<?xml version="1.0" encoding="utf-8" standalone="yes"?><rss version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"><channel><title>Quo vadis on nowypolski.pl</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/</link><description>Recent content in Quo vadis on nowypolski.pl</description><generator>Hugo</generator><language>pl</language><atom:link href="https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/index.xml" rel="self" type="application/rss+xml"/><item><title>Rozdział pierwszy</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/01/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/01/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Quo vadis&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział pierwszy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Petroniusz obudził się zaledwie koło południa i jak zwykle, zmęczony bardzo. Pop&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;edniego dnia był na uczcie u Nerona, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ra p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eciągnęła się do p&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;źna w noc. Od pewnego czasu zdrowie jego zaczęło się psuć. Sam m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wił, że rankami budzi się jakby zdrętwiały i bez możności zebrania myśli. Ale poranna kąpiel i staranne wygniatanie ciała p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez wprawiony&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; do tego niewolnik&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yśpieszało stopniowo obieg jego leniwej krwi, rozbudzało go, cuciło, wracało mu siły, tak że z elaeothesium, to jest z ostatniego kąpielowego p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;edziału, wy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odził jeszcze jakby wsk&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eszony, z oczami błyszczącymi dowcipem i wesołością, odmłodzon, pełen życia, wykwintny, tak niedościgniony, że sam Otho nie m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;gł się z nim por&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wnać, i prawdziwy, jak go nazywano: arbiter elegantiarum.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział drugi</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/02/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/02/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział drugi&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Po posiłku, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry zwał się śniadaniem, a do kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rego dwaj towa&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ysze zasiedli w&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wczas, gdy zwykli śmiertelni byli już dawno po południowym prandium, Petroniusz zaproponował lekką d&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;emkę. Według niego pora była jeszcze za wczesna na odwiedziny. Są wprawdzie ludzie, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y poczynają odwiedzać znajomy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; o ws&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odzie słońca, uważając w dodatku zwyczaj ten za stary, rzymski. Ale on, Petroniusz, uważa go za barba&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yński. Godziny popołudniowe są najwłaściwsze, nie wcześniej jednak, zanim słońce nie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ejdzie w stronę świątyni Jowisza Kapitolińskiego i nie pocznie pat&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eć z ukosa na Forum. Jesienią bywa jeszcze gorąco i ludzie radzi śpią po jedzeniu. Tymczasem miło jest posłu&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ać szumu fontanny w atrium i po obowiązkowym tysiącu krok&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w zd&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;emnąć się w czerwonym świetle, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ecedzonym p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez purpurowe, na wp&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ł zaciągnięte velarium.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział tżeci</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/03/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/03/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eci&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y w Boga, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry jest jeden, wsze&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;mocny i sprawiedliwy — powt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ył Petroniusz, w &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wili gdy zn&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w znalazł się w lektyce sam na sam z Winicjuszem. — Jeśli jej Bóg jest wsze&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;mocny, tedy &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ądzi życiem i śmiercią; a jeśli jest sprawiedliwy, tedy słusznie zsyła śmierć. Czemu więc Pomponia nosi żałobę po Julii? Żałując Julii p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ygania swemu Bogu. Muszę to rozumowanie powt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yć naszej miedzianobrodej małpie, uważam bowiem, że w dialektyce dor&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wnywam Sokratesowi. Co do kobiet, zgadzam się, że każda posiada t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y lub cztery dusze, ale żadna nie ma duszy rozumnej. Nie&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;by Pomponia rozmyślała sobie z Seneką lub z Kornutusem nad tym, czym jest i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; wielki Logos... Nie&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;by razem wywoływali cienie Ksenofanesa, Parmenida, Zenona i Platona, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re nudzą się tam w kimeryjski&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; kraina&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; jak czyże w klatce. Ja &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ciałem m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wić z nią i z Plaucjuszem o czym innym. Na święty b&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;u&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; egipskiej Izys! Gdybym im tak po prostu powiedział, po cośmy p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yszli, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypuszczam, że cnota i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; zadźwięczałaby jak miedziana tarcza, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rą ktoś pałką ude&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y. I nie śmiałem! Dasz wiarę, Winicjuszu, żem nie śmiał! Pawie są piękne ptaki, ale k&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yczą zbyt p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eraźliwie. Zląkłem się k&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yku. Muszę jednak po&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;walić tw&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;j wyb&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;r. Istna „r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żanopalca Jutrzenka”... i wiesz, co mi także p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypomniała? Wiosnę! — i to nie naszą w Italii, gdzie ledwie tu i &lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wdzie jabłoń pokryje się kwiatem, a oliwki sza&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eją, jak sza&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ały, ale tę wiosnę, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rą niegdyś widziałem w Helwecji, młodą, świeżą, jasnozieloną... Na tę bladą Selenę — nie dziwię ci się, Marku — wiedz jednak, że Dianę miłujesz i że Aulus i Pomponia gotowi cię rozszarpać, jak niegdyś psy rozszarpały Akteona.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział czwarty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/04/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/04/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czwarty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jakoż Petroniusz dot&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymał obietnicy. Nazajut&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;, po odwiedzina&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; u Chryzotemis, spał wprawdzie cały dzień, ale wieczorem kazał się zanieść na Palatyn i miał z Neronem poufną rozmowę, skutkiem kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rej na t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eci dzień p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ed domem Plaucjusza pojawił się centurion na czele kilkunastu pretoriański&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; żołnie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Czasy były niepewne i straszne. Posłańcy tego rodzaju byli zarazem najczęściej zwiastunami śmierci. Toteż z &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wilą, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rej centurion ude&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ył młotkiem we d&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;wi Aulusa, i gdy nadzorca atrium dał znać, iż w sieni znajdują się żołnie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;erażenie zapanowało w całym domu. Rodzina wnet otoczyła starego wodza, nikt bowiem nie wątpił, że niebezpieczeństwo p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ede wszystkim nad nim zawisło. Pomponia objąwszy ramionami jego szyję p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ytuliła się do niego ze wszystki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; sił, a zsiniałe jej usta poruszały się szybko, wymawiając jakieś ci&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;e wyrazy; Ligia, z twa&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ą bladą jak pł&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;tno, całowała jego rękę; mały Aulus czepiał się togi — z koryta&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y, z pokoi leżący&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; na pięt&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e i p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eznaczony&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; dla służebnic, z czeladnej, z łaźni, ze sklepiony&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; dolny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; mieszkań, z całego domu poczęły się wysypywać roje niewolnik&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w i niewolnic. Dały się słyszeć ok&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yki: „Heu, heu, me miserum!” — kobiety ude&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yły w wielki płacz; niekt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re poczęły już sobie drapać policzki lub nakrywać głowy &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ustkami.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział piąty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/05/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/05/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział piąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Aulus słusznie jednak domyślał się, że nie zostanie dopuszczony p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ed oblicze Nerona. Odpowiedziano mu, że cezar zajęty jest śpiewem z lutnistą Terpnosem i że w og&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;le nie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjmuje ty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; sam nie wezwał. Innymi słowy, znaczyło to, by Aulus nie pr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;bował i na p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yszłość widzieć się z nim. Natomiast Seneka, jakkolwiek &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ory na gorączkę, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjął starego wodza ze czcią mu p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ynależną, ale gdy wysłu&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ał, o co mu &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odzi, uśmie&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;nął się go&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ko i &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ekł:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział szusty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/06/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/06/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział sz&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;sty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Petroniusz był w domu. Odźwierny nie śmiał zat&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymać Winicjusza, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry wpadł do atrium jak bu&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;a i dowiedziawszy się, że gospoda&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;a należy szukać w bibliotece, tym samym pędem wpadł do biblioteki i zastawszy Petroniusza piszącego, wyrwał mu t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;cinę z ręki, złamał ją, cisnął na ziemię, następnie wpił palce w jego ramiona i zbliżając twa&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt; do jego twa&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y, począł pytać &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;rapliwym głosem:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Coś z nią uczynił? Gdzie ona jest?&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Lecz nagle stała się &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ecz zdumiewająca. Oto &lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w wysmukły i zniewieściały Petroniusz &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wycił wpijającą mu się w ramię dłoń młodego atlety, za czym &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wycił drugą i t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymając je obie w swojej jednej z siłą żelazny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; kleszczy, &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ekł:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział siudmy</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/07/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/07/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział si&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;dmy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ed Akte, dawną ko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;anką Nerona, s&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ylały się niegdyś najwyższe głowy w Rzymie. Lecz ona i w&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wczas nawet nie &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ciała się mieszać do spraw publiczny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; i jeśli kiedykolwiek używała swego wpływu na młodego władcę, to &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;yba dla wyproszenia dla kogoś litości. Ci&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;a i pokorna, zjednała sobie wdzięczność wielu, nikogo zaś nie uczyniła swym niep&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjacielem. Nie potrafiła jej znienawidzić nawet Oktawia. Zazdrosnym wydawała się zbyt mało niebezpieczną. Wiedziano o niej, że ko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;a zawsze Nerona miłością smutną i zbolałą, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ra żyje już nie nadzieją, ale tylko wspomnieniami &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wil, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; &lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w Nero był nie tylko młodszym i ko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ającym, ale lepszym. Wiedziano, że od ty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; wspomnień nie może oderwać duszy i myśli, ale niczego już nie czeka, że zaś nie było istotnie obawy, aby cezar do niej wr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;cił, pat&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ano na nią jak na istotę zgoła bezbronną i z tego powodu pozostawiano ją w spokoju. Poppea miała ją tylko za ci&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ą sługę, tak dalece nieszkodliwą, że nie domagała się nawet usunięcia jej z pałacu.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział usmy</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/08/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/08/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział &lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;smy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ursusa nikt nie zat&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymał, nikt nie zapytał nawet, co czyni. Ci z gości, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y nie leżeli pod stołem, nie pilnowali już swy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; miejsc, więc służba, widząc olb&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yma niosącego na ręku biesiadniczkę, sądziła, że to jakiś niewolnik wynosi pijaną swoją panią. Zresztą Akte szła z nimi i obecność jej usuwała wszelkie podej&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;enia.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W ten spos&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;b wyszli z triclinium do p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yległej komnaty, a stamtąd na galerię wiodącą do mieszkania Akte.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ligię opuściły siły tak dalece, że ciężyła jak martwa na ramieniu Ursusa. Ale gdy oblało ją &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;łodne i czyste poranne powiet&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e, otwo&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yła oczy. Na świecie czyniło się coraz widniej. Po &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wili, idąc kolumnadą, skręcili w boczny portyk wy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odzący nie na dziedziniec, ale na pałacowe ogrody, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; wie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ołki pinij i cyprys&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w rumieniły się już od zo&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y porannej. W tej części gma&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;u było pusto, a odgłosy muzyki i w&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;aski biesiadne do&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odziły i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; coraz niewyraźniej. Ligii wydało się, że wyrwano ją z piekła i wyniesiono na jasny świat boży. Było jednak coś poza tym ohydnym triclinium. Było niebo, zo&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e, światło i cisza. Dziewczynę &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wycił nagły płacz i tuląc się do ramienia olb&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yma, poczęła powta&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ać ze łkaniem:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział dziewiąty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/09/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/09/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dziewiąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ligii żal było Pomponii Grecyny, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rą ko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ała z całej duszy, i żal całego domu Aulusów, jednakże rozpacz jej minęła. Czuła nawet pewną słodycz w myśli, że oto dla swej Prawdy poświęca dostatek, wygodę i idzie na życie tułacze i nieznane. Może było w tym tro&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ę i dziecinnej ciekawości, jakim będzie to życie gdzieś w odległy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; kraja&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, wśr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d barba&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yńc&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w i dziki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; zwie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ąt, było wszelako jeszcze więcej głębokiej i ufnej wiary, że postępując w ten spos&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;b, czyni tak, jak nakazał Boski Mistrz, i że odtąd On sam będzie czuwał nad nią jak nad dzieckiem posłusznym i wiernym. A w takim razie c&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ż złego mogło ją spotkać? P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjdą-li jakie cierpienia, to ona je zniesie w Jego imię. P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjdzie-li śmierć niespodziana, to On ją zabie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e, i kiedyś, gdy um&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e Pomponia, będą razem p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez całą wieczność. Nieraz, jeszcze w domu Aulusów, trapiła swą dziecinną gł&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wkę, że ona, &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eścijanka, nic nie może uczynić dla tego Ukrzyżowanego, o kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rym z takim rozczuleniem wspominał Ursus. Lecz teraz &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wila nadeszła. Ligia czuła się prawie szczęśliwa i poczęła m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wić o swoim szczęściu Akte, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ra jednak nie mogła jej zrozumieć. Po&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ucić wszystko, po&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ucić dom, dostatki, miasto, ogrody, świątynie, portyki, wszystko, co jest piękne, po&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ucić kraj słoneczny i ludzi bliski&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, i dlaczego? Dlatego, by skryć się p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ed miłością młodego i pięknego ryce&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;a?... W głowie Akte nie &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ciały się te &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eczy pomieścić. &lt;span class="chg"&gt;H&lt;/span&gt;wilami odczuwała, że jest w tym słuszność, że może być nawet jakieś ogromne, tajemnicze szczęście, ale jasno nie umiała zdać sobie z tego sprawy, zwłaszcza że Ligię czekało jeszcze p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ejście, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re mogło się źle skończyć i w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rym mogła stracić wprost życie. Akte była bojaźliwą z natury i ze stra&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;em myślała o tym, co &lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w wiecz&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;r może p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ynieść. Lecz o obawa&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; swy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; nie &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ciała m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wić Ligii, że zaś tymczasem uczynił się dzień jasny i słońce zaj&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ało do atrium, więc poczęła ją namawiać na spoczynek, pot&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ebny po bezsennie spędzonej nocy. Ligia nie stawiła oporu i obie weszły do cubiculum, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re było obszerne i u&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ądzone z p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;epy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;em, skutkiem dawny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; stosunk&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w Akte z cezarem. Tam położyły się jedna obok drugiej, lecz Akte mimo zmęczenia nie mogła zasnąć. Od dawna była smutna i nieszczęśliwa, lecz teraz począł ją &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wytać jakiś niepok&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;j, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rego nie doznawała nigdy p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;edtem. Doty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;czas życie wydawało się jej tylko ciężkim i pozbawionym jutra, teraz wydało się jej nagle bezecnym.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział dziesiąty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/10/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/10/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dziesiąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Dom Winicjusza p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ybrany był istotnie w zieleń mirtową i bluszcze, z kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; poczyniono upięcia na ściana&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; i nad d&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;wiami. Kolumny okręcono zwojami winogradu. W atrium, nad kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rego otworem rozciągnięto dla o&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;rony od nocnego &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;łodu wełnianą purpurową zasłonę, widno było jak w dzień. Płonęły ośmio- i dwunastopłomienne kaganki, mające kształt naczyń, d&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ew, zwie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ąt, ptak&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w lub posąg&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymający&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; lampy napełnione wonną oliwą, wykuty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; z alabastru, z marmuru, ze złoconej miedzi korynckiej, nie tak cudny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; jak &lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w sławny świecznik ze świątyni Apollina, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rym posługiwał się Nero, ale piękny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; i p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez sławny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; mist&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eźbiony&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. Niekt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re poosłaniane były aleksandryjskim szkłem lub p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eźroczymi tkaninami znad Indu, barwy czerwonej, błękitnej, ż&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;łtej, fioletowej, tak że całe atrium pełne było r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żnokolorowy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; promieni. Wszędy roz&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odziła się woń nardu, do kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rej Winicjusz p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ywykł i kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rą polubił na Wschodzie. Głąb domu, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rej snuły się żeńskie i męskie postacie niewolnik&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, jaśniała także światłem. W triclinium st&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ł był p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ygotowany na cztery osoby, do uczty bowiem pr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;cz Winicjusza i Ligii miał zasiąść Petroniusz i Chryzotemis.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział jedenasty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/11/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/11/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział jedenasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Tej nocy Winicjusz nie kładł się wcale. W czas jakiś po odejściu Petroniusza, gdy jęki smagany&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; niewolnik&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w nie mogły ukoić ani jego b&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;lu, ani wściekłości, zebrał gromadę inny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; sług i na i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; czele p&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;źną już nocą wypadł na poszukiwanie Ligii. Zwiedził dzielnicę eskwilińską, potem Suburę, Vicus Sceleratus i wszystkie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yległe zaułki. Po czym obszedłszy Kapitol, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez most Fabrycjusza p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;edostał się na wyspę, za czym p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ebiegł część miasta zatyb&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ańską. Lecz była to gonitwa bez celu, gdyż sam nie miał nadziei odnalezienia Ligii i jeśli jej szukał, to gł&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wnie dlatego, by zapełnić czymkolwiek noc straszną. Jakoż wr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;cił do domu dopiero o świtaniu, gdy już w mieście poczęły się zjawiać wozy i muły p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ekupni&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w ja&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yn i gdy pieka&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e otwierali już sklepy. Wr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ciwszy kazał up&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ątnąć ciało Gula, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rego nikt nie śmiał tknąć dotąd, następnie ty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; niewolnik&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rym odbito Ligię, kazał wysłać do wiejski&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; ergastul&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, co było karą straszniejszą niemal od śmierci, wreszcie, &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;uciwszy się na wysłaną ławę w atrium, począł bezładnie rozmyślać, jakim sposobem odnajdzie i zabie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e Ligię.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział dwunasty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/12/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/12/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwunasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Lecz gdy wysiedli p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ed domem Petroniusza, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ełożony nad atrium oświadczył im, że żaden z niewolnik&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, wysłany&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; do bram, jeszcze nie wr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;cił. Atriensis kazał im ponieść żywność i nowy rozkaz, by pod groźbą &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;łosty dawali pilne baczenie na wszystki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; wy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odzący&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; z miasta.