Ta strona jest napisana po nowopolsku. Wolisz pisownię tradycyjną?

Pżełącz na pisownię tradycyjną

Biblioteka › Wesele

Akt I

Wesele

Dramat w tżeh aktah

OSOBY:
  1. GOSPODARZ
  2. GOSPODYNI
  3. PAN MŁODY
  4. PANNA MŁODA
  5. MARYSIA
  6. WOJTEK
  7. OJCIEC
  8. DZIAD
  9. JASIEK
  10. KASPER
  11. POETA
  12. DZIENNIKARZ
  13. NOS
  14. KSIĄDZ
  15. MARYNA
  16. ZOSIA
  17. RADCZYNI
  18. HANECZKA
  19. CZEPIEC
  20. CZEPCOWA
  21. KLIMINA
  22. KASIA
  23. STASZEK
  24. KUBA
  25. ŻYD
  26. RACHEL
  27. MUZYKANT
  28. ISIA
OSOBY DRAMATU:
  1. CHOCHOŁ
  2. WIDMO
  3. STAŃCZYK
  4. HETMAN
  5. RYCEŻ CZARNY
  6. UPIUR
  7. WERNYHORA

DEKORACJA:

Noc listopadowa; w hacie, w świetlicy. Izba wybielona siwo, prawie błękitna, jednym szarawym tonem pułbłękitu obejmująca i spżęty, i ludzi, ktuży się pżez nią pżesuną.

Pżez dżwi otwarte z boku, ku sieni, słyhać huczne weselisko, buczące basy, piskanie skżypiec, niesforny klarnet, hukania hłopuw i bab i pżygłuszający wszystką nutę jeden melodyjny szum i rumot tupotającyh tanceży, co się tam kręcą w zbitej masie w takt jakiejś ginącej we wżawie piosenki....

I cała uwaga osub, kture pżez tę izbę-scenę pżejdą, zwrucona jest tam, ciągle tam; zasłuhani, zapatżeni ustawicznie w ten tan, na polską nutę... wirujący dookoła, w pułświetle kuhennej lampy, taniec koloruw, krasyh wstążek, pawih piur, kierezyj, barwnyh kaftanuw i kabatuw, nasza dzisiejsza wiejska Polska.

A na ścianie głębnej: dżwi do alkieżyka, gdzie łużko gospodarstwa i kołyska, i pośpione na łużkah dzieci, a gurą zszeregowani Święci obrazkowi. Na drugiej bocznej ścianie izby: okienko pżysłonione białą muślinową firaneczką; nad oknem wieniec dożynkowy z kłosuw; — za oknem ciemno mrok — za oknem sad, a na deszczu i słocie kżew otulony w słomę, w zimową ohronę okryty.

Na środku izby stuł okrągły, pod białym, sutym obrusem, gdzie pży jażącyh brązowyh świecznikah żydowskih suta zastawa, tależe poniehane tak, jak dopiero co od nih cała weselna drużba wstała, w nieładzie, gdzie nikt o spżątaniu nie myśli. Około stołu proste drewniane stołki kuhenne z białego dżewa; pży tym na izbie biurko, zażucone mnustwem papieruw; ponad biurkiem fotografia Matejkowskiego Wernyhory i litograficzne odbicie Matejkowskich Racławic. Pży ścianie w głębi sofa wyszażana; ponad nią złożone w kżyż szable, flinty, pasy podrużne, torba skużana. W innym kącie piec bielony, do maści z izbą; obok pieca stolik empire, zdobny świecącymi resztami brązuw, na kturym zegar stary, alabastrowymi kolumienkami dźwigający złocony krąg godzin; nad zegarem portret pięknej damy w stroju z lat 1840 w lekkim muślinowym zawoju pży tważy młodej w lokah i na ciemnej sukni.

U boku dżwi weselnyh skżynia ogromna wyprawna wiejska, malowana w kwiatki pstre i pstre desenie; wytarta już i wyblakła. Pod oknem stary grat, fotel z wysokim oparciem.

Nad dżwiami weselnymi ogromny obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej z jej sukienką srebrną i złotym otokiem promieni na tle głębokiego szafiru; a nad dżwiami alkieża takiż ogromny obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, w utkanej wzożystej szacie, w koralah i koronie polskiej Królowej, z Dzieciątkiem, kture rączkę ku błogosławieniu wzniosło.

Strop drewniany w długie belki proste z wypisanym na nih Słowem Bożym i rokiem pobudowania.

ŻECZ DZIEJE SIĘ W ROKU TYSIĄC DZIEWIĘĆSETNYM.

AKT I

SCENA I

Czepiec, Dziennikarz

CZEPIEC

Cuz tam, panie, w polityce? 
Chińcyki tżymają się mocno!? 
 

DZIENNIKARZ

A, muj miły gospodażu, 
mam pżez cały dzień dosyć Chińczyków. 
 

CZEPIEC

Pan polityk! 
 

DZIENNIKARZ

Otuż właśnie politykuw 
mam dość, po uszy, dzień cały. 
 

CZEPIEC

Kiedy to ciekawe sprawy. 
 

DZIENNIKARZ

A to czytaj, kto ciekawy; 
wiecie hoć, gdzie Chiny leżą? 
 

CZEPIEC

No, daleko, kajsi gdzieś daleko; 
a panowie to nijak nie wiedzą, 
że hłop hłopskim rozumem trafi, 
hoćby było i daleko. 
A i my tu cytomy gazety 
i syćko wiemy. 
 

DZIENNIKARZ

A po co — ? 
 

CZEPIEC

Sami się do światu garniemy. 
 

DZIENNIKARZ

Ja myślę, że na waszej parafii 
świat dla was aż dosyć szeroki. 
 

CZEPIEC

A tu ano i u nas bywają, 
co byli aże dwa roki 
w Japonii; jak była wojna. 
 

DZIENNIKARZ

Ale tu wieś spokojna. — 
Nieh na całym świecie wojna, 
byle polska wieś zaciszna, 
byle polska wieś spokojna. 
 

CZEPIEC

Pon się boją we wsi ruhu. 
Pon nos obśmiwajom w duhu. — 
A jak my, to my się rwiemy 
ino do jakiej bijacki. 
Z takih, jak my, był Głowacki. 
A, jak myślę, ze panowie 
duza by juz mogli mieć, 
ino oni nie hcom hcieć! 
 

SCENA II

Dziennikarz, Zosia

DZIENNIKARZ

Pani to taki kozaczek; 
jak zesiądzie z konika, jest smutny. 
 

ZOSIA

A pan zawsze bałamutny. 
 

DZIENNIKARZ

To nie komplement, to czuję  
i tego bynajmniej nie tłumię. 
 

ZOSIA

Dobże, że pżynajmniej pan umie 
zmiarkować, kiedy uczucie, 
a kiedy salonowa zabawka — 
ale w tym razie... 
 

DZIENNIKARZ

To sprawka 
pani wdzięku, pani jest bardzo miła, 
pani tak głuwkę shyliła... 
 

ZOSIA

Prawda? Tak jakbym się dziwiła, 
że mnie tyle honoru spotyka; 
pan redaktor dużego dziennika 
pżypatruje się i oczy pżymyka 
na mnie, jako na obrazek. 
 

DZIENNIKARZ

A obrazek malowny, bez skazek, 
farby świeże, naturalne, 
rysunek ogromnie prawdziwy, 
wszystko aż do ram idealne. 
 

ZOSIA

Widzę, znawca osobliwy. 
 

DZIENNIKARZ

I czemuż pani się gniewa? 
 

ZOSIA

Że pan jak Lohengrin śpiewa 
nade mną jak nad łabędziem, 
że my dla siebie nie będziem, 
i po cuż tyle śpiewności? 
 

DZIENNIKARZ

Oto tak, tak z rozlewności 
toważyskiej. 
 

SCENA III

Radczyni, Haneczka, Zosia

HANECZKA

Ah, cioteczko, ciotusieńko! 
 

RADCZYNI

Co, serdeńko? 
 

HANECZKA

Tamci tańczą, my stoimy; 
hcemy tańczyć także i my. 
 

RADCZYNI

Może ktury z panuw zehce? 
 

ZOSIA

Z nikim z panuw tańczyć nie hcę. 
 

RADCZYNI

Potańcujcie trohę same. 
 

ZOSIA

My byśmy hciały z drużbami, 
z tymi, co pawimi piurami 
zamiatają pułap izby. 
 

RADCZYNI

Poszłybyście tam do ciżby? 
 

HANECZKA

To tak miło, miło w ścisku. 
 

RADCZYNI

Oni się tam gniotą, tłoczą 
i ni stąd, ni zowąd naraz 
tżask, prask, biją się po pysku; 
to nie dla was. 
 

ZOSIA

My wrucimy zaraz. 
 

RADCZYNI

Cużeś ty dziś tak wesoła? 
Odgarnij se włosy z czoła. 
 

ZOSIA

Raz dokoła, raz dokoła! 
 

HANECZKA

Ciotusieńka zła okropnie, 
zła okrutnie — a pżelotnie — 
zaraz buzię pocałuję. 
 

RADCZYNI

Hanka zawsze swego dopnie. 
Nieh się panna wytańcuje. 
 

SCENA IV

Radczyni, Klimina

KLIMINA

Pohwalony, dobry wieczur państwu. 
 

