Akt tżeci
AKT TŻECI
Pokuj Rejenta.
SCENA PIERWSZA
Rejent siedzi pży stoliku i pisze. Dwuh mulaży pży dżwiah stoi.
Rejent, MULAŻE
REJENT
Muj majstruniu, muwcie śmiało,
Opiszemy sprawę całą;
Na te ciężkie nasze czasy
Boskim darem takie basy.
Każdy kułak spieniężymy:
Że was bito, wszyscy wiémy.
MULAŻ
Niekoniecznie.
REJENT
Bili pżecie,
Muj majstruniu.
MULAŻ
Niewyraźnie.
REJENT
Czeguż jeszcze wam nie stało?
Bo mahano dosyć raźnie.
MULAŻ
Ot, szturknięto tam coś mało.
DRUGI MULAŻ
Ktuż tam za to skarżyć zehce!
REJENT
Lecz kto szturka, ten nie łehce?
MULAŻ
Ha! Zapewne.
REJENT
A więc bije?
MULAŻ
Oczywiście.
REJENT
Komu kije
Porahują kości w gżbiecie,
Ten jest bity — wszak to wiecie?
A kto bity, ten jest zbity?
Co?
MULAŻ
Ha! dobże pan powiada,
Ten jest zbity.
REJENT
Więc was zbili,
To żecz jasna, moi mili.
MULAŻ
Ta, już jakoś tak wypada.
REJENT
napisawszy
Skaleczyli?
MULAŻ
A, broń Boże!
REJENT
Nie, serdeńko?
MULAŻ
Ah, nie.
REJENT
Pżecie
Znak, drapnięcie?
MULAŻ
pomuwiwszy z drugim
Znajdziem może.
REJENT
A drapnięcie, pewnie wiecie,
Mała ranka, nic innego.
MULAŻ
Tać, tak niby.
REJENT
Mała, wielka,
Jednym słowem, rana wszelka
Skąd pohodzi?
MULAŻ
Niby... z tego...
REJENT
Z skaleczenia.
MULAŻ
Nie inaczej.
REJENT
Mieć więc ranę tyle znaczy,
Co mieć ciało skaleczone:
Że zaś raną jest drapnięcie,
Więc zapewnić możem święcie,
Że jesteście skaleczeni,
Pżez to hleba pozbawieni.
MULAŻ
O! to znowu...
REJENT
Pozbawiony
Jesteś, bratku, i z pżyczyny,
Że ci nie dam okruszyny —
pisze
Zatem, zatem skaleczeni,
Pżez to hleba pozbawieni,
Z matką — żoną — czworgiem dzieci.
MULAŻ
Nie mam dzieci.
DRUGI MULAŻ
Nie mam żony.
REJENT
Co? nie macie? — nic nie szkodzi —
Mieć możecie — tacy młodzi.
MULAŻ
Ha!
DRUGI MULAŻ
Tać prawda.
REJENT
napisawszy
Akt skończony.
Teraz jeszcze zaświadczycie,
Że nastawał na me życie.
Stary Cześnik, jęty szałem,
Stżelał do mnie.
MULAŻ
Nie widziałem.
REJENT
Wołał stżelby.
DRUGI MULAŻ
Nie słyszałem.
MULAŻ
Wołał wprawdzie: «Daj gwintuwki!» —
Lecz hciał stżelać do makuwki.
REJENT
Do makuwki... do makuwki...
No, no, dosyć tego będzie —
Świadkuw na to znajdę wszędzie —
Nie brak świadkuw na tym świecie,
Teraz hodźcie — bliżej! bliżej! —
Znakiem kżyża podpiszecie. —
Michał Kafar trohę niżej —
Tak, tak — Maciej Miętus — pięknie! —
Za ten kżyżyk będą grosze,
A Cześniczek z żułci pęknie.
MULAŻ
Najpokorniej teraz proszę,
Coś z dawnego nam pżypadnie.
REJENT
Cześnik wszystko będzie płacił.
MULAŻ
Jakoś, panie, to nieładnie...
REJENT
Byleś wasze nic nie stracił.
MULAŻ
Tum pracował...
REJENT
popyhając ih ku dżwiom
Idźże z Bogiem,
Bo się poznasz z moim progiem.
MULAŻ
Tu zapłata, każdy powie...
