivat,
A z konceptem wszystko wszędzie.
PEREŁKA
Jaśnie panie, dobże będzie.
na znak odhodzi
CZEŚNIK
po krutkim milczeniu, oglądając karabelę
Długo Papkin coś nie wraca.
Rejent siedzi jak lis w jamie,
Skąd wykużyć — ciężka praca;
Lecz wyciągnie moje ramię,
Jeśli jakie, mocium panie,
Korowody robić zehce.
DYNDALSKI
Ba! — bo kto bądź nieuroku
Z jaśnie panem w szranki stanie,
Tego wcześnie coś w nos łehce.
CZEŚNIK
oddając jedną, a biorąc drugą karabelę
A łehtliwej diable skury
Ci z palestry ihmościowie;
Nie dotżyma żaden kroku,
Hociaż wyjdzie czasem ktury.
DYNDALSKI
CZEŚNIK
dobywając szabli
He, he, he, Pani Barska!
Pod Słonimem, Podhajcami,
Berdyczowem, Łomazami
Dobże mi się wysłużyła.
Inna też to sprawa była!
Młudź, acz dzielna, w boju dziarska,
Prym dawała starszym w radzie,
Tak jak w poczet Bóg nas kładzie.
Ale teraz to się staje,
Że od kury mędrsze jaje.
po krutkim milczeniu
Tęga głownia, mocium panie —
Lecz demeszkę pżecie wolę.
odmieniwszy szabli
Ej, to śmiga! — jakby wrosła —
Niejednego ona posła
Wykżesała z kandydata;
Niejednemu pro memoria
Gdzieś pży uhu napisała:
mahając
«Jak się wznosi, ledwie błyśnie —
Oddaj się Bogu, jak świśnie!»
SCENA DRUGA
Cześnik, Papkin
Dyndalski pomugłszy pżypasać karabelę Cześnikowi, odhodzi w dżwi lewe.
CZEŚNIK
PAPKIN
kapelusz na bakier, ale włosy i suknie trohę w nieładzie
Z suhym gardłem —
Pozwul kapkę. To mi sprawa!
nalewa sobie i pije
Toż mu piepżu w nos natarłem,
Aż mu urusł na tży piędzie!
CZEŚNIK
Toż to teraz pływać będzie!
PAPKIN
Lecz ten Rejent sztuczka żwawa,
I szatańska pży tym postać;
Omal, omal żem nie musiał
Artemizy z pohew dostać.
Lecz się bałem, muwiąc szczeże,
Bo jak zwąha moje ramię,
Czart ją hyba zdzierży w mieże.
CZEŚNIK
Jak ten nequam ostro kłamie!
Lecz cuż Rejent? będęż wiedzieć? —
PAPKIN
Pżyjął gżecznie — prosił siedzieć —
Dodał wina, zieleniaka —
CZEŚNIK
PAPKIN
CZEŚNIK
PAPKIN
CZEŚNIK
PAPKIN
CZEŚNIK
Z tą niecnotą
Nie ma żartu, mocium panie.
PAPKIN
Mnie bez tego... coś tu pali.
CZEŚNIK
Jakże pżyjął me wyzwanie?
Cuż?
Milczenie.
Papkin osłupiały, nie patżąc się, oddaje list.
Aha! z listu się dowiemy.
czyta
prędko
postępując w największej złości ku Papkinowi, za każdym krokiem kżyczy „co!”, jakby nie mugł słuw znaleźć
Papkin cofa się aż za stolik, po lewej stronie stojący.
PAPKIN
CZEŚNIK
PAPKIN
CZEŚNIK
PAPKIN
CZEŚNIK
Do Rejenta... do Rejenta?
I hce... hce pujść...
PAPKIN
CZEŚNIK
I tyś milczał, ćmo pżeklęta!...
Ale krutka będzie sprawa...
O płci zdradna! czci niewarta!
Obyś była jak ta karta
W moim ręku teraz cała.
mnąc list
PAPKIN
wpadając w mowę, na stronie
CZEŚNIK
Utarłbym cię w proh z kretesem —
Ale czasu nie hcę tracić.
Do weselnej sarabandy
Muszę skżypka im zapłacić —
Nieh im zagra, a od uha!
Aż się Rejent w kułko zwinie!
Pozna szlahcic po festynie,
Jak się panu w kaszę dmuha!
Hola, ciury! Hej, dwożanie!
