<?xml version="1.0" encoding="utf-8" standalone="yes"?><rss version="2.0" xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"><channel><title>Lalka on nowypolski.pl</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/</link><description>Recent content in Lalka on nowypolski.pl</description><generator>Hugo</generator><language>pl</language><atom:link href="https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/index.xml" rel="self" type="application/rss+xml"/><item><title>I. Jak wygląda firma J. Mincel i S. Wokulski pżez szkło butelek?</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/01/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/01/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;div class="title-page"&gt;&lt;h1 class="title"&gt;Lalka&lt;/h1&gt;&lt;/div&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Lalka&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h2"&gt;Tom I&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;I. Jak wygląda firma J. Mincel i S. Wokulski p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez szkło butelek?&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W początka&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; roku 1878, kiedy świat polityczny zajmował się pokojem san-stefańskim, wyborem nowego papieża albo szansami europejskiej wojny, warszawscy kupcy tudzież inteligencja pewnej okolicy Krakowskiego Przedmieścia niemniej gorąco interesowała się p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yszłością galanteryjnego sklepu pod firmą J. Mincel i S. Wokulski.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W renomowanej jadłodajni, gdzie na wieczorną p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ekąskę zbierali się właściciele skład&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w bielizny i skład&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w win, fabrykanci powoz&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w i kapeluszy, poważni ojcowie rodzin, ut&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymujący się z własny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; fundusz&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, i posiadacze kamienic bez zajęcia, r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wnie dużo m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wiono o uzbrojenia&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; Anglii, jak o firmie J. Mincel i S. Wokulski. Zatopieni w kłęba&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; dymu cygar i po&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;yleni nad butelkami z ciemnego szkła obywatele tej dzielnicy, jedni zakładali się o wygranę lub p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;egranę Anglii, drudzy o bankructwo Wokulskiego; jedni nazywali geniuszem Bismarcka, drudzy — awanturnikiem Wokulskiego; jedni krytykowali postępowanie prezydenta MacMahona, inni twierdzili, że Wokulski jest zdecydowanym wariatem, jeżeli nie czymś gorszym...&lt;/p&gt;</description></item><item><title>II. Żądy starego subiekta</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/02/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/02/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;II. &lt;span class="chg"&gt;Ż&lt;/span&gt;ądy starego subiekta&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Pan Ignacy od dwudziestu pięciu lat mieszkał w pokoiku p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y sklepie. W ciągu tego czasu sklep zmieniał właścicieli i podłogę, szafy i szyby w okna&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, zakres swojej działalności i subiekt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w; ale pok&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;j pana Rzeckiego pozostał zawsze taki sam. Było w nim to samo smutne okno, wy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odzące na to samo podw&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e, z tą samą kratą, na kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rej szczebla&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; zwieszała się, być może, ćwierćwiekowa pajęczyna, a z pewnością ćwierćwiekowa firanka, niegdyś zielona, obecnie wypłowiała z tęsknoty za słońcem.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>III. Pamiętnik starego subiekta</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/03/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/03/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;III. Pamiętnik starego subiekta&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;...Ze smutkiem od kilku lat uważam, że na świecie jest coraz mniej dobry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; subiekt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w i rozumny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; polityk&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, bo wszyscy stosują się do mody. Skromny subiekt co kwartał ubiera się w spodnie nowego fasonu, w coraz dziwniejszy kapelusz i coraz inaczej wykładany kołnie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yk. Podobnież dzisiejsi politycy co kwartał zmieniają wiarę: onegdaj wie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yli w Bismarcka, wczoraj w Gambettę, a dziś w Beaconsfielda, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry niedawno był Żydkiem.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Już widać zapomniano, że w sklepie nie można stroić się w modne kołnie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yki, tylko je sp&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;edawać, bo w p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eciwnym razie gościom zabraknie towaru, a sklepowi gości. Zaś polityki nie należy opierać na szczęśliwy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; osoba&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, tylko na wielki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; dynastia&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. Metterni&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; był taki sławny jak Bismarck, a Palmerston sławniejszy od Beaconsfielda i — kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ż dziś o ni&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; pamięta? Tymczasem r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d Bonapartych t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ąsł Europą za Napoleona I, potem za Napoleona III, a i dzisiaj, &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;oć niekt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y nazywają go bankrutem, wpływa na losy Francji p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez wierne swoje sługi, MacMahona i Ducrota.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>IV. Powrut</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/04/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/04/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;IV. Powr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;t&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jest niedziela, szkaradny dzień marcowy; zbliża się południe, lecz ulice Warszawy są prawie puste. Ludzie nie wy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odzą z dom&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w albo kryją się w brama&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, albo skuleni uciekają p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ed siekącym i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; deszczem i śniegiem. Prawie nie sły&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ać turkotu dorożek, gdyż dorożki stoją. Dorożka&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e opuściwszy kozioł w&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odzą pod budy swoi&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; powoz&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, a zmoczone deszczem i zasypane śniegiem konie wyglądają tak, jakby pragnęły s&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ować się pod dyszel i nakryć własnymi uszami.