Ta strona jest napisana po nowopolsku. Wolisz pisownię tradycyjną?

Pżełącz na pisownię tradycyjną

Biblioteka › Zemsta

Akt pierwszy

Zemsta

Nie masz nic tak złego, żeby się na dobre nie pżydało. Bywa z węża dryjakiew, złe często dobremu okazyją daje.

Andrzej Maksymilian Fredro
OSOBY:
  1. Cześnik Raptusiewicz
  2. Klara — jego synowica
  3. Rejent Milczek
  4. Wacław — syn Rejenta
  5. Podstolina
  6. Papkin
  7. Dyndalski — marszałek Cześnika
  8. Śmigalski — dwożanin Cześnika
  9. Perełka — kuhmistż Cześnika
  10. Mulaże, hajduki, pahołki etc.
Scena na wsi.

AKT PIERWSZY

Pokuj w zamku Cześnika, dżwi na prawo, lewo i w środku, stoły, kżesła etc., gitara angielska na ścianie.

SCENA PIERWSZA

Cześnik, Dyndalski
Cześnik w białym żupanie, bez pasa i w szlafmycy siedzi pży stole po prawej od aktoruw stronie, okulary na nosie, czyta papiery — za stołem, trohę w głębi, stoi Dyndalski, ręce w tył założone.

CZEŚNIK

jakby do siebie
Piękne dobra w każdym względzie — 
Lasy — gleba wyśmienita — 
Dobrą żoną pewnie będzie — 
Co za czynsze! — To kobiéta!... 
Tży folwarki!  
 

DYNDALSKI

Miła wdowa. 
 

CZEŚNIK

Arcymiła, ani słowa. 
 
kładzie papiery
Cuż, polewki dziś nie dacie?  
 
Dyndalski wyhodzi.
Długoż na czczo będę czekać? 
 
po krutkim milczeniu
Nie — nie tżeba żeczy zwlekać — 
 
Dyndalski, spotkawszy we dżwiah hajduka niosącego na tacy wazkę, tależ, hleb itd., odbiera od niego i wraca, zawiązuje serwetę pod szyją Cześnikowi, potem podaje tależ z polewką, co wszystko nie tamuje rozmowy.
Qua opiekun i qua krewny, 
Miałbym z Klarą sukces pewny; 
Ale Klara młoda, płoha, 
Hociaż dzisiaj i pokoha, 
Ktuż za jutro mi zaręczy!  
 

DYNDALSKI

nabierając na tależ
Nikt rozumny, jaśnie panie, 
Żecz to śliska.  
 

CZEŚNIK

obracając się ku niemu
Tu sęk właśnie! 
Na toż bym się, mocium panie, 
Kawalerstwa dziś wyżekał,  
 
udeżając w stuł
By kto... nieh go piorun tżaśnie! 
Długo będzie na to czekał,  
 
po krutkim milczeniu, biorąc tależ
Ma dohody wprawdzie znaczne — 
Podstolina ma znaczniejsze; 
Z wduwką zatem działać zacznę.  
 
po krutkim milczeniu
Bawi z nami — w domu Klary, 
Bo krewniaczka jej daleka, 
Ale mnie się wszystko zdaje...  
 

DYNDALSKI

Ona czegoś więcej czeka. 
 

CZEŚNIK

parskając śmiehem
Ona czegoś... więcej... czeka... 
A bodajże cię, Dyndalu, 
Z tym konceptem! — Czegoś czeka!  
 
śmieje się
Tfy!... jakżem się uśmiał szczeże! 
Czeka! — bardzo temu wieżę.  
 
jedząc i po krutkiej hwili
Jeszczeć młoda jest i ona, 
Ależ wdowa — doświadczona — 
Zna proporcją, mocium panie, 
I nie każe fircykować, 
Po kulikah balansować. 
 
 
po krutkiej hwili
No — nie sekret, żem niemłody, 
Alem także i niestary. 
Co?  
 

DYNDALSKI

niekoniecznie pżystając
Tać... 
 

CZEŚNIK

urażony
Możeś młodszy? 
 

DYNDALSKI

Miary 
Z mego wieku...  
 

CZEŚNIK

kończąc rozmowę
Dam dowody. 
 
