Ta strona jest napisana po nowopolsku. Wolisz pisownię tradycyjną?

Pżełącz na pisownię tradycyjną

Biblioteka › Quo vadis

Rozdział pierwszy

Quo vadis

Rozdział pierwszy

Petroniusz obudził się zaledwie koło południa i jak zwykle, zmęczony bardzo. Popżedniego dnia był na uczcie u Nerona, ktura pżeciągnęła się do puźna w noc. Od pewnego czasu zdrowie jego zaczęło się psuć. Sam muwił, że rankami budzi się jakby zdrętwiały i bez możności zebrania myśli. Ale poranna kąpiel i staranne wygniatanie ciała pżez wprawionyh do tego niewolnikuw pżyśpieszało stopniowo obieg jego leniwej krwi, rozbudzało go, cuciło, wracało mu siły, tak że z elaeothesium, to jest z ostatniego kąpielowego pżedziału, wyhodził jeszcze jakby wskżeszony, z oczami błyszczącymi dowcipem i wesołością, odmłodzon, pełen życia, wykwintny, tak niedościgniony, że sam Otho nie mugł się z nim poruwnać, i prawdziwy, jak go nazywano: arbiter elegantiarum.

W łaźniah publicznyh bywał żadko: hyba że zdażył się jakiś budzący podziw retor, o kturym muwiono w mieście, lub gdy w efebiah odbywały się wyjątkowo zajmujące zapasy. Zresztą miał w swej insuli własne kąpiele, kture słynny wspulnik Sewerusa, Celer, rozszeżył mu, pżebudował i użądził z tak nadzwyczajnym smakiem, iż sam Nero pżyznawał im wyższość nad cezariańskimi, hociaż cezariańskie były obszerniejsze i użądzone z nieruwnie większym pżepyhem.

Po owej więc uczcie, na kturej znudziwszy się błaznowaniem Watyniusza brał wraz z Neronem, Lukanem i Senecjonem udział w diatrybie: czy kobieta ma duszę — wstawszy puźno, zażywał, jak zwykle, kąpieli. Dwaj ogromni balneatoży złożyli go właśnie na cyprysowej mensie, pokrytej śnieżnym egipskim byssem, i dłońmi, maczanymi w wonnej oliwie, poczęli nacierać jego kształtne ciało — on zaś z zamkniętymi oczyma czekał, aż ciepło laconicum i ciepło ih rąk pżejdzie w niego i usunie zeń znużenie.

Lecz po pewnym czasie pżemuwił — i otwożywszy oczy jął rozpytywać o pogodę, a następnie o gemmy, kture jubiler Idomen obiecał mu pżysłać na dzień dzisiejszy do obejżenia... Pokazało się, że pogoda jest piękna, połączona z lekkim powiewem od Gór Albańskich, i że gemmy nie pżyszły. Petroniusz znuw pżymknął oczy i wydał rozkaz, by pżeniesiono go do tepidarium, gdy wtem spoza kotary wyhylił się nomenclator oznajmiając, że młody Markus Winicjusz, pżybyły świeżo z Azji Mniejszej, pżyszedł go odwiedzić.

Petroniusz kazał wpuścić gościa do tepidarium, dokąd i sam się pżeniusł. Winicjusz był synem jego starszej siostry, ktura pżed laty wyszła za Marka Winicjusza, męża konsularnego z czasuw Tyberiuszowych. Młody służył obecnie pod Korbulonem pżeciw Partom i po ukończonej wojnie wracał do miasta. Petroniusz miał dla niego pewną słabość, graniczącą z pżywiązaniem, albowiem Markus był pięknym i atletycznym młodzieńcem, a zarazem umiał zahowywać pewną estetyczną miarę w zepsuciu, co Petroniusz cenił nad wszystko.

— Pozdrowienie Petroniuszowi! — żekł młody człowiek whodząc sprężystym krokiem do tepidarium — nieh wszyscy bogowie dażą cię pomyślnością, a zwłaszcza Asklepios i Kipryda, albowiem pod ih podwujną opieką nic złego spotkać cię nie może.

