Ta strona jest napisana po nowopolsku. Wolisz pisownię tradycyjną?

Pżełącz na pisownię tradycyjną

Biblioteka › Zemsta

Akt drugi

AKT DRUGI

Pokuj jak na początku aktu pierwszego. Cześnik siedzi pży stoliku.

SCENA PIERWSZA

Cześnik, Papkin whodzi, za nim Wacław, ktury zostaje pży dżwiah.

PAPKIN

żucając się w kżesło
A bież liho takie znoje! 
Ledwie idę, ledwie stoję — 
Ależ bo to było żwawo! 
Diablem gromił w lewo, w prawo — 
Ledwie żyję. — Każ dać wina, 
A starego. — Wyshła ślina — 
Pot strugami ciecze z czoła — 
Ktuż me dzieła pojąć zdoła!  
 

CZEŚNIK

Ja, bom widział. 
 

PAPKIN

Ha! widziałeś? — 
Gracko? —  
 

CZEŚNIK

Gracko — z tyłu stałeś. 
 

PAPKIN

Z tyłu, z pżodu, nic nie znaczy, 
Dobry ryceż wszędzie straszny.  
 

CZEŚNIK

Ta bezczelność... 
 

PAPKIN

Nie inaczéj, 
Bezczelności tżeba było, 
Aby walczyć z taką siłą.  
 

CZEŚNIK

Waszeć kłamiesz, mocium panie... 
 

PAPKIN

Tylko słuhaj, słuhać warto: 
Hciałem zdobyć rusztowanie, 
Lecz skoczyłem tak zażarto, 
Żem się znalazł z drugiej strony, 
Pżyciśnięty, otoczony 
Mulażami, pahołkami, 
Hajdukami, pajukami, 
A — kroć kroci! Jak się zwinę! 
Jak dwuh hwycę za czuprynę! 
Dalej żwawo młynka z niemi — 
Jak cepami wkoło młucę. 
Ile razy się obrucę, 
Po dziesięciu ih na ziemi. 
Tak mi rosła wciąż mogiła, 
A gdy z murem ruwna była, 
Otwożyłem obie dłonie 
I stanąłem na tej stronie. 
Lecz co jeszcze...  
 

CZEŚNIK

Tfy! do czarta!... 
 

PAPKIN

Podziwienia żecz jest warta, 
Że uniosłem z sobą jeńca — 
Teraz, panie, czekam wieńca.  
 

CZEŚNIK

spostżegłszy Wacława
Cuż to znaczy? 
 

PAPKIN

ocierając czoło
Komisaża 
Pana Milczka w jasyr wziąłem.  
 

CZEŚNIK

A to po co? — jakim czołem? 
 

PAPKIN

Ja zabieram, co się zdaża. 
 

CZEŚNIK

do Wacława
Waszeć z Bogiem ruszaj sobie 
I uwiadom swego pana, 
Że jak w jakim bądź sposobie 
Mnie zaczepka będzie dana, 
To mu taką fimfę zrobię, 
Iż, nim żuci wkoło okiem, 
Wytnie kozła pod obłokiem. — 
Waść się wynoś szybkim krokiem.  
 

PAPKIN

Poświęć się tu czyjej sprawie! 
Walcz jak Achil, radź jak Kato, 
Pozazdroszczą twojej sławie 
I sto czartuw dadzą za to.  
 

WACŁAW

do Cześnika
Pżebacz, panie, słuw niewiele, 
Kture wyżec się ośmielę: 
Jesteś gniewny na sąsiada, 
Że ci czasem na zawadzie...  
 

CZEŚNIK

Czasem? — Zawsze! 
 

WACŁAW

On powiada... 
 

CZEŚNIK

Nieh nie słyszę o tym gadzie. 
 

WACŁAW

Czy nie byłoby sposobu, 
Ustąpiwszy ze stron obu, 
Zapomniawszy pżeszłe szkody, 
Do sąsiedzkiej wrucić zgody?  
 

CZEŚNIK

Ja z nim w zgodzie? — Mocium panie, 
Wpżudy słońce w miejscu stanie! 
Wpżudy w możu wyshnie woda, 
Nim tu u nas będzie zgoda!  
 

WACŁAW

Dzisiaj umysł niespokojny 
Za porywczo sąd wyżeka...  
 

CZEŚNIK

Od powietża, ognia, wojny, 
I do tego od człowieka, 
Co się wszystkim nisko kłania, 
Nieh nas zawsze Bóg obrania.  
 