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>V. Demokratyzacja pana i mażenia panny z toważystwa</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/05/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/05/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;V. Demokratyzacja pana i ma&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;enia panny z towa&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ystwa&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Pan Tomasz Łęcki z jedyną c&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rką Izabelą i kuzynką panną Florentyną nie mieszkał we własnej kamienicy, lecz wynajmował lokal, złożony z ośmiu pokoj&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, w stronie Alei Ujazdowskiej. Miał tam salon o t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; okna&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, gabinet własny, gabinet c&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rki, sypialnię dla siebie, sypialnię dla c&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rki, pok&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;j stołowy, pok&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;j dla panny Florentyny i garderobę, nie licząc ku&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ni i mieszkania dla służby, składającej się ze starego kamerdynera Mikołaja, jego żony, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ra była ku&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;arką, i panny służącej, Anusi.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>VI. W jaki sposub nowi ludzie ukazują się nad starymi horyzontami</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/06/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/06/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;VI. W jaki spos&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;b nowi ludzie ukazują się nad starymi horyzontami&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Początek kwietnia, jeden z ty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; miesięcy, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re służą za p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ejście między zimą i wiosną. Śnieg już zniknął, ale nie ukazała się jeszcze zieloność; d&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ewa są czarne, trawniki szare i niebo szare: wygląda jak marmur pop&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ecinany srebrnymi i złotawymi nitkami.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jest około piątej po południu. Panna Izabela siedzi w swoim gabinecie i czyta najnowszą powieść Zoli: &lt;em class="book-title"&gt;Une page d’amour&lt;/em&gt;. Czyta bez uwagi, co &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wilę podnosi oczy, spogląda w okno i p&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;łświadomie formułuje sąd, że gałązki d&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ew są czarne, a niebo szare. Znowu czyta, spogląda po gabinecie i p&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;łświadomie myśli, że jej meble kryte błękitną materią i jej niebieski szlafroczek mają jakiś szary odcień i że festony białej firanki są podobne do wielki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; sopli śniegu. Potem zapomina, o czym myślała w tej &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wili, i pyta się w du&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;u: „O czym ja myślałam?... A&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, prawda, o kweście wielkotygodniowej...” I nagle czuje o&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;otę p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eje&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ania się karetą, a jednocześnie czuje żal do nieba, że jest takie szare, że złotawe żyłki na nim są tak wąskie... Dręczy ją jakiś ci&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;y niepok&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;j, jakieś oczekiwanie, ale nie jest pewna, na co czeka: czy na to, ażeby &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;mury się rozdarły, czy na to, ażeby wszedł lokaj i wręczył jej list zapraszający na wielkotygodniową kwestę? Już taki kr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;tki czas, a jej nie proszą.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>VII. Gołąb wyhodzi na spotkanie węża</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/07/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/07/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;VII. Gołąb wy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odzi na spotkanie węża&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Serwis i srebra familii Łęckich były już sp&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;edane i nawet jubiler odni&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;sł panu Tomaszowi pieniądze, strąciwszy dla siebie sto kilkadziesiąt rubli składowego i za pośrednictwo. Mimo to hrabina Karolowa nie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;estała ko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ać panny Izabeli; owszem — jej energia i poświęcenie, okazane p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y sp&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;edaży pamiątek, zbudziły w sercu starej damy nowe źr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;dło uczuć rodzinny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. Nie tylko uprosiła pannę Izabelę o p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjęcie pięknego kostiumu, nie tylko co dzień bywała u niej albo ją wzywała do siebie, ale jeszcze (co było dowodem niesły&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;anej łaski) na całą Wielką Środę ofiarowała jej sw&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;j pow&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;z.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>VIII. Medytacje</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/08/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/08/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;VIII. Medytacje&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Znalazłszy się na ulicy Wokulski stanął na &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odniku, jakby namyślając się, dokąd iść. Nie ciągnęło go nic w żadną stronę. Dopiero gdy p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypadkiem spoj&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ał w prawo, na sw&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;j nowo wykończony sklep, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ed kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rym już zat&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymywali się ludzie, odwr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;cił się ze wstrętem i poszedł w lewo.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;„Dziwna &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ecz, jak mnie to wszystko mało ob&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odzi” — &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ekł do siebie. Potem myślał o ty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; kilkunastu ludzia&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rym już daje zajęcie, i o ty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; kilkudziesięciu, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y od pierwszego maja mieli dostać u niego zajęcie, o ty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; setka&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, dla kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; w ciągu roku miał stwo&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yć nowe źr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;dła pracy, i o ty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; tysiąca&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y dzięki jego tanim towarom mogliby sobie poprawić nędzny byt — i — czuł, że ci wszyscy ludzie i i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; rodziny nic go w tej &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wili nie interesują.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>IX. Kładki, na kturyh spotykają się ludzie rużnyh światuw</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/09/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/09/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;IX. Kładki, na kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; spotykają się ludzie r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; świat&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W Wielki Piątek z rana Wokulski p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypomniał sobie, że dziś i jutro hrabina Karolowa i panna Izabela będą kwestowały p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y groba&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;„T&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eba tam p&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;jść i coś dać — pomyślał i wyjął z kasy pięć złoty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; p&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;łimperiał&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w. — &lt;span class="chg"&gt;H&lt;/span&gt;ociaż — dodał po &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wili — posłałem im już dywany, ptaszki śpiewające, pozytywkę, nawet fontannę!... To &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;yba wystarczy na zbawienie jednej duszy. Nie p&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;jdę.”