Ta strona jest napisana po nowopolsku. Wolisz pisownię tradycyjną?

Pżełącz na pisownię tradycyjną

Biblioteka

Dziady, część II

Dziady, część II

DZIADY. Jest to nazwisko uroczystości obhodzonej dotąd między pospulstwem w wielu powiatah Litwy, Prus i Kurlandii, na pamiątkę dziaduw, czyli w ogulności zmarłyh pżodkuw. Uroczystość ta początkiem swoim zasięga czasuw pogańskih i zwała się niegdyś ucztą kozła, na kturej pżewodniczył Koźlarz, Huslar, Guślarz, razem kapłan i poeta (gęślaż).

W teraźniejszyh czasah, ponieważ światłe duhowieństwo i właściciele usiłowali wykożenić zwyczaj połączony z zabobonnymi praktykami i zbytkiem częstokroć nagannym, pospulstwo więc święci Dziady tajemnie w kaplicah lub pustyh domah niedaleko cmentaża. Zastawia się tam pospolicie uczta z rozmaitego jadła, trunkuw, owocuw i wywołują się dusze nieboszczykuw. Godna uwagi, iż zwyczaj częstowania zmarłyh zdaje się być wspulny wszystkim ludom pogańskim, w dawnej Grecji za czasuw homerycznyh, w Skandynawii, na Wschodzie i dotąd po wyspah Nowego Świata. Dziady nasze mają to szczegulnie, iż obżędy pogańskie pomieszane są z wyobrażeniami religii hżeścijańskiej, zwłaszcza iż dzień zaduszny pżypada około czasu tej uroczystości. Pospulstwo rozumie, iż potrawami, napojem i śpiewami pżynosi ulgę duszom czyscowym.

Cel tak pobożny święta, miejsca samotne, czas nocny, obżędy fantastyczne pżemawiały niegdyś silnie do mojej imaginacji; słuhałem bajek, powieści i pieśni o nieboszczykah powracającyh z prośbami lub pżestrogami; a we wszystkih zmyśleniah poczwarnyh można było dostżec pewne dążenie moralne i pewne nauki, gminnym sposobem zmysłowie pżedstawiane.

Poema niniejsze pżedstawi obrazy w podobnym duhu, śpiewy zaś obżędowe, gusła i inkantacje są po większej części wiernie, a niekiedy dosłownie z gminnej poezji wzięte.

Guślarz — Starzec pierwszy z huru — Chór wieśniakuw i wieśniaczek — kaplica, wieczur.
There are more things in Heaven and Earth, 
Than are dreamt of in your philosophy 
 
Shakespeare
Są dziwy w niebie i na ziemi, o kturyh 
ani śniło się waszym filozofom. 
 

HUR

Ciemno wszędzie, głuho wszędzie, 
Co to będzie, co to będzie? 
 

GUŚLARZ

Zamknijcie dżwi od kaplicy 
I stańcie dokoła truny; 
Żadnej lampy, żadnej świécy, 
W oknah zawieście całuny. 
Nieh księżyca jasność blada 
Szczelinami tu nie wpada. 
Tylko żwawo, tylko śmiało. 
 

STAŻEC

Jak kazałeś, tak się stało. 
 

HUR

Ciemno wszędzie, głuho wszędzie, 
Co to będzie, co to będzie? 
 

GUŚLARZ

Czyscowe duszeczki! 
W jakiejkolwiek świata stronie: 
Czyli ktura w smole płonie, 
Czyli marznie na dnie żeczki, 
Czyli dla dotkliwszej kary 
W surowym wszczepiona drewnie, 
Gdy ją w piecu gryzą żary, 
I piszczy, i płacze żewnie; 
Każda spieszcie do gromady! 
Gromada nieh się tu zbieże! 
Oto obhodzimy Dziady! 
Zstępujcie w święty pżybytek; 
Jest jałmużna, są pacieże, 
I jedzenie, i napitek. 
 

HUR

Ciemno wszędzie, głuho wszędzie, 
Co to będzie, co to będzie? 
 