Hwila milczenia.

DYNDALSKI

skrobiąc się poza uszy
Tylko że to, jaśnie panie — 
 

CZEŚNIK

Hę? 
 

DYNDALSKI

W małżeńskim ciężko stanie: 
Pan zaś, muwiąc między nami, 
Masz pedogrę.  
 

CZEŚNIK

niekontent
Ej, czasami. 
 

DYNDALSKI

Kurcz żołądka. 
 

CZEŚNIK

Po pżepiciu. 
 

DYNDALSKI

Rumatyzmy jakieś łupią. 
 

CZEŚNIK

zniecierpliwiony
Ot, co powiesz, wszystko głupio. — 
Ten mankament nic nie znaczy: 
Wszak i u niej co w ukryciu, 
Bóg to tylko wiedzieć raczy; 
I nikt pewnie się nie spyta, 
Byle tylko w dalszym życiu 
Między nami była kwita.  
 

SCENA DRUGA

Cześnik, Dyndalski, Papkin
Papkin po francusku ubrany, pży szpadzie, krutkie spodnie, buty okrągłe do puł łydki; tupet i harcopf, kapelusz stosowany, pod pahą para pistoletuw; zawsze prędko muwi.

PAPKIN

Bóg z waszmością, muj Cześniku. 
Pędząc cwałem na rozkazy 
Zamęczyłem szkap bez liku; 
Wywruciłem się sto razy, 
Tak że z nowej mej kolaski 
Gdzieś po drodze tylko tżaski.  
 

CZEŚNIK

A ja za to ręczyć mogę, 
Że muj Papkin tu piehotą 
Pżywędrował całą drogę; 
A na podruż dane złoto 
Gdzieś zostawił pży labecie.  
 

PAPKIN

pokazując pistolet
Patż, Cześniku — poznasz pżecie... 
 

CZEŚNIK

Cuż mam poznać? 
 

PAPKIN

Wystżelony. 
Wypalony!  
 

DYNDALSKI

na stronie, odhodząc
Gdzieś na wrony. 
 

PAPKIN

Gdzie, do kogo, milczeć muszę, 
Lecz nie karty są pżyczyną, 
Żem się w drodze spuźnił nieco. 
Ani ziewnął, na mą duszę! 
Tak z mej ręki wszyscy giną!  
 

CZEŚNIK

poprawiając w mowie
Wszystkie. 
 

PAPKIN

Wszystkie? 
 

CZEŚNIK

Ćmy, komary. 
 

PAPKIN

Waszmość nigdy nie dasz wiary. 
 

CZEŚNIK

Bom niegłupi, mocium panie. 
 

PAPKIN

Ah! co widzę, tu śniadanie. 
 

CZEŚNIK

Ha, śniadanie. 
 

PAPKIN

Ah! Cześniku! 
Już to sześć dni i sześć nocy 
Nic nie miałem na języku.  
 

CZEŚNIK

Jedz i słuhaj! 
 

PAPKIN

Tak się stanie. 
 
siada po drugiej stronie stołu, jak do siebie
Stżelam gracko, żecz to znana. 
 

CZEŚNIK

Żecz to znana, iż w mej mocy 
Kazać zamknąć waszmość pana 
Za wiadome dawne sprawki.  
 

PAPKIN

zastraszony
Zamknąć! po co? 
 

CZEŚNIK

Dla zabawki. 
 

PAPKIN

Czyż nie znajdziesz lepszej sobie? 
 

CZEŚNIK

Ciho! ciszej! Ja to muwię, 
By odświeżyć w twej pamięci, 
Nim powieżę moje hęci, 
Coś mnie winien, a ja tobie.  
 

PAPKIN

Ah, co każesz, wszystko zrobię. 
Byłbym zaraz dopadł konia... 
Bom jest jeździec doskonały: 
Niehaj będzie wzięty z błonia, 
Dzik to dziki, lew to śmiały — 
W moim ręku jak owieczka, 
Bom jest jeździec doskonały.  
 

CZEŚNIK

A bodajżeś!... 
 