— Witaj w Rzymie i nieh ci odpoczynek będzie słodki po wojnie — odżekł Petroniusz wyciągając rękę spomiędzy fałd miękkiej karbassowej tkaniny, w kturą był obwinięty. — Co słyhać w Armenii i czy bawiąc w Azji nie zawadziłeś o Bitynię?

Petroniusz był niegdyś żądcą Bitynii i co większa, żądził nią sprężyście i sprawiedliwie. Stanowiło to dziwną spżeczność z harakterem człowieka słynnego ze swej zniewieściałości i zamiłowania do rozkoszy — dlatego lubił wspominać te czasy, albowiem stanowiły one dowud, czym by być mugł i umiał, gdyby mu się podobało.

— Zdażyło mi się być w Heraklei — odżekł Winicjusz. — Wysłał mnie tam Korbulo z rozkazem ściągnięcia posiłkuw.

— Ah, Heraklea! Znałem tam jedną dziewczynę z Kolchidy, za kturą oddałbym wszystkie tutejsze rozwudki, nie wyłączając Poppei. Ale to dawne dzieje. Muw raczej, co słyhać od ściany partyjskiej. Nudzą mnie wprawdzie te wszystkie Wologezy, Tyrydaty, Tygranesy i cała ta barbaria, ktura, jak twierdzi młody Arulanus, hodzi u siebie w domu jeszcze na czworakah, a tylko wobec nas udaje ludzi. Ale teraz dużo się o nih muwi w Rzymie, hoćby dlatego, że niebezpiecznie muwić o czym innym.

— Ta wojna źle idzie i gdyby nie Korbulo, mogłaby się zmienić w klęskę.

— Korbulo! Na Bakcha! Prawdziwy to bożek wojny, istny Mars: wielki wudz, a zarazem zapalczywy, prawy i głupi. Lubię go, hoćby dlatego, że Nero go się boi.

— Korbulo nie jest człowiekiem głupim.

— Może masz słuszność, a zresztą wszystko to jedno. Głupota, jak powiada Pyrron, w niczym nie jest gorsza od mądrości i w niczym się od niej nie rużni.

Winicjusz począł opowiadać o wojnie, lecz gdy Petroniusz pżymknął powieki, młody człowiek, widząc jego znużoną i nieco wyhudłą tważ, zmienił pżedmiot rozmowy i jął wypytywać go z pewną troskliwością o zdrowie.

Petroniusz otwożył znuw oczy.

Zdrowie!... Nie. On nie czuł się zdruw. Nie doszedł jeszcze wprawdzie do tego, do czego doszedł młody Sisenna, ktury stracił do tego stopnia czucie, że gdy go pżynoszono rano do łaźni, pytał: „Czy ja siedzę?” Ale nie był zdruw. Winicjusz oddał go oto pod opiekę Asklepiosa i Kiprydy. Ale on, Petroniusz, nie wieży w Asklepiosa. Nie wiadomo nawet, czyim był synem ten Asklepios, czy Arsinoe, czy Koronidy, a gdy matka niepewna, cuż dopiero muwić o ojcu. Kto teraz może ręczyć nawet za swego własnego ojca!

Tu Petroniusz począł się śmiać, po czym muwił dalej:

— Posłałem wprawdzie dwa lata temu do Epidauru tży tuziny żywyh paszkotuw i kubek złota, ale wiesz dlaczego? Oto powiedziałem sobie: pomoże — nie pomoże, ale nie zaszkodzi. Jeśli ludzie składają jeszcze na świecie ofiary bogom, to jednak myślę, że wszyscy rozumują tak jak ja. Wszyscy! Z wyjątkiem może mulnikuw, ktuży najmują się podrużnym pży Porta Capena. Prucz Asklepiosa miałem także do czynienia i z asklepiadami, gdym zeszłego roku horował trohę na pęheż. Odprawiali za mnie inkubację. Wiedziałem, że to oszuści, ale ruwnież muwiłem sobie: co mi to szkodzi! Świat stoi na oszustwie, a życie jest złudzeniem. Dusza jest także złudzeniem. Tżeba mieć jednak tyle rozumu, by umieć rozrużnić złudzenia rozkoszne od pżykryh. W moim hypocaustum każę palić cedrowym dżewem posypywanym ambrą, bo wolę w życiu zapahy od zaduhuw. Co do Kiprydy, kturej mnie także poleciłeś, doznałem jej opieki o tyle, że mam stżykanie w prawej nodze. Ale zresztą to dobra bogini! Pżypuszczam, że i ty także poniesiesz teraz prędzej czy puźniej białe gołębie na jej ołtaż.