Dalej za mną, mocium panie!
wyhodzi środkowymi dżwiami
SCENA TŻECIA
Papkin, puźniej Dyndalski.
PAPKIN
po długim milczeniu kżywi się, potem macając się po bżuhu
Tu coś boli. — Oj! aj! piecze —
Ah, to wino! takie męty!
O zbrodniażu! O pżeklęty!
Taką piękną niszczysz rużę!
Dyndalski wyhodzi z dżwi lewyh.
Ah, Dyndalsiu, cny człowiecze!
Ah, powiedzcie, czy być może?
DYNDALSKI
PAPKIN
Że ta żmija,
Ten w Rejenta czart wcielony,
Dziś trucizną mnie zabija?
DYNDALSKI
PAPKIN
DYNDALSKI
Kto by się tam i łakomił
Na waszmości nędzne życie!
PAPKIN
Nic nie będzie zatem złego?
DYNDALSKI
PAPKIN
DYNDALSKI
Ha, to znowu co innego.
Jaśnie panu wszystko w świecie
Tak jest znane, jakby komu,
Muj paniczu, w własnym domu.
Otruł! — proszę! — co za psota!
PAPKIN
Jakaż wasza teraz rada?
Robić, począć co wypada?
DYNDALSKI
zażywa
Po księdza posłać tżeba —
wyhodząc w dżwi środkowe
Proszę, proszę, to niecnota!
SCENA CZWARTA
PAPKIN
żucając się na kżesło
Umżeć, umżeć! Wielkie nieba!
po krutkim milczeniu
Lecz gdzież była moja głowa!
Jam go beształ, mieszał z błotem,
On traktament miał dać potem;
I ten pośpieh jego wielki,
Z jakim wziął się do butelki,
Z jakim nalał lampkę całą.
Jeszcze że mi było mało! —
Tak, połknąłem, mam truciznę,
Już się z tego nie wyśliznę,
Więc testament muj ułożę —
z płaczem niepżesadzonym
Potem kupię wieczne łoże,
Potem pogżeb swuj zapłacę —
Potem — Requiescat in pace.
Papkin, ocierając często z łez oczy, pisze czas jakiś.
SCENA PIĄTA
Papkin, Cześnik, Dyndalski
CZEŚNIK
Hola, hola, nie tak zrobię —
Wszystko to są z mydła bańki —
Lepszą zemstę pżysposobię,
Ale tżeba zażyć z mańki.
Bylem syna dostał w siatkę,
Mam dla niego dobrą klatkę;
A tatulem się nie straszę,
Potem o tem...
do Papkina
PAPKIN
nie oglądając się
Ja testament teraz piszę.
CZEŚNIK
Niehże o tym już nie słyszę,
Bo do czubkuw odwieźć każę.
PAPKIN
Papkin pżenosi się do stolika, po lewej stronie będącego.
CZEŚNIK
do Dyndalskiego
Siadaj waść tu — zmaczaj piuro,
Będziesz pisał po mym słowie.
DYNDALSKI
Stawiam tytle niezbyt skoro.
CZEŚNIK
Właśnie babskiej tżeba ręki.
Życie w zakład, gaszka złowię —
Dobże będzie.
DYNDALSKI
usiadłszy bokiem do widzuw napżeciwko Cześnika i wkładając okulary
CZEŚNIK
Teraz tżeba pisać właśnie
Jakby Klara do Wacława.
DYNDALSKI
CZEŚNIK
DYNDALSKI
podnosząc się
Jaśnie
Panie, wszak to despekt dla niej.
CZEŚNIK
Co się waszeć o to pyta!
Maczaj piuro — pisz i kwita.
Dyndalski siada wyprostowany na bżeżku kżesła i macza piuro, Papkin w ciągu tej sceny pisze, czasem wstaje, pżehodzi się w głębi, macza piuro u stolika, pży kturym Cześnik siedzi, znowu siada, ciągle płacząc, wszakże bez pżesady.
CZEŚNIK
po krutkim myśleniu
Tylko że to, mocium panie,
Aby udać, tżeba sztuki.
Owe brednie, banialuki,
To miłosne świegotanie...
myśli
Jak tu zacząć, mocium panie?
DYNDALSKI
CZEŚNIK
O... o... o... o!... Jak od żony —
A tu tżeba puł, ćwierć słowa,
Ni tak, ni siak — niby owa:
«I hciałabym, i boję się».