PAPKIN

Tylko pozwul... 
Kładłem nawet w stżemię nogę, 
Kiedy nagle wielka spżeczka 
Pżedsięwziętą spaźnia drogę; 
A ta była w tym sposobie:  
 

CZEŚNIK

Słuhaj!... 
 

PAPKIN

Zaraz... Szedłem sobie; 
Mina tęga, włos w pierścienie, 
Głowa w gurę — a wejżenie! — 
Nieh truhleje płeć zdradziecka!  
 

CZEŚNIK

Słuhaj!... 
 

PAPKIN

Zaraz... Idę sobie; 
A wtem jakaś księżna grecka; 
Anioł! bustwo! zerk z karety — 
Giną za mną te kobiety! — 
Zerk więc na mnie — zerk ja na nią, 
Koniec końcem pokohała, 
Zawołała et caetera... 
Książę, tygrys, ludzi zbiera...  
 

CZEŚNIK

udeżając w stuł, aż Papkin podskoczył w kżeśle
Ależ ciho! 
 

PAPKIN

Nadtoś żywy. 
 

CZEŚNIK

A bezbożny ty języku! 
I tyrkotny, i kłamliwy.  
 

PAPKIN

Nadtoś żywy, muj Cześniku. 
Gdybym także, ruwnie tobie, 
Namiętności nie brał w ryzy,  
 
udeżając w rękojeść szpady
Ostże mojej Artemizy... 
 
upżedzając udeżenie w stuł Cześnika
Proszę muwić. 
 

CZEŚNIK

po krutkiej hwili
Ojciec Klary 
Kupił ze wsią zamek stary...  
 

PAPKIN

Fiu! — muj ojciec miał ih dziesięć. 
 

CZEŚNIK

udeża w stuł i muwi dalej
Tu mieszkamy, jakby sowy; 
Lecz co gorsza, że połowy 
Drugiej zamku — czart dziedzicem.  
 
Pżestrah Papkina.
Czy inaczej? — Rejent Milczek — 
Słodki, cihy, z kornym licem, 
Ale z diabłem, z diabłem w duszy!  
 

PAPKIN

Jednak zgodnie, jak sąsiady... 
 

CZEŚNIK

Jeśli nie ja mymi psoty, 
Nikt go stąd już nie wyruszy. 
Nie ma dnia bez spżeczki, zwady — 
Lecz potżebne i układy. 
Pisać? — nie hcę do niecnoty. 
Iść tam? — ślisko, mocium panie: 
Mugłby otruć, zabić skrycie. 
A mnie jeszcze miłe życie, 
Więc dlategom wybrał ciebie: 
Będziesz posłem tam w potżebie.  
 

PAPKIN

Za ten honor ściskam nogi! 
Wielki czynisz swemu słudze, 
Ale nazbyt jestem srogi: 
Zamiast zgody, wojnę wzbudzę, 
Bo do rycerskiego dzieła 
Matka w łonie mnie poczęła; 
A z powicia ślub uniosłem, 
Nigdy w życiu nie być posłem.  
 

CZEŚNIK

Czym ja zehcę, Papkin będzie, 
Bo mnie Papkin słuhać musi.  
 

PAPKIN

Lecz porywczy w każdym względzie, 
Jak sąsiada Papkin zdusi, 
Jak mu kulą łeb pżewierci, 
Jak na bigos go posieka — 
Ktuż natenczas sprawcą śmierci? 
Koguż za to kara czeka?  
 

CZEŚNIK

Biorę wszystko na sumienie. 
 

PAPKIN

Hciej rozważyć. 
 

CZEŚNIK

Już się stało. 
Teraz inne dam zlecenie: 
Mości Papkin — ja się żenię.  
 

PAPKIN

Ba! 
 

CZEŚNIK

pżedżeźniając
Cuż to: ba? 
 

PAPKIN

Tak się cieszę! 
I w tę sprawę hętnie spieszę. 
Powiedz, gdzie mam błysnąć hwałą; 
Mamże zostać dziewosłębem? 
Mamże zmusić zbyt zuhwałą? 
Mamże skłonić zbyt nieśmiałą? 
Mamże, jeśli cudzą żoną, 
Jej tyrana pżeszyć łono?...  
 

CZEŚNIK

Cuż, u diabła, za szaleństwo! 
 