— Tak jest — żekł Winicjusz. — Nie dosięgnęły mnie stżały Partów, ale trafił mnie grot Amora... najniespodzianiej, o kilka stadiuw od bramy miasta.

— Na białe kolana Charytek! Opowiesz mi to wolnym czasem — żekł Petroniusz.

— Właśnie pżyszedłem zasięgnąć twej rady — odpowiedział Markus.

Lecz w tej hwili weszli epilatorowie, ktuży zajęli się Petroniuszem, Markus zaś zżuciwszy tunikę wstąpił do wanny z letnią wodą, albowiem Petroniusz zaprosił go do kąpieli.

— Ah, nie pytam nawet, czy masz wzajemność — odżekł Petroniusz spoglądając na młode, jakby wykute z marmuru ciało Winicjusza. — Gdyby Lizypp był cię widział, zdobiłbyś teraz bramę wiodącą do Palatynu, jako posąg Herkulesa w młodzieńczym wieku.

Młody człowiek uśmiehnął się z zadowoleniem i począł zanużać się w wannie, wyhlustywując pży tym obficie ciepłą wodę na mozaikę pżedstawiającą Herę w hwili, gdy prosi Sen o uśpienie Zeusa. Petroniusz patżył na niego zadowolonym okiem artysty.

Lecz gdy skończył i oddał się z kolei epilatorom, wszedł lector z puszką brązową na bżuhu i zwojami papieru w puszce.

— Czy hcesz posłuhać? — spytał Petroniusz.

— Jeśli to twuj utwur, hętnie! — odpowiedział Winicjusz — ale jeśli nie, wolę rozmawiać. Poeci łapią dziś ludzi na wszystkih rogah ulic.

— A jakże. Nie pżejdziesz koło żadnej bazyliki, koło termuw, koło biblioteki lub księgarni, żebyś nie ujżał poety gestykulującego jak małpa. Agryppa, gdy tu pżyjehał ze Wschodu, wziął ih za opętanyh. Ale to teraz takie czasy. Cezar pisuje wiersze, więc wszyscy idą w jego ślady. Nie wolno tylko pisywać wierszy lepszyh od cezara i z tego powodu boję się trohę o Lukana... Ale ja pisuję prozą, kturą jednak nie częstuję ani samego siebie, ani innyh. To, co lector miał czytać, to są codicilli tego biednego Fabrycjusza Wejenta.

— Dlaczego „biednego”?

— Bo mu powiedziano, żeby zabawił się w Odysa i nie wracał do domowyh pieleszy aż do nowego rozpożądzenia. Ta odyseja o tyle mu będzie lżejsza niż Odyseuszowi, że żona jego nie jest Penelopą. Nie potżebuję ci zresztą muwić, że postąpiono głupio. Ale tu nikt inaczej żeczy nie bieże, jak po wieżhu. To dość liha i nudna książka, kturą zaczęto namiętnie czytać dopiero wuwczas, gdy autor został wygnany. Teraz słyhać na wszystkie strony: „Scandala! Scandala!” , i być może, że niekture żeczy Wejento wymyślał, ale ja, ktury znam miasto, znam naszyh patres i nasze kobiety, upewniam cię, iż to wszystko bledsze niż żeczywistość. Swoją drogą każdy szuka tam obecnie — siebie z obawą, a znajomyh z pżyjemnością. W księgarni Awirunusa stu skrybuw pżepisuje książkę za dyktandem — i powodzenie jej zapewnione.

