W. M. mego miłościwego Pana
Sprawa w Trojej.
Powiem, jeno słuhaj!
Skoro w radzie zasiedli panowie, krul napżud
Tę żecz do nih uczynił: «Nie zwykłem nic nigdy
Bez rady waszej czynić; a byh też zwykł kiedy
(Czego w pamięci nie mam), w tej sprawie koniecznie
Syna swego byh nie hciał, aby mię ojcowska
Miłość pżeciw synowi jako nie uwiodła.
Bo aczci to podobno nie darmo żeczono:
»Krew nie woda«, lecz u mnie pospolitej żeczy
Powinowactwo więtsze. A tak, co się kolwiek
Wam wszytkim będzie zdało, toż i ja pohwalę.
Syn muj w Grecyjej żony dostał, nie wiem jako;
Tej się upominają od Greków posłowie.
Wydać abo nie wydać; w tym rozmysłu tżeba».
Zatym wstał Aleksander i tak muwić począł:
«Pży pierwszej posłuw skardze dałem dostateczną
Sprawę o sobie; teraz nie hcę uszu waszyh
Słowy proznymi bawić, ale maluczko co
Powiedziawszy, ostatek na Boga pżypuszczę
I na łaskę ojcowską, i was wszytkih zdanie.
Wszytkim wam jest świadomo, jakim ja był żywot
Wziął pżed się, żeciem nigdy tyh burkowyh biesiad
Patżąc nie hciał; wolałem po gęstyh dąbrowah
Prędkie jelenie gonić abo dzikie świnie.
Anim ja tego sobie za niewczas poczytał
W budzie leśnej się pżespać i nad stady hodzić.
Nie myśliłciem ja wtenczas namniej o Helenie
Ani to imię pżedtym w uszu myh postało.
Wenus, kiedy mię napżud tży boginie sobie
Za sędziego obrały, Wenus mi ją sama
Napierwej zaleciła i za żonę dała.
Ludzie, widzę, u Boga szczęścia sobie proszą,
A ja kiedy mię z hęci swej tym potykali,
Miałem gardzić? Pżyjąłem, i pżyjąłem wdzięcznie,
I mam pewną nadzieję, że tenże bug, ktury
Ućcił mię napżud, będzie i do końca szczęścił
I co mi dał, nie da mi leda jako wydżeć.
A byh też był żony swej ludzkim obyczajem
Dostawał, nie wiem, czemu onym się zyść miało
Medeą z domu wykraść od pżyjaciuł naszyh,
A mnie zaś ih fortelu takimże fortelem
Oddać się nie godziło?
Jeslim co tedy winien, toż i oni winni.
Hcą li nagrody, nieh ją sami pierwej czynią,
Jako ci, ktuży kżywdę napżud uczynili.
A tam, ojcze, nie tylko żonę moję, ale
I mnie samego wydaj, niehaj pokutuję!
Gdzie by też to o sobie tak rozumieć hcieli,
Że im każdy, a oni nie winni nikomu
Sprawiedliwości czynić: tego, da Bóg, nigdy
Nad nami nie pżewiodą ani ih z to będzie.
Nie tuszęć ja, żebyś ty, ojcze muj łaskawy,
Nie pomniał jeszcze kżywdy i szkud staradawnyh,
Ktureś wziął od tyh panuw i to państwo sławne.
Jeszczeć mury na ziemi leżą powalone
I pola do tej doby pustyniami stoją,
Znaki miecza greckiego i okrutnej ręki.
A byś też tego dobże nie hciał sam pamiętać,
Hesyjona pamiętać musi, siostra twoja,
Ojcze, a moja ciotka, ktura do tej doby
U nih w niewoli żywie, jesli jeszcze żywie.
Tej nam kżywdy, o krulu, jedna nie nagrodzi
Helena ani jeden Parys powetuje».
Tu pżestał Aleksander, a szept między ludźmi
Rozlegał się po sali. Jako więc ku latu
Robotne pszczoły w ulu szemżą, kiedy wodza
Nowego oglądały, a hęć nastąpiła
Od macior się wynosić i nowe zaczynać
Gospodarstwo, szmer w ulu i rozruh kryjomy:
Taki dźwięk tam natenczas wstał był między ludźmi,
Ktury skoro ucihnął, Antenor jął muwić:
«Prawdzie długih wywoduw, krulu, nie potżeba:
Aleksander, w Grecyjej gościem w domu będąc
Człowieka pżedniejszego, na gościnne prawa
Nie pomniąc, żonę mu wziął i pżywłaszczył sobie.
By mu był niewolnicę naliższą pżemuwił,
Winien by mu był został, cuż kiedy wziął żonę,
Kturej ani zaniedbać, ani też dohodzić
Dobry, ućciwy człowiek bez wstydu nie może?