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Widzisz — &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ekł Petroniusz — niewątpliwie są dotąd w mieście, a w takim razie znajdziemy i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. Każ jednak i swoim ludziom czuwać p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y brama&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, tym mianowicie, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y byli posłani po Ligię, bo ci łatwo ją rozpoznają.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział tżynasty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/13/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/13/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ynasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Nazajut&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt; Petroniusz kończył się zaledwie ubierać w unctuarium, gdy nadszedł wezwany p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez Tejrezjasza Winicjusz. Wiedział on już, że żadne nowiny od bram nie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yszły, i wiadomość ta zamiast go ucieszyć, jako dow&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d, że Ligia znajduje się w mieście, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ygnębiła go jeszcze bardziej, albowiem począł p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypuszczać, że Ursus m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;gł ją wyprowadzić z miasta naty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;miast po porwaniu, a więc p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;edtem, zanim niewolnicy Petroniusza poczęli p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y brama&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; strażować. Wprawdzie jesienią, gdy dni stawały się kr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;tsze, zamykano je dość wcześnie, ale też i otwierano je dla wyjeżdżający&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; liczba bywała znaczna. Za mury można się też było wydostać i innymi sposobami, o kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; na p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ykład niewolnicy, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;cieli zbiec z miasta, wiedzieli dob&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e. Winicjusz wysłał wprawdzie swy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; ludzi i na wszystkie drogi, wiodące na prowincję do wigil&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w w pomniejszy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; miasta&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, z ogłoszeniem o zbiegłej pa&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e niewolnik&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, z dokładnym opisem Ursusa i Ligii i z oznajmieniem nagrody za i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; s&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wytanie. Było jednak &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eczą wątpliwą, czy ten pościg może i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; dosięgnąć, a gdyby nawet dosięgnął, czy władze miejscowe będą się czuły w prawie zat&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymać i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; na prywatne żądanie Winicjusza, nie poświadczone p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez pretora. Ow&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ż na podobne poświadczenie nie było czasu. Ze swej strony Winicjusz p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez cały wczorajszy dzień szukał Ligii w p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ebraniu niewolnika po wszystki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; zaułka&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; miasta, nie zdołał jednak odnaleźć najmniejszego śladu ni wskaz&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wki. Widział wprawdzie ludzi Aulusowych, ale ci zdawali się także czegoś szukać i to utwierdziło go tylko w mniemaniu, że nie Aulusowie ją odbili i że nie wiedzą także, co się z nią stało.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział czternasty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/14/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/14/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czternasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez kilka dni następny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; Chilon nie pokazywał się nigdzie. Winicjusz, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry od czasu, jak dowiedział się od Akte, że Ligia go ko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ała, stokroć jeszcze więcej pragnął ją odnaleźć, rozpoczął poszukiwania na własną rękę, nie &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;cąc, a zarazem i nie mogąc udać się o pomoc do cezara, pogrążonego w trwodze z powodu zdrowia małej Augusty.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jakoż nie pomogły ofiary składane w świątynia&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, modły i wota, jak r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wnież sztuka lekarska i wszelkie czarodziejskie środki, jaki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; się w ostateczności &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wytano. Po tygodniu dziecko umarło. Żałoba padła na dw&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;r i na Rzym. Cezar, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y urodzeniu dziecka szalał z radości, szalał teraz z rozpaczy i zamknąwszy się u siebie, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez dwa dni nie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjmował pokarmu, a jakkolwiek pałac roił się tłumami senator&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w i augustian&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y śpieszyli z oznakami żalu i wsp&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;łczucia, nie &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ciał nikogo widzieć. Senat zebrał się na nadzwyczajne posiedzenie, na kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rym zmarłe dziecko ogłoszone zostało boginią; u&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;walono wznieść jej świątynię i ustanowić osobnego p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y niej kapłana. Składano też w inny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; nowe na cześć zmarłej ofiary, odlewano jej posągi z drogocenny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; metali, a pog&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eb był jedną niezmierną uroczystością, na kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rej lud podziwiał niepomiarkowane oznaki żalu, jakie dawał cezar, płakał z nim razem, wyciągał ręce po podarki i nade wszystko bawił się niezwykłym widowiskiem.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział piętnasty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/15/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/15/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział piętnasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Petroniusz do Winicjusza:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;„P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez zaufanego niewolnika posyłam ci z Ancjum ten list, na kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry, jakkolwiek ręka twa więcej do miecza i do wł&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;czni niż do pi&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ra p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ywykła, mniemam, że p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez tegoż samego posłańca bez zbytniej zwłoki odpiszesz. Zostawiłem cię na dobrym śladzie i pełnego nadziei, tuszę więc, że alboś już słodkie żądze w objęcia&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; Ligii ukoił, albo że ukoisz je, zanim prawdziwy zimowy wi&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;er powieje na Kampanię ze szczyt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w Sorakte. O, m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;j Winicjuszu! Nie&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; ci mist&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ynią będzie złota bogini Cypru, ty zaś bądź mist&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;em tej ligijskiej jut&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;enki, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ra ucieka p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ed słońcem miłości. A pomnij zawsze, że marmur, sam w sobie &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;oćby najdroższy, jest niczym i że prawdziwej wartości nabiera w&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wczas dopiero, gdy go w arcydzieło p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;emieni ręka &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eźbia&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;a. Bądź takim &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eźbia&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;em ty, carissime! Ko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ać jest nie dość, t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eba umieć ko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ać i t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eba umieć nauczyć miłości. Wszak rozkosz odczuwa i plebs, i nawet zwie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ęta, lecz prawdziwy człowiek tym się właśnie od ni&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; odr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żnia, że ją niejako w szla&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;etną sztukę zamienia, a lubując się nią, wie o tym, całą jej boską wartość w myśli up&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ytomnia, a p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez to nie tylko ciało, ale i duszę nasyca. Nieraz, gdy tu pomyślę o czczości, niepewności i nudzie naszego życia, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odzi mi do głowy, że ty może i lepiej wybrałeś i że nie dw&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;r cezara, ale wojna i miłość są dwiema jedynymi &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eczami, dla kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; się rodzić i żyć warto.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział szesnasty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/16/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/16/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział szesnasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Chilon nie pokazywał się jednak dość długo, tak że Winicjusz nie wiedział w końcu, co o tym sądzić. Pr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żno powta&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ał sobie, że poszukiwania, jeśli mają doprowadzić do wynik&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w pomyślny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; i pewny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, muszą być powolne. Zar&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wno jego krew, jak i porywcza natura bu&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yły się p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eciw głosowi rozsądku. Nie czynić nic, czekać, siedzieć z założonymi rękoma było czymś tak p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eciwnym jego usposobieniu, że w żaden spos&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;b nie umiał się z tym pogodzić. P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ebieganie zaułk&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w miasta w ciemnym niewolniczym płaszczu p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez to samo, że było daremnym, wydało mu się tylko oszukiwaniem własnej bezczynności i nie mogło go zaspokoić. Wyzwoleńcy jego, ludzie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ebiegli, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rym kazał czynić poszukiwania na własną rękę, okazywali się stokroć mniej zręcznymi od Chilona. Tymczasem obok miłości, jaką czuł dla Ligii, rodziła się w nim jeszcze zawziętość gracza, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ce wygrać. Winicjusz takim był zawsze. Od najmłodszy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; lat p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eprowadzał, co &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ciał z namiętnością człowieka, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry nie rozumie, że może się coś nie udać i że t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eba się czegoś wy&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ec. Karność wojskowa ujęła wprawdzie na czas w karby jego samowolę, ale wszczepiła weń zarazem p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ekonanie, że każdy rozkaz, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry wydawał niższym od siebie, musi być spełniony, dłuższy zaś pobyt na Wschodzie, wśr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d ludzi giętki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; i do niewolniczego posłu&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;u p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ywykły&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, utwierdził go tylko w wie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e, że dla jego ”&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;cę” nie ma granic. Obecnie więc krwawiła ciężko i jego miłość własna. Było p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y tym w ty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eciwnościa&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, w tym opo&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e i w samej ucieczce Ligii coś dla niego niezrozumiałego, jakaś zagadka, nad kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rej rozwiązaniem męczył śmiertelnie głowę. Czuł, że Akte powiedziała prawdę i że nie był dla Ligii obojętnym. Ale jeśli tak, to dlaczego p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ełożyła tułactwo i nędzę nad jego miłość, nad jego pieszczoty i nad pobyt w jego rozkosznym domu? Na to pytanie nie umiał znaleźć odpowiedzi, a natomiast do&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odził tylko do pewnego niejasnego poczucia, że między nim a Ligią i między i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; pojęciami, i między światem jego i Petroniusza a światem Ligii i Pomponii Grecyny istnieje jakaś r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żnica i jakieś nieporozumienie głębokie jak p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;epaść, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rej nic nie zdoła zapełnić i wyr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wnać. W&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wczas zdawało mu się, że musi Ligię stracić, i na tę myśl tracił tę resztę r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wnowagi, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rą &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ciał w nim ut&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymać Petroniusz. Były &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wile, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; sam nie wiedział, czy Ligię ko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;a, czy jej nienawidzi, rozumiał tylko, że musi ją znaleźć i że wolałby, żeby go ziemia po&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;łonęła, niż żeby nie miał jej zobaczyć i posiąść. Mocą wyobraźni widywał ją czasem tak dokładnie, jakby p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ed nim stała; p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypominał sobie każde słowo, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re do niej m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wił i kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re od niej usłyszał. Czuł ją blisko; czuł ją na piersi, w ramiona&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, i w&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wczas żądza obejmowała go jak płomień. Ko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ał ją i wzywał jej. A gdy pomyślał, że był p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez nią ko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;any i że mogła dobrowolnie spełnić wszystko, czego od niej żądał, &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wytał go żal ciężki, niep&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ebrany i jakaś wielka tkliwość zalewała mu serce na kształt niezmiernej fali. Lecz miewał i &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wile, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; bladł z wściekłości i lubował się myślami o upoko&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eniu i męka&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, jakie Ligii zada, gdy ją odnajdzie. &lt;span class="chg"&gt;H&lt;/span&gt;ciał ją nie tylko mieć, ale mieć zdeptaną niewolnicą, a jednocześnie czuł, że gdyby mu zostawiono wyb&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;r; czy być jej niewolnikiem, czy nie widzieć jej więcej w życiu, to wolałby być jej niewolnikiem. Bywały dnie, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; myślał o znaka&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, jakie na jej r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żanym ciele zostawiłby batog, i zarazem &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ciałby całować te ślady. P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odziło mu także do głowy, że byłby szczęśliwy, gdyby ją m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;gł zabić.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział siedemnasty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/17/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/17/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział siedemnasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Chilonowi zaś istotnie &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odziło o usunięcie Glauka, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry jakkolwiek podeszły w lecie&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, nie był wcale niedołężnym starcem.W tym, co Chilo opowiadał Winicjuszowi, była znaczna część prawdy. Znał on w swoim czasie Glauka, zdradził go, zap&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;edał rozb&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;jnikom, pozbawił rodziny, mienia i wydał na mord. Pamięć ty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; zda&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eń znosił jednak lekko, albowiem po&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ucił go konającego nie w gospodzie, ale w polu pod Minturnae, i nie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ewidział tej jednej tylko &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eczy, że Glaukus wyleczy się z ran i p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ybędzie do Rzymu. Toteż gdy uj&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ał go w domu modlitwy, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eraził się &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eczywiście i w pierwszej &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wili &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ciał naprawdę z&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ec się poszukiwania Ligii. Lecz z drugiej strony Winicjusz p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eraził go jeszcze więcej. Zrozumiał, że musi wybrać między obawą Glauka a pościgiem i zemstą potężnego patrycjusza, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;remu nie&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ybnie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yszedłby w pomoc drugi, jeszcze większy, Petroniusz. Wobec tego Chilo p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;estał się wahać. Pomyślał, że lepiej jest mieć niep&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjaci&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ł mały&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; niż wielki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, i jakkolwiek t&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;liwa jego natura wzdragała się nieco p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ed krwawymi sposobami, uznał jednak za konieczność zamordowanie Glauka za pomocą obcy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; rąk.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział osiemnasty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/18/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/18/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział osiemnasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Petroniusz do Winicjusza:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;„Źle z tobą, carissime! Wenus widocznie pomieszała ci zmysły, odjęła rozum, pamięć i dar myślenia o czymkolwiek innym jak miłość. Odczytaj kiedyś to, coś mi na m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;j list odpowiedział, a poznasz, jak tw&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;j umysł zobojętniał teraz na wszystko, co nie jest Ligią, jak nią się tylko zajmuje, do niej ustawicznie wraca i krąży nad nią niby jast&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ąb nad upat&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;onym łupem. Na Polluksa! Znajdżże ją prędzej; inaczej, o ile cię ogień w popi&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ł nie obr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ci, zmienisz się w egipskiego Sfinksa, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry zako&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;awszy się, jak m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wią, w bladej Izys, stał się na wszystko głu&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;y, obojętny i czeka tylko nocy, aby m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;gł wpatrywać się w ko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ankę kamiennymi oczyma.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział dziewiętnasty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/19/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/19/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dziewiętnasty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zaledwie Winicjusz skończył czytać, gdy do biblioteki wsunął się ci&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;o niezapowiedziany p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez nikogo Chilon, służba bowiem miała rozkaz puszczać go o każdej godzinie dnia i nocy.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Nie&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; boska matka twego wielkodusznego p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;odka, Eneasza — &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ekł — będzie na cię tak łaskawą, panie, jako na mnie był łaskawym boski syn Mai.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— To się znaczy? — spytał Winicjusz, zrywając się od stołu, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rym siedział.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;A Chilon podni&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;sł głowę i &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ekł:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Eureka!&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Młody patrycjusz wzruszył się tak, że p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez dłuższy czas nie m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;gł słowa p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;em&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wić.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział dwudziesty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/20/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/20/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Szli p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez Vicus Patricius, wzdłuż Wiminalu, do dawnej bramy Wiminalskiej, koło płaszczyzny, na kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rej Dioklecjan wzni&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;sł p&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;źniej wspaniałe łaźnie. Minęli resztki muru Serwiusza Tuliusza i p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez bardziej już puste miejsca doszli do drogi Nomentańskiej, tam zaś skręciwszy na lewo, ku Salaria, znaleźli się wśr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d wzg&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;, pełny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; kopalni piasku, a gdzieniegdzie i cmenta&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y. Ściemniło się tymczasem już zupełnie, że zaś księżyc jeszcze nie wszedł, więc drogę dość trudno p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yszłoby im znaleźć, gdyby nie to, że jak p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ewidział Chilo, wskazywali ją sami &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eścijanie. Jakoż na prawo, na lewo i na p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;odzie widać było ciemne postaci, zdążające ostrożnie ku piaszczystym wądołom. Niekt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y z owy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; ludzi nieśli latarki, okrywając je jednak ile możności płaszczami, inni, znający lepiej drogę, szli po ciemku. Wprawne żołnierskie oczy Winicjusza odr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żniały po ru&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;a&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; młodszy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; mężczyzn od starc&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w wlokący&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; się na kija&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; i od kobiet poobwijany&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; starannie w długie stole. &lt;span class="chg"&gt;Ż&lt;/span&gt;adcy p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odnie i wieśniacy, wyjeżdżający z miasta, brali widocznie ty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; nocny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; wędrowc&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w za robotnik&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w zdążający&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; do arenari&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w lub za bractwa pog&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ebowe, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; członkowie wyprawiali sobie czasami ob&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ędowe agapy w nocy. W miarę jednak, jak młody patrycjusz i jego towa&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ysze posuwali się nap&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d, naok&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ł migało coraz więcej latarek i zwiększała się liczba os&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;b. Niekt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re z ni&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; śpiewały p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yciszonymi głosami pieśni, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re Winicjuszowi wydawały się jakby pełne tęsknoty. &lt;span class="chg"&gt;H&lt;/span&gt;wilami u&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;o jego &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wytało urywane słowa lub zdania pieśni, jak na p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ykład: „Wstań, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry śpisz” lub „Powstań z martwy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;”, czasem zn&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w imię Chrystusa powta&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ało się w usta&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; mężczyzn i kobiet. Lecz Winicjusz mało zwracał uwagi na słowa, albowiem p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez głowę p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odziło mu, że może kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ra z owy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; ciemny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; postaci jest Ligią. Niekt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odząc blisko, m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wiły: „Pok&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;j z wami” lub „&lt;span class="chg"&gt;H&lt;/span&gt;wała Chrystusowi!”, jego zaś ogarniał niepok&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;j i serce poczynało mu bić żywiej, albowiem wydawało mu się, że słyszy głos Ligii. Podobne kształty lub podobne ru&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;y zwodziły go w ciemnościa&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; co &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wila i dopiero sprawdziwszy kilkakrotnie swą omyłkę począł nie ufać oczom.