WACŁAW

Lepiej nisko niż nic wcale. 
 

CZEŚNIK

Brednia! 
 

WACŁAW

Ale... 
 

CZEŚNIK

Nie ma ale! 
 

WACŁAW

Nie broń, panie, mieć nadziei... 
 

CZEŚNIK

Bronię, do kroć sto tysięcy! 
I nieh o nim nie wiem więcej, 
Ni o jego  
 
ironicznie zmieżając do Wacława
kaznodziei, 
Bo się obom, mocium panie, 
Jakem szlahcic, co dostanie.  
 
Odhodzi w dżwi środkowe

SCENA DRUGA

Papkin, Wacław

PAPKIN

Diabeł pali w tym Cześniku. 
 

WACŁAW

Hcieć ih zbliżyć czasu szkoda. 
 

PAPKIN

Mało zysku, dużo kżyku. 
 

WACŁAW

Tyh dwuh ludzi — ogień, woda. 
 

PAPKIN

Cuż, paniczu, będzie z nami? 
 

WACŁAW

Ha, zostanę tu w niewoli. 
 

PAPKIN

Brałem jeńcuw tysiącami, 
Co zawiśli od mej woli; 
Bom lat dziesięć toczył boje, 
Gdzie się lały krwawe zdroje, 
Tak, że wkoło na mil cztery 
Jak czerwone było może. — 
Tam zyskałem i ordery, 
I tytuły, i honory; 
Ale tego być nie może. 
Zbyt to szczytne dla nas wzory; 
Dziś utarczka jest igraszką, 
A twa wolność będzie fraszką.  
 

WACŁAW

Ja w niewoli tu zostanę. 
 

PAPKIN

Prawo wstżymać jest mi dane, 
Alem zawsze był wspaniały, 
Pżyjmę zatem okup mały.  
 

WACŁAW

Ja w niewoli zostać muszę. 
 

PAPKIN

Znaj więc wielką moją duszę: 
Jesteś wolny — idź do diaska. 
A za wolność dasz, co łaska.  
 

WACŁAW

Ja zostanę tu w niewoli. 
 

PAPKIN

Ale Cześnik nie pozwoli. 
 

WACŁAW

Kto mnie ujął, nieh mnie tżyma. 
 

PAPKIN

Ale, bratku, sensu nié ma; 
Nie daj grosza, a idź sobie.  
 

WACŁAW

I puł kroku stąd nie zrobię. 
 

PAPKIN

Idź, bom gotuw użyć broni. 
 

WACŁAW

zawsze z flegmą
A ja tylko własnej dłoni. 
 

PAPKIN

na stronie
Cuż za człowiek, u kaduka! 
Samohcący guza szuka 
I mnie jeszcze go nagoni.  
 
do Wacława
Buj się Boga — idź do czarta. 
 

WACŁAW

Nie, nie pujdę — tu zostanę. 
 

PAPKIN

A to jakaś ćma uparta! 
 

WACŁAW

pokazując na sakiewkę
Ale patż no, bratku, co to? 
 

PAPKIN

Bżęknij tylko. 
 

WACŁAW

Złoto? 
 

PAPKIN

Złoto. 
 

WACŁAW

Będzie twoim. 
 

PAPKIN

Nieh pan siada. 
 

WACŁAW

Ale darmo nikt nie daje. 
 

PAPKIN

Wielka prawda! — Cuż wypada, 
Abym zrobił? Gdyż zostaję 
W położeniu arcyciasnym: 
Za procentem moim własnym 
Tżeba jeździć jak w konkury, 
A w kieszeni, panie bracie, 
Albo pustki, albo dziury.  
 

WACŁAW

Koham Klarę. 
 

PAPKIN

na stronie
Otuż macie! 
 

WACŁAW

I hcę zostać tu pży Klarze. 
 

PAPKIN

To źle. 
 

WACŁAW

howając sakiewkę
Czy źle? 
 

PAPKIN

zatżymując mu rękę
Niekoniecznie, 
Ale Cześnik w tym zamiaże 
Będzie pewnie działać spżecznie.  
 

WACŁAW

Niehaj nie wie. 
 

PAPKIN

Jak się dowie? 
 

WACŁAW

Nieh mnie pżyjmie. 
 

PAPKIN

Trudno będzie. 
 

WACŁAW

bżęcząc złotem
Tu początek, koniec w głowie. 
 

