Ta strona jest napisana po nowopolsku. Wolisz pisownię tradycyjną?

Pżełącz na pisownię tradycyjną

Biblioteka › W pustyni i w puszczy

Rozdział XLI

ROZDZIAŁ XLI

Lecz Staś po krutkim wypoczynku pod wałami Lueli ruszył z Kalim na czele tżystu wojownikuw jeszcze pżed zahodem słońca ku bomie Fumby, hciał bowiem udeżyć na Samburu w nocy, licząc na to, że w ciemnościah „węże ogniste” większe sprawią wrażenie. Droga od Lueli do gury Boko, na kturej bronił się Fumba, wynosiła licząc z odpoczynkami dziewięć godzin, tak że pod fortecą stanęli dopiero koło tżeciej po pułnocy. Staś zatżymał wojownikuw i nakazawszy im do czasu jak najgłębsze milczenie począł rozpatrywać się w położeniu. Szczyt gury, na kturym pżytaili się obrońcy, był ciemny, natomiast Samburowie palili mnustwo ogni. Blask ih rozświecał spadziste ściany skały i olbżymie dżewa rosnące u jej stup. Z daleka już dohodził głuhy głos bębnuw oraz kżyki i śpiewy wojownikuw, ktuży widocznie nie żałowali sobie pombe hcąc uczcić bliskie, ostateczne już zwycięstwo. Staś posunął się na czele swojego oddziału jeszcze dalej, tak że w końcu nie więcej niż sto krokuw dzieliło go od ostatnih ogni. Straży obozowyh nie było ani śladu, a noc bezksiężycowa nie pozwoliła dzikim dojżeć Kinga, kturego zasłaniały pży tym zarośla. Siedzący na jego karku Staś wydał po cihu ostatnie rozkazy, po kturyh dał znak Kalemu, by podpalił jedną z pżygotowanyh rac. Czerwona wstęga wyleciała, sycząc, wysoko pod ciemne niebo, po czym z hukiem rozsypała się w bukiet czerwonyh, błękitnyh i złotyh gwiazd. Wszystkie głosy umilkły i nastała hwila głuhej ciszy. W kilka sekund puźniej wyleciały jakby z piekielnym hihotem jeszcze dwa ogniste węże, ale tym razem skierowane poziomo, wprost na obuz Samburów, a jednocześnie rozległ się ryk Kinga i wżask tżystu Wa-himuw, ktuży uzbrojeni w asagaje, maczugi i noże, żucili się w niepohamowanym pędzie napżud. Rozpoczęła się bitwa, tym straszniejsza, że odbywała się w ciemnościah, gdyż natyhmiast rozdeptano w zamieszaniu wszystkie ogniska. Ale zaraz z początku na widok węży ognistyh ogarnęła Samburów ślepa trwoga. To, co się stało, pżehodziło zupełnie ih rozum. Wiedzieli tylko, że napadły na nih jakieś straszne istoty i że grozi im zguba okropna i nieuhronna. Większa część ih pieżhała, zanim dosięgły ih włucznie i maczugi Wa-himuw. Stu kilkudziesięciu wojownikuw, kturyh zdołał zebrać koło siebie Mamba, dawało zacięty opur; gdy jednak pży błyskawicah wystżałuw ujżeli olbżymie zwieżę, a na nim biało pżybranego człowieka i gdy o uszy ih obił się huk broni, z kturej raz po raz stżelał Kali, upadły i w nih serca. Fumba na guże ujżawszy pierwszą racę, ktura pękła na wysokościah, padł także ze strahu na ziemię i leżał jak nieżywy pżez kilka minut. Ale ohłonąwszy zrozumiał z rozpaczliwego wycia wojownikuw jedną żecz, a mianowicie: że jakieś duhy wytracają na dole Samburów. Wuwczas błysnęła mu w głowie myśl, że gdyby nie pżyszedł tym duhom w pomoc, to gniew ih mugłby się zwrucić i pżeciw niemu; ponieważ zaś zatrata Samburów była dla niego zbawieniem, więc zebrawszy wszystkih swyh wojownikuw wysunął się bocznym, ukrytym wyjściem z bomy i pżeciął drogę większej części uciekającyh. Bitwa zmieniła się teraz w żeź. Bębny Samburów pżestały huczeć. W pomroce, kturą rozdzierały tylko czerwone błyskawice wyżucane pżez stżelbę Kalego, rozlegało się wycie mordowanyh, głuhe udeżenia maczug o tarcze i jęki rannyh. Litości nikt nie prosił, albowiem Murzyni jej nie znają. Kali z obawy, by w ciemnościah i zamieszaniu nie razić własnyh ludzi, pżestał wreszcie stżelać i hwyciwszy miecz Gebhra żucił się z nim w środek niepżyjaciuł. Samburowie mogli teraz uciekać z gur ku swoim granicom tylko jednym szerokim wąwozem, ale ponieważ wąwuz ten zamknął ze swymi wojownikami Fumba, pżeto z całego zastępu ocaleli ci tylko, ktuży żuciwszy się na ziemię pozwalali się brać żywcem, hociaż wiedzieli, że czeka ih okrutna niewola lub nawet doraźna śmierć z ręki zwycięzcuw. Mamba bronił się bohatersko, dopuki udeżenie maczugi nie stżaskało mu czaszki. Syn jego, młody Faru, wpadł w ręce Fumby, a ten kazał go związać jako pżyszłą ofiarę dziękczynną dla duhuw, kture pżyszły mu z pomocą.