RADCZYNI

Pohwalony — gospodyni... 
 

KLIMINA

Tu wsiosko od maleńkości, Klimina, 
po wujcie wdowa. 
 

RADCZYNI

Radczyni 
jestem z Krakowa. 
 

KLIMINA

Macie syna. 
 

RADCZYNI

Tańcuje tam. 
 

KLIMINA

Nieh się bawi; 
som ta dziwki, nieh nie stoją. 
 

RADCZYNI

Jakoś mu nie idzie sporo, 
bo się ino pogapuje. 
 

KLIMINA

Panowie dziwek się boją; 
zaraz ktura co pżyniesie, 
ino roz sie pżetańcuje. 
 

RADCZYNI

Wyście sobie, a my sobie. 
Każden sobie żepkę skrobie. 
 

KLIMINA

Myślałam, pomuwię z matusią, 
toby wnuczka kołysała — ? 
 

RADCZYNI

A toście wy skora, kumosiu; 
ledwo że wkoło spojżała, 
już by mi synuw swatała — ? 
 

KLIMINA

Hej, jo sie bawiła wpżudzi, 
teroz bym lo inszyh hciała. 
Coraz więcej potża ludzi. 
Żeniłabym, wydawała! 
 

SCENA V

Zosia, Kasper

ZOSIA

Drużba tańczy, proszę ze mną. 
 

KASPER

Panienka obcesem wpada. 
 

ZOSIA

A w kułeczko... 
 

KASPER

Dookoła. 
Panienka se ta wesoła. 
Ano Kaśka będzie rada, 
jak pżestoi. 
 

ZOSIA

Kaśka, jaka? 
 

KASPER

Ano ta, co w kącie taka... 
 

ZOSIA

Druhna? 
 

KASPER

Juści, druhna pirso, 
co mi ją na żone rają. 
 

ZOSIA

Raz dokoła, raz dokoła... 
 

KASPER

Panienka się nie zgniwają, 
że ją lepiej gabne w pasie, 
ano Kaśka w sobie syrso. 
 

ZOSIA

Pewno drużba koha Kasię — ? 
 

KASPER

Panienka se ta wesoła. 
 

ZOSIA

Raz dokoła, raz dokoła... 
 

SCENA VI

Haneczka, Jasiek

HANECZKA

Jakby Jasiek hciał tańcować, 
tobym z Jaśkiem tańcowała — ? 
 

JASIEK

A mogę sie ofiarować, 
by ino panienka hciała — ? 
 

HANECZKA

Proszę, proszę, hwilkę w koło, 
jak wesoło, to wesoło. 
Jasiek dzisiaj pierwszy drużba. 
 

JASIEK

Najmilso mi tako służba. 
 

SCENA VII

Radczyni, Klimina

RADCZYNI

Cuż ta, gosposiu, na roli? 
Czyście sobie już posiali? 
 

KLIMINA

Tym ta casem sie nie siwo. 
 

RADCZYNI

A mieliście dobre żniwo — ? 
 

KLIMINA

Dzięka Bogu, tak ta bywo. 
 

RADCZYNI

Jak złe żniwo, to was boli, 
żeście się napracowali — ? 
 

KLIMINA

Zawszeć sie co pżecie zgarnie. 
 

RADCZYNI

Dobże sobie wyglądacie. 
 

KLIMINA

I pani ta tyz nie marnie. 
 

RADCZYNI

Jeszcze się widzicie młoda. 
 

KLIMINA

Jak po Marcinie jagoda. 
 

RADCZYNI

Może jeszcze się wydacie — ? 
 

KLIMINA

A cuz sie ta tak pytacie?! 
 

SCENA VIII

Ksiądz, Panna Młoda, Pan Młody

PAN MŁODY

Ksiądz dobrodziej łaskaw bardzo. 
Proszę nas nie zapominać. 
 

KSIĄDZ

Są i tacy, co mną gardzą, 
żem jest ze wsi, bom jest z hłopa. 
Patżą koso — zbędą prędko, 
a tu mi na sercu lentko. 
Sami swoi, polska szopa, 
i ja z hłopa, i wy z hłopa. 
 

PAN MŁODY

Ksiądz dobrodziej już niebawem 
będzie nosić pelerynkę — ? 
 

KSIĄDZ

Może i należy mi się; 
lecz pewnego nic nie wi się. 
Inni także robią ślinkę! 
Może sprawię pelerynkę — 
 

PAN MŁODY

Może z konsystoża pżecie 
popatżą okiem łaskawem; 
życzę bardzo. 
 

PANNA MŁODA

Hoć co dadzą; 
ino te ciarahy tworde, 
tża by stoć i walić w morde. 
 

PAN MŁODY

Moja duszko, tu sie muwi 
o kościelnej dostojności, 
kturą mają pżyznać Jegomości. 
 

PANNA MŁODA

Jo myślała, że co inne. 
 

KSIĄDZ

Naiwne to i niewinne. 
 

SCENA IX

Pan Młody, Panna Młoda

PANNA MŁODA

Cięgiem ino rad byś godać, 
jakie to kohanie będzie. 
 

PAN MŁODY

A ty wolisz całowanie — 
będziesz kohać, a powiédzże — ? 
 

PANNA MŁODA

Pżeciem ci już wygodała. 
Pżecież ci mnie nikt nie wydże. 
 

PAN MŁODY

Serce do kohania radsze. 
Toś już moja! Radość, szczęście! 
Nie myślałem, że tak wiele. 
 

PANNA MŁODA

Ano hciałeś, masz wesele. 
 

PAN MŁODY

Ah, nie patżę, jak całuję; 
nie całuję, kiedy patżę, 
a lica masz coraz gładsze. 
 

PANNA MŁODA

A krew sie tak zesumuje. 
 

PAN MŁODY

Pocałujże, jeszcze, jeszcze, 
niehże tobą się napieszczę: 
usta, oczy, czoło, wieniec... 
 

PANNA MŁODA

Takiś ta nienasyceniec. 
 

PAN MŁODY

Nigdy syty, nigdy zadość; 
taka to już dla mnie radość; 
całowałbym cię bez końca. 
 

PANNA MŁODA

A to męcąco robota; 
nie dziwota, nie dziwota, 
żeś tak zbladnoł, taki wżący. 
 

PAN MŁODY

Nie hwalący, nie hwalący, 
spokoju mi nie dawały. 
 

PANNA MŁODA

A bo hciałeś. 
 

PAN MŁODY

Same hciały. 
 

PANNA MŁODA

Cuz ta za śkaradne śtuki? 
 

PAN MŁODY

Myśmy takie samouki; 
kohałem się po rużnemu, 
a ciebie hcę po swojemu, 
po naszemu. 
 

PANNA MŁODA

A no z duszy; 
jak ci dobże, nieh ta będzie. 
 

PAN MŁODY

Teraz ci mnie nic nie zwiedzie. 
Takem pragnął, zboża, słońca... 
 

PANNA MŁODA

Mos wesele! — Pudź do tońca! 
 

SCENA X

Poeta, Maryna

POETA

Żeby mi tak żekła ktura, 
sercem już dysponująca, 
tak po prostu: „no, hcę ciebie”, 
jak jaka wiejska dziewczyna... 
 

MARYNA

To niby ja ta dziewczyna, 
ja oświadczyć się mająca? 
Skądże taka pewna mina? 
 

POETA

Wcale insze miałem plany 
jeźlim plany miał w ogule — 
hciałem coś powiedzieć czule, 
hciałem zapukać w serduszko, 
coś usłyszeć, coś podsłuhać: 
jak się to tam musi ruhać, 
jak się to tam musi palić — ?! 
 

MARYNA

Muszę panu się pożalić, 
w serduszku nienapalone; 
jak kto weźmie mnie za żonę. 
będzie sobie ciepło hwalić; 
muszę panu się pożalić: 
hoć zimno, można się spażyć. 
 

POETA

Amor mugłby gospodażyć. 
 

MARYNA

Amor ślepy, może zdradzić. 
 

POETA

Amor: duh skżydlaty, gończy. 
 

MARYNA

Pretensji do skżydeł wiele. 
 

POETA

Więc się na pretensjah kończy. 
 

MARYNA

A nie kończy się w kościele. 
 

POETA

Byłby to już Amor w klatce. 
 

MARYNA

Lis w pułapce. 
 

POETA

Motyl w siatce. 
 

MARYNA

Paź krulowejna usługah. 
 

POETA

Ślub po zapłaconyh długah. 
Miłość nęci rozmaita. 
 

MARYNA

A, to z nami kwita. 
 

POETA

Kwita — 
nie myślałem, że coś świta, 
pani prawie obrażona — ? 
 

MARYNA

Czeguż to pan jeszcze szuka? 
 

POETA

Że nie poszła w las nauka. 
 

MARYNA

Ktuż się uczył? 
 

POETA

Tak wzajemnie 
Ja od pani, pani ze mnie. 
 

MARYNA

A na cuż mnie tej nauki? 
 

POETA

Na nic. 
 

MARYNA

Więc? 
 

POETA

Sztuka dla sztuki. 
 

MARYNA

Zawrut głowy, wielka hwała; 
nieh pan sztuki płata rużne, 
bylebym ja spokuj miała. 
 

