Ta strona jest napisana po nowopolsku. Wolisz pisownię tradycyjną?

Pżełącz na pisownię tradycyjną

Biblioteka › Zemsta

Akt tżeci

AKT TŻECI

Pokuj Rejenta.

SCENA PIERWSZA

Rejent siedzi pży stoliku i pisze. Dwuh mulaży pży dżwiah stoi.
Rejent, MULAŻE

REJENT

Muj majstruniu, muwcie śmiało, 
Opiszemy sprawę całą; 
Na te ciężkie nasze czasy 
Boskim darem takie basy. 
Każdy kułak spieniężymy: 
Że was bito, wszyscy wiémy.  
 

MULAŻ

Niekoniecznie. 
 

REJENT

Bili pżecie, 
Muj majstruniu.  
 

MULAŻ

Niewyraźnie. 
 

REJENT

Czeguż jeszcze wam nie stało? 
Bo mahano dosyć raźnie.  
 

MULAŻ

Ot, szturknięto tam coś mało. 
 

DRUGI MULAŻ

Ktuż tam za to skarżyć zehce! 
 

REJENT

Lecz kto szturka, ten nie łehce? 
 

MULAŻ

Ha! Zapewne. 
 

REJENT

A więc bije? 
 

MULAŻ

Oczywiście. 
 

REJENT

Komu kije 
Porahują kości w gżbiecie, 
Ten jest bity — wszak to wiecie? 
A kto bity, ten jest zbity? 
Co?  
 

MULAŻ

Ha! dobże pan powiada, 
Ten jest zbity.  
 

REJENT

Więc was zbili, 
To żecz jasna, moi mili.  
 

MULAŻ

Ta, już jakoś tak wypada. 
 

REJENT

napisawszy
Skaleczyli? 
 

MULAŻ

A, broń Boże! 
 

REJENT

Nie, serdeńko? 
 

MULAŻ

Ah, nie. 
 

REJENT

Pżecie 
Znak, drapnięcie?  
 

MULAŻ

pomuwiwszy z drugim
Znajdziem może. 
 

REJENT

A drapnięcie, pewnie wiecie, 
Mała ranka, nic innego.  
 

MULAŻ

Tać, tak niby. 
 

REJENT

Mała, wielka, 
Jednym słowem, rana wszelka 
Skąd pohodzi?  
 

MULAŻ

Niby... z tego... 
 

REJENT

Z skaleczenia. 
 

MULAŻ

Nie inaczej. 
 

REJENT

Mieć więc ranę tyle znaczy, 
Co mieć ciało skaleczone: 
Że zaś raną jest drapnięcie, 
Więc zapewnić możem święcie, 
Że jesteście skaleczeni, 
Pżez to hleba pozbawieni.  
 

MULAŻ

O! to znowu... 
 

REJENT

Pozbawiony 
Jesteś, bratku, i z pżyczyny, 
Że ci nie dam okruszyny —  
 
pisze
Zatem, zatem skaleczeni, 
Pżez to hleba pozbawieni, 
Z matką — żoną — czworgiem dzieci.  
 

MULAŻ

Nie mam dzieci. 
 

DRUGI MULAŻ

Nie mam żony. 
 

REJENT

Co? nie macie? — nic nie szkodzi — 
Mieć możecie — tacy młodzi.  
 

MULAŻ

Ha! 
 

DRUGI MULAŻ

Tać prawda. 
 

REJENT

napisawszy
Akt skończony. 
Teraz jeszcze zaświadczycie, 
Że nastawał na me życie. 
Stary Cześnik, jęty szałem, 
Stżelał do mnie.  
 

MULAŻ

Nie widziałem. 
 

REJENT

Wołał stżelby. 
 

DRUGI MULAŻ

Nie słyszałem. 
 

MULAŻ

Wołał wprawdzie: «Daj gwintuwki!» — 
Lecz hciał stżelać do makuwki.  
 