REJENT
popyhając ku dżwiom
Idź, serdeńko, bo cię tżepnę.
MULAŻ
we dżwiah
Ależ pżecie...
REJENT
zamykając dżwi
Bądźcie zdrowi!
Dobży ludzie, bądźcie zdrowi!
wracając
Czapkę pżedam, pas zastawię,
A Cześnika stąd wykużę;
Będzie potem o tej sprawie
Na wołowej pisał skuże.
Lecz tajemne moje wieści,
Jeśli wszystkie z prawdą zgodne,
Tym, czym teraz serce pieści,
Najboleśniej go ubodnę.
SCENA DRUGA
Rejent, Wacław
REJENT
W czas pżyhodzisz, drogi synu,
Pomuwimy słuwek parę. —
siada i daje znak synowi, aby usiadł
Z niejednego twego czynu
Niezahwianą wziąłem wiarę,
Iż wstępując w moje ślady,
Pobożności kroczysz drogą;
Że złe myśli, podłe rady
Nigdy zwieść cię z niej nie mogą.
Rade temu serce moje,
Quandoquidem już pży grobie,
Żyję tylko jeszcze w tobie.
ociera łzy
Sekatury — gożkie znoje,
W nieustannej alternacie
Składam kornie ciebie gwoli
Pży Najwyższym Majestacie;
Bo ja tylko, moje dziecię,
Do fortunnej twojej doli
Aspiruję jeszcze w świecie.
WACŁAW
Łaski ojca dobrodzieja,
Acz nieczęsty, dowud drogi.
REJENT
W tobie jedna ma nadzieja,
Lecz zazdroszczą mi jej wrogi;
Syna z ojcem hcą rozdzielić,
Hcą się smutkiem mym weselić.
Złego duha pną mamidła,
Twej młodości stawią sidła.
WACŁAW
Nie rozumiem.
REJENT
Nie rozumiesz?
Starościanka...
WACŁAW
Cna dziewica,
Tę ubustwiać...
REJENT
Skrycie umiesz...
WACŁAW
Jeśli była tajemnica,
To dlatego, żem hciał wpżody
Do sąsiedzkiej skłonić zgody.
REJENT
Mnie z Cześnikiem? — O muj Boże!
Ktuż jej więcej pragnąć może
Niż ja, człowiek bogobojny.
WACŁAW
Zezwul zatem, abym z Klarą...
REJENT
Być nie może żadną miarą;
Cześnik burda, ja spokojny.
WACŁAW
Lecz cuż Klara temu winna,
Że czasami stryj szalony?
REJENT
Czy tam winna, czy niewinna,
Innej waści tżeba żony;
I, serdeńko, będzie inna.
WACŁAW
Ah, muj ojcze, wyrok srogi...
REJENT
Nieodmienny, synku drogi.
WACŁAW
Moja dola, żekłeś pżecie,
Jednym celem na tym świecie.
REJENT
Bóg to widzi i ocenia.
WACŁAW
Ja ją koham.
REJENT
z uśmiehem
To się zdaje.
WACŁAW
Nie pżeżyję rozłączenia.
REJENT
Ja się tego nie pżestraszę.
WACŁAW
I pżysięgam.
REJENT
surowo
Zamilcz wasze!
ze słodyczą
Co los spuści, pżyjąć tżeba:
Nieh się dzieje wola nieba. —
Lecz, serdeńko, gdyś tak stały,
Gdzież dawniejsze twe zapały?
Milczysz — jakże?
ironicznie
Nie do wiary,
Jak o wszystkim wie ten stary!
WACŁAW
Młodość... może...
REJENT
Podstolina
Była quondam ta jedyna!
Ta wybrana! Ta kohana!
Teraz bawi u Cześnika.
WACŁAW
z pośpiehem
Zaręczona Cześnikowi.
REJENT
Puty temu nie uwieżę,
Puki sama nie odpowié.
WACŁAW
Nie odpowié? Podstolina?
REJENT
Zapytałem ją w tej mieże;
A jeżeli Bóg dozwoli,
Pżyjmie rękę mego syna.
WACŁAW
Lecz nie pżyjmie syn jej ręki.
REJENT
Syn posłuszny, Bogu dzięki. —
Intercyzę pżyłączyłem,
Gdzie dokładnie wyraziłem:
Ktura zerwać zehce strona,
Ta zapłaci sto tysięcy.