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział dwudziesty pierwszy</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/21/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/21/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty pierwszy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Każda kropla krwi zadrgała w młodym patrycjuszu na jej widok. Zapomniał o tłuma&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, o starcu, o własnym zdumieniu wobec ty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; niepojęty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eczy, jakie słyszał, i widział p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ed sobą tylko ją jedną. Oto wreszcie po wszystki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; wysiłka&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, po długi&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; dnia&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; niepokoju, szarpania się, zmartwień odnalazł ją! Po raz pierwszy w życiu doświadczył, że radość może się &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ucić na piersi jak dziki zwie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt; i p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ygnieść je aż do utraty odde&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;u. On, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry dotąd sądził, że Fortuna ma niejako obowiązek spełniać wszelkie jego życzenia, teraz zaledwie wie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ył własnym oczom i własnemu szczęściu. Gdyby nie to niedowie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;anie, jego zapalczywa natura mogła go była pop&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;nąć do jakiego nierozważnego kroku, ale &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ciał się pierwej p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ekonać, czy to nie dalszy ciąg ty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; cud&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rymi miał p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;epełnioną głowę, i czy nie śni. Ale nie było wątpliwości: widział Ligię i dzieliła go od niej odległość zaledwie kilkunastu krok&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w. Stała w pełnym świetle, więc m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;gł napawać się jej widokiem, ile sam &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ciał. Kaptur zesunął się jej z głowy i roz&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ucił włosy; usta miała nieco otwarte, oczy wzniesione ku Apostołowi, twa&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt; zasłu&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;aną i za&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wyconą. W płaszczu z ciemnej wełny, ubrana była jak dziewczyna z ludu, Winicjusz jednak nigdy nie widział jej piękniejszą i mimo całego zamętu, jaki w nim powstał, ude&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yła go w p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eciwstawieniu do tego niewolniczego niemal ubioru szla&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;etność tej cudnej patrycjuszowskiej głowy. Miłość p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eleciała po nim jak płomień, ogromna, pomieszana z jakimś dziwnym uczuciem tęsknoty, uwielbienia, czci i żądzy. Czuł rozkosz, jaką sprawiał mu sam jej widok, i napawał się nią jakby ożywczą wodą po długim pragnieniu. Stojąc p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y olb&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymim Ligu wydawała mu się mniejszą, niż była p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;edtem, niemal dzieckiem; spost&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;egł także, iż wyszczuplała. Płeć jej była prawie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ezrocza; czyniła na nim wrażenie kwiatu i duszy. Ale tym bardziej tylko pragnął posiąść tę istotę, tak odmienną od kobiet, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re widział lub posiadał na Wschodzie i w Rzymie. Czuł, że oddałby za nią tamte wszystkie, a z nimi Rzym i świat w dodatku.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział dwudziesty drugi</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/22/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/22/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty drugi&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Winicjusz dopiero w sieni zrozumiał całą trudność p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;edsięwzięcia. Dom był duży, kilkopiętrowy, jeden z taki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, jaki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; tysiące budowano w Rzymie w widoka&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; zysku z najmu mieszkań, zwykle zaś budowano tak pośpiesznie i li&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;o, że nie było niemal roku, aby kilka z ni&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; nie zapadło się na głowy mieszkańc&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w. Były to prawdziwe ule, zbyt wysokie i zbyt wąskie, pełne kom&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rek i zakamark&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; gnieździła się ludność uboga, a zarazem nader liczna. W mieście, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rym wiele ulic nie miało nazw, domy owe nie miały numer&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w; właściciele powie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ali pob&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;r komornego niewolnikom, ci jednak, nie obowiązani p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez władzę miejską do podawania imion mieszkańc&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, częstokroć nie znali i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; sami. Dopytać się o kogoś w takim domu bywało nieraz niezmiernie trudno, zwłaszcza gdy p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y bramie nie było odźwiernego.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział dwudziesty tżeci</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/23/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/23/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eci&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Winicjusza obudził dotkliwy b&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;l. W pierwszej &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wili nie m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;gł zrozumieć, gdzie jest i co się z nim dzieje. W głowie czuł szum i oczy jego były zakryte jakby mgłą. Stopniowo jednak wracała mu p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ytomność i wreszcie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez ową mgłę doj&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ał t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; s&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ylony&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; nad sobą ludzi. Dw&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; rozpoznał: jeden był Ursus, drugi — ten sta&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ec, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rego obalił unosząc Ligię. T&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eci, zupełnie obcy, t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymał jego lewą rękę i dotykając jej wzdłuż łokcia aż do ramienia i obojczyka, zadawał mu właśnie b&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;l tak straszny, iż Winicjusz sądząc, że to jest jakiś rodzaj dokonywanej nad nim zemsty, &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ekł p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez zaciśnięte zęby:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział dwudziesty czwarty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/24/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/24/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty czwarty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Lecz począł się r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wnież obawiać, by jakaś niewczesna pomoc z zewnąt&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt; nie zbu&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yła mu radości. Chilo m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;gł dać znać o jego zniknięciu prefektowi miasta lub wyzwoleńcom w domu — a w takim razie wtargnięcie wigil&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w było prawdopodobne. P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez głowę p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eleciała mu wprawdzie myśl, że w&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wczas m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;głby kazać po&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wycić Ligię i zamknąć ją w swoim domu, lecz czuł, że tego uczynić nie powinien — i nie zdoła. Był człowiekiem samowolnym, zu&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wałym i dość zepsutym, a w pot&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ebie nieubłaganym, nie był jednakże ni Tygellinem, ni Neronem. Życie wojskowe pozostawiło mu pewne poczucie sprawiedliwości, wiary i tyle sumienia, iż rozumiał, że taki postępek byłby czymś potwornie podłym. Byłby może wreszcie zdolny dopuścić się go w napadzie złości i w pełni sił, ale w tej &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wili był zarazem rozczulony i &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ory, więc &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odziło mu o to tylko, by nikt nie stanął między nim a Ligią.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział dwudziesty piąty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/25/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/25/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty piąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Winicjusz r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wnież nie umiał zdać sobie sprawy z tego, co zaszło, i na dnie duszy prawie nie mniej zdumiony był od Chilona. Bo że z nim samym ludzie ci obeszli się tak, jak się obeszli, i zamiast pomścić się nad nim za napaść, opat&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yli troskliwie jego rany, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypisywał to w części nauce, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rą wyznawali, bardziej Ligii, a po tro&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;u i swemu wielkiemu znaczeniu. Ale postąpienie i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; z Chilonem p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odziło wprost jego pojęcia o ludzkiej zdolności p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ebaczania. I jemu mimo woli nasuwało się na myśl pytanie: dlaczego oni nie zabili Greka? Wszakże mogli to uczynić bezkarnie. Ursus byłby go zakopał w ogrodzie lub nocą wyni&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;sł do Tybru, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry w owy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; czasa&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; nocny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; rozboj&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, dokonywany&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez samego cezara, tak często wy&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ucał rankami ciała ludzkie, iż nikt nawet nie do&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odził, skąd się brały. P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y tym wedle Winicjusza &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eścijanie nie tylko mogli, ale powinni byli zabić Chilona. Litość nie była wprawdzie całkiem obcą temu światu, do kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rego należał młody patrycjusz. Ateńczycy wznieśli p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ecie jej ołta&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt; i długi czas opierali się wprowadzeniu do Aten walk gladiator&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w. Bywało, że i w Rzymie zwyciężeni ot&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymywali p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ebaczenie, jak na p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ykład Kalikratus, kr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;l Brytanów, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry wzięty w niewolę za Klaudiusza i opat&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ony p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez tegoż suto, mieszkał swobodnie w mieście. Ale zemsta za k&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ywdy osobiste wydawała się Winicjuszowi, tak jak i wszystkim, słuszną i usprawiedliwioną. Nie&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;anie jej było zgoła p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eciwne jego duszy. Słyszał wprawdzie i on w Ostrianum, że należy miłować nawet niep&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjaci&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ł, uważał to jednak za jakąś teorię nie mającą w życiu znaczenia. I teraz jeszcze p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odziło mu p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez głowę, że może nie zabito Chilona dlatego tylko, że była jakaś pora świąt lub jakaś kwadra księżyca, podczas kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rej &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eścijanom nie godziło się zabijać. Słyszał, że bywają takie terminy, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żnym narodom nie wolno nawet i wojny poczynać. Lecz dlaczego w takim razie nie oddano Greka w ręce sprawiedliwości, dlaczego Apostoł m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wił, że gdyby ktoś siedemkroć zawinił, to siedemkroć należy mu p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ebaczyć, i dlaczego Glaukus powiedział Chilonowi: „Nie&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; ci tak Bóg odpuści, jako ja ci odpuszczam”? A p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ecie Chilo wy&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ądził mu najstraszliwszą k&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ywdę, jaką człowiek człowiekowi może wy&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ądzić, i w Winicjuszu na samą myśl o tym, jak by postąpił z takim, kto by na p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ykład zabił Ligię, zaw&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ało serce jak ukrop; nie byłoby taki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; mąk, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rymi by jej nie pomścił! A tamten p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ebaczył! I Ursus p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ebaczył także, on, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry w istocie &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eczy m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;gł zabić w Rzymie, kogo by &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ciał, zupełnie bezkarnie, albowiem następnie pot&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ebował zabić tylko kr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;la Nemoreńskiego gaju i zająć jego miejsce... Czyż człowiekowi, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;remu nie oparł się Kroto, oparłby się piastujący tę godność gladiator, do kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rej do&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odziło się tylko p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez zab&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;jstwo pop&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;edniego „kr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;la”? Jedna była tylko na te wszystkie pytania odpowiedź. Oto oni nie zabijali p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez jakąś dobroć tak wielką, że podobnej nie było dotąd na świecie, i p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez miłość do ludzi bezgraniczną, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ra nakazywała zapominać o sobie, o swoi&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; k&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ywda&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, o swoim szczęściu i swej niedoli — i żyć dla inny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. Jaką zapłatę mieli ludzie ci za to odebrać, Winicjusz słyszał w Ostrianum, lecz nie mieściło mu się to w głowie. Czuł natomiast, że to życie ziemskie, połączone z obowiązkiem wy&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ekania się wszystkiego, co jest dobrem i rozkoszą, na ko&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yść inny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, musiałoby być nędzne. Toteż w tym, co o &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eścijana&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; w tej &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wili myślał, obok największego zdumienia była i litość, i jakby cień pogardy. Wydało mu się, że to są owce, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re muszą prędzej czy p&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;źniej być zjedzone p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez wilki, jego zaś rzymska natura nie była zdolną zdobyć się na uznanie dla ty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y pozwalają się zjadać. Ude&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yła go wszelako jedna &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ecz. Oto po wyjściu Chilona jakaś głęboka radość rozjaśniła wszystkie twa&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e. Apostoł zbliżył się do Glauka i położywszy dłoń na jego głowie, &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ekł:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział dwudziesty szusty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/26/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/26/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty sz&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;sty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Nazajut&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt; ocknął się osłabiony, ale z głową &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;łodną i bez gorączki. Zdawało mu się, iż rozbudził go szept rozmowy, ale gdy otwo&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ył oczy, Ligii nie było p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y nim, Ursus tylko, po&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ylony p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ed kominem, rozg&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ebywał siwy popi&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ł i szukał pod nim żaru, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry znalazłszy począł rozdmu&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;iwać węgle tak, jakby czynił to nie ustami, ale mie&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;em kowalskim. Winicjusz p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypomniawszy sobie, że człowiek &lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w zgni&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;tł wczoraj Krotona, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypatrywał się z zajęciem, godnym lubownika areny, jego olb&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymiemu g&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;bietowi podobnemu do g&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;bietu cyklopa i potężnym jak kolumny udom.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział dwudziesty siudmy</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/27/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/27/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty si&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;dmy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Od tej &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wili &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;adziej pokazywała się we wsp&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;lnej izbie i &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;adziej zbliżała się do jego ł&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żka. Lecz spok&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;j jej nie wracał. Widziała, że Winicjusz wodzi za nią błagalnym wzrokiem, że czeka na każde jej słowo jak na łaskę, że cierpi i nie śmie się skarżyć, by jej do siebie nie zrazić, że ona jedna jest mu zdrowiem i radością, i w&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wczas serce wzbierało w niej politowaniem. Wkr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;tce też spost&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;egła, że im bardziej stara się go unikać, tym większy jej go żal, a tym samym tym tkliwsze rodzą się w niej dla niego uczucia. Opuściła ją spokojność. Czasem m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wiła sobie, że właśnie powinna być ciągle p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y nim, raz dlatego, że boska nauka nakazuje dobrem za złe płacić, a po wt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re, że rozmawiając z nim mogłaby go do tej nauki pociągnąć. Lecz zaraz sumienie m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wiło jej, że oszukuje sama siebie i że ciągnie ją ku niemu nie co innego, tylko jego miłość i jego urok. W ten spos&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;b żyła w ciągłej rozterce, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ra powiększała się z dniem każdym. &lt;span class="chg"&gt;H&lt;/span&gt;wilami wydawało jej się, że ją otacza jakaś sieć, ona zaś &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;cąc ją p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ebić, wikła się w niej coraz bardziej. Musiała też wyznać p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ed sobą, że widok jego co dzień staje się jej pot&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ebniejszym, głos jego milszym i że pot&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eba jej całą siłą walczyć z &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ęcią p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;esiadywania p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y jego łożu. Gdy zbliżała się do niego, a on rozpromieniał się, radość zalewała i jej serce. Pewnego dnia dost&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;egła ślady łez na jego &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ęsa&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; i po raz pierwszy w życiu p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yszła jej myśl, że mogłaby je osuszyć pocałunkami. P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;estraszona tą myślą i pełna pogardy dla siebie, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;epłakała noc następną.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział dwudziesty usmy</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/28/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/28/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty &lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;smy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Petroniusz do Winicjusza:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;„Zmiłuj się, carissime, nie naśladuj w lista&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; swy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; ani Lacedemończyków, ani Juliusza Cezara. Gdybyś p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ynajmniej tak jak on m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;gł napisać: veni, vidi, vici! — rozumiałbym jeszcze lakonizm. Ale tw&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;j list znaczy ostatecznie: veni, vidi, fugi; że zaś takie zakończenie sprawy jest wprost p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eciwne twej natu&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e, że byłeś ranny i że na koniec działy się z tobą &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eczy nadzwyczajne, więc list tw&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;j pot&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ebuje objaśnień. Oczom nie wie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yłem, gdym wyczytał, że &lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w Lig zadusił tak łatwo Krotona, jak pies kaledoński dusi wilka w wąwoza&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; Hibernii. Ten człowiek wart tyle złota, ile sam waży, i od niego tylko zależałoby zostać ulubieńcem cezara. Gdy wr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;cę do miasta, muszę z nim zabrać bliższą znajomość i każę go sobie odlać z brązu. Miedzianobrody pęknie z ciekawości, gdy mu powiem, że to z natury. Prawdziwie atletyczne ciała coraz są &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;adsze i w Italii, i w Grecji; o Wschodzie nie ma co i m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wić, Germanowie zaś, jakkolwiek rośli, mają muskuły pokryte tłuszczem i więcej ogromu niż siły. Dowiedz się od Liga, czy stanowi wyjątek, czy też w jego kraju znajduje się więcej ludzi do niego podobny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. Nuż tobie lub mnie wypadnie kiedy z u&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ędu wyprawiać ig&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yska, dob&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e by było wiedzieć, gdzie szukać ciał najlepszy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział dwudziesty dziewiąty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/29/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/29/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział dwudziesty dziewiąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Na ten list Winicjusz nie miał już odpowiedzi, gdyż Petroniusz nie odpisywał spodziewając się widocznie, że cezar lada dzień nakaże powr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;t do Rzymu. Jakoż wieść o tym rozeszła się w mieście i wzbudziła radość wielką w serca&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; tłuszczy, tęskniącej do ig&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ysk i rozdawnictwa zboża i oliwy, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; wielkie zapasy nagromadzone były w Ostii. Helius, wyzwoleniec Nerona, zapowiedział wreszcie jego powr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;t w senacie. Lecz Nero, wsiadłszy wraz z dworem na statki u p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ylądka Misenum, wracał z wolna, wstępując do miast nadb&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eżny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; dla wypoczynku lub dla występ&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w w teatra&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. W Minturnae, gdzie zn&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w śpiewał publicznie, zabawił dni kilkanaście, a nawet zn&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w się namyślał, czy nie wr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;cić do Neapolu i nie czekać tam na nadejście wiosny, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ra zresztą czyniła się wcześniejsza niż zwykle i ciepła. P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez cały ten czas Winicjusz żył zamknięty w swym domu, z myślą o Ligii i o ty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; wszystki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; nowy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ecza&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re zajmowały mu duszę i wnosiły do niej obce jej dotąd pojęcia i uczucia. Widywał tylko od czasu do czasu Glauka leka&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;a, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rego każde odwiedziny napełniały go wewnęt&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ną radością, albowiem m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;gł z nim rozmawiać o Ligii. Glaukus nie wiedział wprawdzie, gdzie znalazła s&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ronienie, zapewniał go jednak, że starsi otoczyli ją troskliwą opieką. Raz też, wzruszony smutkiem Winicjusza, powiedział mu, że Piotr Apostoł zganił Kryspa za to, iż wy&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ucał Ligii jej ziemską miłość. Młody patrycjusz usłyszawszy to pobladł ze wzruszenia. I jemu zdawało się niejednokrotnie, że nie jest obojętnym dla Ligii, ale r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wnież często wpadał w zwątpienie i niepewność, teraz zaś po raz pierwszy usłyszał potwierdzenie swoi&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; pragnień i nadziei z ust obcy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, a do tego &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eścijański&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. W pierwszej &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wili wdzięczności &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ciał biec do Piotra, dowiedziawszy się zaś, że nie masz go w mieście i że naucza w okolicy, zaklinał Glauka, by go do niego p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yprowadził, obiecując obda&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yć za to hojnie ubogi&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; gminy. Zdawało mu się, że jeśli Ligia go ko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;a, to tym samym wszystkie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eszkody są usunięte, gdyż got&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w był w każdej &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wili uczcić Chrystusa. Lecz Glaukus, jakkolwiek namawiał go usilnie do p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjęcia &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;tu, nie śmiał mu ręczyć, czy zyszcze p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez to od razu Ligię, i m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wił mu, że &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;tu należy żądać dla &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;tu samego i dla miłości Chrystusa, nie zaś dla inny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; cel&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w. „T&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eba mieć i duszę &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eścijańską” — &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ekł mu — a Winicjusz, lubo każda p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eszkoda wzbu&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ała go, poczynał już rozumieć, że Glaukus, jako &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eścijanin, m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wi to, co m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wić powinien. Sam on nie zdawał sobie dokładnie sprawy, że jedną z najgłębszy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; zmian w jego natu&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e stanowiło to, iż dawniej mie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ył ludzi i &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eczy tylko p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez własny egoizm, obecnie zaś z wolna p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yuczał się do myśli, że inne oczy mogą inaczej pat&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eć, inne serce inaczej czuć i że słuszność nie zawsze toż samo znaczy, co osobista ko&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yść.