PAPKIN

A jak Cześnik na mnie wsiędzie? 
 

WACŁAW

Nic nie znaczy. 
 

PAPKIN

Ba! jak komu. 
 
wzruszając głową
I dla Klary — komisaża. 
 

WACŁAW

Jestem Wacław. 
 

PAPKIN

Syn Rejenta! 
O dla Boga! I w tym domu! 
Waszmość obu nas naraża, 
Oba idziem na praszczęta.  
 
Wacław bżęknął sakiewką.
Bżęczy pięknie... 
 

WACŁAW

Miej za dane, 
Jeśli w służbie tu zostanę.  
 

PAPKIN

Ha! sprubuję... 
 
hce wziąć sakiewkę

WACŁAW

odsuwając
Puźniej nieco — 
Lecz pamiętaj, że z mej wieży 
Szybko kulki na duł lecą — 
Fiut z wiatruwki — Papkin leży... 
Gdyby zdradzić hęć go jęła.  
 

PAPKIN

W skrytym toku tego dzieła 
Tak postąpię, jak należy, 
Nie zważając na pżymuwkę. 
Ale, Waciu, jak mnie kohasz, 
Dzisiaj jeszcze spal wiatruwkę.  
 

WACŁAW

Nie trać czasu. 
 

PAPKIN

Idę, idę. 
 
na stronie
Diabeł nadał tryumf taki! 
Coraz głębiej włażę w biédę. 
W moim jeńcu mam rywala — 
Pżykro z bliska — gożej z dala — 
Tamten zamknie, ten zastżeli — 
A bodaj cię diabli wzięli!  
 
wracając ode dżwi
A sakiewka? 
 

WACŁAW

Zostać może. 
 

PAPKIN

W samej żeczy? 
 

WACŁAW

Nie inaczéj. 
 
Papkin wyhodzi środkowymi dżwiami.

SCENA TŻECIA

Wacław, Klara

KLARA

Co wyrabiasz, o muj Boże! 
Tżeba by mi być w rozpaczy, 
Żebym tylko czasu miała.  
 

WACŁAW

Co się stało? co się dzieje? 
 

KLARA

Jeszcze mi się w oczy śmieje! 
Ja wiem wszystko, bom słuhała — 
Hcesz tu zostać.  
 

WACŁAW

Cuż w tym złego? 
 

KLARA

Miej rozsądek. 
 

WACŁAW

Cuż mi z niego? 
Kiedy już jest dowiedzione, 
Że rozsądku zwykłą drogą 
Niezawodnie połączone 
Losy nasze być nie mogą. 
Po cuż w dawnej trwać kolei? 
Dalej żwawo manowcami, 
Gdzie zadnieje bżask nadziei, 
Gdzie mniej ciemno jest pżed nami! 
Nie żucajmy na bok okiem, 
Bo pżepaści pewnie wkoło, 
Ale w niebo wzniusłszy czoło, 
Śmiałym napżud idźmy krokiem. 
A jeżeli stałość będzie 
Toważyszyć w naszym pędzie, 
Mimo sporu, pżeszkud wielu 
Dojdziem pżecie kiedyś celu.  
 

KLARA

Dobże muwisz, idźmy śmiało! 
Prostą drogą zyszczym mało, 
Pżekonałeś, pżyjacielu; 
Lepiej muwisz niż dziś rano, 
Gdyś ucieczkę z sobą radził. 
Ale nużby cię poznano? 
Nużby Papkin ufność zdradził?  
 

WACŁAW

Nie patż w pżepaść, moja droga, 
Tu do serca nahyl skronie: 
Prędko zniknie każda trwoga, 
Gdy w miłości wzrok utonie.  
 

KLARA

Zostań zatem w imię Boże, 
Masz ode mnie pozwolenie.  
 

WACŁAW

Twoje, Klaro, nie pomoże, 
Lubo z życiem ruwnie cenię.  
 

KLARA

I do stryja trafim może, 
A to wolą Podstoliny. 
Bo wiedz, iż w tej właśnie hwili 
Miłość sobie oświadczyli — 
Ona skromna, raczka spiekła, 
Ale rączkę mu pżyżekła. 
Ująć ci ją łatwo będzie, 
Pohlebiając w każdym względzie. 
Hwal bez miary rozum, cnoty, 
Piękność, kształtność jej osoby, 
A czym zehcesz, w naszym domu 
Tej zostaniesz jeszcze doby.  
 