WACŁAW
Moje szczęście warte więcéj.
REJENT
Szczęściem będzie taka żona.
WACŁAW
Wpżud mogiła mnie pżykryje...
Lecz i Cześnik jeszcze żyje,
On nas spali w pierwszym pędzie.
REJENT
z flegmą, jak zawsze
Ha! — to Cześnik wisieć będzie.
Nieh się dzieje wola nieba,
Z nią się zawsze zgadzać tżeba.
WACŁAW
Ojcze!
REJENT
Synu!
WACŁAW
Ostre noże
Topisz w sercu syna twego.
REJENT
Nie ma złego bez dobrego.
WACŁAW
Zmień twuj rozkaz.
REJENT
Być nie może.
WACŁAW
żucając mu się do nug
Ah, litości!
REJENT
Tę zyskałeś!
Patż, ja płaczę.
WACŁAW
wstając
Mieć nadzieję?
REJENT
Nie, serdeńko, być nie może.
WACŁAW
Ja z rozpaczy oszaleję.
REJENT
Patż, ja płaczę... ani słowa! —
Cnota, synu, jest budowa,
Jest to ziarno, kture sieje...
Wacław odhodzi. Po krutkim milczeniu.
Jeszcze diable młoda głowa.
SCENA TŻECIA
REJENT
Co skłoniło Podstolinę,
Wduwkę tantną, wduwkę gładką,
Za takową iść gadzinę,
To dotyhczas jest zagadką;
Ale wątpić nie wypada,
Iż zamienić będzie rada.
prostując się
Acz i starość bywa żwawa,
Wżdy wiek młody ma swe prawa.
Ale Cześnik, gdy postżeże,
Iż na dudka wystryhnięty,
Może... może... strah mnie bieże,
Apopleksją będzie tknięty...
Nieh się dzieje wola nieba,
Z nią się zawsze zgadzać tżeba.
SCENA CZWARTA
Rejent, Papkin
PAPKIN
wsuwając się trwożliwie
Wolnoż wstąpić?
REJENT
Bardzo proszę.
PAPKIN
z najniższym ukłonem i nieśmiało
Pana w domu i Rejenta
Widzieć w godnej tej osobie
Hluba wielka, niepojęta
Spada na mnie w tejże dobie,
Jak niemylnie pewnie wnoszę?
REJENT
pokornie
Tak jest — sługa uniżony.
Wolnoż mi się w odwet spytać,
Kogom zyskał honor witać?
PAPKIN
na stronie
Hm! pokorna coś szlahciurka,
Z każdym słowem daje nurka —
Niepotżebne miałem względy.
śmielej
Jestem Papkin.
Rejent wskazuje z ukłonem kżesło na środku stojące. Papkin pżypatruje się z uwagą Rejentowi, ktury jak zawsze z założonymi na piersiah rękoma, nieporuszenie w miejscu stoi. Papkin muwi dalej na stronie.
Jak uważam,
Skończę wszystko bez pomocy.
głośno, wyciągając się na kżeśle
Jestem Papkin — lew pułnocy,
Rotmistż sławny i kawaler —
okazując gestem wstęgi orderowe
Tak, siak, tedy i owędy.
Mądry w radzie, dzielny w boju,
Dusza wojny, wrug pokoju.
Znają Szwedy, muzułmany,
Sasy, Włochy i Hiszpany
Artemizy ostże sławne
I nim władać ramię wprawne.
Jednym słowem, krutko muwiąc,
Kula ziemska zna Papkina —
Teraz, bratku, daj mi wina.
REJENT
po krutkim wahaniu, na stronie
Nemo sapiens, nisi patiens.
Dostaje butelkę spod stolika kilimkiem nakrytego, patży w nią do światła, nalewa lampeczkę i podaje Papkinowi, ktury muwi, co następuje.
PAPKIN
na stronie
O! Brat szlahcic thużem podszyt! —
Po zleceniu od Cześnika
Może sobie udrę łyka.
nakrywa głowę — pije
Cienkusz!
pije
deresz!
pije
REJENT
na stronie
Nadto śmiało.
PAPKIN
Istna lura, panie bracie,
Cuż, lepszego tu nie macie?
REJENT
Wybacz, waszmość, lecz nie stało.