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział tżydziesty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/30/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/30/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ydziesty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Cezar wr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ciwszy do Rzymu zły był, że wr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;cił, i po kilku dnia&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; już zapłonął na nowo &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ęcią wyjazdu do Achai. Wydał nawet edykt, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rym oświadczał, że nieobecność jego nie potrwa długo i że &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eczy publiczne na żadną szkodę z tego powodu nie będą narażone. Za czym w towa&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ystwie augustian&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, między kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rymi znajdował się i Winicjusz, udał się na Kapitol, by złożyć bogom ofiary za pomyślną podr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ż. Lecz na drugi dzień, gdy z kolei odwiedził p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ybytek Westy, zaszedł wypadek, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry wpłynął na zmianę wszystki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; zamiar&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w. Nero nie wie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ył w bog&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, ale bał się i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, zwłaszcza zaś tajemnicza Westa taką p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ejmowała go obawą, że na widok b&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;stwa i świętego ognia włosy podniosły mu się nagle z p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;erażenia, zwarły się zęby, drżenie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ebiegło po wszystki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; członka&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; i osunął się na ręce Winicjusza, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry wypadkiem znajdował się tuż za nim. Wyniesiono go naty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;miast ze świątyni i p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eprowadzono na Palatyn, gdzie, lubo niebawem p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yszedł zupełnie do siebie, nie opuszczał jednak łoża p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez cały dzień. Oświadczył też, ku wielkiemu zdziwieniu obecny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, że zamiar wyjazdu odkłada stanowczo do czas&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w p&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;źniejszy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, gdyż b&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;stwo ost&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;egło go tajemnie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ed pośpie&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;em. W godzinę p&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;źniej głoszono już publicznie ludowi po całym Rzymie, że cezar widząc zasmucone twa&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e obywateli, powodowany miłością ku nim, jako ojciec ku dzieciom, zostaje z nimi, by dzielić i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; ucie&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;y i dolę. Lud, uradowany z postanowienia, a zarazem pewien, że nie &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ybią ig&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yska i rozdawnictwo zboża, zebrał się tłumnie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ed bramą Palatyńską, wydając ok&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yki na cześć boskiego cezara, &lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w zaś p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;erwał grę w kości, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rą się zabawiał z augustianami, i &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ekł:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział tżydziesty pierwszy</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/31/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/31/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ydziesty pierwszy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Pretorianie okrążali gaje rosnące po b&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ega&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; stawu Agryppy, aby zbyt wielkie tłumy widz&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w nie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eszkadzały cezarowi i jego gościom, gdyż i tak m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wiono, że co tylko było w Rzymie odznaczającego się bogactwem, umysłem lub pięknością, stawiło się na ową ucztę, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ra nie miała r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wnej sobie w dzieja&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; miasta. Tygellinus &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ciał wynagrodzić cezarowi odłożoną podr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ż do Achai, a zarazem p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ewyższyć wszystki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y kiedykolwiek podejmowali Nerona, i dowieść mu, że nikt go tak zabawić nie potrafi. W tym celu, jeszcze bawiąc p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y ceza&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e w Neapolis, a potem w Benewencie, czynił p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ygotowania i wysyłał rozkazy, by z najodleglejszy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; krańc&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w świata sprowadzono zwie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ęta, ptaki, &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;adkie ryby i rośliny, nie pomijając naczyń i tkanin, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re miały ucztę uświetnić. Do&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ody z cały&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; prowincji szły na zaspokojenie szalony&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; pomysł&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, lecz na to potężny faworyt nie pot&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ebował się oglądać. Wpływ jego wzrastał z dniem każdym. Tygellinus może nie był jeszcze Neronowi milszy od inny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, ale stawał się coraz niezbędniejszym. Petroniusz p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ewyższał go nieskończenie polorem, umysłem, dowcipem i w rozmowa&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; lepiej umiał bawić cezara, ale na swoje nieszczęście p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ewyższał w tym i cezara, wskutek czego budził jego zazdrość. Nie umiał też być posłusznym we wszystkim na&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ędziem i cezar bał się jego zdania, gdy &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odziło o &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eczy smaku. Z Tygellinem zaś nie czuł się nigdy skrępowanym. Sama nazwa: arbiter elegantiarum, jaką nadawano Petroniuszowi, drażniła miłość własną Nerona, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ż bowiem, jeśli nie on sam, powinien ją nosić? Tygellinus miał jednak tyle rozumu, iż zdawał sobie sprawę ze swy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; brak&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, a widząc, że nie może iść w zawody ani z Petroniuszem, ani z Lukanem, ani z innymi, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; wyr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żniało czy to urodzenie, czy talenty, czy nauka — postanowił zgasić i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; podatnością swy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; służb, a p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ede wszystkim zbytkiem takim, żeby i wyobraźnia Nerona została nim ude&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ona.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział tżydziesty drugi</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/32/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/32/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ydziesty drugi&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Petroniusz odszedł do domu wzruszając ramionami i niezadowolony mocno. Spost&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;egł teraz i on, że p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;estali się z Winicjuszem rozumieć i że dusze i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; rozbiegły się zupełnie. Niegdyś Petroniusz miał nad młodym żołnie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;em ogromny wpływ. Był mu we wszystkim wzorem i często kilka ironiczny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; sł&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w z jego strony wystarczało, by Winicjusza od czegoś powst&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymać lub do czegoś pop&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;nąć. Obecnie nie zostało z tego nic, tak dalece, że Petroniusz nie pr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;bował nawet dawny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; sposob&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, czując, że jego dowcip i ironia ześlizną się bez żadnego skutku po nowy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; pokłada&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, jakie na duszę Winicjusza nałożyła miłość i zetknięcie się z niepojętym światem &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eścijańskim. Doświadczony sceptyk rozumiał, że stracił klucz do tej duszy. P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ejmowało go też to niezadowoleniem, a nawet i obawą, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rą spotęgowały jeszcze wypadki tej nocy. „Jeśli to ze strony Augusty nie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;emijające za&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;cenie, lecz trwalsza żądza — myślał Petroniusz — to będzie jedno z dwojga: albo Winicjusz jej się nie op&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e i może być p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez lada wypadek zgubiony, albo, co dziś do niego podobne, op&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e się i w takim razie będzie zgubiony na pewno, a z nim mogę być i ja, &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;oćby dlatego, że jestem jego krewnym i że Augusta, objąwszy nie&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ęcią całą rodzinę, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;uci wagę swego wpływu na stronę Tygellina...” I tak, i tak było źle. Petroniusz był człowiekiem odważnym i śmierci się nie bał, ale nie spodziewając się od niej niczego, nie &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ciał jej wywoływać. Po długim namyśle postanowił wreszcie, że najlepiej i najbezpieczniej będzie wyprawić Winicjusza z Rzymu w podr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ż. A&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, gdyby m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;gł dać mu w dodatku na drogę Ligię, byłby to z radością uczynił. Lecz i tak spodziewał się, że nie będzie mu go zbyt trudno nam&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wić. W&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wczas rozpuściłby na Palatynie wieść o &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;orobie Winicjusza i odsunąłby niebezpieczeństwo zar&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wno od niego jak i od siebie. Augusta ostatecznie nie wiedziała, czy była p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez Winicjusza poznana; mogła p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypuszczać, że nie, więc jej miłość własna doty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;czas niezbyt ucierpiała. Inaczej mogło być jednak w p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yszłości i należało temu zapobiec. Petroniusz &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ciał p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ede wszystkim wygrać na czasie, rozumiał bowiem, że skoro raz cezar ruszy do Achai, w&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wczas Tygellinus, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry się na niczym z zakresu sztuki nie rozumiał, zejdzie na drugi plan i straci sw&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;j wpływ. W Grecji Petroniusz pewien był zwycięstwa nad wszystkimi wsp&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;łzawodnikami.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział tżydziesty tżeci</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/33/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/33/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ydziesty t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eci&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Winicjusz udał się wprost do domu, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rym zamieszkiwała Miriam. P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ed bramą spotkał Nazariusza, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry zmieszał się na jego widok, ale on pozdrowił go up&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ejmie i kazał się prowadzić do mieszkania matki.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W mieszkaniu pr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;cz Miriam zastał Piotra, Glauka, Kryspa, a nadto i Pawła z Tarsu, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry świeżo był wr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;cił z Fregellae.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Na widok młodego trybuna zdziwienie odbiło się na wszystki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; twa&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;a&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, on zaś &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ekł:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Pozdrawiam was w imię Chrystusa, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rego czcicie.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział tżydziesty czwarty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/34/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/34/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ydziesty czwarty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;&lt;span class="chg"&gt;H&lt;/span&gt;odząc po ogr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;dku Winicjusz opowiadał jej w kr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;tki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, wyrwany&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; z głębi serca słowa&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; to, co p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ed &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wilą wyznał Apostołom: więc niepok&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;j swej duszy, zmiany, jakie w nim zaszły, i wreszcie tę niezmierną tęsknotę, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ra p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;esłoniła mu życie od czasu, jak opuścił mieszkanie Miriam. P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yznał się Ligii, że &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ciał o niej zapomnieć, ale nie m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;gł. Myślał o niej po cały&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; dnia&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; i noca&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypominał mu ją &lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w k&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yżyk związany z gałązek bukszpanu, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry mu zostawiła, a kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry umieścił w lararium i mimo woli czcił jak coś boskiego. I tęsknił coraz mocniej, bo ko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;anie było od niego silniejsze i już u Aulusów objęło całkiem jego duszę... Innym p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ędą nić życia Parki, a jemu p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ędła ją miłość, tęsknota i smutek. Złe były jego postępki, ale płynęły z miłości. Ko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ał ją u Aulusów i na Palatynie, i gdy ją widział na Ostrianum słu&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ającą sł&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w Piotra, i gdy szedł ją porywać z Krotonem, i gdy czuwała p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y jego łożu, i gdy go opuściła. P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yszedł oto Chilo, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry odkrył jej mieszkanie i radził ją porwać, ale on wolał ukarać Chilona i p&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;jść do Apostołów prosić o prawdę i o nią...&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział tżydziesty piąty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/35/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/35/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ydziesty piąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wieczorem dnia tego Winicjusz p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odząc p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez Forum do domu spost&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;egł p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y wejściu na Vicus Tuscus złoconą lektykę Petroniusza, niesioną p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez ośmiu Bityńczyków, i zat&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymawszy i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; znakiem ręki, zbliżył się do firanek.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Obyś miał sen p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjemny i błogi! — zawołał śmiejąc się na widok uśpionego Petroniusza.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— A&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, to ty! — &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ekł ocknąwszy się Petroniusz. — Tak, zd&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;emnąłem się, bom noc spędził na Palatynie. Teraz wybrałem się, by sobie kupić coś do czytania do Ancjum... Co sły&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ać?&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział tżydziesty szusty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/36/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/36/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ydziesty sz&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;sty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wiadomo było w Rzymie, że cezar &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ce odwiedzić po drodze Ostię, a raczej największy statek na świecie, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry świeżo p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ywi&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;zł był zboże z Aleksandrii, stamtąd zaś drogą Pobrzeżną uda się do Ancjum. Rozkazy były wydane już kilka dni temu, dlatego od rana p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y Porta Ostiensis zbierały się tłumy złożone z miejscowej gawiedzi i wszystki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; narod&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w świata, by oczy nasycić widokiem orszaku cesarskiego, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;remu plebs rzymski nigdy nie m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;gł się dostatecznie napat&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yć. Do Ancjum droga nie była trudna ni daleka, w samym zaś mieście, złożonym z u&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ądzony&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; wspaniale pałac&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w i willi, można było znaleźć wszystko, czego wymagała wygoda, a nawet najwyszukańszy &lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wczesny zbytek. Jednakże cezar miał zwyczaj zabierać ze sobą w drogę wszelkie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;edmioty, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; miał upodobanie, począwszy od na&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ędzi muzyczny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; i sp&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ęt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w domowy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, skończywszy na posąga&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; i mozaika&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re układano nawet w&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wczas, gdy &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ciał na kr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;tką tylko &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wilę zat&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymać się w drodze czy to dla odpoczynku, czy to dla posiłku. Z tego powodu towa&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yszyły mu w każdej wycieczce całe zastępy sług, nie licząc oddział&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w pretoriański&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; i augustian&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, z kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; każdy miewał osobny orszak niewolnik&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział tżydziesty siudmy</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/37/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/37/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ydziesty si&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;dmy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Winicjusz do Ligii:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;„Niewolnik Flegon, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rego posyłam ci ten list, jest &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eścijaninem, będzie zatem jednym z ty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y ot&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymają wolność z rąk twoi&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, najdroższa moja. Stary to sługa naszego domu, mogę więc pisać p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez niego z całą ufnością i bez obawy, aby list wpadł w inne ręce niż twoje. Piszę z Laurentum, gdzie zat&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymaliśmy się z powodu upału. Otho posiadał tu wspaniałą willę, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rą swego czasu darował Poppei, a ta, lubo rozwiedziona z nim, uznała za stosowne zat&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymać piękny podarek... Gdy myślę o ty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; kobieta&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re mnie teraz otaczają, i o tobie, wydaje mi się, że z kamieni Deukaliona musiały powstać r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żne, zgoła do siebie niepodobne gatunki ludzi, i że ty należysz do tego, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry się zrodził z kryształu. Podziwiam cię i ko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;am z całej duszy tak, że &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ciałbym ci m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wić tylko o tobie i t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eba mi się zmuszać, bym ci pisał o podr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ży, o tym, co się ze mną dzieje, i o nowina&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; dworski&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. Cezar był więc gościem Poppei, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ra w tajemnicy p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ygotowała wspaniałe p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjęcie. Niewielu zresztą zaprosiła augustian&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, ale i ja, i Petroniusz dostaliśmy wezwanie. Po prandium pływaliśmy złotymi łodziami po mo&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;u, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re było tak ci&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;e, jakby spało, a tak niebieskie jak twoje oczy, o boska. Wiosłowaliśmy sami, albowiem po&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;lebiało to widocznie Auguście, że ją wiozą konsularni mężowie albo i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; synowie. Cezar, stojąc u rudla w purpurowej todze, śpiewał hymn na cześć mo&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;a, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry ułożył pop&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;edniej nocy i do kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rego dorobił muzykę wraz z Diodorem. Na inny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; łodzia&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; wt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rowali niewolnicy z Indii, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y umieją grać na kon&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;a&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; morski&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, a wkoło ukazywały się liczne delfiny, jakby istotnie wywabione z głębin Amfitrydy muzyką. A ja, czy wiesz, com czynił? Otom myślał o tobie i tęskniłem za tobą, i &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ciałem zabrać to mo&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e, i tę pogodę, i tę muzykę, i oddać wszystko tobie. Czy &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;cesz, byśmy kiedyś zamieszkali nad b&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;egiem morskim, Augusto moja, z dala od Rzymu? Mam w Sycylii ziemię, gdzie jest las migdał&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re wiosną kwitną r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żowo, a s&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odzą tak blisko do mo&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;a, że końce gałęzi prawie dotykają się wody. Tam będę ko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ał ciebie i wielbił tę naukę, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rej mnie Paweł nauczył, bo to już wiem, że ona nie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eciwi się miłości i szczęściu. Czy &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;cesz? Lecz nim odpowiedź z twoi&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; ko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;any&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; ust usłyszę, piszę ci dalej, co się zda&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yło na łodzi. Skoro b&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eg został już daleko za nami, uj&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eliśmy żagiel w dali p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ed sobą i wnet powstała sp&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eczka, czy to zwyczajna ł&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;dź rybacka, czy wielki statek z Ostii. Rozpoznałem go pierwszy, a w&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wczas Augusta &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ekła, że dla moi&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; oczu nie ma widocznie nic skrytego, i spuściwszy nagle na twa&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt; zasłonę, spytała, czy i tak bym nawet ją rozpoznał. Petroniusz odpowiedział zaraz, że za &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;murą nawet i słońca dost&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ec nie można, lecz ona niby się śmiejąc, m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wiła, iż tak bystry wzrok &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;yba jedna miłość mogłaby oślepić, i wymieniając r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żne augustianki poczęła pytać i zgadywać, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rej się ko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;am. Odpowiadałem spokojnie, lecz ona w końcu wymieniła i twoje imię. M&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wiąc o tobie odkryła zn&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w twa&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt; i poczęła pat&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eć na mnie złymi i zarazem badawczymi oczyma. Prawdziwą wdzięczność czuję dla Petroniusza, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry po&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ylił w tej &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wili ł&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;dź, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez co uwaga powsze&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;na odwr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ciła się ode mnie; gdybym był bowiem usłyszał o tobie nie&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ętne lub szyderskie słowa, byłbym nie umiał ukryć gniewu i musiałbym walczyć z &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ęcią rozbicia wiosłem głowy tej p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ewrotnej i złej kobiecie... Wszak pamiętasz, com ci w wigilię wyjazdu opowiadał w domu Linusa o zajściu na stawie Agryppy? Petroniusz boi się o mnie i jeszcze dziś zaklinał mnie, bym nie drażnił miłości własnej Augusty. Ale Petroniusz już mnie nie rozumie i nie wie, że poza tobą nie masz dla mnie ni rozkoszy, ni piękności, ni ko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ania i że dla Poppei mam tylko wstręt i pogardę. Tyś już bardzo zmieniła duszę moją i tak dalece, że do dawnego życia już bym nawet wr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;cić nie umiał. Lecz nie obawiaj się, aby mnie tu mogło spotkać coś złego. Poppea nie ko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;a mnie, bo ona nikogo ko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ać niezdolna, i jej za&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;cianki płyną tylko z gniewu na cezara, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry jest jeszcze pod jej wpływem i kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry może nawet ją jeszcze miłuje, wszelako już jej nie szczędzi i nie ukrywa p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ed nią swego bezwstydu i swy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; występk&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w. Powiem ci zresztą i inną &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ecz, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ra cię uspokoić powinna: oto Piotr &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ekł mi na wyjezdnym, abym się nie obawiał cezara, gdyż włos nie spadnie z głowy mojej, i ja mu wie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ę. Jakiś głos m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wi mi w duszy, że każde słowo jego musi się spełnić, że zaś on pobłogosławił miłość naszą, więc ani cezar, ani wszystkie potęgi Hadesu, ani samo nawet Przeznaczenie nie zdoła mi cię odebrać, o Ligio! Gdy o tym myślę, jestem szczęśliwy, jak gdybym był Niebem, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re samo jedno jest szczęśliwe i spokojne. Lecz ciebie, &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eścijankę, może uraża to, co m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wię o Niebie i Przeznaczeniu? W takim razie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ebacz mi, bo g&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eszę nie&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;cący. &lt;span class="chg"&gt;H&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;est jeszcze nie obmył mnie, ale serce moje jest jako czara pr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żna, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rą Paweł z Tarsu ma napełnić słodką nauką waszą, tym słodszą dla mnie, że jest twoją. Ty, boska, policz mi za zasługę &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;oć to, żem z tej czary wylał płyn, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry ją napełniał pop&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ednio, i że nie cofam jej, ale ją wyciągam jak człowiek spragniony, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry stanął u czystego zdroju. Nie&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; znajdę łaskę w twy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; ocza&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. W Ancjum dni i noce będą mi s&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odziły na słu&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;aniu Pawła, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry wśr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d moi&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; ludzi w pierwszym już dniu podr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ży pozyskał wpływ taki, że otaczają go bez ustanku, widząc w nim nie tylko teumaturga, ale nadp&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yrodzoną niemal istotę. Wczoraj widziałem radość na jego twa&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y, a gdym go spytał, co czyni, od&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ekł mi: „Sieję”. Petroniusz wie, iż on znajduje się między mymi ludźmi, i pragnie go widzieć, jak r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wnież Seneka, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry słyszał o nim od Gallona. Ale już gwiazdy bledną, o Ligio, a poranny „Lucyfer” świeci coraz mocniej. Wkr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;tce jut&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;enka zar&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żowi mo&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e — i śpi wszystko naok&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ł, tylko ja myślę o tobie i ko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;am cię. Bądź pozdrowiona wraz z zo&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ą ranną, &lt;em class="foreign-word"&gt;sponsa mea&lt;/em&gt;!”