WACŁAW

Z komisaża na pisaża! 
Zły coś pozur stąd wynika! 
Ależ znowu, wszak się zważa 
Honor służby u Cześnika.  
 

KLARA

Biegnę, powiem Podstolinie, 
Że ktoś z prośbą tu ją czeka.  
 
podając mu rękę
Miej nadzieję — złe pżeminie — 
Hwila szczęścia niedaleka.  
 
odhodzi w dżwi prawe

SCENA CZWARTA

WACŁAW

Pżed godziną z trwogi mdleje, 
Za godzinę — wzorem męstwa. 
To nie widzi podobieństwa, 
To ma więcej niż nadzieję. — 
O płci piękna, luba, droga! 
Twoja radość, twoje żale 
To jeziora lekkie fale: 
Jedna drugą ciągle ściga, 
Ta się shyla, ta się dźwiga, 
Ale zawsze w blasku słońca, 
Zawsze czysta i bez końca! — 
A my dumni władcy świata, 
Mimo siebie pohwyceni, 
Za tym cieniem, co ulata, 
Całe życie, z hwili w hwilę, 
Pżepędzamy jak motyle. 
 

SCENA PIĄTA

Wacław, Podstolina z dżwi prawyh.

PODSTOLINA

Gdzież suplikant? — O cuż prosi? 
 

WACŁAW

z niskim ukłonem
Tu jest natręt. 
 

PODSTOLINA

Ty młodzianie? 
 

WACŁAW

jeszcze nahylony
Zbyt się winnym może stanie, 
Iż tak śmiało wzrok podnosi... 
Ha!  
 

PODSTOLINA

Co widzę! 
 

WACŁAW

po krutkim milczeniu
Anna! 
 

PODSTOLINA

Wacław! 
 

WACŁAW

z pomieszaniem
Nie wiem wprawdzie... 
 

PODSTOLINA

To spotkanie!... 
 

WACŁAW

Ty więc jesteś Podstoliną? 
 

PODSTOLINA

Nie wiedziałżeś? 
 

WACŁAW

jak wpżudy
Pżed godziną... 
 
na stronie
Co tu muwić! — z jakiej roli? — 
 

PODSTOLINA

Nie wiedziałżeś, że podstoli 
Czepiersiński, mąż muj tżeci, 
Nieh nad duszą Bóg mu świeci, 
Zaślubiwszy mnie na wiosnę, 
Już w jesieni leżał w grobie?  
 

WACŁAW

Tak, tak, pżypominam sobie. 
 

PODSTOLINA

Oddał duha na mym łonie. 
 

WACŁAW

roztargniony
Oddał? — tak, tak, oddał pewnie. 
 

PODSTOLINA

Zapłakałam zrazu żewnie: 
Nie mieć męża mocno boli; 
Lecz i smutek w czasie tonie.  
 

WACŁAW

roztargniony
Więc utonął pan Podstoli... 
 

PODSTOLINA

Ktuż powiada? 
 

WACŁAW

Nie powiada? 
Dobże. — Zatem odejść muszę.  
 

PODSTOLINA

zatżymując go
Co on myśli? co on gada? 
Ty szalejesz, na mą duszę!  
 

WACŁAW

To być może. 
 

PODSTOLINA

czule
Ja cię zwiążę, 
Ja cię zamknę, drogi książę.  
 

WACŁAW

Ah, nie powtuż tego słowa! 
Patż, jak wstydem cały płonę 
Za studenckie pżewinienia. 
Ni tytułu, ni imienia 
Wacław dalej nie zahowa. 
Bo te były —  
 

PODSTOLINA

Cuż? 
 

WACŁAW

Zmyślone. 
 

PODSTOLINA

Wszystko? 
 

WACŁAW

Wszystko, co do joty. 
 

PODSTOLINA

I nie księciem? 
 

WACŁAW

Ani trohę. 
 

PODSTOLINA

Cuż za powud? 
 

WACŁAW

Myśli płohe, 
Szał młodości — hęć pustoty — 
Jednym słowem, coś bez celu 
Jak to każde głupstwo prawie.  
 

PODSTOLINA

Ależ miłość twa, Wacławie? 
 

WACŁAW

na stronie
Siedźże teraz w wilczym dole! 
 

PODSTOLINA

Ten rumieniec na twym czole 
Jak tłumaczyć? — Ja czekałam, 
W całej Litwie cię szukałam, 
Lecz o księciu Radosławie 
Nikt nie wiedział, nie mugł wiedzieć.  
 

