<?xml version="1.0" encoding="utf-8" standalone="yes"?><rss version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"><channel><title>Syzyfowe prace on nowypolski.pl</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/</link><description>Recent content in Syzyfowe prace on nowypolski.pl</description><generator>Hugo</generator><language>pl</language><atom:link href="https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/index.xml" rel="self" type="application/rss+xml"/><item><title>Rozdział I</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/01/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/01/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Syzyfowe prace&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;I&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Termin odstawienia Marcina do szkoły p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypadł na dzień czwarty stycznia.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Obydwoje państwo Borowiczowie postanowili odwieźć jedynaka na miejsce. Zap&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ężono konie do malowany&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; i kuty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; sanek, gł&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wne siedzenie wysłano barwnym, st&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yżonym dywanem, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry zazwyczaj wisiał nad ł&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żkiem pani, i około pierwszej z południa wśr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d powsze&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;nego płaczu wyruszono.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Dzień był wiet&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ny i mroźny. Mimo to jednak, że szczyty wzg&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt; ku&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yły się nieustannie od p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;elatującej zadymki na rozległy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; dolina&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, między lasami, zmarznięte pustkowia leżały w spokoju i prawie w ciszy. Szedł tylko tamtędy zimny p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eciąg, wiejąc sypki śnieg niby lotną plewę. Gdzieniegdzie wałęsały się nad zaspami smugi najdrobniejszego pyłu jak pyłek p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yduszonego paleniska.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział II</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/02/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/02/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;II&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W ciągu dwumiesięcznej bytności w szkole Marcinek „zdumiewające uczynił w nauka&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; postępy”.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Tak donosiła listownie rodzicom &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;łopca pani nauczycielowa.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W istocie Marcinek umiał już czytać (&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ecz prosta — po rosyjsku), pisać dyktanda, robić &lt;em class="foreign-word"&gt;zadaczki&lt;/em&gt; na cztery działania i począł nawet ćwiczyć się w obu rozbiora&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;: etymologicznym i syntaktycznym.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Pan Wiechowski szczeg&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;lniejszą uwagę zwracał na owe rozbiory. Codziennie o godzinie drugiej po południu rozpoczynał z Marcinkiem lekcję. &lt;span class="chg"&gt;H&lt;/span&gt;łopiec czytał jakiś urywek, p&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;źniej opowiadał treść tego, co p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eczytał, w spos&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;b tak śmieszny i tak zabawnie barba&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yńskimi wyrazami, że samego profesora rozweselała ta nauka.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział III</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/03/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/03/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;III&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Na dolnym koryta&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;u gimnazjum klasycznego w Klerykowie znajdowało się mn&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;stwo os&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;b. Byli tam u&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ędnicy, szla&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ta, księża, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;emysłowcy, a nawet zamożniejsi &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;łopi. Cały ten tłum stanowił w owej &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wili jedną kategorię: rodzic&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Koryta&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt; był długi, wyłożony posadzką z piaskowca i bardzo dob&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypominał pierwotną swoją fizjonomię: koryta&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt; klasztorny. Wąskie okna wpuszczone były w mury bardzo grube i &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;łodne; panował tam jeszcze dawny cień i smutek.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez zesta&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ałe, zielonawoniebieskie szyby padały ukradkiem promienie rannego słońca i złociły świeżo wybielone ściany i ż&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;łtawą, wydeptaną posadzkę. Z prawej i lewej strony był szereg d&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;wi prowadzący&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; do sal szkolny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. D&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;wi te r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wnie jak okna były poroztwierane, gdyż właśnie świeżo pociągnięto ściany klas na kolor szaroniebieski, z wielkimi lamperiami, i wymalowano podłogi ż&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;łtą farbą olejną. Srogi zapa&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; terpentyny i lakier&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w napełniał cały koryta&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział IV</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/04/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/04/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;IV&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Tylko t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y razy pani Borowiczowa zaprowadziła jedynaka z hotelu na popołudniowe lekcje do profesora, już bowiem czwartego dnia odbył się pierwszy egzamin z języka rosyjskiego. Na koryta&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;u gimnazjalnym panował tego dnia istny stan oblężenia. Publiczność tłoczyła się tak zapamiętale w celu podpatrywania i podsłu&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;iwania tego, co się odbywało w sali egzaminacyjnej, że władza zmuszona była wydelegować aż t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; asystent&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w gospoda&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y klas i pana Pazura do wypowiadania grubiański&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; uwag pod adresem rodzic&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, a nawet do forsownego rozpy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ania i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; łokciami.