&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Po południu jednak zrobił sobie uwagę, że może hrabina Karolowa liczy na niego. A w takim razie nie wypada cofać się lub złożyć tylko pięć p&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;łimperiał&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w. Wydobył więc z kasy jeszcze pięć i wszystkie zawinął w bibułkę.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom I, X. Pamiętnik starego subiekta</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/10/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/10/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;X. Pamiętnik starego subiekta&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;...Mamy tedy nowy sklep: pięć okien frontu, dwa magazyny, siedmiu subiekt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w i szwajcara we d&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;wia&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. Mamy jeszcze pow&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;z błyszczący jak świeżo wyglancowane buty, parę kasztanowaty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; koni, furmana i lokaja — w liberii. I to wszystko spadło na nas w początka&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; maja, kiedy Anglia, Austria, a nawet skołatana Turcja uzbrajały się na łeb, na szyję!&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Ko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;any Stasiu — m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wiłem do Wokulskiego — wszyscy kupcy śmieją się, że tak dużo wydajemy w niepewny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; czasa&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XI. Stare mażenia i nowe znajomości</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/11/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/11/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XI. Stare ma&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;enia i nowe znajomości&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Pani Meliton p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eszła twardą szkołę życia, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rej nauczyła się nawet lekceważyć powsze&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;nie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjęte opinie.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Za młodu m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wiono jej powsze&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;nie, że panna ładna i dobra, &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;oćby nie miała majątku, może jednak wyjść za mąż. Była dobrą i ładną, lecz za mąż nie wyszła. P&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;źniej m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wiono r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wnież powsze&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;nie, że wykształcona nauczycielka zdobywa sobie miłość pupil&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w i szacunek i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; rodzic&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w. Była wykształconą, nawet zamiłowaną nauczycielką, lecz mimo to pupilki jej dokuczały, a i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; rodzice drwili z niej od pierwszego śniadania do kolacji. Potem czytała dużo romans&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; powsze&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;nie dowodzono, że zako&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ani książęta, hrabiowie i baronowie są ludźmi szla&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;etnymi, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y w zamian za serce mają zwyczaj oddawać ubogim nauczycielkom rękę. Jakoż oddała serce młodemu i szla&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;etnemu hrabiemu, lecz nie pozyskała jego ręki.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XII. Wędruwki za cudzymi interesami</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/12/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/12/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XII. Wędr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wki za cudzymi interesami&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wokulski powoli otwierał list pani Meliton p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypominając sobie niedawne wypadki. Zdawało się mu, że w nie oświetlonej części gabinetu jeszcze widzi ciemną gęstwinę łazienkowski&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; d&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ew, niewyraźne sylwetki obdartus&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y mu zastąpili drogę, a p&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;źniej wzg&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rek ze studnią, gdzie Ochocki zwie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ał mu się ze swy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; pomysł&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w. Lecz gdy spoj&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ał na światło, mgliste obrazy znikały. Widział lampę z zielonym daszkiem, stos papier&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, brązy stojące na biurku i &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wilami myślał, że Ochocki ze swymi ma&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;inami latającymi i jego własna rozpacz były tylko snem.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XIII. Wielkopańskie zabawy</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/13/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/13/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XIII. Wielkopańskie zabawy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Nareszcie nadszedł dzień wyścig&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, pogodny, ale nie gorący; właśnie jak pot&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eba. Wokulski zerwał się o piątej i naty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;miast poje&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ał odwiedzić swoją klacz. P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjęła go dość obojętnie, ale była zdrowa, a pan Miller pełen otu&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;y.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Co?... — śmiał się trącając Wokulskiego w ramię. — Palisz się pan, co?... Ocknął się w panu sportsmen!... My, panie, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez cały czas wyścig&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w jesteśmy w gorączce. Nasz zakładzik o pięćdziesiąt rubli stoi, co?... Jakbym je miał w kieszeni; m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;głbyś je pan naty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;miast zapłacić.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XIV. Dziewicze mażenia</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/14/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/14/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XIV. Dziewicze ma&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;enia&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Od Wielkiej Nocy panna Izabela często myślała o Wokulskim, a we wszystki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; medytacja&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; ude&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ał ją niezwykły szczeg&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ł: człowiek ten p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;edstawiał się coraz inaczej.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Panna Izabela miała dużo znajomości i niemały spryt do &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;arakteryzowania ludzi. Ot&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ż każdy z jej doty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;czasowy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; znajomy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; posiadał tę własność, że można go było streścić w jednym zdaniu. Książę był to patriota, jego adwokat — bardzo zręczny, hrabia Łaciński pozował na Anglika, jej ciotka była dumną, prezesowa — dobrą, Ochocki — dziwakiem, a Krzeszowski — karcia&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;em. Słowem: człowiek — była to jakaś zaleta albo wada, niekiedy zasługa, najczęściej tytuł lub majątek, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry miał głowę, ręce i nogi i ubierał się więcej albo mniej modnie.