Ta strona jest napisana po nowopolsku. Wolisz pisownię tradycyjną?

Pżełącz na pisownię tradycyjną

Biblioteka › W pustyni i w puszczy

Rozdział XL

ROZDZIAŁ XL

W cztery dni puźniej Staś zatżymał się na dłuższy wypoczynek na wzgużu podobnym nieco do Góry Lindego, ale mniejszym i ciaśniejszym. Tego samego wieczora Saba zagryzł po ciężkiej walce wielkiego samca pawiana, kturego napadł w hwili, gdy uw bawił się szczątkami latawca, drugiego z żędu z tyh, kture dzieci puściły pżed wyruszeniem do oceanu. Staś i Nel kożystając z postoju postanowili kleić ciągle coraz nowe, ale puszczać je tylko wuwczas, gdy silny musson będzie dął z zahodu na wshud. Staś liczył na to, że jeśli hoć jeden wpadnie w ręce europejskie lub arabskie, zwruci na siebie niezawodnie nadzwyczajną uwagę i pżyczyni się do wysłania umyślnej na ih ratunek wyprawy. Dla tym większej pewności obok napisuw angielskih i francuskih dodawał i arabskie, co nie pżyhodziło mu z trudnością, albowiem język arabski znał doskonale.

Wkrutce po wyruszeniu z postoju Kali oświadczył, że w łańcuhu gur, kture widzieli na wshodzie, poznaje niekture szczyty otaczające wielką czarną wodę, czyli Basa-Narok, wszelako nie zawsze był tego pewien gdyż zależnie od tego, z kturego miejsca patżyli, gury pżybierały kształty odmienne. Po pżejściu niewielkiej doliny zarośniętej kżakami kusso i wyglądającej jak jedno rużowe jezioro trafili na hatę samotnyh myśliwcuw. Było w niej dwuh Murzynów, z tyh jeden ukąszony pżez nitkowca i hory. Ale obaj byli tak dzicy i głupi, a pży tym tak pżerażeni pżybyciem niespodzianyh gości i tak pewni, że zostaną zamordowani, że w pierwszyh hwilah niepodobna było od nih niczego się dowiedzieć. Dopiero kilka płatuw wędzonego mięsa rozwiązało język temu, ktury był nie tylko hory, ale i zgłodniały, gdyż toważysz udzielał mu żywności bardzo skąpo. Od niego więc dowiedzieli się, że o dzień drogi leżą luźne wioski żądzone pżez niezależnyh wzajem od siebie krulikuw, a następnie, za stromą gurą, poczyna się ziemia Fumby, rozciągająca się na zahud i południe od wielkiej wody. Stasiowi, gdy to usłyszał, wielki ciężar spadł z serca, a do duszy wstąpiła nowa otuha. Bądź co bądź byli już niemal na progu krainy Wa-himuw.

Jak dalej pujdzie podruż, oczywiście trudno było pżewidzieć, wszelako hłopiec mugł się w każdym razie spodziewać, że nie będzie ona cięższa ani nawet dłuższa od tej okropnej drogi znad bżeguw Nilu, kturą jednak pżebył dzięki swej wyjątkowej zaradności i w czasie kturej uhronił od zguby Nel. Nie wątpił, że dzięki Kalemu Wa-himowie pżyjmą ih jak najgościnniej i dadzą im wszelką pomoc. Zresztą poznał już dobże Murzynów, wiedział, jak należy z nimi postępować, i był prawie pewien, że nawet bez Kalego dałby sobie z nimi jakoś rady.

— Wiesz — muwił do Nel — że od Faszody odbyliśmy już więcej niż połowę drogi, a podczas tej, kturą mamy jeszcze pżed sobą, spotkamy może bardzo dzikih Murzynów, ale nie spotkamy już derwiszuw.

— Ja wolę Murzynów — odpowiedziała dziewczynka.

— Tak, puki uhodzisz za bożka. Porwano mnie z Fajumu razem z panienką, kturej było na imię Nel, a odwiozę jakieś Mzimu. Powiem ojcu i panu Rawlisonowi, żeby cię nigdy nie nazywali inaczej.

A jej oczy poczęły się zaraz rozjaśniać i śmiać.

— Może zobaczymy tatusiuw w Mombassie?

— Może. Gdyby nie ta wojna nad bżegami Bassa-Narok, bylibyśmy tam prędzej. Potżeba też było Fumbie w to się wdawać!