WACŁAW

Byłem... młody... 
 

PODSTOLINA

powtażając ironicznie
«Byłem młody?» 
Ale biegły w swojej sztuce. 
 

WACŁAW

Tego nie wiem. 
 

PODSTOLINA

Są dowody. 
 

WACŁAW

A to jakie? 
 

PODSTOLINA

Twoja zdrada. 
 

WACŁAW

Żem się zmienił, być to może; 
Trudnoż kohać nieustannie! 
Lecz gdy karcić mnie wypada, 
Cuż pżystoi zmiennej Annie? — 
Nie szukałaś zbyt daleko, 
Nie czekałaś czas zbyt długi — 
Podstolemu spadło wieko, 
Już ci Cześnik na usługi, 
I nieh dzisiaj Cześnik ziewnie, 
Jutro krajczy będzie pewnie. 
Ja wyżutuw ci nie robię, 
Owszem, owszem, szczęść ci Boże, 
Lecz co czynić wolno tobie, 
Niehże każdy czynić może. 
Gdym więc zmieniał czucia moje, 
Szedłem tylko w twoje ślady; 
I zdradzaliśmy oboje, 
Lub też wcale nie ma zdrady.  
 

PODSTOLINA

Jestem wdową, muj Wacławie. 
 

WACŁAW

Ja żonaty jestem prawie. 
 

PODSTOLINA

Ktuż ty jesteś, ty zbyt znany? 
 

WACŁAW

Wacław Milczek. 
 

PODSTOLINA

Syn Rejenta?! 
Tu, w tym domu...  
 

WACŁAW

kończąc
Zabłąkany. 
 

PODSTOLINA

Jestem trwogą wskruś pżejęta — 
W oczah ciemno — serce bije — 
Jak cię Cześnik tu odkryje!... 
Jak rywala pozna w tobie!...  
 

WACŁAW

Ah, nie znajdzie go już we mnie. 
 

PODSTOLINA

Nie zapieraj się daremnie: 
Wszak błagałeś Podstolinę, 
By do ciebie wyjść raczyła. 
Czeguż żądasz?  
 

WACŁAW

Niehaj zginę, 
Jeśli sam wiem. — Bywaj zdrowa!  
 

PODSTOLINA

zatżymując go
Zawsze jeszcze dawna głowa! 
Stuj, nie odhodź!  
 

WACŁAW

na stronie
Ah, Papkinie, 
Wziąłeś, wziąłeś mnie w niewolę!  
 

PODSTOLINA

Tyś kohany był jedynie; 
Nad sto książąt ciebie wolę! — 
Do myh komnat hodź w ukrycie, 
Tam bezpieczny będziesz, luby, 
Bo cię broni moje życie, 
Bo z obrony szuka hluby.  
 

SCENA SZUSTA

Podstolina, Wacław, Klara z dżwi prawyh.

WACŁAW

ujżawszy Klarę, boleśnie
Ah! 
 

KLARA

wesoło
I cuż? 
 

PODSTOLINA

To jest... 
 

WACŁAW

Nic nié ma... 
 

KLARA

do Podstoliny
Czeguż żąda? 
 

PODSTOLINA

na stronie
Co powiedzieć? 
 

KLARA

na stronie
Dobże idzie — już z nim tżyma. 
 
głośno
Nie powinnam może wiedzieć? 
 

WACŁAW

O, dlaczego! 
 

PODSTOLINA

Wielkiej wagi 
Jest interes jegomości, 
Działać trudno bez rozwagi. 
Zatem, proszę, nie muw słowa, 
Że o jego wiesz bytności — 
Puźniej całą żecz wyłuszczę.  
 

WACŁAW

ciho do Podstoliny
Ja odejdę. 
 

PODSTOLINA

podobnież
Ja nie puszczę. 
 
głośno
Proszę z sobą waszmość pana! 
Jego sprawa zawikłana, 
Muszę pżejżeć dokumenta.  
 
do Klary, całując ją w czoło
A Klarunia nieh pamięta 
Nie powiadać nic nikomu.  
 

KLARA

Nikt się w tym nie dowie domu. 
 