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział V</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/05/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/05/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;V&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Niski mur, tu i &lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wdzie rozwalony, zarośnięty trawą i m&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;em, stanowił granicę podw&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;a. Za murem płynął kanał w obmurowanym niegdyś łożysku. Z czasem wiele kamieni wysunęło się, wpadło do wody i ug&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ęzło w cu&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;nącym ile dna tej strugi, a bujne k&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;aki i błotne zielska obsiadły jej b&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;egi.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Dalej, za rowem, ciągnął się czyjś park rosnący na błotnistym gruncie, zaniedbany tak dalece, że m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;gł p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;edstawiać małą puszczę, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rej nigdy stopa ludzka nie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ebyła i gdzie tylko ptaki mieszkają.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział VI</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/06/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/06/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;VI&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Z twardej szosy bryczka skręciła na uboczny gościniec, z gościńca na dr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żkę, zajmującą między działkami &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;łopskimi szerokość nie większą od pospolitego wygonu. Słońce już się skryło za g&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;bietem wzg&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;, zostawiając po sobie tylko p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ecudną zo&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ę, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rej kierunku bryczka zdążała i na kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rą zwr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;cone były oczy Marcinka i jego matki. Konie biegły miernego kłusa, w&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;zek toczył się z wolna w głęboki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; koleina&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; drożyny. Po obydwu jej strona&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; stały niwki żyta, na kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rym nie widać było jeszcze kłos&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, stajonka wczesny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; kartofli, mocno zielone smugi owsa i zagony lnu. W pobliżu czerniła się biedna wioska. Dalej, na tle p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ej&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ystego firmamentu, widać było ciemne kształty łańcu&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;a wzg&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt; porosły&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; jałowcem i b&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eziną.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział VII</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/07/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/07/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;VII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ot&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymawszy promocję do klasy pierwszej Marcinek się zaniedbał, a z dawnej jego pracowitości niewiele pozostało. W jesieni uczył się jeszcze jako tako, ale około Bożego Narodzenia uprawiał &lt;em class="author-emphasis"&gt;wykpiwankę&lt;/em&gt; zar&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wno p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ed korepetytorem, jak i w klasie. Wszyscy mniej teraz uwagi na niego zwracali i on czuł na sobie mniej obowiązk&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Pani Borowiczowa zmarła była w lecie owego roku. Marcinek początkowo nie odczuł tej straty. Na pog&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ebie zmuszał się do płaczu i p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ybierał miny efektowne, w&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eszczał i usiłował &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ucić się za trumną do jamy mogilnej, wiedząc ze słu&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;u, że to pasuje, i p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eczuwając, że to jeszcze go bardziej w tym dniu wyr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żni. Z pog&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ebu zabrał go ojciec do Gawronek. Dom był w nieładzie. Największy pok&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;j, gdzie jeszcze tak niedawno stała trumna, cu&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;nął zgnilizną i kopciem świec. Pan Borowicz pociągnął Marcinka do sąsiedniego, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry był sypialnią nieboszczki. Panował tam jeszcze większy nieład. Ł&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żko było niep&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ykryte, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eścieradło i kołdra leżały na ziemi, w drewnianej kraszuarce więcej było plwocin niż piasku. Pan Borowicz usiadł pod oknem i, zdawało się, słu&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ał, jak haczyki okna monotonnie stukają w ramę, jak wiatr dzwoni po szyba&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;... Marcinek wpat&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ył się w opustoszałe ł&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żko i wtedy poczuł, że mu matka umarła.