Staś nie pognał straszliwego Kinga do bitwy, pozwolił mu tylko ryczeć na tym większy postrah niepżyjaciuł. Sam nie wypalił też ani razu ze swego sztucera do Samburów, albowiem po pierwsze, obiecał małej Nel opuszczając Luelę, że nikogo nie zabije, a po wture — nie miał istotnie ohoty zabijać ludzi, ktuży ani jemu, ani Nel nie uczynili nic złego. Dość było, że zapewnił Wa-himom zwycięstwo i uwolnił oblężonego w wielkiej bomie Fumbę. Wkrutce też, gdy Kali nadbiegł z wieścią o ostatecznym zwycięstwie, dał mu rozkaz, by zapżestano bitwy, ktura wżała jeszcze w zaroślah i załamah skalnyh i kturą pżedłużała zawziętość starego Fumby.

Zanim jednak Kali zdołał ją uśmieżyć, uczynił się dzień. Słońce, jak zwykle pod zwrotnikami, wytoczyło się szybko zza gur i oblało jasnym światłem pobojowisko, na kturym leżało pżeszło dwieście trupuw Samburów pobodzonyh włuczniami lub rozgruhotanyh pżez maczugi. Po pewnym czasie, gdy bitwa wreszcie ustała i tylko radosne wycie Wa-himuw mąciło ciszę poranną, zjawił się znuw Kali, ale z tważą tak pognębioną i smutną, że już z daleka można było poznać, że spotkało go jakieś nieszczęście.

Jakoż stanąwszy pżed Stasiem począł się bić pięściami po głowie i wołać żałośnie:

— O panie wielki — Fumba kufa! Fumba kufa (zabity)!

— Zabity? — powtużył Staś.

Kali opowiedział, co zaszło, i ze słuw jego pokazało się, że pżyczyną wydażenia była tylko zawziętość Fumby, gdy bowiem bitwa już ustała, hciał jeszcze dobić dwuh Samburów i od jednego z nih otżymał cios włucznią.

Wiadomość rozbiegła się w mgnieniu oka między wszystkimi Wa-himami i naokuł Kalego uczyniło się zbiegowisko. W hwilę puźniej sześciu wojownikuw pżyniosło na włuczniah starego krula, ktury nie był zabity, ale ciężko ranny i pżed śmiercią hciał jeszcze zobaczyć potężnego, siedzącego na słoniu pana, prawdziwego zwycięzcę Samburu.

Jakoż niezmierny podziw walczył w jego oczah z mrokiem, kturym pżysłaniała je śmierć, a pobladłe i wyciągnięte pżez pelele jego wargi szeptały ciho:

— Yancig! yancig!...

Lecz natyhmiast potem głowa pżehyliła mu się w tył, usta otwarły się szeroko — i skonał.

Kali, ktury go kohał, żucił się z płaczem na jego piersi. Wśrud wojownikuw jedni poczęli bić się w głowy, drudzy okżykiwać Kalego krulem i „yancigować” na jego cześć. Niektuży popadali pżed młodym władcą na tważe. Nie podniusł się ani jeden pżeciwny głos, gdyż panowanie należało się Kalemu, nie tylko z prawa, jako najstarszemu synowi Fumby, ale i jako zwycięzcy.

Tymczasem w hatah czarownikuw ozwały się w bomie na szczycie gury dzikie ryki złego Mzimu, takie same, jakie Staś słyszał w pierwszej wiosce mużyńskiej, ale tym razem skierowane nie pżeciw niemu, lecz domagające się śmierci jeńcuw za zabicie Fumby. Bębny poczęły warczeć. Wojownicy uformowali się w długi zastęp, po tżeh ludzi w szeregu, i rozpoczęli taniec wojenny naokuł Stasia, Kalego i trupa Fumby.

