XVII. Pamiętnik starego subiekta
XVII. Pamiętnik starego subiekta
Od kilku miesięcy utżymuje się pogłoska, że w dniu 26 czerwca bieżącego roku zginął w Afryce książę Ludwik Napoleon, syn cesaża. I to jeszcze zginął w bitwie z dzikim narodem, o kturym nie wiadomo, ani gdzie mieszka, ani jak się nazywa? bo pżecie Zulusami nie może nazywać się żaden narud.
Tak wszyscy muwią. Nawet miała tam pojehać cesażowa Eugenia i pżywieźć zwłoki syna do Anglii. Czy tak jest w żeczy samej, nie wiem, bo już od lipca nie czytuję gazet i nie lubię rozmawiać o polityce.
Głupia jest polityka! Dawniej nie było telegramuw i artykułuw wstępnyh, a pżecie świat posuwał się napżud i każdy człowiek rozsądny mugł zorientować się w sytuacji politycznej. Dziś zaś są telegramy, artykuły wstępne i ostatnie wiadomości, ale wszystko służy do bałamucenia w głowah.
Gożej nawet, niż bałamucą, bo odejmują serca ludziom. I gdyby nie Kenig albo poczciwy Sulicki, to człowiek pżestałby wieżyć w sprawiedliwość boską. Takie się dziś żeczy wypisują w gazetah!...
Co zaś do księcia Ludwika Napoleona, to mugł on zginąć, ale może się też i ukrył gdzie pżed ajentami Gambetty. Ja tam do pogłosek nie pżywiązuję wagi.
Klejna wciąż nie ma, a Lisiecki pżeniusł się do Astrachania nad Wołgę. Na odjezdne powiedział mi, że tu niedługo zostaną tylko Żydzi, a reszta zżydzieje.
Lisiecki zawsze był gorączka.
Moje zdrowie jakoś nietęgie. Męczę się tak łatwo, że już bez laski nie wyhodzę na ulicę. W ogule nic mi nie jest, tylko czasem napada mnie dziwny bul w ramionah i duszność. Ale to pżejdzie, a nie pżejdzie, to wszystko mi jedno. Tak się jakoś zmienia świat na złe, że niedługo nie będę mugł z nikim gadać i w nic wieżyć.
W końcu lipca Henryk Szlangbaum wyprawiał urodziny jako właściciel sklepu i naczelnik naszej spułki. A hoć i w połowie nie wystąpił tak jak Stach w roku zeszłym, jednakże zbiegli się wszyscy pżyjaciele i niepżyjaciele Wokulskiego i pili zdrowie Szlangbauma... aż okna się tżęsły.
Oj, ludzie, ludzie!... Za pełnym tależem i butelką wleźliby do kanału, a za rublem to już nawet nie wiem gdzie.
Fiu! fiu!... Pokazano mi dzisiaj kurierek, w kturym pani baronowa Krzeszowska nazywa się jedną z najzacniejszyh i najlitościwszyh naszyh niewiast za to, że dała dwieście rubli na jakiś pżytułek. Widocznie zapomniano o jej procesie z panią Stawską i awanturah z lokatorami.
Czyby mąż tak babę ujeździł?...
Pżeciw Żydom ciągle rosną kwasy. Nie brak nawet pogłosek o tym, że Żydzi hwytają hżeścijańskie dzieci i zabijają na mace.
Kiedy słyszę takie historie, dalibug! że pżecieram oczy i zapytuję samego siebie: czy ja teraz majaczę w gorączce, czyli też cała moja młodość była snem?...
Ale najbardziej gniewa mnie ucieha doktora Szumana z tego fermentu.
— Dobże tak parhom!... — muwi. — Nieh im zrobią awanturę, nieh ih nauczą rozumu. To genialna rasa, ale takie szelmy, że nie ujeździsz ih bez bata i ostrogi...
— Muj doktoże — odpowiedziałem, bo już mi zbrakło cierpliwości — jeżeli Żydzi są takie gałgany, jak pan muwisz, to im nawet i ostrogi nie pomogą.