PAPKIN
Otuż to jest szlahta nasza!
ze wzgardą
Siedzi na wsi — sieje, wieje —
Zżędzi, nudzi, gdera, łaje.
A dać wina — to nie staje.
idzie do stolika, nalewa sobie. Rejent nieporuszony prowadzi go oczyma
Albo jeśli pżyjdzie flasza,
Samą maścią już pżestrasza;
Potem prosi: «Jeśli łaska» —
Nie proś, nie nudź, hreczkosieju,
A lepszego daj, u diaska!
REJENT
Ależ mości dobrodzieju...
PAPKIN
pijąc
Mętne, kwaśne nad pojęcie —
Istna lura, muj Rejencie!
REJENT
na stronie
Cierpliwości wiele tżeba;
Nieh się dzieje wola nieba.
PAPKIN
Zwiedź piwnice wszystkie moje,
Gdzie z puł świata masz napoje,
Gdzie sto beczek stoi żędem!
Jeśli znajdziesz co takiego,
Dam ci, bratku, konia z żędem.
REJENT
z ukłonem
Pozwul spytać, panie drogi,
Gdyż nie znana mi pżyczyna,
Co w nikczemne moje progi
Marsowego wiedzie syna?
PAPKIN
rozpierając się na kżeśle pży stoliku
Co? Hcesz wiedzieć?
REJENT
Proszę o to.
PAPKIN
Więc staję tu, wiedz, niecnoto,
Z strony jaśnie wielmożnego
Cześnika Raptusiewicza,
Co go ranka dzisiejszego
Twyh służalcuw sprośna dzicza,
Godna jednak pryncypała,
W jego zamku napaść śmiała.
REJENT
Muwże, waszmość, trohę ciszéj,
Jego sługa dobże słyszy.
PAPKIN
Muwię zawsze podług woli.
REJENT
Ależ bo mnie głowa boli.
PAPKIN
jeszcze głośniej
Że tam komu w uszah stżyka
Albo że tam czyj łeb hory,
Pżez to nigdy w pieśń słowika
Nie odmienią głos stentory.
REJENT
słodko
Ależ bo ja mam i ludzi.
Każę oknem cię wyżucić.
Papkin w miarę słuw Rejenta wstaje z wolna, zdejmując kapelusz.
A tam dobry kawał z gury.
PAPKIN
O, nie tżeba.
REJENT
Jest tam ktury!
Hola!
PAPKIN
Nieh się pan nie trudzi.
REJENT
Pan jak piurko stąd wyjedzie.
do służącyh
Czekać w cztereh tam za dżwiami!
PAPKIN
Ale na cuż to, sąsiedzie,
Tej parady między nami?
REJENT
Teraz słuham waszmość pana.
sadzając go prawie gwałtem
Bardzo proszę — bardzo proszę —
siada blisko i napżeciwko
Jakaż czynność jest mu dana?
nie spuszcza z oka Papkina
PAPKIN
Jesteś trohę nadto żywy:
Nie wiedziałem, Bóg mi świadkiem,
Że tak bardzo masz słuh tkliwy —
Pżestżeż, proszę, gdy pżypadkiem —
Jakieś słuwko głośniej powiem.
REJENT
Czy się prędko żeczy dowiem?
PAPKIN
bardzo ciho
Zaraz — Cześnik bardzo prosi...
REJENT
Hę!
PAPKIN
Czy głośniej?
na znak potakujący Rejenta muwi dalej
Cześnik prosi...
To jest... raczej Cześnik wnosi,
Że, by skończyć w jednej hwili
Kontrowersją, co... zrobili...
nie mogąc uniknąć wzroku Rejenta, miesza się coraz więcej
Dobże muwię... co zrobili...
Kontrowersją... jak żecz znana...
Że tak... to jest... że... spży... spżyja...
odwracając się, na stronie
A to jakiś wzrok szatana,
Cały język w trąbkę zwija.
REJENT
Ja nie jestem pojąć w stanie,
Waszmość prawisz zbyt zawiło.
PAPKIN
wstając
Bo to... bo te... wybacz, panie,
Wino trohę mocne było.
A nie jestem zbyt wymowny...
ciszej
Czy tyh cztereh jeszcze stoi?
REJENT
Jednym słowem — muj szanowny,
Dobry sąsiad czego żąda?
PAPKIN
Lecz się poseł trohę —
REJENT
kończąc
...Boi.