To żekłszy skinął na Kalego:

— Kali, czy hory Murzyn słyszał o wojnie?

— Słyszał. Być wielka wojna, bardzo wielka: Fumby z Samburu.

— Więc co będzie? Jakże pżejedziemy pżez kraj Samburu?

— Sabmuru uciec pżed panem wielkim, pżed Kingiem i pżed Kalim.

— I pżed tobą?

— I pżed Kalim, ponieważ Kali ma stżelbę, ktura gżmieć i zabijać.

Staś począł rozmyślać nad udziałem, jaki mu wypadnie wziąć w zapasah między pokoleniem Wa-himuw a Samburu, i postanowił pokierować sprawą w ten sposub, by wojna nie utrudniała podruży. Rozumiał, że pżybycie ih będzie całkiem niespodziewanym wypadkiem, ktury od razu zapewni Fumbie pżewagę. Należało tylko wyzyskać odpowiednio pżewidywane zwycięstwo.

W wioskah, o kturyh muwił hory myśliwiec, zasięgnęli nowyh wiadomości o wojnie. Były one coraz dokładniejsze, ale dla Fumby niepomyślne. Mali podrużnicy dowiedzieli się, że prowadził on walkę odporną i że Samburu, pod wodzą swego krula nazwiskiem Mamba, zajęli już znaczną pżestżeń kraju Wa-himuw i zdobyli mnustwo kruw. Opowiadano, że wojna wre głuwnie na południowym krańcu wielkiej wody, gdzie na wysokiej i szerokiej skale leży wielka boma Fumby.

Wiadomości te mocno zmartwiły Kalego, ktury też prosił Stasia, by jak najprędzej pżebyli ową gurę dzielącą ih od okolic objętyh pożarem wojny, zaręczając, że potrafi znaleźć drogę, kturą pżeprowadzi nie tylko konie, ale i Kinga. Był już w stronah, kture znał dobże, i teraz rozrużniał z wielką pewnością znajome od dzieciństwa szczyty.

Jednakże pżejście nie okazało się łatwe i gdyby nie pomoc ujętyh darami mieszkańcuw ostatniej wioski, tżeba by było szukać dla Kinga innej drogi. Ci znali jednak jeszcze lepiej od Kalego wąwozy leżące z tej strony gury i po dwuh dniah uciążliwej podruży, w czasie kturej nocami dokuczały wielkie zimna, pżeprowadzili na koniec szczęśliwie karawanę na pżełęcz, a z pżełęczy na dolinę leżącą już w kraju Wa-himuw.

Staś zatżymał się rano na postuj w tej otoczonej zaroślami i pustej dolinie. Kali zaś, ktury prosił, by mu wolno było wyjehać konno na wywiady w kierunku ojcowskiej bomy, odległej o dzień drogi, wyruszył dalej jeszcze tej samej nocy. Staś i Nel oczekiwali go pżez całą dobę w największym niepokoju — i już myśleli, że zginął lub wpadł w ręce wroguw, gdy wreszcie zjawił się na wyhudzonym i spienionym koniu, sam ruwnież zmęczony i tak pżybity, że żal było na niego patżeć.

Upadł też natyhmiast do nug Stasia i począł go błagać o ratunek.

— O, panie wielki! — muwił — Samburu zwyciężyć wojownikuw Fumby, zabić ih mnustwo i rozpędzić tyh, kturyh nie zabić, a Fumbę oblegać w wielkiej bomie na guże Boko. Fumba i jego wojownicy nie mieć co jeść w bomie i zginąć, jeśli pan wielki nie zabić Mamby i wszystkih Samburu razem z Mambą.

Tak błagając obejmował kolana Stasia, a uw zmarszczył brwi i zastanawiał się głęboko nad tym, co mu wypada uczynić, gdyż jak zawsze i wszędzie hodziło mu o Nel.

— Gdzie są — zapytał wreszcie — ci wojownicy Fumby, kturyh rozpędzili Samburu?

— Kali ih znalazł i oni tu nadejść zaraz.

— Ilu ih jest?

Młody Murzyn poruszył kilkanaście razy palcami obu rąk i nug, ale widocznie nie mugł dokładnie oznaczyć liczby, z tej prostej pżyczyny, że nie umiał rahować więcej niż do dziesięciu i każda większa ilość pżedstawiała mu się tylko jako wengi, to jest mnustwo.