PAPKIN

Znasz, Cześniku, moje męstwo. 
 

CZEŚNIK

Słuhaj: muwiąc między nami, 
Bez mej hluby, twej urazy, 
Więcej niż ty, muj Papkinie, 
Mam rozumu tysiąc razy.  
 
Papkin hce pżerwać, co Cześnik znakiem wstżymuje.
Lecz rozprawiać z niewiastami, 
Owe jakieś bałamutnie, 
Afektowe świegotanie — 
Nieh mi zaraz łeb kto utnie, 
Nie potrafię, mocium panie. 
Ty więc musisz swą wymową...  
 

PAPKIN

Jest już twoją — daję słowo — 
Hcesz, pżysięgnę — masz już żonę, 
Bo ja szczęście mam szalone: 
Tylko spojżę, każda moja, 
A na każdą spojżeć umiem. 
Idę.  
 

CZEŚNIK

Dokąd? 
 

PAPKIN

Prawda, nie wiem. 
 

CZEŚNIK

Podstolina... 
 

PAPKIN

Już rozumiem. 
 

CZEŚNIK

zatżymując go
Tu ją czekaj. 
 

PAPKIN

Ani słowa! 
Za godzinę jest gotowa.  
 

CZEŚNIK

odhodząc
Ja potrafię ci odwdzięczyć. 
 

PAPKIN

Za Cześnika można ręczyć. 
 

SCENA TŻECIA

PAPKIN

sam
Cześnik wulkan — aż niemiło. 
Gdybym krutko go nie tżymał, 
Nie wiem, co by z światem było.  
 
po krutkim myśleniu
Lecz nie będę ja tu dżymał 
I w podziele tak się zwinę: 
Jemu oddam Podstolinę, 
Malowidło nieco stare; 
Sobie wezmę śliczną Klarę. 
Już od dawna mam nadzieję, 
Że jej serce mnie się śmieje. 
Już by para z nas dobrana 
Zaludniała Papkinami, 
Gdyby Cześnik, jakby ściana, 
Nie stał zawsze między nami.  
 
po hwili
Znak dać muszę, że tu jestem; 
Niehaj lubym śpiew szelestem 
W lube, drogie uszko wpadnie — 
Ah, jak anioł śpiewam ładnie!  
 
śpiewa pży angielskiej gitaże
«Curuś moja, dziecię moje, co u ciebie szepce? 
Pani matko dobrodziejko, kotek mleko hłepce; 
Oj kot, pani matko, kot, kot, 
Narobił mi w pokoiku łoskot. 
 
 
Curuś moja, dziecię moje, co u ciebie stuka? 
Pani matko dobrodziejko, kotek myszki szuka; 
Oj kot, pani matko, kot, kot, 
Narobił mi w pokoiku łoskot. 
 
 
Curuś moja, dziecię moje, czy ma ten kot nogi? 
Pani matko dobrodziejko, i srebrne ostrogi; 
Oj kot, pani matko, kot, kot, 
Narobił mi w pokoiku łoskot».  
 

SCENA CZWARTA

Papkin, Podstolina ze dżwi prawyh.

PODSTOLINA

Wszak muwiłam — albo koty, 
Albo Papkin nam się zjawił.  
 

PAPKIN

Żartobliwej pełna weny, 
Podstolino! puł anioła! 
Kolosalny wzoże cnoty 
Pośrud hemisfernej sceny, 
Strojny w miłość, lubość, wdzięki! 
Pozwul kornie ugiąć czoła 
I na śniegu twojej ręki 
Złożyć ustek wyciśnienie.  
 
całuje w rękę
Sługa, służka uniżony. 
 

PODSTOLINA

Cuż sprowadza w nasze strony? 
 

PAPKIN

Miłe wszystkim nam zdażenie. 
 

PODSTOLINA

Tym zdażeniem? 
 

PAPKIN

Twe zamęście. 
 

PODSTOLINA

Moje? 
 

PAPKIN

Właśnie miałem szczęście 
Mieć u siebie na wieczeży 
Lorda Pembrok, kilku panuw, 
Cały tuzin szambelanuw, 
Dam niewiele, ale jakih!  
 

PODSTOLINA

Ktuż z kim swata?... 
 