Bądź, serdeńko, bez obawy.
PAPKIN
Więc Cześnika prośba niesie,
Abyś waszmość circa quartam
U tżeh kopcuw w Czarnym Lesie
Stanął z szablą do rozprawy.
REJENT
ironicznie
Stary Cześnik jeszcze żwawy!
PAPKIN
ośmielając się
Ba! To wszyscy wiedzą pżecie,
Że niemylne jego ciosy —
Wszakże w całym już powiecie
Pokarbował szlahcie nosy,
Tylko jeszcze...
REJENT
Ciszej, proszę.
PAPKIN
oglądając się na dżwi
Prawda, ciszej. — Ciho zatem
Jego gżeczną prośbę wnoszę
I dołączam moją własną
O odpowiedź krutką, jasną.
REJENT
Tę listownie mu udzielę,
Ale jakże się to zgadza:
Wszak ci jutro ma wesele.
PAPKIN
śmielej
Tamto temu nie pżeszkadza:
Rano pierścień — w puł dnia szabla —
Wieczur kielih — w nocy...
REJENT
słodko
Ciho.
PAPKIN
Prawda, ciho.
na stronie
Sprawa diabla,
Ani mrumru. — Czy mnie liho
Tu pżyniosło w takie szpony!
REJENT
ironicznie
Wielkiż afekt pżyszłej żony?
PAPKIN
Fiu! fiu! fiu! — Taż z miłości
Tżykroć na dzień wpada w mdłości —
Cześnik, także rozogniony,
Jak gromnica ku niej pała —
Będzie para doskonała.
A że wierna w każdej sprawie,
Ręce, nogi w zakład stawię.
SCENA PIĄTA
Rejent, Papkin, Podstolina
PODSTOLINA
Otuż jestem na wezwanie
W twoim domu, muj Rejencie,
Co dowodem nieh się stanie,
Żem zmieniła pżedsięwzięcie.
Nie straciłam na namyśle
Niepotżebnym czasu wiele —
Bo ja żadko kiedy myślę,
Alem za to hyża w dziele —
I nie muwiąc Cześnikowi:
Muj staruszku, bądźcie zdrowi,
Milsze od was są sąsiady —
Podpisuję twe układy
I w minucie tutaj staję. —
oddając papier złożony
Waszmość panu jeden daję,
Drugi odpis u mnie będzie.
Gdy więc pewność w każdym względzie
I wzajemnie dane słowa,
Witam ciebie jak synowa.
REJENT
Wielki splendor na mnie spływa,
Moja pani miłościwa,
I fortuna w złotej nawie
Żagiel dla mnie swuj rozpięła,
Gdyś hętliwie i łaskawie
W twoje skarbne serce wzięła
Najkorniejsze prośby moje.
Tak jest, pani miłościwa,
Wielki splendor na mnie spływa;
A na szczepu mego tżaski
Jeszcze większy spłynąć może,
Bo hcesz z arcywielkiej łaski
Mego syna dzielić łoże.
Niehże mi tu wolno będzie
Na tej lihej, własnej gżędzie,
Polecając waszmość pani
Trwałej pżyhylności zdroje
I powolne służby moje,
Do maluczkih upaść nużek,
Jako sługa i podnużek.
całuje ją w rękę
PAPKIN
na stronie
Co ja słyszę! Co, u kata!
Zdmuhnął żonę Cześnikowi
I z nią syna swego swata!
Wszak ci Cześnik, gdy się dowie,
Jak szczupaka go rozpłata.
PODSTOLINA
Nie myśl jednak, muj Rejencie,
Że to z gustu do odmiany
Wzięłam inne pżedsięwzięcie;
Syn twuj, Wacław, był mi znany,
Bardzo znany — jednym słowem,
Na cuż mam się kryć w tej mieże:
Był kohany — kohał szczeże.
PAPKIN
klaskając w palce
Tędy droga!
PODSTOLINA
Cuż to znaczy?
Papkin tu?
PAPKIN
Tak, Papkin czeka,
Aż go Anna zoczyć raczy.
PODSTOLINA
do Rejenta
Waszmość cierpisz tego człeka?
do Papkina
Precz mi z oczu!
PAPKIN
z pośpiehem
Idę.
REJENT
Czekaj,
Wasze!
PAPKIN
Czekam.
REJENT
Odpis pżecie.