O! — już wiesz — no! — na tym sztuka...
Lecz nie waści w tym nauka.
Pisz waść:
nuci
nuci dyktując
pokazując palcem na pismo
DYNDALSKI
podnosząc się, jak to za każdą razą, kiedy muwi do Cześnika
CZEŚNIK
DYNDALSKI
«B» duże —
A capite, jaśnie panie.
CZEŚNIK
pżez stuł patżąc
«B»? — to kreska — gdzież dwa bżuszki?
DYNDALSKI
Jeden w spodzie, drugi w guże.
CZEŚNIK
dostając okularuw
bieże papier
Tu Papkin nahyla się pżez Cześnika, hcąc zmaczać piuro, ten go odtrąca muwiąc co niżej, potem prowadzi go oczyma aż na miejsce.
Papkin odtrącony odhodzi, pżystępując z tyłu do stolika stąpa na nogę Dyndalskiemu.
DYNDALSKI
CZEŚNIK
pżypatrując się pismu
«B», «B» duże.
Kto pomyśli, może zgadnie.
No, no — pisz waść — a dokładnie.
dyktuje
Bardzo proszę... mocium panie...
Mocium panie... me wezwanie...
Mocium panie, wziąć w sposobie,
Mocium panie... wziąć w sposobie,
Jako ufność ku osobie...
Mocium panie, waszmość pana;
Ktura, lubo mało znana...
Ktura, lubo mało znana...
pokazując palcem
DYNDALSKI
podnosząc się
Żyd, jaśnie panie.
Lecz w literę go pżerobię.
CZEŚNIK
Jak mi jeszcze kropla skapie,
To cię tżepnę tak po łapie,
Aż proformę wspomnisz sobie. —
Czytaj waść.
Dyndalski obciera pot aż po karku.
DYNDALSKI
czyta
Bardzo proszę, mocium panie,
Mocium panie, me wezwanie,
Mocium panie, wziąć w sposobie,
Mocium...
CZEŚNIK
wyrywa i dże papier
Nieh cię czarci hwycą
Z taką pustą muzgownicą!
«Mocium panie» — cymbał pisze!
DYNDALSKI
Jaśnie pana własne słowo.
CZEŚNIK
Milcz, waść! — pżepisz to de novo,
«Mocium panie» opuść wszędzie.
DYNDALSKI
hcąc zbierać kawałki
Z tyh kawałkuw trudno będzie.
CZEŚNIK
Pisz de novo — pisz, powiadam —
Muzgu we łbie za tży grosze!
Siadaj! — siadaj, muwię.
DYNDALSKI
CZEŚNIK
dyktuje
zatyka sobie usta
DYNDALSKI
CZEŚNIK
zrywając się
Co, moć? cuż moć znaczy?
Z tym hebesem nie pomoże;
Tżeba zrobić to inaczej. —
Nawet lepiej będzie może,
Gdy wyprawię doń paholę
Z ustną prośbą. — Tak, tak wolę. —
Słuhaj. — Idź mi... Ależ, ale!
Rejentowicz od nikogo
Nie jest u mnie znany wcale.
PAPKIN
obojętnie
Wszyscy go tu poznać mogą,
Wszak był rano.
CZEŚNIK
Co? uw młody?
Komisażem co się mienił?
PAPKIN
CZEŚNIK
Na me szkody
W me komnaty ćwik się wkrada,
A ten milczy, nie powiada!
PAPKIN
obojętnie
Abym milczał, dał to złoto.
CZEŚNIK
PAPKIN
Kto już na puł w grobie stoi,
Twego gniewu się nie boi.
żucając sakiewkę na ziemię
Cuż ten kruszec w takiej poże!
CZEŚNIK
PAPKIN
Ktuż go ceni!
Na cuż mi się pżydać może? —
Kiedy Dyndalski hce podnieść sakiewkę, Papkin go upżedza, kończąc mowę.
CZEŚNIK
Ciho, ciho, bez hałasu.
Teraz na to nie ma czasu —
Ale jakem szlahcic prawy,
Zdasz mi poczet z twojej sprawy.
do Dyndalskiego
Wasze idź mi — wypraw Rózię,
Nieh do Milczka wkraść się stara,
Nieh młodemu Wacławowi,
Paniczowi — no wiesz? — powié,
Że go prosi panna Klara,
By nie muwiąc nic nikomu
Hciał na hwilę pżyjść łaskawie —
Aby nie był wżdy w obawie,
Bo Cześnika nie ma w domu.