GUŚLARZ

Podajcie mi garść kądzieli, 
Zapalam ją; wy z pośpiehem, 
Skoro płomyk w gurę stżeli, 
Pędźcie go z lekkim oddehem. 
O tak, o tak, daléj, daléj, 
Nieh się na powietżu spali. 
 

HUR

Ciemno wszędzie, głuho wszędzie, 
Co to będzie, co to będzie? 
 

GUŚLARZ

Napżud wy z lekkimi duhy, 
Coście śrud tego padołu 
Ciemnoty i zawieruhy, 
Nędzy, płaczu i mozołu 
Zabłysnęli i spłonęli 
Jako ta garstka kądzieli. 
Kto z was wietżnym błądzi szlakiem, 
W niebieskie nie wzleciał bramy, 
Tego lekkim, jasnym znakiem 
Pżyzywamy, zaklinamy. 
 

HUR

Muwcie, komu czego braknie, 
Kto z was pragnie, kto z was łaknie. 
 

GUŚLARZ

Patżcie, ah, patżcie do gury, 
Cuż tam pod sklepieniem świeci? 
Oto złocistymi piury 
Tżepioce się dwoje dzieci. 
Jak listek z listkiem w powiewie, 
Kręcą się pod cerkwi wieżhołkiem; 
Jak gołąbek z gołąbkiem na dżewie, 
Tak aniołek igra z aniołkiem. 
 

GUŚLARZ I STAŻEC

Jak listek z listkiem w powiewie, 
Kręcą się pod cerkwi wieżhołkiem; 
Jak gołąbek z gołąbkiem na dżewie, 
Tak aniołek igra z aniołkiem. 
 

ANIOŁEK

do jednej z wieśniaczek
Do mamy lecim, do mamy. 
Cuż to, mamo, nie znasz Józia? 
Ja to Józio, ja ten samy, 
A to siostra moja Rózia. 
My teraz w raju latamy, 
Tam nam lepiej niż u mamy. 
Patż, jakie głuwki w promieniu, 
Ubiur z jutżenki światełka, 
A na oboim ramieniu 
Jak u motylkuw skżydełka: 
W raju wszystkiego dostatek, 
Co dzień to inna zabawka: 
Gdzie stąpim, wypływa trawka, 
Gdzie dotkniem, rozkwita kwiatek. 
 
Lecz hoć wszystkiego dostatek, 
Dręczy nas nuda i trwoga. 
Ah, mamo, dla twoih dziatek 
Zamknięta do nieba droga! 
 

HUR

Lecz hoć wszystkiego dostatek, 
Dręczy ih nuda i trwoga, 
Ah, mamo, dla twoih dziatek 
Zamknięta do nieba droga! 
 

GUŚLARZ

Czego potżebujesz, duszeczko, 
Żeby się dostać do nieba? 
Czy prosisz o hwałę Boga, 
Czyli o pżysmaczek słodki, 
Są tu pączki, ciasta, mleczko 
I owoce, i jagudki. 
Czego potżebujesz, duszeczko, 
Żeby się dostać do nieba? 
 

ANIOŁEK

Nic nam, nic nam nie potżeba. 
Zbytkiem słodyczy na ziemi 
Jesteśmy nieszczęśliwemi. 
Ah, ja w mojem życiu całem 
Nic gożkiego nie doznałem. 
Pieszczoty, łakotki, swawole, 
A co zrobię, wszystko caca. 
Śpiewać, skakać, wybiec w pole, 
Urwać kwiatkuw dla Rozalki, 
Oto była moja praca, 
A jej praca stroić lalki. 
Pżylatujemy na Dziady 
Nie dla modłuw i biesiady, 
Niepotżebna msza ofiarna; 
Nie o pączki, mleczka, hrusty — 
Prosim gorczycy dwa ziarna; 
A ta usługa tak marna 
Stanie za wszystkie odpusty. 
 
Bo słuhajcie i zważcie u siebie, 
Że według bożego rozkazu: 
Kto nie doznał goryczy ni razu, 
Ten nie dozna słodyczy w niebie. 
 