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XV. W jaki sposub duszę ludzką szarpie namiętność, a w jaki rozsądek</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/15/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/15/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XV. W jaki spos&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;b duszę ludzką szarpie namiętność, a w jaki rozsądek&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ot&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymawszy od pana Łęckiego zaproszenie na obiad, Wokulski wybiegł ze sklepu na ulicę. Ciasny pok&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;j dusił go, a rozmowa z Rzeckim, w ciągu kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rej subiekt udzielał mu p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;estr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;g i upomnień, wydawała mu się nadzwyczajnie głupią; nie jestże to śmieszne, ażeby stary i wystygły kawaler, wie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ący tylko w sklep i w Bonapartych, za&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ucał mu szaleństwo!...&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;„C&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ż ja robię złego — myślał Wokulski — że się ko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;am?... Może tro&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ę za p&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;źno, ale p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez całe życie nie pozwalałem sobie na podobny zbytek. Ko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ają się miliony ludzi, ko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;a się cały świat czujący, dlaczeg&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ż mnie jednemu miałoby to być zabronione? Jeżeli zaś ten zasadniczy punkt ma rację bytu, to ma ją wszystko, co robię. Kto się &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ce żenić, musi posiadać majątek, więc — zdobyłem majątek. Musi zbliżyć się do wybranej kobiety — ja też zbliżyłem się. Musi troszczyć się o jej byt materialny i &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ronić od niep&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjaci&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ł — a ja robię jedno i drugie. Czy zaś w tym dobijaniu się o szczęście sk&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ywdziłem kogo? czy zaniedbuję obowiązk&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w względem społeczeństwa i bliźni&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;?... A&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, ci ko&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ani bliźni i to społeczeństwo, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;re nigdy nie troszczyło się o mnie i stawiało mi wszelkie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eszkody, a zawsze upomina się o ofiary z mojej strony... Lecz właśnie to, co oni dziś nazywają szaleństwem, popy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;a mnie do pełnienia jaki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ś fikcyjny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; obowiązk&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w. Gdyby nie ono, siedziałbym dziś jak m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;l w książka&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; i kilkaset os&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;b miałoby mniejsze zarobki. Więc czego oni &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;cą ode mnie?” — pytał sam siebie w rozdrażnieniu.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XVI. „Ona” — „on” — i ci inni</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/16/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/16/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XVI. „Ona” — „on” — i ci inni&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Tego dnia, kiedy Wokulski miał p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjść na obiad, panna Izabela wr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ciła od hrabiny o piątej. Była tro&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ę rozgniewana i bardzo rozma&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ona, razem — p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eśliczna.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Spotkało ją dziś szczęście i zaw&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d. Wielki tragik włoski, Rossi, znany jej i ciotce jeszcze z Paryża, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yje&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ał na występy do Warszawy. Naty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;miast odwiedził hrabinę i troskliwie wypytywał się o pannę Izabelę. Miał być dziś drugi raz i hrabina specjalnie dla niego zaprosiła siost&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;enicę. Tymczasem Rossi nie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yszedł; p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ysłał tylko list, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rym p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;epraszał za zaw&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d i usprawiedliwiał się niespodziewaną wizytą jakiejś wysoko położonej osoby.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XVII. Kiełkowanie rozmaityh zasiewuw i złudzeń</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/17/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/17/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XVII. Kiełkowanie rozmaity&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; zasiew&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w i złudzeń&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Było już wp&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ł do dziewiątej wieczorem, kiedy Wokulski wracał do domu. Słońce niedawno zaszło, lecz silny wzrok m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;gł już dopat&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eć większe gwiazdy p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ebłyskujące na złotawolazurowym niebie. Po ulica&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; rozlegał się wesoły gwar p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odni&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w; w sercu Wokulskiego zasiadł radosny spok&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;j.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypominał sobie każdy ru&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, każdy uśmie&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, każde spoj&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;enie i każdy wyraz panny Izabeli, z podej&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;liwą troskliwością wyszukując w ni&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; śladu nie&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ęci albo dumy. Na pr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żno. Traktowała go jak r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wnego sobie i jak p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjaciela, zapraszała, aby i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; częściej odwiedzał, ba!... nawet żądała, aby ją o co prosił...&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XVIII. Zdumienia, pżywidzenia i obserwacje starego subiekta</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/18/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/18/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XVIII. Zdumienia, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ywidzenia i obserwacje starego subiekta&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Dla pana Ignacego Rzeckiego nadeszła znowu epoka niepokoj&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w i zdumień.