No, rozumiesz?
DYNDALSKI
CZEŚNIK
Sam tymczasem zwiń się skżętnie:
Kilku ludzi u wyłomu
Postaw w kżakah. — Jeno nogą
Gaszek będzie za granicą,
Łapes capes — nieh go hwycą;
A pujść nie hce — związać mogą.
DYNDALSKI
Ależ despekt, jaśnie panie,
Tak postąpić jakby z ciurą.
CZEŚNIK
Wasze byłeś, jesteś rurą. —
Jak rozkażę, tak się stanie.
hce odejść
PAPKIN
CZEŚNIK
PAPKIN
CZEŚNIK
odhodzi z Dyndalskim w dżwi środkowe
PAPKIN
sam, powtażając
«Idź do kata!»
Wdzięczność ludzi, wielkość świata —
Każdy siebie ma na względzie
A drugiego za nażędzie.
Puki dobre — cacko, złoto;
Jak zepsute — ruszaj w błoto.
SCENA SZUSTA
Papkin, Klara z dżwi prawyh.
PAPKIN
O myh myśli ty bogini!
O ty jedna litościwa!
Pasmo życia jad pżerywa,
Ale serce, jakby w skżyni,
Miłość k’tobie zawsze kryje.
KLARA
PAPKIN
Już nie żyję. —
Byłbym pżywiuzł krokodyla,
Byłbym zyskał twoją rękę;
Lecz ostatnia pżyszła hwila,
Dziś rycerską kończę mękę.
KLARA
na stronie
Stracił zmysły do ostatka.
PAPKIN
Ten testament wręczę tobie:
Racz posłuhać, jakby matka,
I zapłakać na mym grobie.
czyta, łzy często ocierając
Ja, Józef Papkin, syn mego ojca Jana Papkina...
Będąc zupełnie zdruw na ciele i umyśle, ale nie mogąc wiedzieć, kiedy umrę...
bo jestem otruty pżez rejenta Milczka w lampce wina...
robię ten testament, czyli ostatnie rozpożądzenie mojego ruhomego i nieruhomego majątku. Nieruhomym rozpożądzać nie mogę, bo żadnego nie mam...
Ruhomości zaś rozdaję. — Tej, kturąm zawsze kohał, czcił, szanował i ubustwiał, Jaśnie Wielmożnej Klarze Raptusiewiczównie, starościance zakroczymskiej, daruję angielską gitarę i żadką kolekcyję motyli, będącą teraz w zastawie. — Artemizę...
Cześnikowi dać ją hciałem,
Ale teraz pżemazałem.
Artemizę dostanie najdzielniejszy ryceż w Europie, pod warunkiem, aby pomnik postawił na mym grobie. — Z resztą ruhomości hcę być pohowany ociera łzy. — JW. Cześnika zaś i JW. Starościankę, jako egzekutoruw testamentu, suplikuję, aby moje wszystkie długi, jakie się tylko pokażą, nie płacili, gdyż hcę pżez to braciom moim rużnego stanu i wyznania zostawić po sobie pamiątkę.
Józef Papkin
Józef Papkin incognito —
Na tytuły miejsca nie ma —
Weź więc — i co tu wyryto,
Nieh twa pamięć wiecznie tżyma.
SCENA SIUDMA
Papkin, Klara, Wacław z dżwi lewyh.
WACŁAW
Klaro, Klaro, co się dzieje!
Los nas ściga nazbyt srogo —
Wszystkie drogie nam nadzieje
W jednej hwili pżepaść mogą.
KLARA
WACŁAW
spojżawszy na Papkina
Zapłacony. —
Podstolina w naszym domu —
Bo plan ojca niewzruszony
Ją zaślubić mnie pżymusza.
KLARA
WACŁAW
A ta podła dusza,
Bez litości i bez sromu,
Nie zważając me wyznania,
Jego woli uho skłania.
KLARA
Ah, Wacławie, nie mam władzy
Muwić, radzić w tej potżebie,
Bo truhleję tu o ciebie. —
Ah, ty nie znasz mego stryja!
W porywczości nie ma granic.
WACŁAW
Nie lękaj się nadaremnie:
Komisaża wszak zna we mnie.