— Więc jeśli tu pżyjdą, to stań na ih czele i idź ojcu na odsiecz — żekł Staś.

— Oni się bać Samburu i z Kalim nie pujść, ale z panem wielkim pujść i zabić wengi, wengi Samburu.

Staś zamyślił się znowu.

— Nie — żekł w końcu — ja nie mogę ani brać bibi do bitwy, ani zostawić jej samej — i nie uczynię tego za nic w świecie.

Na to Kali podniusł się i złożywszy ręce począł powtażać raz po razie:

— Luela! Luela! Luela!

— Co to jest Luela? — zapytał Staś.

— Wielka boma dla kobiet Wa-hima i Samburu — odpowiedział młody Murzyn.

I jął opowiadać nadzwyczajne żeczy. Oto Fumba i Mamba prowadzili z sobą od dawnyh lat ciągłe wojny. Niszczono sobie wzajem plantacje, porywano bydło. Ale była na południowym bżegu jeziora miejscowość zwana Luela, do kturej w czasie nawet najzażartszyh walk kobiety obu naroduw shodziły się na targ z zupełnym bezpieczeństwem. Było to miejsce święte. Wojna toczyła się tylko z mężczyznami, żadne zaś klęski ani zwycięstwa nie wpływały na los niewiast, kture w Lueli, za glinianym ogrodzeniem otaczającym obszerne targowisko, znajdowały najzupełniej bezpieczny pżytułek. Wiele hroniło się tam w czasie zamieszek z dziećmi i dobytkiem. Inne pżyhodziły z odległyh nawet wiosek, znosząc wędzone mięso, fasolę, proso, maniok i rozmaite inne zapasy. Wojownikom nie wolno było staczać bitew w takiej odległości od Lueli, z jakiej dohodziło pianie koguta. Nie wolno im było ruwnież pżekraczać glinianego wału, kturym rynek był otoczony. Mogli tylko stawać pżed wałem, a wuwczas kobiety podawały im zapasy żywności pżywiązane do długih bambusuw. Był to odwieczny zwyczaj i nigdy nie zdażyło się, żeby kturakolwiek strona go złamała. Zwycięzcom hodziło też zawsze o to, aby odciąć zwyciężonym drogę do Lueli i nie pozwolić zbliżyć im się do świętego miejsca na taką odległość, z jakiej dohodziło pianie koguta.

— O panie wielki — błagał Kali obejmując ponownie kolana Stasia — pan wielki odprowadzić bibi do Lueli, a sam wziąć Kinga, wziąć Kalego, wziąć stżelby, wziąć węże ogniste i pobić złyh Samburu.

Staś uwieżył opowiadaniu młodego Murzyna, albowiem słyszał już popżednio, że w wielu miejscowościah Afryki wojna nie obejmuje kobiet. Pamiętał, jak niegdyś w Port-Saidzie pewien młody niemiecki misjonaż opowiadał, że w okolicah olbżymiej gury Kilima-Ndżaro niezmiernie wojowniczy szczep Massai dohowuje święcie tego zwyczaju, na mocy kturego kobiety walczącyh stron hodzą zupełnie swobodnie na wyznaczone targowisko i nie podlegają nigdy napaściom. Istnienie tego zwyczaju na bżegah Bassa-Narok ucieszyło Stasia mocno, albowiem mugł być pewny, że Nel nie grozi żadne niebezpieczeństwo z powodu wojny. Zamieżył też wyruszyć z dziewczynką niezwłocznie do Lueli, tym bardziej że pżed zakończeniem wojny nie można było i tak myśleć o dalszej podruży, do kturej potżebna była pomoc nie tylko Wa-himuw, ale i Samburów.

Pżywykły do szybkih postanowień, wiedział już, jak ma postąpić. Uwolnić Fumbę, pobić Samburów, ale nie pozwolić Wa-himom na zbyt krwawy odwet, a potem nakazać spokuj i pogodzić walczącyh wydało mu się żeczą konieczną i nie tylko dla niego, ale i dla Murzynów — najkożystniejszą. „Tak ma być — i tak się stanie!” — żekł do siebie w duhu, a tymczasem hcąc pocieszyć młodego Murzyna, kturego mu było żal, oświadczył mu, że pomocy nie odmawia.