&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział tżydziesty usmy</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/38/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/38/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ydziesty &lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;smy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Winicjusz do Ligii:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;„Czyś ty, droga, była kiedy z Aulusami w Ancjum? Jeśli nie, będę szczęśliwy, gdy ci je z czasem pokażę. Już od Laurentum ciągną się na pob&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eżu wille jedna za drugą, a samo Ancjum to nieskończony szereg pałac&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w i portyk&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; kolumny p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eglądają się czasu pogody w wodzie. Mam i ja tu siedzibę tuż nad wodą, z oliwnikiem i lasem cyprys&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w za willą, i gdy pomyślę, że ta siedziba stanie się kiedyś twoją, bielsze wydają mi się jej marmury, cienistsze ogrody i lazurowsze mo&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e. O Ligio, jak dob&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e jest żyć i ko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ać! Stary Menikles, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry za&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ądza tu willą, posadził na łąka&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; pod mirtami całe kępy irys&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w i na i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; widok p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yszedł mi na myśl dom Aulusów, wasze impluvium i wasz ogr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rym siadywałem p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y tobie. I tobie te irysy będą p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypominały dom rodzinny, dlatego jestem pewien, że polubisz Ancjum i tę willę. Zaraz po p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ybyciu długo rozmawialiśmy z Pawłem p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y prandium. M&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wiliśmy o tobie, a potem on począł nauczać, ja zaś słu&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ałem długo i to ci powiem tylko, że gdybym nawet tak umiał pisać jak Petroniusz, jeszcze bym nie potrafił wypowiedzieć ci wszystkiego, co p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eszło mi p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez myśl i duszę. Jam się nie spodziewał, że może być na świecie jeszcze takie szczęście, piękność i spok&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;j, o kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; ludzie dotąd nie wiedzą. Lecz to wszystko &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;owam na rozmowę z tobą, gdy z pierwszą wolną &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wilą p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ybędę do Rzymu. Powiedz mi, jak ziemia może pomieścić razem taki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; ludzi, jak Piotr Apostoł, jak Paweł z Tarsu i cezar? Pytam dlatego, żem wiecz&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;r po nauce Pawła spędził u Nerona, i czy wiesz, com tam usłyszał? Oto nap&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d on sam czytał sw&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;j poemat o zbu&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eniu Troi i począł na&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ekać, że nigdy nie widział płonącego miasta. Zazdrościł Priamowi i zwał go szczęśliwym człowiekiem dlatego właśnie, iż m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;gł oglądać pożogę i zgubę ojczystego grodu. Na to Tygellinus &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ekł: „Powiedz słowo, boski, a wezmę po&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odnię i nim noc upłynie, uj&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ysz płonące Ancjum”. Lecz cezar nazwał go głupcem. „Gdzież — m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wił — p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjeżdżałbym oddy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ać morskim powiet&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;em i o&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;raniać ten głos, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rym obda&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yli mnie bogowie i o kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry, jak m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wią, dla dobra ludu dbać powinienem? Zali nie Rzym mi szkodzi, zali nie duszne wyziewy z Subury i Eskwilinu nabawiają mnie &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;rypki i czyż palący się Rzym nie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;edstawiałby stokroć wspanialszego i tragiczniejszego widoku od Ancjum?” Tu wszyscy poczęli m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wić, jaką tragedią niesły&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;aną byłby obraz takiego miasta, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re podbiło świat, zmienionego w kupę siwy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; popioł&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w. Cezar zapowiedział, że w&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wczas poemat jego p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eszedłby pieśni Homera, a potem jął m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wić, jak odbudowałby miasto i jak by potomne wieki musiały podziwiać jego dzieło, wobec kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rego zmalałyby wszystkie inne dzieła ludzkie. W&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wczas pijani biesiadnicy poczęli wołać: „Uczyń to! Uczyń!”, on zaś &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ekł: „Musiałbym mieć wierniejszy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; i bardziej oddany&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; mi p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjaci&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ł”. Ja, wyznaję, słu&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ając tego zaniepokoiłem się zrazu, bo w Rzymie ty jesteś, carissima. Sam śmieję się teraz z tej obawy i myślę, że cezar i augustianie, jakkolwiek szaleni, nie odważyliby się podobnego szaleństwa dopuścić, a jednak, pat&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;, jak człowiek boi się o swoje ko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;anie, jednak wolałbym, by dom Linusa nie stał na wąskim zatyb&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ańskim zaułku i w dzielnicy zamieszkałej p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez obcą ludność, na kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rą mniej by w danym razie zważano. Dla mnie same pałace palatyńskie nie byłyby mieszkaniem godnym ciebie, więc &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ciałbym także, by ci nie brakło niczego z ty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; ozd&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;b i wyg&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d, do kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; z dzieciństwa p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ywykłaś. P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;enieś się do domu Aulusów, Ligio moja. Ja dużo tu o tym myślałem. Gdyby cezar był w Rzymie, wieść o twym powrocie mogłaby istotnie dojść p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez niewolnik&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w na Palatyn, zwr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;cić na ciebie uwagę i ściągnąć p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eśladowanie za to, żeś się ośmieliła postąpić wbrew woli cezara. Ale on długo zostanie tu w Ancjum, a nim wr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ci, dawno i niewolnicy p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;estaną o tym m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wić. Linus i Ursus mogą zamieszkać z tobą. Zresztą żyję nadzieją, że zanim Palatyn uj&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y cezara, ty, moja boska, będziesz już mieszkała we własnym domu na Karynach. Błogosławiony dzień, godzina i &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wila, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rej p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;estąpisz m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;j pr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;g, i jeśli Chrystus, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rego uczę się wyznawać, to sprawi, nie&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; będzie błogosławione i Jego imię. Będę Mu służył i oddam za Niego życie i krew. Źle m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wię: będziemy Mu służyli oboje, p&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ki starczy nam p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ędzy życia. Ko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;am cię i pozdrawiam duszą całą”.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział tżydziesty dziewiąty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/39/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/39/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ydziesty dziewiąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ursus czerpał wodę w cysternie i ciągnąc sznurem podw&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;jne amfory śpiewał p&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;łgłosem dziwną pieśń ligijską, a zarazem spoglądał rozradowanymi oczyma na Ligię i Winicjusza, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y wśr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d cyprys&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w w ogr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;dku Linusa bielili się jak dwa posągi. Najmniejszy wiatr nie poruszał i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; odzieży. Na świecie zapadał zmrok złoty i liliowy, oni zaś wśr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d spokoju wieczora rozmawiali t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymając się za ręce.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Czy nic złego spotkać cię nie może, Marku, za to, że opuściłeś Ancjum bez wiedzy cezara? — pytała Ligia.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział czterdziesty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/40/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/40/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czterdziesty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W Ancjum tymczasem Petroniusz odnosił niemal każdego dnia nowe zwycięstwa nad augustianami wsp&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;łubiegającymi się z nim o łaskę cezara. Wpływ Tygellina upadł zupełnie. W Rzymie, gdy t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eba było usuwać ludzi, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y wydawali się niebezpieczni, łupić i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; mienie, załatwiać sprawy polityczne, dawać widowiska, zdumiewające p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;epy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;em i złym smakiem, a wreszcie zaspakajać potworne za&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;cenia cezara, Tygellinus, zar&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wno p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ebiegły, jak got&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w na wszystko, okazywał się niezbędnym. Ale w Ancjum, wśr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d pałac&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eglądający&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; się w lazura&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; mo&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;a, cezar żył życiem helleńskim. Od rana do wieczora czytywano wiersze, rozprawiano nad i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; budową i doskonałością, za&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wycano się szczęśliwymi zwrotami, zajmowano się muzyką, teatrem, słowem, wyłącznie tym, co wynalazł i czym p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yozdobił życie geniusz grecki. Lecz w taki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; warunka&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, niezr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wnanie więcej wykształcony od Tygellina i inny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; augustian&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, Petroniusz, dowcipny, wymowny, pełen subtelny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; poczuć i smaku, musiał uzyskać p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ewagę. Cezar szukał jego towa&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ystwa, zasięgał jego zdania, pytał o radę, gdy sam two&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ył, i okazywał p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjaźń żywszą niż kiedykolwiek. Otaczającym wydawało się, że wpływ jego odni&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;sł wreszcie ostateczne zwycięstwo, że p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjaźń między nim i cezarem weszła już w okres stały i że p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;etrwa lata. Ci nawet, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y dawniej okazywali nie&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ęć wykwintnemu epikurejczykowi, poczęli go teraz otaczać i ubiegać się o jego łaski. Niejeden rad był nawet szcze&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e w duszy, że p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ewagę uzyskał człowiek, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry wiedział wprawdzie, co o kim ma myśleć, i p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjmował ze sceptycznym uśmie&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;em po&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;lebstwa wczorajszy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; wrog&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, lecz czy to p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez lenistwo, czy p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez wytworność nie był mściwym i potęgi swej nie używał na cudzą zgubę lub szkodę. Bywały &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wile, że m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;gł zgubić nawet i Tygellina, ale on wolał go wyśmiewać i wyprowadzać na jaw jego brak wykształcenia i pospolitość. Senat w Rzymie odet&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;nął, gdyż od p&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;łtora miesiąca żaden wyrok śmierci nie został wydany. I w Ancjum, i w mieście opowiadano wprawdzie dziwy o wyrafinowaniu, do jakiego doszła rozpusta cezara i jego faworyta, każdy jednak wolał czuć nad sobą cezara wyrafinowanego niż zezwie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ęconego w ręka&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; Tygellina. Sam Tygellinus tracił głowę i wahał się, czy nie dać za wygraną, albowiem cezar wielokrotnie odzywał się, że w całym Rzymie i na całym dwo&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e są tylko dwie dusze zdolne się zrozumieć i dw&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; prawdziwy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; Hellenów: on i Petroniusz.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział czterdziesty pierwszy</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/41/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/41/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czterdziesty pierwszy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Nero grał i śpiewał hymn na cześć „Pani Cypru”, do kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rego sam ułożył wiersze i muzykę. Był tego dnia p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y głosie i czuł, że muzyka jego naprawdę porywa obecny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, a poczucie to tyle dodało siły dźwiękom, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re z siebie wydobywał, i tak rozkołysało jego własną duszę, że wydawał się być nat&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;niony. W końcu pobladł sam ze szczerego wzruszenia. Pierwszy też zapewne raz w życiu nie &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ciał słu&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ać po&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wał obecny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wilę siedział z rękoma wspartymi na cyt&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e i z po&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;yloną głową, po czym powstał nagle i &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ekł:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział czterdziesty drugi</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/42/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/42/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czterdziesty drugi&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Winicjusz zaledwie miał czas rozkazać kilku niewolnikom, by je&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ali za nim, po czym wskoczywszy na konia, popędził wśr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d głębokiej nocy p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez puste ulice Ancjum, w kierunku Laurentum. Wpadłszy pod wpływem straszliwej wieści w stan jakby szału i umysłowego zdziczenia, &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wilami nie zdawał sobie dokładnie sprawy, co się z nim dzieje, miał tylko poczucie, że na tym samym koniu siedzi za jego plecami nieszczęście i k&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ycząc mu do uszu: „Rzym się pali!”, smaga jego samego, konia i pędzi i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; w ten ogień. Położywszy swą odkrytą głowę na karku końskim, biegł w samej tunice na oślep, nie pat&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ąc p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ed siebie i nie zważając na p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eszkody, o kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;gł się rozt&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;askać. Wśr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d ciszy i wśr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d nocy, spokojnej i gwiaździstej, jeździec i koń, oblani blaskiem księżyca, czynili wrażenie senny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; widziadeł. Idumejski ogier, stuliwszy uszy i wyciągnąwszy szyję, mknął jak st&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ała mijając nieru&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ome cyprysy i białe, po&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;owane wśr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d ni&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; wille. Tętent kopyt o płyty kamienne budził tu i &lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wdzie psy, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re szczekaniem p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eprowadzały dziwne zjawisko, potem zaś, zaniepokojone jego nagłością, poczynały wyć podnosząc paszcze do księżyca. Niewolnicy biegnący za Winicjuszem, mając konie o wiele gorsze, wkr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;tce pozostali w tyle. On sam, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ebiegłszy jak bu&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;a śpiące Laurentum, zawr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;cił ku Ardei, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rej r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wnież jak w Arycji, w Bovillae i Ustrinum, t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymał od czasu p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjazdu do Ancjum rozstawne konie, aby m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;c w jak najkr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;tszym czasie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ebiegać p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;est&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eń dzielącą go od Rzymu. Pamiętając o tym wydobywał ostatki sił z konia. Za Ardeą wydało mu się, że niebo w p&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;łnocno-ws&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odniej stronie powleka się r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żowym odblaskiem. Mogła to być i zo&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;a ranna, gdyż godzina była p&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;źna, dzień zaś czynił się wcześnie w lipcu. Lecz Winicjusz nie m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;gł powst&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymać ok&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yku rozpaczy i wściekłości, wydało mu się bowiem, że to jest łuna pożogi. P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypomniały mu się słowa Lekaniusza: „Miasto całe jednym mo&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;em płomieni!” — i p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wilę czuł, że grozi mu naprawdę szaleństwo, stracił bowiem całkowicie nadzieję, by m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;gł uratować Ligię, a nawet dobiec, zanim miasto nie zmieni się w jeden stos popiołu. Myśli jego stały się teraz jeszcze szybsze niż pęd konia i gnały p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ed nim jak stado czarnego ptactwa — rozpaczliwe i potworne. Nie wiedział wprawdzie, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ra część miasta zaczęła płonąć, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypuszczał jednak, że dzielnica zatyb&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ańska, pełna skupiony&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; dom&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, skład&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w d&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ewa i drewniany&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; bud, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; sp&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;edawano niewolnik&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, pierwsza mogła stać się pastwą płomienia. W Rzymie pożary zda&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ały się dość często, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wnie często p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odziło do gwałt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w i rabunk&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, zwłaszcza w dzielnica&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; zamieszkały&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez ludność ubogą i na wp&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ł barba&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yńską — c&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ż więc mogło dziać się na takim Zatybrzu, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re było gniazdem hałastry po&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odzącej ze wszystki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; stron świata? Tu Ursus ze swą nadludzką siłą mignął się w głowie Winicjusza, lecz c&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ż m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;gł poradzić &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;oćby nie człowiek, ale tytan, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eciw niszczącej sile ognia? Obawa buntu niewolnik&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w była r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wnież zmorą, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ra dusiła Rzym od lat cały&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. M&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wiono, iż setki tysięcy ty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; ludzi ma&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y o czasa&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; Spartakusa i czeka tylko na sposobną &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wilę, by &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wycić za broń p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eciw ciemięzcom i miastu. A oto &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wila nadeszła! Być może, że tam w mieście obok pożogi wre &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eź i wojna. Może nawet pretorianie &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ucili się na miasto i mordują z rozkazu cezara. I włosy powstały nagle z p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;erażenia na głowie Winicjusza. P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypomniał sobie wszystkie rozmowy o pożara&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; miast, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re od pewnego czasu z dziwną uporczywością prowadzono na dwo&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e cezara, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypomniał sobie jego skargi, że musi opisywać płonące miasto nie widząc nigdy prawdziwego pożaru, jego pogardliwą odpowiedź Tygellinowi, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry podejmował się podpalić Ancjum lub sztuczne drewniane miasto, wreszcie jego na&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ekania na Rzym i smrodliwe zaułki Subury. Tak! To cezar kazał spalić miasto! On jeden m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;gł się na to ważyć, tak jak jeden Tygellinus m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;gł się podjąć wykonania podobnego rozkazu. A jeśli Rzym płonie z rozkazu cezara, to kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ż może zaręczyć, że i ludność nie zostanie z jego rozkazu wymordowana. Potw&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;r był zdolnym i do takiego czynu. Więc pożar, bunt niewolnik&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w i &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eź! Jakiś straszliwy &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;aos, jakieś rozpętanie niszczący&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; żywioł&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w i wściekłości ludzkiej, a w tym wszystkim Ligia! Jęki Winicjusza pomieszały się z &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;rapaniem i jękami konia, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry biegnąc drogą wznoszącą się ciągle do Arycji w g&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rę, pędził już ostatkiem t&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;u. Kto ją wyrwie z płonącego miasta i kto może ją ocalić? Tu Winicjusz, położywszy się całkiem na koniu, wpił palce we włosy, got&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w z b&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;lu kąsać kark koński. Lecz w tej &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wili jakiś jeździec pędzący r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wnież jak wi&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;er, ale ze strony p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eciwnej, do Ancjum, k&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yknął p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ebiegając koło niego: „Roma ginie!”, i popędził dalej. Do uszu Winicjusza doszedł tylko jeszcze wyraz: „bogowie”, resztę zgłuszył tętent kopyt. Lecz &lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w wyraz wyt&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eźwił go. Bogowie!... Winicjusz podni&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;sł nagle głowę i wyciągnąwszy ramiona ku niebu nabitemu gwiazdami, począł się modlić: „Nie was wzywam, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; świątynie płoną, ale Ciebie!... Tyś sam cierpiał, Tyś jeden miłosierny! Tyś jeden rozumiał ludzki b&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;l! Tyś p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yszedł na świat, by ludzi nauczyć litości, więc ją teraz okaż! Jeśliś jest taki, jak m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wią Piotr i Paweł, to mi uratuj Ligię. Weź ją na ręce i wynieś z płomieni. Ty to możesz! Oddaj mi ją, a ja ci oddam krew. A jeśli dla mnie nie ze&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;cesz tego uczynić, to uczyń dla niej. Ona Cię ko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;a i ufa Ci. Obiecujesz życie po śmierci i szczęście, ale szczęście po śmierci nie minie, a ona nie &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ce jeszcze umierać. Daj jej żyć. Weź ją na ręce i wynieś z Rzymu. Ty możesz, &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ybabyś nie &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ciał...”