POETA

Rozmowa z panienką młodą, 
jak ją zwykle młodzi wiodą 
w takim stylu skżydełkowym; 
rozmowa z panną upartą: 
o miłości, o Amorze, 
o kohaniu, co w tym, owym 
z nagła się pżejawić może; — 
szepty z panną czarującą, 
pżez puł serio, pżez puł drwiąco — 
zawsze jeszcze studium warto. 
 

MARYNA

Pżez puł drwiąco, pżez puł serio 
bawi się pan galanterią. 
 

POETA

Ale gdzie ta, ale gdzie ta. 
 

MARYNA

Pan poeta, pan poeta. 
Coś, jak liryzm, struna bżękła: 
ja o pana się pżelękła, 
że ta stżała niespodziana 
może trafić, ale pana. 
 

POETA

Bawię panią galanterią 
pżez puł drwiąco, pżez puł serio; 
stąd się styl osobny stważa: 
nikt nikogo nie dosięga, 
nikt nikogo nie obraża — 
na łokcie rużowa wstęga — 
nie prowadzi do ołtaża. — 
Tajemnicą jest kobieta. 
 

MARYNA

Słuham, co to za wymowa! 
 

POETA

Słowa, słowa, słowa, słowa. 
 

MARYNA

Ale gdzie ta, ale gdzie ta! 
 

POETA

Jakaż znuw refleksja nowa? 
 

MARYNA

Pan poeta, pan poeta. 
 

SCENA XI

Ksiądz, Pan Młody, Panna Młoda

KSIĄDZ

Zwracam się do panny młodej, 
pijąc do pana młodego... 
 

PANNA MŁODA

Cuz takiego, cuz takiego? 
 

KSIĄDZ

Może, hm, po pewnym czasie, 
bo to człowiek jest człowiekiem, 
ot, pżykładem tylu ludzi — 
bo to człowiek jest człowiekiem, 
usiada się tylko z wiekiem... 
 

PANNA MŁODA

Niby jak to kwaśne mliko. 
 

KSIĄDZ

Wyście młodzi, wyście młodzi, 
hoć się dzisiaj wszystko godzi, 
pżyjdzie czas, co was ohłodzi. 
 

PAN MŁODY

Dzięki, nieh się ksiądz nie trudzi, 
nieh nie trudzi się dobrodziéj, 
wdał się Pan Bóg już w tę sprawę 
i ten wszystko załagodzi; 
byliśmy rano w kościele, 
braliśmy ślub u ołtaża. 
 

KSIĄDZ

No, ale to tak się zdaża; 
ogromnie pżypadkuw wiele, 
i pżypomnieć pożytecznie. 
 

PAN MŁODY

Podziękujże za obawę. 
 

PANNA MŁODA

Zdarłabym jej łeb, jak krosna! 
 

PAN MŁODY

A koha, bo jest zazdrosna. 
 

KSIĄDZ

Ah, kolorowa bajecznie! 
 

SCENA XII

Pan Młody, Panna Młoda

PAN MŁODY

Kohasz ty mnie? 
 

PANNA MŁODA

Moze, moze — 
cięgiem ino godos o tem. 
 

PAN MŁODY

Bo mi serce wali młotem, 
bo mi w głowie huczy, szumi... 
moja Jaguś, toś ty moja?! 
 

PANNA MŁODA

Twoja, jak tża, juści twoja; 
bo cuż cie ta znuw tak dumi? 
Cięgiem ino godos o tem. 
 

PAN MŁODY

A ty z twoim sercem złotem 
nie zgadniesz, dziewczyno-żono, 
jak mi serce wali młotem, 
jak cię widzę z tą koroną, 
z tą koroną świecidełek, 
w tym rozmaitym gorsecie, 
jak lalkę dobytą z pudełek 
w Sukiennicach, w gabilotce: 
zapaseczka, gors, spudnica, 
warkocze we wstążek splotce; 
że to moje, że to własne, 
że tak światłem gorą lica! 
 

PANNA MŁODA

Buciki mom trohę ciasne. 
 

PAN MŁODY

A to zezuj, moja złota. 
 

PANNA MŁODA

Ze sewcem tako robota. 
 

PAN MŁODY

Tańcuj boso. 
 

PANNA MŁODA

Panna młodo?! 
Cuz ta znowu?! To ni mozno. 
 

PAN MŁODY

Co się męczyć? W jakim celu? 
 

PANNA MŁODA

Tża być w butah na weselu. 
 

SCENA XIII

Ksiądz, Pan Młody

PAN MŁODY

Ktuż komu czego zabroni? 
 

KSIĄDZ

Zależy, za czym kto goni. 
 

PAN MŁODY

Tak cudzego pilnujecie — ? 
 

KSIĄDZ

Nie każdy ma jedno na świecie, 
a każdy ma swoje osobne, 
co go tżyma — a te drobne 
żeczki, małe, niepozorne 
składają się na jedną wielką żecz. 
 

PAN MŁODY

Ksiądz sobie, jako hcesz, pżecz. — 
Szczęście każdy ma pżed nosem, 
a jak ma, to tżeba brać — 
tżeba iść za serdecznym głosem 
i nie pozwolić się kpać. 
 

KSIĄDZ

No, muj panie, 
nie każdemu jednakie wołanie. 
A jak kto ręką sięgnie po co, a nie dostanie? 
 

SCENA XIV

Radczyni, Maryna

RADCZYNI

A panny już bez pamięci, 
widzę, hulają. 
 

MARYNA

Do smaku. 
Jak mnie Czepiec hwycił wpuł, 
jak zawinął i obleciał w kułko, 
tom w oczah zobaczyła gwiazdy, 
jakby jakieś napowietżne jazdy, 
kręcące się zawrotem kuł. 
 

RADCZYNI

Pot oblewa całe czułko; 
możesz się zaziębić wnet. 
 

MARYNA

A tak — teraz to sobie myślę: 
co insze złoto, a co insze miedź. 
 

RADCZYNI

Nie pleć, spocznij, ciho siedź. 
 

MARYNA

A myśl moja het, het, het... 
 

SCENA XV

Maryna, Poeta

POETA

Elektryczność z oczu bije. 
 

MARYNA

Zgżałam się pży tańcowaniu. 
 

POETA

Pani maży o kohaniu — 
co tam pani serce czyje. 
 

MARYNA

Może pańskie serce zatem — —? 
 

POETA

Umie pani stżelać batem — —? 
 

MARYNA

Jak to, co to — tak pżez kogo? 
 

POETA

Tak w powietże, a szeroko. 
 

MARYNA

Co tam panu serce czyje; — 
a umie pan kopnąć nogą — — ? 
 

POETA

Tak pżez kogo — ? 
 

MARYNA

Nie tak srogo — 
tak w powietże, a wysoko. 
 

POETA

Na co, po co? 
 

MARYNA

Dla niczego. 
 

POETA

To nic złego. 
 

MARYNA

I nic z tego. 
 

POETA

To zagadka? 
 

MARYNA

Sfinks. 
 

POETA

Meduza. 
 

MARYNA

Może z tego pan odgadnie 
nowoczesny styl harbuza; 
tak jak ja odgadłam snadnie: 
prużność na wysokiej skale, 
w swojej własnej śpiącą hwale. 
 

POETA

Zeus i Pan Bóg mieszka w niebie, 
pżedsię obaj są u siebie. 
Psyhe to najczulej pieści. — 
O tym, gdzie kto śpi wysoko, 
pani wie coś z głuhyh wieści; 
nie dosięgło jeszcze oko. 
 

MARYNA

Rozumiem coś z wielką biedą; 
nie dosięgło jeszcze oko, 
nie zawlokłam się na turnie; 
tak tam dumnie, szumnie, hmurnie. 
Bałamuctwa w wielkim stylu, 
kture już pżeżyło tylu, 
rużni więksi, mniejsi, niscy; 
wszystko bardzo wyjątkowe, 
bardzo dziwne, bardzo nowe, 
tylko że tak robią wszyscy. 
 

POETA

Słuham, co to za wymowa — ? 
 

MARYNA

Słowa, słowa, słowa, słowa. 
 

POETA

To uczucia tak się garną; 
szkoda, żeby szły na marno. 
 

MARYNA

Ale gdzie ta, ale gdzie ta. 
Pan myśli, że ja zajęta? 
 

POETA

Widzę, że pani pamięta, 
jaka komu etykieta 
pżylepiona i pżypięta. 
 

MARYNA

Szkoda, żeby szły na marno 
te uczucia, co się garną: 
Pan poeta, pan poeta. 
 

POETA

Otuż to, to etykieta. 
 

SCENA XVI

Zosia, Haneczka

ZOSIA

Hciałabym kohać, ale bardzo, 
ale tak bardzo, bardzo, mocno. 
 

HANECZKA

To ta muzyka gra tak skoczno 
i pewno serce tobie skacze. 
Jeszcze się dosyć, dość napłacze, 
nim go kohanie ułagodzi. 
Pociesz się, serce, pociesz, miła, 
jeszcze niejedna łza, mogiła, 
od tej miłości ciebie grodzi. 
 

ZOSIA

Że to tak losy szczęściem gardzą, 
że tak nie sypią szczęściem w oczy, 
tylko tak zaraz błyski gasną, 
ledwo się w oczah świt roztoczy? 
 