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ten sam Wokulski, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry rok temu poleciał do Bułgarii, a p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ed kilkoma tygodniami jak magnat bawił się w wyścigi i pojedynki, ten sam Wokulski nabrał dziś nadzwyczajnego gustu do widowisk teatralny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;. I jeszcze żeby &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;oć polski&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, ale — włoski&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;... On, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry nie rozumiał po włosku ani wyrazu!&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Już blisko tydzień trwała ta nowa mania, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ra dziwiła i gorszyła nie samego tylko pana Ignacego.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XIX. Pierwsze ostżeżenie</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/19/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/19/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XIX. Pierwsze ost&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eżenie&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Była pierwsza w południe, kiedy pan Ignacy zbliżał się do sklepu, zawstydzony i niespokojny. Jak można zmarnować tyle czasu... w po&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e największego ru&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;u interesant&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w?... A nuż w dodatku stało się jakie nieszczęście?... I co za satysfakcja wł&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;czyć się po ulica&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; w upał, wśr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d ku&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;u i zapa&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;u prażony&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; asfalt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w!...&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Istotnie, dzień był wyjątkowo gorący i jaskrawy: &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odniki i kamienie ziały żarem, blaszany&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; szyld&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w ani latarniowy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; słup&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w nie można było dotknąć ręką, a z nadmiaru światła panu Ignacemu za&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odziły łzami oczy i czarne płatki zasłaniały mu pole widzenia.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XX. Pamiętnik starego subiekta</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/20/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/20/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XX. Pamiętnik starego subiekta&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;...I wyje&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ał!... Pan Stanisław Wokulski, wielki organizator sp&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;łki do handlu p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ewozowego, wielki naczelnik firmy, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ra ma w obrocie ze cztery miliony rubli rocznie, wyje&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ał do Paryża jak pierwszy lepszy pocztylion do Miłosny... Jednego dnia m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wił (do mnie samego), że nie wie, kiedy pojedzie, a na drugi dzień — szast... prast... i już go nie ma.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zjadł elegancki obiadek u jaśnie wielmożny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; państwa Łęckich, wypił kawę, wykłuł zęby i — jazda. Naturalnie. Pan Wokulski nie jest p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ecie li&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ym subiektem, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry musi żebrać u pryncypała o urlop raz na kilka lat. Pan Wokulski jest kapitalistą, ma ze sześćdziesiąt tysięcy rubli rocznie, żyje za pan brat z hrabiami i książętami, pojedynkuje się z baronami i wyjeżdża, kiedy &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ce. A wy, moi płatni oficjaliści, kłopoczcie się o interesa. P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ecie za to macie pensje i dywidendy.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>I. Pamiętnik starego subiekta</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/21/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/21/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="intitle"&gt;Lalka&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h2"&gt;Tom II&lt;/h2&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;I. Pamiętnik starego subiekta&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Sytuacja polityczna jest tak niepewna, że wcale by mnie nie zdziwiło, gdyby około grudnia wybu&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ła wojna.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ludziom ciągle się zdaje, że wojna może być tylko na wiosnę; widać zapomnieli, że wojny: pruska i francuska, rozpoczynały się w lecie. Nie rozumiem zaś, skąd wyr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;sł p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;esąd p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eciw kampaniom zimowym?... W zimie stodoły są pełne, a droga jak mur; tymczasem na wiosnę u &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;łopa jest p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;edn&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wek, a drogi jak ciasto; p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ejedzie bateria i możesz się w tym miejscu kąpać.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>II. Szare dnie i krwawe godziny</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/22/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/22/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;II. Szare dnie i krwawe godziny&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W kwadrans po wyjeździe z Warszawy koleją warszawsko–bydgoską Wokulski doznał dwu szczeg&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;lny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;oć zupełnie r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;żny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; uczuć: owionęło go świeże powiet&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e, a on sam wpadł w jakiś dziwny letarg.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Poruszał się swobodnie, był t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eźwy, myślał jasno i szybko, tylko nic go nie ob&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odziło; ani kto z nim jedzie, ani kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rędy jedzie, ani dokąd jedzie. Apatia ta rosła w miarę oddalania się od Warszawy. Za Pruszkowem prawie ucieszyły go krople deszczu, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez otwarte okno padające do wnęt&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;a wagonu; p&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;źniej nieco ożywiła go gwałtowna bu&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;a za Grodziskiem; miał nawet pragnienie, ażeby go piorun zabił. Ale gdy bu&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;a p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eszła, wpadł znowu w obojętność i nie interesował się niczym; nawet tym, że jego sąsiad z prawej strony spał mu na ramieniu, a sąsiad z p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eciwka zdjął kamasze i oparł mu na kolana&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; nogi, w czysty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; zresztą skarpetka&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>III. Widziadło</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/23/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/23/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;III. Widziadło&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Pewnego dnia, jak zwykle, załatwiał się z interesantami w salonie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjęć. Już odprawił jegomościa, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry ofiarował się staczać za niego pojedynki, drugiego, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry jako b&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;u&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;om&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wca &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ciał odegrać rolę w dyplomacji, i t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eciego, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry obiecywał mu wskazać skarby zakopane p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez sztab Napoleona I nad Berezyną, kiedy lokaj w błękitnym fraku zameldował:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Profesor Geist.