Winien mu nie po mału. On, hocia ze wstydem,
Żony się upomina, a ja wrucić radzę,
Abyhmy ku zelżeniu niesprawiedliwości
Nie pżydali: oboje to pżez się nieznośne,
Cuż pospołu złożone! Toteż niewątpliwa,
Że Grekowie Heleny nie tylko pżez posły,
Ale nawet i pżez miecz domagać się będą.
Niehże się Aleksander tak drogo nie żeni,
Żeby małżeństwo swoje upadkiem ojczyzny
I krwią naszą miał płacić! Jesli w łaskę dufa
Boginiej swej, nieh na to miejsce dwu się boi,
Kture dla niej rozgniewał i sądem swym zganił.
Medeą nie za naszyh czasuw uniesiono.
I nie wiem, jesli nam co do tego. To widzę,
Że tej kżywdy u Greków nikt się do tej doby
Nie domagał; milczeli tego, kturym było
Pżystojniej o to muwić. Nie wiem, jako słusznie
Swuj własny występ cudzą kżywdą barwić hcemy?
To się nas bażiej tycze, że za pżodkuw naszyh
Grekowie w tym krulestwie mieczem wojowali;
Lecz i natenczas, krulu (prawda się znać musi),
Nasza niesprawiedliwość do tego upadku
Nas pżywiodła, że się też i dziś lękać muszę,
Aby to sąd tajemny jakiś boży nie był,
Nam pże niesprawiedliwość zawżdy pomstę odnieść
Od Greków. Czego tobie pżestżegać się godzi,
O krulu, a tym bażiej, żeś i w pierwszej klęsce
Mało małym nie zginął, pokutując za gżeh
Ojcowski i postępek mało sprawiedliwy».
To powiedziawszy, milczał. Toż Eneasz muwił,
Toż Pantus i Tymetes, zgadzał się i Lampon,
I Ukalegon z nimi, ale Iketaon
Coś inszego rozumiał i w te słowa muwił:
«Owa, jako nam kolwiek Grekowie zagrają,
Tak my już skakać musim? Bać się ih nam każą,
A ja, owszem, się lękam. Teraz nam Helenę
Wydać każą, po hwili naszyh się żon będą
I dzieci upominać. Nigdy w swojej mieże
Hciwość władze nie stoi; zawżdy, jako powudź,
Pomyka swoih granic nieznacznie, aż potym
Wszytki pola zaleje. Za czasu, panowie,
Umykać roguw tżeba, bo wonczas już prużno
Miotać się, kiedy jażmo na szyję założą.
Sprawiedliwości proszą, a grożą nam wojną:
Daj, hcesz li, alboć wydrę, taka to jest prosto.
Winienem sprawiedliwość, ale nie z swą hańbą:
Kto ją na mnie wyciska, sowitej nagrody
Ze mnie hce i kożyści, i zelżenia mego.
Dawnyć to grecki tytuł pany się mianować,
A nas, barbaros, sługi. Ale nie toć jest pan,
Co się w Peloponezie albo w Troi rodził;
Szabla ostra pży boku to pan: ta rozstżygnie,
Kto komu czołem bić ma. Do tego tam czasu
Ruwni sobie być musim; ani tego Greczyn
O sobie niehaj dzierży, żeby tak był groźny,
Jako się sobie sam zda. Jesli tedy kżywdę
W tym się mieć rozumieją, że Helenę uniusł
Aleksander, niehajże okażą na sobie
Sami napżud, jako ten gwałt winien nagradzać
Aleksander, ponieważ samiż okazali,
Jako taki gwałt czynić. Aczci Aleksander
Brata pży siestże nie wziął, jako oni wzięli
Medeą i Absyrta.
Bo co Antenor muwi, że nam nic do tego:
Ba, i bażo do tego! Za jednego kżywdę
Oni się wszyscy wzięli, a nas pojedynkiem
Zbierać mają? Nie tuszę; tożci sąsiadowi
Sąsiad w Azyjej winien, co u nih w Europie.
Muwiono zawżdy o to i do końca będą.
Co się siostry krulewskiej i szkud dawnyh tycze,
Więtsza to zasię u mnie, niżby się tu miała
Pżypomnieć abo na ten sztyh kłaść: dzierżę o cnej
Krwi trojańskiej, że tego mścić się jeszcze będzie.
Teraz zgoła nie radzę Heleny wydawać,
Aż się też oni z nami o Medeą zgodzą».
To jego słowa były. Potym się już żaden
Długą żeczą nie bawił; jeden głos był wszytkih:
«Tak jako Iketaon»; i tyh, co siedzieli,
I tyh, co za stołkami stali, głos był jeden:
«Tak jako Iketaon». Kilkakroć powstawał
Ukalegon hcąc muwić, lecz pżed hukiem nie mugł.
