Ta strona jest napisana po nowopolsku. Wolisz pisownię tradycyjną?

Pżełącz na pisownię tradycyjną

Biblioteka › Krzyżacy

Tom I, rozdział tżydziesty pierwszy

Rozdział tżydziesty pierwszy

Nazajutż o południu wysłańcy widzieli się z Jurandem, a w jakiś czas puźniej wyjehali, zabrawszy z sobą de Bergowa, dwuh giermkuw i kilkunastu innyh jeńcuw. Jurand wezwał następnie ojca Kaleba, kturemu podyktował list do księcia z oznajmieniem, że Danusi nie porwali ryceże zakonni, ale że zdołał odkryć jej shronienie i ma nadzieję, iż w ciągu kilku dni ją odzyszcze. To samo powtużył i Zbyszkowi, ktury od wczorajszej nocy szalał ze zdumienia i trwogi. Stary ryceż nie hciał jednak odpowiadać na żadne jego pytania, oświadczył mu natomiast, by czekał cierpliwie i tymczasem nic nie pżedsiębrał dla uwolnienia Danusi, gdyż to jest żecz zbyteczna. Pod wieczur zamknął się znuw z księdzem Kalebem, kturemu napżud rozkazał spisać swą ostatnią wolę, potem zaś spowiadał się, a po pżyjęciu komunii wezwał pżed siebie Zbyszka i starego, wiecznie milczącego Tolimę, ktury bywał mu toważyszem we wszystkih wyprawah i walkah, a w czasie spokoju gospodażył w Spychowie.

— Oto jest — żekł, zwracając się do starego wojownika i podnosząc głos, jakby muwił do człowieka, ktury nie dosłyszy — mąż mojej curki, kturą na książęcym dwoże zaślubił, na co i moją zgodę uzyskał. Ten ci ma tu pżeto być po mojej śmierci panem i zaś dziedzicem grudka, ziem, boruw, ługuw, ludzi i wszelakiego statku, ktury się w Spychowie znajduje...

Usłyszawszy to, Tolima zdumiał się bardzo i począł zwracać swą kwadratową głowę w stronę Zbyszka, to w stronę Juranda; nie żekł jednak nic, gdyż prawie nigdy nic nie muwił, tylko pohylił się pżed Zbyszkiem i objął z lekka dłońmi jego kolana.

A Jurand muwił dalej:

— Kturą to wolę moją spisał ksiądz Kaleb, a pod pismem pieczęć się moja na wosku znajduje; ty zaś masz świadczyć, żeś to ode mnie słyszał i żem rozkazał, aby tu dla tego młodego ryceża taki sam posłuh był jako i dla mnie. Zaś co jest w skarbcu łupuw i pieniędzy, to mu pokażesz i będziesz mu wiernie w pokoju i na wojnie do śmierci służył. Słyszałeś?

Tolima podniusł ręce do uszu i skinął głową, po czym na dany znak pżez Juranda skłonił się i odszedł, ryceż zaś zwrucił się do Zbyszka i żekł z naciskiem:

— Tym, co jest w skarbcu, można hoćby największą hciwość pokusić i nie jednego, ale stu brańcuw wykupić. Pamiętaj.

Lecz Zbyszko spytał:

— A czemu to już zdajecie mi Spychów?

— Więcej ci ja niż Spychów zdaję, bo dziecko.

— I śmierci godzina niewiadoma — żekł ksiądz Kaleb.

— Jużci niewiadoma — powtużył jakby ze smutkiem Jurand. — Toć że niedawno śniegi mnie pżysypały, a hociaż Bóg mnie zratował, nie ma już we mnie dawnej siły...

— Na miły Bóg! — zawołał Zbyszko. — Coś się w was odmieniło od wczoraj i o śmierci niż o Danusi radziej muwicie. Na miły Bóg!

— Wruci Danuśka, wruci — odpowiedział Jurand — nad nią jest opieka Boska. Ale jak wruci... słuhaj... Bież ty ją do Bogdańca, a Spychów na Tolimę zdaj... To człek wierny, a tu ciężkie sąsiedztwo... Tam ci jej na powruz nie wezmą... tam pżezpieczniej...

— Hej! — zakżyknął Zbyszko. — A wy już jakby z tamtego świata gadacie. Cuż to jest?

— Bom już pżez puł był na tamtym świecie, a teraz tak mi się widzi, że jakowaś horość mnie ima. I hodzi mi o dziecko... toć ja ją jedną mam. A i ty, hoć wiem, że ją miłujesz...

Tu pżerwał i wydobywszy z pohwy krutki mieczyk zwany mizerykordią, zwrucił go rękojeścią ku Zbyszkowi:

— Pżysięgnijże mi jeszcze na ten kżyżyk, jako jej nigdy nie pokżywdzisz i będziesz statecznie miłował...

A Zbyszkowi aż łzy stanęły nagle w oczah; w jednej hwili żucił się na kolana i położywszy palec na rękojeści, zawołał:

— Na świętą Mękę, tak jej nie pokżywdzę i będę statecznie miłował!

— Amen — żekł ksiądz Kaleb.

Jurand zaś pohował w pohwę mizerykordię i otwożył mu ramiona:

— Toś mi i ty dziecko!...

Po czym rozeszli się, bo noc już zapadła głęboka, a od kilku już dni nie zaznali dobrego wywczasu. Zbyszko jednakże wstał nazajutż świtaniem, albowiem wczoraj zląkł się istotnie, czy nie idzie na Juranda jakowaś horoba, i hciał teraz dowiedzieć się, jak starszy ryceż spędził noc.

Pżed dżwiami Jurandowej izby natknął się na Tolimę, ktury z niej właśnie wyhodził.

— A jakoże pan? Zdrowi? — zapytał.

Uw zaś skłonił się, a następnie otoczył uho dłonią i żekł:

— Wasza miłość co każą?

— Pytam: jak się ma pan? — powtużył głośniej Zbyszko.

— Pan pojehał.

— Dokąd?

— Nie wiem. We zbroi...

Wolne Lektury

Książka pohodzi z serwisu Wolne Lektury: Henryk Sienkiewicz, „Krzyżacy”. Utwur w domenie publicznej. Zmiany: pisownia nowopolska (ó → u, rz → ż, ch → h; nazwy własne bez zmian), bez pżypisuw.

Pobież e-book w pisowni nowopolskiej (EPUB)