PAPKIN

Szmer się szeży: 
Za mąż idzie piękna Hanna. 
Ten zapewnia, uw nie wieży, 
Ale każdy z ucz myh czyta. 
Wtem miledi, bug-kobieta, 
Lecz w zazdrości diablik mały, 
Wciąż mnie szczypiąc pod serwetą, 
Na puł z płaczem dwakroć pyta: 
«Skąd masz styczność z Hanny losem?» 
Ah, spokojną bądź w tej mieże — 
Szepnę w uszko wdzięcznym głosem — 
Pżyjaciela Hanna bieże.  
 

PODSTOLINA

Ależ kogo? powiedz, kogo? 
 

PAPKIN

Wszyscy wybur hwalą zgodnie... 
Bo nie hwalić jakże mogą!  
 

PODSTOLINA

na stronie
Ha, rozumiem... 
 

PAPKIN

Człowiek gżeczny 
I majętny, i stateczny.  
 

PODSTOLINA

na stronie
Od Cześnika ma zlecenie 
I zahodzi tak z daleka 
Tam, gdzie go się dawno czeka. 
Głupi mędrek.  
 

PAPKIN

na stronie
Tam do liha! 
Ona zerka, ona wzdyha — 
Czy nie myli się w osobie? 
Może we mnie... dałżem sobie! 
A to plaga, boska kara: 
Do mnie młoda, do mnie stara. 
Jeszcze zerka... czy szalona! 
Tu żartować nie ma czego — 
Zjadłbym śledzia z rąk patrona, 
A mnie po co, na co tego! 
To już dłużej trwać nie może.  
 
do Podstoliny
Pozwul pani: Cześnikowi 
Gratulacje niehaj złożę.  
 

PODSTOLINA

Więc to jego mam być żoną? 
 

PAPKIN

Jakież czynisz zapytanie? 
Bajkęż by to rozgłoszono?  
 

PODSTOLINA

Bajkę dotąd... 
 

PAPKIN

Lecz się stanie 
Wkrutce prawdą — czy się mylę?  
 

PODSTOLINA

Ciekawości skądże tyle?  
 

PAPKIN

Gdyby Cześnik rozogniony, 
Wskroś pżejęty twymi wdzięki, 
Drgnął miłością i żucony 
Do nug twoih, błagał ręki?  
 

PODSTOLINA

Cieszyłby się z odpowiedzi. 
 
odhodzi w dżwi prawe

PAPKIN

sam
A że w każdej diablik siedzi, 
Co pustoty rozpoczyna, 
Jeno wspomnisz zapowiedzi! 
Bo kto mądry, nieh mi powié: 
Po kaduka Podstolina 
Daje rękę Cześnikowi?  
 

SCENA PIĄTA

Papkin, Cześnik wyhodzi ze dżwi lewyh już ubrany.

CZEŚNIK

Cuż u czarta! ty spokojny, 
Kiedy Rejent mnie napada 
I otwartej żąda wojny? 
Lecz godnego ma sąsiada! 
Dalej żwawo! — nieh, kto żyje, 
Biegnie, pędzi, zgania, bije!  
 

PAPKIN

Cuż się stało? 
 

CZEŚNIK

Mur naprawia! 
Mur graniczny, tżeh muraży! 
On rozkazał! on się waży! 
Mur graniczny! — Tżeh na muże! 
Tżeh wybiję, a mur zbużę! 
Zbużę, zniszczę, aż do ziemi. —  
 

PAPKIN

zmieszany, niehcący powtaża
Zbużę, zniszczę... 
 

CZEŚNIK

Dajesz słowo? 
Zbież więc ludzi — ruszaj z niemi! 
I jeżeli nie namową, 
To pżemocą spędź z roboty — 
Ty się tżęsiesz?  
 

PAPKIN

To z ohoty. 
Ale czekaj — słuhaj wpżody 
Mojej szczytnej, pięknej ody.  
 

CZEŚNIK

Co? 
 

PAPKIN

Tak, ody do pokoju — 
A jeżeli żądza boju 
Nie umilknie na głos Muzy...  
 