— Twoih sprawek tam nie ma?

— Są, ale autor hybił, albowiem jestem zarazem i gorszy, i mniej płaski, niż mnie pżedstawił. Widzisz, my tu dawno zatraciliśmy poczucie tego, co jest godziwe lub niegodziwe, i mnie samemu wydaje się, że tak naprawdę to tej rużnicy nie ma, hociaż Seneka, Muzoniusz i Trazea udają, że ją widzą. Mnie to wszystko jedno! Na Herkulesa, muwię, jak myślę! Ale zahowałem tę wyższość, że wiem, co jest szpetne, a co piękne, a tego na pżykład nasz miedzianobrody poeta, furman, śpiewak, tanceż i histrio — nie rozumie.

— Żal mi jednak Fabrycjusza! To dobry toważysz.

— Zgubiła go miłość własna. Każdy go podejżewał, nikt dobże nie wiedział, ale on sam nie mugł wytżymać i na wszystkie strony rozgadywał pod sekretem. Czy ty słyszałeś historię Rufinusa?

— Nie.

— To pżejdźmy do frigidarium, gdzie wyhłodniemy i gdzie ci ją opowiem.

Pżeszli do frigidarium, na środku kturego biła fontanna zabarwiona na kolor jasnorużowy i roznosząca woń fiołkuw. Tam siadłszy w niszah wysłanyh jedwabiem, poczęli się ohładzać. Pżez hwilę panowało milczenie. Winicjusz patżył czas jakiś w zamyśleniu na brązowego fauna, ktury pżegiąwszy sobie pżez ramię nimfę szukał hciwie ustami jej ust, po czym żekł:

— Ten ma słuszność. Oto co jest w życiu najlepsze.

— Mniej więcej! Ale ty prucz tego kohasz wojnę, kturej ja nie lubię, albowiem pod namiotami paznokcie pękają i pżestają być rużowe. Zresztą każdy ma swoje zamiłowania. Miedzianobrody lubi śpiew, zwłaszcza swuj własny, a stary Scaurus swoją wazę koryncką, ktura w nocy stoi pży jego łożu i kturą całuje, jeśli nie może spać. Wycałował już jej bżegi. Powiedz mi, czy ty nie pisujesz wierszy?

— Nie. Nie złożyłem nigdy całego heksametru.

— A nie grywasz na lutni i nie śpiewasz?

— Nie.

— A nie powozisz?

— Ścigałem się swego czasu w Antiochii, ale bez powodzenia.

— Tedy jestem o ciebie spokojny. A do jakiego stronnictwa należysz w hipodromie?

— Do Zielonych.

— Tedy jestem zupełnie spokojny, zwłaszcza że posiadasz wprawdzie duży majątek, ale nie jesteś tak bogaty jak Pallas albo Seneka. Bo widzisz, u nas teraz dobże jest pisać wiersze, śpiewać pży lutni, deklamować i ścigać się w cyrku, ale jeszcze lepiej, a zwłaszcza bezpieczniej jest nie pisywać wierszy, nie grać, nie śpiewać i nie ścigać się w cyrku. Najlepiej zaś jest umieć podziwiać, gdy to czyni Miedzianobrody. Jesteś pięknym hłopcem, więc ci to hyba może grozić, że Poppea zakoha się w tobie. Ale ona zbyt na to doświadczona. Miłości zażyła dość pży dwuh pierwszyh mężah, a pży tżecim hodzi jej o co innego. Czy wiesz, że ten głupi Otho koha ją dotąd do szaleństwa... Hodzi tam po skałah Hiszpanii i wzdyha, tak zaś stracił dawne pżyzwyczajenia i tak pżestał dbać o siebie, że na układanie fryzury wystarczy mu teraz tży godziny dziennie. Kto by się tego spodziewał, zwłaszcza po Othonie.

— Ja go rozumiem — odżekł Winicjusz. — Ale na jego miejscu robiłbym co innego.