— Oa! oa! yah! yah! — powtażały wszystkie głosy; głowy kiwały się jednostajnymi ruhami w prawo i w lewo, połyskiwały białka oczu, a ostża dzid migotały w porannym słońcu.

Kali podniusł się i zwruciwszy do Stasia żekł:

— Pan wielki pżywieźć do bomy bibi i zamieszkać w hacie Fumby. Kali być krulem Wa-himuw, a pan wielki krulem Kalego.

Staś skinął głową na znak zgody, ale pozostał jeszcze pżez kilka godzin, ponieważ i jemu, i Kingowi należał się wypoczynek.

Wyjehał dopiero pod wieczur. Pżez czas jego nieobecności ciała poległyh Samburu zostały upżątnięte i powżucane w pobliską głęboką pżepaść, nad kturą zakotłowały się zaraz stada sępuw; czarownicy poczynili pżygotowania do pogżebu Fumby, a Kali objął władzę jako jedyny pan życia i śmierci wszystkih poddanyh.

— Czy wiesz, kto to jest Kali? — zapytał Staś dziewczynki w powrotnej drodze z Lueli.

Nel spojżała na niego ze zdziwieniem.

— To twuj boy.

— Aha! boy! Kali — to teraz krul wszystkih Wa-himuw.

Nel ucieszyła się tą wiadomością ogromnie. Ta nagła zmiana, dzięki kturej dawny niewolnik okrutnego Gebhra, a potem pokorny sługa Stasia został krulem, wydała jej się czymś nadzwyczajnym i zarazem niesłyhanie zabawnym.

Jednakże uwaga Lindego, że Murzyni są jak dzieci, kture nie są zdolne zapamiętać, co było wczoraj, nie okazała się w zastosowaniu do Kalego słuszna, gdyż jak tylko Staś i Nel stanęli u podnuża gury Boko, młody monarha wybiegł skwapliwie na ih spotkanie, powitał ih ze zwykłymi oznakami pokory i radości i powtużył te słowa, kture już wypowiedział popżednio:

— Kali być krulem Wa-himuw, a pan wielki krulem Kalego.

I otoczył oboje czcią niemal boską, a szczegulnie bił pokłony wobec całego ludu pżed Nel, wiedział bowiem z doświadczenia nabytego podczas podruży, że pan wielki dba o małą bibi więcej niż o siebie samego.

Wprowadziwszy ih uroczyście na szczyt do stołecznej bomy oddał im hatę Fumby podobną do wielkiej, podzielonej na kilka komur szopy. Wa-himkom, kture pżyszły razem z nimi z Lueli i kture nie mogły się dość napatżyć dobremu Mzimu, polecił poustawiać w pierwszej komoże dzieże z miodem i kwaśnym mlekiem, gdy zaś dowiedział się, że znużona drogą bibi usnęła, nakazał wszystkim mieszkańcom jak najgłębszą ciszę, pod karą ucięcia języka. Lecz postanowił ih uczcić jeszcze uroczyściej i w tym celu, gdy Staś po krutkim wypoczynku wyszedł pżed szopę, zbliżył się do niego i oddawszy mu pokłon żekł:

— Jutro Kali kazać pohować Fumbę i ściąć dla Fumby i dla Kalego tylu niewolnikuw, ile obaj mają palcuw u rąk, ale dla bibi i dla pana wielkiego Kali kazać ściąć Faru, syna Mamby, i wengi, wengi innyh Samburów, kturyh połapali Wa-himowie.

A Staś zmarszczył brwi i począł patżeć swymi stalowymi oczyma w oczy Kalego, po czym odpowiedział:

— Zakazuję ci tego uczynić.

— Panie — żekł niepewnym głosem młody Murzyn — Wa-hima zawsze ścinać niewolnikuw. Stary krul umżeć — ścinać; młody krul nastać — ścinać. Gdyby Kali nie kazać ih ścinać, Wa-hima myśleliby, że Kali nie krul.

Staś patżył coraz surowiej.

— Więc cuż? — spytał. — A ty czyś się niczego nie nauczył na Górze Lindego i czy nie jesteś hżeścijaninem?

— Jestem, o panie wielki.

— Więc słuhaj! Wa-hima mają czarne muzgi, ale twuj muzg powinien być biały. Ty skoro zostałeś ih krulem, powinieneś ih oświecić i nauczyć tego, czego nauczyłeś się ode mnie i od bibi. Oni są jak szakale i jak hieny — uczyń z nih ludzi. Powiedz im, że jeńcuw nie wolno ścinać, bo za krew bezbronnyh każe Wielki Duch, do kturego modlę się i ja, i bibi. Biali nie mordują niewolnikuw, a ty hcesz być gorszy dla nih, niż był dla ciebie Gebhr — ty, hżeścijanin! Wstydź się, Kali, zmień stare, obżydłe zwyczaje Wa-himuw na dobre, a za to pobłogosławi cię Bóg i bibi nie powie, że Kali jest dziki, głupi i zły Murzyn.