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział VIII</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/08/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/08/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;VIII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Gospoda&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;em klasy pierwszej oddziału A był pan Rudolf Leim, nauczyciel łaciny w klasa&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; niższy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. Należał on do grupy starszy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; profesor&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w i weteran&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w szkoły. Po&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odził z rodziny niemieckiej, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ra dawno p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ywędrowała do kraju i na poły się spolszczyła. Profesor Leim skończył onego czasu nauki uniwersyteckie w Lipsku i od niepamiętny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; czas&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w wykładał w szkoła&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; jeszcze wojew&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;dzki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; historię powsze&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ną, języki starożytne i niemiecki. Z usposobienia i fa&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;u niejako był zajadłym, zakamieniałym historykiem. P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez całe życie układał jakieś niesły&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;anie szczeg&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;łowe i dowcipne tablice syn&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ronistyczne. Po zamianie szk&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ł wojew&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;dzki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; w Klerykowie na gimnazjum rosyjskie Leim ut&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymał się na posadzie, ale zep&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;nięty został do ostatni&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; szereg&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w. Po rosyjsku źle m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wił, wykład historii powsze&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;nej (a właściwie „rosyjskiej w związku z powsze&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ną”) m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;gł być prowadzony tylko p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez Rosjanina, więc Leim z najcelniejszego ongi nauczyciela zje&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ał do klasy pierwszej. Z łaski dawano mu jeszcze gospodarstwo w jakiejś paralelce, co nabawiało go mn&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;stwa kłopotu, ale czyniło kilkaset rubli.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział IX</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/09/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/09/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;IX&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Marcinek stale mieszkał na stancji pani Przepiórkowskiej, uczęszczając do klasy drugiej i t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eciej. Postępy w nauka&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; czynił jakie takie, ale nienadzwyczajne.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Dopiero w drugim p&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;łroczu za pobytu w klasie t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eciej wziął się szcze&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ej do nauki. Wpłynęły na to rozmaite okoliczności.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Na wiosnę, kiedy d&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ewa w starym parku za kanałem okryły się liśćmi, pensjona&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e pani Przepiórkowskiej udawali się tam w sekrecie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ed korepetytorem i ukryci w gęstwinie st&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;elali z pistoletu.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ta stara broń, prawdopodobnie zabytek ar&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;eologiczny, była p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ywieziona z domu p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez dardanelskiego Szwarca. Posiadała niezmierny kurek, lufę cokolwiek pękniętą i starą &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eźbioną kolbę.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział X</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/10/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/10/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;X&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Po ukończeniu egzamin&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w i ot&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymaniu p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ejścia z klasy czwartej do piątej Marcinek spędzał wakacje, jak zwykle, w Gawronkach. Stary pan Borowicz już był w&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wczas znacznie posunął się w lata, gospodarstwo na folwarku szło go&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ej, a w domu widać było z wolna idącą ruinę. Jedzenie gotowała stara ku&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;arka, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ra onego czasu niańczyła Marcinka, a gotowała, jak jej się żywnie podobało. Tale&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e były wyszczerbione, łyżki, noże i widelce ginęły, a pozostałe były karykaturami zaginiony&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. Starszy pan prowadził nieustanną walkę z Małgorzatą, ale irytował się na pr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żno. W domu coraz bardziej widzieć się dawał brak bielizny, odzieży, najprostszy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; wyg&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d. Nawet same sp&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ęty w mieszkaniu p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ybrały wyraz dziwnego zaniedbania i opuszczenia.