HUR

Bo słuhajmy i zważmy u siebie, 
Że według bożego rozkazu: 
Kto nie doznał goryczy ni razu, 
Ten nie dozna słodyczy w niebie. 
 

GUŚLARZ

Aniołku, duszeczko! 
Czego hciałeś, macie obie. 
To ziarneczko, to ziarneczko, 
Teraz z Bogiem idźcie sobie. 
A kto prośby nie posłuha, 
W imię Ojca, Syna, Ducha. 
Widzicie Pański kżyż? 
Nie hcecie jadła, napoju, 
Zostawcież nas w pokoju! 
A kysz, a kysz! 
 

HUR

A kto prośby nie posłuha, 
W imię Ojca, Syna, Ducha. 
Widzicie Pański kżyż? 
Nie hcecie jadła, napoju, 
Zostawcież nas w pokoju; 
A kysz, a kysz! 
 
Widmo znika.

GUŚLARZ

Już straszna pułnoc pżybywa, 
Zamykajcie dżwi na kłudki; 
Weźcie smolny pęk łuczywa, 
Stawcie w środku kocioł wudki. 
A gdy laską skinę z dala, 
Niehaj się wudka zapala. 
Tylko żwawo, tylko śmiało. 
 

STAŻEC

Jużem gotuw. 
 

GUŚLARZ

Daję hasło. 
 

STAŻEC

Buhnęło, zawżało 
I zgasło. 
 

HUR

Ciemno wszędzie, głuho wszędzie, 
Co to będzie, co to będzie? 
 
 

GUŚLARZ

Dalej wy z najcięższym duhem, 
Coście do tego padołu 
Pżykuci zbrodni łańcuhem 
Z ciałem i duszą pospołu. 
Hoć zgon lepiankę rozkruszy, 
Hoć was anioł śmierci woła, 
Żywot z cielesnej katuszy 
Dotąd wydżeć się nie zdoła. 
Jeżeli karę tak srogą 
Ludzie nieco zwolnić mogą 
I zbawić piekielnej jamy, 
Kturej jesteście tak blisko: 
Was wzywamy, zaklinamy 
Pżez żywioł wasz, pżez ognisko! 
 

HUR

Muwcie, komu czego braknie, 
Kto z was pragnie, kto z was łaknie? 
 

GŁOS

za oknem
Hej, kruki, sowy, orlice! 
O wy pżeklęte żarłoki! 
Puśćcie mnie tu pod kaplicę, 
Puśćcie mnie hoć na dwa kroki. 
 

GUŚLARZ

Wszelki duh! jakaż potwora! 
Widzicie w oknie upiora? 
Jak kość na polu wybladły; 
Patżcie! patżcie, jakie lice! 
W gębie dym i błyskawice, 
Oczy na głowę wysiadły, 
Świecą jak węgle w popiele. 
Włos rozczohrany na czele. 
A jak suhy snop cierniowy 
Płonąc miotłę ognia ciska, 
Tak od potępieńca głowy 
Z tżaskiem sypią się iskżyska. 
 

GUŚLARZ I STAŻEC

A jak suhy snop cierniowy 
Płonąc miotłę ognia ciska, 
Tak od potępieńca głowy 
Z tżaskiem sypią się iskżyska. 
 

WIDMO

zza okna
Dzieci! nie znacie mnie, dzieci? 
Pżypatżcie się tylko z bliska, 
Pżypomnijcie tylko sobie! 
Ja nieboszczyk pan wasz, dzieci! 
Wszak to moja była wioska. 
Dziś ledwo rok mija tżeci, 
Jak mnie złożyliście w grobie. 
Ah, zbyt ciężka ręka boska! 
Jestem w złego duha mocy, 
Okropne cierpię męczarnie. 
Kędy noc ziemię ogarnie, 
Tam idę szukając nocy; 
A uciekając od słońca 
Tak pędzę żywot tułaczy, 
A nie znajdę błędom końca. 
Wiecznyh głoduw jestem pastwą; 
A ktuż mię nakarmić raczy? 
Szarpie mię żarłoczne ptastwo; 
A ktuż będzie muj obrońca? 
Nie masz, nie masz mękom końca! 
 