&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział czterdziesty tżeci</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/43/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/43/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czterdziesty t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eci&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W miarę jak Winicjusz zbliżał się do mur&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, okazywało się, że łatwiej było p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yje&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ać do Rzymu niż dostać się do środka miasta. P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez drogę Appijską trudno było się p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ecisnąć z powodu natłoku ludzi. Domy, pola, cmenta&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e, ogrody i świątynie, leżące po obu jej strona&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, zmienione były w obozowiska. W świątyni Marsa, leżącej tuż koło Porta Appia, tłum odbił d&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;wi, aby w jej wnęt&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;u znaleźć p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ytułek na noc. Na cmenta&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;a&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; brano w posiadanie większe grobowce i toczono o nie walki, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re do&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odziły do rozlewu krwi. Ustrinum ze swoim nieładem dawało zaledwie lekki p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;edsmak tego, co działo się pod murami samego miasta. Ustał wszelki wzgląd na powagę prawa, na u&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ąd, na węzły rodzinne, na r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żnice stanu. Widziano niewolnik&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w okładający&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; kijami obywateli. Gladiatorowie, pijani winem złupionym w Emporium, połączywszy się w duże gromady p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ebiegali z dzikimi ok&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ykami place p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ydrożne, rozpędzając ludzi, tratując, łupiąc. Mn&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;stwo barba&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yńc&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, wystawiony&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; na sp&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;edaż w mieście, pouciekało z bud sp&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;edażny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. Pożar i zaguba miasta były dla ni&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; zarazem końcem niewoli i godziną pomsty, toteż gdy osiadła ludność, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ra w ogniu traciła całe mienie, wyciągała z rozpaczą ręce do bog&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w wołając o ratunek, oni z wyciem radości rozbijali tłumy, ściągając ludziom odzież z ramion i porywając młodsze niewiasty. Łączyli się z nimi niewolnicy z dawna już służący w Rzymie, nędza&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e nie mający nic na ciele pr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;cz wełnianej opaski na biodra&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, straszne postacie z zaułk&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; po dniu nie widywało się niemal nigdy na ulica&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; i kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; istnienia w Rzymie trudno się było domyśleć. Tłum ten, złożony z Azjatów, Afrykanów, Greków, Traków, Germanów i Brytanów, w&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eszczący wszystkimi językami ziemi, dziki i rozpasany, szalał sądząc, iż nadeszła &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wila, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rej wolno mu sobie wynagrodzić za lata cierpień i nędzy. Wśr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d tej rozkołysanej ciżby ludzkiej, w blasku dnia i pożogi migotały hełmy pretorian&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, pod kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; opiekę &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;roniła się ludność spokojniejsza i kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y w wielu miejsca&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; wstępnym bojem musieli ude&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ać na rozbestwioną tłuszczę. Winicjusz widział w życiu swoim zdobywane miasta, lecz nigdy oczy jego nie pat&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yły na widowisko, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rym by rozpacz, łzy, b&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;l, jęki, dzika radość, szaleństwo, wściekłość i rozpasanie zmieszały się razem w taki niezmierny &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;aos. Nad tą zaś falującą, obłąkaną ciżbą ludzką huczał pożar, płonęło na wzg&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;a&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; największe w świecie miasto, śląc w zamieszanie sw&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;j ognisty odde&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; i p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ykrywając je dymami, nad kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rymi nie było już widać błękitu nieba. Młody trybun z największym wysileniem, narażając co &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wila życie, dotarł wreszcie do bramy Appijskiej, lecz tu spost&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;egł, że p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez dzielnicę Porta Capena nie będzie m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;gł dostać się do miasta nie tylko z powodu ciżby, lecz i dla straszliwego żaru, od kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rego tuż za bramą drżało całe powiet&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e. P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y tym most p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y Porta Trigemina, nap&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eciw świątyni Bonae Deae, jeszcze nie istniał, &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;cąc więc dostać się za Tyber t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eba było p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ed&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eć się aż do mostu Palowego, to jest p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eje&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ać koło Awentynu, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez część miasta zalaną jednym mo&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;em płomieni. Było to zupełnym niepodobieństwem. Winicjusz zrozumiał, że musi wr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;cić w kierunku Ustrinum, tam skręcić z drogi Appijskiej, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eje&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ać &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ekę poniżej miasta i dostać się na Via Portuensis, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ra wiodła wprost na Zatybrze. Nie było i to &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eczą łatwą z powodu coraz większego zamętu panującego na drodze Appijskiej. T&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eba tam było torować sobie drogę &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;yba mieczem, Winicjusz zaś nie miał broni, wyje&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ał bowiem z Ancjum tak, jak wieść o poża&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e zastała go w willi cezara. Lecz p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y Źródle Merkurego uj&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ał znajomego centuriona pretorian&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry na czele kilkudziesięciu ludzi bronił p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ystępu do obrębu świątyni, i kazał mu je&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ać za sobą, ten zaś poznawszy trybuna i augustianina nie śmiał się rozkazowi sp&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eciwić.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział czterdziesty czwarty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/44/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/44/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czterdziesty czwarty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Łuna od palącego się miasta zalała niebo tak szeroko, jak wzrok ludzki m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;gł sięgnąć. Zza wzg&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt; wytoczył się księżyc wielki i pełny, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry rozgo&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ał wnet od blasku i p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ybrawszy barwę rozpalonej miedzi zdawał się ze zdumieniem spoglądać na ginący gr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d światowładny. W zar&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żowiony&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;epaścia&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; nieba świeciły r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wnież r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żowe gwiazdy, lecz w p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eciwieństwie do zwykły&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; nocy ziemia jaśniejsza była od niebios. Rzym oświecał na kształt olb&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymiego stosu całą Kampanię. P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y krwawym blasku widać było dalsze wzg&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;a miasta, wille, świątynie, pomniki i akwedukty biegnące ze wszystki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; okoliczny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; g&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;r ku miastu, na akwedukta&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; zaś roje ludzi, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y s&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ronili się tam dla bezpieczeństwa lub dla p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypatrywania się pożarowi.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział czterdziesty piąty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/45/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/45/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czterdziesty piąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Makrynus tkacz, do kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rego domu p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yniesiono Winicjusza, obmył go, zaopat&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ył w odzież i posilił, po czym młody trybun odzyskawszy zupełnie siły oświadczył, że tejże jeszcze nocy rozpocznie dalsze poszukiwania za Linusem. Makryn, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry był &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eścijaninem, potwierdził słowa Chilona, że Linus wraz ze starszym kapłanem Klemensem udali się do Ostrianum, gdzie Piotr miał &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;cić całe gromady zwolennik&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w nowej nauki. W dzielnicy wiadomo było &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eścijanom, że Linus pieczę nad domem swym powie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ył od dw&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; dni niejakiemu Gajusowi. Dla Winicjusza stanowiło to dow&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d, że ani Ligia, ani Ursus nie pozostali w domu i że musieli udać się r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wnież do Ostrianum.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział czterdziesty szusty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/46/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/46/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czterdziesty sz&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;sty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Miasto płonęło ciągle. Wielki Cyrk zapadł w gruzy, potem zaś w dzielnica&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re pierwsze zaczęły płonąć, zapadały całe zaułki i ulice. Po każdym takim upadku słupy płomienia wzbijały się p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wilę aż pod niebo. Wiatr zmieniał się i wiał teraz z niezmierną siłą od strony mo&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;a, niosąc na Caelius, na Esquilinus i na Viminalis fale ognia, głowni i węgli. Pomyślano już jednak o ratunku. Z rozkazu Tygellina, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eciego dnia nadbiegł z Ancjum, poczęto bu&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yć domy na Eskwilinie, aby ogień trafiwszy na puste miejsca zgasł sam p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez się. Był to jednak czczy ratunek, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;edsięwzięty dla ocalenia resztek miasta, albowiem o ocaleniu tego, co już płonęło, nie było co i myśleć. Należało p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y tym zapobiegać i dalszym następstwom klęski. Wraz z Rzymem ginęły niezmierne bogactwa, ginęło całe mienie jego mieszkańc&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, tak że wok&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ł mur&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w koczowały teraz setki tysięcy samy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; nędza&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y. Drugiego już dnia gł&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d począł doskwierać tej ciżbie ludzkiej, niezmierne bowiem zapasy żywności nagromadzone w mieście go&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ały z nim razem, w powsze&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;nym zaś zamęcie i rozp&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ężeniu u&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ęd&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w nikt dotąd nie pomyślał, aby sprowadzić nowe. Dopiero po p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ybyciu Tygellina poszły do Ostii odpowiednie rozkazy, ale tymczasem ludność poczęła p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ybierać coraz groźniejszą postawę.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział czterdziesty siudmy</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/47/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/47/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czterdziesty si&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;dmy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ogień tymczasem dosięgnął do Via Nomentana, a od niej, wraz ze zmianą wiatru, zwr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;cił się ku Via Lata i ku Tybrowi, okrążył Kapitol, rozlał się po Forum Boarium i niszcząc wszystko, co w pierwszym pędzie pominął, zbliżył się zn&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w do Palatynu. Tygellinus, zebrawszy wszystkie siły pretorian&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, słał gońca za gońcem do zbliżającego się cezara z oznajmieniem, że nic nie straci ze wspaniałości widowiska, albowiem pożoga wzmogła się jeszcze. Lecz Nero &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ciał p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ybyć w nocy, aby tym lepiej nasycać się obrazem ginącego miasta. W tym celu zat&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymał się w okolica&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; Aqua Albana i wezwawszy do namiotu tragika Aliturusa układał z pomocą jego postawę, twa&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;, wej&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;enie i uczył się odpowiedni&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; ru&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, spierając się z nim zawzięcie, czy p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y słowa&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;: „O święty grodzie, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ryś się wydawał trwalszym od Idy” — ma podnieść do g&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry obie ręce, czy też t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymając w jednej formingę opuścić ją wzdłuż ciała, a podnieść tylko drugą. I pytanie to wydawało mu się w tej &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wili ważniejszym od wszystki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; inny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. Wyruszywszy wreszcie o zmie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;u, zasięgał jeszcze rady Petroniusza, czy by w wierszu poświęconym klęsce nie umieścić kilku wspaniały&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; bluźnierstw p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eciw bogom i czy by takowe, biorąc ze stanowiska sztuki, nie musiały same p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez się wyrwać się z ust w podobnym położeniu człowiekowi tracącemu ojczyznę. &lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział czterdziesty usmy</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/48/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/48/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czterdziesty &lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;smy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Słowa Apostoła wlały ufność w dusze &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eścijan. Koniec świata wydawał im się zawsze bliskim, poczęli jednak wie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yć, że straszliwy sąd nie nastąpi naty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;miast i że p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;edtem jeszcze zobaczą może koniec panowania Nerona, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re uważali za panowanie Antychrysta, i karę Boską na wołające o pomstę jego zbrodnie. Pok&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;epieni więc w serca&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, poczęli roz&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odzić się po ukończeniu modł&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w z podziemia i wracać do swy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; tymczasowy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; s&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ronisk, a nawet i na Zatybrze, gdyż p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yszły wieści, że ogień, podłożony w kilkunastu miejsca&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, zwr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;cił się wraz ze zmianą wiatru zn&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w ku &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ece i strawiwszy tu i &lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wdzie, co m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;gł strawić, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;estał się sze&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yć.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział czterdziesty dziewiąty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/49/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/49/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział czterdziesty dziewiąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Obozowiska ludzkie rozłożyły się we wspaniały&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; ogroda&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; cezara, dawny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; Domicji i Agrypiny, na polu Marsowym, w ogroda&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; Pompejusza, Salustiusza i Mecenasa. Pozajmowano portyki, budynki p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eznaczone na grę w piłkę, rozkoszne domy letnie i szopy zbudowane dla zwie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ąt. Pawie, flamingi, łabędzie i strusie, gazele i antylopy z Afryki, jelenie i sarny, służące za ozdobę ogrod&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, poszły pod n&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ż tłuszczy. Żywność poczęto sprowadzać z Ostii tak obficie, że po tratwa&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; i r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żnorodny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; statka&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; można było p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odzić z jednej strony Tybru na drugą, jak po moście. Rozdawano zboże po niesły&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;anie niskiej cenie t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; sestercyj, a uboższym całkiem darmo. Ściągnięto niezmierne zapasy wina, oliwy i kasztan&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w; z g&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;r p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypędzano codziennie stada woł&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w i owiec. Nędza&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e, kryjący się p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ed pożarem w zaułka&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; Subury i p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymierający w zwykły&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; czasa&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; głodem, żyli obecnie lepiej niż pop&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ednio. Groźba głodu została stanowczo usuniętą, natomiast trudniej było zapobiec rozbojom, grabieży i nadużyciom. Koczujące życie zapewniało bezkarność &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ezimieszkom, tym bardziej że głosili się wielbicielami cezara i nie żałowali mu oklask&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, gdziekolwiek się ukazał. Gdy p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y tym u&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ędy siłą &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eczy były zawieszone, a zarazem brakło na miejscu i dostatecznej siły zbrojnej, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ra mogłaby swawoli zapobiec, w mieście, zamieszkałym p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez męty całego &lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wczesnego świata, działy się &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eczy p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odzące wyobraźnię ludzką. Co noc zda&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ały się bitwy, morderstwa, porywania kobiet i pa&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;oląt. P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y Porta Mugionis, gdzie był post&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;j dla p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypędzany&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; z Kampanii stad, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odziło do walk, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; ginęły setki ludzi. Co rano b&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;egi Tybru roiły się od utopiony&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; ciał, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; nikt nie g&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ebał, a kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re gnijąc szybko wskutek upał&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, zwiększony&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; jeszcze pożarem, napełniały powiet&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e smrodliwymi wyziewami. W obozowiska&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; wszczęły się &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;oroby i lękliwsi p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ewidywali wielką zarazę.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział pięćdziesiąty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/50/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/50/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział pięćdziesiąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Petroniusz udał się do siebie, Nero zaś z Tygellinem p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eszli do atrium Poppei, gdzie czekali na ni&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; ludzie, z kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rymi prefekt pop&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ednio rozmawiał.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Było tam dw&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; „rabbi&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;” z Zatybrza, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ybrany&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; w długie uroczyste szaty, z mitrami na głowa&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, młody pisa&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;, i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; pomocnik, oraz Chilo. Na widok cezara kapłani pobledli ze wzruszenia i podni&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;słszy na wysokość ramion ręce, po&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ylili głowy aż do dłoni.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Witaj, monar&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;o monar&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w i kr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;lu kr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;l&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w — &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ekł starszy — witaj, władco ziemi, opiekunie ludu wybranego i ceza&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e, lwie między ludźmi, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rego panowanie jest jako światłość słoneczna i jako cedr libański, i jako źr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;dło, i jako palma, i jako balsam jery&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;oński!...&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział pięćdziesiąty pierwszy</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/51/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/51/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział pięćdziesiąty pierwszy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Petroniusz wyszedłszy od cezara kazał się nieść do swego domu na Karynach, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry, otoczony z t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; stron ogrodem i mając z p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;odu małe forum Cecyliów, wyjątkowo ocalał w czasie pożaru.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Z tego powodu inni augustianie, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y potracili domy, a w ni&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; mn&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;stwo bogactw i dzieł sztuki, nazywali Petroniusza szczęśliwym. M&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wiono zresztą o nim od dawna, że jest pierworodnym synem Fortuny, a coraz żywsza p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjaźń, jaką mu w ostatni&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; czasa&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; okazywał cezar, zdawała się potwierdzać słuszność tego mniemania.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział pięćdziesiąty drugi</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/52/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/52/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział pięćdziesiąty drugi&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ok&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yk: „&lt;span class="chg"&gt;H&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eścijanie dla lw&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w!” rozlegał się ciągle we wszystki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; dzielnica&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; miasta. W pierwszej &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wili nie tylko nikt nie wątpił, że oni byli prawdziwymi sprawcami klęski, ale nikt nie &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ciał wątpić, albowiem kara i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; miała być zarazem wspaniałą zabawą dla ludu. Lecz rozsze&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yło się mniemanie, że klęska nie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ybrałaby tak straszliwy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; rozmiar&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, gdyby nie gniew bog&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, nakazano więc w świątynia&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; piacula, czyli ofiary oczyszczalne. Z porady Ksiąg Sybilijskich senat u&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ądził uroczystości i publiczne modły do Wulkana, do Cerery i do Prozerpiny. Matrony składały ofiary Junonie; cała i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; procesja udała się aż na b&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eg mo&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;a, by zaczerpnąć wody i skropić nią posąg bogini. Zamężne niewiasty p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ygotowywały uczty bogom i nocne czuwania. Cały Rzym oczyszczał się z g&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, składał ofiary i p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ejednywał Nieśmiertelnych. A tymczasem wśr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d zgliszcz wytykano nowe szerokie ulice. Tu i &lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wdzie pozakładano już fundamenty wspaniały&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; dom&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, pałac&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w i świątyń. P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ede wszystkim jednak budowano z niesły&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;anym pośpie&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;em ogromne drewniane amfiteatry, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; mieli konać &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eścijanie. Zaraz po naradzie w domu Tyberiusza poszły rozkazy do prokonsul&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, aby dostarczyli dziki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; zwie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ąt. Tygellinus opustoszył vivaria wszystki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; miast italski&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, nie wyłączając pomniejszy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. W Afryce u&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ądzono z jego polecenia olb&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymie łowy, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; cała miejscowa ludność musiała brać udział. Sprowadzono słonie i tygrysy z Azji, krokodyle i hipopotamy z Nilu, lwy z Atlasu, wilki i niedźwiedzie z Pirenejów, zaciekłe psy z Hibernii, psy molosy z Epiru, bawoły i olb&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymie srogie tury z Germanii. Z powodu ilości uwięziony&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; ig&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yska miały p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ejść ogromem wszystko, co doty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;czas widziano. Cezar zapragnął zatopić wspomnienia pożaru w krwi i upoić nią Rzym, więc nigdy rozlew jej nie zapowiadał się wspanialej.