CZEŚNIK

grożąc
Zostań. — Ale!... 
 
odhodzi

PAPKIN

idzie za nim ze spuszczoną głową
Pewne guzy! 
 

SCENA SZUSTA

Odmiana sceny. Ogrud, kawał muru całego, od lewej strony ku środkowi prosty, od środka w głąb sceny załamany i w połowie zbużony, pży tej części mulaże pracują. Po lewej stronie zupełnie w głębi za częścią całego muru baszta albo rug mieszkania Rejenta, z oknem. Nieco na pżodzie po prawej stronie podobny rug mieszkania Cześnika. Altana po lewej stronie na pżodzie. Klara pżehodzi scenę. Wacław, wszedłszy wyłomem, skrada się wzdłuż muru i pokazuje się powturnie w altanie pży Klarze.
Klara, Wacław

WACŁAW

Bliskie nasze pomieszkania, 
Bliższe serca — ah, a pżecie 
Tak daleko na tym świecie.  
 

KLARA

Jakież nowe dziś żądania 
Hmużą jasność twego czoła? 
Nigdyż granic, nigdyż miary — 
Nicże wstżymać cię nie zdoła, 
Nawet miłość twojej Klary?  
 

WACŁAW

Widzieć ciebie jedną hwilę, 
Potem spędzić godzin tyle 
Bez twyh oczu, twego głosu — 
I mam hwalić hojność losu?  
 

KLARA

Wspomnij, wspomnij, muj kohanku, 
Jakie były twe wyrazy, 
Gdy zaledwie parę razy 
Zeszliśmy się na krużganku. 
«Pozwul, droga, kohać siebie, 
O nic więcej łzy nie proszą; 
Z mą miłością stanę w niebie 
Bogiem, będę żył rozkoszą!»  
 

WACŁAW

Co muwiłem, nie wiedziałem. 
 

KLARA

Kohaj — żekłam — ja nie bronię; 
Ale wkrutce, gdyś z zapałem 
Cisnął w swoih moje dłonie: 
«Kohasz ty mnie, droga Klaro?» — 
Zawsześ mnie się, zawsze pytał, 
Hocieś w oczah dobże czytał.  
 

WACŁAW

Ktuż by nie hciał dać puł życia, 
By mugł wyssać do upicia, 
Wyssać duszą z ust twyh słowa, 
Kture jeszcze uśmieh howa!  
 

KLARA

Nieh tak będzie — żekłam w końcu: 
Koham — bom też i kohała.  
 
udając jego zapał
«Co za szczęście, rozkosz, radość! 
Dzięki niebu, ziemi, słońcu!...» 
Tym życzeniom czyniąc zadość, 
Już natura zubożała 
Więcej dla cię nic nie miała.  
 

WACŁAW

Prawda, wyznać się nie boję, 
Dopełniła wtenczas miary; 
Lecz gdy zwiększa miłość moję, 
Czyż nie winna zwiększać dary?  
 

KLARA

Za dni parę żekłeś luby: 
«Ah, to okno, ah, ta krata 
Będą źrudłem mojej zguby. 
Patż, jak rużdżka rużdżkę splata, 
Jak ku sobie kwiat się skłania, 
Ktuż nam, Klaro, tego wzbrania?»  
 

WACŁAW

Miałżem w myśli myh zamęcie 
Zimną kratę brać w objęcie?  
 

KLARA

Usłuhałam cię, Wacławie: 
Dzień w dzień shodzim się w altanie, 
Lecz i razem co dzień prawie 
Nowe od cię mam żądanie — 
Tobiem szczęście życia winna, 
Ty nawzajem — hętnie wieżę; 
Czemuż twoja miłość inna 
Coraz nową postać bieże? 
Kiedy rozkosz być pży tobie 
Aż pżepełnia serce moje, 
Ty, niewdzięczny, w tejże dobie 
Tłumisz tylko niepokoje.  
 

WACŁAW

Ah, obecność mnie zastrasza, 
Bo tak dotąd czynim mało, 
By zapewnić pżyszłość całą — 
A pżyszłością miłość nasza. 
Z twoim stryjem ojca mego 
Ciągłe sprawy, spżeczki, kłutnie 
Nic nie wrużą nam dobrego; 
Raczej muwią, iż okrutnie 
Będziem kiedyś rozdzieleni, 
Jeśli...  
 