Marszałkowie, laskami w ziemię coraz bijąc:
«Posłuhajcie, panowie, Ukalegon muwi».
Nie pomogły nic laski, a nasz Ukalegon
Ukalegontom muwił, bo nań nic nie dbali.
Tymczasem ktoś zawołał głosem prawie głośnym:
«Co po tyh krasnyh mowah? Rozstąpmy się oto;
Ujźżemy, gdzie nas więcej». Ledwe wyżekł, a już
Wszyscy na nogah stali i swe miejsca brali.
Kiedy się rozstąpili, nie było co ruwnać:
Wszyscy pży Aleksandrze, a tam ih garść była.
Prosili potym krula, aby wedle prawa
Postąpił, a za więtszą częścią wyrok podał.
Krul, niewiele mieszkając: «Rad byh był, powiada,
Na zgodę waszę patżał, lecz iż być nie mogła,
Mnie nie lża, jeno więtszej części naśladować.
A tak, co z dobrym niehaj będzie pospolitym:
Helena niehaj w Troi zostanie, aż też nam
Grekowie za Medeą nagrodę uczynią».
Skoro po tym dekrecie po posły posłano,
A mnie też Aleksander do ciebie wyprawił
Z tym wszytkim, coś słyszała; tuszę, że odprawę
Do tej doby już wzięli posłowie i twuj mąż
W domu cię dawno czeka. A tak nie mieszkajmy!
Po co mię prużno, srogi Apollo, trapisz,
Ktury, wieszczego duha dawszy, nie dałeś
Wagi w słowieh, ale me wszytki proroctwa
Na wiatr idą, nie mając u ludzi więcej
Wiary nad baśni prużne i sny znikome?
Komu serce spętane albo pamięci
Zguba mojej pomoże? Komu z ust moih
Duh nie muj użyteczen i zmysły wszytki
Ciężkim, nieznośnym gościem opanowane?
Prużno się odejmuję, gwałt mi się dzieje;
Nie władnę dalej sobą, nie jestem swoja.
Ale gdzieżem, pże Boga? Światła nie widzę,
Noc mi jakaś pżed oczy nagła upadła.
Owuż mamy dwie słońcy, owuż dwie Troi,
Owuż i łani możem głębokim płynie.
Nieszczęśliwa to łani, złej wrużki łani.
Brońcie bżeguw, pasteże, nie dopuszczajcie
Tej niezdażonej goście nigdziej do ziemie!
Nieszczęśliwa to ziemia i bżeg nieszczęsny,
Gdzie ta łani wypłynie; nieszczęsna knieja,
Gdzie wnidzie i gdzie gładki swuj bok położy.
Wszytki stopy, wszytki jej łożyska muszą
Krwią opłynąć; upadek, pożogę, pustki
Z sobą niesie. O wdzięczna ojczyzno moja,
O mury, nieśmiertelnyh ręku roboto!
Jaki koniec was czeka? Ciebie, muj bracie,
Strużu ojczyzny, domu zacna podporo,
Wkoło muruw trojańskih tesalskie konie
Włuczyć grożą, a twoje oziębłe ciało
Będzie li hciał nieszczęsny ociec pohować,
Musi je u rozbujce złotem kupować.
Niepżepłacony duhu, z tobą pospołu
I ojczyzna umarła: jednaż mogiła
Oboje was pżykryje. Lecz i ty, srogi
Trupokupcze, niedawno i sam polężesz,
Stżałą niemężnej ręki prędką objeżdżon.
Cuż potym? Kłoda leży, a ze pnia pżedsię
Nowa ruzga wyrosła i nad nadzieję
Prędko ku guże idzie. A to co za koń
Tak wielki na poboju sam jeden stoi?
Nie wudźcie go do stajniej, radzę, nie wudźcie:
Bije ten koń i kąsze; spalcie go raczej,
Jesli sami od niego zgożeć nie hcecie.
Czujcie, struże: noc idzie, noc podejźżana.
Wielki ogień ma powstać, tak wielki ogień,
Że wszytko jako w biały dzień widać będzie,
Ale nazajutż zaś nic widać nie będzie.
Wtenczas, ojcze, ani już bogom swym dufaj,
Ani się poświęconyh ołtażuw łapaj:
Okrutnego lwa szczenię za tobą bieży,
Kture cię paznoktami pżejmie ostrymi
I krwią twoją swe gardło głodne nasyci.
Syny wszytki pobiją, dziewki w niewolą
Zabiorą; drugie g’woli trupom umarłym
Na ih grobieh bić będą. Matko, ty dziatek
Swoih płakać nie będziesz, ale wyć będziesz!