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział pięćdziesiąty tżeci</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/53/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/53/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział pięćdziesiąty t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eci&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;I wszystko zawiodło. Winicjusz zniżył się do tego stopnia, że szukał poparcia u wyzwoleńc&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w i niewolnic, tak cezara, jak i Poppei, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;epłacał i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; czcze obietnice, zjednywał sobie bogatymi podarkami i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; względy. Odnalazł pierwszego męża Augusty, Rufiusa Kryspinusa, i uzyskał od niego list; podarował wille w Ancjum synowi jej z pierwszego małżeństwa, Rufiusowi, lecz rozgniewał tym tylko cezara, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry pasierba nienawidził. P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez umyślnego gońca pisał do drugiego męża Poppei, Othona, do Hiszpanii, ofiarował całe swe mienie i siebie samego, aż wreszcie spost&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;egł, że był tylko igraszką ludzi i że gdyby był udawał, iż więzienie Ligii mało go ob&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odzi, byłby ją prędzej uwolnił.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział pięćdziesiąty czwarty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/54/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/54/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział pięćdziesiąty czwarty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Winicjusz opuściwszy Apostoła szedł do więzienia z odrodzonym p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez nadzieję sercem. Gdzieś w głębi duszy k&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yczała mu jeszcze rozpacz i p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;erażenie, lecz on tłumił w sobie te głosy. Wydało mu się niepodobieństwem, by wstawiennictwo Bożego namiestnika i potęga jego modlitwy miały pozostać bez skutku. Bał się nie mieć nadziei, bał się wątpić. „Będę wie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ył w miłosierdzie Jego — m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wił do siebie — &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;oćbym ją uj&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ał w paszczy lwa”. I na tę myśl, &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;oć drżała w nim dusza i pot zimny oblewał mu skronie, wie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ył. Każde ude&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;enie jego serca było teraz modlitwą. Poczynał rozumieć, że wiara g&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry porusza, albowiem poczuł w sobie jakąś dziwną siłę, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rej nie odczuwał p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;edtem. Zdawało mu się, że potrafi nią dokonać taki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eczy, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re jeszcze wczoraj nie były w jego mocy. &lt;span class="chg"&gt;H&lt;/span&gt;wilami miał wrażenie, jakby złe już minęło. Gdy rozpacz odzywała się jeszcze jękiem w jego duszy, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypominał sobie tę noc i tę świętą sędziwą twa&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;, wzniesioną ku niebu w modlitwie. „Nie! Chrystus nie odm&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wi pierwszemu uczniowi swemu i paste&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;owi t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ody! Chrystus mu nie odm&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wi, a ja nie zwątpię”.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział pięćdziesiąty piąty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/55/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/55/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział pięćdziesiąty piąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ligia w długim, pośpiesznie pisanym liście żegnała na zawsze Winicjusza. Wiadomo jej było, że do więzienia nie wolno już nikomu p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odzić i że będzie mogła widzieć Winicjusza dopiero z areny. Toteż prosiła go, by dowiedział się, kiedy p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypadnie i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; kolej, i by był na ig&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ysku, albowiem &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ciała raz jeszcze zobaczyć go za życia. W liście jej nie znać było bojaźni. Pisała, że i ona, i inni tęsknią już do areny, na kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rej znajdą wyzwolenie z więzienia. Spodziewając się p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjazdu Pomponii i Aulusa, błagała, by p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yszli i oni. W każdym jej słowie widać było uniesienie i to oderwanie się od życia, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rym żyli wszyscy uwięzieni, a zarazem nieza&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wianą wiarę, że obietnice spełnić się muszą za grobem. „Czy Chrystus (pisała) teraz, czy po śmierci mnie wyzwoli, On ci obiecał mnie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez usta Apostoła, a więc ja twoja”. I zaklinała go, by jej nie żałował i nie dał się opanować b&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;lowi. Śmierć nie była dla niej rozerwaniem ślub&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w. Z ufnością dziecka upewniała Winicjusza, że zaraz po męce w arenie powie Chrystusowi, iż w Rzymie został jej na&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eczony, Marek, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry tęskni po niej całym sercem. I myślała, że może Chrystus pozwoli wr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;cić na &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wilę jej duszy do niego, aby mu powiedzieć, że żyje, że męki nie pamięta i że jest szczęśliwa. Cały jej list t&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;nął szczęściem i ogromną nadzieją. Była w nim tylko jedna prośba związana ze sprawami ziemi, aby Winicjusz zabrał ze spoliarium jej ciało i po&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ował ją jako swoją żonę w grobowcu, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rym sam niegdyś miał spocząć.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział pięćdziesiąty szusty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/56/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/56/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział pięćdziesiąty sz&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;sty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zanim Flawiusze wznieśli Koloseum, amfiteatra w Rzymie budowano p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eważnie z d&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ewa, toteż wszystkie niemal spłonęły w czasie pożaru. Nero jednak dla wyprawienia p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yobiecany&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; ig&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ysk kazał wznieść kilka, a między nimi jeden olb&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymi, na kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry zaraz po ugaszeniu ognia poczęto sprowadzać mo&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;em i Tybrem potężne pnie d&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ew, wycięty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; na stoka&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; Atlasu. Ponieważ ig&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yska wspaniałością i liczbą ofiar miały p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ejść wszystkie pop&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ednie, dodano więc obszerne pomieszczenia dla ludzi i zwie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ąt. Tysiące &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;emieślnik&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w pracowało nad budową dniem i nocą. Budowano i ozdabiano bez wyt&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;nienia. Lud opowiadał sobie cuda o oparcia&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; wykładany&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; brązem, bursztynem, kością słoniową, perłowcem i skorupnikiem zamorski&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; ż&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;łwi&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w. Biegnące wzdłuż siedzeń kanały, napełnione lodowatą wodą z g&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;r, miały ut&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymywać w budynku &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ł&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjemny, nawet w czasie największy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; upał&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w. Olb&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymie purpurowe velarium zabezpieczało od promieni słoneczny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. Między &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ędami siedzeń ustawiono kadzielnice do palenia wonności arabski&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;; w g&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e pomieszczono p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ądy do skrapiania widz&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w rosą szafranową i werweną. Słynni budowniczowie, Sewerus i Ceder, wysilili całą swą wiedzę, by wznieść amfiteatr niezr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wnany, a zarazem mogący pomieścić taką liczbę ciekawy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, jakiej dotąd żaden ze znany&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; nie m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;gł pomieścić.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział pięćdziesiąty siudmy</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/57/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/57/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział pięćdziesiąty si&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;dmy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Tymczasem słońce zniżyło się ku za&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odowi i zdawało się się roztapiać w zo&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;a&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; wieczorny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. Widowisko było skończone. Tłumy poczęły opuszczać amfiteatr i wylewać się p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez wyjścia, zwane vomitoriami, na miasto. Augustianie tylko zwł&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;czyli, czekając, zanim p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;epłynie fala. Cała gromada i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, opuściwszy swe miejsca, zebrała się p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y podium, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rym cezar ukazał się znowu, by słu&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ać po&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wał. Jakkolwiek widzowie nie szczędzili mu oklask&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w zaraz po ukończeniu pieśni, dla niego nie było to dosyć, spodziewał się bowiem zapału do&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odzącego do szaleństwa. Na pr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żno też b&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;miały teraz hymny po&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;walne, pr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żno westalki całowały jego „boskie” dłonie, a Rubria s&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;yliła się p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y tym tak, że aż rudawa jej głowa dotknęła jego piersi. Nero nie był zadowolony i nie umiał tego ukryć. Dziwiło go też i niepokoiło zarazem, że Petroniusz za&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;owuje milczenie. Jakieś po&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;walne, a zarazem trafnie podnoszące zalety pieśni słowo z jego ust byłoby mu w tej &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wili wielką pocie&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ą. Wreszcie, nie mogąc wyt&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymać, skinął na niego, a gdy &lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w wszedł do podium, &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ekł:&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział pięćdziesiąty usmy</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/58/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/58/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział pięćdziesiąty &lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;smy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;T&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ydniowy deszcz, zjawisko wyjątkowe w Rzymie podczas lata, i grady, padające wbrew p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yrodzonemu po&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ądkowi nie tylko w dzień i wieczorami, ale nawet wśr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d nocy, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;erwały widowiska. Lud począł trwożyć się. P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;epowiadano nieurodzaj na winograd, a gdy pewnego popołudnia piorun stopił na Kapitolu brązowy posąg Cerery, nakazano ofiary w świątyni Jowisza Salwatora. Kapłani Cerery rozpuścili wieść, że gniew bog&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w zwr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;cił się na miasto z powodu zbyt opieszałego wymiaru kary na &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eścijan, tłumy więc jęły domagać się, by bez względu na pogodę p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yśpieszono dalszy ciąg ig&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ysk, i radość ogarnęła cały Rzym, gdy ogłoszono wreszcie, że po t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; dnia&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;erwy ludus rozpocznie się na nowo.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział pięćdziesiąty dziewiąty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/59/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/59/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział pięćdziesiąty dziewiąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Panie — m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wił Chilo — teraz jest mo&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e jak oliwa i fale zdają się spać... Jedźmy do Achai. Tam czeka cię sława Apollina, tam czekają cię wieńce, tryumfy, tam ludzie cię ub&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;stwiają, a bogowie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjmą jak r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wnego sobie gościa, tu zaś, panie...&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;I p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;erwał, albowiem dolna warga poczęła mu się t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ąść tak silnie, że jego słowa p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eszły w niezrozumiałe dźwięki.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Pojedziemy po skończony&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; ig&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yska&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; — od&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ekł Nero. — Wiem, że i tak już niekt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y nazywają &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eścijan innoxia corpora. Gdybym odje&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ał, zaczęliby to powta&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ać wszyscy. Czego się ty boisz, zmurszała bedłko?&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział sześćdziesiąty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/60/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/60/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział sześćdziesiąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Od kilku dni Winicjusz spędzał noce za domem. Petroniuszowi p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odziło do głowy, że on może zn&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w ułożył jakiś nowy plan i pracuje nad uwolnieniem Ligii z Eskwilińskiego więzienia, nie &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ciał go już jednak o nic pytać, by nie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ynieść nieszczęścia robocie. Ten wykwintny sceptyk stał się także pod pewnym względem p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;esądnym, a raczej od czasu, jak nie udało mu się wyrwać dziewczyny z Mamertyńskiego podziemia, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;estał ufać swej gwieździe.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział sześćdziesiąty pierwszy</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/61/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/61/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział sześćdziesiąty pierwszy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y dni, a raczej t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y noce nic nie mąciło im spokoju. Gdy zwykłe zajęcia więzienne, polegające na oddzielaniu zmarły&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; od żywy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; i ciężko &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ory&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; od zdrowszy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, zostały ukończone i gdy znużeni strażnicy pokładli się spać na koryta&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;a&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, Winicjusz w&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odził do podziemia, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rym była Ligia, i pozostawał w nim dop&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ty, dop&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ki b&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ask nie zaj&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ał p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez kraty okna. Ona składała mu głowę na piersia&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; i rozmawiali ci&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ymi głosami o miłości i o śmierci. Oboje mimo woli, w myśla&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; i rozmowa&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, nawet w pragnienia&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; i nadzieja&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, oddalali się coraz bardziej od życia i tracili jego poczucie. Oboje byli jak ludzie, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y odpłynąwszy okrętem od lądu, nie widzą już b&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;egu i pogrążają się z wolna w nieskończoność. Oboje zmieniali się stopniowo w du&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;y smutne, rozmiłowane w sobie i w Chrystusie i gotowe odlecieć. Czasem tylko w jego sercu zrywał się jeszcze b&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;l, jak wi&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;er, czasem błysnęła, jak błyskawica, nadzieja, zrodzona z miłości i wiary w miłosierdzie Ukrzyżowanego Boga, lecz co dzień więcej i on odrywał się od ziemi, a oddawał się śmierci. Rankiem, gdy wy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odził z więzienia, pat&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ył na świat, na miasto, na znajomy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; i na sprawy życiowe jak p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez sen. Wszystko wydawało mu się obcym, odległym, czczym i znikomym. P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;estała go p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;erażać nawet groza mąk, miał bowiem uczucie, że to jest &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ecz, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rą można p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ejść jakby w zamyśleniu, z oczyma utkwionymi w coś innego. Obojgu zdawało się, że poczyna i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; już ogarniać wieczność. Rozmawiali o miłości, o tym, jak będą miłowali się i żyli razem, ale jedynie z tamtej strony grobu, i jeśli czasem myśl i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; zwracała się jeszcze ku &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eczom ziemskim, to tylko jak myśl ludzi, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y gotując się w wielką drogę, rozmawiają o p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ygotowania&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; podr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. Zresztą otaczała i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; cisza taka, jaka otacza dwie kolumny stojące gdzieś na pustkowiu i zapomniane. &lt;span class="chg"&gt;H&lt;/span&gt;odziło im już tylko o to, by Chrystus i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; nie rozdzielił; a gdy każda &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wila wzmagała w ni&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; tę pewność, rozko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ali się w Nim jak w ogniwie, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; miało połączyć, jak w nieskończonym szczęściu i w nieskończonym spokoju. Na ziemi jeszcze opadał z ni&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; pro&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; ziemi. Dusze stały się w ni&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; czyste jak łzy. Pod grozą śmierci, wśr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d nędzy i cierpień, na barłogu więziennym poczęło się dla ni&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; niebo, albowiem ona brała go za rękę i prowadziła, jakby już zbawiona i święta, do wieczystego źr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;dła życia.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział sześćdziesiąty drugi</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/62/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/62/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział sześćdziesiąty drugi&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Mrok jeszcze nie zapadł, gdy już pierwsze fale ludu poczęły napływać do ogrod&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w cezara. Tłumy, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ybrane świątecznie, uwieńczone, o&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ocze i śpiewające, a w części pijane, szły pat&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eć na nowe, wspaniałe widowisko. Ok&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yki: „Semaxii! Sarmenticii!”, rozlegały się na Via Tecta, na moście Emiliusza i z drugiej strony Tybru, na drodze Tryumfalnej, koło cyrku Nerona i aż hen po wzg&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e Watykańskie. Widywano już i pop&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ednio w Rzymie ludzi palony&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; na słupa&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, lecz nigdy dotąd nie widziano takiej ilości skazany&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. Cezar i Tygellin, &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;cąc skończyć z &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eścijanami, a zarazem zapobiec zarazie, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ra z więzień roz&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odziła się coraz bardziej po mieście, nakazali opr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żnić wszystkie podziemia, tak że zostało w ni&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; zaledwie kilkudziesięciu ludzi, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eznaczony&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; na koniec ig&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ysk. Toteż tłumy po p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ebyciu bram ogrodowy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; oniemiały ze zdziwienia. Wszystkie aleje gł&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wne i boczne, biegnące wśr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d gęstwiny d&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ew, wok&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ł łąk, kęp, staw&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, sadzawek i poletek obsiany&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; kwieciem, nabite były smolnymi słupami, do kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; pop&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ywiązywano &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eścijan. Z wyższy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; miejsc, gdzie widoku nie zasłaniały d&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ewa, można było dost&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ec cale szeregi pal&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w i ciał, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ybrany&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; w kwiaty, w liście mirtowe i w bluszcz, ciągnące się w głąb, po wyniosłościa&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; i nizina&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, tak daleko, że gdy bliższe wydawały się jak maszty naw, najdalsze p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;edstawiały się oczom jak kolorowe, pozatykane w ziemię tyrsy lub dzidy. Mnogość i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eszła oczekiwania samego ludu. Można było pomyśleć, że cały jakiś nar&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d pop&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ywiązywano do słup&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w dla ucie&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;y Rzymu i cezara. Gromady widz&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w zat&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymywały się p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ed pojedynczymi masztami, w miarę jak zaciekawiały je postaci, wiek lub płeć ofiar, oglądały twa&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e, wieńce, girlandy bluszczu, po czym szły dalej i dalej, zadając sobie pełne zdumienia pytania: „Zali mogło być tylu winny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; lub jak mogły podpalić Rzym dzieci, zaledwie zdolne &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odzić o własnej mocy?” I zdumienie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odziło z wolna w niepok&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;j.