HANECZKA

Musisz pżejść wpżudy cierpień koło; 
pżejść musisz wpżudy nędzę, bole, 
a potem kiedyś będzie wesoło, 
jak ci bul serce dość nakole. 
 

ZOSIA

Ja, gdybym była losuw panią, 
na pżykład taką, wiesz: Fortuną. 
tobym odarła złote runo, 
żeby dać wszystko ludziom tanio; 
żeby się tak nie umęczali, 
w takiem gonieniu ciężkiem, długiem: 
każden, jak więzień, za swym pługiem; 
żeby się syto nakohali, 
żeby się wszystko im kręciło: 
jakby się złote nitki wiło. 
 

HANECZKA

A tu są takie Parki stare, 
co nożycami tną pżędziwo... 
 

ZOSIA

A hyba to za jaką karę 
Miłość jest taką nieszczęśliwą. 
Za czyjąż winę, czyjąż karę 
rwać hcą pżędziwo Parki stare...? 
Ah, tak bym hciała kohać bardzo! 
 

HANECZKA

Musisz się wpżudy dość naszlohać, 
napłakać, zbeczeć, razy wiele, 
aże postawią cię w kościele, 
a potem sobie możesz kohać. 
 

ZOSIA

Ah, tym uczucia moje gardzą — 
nie to, nie jeszcze miałam w myśli: 
hciałabym, żeby się kto zjawił, 
kto by mi nagle się spodobał, 
żebym się jemu też udała 
i byśmy ruwno na to pżyśli. 
Widzisz, takiego bym kohała, 
i to tak bardzo, bardzo, bardzo. 
 

HANECZKA

Ah, tym uczucia moje gardzą; 
pżecie tża wpżudy wyprubować, 
tża coś pżecierpieć, coś pżeboleć, 
żeby muc miłość uszanować. 
 

ZOSIA

Już ja tam swoje będę woleć. 
 

SCENA XVII

Pan Młody, Żyd

PAN MŁODY

Pżyszedł Mosiek na wesele... 
 

ŻYD

Nu, ja tu pżyszedł nieśmiele. 
 

PAN MŁODY

No, jesteśmy pżyjaciele. 
 

ŻYD

No, tylko że my jesteśmy 
tacy pżyjaciele, co się nie lubią. 
 

PAN MŁODY

A tak, jak są tacy, co skubią, 
to i są tacy, co się boczą. 
 

ŻYD

Nieh się boczą, a jak oni potżebują, 
to ih u mnie jest bardzo wiele. 
 

PAN MŁODY

W zastawie. 
 

ŻYD

No, to tak, jak w kieszeni; — 
pan dzisiaj w kolorah się mieni; 
pan to pżecie jutro zruci — ? 
 

PAN MŁODY

Narodowy hłopski struj. 
 

ŻYD

No, pan się narodowo bałamuci, 
panu wolno — a to ładny kruj — 
to już było. 
 

PAN MŁODY

No, to jeszcze wruci. 
 

ŻYD

Jak będzie każdy patżeć pżed nos swuj, 
może co z tego będzie na inkszy raz. 
 

PAN MŁODY

Oto właśnie teraz taki czas. 
 

ŻYD

No, ja to gram na skżypce, a pan na bas. 
 

PAN MŁODY

Pżyszedł Mosiek na wesele, to mu basuję. 
 

ŻYD

No, już ja wiem od mojej curki, 
że pan młody muzykę czuje. 
 

PAN MŁODY

Pragnąłem widzieć pannę Rachelę. 
 

ŻYD

Ona pżyjdzie sama tu; 
muwiła, że zamiast snu 
woli widok panuw i wesele — 
wykształcona. 
 

PAN MŁODY

Nawet wieżę. 
 

ŻYD

Muwi, że ją muzyka bieże, 
za mąż jej nie biorą jeszcze; 
może ją pży poczcie umieszczę; 
moja curka, to kobita, 
a jest panna modern, całkiem 
jak gwiazda. 
 

PAN MŁODY

Więc satelita? 
 

ŻYD

Jakie tylko książki są, to czyta, 
a i ciasto gniecie wałkiem, 
była w Wiedniu na opeże, 
w domu sama sobie pieże — 
no, zna cały Przybyszewski, 
a włosy nosi w pułkole, 
jak włoscy w obrazah anieli 
ala... 
 

PAN MŁODY

A la Botticelli. 
 

ŻYD

Żeby pan był pżecie kiedy 
hciał z nią gadać — ? 
 

PAN MŁODY

Hciałem, hciałem. 
Raz byłem, to nie zastałem. 
 

ŻYD

Ona lubi te poety; 
ona nawet hłopy lubi; 
ona hłopom kredyt daje, 
to mi się aż serce kraje, 
bo to żecz drażniąca wielce 
i nieraz jestem w rozterce: 
tu interes — a tu serce. — 
Po co się pan z hłopką żeni? 
Są panny inteligentne. 
 

PAN MŁODY

One mnie się wydają pżeciętne. 
Koham te z Botticellego, 
lecz nie hcę zapyhać niemi 
każdej piędzi naszej ziemi. 
 

SCENA XVIII

Pan Młody, Żyd, Rachel

RACHEL

Ah, bon soir. 
 

ŻYD

Moja curka. 
 

RACHEL

Jedna mnie tu zwiodła hmurka, 
jedna mgła, opary nocy; 
ta hałupa rozświecona, 
z daleka, jak arka w powodzi, 
błoto naokoło, potopy, 
hukają pijane hłopy; 
ta hałupa rozświecona, 
grająca muzyką w noc ciemną, 
wydała mi się arcypżyjemną, 
jako arka, na kształt czaruw łodzi, 
i pżyszłam — — tate pozwoli...? 
 

ŻYD

No, nieh sobie Rachel poswywoli. 
No, pan się mną Żydem bżydzi, 
a ją to pan musi uszanować; 
ona się ojca nie wstydzi. 
 

PAN MŁODY

Pżyszła pani z nami potańcować; 
jeśli pani szuka parki, 
pżygarniemy ją w noc ciemną. 
Tam są tańce — tam są grajki, 
a tu zastaw gospodarski. 
 

SCENA XIX

Pan Młody, Rachel

RACHEL

Ensemble jak z feerii, z bajki, 
ah, ta hata rozśpiewana, 
jakby w niej słowiki dźwięczą, 
i te stroje ukąpane tęczą. 
 

PAN MŁODY

Ma pani słuszność, ćmy bżęczą 
najwięcej wokoło świec: 
gdzie błyska, muszą się zbiec. 
 

RACHEL

Zlatują się w dobrej wieże, 
na oślep, serdecznie, szczeże; 
nie domyślają się wcale, 
że ih tam czeka ogarek, 
co im będzie skżydła piec. 
 

PAN MŁODY

Na skżydłah pani tu pżyszła — ? 
 

RACHEL

Na skżydłah myśl moja zwisła; 
szłam, pżez błoto po kolana, 
od karczmy aż tu do dworu; — 
ah, ta hata rozśpiewana, 
ta roztańczona gromada, 
zobaczy pan, proszę pana, 
że się do poezji nada, 
jak pan trohę zmieni, doda. 
 

PAN MŁODY

Tak to czuję, tak to słyszę: 
i ten spokuj, i tę ciszę, 
sady, stżehy, łąki, gaje, 
orki, żniwa, słoty, maje. 
Żyłem dotąd w takiej cieśni, 
pośrud muruw szarej pleśni: 
wszystko było szare, stare, 
a tu naraz wszystko młode, 
znalazłem żywą urodę, 
więc wdeham to życie młode; 
teraz patżę się i patżę 
w ten lud krasy, kolorowy, 
taki żeśki, taki zdrowy — 
hoćby szorstki, hoć surowy. 
Wszystko dawne coraz bladsze, 
ja to czuję, ja to słyszę, 
kiedyś wszystko to napiszę; 
teraz tak w powietżu wiszę 
w tej urodzie, w tym weselu; 
lecę, jak mnie konie niosą — 
od miesiąca hodzę boso, 
od razu się czuję zdrowo, 
hadzam boso, z gołą głową; 
pod spud więcej nic nie wdziewam 
od razu się lepiej miewam. 
 

SCENA XX

Pan Młody, Rachel, Poeta

POETA

Panna młoda jakieś słuwko 
ma do ciebie. 
 

PAN MŁODY

Żucam damę, 
muszę służyć mojej pani. 
 

RACHEL

Może słuweczko z wymuwką, 
bo coś na mnie kiwa głuwką. 
 

POETA

Takie tam drobnostki same. 
 

SCENA XXI

Rachel, Poeta

RACHEL

A pan mi zostawia siebie. 
 

POETA

Pani mnie interesuje. 
 

RACHEL

Ja się patżę i miarkuję. 
 

POETA

Tak od pierwszego spojżenia? 
 

RACHEL

Ah, myśli pan, tak z niehcenia? 
 

POETA

Tżask gromu. 
 

RACHEL

Spudłować można. 
 

POETA

Otuż, panienko wielmożna: 
miłość, Amor, stżała złota. 
 

RACHEL

Amor, Amor, bug, bożyszcze, 
żuca się na pastwę oślep 
i woła: 
i zapalę, i zniszczę. 
 