HUR

Szarpie go żarłoczne ptastwo, 
A ktuż mu będzie obrońca? 
Nie masz, nie masz mękom końca! 
 

GUŚLARZ

A czeguż potżeba dla duszy, 
Aby uniknąć katuszy? 
Czy prosisz o hwałę nieba? 
Czy o poświęcone gody? 
Jest dostatkiem mleka, hleba, 
Są owoce i jagody. 
Muw, czego tżeba dla duszy, 
Aby się dostać do nieba? 
 

WIDMO

Do nieba?... bluźnisz daremnie... 
O nie! ja nie hcę do nieba; 
Ja tylko hcę, żeby ze mnie 
Prędzej się dusza wywlekła. 
Stokroć wolę pujść do piekła, 
Wszystkie męki zniosę snadnie; 
Wolę jęczeć w piekle na dnie, 
Niż z duhami nieczystemi 
Błąkać się wiecznie po ziemi, 
Widzieć dawnyh ucieh ślady, 
Pamiątki dawnej szkarady; 
Od wshodu aż do zahodu, 
Od zahodu aż do wshodu 
Umierać z pragnienia, z głodu 
I karmić drapieżne ptaki. 
Lecz niestety! wyrok taki, 
Że doputy w ciele muszę 
Potępioną włuczyć duszę, 
Nim kto z was, poddani moi, 
Pożywi mię i napoi. 
 
Ah, jak mnie pragnienie pali; 
Gdyby mała wody miarka! 
Ah! gdybyście mnie podali 
Hoćby dwa pszenicy ziarka! 
 

HUR

Ah, jak go pragnienie pali! 
Gdyby mała wody miarka! 
Ah, gdybyśmy mu podali 
Hoćby dwa pszenicy ziarka! 
 

HUR PTAKUW NOCNYH

Darmo żebże, darmo płacze: 
My tu czarnym korowodem, 
Sowy, kruki i puhacze, 
Niegdyś, panku, sługi twoje. 
Ktureś ty pomożył głodem, 
Zjemy pokarmy, wypijem napoje. 
Hej, sowy, puhacze, kruki, 
Szponami, kżywymi dzioby 
Szarpajmy jadło na sztuki! 
Hociażbyś tżymał już w gębie, 
I tam ja szponę zagłębię; 
Dostanę aż do wątroby. 
 
Nie znałeś litości, panie! 
Hej, sowy, puhacze, kruki, 
I my nie znajmy litości: 
Szarpajmy jadło na sztuki, 
A kiedy jadła nie stanie, 
Szarpajmy ciało na sztuki, 
Niehaj nagie świecą kości. 
 

KRUK

Nie lubisz umierać z głodu! 
A pomnisz, jak raz w jesieni 
Wszedłem do twego ogrodu? 
Gruszka dojżewa, jabłko się czerwieni; 
Tży dni nic nie miałem w ustah, 
Otżąsnąłem jabłek kilka. 
Lecz ogrodnik skryty w hrustah 
Zaraz narobił hałasu 
I poszczuł psami jak wilka. 
Nie pżeskoczyłem tarasu, 
Dopędziła mię obława; 
Pżed panem toczy się sprawa, 
O co? o owoce z lasu, 
Kture na wspulną wygodę 
Bóg dał jak ogień i wodę. 
Ale pan gniewny zawoła: 
„Potżeba dać pżykład grozy”. 
Zbiegł się lud z całego sioła, 
Pżywiązano mnie do sohy, 
Zbito dziesięć pękuw łozy. 
Każdą kość, jak z kłosa żyto, 
Jak od suhyh strąkuw grohy, 
Od skury mojej odbito! 
Nie znałeś litości, panie! 
 

HUR PTAKUW

Hej, sowy, puhacze, kruki, 
I my nie znajmy litości! 
Szarpajmy jadło na sztuki; 
A kiedy jadła nie stanie, 
Szarpajmy ciało na sztuki, 
Niehaj nagie świecą kości! 
 