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział sześćdziesiąty tżeci</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/63/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/63/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział sześćdziesiąty t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eci&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Dramat &lt;em class="book-title"&gt;Aureolus&lt;/em&gt; dawano zwykle w teatra&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; lub amfiteatra&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; tak u&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ądzony&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, iż mogły otwierać się i two&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yć jakby dwie odrębne sceny. Lecz po widowisku w ogroda&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; cezara zanie&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ano zwykłego sposobu, szło bowiem o to, by jak największa liczba ludzi mogła pat&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eć na śmierć p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ybitego do k&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yża niewolnika, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rego w dramacie pożerał niedźwiedź. W teatra&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; rolę niedźwiedzia grywał obszyty w sk&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rę aktor, tym razem jednak p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;edstawienie miało być „prawdziwe”. Był to nowy pomysł Tygellina. Cezar początkowo zapowiedział, że nie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ybędzie, lecz z namowy faworyta zmienił zdanie. Tygellinus wytłumaczył mu, że po tym, co zaszło w ogroda&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, tym bardziej powinien pokazać się ludowi, i zarazem zaręczył, że uk&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yżowany niewolnik nie zelży go już, tak jak uczynił to Kryspus. Lud był już nieco p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;esycony i zmęczony p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;elewem krwi, zapowiedziano mu więc nowe rozdawnictwo bilet&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w loteryjny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; i podark&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, a zarazem ucztę wieczorną, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;edstawienie bowiem miało się odbywać wieczorem, w &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ęsiście oświetlonym amfiteat&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział sześćdziesiąty czwarty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/64/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/64/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział sześćdziesiąty czwarty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Po widowisku w ogroda&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; cezariański&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; więzienia opustoszały znacznie. &lt;span class="chg"&gt;H&lt;/span&gt;wytano wprawdzie jeszcze i więziono ofiary, podej&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ane o wyznawanie ws&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odniego zabobonu, ale obławy dostarczały i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; coraz mniej, zaledwie tyle, ile pot&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eba było do zapełnienia następny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; widowisk, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wnież miały się już ku końcowi. Lud, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;esycony krwią, okazywał coraz większe znużenie i coraz większy niepok&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;j z powodu niebywałego dotąd za&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;owywania się skazany&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. Obawy p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;esądnego Westynusa ogarnęły tysiące dusz. W tłuma&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; opowiadano coraz dziwniejsze &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eczy o mściwości &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eścijańskiego b&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;stwa. Tyfus więzienny, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry rozsze&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ył się po mieście, powiększył powsze&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ną bojaźń. Widziano częste pog&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eby i powta&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ano sobie na u&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;o, że pot&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ebne są nowe piacula dla p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ebłagania nieznanego boga. W świątynia&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; składano ofiary Jowiszowi i Libitynie. Wreszcie, mimo wszelki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; usiłowań Tygellina i jego poplecznik&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, rozsze&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ało się coraz bardziej mniemanie, że miasto zostało spalone z rozkazu cezara i że &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eścijanie cierpią niewinnie.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział sześćdziesiąty piąty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/65/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/65/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział sześćdziesiąty piąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Pewnego wieczoru odwiedził Petroniusza senator Scewinus i począł z nim długą rozmowę o ciężki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; czasa&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; obaj żyli, i o ceza&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e. M&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wił zaś tak otwarcie, że Petroniusz, lubo zap&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjaźniony z nim, począł się mieć na ostrożności. Na&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ekał, iż świat idzie k&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ywo i szalenie i że wszystko razem wzięte musi się skończyć jakąś klęską straszniejszą jeszcze niż pożar Rzymu. M&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wił, że nawet augustianie są znie&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ęceni, że Feniusz Rufus, drugi prefekt pretorian&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, znosi z największym p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymusem ohydne &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ądy Tygellina i że cały r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d Seneki doprowadzony jest do ostateczności postępowaniem cezara tak ze starym mist&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;em, jak i z Lukanem. W końcu począł nadmieniać o niezadowoleniu ludu, a nawet pretorian&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; znaczną część umiał sobie Feniusz Rufus pozyskać.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział sześćdziesiąty szusty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/66/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/66/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział sześćdziesiąty sz&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;sty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Za czas&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w Nerona weszły w zwyczaj &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;adkie dawniej i wyjątkowo tylko dawane p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;edstawienia wieczorne, tak w cyrku, jak i w amfiteatra&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. Augustianie lubili je, często bowiem po ni&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; następowały uczty i pijatyki trwające aż do rana. Jakkolwiek lud p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;esycony był już p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;elewem krwi, jednakże gdy rozeszła się wieść, że nad&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odzi koniec ig&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ysk i że ostatni &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eścijanie mają um&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eć na wieczornym widowisku, niep&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eliczone tłumy ściągnęły do amfiteatru. Augustianie stawili się jak jeden człowiek, domyślali się bowiem, że nie będzie to zwykłe p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;edstawienie i że cezar postanowił wyprawić sobie tragedię z boleści Winicjusza. Tygellin za&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ował tajemnicę, jaki rodzaj męki p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eznaczony był dla na&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eczonej młodego trybuna, ale to podniecało tylko powsze&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ną ciekawość. Ci, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y widywali niegdyś Ligię u Plaucjuszów, opowiadali teraz cuda o jej piękności. Inny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; zajmowało p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ede wszystkim pytanie, czy istotnie uj&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ą ją dziś na arenie, wielu bowiem spomiędzy ty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y słyszeli odpowiedź, jaką cezar dał Petroniuszowi u Nerwy, tłumaczyło ją sobie podw&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;jnie. Niekt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypuszczali wprost, że Nero odda lub może już oddał dziewicę Winicjuszowi: p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypomniano sobie, że była zakładniczką, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rej wolno było zatem czcić takie b&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;stwa, jakie jej się podobały, i kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rej prawo narod&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w nie pozwalało karać.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział sześćdziesiąty siudmy</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/67/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/67/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział sześćdziesiąty si&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;dmy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Cztere&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; Bityńczyków niosło ostrożnie Ligię do domu Petroniusza, Winicjusz zaś i Ursus szli obok, śpiesząc się, by jak najprędzej oddać ją w ręce greckiego leka&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;a. Szli w milczeniu, gdyż po p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ejścia&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; dnia tego nie mogli się zdobyć na rozmowę. Winicjusz był doty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;czas jakby na wp&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ł p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ytomny. Powta&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ał sobie, że Ligia jest ocalona, że nie grozi jej już ni więzienie, ni śmierć w cyrku, że nieszczęścia i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; skończyły się raz na zawsze i że zabiera ją do domu, by nie rozłączyć się z nią więcej. I zdawało mu się, że to raczej początek jakiegoś innego życia niż &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eczywistość. Od czasu do czasu po&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ylał się nad otwartą lektyką, by pat&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eć na tę ko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;aną twa&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ra p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y świetle księżyca wydawała się uśpioną, i powta&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ał w myśli: „To ona! Chrystus ocalił ją!” P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypominał sobie także, że do spoliarium, dokąd obaj z Ursusem odnieśli Ligię, nadszedł jakiś nie znany mu leka&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt; i zapewnił go, że dziewczyna żyje i żyć będzie. Na myśl o tym radość rozpierała mu tak piersi, że &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wilami słabł i wspierał się na ramieniu Ursusa, nie mogąc iść o własnej mocy. Ursus zaś pat&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ył w usiane gwiazdami niebo i modlił się.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział sześćdziesiąty usmy</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/68/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/68/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział sześćdziesiąty &lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;smy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Petroniusz po uwolnieniu Ligii nie &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;cąc drażnić cezara udał się za nim wraz z innymi augustianami na Palatyn. Pragnął posłu&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ać, o czym tam będą m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wili, a zwłaszcza p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ekonać się, czy Tygellin nie obmyśli czegoś nowego na zgubę dziewczyny. I ona, i Ursus w&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odzili wprawdzie niejako pod opiekę ludu i bez wzniecenia rozru&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w nikt teraz nie m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;gł podnieść na ni&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; ręki, jednak Petroniusz wiedząc o nienawiści, jaką płonął ku niemu wsze&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;władny prefekt pretorii, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypuszczał, że prawdopodobnie &lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, nie mogąc go wprost dosięgnąć, będzie starał się jeszcze wyw&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eć jakimkolwiek sposobem zemstę na jego siost&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eńcu.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział sześćdziesiąty dziewiąty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/69/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/69/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział sześćdziesiąty dziewiąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wieść o cudownym ocaleniu Ligii szybko rozniosła się wśr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d rozbitk&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eścijański&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y ocaleli doty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;czas z pogromu. Wyznawcy poczęli się s&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odzić, by oglądać tę, nad kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rą jawnie okazała się łaska Chrystusowa. P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yszedł nap&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d młody Nazariusz z Miriamą, u kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; krył się doty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;czas Piotr Apostoł, a za nimi ściągali i inni. Wszyscy razem, wraz z Winicjuszcm, Ligią i &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eścijańskimi niewolnikami Petroniusza, słu&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ali ze skupieniem opowiadania Ursusa o głosie, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry odezwał się w jego duszy i nakazał mu walczyć z dzikim zwie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ęciem, i wszyscy od&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odzili z otu&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ą i nadzieją, że Chrystus nie pozwoli jednak wyplenić na ziemi do reszty swy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; wyznawc&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, zanim sam p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjdzie na sąd straszliwy. I nadzieja ta podt&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymywała i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; serca, albowiem p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eśladowanie nie ustawało dotąd. Kogo tylko głos publiczny wskazał jako &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eścijanina, tego wigilowie miejscy porywali naty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;miast do więzienia. Ofiar wprawdzie było już mniej, bo og&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ł wyznawc&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w s&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wytano i wymęczono, pozostali zaś albo wyszli z Rzymu, by w odległy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; prowincja&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eczekać bu&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ę, albo kryli się najstaranniej, nie odważając się zbierać na wsp&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;lne modlitwy inaczej, jak w arenaria&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; leżący&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; poza miastem. Jednakże śledzono i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; jeszcze i, pomimo iż właściwe ig&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yska były już ukończone, za&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;owywano i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; na następne lub sądzono doraźnie. Jakkolwiek lud rzymski nie wie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ył już, by &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eścijanie byli sprawcami pożaru miasta, jednakże ogłoszono i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; za niep&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjaci&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ł ludzkości i państwa i edykt p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eciw nim trwał ciągle w dawnej mocy.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział siedemdziesiąty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/70/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/70/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział siedemdziesiąty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;O b&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;asku następnego dnia dwie ciemne postaci posuwały się drogą Appijską ku r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wninom Kampanii.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jedną z ni&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; był Nazariusz, drugą Piotr Apostoł, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry opuszczał Rzym i męczony&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; w nim wsp&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;łwyznawc&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w. Niebo na ws&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odzie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ybierało już leciu&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ny odcień zielony, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry z wolna, coraz wyraźniej bramował się u dołu barwą szafranną. D&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ewa o srebrny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; liścia&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, białe marmury willi i łuki wodociąg&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, biegnące p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wninę ku miastu, wy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ylały się z cienia. Rozjaśniała się stopniowo zieloność nieba, nasycając się złotem. Za czym ws&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d zaczął r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żowieć i rozświecił Góry Albańskie, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re ukazały się cudne, liliowe, jakby z samy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; tylko blask&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w złożone.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział siedemdziesiąty pierwszy</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/71/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/71/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział siedemdziesiąty pierwszy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Aż wreszcie spełnił się czas dla obu Apostołów. Ale jakby na zakończenie służby, danym było Bożemu rybakowi ułowić dwie dusze nawet i w więzieniu. Żołnie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e Processus i Martynianus, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y pilnowali go w więzieniu Mamertyńskim, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjęli &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;est. Po czym nadeszła godzina męki. Nerona nie było w&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wczas w Rzymie. Wyrok wydali Helius i Politetes, dwaj wyzwoleńcy, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rym cezar powie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ył na czas swej niebytności &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ądy nad Rzymem. Wiekowego Apostoła poddano nap&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;episanej p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez prawo &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;łoście, a następnego dnia wywiedziono za mury miasta, ku wzg&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;om Watykańskim, gdzie miał ponieść p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eznaczoną mu karę k&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yża. Żołnie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y dziwił tłum, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry zebrał się p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ed więzieniem, gdyż w pojęciu i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; śmierć prostego człowieka i w dodatku cudzoziemca nie powinna była budzić tyle zajęcia, nie rozumieli zaś, że korow&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d &lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w nie składał się z ciekawy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, ale z wyznawc&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, pragnący&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; odprowadzić na miejsce kaźni Wielkiego Apostoła. Po południu otwo&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yły się wreszcie bramy więzienia i Piotr ukazał się wśr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d oddziału pretorian&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w. Słońce zniżyło się już nieco ku Ostii, dzień był ci&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;y i pogodny. Piotrowi ze względu na jego sędziwe lata nie kazano nieść k&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yża, sądzono bowiem, że go udźwignąć nie zdoła, ani też nie założono mu wideł na szyję, by mu nie utrudniać po&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odu. Szedł wolny i wierni mogli go widzieć doskonale. W &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wili gdy wśr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d żelazny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; hełm&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w żołnierski&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; ukazała się jego biała głowa, płacz rozległ się w tłumie, lecz naty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;miast prawie ustał, albowiem twa&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt; starca miała w sobie tyle pogody i taką jaśniała radością, iż wszyscy pojęli, że to nie ofiara idzie ku straceniu, ale zwycięzca odbywa po&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d tryumfalny.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział siedemdziesiąty drugi</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/72/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/72/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział siedemdziesiąty drugi&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Rzym szalał po dawnemu, tak iż zdawało się, że to miasto, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re podbiło świat, poczyna się wreszcie z bruku p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ewodnik&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w rozdzierać samo w sobie. Jeszcze zanim dla Apostołów wybiła ostatnia godzina, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yszedł spisek Pizona, a po nim kośba tak nieubłagana najwyższy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; gł&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w w Rzymie, że tym nawet, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y widzieli b&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;stwo w Neronie, wydał się on w końcu b&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;stwem śmierci. Żałoba padła na miasto, stra&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; rozsiadł się po doma&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; i w serca&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, ale portyki wieńczyły się bluszczem i kwiatami, nie wolno było okazywać żalu po zmarły&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. Ludzie, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y budzili się z rana, zadawali sobie pytanie, czyja dziś kolej nadejdzie. Orszak mar, ciągnący&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; za cezarem, powiększał się z dniem każdym.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział siedemdziesiąty tżeci</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/73/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/73/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział siedemdziesiąty t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eci&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Winicjusz do Petroniusza:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;„Wiemy i tu, carissime, co dzieje się w Rzymie, a czego nie wiemy, to nam dopowiadają listy twoje. Gdy &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ucisz kamień w wodę, fale roz&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odzą się coraz dalej i dalej naok&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ł, więc taka fala szału i złości doszła z Palatynu aż do nas. Po drodze do Grecji był tu wysłany p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez cezara Karynas, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry złupił miasta i świątynie, by pr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żny skarb zapełnić. Za cenę potu i łez ludzki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; buduje się w Rzymie Domus Aurea. Być może, że świat nie oglądał dotąd takiego domu, ale też nie oglądał i k&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ywd taki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. Ty p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ecie znasz Karynasa. Podobnym do niego był Chilo, zanim śmiercią nie odkupił życia. Lecz do leżący&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; w naszym pobliżu miasteczek nie dotarli jego ludzie, może dlatego, że nie masz w ni&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; świątyń i skarb&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w. Pytasz, czyśmy bezpieczni? Odpowiem ci tylko, żeśmy zapomniani, i nie&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; ci to wystarczy za odpowiedź. Oto w tej &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wili z portyku, pod kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rym piszę, widzę naszą spokojną zatokę, a na niej Ursusa w łodzi, zapuszczającego sieć w jasne tonie. Żona moja p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ędzie czerwoną wełnę obok mnie, a w ogroda&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; pod cieniem d&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ew migdałowy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; śpiewają nasi niewolnicy. O, co za spok&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;j, carissime, i jakie zapomnienie dawny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; trw&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;g i boleści! Ale to nie Parki, jak piszesz, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ędą tak słodko nić naszego żywota, to błogosławi nam Chrystus, umiłowany nasz Bóg i Zbawiciel. Żal i łzy znamy, bo nasza Prawda każe nam płakać nad cudzą niedolą, ale nawet i w owy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; łza&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; tkwi nie znana wam pocie&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;a, że kiedyś, gdy spłynie czas życia naszego, odnajdziem ty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; wszystki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; drogi&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y zginęli i za Boską naukę mają zginąć jeszcze. Dla nas Piotr i Paweł nie zmarli, lecz narodzili się w &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wale. Dusze nasze i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; widzą i gdy oczy płaczą, serca weselą się i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; weselem. O tak, drogi, jesteśmy szczęśliwi szczęściem, jakiego nic zbu&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yć nie zdoła, ponieważ śmierć, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ra dla was jest końcem wszystkiego, dla nas będzie tylko p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ejściem do większego jeszcze spokoju, większego ko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ania, większej radości.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Rozdział siedemdziesiąty czwarty</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/74/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/74/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Rozdział siedemdziesiąty czwarty&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jakoż Petroniusz nie mylił się. W dwa dni p&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;źniej młody Nerwa, zawsze mu życzliwy i oddany, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ysłał do Cumae swego wyzwoleńca z wiadomościami o wszystkim, co działo się na dwo&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e cezara. Zguba Petroniusza była już postanowiona. Nazajut&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt; wiecz&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;r zamie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ano wysłać do niego centuriona z rozkazem, aby zat&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymał się w Cumae i czekał tam dalszy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; rozpo&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ądzeń. Następny posłaniec, wyprawiony w kilka dni p&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;źniej, miał p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ynieść mu wyrok śmierci.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Epilog</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/75/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/quo-vadis/75/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Epilog&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Początkowo bunt legii galijski&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; pod wodzą Windeksa nie zdawał się być zbyt groźnym. Cezar miał dopiero t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ydziesty pierwszy rok życia i nikt nie śmiał się spodziewać, by świat wnet już miał być wolny od duszącej go zmory. Wspomniano, że wśr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d legii nieraz już, jeszcze za dawniejszy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; panowań, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odziło do rozru&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re jednak mijały nie pociągając za sobą zmiany panowań. Tak za Tyberiusza Drusus uśmie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ył bunt legii panoński&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, a Germanikus nadreński&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. „Kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ż by zresztą — m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wili ludzie — m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;gł objąć po Neronie panowanie, gdy wszyscy niemal potomkowie boskiego Augusta wyginęli za jego &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ąd&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w?” Inni, pat&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ąc na kolosy wyobrażające go jako Herkulesa, mimo woli wyobrażali sobie, że żadna siła takiej potęgi nie złamie. Byli i tacy, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y od czasu jak wyje&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ał do Achai, tęsknili po nim, albowiem Helius i Politetes, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rym zostawił &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ądy Rzymu i Italii, &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ądzili jeszcze krwawiej od niego.&lt;/p&gt;</description></item></channel></rss>