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Geist?... — powt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ył Wokulski i doznał szczeg&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;lnego uczucia. P&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yszło mu na myśl, że żelazo za zbliżeniem się magnesu musi doznawać podobny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; wrażeń.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>IV. Człowiek szczęśliwy w miłości</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/24/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/24/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;IV. Człowiek szczęśliwy w miłości&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ciwszy z Paryża do Warszawy, Wokulski zastał drugi list prezesowej.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Staruszka nalegała, ażeby naty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;miast p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjeżdżał i zabawił u niej parę tygodni.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;„Nie myśl, panie Stanisławie — kończyła — że zapraszam cię z powodu twoi&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; świeży&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; awans&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w, dla po&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;walenia się znajomością z tobą. Tak czasem bywa, ale nie u mnie. &lt;span class="chg"&gt;H&lt;/span&gt;cę tylko, ażebyś odpoczął po swy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; ciężki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; truda&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, a może i rozerwał się w moim domu, gdzie opr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;cz gospodyni, starej nudziarki, znajdziesz jeszcze towa&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ystwo młody&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; i ładny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; kobiet.”&lt;/p&gt;</description></item><item><title>V. Wiejskie rozrywki</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/25/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/25/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;V. Wiejskie rozrywki&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Z kwadrans upłynął, zanim upakowano &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eczy w powozie. Nareszcie Wokulski i baron usiedli, furman w piaskowej liberii ma&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;nął batem w powiet&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;u i para dzielny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; siwy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; koni ruszyła wolnym kłusem.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— O, panią Wąsowską rekomenduję panu — m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wił baron. — Brylant, nie kobieta, a jaka oryginalna!... Ani myśli iść drugi raz za mąż, &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;oć lubi pasjami, ażeby ją otaczano. Trudno jej, panie, nie uwielbiać, a uwielbiać &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ecz niebezpieczna. Starskiemu płaci dzisiaj za wszystkie jego bałamuctwa. Pan zna Starskiego?&lt;/p&gt;</description></item><item><title>VI. Pod jednym dahem</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/26/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/26/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;VI. Pod jednym da&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;em&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W tej samej po&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e, kiedy Wokulski z panią Wąsowską kł&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;cił się albo galopował po łące, z majątku hrabiny do Zasławka dojeżdżała panna Izabela. Wczoraj ot&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymała od prezesowej list, wyprawiony p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez umyślnego posłańca, a dziś na wyraźne żądanie swej ciotki wyje&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ała, lubo nie&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ętnie. Była pewna, że w Zasławku już znajduje się mocno protegowany p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez prezesowę Wokulski; taka więc nagła podr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ż wydała jej się niewłaściwą.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;„&lt;span class="chg"&gt;H&lt;/span&gt;oćbym nawet musiała kiedyś wyjść za niego — m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wiła sobie — to jeszcze nie mam racji śpieszyć na powitanie.”&lt;/p&gt;</description></item><item><title>VII. Lasy, ruiny i czary</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/27/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/27/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;VII. Lasy, ruiny i czary&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Ruszyli.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Baron, jak zwykle, szeptał z na&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eczoną, Starski w gwałtowny spos&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;b umizgał się do pani Wąsowskiej, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ra ku zdumieniu Wokulskiego p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjmowała to dość życzliwie, a Ochocki powoził czw&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rką. Tym razem jednak jego furmański entuzjazm hamowało sąsiedztwo panny Izabeli, do kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rej odwracał się co &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wilę.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;„Wesoły ptaszek z tego Ochockiego! — myślał Wokulski. — Do mnie m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wi, że argumentacja panny Izabeli wylewa mu się uszami, a teraz z nią tylko rozmawia... Oczywiście, &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ciał mnie do niej zrazić...”&lt;/p&gt;</description></item><item><title>VIII. Pamiętnik starego subiekta</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/28/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/28/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;VIII. Pamiętnik starego subiekta&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Mamy tedy rok 1879.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Gdybym był p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;esądny, a nade wszystko gdybym nie rozumiał, że po najgorszy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; czasa&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; nad&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odzą dobre, lękałbym się tego roku 1879. Bo jeżeli jego pop&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ednik zakończył się źle, to już on zaczął się jeszcze go&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ej.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Anglia, na p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ykład, w końcu roku zeszłego wdeptała w wojnę z Afganistanem i w grudniu było nawet z nimi źle. Austria miała dużo kłopot&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w w Bośni, a w Macedonii wybu&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ło powstanie. W październiku i listopadzie były zama&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;y na kr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;la Alfonsa hiszpańskiego i kr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;la Humberta włoskiego. Obaj wyszli cało. R&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wnież w październiku umarł hr. Józef Zamoyski, wielki p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjaciel Wokulskiego. Myślę nawet, że jego śmierć w niejednej sprawie pok&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yżowała plany Stachowi.