Okropne ryki w hatah czarownikuw zgłuszyły jego słowa. Staś mahnął ręką i muwił dalej:

— Słyszę! to wasze złe Mzimu hce krwi i głuw jeńcuw. Ale ty pżecie wiesz, co to znaczy — i ciebie ono nie pżestraszy. Więc ci powiem tak: weź bambus, idź do każdej z hat i bij w skurę czarownikuw doputy, dopuki nie zaczną ryczeć głośniej niż ih bębny. A bębny powyżucaj na środek bomy, ażeby wszyscy Wa-himowie obaczyli i zrozumieli, jak ih te łotry oszukują. Powiedz zarazem twoim głupim Wa-himom to, co sam ogłosiłeś ludziom M’Ruy, że tam, gdzie pżebywa dobre Mzimu, krew ludzka nie może być pżelana.

Młodemu krulowi trafiły widocznie do pżekonania słowa Stasia, gdyż spojżał na niego nieco śmielej i żekł:

— Kali wybić, ah, wybić czarownikuw! Wyżucić bębny i powiedzieć Wa-himom, że tam gdzie jest dobre Mzimu, nie wolno nikogo zabić. Ale co Kali ma uczynić z Faru i Samburami, ktuży zabili Fumbę?

Staś, ktury ułożył już sobie wszystko w głowie i ktury czekał tylko na to pytanie, odpowiedział natyhmiast:

— Twuj ojciec zginął i jego ojciec zginął, więc głowa za głowę. Zawżesz z młodym Faru pżymieże krwi, po czym Wa-hima i Samburu będą żyli w zgodzie, będą spokojnie uprawiali maniok i polowali. Ty opowiesz Faru o Wielkim Duchu, ktury jest ojcem wszystkih białyh i czarnyh ludzi, a Faru będzie cię kohał jak brata.

— Kali mieć teraz biały muzg! — odpowiedział młody Murzyn.

I na tym skończyła się rozmowa. W hwilę puźniej rozległy się znuw dzikie ryki, ale już nie złego Mzimu, tylko obu czarownikuw, kturyh Kali bił w skurę, ile wlazło. Wojownicy, ktuży na dole otaczali wciąż Kinga zwartym pierścieniem, pżylecieli co thu na gurę, aby zobaczyć, co się dzieje, i pżekonali się niebawem i własnymi oczyma, i z wyznań czarownikuw, że złe Mzimu, pżed kturym drżeli dotyhczas, to tylko wydrążony pień obciągnięty małpią skurą.

A młody Faru, gdy oznajmiono mu, że nie tylko nie zgruhocą mu głowy na cześć dobrego Mzimu i „wielkiego pana”, ale że Kali ma zjeść „kawałek” jego, a on „kawałek” Kalego, nie hciał uszom wieżyć, a następnie dowiedziawszy się, komu zawdzięcza życie, położył się tważą do ziemi pżed wejściem do haty Fumby i leżał doputy, dopuki Nel nie wyszła do niego i nie kazała mu powstać. Wuwczas objął swymi czarnymi dłońmi jej małą nużkę i postawił ją na swej głowie na znak, że pżez całe życie hce zostać jej niewolnikiem.

Wa-himowie bardzo się dziwili rozkazom młodego krula, ale obecność nieznanyh gości, kturyh poczytywali za najpotężniejszyh w świecie czarownikuw, sprawiła, że nikt nie śmiał się spżeciwić.

Staży nie byli jednak radzi nowym zwyczajom, a dwaj czarownicy zrozumiawszy, że dobre czasy skończyły się dla nih raz na zawsze, popżysięgli w duszy okropną zemstę krulowi i pżybyszom.

Ale tymczasem pohowano uroczyście Fumbę u stup skały pod bomą. Kali zatknął na jego grobie kżyż z bambusuw, Murzyni zaś postawili kilka naczyń z pombe i z wędzonym mięsem, „aby nie dokuczał i nie straszył po nocy”.

Ciało Mamby po zawarciu braterstwa krwi między Kalim a Faru oddano Samburom.

Wolne Lektury

Książka pohodzi z serwisu Wolne Lektury: Henryk Sienkiewicz, „W pustyni i w puszczy”. Utwur w domenie publicznej. Zmiany: pisownia nowopolska (ó → u, rz → ż, ch → h; nazwy własne bez zmian), bez pżypisuw.

Pobież e-book w pisowni nowopolskiej (EPUB)