SOWA

Nie lubisz umierać z głodu! 
Pomnisz, jak w kucyją samą, 
Pośrud najtęższego hłodu, 
Stałam z dziecięciem pod bramą. 
Panie! wołałam ze łzami, 
Zlituj się nad sierotami! 
Mąż muj już na tamtym świecie, 
Curkę zabrałeś do dwora, 
Matka w hacie leży hora, 
Pży piersiah maleńkie dziecię. 
Panie, daj nam zapomogę, 
Bo dalej wyżyć nie mogę! 
 
Ale ty, panie, bez duszy! 
Hulając w pjanej ohocie, 
Pżewalając się po złocie, 
Hajdukowi żekłeś z ciha: 
„Kto tam gościom trąbi w uszy? 
Wypędź żebraczkę, do liha”. 
Posłuhał hajduk niecnota, 
Za włosy wywlekł za wrota! 
Wephnął mię z dzieckiem do śniegu! 
Zbita i pżeziębła srodze, 
Nie mogłam znaleźć noclegu; 
Zmarzłam z dziecięciem na drodze. 
Nie znałeś litości, panie! 
 

HUR PTAKUW

Hej, sowy, puhacze, kruki, 
I my nie znajmy litości! 
Szarpajmy jadło na sztuki, 
A kiedy jadła nie stanie, 
Szarpajmy ciało na sztuki, 
Niehaj nagie świecą kości! 
 

WIDMO

Nie ma, nie ma dla mnie rady! 
Darmo podajesz tależe, 
Co dasz, to ptastwo zabieże. 
Nie dla mnie, nie dla mnie Dziady! 
 
Tak, muszę dręczyć się wiek wiekiem, 
Sprawiedliwe zżądzenia boże! 
Bo kto nie był ni razu człowiekiem, 
Temu człowiek nic nie pomoże. 
 

HUR

Tak, musisz dręczyć się wiek wiekiem, 
Sprawiedliwe zżądzenia boże! 
Bo kto nie był ni razu człowiekiem, 
Temu człowiek nic nie pomoże. 
 

GUŚLARZ

Gdy nic tobie nie pomoże, 
Idźże sobie precz, nieboże. 
A kto prośby nie posłuha, 
W Imię Ojca, Syna, Ducha. 
Czy widzisz Pański kżyż? 
Nie bieżesz jadła, napoju? 
Zostawże nas w pokoju! 
A kysz, a kysz! 
 

HUR

A kto prośby nie posłuha, 
W imię Ojca, Syna, Ducha. 
Czy widzisz Pański kżyż? 
Nie bieżesz jadła, napoju? 
Zostawże nas w pokoju! 
A kysz, a kysz! 
 
Widmo znika.

GUŚLARZ

Podajcie mi, pżyjaciele, 
Ten wianek na koniec laski. 
Zapalam święcone ziele, 
W gurę dymy, w gurę blaski! 
 

HUR

Ciemno wszędzie, głuho wszędzie, 
Co to będzie, co to będzie? 
 

GUŚLARZ

Teraz wy, pośrednie duhy, 
Coście u tego padołu 
Ciemnoty i zawieruhy 
Żyłyście z ludźmi pospołu; 
Lecz, od ludzkiej wolne skazy, 
Żyłyście nie nam, nie światu, 
Jako te cząbry i ślazy, 
Ni z nih owocu, ni kwiatu. 
Ani się ukarmi zwieżę, 
Ani się człowiek ubieże; 
Lecz w wonne skręcone wianki 
Na ścianie wiszą wysoko. 
Tak wysoko, o ziemianki, 
Była wasza pierś i oko! 
Ktura dotąd z czystym skżydłem 
Niebieskiej nie pżeszła bramy, 
Was tym światłem i kadzidłem 
Zapraszamy, zaklinamy. 
 

HUR

Muwcie, komu czego braknie, 
Kto z was pragnie, kto z was łaknie. 
 

GUŚLARZ

A toż czy obraz Bogarodzicy? 
Czyli anielska postać? 
Jak lekkim żutem obręcza 
Po obłokah zbiega tęcza, 
By z jeziora wody dostać, 
Tak ona świeci w kaplicy. 
Do nug biała spływa szata, 
Włos z wietżykami swawoli, 
Po jagodah uśmieh lata, 
Ale w oczah łza niedoli. 
 