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XI</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/11/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/11/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XI&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Po powrocie z wakacji Borowicz zastał w gimnazjum duże zmiany. Znikł z horyzontu miasta Klerykowa dyrektor gimnazjum, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eszedłszy do emerytury; p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eniesiony został do innej szkoły inspektor, ustąpił zupełnie stary Leim, jeden z pomocnik&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w gospoda&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y klas i dwaj nauczyciele historii. Na i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; miejscu figurował nowy za&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ąd: dyrektor Kriestoobriadnikow, inspektor Zabielskij, nowy nauczyciel łaciny Rosjanin Pietrow, pomocnik gospoda&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y klasowy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; Mieszoczkin i nauczyciel historii Kostriulew.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zarazem og&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;lny nastr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;j i zewnęt&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;na fizjonomia szkoły uległy zmianie radykalnej. Uczniowie starsi poczuli od razu, że teraz dopiero ujęto i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; pod żeberka, pan Pazur umilkł i tylko minami oraz wyt&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eszczaniem oczu pokazywał starym ulubieńcom, że za nic w świecie nie będzie gadał ani jednego słowa; — wreszcie nauczyciele Polacy nie odzywali się wcale do uczni&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w &lt;em class="foreign-word"&gt;extra muros&lt;/em&gt; szkoły, ażeby nie m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wić po rosyjsku, a jeżeli konieczność zmuszała i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; do takiej rozmowy, to prowadzili ją nie inaczej jak w języku u&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ędowym.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XII</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/12/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/12/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Nieznośny upał jednego z ostatni&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; dni sierpnia ża&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ył się nad pag&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rkowatą okolicą. Spiekota ogarnęła pola, ssała mokre łąki i dosięgała najbardziej cienisty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; kryj&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wek lasu. Było już po żniwa&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; i widzialny p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;estw&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;r kraju spał w tym cieple snem kamiennym.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Naok&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ł ciągnęły się ż&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;łtawoszare ścierniska, połyskujące szczeciną ździebeł r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wno ucięty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. Tu i &lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wdzie złociło się p&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;lko lnu, czerniały stożki koniczyny albo niwka ziemniak&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w o więdnący&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; badyla&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. Teraz wśr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d p&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;l ogołocony&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; widniało dokładniej niż zwykle białe pasmo szosy. Ginąc za najbliższym pag&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rkiem, jakby się raptem urywało w zakresie szczerego pola, ukazywało się dalej niby r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wna i ostra linia dzieląca płaszczyznę na dwa obszary, kryło się w zarośla&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; i znowu jak wąż bielało w ogromnej dalekości, pod niebieskawą smużką leśną u samego krańca widnokręgu.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XIII</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/13/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/13/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XIII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Za pobytu Borowicza klasa sz&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;sta liczyła t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ydziestu t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; uczni&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w. Wsp&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;łtowa&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ysz&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y z nim razem rozpoczęli kurs nauki od klasy wstępnej, dobrnęło do tego punktu zaledwie kilkunastu. Reszta składała się z drugoroczniak&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w i p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ybysz&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w. Dominującą większość stanowili Polacy, było bowiem tylko t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; Żydków (z ty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; Szlama Goldbaum dzierżył miejsce prymusa) i dwu Rosjan. Og&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ł tej młodzieży rozpadał się na dwie nier&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wne części, wyobrażające jak gdyby dwie warstwy społeczne, a p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ynajmniej dwa obozy. Jedna gromada, do kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rej należał Borowicz, jego adherenci, Rosjanie i Żydkowie, zostawała pod wpływem inspektora i reprezentowała poniekąd maleńkie stronnictwo ugodowe; druga była zupełnie bezbarwna, wrogo usposobiona względem pierwszej i ubierała się, o ile tylko można, elegancko. Zar&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wno pierwsza jak druga grupa piastowała w swym łonie r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żne odcienie wywołane p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez związki krwi, zamieszkanie na wsp&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;lnej stancji, kopcenie wsp&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;lny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; papieros&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, „ściąganie” ze wsp&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;lny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; podręcznik&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w albo zapalanie się do ty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; samy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; pensjonarek. Część inspektorska nosiła pogardliwe miano „literat&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w” — część