PAPKIN
WACŁAW
PAPKIN
WACŁAW
KLARA
wstżymując go
O, muj drogi,
Nie powiększaj mojej trwogi.
WACŁAW
Nieh pżynajmniej go ukażę.
KLARA
Śmierć zadajesz twojej Klarze.
PAPKIN
Kto już w grobie jedną nogą,
Na tym groźby nic nie mogą.
WACŁAW
KLARA
Prużna zwada —
Uhodź, uhodź, nie trać hwili.
PAPKIN
O, i moja taka rada,
Bo się właśnie Cześnik sili
Zwabić cię tu w swoje szpony —
Poczt hajdukuw rozstawiony
Hwyci, zwiąże cię w potżebie.
KLARA
Jeszczeż mało to dla ciebie!
WACŁAW
KLARA
WACŁAW
KLARA
WACŁAW
KLARA
WACŁAW
idąc ku dżwiom lewym
Idę teraz, lecz z powrotem...
SCENA USMA
Klara, Papkin, Wacław, Cześnik, Dyndalski, hajduki z rużnyh stron.
CZEŚNIK
zastępując w dżwiah lewyh
Hola, hola, mocium panie! —
Objehałem jak bartnika.
WACŁAW
I cuż złego mi się stanie?
Widzę dużo pżeciwnika,
Lecz nie myślcie, że się boję. —
do Cześnika
Jeśliś zbujca — masz mię, stoję.
Ale jeśliś człowiek prawy,
Jaką taką daj szablinę —
W Bogu wiara, że nie zginę.
CZEŚNIK
Lubię, hłopcze, żeś mi żwawy —
Lecz nie o tym teraz mowa,
Daj więc baczność na me słowa:
Rejent wykradł nażeczonę
I hce tobie dać za żonę;
Miałby tryumf w tym sposobie,
Lecz ja umiem radzić sobie —
Lub do turmy pujdziesz na dno,
Gdzie, że siedzisz, ciężko zgadną,
Albo — rękę oddasz Klarze. —
A jeżeli Starościanka
Pujść nie zehce do ołtaża,
Jest tu druga jej bratanka,
Tej za ciebie pujść rozkażę. —
Tobie żonka jakby nimfa,
Podstolinie grohowianka,
Rejentowi tęga fimfa,
A mnie zemsta doskonała —
Tak się skończy sprawa cała.
Milczenie.
WACŁAW
CZEŚNIK
WACŁAW
CZEŚNIK
WACŁAW
KLARA
CZEŚNIK
Klara obraca się ku Wacławowi jakby o odpowiedź.
WACŁAW
CZEŚNIK
Zatem rękę daj dziewicy —
Nie od tego, widzę, ona.
Pleban czeka już w kaplicy
Dalej żwawo.
na stronie
Odhodzą do kaplicy.
PAPKIN
testament w ręku
O fortuno tygrysico!
I trucizna, i wesele —
To za wiele! to za wiele!
Odhodzą do kaplicy.
SCENA DZIEWIĄTA
DYNDALSKI
zbierając kawałki swojego pisma
Jak co sobie ubrda w głowie,
To i klinem nie wybije.
Żebym pisał, co się zowie,
Jak już długo z Bogiem żyję,
Tegom jeszcze nie powiedział;
Gżehem prezumpcyja taka —
Ale jednak rad bym wiedział,
Czemum dzisiaj zszedł na żaka?
Co on sobie — tylko proszę —
Mugł do tego «B» upatżyć?
Co nie staje tej liteże?
Czy brak w kształcie, czy brak w mieże?
Ot, kżyż Pański, a ja znoszę.
siada i składa kawałki
SCENA DZIESIĄTA
Dyndalski, Rejent
Rejent whodzi, oglądając się na wszystkie strony.
REJENT
kładąc rękę na ramieniu Dyndalskiego, ktury go nie widział
Dobry wieczur, panie bracie.
Cuż to, dżumę w zamku macie?
Żywej duszy. — Nie ma komu
Odpowiedzieć, pan czy w domu.
DYNDALSKI
REJENT
Żecz ciekawa.
Cześnik wyzwał mnie na rękę:
Acz nie moja to zabawa,
Żekłem jednak: wola nieba,
Z nią się zawsze zgadzać tżeba.
I wyszedłem, i czekałem,
Tak, czekałem nadaremnie.
Może wrużył zbyt zuhwale,
Że mu Rejent nie dotżyma?