GUŚLARZ I STAŻEC

Do nug biała spływa szata, 
Włos z wietżykami swawoli, 
Po jagodah uśmieh lata, 
Ale w oczah łza niedoli. 
 

GUŚLARZ I DZIEWCZYNA

GUŚLARZ

Na głowie ma kraśny wianek, 
W ręku zielony badylek, 
A pżed nią bieży baranek, 
A nad nią leci motylek. 
Na baranka bez ustanku 
Woła: baś, baś, muj baranku, 
Baranek zawsze z daleka: 
Motylka ruzeczką goni 
I już, już tżyma go w dłoni; 
Motylek zawsze ucieka. 
 

DZIEWCZYNA

Na głowie mam kraśny wianek, 
W ręku zielony badylek, 
Pżede mną bieży baranek, 
Nade mną leci motylek. 
Na baranka bez ustanku 
Wołam: baś, baś, muj baranku, 
Baranek zawsze z daleka; 
Motylka ruzeczką gonię 
I już, już hwytam go w dłonie; 
Motylek zawsze ucieka. 
 

DZIEWCZYNA

Tu niegdyś w wiosny poranki 
Najpiękniejsza z tego sioła, 
Zosia pasając baranki 
Skacze i śpiewa wesoła. 
La la la la 
 
Oleś za gołąbkuw parę 
Hciał raz pocałować w usta; 
Lecz i prośbę, i ofiarę 
Wyśmiała dziewczyna pusta. 
La la la la 
 
Józio dał wstążkę pasterce, 
Antoś oddał swoje serce; 
Lecz i z Józia, i z Antosia 
Śmieje się pieżhliwie Zosia. 
La la la la 
 
Tak, Zosią byłam, dziewczyną z tej wioski. 
Imię moje u was głośne, 
Że hociaż piękna, nie hciałam zamęścia 
I dziewiętnastą pżeigrawszy wiosnę, 
Umarłam nie znając troski 
Ani prawdziwego szczęścia. 
Żyłam na świecie; lecz, ah! nie dla świata! 
Myśl moja, nazbyt skżydlata, 
Nigdy na ziemskiej nie spoczęła błoni. 
Za lekkim zefirkiem goni, 
Za muszką, za kraśnym wiankiem, 
Za motylkiem, za barankiem; 
Ale nigdy za kohankiem. 
Pieśni i fletuw słuhałam rada: 
Często, kiedy sama pasę, 
Do tyh pasteży goniłam stada, 
Ktuży mą wielbili krasę; 
Lecz żadnego nie kohałam. 
Za to po śmierci nie wiem, co się ze mną dzieje, 
Nieznajomym ogniem pałam; 
Hoć sobie igram do woli, 
Latam, gdzie wietżyk zawieje, 
Nic mię nie smuci, nic mię nie boli, 
Jakie hcę, wyrabiam cuda. 
Pżędę sobie z tęczy rąbki, 
Z pżezroczystyh łez poranku 
Twożę motylki, gołąbki. 
Pżecież nie wiem, skąd ta nuda: 
Wyglądam kogoś za każdym szelestem, 
Ah, i zawsze sama jestem! 
Pżykro mi, bez ustanku 
Wiatr mną jak piurkiem pomiata. 
Nie wiem, czy jestem z tego, czy z tamtego świata: 
Gdzie się pżybliżam, zaraz wiatr oddali, 
Pędzi w gurę, w duł, z ukosa: 
Tak pośrud pieżhliwej fali 
Wieczną pżelatując drogę, 
Ani wzbić się pod niebiosa, 
Ani ziemi dotknąć nie mogę. 
 

HUR

Tak pośrud pieżhliwej fali 
Pżez wieczne lecąc bezdroże, 
Ani wzbić się pod niebiosa, 
Ani dotknąć ziemi nie może. 
 

GUŚLARZ

Czego potżebujesz, duszeczko, 
Żeby się dostać do nieba? 
Czy prosisz o hwałę Boga, 
Czy o pżysmaczek słodki? 
Są tu pączki, ciasta, mleczko, 
I owoce, i jagudki. 
Czego potżebujesz, duszeczko. 
Żeby się dostać do nieba? 
 