— Co mianowicie?

— Twożyłbym wierne sobie legie z tamtejszyh gurali. To tędzy żołnieże ci Iberowie.

— Winicjuszu! Winicjuszu! Hce mi się prawie powiedzieć, że nie byłbyś do tego zdolny. A wiesz dlaczego? Oto takie żeczy się robi, ale się o nih nie muwi nawet warunkowo. Co do mnie, śmiałbym się na jego miejscu z Poppei, śmiałbym się z Miedzianobrodego i formowałbym sobie legie, ale nie z Iberów, tylko z Iberek. Co najwyżej, pisałbym epigramata, kturyh bym zresztą nie odczytywał nikomu, jak ten biedny Rufinus.

— Miałeś mi opowiedzieć jego historię.

— Opowiem ci ją w unctuarium.

Ale w unctuarium uwaga Winicjusza zwruciła się na co innego, mianowicie na cudne niewolnice, kture czekały tam na kąpiącyh się. Dwie z nih, Murzynki, podobne do wspaniałyh posąguw z hebanu, poczęły maścić ih ciała delikatnymi woniami Arabii, inne, biegłe w czesaniu Frygijki, tżymały w rękah, miękkih i giętkih jak węże, polerowane stalowe zwierciadła i gżebienie, dwie zaś, wprost do bustw podobne greckie dziewczyny z Kos, czekały jako vestiplicae, aż pżyjdzie hwila posągowego układania fałd na togah panuw.

— Na Zeusa Chmurozbiórcę! — żekł Markus Winicjusz — jaki ty masz u siebie wybur!

— Wolę wybur niż liczbę — odpowiedział Petroniusz. — Cała moja familia w Rzymie nie pżenosi czterystu głuw i sądzę, że do osobistej posługi hyba dorobkiewicze potżebują większej ilości ludzi.

— Piękniejszyh ciał nawet i Miedzianobrody nie posiada — muwił rozdymając nozdża Winicjusz.

Na to Petroniusz odżekł z pewną pżyjazną niedbałością:

— Jesteś moim krewnym, a ja nie jestem ani taki nieużyty jak Bassus, ani taki pedant jak Aulus Plaucjusz.

Lecz Winicjusz usłyszawszy to ostatnie imię zapomniał na hwilę o dziewczynah z Kos i podniusłszy żywo głowę, spytał:

— Skąd ci pżyszedł na myśl Aulus Plaucjusz? Czy wiesz, że ja, wybiwszy rękę pod miastem, spędziłem kilkanaście dni w ih domu. Zdażyło się, że Plaucjusz nadjehał w hwili wypadku i widząc, że cierpię bardzo, zabrał mnie do siebie, tam zaś niewolnik jego, lekaż Merion, pżyprowadził mnie do zdrowia. O tym właśnie hciałem z tobą muwić.

— Dlaczego? Czy nie zakohałeś się wypadkiem w Pomponii? W takim razie żal mi cię: niemłoda i cnotliwa! Nie umiem sobie wyobrazić gorszego nad to połączenia. Brr!

— Nie w Pomponii — eheu! — żekł Winicjusz.

— Zatem w kim?

— Gdybym ja sam wiedział w kim? Ale ja nie wiem nawet dobże, jak jej imię: Ligia czy Kallina? Nazywają ją w domu Ligią, gdyż pohodzi z narodu Ligów, a ma swoje barbażyńskie imię: Kallina. Dziwny to dom tyh Plaucjuszów. Rojno w nim, a ciho jak w gajah w Subiacum. Pżez kilkanaście dni nie wiedziałem, że mieszka w nim bustwo. Aż raz o świcie zobaczyłem ją myjącą się w ogrodowej fontannie. I pżysięgam ci na tę pianę, z kturej powstała Afrodyta, że promienie zoży pżehodziły na wylot pżez jej ciało. Myślałem, że gdy słońce zejdzie, ona rozpłynie mi się w świetle, jak rozpływa się jutżenka. Od tej pory widziałem ją dwukrotnie i od tej pory ruwnież nie wiem, co spokuj, nie wiem, co inne pragnienia, nie hcę wiedzieć, co może mi dać miasto, nie hcę kobiet, nie hcę złota, nie hcę korynckiej miedzi ani bursztynu, ani perłowca, ani wina, ani uczt, tylko hcę Ligii. Muwię ci szczeże, Petroniuszu, że tęsknię za nią, jak tęsknił ten Sen, wyobrażony na mozaice w twoim tepidarium, za Pasyteją, tęsknię po całyh dniah i nocah.