POETA

Bellerofon leci oklep. 
Pani poezją pżesiąkła; 
ledwo słuwek parę bżąkła 
Muza pani — a już błyski — ? 
 

RACHEL

Pan sądzi, że koniec bliski; 
że mnie porwie Amor-bożek? 
 

POETA

Oto od stup głowy do nożek: 
Galatea! 
 

RACHEL

Co, ja nimfa? 
To samo mi właśnie powtaża 
pewien koncypient jurysta. 
 

POETA

Więc go pani zaniedbuje, 
że to człowiek pracy — ? 
 

RACHEL

Limfa: 
to jest taki, jak się zdaża 
zbyt często, co tylko powtaża, 
co kto drugi gdzie umieści 
w poezji albo w powieści; 
nie indywidualista. 
 

POETA

Pani żąda z pierwszej ręki — ? 
 

RACHEL

Jak od kwiatuw, od jabłoni, 
od hmur, słońca, żabek, gadu, 
jak od kwitnącego sadu; — 
cała ta poezja, co goni 
w powietżu, kturą wihr miata, 
ktura co dnia świeża wzlata, 
z wszystkiego fosforyzuje — — 
pan to pisze, ja to czuję, 
więc... 
 

POETA

I czeguż pani życzy? 
 

RACHEL

Miodu, rozkoszy, słodyczy 
miłości, roznamiętnienia 
i szczęścia. 
 

POETA

A miłość wolna?... 
 

RACHEL

Ah, mażyłam o tym zawsze! 
 

POETA

A gdyby tak szczęście łaskawsze 
pożaliło się jej biedy? 
 

RACHEL

Pżestałabym mażyć wtedy. 
 

SCENA XXII

Radczyni, Pan Młody

PAN MŁODY

Jak się żenić, to się żenić! 
 

RADCZYNI

Komu dzwonią lat południe, 
nieh się spieszy użyć wczasu. 
 

PAN MŁODY

Tak się pić hce pży źrudełku; 
ożenić się w tym pragnieniu, 
to tak jakby w uniesieniu... 
 

RADCZYNI

W ruwne nogi wskoczyć w studnię. 
 

PAN MŁODY

Nie utonę, nie utonę! 
 

RADCZYNI

Topi się, kto bieże żonę. 
 

PAN MŁODY

Nieh się stopi, nieh się spali, 
byle ładnie grajcy grali, 
byle grali na wesele. 
Jak się tak muzyka miele, 
jak na żarnah, hula, dzwończy, 
nieh se huka, stuka, puka, 
pląsa, bije, pżybasuje, 
piska skżypiec struną cienką, 
tak podskocznie, tak mileńko; 
nieh się miele jak młyn wodny 
w noc miesięczną, w czas pogodny; 
szumiejąca, nieh się snuje, 
a nieh w dźwiękah się nie kończy, 
hoćby usnąć w tańcowaniu 
pży mieleniu, pży hukaniu, 
w zapomnieniu, w kołysaniu; 
światy czaruw — czar za światem! — 
jestem wtedy wszystkim bratem 
i wszystko jest moim swatem 
w tym weselu, w tej radości: 
Bóg mi gości pozazdrości. 
Granie miłe, spanie miłe, 
życie było zbyt zawiłe, 
miło snami uciec z życia, 
sen, muzyka, granie, bajka — 
zakupiłbym sobie grajka — 
spać, bo życie zbyt zawiłe, 
tża by mieć ogromną siłę, 
siłę jakąś tytaniczną, 
żeby być czymś na tej wadze, 
gdzie się wszystko niańczy w bladze — 
to już tak po uszy sięga, 
Los: fatyga, czas: mitręga. 
Spać, muzyka, granie, bajka, 
zakupiłbym sobie grajka, 
to mi się do duszy nada... 
 

RADCZYNI

Ah, pan gada, gada, gada. 
 

SCENA XXIII

Pan Młody, Poeta

PAN MŁODY

Jakże ci tu na weselu? 
 

POETA

Zdaje mi się, żem pan młody. 
 

PAN MŁODY

A mnie się widzi, że patżę 
na piękno i szczęście cudze, 
że nie moje to, co moje. 
 

POETA

To są takie niepokoje — 
a co mnie tam szczęście moje 
czy nie moje, a bież liho! 
 

PAN MŁODY

Tylko ciho, tylko ciho, 
bo jak najdziesz twoje, 
to tak jakbyś nalazł nutę. 
 

POETA

Wiersze? 
 

PAN MŁODY

Wrażenia, wrażenia najszczersze, 
śpiewnik serdeczny, kantyczki, 
całość w książce, komplet serca, 
i te wszystkie spotkania najpierwsze, 
i te wszystkie rozmowy u pola, 
i w ogrudku, i we dwoże, 
w sieni, na pżysionku, w komoże, 
aż do ślubu, aże do kobierca: 
komplet serca. 
 

POETA

To ciekawe, 
że, co my rozumiemy pżez prozę, 
pżetapia się na dźwięk, rymy 
i że potem z tego idą dymy 
po całej literatuże. 
 

PAN MŁODY

Zupełnie tak, jak w natuże: 
kwiat w swoim zapahu się lotni 
i pżyhodzą rużni markotni 
te same wąhać ruże. 
 

POETA

A gdyby tak ustroić się w ruże 
i wejść na ogromny stos 
dżewa, 
i pokazać: jak śpiewa 
człowiek, co w rużah na czole 
umiera — — ? 
 

PAN MŁODY

Tżeba by lutni Homera! 
 

POETA

A Los, a Atmosfera, 
a ogień, a płomieni gura, 
a czarna obłokuw hmura, 
co by się ze stosu wzbiła?!! 
 

PAN MŁODY

Śmierć!? 
 

POETA

A to byłaby Siła! 
 

SCENA XXIV

Poeta, Gospodarz

POETA

Taki mi się snuje dramat 
groźny, szumny, posuwisty 
jak polonez; gdzieś z kazamat 
jęk i zgżyt, i wihruw świsty. — 
Mażę pży tym wihruw graniu 
o jakimś wielkim kohaniu. 
Bohater w zbrojej, skalisty, 
ktoś, jakoby złom granitu, 
ryceż z czoła, ktoś ze szczytu 
w gże uczucia, hłop „qui amat”, 
pży tym historia wesoła, 
a ogromnie pżez to smutna. 
 

GOSPODARZ

To tak w każdym z nas coś woła: 
jakaś historia wesoła, 
a ogromnie pżez to smutna. 
 

POETA

A wszystko bajka wierutna. 
Wyraźnie się w oczy wciska, 
zbroją świeci, zbroją łyska 
postać dawna, coraz bliska, 
dawny ryceż w pełnej zbroi, 
co niczego się nie lęka, 
hyba widma zbrodni swojej, 
a serce mu z buluw pęka, 
a on, z takim sercem w zbroi, 
zaklęty, u źrudła stoi 
i do mętuw studni patży, 
i pżegląda się we studni. 
A gdy wody czerpnie ręką, 
to mu woda się zabrudni. 
A pragnienie zdroju męką, 
więc mętuw czerpa ze studni; 
u źrudła, jakby zaklęty: 
taki jakiś polski święty. 
 

GOSPODARZ

Dramatyczne, bardzo pięknie — 
u nas wszystko dramatyczne, 
w wielkiej skali, niebotyczne — 
a jak taki heros jęknie, 
to po całej Polsce jęczy, 
to po wszystkih borah szumi, 
to po wszystkih gurah bżęczy, 
ale kto tam to zrozumi. 
 

POETA

Dramatyczny, ryceż błędny, 
ale pan, pan pierwszożędny: 
w zamczysku sam, osmętniały, 
a zamek opustoszały, 
i ten lud nasz, taki prosty, 
u stup zamku, u stup dworu, 
i ten pan, pełen poloru, 
i ten lud prosty, rubaszny, 
i ten hart rycerski, śmiały, 
i gniew boski gromki, straszny. 
 

GOSPODARZ

Tak się w każdym z nas coś buży, 
na taką się bużę zbiera, 
tak w nas ciska piorunami, 
dziwnymi wre postaciami: 
dawnym strojem, dawnym krojem, 
a ze sercem zawsze swojem; 
to dawność tak z nami walczy. 
Coraz pamięć się zaciera — — — 
tak się w każdym z nas coś zbiera. 
 

POETA

Duch się w każdym poniewiera, 
że czasami deh zapiera; 
tak by gdzieś het gnało, gnało, 
tak by się nam serce śmiało 
do ogromnyh, wielkih żeczy, 
a tu pospolitość skżeczy, 
a tu pospolitość tłoczy, 
włazi w usta, uszy, oczy; 
duh się w każdym poniewiera 
i hciałby się wydżeć, skoczyć, 
ręce po pas w krwi ubroczyć, 
ramię rozpostżeć szeroko, 
wielkie skżydła porozwijać, 
lecieć, a nie dać się mijać; 
a tu pospolitość niska 
włazi w usta, uho, oko; — — 
daleko, co było z bliska — 
serce zaryte głęboko, 
gdzieś pod czwartą głębną skibą, 
że swego serca nie dostać. 
 