DZIEWCZYNA

Nic mnie, nic mnie nie potżeba! 
Niehaj podbiegną młodzieńce, 
Nieh mię pohwycą za ręce, 
Niehaj pżyciągną do ziemi, 
Nieh poigram hwilkę z niemi. 
Bo słuhajcie i zważcie u siebie, 
Że według bożego rozkazu: 
Kto nie dotknął ziemi ni razu, 
Ten nigdy nie może być w niebie. 
 

HUR

Bo słuhajmy i zważmy u siebie, 
Że według bożego rozkazu: 
Kto nie dotknął ziemi ni razu, 
Ten nigdy nie może być w niebie, 
 

GUŚLARZ

do kilku wieśniakuw
Darmo bieżycie; to są marne cienie, 
Darmo rączki ściąga biedna, 
Wraz ją spędzi wiatru thnienie. 
Lecz nie płacz, piękna dziewico! 
Oto pżed moją źrenicą 
Odkryto pżyszłe wyroki: 
Jeszcze musisz sama jedna 
Latać z wiatrem pżez dwa roki, 
A potem staniesz za niebieskim progiem. 
Dziś modlitwa nic nie zjedna. 
Lećże sobie z Panem Bogiem. 
A kto prośby nie posłuha, 
W imię Ojca, Syna, Ducha! 
Czy widzisz Pański kżyż? 
Nie hciałaś jadła, napoju? 
Zostawże nas w pokoju. 
A kysz, a kysz! 
 

HUR

A kto prośby nie posłuha, 
W imię Ojca, Syna, Ducha! 
Czy widzisz Pański kżyż? 
Nie hciałaś jadła, napoju? 
Zostawże nas w pokoju. 
A kysz, a kysz! 
 
Dziewica znika.

GUŚLARZ

Teraz wszystkie dusze razem, 
Wszystkie i każdą z osobna, 
Ostatnim wołam rozkazem! 
Dla was ta biesiada drobna; 
Garście maku, soczewicy 
Żucam w każdy rug kaplicy. 
 

HUR

Bieżcie, czego kturej braknie, 
Ktura pragnie, ktura łaknie. 
 

GUŚLARZ

Czas odemknąć dżwi kaplicy. 
Zapalcie lampy i świécy. 
Pżeszła pułnoc, kogut pieje, 
Skończona straszna ofiara, 
Czas pżypomnieć ojcuw dzieje. 
Stujcie... 
 

HUR

Cuż to? 
 

GUŚLARZ

Jeszcze mara! 
 

HUR

Ciemno wszędzie, głuho wszędzie, 
Co to będzie, co to będzie? 
 

GUŚLARZ

do jednej z wieśniaczek
Pasterko, ot tam w żałobie... 
Wstań, bo czy mi się wydaje, 
Czy ty usiadłaś na grobie? 
Dziatki! patżajcie, dla Boga! 
Wszak to zapada podłoga 
I blade widmo powstaje; 
Zwraca stopy ku pasterce 
I stanęło tuż pży boku. 
Zwraca lice ku pasterce, 
Białe lice i obsłony, 
Jako śnieg po nowym roku. 
Wzrok dziki i zasępiony 
Utopił całkiem w jej oku. 
Patżcie, ah, patżcie na serce! 
Jaka to pąsowa pręga, 
Tak jakby pąsowa wstęga 
Albo jak sznurkiem korale, 
Od piersi aż do nug sięga. 
Co to jest, nie zgadnę wcale! 
Pokazał ręką na serce, 
Lecz nic nie muwi pasterce. 
 

HUR

Co to jest, nie zgadniem wcale. 
Pokazał ręką na serce, 
Lecz nic nie muwi pasterce. 
 

GUŚLARZ

Czego potżebujesz, duhu młody? 
Czy prosisz o hwałę nieba? 
Czyli o święcone gody? 
Jest dostatkiem mleka, hleba, 
Są owoce i jagody. 
Czego potżebujesz, duhu młody, 
Żeby się dostać do nieba? 
 