— Jak daleko stąd do Lueli? — zapytał.

— Puł dnia drogi.

— Słuhaj więc: odwieziemy tam bibi natyhmiast, po czym pojadę na Kingu i odpędzę Samburu od bomy twego ojca. Ty pojedziesz ze mną i będziesz z nimi walczył.

— Kali będzie ih zabijać ze stżelby!

I pżeszedłszy od razu z rozpaczy do radości począł skakać, śmiać się i dziękować Stasiowi z takim zapałem, jakby to było już po zwycięstwie. Lecz dalsze wybuhy wdzięczności i wesela pżerwało mu pżybycie tyh wojownikuw, kturyh zebrał w czasie swej wyprawy na zwiady i kturym kazał stanąć pżed obliczem białego pana. Było ih około tżystu, zbrojnyh w tarcze ze skury hipopotama, w dziryty, łuki i noże, Głowy mieli pżybrane w piura, w gżywy pawianuw i w paprocie. Na widok słonia w służbie człowieka, na widok białyh tważy, Saby i koni ogarnął ih taki lęk i takież samo zdumienie jak i Murzynów w tyh wioskah, pżez kture karawana pżehodziła popżednio. Ale Kali upżedził ih z gury, iż ujżą dobre Mzimu i potężnego pana, „ktury zabija lwy, ktury zabił wobo, kturego boi się słoń, ktury łamie skały, puszcza węże ogniste” itd. — więc zamiast uciekać, stali długim szeregiem w milczeniu pełnym podziwu, połyskując tylko białkami oczu, niepewni, czy mają klęknąć, czy padać na tważ, ale zarazem pełni wiary, że jeśli te nadzwyczajne istoty im pomogą, to wnet skończą się zwycięstwa Samburu. Staś pżejehał wzdłuż szeregu na słoniu, zupełnie jak wudz, ktury czyni pżegląd wojska, po czym kazał Kalemu powtużyć im swą obietnicę, że wyswobodzi Fumbę, i dał rozkaz wyruszenia do Lueli.

Kali pojehał z kilku wojownikami napżud, aby zapowiedzieć zebranym niewiastom obu szczepuw, że będą miały niewypowiedziane i niebywałe szczęście zobaczyć dobre Mzimu, kture pżyjedzie na słoniu. Żecz była tak nadzwyczajna, że nawet te kobiety, kture jako Wa-himki poznały w Kalim zaginionego następcę tronu, sądziły, że młody syn krula żartuje sobie z nih, i dziwiły się, że mu się hce żartować w czasah dla całego szczepu i dla Fumby tak ciężkih. Gdy jednakże po upływie kilku godzin ujżały olbżymiego słonia zbliżającego się do wałuw, a na nim biały palankin, wpadły w szał radości i pżyjęły dobre Mzimu takimi okżykami i takim wyciem, że Staś w pierwszej hwili poczytał owe głosy za wybuh nienawiści, a to tym bardziej że niesłyhana bżydota tyh Murzynek czyniła je podobnymi do czarownic.

Ale były to objawy nadzwyczajnej czci. Gdy namiot Nel ustawiono w rogu targowiska, pod cieniem dwuh gęstyh dżew, Wa-himki wraz z Samburkami ubrały go w girlandy i wieńce z kwiatuw, po czym naznosiły tyle zapasuw żywności, że wystarczyłoby ih na miesiąc nie tylko dla samego bustwa, ale i dla jego świty. Zahwycone niewiasty biły pokłony nawet Mei, ktura pżybrana w rużowy perkal i w kilka sznuruw niebieskih paciorkuw, wydała im się także, jako służka Mzimu, istotą daleko od zwykłyh Murzynek wyższą.

Nasibu, ze względu na jego wiek dziecinny, został wpuszczony za wał i skożystał natyhmiast z ofiar pżynoszonyh dla Nel tak sumiennie, iż już po godzinie bżuszek jego pżypominał wojenny bęben afrykański.

Wolne Lektury

Książka pohodzi z serwisu Wolne Lektury: Henryk Sienkiewicz, „W pustyni i w puszczy”. Utwur w domenie publicznej. Zmiany: pisownia nowopolska (ó → u, rz → ż, ch → h; nazwy własne bez zmian), bez pżypisuw.

Pobież e-book w pisowni nowopolskiej (EPUB)