— Jeśli to niewolnica, to ją odkup.

— Ona nie jest niewolnicą.

— Czymże jest? Wyzwolenicą Plaucjusza?

— Nie będąc nigdy niewolnicą, nie mogła być wyzwolona.

— Więc?

— Nie wiem: curką krulewską czy czymś podobnym.

— Zaciekawiasz mnie, Winicjuszu.

— Lecz jeśli zehcesz mnie posłuhać, zaraz zaspokoję twoją ciekawość. Historia nie jest zbyt długa. Ty może osobiście znałeś Wanniusza, krula Swebów, ktury, wypędzony z kraju, długi czas pżesiadywał tu w Rzymie, a nawet wsławił się szczęśliwą grą w kości i dobrym powożeniem. Cezar Drusus wprowadził go znuw na tron. Wanniusz, ktury był w istocie żeczy tęgim człowiekiem, żądził z początku dobże i prowadził szczęśliwe wojny, puźniej jednak począł nadto łupić ze skury nie tylko sąsiaduw, ale i własnyh Swebów. Wuwczas Wangio i Sido, dwaj jego siostżeńcy, a synowie Wibiliusza, krula Hermandurów, postanowili zmusić go, by znuw pojehał do Rzymu... prubować szczęścia w kości.

— Pamiętam, to Klaudiuszowe, niedawne czasy.

— Tak. Wybuhła wojna. Wanniusz wezwał na pomoc Jazygów, jego zaś mili siostżeńcy Ligów, ktuży, zasłyszawszy o bogactwah Wanniusza i zwabieni nadzieją łupuw, pżybyli w takiej liczbie, iż sam cezar Klaudiusz począł obawiać się o spokuj granicy. Klaudiusz nie hciał mieszać się w wojny barbażyńcuw, napisał jednak do Ateliusza Histera, ktury dowodził legią naddunajską, by zwracał pilne oko na pżebieg wojny i nie pozwolił zamącić naszego pokoju. Hister zażądał wuwczas od Ligów, by pżyżekli, iż nie pżekroczą granicy, na co nie tylko zgodzili się, ale dali zakładnikuw, między kturymi znajdowała się żona i curka ih wodza... Wiadomo ci, że barbażyńcy wyciągają na wojny z żonami i dziećmi... Otuż moja Ligia jest curką owego wodza.

— Skąd to wszystko wiesz?

— Muwił mi to sam Aulus Plaucjusz. Ligowie nie pżekroczyli istotnie wuwczas granicy, ale barbażyńcy pżyhodzą jak buża i uciekają jak buża. Tak znikli i Ligowie, razem ze swymi tużymi rogami na głowah. Zbili Wanniuszowych Swebów i Jazygów, ale krul ih poległ, za czym odeszli z łupami, a zakładniczki zostały w ręku Histera. Matka wkrutce umarła, dziecko zaś Hister, nie wiedząc, co z nim robić, odesłał do żądcy całej Germanii, Pomponiusza. Uw po ukończeniu wojny z Kattami wrucił do Rzymu, gdzie Klaudiusz, jak wiesz, pozwolił mu odprawić tryumf. Dziewczyna szła wuwczas za wozem zwycięzcy, ale po skończonej uroczystości, ponieważ zakładniczki nie można było uważać za brankę, z kolei i Pomponiusz nie wiedział, co z nią zrobić, a wreszcie oddał ją swej siostże, Pomponii Grecynie, żonie Plaucjusza. W tym domu, gdzie wszystko, począwszy od panuw, a skończywszy na drobiu w kurniku, jest cnotliwe, wyrosła na dziewicę, niestety, tak cnotliwą jak sama Grecyna, a tak piękną, że nawet Poppea wyglądałaby pży niej jak jesienna figa pży jabłku hesperyjskim.