GOSPODARZ

Tak się oże, tak się zwala 
rok w rok, w każdym pokoleniu; 
raz wraz dusza się odsłania, 
raz wraz wielkość się wyłania 
i raz wraz grąży się w cieniu. 
Raz wraz wstaje wielka postać, 
że ino jej skżydeł dostać, 
rok w rok w każdym pokoleniu 
i raz wraz pżepada, gaśnie, 
jakby czas jej pżepaść właśnie. — 
Każden ogień swuj zapala, 
każden swoją świętość święci... 
 

POETA

My jesteśmy jak pżeklęci, 
że nas mara, dziwo nęci, 
wytwur tęsknej wyobraźni 
serce bieże, zmysły drażni; 
że nam oczy zaszły mgłami; 
pieścimy się jeno snami, 
a to, co tu nas otacza, 
zdolność nasza pżeinacza: 
w oczah naszyh hłop urasta 
do potęgi krula Piasta! 
 

GOSPODARZ

A bo hłop i ma coś z Piasta, 
coś z tyh kruluw Piastów — wiele! 
— Już lat dziesięć pośrud siedzę, 
sąsiadujemy o miedzę. 
Kiedy sieje, oże, miele, 
taka godność, takie wzięcie; 
co czyni, to czyni święcie; 
godność, rozwaga, pojęcie. 
A jak modli się w kościele, 
taka godność, to pżejęcie; 
bardzo wiele, wiele z Piasta; 
hłop potęgą jest i basta. 
 

SCENA XXV

Poeta, Gospodarz, Czepiec, Ojciec

CZEPIEC

Szczęść wam Boże! 
 

OJCIEC

Pohwalony. 
 

GOSPODARZ

Pohwalony, ojcze, kumie — 
tyle gości od Krakowa! 
 

OJCIEC

A bo lo nih to żecz nowa, 
co jest lo nos żeczą starą, 
inszom sie ta żondzom wiarą, 
pżypatrujom sie jak czarom. 
 

GOSPODARZ

A to dla nih nowe żeczy, 
to ih z ospałości leczy. 
 

CZEPIEC

Pan brat — z miasta — do nas znowu. 
Jak się panu na wsi widzi? 
 

POETA

Jak u siebie za pazuhą. 
 

CZEPIEC

Tu ta ładniej, tam to bżydzij; 
z miastowymi to dziś kruho; 
ino na wsi jesce dusa, 
co się z fantazyją rusa. 
 

GOSPODARZ

Gdyby wam tak... 
 

CZEPIEC

Nie powtużyć; — 
jakby kiedy co do czego, 
myśmy — wi sie, nie od tego; — 
ino kto by nos hcioł użyć — 
kosy wissom nad boiskiem. 
 

OJCIEC

Toście zawdy mocny pyskiem. 
 

CZEPIEC

Ino sie napatżcie pięści, 
nieh no ino kaj-gdzie świsnę, 
to słyhać, jak w ziobrah hżęści. 
 

GOSPODARZ

Jak z tym Żydem...! 
 

CZEPIEC

Tego Zyda, 
było, jak go huknę w pysk — 
juzem myśloł, że sie stocył, 
on sie tylko krwiom zamrocył, 
a nie upod, bo był ścisk. 
A to było pży wyboże, 
w sali w tym sokolskim dwoże, 
po co sie bestyjo darła, 
a to tak z całygo garła; — 
było, jak go huknę w pysk, 
myślołem juz, że sie stocył, 
on sie ino krwiom zamrocył, 
a nie upod, bo był ścisk. 
 

GOSPODARZ

Toście Ptaka wybierali? 
 

CZEPIEC

A kiedy ptak, niehta leci. 
 

POETA

Macie ta skżydlate ptaki? 
 

CZEPIEC

Ptok ptakowi nie jednaki, 
człek człekowi nie doruwna, 
dusa dusy zajży w oczy, 
nie polezie ożeł w guwna — 
pon jest taki, a ja taki; 
jakby pżyszło co do czego, 
wisz pon, to my tu gotowi, 
my som swoi, my som zdrowi. 
 

POETA

Pokłońcie się byle komu, 
poszukajcie krula Piasta. 
 

CZEPIEC

Pon mi razy dwa nie powi, 
bo jo oże grunt i basta. 
Znom, co kruk, a co pędraki, 
bo jo oże grunt i basta. 
 

GOSPODARZ

Brat muj wiele podrużuje... 
 

CZEPIEC

Szkoda, że pon nie lubuje, 
u nas wshodzi pikne żyto, 
pon pszenice odlazuje; 
pojonby sie pon z kobitą, 
swoja rola, swoja wola, 
swoje troha, dobre i to. 
 

POETA

Mnie to tak coś gna po świecie. 
 

CZEPIEC

Kaj ta znuw... 
 

OJCIEC

Nie rozumiecie; 
panu tża powietża dużo. 
 

POETA

Jestem sobie pan, żurawiec; 
zlatam, jak się ma na lato; 
buduję se gniazdo z ruż, 
ciułam słomę z waszyh stżeh, 
pżysiadam na kalenice, 
rozpatruję okolice: 
daleko czy blisko buż? — 
Rośnie wtedy wszystko u mnie, 
jak na pruhnie, jak na trumnie; 
pełno wszelakiego ziela, 
kture słońca żar aż spopiela — 
pży tym ta ogromna skala: 
jak w cmentażu Ruisdala. 
A jak mnie kto w serce rani, 
ostż się tępy w biedże złomi, 
tego ani leczyć, ani 
ustżec się i zażyć hartu; 
człowiek się na bul łakomi, 
że bul swuj, że to są swoi — — — 
ucieka wtedy za może. 
Jak tak sercem co zatarga, 
to ostanie w sercu skarga; 
hce mieć wtedy szumne łoże 
fal, gdzie szuka snu w głębinie, 
snu w topieli, gnać w pżestwoże! 
Taki grot się ze mną włuczy; 
myślę, że ten bul jest siłą. 
 

CZEPIEC

Weź pan sobie żonę z prosta: 
duza scęścia, małe kosta. 
 

GOSPODARZ

Cie cie cie, panie starosta! 
Wy byście ino swatali! 
 

CZEPIEC

Jo hce, by sie ludzie brali, 
zeby sie jako garnęli, 
zeby sie tak w kupę wzięli, 
toby sie pżecie nie dali. 
 

GOSPODARZ

A to sie wam hwali, hwali... 
 

OJCIEC

Czeguż wy tak prosto z mosta 
na panaście nastawali — ? 
Pon pedzieli, że żurawiec. 
 

POETA

Ptak powrotny. 
 

CZEPIEC

Pon latawiec! 
 

SCENA XXVI

Ojciec, Dziad

DZIAD

Patżcie, kumie, patżcie, kumie, 
jak sie wam to pżydażyło. 
 

OJCIEC

Pan Bóg daje, Pan Bóg bieże; 
ani mi sie o tym śniło. 
 

DZIAD

Piękne pany, szumne pany, 
i cuż wy na to muwicie, 
że to niby rużne stany — ? 
 

OJCIEC

Co tam po kim szukać stanu. 
Ot, spodobała się panu. 
Jednakowo wszyscy ludzie. 
Ot, pany się nudzą sami, 
to się pięknie bawiom z nami. 
 

DZIAD

Bawiom, bawiom, moiściewy, 
a toć były dawniej gniewy! 
Nawet była krew, żezańce 
i splamiła krew sukmany. 
 

OJCIEC

Byli ta tacy pohańce. 
Jo nic nie wiem, jestem czysty. 
To tam pewnie swoje robi 
Czart i ogień wiekuisty. 
Nie wudź nas na pokuszenie, 
Panie Jezusie najsłodszy... 
Wyście znali. 
 

DZIAD

Byłeś młodszy, 
a ja bywał blisko, bywał, 
widziałem, patżały oczy, 
jak topniał śnieg i krew spłukiwał, 
a potem Widziadło kroczy. 
wielką czarną hustą wieje 
i Śmierć sieje... 
 

OJCIEC

Strasno podobno holera... 
 

DZIAD

Tylo sta luda zabiera. — 
Padali, jak bąki rażone, 
byle ka, pod płot, na gnoju. 
 

OJCIEC

Wieczyste odpocznienie... 
 

DZIAD

Hań kreślicie kżyż daremno! 
Na czołah, jakby znaczone, 
plamy czarne i plamy czerwone. 
Dopust Boski — i żeź dopust. 
Odbywało się w czas zapust. 
 

OJCIEC

Ot wy, dziadu, jakby kruk, 
włuczycie się pży weselu. 
 

DZIAD

Hej hej, stary pżyjacielu, 
będzie pan twuj wnuk. 
 

SCENA XXVII

Dziad, Żyd

DZIAD

Tu tańcują, tam hulają... 
 

ŻYD

W karczmie tża podmiatać izbę, 
kręcicie się tu po weselu. 
 

DZIAD

Lepiej się im tańczy w błocie, 
tu wcale nie zamiatają — 
akurat Żyd o nih dbo. 
 

ŻYD

Co godocie, co godocie, 
curka wam robotę do, 
nie kręćcie się tu, tam służba. 
 

DZIAD

Mosiek ta tyz tu nie drużba. 
 

ŻYD

Ja tom tu po interesie. 
 

DZIAD

Ciągnąć do swojego szynkwasu. 
 

ŻYD

Z weselem tyle hałasu, 
że wszystko się gniecie tu. 
 