REJENT

Do makuwki... do makuwki... 
No, no, dosyć tego będzie — 
Świadkuw na to znajdę wszędzie — 
Nie brak świadkuw na tym świecie, 
Teraz hodźcie — bliżej! bliżej! — 
Znakiem kżyża podpiszecie. — 
Michał Kafar trohę niżej — 
Tak, tak — Maciej Miętus — pięknie! — 
Za ten kżyżyk będą grosze, 
A Cześniczek z żułci pęknie.  
 

MULAŻ

Najpokorniej teraz proszę, 
Coś z dawnego nam pżypadnie.  
 

REJENT

Cześnik wszystko będzie płacił. 
 

MULAŻ

Jakoś, panie, to nieładnie... 
 

REJENT

Byleś wasze nic nie stracił. 
 

MULAŻ

Tum pracował... 
 

REJENT

popyhając ih ku dżwiom
Idźże z Bogiem, 
Bo się poznasz z moim progiem.  
 

MULAŻ

Tu zapłata, każdy powie... 
 

REJENT

popyhając ku dżwiom
Idź, serdeńko, bo cię tżepnę. 
 

MULAŻ

we dżwiah
Ależ pżecie... 
 

REJENT

zamykając dżwi
Bądźcie zdrowi! 
Dobży ludzie, bądźcie zdrowi!  
 
wracając
Czapkę pżedam, pas zastawię, 
A Cześnika stąd wykużę; 
Będzie potem o tej sprawie 
Na wołowej pisał skuże. 
Lecz tajemne moje wieści, 
Jeśli wszystkie z prawdą zgodne, 
Tym, czym teraz serce pieści, 
Najboleśniej go ubodnę.  
 

SCENA DRUGA

Rejent, Wacław

REJENT

W czas pżyhodzisz, drogi synu, 
Pomuwimy słuwek parę. —  
 
siada i daje znak synowi, aby usiadł
Z niejednego twego czynu 
Niezahwianą wziąłem wiarę, 
Iż wstępując w moje ślady, 
Pobożności kroczysz drogą; 
Że złe myśli, podłe rady 
Nigdy zwieść cię z niej nie mogą. 
Rade temu serce moje, 
Quandoquidem już pży grobie, 
Żyję tylko jeszcze w tobie.  
 
ociera łzy
Sekatury — gożkie znoje, 
W nieustannej alternacie 
Składam kornie ciebie gwoli 
Pży Najwyższym Majestacie; 
Bo ja tylko, moje dziecię, 
Do fortunnej twojej doli 
Aspiruję jeszcze w świecie.  
 

WACŁAW

Łaski ojca dobrodzieja, 
Acz nieczęsty, dowud drogi.  
 

REJENT

W tobie jedna ma nadzieja, 
Lecz zazdroszczą mi jej wrogi; 
Syna z ojcem hcą rozdzielić, 
Hcą się smutkiem mym weselić. 
Złego duha pną mamidła, 
Twej młodości stawią sidła.  
 

WACŁAW

Nie rozumiem. 
 

REJENT

Nie rozumiesz? 
Starościanka...  
 

WACŁAW

Cna dziewica, 
Tę ubustwiać...  
 

REJENT

Skrycie umiesz... 
 

WACŁAW

Jeśli była tajemnica, 
To dlatego, żem hciał wpżody 
Do sąsiedzkiej skłonić zgody.  
 

REJENT

Mnie z Cześnikiem? — O muj Boże! 
Ktuż jej więcej pragnąć może 
Niż ja, człowiek bogobojny.  
 

WACŁAW

Zezwul zatem, abym z Klarą... 
 

REJENT

Być nie może żadną miarą; 
Cześnik burda, ja spokojny.  
 

WACŁAW

Lecz cuż Klara temu winna, 
Że czasami stryj szalony?  
 

REJENT

Czy tam winna, czy niewinna, 
Innej waści tżeba żony; 
I, serdeńko, będzie inna.  
 

WACŁAW

Ah, muj ojcze, wyrok srogi... 
 

REJENT

Nieodmienny, synku drogi. 
 

WACŁAW

Moja dola, żekłeś pżecie, 
Jednym celem na tym świecie.  
 

REJENT

Bóg to widzi i ocenia. 
 

WACŁAW

Ja ją koham. 
 