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>IX. Pamiętnik starego subiekta</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/29/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/29/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;IX. Pamiętnik starego subiekta&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jednego wieczora, zaraz po &lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;smej, poszedłem do ty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; pań. Pani Stawska swoim zwyczajem w ostatnim pokoju odrabiała lekcje z jakimiś panienkami, a pani Misiewiczowa z Helunią... znowu swoim zwyczajem siedziały w oknie. Nie rozumiem, co mogły widzieć po nocy, ale że i&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; wszyscy widzieli, to pewne. Nawet p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ysiągłbym, że pani baronowa w jednym ze swoi&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; nie oświetlony&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; okien siedzi z lornetą i penetruje pierwsze piętro, bo rolety jak zwykle nie były zasunięte.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Tom II, X. Pamiętnik starego subiekta</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/30/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/30/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;X. Pamiętnik starego subiekta&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Wiem ja, dlaczego tak szeroko rozpisałem się o sprawie pani Stawskiej. Oto dlaczego...&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Na świecie jest dużo niedowiark&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w i ja sam bywam czasami niedowiarkiem i wątpię o Opatrzności boskiej. Nieraz też, kiedy źle idą polityczne interesa albo kiedy pat&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ę na nędzę ludzką i na triumfy łajdak&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w (jeżeli taki wyraz wolno wymawiać), nieraz myślę sobie:&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;„Stary głupcze, nazywający się Ignacym Rzeckim! Ty wyobrażasz sobie, że Napoleonidzi wr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;cą na tron, że Wokulski zrobi coś nadzwyczajnego, bo jest zdolny, i będzie szczęśliwym, bo jest uczciwy?... Ty myślisz, ośla głowo, że &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ociaż hultajom zrazu dzieje się dob&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e, a ludziom poczciwym źle, to jednakże w końcu źli zostaną pohańbieni, a dob&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y sławą okryci?... Tak sobie imaginujesz?... Więc głupio sobie imaginujesz!... Na świecie nie ma żadnego po&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ądku, żadnej sprawiedliwości, tylko walka. O ile w tej walce zwyciężają dob&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y, jest dob&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e, o ile źli, jest źle; ale ażeby istniała jakaś potęga protegująca tylko dobry&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, tego sobie wcale nie wyobrażaj... Ludzie są jak liście, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rymi wiatr ciska; gdy &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;uci je na trawnik, leżą na trawniku, a gdy &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;uci w błoto — leżą w błocie...”&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XI. Damy i kobiety</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/31/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/31/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XI. Damy i kobiety&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;W minionym karnawale i w bieżącym wielkim poście fortuna po raz t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eci czy czwarty znowu łaskawym okiem spoj&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ała na dom pana Łęckiego.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jego salony pełne były gości, a do p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;edpokoju sypały się bilety wizytowe jak śnieg. I znowu pan Tomasz znalazł się w tej szczęśliwej pozycji, że nie tylko miał kogo p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yjmować, ale nawet m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;gł robić wyb&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;r pomiędzy odwiedzającymi.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Pewnie już niedługo umrę — m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wił nieraz do c&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rki. — Mam jednak tę satysfakcję, że ludzie ocenili mnie &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;oć p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ed śmiercią.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XII. W jaki sposub zaczynają się otwierać oczy</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/32/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/32/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XII. W jaki spos&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;b zaczynają się otwierać oczy&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Dokt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;r siedział p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y lampie z zieloną umbrelką i pilnie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eglądał stos papier&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— C&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ż — spytał Rzecki — znowu dokt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;r pracuje nad włosami?... Phi! co za mn&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;stwo cyfr... Jak sklepowe ra&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;unki.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Bo też to są ra&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;unki z waszego sklepu i waszej sp&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;łki — odparł Szuman.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— A pan skąd je masz?&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Mam tego dosyć. Szlangbaum namawia mnie, ażebym mu powie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ył m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;j kapitał. Ponieważ wolę mieć sześć tysięcy aniżeli cztery tysiące rocznie, więc jestem got&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w wysłu&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ać jego propozycji. Ale że nie lubię działać na ślepo, więc zażądałem cyfr. No, i jak widzę, zrobimy interes.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XIII. Pogodzeni małżonkowie</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/33/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/33/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XIII. Pogodzeni małżonkowie&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Od połowy kwietnia pani baronowa Krzeszowska nagle zmieniła tryb życia.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Do tej pory dzień s&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odził jej na wymyślaniu Mariannie, na pisywaniu list&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w do lokator&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;w o to, że s&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ody są zaśmiecone, na wypytywaniu str&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ża: czy nie zdarł kto karty wynajmu mieszkań? czy praczki z paryskiej pralni nocują w domu albo czy rewirowy nie miał do niej jakiego interesu? Nie zapominała p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y tym upominać go, ażeby w razie zgłoszenia się konkurenta o lokal na t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ecim pięt&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;e bacznie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypatrywał się, szczeg&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;lniej ludziom młodym, a gdyby to byli studenci, ażeby odpowiadał, że lokal już wynajęty.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XIV. Tempus fugit, aeternitas manet</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/34/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/34/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XIV. &lt;em class="foreign-word"&gt;Tempus fugit, aeternitas manet&lt;/em&gt;&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Jakkolwiek sprawa z Maruszewiczem załatwiła się we cztery oczy, jednak wieść o niej rozeszła się... Wokulski powiedział o tym Rzeckiemu i kazał wykreślić z księgi &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ekomy dług barona. Maruszewicz zaś opowiedział baronowi dodając, że baron już nie powinien gniewać się na niego, ponieważ dług został umo&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ony, a on, Maruszewicz, ma zamiar poprawić się.