PODSTOLINA

Bo nad miarę nam zaszkodzi; 
Puźniej powiem, o co hodzi.  
 
odhodzi kiwnąwszy na Wacława, ktury ze spuszczoną głową odhodzi za nią w dżwi prawe

KLARA

sama
Śmieszniejszego cuż być może, 
Jak gdy zwodzić hce zwiedziony! 
Ah, jak Wacław w swej pokoże 
Zdał się wzywać jej obrony! 
Ledwiem, ledwie śmieh wstżymała, 
Ale hola, hola, panno! 
Do tryumfu nie masz prawa; 
Hoć początek dobry miała, 
Nie wygrana pżeto sprawa.  
 

SCENA SIUDMA

Klara, Papkin

PAPKIN

Jak w dezertej Arabiji 
Złotosiejny wzrok Febowy 
Niesie skwarem śmierć liliji, 
Aż nakłoni białej głowy; 
A zebrana na błękicie 
Płodorodna kropla rosy 
Wraca zwiędłej nowe życie 
I unosi pod niebiosy — 
Ruwno-władna, ruwno-czynna 
Prezencyja twoja miła, 
Starościanko miodopłynna, 
 
z ukłonem
Dla twojego sługi była. 
Jużem bliski był zwiędnienia, 
Gdy twe oko wszystko zmienia. 
Oby kiedyś dały bogi, 
Abym niosąc odwet drogi, 
Nim czas raźniej mahnie kosą, 
Był twym żarem, był twą rosą.  
 
ukłon głęboki

KLARA

ironicznie całą tę scenę, oddając niski ukłon
Ruwnie z rytmu jak z oręża 
Tak sławnego dostać męża 
Jest zaszczytem białogłowy; 
Ale każdy dziś młodzieniec 
Miłosnymi, czczymi słowy 
Zwykł pżeplatać ślubny wieniec, 
Trudno zawsze dawać wiarę.  
 

PAPKIN

Czyż nie wieżyć, wielkie nieba! 
Że się koha piękną Klarę? 
Czyliż na to pżysiąg tżeba?  
 

KLARA

Że się koha — nie potżeba; 
A że zawsze ruwnie będzie 
I pżysięga nic nie znaczy.  
 

PAPKIN

Ah, na serca mego gżędzie 
Nieh twe ziarnko bujać raczy: 
A zadatek ten twuj mały 
Puści kożeń wiecznotrwały.  
 

KLARA

W dawnyh czasah ryceż prawy, 
Lubo zdobion wieńcem sławy, 
Lubo staczał krwawe boje, 
Nim oświadczył miłość swoję — 
Ku czci drogiej swej kohanki 
W turniejowe wjeżdżał szranki, 
Tam na kopią dzielnie gonił, 
Po dziesięciu zsadzał z koni, 
I dopiero gdy się skłonił 
Wziąć nagrodę z lubej dłoni, 
Błagał, aby sercu miła 
Kohać mu się pozwoliła — 
By mu wolno pod jej barwą 
Kruszyć kopie, miecze ścierać, 
Dla niej tylko żyć, umierać!  
 

PAPKIN

Z tego stroju i z tej broni 
Marsowego znać piastuna, 
Co w rycerskiej zbiegł pogoni 
Od bieguna do bieguna. 
Oby moja Artemiza, 
Światu groźne to żelazo, 
Krwią jak gąbka napęczniałe, 
Pżemuwiło hoć tą razą 
Wam na wiarę, mnie na hwałę —  
 
z coraz większym zapałem
Gdzie na skale grud kamienny, 
Gdzie działami mur bżemienny, 
Gdzie bagnetuw ostre wały, 
Gdzie sklepienie z dzid i szabli — 
Tam był Papkin — lew zuhwały! 
Stżelec boski! — rębacz diabli! 
Jęk, szczęk, kżyk, ryk, śmierć dokoła — 
Tu bezbronny pardon woła, 
Tu dziewica ręce łamie, 
Matka płacze, dziecię kwili, 
Ale spada moje ramię: 
Ci, co żywi, już nie żyli.  
 
Klara parska śmiehem.
Pżebacz zapał zgrozo-krwawy 
Rycerskiego uniesienia, 
Ale widzisz: dość mam sławy, 
Brak mi tylko pozwolenia, 
Bym w fortunnyh stanął żędzie, 
Kturyh celem Klara będzie.  
 

KLARA

Więc zezwalam. 
 

PAPKIN

klękając
Pżyjmij śluby... 
 

KLARA

Hola! teraz lata pruby, 
W nih dowody posłuszeństwa, 
Wytrwałości i śmiałości.  
 