DZIAD

On z miasta pan, ona hłopka, 
z miasta het popżyjezdzali, 
z hłopami się pżywitali 
jak się patży. 
 

ŻYD

Taka szopka, 
bo to nie kosztuje nic 
potańcować sobie raz: 
jeden Sas, a drugi w las. 
 

SCENA XXVIII

Żyd, Ksiądz

KSIĄDZ

Ano, panie arendażu, 
jutro! 
 

ŻYD

Termin, ja to wim. 
 

KSIĄDZ

A Mosiek jest akuratny, 
to dlatego tżymam z nim. 
 

ŻYD

Co do czego Żyd jest niepżydatny, 
to do takih żeczy z groszem 
zawsze się pżyda. 
 

KSIĄDZ

Po hłopah jednaka bieda; 
nic nie spżedam z pustym koszem. 
 

ŻYD

Bierę, płacę. 
 

KSIĄDZ

Daję, bierę. 
 

ŻYD

Moje, twoje. 
 

KSIĄDZ

Twoje, moje. 
Hłopską biedą nie obstoję. 
 

ŻYD

Patż dobrodzij, co się dzieje, 
pży stołah się hłopy biją! 
Czepiec Maćka gruhnoł w łeb. 
 

KSIĄDZ

Maciek ta ma mocną głowe. 
 

ŻYD

Może mu i nic nie zrobił, 
może rozbił na połowe. 
 

KSIĄDZ

A nieh się ta hłopy biją. 
To Mosiek w nih wudkę leje, 
Żyd, hłop, wudka, stare dzieje. 
 

ŻYD

A spżedaję, bo mam sklep; — 
Czepiec jutro ma mnie płacić, 
to dziś wkoło bije w pysk. 
 

KSIĄDZ

Na hłopah się hcesz bogacić, 
dżesz podwujny zysk. 
 

ŻYD

Hce dobrodzij na nih stracić, 
karczmę oddam. 
 

KSIĄDZ

Jeszcze czas. 
 

ŻYD

Czas to pieniądz. 
 

KSIĄDZ

Dług żecz święta: 
jutro termin. 
 

ŻYD

Żyd pamięta. 
 

KSIĄDZ

Pomuw z Czepcem. 
 

ŻYD

Hamy piją. 
Kto by zadarł z tą bestyją? 
 

SCENA XXIX

Żyd, Ksiądz, Czepiec

CZEPIEC

O mnie mowa — jestem ci jo. 
 

KSIĄDZ

Panie Czepiec, znuw coś było! 
 

CZEPIEC

Obmył sie juz, nic nie będzie, 
szyćko pżeńdzie, wylicy-sie. 
 

KSIĄDZ

A wam to cosi patży-sie 
za te bitki, zwady, kłutnie. 
 

CZEPIEC

Zawzięty jestem okrutnie, 
po co mi sie pies spżeciwio. 
 

ŻYD

Panie Czepiec, wyście winni, 
wyście zapłacić powinni 
za muj konicz. 
 

CZEPIEC

Ty psie ścirwo, 
konic twuj? Łżesz! Z nas się żywią, 
ssają naszą krew — grosz łudzą, 
nasze szyćko świństwem brudzą. 
 

KSIĄDZ

Panie Czepiec, macie dług. 
 

CZEPIEC

Nawet konic nie był wart; 
te tży kopki raił czart; 
nie dam nic. 
 

KSIĄDZ

do Żyda
Pozwijcie sądem. 
 

CZEPIEC

do Księdza
Ciewy, ciewy, z kiepskim żądem! 
Toć to z waszej łaski ino 
Mosiek w karczmie sie rozpiro. 
 

KSIĄDZ

A bo wy nie hcecie płacić. 
 

CZEPIEC

Bo dżecie skurę aż miło. 
 

ŻYD

Prawda jest, za duży czynsz! 
Spuści z czynszu ksiądz dobrodzij. 
 

CZEPIEC

wskazując Żyda
A, bo tżeba dżyć takiego. 
 

KSIĄDZ

Jaka taksa słuszna, muszę. 
 

ŻYD

wskazując Czepca
Nie dam księdzu, aż zapłaci 
swuj dług. 
 

KSIĄDZ

do Czepca
Płaćcie dług!! 
 

CZEPIEC

Cy kaci?! 
To ktuż moih groszy złodzij, 
czy Żyd juha, cy dobrodzij!? 
 

KSIĄDZ

Wudka — 
 

ŻYD

Weź, skąd hcesz! 
 

CZEPIEC

Psie dusze!! 
Nieh jegomość sie nie gniewa, 
ale takim w gorącości, 
żebym, psiakrew, potłukł kości 
nawet rodzonemu bratu. 
 

SCENA XXX

Pan Młody, Gospodarz

PAN MŁODY

Jak się kłucą, jak się łają! 
 

GOSPODARZ

Ha! temperamenta grają! 
Temperament gra, zwycięża: 
tylko im pżystawić oręża, 
zapalni jak suha słoma; 
tylko im zabłysnąć nożem, 
a zapomną o imieniu Bożem — 
taki rok czterdziesty szusty — 
pżecież to hłop polski także. 
 

PAN MŁODY

A jakże to okropne, jakże... 
 

GOSPODARZ

Do dziś hwalą sobie te zapusty. 
 

PAN MŁODY

Znam to tylko z opowiadań, 
ale stżegę się tyh badań, 
bo mi trują myśl o polskiej wsi: 
to byli jacyś psi, 
co wody oddehem zatruli, 
a krew im pżyrosła do koszuli. 
Patżę się na hłopuw dziś... 
 

GOSPODARZ

To, co było, może pżyjś — 
 

PAN MŁODY

Myśmy wszystko zapomnieli; 
mego dziadka piłą rżnęli... 
Myśmy wszystko zapomnieli. 
 

GOSPODARZ

Mego ojca gdzieś zadźgali, 
gdzieś zatłukli, spopyhali: 
kijakami, motykami 
krwawiącego pżez lud gnali... 
Myśmy wszystko zapomnieli. 
 

PAN MŁODY

Jak się to zmieniają ludzie, 
jak się wszystko dziwnie plecie; 
myśmy wszystko zapomnieli: 
o tyh mękah, nędzah, brudzie; 
stroimy sie w pawie piura. 
 

GOSPODARZ

At, odmienia nas natura; 
wiara, co jest jeszcze w ludzie, 
że coś z tego pżecie będzie; 
rok w rok idziem po kolędzie 
i szukamy, i patżymy, 
czy co kiedy z tego będzie — ? 
Ot, odmienia nas natura: 
wiher, co nad łanem wionie; 
drżenie, gdzieś aż w ziemi łonie; — 
par, ktury się wsiąka, wdyha, 
że się tak w tyh zbożah tonie; 
hocia gleba może liha, 
nie tża ustępować z drogi: 
były bogi, będą bogi; 
wiara jeszcze jakaś w ludzie. 
 

PAN MŁODY

Jak się wszystko dziwnie plecie... 
 

GOSPODARZ

Jak się wszystko plecie dziwno. 
 

SCENA XXXI

Gospodarz, Ksiądz

GOSPODARZ

Ksiądz dobrodziej hce się spieszyć 
hce odjehać, zaraz konie... 
 

KSIĄDZ

Bardzo mile czas tu shodzi; 
tak sie w swoim gruncie brodzi; 
ciekawi ci państwo młodzi. 
 

GOSPODARZ

Ciekawe, wszystko ciekawe. 
Stżemiennego! 
 

KSIĄDZ

Stżemiennego! 
 

GOSPODARZ

Kurdesz!!! 
 

KSIĄDZ

Coś staropolskiego — — 
 

GOSPODARZ

Kurdesz nad kurdeszami!!! 
 

SCENA XXXII

Haneczka, Jasiek

HANECZKA

A, dziękuję, Jaśku. 
 

JASIEK

Dobże? 
 

HANECZKA

Dobże, dobże — puźniej jeszcze. 
 

JASIEK

Ja bo się panienką pieszczę 
jak jakim świętym obrazkiem, 
jak pisanką, malowanką. 
 

HANECZKA

Jeszcze będę tańczyć z Jaśkiem. 
 

SCENA XXXIII

Kasper, Jasiek

KASPER

Jasiek, drużba, słuhaj, bratku, 
co ci powiem na ostatku, 
zgadnij, co — ? 
 

JASIEK

Nie wiem, co. 
 

KASPER

Że te panny to nos hcom. 
 

JASIEK

Moze — jo tak myśle som. 
Kasper, drużba, słuhaj, bratku: 
co ci powiem na ostatku; 
zgadnij, co — ? 
 

KASPER

Nie wiem, no? 
 

JASIEK

Że tak one ino kpiom. 
 

KASPER

Co ta o to, druhny som, 
jesceśmy nie lada jacy. 
 

JASIEK, KASPER

Albośmy to jacy, tacy. 
. . . . . . . . . . . . . . . . . . 
 

SCENA XXXIV

Jasiek

JASIEK

Zdobyłem se pawih piur, 
nastroiłem pawih piur: 
pawie piura ładne, 
pawie piura kradnę: 
postawie se pański dwur! 
 
Zdobędę se pański dwur, 
wywlekę se złoty wur: 
złoty wur wysypie 
ludziskom pżed ślipie: 
nakupie se pawih piur! 
 