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;— Czuję — m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wił wzdy&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ając — że byłbym inny, gdybym miał &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;oć ze t&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y tysiące rubli rocznie... Nikczemny świat, na kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rym tacy jak ja ludzie muszą się marnować!...&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XV. Pamiętnik starego subiekta</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/35/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/35/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XV. Pamiętnik starego subiekta&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Sytuacja polityczna zarysowuje się coraz wyraźniej. Mamy już dwie koalicje. Z jednej strony Rosja z Turcją, z drugiej strony Niemcy, Austria i Anglia. A jeżeli tak jest, więc znaczy, że lada &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wilę może wybu&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;nąć wojna, w kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rej zostaną rozst&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ygnięte bardzo, ale to bardzo ważne sprawy.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Czy tylko będzie wojna? bo my zawsze lubimy się łudzić. Ot&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ż będzie, tym razem niezawodnie. M&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wił mi Lisiecki, że ja co roku zapowiadałem wojnę i nigdy się nie sprawdziło. Głupi on, uczciwszy uszy... Co innego było w tamty&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; lata&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, a co innego dziś.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XVI. Dusza w letargu</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/36/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/36/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XVI. Dusza w letargu&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Leżąc albo siedząc w swoim pokoju Wokulski ma&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;inalnie p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypominał sobie, w jaki spos&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;b ze Skierniewic powr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;cił do Warszawy.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Około piątej rano kupił na dworcu bilet pierwszej klasy, nie był jednak pewny, czy takiego żądał, czy dano mu go bez żądania. Następnie wsiadł do p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;edziału drugiej klasy i zastał tam księdza, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ez cały czas podr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ży wyglądał oknem, tudzież rudego Niemca, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ry zdjął kamasze i oparłszy nogi w brudny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; skarpetka&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; na p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eciwległej ławce, spał jak zarżnięty. Wreszcie nap&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eciw siebie miał jakąś starą damę, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rą tak bolały zęby, że nawet nie obrażała się na postępowanie swego sąsiada w skarpetka&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XVII. Pamiętnik starego subiekta</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/37/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/37/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XVII. Pamiętnik starego subiekta&lt;/h2&gt;
&lt;hr class="spacer-line"/&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Od kilku miesięcy ut&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ymuje się pogłoska, że w dniu 26 czerwca bieżącego roku zginął w Afryce książę Ludwik Napoleon, syn cesa&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;a. I to jeszcze zginął w bitwie z dzikim narodem, o kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rym nie wiadomo, ani gdzie mieszka, ani jak się nazywa? bo p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ecie &lt;em class="author-emphasis"&gt;Zulusami&lt;/em&gt; nie może nazywać się żaden nar&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;d.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Tak wszyscy m&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wią. Nawet miała tam poje&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ać cesa&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;owa Eugenia i p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ywieźć zwłoki syna do Anglii. Czy tak jest w &lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eczy samej, nie wiem, bo już od lipca nie czytuję gazet i nie lubię rozmawiać o polityce.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>XVIII. ...?...</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/38/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/38/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;XVIII. ...?...&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Pan Rzecki istotnie niedomagał; według własnej opinii z powodu braku zajęcia, według Szumana z powodu sercowej &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;oroby, kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ra nagle rozwinęła się w nim i szła dosyć szybko pod wpływem jaki&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;ś zmartwień.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Zajęć miał niewiele. Z rana p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odził do sklepu niegdyś Wokulskiego, obecnie Szlangbauma, lecz bawił tam, dop&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;ki nie zaczęli się s&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;odzić subiekci, a nade wszystko goście. Goście bowiem, nie wiadomo nawet dlaczego, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypatrywali mu się ze zdziwieniem, a subiekci, dziś z wyjątkiem pana Zięby starozakonni, nie tylko nie okazywali mu szacunku, do kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rego p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ywykł, ale nawet wbrew upomnieniom Szlangbauma traktowali go w spos&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;b lekceważący.&lt;/p&gt;</description></item><item><title>Uzupełnienie</title><link>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/39/</link><pubDate>Mon, 01 Jan 0001 00:00:00 +0000</pubDate><guid>https://nowypolski.pl/biblioteka/lalka/39/</guid><description>&lt;div class="book"&gt;
&lt;h2 class="h3 page-title"&gt;Uzupełnienie&lt;/h2&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Prawie w tej samej &lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;wili, kiedy Rzecki studiował licytację domu Łęckich, w jego własnym mieszkaniu naradzali się dwaj panowie: jednym z ni&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; był Wokulski, drugim moskiewski kupiec Suzin.&lt;/p&gt;
&lt;p class="paragraph"&gt;Suzin był to niski olb&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ym, z potężną głową, potężnymi plecami i jeszcze potężniejszymi rękoma; robił wrażenie ogniotrwałej szafy odzianej w surdut źle skrojony z bardzo cienkiego sukna. Z całej jego figury p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;eglądała niezmierna siła, a z czerwonej twa&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y o nieregularny&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; rysa&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; tryskało prawie kompromitujące zdrowie. Nosił długie konopiaste włosy, już gęsto p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypr&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;szone siwizną, podcięte p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y kołnie&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;u i rozdzielone nad czołem, tudzież wielką brodę, r&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;wnież konopiastą w białe pasy. Na gruby&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; palca&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; miał kilka pierścieni z ogromnymi brylantami, a na szyi złoty łańcu&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt;, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;y kt&lt;span class="chg"&gt;u&lt;/span&gt;rym śmielej można było p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;yczepić berlinkę niż zegarek. Spod brwi, p&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ypominający&lt;span class="chg"&gt;h&lt;/span&gt; k&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;aki jałowcu, wyglądały mu nieduże siwe oczki, isk&lt;span class="chg"&gt;ż&lt;/span&gt;ące się sprytem.&lt;/p&gt;</description></item></channel></rss>