REJENT

z uśmiehem
To się zdaje. 
 

WACŁAW

Nie pżeżyję rozłączenia. 
 

REJENT

Ja się tego nie pżestraszę. 
 

WACŁAW

I pżysięgam. 
 

REJENT

surowo
Zamilcz wasze! 
 
ze słodyczą
Co los spuści, pżyjąć tżeba: 
Nieh się dzieje wola nieba. — 
Lecz, serdeńko, gdyś tak stały, 
Gdzież dawniejsze twe zapały? 
Milczysz — jakże? 
 
ironicznie
Nie do wiary, 
Jak o wszystkim wie ten stary!  
 

WACŁAW

Młodość... może... 
 

REJENT

Podstolina 
Była quondam ta jedyna! 
Ta wybrana! Ta kohana! 
Teraz bawi u Cześnika.  
 

WACŁAW

z pośpiehem
Zaręczona Cześnikowi. 
 

REJENT

Puty temu nie uwieżę, 
Puki sama nie odpowié.  
 

WACŁAW

Nie odpowié? Podstolina? 
 

REJENT

Zapytałem ją w tej mieże; 
A jeżeli Bóg dozwoli, 
Pżyjmie rękę mego syna.  
 

WACŁAW

Lecz nie pżyjmie syn jej ręki. 
 

REJENT

Syn posłuszny, Bogu dzięki. — 
Intercyzę pżyłączyłem, 
Gdzie dokładnie wyraziłem: 
Ktura zerwać zehce strona, 
Ta zapłaci sto tysięcy.  
 

WACŁAW

Moje szczęście warte więcéj. 
 

REJENT

Szczęściem będzie taka żona. 
 

WACŁAW

Wpżud mogiła mnie pżykryje... 
Lecz i Cześnik jeszcze żyje, 
On nas spali w pierwszym pędzie.  
 

REJENT

z flegmą, jak zawsze
Ha! — to Cześnik wisieć będzie. 
Nieh się dzieje wola nieba, 
Z nią się zawsze zgadzać tżeba. 
 

WACŁAW

Ojcze! 
 

REJENT

Synu! 
 

WACŁAW

Ostre noże 
Topisz w sercu syna twego.  
 

REJENT

Nie ma złego bez dobrego. 
 

WACŁAW

Zmień twuj rozkaz. 
 

REJENT

Być nie może. 
 

WACŁAW

żucając mu się do nug
Ah, litości! 
 

REJENT

Tę zyskałeś! 
Patż, ja płaczę.  
 

WACŁAW

wstając
Mieć nadzieję? 
 

REJENT

Nie, serdeńko, być nie może. 
 

WACŁAW

Ja z rozpaczy oszaleję. 
 

REJENT

Patż, ja płaczę... ani słowa! — 
Cnota, synu, jest budowa, 
Jest to ziarno, kture sieje... 
 
Wacław odhodzi. Po krutkim milczeniu.
Jeszcze diable młoda głowa. 
 

SCENA TŻECIA

REJENT

Co skłoniło Podstolinę, 
Wduwkę tantną, wduwkę gładką, 
Za takową iść gadzinę, 
To dotyhczas jest zagadką; 
Ale wątpić nie wypada, 
Iż zamienić będzie rada.  
 
prostując się
Acz i starość bywa żwawa, 
Wżdy wiek młody ma swe prawa. 
Ale Cześnik, gdy postżeże, 
Iż na dudka wystryhnięty, 
Może... może... strah mnie bieże, 
Apopleksją będzie tknięty... 
Nieh się dzieje wola nieba, 
Z nią się zawsze zgadzać tżeba.  
 

SCENA CZWARTA

Rejent, Papkin

PAPKIN

wsuwając się trwożliwie
Wolnoż wstąpić? 
 

REJENT

Bardzo proszę. 
 

PAPKIN

z najniższym ukłonem i nieśmiało
Pana w domu i Rejenta 
Widzieć w godnej tej osobie 
Hluba wielka, niepojęta 
Spada na mnie w tejże dobie, 
Jak niemylnie pewnie wnoszę?  
 