druga sama o&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;otnie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ezywała się ligą wolnopr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żniak&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XIV</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/14/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/14/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XIV&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Mdłe światło jesienne wlewało się do klasy si&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;dmej, napełniając ją dziwnie smutnym i nudnym p&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;łmrokiem. P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ed &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wilą wyszedł był „Grek”, z kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rym tłumaczono dialogi Lukianosa, a wkr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;tce miał się ukazać nauczyciel historii. Wszyscy uczniowie siedzieli w klasie. Z sz&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;stej do si&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;dmej p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eszło i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; zaledwie dwudziestu t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ybysze zastali pięciu drugoroczny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. Ci nadawali szyk i odpowiedni ton „sztubie”. Właśnie jeden z taki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, blady i wy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;udły mężczyzna w mundu&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e uczniowskim, opowiadał naprędce sprośną anegdotkę k&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;łku zgromadzony&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y jego ławie, co &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wila wybu&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ającemu homerycznym śmie&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;em. W drugim kącie sali Borowicz prowadził ożywiony dyskursik z Waleckim, zwanym „Figą”. Walecki miał dopiero lat siedemnaście. Był to &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;łopczyna tak małego wzrostu, że, ku jego śmiertelnej męce, uważano go za t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ecioklasistę. Uczył się wybornie i tylko dzięki „złemu sprawowaniu” figurował na liście jako drugi uczeń z kolei, ustępując pierwszeństwa Szlamie Goldbaumowi. Złe sprawowanie, czyli czw&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rkę zamiast piątki, Walecki zdobywał sobie nadzwyczajną hardością.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XV</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/15/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/15/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XV&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Na początku t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eciego kwartału, po p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjeździe ze świąt Bożego Narodzenia, uczniowie klasy si&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;dmej zastali nowego kolegę. Był nim Bernard Sieger, wydalony z tejże klasy kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;regoś gimnazjum w Warszawie. Nikt z klerykowian nie miał wiadomości autentyczny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, za co właściwie Sieger był ze stolicy raz na zawsze wypędzony, a do Klerykowa p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjęty. &lt;span class="chg"&gt;H&lt;/span&gt;odziły tylko niezdecydowane pogłoski, że to „ptaszek”. Z czasem dopiero jeden z &lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;smoklasist&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;remu zda&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yło się być podczas świąt w Warszawie, oświetlił nieco sprawę, rozgłaszając, że tajemniczy p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ybysz wy&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ucony został za &lt;em class="foreign-word"&gt;niebłagonadiotnost’&lt;/em&gt;. Do Klerykowa, według tejże relacji, udało mu się wstąpić za specjalnym zezwoleniem kuratora okręgu naukowego, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry znowu miał dać takie zezwolenie dzięki wstawiennictwu jednej ze znakomity&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; figur wielkiego świata.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XVI</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/16/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/16/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XVI&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Miejscem bardzo drogim dla Borowicza i jego koleg&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez cały czas egzystencji w klasie &lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;smej był tak zwany Stary Browar, obszerna posesja leżąca u wejścia na p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;edmieście wygwizdowskie. Niegdyś istniała &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eczywiście w tym miejscu fabryka nędznego piwska. Z czasem właściciel jej zrujnował się doszczętnie, a całkowity jego „interes” poszedł w ruinę. Wielkie mury, budowle otaczające, składy i piwnice stały pustkami. Dopiero po upływie lat kilku nabył wszystko za małe pieniądze &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;udy Żydek z czarną br&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;dką i za mniejsze jeszcze pieniądze p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;erobił browar i składy na lokale mieszkalne. Cały szereg ty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; budynk&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w wraz z niezmiernym podw&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;em i ogrodami stanowił samoistną dzielnicę. Z jednej strony ograniczała ją wiecznie gnijąca &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eczułka, z t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; inny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; uliczki boczne. Wysoki, jakby więzienny mur z posępnymi bramami wy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odzącymi na t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y strony świata, biegł dokoła obszaru browarnego wzdłuż ulic sąsiedni&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. Ponad kanałem sterczał tylko mocny parkan z czterocal&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wek. Wielki dziedziniec był brukowany, a nawet p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ecięty w pop&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ek p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez trotuar wyłożony marmurowymi płytami. Jednakże tuż obok &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odnika istniały