KLARA

Dokończ — pokaż drogę; 
Ty czy ja tu pomuc mogę?  
 

WACŁAW

Tylko twoja wola zmieni, 
Co się zdaje nie do zmiany.  
 

KLARA

Muwże, słuham. 
 

WACŁAW

Żem kohany, 
Że cię koham nad te nieba, 
Że pży sobie żyć pragniemy, 
To oboje dobże wiemy; 
Nie oboje, czego tżeba, 
Aby zniszczyć to ukrycie, 
W kturym pełza nasze życie, 
I nie truhleć, czy dzień szczęścia 
Nie popżedza dnia żałoby.  
 

KLARA

Czeguż tżeba? muw! 
 

WACŁAW

Zamęścia. 
 

KLARA

O szalony, gdzież sposoby? 
 

WACŁAW

W twojej woli. 
 

KLARA

W woli stryja, 
W woli ojca, powiedz raczej.  
 

WACŁAW

Co zawadza, to się mija, 
Gdy nie może być inaczej.  
 

KLARA

A, rozumiem! — Nie, Wacławie, 
Gdzie mnie zehcesz, znajdziesz wszędzie 
Zawsze twoją — prucz w niesławie.  
 

WACŁAW

Ależ, Klaro, moją żoną... 
 

KLARA

Ktuż to, powiedz, wiedzieć będzie, 
Czyś poślubił wykradzioną... 
Co za hałas? — Słyszę kroki! 
Coraz bliżej!... idź bez zwłoki!  
 

WACŁAW

Jedno słowo. 
 

KLARA

Już ci dane. 
 

WACŁAW

Jak nie zmienisz, żyć pżestanę. 
 

KLARA

z czułością, jakby poprawiając
Pżestaniemy — jeśli zehcesz. 
 

WACŁAW

Pomyśl tylko, Klaro droga... 
 

KLARA

wytrącając go prawie
Ale idźże, idź, dla Boga! 
 
pżehodzi scenę

SCENA SIUDMA

Papkin, Śmigalski, kilku służącyh z kijami, puźniej Rejent i Cześnik w oknah.

PAPKIN

Panie majster, proszę waści 
Pżyzwoicie, gżecznie, ładnie, 
Nie murować tu z napaści, 
Bo mu na gżbiet co upadnie.  
 
po krutkim milczeniu
Wy zaś drudzy, dobży ludzie, 
Ktuży młotki, piony, kielnie 
W niepotżebnym dzisiaj trudzie 
Używacie arcydzielnie, 
Idźcie wszyscy precz, do czarta!  
 
po krutkim milczeniu
Będzie, widzę, żecz uparta! 
Ta hołota, jakby głuha, 
Mego słowa ani słuha. — 
No, Śmigalski! Nie trać czasu — 
Ściągnij za kark! weź nażędzie! 
Gżecznie, ładnie, bez hałasu, 
Nieh wszystkiemu koniec będzie. 
Nic się nie buj — ja za tobą.  
 
Śmigalski posuwa się ze służącymi ku mulażom, Papkin cofa się za rug domu.

ŚMIGALSKI

Precz! precz! 
 

REJENT

w oknie
Stujcie! co to znaczy? 
 

ŚMIGALSKI

Cześnik, pan muj, kazać raczy, 
Aby muru nie kończono.  
 

CZEŚNIK

w oknie
Tak jest, każę, bo mam prawo. 
Dalej napżud, dalej żwawo!  
 
Śmigalski posuwa się napżud, Papkin, ktury był wyszedł, znowu się cofa za rug domu.

REJENT

Jakie prawo? 
 

CZEŚNIK

Jak kupiono 
Mur graniczny, tak zostanie.  
 

REJENT

Ależ luby, miły panie, 
To szaleństwo z waszej strony — 
I mur będzie naprawiony.  
 

CZEŚNIK

Wpżudy trupem go zaścielę. 
 

REJENT

do mulaży
Kończcie śmiało, pżyjaciele, 
Gardźcie ze mną prużnym kżykiem.  
 

CZEŚNIK

Hcesz więc bujki? 
 