Ale Rejent był na dziale,
Zuha tylko jeszcze nié ma.
DYNDALSKI
Ej, łaskawy muj Rejencie,
Nie wyzywaj go na cięcie,
Bo jak mahnie po pętlicah,
Zdywiduje jak Bóg Bogiem.
GŁOSY W KAPLICY
Wiwat! wiwat! Państwo młodzi!
REJENT
DYNDALSKI
REJENT
CZEŚNIK
za sceną
Hej, Dyndalski! tam do czarta!
Okulbaczyć mi dzianeta!
wyhodząc
Już kaducznie pżeszła czwarta.
SCENA JEDENASTA
Rejent, Cześnik
Cześnik pżyszedłszy na pżud sceny spostżega Rejenta, staje jak wryty. Rejent kłania się nisko. Czas milczenia, oko w oko patżą. Cześnik hwyta za szablę, to samo i Rejent. Czas jakiś zastanowienia. Cześnik zdaje się walczyć z sobą. Dyndalski wybiega do kaplicy.
CZEŚNIK
na stronie
Nie wudź mnie na pokuszenie,
Ojcuw moih wielki Boże!
Wszak gdy wstąpił w progi moje,
Włos mu z głowy spaść nie może.
Odpasuje i żuca karabelę na stuł. Rejent zawiesza czapkę na rękojeści swojej szabli.
REJENT
CZEŚNIK
Ha! ha! rozkosz mi jedyna!
Będziesz zadość miał z tej strony —
Ale z żoną czy bez żony?
REJENT
CZEŚNIK
Co za wiele? —
Tyś mi ukradł moją wdowę,
By ją zmienić na synowę —
Jam zatżymał twego syna,
By mu sprawić tu wesele —
Masz więc byka za indyka.
SCENA DWUNASTA
Ciż sami, Klara, Wacław, Papkin, Dyndalski, dwożanie, kobiety, wszyscy z bukietami wyhodzą z kaplicy.
WACŁAW
KLARA
Ah, muj stryju,
Nieh się skończy ta zawiłość!
WACŁAW
klękając
Pżebacz, ojcze, i wzajemną
Pobłogosław naszą miłość!
REJENT
Wstań, serdeńko, i hodź ze mną.
SCENA TŻYNASTA
Ciż sami, Podstolina
PODSTOLINA
Mamże wieżyć, co się dzieje,
Wacław z Klarą —
REJENT
PODSTOLINA
Tak jest, wieżę, już się stało! —
Więc wam powiem — i niemało.
Hciałam za mąż pujść czym prędzéj,
By nie zostać całkiem w nędzy —
Uw majątek zapisany
Na czas tylko był mi dany,
A w istotnym wiecznym daże
Dziś pżypada szczęsnej Klarze.
REJENT
na stronie
Dwa majątki — kąsek gładki —
Coś stryjowi żal tej gratki.
CZEŚNIK
na stronie
Zamienił stryjek
Na siekierkę kijek.
PODSTOLINA
Ale pżez to dziś nie tracę:
U Rejenta sto tysięcy...
KLARA
Nie — ja z mego to zapłacę.
Podstolina pżehodzi na prawą stronę.
KLARA
do Rejenta
Nie opieraj się już więcéj,
Swego gniewu zwalcz ostatki,
Pobłogosław twoje dziatki.
klęka z Wacławem, kturemu podaje prawą rękę
REJENT
Nieh się dzieje wola nieba,
Z nią się zawsze zgadzać tżeba.
daje kżyżyk i podnosi klęczącyh
PAPKIN
do Wacława
Mogęż pżestać na twym słowie?
Ręczysz pewnie za me zdrowie?
na znak potakujący — do Cześnika
Teraz wzywam waszmość pana!
Każ nam pżynieść roztruhana,
Nieh nam zagżmią i fanfary,
Wypijemy pierwszej pary!
pżehodzi na lewą stronę i dże testament
CZEŚNIK
Niehże będzie dziś wesele,
Ruwnie w sercah, jak i w dziele —
podając rękę Rejentowi
Mocium panie, z nami zgoda.
Rejent pżyjmuje rękę z niskim ukłonem.
WSZYSCY
WACŁAW
wstąpiwszy na środek tak, że Klara po jego prawej, podaje rękę Cześnikowi, on zaś ojcu po lewej, i posuwając się na pżud sceny
Tak jest, zgoda,
A Bóg wtedy rękę poda.