SCENA XXXV

Pan Młody, Radczyni

PAN MŁODY

Jaki taki nieh se szczeka. 
Czy dziwota, czy dziwota: 
zamiast wody, że hcę mleka; 
że nie gonię, kto ucieka; 
na konkury lat nie trwonię, 
jak ci, co lat kwarantannę 
czekają, nim zgarną pannę. 
 

RADCZYNI

Mego zdania to nie zmienia. 
 

PAN MŁODY

Punkt widzenia, kąt widzenia 
O ten kredens, o tę szafę 
rozbiją się, jak o rafę, 
i najbardziej zakohani; — 
znałem takih, proszę pani, 
pięć lat byli zaręczeni — 
naraz kredens wszystko zmieni. 
 

RADCZYNI

Mego zdania to nie zmienia. 
 

SCENA XXXVI

Poeta, Rachel

POETA

Pani się kiedy zakoha 
w hłopie... 
 

RACHEL

Pan może wywruży. 
Mam do hłopcuw pociąg duży, 
lecz być musi ładny hłopiec. 
Powrut, powrut do natury. 
 

POETA

Nie tak trudno tego dociec: 
nie trafia się inszy ktury; 
skarżył się już pani ociec 
na ten literacki ton. 
 

RACHEL

Na wszystko dla mnie pozwala; 
nawet sobie mnie zahwala. 
Interesujące, co? 
Wyzysk, handel, ja i on — ? 
 

POETA

Wszystko się w poezji topi 
u pani, ojciec i hłopi. 
 

RACHEL

Ogromnie dużo wierszy czytałam. 
 

POETA

Pisała pani kiedy? 
 

RACHEL

Nie hciałam. 
Gust ten właśnie wielki miałam, 
żeby nie pisać — lihą formą się bżydzę; 
ale za to, kędy spojżę, to widzę 
poezję żywą zaklętą, 
tę świętą, 
i tym jestem szczęśliwa: 
że święta i dla mnie żywa. 
 

POETA

Ze świętymi pani pżestaje; 
za pan brat z rużami w ogrodzie; 
za pan brat z obłokami, 
a ku swojej wygodzie 
hce pani za pan brat z poetami. 
 

RACHEL

Ah, pan ciągle mnie łaje — 
cała ta pżyroda tajemna 
pżestała mi być ciemna. 
 

POETA

Hoć oko wykol, noc na dwoże — 
to pannie serce żądzą goże 
i wolałaby gdzie w komoże 
nie sama...? 
 

RACHEL

Pżyszłam na hwilę, 
gdzie ta hata rozśpiewana, 
pżybiegłam jak ćmy, jak motyle, 
co biegą — gdzie zapalona 
lampa — ale odejdę w pokoże 
do dom 
i będę sobie wyobrażać pana 
z daleka, 
a jak będę zakohana, 
pżyszlę panu list i klucz. 
 

POETA

A włucz się, poezjo, włucz, 
od komory do komory, 
od ogrodu ruż 
do sadu tyh śpiącyh dżew: 
widać je tu z okienka; 
więc jak pujdzie panienka, 
a muśnie jej szal ktury kżew, 
to jej tęsknota i żal 
udzieli się pżyciętej słomie, 
a z kżaka smutek i cień 
udzieli się nieświadomie 
panience... 
 

RACHEL

A tak, a tak... 
 

POETA

A jak się drużba pżydaży, 
serduszko się drużbą pocieszy 
i zgżeszy. 
 

RACHEL

A tak, a tak: 
pżez ogrud pujdę, pżez sad, 
a pan nieh tu w oknie stoi. 
 

POETA

Ujżę panią rad, 
błądzącą pżez mroczny sad, 
niby zakohaną i błędną, 
puł dziewicą, puł aniołem, 
pohyloną nad hohołem, 
jakby z obrazu Bern-Dżonsa — 
gdy ja będę w cieple stać. 
 

RACHEL

No, nie tża się o mnie bać; 
nie pżeziębi najgorszy mruz, 
jeźli kto ma zapah ruż; 
owiną go w słomę zbuż, 
a na wiosnę go odwiążą 
i sam odkwitnie. 
 

POETA

To szczytnie; — 
ah, pani się trohę dąsa — ? 
 

RACHEL

Patż pan rużę na ogrodzie 
owitą w hohoł ze słomy; 
pżed tą pałubą słomianą 
poskarżę się mej poezji; 
wyznam, jakih się herezji 
nasłuhałam; 
jak się jęto kąsać, gryźć 
mnie, com pżyszła zakohana! — 
Zmuwię hohoł, każę pżyść 
do izb, na wesele, tu — 
może uwieżycie mu, 
że prawda, co muwi Rachela. 
 

POETA

Pani na imię Rachela — 
 

RACHEL

Czy to postać żeczy zmienia? 
 

POETA

Ah, pani się zarumienia; — 
cieszę się pani imieniem — 
sproś pani, jakih hcesz, gości — 
imię pani tak liryczne... 
 

RACHEL

Prawda, śliczne — 
a teraz proszę Miłości 
wysłuhać. — 
Hcę poetyczności 
dla was i hcę ją rozdmuhać; 
zaproście tu na Wesele 
wszystkie dziwy, kwiaty, kżewy, 
pioruny, bżęczenia, śpiewy... 
 

POETA

I hohoła! 
 

RACHEL

Już pan wieży?! 
Już to pana zajęło: 
słoma, zwiędła ruża, noc, 
ta nadpżyrodzona Moc. 
 

POETA

Może być weselna feta 
na wielką skalę! 
 

RACHEL

A! teraz pana pohwalę. 
Adie — ta jedyna hwilka — 
pan mnie zajął, pan teraz poeta. 
 

POETA

Otula się panna w szal — 
więc już adie?! 
 

RACHEL

Nie dorosłam do wielkih skal; 
bawię się 
pour passer le temps tylko. 
 

SCENA XXXVII

Poeta, Panna Młoda

POETA

Panno młoda, myślę sobie, 
że co zehcesz, to się stanie: 
miłość płonie z lic. 
 

PANNA MŁODA

Jako, jo nie umiem nic; 
niby na moje zawołanie? 
 

POETA

Na prośbę i rozkaz twuj: 
żeś to dzisiaj panna młoda, 
jak jaśminy, jak jagoda... 
 

PANNA MŁODA

I o cuz się to rozhodzi, 
że pon tylo się spodziwo 
po mnie? 
 

POETA

Ty dzisiaj jesteś szczęśliwą, 
panno młoda — zaproś gości 
tyh, kturym gdzie złe wciurności 
dopiekają — kturym źle — 
kturyh bieda, Piekło dręczy, 
kturyh duh się strahem męczy, 
a do wyzwoleństwa się rwie. 
 

PANNA MŁODA

I po cuż te z Piekła duhy? 
 

POETA

Niehaj pżyjdą na podsłuhy, 
na Wesele, gdzie muzyka... 
 

PANNA MŁODA

A to mi pon zabił ćwika; 
kaz się tylo luda zmieści? 
 

POETA

Muzyka ih hwilę popieści; 
duh taki hwilę pżystanie, 
a potem, jako dym znika. 
 

PANNA MŁODA

Pon cosi tży po tży bają; 
może się inksi poznają, 
o co hodzi — ot, muj mąż. 
 

SCENA XXXVIII

Poeta, Panna Młoda, Pan Młody

POETA

Ah! pan młody! — ty pan młody! 
Słuhaj, pżecie ty poeta 
i ty dzisiaj sprawiasz Gody! 
 

PAN MŁODY

Ja szczęśliwy, do gospody 
sprosiłbym tu cały świat: 
takim rad, takim rad. 
 

POETA

Zaprośże tego hohoła; 
tam za oknem skrył się w sad. 
 

PAN MŁODY

Ha ha ha — ha ha ha, 
pżyjdź, hohole, 
na Wesele, 
zapraszam cię ja, pan młody, 
wraz na gody 
do gospody! 
 

PANNA MŁODA

Jest na tyle jeść i pić, 
mozes sobie z nami kpić! 
 

PAN MŁODY

Dla nas samyh dość za wiele; 
pżyjdź, hohole, 
na Wesele! 
 

PANNA MŁODA

Pżyjdze, pżyjdze, jak mos wole! 
 

POETA

Ha ha ha... 
 

PANNA MŁODA

Ha, ha, ha! 
Skoro pułnoc zacznie bić, 
do nas tu na izbę pżydź. 
 

PAN MŁODY

Ha ha ha! 
 

POETA

Ha ha ha... 
 

PANNA MŁODA

Cy on nos tyz posłuha, 
bo to głuho psiajuha. 
 

PAN MŁODY

Sprowadź jeszcze, kogo hcesz, 
ciesz się z nami, 
ciesz Godami! 
 

PANNA MŁODA

Ciesz się, ciesz! 
 

PAN MŁODY

Ha ha ha, 
czy on nas też posłuha — ? 
 
Wolne Lektury

Książka pohodzi z serwisu Wolne Lektury: Stanisław Wyspiański, „Wesele”. Utwur w domenie publicznej. Zmiany: pisownia nowopolska (ó → u, rz → ż, ch → h; nazwy własne bez zmian), bez pżypisuw.

Pobież e-book w pisowni nowopolskiej (EPUB)