— I co?

— I powtażam ci, że od hwili gdy widziałem, jak promienie pżehodziły pży fontannie na wskroś pżez jej ciało, zakohałem się bez pamięci.

— Jest więc tak pżezroczysta jak lampryska albo jak młoda sardynka?

— Nie żartuj, Petroniuszu, a jeśli cię łudzi swoboda, z jaką ja sam o mojej żądzy muwię, wiedz o tym, że jaskrawa suknia częstokroć głębokie rany pokrywa. Muszę ci też powiedzieć, że wracając z Azji pżespałem jedną noc w świątyni Mopsusa, aby mieć sen wrużebny. Otuż we śnie pojawił mi się sam Mopsus i zapowiedział, że w życiu moim nastąpi wielka pżemiana pżez miłość.

— Słyszałem, jak Pliniusz muwił, że nie wieży w boguw, ale wieży w sny i być może, że ma słuszność. Moje żarty nie pżeszkadzają mi też myśleć czasem, że naprawdę jest tylko jedno bustwo, odwieczne, wszehwładne, twurcze — Venus Genitrix. Ona skupia dusze, skupia ciała i żeczy. Eros wywołał świat z haosu. Czy dobże uczynił, to inna żecz, ale gdy tak jest, musimy uznać jego potęgę, hoć wolno jej nie błogosławić...

— Ah, Petroniuszu! Łatwiej na świecie o filozofię niż o dobrą radę.

— Powiedz mi, czego ty właściwie hcesz?

— Hcę mieć Ligię. Hcę, by te moje ramiona, kture obejmują teraz tylko powietże, mogły objąć ją i pżycisnąć do piersi. Hcę oddyhać jej thnieniem. Gdyby była niewolnicą, dałbym za nią Aulusowi sto dziewcząt z nogami pobielonymi wapnem na znak, że je pierwszy raz wystawiono na spżedaż. Hcę ją mieć w domu moim doputy, dopuki głowa moja nie będzie tak biała, jak szczyt Soracte w zimie.

— Ona nie jest niewolnicą, ale ostatecznie należy do familii Plaucjusza, a ponieważ jest dzieckiem opuszczonym, może być uważana jako alumna. Plaucjusz mugłby ci ją odstąpić, gdyby hciał.

— To hyba nie znasz Pomponii Grecyny. Zresztą oboje pżywiązali się do niej jak do własnego dziecka.

— Pomponię znam. Istny cyprys. Gdyby nie była żoną Aulusa, można by ją wynajmować jako płaczkę. Od śmierci Julii nie zżuciła ciemnej stoli i w ogule wygląda, jakby za życia jeszcze hodziła po łące porosłej asfodelami. Jest pży tym univira, a więc między naszymi cztero— i pięciokrotnymi rozwudkami jest zarazem Feniksem... Ale... czy słyszałeś, że Feniks jakoby naprawdę wylągł się teraz w gurnym Egipcie, co mu się zdaża nie częściej jak raz na pięćset lat?

— Petroniuszu! Petroniuszu! O Feniksie pogadamy kiedy indziej.

— Cuż ja ci powiem, muj Marku. Znam Aula Plaucjusza, ktury lubo nagania muj sposub życia, ma do mnie pewną słabość, a może nawet szanuje mnie więcej od innyh, wie bowiem, że nie byłem nigdy donosicielem, jak na pżykład Domicjusz Afer, Tygellinus i cała zgraja pżyjaciuł Ahenobarba. Nie udając pży tym stoika kżywiłem się jednak nieraz na takie postępki Nerona, na kture Seneka i Burrhus patżyli pżez szpary. Jeśli sądzisz, że mogę coś dla ciebie u Aulusa wyjednać — jestem na twoje usługi.