REJENT

Muj Cześniku, 
Muj sąsiedzie, luby, miły, 
Pżestań też być rozbujnikiem.  
 

CZEŚNIK

Co! jak! — Żwawo! bij, co siły! 
 
Śmigalski ze swoimi ludźmi wstępuje na mur, mulaże cofają się tak, że bujka zostaje zakryta częścią muru całego.

REJENT

Panie majster — ja w obronie. 
Nic się nie buj — niehaj bije, 
Kiedy go tam swędzą dłonie. 
Dobże! dobże! — po czuprynie — 
Ot-tak — lepiej! — co się wlezie! — 
Nic się nie buj! — niehaj bije, 
Niehaj bije! świat nie zginie! 
Ja Cześnika za to skryję, 
Gdzie nie widać ziemi, nieba!  
 

CZEŚNIK

wołając za siebie
Hej! Serwacy! daj gwintuwkę, 
Niehaj strącę tę makuwkę — 
Prędko!  
 
Rejent zamyka okno.

CZEŚNIK

Ha, ha! fugas hrustas. 
No, Śmigalski! dosyć będzie, 
Daj pułzłotka albo złoty 
Baserunku dla hołoty, 
Ale zabież im nażędzie. 
Dosyć, dosyć na dziś będzie.  
 
zamyka okno
Po odejściu wszystkih Papkin obejżawszy się, że już nie ma nikogo, muwi ku murowi.

PAPKIN

sam
Ha! hultaje, precz mi z drogi, 
Bo na miazgę was rozgniotę — 
Nie zostanie jednej nogi — 
A mam diablą dziś ohotę! 
Wielu was tam? hodź tu ktury! 
Nie wylezie żaden z dziury? 
O wy łotry! o wy thuże! 
Jutro cały zamek zbużę.  
 

SCENA USMA

Papkin, Wacław

WACŁAW

stanąwszy tuż za nim
Jutro? 
 
Papkin zdejmuje kapelusz.
Mamże wracać w progi, 
Kture pewnie z pżyszłą dobą 
Zruwna z ziemią wyrok srogi? — 
Wolę jeńcem iść za tobą!  
 

PAPKIN

wkładając kapelusz na bakier
Pardon muwisz? 
 

WACŁAW

Pardon, panie. 
 

PAPKIN

Znasz me męstwo? 
 

WACŁAW

Jak zły szeląg. 
 

PAPKIN

Boisz mnie się! 
 

WACŁAW

Niesłyhanie! 
 

PAPKIN

Pujdziesz za mną? 
 

WACŁAW

Pujdę, panie. 
 

PAPKIN

Ktuż ty jesteś? 
 

WACŁAW

Jestem, panie. 
 

PAPKIN

Lecz czym jesteś? 
 

WACŁAW

Czym ja jestem? 
Jestem... jestem...  
 

PAPKIN

hwytając za broń
Cuż to znaczy! 
 

WACŁAW

...Komisażem mego pana. 
 

PAPKIN

Co? Rejenta? 
 

WACŁAW

Nie inaczéj. 
 

PAPKIN

Czy to, proszę, żecz słyhana! 
Ledwie szlahcic na wioszczynę 
Z pękiem długuw się wydrapie — 
Już mieć musi komisaża. 
Dziw się potem, gdy się zdaża, 
Że wołają: «Sto tysięcy! 
Kto da więcéj!» A jak kżykną po raz tżeci, 
Jakby z procy szlahcic leci 
I do swego komisaża 
Idzie w służbę za szafaża. 
Ale hodźmy.  
 
na stronie
Cześnikowi 
Wielką radość jeńcem sprawię, 
I zapewne do mnie powié, 
Gdy mu zdobycz mą pżedstawię: 
«Niehaj Klara twą zostanie». 
Hodź, muj jeńcze.  
 

WACŁAW

Idę, panie. 
 
Wolne Lektury

Książka pohodzi z serwisu Wolne Lektury: Aleksander Fredro, „Zemsta”. Utwur w domenie publicznej. Zmiany: pisownia nowopolska (ó → u, rz → ż, ch → h; nazwy własne bez zmian), bez pżypisuw.

Pobież e-book w pisowni nowopolskiej (EPUB)