REJENT

pokornie
Tak jest — sługa uniżony. 
Wolnoż mi się w odwet spytać, 
Kogom zyskał honor witać?  
 

PAPKIN

na stronie
Hm! pokorna coś szlahciurka, 
Z każdym słowem daje nurka — 
Niepotżebne miałem względy.  
 
śmielej
Jestem Papkin. 
 
Rejent wskazuje z ukłonem kżesło na środku stojące. Papkin pżypatruje się z uwagą Rejentowi, ktury jak zawsze z założonymi na piersiah rękoma, nieporuszenie w miejscu stoi. Papkin muwi dalej na stronie.
Jak uważam, 
Skończę wszystko bez pomocy.  
 
głośno, wyciągając się na kżeśle
Jestem Papkin — lew pułnocy, 
Rotmistż sławny i kawaler —  
 
okazując gestem wstęgi orderowe
Tak, siak, tedy i owędy. 
Mądry w radzie, dzielny w boju, 
Dusza wojny, wrug pokoju. 
Znają Szwedy, muzułmany, 
Sasy, Włochy i Hiszpany 
Artemizy ostże sławne 
I nim władać ramię wprawne. 
Jednym słowem, krutko muwiąc, 
Kula ziemska zna Papkina — 
Teraz, bratku, daj mi wina.  
 

REJENT

po krutkim wahaniu, na stronie
Nemo sapiens, nisi patiens. 
 
Dostaje butelkę spod stolika kilimkiem nakrytego, patży w nią do światła, nalewa lampeczkę i podaje Papkinowi, ktury muwi, co następuje.

PAPKIN

na stronie
O! Brat szlahcic thużem podszyt! — 
Po zleceniu od Cześnika 
Może sobie udrę łyka.  
 
nakrywa głowę — pije
Cienkusz! 
 
pije
deresz! 
 
pije

REJENT

na stronie
Nadto śmiało. 
 

PAPKIN

Istna lura, panie bracie, 
Cuż, lepszego tu nie macie?  
 

REJENT

Wybacz, waszmość, lecz nie stało. 
 

PAPKIN

Otuż to jest szlahta nasza! 
 
ze wzgardą
Siedzi na wsi — sieje, wieje — 
Zżędzi, nudzi, gdera, łaje. 
A dać wina — to nie staje.  
 
idzie do stolika, nalewa sobie. Rejent nieporuszony prowadzi go oczyma
Albo jeśli pżyjdzie flasza, 
Samą maścią już pżestrasza; 
Potem prosi: «Jeśli łaska» — 
Nie proś, nie nudź, hreczkosieju, 
A lepszego daj, u diaska!  
 

REJENT

Ależ mości dobrodzieju... 
 

PAPKIN

pijąc
Mętne, kwaśne nad pojęcie — 
Istna lura, muj Rejencie!  
 

REJENT

na stronie
Cierpliwości wiele tżeba; 
Nieh się dzieje wola nieba.  
 

PAPKIN

Zwiedź piwnice wszystkie moje, 
Gdzie z puł świata masz napoje, 
Gdzie sto beczek stoi żędem! 
Jeśli znajdziesz co takiego, 
Dam ci, bratku, konia z żędem.  
 

REJENT

z ukłonem
Pozwul spytać, panie drogi, 
Gdyż nie znana mi pżyczyna, 
Co w nikczemne moje progi 
Marsowego wiedzie syna?  
 

PAPKIN

rozpierając się na kżeśle pży stoliku
Co? Hcesz wiedzieć? 
 

REJENT

Proszę o to. 
 

PAPKIN

Więc staję tu, wiedz, niecnoto, 
Z strony jaśnie wielmożnego 
Cześnika Raptusiewicza, 
Co go ranka dzisiejszego 
Twyh służalcuw sprośna dzicza, 
Godna jednak pryncypała, 
W jego zamku napaść śmiała.  
 

REJENT

Muwże, waszmość, trohę ciszéj, 
Jego sługa dobże słyszy.  
 

PAPKIN

Muwię zawsze podług woli. 
 

REJENT

Ależ bo mnie głowa boli. 
 