— Może ih nie poprawią, ale napędzą im nową porcję rozumu i nauczą silniej tżymać się za ręce — odparł. — A gdyby Żydzi byli solidarniejsi... no!...
Dziwny człowiek z tego doktora. Uczciwy to on jest, a nade wszystko rozumny; ale jego uczciwość nie wypływa z uczucia, tylko — albo ja wiem? — może z nałogu; a rozum ma tego gatunku, że łatwiej mu sto żeczy wyśmiać i zepsuć aniżeli jedną zbudować. Kiedy z nim rozmawiam, czasami pżyhodzi mi na myśl, że jego dusza jest jak tafla lodu: nawet ogień może się w niej odbić, ale ona sama nigdy się nie rozgżeje.
Stach wyjehał do Moskwy, zdaje mi się po to, ażeby uregulować rahunki z Suzinem. Ma u niego z puł miliona rubli (kto mugł pżypuścić coś podobnego pżed dwoma laty!), ale co zrobi z taką masą pieniędzy, ani się domyślam.
Już to Stach był zawsze oryginał i robił niespodzianki. Czy nam teraz jakiej nie pżygotowuje?... aż się lękam.
A tymczasem Mraczewski oświadczył się pani Stawskiej i po krutkim wahaniu został pżyjęty. Gdyby, jak projektuje sobie Mraczewski, otwożyli sklep w Warszawie, wszedłbym do spułki i pży nih bym zamieszkał. I muj Boże! niańczyłbym dzieci Mraczewskiego, hoć myślałem, że podobny użąd mugłbym pełnić tylko pży dzieciah Stacha.
Życie jest okrutnie ciężkie...
Wczoraj dałem pięć rubli na nabożeństwo na intencję księcia Ludwika Napoleona. Tylko na intencję, bo może nie zginął, hoć tak wszyscy gadają... Gdyby zaś... Nie znam ja się na teologii, ale zawsze bezpieczniej wyrobić mu stosunki na tamtym świecie. Bo nużby?... Naprawdę jestem niezdruw, hoć Szuman muwi, że wszystko idzie dobże. Zabronił mi: piwa, kawy, wina, prędkiego hodzenia, irytacji... Wyborny sobie!... Taką receptę to i ja potrafię zapisać; ale potraf ty ją sam wykonać...
On muwi ze mną tak, jakby podejżewał, że ja niepokoję się losem Stacha. Zabawny człowiek!... A cuż to Stach nie jest pełnoletni albo czy ja go już nie żegnałem na siedem lat? Lata minęły, Stach wrucił i znowu puścił się na awanturę.
Teraz będzie to samo; jak nagle zniknął, tak nagle powruci...
A jednakże ciężko żyć na świecie. I nieraz myślę sobie: czy naprawdę jest jaki plan, wedle kturego cała ludzkość posuwa się ku lepszemu, czyli też wszystko jest dziełem pżypadku, a ludzkość czy nie idzie tam, gdzie ją pophnie większa siła?... Jeżeli dobży mają gurę, wuwczas świat toczy się ku dobremu, a jeżeli gałgany są mocniejsi, to idzie ku złemu. Zaś ostatecznym kresem złyh i dobryh jest garść popiołu.
Jeżeli jest tak, nie dziwię się Stachowi, ktury nieraz muwił, że hciałby jak najprędzej sam zginąć i zniszczyć wszelki ślad po sobie. Ale mam pżeczucie, że tak nie jest.
Hociaż... Czy to ja nie miałem pżeczuć, że książę Ludwik Napoleon zostanie cesażem Francuzów?... Ha! jeszcze zaczekajmy, bo mi ta jego śmierć, w bitwie z gołymi Murzynami, jakoś dziwnie wygląda...”
Książka pohodzi z serwisu Wolne Lektury: Bolesław Prus, „Lalka”. Utwur w domenie publicznej. Zmiany: pisownia nowopolska (ó → u, rz → ż, ch → h; nazwy własne bez zmian), bez pżypisuw.