— Sądzę, że możesz. Ty masz na niego wpływ, a pży tym umysł twuj posiada niewyczerpane sposoby. Gdybyś się rozejżał w położeniu i pomuwił z Plaucjuszem...

— Zbytnie masz pojęcie o moim wpływie i o dowcipie, ale jeśli tylko o to hodzi, pomuwię z Plaucjuszem, jak tylko pżeniosą się do miasta.

— Oni wrucili dwa dni temu.

— W takim razie pujdziemy do triclinium, gdzie czeka na nas śniadanie, a następnie, nabrawszy sił, każemy się zanieść do Plaucjusza.

— Zawsześ mi był miły — odżekł na to z żywością Winicjusz — ale teraz każę hyba ustawić wśrud moih laruw twuj posąg — ot, taki piękny jak ten — i będę mu składał ofiary.

To żekłszy zwrucił się w stronę posąguw, kture zdobiły całą jedną ścianę wonnej świetlicy, i wskazał ręką na posąg Petroniusza, pżedstawiający go jako Hermesa z posohem w dłoni.

Po czym dodał:

— Na światło Heliosa! Jeśli „boski” Aleksander był do ciebie podobny— nie dziwić się Helenie.

I w okżyku tym było tyleż szczerości, ile pohlebstwa, Petroniusz bowiem, lubo starszy i mniej atletyczny, piękniejszy był nawet od Winicjusza. Kobiety w Rzymie podziwiały nie tylko jego giętki umysł i smak, ktury mu zjednał nazwę arbitra elegancji, ale i ciało. Podziw uw znać było nawet na tważah owyh dziewcząt z Kos, kture układały teraz fałdy jego togi, a z kturyh jedna, imieniem Eunice, skrycie go kohająca, patżyła mu w oczy z pokorą i zahwytem.

Lecz on nie zwrucił nawet na to uwagi, jeno uśmiehnąwszy się do Winicjusza począł cytować mu w odpowiedzi wyrażenie Seneki o kobietah:

— Animal impudens... etc...

A następnie otoczywszy ręką jego ramiona wyprowadził go do triclinium.

W unctuarium dwie greckie dziewczyny, Frygijki i dwie Murzynki poczęły upżątać epilihnia z woniami. Lecz w tejże hwili spoza uhylonej kotary od frigidarium ukazały się głowy balneatoruw i rozległo się cihe: „psst” — a na to wezwanie jedna z Greczynek, Frygijki i dwie Etiopki, poskoczywszy żywo, znikły w mgnieniu oka za kotarą. W termah rozpoczynała się hwila swawoli i rozpusty, kturej inspektor nie pżeszkadzał, albowiem sam częstokroć brał w podobnyh hulankah udział. Domyślał się ih zresztą i Petroniusz, ale jako człowiek wyrozumiały i nie lubiący karać, patżył na nie pżez szpary.

W unctuarium pozostała tylko Eunice. Czas jakiś nasłuhiwała oddalającyh się w kierunku laconicum głosuw i śmiehuw, wreszcie uniusłszy wykładany bursztynem i kością słoniową stołek, na kturym pżed hwilą siedział Petroniusz, pżysunęła się ostrożnie do jego posągu.

Unctuarium pełne było słonecznego światła i koloruw bijącyh od tęczowyh marmuruw, kturymi wyłożone były ściany.

Eunice wstąpiła na stołek — i znalazłszy się na wysokości posągu, nagle zażuciła mu na szyję ramiona, po czym odżuciwszy w tył swe złote włosy i tuląc rużowe ciało do białego marmuru, poczęła pżyciskać w uniesieniu usta do zimnyh warg Petroniusza.

Wolne Lektury

Książka pohodzi z serwisu Wolne Lektury: Henryk Sienkiewicz, „Quo vadis”. Utwur w domenie publicznej. Zmiany: pisownia nowopolska (ó → u, rz → ż, ch → h; nazwy własne bez zmian), bez pżypisuw.

Pobież e-book w pisowni nowopolskiej (EPUB)