PAPKIN

jeszcze głośniej
Że tam komu w uszah stżyka 
Albo że tam czyj łeb hory, 
Pżez to nigdy w pieśń słowika 
Nie odmienią głos stentory.  
 

REJENT

słodko
Ależ bo ja mam i ludzi. 
Każę oknem cię wyżucić.  
 
Papkin w miarę słuw Rejenta wstaje z wolna, zdejmując kapelusz.
A tam dobry kawał z gury. 
 

PAPKIN

O, nie tżeba. 
 

REJENT

Jest tam ktury! 
Hola!  
 

PAPKIN

Nieh się pan nie trudzi. 
 

REJENT

Pan jak piurko stąd wyjedzie. 
 
do służącyh
Czekać w cztereh tam za dżwiami! 
 

PAPKIN

Ale na cuż to, sąsiedzie, 
Tej parady między nami?  
 

REJENT

Teraz słuham waszmość pana. 
 
sadzając go prawie gwałtem
Bardzo proszę — bardzo proszę — 
 
siada blisko i napżeciwko
Jakaż czynność jest mu dana? 
 
nie spuszcza z oka Papkina

PAPKIN

Jesteś trohę nadto żywy: 
Nie wiedziałem, Bóg mi świadkiem, 
Że tak bardzo masz słuh tkliwy — 
Pżestżeż, proszę, gdy pżypadkiem — 
Jakieś słuwko głośniej powiem.  
 

REJENT

Czy się prędko żeczy dowiem? 
 

PAPKIN

bardzo ciho
Zaraz — Cześnik bardzo prosi... 
 

REJENT

Hę! 
 

PAPKIN

Czy głośniej? 
 
na znak potakujący Rejenta muwi dalej
Cześnik prosi... 
To jest... raczej Cześnik wnosi, 
Że, by skończyć w jednej hwili 
Kontrowersją, co... zrobili...  
 
nie mogąc uniknąć wzroku Rejenta, miesza się coraz więcej
Dobże muwię... co zrobili... 
Kontrowersją... jak żecz znana... 
Że tak... to jest... że... spży... spżyja...  
 
odwracając się, na stronie
A to jakiś wzrok szatana, 
Cały język w trąbkę zwija.  
 

REJENT

Ja nie jestem pojąć w stanie, 
Waszmość prawisz zbyt zawiło.  
 

PAPKIN

wstając
Bo to... bo te... wybacz, panie, 
Wino trohę mocne było. 
A nie jestem zbyt wymowny...  
 
ciszej
Czy tyh cztereh jeszcze stoi? 
 

REJENT

Jednym słowem — muj szanowny, 
Dobry sąsiad czego żąda?  
 

PAPKIN

Lecz się poseł trohę — 
 

REJENT

kończąc
...Boi. 
Bądź, serdeńko, bez obawy.  
 

PAPKIN

Więc Cześnika prośba niesie, 
Abyś waszmość circa quartam 
U tżeh kopcuw w Czarnym Lesie 
Stanął z szablą do rozprawy.  
 

REJENT

ironicznie
Stary Cześnik jeszcze żwawy! 
 

PAPKIN

ośmielając się
Ba! To wszyscy wiedzą pżecie, 
Że niemylne jego ciosy — 
Wszakże w całym już powiecie 
Pokarbował szlahcie nosy, 
Tylko jeszcze...  
 

REJENT

Ciszej, proszę. 
 

PAPKIN

oglądając się na dżwi
Prawda, ciszej. — Ciho zatem 
Jego gżeczną prośbę wnoszę 
I dołączam moją własną 
O odpowiedź krutką, jasną.  
 

REJENT

Tę listownie mu udzielę, 
Ale jakże się to zgadza: 
Wszak ci jutro ma wesele.  
 

PAPKIN

śmielej
Tamto temu nie pżeszkadza: 
Rano pierścień — w puł dnia szabla — 
Wieczur kielih — w nocy...  
 

REJENT

słodko
Ciho. 
 

PAPKIN

Prawda, ciho. 
 
na stronie
Sprawa diabla, 
Ani mrumru. — Czy mnie liho 
Tu pżyniosło w takie szpony!  
 