PODSTOLINA
On to zdradną swą wymową
Mnie, zbyt słabej, mnie, kobiecie,
Opłakane wyrwał słowo.
PAPKIN
Ja?
PODSTOLINA
I gdyby nie ta zmiana,
Szłabym biedna w moc tyrana.
PAPKIN
do siebie
Dzień feralny!
REJENT
do Podstoliny
Wola nieba,
Z nią się zawsze zgadzać tżeba.
Ale teraz moje zdanie,
Że gdy Cześnik nie wie jeszcze
O nam hlubnie zaszłej zmianie,
Lubo w piśmie żecz umieszczę,
Dobże będzie, gdy z twej strony
Papkin weźmie zapewnienie
I powtuży to, co w liście.
PAPKIN
na stronie
Hce mnie zgubić, oczywiście!
REJENT
Daj mu, pani, twe zlecenie,
A ja skreślę słuwek parę.
odhodzi
SCENA SZUSTA
Podstolina, Papkin
PAPKIN
odprowadzając go oczyma
Podstolino! mam dać wiarę?
Co to znaczy? gdzie sumienie?
REJENT
ukazując głowę w dżwiah
Proszę ciszéj.
PAPKIN
Prawda, ciszéj.
na stronie
I pżez mury czart ten słyszy.
ciho do Podstoliny
Ah, co robisz, Podstolino?
Z twej pżyczyny wszyscy zginą —
Czyliż Cześnik ci nie znany?
On nie zniesie tego sromu,
On pohodnią i żelazem
Śmierć wyżuci w wasze ściany,
Gruz zostawi z tego domu.
Buj się Boga, hodźmy razem
oglądając się i odprowadzając coraz dalej na stronę
Ah, ty nie wiesz, gdzieś pżybyła...
W jakiej strasznej jesteś toni...
Ciho!... Gdyby nie w tej dłoni
Artemizy groźna siła,
Już by... sza!... Nieh Bóg nas broni!...
Dalej we dżwi i na shody.
PODSTOLINA
wyrywając się
Wolna droga.
PAPKIN
Niekoniecznie,
Cztereh stoi.
PODSTOLINA
Lecz weź wpżody
Pożegnanie dla Cześnika:
Kłaniaj mu się bardzo gżecznie,
Powiedz oraz, jak mą duszę
Zbyt boleśnie żal pżenika,
Że się tak z nim rozstać muszę —
Nieh porywczo mnie nie gani...
PAPKIN
Banialuki, moja pani,
Tyh ode mnie nie usłyszy.
SCENA SIUDMA
Podstolina, Papkin, Rejent
REJENT
Ciszéj z łaski.
PAPKIN
Prawda, ciszéj.
REJENT
Oto jest list do sąsiada...
PAPKIN
Ambasada diable śliska!
REJENT
Żegnam.
PAPKIN
w ukłonah
Papkin nużki ściska.
Za pżyjęcie dzięki składa.
Ukłony i ceremonie aż do końca sceny.
REJENT
Nie ma za co.
PAPKIN
O, i owszem.
REJENT
odprowadzając go
Sługa, sługa uniżony.
PAPKIN
Proszę wrucić.
REJENT
Nie wypada.
PAPKIN
Suplikuję.
REJENT
Tylko z gury.
PAPKIN
Nie pozwolę.
Dżwi otwierają się i widać cztereh pahołkuw.
REJENT
Jest tam ktury!
PAPKIN
O, bez wszelkih ceremonii.
REJENT
do pahołkuw
Panu temu wskazać drogę.
PAPKIN
Ściskam nużki — trafić mogę.
REJENT
Wziąć pod ręce — nie bez laski —
Shody ciemne — macać tżeba —
PAPKIN
Ściskam nużki — zbytek łaski. —
z ukłonem, jednym susem za dżwiami się znajduje, dżwi się zamykają, słyhać łoskot, jak gdyby kto zleciał ze shoduw.
Podstolina idzie ku Rejentowi.
REJENT
wracając
Nieh się dzieje wola nieba,
Z nią się zawsze zgadzać tżeba!
Książka pohodzi z serwisu Wolne Lektury: Aleksander Fredro, „Zemsta”. Utwur w domenie publicznej. Zmiany: pisownia nowopolska (ó → u, rz → ż, ch → h; nazwy własne bez zmian), bez pżypisuw.