PAPKIN

O krulowo wszehpiękności! 
Ornamencie człowieczeństwa! 
Powiedz: «W ogień skocz, Papkinie» — 
A twuj Papkin w ogniu zginie.  
 
wstaje

KLARA

Nie tak srogie me żądanie: 
Klejnot rycerskiego stanu 
Pastwą ognia nie zostanie. 
Lecz powtażam waszmość panu: 
Posłuszeństwa, wytrwałości 
I śmiałości żądam pruby.  
 

PAPKIN

W każdej znajdę powud hluby. 
 

KLARA

Posłuszeństwa hcąc dać miarę 
Milczeć tżeba sześć miesięcy.  
 

PAPKIN

Nic nie gadać? 
 

KLARA

Tak — nic więcéj. 
Wytrwałości zaś dam wiarę, 
Gdy o hlebie i o wodzie...  
 

PAPKIN

Tylko, pżebug, niezbyt długo. 
 

KLARA

Rok i dni sześć. 
 

PAPKIN

boleśnie
Jestem w grobie... 
 
z ukłonem
Ale zawsze twoim sługą. 
 

KLARA

Zaś śmiałości — w tym sposobie 
Da mi dowud, kto dać zehce: 
W oddalonej stąd krainie 
Jadowity potwur słynie, 
Najmężniejszym trwogą bywa, 
Krokodylem się nazywa. 
Nieh go shwyci i pżystawi, 
Moje oko nim zabawi; 
Bom ciekawa jest nad miarę 
Widzieć żywą tę poczwarę. 
To jest wolą niewzruszoną — 
A kto spełni, co ja każę, 
Ten powiedzie pżed ołtaże, 
Tego tylko będę żoną.  
 
ukłoniwszy się, odhodzi w dżwi prawe

SCENA USMA

PAPKIN

po długim milczeniu
Krrrokodyla! 
 
ironicznie
Tylko tyle! 
Co za koncept, u kaduka! 
Pannom w głowie krokodyle, 
Bo dziś każda zgrozy szuka. 
To dziś modne, wdzięczne, ładne, 
Co zabujcze, co szkaradne! — 
Dawniej młoda panieneczka 
Mile żekła kohankowi: 
«Daj mi, luby, kanareczka» — 
A dziś każda swemu powié: 
«Jeśli nie hcesz mojej zguby, 
Krrokodyla daj mi, luby!»  
 
po krutkim milczeniu
Post, milczenie — wszystko fraszka, 
Straży pży mnie nie postawi. — 
Ale potwur nie igraszka, 
Czart, nie Papkin go pżystawi.  
 
idzie ku dżwiom prawym i spotyka się z wybiegającym Wacławem
Ha! 
 

WACŁAW

Co? 
 

PAPKIN

Nic. 
 

WACŁAW

żucając mu sakiewkę
Masz — milcz, bo wiesz! 
 

PAPKIN

hwytając sakiewkę
Wiem. 
 
Wacław odhodzi. Po krutkim milczeniu.
Wiem? — Nic nie wiem! — Czy zostaje, 
Czy odhodzi, za co daje, 
Nie wiem wcale. — Wiem, że złoto, 
Wiem, że dając zrobił ładnie, 
Ale nie wiem, od Cześnika 
Czy mi na kark co nie spadnie. — 
Wiem, jak zdradzę zalotnika, 
Że z wiatruwki dmuhnąć gotuw, 
Ale nie wiem, nie wiem wcale, 
Czy na końcu z tyh obrotuw 
Od Cześnika łeb ocalę. — 
Wiem i nie wiem — sprawa diabla: 
Tutaj kulka, a tu szabla — 
Jednak dobże żekł pan Benet:  
 
podżucając sakiewkę
Beatus, qui tenet.  
 

SCENA DZIEWIĄTA

Papkin, Cześnik z dżwi środkowyh.

CZEŚNIK

Winszuj, waszmość, mi sukcesu! 
Dzisiaj moje zrękowiny: 
Już finalnie, bez regresu 
Słowom dostał Podstoliny.  
 

PAPKIN

Ja wiem, jak to pżyszło drogo: 
Wszak ci moją to robotą.  
 