REJENT

ironicznie
Wielkiż afekt pżyszłej żony? 
 

PAPKIN

Fiu! fiu! fiu! — Taż z miłości 
Tżykroć na dzień wpada w mdłości — 
Cześnik, także rozogniony, 
Jak gromnica ku niej pała — 
Będzie para doskonała. 
A że wierna w każdej sprawie, 
Ręce, nogi w zakład stawię.  
 

SCENA PIĄTA

Rejent, Papkin, Podstolina

PODSTOLINA

Otuż jestem na wezwanie 
W twoim domu, muj Rejencie, 
Co dowodem nieh się stanie, 
Żem zmieniła pżedsięwzięcie. 
Nie straciłam na namyśle 
Niepotżebnym czasu wiele — 
Bo ja żadko kiedy myślę, 
Alem za to hyża w dziele — 
I nie muwiąc Cześnikowi: 
Muj staruszku, bądźcie zdrowi, 
Milsze od was są sąsiady — 
Podpisuję twe układy 
I w minucie tutaj staję. — 
 
oddając papier złożony
Waszmość panu jeden daję, 
Drugi odpis u mnie będzie. 
Gdy więc pewność w każdym względzie 
I wzajemnie dane słowa, 
Witam ciebie jak synowa.  
 

REJENT

Wielki splendor na mnie spływa, 
Moja pani miłościwa, 
I fortuna w złotej nawie 
Żagiel dla mnie swuj rozpięła, 
Gdyś hętliwie i łaskawie 
W twoje skarbne serce wzięła 
Najkorniejsze prośby moje. 
Tak jest, pani miłościwa, 
Wielki splendor na mnie spływa; 
A na szczepu mego tżaski 
Jeszcze większy spłynąć może, 
Bo hcesz z arcywielkiej łaski 
Mego syna dzielić łoże. 
Niehże mi tu wolno będzie 
Na tej lihej, własnej gżędzie, 
Polecając waszmość pani 
Trwałej pżyhylności zdroje 
I powolne służby moje, 
Do maluczkih upaść nużek, 
Jako sługa i podnużek.  
 
całuje ją w rękę

PAPKIN

na stronie
Co ja słyszę! Co, u kata! 
Zdmuhnął żonę Cześnikowi 
I z nią syna swego swata! 
Wszak ci Cześnik, gdy się dowie, 
Jak szczupaka go rozpłata.  
 

PODSTOLINA

Nie myśl jednak, muj Rejencie, 
Że to z gustu do odmiany 
Wzięłam inne pżedsięwzięcie; 
Syn twuj, Wacław, był mi znany, 
Bardzo znany — jednym słowem, 
Na cuż mam się kryć w tej mieże: 
Był kohany — kohał szczeże.  
 

PAPKIN

klaskając w palce
Tędy droga! 
 

PODSTOLINA

Cuż to znaczy? 
Papkin tu?  
 

PAPKIN

Tak, Papkin czeka, 
Aż go Anna zoczyć raczy.  
 

PODSTOLINA

do Rejenta
Waszmość cierpisz tego człeka? 
 
do Papkina
Precz mi z oczu! 
 

PAPKIN

z pośpiehem
Idę. 
 

REJENT

Czekaj, 
Wasze!  
 

PAPKIN

Czekam. 
 

REJENT

Odpis pżecie. 
 

PODSTOLINA

On to zdradną swą wymową 
Mnie, zbyt słabej, mnie, kobiecie, 
Opłakane wyrwał słowo.  
 

PAPKIN

Ja? 
 

PODSTOLINA

I gdyby nie ta zmiana, 
Szłabym biedna w moc tyrana.  
 

PAPKIN

do siebie
Dzień feralny!  
 

REJENT

do Podstoliny
Wola nieba, 
Z nią się zawsze zgadzać tżeba. 
Ale teraz moje zdanie, 
Że gdy Cześnik nie wie jeszcze 
O nam hlubnie zaszłej zmianie, 
Lubo w piśmie żecz umieszczę, 
Dobże będzie, gdy z twej strony 
Papkin weźmie zapewnienie 
I powtuży to, co w liście.  
 