głębokie wądoły wybrane w ziemi, nie wiadomo w jakim celu. Kiedy dżdżysty październik napełnił je wodą, miały one wszelkie pozory pułapek zastawiony&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez właściciela Starego Browaru w celu &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wytania żywcem lokator&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y nieuiszczone komorne trwonili w knajpa&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; i cukiernia&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, a p&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;źną i ciemną nocą wracali do gniazd rodzinny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. Mieszkania ceglanym r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wnoległobokiem otaczające podw&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ec miały wyraz wcale nie weselszy od więzienia Mazas. Okna w ni&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; były małe, d&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;wi nieforemne, sienie jak pieczary pogrążone w wiekuistym mroku, s&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ody śliskie i brudne. Na wprost bramy gł&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wnej wysuwał się z głębi dziedzińca gma&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; fundamentalny, a raczej ściana jego, bardzo wysoka i naga. Tu i &lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wdzie tkwiły w niej okna, znacznie p&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;źniej wmurowane. Stary tynk muru, obleczony niegdyś w zewnęt&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ną farbę, poobrywał się, spadł na ziemię i leżał tam z wolna unicestwiany p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez deszcze. Wątpliwa, ż&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;łtawor&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żowa barwa miejsc jeszcze trwający&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; zamokła i wynikały tam p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;er&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żne mapy, zygzaki, dziwaczne kształty i wierne symbole. P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypominały one rozmaite zjawiska tego padołu, jakby dla stwierdzenia myśli Schellinga, że natura, zdążając ku wiekuistej refleksji, zawsze wraca do raz już utwo&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ony&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, a gdzie indziej tkwiący&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; postaci bytu.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XVII</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/17/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/17/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XVII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Po święta&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; Wielkiej Nocy gromadka &lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;smoklasist&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w gotowała się w skupieniu du&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;a do egzaminu &lt;em class="foreign-word"&gt;maturitatis&lt;/em&gt;. Powta&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ano wszystkie nauki gimnazjalne od &lt;em class="author-emphasis"&gt;a&lt;/em&gt; do &lt;em class="author-emphasis"&gt;z&lt;/em&gt;, ćwiczono się w ni&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; z uporem i zawziętością. Two&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yły się gromadki odosobnione na mocy doboru zdolnościowego, pary i tr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;jki &lt;em class="author-emphasis"&gt;kujące&lt;/em&gt; poszczeg&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;lne p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;edmioty, a całość, jakkolwiek rozbita, dziwnie się skonsolidowała, zbiła w masę jedno czującą. Mało kto wiedział, że minął kwiecień i większość maja. Dla &lt;em class="author-emphasis"&gt;powta&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ak&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w&lt;/em&gt; były to tylko dni zawierające tyle a tyle godzin pracy i tyle a tyle snu. Niekt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y z mniej zdolny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; mało sypiali, mniej niż zwykle jedli, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ytłoczeni depresją, inni trwali w nieustannym zwątpieniu i rozpaczy.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział XVIII</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/18/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/syzyfowe-prace/18/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XVIII&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Na początku w&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eśnia tegoż roku Borowicz, jako już młodzian „doj&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ały” i cywilny, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ybył do Klerykowa z wakacji niby to w celu załatwienia jaki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ś spraw koleżeński&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; niecierpiący&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; zwłoki. Ogo&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ała twa&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt; jego była &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;uda, wzrok mu płonął. Od wyznania w parku miłości spoj&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eniami, bez sł&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, nie widział „Biruty” ani razu. Na pr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żno szukał jej wszędzie, na pr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żno czatował po roga&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; ulic, w bramie sąsiedniej kamienicy, w parku, u ścian gimnazjum żeńskiego, we dnie i nocami.
Zginęła dlań, jakby się w ziemię zapadła. Wiedział tyle tylko, że jest w Klerykowie i że zdaje na patent doj&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ałości. Egzamina pisemne i ustne, wręczenie świadectw, uczta pożegnalna, zdjęcie mundur&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, ostatni dzień i ostatnia noc w Klerykowie — wszystko to minęło dla niego jak nie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eczywistość luźnie tycząca się jego osoby. Wakacje spędził w domu ojca, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry zapadł był bardzo na zdrowiu. Marcin musiał prowadzić całkowicie gospodarstwo folwarczne, pilnować sianokosu i żniw. Gdy już wszystko sp&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ątnął, wyrwał się z domu na kilka dni. Ledwie wysiadł z bryczki, umył się w zajeździe i pędem wybiegł z jego bramy — padł w otwarte ramiona „starej Przepiórzycy”. Babcia rozpłakała się z miejsca.&lt;/p&gt;</description></item></channel></rss>