CZEŚNIK

O! waściną! — Patżcie no go! 
Mnie się waszeć pytaj o to.  
 
oglądnąwszy się
Tak mi się tam w dobrą hwilę 
Nawinęła snadnie, mile, 
Dała zezek, umizg taki, 
Żem posunął w koperczaki. — 
Ona daléj w ceregiele — 
Ni siak, ni tak, tędy, siędy, 
A ja sobie coraz bliżej, 
Śrud hyhotek, śrud gawędy 
Bliżej... bliżej... cmok! nareszcie —  
 
dobrodusznie
A! zrobiłem wstyd niewieście; 
Jak alkiermes wskruś spłonęła — 
Mnie konfuzja ogarnęła — 
Tak że wziąwszy za pas nogi, 
Hciałem drapnąć za tży progi. — 
Wtedy ona, mocium panie, 
Zawołała: «Stuj, Macieju — 
Nieh się twoja wola stanie, 
Ja pżyjmuję ją w pokoże — 
Masz ten pierścień — szczęść nam Boże!»  
 

PAPKIN

Daj go kaci! wielka sztuka! 
 

CZEŚNIK

w złości
Z rewerencją, u kaduka, 
Bo...  
 
wskazuje dżwi

PAPKIN

A zawsześ w gniewie skory. 
Jakie by to były spory, 
Gdybym nie miał krwi zimniejszej — 
Ale muwmy o ważniejszej 
Teraz żeczy.  
 

CZEŚNIK

Ja tak radzę. 
 

PAPKIN

Uw młodzieniec od Rejenta, 
Co mnie długo popamięta, 
Bardzo prosi, czy nie może 
Pży waszmości zostać dwoże. 
Zdatny, zwinny, wierny będzie, 
Lecz co z tego?  
 
tajemnie
Muwią wszędzie, 
Że za kołnież nie wyleje.  
 

CZEŚNIK

Nie wyleje czy wyleje — 
Miejsca u mnie nie zagżeje: 
Bo nie będę z ziemi zbierał, 
Co Milczkowi z nosa spadnie... 
Hyba gdyby się opierał, 
Hciał zatżymać samowładnie, 
Wtedy pżyjmę na pżekorę. 
Będziesz mugł to poznać snadnie, 
Bo imprezę inną biorę: 
Za dzisiejszą mą swawolę 
I że w muże gdzieś tam dziura, 
Gotuw pieniać mnie szlahciura — 
Więc kżyżową skończyć wolę, 
Pujdziesz wyzwać, mocium panie; 
Circa quartam i nieh mi stanie 
U tżeh kopcuw w Czarnym Lesie,  
 
do siebie
Jak mu utnę jedno uho, 
A czej z drugim się wyniesie!  
 

PAPKIN

Lepiej pisać. 
 

CZEŚNIK

A, broń Boże! 
Tam objaśnień, tam namowy, 
Tam potżeba tęgiej głowy.  
 

PAPKIN

Muszę pżyznać się waszmości: 
Od ostatniej mej słabości 
Tak zgłupiałem!  
 

CZEŚNIK

To być może. 
 

PAPKIN

Zatem... 
 

CZEŚNIK

Wykręt nie pomoże. 
 

PAPKIN

Miejże, człeku, Boga w duszy, 
Nie wysyłaj nieboraka; 
Nim mu w lesie utniesz uszy, 
Mnie tam spotka hańba jaka — 
Wszakżeś muwił dzisiaj rano: 
«Miłe mi jest jeszcze życie, 
Gotuw otruć, zabić skrycie».  
 

CZEŚNIK

Skrycie — nie, na boskim świecie! 
 

PAPKIN

niekontent
Ej tam, co tam! 
 

CZEŚNIK

Tać ci pżecie 
Mnie pod nosem łba nie utnie.  
 

PAPKIN

Diabeł nie śpi. 
 

CZEŚNIK

Bałamutnie! 
 

PAPKIN

pokazując powieszenie
A nużby mnie... 
 

CZEŚNIK

grożąc
Nieh sprubuje! 
Taką bym mu kurtę skroił!  
 

PAPKIN

Diabliż mi tam po tej kurcie, 
Jak zadyndam gdzie na furcie.  
 

CZEŚNIK

głaszcząc go
Wiesz co, Papciu — spraw się ładnie, 
A w kieszonkę grubo wpadnie.  
 
całuje go w czoło i odhodzi w dżwi lewe, Papkin, ze skżywioną tważą i kiwając głową, w dżwi środkowe
Wolne Lektury

Książka pohodzi z serwisu Wolne Lektury: Aleksander Fredro, „Zemsta”. Utwur w domenie publicznej. Zmiany: pisownia nowopolska (ó → u, rz → ż, ch → h; nazwy własne bez zmian), bez pżypisuw.

Pobież e-book w pisowni nowopolskiej (EPUB)