PAPKIN

na stronie
Hce mnie zgubić, oczywiście! 
 

REJENT

Daj mu, pani, twe zlecenie, 
A ja skreślę słuwek parę.  
 
odhodzi

SCENA SZUSTA

Podstolina, Papkin

PAPKIN

odprowadzając go oczyma
Podstolino! mam dać wiarę? 
Co to znaczy? gdzie sumienie?  
 

REJENT

ukazując głowę w dżwiah
Proszę ciszéj. 
 

PAPKIN

Prawda, ciszéj. 
 
na stronie
I pżez mury czart ten słyszy. 
 
ciho do Podstoliny
Ah, co robisz, Podstolino? 
Z twej pżyczyny wszyscy zginą — 
Czyliż Cześnik ci nie znany? 
On nie zniesie tego sromu, 
On pohodnią i żelazem 
Śmierć wyżuci w wasze ściany, 
Gruz zostawi z tego domu. 
Buj się Boga, hodźmy razem  
 
oglądając się i odprowadzając coraz dalej na stronę
Ah, ty nie wiesz, gdzieś pżybyła... 
W jakiej strasznej jesteś toni... 
Ciho!... Gdyby nie w tej dłoni 
Artemizy groźna siła, 
Już by... sza!... Nieh Bóg nas broni!... 
Dalej we dżwi i na shody.  
 

PODSTOLINA

wyrywając się
Wolna droga. 
 

PAPKIN

Niekoniecznie, 
Cztereh stoi.  
 

PODSTOLINA

Lecz weź wpżody 
Pożegnanie dla Cześnika: 
Kłaniaj mu się bardzo gżecznie, 
Powiedz oraz, jak mą duszę 
Zbyt boleśnie żal pżenika, 
Że się tak z nim rozstać muszę — 
Nieh porywczo mnie nie gani...  
 

PAPKIN

Banialuki, moja pani, 
Tyh ode mnie nie usłyszy.  
 

SCENA SIUDMA

Podstolina, Papkin, Rejent

REJENT

Ciszéj z łaski. 
 

PAPKIN

Prawda, ciszéj. 
 

REJENT

Oto jest list do sąsiada... 
 

PAPKIN

Ambasada diable śliska! 
 

REJENT

Żegnam. 
 

PAPKIN

w ukłonah
Papkin nużki ściska. 
Za pżyjęcie dzięki składa.  
 
Ukłony i ceremonie aż do końca sceny.

REJENT

Nie ma za co. 
 

PAPKIN

O, i owszem. 
 

REJENT

odprowadzając go
Sługa, sługa uniżony. 
 

PAPKIN

Proszę wrucić. 
 

REJENT

Nie wypada. 
 

PAPKIN

Suplikuję. 
 

REJENT

Tylko z gury. 
 

PAPKIN

Nie pozwolę. 
 
Dżwi otwierają się i widać cztereh pahołkuw.

REJENT

Jest tam ktury! 
 

PAPKIN

O, bez wszelkih ceremonii. 
 

REJENT

do pahołkuw
Panu temu wskazać drogę. 
 

PAPKIN

Ściskam nużki — trafić mogę. 
 

REJENT

Wziąć pod ręce — nie bez laski — 
Shody ciemne — macać tżeba —  
 

PAPKIN

Ściskam nużki — zbytek łaski. — 
 
z ukłonem, jednym susem za dżwiami się znajduje, dżwi się zamykają, słyhać łoskot, jak gdyby kto zleciał ze shoduw.
Podstolina idzie ku Rejentowi.

REJENT

wracając
Nieh się dzieje wola nieba, 
Z nią się zawsze zgadzać tżeba!  
 
Wolne Lektury

Książka pohodzi z serwisu Wolne Lektury: Aleksander Fredro, „Zemsta”. Utwur w domenie publicznej. Zmiany: pisownia nowopolska (ó → u, rz → ż, ch → h; nazwy własne bez zmian), bez pżypisuw.

Pobież e-book w pisowni nowopolskiej (EPUB)