Widmo milczy.

HUR

Ciemno wszędzie, głuho wszędzie, 
Co to będzie, co to będzie? 
 

GUŚLARZ

Odpowiadaj, maro blada! 
Cuż to, nic nie odpowiada? 
 

HUR

Cuż to, nic nie odpowiada? 
 

GUŚLARZ

Gdy gardzisz mszą i pierogiem. 
Idźże sobie z Panem Bogiem; 
A kto prośby nie posłuha, 
W imię Ojca, Syna, Ducha! 
Czy widzisz Pański kżyż? 
Nie hciałeś jadła, napoju? 
Zostawże nas w pokoju. 
A kysz, a kysz! 
 
Widmo stoi.

HUR

A kto prośby nie posłuha, 
W imię Ojca, Syna, Ducha! 
Czy widzisz Pański kżyż? 
Nie hciałeś jadła, napoju? 
Zostawże nas w pokoju. 
A kysz, a kysz! 
 
 

GUŚLARZ

Pżebug! cuż to za szkarada? 
Nie odhodzi i nie gada! 
 

HUR

Nie odhodzi i nie gada! 
 

GUŚLARZ

Duszo pżeklęta czy błoga, 
Opuszczaj święte obżędy! 
Oto roztwarta podłoga, 
Kędy wszedłeś, wyhodź tędy. 
Bo cię pżeklnę w imię Boga. 
 
po pauzie
Precz stąd na lasy, na żeki, 
I zgiń, pżepadnij na wieki! 
 
Widmo stoi.
Pżebug! cuż to za szkarada? 
I milczy, i nie pżepada! 
 

HUR

I milczy, i nie pżepada! 
 

GUŚLARZ

Darmo proszę, darmo gromię, 
On się pżeklęctwa nie boi. 
Dajcie kropidło z ołtaża... 
Nie pomaga i kropidło! 
Bo utrapione straszydło 
Jak stanęło, tak i stoi, 
Niemo, głuho, nieruhomie, 
Jak kamień pośrud cmentaża. 
 

HUR

Bo utrapione straszydło 
Jak stanęło, tak i stoi, 
Niemo, głuho, nieruhomie, 
Jak kamień pośrud cmentaża. 
 
Ciemno wszędzie, głuho wszędzie, 
Co to będzie, co to będzie? 
 

GUŚLARZ

To jest nad rozum człowieczy! 
Pasterko! znasz tę osobę? 
W tym są jakieś straszne żeczy. 
Po kim ty nosisz żałobę? 
Wszak mąż i rodzina zdrowa? 
Cuż to! nie muwisz i słowa? 
Spojżyj, odezwij się pżecie! 
Czyś ty martwa, moje dziecię? 
Czeguż uśmiehasz się? czego? 
Co w nim widzisz wesołego? 
 

HUR

Czeguż uśmiehasz się, czego? 
Co w nim widzisz wesołego? 
 

GUŚLARZ

Daj mnie stułę i gromnicę, 
Zapalę, jeszcze poświęcę... 
Prużno palę, prużno święcę, 
Nie znika pżeklęta dusza. 
Weźcie pasterkę pod ręce, 
Wyprowadźcie za kaplicę. 
Czeguż oglądasz się, czego? 
Co w nim widzisz powabnego? 
 

HUR

Czeguż oglądasz się? czego? 
Co w nim widzisz powabnego? 
 

GUŚLARZ

Pżebug, widmo kroku rusza! 
Gdzie my z nią, on za nią wszędzie... 
Co to będzie, co to będzie? 
 

HUR

Gdzie my z nią, on za nią wszędzie. 
Co to będzie, co to będzie? 
 
Wolne Lektury

Książka pohodzi z serwisu Wolne Lektury: Adam Mickiewicz, „Dziady, część II”. Utwur w domenie publicznej. Zmiany: pisownia nowopolska (ó → u, rz → ż, ch → h; nazwy własne bez zmian), bez pżypisuw.

Pobież e-book w pisowni nowopolskiej (EPUB)